O granicach wolności – część trzecia

Artykuł omawia różne rodzaje wolności, szczególnie wolność ekonomiczną i cielesną, podkreślając ich etyczną wartość dla społeczeństwa. Skupia się na równowadze między zasobnością a niezależnością, podkreślając, jak ograniczenia wolności ekonomicznej mogą wspierać inne formy wolności. Argumentuje, że refleksyjność społeczeństwa wymaga bezpieczeństwa materialnego.

W dzisiejszym artykule kontynuujemy pracę z poprzedniego, analizujemy kolejne rodzaje wolności pod kątem ich wartości etycznej dla społeczeństwa.

Wolność ekonomiczna

Wzrost zasobności społeczeństwa wpływa pozytywnie na jego refleksyjność, poprzez zmniejszanie ilość osób, które muszą walczyć o zapewnienie bytu i zwiększa ilość tych, którzy cieszą się stabilnością finansową. Jest tu również ryzyko: wzrost zasobności, skutkuje zwiększeniem się ilości ludzi goniących ślepo za zyskiem – czyli będących w ekonomicznej niewoli.
Tak jak dla jednostki, tak dla społeczeństwa, wolność ekonomiczna nie tkwi w maksymalnym zysku, raczej w równowadze: w wolności od ubóstwa i wolności od nadmiaru, bo oba te stany szkodzą refleksyjności. Rzecz w tym, że społeczeństwu trudniej ją osiągnąć niż jednostce, a jej utrata prowadzi do gwałtownych zjawisk społecznych, dodatkowo szkodzących wolności.

O wolność ekonomiczną społeczeństwa dbają dwukierunkowo. Z jednej strony zapewniają swobody ekonomiczne. Podstawową jest swoboda działalności gospodarczej, czyli zdolność do wytwarzania dóbr, ich przechowywania i transportowania. To wolność podejmowania pracy i zatrudniania za uzgodnionym wynagrodzeniem. Wreszcie wolność handlu, czyli sprzedaży i zakupu wytworzonych dóbr, ich wymiany na inne lub ekwiwalent pieniężny. Te fundamenty wolności ekonomicznej nie są niewzruszone, każdy jest ograniczany. Nie wszystkie dobra mogą być wytwarzane, nakładane są wymogi na ich przechowywanie i transport. Za pracę trzeba zapłacić minimalną stawkę. Wielu produktów nie można sprzedawać wcale, a innych nie można sprzedawać pewnym grupą ludzi. Współczesne społeczeństwa nie mają wątpliwości, że fundamenty wolności ekonomicznej nie są monolitami i można je regulować, jest kwestią umowy jak bardzo.
To nieintuicyjne, ale środkami dbałości o wolność ekonomiczną są także podatki i redystrybucja dóbr. To pozorna sprzeczność wynikająca z niezrozumienia różnicy między kontekstem indywidualnym a społecznym. W przypadku indywidualny, nic nie stoi na przeszkodzie, by jednostka gromadziła coraz więcej zasobów. Tak jak omawialiśmy w pierwszej części cyklu, nie ma z tego korzyści, ale nie ma i szkody. W społeczeństwie sytuacja jest diametralnie różna. Zgromadzenie wszystkich zasobów w rękach jednej osoby to katastrofa. Społeczeństwo jest ekonomicznie wolne, czyli maksymalizuje refleksyjność, gdy największa ilość ludzi ma zapewnione środki na przetrwanie i jak najwięcej ma zgromadzone oszczędności, dające bezpieczeństwo. Ten stan można osiągnąć, między innymi poprzez podatki i redystrybucję.

Wolność ekonomiczna sytuuje się najniżej pośród omawianych rodzajów. Właściwie nie zdarza się by inne były jej podporządkowane, a co najmniej żaden przykład nie przychodzi mi do głowy.
Często natomiast ograniczamy wolności gospodarczą jednych, na rzecz drugich. Wspomniana redystrybucja dóbr jest takim zabiegiem. Idea produktów regionalnych (oscypek itp.) i chronionych znaków towarowych są również przykład restrykcji. Temat jest rozległy, ale ekonomiści i prawnicy poświęcili mu dość uwagi, ja więc się tu zatrzymam.

Wolność ekonomiczna jest ograniczana, by inne mogły prosperować. Większość ograniczeń omawialiśmy uprzednio, przypomnę hasłowo kilka z nich: zakaz handlu narkotykami, zakaz niewolnictwa, ochrona przed pozbawianiem minimum egzystencjalnego, zakaz sprzedaż narządów, zakaz stręczycielstwa, zakaz sprzedaży tytoniu i etanolu nieletnim itd.
Czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, żyjemy w świecie mocno ograniczonej ekonomii. Wiele z tych ograniczeń wrosło mocno w społeczność i nie jest kwestionowane, choć każde napotykało na opór, kiedy było wprowadzane.

O wolności ekonomicznej spotykamy wiele fałszywych wyobrażeń, jest on najbardziej niezrozumianą z całej grupy!
Wolność ekonomiczna nie oznacza prawa do szkodzenia innym, nawet jeśli przynosi zyski, nie jest przejawem wolności. W drastycznych sytuacjach nie ma co do tego wątpliwości: przyjmowanie zleceń na zamordowanie czy pobicie człowieka, jest niedopuszczalne i argumenty o swobodzie działalności gospodarczej tego nie zmienią. Wolność ekonomiczna wchodzi w konflikt z wolnością cielesną i musi ustąpić pola. W subtelniejszych sytuacjach, społeczeństwo nie jest tak zdeterminowane. Weźmy produkcję i sprzedaż papierosów, ta aktywność narusza wolność cielesną ludzi używających uzależniającego produktu. Czyni on spustoszenie w społeczeństwie, zabijając jego członków. Ich produkowanie i sprzedaż powinno być zakazane bez oglądania się na swobodę gospodarczą! Także tutaj powinna ustąpić wolności cielesnej. Podobnie dla alkoholu, gdzie konflikt rozciąga się także na wolność sumienia ze względu na zaburzanie pracy mózgu.

Wolności ekonomiczna, nie ogranicza się do swobody wymiany dóbr i obrotu towarem, jest także zdolnością do zapewnienia sobie bytu. System, który spycha masy ludzi w ubóstwo, nie jest wolny, niezależnie ile razy użyjemy tego słowa w nazwie! Gdzie przewaga materialna jest wykorzystana do zmuszania innych, pod groźbą ruiny czy śmierci głodowej, do robienia czego zażyczy sobie posiadacz, tam mamy system półniewolniczy będący zaprzeczeniem wolności! Łatwo poddać się iluzji, że gdzie wszystko można tam jest wolność, warto jednak sprawdzić, czy nie ma jednostek i grup społecznych, które nie mogą absolutnie nic.

Gdzie ludzie umierają z głodu przez brak pieniędzy, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie mieszkają pod mostem, bo nie stać ich na schronienie, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie są wyrzuceni poza nawias bytowania bez swojej winy, tam nie ma wolności! To jest prawdą w obrębie społeczeństwa, a także w skali globalnej. Jeśli w Etiopii ludzie umierają z głodu, bo nie stać ich na jedzenie, to nie ma na świecie wolności ekonomicznej! Ważne, by zdać sobie sprawę, że jesteśmy jednym i że nasze życie nie jest cenniejsze od życia Etiopów, amerykanów czy chińczyków. Wszyscy zasługujemy, by zaspokoiwszy głód rozważać pytania o naturę człowieka.
Uprzedzając argumenty o uzależnionych, którzy trafiają na ulicę ze względu na swój nałóg: społeczeństwo nie ma interesu refleksyjnego, by się nimi zajmować, póki nie zdecydują się leczyć z nałogu, kiedy to ma wielki interes. U czynnego nałogowca nie ma przestrzeni na refleksję, u trzeźwiejącego jest jej ogrom!

Nawet regulowana ekonomia pozostaje sferą, w której możemy sporo zdziałać na rzecz wolności. Zauważyliśmy, że duże rozwarstwienie majątku jest niekorzystne, a to dlatego, że duża grupa ludzi zostaje zepchnięta poniżej granicy ubóstwa. Są oni skoncentrowani na zapewnieniu sobie bytu na najbliższy czas. To nie sprzyja refleksyjności.
Wśród najbogatszych nie ma nic, co by kompensowało tę stratę, a dodatkowe miliony na ich kontach nic nie znaczą dla refleksyjności. Refleksyjność biedaka i bogacza jest równo cenna, więc rozwarstwienie zubaża społeczeństwo.
Jednocześnie całkowita równość nie jest pożądanym stanem. Doza nierówności – najlepiej powyżej minimum, a nawet bezpieczeństwa bytowego – motywuje niektórych do poszukiwania nowych rozwiązań, które pozwolą awansować w społeczeństwie. To pozytywne zjawisko dla refleksyjności, o ile nie przeradza się w kompulsywne dążenie, by mieć więcej. Idealnie wolne społeczeństwo, charakteryzowałoby się zapewnionym bezpieczeństwem finansowym i konkurencją o zasoby nadmiarowe.
Najważniejszym co możemy zrobić dla wzmocnienia wolności ekonomicznej, jest ograniczanie nędzy. Bezpieczeństwo materiale jest przydatne, ale nie równa się, z jakiego przeskokiem dokonuje człowiek, przechodząc od ubóstwa do stabilności. Zwracajmy uwagę na to, co możemy zrobić, by wspomóc taką przemianę, zarówno jako jednostki, jak i społeczeństwo. Nie ograniczajmy się w tym do najbliższego otoczenia, sięgajmy wyobraźnią do innych krajów, na inne kontynenty docierając i tam z naszą pomocą!

Wolność cielesna

Posiadanie kontroli nad własnym ciałem jest istotnym aspektem naszej refleksyjności. Jest ono podstawowym narzędziem i polem doświadczalnym dla woli i myśli, ale choć ważne, nie jest tak kluczowe, jak uważa wielu. Posłużę się przykładem: jeśli w wypadku stracę ramię, moje ciało zmniejszy się, ale moje człowieczeństwo pozostanie nietknięte. Dlatego wnoszę, iż nasza natura nie tkwi w naszych członkach, lecz się nimi posługuje.
Multum aspektów naszej wolności cielesne jest ograniczane lub powinno być. Z perspektywy jednostki wspomnieliśmy o tym. Patrząc z perspektywy społeczeństwa, jest nawet wyraźniejszym, jak ważne jest wytyczanie jej granic.

Podstawowym sposobem systemowego dbania o nią, jest ochrona nietykalności cielesnej. Dotyczy to ochrony przed nadmierną ingerencją władzy, jak i przed atakiem ze strony członków społeczności. Uszkodzenie ciała drugiej osoby, z drobnymi wyjątkami, jest przestępstwem lub wykroczeniem zależnie od okoliczności. Rozciąga się to także na pozbawianie innego możliwości przemieszczania się – czyli więzienie. To aspekt na pograniczu wolności poruszania się.
Jednostka ma władzę decydowania o swoim ciele. W myśl tego zabiegi medyczne mogą być wykonywane za zgodą pacjenta (o ile jest w stanie jej udzielić). Zauważmy, że ta zasada ewoluowała, w przeszłości dokonywano przymusowych lobotomii czy kastracji. Zasada kontroli daje jednostce prawo uszkodzeń swojego ciała, samookaleczenia. Może je modyfikować poprzez tatuowanie, piercing, operacje plastyczne itp. Kobieta powinna móc zdecydować czy zachować ciąże. Niezależnie od tego, czy się z decyzjami jednostki zgadzamy, czy nie, może ona być moralna, bo stanowią wyraz refleksyjności przejawianej w kontakcie z naszą fizycznością. Refleksyjność nie żyje w próżni, a jej wehikułem jest nasze ciało.
To nie zwalnia nas z empatii i odpowiedzialności. Jeśli ktoś okalecza swoje ciało żyletką, nie ma powodu, by taką osobę potępiać lub osądzać. Można jej współczuć tak drastycznych zachowań i starać się jej pomóc, jeśli to możliwe. Nieosądzanie nie oznacza jednak, że moralnym jest dać owej osobie paczkę żyletek w prezencie. To działa na szkodę refleksyjności, promuje kompulsje i jest aktem szkodzenia człowiekowi. Dodam jednak, że są tu niuanse i jeśli wiemy, że konsekwencje niedostarczenia żyletek będą katastrofalne, moralnym może być je dostarczyć. Nie zwalniam też okaleczającego się z moralnej odpowiedzialności przed samym sobą za wyrządzanie sobie krzywdy!

W hierarchii cielesność plasuje się przed przemieszczeniem się i ekonomią. Sama jest ograniczana często na rzecz wolności sumienia i wolności słowa.
Typowym przykładem jest zakaz (lub ograniczenie) sprzedaży, narkotyków. Weźmy heroinę: nielegalnym jest produkowanie, sprzedaż i posiadanie (poza zastosowaniami medycznymi). Stoi to w sprzeczności ze swobodą do zażywania takich substancji, na jakie mamy ochotę. Dyskutowaliśmy poprzednio [LINK] jak niszczycielskie są takie środki dla zdolności do jasnego myślenia. W społeczności szkody rozszerzają się jeszcze na osoby w kontakt z zażywającą oraz na opiekę zdrowotną, która poddana jest obciążeniu z powodu narkotyku. Tracimy ludzkie życie i zdrowie w wyniku przestępstw popełnianych pod wpływem. Tracimy w przeładowany systemie zdrowia, który leczy osoby zażywające. Tracimy wolność przyszłych pokoleń, w dzieciach, które wychowują się z zażywającymi rodzicami. Wolność jednostki do brania blednie przy tak negatywnych konsekwencjach.
Nie każda niszczycielska substancja jest zakazana, dostęp do niektórych jest tylko utrudniany. Wprowadza się ograniczenia wiekowe, opodatkowanie, które ma pokryć koszty dla systemu zdrowia i temu podobne. W innym miejscu podawałem w wątpliwość takie półśrodki, czasem jednak nie da się w praktyce zrobić więcej.

Najczęściej, by chronić wolność cielesną, ograniczamy ekonomiczną. Podam dwa drastyczne przykłady, ale jest ich więcej.
Pierwszy to zakaz niewolnictwa, czyli posiadanie człowieka jako własności. Swoboda cielesna jednej osoby jest ważniejsza od wolności ekonomicznej drugiej. Takie przypadki wciąż się zdarzają, choć są bacznie tropione i eliminowane. Pokusa jest tak wielka, że pojawiły się subtelniejsze sposoby niewolenia, oparte o przymus ekonomiczny, stawiające przed wyborem: albo wykonasz polecenie, albo umrzesz z głodu. Można być refleksyjnym niewolnikiem, ale jest to znacznie trudniejsze, dlatego też niewolnictwo jest nieetyczne.
Drugi przykład to kupowanie organów. Medycyna jest w stanie przeszczepiać narządy, co bywa jedynym sposobem ratowania życia. System dawców powinien być chroniony przed nadużyciami, czyli organy powinny trafiać do najbardziej potrzebujących niezależnie od ich statusu majątkowego czy społecznego. Korumpowanie systemu powinno być surowo karane. Życie bogacza jest warte tyle, co życie nędzarza. To ich refleksyjność ma wartość, a ona niezależna od zasobów materialnych!

Powszechnym błędem przy rozmowach o tej wolności jest przecenianie jej znaczenia. Nie sugeruje tutaj, że jest nieistotna, nic z tych rzeczy, raczej, że jest mniej istotna, niż większość zakłada. Wynika to z jej obosiecznej natury, to znaczy, że może mieć korzystny wpływ na refleksyjność, ale może i negatywny.
Kiedy jednostka niszczy ciało, skraca życie, niszczy umysł narkotykami – wtedy społeczeństwo traci refleksyjność, mimo że są to przejawy popularnie rozumianej wolności cielesnej. Kiedy im się przyjrzymy, zauważymy, że są jednak aktami niewoli. To musi być brane pod uwagę, gdy dyskutujemy jak przeprowadzić jej granice.
Z drugiej strony, jest istotne, by człowiek mógł decydować o swym ciele. Niezgodność między umysłem a ciałem jest niszcząca dla wolności myśli jednostki, a w związku z tym dla jej refleksyjności. Każdy z nas jest artystą, a materia, w której tworzymy to nasze ciało – mimika, mięśnie, tatuaże, blizny i zmarszczki.
Na szczęście konflikt między drugim a pierwszy błędem jest iluzoryczny, bo narkotyki nie są siłą twórczą, lecz niszczącą. Trzymanie ich z dala od naszego organizmu jest godnym pochwały przejawem wolności! W dużej mierze, eksperymenty z substancjami już obnażyły swoją bezużyteczność, można ich zaniechać.

Dbając o ciało, dbamy o wolność. Warto korzystać z wiedzy medycznej i fizjologicznej. Konsultować się z lekarzem i zajmować się chorobami, które nas trapią. Warto dbać o dobry sen i nie ignorować zaburzeń w jego rytmie – jest istotny dla zdrowia naszego mózgu. Regularne uprawianie sportu i utrzymywanie dobrej kondycji przyniesie korzyści w samopoczuciu i jakości myślenia. Eksperymentujmy z nowymi doznaniami i wyzwaniami, ale zawsze z rozsądkiem.
Nie dajmy się zwieść substancjom, które oddziałują bezpośrednio na układy naszego mózgu (układ nagrody). Może się wydawać, że dają przyjemność, radość, zaspokojenie i korzystnie wpływają na życie, ale w ich przypadku nie możemy ufać osobistemu doświadczeniu! Jest ono zaburzone przez hiper stymulacje układu nagrody, pozytywne aspekty zażywania są wzmacniane, negatywne ignorowane. Nasz mózg gromadzi zafałszowane oceny sytuacji! Zamiast polegać na własnych wspomnieniach, złóżmy wiarę w nauce, która bezstronnie bada skutki uboczne, korzyści i szkodliwość tych substancji.
Uważajmy też na substancje, które szkodzą naszemu ciału. Zwracajmy uwagę, co jemy, pijemy, czym się smarujemy. Wiele produktów ma skutki uboczne, które nie są zauważalne natychmiast, lecz po latach. Tam, gdzie dostępne są badania, polegajmy na nich, na opinii ekspertów popartej materiałem doświadczalnym.

Wolność przemieszczania się

Wolność przemieszczania się jest ważniejsza dla społeczeństwa niż jednostki. Idee najlepiej przenoszą się wraz z wyznającymi je ludźmi i choć na jednostkę, poznanie nowej kultury czy spojrzenia na świat, ma niewielki wpływ, to na społeczność już ogromny. Dochodzi do modyfikowania miejscowych paradygmatów, bardzo subtelnego, nieomal niezauważalnego, jednak dotykającego tak wielu, że odciskającego piętno na refleksyjności społeczeństwa. Mieszanie kultur, religii i idei stymuluje ich rozwój. Nawet jeśli się ze sobą konfrontują, to w konfrontacji zmieniają się, a zmiana jest warunkiem koniecznym postępu.
Warto też zauważyć, że swoboda poruszania się dział korzystnie na ekonomię, poprzez zwiększenie wymiany biznesowej i handlowej.

Ważny aspekt dbałości o swobodę przemieszczania się rozgrywa się na poziomie międzynarodowym. Im mniej granic, czy im mniej kontroli na granicach, tym lepiej. Przykładem jest tutaj strefa Schengen. Druga opcja to ruch bezwizowy, im więcej krajów im szerzej na niego zezwala, tym lepiej. Trzecia kwestia to łatwość uzyskania paszportu. Wszystkie razem tworzy środowisko przyjazne swobodzie poruszania się.
Mniej oczywistym aspektem tej wolności jest dostęp do środków transportu. Ujawnia się on w każdej skali od międzynarodowej do gminnej. Tanie połączenia lotnicze, rozwinięta sieć kolejowa międzymiastowa i lokalna. Sieć dróg i autostrad dla dalekich podróży autem. Transport zbiorowy dla miast czy gminy wiejskich. Infrastruktura rowerowa. Wszystko to sprzyja swobodzie przemieszczania się, w skali istotnej dla przeciętnego człowieka.

Wolność ta stoi w wyżej tylko od ekonomicznej, jednak w praktyce rzadko zdarzają się sytuacje, w których byłaby potrzeba ją ograniczać. Zwykle nie oddziałuje negatywnie na rzeczywistość, zachowując niewielki pozytywny wpływ.
Jedynym przypadkiem, który kojarzę z ostatnich lat, bardzo wyrazistym, była pandemia COVID. Tutaj wolność poruszania się została ograniczona drastycznie i sensownie ze względu na wolność cielesną. Uczyniono to, by ograniczyć liczbę ofiar. Innym przykładem, może być wojna. Miejmy nadzieje, że podobne sytuacje zostaną nam oszczędzone, ale nie ma na to gwarancji.

Przykłady ograniczania innych wolności, by chronić tą, tyczą się dziedziny ekonomicznej i są marginalne. Jedną z nich jest służebność gruntów, która wymusza użyczanie terenu na przykład pod swobodny przejazd. Jest wymagana, by okolice ze szczególnie skomplikowaną strukturą własności mogły funkcjonować, acz jej główne zastosowanie to zapewnienie dostępu mediów (linie wysokiego napięcia itp.).
Pewnym ograniczeniem wolności ekonomicznej jest powszechny dostęp do dróg miejskich czy gminnych. W teorii samorządy mogłyby mieć możliwość pobierania myta, tak jak to się czyni na autostradach czy mostach. Praktycznie nie spotyka się podobnych rozwiązań. Swoboda przemieszczania się bierze górę nad chęcią zarobku społeczności.

Typowym błędem przy tej wolności, są próby jej ograniczania. Przez wieki dyktatorzy i inne rządy próbowały uniemożliwiać obywatelom zmianę miejsca pobytu. Często motywował to strach przed fermentem intelektualnym, jaki mobilność przynosi. Wynalazki typu paszport wewnętrzny w ZSRR, czy obowiązek meldunkowy w PRL, to jedne z wielu administracyjnych zamachów na wolność podróżowania.
Jeśli cofniemy się dawniej w historii, trafimy na systemy ekonomiczno-społeczne (feudalny, niewolniczy), które w założeniach miały ograniczanie swobody przemieszczania i osiedlania się.
Wreszcie mamy kwestię prób zatrzymywania uchodźców na granicach. Podobnie jak powyżej motywacją za takim działaniami jest strach. Czasem jest to strach ekonomiczny, że zabraknie zasobów dla nas, jeśli ich przyjmiemy. Czasem kulturowy, że zniszczą naszą kulturę. Czasem religijny, że sprowadzą nam obce wierzenia. Czasem rasowy, że przyniosą gorsze geny do narodu wybranego. Każdy z tych strachów, jest rozdmuchaną przesadą. Większość społeczeństwa zachodu ma zasobów w bród. Jeśli kultura czy religia jest tak słaba, że rozpadnie się pod naporem kilku tysięcy obcych, to może lepiej by upadła? Argumenty rasowe nauka dawno obaliła. Strachy o przestępczość zwykle są wyolbrzymione, a policja potrafi sobie z nią radzić. To, co natomiast stanie się pozytywnego, to wzrost idei, z którymi można dyskutować i o których można dyskutować – a to zysk dla społecznej refleksyjności!

W miarę prostym jest, co możemy uczynić, by tę wolność wspierać: robić więcej tego, co już robimy. Otwierajmy kolejne granice. Im mniej potrzebny jest paszport, tym lepiej! Szukajmy opcji na rozszerzenie strefy Shengen, nowych partnerów, których można by w nią włączyć. Zabiegajmy o zniesienie wiz, by do minimum obniżyć koszty i formalności podróżowania. Niech to będzie ruch w obie strony, dla nas, ale i do nas! Otwórzmy się na imigrację, bo wzbogaci nasz społeczeństwo.
No i jeszcze, rozszerzajmy strefy wolnego handlu, jako element wolnego przemieszczania się. To fantastyczny sposób na stymulowanie rozwoju gospodarczego! Na zakończenie dobra albo zła wiadomość. Ten cykl rozrośnie się na jeszcze jeden artykuł, poświęcony krytyce popularnych mitów o wolności. Właściwie to jeszcze o dwa, ostatni będzie syntezą wszystkiego tego co poruszyłem do tej pory w kilku żołnierskich słowach. Mam nadziej, że to pomoże przyswoić pierwotny materiał. W przyszłości od takiej właśnie będę się starał zaczynać, a nie na niej kończyć.

Dodaj komentarz