Emocje czyli interpretacja stanu ciał w kontekście – część 1

Sens słowa „emocja”

Słowo „emocja” ma dwa znaczenia. W języku potocznym jest szerokim pojęciem, które obejmuje zarówno intensywne, krótkotrwałe zjawiska, jak złość czy strach, jak i długotrwałe fenomeny, jak miłość, smutek czy nienawiść. To znaczenie w kontekście naukowym określa się zwykle pojęciem afektu lub stanu afektywnego. W tymże kontekście słowo „emocja” odnosi się natomiast jedynie do intensywnych i krótkotrwałych stanów mobilizujących do działania.

Ja pisząc o emocjach, odnoszę się zawsze i mam nadzieję, konsekwentnie do tego drugiego znaczenia. Pierwsze, choć o wiele powszechniejsze w potocznym języku, jest tak szerokie, że ciężko powiedzieć o nim coś konkretnego.

Nie inaczej będzie dzisiaj. Rozważając potencjalny mechanizm powstawania emocji, będę odnosił się do wąskiego rozumienia tego słowa. Nie sugeruję i nie przypuszczam, by omówiony tu schemat miał zastosowanie do wyjaśnienia powstawania uczuć czy nastrojów. Przeciwnie, przypuszczam, że obie te kategorie zjawiska mają zupełnie odmienne źródła i miejsce w naszym umyśle, a ich związek z emocjami, choć niewątpliwie istnieje, jest o wiele słabszy niż intuicyjnie zakładamy.

Czyli na użytek dzisiejszego tekstu – i wszelkich moich tekstów przeszłych i przyszłych – przez emocję należy rozumieć stan krótkotrwałego, intensywnego pobudzenia mobilizujący do uniknięcia zagrożenia lub wyzyskania szansy. W tym rozumieniu emocjami są: strach, złość,  wstręt, radość, zaskoczenie, smutek. W tym rozumieniu emocjami nie są: miłość, żal, wstyd, nienawiść, wszelkie nastroje itd. Zjawiska te trafiają odpowiednio do kategorii uczuć (miłość, wstyd) i nastrojów. Wszystkie te zjawiska zgrupowane są pod pojęciem stanu afektywnego.

Natura emocji i mechanizm ich powstawania są przedmiotem badań i dyskusji filozofów i naukowców już od czasów starożytnych. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, iż jest to zjawisko, które jest nieodłącznym elementem codziennej ludzkiej egzystencji, a jego siła i moc sprawcza są dla nas źródłem fascynacji i lęku.

W dzisiejszych czasach dyskusja nad modelem powstawania emocji pozostaje żywa i skomplikowana. Przewijają się w badaniach naukowych liczne koncepcje, czasem ze sobą konkurujące, czasem koegzystujące pokojowo. Nie mam tu ambicji przedstawiania całości tego sporu, którego zresztą nie znam wystarczająco dogłębnie, by takiego przeglądu dokonać. Skoncentruję się na dwóch podejściach i zarysuję je w sposób bardziej spolaryzowany, niż są najpewniej współcześnie rozumiane. Miejcie więc na uwadze, że dokonuję tu dwóch uproszczeń: sprowadzam dyskusję o naturze emocji do tylko dwóch podejść i te dwa podejścia upraszczam i wyostrzam, by uwypuklić ich charakter. Bierzcie też poprawkę, że moja „sympatia” leży bliżej podejścia drugiego, w związku z czym najpewniej doświadczam związanych z tym błędów poznawczych, które mają swoje odbicie w tekście.

Emocja zlokalizowana w umyśle

Pierwsza z koncepcji zakłada, że źródło emocji znajduje się w umyśle. Nie różnicując, czy jest to działanie świadome czy podświadome, emocja jest dobierana w wyniku analizy sytuacji przez mózg. Sygnał emocjonalny jest następnie wysyłany do ciała, które reaguje w charakterystyczny dla danej emocji sposób – przyspieszenie tętna, wzmożone wydzielanie hormonów itp.

W tym rozumieniu umysł rozpoznaje zagrożenie lub szansę, a następnie aktywuje jedną z dostępnych emocji, która mobilizuje zasoby ciała do walki, ucieczki lub skorzystania z dostępnej możliwości. Emocja istnieje jako konkretny archetyp czy wzorzec w umyśle, który jest składowany i wybierany, gdy umysł uzna go za przydatny. Emocje są „wyewoluowanymi” funkcjami mózgu. W związku z tym są względnie uniwersalne dla całego gatunku. Ty i ja mamy w sobie ten sam „moduł” złości, złość to dla nas to samo.

Kluczowe dane, na podstawie których mózg formuje odpowiedź pochodzą ze zmysłów. Ich analiza, świadoma lub nie, prowadzi do decyzji o aktywacji odpowiedzi emocjonalnej.

W tym ujęciu emocje są zasadniczo trafne, o ile dane ze zmysłów oddają rzeczywistość, a sam proces decyzyjny jest dobrze zdefiniowany i niezaburzony. Przy czym warto dodać, że na proces decyzyjny składa się nie tylko algorytm analizy danych, ale także kontekst, do którego przynależy wiedza o wcześniejszych wydarzeniach oraz towarzyszące długotrwałe stany afektywne (uczucia i nastroje).

Emocja tworzona przez umysł

Druga koncepcja zakłada, że sygnał do powstania emocji pochodzi z ciała. W tym ujęciu emocja jest interpretacją stanu ciała dokonaną przez umysł (zwykle nieświadomy) w danym kontekście. Mózg nieustannie zbiera informacje interoceptywne o funkcjonowaniu organizmu, kiedy w tych informacjach pojawia się odstępstwo od przewidywanych wartości, mogą one stać się podstawą dalszego przetwarzania. Jest ona dokonywana w kontekście nadawanym przez obserwacje zmysłowe, uprzednie doświadczenia oraz długotrwałe stany afektywne. Wynikiem tej analizy może być emocja.

W tym rozumieniu ciało reaguje w automatyczny sposób na szanse i zagrożenia, a umysł, zależnie od kontekstu, interpretuje te reakcje jako odpowiednią emocję. Kluczowe informacje pochodzą z interocepcji badającej stan organizmu. Ich analiza prowadzi do aktywacji odpowiedniej emocji.

W tym ujęciu emocje są zasadniczo trafne, jeśli kontekst jest określony poprawnie, algorytmy decyzyjne działają prawidłowo i dane interoceptywne nie są zafałszowane.

W tym podejściu nie istnieje żaden wzorzec emocji w mózgu. Jest ona każdorazowo tworzona na nowo i tylko wtórnie, w zależności od kontekstu, klasyfikowana jako jedna ze znanych emocji. Granice między emocjami są płynne, a sama klasyfikacja jest indywidualna i inspirowana kulturowo. Emocje nie są uniwersalne i to, co ja nazywam złością jest czymś zgoła odmiennym od tego, co ty nazywasz złością. Co więcej, to, co ja nazywam złością dzisiaj, nie jest tym samym, co nazwę złością jutro. Klasyfikowanie ich wspólnie opiera się bardziej na kontekście i skutkach niż na samym stanie umysłu.

Pozytywne sprzężenie zwrotne

Aktywacja emocji może prowadzić do dalszego nasilenia sygnałów z organizmu, co prowadzi do pętli sprzężenia zwrotnego. Oczywiście pętla ta musi być regulowana przez mechanizmy hamujące, abyśmy przysłowiowo nie pękli ze złości. W tym miejscu mechanizm drugi zaczyna przypominać mechanizm pierwszy, z informacją wysyłaną z mózgu, by zmienić stan ciała w odpowiedzi na zagrożenie lub szansę. Co może sugerować, że dychotomia, którą tu proponuję jest częściowo iluzoryczna.

Widzicie już zapewne, że obie koncepcje są dość zbliżone. Różnice tkwią w identyfikacji punktu startowego (co w przypadku pętli może być trywialnie nieistotne) oraz w innym rozłożeniu nacisku między introcepcją a zmysłami zewnętrznymi. Bardziej fundamentalny rozdźwięk tkwi w pytaniu o istnienie archetypu emocji, czyli rozróżnienia między strach to konkretny obwód w mózgu, a strach to etykieta przydawana pewnej grupie reakcji na stan ciała i kontekst.

W tekście skoncentruję się na podejściu drugim, konstruktywistycznym, ale pamiętajmy o wspomnianych tu podobieństwach i miejmy na uwadze, że model ten musi być najpewniej rozbudowany i uzupełniony.

Bodziec do działania

Emocja jest mobilizacją do działania. Jednym z mechanizmów jej wygaszenie – czyli zatrzymanie pętli sprzężenia zwrotnego – jest osiągnięcie celu: w przypadku strachu – to skuteczna ucieczka przed zagrożeniem, w przypadku złości – pokonanie przeciwnika, w przypadku radości – skorzystanie z okazji itp. Kiedy cel zostanie osiągnięty, mechanizmy hamujące uspokajają ciało i wytłumiają emocje w umyśle.

Nie oznacza to jednak, że emocja jest przymusem do działania. Wiemy doskonale z własnego doświadczenia, że możemy czuć złość (a nawet wściekłość), a pomimo tego nie zaatakować osoby lub przedmiotu stanowiących obiekt naszej emocji. Nawet w takich sytuacjach – gdy cel nie zostaje osiągnięty – emocja nie prowadzi do katastrofalnej pętli sprzężenia zwrotnego – możemy pękać ze złości w przenośni, ale nie pękniemy dosłownie.

Bez świadomości refleksyjnej

Stawiam hipotezę, iż w przypadku braku świadomych procesów decyzyjnych lub w przypadku ich bierności emocja jest jednocześnie sygnałem, mobilizacją do działania i decyzją o jego podjęciu. Pojawienie się pętli emocjonalnej musi z konieczności prowadzić do przewidzianych biologicznie dla tej emocji działań, które będą trwały aż do rozwiązania bodźca lub wyczerpania się zapasów energetycznych potrzebnych do reakcji.

Jest tu jednak jeden niezwykle istotny niuans: częścią przewidzianego biologicznie działania może być etap zebrania dodatkowych informacji i ponownej oceny sytuacji, który może prowadzić do wygaszenia emocji bez pojawienia się finalnej reakcji.

Obraz, który mi się tu narzuca, to sarna, która usłyszała trzask gałązki w lesie. Może się rzucić natychmiast do ucieczki, ale może też zamrzeć na chwilę w bezruchu, unieść głowę i nasłuchiwać. W ciągu tych kilku sekund zbierając dodatkowe informacje i starając się rozstrzygnąć, czy to fałszywy alarm, czy też nie. Sarna stara się zdecydować, czy wydać solidną porcję energii na ucieczkę, czy zaryzykować pozostanie w miejscu i w konsekwencji atak drapieżnika.

Taka reakcja, moim zdaniem, nie wymaga świadomości, czy raczej nie wymaga świadomości refleksyjnej. Rozumiem ją raczej jako element złożonej reakcji na bodziec z ciała zinterpretowany w kontekście sytuacji – czyli na emocję.

Na ile zatrzymanie tego automatycznego procesu wymaga świadomości podobnej do naszej ludzkiej, jest pytaniem fascynującym i trudnym. Wydaje mi się, że jest obserwacyjnie dość oczywiste, że zarówno człowiek, jak i inne zwierzęta mogą reagować automatycznie na stan ciała zinterpretowany w postaci emocji z właściwie całkowitym pominięciem procesów świadomych. Jednak w przypadku człowieka interesująco robi się, gdy świadomość wmiesza się w sytuację.

Ze świadomością refleksyjną

Świadomość, a szczególnie jej refleksyjna wersja, pozwala na bardziej zróżnicowane przetwarzanie emocji. W najprostszym rozumieniu pozwala dokonać tej samej analizy, którą wykonuje zamierająca w bezruchu sarna, tylko w znacząco szerszym kontekście. Pozwala przeanalizować długofalowe skutki podjęcia jakiegoś działania: jeżeli uderzę wkurzającego szefa to stracę pracę, nie będę miał pieniędzy i mój dobrostan będzie zagrożony. Pozwala odnieść dane działanie do naszych wartości: jest dla mnie ważne, by funkcjonować z innymi ludźmi bez przemocy, w związku z tym nie uderzę szefa, nieważne jak bardzo sobie na to zasłużył. Pozwala nam zastosować kryterium etyczne i moralne do danej sytuacji: fizyczna przemoc nie sprzyja niczyjej refleksyjności, w związku z czym jest niemoralne używać jej do rozstrzygania sporów.

Każdy z wymienionych kontekstów wykracza zdecydowanie poza proste zebranie dodatkowych informacji i ewentualną zmianę decyzji. To nasz zysk ewolucyjny, prowadzi to bowiem do lepszej optymalizacji wykorzystania energii i w efekcie większych szans na przetrwanie. W pewnym uproszczeniu możemy powiedzieć, że mamy nieco większe możliwości wykrywania fałszywych alarmów emocjonalnych niż inne zwierzęta.

Emocja w kontekście naszej świadomości jest jakby bardzo silną sugestią ciała i umysłu podświadomego do zajęcia się danym problemem. W tym jednym sensie przypomina myśli swobodne, które pojawiają się, gdy „nie myślimy o niczym” – je także można rozumieć jako sugestię tematów dla świadomości. Emocja jest jednak stanem zdecydowanie szerszym, angażującym wiele organów ciała i systemów przetwarzania w mózgu – nieporównywalnie więcej niż pojedyncza myśl.

Pomimo tej siły i intensywności, emocja może zostać przez świadomość odrzucona. To nie jest łatwe, o czym może zaświadczyć każdy z nas, który kiedyś „dał się ponieść emocji”. Ciało i podświadomość wspólnie tworzą grupę nacisku, lansującą ten konkretny temat jako niezwykle istotny.

Wydaje się, że jest więcej niż jeden sposób na odrzucenie emocji. Przykładowo, świadomość może pozwolić emocji kręcić swoją pętlę, ale podjąć działania z emocją niezgodne. W założeniu będzie ona słabła, gdy praktyka pokaże, że zagrożenie było iluzoryczne. Przykład: kiedy czujemy strach przed wyjściem na scenę by wygłosić mowę, możemy nie czyniąc ze strachem nic, wyjść i zrobić swoje, przez cały czas go czując. Inny sposób to wygaszenie emocji, uspokojenie się, często związane z manipulacją stanem ciała. W przykładzie ze strachem możemy poświęcić kilka minut na ćwiczenia uspokajające oddech i oczyszczające umysł, co, jeśli całkowicie nie wyeliminuje, to przynajmniej ograniczy strach.

Możemy też próbować emocję zignorować, odepchnąć od siebie, stłumić, co może chwilowo przynieść ulgę, ale może też mieć nieprzyjemne reperkusje.

Hipoteza: pętla wzmocnienia może trwać w podświadomości

Gdyby świadomość dysponowała przełącznikiem, który mógłby kompletnie wyeliminować daną emocję, to może byłoby sensowne, by od czasu do czasu go użyć. Taki przełącznik jednak nie istnieje, a zakładanie, że jest inaczej, może okazać się dość niebezpieczne.

Moja hipoteza jest następująca: nawet jeśli świadomie odrzucimy emocję i będziemy ją tłumić, to związane z nią procesy mogą się dalej toczyć podświadomie. Pętla wzmocnienia, o której wspomniałem wyżej może toczyć się bez udziału świadomości. Co więcej, jeżeli nie podejmujemy działań zmierzających do zbadania i rozstrzygnięcia zagrożenia lub szansy, na które emocja jest nakierowana, nie korzystamy z jednego z głównych mechanizmów regulacji emocji, jakim jest działanie w kierunku jej celu lub ponowne zbadanie zasadności celu.

Efekt tłumienia jest w efekcie odwrotny od zamierzonego: emocja trwa dłużej i jest bardziej intensywna. Nie ma tu specjalnego znaczenia, że odepchnęliśmy ją od świadomości. Nasze decyzje tak czy owak będą znajdować się pośrednio pod jej wpływem, a nasze ciało będzie wydawać energię i spinać się w gotowości do działania.

Podsumowanie części pierwszej

W dzisiejszym artykule wprowadziliśmy koncepcję emocji (wąsko rozumianej) konstruowanej przez umysł w odpowiedzi na bodźce z ciała. Emocja to interpretacja sygnału ciała w kontekście, a nazwa, którą jej świadomie nadajemy to etykietka wybrana w wyniku tej interpretacji. W tym rozumieniu emocje nie muszą być uniwersalnymi tworami ani fundamentalnymi właściwościami czy obwodami naszego mózgu, są indywidualne – w sensie, że każda osoba rozumie daną emocję nieco inaczej; są kulturowe – w sensie, że kultura operuje pewnym zbiorem pojęć je opisujących; są unikalne – w sensie, że żadne dwa doświadczenia emocji nie są identyczne, ani w odczuciu, ani we wzorcach aktywności mózgu.

Rozwinęliśmy tę koncepcję i staraliśmy się zrozumieć nieco lepiej, jak może przebiegać oddziaływanie pomiędzy emocją a świadomym umysłem. Zaproponowaliśmy kilka mechanizmów, które mogą zachodzić w tym obszarze styku. W skrócie, proponujemy rozumienie świadomości jako narzędzia do, między innymi, dalszej interpretacji i przetwarzania emocji. Zasugerowaliśmy szczególną rolę świadomości refleksyjnej jako kolejnej instancji w procesie pracy umysłu nad emocją – do jej niezwykłej roli wrócimy jeszcze w kolejnej części. Za tydzień będziemy kontynuować dzisiejszy temat. Spojrzymy na kilka praktycznych konsekwencji, jakie mogą płynąć z takiego rozumienia emocji. Zgłębimy kwestie zarządzania zarówno stanem ciała, jak i kontekstem w celu lepszego wykorzystania zjawisk emocjonalnych. Szczególną uwagę poświęcimy świadomości refleksyjnej i jej niezwykłej roli w modyfikowaniu kontekstu i algorytmów interpretacji. Poruszymy też istotny temat błędów, patologii i zewnętrznego zaburzania procesów emocjonalnych.

Zewnętrzne algorytmy i nowe modele ewolucji

Ewolucja człowieka zaczęła się 300 tysięcy lat temu wraz z pojawieniem się homo sapiens… a może raczej siedem milionów lat temu, kiedy pojawiły się pierwsze hominidy? Pewnie i to za mało, bo przecież, w pewnym sensie, ewolucja człowieka zaczęła się wraz z pierwszymi prekariotami około czterech miliardów lat temu – czyli wtedy, kiedy zaczęła się na Ziemi ewolucja życia w ogóle.

Historia ewolucji życia i człowieka, choć ważna i ciekawa, jest jednak mniej istotna niż jej teraźniejszość i przyszłość. Być może niekiedy wydaje się nam, że wraz z pojawieniem się Homo sapiens proces ewolucji tej gałęzi życia się zatrzymał. Ja przyznam, że niekiedy takie właśnie mam skojarzenie czy intuicję – że człowiek, taki jak jest obecnie, jest szczytem i zwieńczeniem ewolucyjnego procesu. To przekonanie nie jest szczególnie zaskakujące w ustach przedstawiciela tego właśnie gatunku: jest ono głęboko antropocentryczne w swojej treści. W rzeczywistości nie ma powodu przypuszczać ani że człowiek jest zwieńczeniem ewolucji – wszak ewolucja to nie góra, która ma szczyt – ani że nasza ewolucja stanęła w miejscu.

Proces ewolucji na Ziemi toczy się nadal i nasz gatunek podlega mu tak jak wszystkie inne. To ostatnie nie musi być do końca prawdą. Jak bowiem przebiega obecnie ewolucja człowieka? Jeżeli spojrzymy na ewolucję nieco szerzej niż tylko na adaptację genomu w wyniku selekcji przez środowisko, jako na proces przyrostu informacji strukturalnej (porządkującej) w systemie otwartym (pobierającym energię z zewnątrz), przebiegającym poprzez powielanie, błędy replikacji (zmiany) i selekcję form najlepiej przetwarzających energię, to szybko zauważymy, że pula możliwych mechanizmów ewoluowania poszerza się.

Widzę cztery ścieżki, którymi może przebiegać ewolucja naszego gatunku. Potencjalnie można je skoncentrować do trzech (włączając trzecią w obręb drugiej), ale możliwe jest też, że istnieją ścieżki, o których nie pomyślałem. Cztery opcje, które narzucają mi się przy tych rozważaniach przedstawiają się następująco:

  1. Ewolucja biologiczna – Darwin, geny, selekcja naturalna. Temat, mam nadzieję, znany, nie będę go więc rozwijał.
  2. Ewolucja społeczno-kulturowa – nośnikami informacji są opowieści, historie, zasady, rytuały itp. przekazywane z pokolenia na pokolenie. Mechanizmem selekcji jest nacisk innych kultur, próbujących pochłonąć się nawzajem, zdominować, zniszczyć lub zjednoczyć (ten ostatni mechanizm jest, moim zdaniem, najciekawszy i najbardziej obiecujący).
  3. Indywidualnie refleksyjna – nośnikami informacji jest sztuka życia, zasady filozoficzne i etyczne, którymi kieruje się jednostka. Mechanizmem selekcji jest nośność danej postawy i liczba naśladowców. Ten punkt można traktować jako część ewolucji społeczno-kulturowej.
  4. Technologiczna – konkretnie związana z maszynami myślącymi, to algorytmy i struktury danych składowane w komputerach i sieciach. To maszyny wykonujące za nas zadania, algorytmy delegowane na komputery. Mechanizmem selekcji jest dostęp do energii zasilania. Póki co ta gałąź nie jest połączona bezpośrednio z naszym ciałem, nie jest internalizowana w pewnym sensie. W przyszłości może się to jednak zmienić.

Dzisiejszy tekst chciałbym poświęcić czwartej w powyższych opcji. Nim jednak do niej przejdę, chciałbym zaznaczyć, że nie przypuszczam, by te opcję były wzajemnie wykluczające się. Przeciwnie, przyjmuję hipotezę roboczą, iż wszystkie cztery działają w nas jednocześnie. Ze względu na różnicę w skalach czasowych na jakich zachodzą zmiany w każdej z nich, ta jednoczesność może jednak nie być oczywista.

Ewolucja technologiczna brzmi bardzo skomplikowanie i zaawansowanie. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom, nie jest ona bowiem dzieckiem ostatnich lat – trwa, odkąd człowiek nauczył się stosować dźwignię, wytwarzać koło czy zapisywać myśli na papirusie. Jej przejawem jest pralka automatyczna, która oszczędza nam czas spędzany na praniu. Jej przejawem jest lista kontaktów w telefonie (albo w kajeciku dla analogowców), która pozwala nam „zapamiętać” setki numerów zamiast kilkunastu. Wszyscy ewoluujemy technologicznie jako ludzkość, jako społeczeństwa i jako jednostki. Cały szkopuł w tym, by zacząć to robić bardziej świadomie i systematycznie.

Na początku skupiam się na tym rodzaju ewolucji z kilku powodów. Po pierwsze, jak wspomniałem powyżej, już jesteśmy w jej trakcie – to jest też prawdą w przypadku ewolucji społeczno-kulturowej i biologicznej. Po drugie, działa ona w relatywnie krótkich skalach czasowych i jej skutki można obserwować po dniach czy tygodniach – to zdecydowanie szybciej niż dziesiątki lat potrzebne do zmian społeczno-kulturowych, by nie wspomnieć nawet o milionach lat potrzebnych na solidne zmiany w DNA. Po trzecie, jej przebieg jest w znacznym stopniu naszym dziełem. Sam postęp technologiczny to jest dzieło wspólne, ale jego wykorzystanie to już indywidualna inwencja – w przypadku zmian biologicznych nie mamy żadnej sprawczości, a w zmianach społeczno-kulturowych jesteśmy jednym głosem pośród wielu. To sprawia, że ewolucja techniczna wraz ze swoją towarzyszką – ewolucją indywidualnej refleksyjności, jest doskonałym wyborem na ścieżkę świadomego rozwoju.

Jak już wspomniałem, wszyscy praktykujemy ewolucję technologiczną w mniej lub bardziej świadomy sposób. Chciałbym wam zaproponować pewną zabawę z samym sobą, której celem jest lepsze zrozumienie i ukierunkowanie tego procesu. Podzielmy to zadanie na kilka etapów, od lepszego poznania stanu obecnego po jasny plan na przyszłość i zaplanowanie konkretnych wdrożeń i ulepszeń.

Pierwszy etap to poznanie siebie jako istoty technologicznej. Rozejrzyj się po swoim życiu i swojej codzienności. Jak już w tej chwili wykorzystujesz technologię (szeroko rozumianą) do tego, by usprawniać swoje działanie? Skoncentruj się na sprawach drobniejszych – zapewne schronienie przed żywiołami zapewnia Ci zaawansowany technologicznie budynek, ale raczej nie dokonasz w tej sferze wielkich zmian, o ile nie jesteś inżynierem budownictwa z pomysłem na nową technologię mieszania cementu. Myśl o rzeczach, na które masz bezpośredni wpływ, które są twoim wyborem. Kilka przykładów:

  • zapisywanie daty i godziny spotkań w kalendarzu (cyfrowym lub papierowym);
  • prowadzenie pamiętnika (papierowo, cyfrowo, głosowo);
  • porównywanie parametrów sprzętu elektronicznego w Internecie;
  • komunikowanie się z bliskimi przez wiadomości tekstowe;
  • wyszukiwanie porad, jak coś naprawić na YouTube.

Przykłady można by mnożyć. Spróbujcie stworzyć swoją własną listę. Aby nie była zbyt długa, skoncentrujcie się na najczęstszych i najważniejszych dla was aktywnościach.

Kiedy będziecie mieli już listę tego, co robicie obecnie, zastanówcie się, jak można te dziedziny usprawnić. Oto kilka pytań, które mogą być w tym pomocne:

  • Czy mogę zastosować szybszą technologię (np. cyfrowy kalendarz zamiast papierowego)?
  • Czy mogę określić procedurę działania krok po kroku, by zoptymalizować proces?
  • Czy faktycznie potrzebuję tej aktywności? Czy ona naprawdę oszczędza moje zasoby? Czy ma wartość dodaną?
  • Czy mogę uczynić ten proces cyklicznym (np. powtarzać go co tydzień, zamiast w przypadkowych momentach)?

Pytań na pewno znajdzie się więcej. Pamiętajcie przy tym, że nie musicie być niewolnikami efektywności. Może kalendarz cyfrowy jest szybszy od papierowego, ale jeśli będziecie mieli mniejszą ochotę, by z niego korzystać, zmiana może być stratą, a nie zyskiem.

Kiedy już przeanalizujecie swoje „technologiczne rozszerzenia” i wypatrzycie kilka nadających się do optymalizacji, zacznijcie je wdrażać. O ile nie są to zupełnie drobne korekty, warto wprowadzać je sekwencyjnie, tak by nie brać na siebie za wiele na raz.

Drugi etap to zorientowanie się, gdzie są możliwości technologiczne, z których obecnie nie korzystamy. Nie jest tak łatwo dostrzec tego, czego nie robimy, dlatego ten etap jest obiektywnie trudny. W związku z tym proponuję, by podzielić go na dwa.

Pierwszy z nich to obserwowanie tego, co robią inni. Na najbliższym spotkaniu ze znajomymi bądźcie szczególnie uważni i zwróćcie uwagę, co robią wasi przyjaciele, co może być uznane za korzystanie z technologii do poszerzenia swojej funkcjonalności. Jeśli coś zwróci waszą uwagę, podpytajcie ich o to. Czy to faktycznie sposób na optymalizację? Jak im się sprawdza? Co dokładnie osiągają i czy polecają dane podejście? Bardzo możliwe, że dla wielu z was takie konwersacje są częścią relacji z innymi już od dawna.

Zerknijcie też na ludzi w tramwaju, na ulicy czy w sklepie. Czy możecie dostrzec coś, co dla was jest nieznane, a co ma znamiona technologicznego rozszerzenia ludzkiej funkcjonalności? Jeśli jesteście super-ekstrawertyczni, to i w tym wypadku możecie podpytać o charakter danej aktywności. Przypuszczam jednak, że większość z nas będzie opierać się na niemych domysłach. Skonfrontujcie te domysły z wiedzą zgromadzoną w Internecie – potężnym zasobie, który rozszerza nasze funkcjonowanie już dziś – może uda się wam znaleźć odpowiedź, której szukacie.

Po zebraniu danych i stworzeniu listy kilku szczególnie interesujących ulepszeń, możecie przystąpić do ich wdrażania. Oczywiście na tę listę nie musi trafić wszystko, co zaobserwowaliście. Nawet lepiej, jeśli jest tam nie więcej niż dwa czy trzy elementy. Unikniecie wtedy przytłoczenia i poczucia, że tego i tak się nie da zrobić, więc nie warto nawet zaczynać. Wybierzcie te najbardziej obiecujące, te, które dotykają najważniejszych dla was aspektów funkcjonowania, te, które będzie wam względnie łatwo wdrożyć.

Etap trzeci, albo druga część etapu drugiego, to popuszczenie wodzy wyobraźni. Podumajcie trochę o tym, co robicie na co dzień i od święta i poszukajcie kompletnie nowych przestrzeni do technologicznej ewolucji. Oto kilka pytań, które mogą się okazać w tych poszukiwaniach pomocne:

  • Jakie czynności chętnie bym zautomatyzował, abstrahując od tego, czy to możliwe, czy nie?
  • Jakie czynności i zadania w moim życiu można sprowadzić do liczb, rachunków i logicznych alternatyw? Maszyny radzą sobie z matematyką i logicznymi algorytmami lepiej niż ludzie.
  • Jakich czynności nie chcę, ale muszę wykonywać?
  • Jakie czynności powtarzam regularnie?
  • Jakie czynności w moim życiu są bardzo powtarzalne?

Oczywiście nie z każdej odpowiedzi wypływa potencjał do automatyzacji. Bo choć zęby myjemy dwa razy dziennie, to jeśli mamy już elektryczną szczoteczkę, to raczej nie zainwestujemy w robotyczne ramię, by trzymało ją za nas. Jeśli natomiast nie mamy szczoteczki elektrycznej, to może tu być potencjał do prostego rozwoju.

Tu gra rolę nasza kreatywność i konkretne wyzwania, przed którymi stajemy, ale podzielę się z wami kilkoma pomysłami, które mi chodzą po głowie ostatnimi czasy, może was zainspirują:

  • Próbuje zbudować – na razie bez sukcesu – algorytm, który pozwoli mi wybrać obiektywnie najlepszy skyr pośród tych dostępnych w Lidlu i Auchan (moje najbliższe sklepy). Algorytm ma być prostym porównaniem kilku obiektywnych parametrów (zawartość białka, cukry, tłuszczu, kraj pochodzenia, cena itp.). Daną wyjściową jest nazwa skyru, który mam kupić. Celem jest odizolowanie się od presji reklamy (nazwa, kolor opakowania itp. nie mają już znaczenia). Na razie największą przeszkodą jest zebranie danych (szczególnie z Lidla). Być może istnieją już jakieś aplikacje, które wykonują podobne zadania.
  • Dziennik w postaci zapisów audio to coś, co rozważam jako codzienny rytuał. Dzienniki są sposobem na rozszerzenie możliwości naszej pamięci, która jest generalnie bardzo zawodna, jeśli idzie o odtwarzanie szczegółów, choć jest bardzo dobra, kiedy idzie o odtwarzanie kontekstu. Z badań wynika, że nasz mózg zmyśla elementy wspomnień, fabrykuje je w całości, zniekształca i wykrzywia. Nie można mu ufać, jeśli chodzi o przypominanie sobie detali (pamiętajcie: naoczni świadkowie o wiele częściej się mylą niż mają rację; w związku z czym  jeśli naoczny świadek wskazał kogoś jako winnego, to powinniśmy go uniewinnić!). Zdjęcia i pamiętniki są sposobem na przywołanie detali, gdy będą potrzebne. Formę audio rozważam, bo forma pisemna słabo się u mnie przyjmuje (może za dużo piszę innych tekstów).
  • Do liczenia kalorii używam aplikacji, a właściwie używałem, bo chwilowo zarzuciłem ten proceder – mam bowiem poczucie, pewnie mylne, że już bez jej pomocy jestem w stanie ograniczać ilość spożywanego pokarmu. Pamiętajcie, że na oko to sołtys umarł – liczenie kalorii w ten sposób jest nieefektywne i prowadzi nas na manowce. Aplikacji nie oszukasz (o ile wpiszesz do niej wszystko, co jesz). Każdemu, kto chce ograniczyć spożycie, polecam skorzystać. Nie trzeba nawet swojego Excela robić, są darmowe rozwiązania dostępne na rynku.

Czwarty etap to zebranie przemyśleń i wniosków z poprzednich etapów i stworzenie krótkiej listy pomysłów, które faktycznie chcemy wdrożyć.  Tutaj zaczyna się ciężka praca. Jak zwykle w przypadku procesu zmiany, można się spodziewać pewnej dozy dyskomfortu, zmęczenia, zniechęcenia. Zależnie od tego, jakie dokładnie pomysły wdrażamy, efekt ten będzie silniejszy lub słabszy, ale warto się przygotować na to, że pojawi się w każdym przypadku. Nie będę się tu zagłębiał szczególnie mocno w techniki skutecznego wprowadzania zmian – napisano na ten temat wiele książek, a i na tym blogu wspominałem o tym kilka razy i pewnie jeszcze w przyszłości do tematu wrócę.

Piąty etap to domknięcie pętli, czyli analiza tego, co zmieniliśmy. To moment, by zastanowić się, czy nowe narzędzia faktycznie przynoszą spodziewane korzyści. Jeśli nie, warto je porzucić, nie dając się zwieść temu, że zainwestowaliśmy czas w ich wdrożenie – jeśli nam nie służą, nie inwestujmy zasobów w ich utrzymanie. Spodziewam się, że właściwie u każdego, kto podejdzie do tego ćwiczenia poważnie, pojawią się jakieś pomysły, które po wdrożeniu okażą się rozczarowujące. To naturalny element procesu „ewoluowania”. Koncentrujmy się na tych, które działają i je utrwalajmy.

To także dobra chwila, by pochylić się nad procesem wdrożenia i zastanowić się, czy on przebiegł gładko i skutecznie. Zazwyczaj jest coś do poprawienia. Czasem okazuje się, że jakieś obiecujące pomysły nie zostały wdrożone wcale, bo z tego czy innego powodu okazało się to zbyt trudne. Wróćmy do niego i spróbujmy ponownie.

Wreszcie ten etap to czas na zastanowienie się, czy są kolejne pomysły narzędzi i ulepszeń, które możemy wprowadzić. Mamy już doświadczenie z pierwszej rundy, a to będzie pomocne w tworzeniu nowych intrygujących wyzwań.

Od czasu wynalezienia rysunku naskalnego człowiek próbuje wspomagać funkcjonowanie swojego umysłu przy pomocy technologii. Od czasu wynalezienia worka na jagódki człowiek próbuje wspomagać swoją fizyczność przy pomocy technologii. Wiele z tych ulepszeń przychodzi do nas w sposób organiczny – pojawia się w kulturze i społeczeństwie, a my je podłapujemy.

W takim trybie ich przyswajania czai się pewna doza ryzyka. Możemy bowiem wprowadzić do swojego życia metody i przedmioty, które zamiast pomagać nam wzmocnić funkcjonowanie naszego umysłu, zaczną je osłabiać. Ryzyko uzależnienia wiążące się czy to z zachowaniami (media społecznościowe) czy z substancjami (alkohol) jest tego koronnym przykładem. Nie każda nowinka techniczna, nie każdy wynalazek, nie każdy produkt będą dla nas korzystne – konieczna jest nasza uważność, by ustrzec się przed tymi, które chcą nas zwieść.

Dlatego też jest cenne i ważne, by chwycić stery naszej ewolucji technologicznej we własne ręce i świadomie tworzyć (lub adaptować) narzędzia, które faktycznie będą stanowić cenne rozszerzenie możliwości naszego mózgu. Nie każde z tych rozwiązań musi być naszym odkryciem, w końcu wiele problemów, z którymi spotykamy się na co dzień, zostało już rozwiązanych przez kogoś wprawnego w technologii. Wciąż jednak to my musimy dokonać świadomego i rozsądnego wyboru, z których skorzystać. To wymaga od nas dozy refleksji, zrozumienia swoich własnych potrzeb i inwestycji czasu, by implementować i sprawdzać poszczególne rozwiązania. Jest to wysiłek, natomiast gra wydaje się być warta świeczki.

Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym, co nowego pojawiło się na blogu, a także dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać jeszcze więcej stoickich treści, to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady, jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w korekcie tekstu.

Minimum błędu predykcji

Dzisiejszy artykuł chciałbym poświęcić na przedstawienie Wam niezwykle ciekawej teorii opisującej działanie ludzkiego mózgu. Choć nie jestem neurobiologiem, to postaram się przedstawić moje rozumienie tej koncepcji, bez silenia się na techniczny żargon czy matematyczny lub formalny rygor. W przyszłości, jeśli moje zainteresowanie tematem się utrzyma i zgłębię go na bardziej zaawansowanym poziomie, jest szansa na konkretniejsze teoretyczne treści. Dziś pozostanę przy pewnej intuicji, koncepcyjnym narzędziu do myślenia o myśleniu, czyli działaniu naszego mózgu.

Mózg jest systemem, który szuka stanu minimalnego błędu predykcji przy uwzględnieniu ograniczeń płynących z kosztów energetycznych działań. Przestrzeń, którą przeszukuje pod tym kątem, jest wielowymiarowa, a jej osie to szeroko rozumiane dane zmysłowe (zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, właściwie każdy kanał wejściowy do mózgu). Przeszukiwanie odbywa się poprzez aktywacje kanałów wyjściowych – przesyłanie informacji/poleceń do ciała. Każde działanie to funkcja przekształcająca jeden stan w przestrzeni zmysłów w inny. Funkcja ta ma liczne zmienne ukryte, czyli aspekty, których mózg nie kontroluje – to wszystko, co wydarza się w zewnętrznym świecie.

I tak pobierając dane od zmysłów, mózg konfrontuje je z predykcją, którą stworzył (w uproszeniu, wszystko, co widzimy i czujemy może być rozumiane jako symulacja wykonana przez mózg ułamek sekund wcześniej, niż się faktycznie wydarzyło), kiedy coś się nie zgadza, robi dwie rzeczy: koryguje predykcję i wysyła sygnał na wyjście, by zmodyfikować stan świata. W takiej pętli sobie żyjemy. Nasz mózg nieustannie przewiduje przyszłość i stara się wprowadzić siebie i świat w stan, w którym te przewidywania będą możliwie trafne, a zużycie energii będzie możliwie minimalne.

Ten proces jest niezwykle złożony. Mówimy tu o tysiącach źródeł informacji i tysiącach kanałów wyjścia, na które można wpływać. Co więcej, są jeszcze wspomniane zmienne ukryte, czyli wszystko to, czego nasze zmysły nie uchwyciły, a co wpływa lub wpłynie w przyszłości na stan naszej rzeczywistości. Czy jest praktycznie przydatne, by rozważać te procesy biorąc pod uwagę ich przytłaczającą złożoność? Tak, choć żeby móc coś z nich wyciągnąć, musimy wznieść się na wyższy poziom abstrakcji – co zresztą nasz mózg także czyni. Potrzebujemy ogólniejszych, syntetycznych „zmiennych”, bo analiza na poziomie pojedynczych impulsów zmysłowych jest zbyt skomplikowana.

Parafrazując powyższą koncepcję: mózg to jednostka obliczeniowa, której zadaniem jest tworzenie predykcji danych, które otrzymuje na wejściu, optymalizując jednocześnie pod kątem zużycia energii. Ta jednostka obliczeniowa jest podłączona do danych wejściowych oraz do kanałów wyjściowych, na które może wysyłać sygnały. Kanały wejściowe to dane zmysłowe (wewnętrzne i zewnętrzne). Kanały wyjścia to sygnały wysyłane do ciała – mięśni, gruczołów itp.

Jako bazę dalszych rozważań wykorzystam temat z poprzedniego newslettera, czyli interpretacje nawyków i pracy z nimi w powyższym schemacie. W tym sensie dzisiejszy artykuł jest rozwinięciem poprzedniego, przenosząc nacisk z praktycznych zastosowań na bardziej teoretyczne rozważania.

Aby nie zapaść się zbyt głęboko w abstrakcję, weźmy na tapet konkretne zachowanie, które często jest nawykowe, a które niekoniecznie służy nam długofalowo. Czyli jest to nawyk, który warto zmienić. Niech naszym przykładem będzie jedzenie słonych i słodkich przekąsek – temat znany prawie każdemu z nas. Pomimo że wiemy, jak wiele kalorii kryje się w niewinnej paczce chipsów, wciąż, gdy zasiadamy przed telewizorem na seans ulubionego serialu lub gdy zabieramy się ze znajomymi do partii w planszówki, przed nami stoją michy wypełnione chrupkimi Lay’s.

W przypadku przekąsek nasz mózg musi balansować kilka zmiennych:

1. głód – było nie było, przekąski zaspokajają nasze zapotrzebowanie na kalorie,

2. odczucie przyjemności – powiązane z powyższym, jedzenie jest przyjemne, bo zaspokaja głód. Smak słodki i smak słony są szczególnie przyjemne,

3. długofalowe zachowanie zdrowia – nie każde jedzenie jest tak samo dobre dla naszego zdrowia. Jeśli będziemy jeść zbyt wiele chipsów, to za kilka lat przyjemność ustąpi cierpieniu związanemu z chorobą,

4. liczba spożywanych chipsów i ciasteczek – to nasze działanie nawykowe,

5. liczba spożywanych warzyw – to alternatywne działanie.

Pierwsze trzy punkty to syntetyczne sygnały „zmysłowe”, o których wspominałem wcześniej. W praktyce pod pojęciem „głód” dla mózgu kryją się tysiące różnych sygnałów: o poziomie pokarmu w żołądku, o stężeniu hormonów trawiennych, o zawartości glukozy we krwi itd. Zbieramy je tutaj do jednego worka i nazywamy ten worek „głodem”. Jeśli chcielibyśmy te rozważania podnieść na bardziej ścisły poziom, musielibyśmy każdy z powyższych worków możliwie szczegółowo zdefiniować, ale na potrzeby budowania intuicji o systemie pozostaniemy na powyższym poziomie precyzji.

Dwa ostatnie punkty to syntetyczne „działania”, czyli sygnały, które mózg wysyła do ciała – czy w tym konkretnym przypadku rezultaty wysłania danych sygnałów. Nie ma wątpliwości, że dostępnych działań, które mogą być istotne dla naszego doświadczenia, jest więcej (np. liczba spożywanych orzechów, czas spędzony na głodówce, liczba przebiegniętych kilometrów). Dla prostoty pozostaniemy przy powyższym uproszczonym zestawie zmysłów i działań.

Nie będziemy się tu zastanawiać, skąd ten nawyk się wziął, przyjmujemy po prostu fakt, że obecnie mamy nawyk podjadania chipsów i ciastek. Ale co to właściwie znaczy w naszym modelu, że mamy nawyk? To znaczy, że nasz mózg spodziewa się, że pewne działanie (jedzenie ciastków) spowoduje pewien efekt (odczucie przyjemności i zaspokojenie głodu). To zachowanie ma niski błąd predykcji oraz wysoką podaż energii. Stało się preferowane, to znaczy, że w przestrzeni rozwiązań, którą nieustannie analizuje nasz mózg, jest z nim związana dolina, w której tkwimy. Jedzenie chipsów jest „bezpieczne”, bo ma znany i lubiany efekt. Im częściej powtarzamy to zachowanie, tym efekt staje się bardziej potwierdzony, dolinka robi się głębsza – nawyk staje się silniejszy. Co ważne, gdy zaprzestajemy jedzenia czipsów, odczuwamy dyskomfort i brak. Trafiamy na „stok” doliny – błąd predykcji rośnie.

Gdybyśmy nie mieli intelektu i refleksyjności, bylibyśmy skazani na tkwienie w naszym obecnym minimum (chyba że świat zewnętrzny zrobiłby coś, co by nas z niego wyrwało). Takie zachowania obserwujemy u zwierząt: pies, który ma nieograniczony dostęp do smaczków, będzie je jadł, dopóki nie wypełni brzuszka. Jak tylko minie odczucie sytości, zacznie jeść znowu. Nie zatrzyma się, by zastanowić się, czy nie doprowadzi go to do otyłości, a w konsekwencji do zawału. Nie ma narzędzi, by przeanalizować przestrzeń rozwiązań w odległym czasie, jest w stanie zbadać względnie bliską przyszłość, a dla niej najmniejszy błąd predykcji i zysk energetyczny są związane z pochłanianiem smaczków. Nie jest tak do końca, iż zwierzęta nie mają możliwości adaptacji i predykcji, ale ich zdolności w tym względzie są ograniczone, szczególnie gdy przyjdzie im się spotkać z wytworami ludzkiej cywilizacji obfitości.

My jesteśmy wyposażeni w aparat do analizy przyszłych konsekwencji, choć nie oznacza to, że będziemy w stanie go użyć ani że będziemy potrafili go dobrze wykorzystać – daje nam szansę.

Pierwszy krok, który musimy wykonać, to zdać sobie sprawę, że zmiana jest potrzebna i że jest możliwa.

Uświadamianie sobie potrzeby zmiany to umiejętność spojrzenia na przestrzeń rozwiązań i wyobrażenie sobie, jak ona się zmieni w czasie. Oczywiście jakość tego wyobrażenia będzie zależeć od jakości informacji, które posiadamy. W naszym przykładzie, jeśli nie wiemy nic o cholesterolu, jego wpływie na układ krwionośny i jego powiązaniu z tłustym i słodkim jedzeniem, to przyszłość, którą przewidzimy, będzie równie przyjemna co teraźniejszość. Nie dostrzeżemy potrzeby zmiany i kiedy przyjdzie nieuchronnie choroba powiązana z naszym stylem życia, w zaskoczeniu będziemy się zmagać z błędem predykcji. Dlatego tak istotne jest, by być dobrze poinformowanym o dowodach naukowych na szkodliwość lub dobroczynność pewnych aspektów naszego stylu życia, bez tego nigdy nie dostrzeżemy powodu do zmiany. Połóżmy tutaj nacisk na „dobrze poinformowanym”, bo jeśli nasza wiedza nie ma oparcia w faktach i wywodzi się z guseł, haseł reklamowych czy naszych własnych jednostkowych doświadczeń, to symulacja przyszłości, którą zbudujemy, będzie miała mało wspólnego z rzeczywistością.

Gdyby jedzenie chipsów i ciastek nie miało żadnych negatywnych reperkusji, to byłby koniec historii. Moglibyśmy swobodnie tkwić w tym minimum, a energię poświęcać na inne zagadnienia życia. Tak jednak nie jest. Dzięki naszym agentom specjalnym: refleksyjności i ciekawości poznawczej jesteśmy w stanie stwierdzić, że takie zachowanie w dłuższej perspektywie czasu sprowadzi na nas więcej cierpienia niż obecnie daje przyjemności lub, innymi słowy, spowoduje gigantyczny błąd predykcji (bo choroba to cała puszka Pandory błędów predykcji) i ogromny ubytek energii (bo zdrowienie to kosztowny proces dla organizmu).

Kiedy już wiemy, że, aby zminimalizować globalny błąd predykcji i zmaksymalizować podaż energii, konieczne są zmiany, przychodzi nam zmierzyć się z procesem ich przeprowadzania. Prawdopodobnie największą komplikacją tego procesu jest to, że aby opuścić nasze lokalne minimum, zazwyczaj musimy przejść przez próg dyskomfortu, znaczących błędów poznawczych i wydać dużo energii. Standardowe mechanizmy działania nie będą „chciały” podążać takimi ścieżkami. W końcu ich zadaniem jest minimalizowanie błędu predykcji i zużycia energii. Będą się więc starały przywrócić nas na znaną, łatwą ścieżkę – tu wracamy do kazusu zwierzaka, który ma do dyspozycji tylko badanie natychmiastowego błędu predykcji, w związku z czym nigdy nie zejdzie z kursu chwilowej przyjemności (o ile nie wymuszą tego okoliczności).

Zadaniem naszej refleksyjności, intelektu i „silnej woli” jest utrzymanie nas na właściwym kursie, aż dotrzemy do nowego minimum. W naszym przypadku będzie to chrupanie marchewki zamiast chipsów.

Co nam będzie w tym przeszkadzać, a co pomagać?

Rozpoznanie zmiennych ukrytych – nie wszystkich, bo to zadanie przerastające nasze możliwości, ale przynajmniej niektórych z nich. Innymi słowy, warto poznać okoliczności (kiedy oglądam serial, to jem chipsy) i stany emocjonalne (kiedy jestem smutny, jem ciastka), które towarzyszą zachowaniu, które chcę zmienić. Nie jemy ich przecież na okrągło. Kiedy nasz umysł ma tendencję do wchodzenia w to niepożądane minimum? W leczeniu uzależnień mówi się o „wyzwalaczach głodu”, czyli o tym, co nam przypomina o używaniu substancji – ten sam koncept działa przy nawykach!

Unikanie linii największego oporu – drastyczne skoki błędu predykcji spotkają się z drastyczną korektą mechanizmów automatycznych i będą wymagać wielkich ilości energii, by utrzymać kurs. Gdy jest to możliwe, stopniowa zmiana i akomodacja w nowej normie (systematyczne obniżanie bariery do nowego optimum) są preferowane ponad terapię szokową. Czyli zamiast rezygnować z chipsów całkowicie zrób pół na pół, jedna miska marchewki, jedna chipsów. Później zmień chipsy na mniej kaloryczną wersję albo wersję o mniej intensywnym smaku. Tu jednak uwaga. To nie zawsze działa! Nieco więcej o tym za chwilę, ale w szczególności w uzależnieniach czy przy używaniu substancji psychoaktywnych ta strategia jest zazwyczaj kontrproduktywna.

Trzymanie oka na kursie – korzystaj ze swojej refleksyjności i intelektu, by przypominać sobie, dokąd i dlaczego dążysz. To trochę tak, jakbyś co jakiś czas spoglądał na przestrzeń rozwiązań z lotu ptaka i upewniał się, że twój cel dalej tam jest i że się do niego zbliżasz. Jeśli jesteśmy zbyt blisko tego, co dzieje się dzisiaj, możemy wyolbrzymiać nasze trudności. Może się nam wydawać, że przed nami jest jeszcze jakaś wielka góra do pokonania, a to może nas przekonać do tego, że nie warto inwestować w zmianę. Zobaczmy naszą górę z pewnego oddalenia, by zrozumieć, że nie jest aż taka straszna. Na początku stworzyliśmy pewną mapę przestrzeni rozwiązań, według której chcemy podążać – musimy ją regularnie odświeżać w pamięci, by się nie zatarła.

Inne zmienne i parametry – im więcej parametrów rozważamy, tym więcej otwiera się przed nami opcji. Możemy wykorzystać inne zmienne, by wspierać (ale także sabotować) nasze starania. Przykładowo w naszych rozważaniach możesz spotykać się z przyjaciółmi, by wypełnić swój czas i „nie myśleć” o chrupkach i ciastkach. Jeśli jednak spotkasz się z kimś, kto wyciągnie zza pazuchy karton Lay’sów paprykowych, to twoich wysiłków nie wspomoże, a raczej im przeszkodzi. To się wiąże z rozpoznawaniem ukrytych zmiennych, tyle że tutaj chcemy rozpoznać dodatkowe możliwości działania, które mamy do dyspozycji. Przy czym, praktyczna uwaga: nie każde nasze działanie będzie miało realne znaczenie w kontekście danego problemu i czasem nie warto niepotrzebnie komplikować.

Nie ma zmiany bez wysiłku i czasu – jeśli zmiana ma nastąpić, to będzie wymagała czasu i wysiłku. Im dłużej kultywowałeś jakiś nawyk, tym więcej wysiłku będzie kosztowało zmienienie go (tym głębszy dołek wydeptałeś). Nie warto się co do tego oszukiwać, bo pierwsze oznaki bólu czy dyskomfortu sprawią, że wrócisz na znany szlak niskiego błędu predykcji i dużej podaży energii. W bardzo niewielu przypadkach zmiana będzie płynna i bezbolesna. Warto sobie „zabudżetować”, i to z nawiązką, energię, wysiłek i dyskomfort, które będą potrzebne na drodze do zmiany.

Utrudnienie dostępu do starego szlaku, ułatwienie do nowego – zarządzajmy okolicznościami tak, by możliwie utrudnić sobie wejście w stary nawyk, a ułatwić wejście w nowy. Jeśli chcesz jeść mniej chipsów, to nie powinieneś mieć w domu chipsów. Chcesz zamiast tego jeść więcej marchewki? Niech twoja lodówka będzie wyładowana nią po brzegi. Budujesz w ten sposób małe górki i dolinki w przestrzeni rozwiązań, sprawiasz, że nawyk, z którym walczysz, kosztuje nieco więcej energii. To delikatnie ukierunkowuje twoje automatyzmy. Czy to oznacza, że nigdy nie złapie cię chętka na chrupki i nie polecisz po nie do sklepu? Nie, ale przynajmniej będziesz musiał włożyć wysiłek w ubranie się, wyjście itd., a to pomoże obniżyć prawdopodobieństwo i częstotliwość tej czynności.

Powtarzanie to podstawa nauki – mózg lubi mały błąd predykcji płynący ze stabilnego rozwiązania, a stabilne rozwiązanie to takie, które wielokrotnie powtarzaliśmy, uzyskując spodziewany i pożądany rezultat. Powtarzaj nowy nawyk jak najczęściej i wydeptuj nową dolinkę w przestrzeni rozwiązań. Spraw, by to co cię trzymało w złym nawyku, teraz trzymało Cię w dobrym. Uczyń nowe zachowanie znajomym tak, by wyjście z niego skutkowało błędem prognozy. To ważne, bo stara dolinka będzie obecna jeszcze przez długi czas i będzie też ryzyko ponownego wpadnięcia w nią.

Często chodzi o balans, a nie o eliminacje – najbardziej trwałe i stabilne rozwiązanie wcale nie musi oznaczać całkowitej eliminacji czegoś z naszego życia. Bywa tak, że optimum jest przy zdrowych proporcjach, bywa tak, że optimum jest stanem oscylującym. Czyli sześć dni w tygodniu chrupię sobie marchewkę, ale w sobotę na planszówkach zjem małą paczkę chipsów. Takie rozwiązanie może się okazać o wiele łatwiejsze do utrzymania, dające przy tym dobre skutki zdrowotne. Gdybyśmy próbowali naciskać na stan, w którym nigdy nie jemy chipsów, to może się okazać, że będziemy z niego „wypadać” – takie rozwiązanie będzie niestabilne. To nas powinno zachęcić do eksperymentowania, próbowania drobnych zmian w naszych nawykach i szukania możliwie stabilnego optimum (czasem będzie to wymagało wprowadzenia dodatkowych zmiennych!). Pamiętajmy, że celem zwykle nie jest całkowita eliminacja jakiejś zmiennej, tylko optymalizacja błędu predykcji i zużycia energii w długiej perspektywie czasu.

Tutaj jednak ważna uwaga na marginesie:

Są krytyczne wyjątki od koncepcji równowagi. W niektórych systemach nie ma innej drogi do trwałości, jak wyzerowanie danej zmiennej. Przykład to uzależnienia od substancji psychoaktywnych: nie ma stabilnego rozwiązania dla „niewielkiego” używania. Możliwe jest tymczasowe utrzymywanie takich rozwiązań poprzez inwestowanie znacznych ilości energii – stan przez fachowców zwany „dupościskiem”. Jednak prędzej czy później energia się wyczerpie i system wróci do stanu równowagi, czyli intensywnego używania. Jednocześnie tak duży wydatek energii idący na utrzymanie niestabilnej sytuacji oznacza, że brakuje energii na normalne życie, co będzie przejawiać się agresją, bylejakością lub innymi niekonstruktywnymi zachowaniami.

W pierwszym przybliżeniu nałogowiec ma dwa stabilne stany równowagi: całkowita abstynencja oraz niekontrolowane używanie. Problem jest jednak bardziej złożony. Tutaj rozważamy jedną zmienną: używanie substancji lub kompulsji, ale człowiek jest bardziej złożonym systemem. Do naszych rozważań możemy dodać syntetyczny parametr „rozwój osobisty” rozumiany jako praca nad swoim charakterem, refleksja, zmiana na lepsze. Praktyka terapii uzależnień uczy nas, że to parametr niezwykle istotny dla osoby uzależnionej. Dodając go do modelu, pierwszy stan równowagi możemy rozbić na dwa: całkowita abstynencja połączona z pracą nad sobą (stabilny) oraz całkowita abstynencja bez pracy nad sobą – dupościsk (niestabilny).

Tutaj też zauważmy: to powyższe jest uproszczeniem, przecież praca nad sobą to zmienna stopniowalna, ciągła. Można nad sobą pracować mniej lub bardziej i nasze dwa przypadki są punktami ekstremalnymi na spektrum. Także spożywanie substancji można rozumieć jako spektrum – tyle, że tutaj dla nałogowca stabilne są tylko zero używania i niekontrolowane używanie, podczas gdy przy rozwoju możemy zgadywać, że będzie więcej stabilnych rozwiązań.

W pewnym sensie cała nasza aktywność polega na szukaniu stanów równowagi (także równowagi dynamicznej) w przestrzeni rozwiązań i to konkretnie takich, w których błąd predykcji i zużycie energii są możliwie niskie. My jesteśmy zestawem algorytmów, które tę przestrzeń przeszukują. Jest względnie jasne, że te algorytmy dzielą się na wyspecjalizowane grupy, może nawet tworzą poziomy abstrakcji (stopień szczegółowości i syntezy) i budują wewnętrzną strukturę – warstwa fizyczna, warstwa społeczna, warstwa indywidualna, warstwa refleksyjna. Ciekawym pytaniem jest, które z tych algorytmów dzielimy z innymi istotami żywymi (albo z komputerami!) i które z nich są konieczne, by mówić o świadomości?

Lista interesujących konsekwencji i pytań wokół tego sposobu myślenia o człowieku jest dłuższa, oto kilka z nich:
Algorytm potrzebują punktów startowych. Jak one powstają? Czy to rola tego, co nazywamy intuicją? W tym temacie kilka słów w dzisiejszym newsletterze.
Jak wygląda reprezentacja przestrzeni stanów i naszej w niej trajektorii w czasie na poziomie świadomym? Czy to to, co nazywamy opowieścią o sobie?
Jak w to wpisują się inni ludzie? Gdzie jest miejsce w przestrzeni błędu predykcji i energii na rozmnażanie?
Czy w obrębie rodziny też zachodzi optymalizacja błędu predykcji i zużycia energii? A w obrębie stada czy społeczeństwa?

Na dziś pytania te pozostają otwarte, acz będę do nich jeszcze w przyszłości niewątpliwie wracał. Może któreś z nich szczególnie Was zainteresowało i chcielibyście podzielić się swoimi przemyśleniami? Zapraszam do komentowania!

Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym, co nowego pojawiło się na blogu, a także dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać jeszcze więcej stoickich treści, to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady, jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w korekcie tekstu.

O religiach i innych ideologiach

Autor podejmuje kontrowersyjny temat, definiując religię jako ideologię. Zauważa, że ideologie wpływają na refleksyjność jednostki w sposób zarówno pozytywny, jak i negatywny. Podkreśla ryzyko dogmatyzmu, presji grupy i nietolerancji. Zawarte są także korzyści, jak tworzenie społeczności i mobilizacja polityczna, ale i zagrożenia dla refleksyjności.

Dzisiejszy temat z pewnością wzbudzi kontrowersje. Już sam tytuł może wywołać opór – dlatego od razu śpieszę z wyjaśnieniem: tak, uważam religię za ideologię. W dalszej części tekstu przedstawię definicję, która uzasadnia takie stanowisko i którą przyjmuję na potrzeby tej analizy.

Postaram się zachować możliwie dużą obiektywność, jednak nie ukrywam, że nie przemawiam z pozycji sympatyka religii. Przedstawione przeze mnie tezy mogą więc być dla niektórych czytelników drażniące, a nawet obraźliwe. Jeśli ktoś źle znosi krytykę wierzeń religijnych, być może lepiej zrezygnować z dalszej lektury.

Dla kontekstu dodam, że moje rozważania odbywają się w ramach jednej ze współczesnych wersji stoicyzmu, w której refleksyjność postrzegana jest jako najwyższe dobro moralne. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj: https://premeditatio.blog/2025/03/26/o-etyce-stoickiej/


Definicje

Ideologia to zbiór przekonań, które opisują obecny stan szerokiego wycinka ludzkiej rzeczywistości, proponują jego idealny lub docelowy kształt i wyznaczają drogę od jednego do drugiego. Ideologia nie musi dotyczyć całego świata — może koncentrować się na systemie politycznym, społeczeństwie czy innych strukturach. Czasem łączy wiele z tych elementów. W szczególnych przypadkach ideologia nie zawiera przepisu na dotarcie do stanu końcowego — jest wtedy czysto opisowa. W tym tekście skupię się jednak głównie na ideologiach, które proponują konkretny sposób postępowania, choć niektóre rozważania będą miały zastosowanie także do ujęć opisowych.

Wycinek rzeczywistości jest szeroki, jeśli obejmuje więcej niż dwa obiekty. Przykładowo — relacja między dwiema osobami nie spełnia tego kryterium, ale społeczeństwo danego kraju już tak. Zwykle używamy tego określenia w odniesieniu do dużych zbiorowości ludzkich.

Wycinek rzeczywistości jest ludzki, jeśli dotyczy ludzi i sprawy z nimi bezpośrednio związanych. Rodzina jest takim właśnie wycinkiem; Układ Słoneczny — już nie. Polskie społeczeństwo — jak najbardziej tak.

Religia to szczególny rodzaj ideologii, która źródło swojej prawdziwości wywodzi z nadprzyrodzonego — Bogach, Bogu lub innych bytów mistycznych. „Nadprzyrodzone” oznacza coś, czego istnienia nie można zweryfikować empirycznie. Warto zaznaczyć, że taka definicja nie obejmuje niektórych systemów tradycyjnie określanych jako religie — na przykład buddyzmu zen. Dla mnie to jak najbardziej akceptowalne. Trzymając się przykładu buddyzmu zen — w moim światopoglądzie to raczej filozofia, a nie religia.

Ogólnie o wpływie ideologii na refleksyjność

Wszystkie ideologie łączy pewien zestaw cech, które wpływają na refleksyjność jednostek. Najczęściej dotyczy to refleksyjności ich wyznawców, choć niekiedy oddziaływanie może sięgać szerzej — obejmując również osoby postronne.

Wpływ ten może mieć zarówno charakter pozytywny, jak i negatywny. Nie każda ideologia zawiera w sobie wszystkie z opisywanych tu aspektów.

Co istotne: ocena, czy dany wpływ jest korzystny czy szkodliwy, zależy często od celu ideologii i jego zgodności z naszym systemem wartości. W tym tekście nie podejmuję się jednak oceny celów ideologii — interesuje mnie wyłącznie to, jak wpływa ona na refleksyjność jednostek i zbiorowości.

Innymi słowy: nie analizuję, czy wizja świata promowana przez daną ideologię jest mi bliska czy też nie. Interesuje mnie wyłącznie to, jak przyjęcie tej ideologii może wpływać na refleksyjność jej akolitów oraz osób pozostających pod ich wpływem.

Nie mam wątpliwości, że człowiek może jednocześnie kierować się wieloma ideologiami. Nie wszystkie muszą ze sobą kolidować — niektóre odnoszą się do zupełnie różnych obszarów rzeczywistości. Przykładowo: możemy wyobrazić sobie ideologię polityczną, która nie dotyka zagadnień ekonomicznych, i ekonomiczną — niezależną od polityki.

Negatywy

Usztywnienie myślenia

Pierwszym zagrożeniem związanym z przyjęciem konkretnej ideologii jest usztywnienie myślenia. Przyjmując dany system ideologiczny jako własny, stawiamy się w sytuacji, w której jego porzucenie lub zmiana staje się trudna. Z natury jesteśmy niechętni zmianom — to cecha gatunkowa. Jeśli dodamy do tego ryzyko utraty społeczności, to ideologiczne zaangażowanie może się okazać jedną z najtrudniejszych zmian, jakich można dokonać.

Refleksyjność natomiast jest ściśle związana ze zdolnością do zmiany. To właśnie z potrzeby zmiany poddajemy siebie i świat refleksji. Nie twierdzę, że ideologia całkowicie uniemożliwia zmianę, ale może ją ograniczać w sposób niekorzystny.

Usztywnienie myślenia oznacza także osłabienie jego krytycznego wymiaru. Głęboko wyznawana ideologia staje się odporna na analizę krytyczną — a przynajmniej my sami nie jesteśmy skłonni jej takiej analizie poddawać. Powód jest prosty: refleksja mogłaby doprowadzić nas do wniosku, że naszą ideologię należy porzucić lub zmienić. Aby tego nie ryzykować, często decydujemy się refleksji w ogóle nie rozpoczynać.

Słowem podsumowującym efekt usztywnienia myślenia jest dogmatyzm. Ideologie opierają się na podstawowych założeniach (dogmatach), które nie podlegają kwestionowaniu — bo bez nich cała konstrukcja mogłaby runąć. Dyskusja wewnątrz ideologii toczy się zazwyczaj wokół interpretacji lub praktycznego zastosowania dogmatów, nie zaś wokół ich zasadności.

Oczywiście, zdarza się, że ideologia opiera się na sensownych i spójnych dogmatach. Nawet wtedy jednak można to ocenić wyłącznie z zewnątrz. Dla osoby zanurzonej w danym systemie dogmaty są z definicji słuszne — dlatego nie może ona mieć pewności, że to właśnie jej ideologia jest uzasadniona.

Presja grupy – manipulacja

Człowiek jest istotą stadną, dlatego wszyscy – bez wyjątku – jesteśmy podatni na presję grupy, w której funkcjonujemy. Mamy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę podporządkowywania się jej normom i oczekiwaniom. Nawet ci, którzy postrzegają siebie jako nonkonformistów, po bliższym przyjrzeniu się własnym zachowaniom mogliby dostrzec znaczną dozę uległości wobec swojej społeczności.

Społeczności skupione wokół ideologii nie stanowią tu wyjątku. Tym, co je wyróżnia, są silnie sprecyzowane przekonania i wizja świata, które starają się narzucić swoim członkom. To właśnie wspólna idea scala te grupy, dlatego, aby mogły przetrwać, muszą chronić jednomyślność wśród swoich akolitów.

Sposoby utrzymywania tej jednomyślności nie zawsze są etyczne – wiele z nich to formy manipulacji. Groźba wykluczenia z grupy czy bardziej wyrafinowane techniki wpływania na emocje bywają – często nieświadomie – stosowane przez członków, by utrzymać spójność poglądów.

Osoba poddana takiej presji traci przestrzeń do refleksji– zamyka się na rozważanie własnych poglądów i pozycji.

Brzmi znajomo? Jak potocznie rozumiana sekta. Czy zatem każda grupa ideologiczna nią jest? Choć cechy bywają zbliżone, odpowiedź brzmi: nie. Kluczowe znaczenie mają natężenie tych cech i skrajność stosowanych metod. Co więcej, nie każda ideologia z definicji musi posługiwać się manipulacją.

Etyczne pomieszanie – wyznawane idee ponad przyzwoitość

Ideologia zazwyczaj niesie ze sobą pewną formę etyki lub moralności. Te systemy nie zawsze są kompletne, lecz w ramach danej ideologii stanowią jej nieodłączny element.

Przykładowo: ideologia polityczna zawiera zwykle etykę postępowania politycznego, ekonomiczna – etykę biznesu, i tak dalej. Im bardziej całościowy system, tym szersza jest jego etyka – aż po ideologie, które próbują objąć całą rzeczywistość i oferują pełny kodeks moralny.

Samo istnienie etyki ideologicznej nie jest niczym złym. Problem pojawia się tam, gdzie cele ideologii i jej zasady kolidują z osobistymi refleksjami etycznymi jednostki.

Często przejawia się to w niepisanej zasadzie wspólnej wielu ideologiom: przybliżanie do celu ideologicznego stanowi najwyższe dobro. Innymi słowy – wszystko, co służy realizacji wizji świata promowanej przez ideologię, staje się moralnie dopuszczalne.

Dla osoby, która chce pozostać wierna swojej ideologii, taki konflikt oznacza konieczność odrzucenia własnych przekonań moralnych i podporządkowania się nadrzędnemu celowi. To wewnętrzne pęknięcie bywa szkodliwe dla refleksyjności – prowadzi bowiem do porzucenia jej fundamentalnej funkcji: samodzielnego kształtowania moralności i rozróżniania dobra od zła.

W efekcie pojawia się wewnętrzny chaos – paradoks, który może działać destrukcyjnie na zdolność refleksji.

Jeśli maksymalizacja zysków staje się najwyższym celem mojej ideologii, mogę w jej imieniu usprawiedliwić każdą zbrodnię. Jeśli celem jest zbawienie – własne lub cudze – każda zbrodnia może zostać uniewinniona, o ile przybliża do tego celu.

Nie każda ideologia zawiera w sobie ten ukryty imperatyw. W tych, które go nie mają, samo istnienie systemu moralnego nie stanowi problemu – o ile zasady te podlegają dyskusji i mogą ewoluować. W dalszej części pokażemy, że istnienie etycznego fundamentu ideologii może być wręcz korzystne z perspektywy refleksyjności jej wyznawców.

Nietolerancja dla innych idei

Ideologia to konkretny przepis na to, jak powinien wyglądać określony wycinek rzeczywistości – oraz jak należy dążyć do tego stanu. Inne ideologie, które próbują opisać ten sam obszar, stają się z definicji konkurencyjne: różnią się albo co do pożądanego kształtu świata, albo co do środków prowadzących do jego urzeczywistnienia.

Ten fundamentalny konflikt sprzyja nietolerancji wobec odmiennych systemów myślenia. Człowiek z natury nie radzi sobie dobrze z odmiennością – instynktownie dążymy do homogenizacji (być może to dziedzictwo plemienne). Ideologie dostarczają dodatkowej przestrzeni do wzmacniania i utrwalania tej nietolerancji.

Im głębiej wierzymy w prawdziwość własnej ideologii, tym silniejsze staje się pragnienie przekonania do niej innych. Opór wywołuje frustrację, ta zaś łatwo przeradza się w agresję – fizyczną lub psychiczną – która zawsze stanowi cios w refleksyjność. Zarówno po stronie ofiary, jak i sprawcy.

Oczywiście, nie każda osoba i nie każda ideologia sięga po przemoc. Nie wszystkie też mają ambicję nawracania innych. Wiele jednak, przekonane o własnej nieomylności, dążą do tego, by inni myśleli, czuli i działali zgodnie z ich obrazem świata.

Upraszczanie / trywializowanie

Ostatnim zagrożeniem dla refleksyjności, o którym chcę wspomnieć, jest skłonność do nadmiernego upraszczania świata. Chodzi tu o jednowymiarowe postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat określonej ideologii – bez zdolności do szerszego spojrzenia, które mogłoby zachwiać naszymi przekonaniami i podważyć fundamenty systemu dającego nam poczucie bezpieczeństwa.

Taka redukcja złożoności świata zamyka refleksyjność w wąskim kręgu wybranych przekonań – zamiast ją rozwijać, ogranicza jej horyzont.

Choć to zawężenie nie jest wyłącznie domeną ideologii, to właśnie ideologiczne myślenie szczególnie sprzyja jego powstawaniu.

Pozytywy

Tworzenie społeczności

Ideologie stanowią jeden z najsilniejszych mechanizmów łączenia ludzi we wspólnoty. Wspólne tematy, aktywności i rytuały zbliżają nas do siebie i ułatwiają nawiązywanie relacji. Tak jak mamy skłonność do podejrzliwości wobec odmienności, tak kontakt z kimś podobnym daje poczucie komfortu – a ideologia może być jedną z płaszczyzn tego porozumienia.

Społeczność to przestrzeń wymiany myśli, wątpliwości, planów i intencji. To sieć, w której nasza refleksyjność spotyka się z refleksyjnością innych – co zasadniczo sprzyja jej rozwojowi.

Silne więzi społeczne, wspierane przez ideologie, mogą także pozytywnie wpływać na długość życia – a to oznacza, że osoby dobrze osadzone w społecznościach mają więcej czasu na refleksję.

Człowiek jest istotą społeczną. Choć nie każdy lgnie do tłumu, wszyscy potrzebujemy pewnej dozy relacji i wsparcia – zarówno dla zdrowia psychicznego, jak i fizycznego. Wiele ideologii (zwłaszcza religijnych) dostarcza takich struktur.

Poczucie bezpieczeństwa płynące z przynależności do wspólnoty stwarza warunki sprzyjające pogłębionej refleksji. W najprostszych słowach: nie musimy walczyć o przetrwanie, więc możemy pozwolić sobie na głęboki namysł.

Warto jednak zauważyć – i nie jako krytykę ideologii, lecz wspólnot jako takich – że społeczności mogą być również toksyczne i destrukcyjne wobec refleksyjności. Przykładowo, społeczność stalinowskich komunistów była silnie związana i spójna ideologicznie, lecz jej wpływ na refleksyjność – zwłaszcza ludzi, których dotykała – był głęboko niszczący.

Proste ramy etyczne (wspólne wartości, kompas moralny)

Jak wspomniałem wcześniej, ideologia zazwyczaj zawiera w sobie element etyczny lub moralny – przynajmniej w obszarze zagadnień, którymi się zajmuje. Osoba utożsamiająca się z daną ideologią może przyjąć ten kompas moralny jako własny.

Większość ludzi nie dysponuje ani potrzebą, ani czasem, ani zasobami, by samodzielnie zbudować pełny system etyczny. Dla wielu wystarczającą podstawą do podejmowania decyzji moralnych są właśnie zewnętrzne systemy wartości – a refleksyjność realizuje się wtedy w odniesieniu do tych przyjętych zasad.

Niewątpliwie można reflektować nad własnym postępowaniem także w ramach etyki, której się nie stworzyło samodzielnie. W tym sensie przyjęcie jakiegokolwiek systemu moralnego – zamiast jego braku – jest generalnie korzystne dla refleksyjności.

Dodatkową zaletą wspólnej etyki jest umacnianie więzi społecznych. Wspólne wartości sprzyjają budowaniu trwalszych wspólnot, w których refleksyjność jednostki znajduje wsparcie i rezonans.

Potencjalne problemy i napięcia związane z ideologicznymi systemami moralnymi omówiłem już wcześniej – w częściach „Etyczne pomieszanie” oraz „Nietolerancja dla innych idei”.

Efekt porządkowania świata

Ideologie wprowadzają porządek w generalnie chaotyczną rzeczywistość. Nadają kierunek i wyznaczają zasady działania. Dostarczają swoim wyznawcom jasnych drogowskazów – dokąd zmierzać i jak postępować. Dla osób wcześniej pozbawionych celu stanowi to źródło ukojenia.

Chaos – szczególnie w sferze sensu istnienia – może być niszczący dla refleksyjności, prowadząc do nihilizmu i utraty woli życia. W tym kontekście ideologia pełni funkcję stabilizującą: porządkuje myślenie, dając jednostce punkt odniesienia i wewnętrzną orientację.

Oczywiście, możliwe jest samodzielne wypracowanie własnego sensu – na przykład przy pomocy filozofii lub innych narzędzi kultury. Jednak podobnie jak w przypadku moralności, nie każdy ma ku temu potrzebę, zasoby ani czas.

Zagrożenia wynikające z nadmiernego porządkowania świata – takie jak redukcjonizm, nietolerancja czy sztywność poznawcza – omówiłem wcześniej w częściach: „Upraszczanie rzeczywistości”, „Nietolerancja dla innych idei” oraz „Usztywnienie myślenia”.

Mobilizacja polityczna

Wyznawanie ideologii często prowadzi do mobilizacji politycznej wokół spraw uznawanych za istotne. Choć sam dyskurs polityczny rzadko bywa szczególnie refleksyjny, to już ocenianie i rozważanie zjawisk politycznych czy społecznych stanowi akt refleksji. Ideologie – nawet te, których nie podzielamy – mogą prowokować nas do takiej aktywności.

W rezultacie osoby identyfikujące się z daną ideologią mają tendencję do częstszego i szerszego angażowania się w życie publiczne – poprzez udział w wyborach, wypowiadanie się na forum społecznym, czy bezpośrednie uczestnictwo w polityce i strukturach władzy.

Tego rodzaju zaangażowanie nie jest konieczne do rozwijania refleksyjności, ale może stanowić jej ważne pole treningowe. Co więcej, przestrzeń publiczna to także arena, na której możliwe jest aktywne wzmacnianie refleksyjności innych – przez dialog, działanie i przykład.

Edukacja

Ideologia może pełnić funkcję platformy edukacyjnej. Dążąc do pozyskania nowych wyznawców, stara się przekazywać wiedzę na swój temat, poszerzając tym samym horyzonty odbiorców i wpływając na ich wizję świata.

Z reguły jest także zainteresowana edukowaniem własnych członków – zgodnie z przyświecającymi jej założeniami. Niektóre ideologie wykraczają poza swoje dogmaty i otwarcie wspierają edukację także w szerszym, pozadogmatycznym zakresie.

W tym miejscu pojawia się jednak wiele niuansów. Edukacja jest tylko tak wartościowa, jak wartościowa jest treść, którą przekazuje. Jeśli ideologia jest silnie dogmatyczna, może raczej programować niż uczyć.

Zagrożenie kryje się również w samej metodzie edukacji. Kluczowe pytanie brzmi: czy proces ten jest otwartą przestrzenią wymiany myśli, w której ścierają się poglądy, a pytania są mile widziane? Czy też przypomina raczej mechanizmy opisane wcześniej przy okazji „Presji grupy” – gdzie edukacja przekształca się w manipulację?

Każdą ideologię należy ocenić indywidualnie – zarówno pod kątem treści, jak i formy przekazu – zanim wyciągniemy wnioski o jej edukacyjnym charakterze.

Platforma zmian

W historii wiele ideologii pełniło rolę platform wielkich, pozytywnych przemian. Część z nich powstawała właśnie po to, by zakwestionować status quo i wejść z nim w konflikt – z myślą o wywołaniu transformacji.

Ruchy emancypacyjne stanowią tu doskonały przykład ideologii, które potrafiły przeobrazić skostniałe społeczeństwa w bardziej sprawiedliwe i otwarte. Choć te zmiany nie zawsze obywały się bez przemocy, ich efektem często bywał lepszy świat.

Jak to się ma do refleksyjności? Ferment zmian to doskonała pożywka dla myślenia. Nowe ideologie mogą otwierać przed nami przestrzenie rozważań, których istnienia wcześniej nie dostrzegaliśmy. Innymi słowy, świat postulowany przez daną ideologię może okazać się bardziej sprzyjający refleksyjności niż ten, w którym żyjemy obecnie.

Warto zauważyć, że ideologie mogą pełnić nie tylko rolę siły transformacyjnej. Niekiedy stają się twierdzami dobrej teraźniejszości – broniąc obecnego porządku przed zmianami, które mogłyby pogorszyć warunki dla refleksyjności. Innymi słowy, ideologia może chronić świat przed przekształceniem w taki, który byłby dla refleksji mniej przychylny.

Szczególnie o wpływie religii

Wszystkie omówione wcześniej pozytywne i negatywne aspekty ideologii odnoszą się również do religii – traktowanej jako szczególny przypadek ideologii. Istnieją jednak pewne kwestie specyficzne, które dotyczą wyłącznie religii lub występują głównie w jej obrębie.

Przedstawione poniżej uwagi dotyczą przede wszystkim religii instytucjonalnych i dziedziczonych, a także takich, które zakładają istnienie bytów transcendentnych.

1. Irracjonalne podstawy

Część religii opiera się na przyjmowaniu za część rzeczywistości elementów, których nie da się empirycznie potwierdzić. Mam tu na myśli wiarę w istnienie bytów transcendentnych – Boga, bogów lub sił nadprzyrodzonych – której nie towarzyszy żadna forma dowodu opartego na doświadczeniu.

Oczywiście, każda ideologia bazuje na pewnych założeniach – i wiele z nich również nie troszczy się zbytnio o ich weryfikację. Różnica w przypadku religii polega na tym, że jej fundamenty z definicji wymykają się jakiejkolwiek możliwości empirycznego sprawdzenia. Odwołania do sfery boskiej pozostają poza zasięgiem testów i obserwacji.

Nie jest to jeszcze samo w sobie poważnym problemem. Istnieją ideologie, które teoretycznie dają się zweryfikować, lecz w praktyce nikt tego nie robi – czy to z powodu trudności, czy braku potrzeby.

Problematyczny staje się jednak sposób myślenia, który może się z takiego podejścia wykształcić. Skoro otwieramy jedną furtkę dla twierdzeń nieweryfikowalnych, czy nie otworzymy kolejnych? Przyjmowanie czegoś za prawdę bez dowodu to niebezpieczny precedens dla poznawania świata.

Uważam, że to może utrudniać (choć nie wyklucza!) zachowanie poznawczego rygoru w innych obszarach życia. Religia bywa źródłem nawyku bezrefleksyjnego akceptowania twierdzeń – czy to zawartych w świętych pismach, czy wypowiadanych przez religijnych autorytetów.

Pielęgnowanie przekonań, których nie sposób zweryfikować niezależnym eksperymentem, osłabia refleksyjność – bo tworzy rozdarcie między empirycznym poznaniem a wiarą opartą na akcie zaufania. Ten wewnętrzny rozdźwięk umysł musi w jakiś sposób rozwiązać lub zamaskować – a tłumione paradoksy rzadko służą zdrowiu intelektualnemu.

2. Wczesna indoktrynacja

W przypadku wielu religii – szczególnie tych dziedziczonych – istotnym problemem jest moment, w którym zostajemy w nie wprowadzeni. Dzieje się to zwykle już w dzieciństwie, w okresie największej podatności na wpływy.

Jeśli pochodzimy z religijnej rodziny, ideologia religijna jest nam wpajana bardzo wcześnie – często zanim zdobędziemy jakiekolwiek narzędzia do samodzielnej oceny czy refleksji. Dla porównania: większość ideologii świeckich zaczyna zabiegać o jednostkę dopiero wtedy, gdy osiąga ona pewien poziom dojrzałości intelektualnej.

Warto jednak zaznaczyć, że istnieją także ideologie świeckie, które posługują się równie wczesną formą indoktrynacji – jak choćby socjalizm w realiach PRL-u czy współczesny kapitalizm kształtujący konsumenckie postawy już od najmłodszych lat. Różnica polega na tym, że w przypadku religii to rodzice – a więc osoby najbliższe dziecku – stają się bezpośrednimi nośnikami przekonań. W religiach dziedziczonych to właśnie rodzinne środowisko jest głównym kanałem transmisji wiary, co nadaje temu procesowi szczególną siłę i trwałość.

Dlaczego ma to znaczenie z punktu widzenia refleksyjności?

  • Po pierwsze, dzieci są wyjątkowo podatne na idee przekazywane przez rodziców. Brakuje im jeszcze rozwiniętych kompetencji refleksyjnych, a autorytet opiekunów działa niezwykle silnie. Poglądy przyjęte w dzieciństwie są często głęboko zakorzenione i trudne do zakwestionowania w dorosłości.
  • Po drugie, tak wczesna ekspozycja zawęża i kanalizuje rodzącą się refleksyjność, kierując ją od razu w określone tory. W rezultacie refleksja nie rozwija się swobodnie – zamiast eksplorować, podporządkowuje się jednej narracji.
  • Po trzecie, dziecko może przyswoić lęk, który utrzyma się również w dorosłym życiu: lęk przed odejściem od ideologii, przed potępieniem, karą, odrzuceniem przez wspólnotę. Tego rodzaju emocjonalna presja skutecznie tłumi procesy refleksyjne.

Oczywiście, wiele zależy od formy i intensywności takiej religijnej socjalizacji. Nie każdy religijny dom oddziałuje na dzieci w jednakowy sposób. Dom, w którym dopuszcza się pytania, wątpliwości i sprzeciw wobec wyznawanej wiary, może w dużym stopniu złagodzić te ryzyka – a czasem wręcz je zneutralizować.

Podsumowanie

Nie wiem, czy człowiek musi mieć jakąkolwiek ideologię. Nie jestem nawet pewien, czy sam obecnie jakąś wyznaję.

Pozostaję wobec ideologii sceptyczny. Widzę korzyści, które z niej płyną w określonych warunkach – ale dostrzegam też wiele poważnych zagrożeń. Dlatego uważam, że jeśli decydujemy się na przyjęcie jakiejś ideologii, powinna ona pozostać otwarta na zakwestionowanie. Niech nigdy nie będzie niepodważalna.

Warto ją regularnie poddawać refleksji:

  • Czy ma sens?
  • Czy jest spójna?
  • Czy nam służy, czy może to my służymy jej?

Druga refleksja to apel do rodziców: rozważcie, czy i w jaki sposób przedstawiać dzieciom swoją ideologię jako jedynie słuszną – szczególnie w młodym wieku. Zastanówcie się, czy nie lepszym podejściem byłoby pokazanie im różnorodnych sposobów myślenia o świecie.

Oczywiście to wasza decyzja. Ale może warto przemyśleć, jakie korzyści płyną z otwartego umysłu – w przeciwieństwie do umysłu przyuczonego do podążania wyłącznie jedną, utartą ścieżką.

W mojej opinii warto dać dzieciom dostęp do szerokiego spektrum poglądów. Warto pozwolić im zadawać pytania – także te niewygodne – i wybierać, gdy będą już wystarczająco dojrzałe, by ich decyzje miały realną wartość.

Na zakończenie zostawię was z kilkoma pytaniami – być może staną się dla was pożywką do własnych refleksji:

  • Czy potrzebuję ideologii – czy potrafię się bez niej obyć?
  • Jeśli jej potrzebuję, to która z jej funkcji jest mi naprawdę niezbędna? Co mi daje?
  • Czy noszę w sobie elementy ideologiczne, które wpojono mi w dzieciństwie?
  • Jeśli tak – czy chcę je zachować? Czy rzeczywiście warto?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

Dlaczego „praca” przestała mi wystarczać — o nowej wartości: Zabezpieczenie zasobów

W hierarchii wartości, którą buduję i przeglądam regularnie, zachodzą zmiany. Tym razem chodzi o coś więcej niż przesunięcia — chodzi o zmianę kategorii. Zamiast „pracy” — pojawia się „zabezpieczenie zasobów”. Czym jest ta wartość i dlaczego uważam ją za konieczną?

Hierarchia wartości jest strukturą żywą — zmienia się razem z nami. Wraz z nowymi doświadczeniami, ewolucją myślenia i konfrontacją z informacją zwrotną, przekształca się nasze rozumienie tego, co w życiu naprawdę ważne. Z czasem doprecyzowujemy swoje wartości, pogłębiamy ich sens, porządkujemy je na nowo — tak, by lepiej oddawały to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

W przyjętej przeze mnie etyce — czerpiącej inspirację z myśli współczesnej szkoły stoickiej, szczególnie z dorobku Tomasza Mazura — jedynym prawdziwym dobrem jest refleksyjność. Rozumiem ją jako świadomy namysł nad sobą i intencjonalną, ciągłą pracę nad własnym kształtem. Wszystko inne — wartości, środki, działania — zyskuje znaczenie o tyle, o ile wspiera tę właśnie praktykę życia, tę drogę ku samorealizacji i wewnętrznej wolności.

Uważni czytelnicy mojego bloga być może pamiętają opisywaną tam hierarchię wartości. Jej ostatnią wersję można znaleźć tutaj. W tamtym układzie na piątym miejscu znajdowała się wartość określona mianem „praca” — rozumiana jako działalność zawodowa zapewniająca środki do zaspokojenia podstawowych potrzeb: jedzenia, mieszkania, ubrania.

W ostatnich tygodniach coraz częściej wracałem myślami do nieoczywistego braku w tym zestawieniu: nieobecności zdrowia jako odrębnego składnika. Chciałbym podzielić się refleksjami, które doprowadziły mnie do przedefiniowania tego miejsca w hierarchii i wprowadzenia nowej wartości — „zabezpieczenia zasobów”.

Dlaczego „praca” przestała wystarczać

Podczas niedawnej rozmowy z Andrzejem Bernardynem — nagrywaliśmy odcinek jego podcastu — poruszyliśmy temat obecności (a właściwie: nieobecności) zdrowia w mojej hierarchii wartości. Andrzej zapytał wprost: dlaczego zdrowie się tam nie pojawia? Moja odpowiedź była niespójna. W jej trakcie zorientowałem się, że sam nie wiem, czy i gdzie zdrowie właściwie się mieści w tym systemie. Ta chwila zakłopotania była punktem wyjścia do nowego namysłu nad moją hierarchią.

Pierwsza obserwacja: „praca” pełni w mojej strukturze funkcję odmienną od pozostałych wartości, nie jest celem, lecz koniecznością — umożliwia zdobycie środków do życia, a tym samym realizację innych wartości. Upraszczając: by żyć — muszę pracować. Choć „muszę” to może słowo zbyt mocne, przyjmijmy je jako wystarczająco bliskie prawdzie.

Druga obserwacja: pieniądze, które daje mi praca, nie są jedynym elementem, od którego zależy moja refleksyjność. Są nimi również zdrowie psychiczne i fizyczne, zdolność do koncentracji, dostępny czas. Dobry stan ciała — a szczególnie mózgu, będącego biologicznym nośnikiem procesów refleksyjnych — umożliwia mi sensowne funkcjonowanie.
Zdrowie psychiczne nie tylko wspiera refleksyjność — ono ją wręcz umożliwia. Bez minimalnego poziomu stabilności psychicznej zanika zdolność prowadzenia wewnętrznego dialogu, który jest podstawą samopoznania.

Te dwie obserwacje tworzą obraz gry w zarządzanie zasobami. Codziennie decydujemy, jak wymieniać czas na pieniądze, jak inwestować pieniądze w zdrowie etc. — a stawką tej gry jest zdolność do refleksji.

Wniosek? „Praca” jako odrębna wartość nie oddaje już złożoności tego systemu.

Zabezpieczenie zasobów

Odpowiedzią na te bolączki jest nowa, szersza wartość: „zabezpieczenie zasobów”. Obejmuje ona nie tylko „pracę”, lecz także inne istotne czynniki wspierające refleksyjność. Można śmiało powiedzieć, że w przypadku granicznym, gdy wartość ta jest nieobecna, niemożliwa jest refleksja — jako że niemożliwe jest życie.

Wyróżniam w jej ramach trzy kategorie:

Zasoby materialne — to one kryły się pod pojęciem „pracy” w poprzedniej wersji mojej hierarchii. Zaliczam tu pracę, oszczędności, nieruchomości, majątek wszelki. To, co pozwala mi zapewnić fizyczne przetrwanie mojemu ciału oraz materialne narzędzia i środki, które mogę wykorzystać w praktykowaniu innych wartości.

Zdrowie/witalność — kondycja mojego ciała i dostępne dla niego zasoby energetyczne. Przede wszystkim chodzi o jakość funkcjonowania mojego ciała, w szczególności mózgu. Dochodzi tu także aspekt psychiczny — czy mam energię do podejmowania się zadań?
Oba aspekty zdrowia — fizyczny i mentalny — powinny być zaopiekowane, a nacisk warto położyć na ten drugi, jako istotniejszy dla naszego człowieczeństwa.
Przykład: dla podróżnika dbałość o zdrowie narządów ruchu i ich sprawność jest istotna. Wprawdzie znamy przykłady wspaniałych wędrowców, którzy zdobywali niedostępne regiony pomimo braku władzy w nogach, to jednak niewątpliwie łatwiej podróżować, gdy zachowana jest nasza sprawność.

Czas — zasób, którego nam co dzień ubywa. Choć dbałość o zdrowie zwiększa statystycznie długość naszego życia, w żadnym momencie nie wiemy, ile nam go jeszcze pozostało. Jest to zasób, który możemy tylko wydawać. Decydujemy, jak go zainwestować — i nasza sprawczość sprowadza się do tego, by go rozsądnie używać.

Zdrowie determinuje jakość naszego czasu — oba te zasoby są ze sobą ściśle powiązane.

Żaden z tych zasobów nie stanowi wartości samej w sobie i każdy może, a nawet powinien, być poświęcony, jeśli zagrożone jest dobro lub któraś z wartości.

Miejsce w hierarchii i relacja z pozostałymi wartościami

Pomimo iż zakres tej wartości się rozszerzył, pozostaje ona na piątym miejscu w hierarchii. Kluczowym powodem jest tu obserwacja, że nie wyznacza ona kierunku działania. Może prowadzić do konkretnych akcji (ćwiczenie, zdrowe odżywianie, oszczędzanie), ale nie nadaje kierunku życia. To stawia ją raczej z boku niż poniżej pozostałych wartości — mam więc cztery wartości kierunkowe oraz jedną wspierającą.

Używam tu słowa „wartość” w dwóch znaczeniach. Kierunkowe wyznaczają sens działania — odpowiadają na pytanie, dlaczego coś robię. Wspierające, jak „zabezpieczenie zasobów”, tworzą warunki, by w ogóle móc działać.

Jak ta wartość wspiera inne?

Wolność — zasoby chronią nas przed utratą wolności, szczególnie w jej aspektach zewnętrznych (np. możliwość podróżowania, swoboda wypowiedzi).

Rozwój — wymaga czasu, energii, a czasem także materialnych narzędzi. Trudno się rozwijać, kiedy każdego dnia walczy się o przetrwanie.

Relacje — czas i uważność to fundament każdej relacji — musimy je mieć, by móc je ofiarować drugiemu człowiekowi.

Twórczość — także tutaj czas i uważność są kluczowe. Dodatkowo wiele dziedzin twórczych wymaga zasobów materialnych (instrument, płótno, narzędzia).

Wszystkie te wartości opierają się na podstawowych potrzebach: jedzeniu, schronieniu, odzieniu. Nie są ważniejsze — ale bez nich trudno mówić o ich realizacji.

Pułapki i napięcia

Największą pułapką wartości wspierających jest nadanie jednemu z ich komponentów rangi celu. Gdy środek staje się celem, łatwo o wypaczenie: wypieranie innych wartości, obsesję kontroli, utożsamienie siebie z posiadaniem, zatracenie pierwotnego sensu.

Weźmy pieniądze. Łatwo zapomnieć, że ich zarabianie ma służyć konkretnemu celowi: zapewnieniu bytu i umożliwieniu realizacji wartości. Tymczasem żyjemy w kulturze, która nagradza akumulację: kolejne mieszkania, samochody, przedmioty. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb trudno się zatrzymać — wyznaczamy kolejne progi „wystarczająco” i natychmiast próbujemy je przekroczyć. Wtedy środek zaczyna dominować nad celem. A gdy cel zostaje zjedzony przez środek — tracimy sens.

Także zdrowie może stać się celem samym w sobie — prowadząc do kultu ciała i dominującego motywu życia. Można jednak nadać mu sens jako wartości kierunkowej: dążenia do sprawności, długowieczności czy świadomej obecności w świecie.

Wszystkie te komponenty traktuję jako narzędzia. Ich wartość jest wtórna. To nie one mają nadawać kształt mojemu życiu — i dlatego tak ważne jest, by regularnie sprawdzać, czy nadal służą celowi, któremu miały służyć. Czy nadal wspierają refleksyjność — czy może już ją zastępują

Dlaczego ta zmiana jest ważna

Wprowadzenie tej zmiany pozwala mi uporządkować moją hierarchię wartości i przywrócić jej spójność. Dotąd zdrowie było w niej „pogubione” — rozproszone pomiędzy inne wartości, pojawiające się niejako przy okazji, niedookreślone. Teraz zyskało swoje właściwe miejsce. Nie jako osobna wartość, ale jako jeden z kluczowych fundamentów egzystencji — i który warunkuje możliwość realizacji wartości właściwych.

Ta zmiana pozwala mi lepiej zarządzać swoimi siłami — nie po to, by je pomnażać, ale by tworzyć przestrzeń dla innych wartości. Nie chodzi o wydajność, lecz o wolność. O to, by móc odłożyć troskę i skierować uwagę tam, gdzie toczy się sens życia.

„Zabezpieczenie zasobów” staje się więc nie tylko fundamentem działania, ale warunkiem swobody — swobody od lęku, niepokoju, konieczności ciągłego zabezpieczania się. Kiedy wiem, że mam wystarczająco, mogę przestać o tym myśleć. A to, co się wtedy uwalnia — uwaga, energia, czas — mogę przeznaczyć na to, co naprawdę ważne.

Zakończenie

Hierarchia wartości nie jest dana raz na zawsze. To twór dynamiczny, który może się zmieniać z czasem. Warto spoglądać od czasu do czasu na nasze wartości i poddawać je krytycznej ocenie. Nie ma potrzeby bronić swojej hierarchii jak niepodległości — pozwólmy, by trafna informacja zwrotna wzbudzała w nas radość z otwierającej się szansy, zamiast złości na rzekomy atak.

Na koniec, zostawiam Ci kilka pytań — być może staną się początkiem Twojej refleksji:

– Jakie jest Twoje podejście do zasobów? Czy są dla Ciebie jedynie środkiem, czy któryś z nich stał się celem samym w sobie?
– Czy Twoje zasoby przypominają moje? A może są inne, mniej oczywiste?
– Jak rozpoznajesz granicę między zabezpieczaniem a gromadzeniem? Czy próbujesz ją wyznaczyć — i co się dzieje, gdy ją przekraczasz?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

O wiosennych porządkach – retrospektywa

Kilka miesięcy temu zamieściłem na blogu plan zmian, które chciałem poczynić w życiu [Część Pierwsza][Cześć druga][Część trzecia]. Nazwałem cały projekt wiosennym przeglądem siebie. Starałem się spojrzeć na różne aspekty mojego funkcjonowania, zdecydować, które zachować, które odrzucić, a które zmienić. Nadszedł czas by podsumować rezultaty tego planu.

Z jednej strony można powiedzieć, że plan zakończył się spektakularną porażką. Większości planowanych zmian nie zdołałem wdrożyć lub się nie przyjęły. Tylko kilka aspektów faktycznie zadziałało i przyniosło owoce. Z drugiej strony, jest to wyjątkowy sukces. Biorąc pod uwagę, jak wiele nawyków próbowałem modyfikować na raz, gdyby się udało wdrożyć je wszystkie, byłby to cud na miarę zmartwychwstania Łazarza.

Każde z punktów omówię dalej w szczegółach, generalny wniosek jest jednak taki, że wiele nauczyłem się o sobie i swoich nawykach i że potrzebuję nowej taktyki wprowadzania zmian – zastanowieniem nad nią poświęcę końcową część tego artykułu.

Gdzie się nic nie zmieniło

Mycie się; Pranie; Pielęgnacja rośli; Jedzenie; Dojazdy do pracy; Praca; Dbanie o auto; Zmywanie; Zakupy

Co poszło dobrze?

Toastmasters
Udział w spotkaniach klubu to jeden z większych sukcesów tego roku. Spotkania miały mi przynieść więcej pewności siebie i umiejętności w mówieniu i tak też się dzieje. Lęk nie zniknął całkowicie, ale zmalał, a ja mam poczucie, że wypowiadam się składniej i swobodniej. Druga spodziewana korzyść to nowe znajomości i także tutaj korzyści są znaczne!

Chodzenie do kina/teatru
Miałem chodzić nieco częściej. Tak też się stało. Niekoniecznie w każdy weekend, ale dość regularnie albo wybiorę się do kina, albo na jakieś wydarzenie kulturalne.

Picie i zaparzanie kawy
Także spory sukces w punkcie, co do którego nie byłem do końca przekonany. Lokalna kawiarnia sprawdza się jako miejsce z pyszną kawusią (jak mawia właścicielka) i z pysznymi drożdżówkami. Miło jest tam przysiąść i poczytać chwilę książkę popijając czarny napar. Moje własne sprzęty do parzenia czekają w witrynie na lepsze czasy.

Gotowanie
Generalnie sukces, już dłuższy czas jestem na diecie pudełkowej, udało mi się też osiągnąć cele, jeśli chodzi o wagę (choć po ostatnich pomiarach wiem, że potrzebna będzie korekta). Na tę chwilę ze spokojem pozostaje przy tej metodzie żywienia.

Sprzątanie
Także sukces, korzystam z usług firmy sprzątającej raz w miesiącu i efekty są pozytywne. Mieszkanie jest lepiej utrzymane, niż kiedy sam się tym zajmowałem. Muszę jedynie zwrócić uwagę, by nie zaniedbywać drobnych porządków w międzyczasie.

Nowe znajomości
Całkowicie zarzuciłem cyfrowe narzędzia do szukania znajomości. Nie planuje do nich wracać. Mam wrażenie, że samo ich odstawienie sprawia, że mam więcej energii do tego, by szukać kontaktu z ludźmi w realnym świecie! Wprawdzie uwodziciel ze mnie żaden, więc to niekoniecznie przynosi jakiekolwiek romantyczne efekty – ale więcej energii niewątpliwie mam 😉

Medytacja
Tutaj jest, jak było, czyli pozostaje przy porannym i wieczornym przeglądzie siebie – planowaniu i podsumowaniu dnia. Ten cykl mi służy. Okazjonalnie, gdy nawiedzi mnie silniejsza emocja lub trudny stan, poświęcam czas na doraźne medytowanie.

LEGO
Idealnie. Przez ostatnie pół roku ułożyłem dokładnie jeden zestaw – czyli średnia jak planowałem.

Co poszło mieszanie?

Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach
Jeśli chodzi o same wyprawy, to jest w porządku: byłem już na piechotkę w górach, byłem na kilkudniowej wyprawie rowerowej na równinach. Obie przyniosły mi wiele radochy!
Szkopuł w tym, że nadal nie kupiłem porządnego roweru i zabieram się do tego, jak pies do jeża. Mam wrażenie, że więcej czasu poświęcam na szukanie wymówek (a to hak w samochodzie, a to bagażnik, a to gdzie będę trzymał) niż na szukanie roweru. Na razie obywam się moim wysłużonym rowerkiem miejskim oraz wypożyczaniem.

Pisanie
Jak część z was mogła zauważyć, publikuje co tydzień nowy artykułu na blogu. Czasem muszę się posiłkować krótszymi formami, ale na razie publikuję bez skuchy. Pod tym względem jest sukces.
To, co się natomiast nie udaje, to znaczące zwiększenie czasu przeznaczonego na pisanie. Nie jestem nigdzie w pobliżu celów, które sobie postawiłem, a momentami mam wrażenie, że piszą mniej niż dawniej.

Terapia
Jeśli chodzi o uczęszczanie na terapię, to jest w porządku. Nie znalazłem na razie żadnej kolejnej interesującej, ale też nie miałem takiego celu na ten rok.
Ten punkt trafił do mieszanych, ze względu na nie do końca zadowalające postępy. Przynajmniej według moich oczekiwań. W szczegóły wnikać nie będę.

Siłownia
Tutaj udało mi się przeskoczyć na dwa treningi tygodniowo i ograniczyć czas, jaki poświęcam na ćwiczenia.
To, co się jednak zadziało to problemy z systematycznością. Pominąłem ostatnio zbyt wiele treningów, bym mógł postawić ten punkt w kategorii sukcesów, bo chociaż planowałem redukcję, to jednak nie planowałem zarzucenia tej aktywności!

Makrama
Ostatnimi czasy nie wyplatam, także pod tym względem zgodnie z planem. Wciąż nie dokończyłem natomiast sowy, dlatego klasyfikuje ten punkt jako częściową porażkę.

Oglądanie YT kształcące; Podcasty
Ciężko mi jest powiedzieć czy wskazówka tutaj drgnęła w jakiś znaczący sposób. Oglądam mniej więcej tyle samo edukacyjnych treści jak przed wiosennymi porządkami.
Celem tutaj było zwiększenie, więc ten punkt jest na granicy całkowitej porażki. Daje sobie jednak kredyt za to, że poznałem i otworzyłem kilka nowych ciekawych kanałów.

Co się całkowicie nie udało?

Uważne czytanie
Tutaj nastąpił regres w porównaniu ze stanem sprzed wiosennych porządków. Nie tylko nie zarezerwowałem dodatkowego czasu na uważne czytanie trudnej lektury, ale wręcz poświęcam mu go mniej. „Listy moralne do Lucyliusza” Seneki siedzą na stoliku, udało mi się przeczytać kilkanaście przez ostatnie dwa miesiące.
Uważne czytanie przegrywa z czytaniem rozrywkowym, oglądaniem YT i innymi mniej wartościowymi dla mnie aktywnościami. Nie zostaje mi wystarczająco wiele energii, by poświęcić się wieczorami uważnemu czytaniu, częściej wpadam w bezmyślne wpatrywanie się w filmik na Internecie. W innych porach dnia nie organizuje sobie po temu czasu.
Punkt ten pozostaje jako coś, co chcę w przyszłości realizować. Na chwilę obecną przyznaję się do porażki.

Oglądanie YouTube – rozrywka
Największa z porażek. Szukałem ograniczenia czasu, jaki przeznaczam na to medium, ale zamiast tego obserwuje wzrost!
Dostrzegam tutaj elementy kompulsywne, czyli to oglądanie stało się istotnym mechanizmem regulowania emocji. Niestety jest przy tym niezwykle intensywnie bodźcujące, co sprawia, że zużywa energię mentalną. Powoduje coś podobnego, co kiedyś obserwowałem w przypadku taśmowego oglądania seriali – spadek mocy i chęci do robienia czegokolwiek innego niż dalsze oglądanie. Seriali obecnie nie oglądam, ale YT zastąpił je z przytupem.
Jest to aspekt, nad którym chce dalej pracować. Może nawet warto powrócić do jakiegoś dobrego serialu i spróbować wypchnąć YT przy jego pomocy? Nie wiem, rzecz jest do rozważenia.
Na chwilę obecną odnotowuję porażkę.

Drzemki
Plan był, aby drzemki ograniczyć. Plan się nie powiódł. Nie wiem, czy ich jakoś znacząco przybyło, ale wciąż ulegam pokusie dodatkowego snu, szczególnie gdy po obiadku kładę się z książką na kanapie.
Wysypiam się w nocy świetnie, nie ma więc specjalnego powodu, by drzemki praktykować.
Nie jest to wielki priorytet, ale może warto bym unikał kładzenia się na kanapie z książką.

Granie
Druga po YT znacząca porażka. Wprawdzie ograniczyłem swoje granie do Magica, ale zdecydowanie jest go więcej, niżbym sobie życzył, a do tego zacząłem się regularnie wściekać podczas gry. Pomstuje na element losowy, czuję znaczącą frustrację i nie potrafię utrzymać rozsądnego dystansu.
Granie było i pewnie będzie dla mnie pewnym elementem regulowania emocji i rozładowywania napięcia, ale obecna jego skala i emocje, które samo budzi, są nadmiarowe.
Nie wiem jakie rozwiązanie jest tu dobre. Rozważam zmianę gry na coś mniej losowego. Inną opcją jest pozostać przy Magicu i wykorzystywać te momenty złości na jej badanie, może uda się w ten sposób zdobyć nieco wglądu w jej źródła.
Na tę chwilę poniosłem tu porażkę i potrzebuje zmian.

Czytanie rozrywkowe
Niepowodzenie w tym zakresie jest blisko związane z niepowodzeniami w sekcji gier i oglądania YT. Nie przeznaczam więcej czasu na rozrywkowe czytanie, a wręcz przeznaczam go mniej.
Nadal uważam, że to lepsza rozrywka niż oglądanie materiałów audio-wideo czy granie. Jest mniej wymagająca, jeśli chodzi o ilość energii, którą trzeba włożyć. Nie jest tak bodźcująca jak alternatywy. W związku z tym pozostawia więcej zasobów na bardziej złożone aktywności.
Wraz z korektami w innych dziedzinach, chcę poszerzać dostępny tu czas.

Kontakty z przyjaciółmi
Tutaj zdecydowanie zabrakło mi inicjatywy. Zakładałem tu kilka pomysłów typu zapraszanie znajomych do siebie na spotkania, ale po początkowym entuzjazmie dość szybko wrócił mój lęk przed wysuwaniem się na czoło i byciem widzianym. Skutkiem tego jest długa i skuteczna prokrastynacja, która trwa w najlepsze. Co jakiś czas przypomnę sobie, że miałem zorganizować jakieś planszówki, ale zaraz wymyślam wymówki, dlaczego nie i pomysł upada.
Mam wrażenie, że tutaj muszę najpierw popracować nad trudnościami psychologicznymi, które blokują moje działanie, żeby uzyskać konkretny efekt.
Na chwilę obecną to spore i bolesne niepowodzenie.

Kontakty z rodziną
Sytuacja jest bardzo podobna jak w poprzednim punkcie. Zabrakło mi zapału i inicjatywy.
Podobnie jak w poprzednim punkcie, to niewidzialne dziecko wzięło stery w swoje ręce.
Muszę najpierw popracować nad sobą, żeby mieć realną szansę na sukces.
Na razie jest to bolesne niepowodzenie.

Wnioski ogólne

Podstawowym wnioskiem z całego eksperymentu jest, iż próbowałem zmienić zbyt wiele rzeczy naraz. Przeładowałem się.
Drugi wniosek jest taki, iż kiedy chcę zmienić zakorzenione nawyki, to muszę do tego podejść nieco mądrzej niż: od dzisiaj tego nie robię i już!
Trzeci wniosek, pomimo niepowodzeń cały eksperyment był cennym doświadczeniem. Zmienił moje życie odrobinę na lepsze, a przede wszystkim dał mi wgląd w funkcjonowanie mojej codzienności, jakiego nie miałem przedtem. Znam sam siebie lepiej dzięki tej próbie.

W przyszłości planuje wrócić do punktów, które zakończyły się niepowodzeniem. Wrócę do nich pojedynczo i z lepszym planem. Chcę podejść do przyszłych modyfikacji, jak do pracy z nawykami, wykorzystując istniejącą na ten temat wiedzę. Czeka mnie nieco dokształcania się na ten temat, choć podstawy już mam. Planuje też, że będę podchodził do nich pojedynczo, to znaczy starał się utrwalić i zmienić jeden z nich i dopiero kiedy będę usatysfakcjonowany wynikami przejść do kolejnego.

To będzie spory wysiłek, ale taki który jest wart podjęcia, bo długofalowe korzyści z niego płynące są bardzo cenne!

O wzięciu sterów w swoje ręce

W dzisiejszym wpisie poruszany jest temat odpowiedzialności i kontroli nad własnym życiem. Autor podkreśla, że emocje, aspiracje oraz wartości są kluczowe w kształtowaniu naszego szczęścia. Przejęcie odpowiedzialności za emocje oraz decyzje prowadzi do dojrzałości, samopoznania i pozytywnych zmian w życiu i społeczeństwie.

Dzisiejszy wpis będzie krótki, acz poruszę w nim ważny temat: branie odpowiedzialności i przejmowanie kontroli nad własnym życiem. Rozumiem przez to wszelkie stany wewnętrzne: emocje, poglądy, decyzje, wartości – wszystkie elementy naszego bytu, które właściwie zarządzane mogą nam dać szczęśliwe życie.

Co rozumiem przez przejmowanie kontroli? Konsekwentne sytuowanie przyczyny naszego stanu ducha w obrębie jego samego, czyli świadomość, że możemy decydować o tym, co i jak czujemy.
Co rozumiem przez branie odpowiedzialności? Zrozumienie, że za kontrolą idzie odpowiedzialność za skutki naszych stanów ducha. To, co robię pod wpływem moich stanów wewnętrznych, jest moją zasługą lub przewiną.

Przykładowo, kiedy poczuję gniew, powiem: „Ależ się zdenerwowałem, gdy usłyszałem, co on mówi”. Nie powiem natomiast: „Ależ się zdenerwowałem przez to, co on powiedział”, ani tym bardziej „Ależ jego słowa mnie zdenerwowały”.
Drugi przykład, jeśli w gniewie upuszczę naczynie, powiem: „Upuściłem szklankę, ponieważ się zdenerwowałem”. Nie powiem natomiast: „Tak mnie zdenerwował, że aż upuściłem szklankę”, ani tym bardziej: „Patrzcie, co on zrobił! Tak mnie zdenerwował, że aż przez niego upuściłem szklankę”.

Emocje

Być odpowiedzialnym i sprawczym w dziedzinie naszych emocji to fantastyczna sprawa! Pomyślcie, jak możemy kształtować nasze samopoczucie, gdy to naszą decyzją jest czy czujemy smutek, czy zadowolenie.

Droga do tak głębokiej kontroli jest długa, ale już podążanie nią jest satysfakcjonujące i uwalniające. Pierwszym krokiem, który trzeba zrobić, by w nią wyruszyć to powiedzieć sobie: „Tylko ja jestem odpowiedzialny za moje emocje nikt inny!” Czyli to ja decyduje czy czuję złość, a w związku z tym mówię „Ale się zezłościłem!” zamiast „Ale mnie zezłościli”. To ja decyduję czy czuję radość, w związku z czym mówię „Ale się uradowałem” zamiast „Ale mnie uradowali”. Nie bez powodu kładę nacisk na te słowa, język ma znaczenie i za każdym razem, gdy biorę werbalnie sprawstwo nad emocją, zbliżam się o krok do urzeczywistnienia celu, którym jest decydowanie o stanie ducha bez oglądania się na czynniki zewnętrze!

Wraz z kontrolą idzie odpowiedzialność. Skoro to ja decyduje, co czuję, to ja odpowiadam za to, co czynię pod wpływem tego uczucia. To piękny aspekt dojrzałości. Za każdym razem, gdy nie cofam się przed odpowiedzialnością za emocję, potwierdzam swoją dojrzałość emocjonalna. Wysyłam komunikat do siebie i innych, że można na mnie polegać i mi zaufać, bo nie tylko dbam o swoje emocje, ale i bez wymówek za nie odpowiadam. Odpowiedzialność jest motorem zmiany na lepsze, gdy chcemy by następstwa emocji były dla nas i dla świata wokół jak najkorzystniejsze!

Aspiracje i oczekiwania

Moje aspiracje i oczekiwanie jakie mam wobec siebie, nadają kierunek życiu. Dzięki wzięciu sterów nad nimi gwarantuje, że będę podążać w kierunku, który jest satysfakcjonujący i który uważam za ważny.

Do czego chcę dążyć w życiu? Czy interesuje mnie zgromadzenie wielkich pieniędzy? Czy osiągnięcie wysokiej pozycji w społeczeństwie i zdobycie władzy? Czy osiągnięcie mądrości? A może spokoju ducha? Tak wiele możliwości, spośród których mogę wybierać! To może się wydawać przytłaczające, ale jest ogromna satysfakcja ukryta w chwili, gdy zaczynam rozumieć, do czego aspiruje, co mnie naprawdę kręci! Jeszcze większa jest satysfakcja w momencie, gdy zrozumiem, że mogę aspiracje zmieniać z czasem, mogę je przekształcać, w miarę jak zmienia się moje życie czy pogłębia zrozumienie świata!

Dążenie do osiągnięcia aspiracji jest najskuteczniejsze, wtedy kiedy oczekiwania są skrojone na miarę możliwości. Uzyskuje to, ustalając tempo postępów i zdając sobie sprawę, że nie jestem, podporządkowani temu tempu, tylko ono jest podporządkowane mi, czyli mogę je modyfikować w zależności od przemyśleń i sprzyjających lub nie okoliczności. Ogrom satysfakcji znajduję w zrozumieniu, że wszelkie wymagania, oczekiwania i terminy są pod moją kontrolą i w mojej mocy jest je utrzymywać lub zmieniać.

Dlatego zadawajmy pytanie „czego ja oczekuję od życia?” a zapomnijmy o pytaniu „czego ode mnie oczekują inni?”. Zastanawiajmy się, w jakim tempie chcemy realizować cele, a nie kiedy społeczeństwo życzy sobie, byśmy je zrealizowali.

Poczucie własnej wartości

Mam ogromną wartość, jestem świetnym człowiekiem! I ty drogi czytelniku, także masz wielką wartość i jesteś świetnym człowiekiem, ale nie potrzebujesz mnie, bym cię o tym zapewniał, wystarczy, że sam jesteś o tym przekonany i tego świadom!

Ze świadomości własnej wartości płynie wielki spokój. Jest to jeden z najskuteczniejszych leków na lęk, z jakimi się spotkałem. Gdy wiem, że jestem wartościowy, że moje słowa i myśli mają znaczenie, nie ma potrzeby, by obawiać się reakcji innych na to, co uczynię. Mogę wypowiadać swoją prawdę i bez strachu czy złości przyjmować informację zwrotną.

Co więcej, jako że wiem, że jestem wartościowy i poczucie wartości jest we mnie dobrze osadzone, nie boję się zmiany. Mogę zmieniać siebie, kiedy zauważę taką potrzebę i nie oznacza to, że przed zmianą byłem wadliwy czy bezwartościowy. Nie muszę drżeć z obawy, kiedy spotykam się z krytyką, mogę jej wysłuchać i zastanowić się, czy jest zasadna, czy nie, a następnie działać zgodnie z własną decyzją. Zewnętrzna krytyka nie jest zagrożeniem dla mojej wartości, jest świetną informacją, która odpowiednio wykorzystana pozwoli mi wzrastać.

Dlatego mówię sobie „jesteś wartościowym człowiekiem, jeśli ktoś się z tym nie zgadza to jego problem nie twój!” Nie interesują mnie oceny wystawiane przez innych o ile nie towarzyszy im konstruktywna informacja zwrotna, bo żadna ocena zewnętrzna nie ma mocy, by naruszyć moją wartość!

Wartości, czyli to co dla nas ważne

Gdy świadomie ustalam, jakie są moje wartości i jak mają się względem siebie, czuję, że wprowadzam ład do świata wewnętrznego. Decyzje stają się łatwiejsze, bo jest dla nich konkretna podkładka, a ja mam mniej wątpliwości i zgryzot.

Świat może być inspirujący w dziedzinie wartości. Studia filozoficzne, czytanie głębokiej literatury popularnej, konwersacje z ludźmi, którzy poświęcili czas na rozmyślania o wartościach, to wszystko są cenne dane. Jednak ostatecznie to ja ustalam, które z tych inspiracji przyjąć, a które odrzucić. Tworzę własne definicje wartości według indywidualnych rozmyślań. Do mnie też należy ustalanie ich w jasną hierarchię.

Wykonanie tej pracy sprawia, że czuję zgodność z moimi wartościami, a jeśli któraś z nich mnie uwiera, to wiemy, że mogę ją przeanalizować i zmienić. Nie jestem skazany na konkretny zbiór wartości. Tak jak cele moje wartości mogą się zmieniać i ewoluować wraz ze mną. Co dziś jest główną wartością, jutro może całkowicie wypaść z hierarchii.

Najważniejsze to pamiętać, że nie jestem skrępowany żadnym zewnętrznym systemem moralnym i żadną zewnętrzną strukturą wartości. O ile sam sobie takich kajdanów nie narzucę, mogę swobodnie eksplorować szerokie przestrzenie tego, co ważne i cenne! Nie pozwólmy, by ograniczały nas zmurszałe religie i ideologie, drążmy tunel wartości podług własnego planu!

Decyzje

Wszystko, o czym pisałem powyżej, sprowadza się do wolności decydowania, najlepszego z możliwych celów. Autonomia nad moimi decyzjami i zrozumienie, że sam jestem najważniejszą instancją ich oceny i zmiany, to ideał, który równoważny jest życiu szczęśliwemu.

Przejęcie władzy nad decyzjami jest lekiem na frustrację. Każda decyzja jest moja. Jej skutki, mogą być różne w zależności od okoliczności, ale jednego jestem pewien, decyzje podjąłem w zgodzie z sobą. Nikt nie postawi mnie w sytuacji, w której będę w konflikcie z moimi wartościami, celami i zrozumienie świata. Jeśli wydaje mi się, że w taką sytuację trafiłem, to analizuję ją ponownie, bo zapewne przeoczyłem jakąś opcję. Jeśli nie pozostały żadne decyzje, to mogę oddać się sztuce akceptacji i obserwować rozwijającą się sytuację jako widz, który nie ma w niej żadnej stawki.

Życie jest ciągiem wyborów. Byłoby optymalnie, gdyby każdy z nich był mój. W rzeczywistości wiele które już podjąłem, narzucili mi inni. Na szczęście, nie zmienia to faktu, że mogę przejąć nad nimi ponownie kontrolę i stać się kowalem swego losu.

Za władzą decydowania idzie odpowiedzialność, czyli dojrzałość. To świadomość, że decyzje mają konsekwencje wykraczające poza moją osobę oraz umiejętność oceny tych konsekwencji, ujmowani ich w procesie decyzyjny, oraz ponoszenia odpowiedzialności za nie, kiedy do tego przyjdzie. Ta odpowiedzialność jest motorem dla pięknego kształtowania moich decyzji. Nie jest ciężarem, a wręcz przeciwnie jest siłą, która pcha mnie ku byciu coraz lepszymi! Jest wiele radości w świadomości, że jestem w pełni odpowiedzialny za swe decyzje i ich skutki.

Przykład

Dzisiejszy artykuł zakończę przykładem, ilustrującym jak proste, naturalne sprawy mogą się potoczyć, jeśli nie bierzemy odpowiedzialności za siebie i o ile lepiej mogłoby być, gdy było inaczej.

Nasze biologiczne uwarunkowanie sprawia, że duża część mężczyzn odczuwa pociąg seksualny do kobiet. Kiedy widzimy atrakcyjną kobietę, czujemy pożądanie. Jednak niektórzy, zamiast powiedzieć „kiedy widzę atrakcyjną kobietę, czuję pożądanie”, mówią „ta kobieta budzi we mnie pożądanie”. Przekierowuje sprawczość z siebie na kobietę. To ona sprawiła, że czuję pożądanie, a jeśli traktuje pożądanie jako występek czy grzech, to ona jest winna mego grzechu.

Niekiedy pożądanie rozwijamy w żądzę, jego gorętszą wersję, która jest nastawiona na działanie. Tworzymy w sobie chęć zdobycia kobiety będącej jego obiektem. Powinniśmy spokojnie powiedzieć sobie: „rozbudziłem w sobie żądzę, muszę być czujny, co z nią uczynię”, zamiast tego niejeden z nas mówi „ona obudziła we mnie żądzę, nie wiem, co za chwilę uczynię”.

Żądza może prowadzić do czynu. Tym czynem jest podejmowanie zalotów. W większości przypadków, jeśli owe zaloty nie spotkają się ze wzajemnością, wycofujemy się i pracujemy nad tym, by nasza żądza opadła. Niekiedy mężczyzna podejmuje inną decyzję w swej żądzą i podejmuje próbę zdobycia drugiego człowieka przemocą. Jeśli tak się stanie, ten człowiek powinien pomyśleć „uczyniłem coś strasznego, podjąłem koszmarną decyzję, muszę ponieść jej konsekwencje”. Jednak zazwyczaj to, co zostanie powiedziane to „rozpaliła mnie i sprowokowała do tego, sama tego chciała, przez nią będę miał teraz problemy”.

Na każdym z tych etapów jest szansa, by wziąć kontrolę w swoje ręce, przestać przerzucać odpowiedzialność za swe żądze i czyny na postronne osoby i zatrzymać niebezpieczne szaleństwo. Bywa jednak, że zamiast tego dzieje się coś niedorzecznego: utrwalenie patologii w kulturze lub religii.

Weźmy za przykład prawo szariatu, które nakazuje kobiecie zakrywanie większości ciała, by nie budziła pożądania w mężczyznach. To religijne usankcjonowanie delegowania na kobiety męskiego pożądania! Zamiast złożyć odpowiedzialność na mężczyznach, którzy czują pożądanie, tak by się nauczyli je kontrolować albo spotka ich kara, cały ciężar zostaje przerzucony na kobiety. To one mają się ukrywać za szatami i zamykać w domach, tylko dlatego by jakiś żałośnie słaby mężczyzna nie rozpalił w sobie nędznych żądz i nie dokonał na nich brutalnego gwałtu. Jeśli faktycznie są niezdolni do okiełznania swoich żądz, to zamiast więzienia kobiet, proponuje przymusową kastrację, ta skutecznie ostudzi ich zapędy.
To prawo jest jasnym dowodem tego, jak słabi są mężczyźni je wprowadzający, jak żałośnie nie ogarniają własnych umysłów. W swojej mizerności zrzucają swoje popędy na barki kobiet, samemu uciekając od odpowiedzialności. Ciekawe czy chociaż się tego wstydzą?

Kiedy przejmujemy kontrolę nad swoimi decyzjami mamy wiele do zyskania! Nasz sukces w tych zadaniach może się rozciągnąć poza nasze życie, może dotknąć całego społeczeństwa. Zachęcam więc nas wszystkich do wzięcia sterów w swoje ręce!

O rozwoju osobistym

Artykuł omawia rozwój osobisty jako kluczową wartość ze stoickiej perspektywy, definiując jego różne typy: fizyczny, indywidualny, społeczny i refleksyjny. Każdy typ wpływa na refleksyjność, która jest uznawana za dobro. Autor proponuje metody praktyczne, podkreślając znaczenie analizy przekonań oraz prób nowych doświadczeń dla osobistego rozwoju.

Dzisiejszy artykuł poświęcę drugiej z kluczowych wartości, czyli rozwojowi osobistemu. Spośród wszystkich na mojej liście budzi ona zapewne największe zdziwienie, a jednak uważam ją za absolutnie kluczową z perspektywy stoickiej.

Pierwszym pytaniem w przypadku rozwoju osobistego jest: czy jest wartością? Nie chodzi tu o rozstrzyganie czy jest cenny lub pożyteczny, ale rozstrzygnięcie, czy nie jest częścią Dobra rozumianego jako stan najwyższej możliwej refleksyjności. W mojej dyskusji nad wolnością uległa ona rozszczepieniu na Wolność odnoszącą się do tego, co zależne i będącą częścią Dobra oraz wolność jako wartość odnoszącą się do tego, co niezależne. Zbadam czy podobne zjawisko będzie miało miejsce w przypadku rozwoju osobistego.

Zacznę moje rozważania od formalnych definicji. W kolejnych rozdziałach przejdę do jego właściwości, wpływu i sposobu praktykowania.

DEFINICJA ROZWOJU OSOBISTEGO

Rozwój osobisty jest typem procesu odnoszącym się do ciała lub umysłu konkretnej osoby. Aby nazwać proces „rozwojem”, musi mieć parametr, który rośnie wraz z jego postępami – nie musi być ściśle rosnący, ale w dłuższej perspektywie powinien wykazywać tendencję wzrostową.
Nieco bardziej szczegółowo opisałem formalne definicje w słowniczku.

Na tym etapie wyróżnię cztery podtypy rozwoju osobistego [1]:
+ rozwój fizyczny,
+ rozwój indywidualny,
+ rozwój społeczny,
+ rozwój refleksyjny.

Rozwój fizyczny dotyczy mojego ciała: zdrowie, ruch, szybkość, zręczność etc.
Jest podstawą biologicznego funkcjonowania, sprzyja trwaniu naszej istoty. Jest źródłem energii witalnych, potrzebnych do realizowania wartości.

Rozwój indywidualny dotyczy umiejętności i przekonań: wiedza, zawód, wspomnienia, charakter etc.
Jest zestawem narzędzi i mechanizmów, które wypracowuje na własny użytek i które czynią mnie unikalnymi w społeczności. Jest źródłem mojego osobistego funkcjonowania i podstawą mechanizmów decyzyjnych.

Rozwój społeczny dotyczy wpływu, jaki ma na mnie społeczności i jaki ja mamy na nią: znajomości, informacja zwrotna, język, ideologie, normy społeczne etc.
Jest fundamentem komunikacji z innymi i polem, na którym realizuje moje wartości w sposób wykraczający poza moją istotę. Dzięki niemu mogę z dobrem sięgnąć szerzej i dalej.

Rozwój refleksyjny dotyczy mojej refleksyjności: logika, etyka, decyzje, wartości etc.
Jest dobrem w ścisłym rozumieniu. To kolejny po Wolności aspekt mojej refleksyjności. Jest podstawą mojego rozwoju jako człowieka refleksyjnego, czyli człowieka dobrego.

JAK ROZWÓJ OSOBISTY WPŁYWA NA REFLEKSYJNOŚĆ

Omówiłem definicję rozwoju osobistego i rozbiłem go na kilka kategorii. Teraz spojrzę dokładniej, jak poszczególne kategorie wpływają na refleksyjność i w związku z tym, dlaczego uznaje go za wartość.

Po pierwsze, podobnie jak wolność, rozwój osobisty rozdziela się na dwie kategorie: rozwój refleksyjności, czyli rozwój rozumiany jako dobro i pozostałe aspekty, czyli rozwój rozumiany jako wartość.

Zacznę omówienie od pierwszej kategorii, czyli od rozwoju naszej refleksyjności. W tym artykule argumentowałem, że refleksyjność jest jedynym dobrem. Rozwijanie refleksyjności jest zwiększaniem zasobu dobra. Z tego trywialnie wynika, że rozwój refleksyjny jest dobrem, a w związku z tym jest wart, by go aktywnie realizować w życiu.

Na czym ten rozwój polega? Refleksyjność mogę rozumieć jako kompetencję czy umiejętność. Najlepszym sposobem na jej rozwijanie jest trening, czyli stosowanie jej w praktyce. Im częściej jej używam, tym sprawniejszy się staje, tym mam jej więcej. Czyli kluczem do rozwoju refleksyjności jest jej wykorzystywanie w codziennym życiu i w specjalnie wykreowanych sytuacjach treningowych.

Aby lepiej zrozumieć, z czym mam do czynienia, podzielę kompetencje refleksyjności na trzy filary według stoickiej reguły: logikę, etykę i metafizykę. O każdej z nich mogę myśleć jak o osobnej (choć powiązanej z pozostałymi) kompetencji, której rozwój wpływa bezpośrednio na moją refleksyjność.

Rozwój mojej kompetencji w logice to polepszanie umiejętności formułowania poprawnych i rozpoznawania błędnych wnioskowań. Zdania logiczne są językiem refleksji, ich maestria jest równoważna maestrii wewnętrznego dialogu, kształtującego moje decyzje. Bez logiki nie byłbym w stanie analizować swoich procesów wewnętrznych. Dlatego kształcenie logiki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w etyce to tworzenie i modyfikowanie hierarchii wartości, która nadaje kierunek moim wyborom, pozwala zrozumieć, co jest prawdziwie ważne a co nie. Jest tematem mojego wewnętrznego dialogu, etyczna maestria jest maestrią mojej wewnętrznej problematyki. Bez etyki nie byłbym w stanie oceniać, jak i które procesy wewnętrzne powinienem zmienić. Dlatego kształceni etyki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w metafizyce to rozumienie mojego miejsca w świecie, tego, czym jestem i jak usadawiam się względem wszechświata. Zrozumienie mojego miejsca pozwala mi poprawnie określić obszar mej sprawczości i ograniczać decyzje, które podejmuj do tych, które są ode mnie zależne. Metafizyka jest granicą mojego wewnętrznego dialogu, jej maestria jest maestrią w angażowaniu wewnętrznych zasobów, tam tylko gdzie są skuteczne. Bez metafizyki mój wewnętrzny dialog rozlałby się po całym świecie i stracił swą moc. Dlatego kształcenie metafizyki jest dobrem.

Rozwój fizyczny

Moje ciało nie jest mną w tym sensie, że nie jest moją refleksyjnością, jednak ja nie mogę istnieć bez ciała, tak jak nie mogę istnieć bez tlenu, choć nie jestem tlenem. Moje ciało potrzebuje napoju, pokarmu i aktywności, by funkcjonować, potrzebuje też opieki lekarza i leku, gdy jest chore. Ciało wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone jest trwalsze. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny przedłużając trwanie mojego ciała, przedłuża także trwanie mojej refleksyjności, w związku z tym jest wartościowy.

Drugą wartością płynącą z rozwoju fizycznego, jest zwiększenie zasobów energii dostępnych mojej refleksyjności. Refleksyjność jest procesem i aby się toczyć, wymaga energii, a tej dostarcza moje ciało. Wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone ciało ma większe zasoby energii, których mogę użyć do podtrzymania refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny zwiększa mój potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Jedyne co jest konieczne do zaistnienia refleksji to żywy mózg i rezerwa energii. Refleksja istnieje i toczy się także w człowieku, który nie ma możności rozwoju fizycznego w klasycznym sensie. Silne ciało nie jest konieczne dla refleksyjności, w związku z czym rozwój fizyczny nie jest dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem fizycznym można przesadzić. Zbyt wielka jego ilość nie przyczynia się do zachowania zdrowego ciała i energii witalnych, staje się celem samym w sobie, co jest niekorzystne dla mojej refleksyjności, bo odbiera jej czas i zasoby. Ciało jest ważne, o tyle o ile przyczynia się do lepszego funkcjonowania rozumu, wszystko poza tym jest zbędne.

Rozwój indywidualny

Sfera osobista odnosi się do takich elementów jak przekonania, umiejętności praktyczne, charakter czy nawyki. Ta sfera nie jest mną, ale jest zestawem procedur mojego funkcjonowania, tak jak komputer pokładowy nie jest samolotem, ale jest konieczny, by samolot mógł lecieć. Potrzebuje moich indywidualnych właściwości, by wyodrębnić siebie ze świata i móc zrozumieć i oddziaływać na tenże świat. Mając klarowne, sprawdzone przekonania, dobre nawyki, cenne umiejętności i godny charakter, poznaje świat pełniej i komunikuje się z nim skuteczniej. Poznanie świata jest pożywką dla mojej refleksyjności, komunikowanie się jest sposobem na wzbudzanie refleksyjności w innych. Z tego wnoszę, że rozwój osobisty zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Refleksja musi być uczyniona nad czymś. Choć sama dla siebie może być pożywką, to łatwiej jest jej działać nad czymś zewnętrznym. Głównym zewnętrznym materiałem dla refleksyjności jest to, co nazywam moją osobowością, czy inaczej moimi mechanizmami funkcjonowania. W tej sferze mieści się też mechanizm podejmowania decyzji, o którym pisałem w tym artykule. Przestrzeń osobista jest związana z przestrzenią społeczną, która także jest obszarem funkcjonowania moich decyzji. Różni je to, iż w przestrzeni osobistej ulokowane jest to, co sam świadomie wykształcam, w przestrzeni społecznej to, co jest mi narzucane przez kulturę, w której funkcjonuje i co może plasować się w podświadomości.

Podobnie jak w przypadku fizyczności tak przy osobowości jej dobry stan nie jest konieczny do bycia refleksyjnym, ale jej minimalne funkcjonowanie konieczne jest. Utrata osobowości nie jest zjawiskiem częstym, ale realnym. Wiele chorób psychicznych i stanów chorobowych mózgu interpretuje jak taką stratę. Przypuszczam, że przy braku osobowości, refleksyjność jest niemożliwa. Mimo tego dobry stan indywidualności nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ona dobrem, choć jest wartością.

Przypuszczam, że i z rozwojem osobowości podobnie jak z rozwojem fizycznym można przesadzić, ale w tej sferze większym zagrożeniem dla refleksyjności wydaje mi się rozwój w złym kierunku, czyli budowanie destrukcyjnych nawyków czy fałszywych przekonań.

Rozwój społeczny

Strefa społeczna odnosi się do elementów mojego funkcjonowania, które zostały mi narzucone przez środowisko ludzkie, w którym funkcjonuje. Ten proces jest intensywny w dzieciństwie, z wiekiem słabnie, ale nigdy całkowicie się nie kończy. Te elementy są dla mnie konieczne, bym mógł funkcjonować w otoczeniu i współpracować z innymi ludźmi. Kooperacja z ludźmi w dziedzinie wymiany idei, dyskusji, dzielenia się informacją zwrotną jest płodnym obszarem do działania mojej refleksyjności. Analizowanie procesów zachodzących między mną a innymi to akt refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój społeczny zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z czym jest wartościowy.

Odnoszą się tu podobne uwagi jak do rozwoju indywidualnego, jako że te sfery są sobie bliskie. Główną zaletą jest odgrywanie roli zewnętrznej pożywki dla refleksyjnego ducha odnoszącej się do mechanizmów mojego funkcjonowania z innymi: ulepszania ich i poszukiwania tych, które są atawistyczne, czyli dawniej użyteczne, ale teraz już obojętne lub szkodliwe. W obrębie tej sfery mieści się także rzucanie wyzwań obowiązującym normą społecznym, co jest źródłem refleksji dla mnie i innych.

Ze wszystkich trzech wartościowych przejawów rozwoju, ten wydaje się najmniej koniecznym w tym sensie, że człowiek na bezludnej wyspie może się bez niego obyć. Jednak to mylne założenie, ów człowiek musiał przejść jakąś socjalizację i warunkowanie społeczne, inaczej by nie przetrwał, bo ludzkie dzieci nie są zdolne do samodzielnego przetrwania w naturze jeszcze długo po urodzeniu. Ten element opieki jest elementem socjalizującym. Także minimalny rozwój społeczny jest konieczny dla refleksji, po to, by umożliwić przetrwanie, bez którego jej nie ma. Całkowita izolacja od stada jest dla człowieka niezwykle trudnym stanem. Przypuszczam, że refleksyjność może w takiej izolacji istnieć, jednak wyobrażam sobie, że jest niezwykle utrudniona. Mimo tego dobry stan uspołecznienia nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ono dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem społecznym na pewno można przesadzić. Chodzi mi przede wszystkim o skoncentrowanie życia i funkcjonowania na odpowiadaniu na sygnały płynące ze społeczeństwa, od innych ludzi, całkowicie ignorując sygnały płynące z wnętrza. Jest to jakby przeniesienie wielu moich kompetencji na świat zewnętrzny. Moje emocje nie są moim dziełem – to inni je wywołują. Jestem szczęśliwy nie wtedy kiedy zrobię coś dobrego, tylko kiedy zostanę pochwalony. Przykłady mógłbym mnożyć. Objawy te są efektem błędów w moim rozwoju społecznym i warte są, bym się nad nimi pochylił i jej poprawiał jak dalece to możliwe. Uważam, że szczególną uwagę warto przy tym zwracać na przekonania związane z religią i innymi ideologiami, których wpływ pojawił się we wczesnym dzieciństwie. Warto je obejrzeć krytycznie i zakwestionować.

METODY ROZWOJU OSOBISTEGO

W tym rozdziale chciałem dodać nieco praktycznych wskazówek jako uzupełnienie teoretycznego wstępu. Przykłady, które zobaczycie poniżej, są moimi osobistymi doświadczeniami, choć metody są często znane. Wiem, że okazały się przydatne dla mnie, nie widzę znacznego ryzyka w ich praktykowaniu, ale też nie gwarantuje, że dla was okażą się pomocne. Dla żadnej z nich nie posiadam ani nie szukałem badań potwierdzających ich skuteczność. Stosujcie zgodnie z własnym uznaniem i na własne ryzyko!

Po pierwsze, jeśli chodzi o rozwój refleksyjności, to dla wszystkich jej aspektów już podałem kilka metod i praktyk, które stosuje. Zapraszam do odpowiednich artykułów:
Logika
Etyka
Metafizyka

Ćwiczenie sprawności ruchowej

Celem tej praktyki jest utrzymanie ciała w sprawności do wykonywania podstawowych czynności dnia codziennego.
Osobiście praktykuje na trzy sposoby. Pierwszy to ćwiczenia na siłowni pod obciążeniem oraz rozciąganie. Mają zbudować muskulaturę, która będzie skutecznie wspierać układ kostny w utrzymywaniu wyprostowanej postawy i przyjmowaniu obciążeń przy wysiłku. Rozciągania służą utrzymaniu dużego zakresu ruchomości stawów, niwelując szkodliwy wpływ siedzącego trybu życia.
Drugi sposób to regularna jazda na rowerze. Dla mnie to przede wszystkim sposób na przemieszczanie się po mieście: na dojazdy do pracy, na zakupy, do biblioteki, do kina i tak dalej. To robię przez cały rok. Dodatkowo w sezonie ciepłym znajduje czas na mniejsze i większe eskapady po mieście i poza nim. Odbywa się to z korzyścią dla układu krążenia.
Trzeci sposób to chodzenie po górach. To głównie sezonowa aktywność, która ma utrzymać moją mobilność oraz stanowić mocny wycisk dla układu krążenia. Wisienka na torcie: ta aktywność także wspaniale otwiera mi umysł i pozwala myśleć z szybkością i sprawnością nieosiągalną na równinach!

Kardio i utrzymanie masy ciała

Utrzymanie właściwej masy ciała i dobrej kondycji układu krążenia to aktywność obliczona na zwiększenie szans na dłuższe życie. Ma ona dwie strony. Po pierwsze, jest to ruch, o którym wspomniałem wcześniej (rower, góry, siłownia). Po drugie, jest to odpowiednia dieta, rozumiana jako ograniczenie spożywanych kalorii oraz spożywanie pokarmów bogatych w składniki odżywcze, a możliwie ubogich w substancje szkodliwe. Jedno z drugim idzie w parze, jest mi trudno utrzymać właściwą masę ciała samą dietą, czy też samą aktywnością fizyczną.
Wybór konkretnych aktywności ma niewielkie znaczenie, kluczowe jest, by się ruszać, mając na uwadze dwa aspekty: zachowanie sprawności motorycznej i zachowanie dobrej kondycji układu krążenia. Czy jeżdżę na rowerze, czy biegam to sprawa preferencji.

Analizuj swoje przekonania

Jestem przekonany o bardzo wielu rzeczach. Wiele moich przekonań nie jestem świadoma. Wiele moich przekonań, tych świadomych i podświadomych, jest fałszywa. Póki jakieś przekonanie we mnie tkwi, póty będzie dyktować moje decyzje i zachowania. Warto im się regularnie przyglądać i aktywnie odkrywać te, które chowają się w podświadomości.

W mojej praktyce najlepszą metodą na wychwytywanie podświadomych przekonań jest przyglądanie się emocją, które się w nas aktywują. Czynię to, zadając pytania, dlaczego czuję to co czuję akurat w tej sytuacji i drążąc temat, to znaczy nie poprzestając na powierzchownych odpowiedziach. Tak mogę dotrzeć do przekonania, które leży u źródła emocji. Piszę „mogę dotrzeć”, bo z praktyki wiem, że często pierwsze odkrycia są fałszywe, że nie dotarłem z pytaniami dość głęboko. Analiza błędnie uchwyconych przekonań, zwykle prowadzi mnie do uświadomienia sobie pomyłki, a analiza jej natury pomaga mi lepiej zrozumieć podobne sytuacje w przyszłości.

Kiedy mam już przekonanie w ręku, zaczynam zadawać pytania. Moją ulubioną metodą analizowania przekonań jest dialog sokratejski, czyli wymiana pytań i odpowiedzi. Staram się w ten sposób drążyć temat, nie zachowując obiektywności, raczej próbuje być adwokatem diabła, czyli okazywać sceptycyzm wobec przekonania i zadawać niewygodne pytania.

Po tym procesie mam pojęcie czy przekonanie jest słuszne. Jeśli tak, nic więcej robić na tę chwilę nie muszę. Jeśli nie, kolejnym etapem jest zmiana przekonania. Jeśli przekonanie jest świadome, sprawa jest prosta: przyjmuje nowy punkt widzenia. Gorzej, jeśli jest podświadome. Wtedy muszę „przekonać” podświadomość do nowych wniosków. W tym celu kilkakrotnie przechodzę przez rozumowanie, utrwalając je. Zawsze, gdy efekty starego przekonania ponownie się pojawią, powtarzam nową prawdę, analizując sytuację w jej kontekście. Z czasem nowy sposób myślenia zakorzenia się w podświadomości, przy czym przy mocnych przekonaniach może to trwać latami. Sam ma kilka takich, które wiem, że są fałszywe od kilku lat, a mimo niekiedy, choć rzadziej niż kiedyś, aktywują się w podświadomości.

Mów i słuchaj

Ten rozdział mógłby się równie dobrze nazywać: pisz i czytaj. Chodzi o to, by dzielić się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami z innymi. W moim przypadku dzieje się to poprzez pisanie w różnych zakamarkach Internetu także dlatego, że mówienie mi nie wychodzi tak sprawnie.

Celem tego ćwiczenia jest wystawienie moich przekonań, poglądów i rozmyślań na informację zwrotną. Mam tendencję do zadurzania się we własnych wywodach, ot taki egocentryczny rys. Nie ma nic lepszego dla mojego myślenia, niż porządna krytyka i kubeł wody wylany na głowę. Nie zawsze pod wpływem takiej terapii zmieniam zdanie, ale zawsze po niej lepiej rozumiem problem, z którym się mierzę.

Nie wiem, czy jest ogólnie ludzką przypadłością, by przeceniać wagę własnych myśli. Na pewno jest to moja przypadłość. Jeśli macie podobnie, to zachęcam was do znalezienia dobrego medium do wygłaszania swych tez i poddawania ich konstruktywnej krytyce, będąc przygotowanym, iż czasem będzie druzgocąca.

Kwestionuj to co oczywiste

Jeśli mam wybrać które prawdy i przekonania zakwestionować, zaczynam od tych, które wydają się najbardziej oczywiste. Robię tak dlatego, że są najniebezpieczniejsze. Im bardziej jestem przekonany do słuszności jakiegoś przekonania, tym mniej refleksji będę poświęcał mu i jego skutkom. To niebezpieczna sytuacja. Jeśli tak się zdarzy, że uzyskam pewność co do prawdziwości czegoś, co jest fałszywe, to sam siebie wywiodę na manowce. Gdy zauważę, że czegoś jestem pewny, zaczynam czujniej się temu przyglądać. W końcu pewność nie istnieje poza obszarem twierdzeń matematycznych!

Ta sama zasada odnosi się do tego, co mi mówi społeczeństwo i inni ludzie. Im bardziej są pewni co do słuszności swoich poglądów i twierdzeń, tym ja bardziej staje się sceptyczny. Nie ma prawie nic pewnego na tym świecie, więc sprzedawanie czegoś jako pewnik jest podejrzane. Z tego właśnie powodu zachowuje duży dystans co do twierdzeń religijnych, pewność w ich wyznawcach sugeruje mi, że mam do czynienia z pomyłką, której poddali się liczni, może poprzez manipulację, może dlatego, że przyjemnie im było uznać to za pewnik, może z obu tych powodów. Jakkolwiek by było, im bardziej wyznawcy pewni są swego bóstwa, tym bardziej ja jestem sceptyczny. Nic pewnego poza twierdzeniami matematyki, jeśli ktoś mówi inaczej, to podejrzewam, że nie wie do końca, o czym mówi i jest poważnie zagubiony.

Próbuj nowych rzeczy

Próbowanie nowych rzeczy, wyzwań i poznawanie ludzi poszerza horyzonty. Po prostu daje mi informacje o tym, co jest możliwe i dostępne, dzięki czemu pole mojego wyboru rośnie.

Dlatego staram się w miarę regularnie próbować czegoś nowego. Po pierwsze podróże, czyli zwiedzanie nowych miejsc, a nie trzeba jechać daleka, by było ciekawie. W zasięgu kilku godzin drogi są miejsca nieodkryte a godne uwagi. Podróże zagraniczne mają dodatkowy aspekty nowości w postaci lokalnej kultury, jednak z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest tę kulturę poznać i jako turysta poruszam się w pewnego rodzaju bańce. Da się z tej bańki wyrwać, ale jest to trudne. Mnie osobiście nigdy się nie udało.

Drugi aspekt nowego to poznawanie nowych ludzi. To najłatwiej zrobić, z mojego doświadczenia, poprzez angażowanie się w „kółka zainteresowań”. Przykładem jest klub mówców, do którego uczęszczam, kompletnie nowa ekipa ciekawych ludzi, z którymi już na wejściu mam wspólny temat. Możliwości jest bardzo wiele od szachów po budowanie robotów.

To sprowadza nas do trzeciego aspektu, czyli do próbowani nowych umiejętności i zajęć. Jednym plusem tego podejścia jest wspomniane poznawanie nowych ludzi, drugim rozwijanie moich własnych umiejętności. Czy jest to koordynacja ruchowa w tańcu, umiejętności wokalne na lekcji śpiewu, czy cokolwiek innego, stymulujemy w ten sposób mój umysł do rozwoju. Nie wszystko musi się mi spodobać i ze mną zostać, warto jednak sprawdzać, bo prędzej czy później coś się mi spodoba i do mnie przyklei.

Sto razy pytaj „dlaczego?”

Ten motyw przewijał się w innych podpunktach, ale chcę go podkreślić osobno. Co byśmy nie robili, co byśmy nie myśleli, jakbyśmy nie zadecydowali, warto co jakiś czas zapytać się „dlaczego?”.

Staram się być dla samego siebie najbardziej namolnym towarzyszem, który co rusz pyta: a dlaczego to robisz? Nie potrafię odpowiedzieć? Może warto przerwać tę czynność i się zastanowić? Nic i nigdy nie robię bez powodu. Jeśli coś czynię, ale nie potrafię wyjaśnić dlaczego, to znaczy, że moje motywacje są przede mną ukryte. Im większy wpływ ma dana czynność na moje życie, tym ważniejsze jest, bym znalazł prawdziwe powody, jakie za nią stoją.

To bywa męczące, nie przeczę. I wiem doskonale, że nie da się każdej czynności w życiu poddawać za każdym razem podobnemu przesłuchaniu, ale wiem, że każdą większą decyzję, można od czasu do czasu sprawdzić dociekliwym „dlaczego?”.

Pamiętajmy też, by nie zatrzymywać się na pierwszym pytaniu, by drążyć i pogłębiać aż nie uzyskamy satysfakcjonującej i logicznej odpowiedzi. Jeśli trzeba sto razy zapytać „dlaczego?” to pytam. Wiedza o motywach mojego postępowania jest warta czasu poświęconego na ich badanie!

[1] Rozdzielenie rozwoju na cztery typy jest inspirowane podziałem istoty ludzkiej zaproponowanym przez Tomasza Mazura w nieopublikowanym jeszcze tekście „Cztery ciała człowiek”.

O praktycznym wyborze – część trzecia

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu nad konkretnymi aktywnościami. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły procesu podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Dojazdy do pracy; Praca; Dbanie o auto; Zmywanie; Zakupy
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest oczywiste, że nie wymagają zmian.
Praca: pracuje na 4/5 etatu, mam plany na następny rok. Jeśli przyjdzie czas na zmiany to jeszcze nie dziś.
Dojazdy do pracy: Dojeżdżam rowerem, nie widzę dobrych alternatyw. Pracę z domu na chwilę obecną odrzucam.
Dbanie o auto: póki je mam, będę o nie dbał. Za rok wrócę do pytania, czy jest sens taki przedmiot posiadać.
Zmywanie: używam zmywarki. Nie widzę pola do zmian.
Zakupy: Kiedy zaprzestanę gotowania, ta kwestia sam się rozwiąże. Pozostaną zakupy okazjonalne (ciuchy etc.), które stanowią minimalny wydatek czasu.

Sprzątanie
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
Regularnie sprzątam mieszkanie.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
(A) Zachować stan obecny. (B) Całkowicie zarzucić. (C) Wynająć firmę sprzątającą.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Koszt jednego sprzątania to 250 PLN. Poświęcam około 5 godzin miesięcznie na sprzątanie, to koszt 1000 PLN. Mieszkanie jest umiarkowanie czyste. Chciałbym, by było nieco czystsze. Obawiam się zniszczeń. Czuję opór przed wpuszczaniem obcych do mojego domu.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
Gdy wynajmowałem pokój u znajomego, zatrudnialiśmy osobę do sprzątania. Jej usługi były satysfakcjonujące, mieszkanie było czyste.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji.
(A) ZA: Unikam stresy związanego z obcą osobą w domu. PRZECIW: Koszt. Efekt.
(B) ZA: Zerowy koszt. PRZECIW: Brud w mieszkaniu. Pogorszenie warunków życia. Ryzyko dla zdrowia.
(C) ZA: Koszt. Efekt. PRZECIW: Stres.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja (B) odpada, ponieważ niesie ryzyko dla zdrowia, pieniądze tego nie wyrównają.
Za opcja (A) przemawia tylko uniknięcie lęku, jaki odczuwam na myśl o wpuszczeniu obcej osoby do mieszkania. Psychologia uczy, że unikanie źródła lęku, prowadzi do jego wzmocnienia. Konfrontacja z zagrożeniem zmniejsza lęk.
Za opcją (C) przemawiają względy finansowe i spodziewane efekty.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Wybieram opcję (C): Wynająć firmę sprzątającą.
8. Działanie.
Wyszukać firmę i umówić pierwsze sprzątanie.

Terapia
1. Uczęszczam na terapię uzależnień.
2. (A) Kontynuować. (B) Zaprzestać. (C) Zwiększyć.
3. Terapia pomaga mi w utrzymaniu trzeźwości. Pomaga mi w poznawaniu przyczyn nałogu. Chodzę na terapię indywidualną. Właśnie skończyłem terapię grupową. Koszty terapii pokrywa ubezpieczenie.
4. Przez większość mego trzeźwienia, terapia była punktem oparcia. Przysłużyła się w trudnych momentach.
5. (A) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. PRZECIW: Wydatek dwóch godzin tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam dwie godziny tygodniowo. PRZECIW: Usunięcie filaru trzeźwienia. Zatrzymanie procesu leczenia zaburzeń lękowych.
(C) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. Otworzenie nowego procesu w grupie (trauma, DDA). PRZECIW: Obecne dwie godziny plus kolejne dwie lub trzy. Podtrzymanie obciążenia po dwóch latach terapii grupowej.
6. Opcja (B) jest do wyeliminowania. Jedyną jej zaletą jest odzyskanie dwóch godzin, ale utrata korzyści z terapii nie jest tego warta.
Opcja (C) pozwala zająć się kolejnymi aspektami mojego funkcjonowania i do ich poprawy. Wymaga zainwestowania czasu, ale z mojego doświadczenia, jest szansa, że będzie to czas dobrze wykorzystany. Drugi minus tej opcji jest ważniejszy. Kończę właśnie dwa lata terapii grupowej, równoległej z terapią indywidualnej. Czuje zmęczenie. Jestem w stabilnej formie, to zdaje się idealnym momentem, by zwolnić i zaczerpnąć oddechu.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować.
8. Nic nie zmieniam. Za rok rozważę czy nie wybrać się na terapię grupową.

Drzemki
1. Kilka razy w tygodniu drzemię po obiedzie.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Zaprzestać.
3. Średnio trzy razy w tygodniu korzystam z drzemki. Trwa ona około 45 minut. Po drzemce jestem skołowany. Zwykle morzy mnie po posiłku. W nocy śpię dobrze. Przesypiam około 8 godzin.
4. Przez wiele lat drzemałem jako kompensacja za nieprzespane noce.
5. (A) ZA: Daję sobie natychmiastową ulgę. PRZECIW: Dwie godziny 15 minut wydane w każdym tygodniu. Skołowanie po drzemce.
(B) ZA: Odzyskuje dwie godziny tygodniowo. Brak skołowania. PRZECIW: Brak szybkiej ulgi.
6. Kluczową przewagą opcji (B) jest zysk czasu. Skołowanie kompensuje szybką ulgę. Nie widzę powodów zdrowotnych, by dosypiać, gdy mój sen nocny jest zdrowy.
7. Opcja (B): Zaprzestać.
8. Rezygnuje z regularnych drzemek po południu. Wyjątki: stan chorobowy (przeziębienie etc.), źle przespana noc.

Siłownia
1. Uczęszczam na siłownię
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zmienić częstotliwość.
3. Chodzę na siłownię trzy razy w tygodniu. Każde wyjście to około godziny. Mam darmową siłownię na osiedlu. Celem jest utrzymanie sylwetki. Ćwiczenia dają długotrwałą satysfakcję.
4. Od dwóch lat chodzę regularnie i każde wyjście jest pozytywnym doświadczeniem.
5. (A) ZA: Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 3 godziny tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam 3 godziny tygodniowo. PRZECIW: Zaniedbanie sylwetki. Brak pozytywnej energii.
(C) ZA: Oszczędność czasu (1 godziny). Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 2 godziny tygodniowo.
6. Opcję (B) odrzucam. Zaniedbanie sylwetki i brak satysfakcji z ćwiczeń, nie są warte trzech godzin tygodniowo. To cofało by mnie w moich celach rozwojowych.
Opcja (C) to zmniejszenie liczby wyjść z trzech do dwóch, mogę jednak zachować ćwiczenia bez zmian, rozdzielając ćwiczenia nóg na pozostałe dni. Zaoszczędzę czas, jednocześnie zachowując profity z ćwiczeń. Nie celuję w kulturystykę, chcę utrzymać wysportowaną sylwetkę i sprawność motoryczną. Do tego wystarczą dwie sesje tygodniowo.
7. Wybieram opcję (C): Zmienić częstotliwość.
8. Zmieniam swój plan treningowy na dwa dni w tygodniu z tym samym zestawem ćwiczeń.

Granie
1. Regularnie gram w gry komputerowe.
2. (A) Bez zmian. (B) Ograniczyć/zmienić repertuar. (C) Zaprzestać.
3. Średnio spędzam na graniu godzinę dziennie. Gram w Magic the Gathering Arena oraz w Cywilizację 6. Zwykle mnie to relaksuje. Czasem frustruje. Pobudza umysł. Odcina mnie od rzeczywistości.
4. Kompulsywne granie pomagało mi wypełnić pustkę po alkoholu. Służyło do zabijania czasu.
5. (A) ZA: Rozładowanie napięcia. Wysilenie szarych komórek. Relaks. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(B) ZA: Rozładowanie napięcia i trening umysłu. Relaks. Uwolnienie czasu. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(C) ZA: Maksymalny zysk czasu. Redukcja złości. Pozbycie się kompulsji. PRZECIW: Utrata relaksu i rozładowania oraz treningu umysłu.
6. Ten punkt wiąże się z innymi rozrywkowymi zajęciami. Jest globalna decyzja, na co z kategorii rozrywki, chcę przeznaczać czas. Granie było ze mną od dziecka. Trudno mi sobie wyobrazić życie bez niego. Jednak przychodzi taki moment, gdy warto przetestować nowe. Nie jestem gotów do całkowitego zarzucenia gier, to jest ważny sposób na rozładowanie napięcia. Jednak jest opcja ich ograniczenia. Zredukowanie czasu przeznaczonego na gry pozwoli zmniejszyć zależność od nich. Jeśli redukcja okaże się nieskuteczna, czyli jeśli wrócę do dzisiejszych ilości, to będzie znak, że warto całkiem się odciąć.
7. Wybieram opcję (B): Ograniczyć/zmienić repertuar.
8. Ograniczam średni czas przeznaczony na granie do pół godziny. Będę mierzył ten czas. Gram tylko w Magica – najlepszą grę na świecie.

Czytanie rozrywkowe
1. Czytam literaturę rozrywkową.
2. (A) Bez zmian. (B) Zaprzestać. (C) Zmodyfikować czas.
3. Czytam literaturę rozrywkową (fantastyka, kryminał) przez około godzinę dziennie. Dostarcza mi to radości. Dostarcza mi to poczucia fascynacji. Pobudza moją wyobraźnię. Wzbogaca moje słownictwo. Rozładowuje stres.
4. Przez całe życia czytałem literaturę rozrywkową. Była dla mnie źródłem wytchnienia i radości.
5. (A) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zysk czasu. PRZECIW: Utrata radości, wzbogacania wyobraźni, rozładowani stresu, fascynacji, bogatego słownictwa.
(C) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Jeszcze więcej czasu.
6. Opcję (B) odrzucam. Czas spędzony nad rozrywkową lekturą jest czasem bogatym. Ze wszystkich rozrywek oferuje najwięcej korzyści.
Z tego samego powodu opcję (C) rozważam jako zwiększenie czasu na czytanie.
Wybór między (A) i (C) jest trudny, jeśli rozważalibyśmy go w próżni. Jak bowiem inaczej wykorzystam ten czas? Jest to jeden z ostatnich punktów, które rozważam, wiem już, że zwalniam czas od grani – mogę go przenieść na czytanie.
7. Wybieram opcję (C): Zmodyfikować czas.
8. Zwiększam czas przeznaczony na czytanie rozrywkowe kosztem grania o pół godziny dziennie.

Makrama
1. Wyplatam ozdoby ze sznurka
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Wyplatam makramowe ozdoby. Ta aktywność mnie uspokaja. Od dwóch miesięcy mam zaczętą makramę. Nie ruszyłem jej od tego czasu.
4. W przeszłości próbowałem różnych zajęć dodatkowych (np. szachy), które po jakimś czasie szły w odstawkę. Naturalnie traciłem do nich zapał. Pustka po nich łatwo się wypełniała.
5. (A) ZA: Relaks przy robótce. Ozdoby dla domu i na prezent. Dokończę zaczętą robótkę. PRZECIW: Poświęcony czas. Brak zapału.
(B) ZA: Odzyskanie czasu i uwagi. Przestrzeń na spróbowanie czegoś nowego. PRZECIW: Niedokończona robótka będzie mi wadzić. Brak ozdób na prezent.
6. Jeśli chodzi o ozdoby na prezent, to jest niewielki problem, który łatwo może zostać rozwiązany pieniędzmi. Nie wpłynie na decyzję.
Zarzucając makramę, tracę relaks, ale realia są takie, że z niego nie korzystam od miesięcy. Są inne możliwości zrelaksowania się, którym chętnie stworzę przestrzeń.
Jedyne co mnie powstrzymuje, to niedokończona robótka. Rozwiązanie: dodaje do opcji (B) wymóg dokończenia jej do końca marca.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić, z wymogiem dokończenia robótki.
8. Po dokończeniu zaczętej pracy odstawić makramę.

Nowe znajomości
1. Działam w celu poznania nowych ludzi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Korzystałem z Tindera oraz z randek na Facebooku. Od kilku miesięcy zarzuciłem jedno i drugie. Z obu korzystałem kompulsywnie, bezmyślnie przerzucając profile.
4. Wiele lat temu próbowałem aplikacji do poznawania ludzi, bez sukcesów.
5. (A) ZA: Szansa na poznanie ludzi. PRZECIW: Fikcja. Aktywność kompulsywna.
(B) ZA: Odrobina czasu. Koniec z fikcją. Jedna kompulsja mniej. PRZECIW: Utrata jednego kanału poznawania ludzi.
6. Ten punkt, mimo swojej ogólnej nazwy, odnoszę tylko do wirtualnych sposobów na poznawanie ludzi (aplikacji randkowych). Poza pozostaje poznawania ludzi poprzez wspólnych znajomych, w miejscach publicznych, w pracy, na różnych zajęciach i w kółkach zainteresowań – jest to uwzględnione w przynależnych im punktach.
Opcji (A) jest utrzymywaniem fikcji, od kilku miesięcy nie korzystam z portali randkowych i nie widzę powodu, by do nich wracać. Powodem jest kompulsywnym charakterek tych aktywności, korzystanie z tego typu rozwiązań sprowadzało się do bezmyślnego przewijani kolejnych profili, tak zwanego „doom scrolling’u”.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić.
8. Zaprzestaje używania aplikacji i nie wracać do nich.

Oglądanie YT kształcące; Podcasty
1. Oglądam na YT podcasty i materiały edukacyjne.
2. (A) Kontynuować. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć częstotliwość.
3. Poświęcam około godziny dziennie na oglądanie treści edukacyjnych głównie z dziedziny psychologii oraz treści historyczne i treści poświęcone trzeźwieniu. Stanowi to przyczynek do rozwoju. Jest pożywką dla mojej twórczości.
4. Na początku trzeźwieni, pochłaniałem dużo świadectw osób uzależnionych (Sekielski o nałogach [LINK]). To pomagało mi wytrwać i zrozumieć chorobę. Wzmacniało moją wolność.
5. (A) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Poświęcony czas.
(B) ZA: Zwolnienie godziny dziennie. PRZECIW: Odcięcie źródła rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i wiedzy.
(C) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Dodatkowy czas.
6. Opcja (B) odpada. Chociaż uwalnia czas, to uwalnia go od cennej aktywności, którą musiał bym kompensować innymi formami kształcenia. Treści w Internecie są współcześnie częścią mieszanki źródeł rozwoju.
Różnica między opcjami (A) i (C) jest subtelna. Jest to pożyteczny sposób spędzania czasu, jeden z najbardziej prorozwojowych, jakie mam. W związku z tym jest rozsądnym by zwiększyć przeznaczony na niego czas. Na YT jest wiele dobrej jakości treści, podcastów i pogadanek, które wypełnią dodatkowe pół godziny dziennie.
7. Wybieram opcję (C): Zwiększyć częstotliwość.
8. Zwiększam ilość treści edukacyjnych z YT o około 30 minut dziennie (średnio). Nacisk na trzeźwość i stoicyzm.

Kontakty z przyjaciółmi
W tym punkcie będę oględny ze względu na osoby trzecie.
1. Spotykam się regularnie z przyjaciółmi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Modyfikować kontakt.
3. Mam kilka grup znajomych, z którymi spotykam się regularnie (średnio raz w tygodniu). Czuję radość podczas tych spotkań. Czuję przynależność. Czuję bezpieczeństwo. Czuję wesołość. Czasem dochodzi do interesującej wymiany poglądów. Wspieramy się wzajemnie.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. PRZECIW: Czas. Niekiedy pojawia się alkohol.
(B) ZA: Czas. Mniej kontaktu z alkoholem. PRZECIW: Brak radości, przynależności, bezpieczeństwa, wesołości, dyskusji, wparcia.
(C) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. Uniknięcie alkoholu. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, to bobrze zainwestowany czas. Uniknięcie okazjonalnego wyzwalacza nie jest kluczowe.
Opcja (C) jest bardzo podobna do (A), różnicę rozumiem tak, iż mogę zabiegać o częstsze kontakty i być aktywny w ich kształtowaniu. Częstsze kontakty są warte poświęconego czasu, jasno wynika to z ilości punktów ZA. Aktywność w ich kształtowaniu ma służyć, ograniczaniu obecności na nich alkoholu. To niweluje zagrożenie związane z wyzwalaczami. Ergo, opcja (C) jest lepszą wersją (A).
7. Wybieram opcję (C): Modyfikować kontakt.
8. Po pierwsze, chcę częściej gościć przyjaciół w moim domu. To daje pewność, że nie będzie alkoholu i innych narkotyków. Rola gospodarza jest lekko stresująca, ale to budujące mierzyć się z lekkim stresem.
Po drugie, wymyślać, proponować i organizować aktywności niezwiązane z alkoholem. Świat oferuje możliwości, z których warto skorzystać, tworząc bezpieczną przestrzeń. Wiadomo, że niektórzy nawet na wycieczce w ZOO muszą się szprycować, ale takich osób warto unikać.
Po trzecie, rozsądnie podchodzić do spotkań, na których pojawi się alkohol. Dobry wyznacznik to przewaga osób niepijących nad pijącymi. Inny to ilość spożywanego alkoholu. Warto bym pamiętał, że rozmowa z osobą po czterech drinkach nie ma sensu. Niektórych śmieszą osoby pijane, mnie zasmucają, zwłaszcza gdy wiem, jak fantastyczne są, kiedy są trzeźwe.

Medytacja
1. Medytuje dwa razy dziennie po kwadransie.
2. (A) Kontynuować bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć.
3. Medytuje dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Medytacja ma charakter przeglądu siebie. Rano planuję dzień nadchodzący, wieczorem podaje refleksji miniony. Medytacji jest formą praktykowania stoicyzmu. To kluczowym momentem refleksji. To źródło głębokich przemyśleń.
4. Uprawiam medytację od dwóch lat i zaczynam dostrzegać jej pozytywny wpływ. Powiększa się mój spokój. Pogłębia zrozumienie siebie.
5. (A) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zyskuje pół godziny dziennie. PRZECIW: Utrata przestrzeni do refleksji, planowani, wglądu w siebie.
(C) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) jest nieciekawa. Dużo tracę, za niewielki zysk czasu. Nawet gdybym z medytacji zrezygnował, musiał bym znaleźć inną przestrzeń do refleksji i wglądu.
Rozróżnienie między (A) i (C) jest subtelne. Argumentując za opcją (C), można powiedzieć, że medytacja, to jeden z najkorzystniejszych sposobów spędzania czasu (patrząc na korzyści z niej płynąc). Czyli warto zwiększać czas na nią przeznaczony. Nie jest jednak jasne, jak by miała wyglądać ta dodatkowa medytacja. Przeglądy siebie mają swoje ramy, nie ograniczam ich czasowo, po prostu trwają około kwadransa. Dopóki wymyślę, jak zagospodarować dodatkowy czas, opcja (C) poczeka.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować bez zmian.
8. Kontynuuje swoją rutynę. Jednocześnie szukam dodatkowej opcji medytacji. Kiedy takową znajdę, ten punkt będzie podlegał rewizji.

Kontakty z rodziną
W tym punkcie będę oględny, ze względu na osoby trzecie.
1. Regularnie rozmawiam i spędzam czas z najbliższą rodziną
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
3. Kilka razy w tygodniu rozmawiam z mamą. Spotykam się z bratem raz w tygodniu. Okazjonalnie zajmuje się pieskiem bratowej. Raz w miesiącu odwiedzam mamę. Otrzymuje wsparcie w tych relacjach. Tworzą pole do dyskusji i wymiany poglądów. Mam okazję, by udzielać wsparcia.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Czas. PRZECIW: Utrata budujących relacji, wsparcia i wspierania, dyskusji i radości.
(C) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. Pole do nowych znajomości. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, czas przeznaczany na te relacje, jest dobrze spożytkowany i cenny.
Wybór między (A) a (C), sprowadza się do wyboru czy zainwestować więcej czasu i poszerzyć relacje z dalszą rodziną. Biorąc za wyznacznik istniejące relacje i to, co wiem o członkach rodziny, jest to inwestycja dobrze rokująca.
7. Opcja (C): Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
8. Skontaktować się z członkami dalszej rodziny i umówić na spotkanie.

O praktycznym wyborze – część druga

Podjęto decyzje dotyczące organizacji czasu i działań. Analizowane były opcje zachowania, modyfikacji lub rezygnacji z różnych aktywności, takich jak wyprawy rowerowe, klub Toastmasters, czy uważne czytanie. Wybór najkorzystniejszych opcji uwzględniał wartości osobiste, koszty oraz potencjalne korzyści zdrowotne i rozwojowe.

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu i przechodzimy do konkretnych aktywności. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły o procesie podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Mycie się; Pranie; Pielęgnacja rośli; Jedzenie
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest względnie oczywiste, że nie wymagają zmian i są do zachowania w obecnej formie.
Chciałbym zauważyć, to, że niekoniecznie tak musiałoby być, że te działania powinny pozostać nietknięte. Przykładowo, jeśli moim zwyczajem w codziennym myciu byłoby branie godzinnej kąpieli, to zmiana na 10 minutowy prysznic byłaby warta rozważenia. Już preferuję prysznic, nie widzę więc powodu, by się tym wyborem zajmować.

Wyprawy rowerowe
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie
W sezonie letnim, w weekendy wybieram się na wyprawy rowerowe. Wyprawy są dwóch typów: w okolicach Wrocławia po płaskim i downhill w górach. Częstotliwość to (w sezonie wiosenno-letnim) raz na miesiąc.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna
A. zrezygnować z obu,
B. zrezygnować z jednej, ewentualnie modyfikując częstotliwość,
C. zostawić jak jest,
D. zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Typowa wyprawa tego typu trwa 8 godzin (uwzględniając dojazd na downhill). Downhill to koszt około 500 złotych – wypożyczenie roweru i karnety na wyciąg. Dodatkowy koszt downhillu to dojazd, szacunkowo 50 złotych. Jeśli zainwestowałbym we własny rower, koszty zjazdów spadają o 400 złotych. Inwestycja w rower to nawet 20000 złotych (bardzo dobry sprzęt), plus zainstalowanie haka i bagażnik rowerowy (koszty jeszcze nieznane). Własny rower mogę wykorzystać na normalną jazdę górską. Jazda po płaskim to koszt serwisowania roweru. Jazda na rowerze jest korzystna dla układu krążenia. Aktywność na powietrzu jest korzystna dla mózgu i psychiki. Zjazdy stymulują wydzielanie adrenaliny. Sporty ekstremalne mogą uzależniać. Zjazdy grożą kontuzjami.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia)
Bez szczegółów: w przeszłości jeździłem na rowerze i doświadczałem wspomnianych w 3 korzyści (samopoczucie, adrenalina). Nie miałem poważnego wypadku. Raz przeleciałem przez kierownicę przy zjeździe – nic nie połamałem.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji
A. ZA: maksymalny zysk czasu (ok. 50 dni rocznie), oszczędność pieniędzy (zależy od wariantu)
PRZECIW: zmniejszenie aktywności fizycznej, utrata frajdy, mniej spalonych kalorii, mniej czasu na łonie natury
B. ZA: średni zysk czasu, oszczędność pieniędzy (zależy od opcji), zachowanie aktywność, frajda, spalone kalorie, czas na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy (zależnie od wariantu)
Potrzeba uściślenia jak ta opcja by wyglądała.
C. ZA: zachowanie aktywność, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: brak oszczędności czasu i pieniędzy
D. ZA: średni zysk czasu, zachowanie aktywności, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja C jest ściśle gorszą wersją opcji B, zostaje odrzucona.
Opcje D i B możemy zredukować do jednej, brzmiącej jak opcja D, ale dopuszczającej całkowitą eliminację jednej z opcji. Jej za i przeciw są takie ja B.
Rozstrzygamy między A, a hybrydą D i B. Można próbować atakować sprawę ilościowo, ale to proces żmudny. Zaobserwujmy, że opcja A redukuje ilość prozdrowotnej aktywności fizycznej. Zależy mi na moim zdrowiu (część wartości Rozwój). Jeżeli wyeliminuje A, to będę potrzebował kompensacji w innych aktywnościach. Zysk czasu będzie iluzoryczny. To pozostawia oszczędność pieniędzy jako zaletę A. Ale tutaj zauważam, że w opcji konkurującej, mogę obniżyć koszty do nieznacznych wartości.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Opcja hybrydowa: zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość (może do zera) jest najkorzystniejsza.
8. Działanie.
W planowaniu oprę się na następujących zasadach: biorąc razem rower i piesze wędrówki, w sezonie wiosenno-letnim chcę oddawać się im raz w tygodniu. Nie nastawiam się na ograniczanie czasu, jest to czas inwestowany w rozwój i zdrowie fizyczne i psychiczne. Kardio jest ważniejsze od adrenaliny. Cięcia w kosztach mają znaczenie. Kontuzje nie są pożądane.
Połączę ten punkt z wyprawami górskimi i nazwę to „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Proporcję ustalę na początek jako jeden do jednego. Wyprawy rowerowe to w większość enduro lub płaskie tereny, downhill, kiedy będzie można go połączyć z dobrym towarzystwem. To wynika z chęci unikania kontuzji, preferowania kardio i chęci oszczędzenia środków. Czeka mnie zamontowanie haka, kupno bagażnika, kupno roweru i osprzętu. Rower głównie pod enduro, ale powinien dawać sobie radę w okazjonalnych zjazdach – coś tańszego niż 20 tysięcy.

Wyprawy górskie
Przez ten punkt nie będę przechodził osobno. Argumentacja jest prostszą wersją punktu poprzedniego, bo nie ma czynnika kosztowego. Punkt ten i poprzedni łączę w „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Górskie wyprawy powinny zajmować dwa dni w miesiącu. Dodam jeszcze, że wyjazdy wakacyjne nie liczą się do średniej, są osobną pulą.

Toastmasters
1. Uczęszczam raz w tygodniu na spotkania klubu mówców Toastmasters.
2. (A) Uczęszczać nadal. (B) Zarzucić.
3. Klub jest nastawiony na ćwiczenie umiejętności publicznego przemawiania. W ramach spotkań klubowych poznaje się nowych ludzi. Klub odbywa się raz w tygodniu, trwa 2 godziny. Integracja obywa się po spotkaniu w barze. W spotkaniach są przerwy. W czasie przerw członkowie rozmawiają. Klub ma ścieżki dedykowane do humorystycznego i spontanicznego wypowiadania się. Klub daje okazję, by mówić przed publiką.
4. Brak.
5. (A) ZA: Praca nad lękiem przed byciem widzianym. Praca nad spontanicznością wypowiedzi. Poznawanie nowych ludzi. Uczenie się przemawiania. PRZECIW: Członkostwo kosztuje. Aktywne uczestnictwo wymaga czasu, nie tylko na spotkania, ale też na przygotowanie wystąpień.
(B) ZA: Zwolnienie czasu. PRZECIW: Brak okazji do poznania nowych ludzi. Brak pracy nad lękiem przed byciem w centrum uwagi. Brak pracy nad humorystyczną i spontaniczną wypowiedzią.
6. W tym przypadku mamy proste pytanie: czy czas wydatkowany na klub jest tego wart? W ramach klubu mogę pracować nad wartością „wolności”, a to przez pracę nad lękiem przed byciem w centrum uwagi i wypowiadaniem się przed grupą. Obecnie ograniczają one moją wolność.
Mogę się rozwijać, ucząc się umiejętności wypowiedzi spontanicznej i z humorem. To nie tak kluczowe, ale wciąż istotne, szczególnie w połączeniu ze spontanicznością, która sprzyja wolności.
Mam możliwość poznania nowych ludzi, ograniczoną przez fakt, że integracje odbywają się w miejscu alkoholowym, nadal jest to jedna z niewielu okazji, by pracować nad nowymi relacjami.
Podsumowując, korzyści uzasadniają pozostanie.
7. Wybór pada na opcję (A) Uczęszczać nadal.
8. Brak natychmiastowych, poza może zaktywizowanie się w klubie. W przyszłości przeanalizuje, czy faktycznie osiągam założone cele.

Uważne czytanie
1. Uważne czytanie to wnikliwe analizowanie trudnej lektury. Obecnie z rzadka je praktykuje.
2. (A) Bez zmian, dalszy brak praktyki, ale zachowanie opcji. (B) Rezygnacja. (C) Powrót do praktykowania.
3. Uważne czytanie jest treningiem logiki. Pozwala zdobyć nowe perspektywy. Ćwiczy uważności. Mam rozpoczęte „Dialogi” Seneki. Ten teks pobudził u mnie wiele wartościowych myśli. Od kilku tygodni nie przeznaczam czasu na lekturę. Uważna lektura wymaga więcej czasu niż lekka lektura.
4. Uważna lektura Epikteta, Marka Aureliusz i innych pomogła mi w trudnych momentach początków trzeźwienia.
5. (A) ZA: brak. PRZECIW: Trwanie w zawieszeniu. Frustracja brakiem postępów.
(B) ZA: Usuwa poczucie zawieszenia i frustrację. PRZECIW: Brak korzyści rozwojowych. Utrata szansy na poznanie nowych idei.
(C) ZA: Trening logiki. Poszerzenie perspektywy. Lepsze zrozumienie stoicyzmu i człowieczeństwa. PRZECIW: Wydatek czasu.
6. Opcja (A) jest pozbawiona plusów, więc odpada.
Opcja (B) to opcja zachowania wolnego czasu, podczas gdy opcja (C) to opcja wydatku czasu w zamian za wymienione aspekty rozwojowe. Rozwój jest jedną z moich głównych wartości, co skłania mnie ku opcji (C).
7. Opcja (C) „Wprowadzenie aktywności do rutyny”.
8. Czytanie „Dialogów” Seneki.

Pisanie
1. Piszę bloga, polemiki i opowiadania.
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Zaprzestać pisania. (C) Dostosować czas i treści.
3. Pisanie jest moim narzędziem autoekspresji. Służy mi do porządkowania myśli o filozofii. Pomaga mi w praktykowaniu stoicyzmu. Pomaga mi w pracy z przekonaniami. Daje mi satysfakcję i poczucie spełnienia. Piszę jeden post na bloga tygodniowo. Mam rozpoczęte i niedokończone opowiadanie. Opowiadanie czeka od dwóch miesięcy. Pisanie zajmuje mi średnio dwie-trzy godziny dziennie.
4. Najdłuższy okres, kiedy zarzuciłem pisanie, to był okres głębokiego nałogu. Nie miałem wtedy siły pisać.
5. (A) ZA: Mam pole do ekspresji. Blog utrzymuje się na powierzchni. PRZECIW: Brak czasu na pisanie opowiadań. Brak czasu na zwiększenie częstotliwości lub objętości postów. Brak czasu na pisemną analizę przekonań i polemiki.
(B) ZA: Uwolnienie znacznego czasu. PRZECIW: Utrata pola do ekspresji. Znaczne ograniczenie rozwoju i wolności.
(C) ZA: Mam pole do ekspresji. Mogę rozwinąć bloga. Mogę dokończyć i pisać nowe opowiadania. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) odpada, byłaby do rozważenia jedynie, gdybym miał realną alternatywę twórczej ekspresji, a takowej nie mam.
Pod kątem moich wartości opcja (C) jest ściśle lepsza niż opcja (A). Jedyne co przemawia za (A) to to, że nie wymaga dodatkowego czasu, ale ten dodatkowy czas zostanie przeznaczony na bardzo wartościowe elementy mojego życia, coś, co jest rdzeniem wartości „twórczość”, ale dotyka także „wolności” i „rozwoju”.
7. Opcja (C): Dostosować czas i treści.
8. Na chwilę obecną chodzi o dostosowanie czasu. W części czas zwolniony przez sprawy, które zarzucę lub ograniczę, trafi tutaj. Będę zmierzał do podbicia średniego czasu pisania do czterech godzin dziennie. Taktycznie: ruszę z pisaniem zaczętego opowiadania.

Oglądanie YouTube – rozrywka
1. Codziennie oglądam filmiki na YT, głównie dotyczące Magica (gra karciana).
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Ograniczyć czas. (C) Całkowicie zrezygnować.
3. Spędzam około 2 godzin dziennie na tej aktywności. W niewielkim stopniu poprawia ona moją umiejętność gry w Magica. Ma działanie „odmóżdżające”, wyłączam się, gdy się jej oddaje.
4. Kiedyś grałem pasjami w Diablo 2. To była aktywność pozbawiona myślenia, powodująca odprężenie i zajmująca czas. Kiedy przestałem, zyskałem czas na aktywności dające mi satysfakcję.
5. (A) ZA: Brak. PRZECIW: Słabo wykorzystany czas. Kompulsywne działanie. Strata energii.
(B) ZA: Niewielki zysk czasu. Niewielki zysk energii. PRZECIW: Większe ryzyko powrotu do tego zachowania.
(C) ZA: Duży zysk czasu. Duży zysk energii. PRZECIW: Ryzyko pojawienia się pustki.
6. Opcja (A) odpada, jako że nie znalazłem dla niej zalet. Opcja (C) daje większe oszczędności czasu i większą szansę na nie wracanie do tej kompulsji.
7. Opcja (C): całkowicie zrezygnować.
8. Zaprzestaje oglądania nieedukacyjnych treści na YT. Obserwować czy nie pojawią się głody.

Chodzenie do kina/teatru
1. Średnio raz w miesiącu chodzę do kina bądź teatru. Zajmuje to około 3-4 godziny.
2. (A) Zarzucić tę aktywność. (B) Pozostawić jak jest. (C) Zmodyfikować częstotliwość lub/i repertuar.
3. Do kina chodzę najczęściej na fantastykę lub sensację. Do teatru zazwyczaj na dramat lub na musical. Do NFM na muzykę instrumentalną. Chodzę średnio raz w miesiącu. Daję mi to rozrywkę. Daję mi to możność rozwoju, mniejszą bądź większą.
4. Na blogu wspominałem od sytuacji, gdy czekając na kino, dostąpiłem chwili błogości, która trwała w czasie seansu.
5. (A) ZA: Oszczędność czasu. PRZECIW: Strata rozrywki i rozwoju intelektualnego.
(B) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. PRZECIW: Brak oszczędności czasu.
(C) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. Mam szansę lepiej dostosować treść do obecnych potrzeb. PRZECIW: Średnia oszczędność czasu (potencjalnie).
6. Opcja (C) jest ściśle lepszą wersją opcji (B). Opcja (A) pozbawia mnie źródła rozwoju intelektualnego, który jest dla mnie istotną wartością. Zaoszczędzony czas poszedłby na inne rozwojowe aktywności.
7. Opcja (C) ponad opcją (A), ze względu na zachowanie źródła rozwoju.
8. Zwrócę uwagę na repertuar. Obecnie szukam w swoim życiu dodatkowych źródeł radości. Wszelkiego rodzaju komedie (w kinie i w teatrze) mogą być jej źródłem.

Picie i zaparzanie kawy
1. We weekendy poświęcam około 10-15 minut dziennie na parzenie kawy.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Przestać pić kawę. (C) Pić kawę w kawiarni.
3. Kawa ma umiarkowanie prozdrowotne działanie według znanych mi badań. Bez wypicia kawy rano boli mnie głowa. Kawa w lokalnej kawiarni kosztuje 15 złotych. W kawiarniach spotyka się ludzi. Kawiarnia jest tuż za rogiem. Koszt moich 10 minut to 33 PLN.
4. Nigdy nie miałem w zwyczaju pijać kawy w kawiarniach. Kiedyś piłem kawę rozpuszczalną – czasem spróbuje ponownie, jest niesmaczna.
5. (A) ZA: odprawiam rytuał parzenia kawy, który jest relaksujący. PRZECIW: Koszt to 33 PLN (czas) + 3 PLN (ziarna) = 36 PLN.
(B) ZA: Koszty = 0 PLN. Odrobina czasu odzyskana. PRZECIW: Ból głowy. Utrata drobnych korzyści zdrowotnych.
(C) ZA: Koszt = 15 PLN. Szansa na spotkanie nowych ludzi. PRZECIW: Trzeba wyjść z domu.
6. Opcję (B) odrzucam, utrat korzyści zdrowotnych i zmaganie z bólem głowy na czas odzwyczajenia się od kofeiny kosztowałyby mnie więcej niż drobna oszczędność.
Opcja (A) jest droższa, jeśli piję jedną kawę, nieco droższa, jeśli piję dwie. Opcja (A) ma aspekt uspokajający, opcja (C) równoważy to aspektem społecznym i okazją do spotkania nowych ludzi. Opcja (C) jest szczególnie korzystna przy jednej kawie dziennie, przy dwóch wypada podobnie.
7. Wybór pada na opcję (C) i będę eksperymentował z zejściem do jednej kawy dziennie.
8. Zacząć chodzić do kawiarni na kawę w weekendy.

Gotowanie
1. Przygotowuje posiłki z określoną kalorycznością. Dwa-trzy razy w tygodniu obiady (około godziny każdy). Siedem razy w tygodniu kolacje (około 10 minut). Trzy razy w tygodniu śniadania (około 10 minut).
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Catering dietetyczny. (C) Opcja hybrydowa – część posiłków na własną rękę, część kupowanych.
3. Catering to koszt 75 PLN/dzień za 2500 kalorii. Obecnie koszt mojego czasu to 112 PLN/dzień. Składniki to około 20 PLN/dzień. 2500 kalorii to w okolicach moich kalorii utrzymania. Gotowanie we własnym zakresie skutkuje powtarzalnością posiłków.
4. W przeszłości przez kilka miesięcy korzystałem z cateringu – jedzenie było smaczne, warunki wygodne, schudłem kilka kg (była to dieta redukcyjna).
5. (A) ZA: Pełna kontrola nad tym, co jem. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Koszty. Powtarzalność posiłków. Konieczność planowania.
(B) ZA: Niski koszt. Dokładnie wyliczone kalorie. Wygoda. PRZECIW: Ograniczony wybór. Nie korzystam z jedzenia w pracy.
(C) ZA: Średni koszt. Umiarkowana wygoda. Szerszy wybór. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Konieczność planowania. Średni koszt.
6. Opcja hybrydowa jest gorszą wersją opcji pełnej. Nie pozwala na maksymalizację oszczędności. Nie zdejmuje kłopotu planowania. Warto tu zauważyć, że darmowe jedzenie w pracy, jest już uwzględnione w koszcie dziennym powyżej. Odrzucam opcję hybrydową.
Między (A) i (B) rozstrzygnę, po prostu porównując koszty. Niższe koszty ma opcja (B).
7. Wybieram opcję: Catering dietetyczny.
8. Zamówić catering i korzystać.

LEGO
1. Okazjonalnie układam zestaw LEGO.
2. (A) Zachować bez zmian. (B) Robić częściej. (C) Zarzucić.
3. Układam LEGO około dwóch razy do roku. Zajmuje to 3-4 godziny. Nie kupuje zestawów, polegam na prezentach. Układając, czuję się zrelaksowany. Ładne zestawy zachowuje jako ozdobę.
4. Układanie zestawu mnie delikatnie relaksuje.
5. (A) ZA: Okazjonalny relaks. Zero wydatków. Ozdoby w domu. PRZECIW: Nie oszczędzam czasu.
(B) ZA: Częstszy drobny relaks. Więcej ozdób w domu. PRZECIW: Wydatki czasu i pieniędzy.
(C) ZA: Oszczędzam czas. Mam zestawy LEGO na prezent. PRZECIW: Brak okazjonalnego relaksu. Brak ozdób w domu.
6. Układanie LEGO jest dla mnie bez kosztowym, relaksującym sposobem na spędzenie kilku godzin w roku. Całkowita eliminacja nie ma sensu. Zysk to kilka godzin rocznie, które, tak czy owak, warto wypełnić czymś relaksującym i ewentualny prezent dla kogoś. Nie lubię oddawać prezentów dalej. Odrzucam opcję (C). Pozostaje pytanie, czy układać LEGO częściej. Ładny zestaw z kolekcji botanik to około 200 złotych. Czas składania 3 może 4 godziny. Stopień relaksu: umiarkowany. To kosztowny sposób na relaks, nawet biorąc pod uwagę, że zostaje po nim ozdoba.
7. Pozostawiamy obecny układ, opcja (A).
8. Brak.