Emocje czyli interpretacja stanu ciał w kontekście – część 1

Sens słowa „emocja”

Słowo „emocja” ma dwa znaczenia. W języku potocznym jest szerokim pojęciem, które obejmuje zarówno intensywne, krótkotrwałe zjawiska, jak złość czy strach, jak i długotrwałe fenomeny, jak miłość, smutek czy nienawiść. To znaczenie w kontekście naukowym określa się zwykle pojęciem afektu lub stanu afektywnego. W tymże kontekście słowo „emocja” odnosi się natomiast jedynie do intensywnych i krótkotrwałych stanów mobilizujących do działania.

Ja pisząc o emocjach, odnoszę się zawsze i mam nadzieję, konsekwentnie do tego drugiego znaczenia. Pierwsze, choć o wiele powszechniejsze w potocznym języku, jest tak szerokie, że ciężko powiedzieć o nim coś konkretnego.

Nie inaczej będzie dzisiaj. Rozważając potencjalny mechanizm powstawania emocji, będę odnosił się do wąskiego rozumienia tego słowa. Nie sugeruję i nie przypuszczam, by omówiony tu schemat miał zastosowanie do wyjaśnienia powstawania uczuć czy nastrojów. Przeciwnie, przypuszczam, że obie te kategorie zjawiska mają zupełnie odmienne źródła i miejsce w naszym umyśle, a ich związek z emocjami, choć niewątpliwie istnieje, jest o wiele słabszy niż intuicyjnie zakładamy.

Czyli na użytek dzisiejszego tekstu – i wszelkich moich tekstów przeszłych i przyszłych – przez emocję należy rozumieć stan krótkotrwałego, intensywnego pobudzenia mobilizujący do uniknięcia zagrożenia lub wyzyskania szansy. W tym rozumieniu emocjami są: strach, złość,  wstręt, radość, zaskoczenie, smutek. W tym rozumieniu emocjami nie są: miłość, żal, wstyd, nienawiść, wszelkie nastroje itd. Zjawiska te trafiają odpowiednio do kategorii uczuć (miłość, wstyd) i nastrojów. Wszystkie te zjawiska zgrupowane są pod pojęciem stanu afektywnego.

Natura emocji i mechanizm ich powstawania są przedmiotem badań i dyskusji filozofów i naukowców już od czasów starożytnych. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, iż jest to zjawisko, które jest nieodłącznym elementem codziennej ludzkiej egzystencji, a jego siła i moc sprawcza są dla nas źródłem fascynacji i lęku.

W dzisiejszych czasach dyskusja nad modelem powstawania emocji pozostaje żywa i skomplikowana. Przewijają się w badaniach naukowych liczne koncepcje, czasem ze sobą konkurujące, czasem koegzystujące pokojowo. Nie mam tu ambicji przedstawiania całości tego sporu, którego zresztą nie znam wystarczająco dogłębnie, by takiego przeglądu dokonać. Skoncentruję się na dwóch podejściach i zarysuję je w sposób bardziej spolaryzowany, niż są najpewniej współcześnie rozumiane. Miejcie więc na uwadze, że dokonuję tu dwóch uproszczeń: sprowadzam dyskusję o naturze emocji do tylko dwóch podejść i te dwa podejścia upraszczam i wyostrzam, by uwypuklić ich charakter. Bierzcie też poprawkę, że moja „sympatia” leży bliżej podejścia drugiego, w związku z czym najpewniej doświadczam związanych z tym błędów poznawczych, które mają swoje odbicie w tekście.

Emocja zlokalizowana w umyśle

Pierwsza z koncepcji zakłada, że źródło emocji znajduje się w umyśle. Nie różnicując, czy jest to działanie świadome czy podświadome, emocja jest dobierana w wyniku analizy sytuacji przez mózg. Sygnał emocjonalny jest następnie wysyłany do ciała, które reaguje w charakterystyczny dla danej emocji sposób – przyspieszenie tętna, wzmożone wydzielanie hormonów itp.

W tym rozumieniu umysł rozpoznaje zagrożenie lub szansę, a następnie aktywuje jedną z dostępnych emocji, która mobilizuje zasoby ciała do walki, ucieczki lub skorzystania z dostępnej możliwości. Emocja istnieje jako konkretny archetyp czy wzorzec w umyśle, który jest składowany i wybierany, gdy umysł uzna go za przydatny. Emocje są „wyewoluowanymi” funkcjami mózgu. W związku z tym są względnie uniwersalne dla całego gatunku. Ty i ja mamy w sobie ten sam „moduł” złości, złość to dla nas to samo.

Kluczowe dane, na podstawie których mózg formuje odpowiedź pochodzą ze zmysłów. Ich analiza, świadoma lub nie, prowadzi do decyzji o aktywacji odpowiedzi emocjonalnej.

W tym ujęciu emocje są zasadniczo trafne, o ile dane ze zmysłów oddają rzeczywistość, a sam proces decyzyjny jest dobrze zdefiniowany i niezaburzony. Przy czym warto dodać, że na proces decyzyjny składa się nie tylko algorytm analizy danych, ale także kontekst, do którego przynależy wiedza o wcześniejszych wydarzeniach oraz towarzyszące długotrwałe stany afektywne (uczucia i nastroje).

Emocja tworzona przez umysł

Druga koncepcja zakłada, że sygnał do powstania emocji pochodzi z ciała. W tym ujęciu emocja jest interpretacją stanu ciała dokonaną przez umysł (zwykle nieświadomy) w danym kontekście. Mózg nieustannie zbiera informacje interoceptywne o funkcjonowaniu organizmu, kiedy w tych informacjach pojawia się odstępstwo od przewidywanych wartości, mogą one stać się podstawą dalszego przetwarzania. Jest ona dokonywana w kontekście nadawanym przez obserwacje zmysłowe, uprzednie doświadczenia oraz długotrwałe stany afektywne. Wynikiem tej analizy może być emocja.

W tym rozumieniu ciało reaguje w automatyczny sposób na szanse i zagrożenia, a umysł, zależnie od kontekstu, interpretuje te reakcje jako odpowiednią emocję. Kluczowe informacje pochodzą z interocepcji badającej stan organizmu. Ich analiza prowadzi do aktywacji odpowiedniej emocji.

W tym ujęciu emocje są zasadniczo trafne, jeśli kontekst jest określony poprawnie, algorytmy decyzyjne działają prawidłowo i dane interoceptywne nie są zafałszowane.

W tym podejściu nie istnieje żaden wzorzec emocji w mózgu. Jest ona każdorazowo tworzona na nowo i tylko wtórnie, w zależności od kontekstu, klasyfikowana jako jedna ze znanych emocji. Granice między emocjami są płynne, a sama klasyfikacja jest indywidualna i inspirowana kulturowo. Emocje nie są uniwersalne i to, co ja nazywam złością jest czymś zgoła odmiennym od tego, co ty nazywasz złością. Co więcej, to, co ja nazywam złością dzisiaj, nie jest tym samym, co nazwę złością jutro. Klasyfikowanie ich wspólnie opiera się bardziej na kontekście i skutkach niż na samym stanie umysłu.

Pozytywne sprzężenie zwrotne

Aktywacja emocji może prowadzić do dalszego nasilenia sygnałów z organizmu, co prowadzi do pętli sprzężenia zwrotnego. Oczywiście pętla ta musi być regulowana przez mechanizmy hamujące, abyśmy przysłowiowo nie pękli ze złości. W tym miejscu mechanizm drugi zaczyna przypominać mechanizm pierwszy, z informacją wysyłaną z mózgu, by zmienić stan ciała w odpowiedzi na zagrożenie lub szansę. Co może sugerować, że dychotomia, którą tu proponuję jest częściowo iluzoryczna.

Widzicie już zapewne, że obie koncepcje są dość zbliżone. Różnice tkwią w identyfikacji punktu startowego (co w przypadku pętli może być trywialnie nieistotne) oraz w innym rozłożeniu nacisku między introcepcją a zmysłami zewnętrznymi. Bardziej fundamentalny rozdźwięk tkwi w pytaniu o istnienie archetypu emocji, czyli rozróżnienia między strach to konkretny obwód w mózgu, a strach to etykieta przydawana pewnej grupie reakcji na stan ciała i kontekst.

W tekście skoncentruję się na podejściu drugim, konstruktywistycznym, ale pamiętajmy o wspomnianych tu podobieństwach i miejmy na uwadze, że model ten musi być najpewniej rozbudowany i uzupełniony.

Bodziec do działania

Emocja jest mobilizacją do działania. Jednym z mechanizmów jej wygaszenie – czyli zatrzymanie pętli sprzężenia zwrotnego – jest osiągnięcie celu: w przypadku strachu – to skuteczna ucieczka przed zagrożeniem, w przypadku złości – pokonanie przeciwnika, w przypadku radości – skorzystanie z okazji itp. Kiedy cel zostanie osiągnięty, mechanizmy hamujące uspokajają ciało i wytłumiają emocje w umyśle.

Nie oznacza to jednak, że emocja jest przymusem do działania. Wiemy doskonale z własnego doświadczenia, że możemy czuć złość (a nawet wściekłość), a pomimo tego nie zaatakować osoby lub przedmiotu stanowiących obiekt naszej emocji. Nawet w takich sytuacjach – gdy cel nie zostaje osiągnięty – emocja nie prowadzi do katastrofalnej pętli sprzężenia zwrotnego – możemy pękać ze złości w przenośni, ale nie pękniemy dosłownie.

Bez świadomości refleksyjnej

Stawiam hipotezę, iż w przypadku braku świadomych procesów decyzyjnych lub w przypadku ich bierności emocja jest jednocześnie sygnałem, mobilizacją do działania i decyzją o jego podjęciu. Pojawienie się pętli emocjonalnej musi z konieczności prowadzić do przewidzianych biologicznie dla tej emocji działań, które będą trwały aż do rozwiązania bodźca lub wyczerpania się zapasów energetycznych potrzebnych do reakcji.

Jest tu jednak jeden niezwykle istotny niuans: częścią przewidzianego biologicznie działania może być etap zebrania dodatkowych informacji i ponownej oceny sytuacji, który może prowadzić do wygaszenia emocji bez pojawienia się finalnej reakcji.

Obraz, który mi się tu narzuca, to sarna, która usłyszała trzask gałązki w lesie. Może się rzucić natychmiast do ucieczki, ale może też zamrzeć na chwilę w bezruchu, unieść głowę i nasłuchiwać. W ciągu tych kilku sekund zbierając dodatkowe informacje i starając się rozstrzygnąć, czy to fałszywy alarm, czy też nie. Sarna stara się zdecydować, czy wydać solidną porcję energii na ucieczkę, czy zaryzykować pozostanie w miejscu i w konsekwencji atak drapieżnika.

Taka reakcja, moim zdaniem, nie wymaga świadomości, czy raczej nie wymaga świadomości refleksyjnej. Rozumiem ją raczej jako element złożonej reakcji na bodziec z ciała zinterpretowany w kontekście sytuacji – czyli na emocję.

Na ile zatrzymanie tego automatycznego procesu wymaga świadomości podobnej do naszej ludzkiej, jest pytaniem fascynującym i trudnym. Wydaje mi się, że jest obserwacyjnie dość oczywiste, że zarówno człowiek, jak i inne zwierzęta mogą reagować automatycznie na stan ciała zinterpretowany w postaci emocji z właściwie całkowitym pominięciem procesów świadomych. Jednak w przypadku człowieka interesująco robi się, gdy świadomość wmiesza się w sytuację.

Ze świadomością refleksyjną

Świadomość, a szczególnie jej refleksyjna wersja, pozwala na bardziej zróżnicowane przetwarzanie emocji. W najprostszym rozumieniu pozwala dokonać tej samej analizy, którą wykonuje zamierająca w bezruchu sarna, tylko w znacząco szerszym kontekście. Pozwala przeanalizować długofalowe skutki podjęcia jakiegoś działania: jeżeli uderzę wkurzającego szefa to stracę pracę, nie będę miał pieniędzy i mój dobrostan będzie zagrożony. Pozwala odnieść dane działanie do naszych wartości: jest dla mnie ważne, by funkcjonować z innymi ludźmi bez przemocy, w związku z tym nie uderzę szefa, nieważne jak bardzo sobie na to zasłużył. Pozwala nam zastosować kryterium etyczne i moralne do danej sytuacji: fizyczna przemoc nie sprzyja niczyjej refleksyjności, w związku z czym jest niemoralne używać jej do rozstrzygania sporów.

Każdy z wymienionych kontekstów wykracza zdecydowanie poza proste zebranie dodatkowych informacji i ewentualną zmianę decyzji. To nasz zysk ewolucyjny, prowadzi to bowiem do lepszej optymalizacji wykorzystania energii i w efekcie większych szans na przetrwanie. W pewnym uproszczeniu możemy powiedzieć, że mamy nieco większe możliwości wykrywania fałszywych alarmów emocjonalnych niż inne zwierzęta.

Emocja w kontekście naszej świadomości jest jakby bardzo silną sugestią ciała i umysłu podświadomego do zajęcia się danym problemem. W tym jednym sensie przypomina myśli swobodne, które pojawiają się, gdy „nie myślimy o niczym” – je także można rozumieć jako sugestię tematów dla świadomości. Emocja jest jednak stanem zdecydowanie szerszym, angażującym wiele organów ciała i systemów przetwarzania w mózgu – nieporównywalnie więcej niż pojedyncza myśl.

Pomimo tej siły i intensywności, emocja może zostać przez świadomość odrzucona. To nie jest łatwe, o czym może zaświadczyć każdy z nas, który kiedyś „dał się ponieść emocji”. Ciało i podświadomość wspólnie tworzą grupę nacisku, lansującą ten konkretny temat jako niezwykle istotny.

Wydaje się, że jest więcej niż jeden sposób na odrzucenie emocji. Przykładowo, świadomość może pozwolić emocji kręcić swoją pętlę, ale podjąć działania z emocją niezgodne. W założeniu będzie ona słabła, gdy praktyka pokaże, że zagrożenie było iluzoryczne. Przykład: kiedy czujemy strach przed wyjściem na scenę by wygłosić mowę, możemy nie czyniąc ze strachem nic, wyjść i zrobić swoje, przez cały czas go czując. Inny sposób to wygaszenie emocji, uspokojenie się, często związane z manipulacją stanem ciała. W przykładzie ze strachem możemy poświęcić kilka minut na ćwiczenia uspokajające oddech i oczyszczające umysł, co, jeśli całkowicie nie wyeliminuje, to przynajmniej ograniczy strach.

Możemy też próbować emocję zignorować, odepchnąć od siebie, stłumić, co może chwilowo przynieść ulgę, ale może też mieć nieprzyjemne reperkusje.

Hipoteza: pętla wzmocnienia może trwać w podświadomości

Gdyby świadomość dysponowała przełącznikiem, który mógłby kompletnie wyeliminować daną emocję, to może byłoby sensowne, by od czasu do czasu go użyć. Taki przełącznik jednak nie istnieje, a zakładanie, że jest inaczej, może okazać się dość niebezpieczne.

Moja hipoteza jest następująca: nawet jeśli świadomie odrzucimy emocję i będziemy ją tłumić, to związane z nią procesy mogą się dalej toczyć podświadomie. Pętla wzmocnienia, o której wspomniałem wyżej może toczyć się bez udziału świadomości. Co więcej, jeżeli nie podejmujemy działań zmierzających do zbadania i rozstrzygnięcia zagrożenia lub szansy, na które emocja jest nakierowana, nie korzystamy z jednego z głównych mechanizmów regulacji emocji, jakim jest działanie w kierunku jej celu lub ponowne zbadanie zasadności celu.

Efekt tłumienia jest w efekcie odwrotny od zamierzonego: emocja trwa dłużej i jest bardziej intensywna. Nie ma tu specjalnego znaczenia, że odepchnęliśmy ją od świadomości. Nasze decyzje tak czy owak będą znajdować się pośrednio pod jej wpływem, a nasze ciało będzie wydawać energię i spinać się w gotowości do działania.

Podsumowanie części pierwszej

W dzisiejszym artykule wprowadziliśmy koncepcję emocji (wąsko rozumianej) konstruowanej przez umysł w odpowiedzi na bodźce z ciała. Emocja to interpretacja sygnału ciała w kontekście, a nazwa, którą jej świadomie nadajemy to etykietka wybrana w wyniku tej interpretacji. W tym rozumieniu emocje nie muszą być uniwersalnymi tworami ani fundamentalnymi właściwościami czy obwodami naszego mózgu, są indywidualne – w sensie, że każda osoba rozumie daną emocję nieco inaczej; są kulturowe – w sensie, że kultura operuje pewnym zbiorem pojęć je opisujących; są unikalne – w sensie, że żadne dwa doświadczenia emocji nie są identyczne, ani w odczuciu, ani we wzorcach aktywności mózgu.

Rozwinęliśmy tę koncepcję i staraliśmy się zrozumieć nieco lepiej, jak może przebiegać oddziaływanie pomiędzy emocją a świadomym umysłem. Zaproponowaliśmy kilka mechanizmów, które mogą zachodzić w tym obszarze styku. W skrócie, proponujemy rozumienie świadomości jako narzędzia do, między innymi, dalszej interpretacji i przetwarzania emocji. Zasugerowaliśmy szczególną rolę świadomości refleksyjnej jako kolejnej instancji w procesie pracy umysłu nad emocją – do jej niezwykłej roli wrócimy jeszcze w kolejnej części. Za tydzień będziemy kontynuować dzisiejszy temat. Spojrzymy na kilka praktycznych konsekwencji, jakie mogą płynąć z takiego rozumienia emocji. Zgłębimy kwestie zarządzania zarówno stanem ciała, jak i kontekstem w celu lepszego wykorzystania zjawisk emocjonalnych. Szczególną uwagę poświęcimy świadomości refleksyjnej i jej niezwykłej roli w modyfikowaniu kontekstu i algorytmów interpretacji. Poruszymy też istotny temat błędów, patologii i zewnętrznego zaburzania procesów emocjonalnych.

Dodaj komentarz