
Empatia jest wielką zaletą. Wczucie się w położenie drugiego człowieka pomaga nam być lepszymi przyjaciółmi czy partnerami. Buduje relacje i stwarza przestrzeń bezpieczną dla wszystkich.
Każdy z nas potrzebuje być wysłuchanym i zrozumianym. Nie po to, by otrzymać pomoc, ale by poczuć wspólnotę z drugim człowiekiem — by ująć sobie ciężaru z pleców.
Empatia może wynikać z dwóch źródeł: zainteresowania losem drugiego albo z potrzeby kontroli. Obie mogą dawać podobny efekt, ale druga z nich niesie niebezpieczeństwo stania się obsesją. Wtedy, zamiast tworzyć relację, zaczyna ją rozkładać.
Jest we mnie empatia dla drugiego człowieka. Potrafię słuchać. Można się przede mną wygadać i mieć poczucie, że zostało się zrozumianym.
Potrafię też przekroczyć granicę i z uważnego słuchacza stać się stalkerem. Zamiast słuchać by zrozumieć, słucham by kontrolować — albo by tworzyć w sobie iluzję kontroli.
Jak sprawić, by czujność łączyła mnie z ludźmi, miast dzielić?
Nim odpowiemy na to pytanie, zastanówmy się, jak te dwie cechy się łączą.
Jak to się łączy?
Potrzeba czujnego obserwowania świata wokół może być rozumiana jako element lękowego stylu przywiązania. Wszyscy zwracamy uwagę na otoczenie, ale kiedy odczuwamy strach, nasze zmysły się wyczulają. Dlatego osoba przywiązująca się lękowo będzie doskonałym obserwatorem.
Aby funkcjonować w świecie, musimy zdobywać informacje. Używamy naszych zmysłów do obserwowania i katalogowania danych o świecie. Słuchamy tego, co się do nas mówi, obserwujemy mowę ciała i mimikę osób, z którymi rozmawiamy. Te dane pozwalają wnioskować o stanie innych osób i ich przekonaniach, a w efekcie — reagować i działać w odpowiedni sposób.
To element naszego oddziaływania ze światem. Dobre wyczulenie i uważność na drugą osobę usprawniają nasze relacje z nią.
Sytuacja się komplikuje, kiedy zdolność obserwacji nas pochłania. Próbujemy zaobserwować najdrobniejsze niuanse, by wyciągać z nich szczegółowe wnioski. Kiedy wpatrujemy się w drugą osobę z namolną intensywnością.
Jednym z problemów, które to rodzi, jest atak na prywatność. Jeśli staramy się dostać do treści, którymi druga strona nie chce się z nami dzielić, przestajemy być konstruktywni i pomocni — stajemy się zaborczy. Empatyczna intencja, by pomagać, przeradza się w zaborczą intencję kontroli.
Drugi problem to nadmierne zaufanie do odczytanych niuansów. Jesteśmy omylni, a im drobniejszymi szczegółami się zajmujemy, tym więcej jest przestrzeni na pomyłkę. Nasza zaleta — lepsze rozumienie ludzi — przeradza się w wadę opacznego ich rozumienia, kiedy popychamy ją do ekstremum.
Gdzie jestem?
Moje położenie na osi empatia–kontrola jest satysfakcjonujące. Od dłuższego czasu nie zaobserwowałem drastycznej inwazji w czyjąś prywatność. Zdarza mi się intensywnie interesować sprawami osób, które mnie fascynują — momentami do przesady — ale to wyjątek nie reguła.
Ostatnia sytuacja przekroczenia granic miała miejsce rok temu. Od tego czasu cisza, co sugeruje zmianę we mnie.
Interesujące jest, czy wiąże się z tym osłabienie mojej empatii.
Moja obserwacja jest, iż udaje mi się zachować równowagę, w sensie uważnego obserwowania i dostrzegania stanów emocjonalnych innych. Rzadziej działam na podstawie tych obserwacji, co jest związane z chęcią uniknięcia przekraczania granic. Empatia nie musi prowadzić do interwencji —może być niemym zrozumieniem drugiego człowieka i objawić się przez postawę bardziej niż przez działanie.
Dostrzegam potencjał do lepszego wyważenia tych skrajności, ale nie uważam tego obszaru za priorytetowy w pracy nad sobą.
Pomimo tego, zastanówmy się, jak może wyglądać optimum dla osi empatia–kontrola.
Optymalny stan
Spójrzmy na kilka aspektów tematu. Jak może wyglądać ich idealny stan?
Uważność buduje bliskość. Dzięki niej dostrzegamy drugiego człowieka w pełni i możemy być pomocą. Nie widzę problemów w rozwijaniu uważności jak najszerzej się da, tak długo, jak nie zatracimy siebie w życiu innych — czyli póki nie przestaniemy żyć własnym życiem po to, by być widzem w życiu drugiego.
Granice w relacjach chronią sfery, które uznajemy za intymne, przed inwazją niepożądanych gości. Granice zmieniają się w zależności od relacji — bliższe mają ich mniej, luźniejsze więcej. Optymalne jest bycie uważnym nie tylko na potrzeby, ale i na granice. Nigdy nie przekroczyć czyichś granic to ideał, który trudno zrealizować w praktyce, lecz kiedy granice przekroczymy, musimy być gotowi, by przeprosić i wycofać się.
Prywatność jest efektem działania granic. Naszym obowiązkiem jako istot społecznych jest jej szanowanie. Empatia nie powinna stawać się wytrychem do czyjegoś domu. Optymalne jest zrozumienie, że niezależnie od tego, co zauważyliśmy czy wyczuliśmy, nie mamy prawa wkraczać w czyjąś prywatność nieproszeni. Powinniśmy się przed tym zatrzymać.
Intymność — czyli druga, miękka strona prywatności — jest niezbędna do zbudowania bliskich relacji. Empatia pomaga nam ją budować, dostrzegać w bliskiej nam osobie drobne, nikomu innemu nieznane cechy. Intymności jednak nie można wykraść poprzez „podglądanie”. Prawdziwa intymność wymaga zaproszenia i zgody obu stron, bo nie może być jednostronna.
Jak pracować po stoicku nad poprawą
Stoicyzm ma do zaoferowania wiele technik przydatnych w pracy nad empatią, które są zorientowane na wytworzenie w nas czujności bez komponentu lękowego.
Uważność możemy ćwiczyć przy pomocy jednej z wielu metod. Nie będę rozwijał tematu — istnieje szeroka literatura traktująca o tym zagadnieniu. Wybierzcie ćwiczenie, które odpowiada waszym preferencjom, i trenujcie!
Do trenowania dostrzegania granic polecam dwa stoickie ćwiczenia. Pierwsze to premeditatio malorum, czyli uprzednie rozmyślania nad złem (albo medytacje nad złem). Nazwa brzmi groźnie, ale ćwiczenie sprowadza się do wyobrażenia sytuacji, która może nas spotkać, a której się obawiamy — na przykład dlatego, że ryzykujemy przekroczenie w niej granic. Wyobrażamy sobie najgorszy przebieg tej sytuacji: jak do niego doszło, jakie są konsekwencje, co zrobimy po. Cel jest dwojaki: po pierwsze, pozwala zrozumieć, jak możemy dostosować postępowanie, by zminimalizować prawdopodobieństwo złego przebiegu sytuacji. Po drugie, pozwala dostrzec, że nawet za najgorszym jej przebiegiem jest ciąg dalszy — świat się nie skończy.
Premeditatio bonum — które możecie kojarzyć jako tytuł tego bloga — czyli medytacje nad dobrem, jest odwróceniem poprzedniego ćwiczenia. Zamiast wyobrażać sobie najgorszy przebieg, wyobrażamy sobie najlepszy i kontemplujemy, jak możemy do niego doprowadzić. Ta wersja ćwiczenia jest szczególnie przydatna dla osób, które nie najlepiej znoszą nastrój premeditatio malorum.
Do treningu poszanowania prywatności polecam technikę dwóch poziomów sądu. Polega ona na oddzieleniu impulsu emocjonalnego od działania poprzez wprowadzenie pomiędzy nie dodatkowego namysłu. Pierwszy poziom sądu w tej metodzie dzieje się automatycznie — to nasza emocjonalna reakcja na bodziec. Może to być na przykład współczucie, gdy empatycznie odczytujemy w kimś smutek. Drugi poziom sądu to ponowny namysł nad sytuacją, już nie automatyczny, ale świadomy. Analizujemy sytuację i sprawdzamy, czy emocjonalne wezwanie ma rację bytu. Jeśli tak — podążamy za nim, jeśli nie — zmieniamy reakcję. W ten sposób możemy powstrzymać wkroczenie w czyjąś prywatność dyktowane impulsem emocjonalnym.
Ta praktyka jest trudna i wymaga świadomego trenowania, ale może przynieść rezultaty nie tylko w obszarze relacji i prywatności, lecz szerzej — we wszelkich sytuacjach, które wyzwalają w nas reakcję emocjonalną.
Praca nad intymnością jest najbardziej organiczna ze wszystkich. Dwa kierunki, które sugeruję praktykować, to słuchanie i zaufanie. Praktyka słuchania to dbanie o to, by słuchać więcej, niż mówić. Istotne jest, by zachować uważność, czyli chłonąć to, o czym informuje nas druga strona, a nie potakiwać, bujając w obłokach. Praktykowanie zaufania to dzielenie się swoimi wrażliwymi stronami z drugim człowiekiem. Tu mogę tylko polecić próbowanie — zmaganie się ze strachem przed oceną i odrzuceniem. Wraz z kolejnymi próbami będzie łatwiej.
Podsumowanie
Balans między empatią a kontrolą jest jednym z najtrudniejszych do osiągnięcia w naszym funkcjonowaniu. Jest też jednym z najbardziej wartościowych — dobrze określony pozwala nam być niezwykłym wsparciem dla bliźniego.
Balans ten wydaje się być osiągalny, jeśli jesteśmy gotowi włożyć odpowiednią ilość pracy i podejść do sprawy w sposób świadomy.
A jak Wy znajdujecie balans między empatią a kontrolą? Czy idziecie z pomocą za podszeptem drobnych sygnałów, czy raczej wstrzymujecie się, by nie naruszyć czyjejś prywatności?
PS. Kilka słów zza kulis
Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w krytyce logiki i struktury oraz w korekcie tekstu.
