Post ten jest rozwinięciem postu „O podejmowaniu decyzji”, zainspirowanym dyskusją w komentarza, do zapoznania się z którą zachęcam!
„(…) czy emocjonalne reagowanie na sytuację zawsze można nazwać decyzją i czy powinniśmy w ogóle starać się tak je nazywać? Czy można w ogóle powiedzieć, że opisany w drugim przykładzie mężczyzna podjął decyzję w momencie, w którym okazał emocje? (…) „Decyzja” sprowadziła się tutaj do okazania lub nieokazania emocji, a nieokazywanie emocji nie jest zdrowym odruchem, do uzyskania którego warto dążyć.”
„(…) Możemy oczywiście mówić jeszcze o czymś takim jak działanie pod wpływem emocji – ale w takim przypadku nie obejmie ono przykładu nr 1, który sprowadza się do wulgarnej manifestacji uczuć, a nie decyzji podjętej z ich udziałem.”
Super komentarz, pokazujący ewidentną lukę w moich rozważaniach nad emocjonalnym okazywaniem emocji z poprzedniego artykułu. Poświęciłem nieco czasu na ponowne przemyślenia nad temat i doszedłem do poniższych poprawek.
Pierwsza rzecz, którą zauważam, to, że było przesadą pomijanie punktów (5) i (6) z ogólnego schematu podejmowania decyzji. Te punkty w nim występują. To, co jest kluczowe dla mnie przy emocjonalnym podejmowaniu decyzji, to zawężenie opcji, jakie mamy do wyboru (czy raczej, jakie wydaje się nam, że mamy do wyboru). To oczywiście wpływa na punkty (5) i (6), ale ich całkowicie nie unieważnia. Proponuje taki oto przykład:
Idę wieczorem przez ciemną uliczkę w centrum miasta. (1) Z cienia wyłania się sylwetka postawnego mężczyzny. Czuję strach. (2) Mam do wyboru: walczyć, uciekać lub zamrzeć bezruchu. (5) Walka: osoba przede mną jest większa niż ja. Nie potrafię się bić. Ucieczka: Osoba jest oddalona o 2 metry. Nie potrafię szybko biegać. Zamrzeć: Jest szansa, że jeśli nie będę rzucał się w oczy, to zagrożenie mnie po prostu ominie. (6) Opcje walki i ucieczki są skazane na porażkę. Zamrzeć daje szansę na uniknięcie starcia. (7) Wybieram zamarcie. (8) Zwalniam kroku i zamieram, czekając, aż tajemnicza postać mnie minie.
Analizując tę sytuację „na zimno”, można bez trudu wskazać o wiele więcej dostępnych opcji. Mogę iść przed siebie i jedynie kątem oka zerkać na tajemniczą postać. Mogę zacząć wołać o pomoc. Mogę powiedzieć: „Dobry wieczór, szanownemu panu”. Mogę zmrużyć oczy i spróbować lepiej przyjrzeć się mrocznej postaci (zdobyć więcej informacji). Jednak w trybie emocjonalnego podejmowania decyzji, na te dodatkowe niuanse nie ma miejsca. Nie sugeruje przy tym, że reakcja i decyzja emocjonalna jest zła, wręcz przeciwnie, w mroczny zaułku, w opisanej sytuacji, takie zawężenie spektrum decyzji i związane z nim przyspieszenie reakcji, może stanowić różnicę między życiem a śmiercią!
Drugi przykład, który chciałem tu podrzucić, to historia gwałtownego wybuchu miłości:
Podoba mi się pewna kobieta. (1) Spędziliśmy wiele godzin na interesującej rozmowie. Czuję podekscytowanie i pożądanie. (2) Mam do wyboru: kupić jej kwiaty, zaprosić ją na wspólne wakacje. (5) Kwiaty mogę kupić za rogiem. Zorganizowanie wakacji długo trwa. Wakacje zrobią większe wrażenie niż kwiaty. Kwiaty są tradycyjnym symbolem uczucia. (6) Wakacje są zbyt skomplikowane. (7) Wybieram kwiaty. (8) Lecę do kwiaciarni i kupuje największy bukiet róż.
Może to jest najlepsza możliwa decyzja w tej sytuacji. Problem polega na tym, że mam o wiele więcej opcji niż te dwie. Mogę do niej jutro zadzwonić i spytać jak się ma. Mogę jej powiedzieć, że mam wolny bilety do kina (cóż za przypadek 😉 ), czy nie chciałby się wybrać ze mną. I tak dalej i tak dalej. Ta decyzja może przynieść pożądane skutki (czyli, padniemy sobie w ramiona) i pomimo tego być złą decyzją! Może też przynieść opłakane skutku (czyli, dziewczyna powie, bym spadał z tymi kwiatami na drzewo) i pomimo tego być dobrą decyzją! Odpuściliśmy zbyt wiele opcji, by móc realnie rozstrzygać o poprawności naszej decyzji.
W moim schemacie emocjonalne podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (3) i (4), zawężenia punktu (2) i związanego z tym zawężenia punktów (5) i (6). Opieram się na ograniczonym zasobie opcji:
Zdarzenie X wywołuje emocję Y, emocja Y podpowiada rozwiązania Z i W (pomija wiele innych), rozstrzygam wybór na korzyść Z, robię Z.
Kiedy emocjonalne decyzje zawodzą? Kiedy emocja jest bardzo silna, nieadekwatnie do sytuacji. Silne emocje mocniej zawężają wybór opcji, w ekstremalnych przypadkach pozostawiając jedną. Przykładowo, kiedy jestem zmęczony po długim dniu pracy, reaguje większym gniewem na drobną zaczepkę. Podobny rozdźwięk zachodzi też, gdy emocja pochodzi z innego etapu rozwoju, zwykle dzieciństwa. Zasadniczo wszelkie konflikty i zaburzenia w sferze emocji powodują zgrzyty w tym sposobie podejmowania decyzji.
„Przychodzi mi też do głowy myśl, że ten „tryb” podejmowania decyzji ma bardzo zindywidualizowany charakter – jak wskazałeś, z uwagi na stan emocjonalny decydującego ma on de facto ograniczony wybór, ale w identycznej sytuacji katalog opcji do wyboru dla każdego będzie się przedstawiał nieco inaczej.(…)”
I tu także się zgadzam. Emocjonalne podejmowanie decyzji jest mocno zindywidualizowane i to nie tylko między różnymi osobami. Ta sama osoba może podjąć inne decyzje w bardzo podobnych sytuacjach, często zależnie od swojego stanu wewnętrznego. Przykładowo, inaczej będziemy reagować, inne decyzje podejmować, gdy jesteśmy najedzeni kontra, gdy jesteśmy głodni. To może być prawdą, właściwie dla każdego trybu podejmowania decyzji, ale w przypadku emocjonalnego wydaje się najbardziej uwypuklone.

Jeden komentarz na temat “O podejmowaniu decyzji – dyskusja”