O fizyce

Artykuł koncentruje się na starożytnej filozofii stoicyzmu, szczególnie na trzech podstawowych filarach: fizyce, logice i etyce. Autor podkreśla ich rolę w podejmowaniu decyzji i konieczność rozróżnienia między tym, co od nas zależy, a tym, co nie. Proponuje też wykorzystanie metody naukowej w analizie rzeczywistości.

                Ten artykuł nie dotyczy kwarków, kwantowej teorii pola, cząstek Higgsa czy czarnych dziur. Nie o takiej fizyce będę dzisiaj pisał, lecz o takiej jak ją definiowali rzymscy stoicy, czyli sztuce odróżniania tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste.
                Trzy filary, działy stoicyzmu to:
1. Fizyka, czyli odróżnianie tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste, oraz tego, co od nas zależne od tego, co niezależne,
2. Logika, czyli odróżnianie tego, co fałszywe od tego, co prawdziwe,
3. Etyka, czyli odróżnianie tego, co dobre od tego, co złe.
Każdej z nich poświęcę artykuł na blogu w cyklu rozważań o podejmowaniu decyzji. To te trzy elementy są narzędziami niezbędnymi do podejmowania racjonalnych i dobrych decyzji. W ramach dyskusji będę zwracał uwagę, na jakie elementy procesu podejmowania decyzji wpływają.

Część 1: Co jest rzeczywiste

                 Pierwszy aspekt fizyki to określenie co jest rzeczywiste, ta dziedzina wiedzy jest rozwijana po dziś dzień. Jej najlepszym obecnie narzędziem jest metoda naukowa. Pokrótce wymienię jedynie podstawowe właściwości teorii naukowej, bez zagłębiania się w szczegóły, które znaleźć można w licznych opracowaniach.
Kluczowym elementem metody naukowej jest tworzenie hipotez i teorii falsyfikowalnych, takich, dla których można określić wynik eksperymentu, które je obali: teoria przewidująca fałszywy wynik eksperymentu, jest fałszywa. Nacisk na falsyfikowalność wymusza tworzenie teorii, które precyzyjnie określają wyniki eksperymentów, dopuszczają swoją własną fałszywość i zachęcają do jej badania. Teoria naukowa jest bardzo dynamicznym tworem, ulegającym zmianą w procesie formułowania i badania. Jest to wielka siła tego modelu, opartego na próbach udowodnienia, że się mylimy, zamiast dowodzenia, że mamy rację. Ma to znamiona sokratejskiego „wiem, że nic nie wiem”: odrzucenia przekonania o własnej wiedzy, na rzecz ciągłego kwestionowania własnych teorii i przekonań.
Zmienność teorii naukowych jest ich siła i słabością. Na tak płynnym fundamencie, nie da się wznieść trwałego gmachu. To doprowadziło do wprowadzenia (odkrycia) pojęcia paradygmatu. Jest to teorią naukową, która uzyskała specjalne względy. Czy to przez liczne eksperymenty falsyfikujące, które jej nie obaliły, czy to przez szerokie i skuteczne zastosowanie praktyczne, paradygmat uzyskał status: „jesteśmy tego prawie pewni”. Paradygmaty są przydatne, by móc naukę stosować w praktyce. Pozwalają wokół teorii stworzyć katalog zastosowań. Pełnią funkcję rdzenia, wokół którego, nadbudowujemy wiedzę, na którym konstruujemy teorię szczegółowe.
Paradygmaty w nauce nie są wieczne, można je podważać i obalać. Obdarzamy je jednak większym zaufaniem niż teorie szczegółowe. Czyli, jeśli wyniki eksperymentu nie zgadzają się z paradygmatem, to najpierw szukamy błędu w eksperymencie, lub wyjaśnienia w obrębię paradygmatu. Dopiero gdy ich nie znajdziemy, podważamy sam paradygmat.
Przykładem obalonego paradygmatu jest mechanika newtonowska. Przez kilkaset lat funkcjonowała jako płodny i niepodważalny fakt, na którego bazie zbudowano setki szczegółowych teorii, na którego bazie wzniesiono wiele budowli i opracowano wiele maszyn. W początkach XX wieku została obalona i zastąpiona mechaniką kwantową, a później kwantową teorią pola. Do dziś pozostaje jednak częścią (przypadkiem granicznym) nowego paradygmatu, zachowując wiele ze swojej użyteczności.
Zmienność teorii naukowej i proces zdobywania wiedzy poprzez metodę naukową bywa frustrująca dla przeciętnego człowieka, który wolałby usłyszeć pewną odpowiedź na swoje pytania. Kiedy mówią mu, że maseczki mogą być nieskuteczne w walce z wirusem, aby miesiąc później powiedzieć, że są kluczowe w walce z pandemią, czuję się skołowany. Kiedy usłyszy, że czerwone wino działa pozytywnie na układ krążenia, by kilka lat później usłyszeć, że jednak nie, że alkohol jest kardiotoksyczny, traci zaufanie do przewidywań lekarzy. Kiedy najpierw mu mówią, że można się poruszać z dowolną prędkości, by później stwierdzić, że jednak nie da się szybciej niż światło w próżni, macha ręką na wiedzę naukową. Jedna zadaniem nauki nie jest dawanie pewności, a wyżej wymienionych zdarzenia, to przykłady siły działania metody naukowej i jej samo korygującej natury.
Problem niepewności jest fundamentalny dla naszego postrzegania świata, dla fizyki, wykraczając poza ramy metody naukowej. Pojawia się tu w naszych rozważaniach logika i jej nieubłagany werdykt, iż w naszym rozumieniu świata, nie możemy stwierdzić, co jest prawdziwe, tylko co prawdziwe nie jest. Poruszymy ten temat, związany ze strukturą implikacji logicznej, w przyszłości. Tu tylko podkreślę: jedyne czego możemy dowieść o rzeczywistości, to, że coś do niej nie należy, że nasza teoria jest fałszywa. Dowiedzeni prawdziwości wymaga dowiedzenia, że każdy wynik eksperymentu jest z nią zgodny, do dowiedzenia fałszywości, wystarczy wykazać, że istnieje eksperyment z nią sprzeczny. To zadania o dramatycznie odmiennej skali.

Część 2: Co jest od nas zależne

Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Marek Aureliusz, „Rozmyślania

                Cytat otwierający tę część artykułu będzie nam towarzyszył przez najbliższe kilka tygodni, jako plan punktów do dyskusji. Odnosi się bezpośrednio do zagadnienia wyborów czy, w mojej nomenklaturze, decyzji. „Swobodne zmierzanie naprzód”, o którym pisze rzymski cesarz, jest życiem złożonym z dobrych wyborów. Dostajemy stoicką receptę, co należy czynić, o co dbać, żeby dobrych wyborów dokonywać. Marek Aureliusz wymienia cztery punkty, my jednak zaklasyfikujemy je, do naszych trzech działów filozofii. Punkt (1) przypiszemy do logiki, punkt (2) do etyki, punkty (3) i (4) do fizyki. Rozdział nie jest ścisły, jako że nasze trzy dziedziny przenikają się i powyższe punkty przy głębszym rozważeniu rozciągają się na wiele dziedzin.

                Zacznijmy od punktu (3) fundamentalnego dla stoicyzmu jako szkoły filozoficznej. Każdy jej adept rozważa i nosi w sercu tę myśl w jakiejś formie. Ja korzystam z wersji Epikteta, którą powtarzam rano i wieczorem i którą wezmę za osnowę dalszych rozmyślań:

„Naszym najważniejszym życiowy zadaniem jest nauczyć się rozróżniać rzeczy należące do dwóch kategorii: wydarzenie zewnętrzne (tych nie możemy kontrolować) i związane z tymi wydarzeniami wewnętrzne wybory, nad którymi mamy kontrolę. Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje.”
Epiktet, „Enchereidion”

Ktoś obeznany z terapią poznawczo-behawioralną, może tu dostrzec podobieństwa w sposobie myślenia o naszej sprawczości. Epiktet twierdzi, iż najważniejsze czego możemy w życiu dokonać, to rozróżnić co należy do jednej z kategorii: rzeczy od nas zależnych i rzeczy od nas niezależnych. Te kategorie są wzajemnie rozłączne, a razem pokrywają wszystko, co istnieje. Intuicyjnie ta propozycja ma sens. Znając takie rozróżnienie, możemy skoncentrować się na tym, co możemy zmienić i zaakceptować to, czego zmienić nie możemy – oczywiste. Dlaczego stoicy uczynili tę myśl rdzeniem swojej filozofii? Dlaczego ja, praktykujący stoik, czuję potrzebę, by codziennie ją powtarzać?
Pierwsza część odpowiedzi wynika z tego, że ta prosta teoria przekłada się na trudną praktykę i komplikuje, gdy zaczynamy zgłębiać szczegóły. Druga część odpowiedzi kryję się w ostatnich zdaniach: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje”. Myśli, które jest niezwykle trudna do zaakceptowania przez większość.
Zacznijmy od pierwszej części odpowiedzi i przy okazji uściślijmy, co stoik rozumie jako zależne (nad czym mamy kontrolę), a co jako niezależne (czego nie możemy kontrolować). Odpowiedź jest zawarta w oryginalnym cytacie: „wewnętrzne wybory”. To możemy kontrolować, tylko to jest od nas zależne. Jako dopełnienie zbioru to, co nie jest wewnętrznym wyborem, jest ode mnie niezależne. Przykładowo: moje życie i zdrowie, moja lewa ręka, mój stan konta, moje relacje z przyjaciółmi, awans w pracy, etc. Wszystko to jest ode mnie niezależne. Może mi zostać odebrane przez los, nie znajduje się w domenie moich wyborów/decyzji – jedynego co kontroluję. Tutaj może pojawić się sprzeciw. Jak to? Nie kontroluje własnej ręki? Co za nonsens! A jednak, po stoicku kontrola oznacza pełną kontrolę. Jeśli ręka zostanie mi odcięta, nie mogą wysiłkiem woli sprawić by odrosła. Jeśli porażeniu ulegną mięśnie w mej ręce, nie mogę myślą sprawić, by się zregenerowały. Jeśli przypadek, zewnętrzne okoliczności lub inni ludzie mogą mi coś odebrać, to nie mam nad tym kontroli. Ta idea, choć trudna do zaakceptowania, pozwala skoncentrować wysiłki tam, gdzie mamy realny wpływ – w sferze wewnętrznych decyzji. Uwalniamy się w ten sposób spod władzy zewnętrznych okoliczności i przejmujemy samostanowienie. Nasza nowa dziedzina jest o wiele mniejsza, niż świat, który usiłowaliśmy kontrolować wcześniej, jednak ją możemy kontrolować realnie, podczas gdy nad światem mieliśmy jedynie iluzję kontroli.
Druga myśl: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje” także niesie za sobą trudność. Wymaga zaakceptowania, że to we mnie tkwi dobro i zło, ja jestem ich źródłem w swoim życiu. To nie świat zewnętrzny jest zły. To moje wybory i wyobrażenia o świecie są złe. Ta myśl oznacza przejęcie pełnej odpowiedzialności za nasze szczęście i nasze dobro. Koniec zrzucania odpowiedzialności na innych i na okoliczności! Dobro i zło są we mnie. Ten sposób myślenia wydaje się kolidować z podejściem większości ludzi. Jest to jednak element przejęcia sprawczości nad swoim życiem, nieoddawania niczego co istotne (dobre lub złe) zewnętrznym okolicznością. Wiąże się też z akceptacją rzeczywistości, jako tym, czym jest, czyli tłem dla naszej melodii i skoncentrowaniu się na tym, co realnie możemy zmienić.
Jakkolwiek radykalne jest stoickie spojrzenie na sprawy od nas zależne i niezależne, nie oznacza ono porzucenia zewnętrznego świata. Zwróćcie uwagę na sformułowanie „związane z tymi wydarzeniami [zewnętrznymi], wewnętrzne wybory”. Jest w nim zawarty wskazówka na związek naszego wewnętrznego funkcjonowania z bodźcami płynącymi z zewnątrz. Choć tych drugich nie możemy kontrolować, są one bazą dla naszych wyborów. Bez nich świat dostępnych dla decyzji byłby niezwykle ubogi. Może, teoretycznie, tak ubogi świat jest wystarczający dla szczęśliwego istnienia, ale w praktyce nie musimy tego sprawdzać, rzeczywistość dostarcza nam szerokiej gamy zdarzeń, na których możemy doskonali nasze decyzje. Świat zewnętrzny oddziałuje na nas, a my oddziałujemy na świat zewnętrzny w cyklu działania i informacji zwrotnej. To, co nam się przydarza, jest tworzywem, które możemy obrócić w dobro lub zło. Słowami Seneki „Listów moralnych do Lucyliusza”:

„Mylą się bowiem, mój Lucyliusz, ci, którzy sądzą, że los obdarza nas bądź czymś dobrym, bądź też czymś złym. Daje on nam tylko materiał, z którego może powstać dobro lub zło, tylko zarodki rzeczy, które to zarodki mogą rozwinąć się w nas w zło albo dobro.”

Rozważania o umiejscowieniu dobra i zła w sferze naszych wyborów i rozumienia świata zewnętrznego jako źródła bodźców dla naszych decyzji, prowadzą nas do punktu (4) z myśli Marka Aurelego: „[natura racjonalna] przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”. Myśl ta wyraża stoicką akceptację rzeczywistości taką, jaka jest. Nie jest zadaniem ciekawym dla stoika, by „kłócić się” z rzeczywistością. Zadaniem dla stoika jest zrozumieć, co jest rzeczywiste i działać możliwie najlepiej w ramach zidentyfikowanej rzeczywistości. To idea przekraczającą potocznie rozumianą akceptację, określana jako „amor fati” (ukutym przez Nitzschego), czyli „umiłowanie losu”. Stoik kocha to, co mu się przydarza, bo każda zewnętrzna przeciwność jest okazją do poprawienia siebie, okazją do podjęcia dobrej decyzji. Seneka w „Listach moralnych do Lucyliusza” piszę:

„Nic nie wydaje mi się większym nieszczęściem niż człowiek, którego żadna i nigdy nie spotyka przeciwność, taki człowiek nie miał nigdy możności doświadczyć samego siebie.”

Część 3: Fizyka a mechanizm podejmowania decyzji

                Przebrnęliśmy przez spory kawałek teorii. Nadszedł czas, by rozważyć, jak w praktyce ową teorię możemy zastosować do ulepszenia naszej zdolności podejmowania decyzji.
Na początek przypomnę algorytmy podejmowania decyzji, który zaproponowałem w jednym z artykułów tej serii:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.
Fizyka przychodzi nam z pomocą głównie w odniesieniu do punktów od (1) do (4). Omówmy je teraz jeden po drugim.

(1) Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
W tym punkcie naszym zadaniem jest ocenić, co jest rzeczywiste i jak rzeczywistość prezentuje się w szczegółach. Polegamy na swoich zmysłach i zdolności do syntezowania płynących z nich informacji, by stworzyć obraz sytuacji.
Pierwszym zadaniem fizyki na tym etapie jest, by zweryfikować świadectwo naszych zmysłów pod kątem realności, skonfrontować informacje zmysłowe ze sobą i upewnić się o ich spójności. Kolokwialnie, upewnić się, czy „oczy nas nie mylą”.
Drugim zadaniem, jest weryfikacja syntezy, czyli całościowego obrazu naszego doświadczenia. Umysł jest podatny na zniekształcenia i błędy poznawcze, nikt nie jest od nich wolny, choć nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Naszym zadaniem jest upewnić się, że wyobrażenie o rzeczywistości, które stworzyliśmy, nie zawiera błędów. Oznacza to zaprzęgnięcie wiedzy o rachunku prawdopodobieństwa, naszej o dziedzinach szczegółowych nauki (fizyki współczesnej, biologii, historii etc.), zdolności do kwestionowania własnych założeń — by spróbować podważyć pierwsze rozumienie sytuacji.
Można o tym myśleć następująco: zadanie jest, stworzyć teorię na temat tego, co się wydarzyło. Jako dobry naukowiec zaczynamy od zebrania dostępnego materiału doświadczalnego i sprawdzenia go pod kątem prawdziwości – to wrażenia zmysłowe. Następnie formułujemy wstępną hipotezę – to pierwsze wrażenie. Szukamy luk w naszej hipotezie, eksperymentów falsyfikujących – to poszukiwanie potencjalnych błędów poznawczych. Ponawiamy obserwację i sprawdzamy materiał dowodowy pod kątem eksperymentów falsyfikujących – to ponowne spojrzenie na sytuację, przypomnienie sobie jej przebiegu i weryfikacja czy doszło do błędu poznawczego. Poddajemy teorię ocenie przez innych badaczy – omawiamy sytuację z innymi ludźmi albo ze sobą samy po pewnym czasie.
To dość skomplikowane. Czy da się w ten sposób podejść do każdej decyzji w życiu? Nie. Czy da się w ten sposób podejść do większości decyzji w życiu? Nie. Czy możemy tak podchodzić do większej ilość decyzji niż obecnie? Tak. Czy możemy tak podejść do tych kilkunastu, czy kilkudziesięciu najważniejszych decyzji? Tak.
Aby być gotowym w kluczowych momentach do zastosowania tak głębokiego rozmyślania, musi to podejście trenować na przykładach prostych decyzji. Tak jak żołnierz przygotowujący się na wojnę, ćwiczy strzelanie na bezpiecznym poligonie, tak i my, trenujemy swój umysł w czasach spokoju, by nie zostać zaskoczonym w czasach zamętu.
Te rozważania zawarły też w sobie punkty (3) i (4), czyli zbieranie informacji i przywoływanie doświadczenia, jako elementy iteracyjnego procesu weryfikacji naszej teorii o przeżywanym doświadczeniu. Do punktu (4) wrócę jeszcze osobno, o punkcie (3) powiem tylko, że każdą informację, możemy traktować jak mini teorię, czyli weryfikować ją pod kątem zgodności z doświadczeniem.

(2) Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
W tym punkcie kluczowe znaczenie ma rozumienie tego, co jest od nas zależne, a co nie. Aby poprawnie określić dostępny dla nas zbiór opcji działania, musimy dobrze rozumieć, co jest w naszej mocy, a co pozostaje w rękach przypadku czy czynników zewnętrznych. Mam poczucie, że ten punkt jest najczęstszym źródłem błędnych decyzji. Nagminnie mylimy się w ocenie tego, co możemy faktycznie zrobić i co jest od nas zależne. Robimy to poprzez rozszerzanie granic swojej sprawczości, przypisując sobie większy wpływ na rzeczywistość, niż faktycznie posiadamy.
Przykład: Rząd mojego kraju wprowadził prawo, z którym się gorąco nie zgadzam.
Typowa opcja, którą rozważamy: wyjdę na ulicę razem z innymi i zmusimy rząd do zmiany prawa.
Realna opcje: Wyjdę na ulicę. Będę skandował hasła. Jeśli spotkam innych podobnie myślących, to będę starał się ich trzymać.

Nie jest w mojej mocy zmienić decyzję rządu. Nie jest w mojej mocy zmusić czy nakłonić innych by wyszli na ulicę. Może się okazać, że stanę na niej zupełnie sam. Może się okazać, że będą nas tysiące, a rząd decyzji nie zmieni. I tak dalej.
Niejeden człowiek zapędził się w kozi róg, poprzez nazbyt szerokie rozumienie swojej sprawczości. Niejeden uczynił swoje życie nieszczęśliwym, bo nie chciał zrozumieć, co od niego zależy, a co nie.
Kluczowym przy podejmowaniu decyzji, jest stosowanie się do reguły zależne/niezależne, gdy budujemy zestaw opcji, spośród których przyjdzie nam wybierać. Upewniajmy się, że w tym zestawie jest zawsze tylko to, co kontrolujemy, czyli:
„Zaproszę koleżankę na kawę” nie „Pójdę z koleżanką na kawę” (koleżanka ma tu coś do powiedzenia)
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie” nie „Schudnę 10 kilogramów do wiosny” (może być za mało czasu)
„Będę pisał post co tydzień” nie „Zostanę królem blogosfery” (nikt nie kontroluje, co się stanie wiralem w internecie)
Jeszcze lepiej, jest dodać do każdego z tych stwierdzeń stoickie zastrzeżenie: „jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”.
„Zaproszę koleżankę na kawę, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli mój telefon zje pies?
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie, jeśli nic mi tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli okaże się, że ma to negatywny wpływ na moje zdrowie i lekarz zaleci mi więcej kalorii?
„Będę pisał posta co tydzień, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli złamie obie ręce i nie będę w stanie używać klawiatury przez miesiąc?
Ta praktyka wydaje mi się zdecydowanie łatwiejsza do wprowadzenia, niż to, co rozważaliśmy w punkcie pierwszym. W sensie możemy ją zastosować do większej ilości naszych decyzji, tych małych i tych większych, jako że jest mniej czasochłonna, mimo że jej wpływ na nasze decyzje jest równie wielki, jak rozpoznanie rzeczywistości.
Co jest ważne, nie zakładajmy, że już potrafimy to robić! Trzeba ćwiczyć i przez ćwiczenia budować automatyzm takiego podejścia, by przy każdej nawet drobnej decyzji, nasz umysł filtrował opcję pod kątem tych od nas zależnych.

(4) Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
O tym punkcie krótko, bo większość tego, co odnosi się do punktu (1), ma zastosowanie i tutaj, a przeszłe doświadczenia stanowią też jeden z przyczynków do naszej weryfikacji rzeczywistości, są swoistą bazą wyników eksperymentów, którymi można testować nasze teorie.
Przeszłe doświadczenia można poddawać analizie, a nawet warto je poddawać analizie. Nie mamy żadnej gwarancji, że to, co tkwi w naszych wspomnieniach, jest wolne od błędów poznawczych. Nie wiemy, czy to, co pamiętamy, faktycznie się wydarzyło i czy wydarzyło się tak, jak to pamiętamy. To myśl dość nieprzyjemna, ale warto się z nią oswoić i regularnie poddawać sprawdzeniu nasze przekonania o przeszłości. Poddawajmy je skrupulatnej ocenie podobnej do tej opisanej w punkcie (1), jeśli to możliwe, konfrontując je z innymi świadkami tych wydarzeń. Wspomnienia stanowią ważny punkty odniesienia dla naszych decyzji teraz i w przyszłości: czyśćmy je z błędów poznawczych i dbajmy, by nie były zaburzane substancjami psychoaktywnymi. Jeśli nasze decyzje będą oparte na śmieciowych danych, to same też będą śmieciowe, niezależnie od tego, jak sprawnie działać będą mechanizmy ich podejmowania.

Reasumując, nie należy zaniedbywać fizyki jako nauki o rzeczywistości i naszym miejscu w niej. Jest kluczowa dla naszego procesu podejmowania decyzji, ponieważ:
1. Pozwala nam poprawnie zidentyfikować, co jest rzeczywiste, a co jest tworem lub zniekształceniem naszego umysłu.
2. Pozwala nam koncentrować nasze wybory nad tym, co naprawdę od nas zależy, bez gubienia się w labiryntach przypadku i sprawczości innych ludzi.

Ćwiczcie się więc w rozpoznawaniu rzeczywistości, bo każdemu z nas takie ćwiczenia wyjdą na dobre!

10 myśli na temat “O fizyce”

  1. Część 1 to dobry temat – wałkowany wielokrotnie, ale wiecznie aktualny. Zmienność nauki łatwo przeinaczyć na rzekomą niewiarygodność – może dlatego, że zmienne zdanie u pojedynczego człowieka trochę obniża wiarygodność. Może dlatego kontrowersyjne RationalWiki wyróżniło artykuł Science was wrong before i są dobre memy o takim gadaniu. Czasem warto skomentować „czemu tak mówisz?“ albo nawet mniej uprzejmie: „skąd to wiesz?”, „niby czemu?“, „bo?” albo „i co z tego?”. Łatwo wylądować w paradoksie kłamcy – nie wierzę nauce, bo jej wierzę.

    Teraz odróżnianie prawdy od fałszu i rzeczywistości od fikcji można by nazwać jakoś inaczej niż „fizyka”. Po angielsku może pasować Science, ale czasem trudno odróżnić, co nauką jest, a co nie – może dlatego brytyjskie szkoły miewają całe kursy myślenia krytycznego, ang. Critical Thinking.

    https://rationalwiki.org/wiki/Science_was_wrong_before

    Polubienie

    1. Hej,
      jest coś w naszej kulturze, co sprawia, że zmianę zdania uważamy za coś negatywnego. Szczególnie jeśli jest ona częsta. W mojej opinii to poważny błąd nie tylko w odniesieniu do nauki, ale i do ludzi! Nie ma nic lepszego, co można zrobić dla siebie i dla innych niż zmienić zdanie na lepsze! Jest w tym jakiś element samooszukiwania się, to znaczy ludzie lubią wierzyć, że już mają najlepsze możliwe zdanie na dany temat — co praktycznie nigdy nie jest prawdą. Mogą mieć całkiem dobre zdanie, ale nawet w takim przypadku można je ulepszyć a ulepszyć, znaczy zmienić! Nie ma wzrostu i poprawy bez zmiany, piętnowanie jej to filozofia stagnacji.
      W mojej opinii im częściej ktoś zmienia zdanie, jeśli tylko da się dostrzec w tych zmianach trajektorię ku dobremu, tym lepiej, tym bardziej takiej osobie można zaufać. Wystrzegam się natomiast tych, którzy zdania nie zmieniają nigdy, nie można im ufać, bo nie wiedomo, do jakich podłości się posuną, byle tylko utrzymać swoją opinię!

      Co do nazewnictwa zgadzam się, fizyka ma dziś już inne znaczenie, nie mam jednak na ten moment dobrej alternatywy. Angielskie „Critical Thinking” wydaje mi się szerszym pojęciem, obejmującym też logikę, którą będę tu rozważał osobno.

      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

        1. Faktycznie zmiana poglądów może świadczyć o kimś źle, ale też dobrze. Z jednej strony gardzi się politykami, którzy zmieniają polityczne barwy jak rękawiczki, nawet jeśli to zmiana z poglądów arcywrogich na sojusznicze. Byli komuniści w partiach prawoskrętnych pewnie nie zawsze są szanowani we własnych szeregach. Z drugiej strony smuci mnie, jak ludzie gardzą przemianą śp. Aleksieja Nawalnego – porzucił swój nacjonalizm, przeprosił za wypowiedzi antyukraińskie, skupił się na walce z korupcją, z dyktaturą i jeszcze oddał życie za te wartości. Pokazał, że walczy o coś innego niż jego własna władza. Ludzie jeszcze go docenią, może dzięki działalności jego żony i córki – one są mniej kontrowersyjne.
        2. U świadków w sądzie zmiana zeznań bywa niesmaczna. Ali Agca to człowiek wielu wersji i trudno go lubić. Jak ktoś mówi: „teraz kłamię”, to jest paradoks, słynna antynomia kłamcy, ale jak mówi „skłamałem”, to niestety chyba zawsze ma rację – skłamał wtedy lub kłamie, że kłamał. Chciałbym to wszystko lepiej rozumieć, np. znać przykład, kiedy zmiana zeznań jest wyraźnie dobra.

        Polubienie

      1. Jeśli ani „fizyka”, ani ang. Critical Thinking, to może: metafizyka? Wiem, że teraz to się kojarzy bardzo źle, z różnymi pseudonaukami, ezoteryką, mistyką, teologią i czarną owcą filozofii, ale może reputację tego słowa da się naprawić. Czasem metafizyka bywa definiowana jako teoria rzeczywistości i odróżniana od ontologii – teorii bytów, rzeczywistych lub fikcyjnych. Pewnie się znajdą ludzie, którzy nazywają się jednocześnie metafizykami i sceptykami naukowymi, może nawet scjentystami.

        Są też inne filozoficzne słówka jak epistemologia, dosł. teoria poznania lub wiedzy – ang. Theory of Knowledge; tak się nazywają niektóre kursy przed maturami międzynarodowymi, ang. IB. To długie, sześciosylabowe słówko można by skrócić do „epistemika” – Google znajduje kilka wystąpień.

        Polubienie

  2. Dobry tekst. Fragment o samokontroli przypomina o klasyce, np.:

    1. klasyce psychologii: „chcę, a nie muszę”;
    2. klasyce stoicko-religijnych aforyzmów jak cytat z Reinholda Niebuhra.

    Ludzie jak zwykle wynajdują znowu koło i jeszcze sobie przypisują autorstwo. Widocznie nie odrobili lekcji z historii ani z filozofii – ale na szczęście jest zdrowa moda na upamiętnianie stoików. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Tarnoob Anuluj pisanie odpowiedzi