O etyce

Artykuł omawia etykę jako kluczowe narzędzie w podejmowaniu decyzji oraz rozwijaniu moralności. Podkreśla znaczenie hierarchii wartości i praktyk etycznych. Przez ćwiczenia, takie jak przegląd siebie czy analizowanie przekonań, można stać się lepszym człowiekiem. Stoicyzm kładzie nacisk na dobro ogółu jako miarę etycznych działań.

Dzisiejszy artykuł jest poświęcony sztuce rozróżniania dobra od zła — etyce. Nie będę zajmował się nawracaniem was na konkretny system etyczny, choć przedstawię etykę stoicką, chcę zastanowić się, jak etyka wpisuje się w proces podejmowania decyzji, oraz jak można etykę ćwiczyć i rozwijać.

Nim zaczniemy, chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt: etyka nie jest dana raz na zawsze. Tylko dlatego, że mamy etykę nie znaczy, że mamy dobrą etykę i że nie moglibyśmy mieć lepszej. Tak jak logika wymaga szkolenia się w sposobach dowodzenia i w unikaniu błędów logicznych, tak jak fizyka wymaga zgłębiania wiedzy o świecie i ćwiczenia w unikaniu błędów poznawczych, tak etyka wymaga budowania wiedzy o skutkach naszych działań i praktykowania rozwiązywania etycznych dylematów. Zdolność rozróżniania dobra od zła nie jest nam przyrodzona, jeśli chcemy ją posiąść, powinniśmy się w niej ćwiczyć!

Część 1: Etyka w procesie podejmowania decyzji, czyli prymat wartości 

         Najważniejszym przejawem etyki jest nasza hierarchia wartości, która jest odzwierciedleniem tego, co uważamy za dobre i złe. Za każdym razem, gdy odwołujemy się do niej, odwołujemy się do zasad etycznych. Etyka jest podstawowym narzędziem do modyfikowania i oceniania wartości. W moim rozumieniu „ważność” jest bardzo zbliżona do etycznego „dobra”, to co jest „dobre”, jest też „ważne”. Spójrzmy na to z perspektywy mojej uaktualnionej (w stosunku do tego artykułu) hierarchii wartości:
wolność,
rozwój,
relacje,
twórczość,
praca. 
Wolność jest dla mnie ważna, ale jest też dobra, życzę innym ludziom, by byli wolni i czyniąc coś, co przydaje wolności mi albo bliźnim, czynię coś dobrego. Świat jest lepszym miejscem, jeśli zamieszkujący go ludzie mają więcej wolności.
Uwaga na marginesie: Kontrując z wyprzedzeniem argumenty typu: „mordercę też chcesz uwolnić z więzienia?”, odpowiem: nie, nie chcę. Wolność jest wartością i jest dobrem, ale nie jest absolutem. Wolność ma bilans: uwolnienie mordercy, daje mu więcej wolności, ale odbiera wolność społeczności, w której się znajdzie – bilans takie aktu jest ujemny.
Zatrzymam się tutaj i nie będę przechodził przez pozostałe punkty. Mam nadzieje, że przykład dwóch pierwszych pozwoli wam uogólnić rozumowanie na pozostałe. Jeśli któryś z nich będzie niejasny, zachęcam do zainicjowania dyskusji!
Uwaga na marginesie: Rozwój, tak jak i wolność nie jest absolutem, a nie każdy zysk i przyrost jest rozwojem.

                Poza hierarchią wartości, czy etyka ma inne role w procesie podejmowania decyzji? Nie wydaje mi się. W artykule o podejmowaniu decyzji zasugerowałem, że etyka wpływa na punkt (5), czyli: ”zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji”.
To punkt, w którym bryluje hierarchia wartości. Pomniejszy wpływ etyki przejawia się w innych aspektach, ale nie jest w nich decydujący. Ma rolę w procesie oceniania decyzji, wynikającą również z zastosowania hierarchii wartości.
Tutaj chciałbym przestrzec przed powszechnym błędem: nie stosujcie etyki do oceny faktów! Nie oceniajcie tego co się przydarza w kategoriach dobra i zła. Decyzje mogą być dobre i złe, przypadki losowe nie mogą. To czy pada deszcz, czy świeci słońce, nie jest ani dobre, ani złe. Decyzja czy wziąć parasol z domu, może być dobra lub zła. Nie oceniajcie rezultatów działań swoich i innych w kategoriach dobra i zła. To, że odpalony fajerwerk trafił kogoś w oko, nie jest dobre ani złe. Decyzja o odpaleniu fajerwerku była dobra lub zła.
Unikajcie oceniania decyzji innych ludzi w kategoriach dobra lub zła. Nigdy nie posiądziecie pełnego stanu wiedzy osoby decydującej, wasza ocena obarczona będzie ryzykiem błędu. Uczcie się na decyzjach innych, ale miejcie na uwadze ryzyko omyłki. Oceniajcie swoje decyzje, ale nie po to, by wystawić sobie ocenę, ale by wyciągać wnioski.
Podsumowując, etyka jest potężnym narzędziem niezbędnym dla naszego funkcjonowania. Jej użyteczne zastosowanie jest jednak bardzo wąskie, a nadużywana jest powszechnie. Warto byśmy zwracali uwagę jak sami używamy etyki.

Część 2: Ćwiczenia etyczne, czyli jak stawać się nieco lepszym człowiekiem

                W tej części przedstawię kilka ćwiczeń. Które przyszły mi do głowy w kwestii moralności. Przyznam, że nie trafiłem nigdy na podręcznik ćwiczeń moralnych, z którego mógłbym czerpać. Ten tekst nie ma ambicji, by się takim podręcznikiem stać, ma jedynie dać kilka punktów do przemyślenia i ewentualnego zastosowania.
Uwaga na marginesie: Tak, etyka to jest coś co definitywnie wymaga trenowania i doskonalenia!
Praca nad hierarchią wartości
Podstawowym elementem ćwiczenia się w etyce jest praca nad hierarchią wartości. Pierwszym elementem jest spisanie naszej hierarchii wartości, to będzie materiał, na którym będziemy ćwiczyć i z którego będziemy korzystać.
Kolejnym krokiem jest powtarzanie tego co zanotowaliśmy jak mantry – zapamiętujemy, utrwalamy nasze wartości. Musimy je mieć na podorędziu w każdej sytuacji, a to wymaga nauki.
Następnie poddajemy jej elementy analizie – staramy się wyrazić w jasny sposób, co czyni je dobrymi oraz jakie płyną z nich korzyści dla nas i dla innych.
Zmieniamy ją, kiedy to jest to konieczne: gdy natrafimy w życiu na większą wartość, kiedy w naszym życiu zajdzie zmiana, jeśli zrozumiemy, że myliliśmy się co do tego co jest dobre.
Po każdej zmianie zostawiamy przestrzeń na utrwalenie nowych wartości, a następnie wracamy do analizy. Ten proces będzie nam towarzyszył całe życie.
Z mojej praktyki, dobrym przedziałem czasu w pracach nad hierarchią wartości jest kwartał. Sam staram się dokonywać przeglądów moich wartości co trzy miesiące. Przy czym przegląd nie musi oznaczać modyfikacji, czasem jest po prostu pogłębieniem zrozumienia.

Przegląd siebie
Przegląd siebie (inaczej rachunek sumienia) to filozoficzne ćwiczenie, polegające na poddawaniu swojego funkcjonowania codziennej refleksji. Zwykle praktykowany jest dwa razy dziennie: rano jako ćwiczenie planowania i przemyślenie co nas dziś czeka, i wieczorem jako czas na podsumowanie naszych działań w mijającym dniu.
To narzędzie spełnia wiele funkcji w pogłębianiu naszego zrozumienia siebie, jedną z nich jest konfrontowanie naszych działań z wartościami, rozstrzyganie czy nasze decyzje było dobre, czy złe.
Nie chodzi tu o tworzenie okazji do karania lub nagradzania samego siebie, nie chodzi o rozpamiętywanie i użalanie się nad sobą. Chodzi o wyciągnięcie wniosków, o zrozumienie, dlaczego postąpiliśmy tak jak postąpiliśmy, zaobserwowaniu naszych decyzji, które chcemy w przyszłości zmienić i zaplanowanie tej zmiany. Przegląd siebie sięga w przyszłość, ten poranny w oczywisty sposób, ten wieczorny, mimo że jego pożywką są przeszłe wydarzenia, bo jego celem jest lepsze funkcjonowanie w przyszłości.
Konsekwentne stosowanie tego ćwiczenia daje dane do modyfikacji i ulepszania naszego rozumienia etyki. Możemy dostrzec pewne powtarzające się wzorce i zapytać: czy w nich jest dobro, czy zło? Jeśli dobro, to jakie jest ich miejsce w mojej hierarchii wartości? Jeśli zło, dlaczego je czynie? Szczególnie to drugie pytanie, może nam uzmysłowić luki w naszej moralności. Może naświetlić nam, iż świadomie lub podświadomie cenię sobie rzeczy, które są moralnie bez wartości (bogactwo, sława) i zaniedbuje dobro, by za nimi gonić.
Przegląd polecam uprawiać codziennie, a właściwie to dwa razy dziennie. Zachęcam do uczynienia go częścią waszej porannej i wieczornej rutyny!

Przegląd wspomnień i przekonań
Podążając przez życie gromadzimy wspomnienia i przekonania. Te pierwsze to zapisy momentów naszego życia, to co zapamiętaliśmy z przeszłości. Te drugie to wewnętrzne opinie, wyrabiane na różne tematy, które w pewnym momencie uznaliśmy za poprawne i które uczyniliśmy naszą regułą.
Mam dwie złe wiadomości: pierwsza, to, że nasze wspomnienia są marnym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie ma nic co pamiętamy dokładnie tak jak się wydarzyło. W najlepszym przypadku nasze wspomnienie jest prawdziwe, ale brakuje mu szczegółów, w najgorszym wypadku, wspomnienie, które dla nas jest nieodróżnialne od prawdy, jest fabrykacją i nigdy się nie wydarzyło. Tak, ty też masz takie wspomnienia!
Druga zła wiadomość, to wiele naszych głębokich przekonań nie ma uzasadnienia logiczne i osadzenia w prawdzie. Gromadziliśmy je od dzieciństwa, większości z nich nigdy nie poddawaliśmy krytyce, wiele siedzi cichutko w naszej podświadomości. Takie które miały sens dla bystrego siedmiolatka, ale dla rozsądnego czterdziestolatka są szkodliwe. Jednak wciąż owym czterdziestolatkiem kierują. Cześć z nich jest niemoralna i ich korekta poprawi naszą etykę.
To ćwiczenie jest nastawione na poddawanie naszych wspomnień i przekonań krytycznej analizie. Jeśli chodzi o wspomnienia to pomocne jest konfrontowanie ich z wersją innych świadków, z zapisami na zdjęciach, w pamiętnikach i na wideo – mała praca detektywistyczna. Można też próbować szukać luk logicznych w strukturze wspomnienia, ale nie wiem, czy to działa, sam tego nie praktykuje.
Ciekawiej jest w przypadku przekonań. Tutaj proces wygląda następująco:
1. Musimy zidentyfikować, że posiadamy przekonanie. Uważność na siebie i swoje stany emocjonalne jest w tym bardzo przydatna. Kluczowa jest rola przeglądu siebie, gdy możemy zanalizować sytuację i zadać sobie pytanie: skąd się wzięła dana emocja? Dlaczego poczułem to co poczułem? To zbliża nas do identyfikacji przekonań.
2. Kiedy już wiemy o czym jesteśmy przekonani, przychodzi czas na analizę naszego przekonania. Wychodzimy z pozycji sceptyka, czyli zakładamy, że przekonanie jest błędne i próbujemy udowodnić jego fałszywość – szukamy dziury w całym. Jeśli jest faktycznie całe, to jej nie znajdziemy i możemy przekonanie zachować. Jednak czasem dojdziemy do wniosku, że nie potrafimy uzasadnić tego o czym jesteśmy dogłębnie przekonani.
3. W takim przypadku odrzucamy je. To nie jest jednorazowy akty, to proces. Podobnie jak z utrwalaniem hierarchii wartości, polegamy na powtarzaniu argumentacji (inne metody zapamiętywania mile widziane). Kontrolujemy swoje zachowania, jesteśmy uczuleni na efekty działania przekonania, które chcemy wyeliminować, zatrzymujemy je, jeśli możemy, lub zapamiętujemy i analizujemy podczas przeglądu.
Warto pamiętać, że na zmianę przekonań potrzeba czasu. Nie zniechęcajcie się, jeśli nie uda się od razu. Tego typu ćwiczenie można praktykować z terapeutą, szczególnie z nurtu terapii poznawczo-behawioralnej. Nie bierzcie za dużo na raz, analizujcie jedno przekonanie miesięcznie, może mniej.

Wzorzec do naśladowania
Nad ostatnim punktem nie będę się rozwodził, jest dość jasny. Chodzi o znalezienie dla siebie kogoś, kto będzie wzorcem do naśladowania pod względem moralności. Zadajcie sobie pytania: czy jest ktoś, kogo kręgosłup moralny mi imponuje? Czy chcę wzorować się na czyjeś moralności? Może tylko na pewnych aspektach? Nikt nie jest w końcu doskonały.
Kiedy macie coś zrobić, podjąć decyzję, zastanówcie się co by zrobił wasz wzór i podążajcie za odpowiedzią!
Nie muszę wam mówić, że ćwiczenie to niesie za sobą ryzyko, jakim jest nieodpowiednie dobranie wzorca. Nie bądźcie ślepi w swoim naśladowaniu, kwestionujcie, żeby nie wpaść w jakąś moralną kabałę.
Według mnie najlepszymi wzorcami są ludzie dawno zmarli, bo nie ma większych szans, że czymś nas zaskoczą. Rozumiem natomiast, jeśli ktoś potrzebuje osoby żywej i obecnej, z którą mógłby się bardziej utożsamić.
Co jakiś czas, może raz do roku, zastanówcie się, czy wasz wzorzec nadal jest dla was aktualny, nie musi to być jedna osoba na całe życie.

Część 3: Etyka stoicka, czyli co na to Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”
Marek Aureliusz, „Rozmyślania”

                Przejdźmy na zakończenie do konkretnego systemu moralnego, mianowicie tego reprezentowanego przez stoicyzm klasyczny i współczesny. Moralność stoicka może być nieco zaskakująca dla kogoś, kto jest zaznajomiony jedynie z potocznym znaczeniem słowa „stoicyzm”, które kojarzy się z kimś obojętnym na innych, bezemocjonalnym, kto nie potrzebuje i nie chce innych ludzi. Jak głęboko fałszywe jest to wyobrażenie, niech świadczy właśnie stoickie rozumienie etyki.
Marek Aureliusz wyraża swoje rozumienie tego, co dobre i złe w drugim punkcie cytatu:

„[…]działa tylko dla dobra powszechnego”.

Nie jest w tym odosobniony, wszyscy starożytni stoicy kładą nacisk na działania dla powszechnego dobra. Coś jest dobre, bo jest dobre dla ogółu. Coś jest złe, bo jest złe dla ogółu. Choć jesteśmy jednostkami, każde z nas ma sferę decyzji, która zależy tylko od niego i którą tylko ono może zmieniać, to jednak ze swoimi decyzjami nie poruszamy się w próżni. Jesteśmy zanurzeni we wszechświecie, o którego kształcie informuje nas fizyka, i jesteśmy zanurzeni w społeczności ludzkiej. Potrzeby społeczności są naszymi potrzebami, to co jest dobre dla społeczności jest i dobre dla nas. Jeśli wydaje ci się, że uczynek, który przyniesie ci zysk, ale zaszkodzi twojemu otoczeniu, jest dobry – mylisz się. Krzywdę wyrządzaną innym wyrządzamy także sobie. Kiedy kogoś zamordujesz, ten ktoś straci życie, ty stracisz czyste sumienie i spokój ducha.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym i powodzenie stada jest kluczowe dla naszego jednostkowego przetrwania i rozwoju. Prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: kwitnące jednostki są dobre dla stada. Długofalowe, trwałe korzyści dla jednostek i społeczności płyną ze wzajemnego wznoszenia się na wyższy poziom. Czynimy to, co dobre dla innych, by samemu uzyskać dobro od innych.
Wiemy jednak, że wzajemność nie zawsze stanie się faktem, czasem zamiast dobra, od drugiego człowieka otrzymamy zło. Tak bywa, nadal warto czynić innym dobro, bo to, co zabiegamy, to nie pewność odwzajemnienia, ale większe prawdopodobieństwo odwzajemnienia. Kto szuka gwarancji w tym układzie, szybko się do niego zniechęci, może nawet zdecydować się na czynienie zła i uzyskiwanie swojej „pomyślności” kosztem innych. Pamiętajcie, karma nie wraca, karma ma pewne prawdopodobieństwo powrotu. W naszym interesie jest to prawdopodobieństwo zwiększać.
Jawnymi przejawami dobra są: nauczanie innych, pomoc potrzebujący, budowanie infrastruktury korzystnej dla ogółu, nakarmienie głodnych, pocieszenie strapionych i wiele innych.
Manifestacjami zła są: pozbawianie innych środków do życia, szkodzenie życiu i zdrowiu innych (i swojemu), pogarda dla innych, odbieranie innym głosu i miejsca, poniżanie, okłamywanie dla własnego zysku i wiele innych.

                Spróbuję teraz podsumować moje rozumienie etyki stoickiej:
1. Dobrem jest czynienie tego, co korzystne dla ogółu.
2. Złem jest czynienie tego, co dla ogółu szkodliwe.
3. Rozwój jednostki jest korzystny dla ogółu, o ile nie odbywa się kosztem innych.
4. Dobro, które czynimy, zwiększa naszą szansę na uzyskanie dobra w odpowiedzi.
5. Rzeczy materialne nie są ani dobre, ani złe, dobre i zło tkwi w decyzjach.                
Ostatni punkt listy jest najważniejszy i najtrudniejszy do zaakceptowania we współczesnych czasach.
Nie jest dobrym posiadać dużo pieniędzy. Można podjąć dobre decyzje jak posiadane pieniądze wykorzystać dla dobra ogółu, ale nie ma wartości w samym majątku.
Jest dobro w podejmowaniu decyzji zabezpieczających mój byt, niosą dach nad głową i niezbędne pożywienie. Nie ma nic dobrego ani złego, w posiadaniu wielu domów i ogromnych zapasów jedzenia.
Jest zło w decyzji, by odebrać od ust innemu, dla napełnienia swoich.
Jest dobro w dzieleniu się swoim powodzeniem: rozdawaniu swoich bogactw, oddawaniu swoich dodatkowych domów tym, którzy ich potrzebują.
Nie ma dobra w posiadaniu, ale jest wiele dobrych decyzji, jak wykorzystać to, co posiadamy!

6 myśli na temat “O etyce”

  1. Hej,

    fajny i potrzebny tekst. Wydaje mi się, że warto pogłębić szczególnie dwie kwestie, które poruszyłeś.

    Napisałeś, że „tylko dlatego, że mamy etykę nie znaczy, że mamy dobrą etykę i że nie moglibyśmy mieć lepszej” – jak w tym kontekście powinniśmy spoglądać na moralność? Ocena cudzej moralności jest niewątpliwie bardzo trudna – będzie się ona różnić pomiędzy ludźmi i nie oznacza to, że jedna będzie gorsza, a druga lepsza (choć oczywiście może tak być). Nawet jeśli co do kwestii ogólnie społecznie przyjętych w dzisiejszym społeczeństwie mamy raczej „zgodę”, nadal pojawiają się tematy takie jak aborcja, in vitro czy eutanazja, które są zarzewiem konfliktów – no właśnie, natury etycznej czy moralnej? Oceniamy zasady ogólne w postaci etyki czy ich przełożenie na konkretne zakazy i nakazy moralne? Czy w kontekście tego powinniśmy wzruszać podwaliny etyki, czy raczej starać się lepiej ocenić, czy konkretna zasada etyczna prawidłowo odzwierciedla się w naszej moralności?

    Moim zdaniem odpowiedź na powyższe pytania zależy od tego, jak rozumiemy etykę – czy jako zbiór zasad, którymi należy się kierować, niejako ustalony w danej społeczności, czy jako zbiór takich zasad, który każda jednostka wykształca indywidualnie. A może powinniśmy wprowadzić tu pewną dychotomię – dysponujemy zarówno etyką „społeczną”, jak i „indywidualną”, przy czym działają one na różnym poziomie ogólności? A może jeszcze inaczej – etyka indywidualna każdego człowieka składa się z podzbiorów różnych „etyk” grup społecznych, w których funkcjonujemy? Etyka uczniowska uważa podpowiedzenie koledze na sprawdzianie za czyn moralny, podczas gdy etyka nauczycielska z pewnością nie. Nawet na przykładzie etyki stoickiej, który przedstawiłeś, wyraźnie widać, że etyka formułuje pojęcia, które można interpretować różnie – kto jest „ogółem”, co jest „rozwojem” i jak ocenić, co jest „korzystne”.

    Zapewne dokonuję tu w tej chwili jakiegoś filozoficzno-socjologicznego bluźnierstwa, ale moim zdaniem temat jest nieco bardziej skomplikowany i nie powinniśmy przyjmować, że każdy człowiek powinien pracować nad swoją etyką jako nad zbiorem reguł, którymi się kieruje, samodzielnie, bez ograniczenia zakresu zasad, których to dotyczy – po pierwsze dlatego, że staje się w ten sposób niedostosowany społecznie (pomijając już kwestię tego, czy etyka społeczna jest prawidłowa), a po drugie dlatego, że może popełnić błąd poznawczy na fundamentalnym poziomie (jak np. ludzie inspirowani Nietzschem pokroju Nathana Leopolda i Richarda Loeba, których wcale nie brakuje).

    Drugi temat to kwestia wzorów do naśladowania – temat skrajnie niebezpieczny i pułapka, w którą łatwo wpaść, co zresztą słusznie podkreśliłeś. Wspomniałeś, że osoby, które dawno zmarły, raczej nas nie zaskoczą – ale też marne mamy szanse na sprawdzenie, czy same w życiu kierowały się swoimi zasadami czy też dopytanie, jak je rozumiały. Typowe południowoamerykańskie „what would Jesus do” prowadzi też do usprawiedliwiania zachowań niekoniecznie prawidłowych autorytetem osoby, która nie może ich zakwestionować – i tym samym utwierdzania jednostki w poczuciu moralnej wyższości.

    Podsumowując, generalnie zgadzam się z Twoim tekstem, uważam go za wnikliwy i pomocny, ale uważam też, że trzeba jednak postawić pewną granicę jeśli chodzi o wzruszanie zasad, którymi kierujemy się w życiu – są zasady etyczne, których wzruszenie prowadzi do problemów nie tylko natury psychicznej, ale też społecznej, o czym świadczą setki przykładów z historii, zaczynając od Holocaustu, a kończąc na sektach, których przywódcy zostali mylnie wybrani za „wzory do naśladowania” przez ludzi chcących pracować nad swoją moralnością.

    Polubienie

    1. Witam!
      Dziękuje za fascynujący komentarz!
      Odnosząc się do punktu drugiego, tutaj doskonale rozumiem, a nawet się zgadzam. Autorytety są ryzykowne i należy z nich korzystać z umiarem. Przyszło mi na myśl, że bezpieczniej jest mieć kilka autorytetów, które wzajemnie dla siebie będą stanowić przeciwwagi.
      Punkt pierwszy, rozumiem, wydaje mi się, co masz na myśli, ale się nie zgadzam. Dodam: niestety się nie zgadzam, bo wolałbym się móc z Tobą zgodzić. Jednak nie mogę i spróbuje umotywować dlaczego.
      Wolałbym się zgodzić, bo chciałbym, by istniały wspólne i niepodważalne zasady etyczne i wynikające z nich normy moralne, ale nie widzę przekonującego dowodu na ich istnienie. Nie ma w mojej opinii rdzenia moralnego wspólnego wszystkim ludziom, na którym moglibyśmy się oprzeć jak na fundamencie. Zarówno etyka, jak i moralność są konstrukcjami ludzkiej myśli, mogą być zbudowane lepiej, gorzej, lub po prostu inaczej. Budowane są między innymi w procesie podważania i kwestionowania tego, co zastane i tego, co wydaje się oczywiste.
      Jeśli idzie o systemy etyczne, to funkcjonuje ich wiele: etyka judeochrześcijański, humanistyczna, islamska, buddyjska, stoicka etc. Niektóre z nich różnią się jak dzień i noc, inne mają wiele punktów wspólnych. Każdy z nich wywodzi swój zestaw zasad moralnych. Tu optymistycznie można by powiedzieć: no tak i jest wiele punktów wspólnych między moralnościami: nie zabijaj, nie kłam, nie kradnij etc. Co ma dowodzić, że jest jakiś wspólny uniwersalny rdzeń moralny. Ten argument to moim zdaniem fałszywa równoważność, te pojęcia mają odmienne znaczenia w różnych systemach etycznych i zrównywanie ich jest błędem. Czasem „nie zabijaj” oznacz — nie zabija, no, chyba że w majestacie prawa. Czasem oznacza, nie zabijaj, no, chyba że ktoś nie wierzy w twojego Boga.
      „Napisałeś, że „tylko dlatego, że mamy etykę nie znaczy, że mamy dobrą etykę i że nie moglibyśmy mieć lepszej” – jak w tym kontekście powinniśmy spoglądać na moralność?”
      Do tego pytania: bardzo podobnie jak na etykę, może nawet kropka w kropkę. Wezmę siebie za przykład. Zostałem wychowany w etyce i moralności judeochrześcijańskiej, z grubsza rzecz ujmując. Na poziomie etycznym już dawno temu odrzuciłem ten system, moja etyka jest obecnie etyką stoicką. Jednak moja moralność w niemałym stopniu pozostaje judeochrześcijańska i dopiero przechodzę przez proces, przekształcania mojej moralności na stoicką. Czasem jest to kwestia nowego uzasadnienia dla takiej samej zasady moralnej, czasem oznacza całkowite zasady lub wprowadzenie nowej.
      Chciałbym jeszcze chwilę pobębnić, dlaczego uważam, że podważanie zasad etycznych jest tak istotne. Rozważmy przykład osoby wychowanej w systemie komunistycznym, w rygorze etyki i moralności materialistycznej. Jedyną szansą dla takiej osoby, by wyrwać się z błędów takiego systemu, jest podważać i kwestionować to, co zostało jej wpojone jako etyczne i moralne. Nie możemy być pewni, bez kwestionowania, czy to właśnie z tej moralności, w której funkcjonujemy, nie warto się wyrwać.
      Kolejny przykład to niewolnictwo. Wiele wspomnianych wyżej systemów etycznych, gdyby cofnąć się kilkaset czy kilka tysięcy lat, uzasadniało istnienie niewolnictwa jako czegoś moralnego. Potrzeba było niemałego wysiłku intelektualnego, by zakwestionować te uzasadnienia. Doszło do przemian, niekiedy gwałtownych i krwawych i dziś żaden ze znaczących systemów etycznych nie akceptuje (przynajmniej w pełni i oficjalnie) niewolnictwa. Kto nam zagwarantuje, że jedno z naszych moralnych przekonań, co do którego dziś nie mamy wątpliwości, nie jest współczesnym odpowiednikiem niewolnictwa?
      Testowanie, podważanie etyki i moralności jest niezbędne do jej rozwoju. Czasem to podważanie prowadzi do zbrodni nazizmu, czasem do oświecenia abolicjonizmu, czy sufrażyzmu. Nie wiem, czy jedno bez drugiego może istnieć, choć powinniśmy robić wszystko, by nasze poszukiwania nie doprowadziły do opłakanych skutków.
      Nadzieją jest, iż nasze etyki i moralności zmierzają w dobrą stronę (cokolwiek miałoby to znaczyć), ale nawet i na to gwarancji brak.
      Perspektywa na rozwiązanie czy złagodzenie tego dylematu kryję się w twoim drugim akapicie zaczynającym się od zdania: „Moim zdaniem odpowiedź na powyższe pytania zależy od tego, jak rozumiemy etykę – czy jako zbiór zasad, którymi należy się kierować, niejako ustalony w danej społeczności, czy jako zbiór takich zasad, który każda jednostka wykształca indywidualnie”, jest to niezwykle celny i trafiające w sedno. Potrzebna jest nam dychotomia, bo z jednej strony potrzebujemy czegoś trwałego, na czym możemy budować społeczeństwo, z drugiej strony potrzebujemy przestrzeni do podważania i eksperymentowania, które przynosi rozwój. Dychotomia, którą proponuję, zaczerpnę prosto z tekstu „O fizyce” i z metody naukowej. Potrzebujemy paradygmatów moralnych i etycznych, czyli pewnych myśli i twierdzeń, które wprawdzie nie są całkowicie niewzruszone, ale są niezwykle trudne do obalenia. Nie wiem, czym by one były w etyce, ale w moralności mogłyby to być właśnie „nie zabijaj”, „nie kradnij”, „nie kłam”. Naszych paradygmatów będziemy bronić, ale jak ktoś przedstawi wystarczająco silne dowody przeciwko nim, to je porzucimy. Owe paradygmaty otoczone są ławicami pomniejszych zasad etycznych i moralnych, które tak jak teorie w nauce, powstają, są testowane, obalane, modyfikowane na bieżąco i to one są przestrzenią do indywidualnego rozwoju etycznego.

      Polubienie

      1. Dzięki za rozbudowaną odpowiedź.

        Po jej lekturze mam wrażenie, że nasze poglądy w tej kwestii wcale nie są aż tak zróżnicowane jak Ci się wydaje – po prostu należy „postawić kreskę” między „etyką uniwersalną” (stanowiącą de facto podwaliny dla prawa naturalnego) a etyką wykształconą przez określone kręgi kulturowe, a niżej – społeczności, warstwy i grupy społeczne czy nawet pojedyncze rodziny. Dlaczego uważasz, że samo „nie zabijaj”, czy też raczej – „zabijanie jest złe” (w myśl wskazania, że etyka to zbiór ogólnych prawd, a dopiero moralność wyprowadza z nich konkretne zakazy i nakazy) nie jest składnikiem etyki uniwersalnej? Co z „wolność jest dobra”? „Rodzina jest ważna”? „Krzywdzenie innych członków społeczności jest złe”? To zasady, które etyka kulturowa doprecyzowuje, dodaje swoje „ale”, niekiedy nawet wypacza, lecz pozostają wspólnym trzonem większości z nich i chyba śmiało można powiedzieć, że działały zanim zaczęły tworzyć się pierwsze cywilizacje, ba! są nawet uznawane przez niektóre, co inteligentniejsze, zwierzęta, które nie godzą się, by w ich stadach funkcjonowały osobniki nadmiernie agresywne. Żadne istniejące społeczeństwo nie wykształciło etyki, według której zabijanie innych jej członków dla zysku jednostki bądź w ogóle bez powodu byłoby społecznie akceptowalne.

        Możemy to nazwać instynktem czy naturą ludzką, ale prawda jest taka, że wychowani bez judeochrześcijańskich czy jakichkolwiek innych „wtórnych” podstaw etycznych ludzie (mam szczerą nadzieję) nie wyrośliby nagle na stado seryjnych gwałcicieli i morderców – mamy wręcz na to dowody, bo przecież jakoś dotarliśmy do obecnego poziomu rozwoju cywilizacji.

        Pisząc więc o tym, że kwestionowanie CAŁEJ dostępnej nam warstwy etycznej nie powinno być naszym punktem wyjścia do doskonalenia siebie mam na myśli to, że w ten sposób jesteśmy narażeni na utratę podstaw, korzeni, z których moglibyśmy wyprowadzać wnioski do zmian, które postulujesz. Bo patrząc krytycznie na wszystkie znane nam zasady etyczne – czym mamy się kierować? Własnym „poczuciem słuszności”? Czymże jest to „poczucie słuszności” jak nie uniwersalną etyką, z której kształtowały się wszystkie pozytywne przemiany społeczne, która kazała kwestionować wspomniane przez Ciebie niewolnictwo, która tworzy spory wokół aborcji, eutanazji i wojen religijnych? Czym są te czynniki ludzkiej natury, które pozwalają nam na te wszystkie dobre zmiany, jeśli nie tą właśnie nieuchwytną cząstką „etyki uniwersalnej”, instynktownej umiejętności rozróżniania dobra od zła?

        Polubienie

      2. Zgadzam się, że różnica zdań między nami nie jest wielka. Jest fundamentalna, ale to nie koniecznie oznacza, że jest istotna w praktyce 😊
        Tak jak rozumiem różnicę, to tkwi ona w tym, że to, co ty nazywasz „etyką uniwersalną” i jak rozumiem, uważasz za niepodważalne, ja chcę nazywać „paradygmatami etycznymi” i uważam, że w szczególnych wypadkach mogą być podważane.
        Chciałem zwrócić uwagę na dwa konkretne aspekty.
        Pierwszy odnosi się do zdania „Krzywdzenie innych członków społeczności jest złe”, to faktycznie wydaje mi się być bardzo naturalną zasadą. O ile mi wiadomo, wszystkie ludzkie społeczności ją kultywowały i wiele stadnych zwierząt ją podziela. Tej zasady nie ma wśród moich fundamentalnych zasad etycznych, jest wśród nich natomiast „Krzywdzenie innych jest złe”. To samo odnieść można do „Zabijanie jest złe”, zasada mająca poczesne miejsce wśród moich fundamentalnych zasad moralnych, podczas gdy naturalna zasada „Zabijanie członków mojej społeczności jest złe” jest dla mnie nieakceptowalna. Obie naturalne zasady dopuszczają krzywdzenie i zabijanie członków innych społeczności i większość ludzkich cywilizacji, plemion i narodów dopuszczało, dopuszcza i uznaje za moralne takie działania. Historycznie podbijanie innych plemion, mordowanie i niewolenie ich członków było akceptowane, promowane i wykonywane przez ludy i narody jak świat długi i szeroki. Do dziś zabijanie żołnierzy wroga na wojnie jest czynem uważanym za moralny, a przynajmniej niepodlegający karze.
        Zasada „Krzywdzenie innych członków społeczności jest złe” powinna być podważona i zastąpiona przez „Krzywdzenie innych jest złe”.
        Drugi, odnosi się do tych pytań:
        Bo patrząc krytycznie na wszystkie znane nam zasady etyczne – czym mamy się kierować? Własnym „poczuciem słuszności”?
        Czym są te czynniki ludzkiej natury, które pozwalają nam na te wszystkie dobre zmiany, jeśli nie tą właśnie nieuchwytną cząstką „etyki uniwersalnej”, instynktownej umiejętności rozróżniania dobra od zła?
        Powinniśmy się kierować, tak ja w nauce, połączeniem teorii i eksperymenty. Na podstawie przeszłych doświadczeń i rozumowań formułujemy teorię, co jest etyczne, wprowadzamy etykę w życie i konfrontujemy z eksperymentem. Ten eksperyment ma moim zdaniem charakter ewolucyjny, w sensie następuje selekcja naturalna idei. Społeczeństwa z „błędnymi” etykami nie przetrwają, wymrą lub zostaną zniszczone. To jest ten czynnik, który nie jest czynnikiem natury ludzkiej, tylko prawem natury, który pozwala na dobre zmiany w etyce i moralności.
        Jeszcze ostatni myśl, nieco ostrożniej teraz myślę o stwierdzeniu:
        „Żadne istniejące społeczeństwo nie wykształciło etyki, według której zabijanie innych jej członków dla zysku jednostki bądź w ogóle bez powodu byłoby społecznie akceptowalne”.
        Bo niezwykle istotny jest tu przymiotnik „istniejące”. Tutaj może pracować „selection baias”, mogło być wiele społeczeństw, które wykształciły etykę promującą zabijanie innych członków społeczności, ale istniały zbyt krótko (ze względu na swój niszczycielski charakter), by zostawić po sobie trwały ślad czy by przetrwać do czasów dzisiejszych. Można by się nawet pokusić o spojrzenie na nazizm w ten właśnie sposób – jako na idee tak wewnętrznie niszczycielską, że przetrwała niecałe dwadzieścia lat.

        Polubienie

Dodaj komentarz