Ofiara

Skupienie na tym, co negatywne, jest jedną z moich wad. Wiele czasu poświęcam rozmyślaniom o najgorszym możliwym przebiegu wydarzeń. To mnie paraliżuje przed podjęciem działania. Sprawia, że w rozmowie bywam przygnębiający dla interlokutora. Na najbardziej błękitnym niebie odnajdę tę jedną chmurkę, następnie głęboko się nad nią zadumam, by po chwili opowiadać o niej wszystkim, którzy akurat korzystają ze słońca.

Moje ulubione tematy związane są z trudem, cierpieniem i wojną. Fascynują mnie ludzkie słabości, przewinienia, zbrodnie. Jestem przekonany, że to one zbliżają ludzi. Łączę się z innymi, afiszując swoje cierpienie i szukając wspólnych przestrzeni bólu.

Tekst jest drugą częścią trzyczęściowego cyklu artykułów. W poprzednim odcinku rozważałem moje zaangażowanie w relacje oraz to, jak mogą trwać pomimo trudności. W tym odcinku pokażę, jak trudności stają się narzędziem budowania więzi. W kolejnym dokonam syntezy tych dwóch biegunów.

W tym artykule przeprowadzę was przez jeden z aspektów mojego funkcjonowania w relacjach. Tekst ma charakter autoterapeutyczny i jego głównym celem jest przedstawienie moich doświadczeń. Zasygnalizuje kontekst psychologiczny, ale nie jest to moim priorytetem. Pomimo tego nie wątpię, że wielu z was odnajdzie elementy własnego doświadczenia w tym, o czym będę pisał, i skorzysta z tego tekstu jako inspiracji do refleksji nad własnym bytem.

Przykład

Jestem alkoholikiem. Lubię o tym mówić dużo i często. Lubię o tym mówić, bo to wzbudza współczucie. To nie jest jedyny powód — ważne jest edukowanie innych o chorobie; im więcej osób wie, tym bezpieczniej dla mnie. Zrzucenie tego z siebie jest autoterapeutyczne. Ale jest to też poważna choroba, wokół której można budować mitologię cierpienia.

Uważam, że jako trzeźwy alkoholik jestem w lepszym położeniu — w lepszym miejscu w życiu — niż osoby nieuzależnione, które piją alkohol. W relacjach z pijącymi czuję raczej współczucie niż zazdrość. Czyli alkoholizm to nie jest dobra płaszczyzna poszukiwania współczucia?

Ależ jest! Bo w łowieniu współczucia nie jest ważne to, co myślę ja, lecz to, co myśli druga strona. A w naszym społeczeństwie niepijący, lub ci, którzy nie mogą pić, wciąż są postrzegani jako osoby dotknięte brakiem. Gram na tym schemacie kulturowym i całkiem skutecznie łowię współczucie, niezależnie od moich poglądów na sprawę!

To brzmi skomplikowanie i schizoidalnie, ale uważam, że szukanie sympatii poprzez nawet wydumane choroby i braki jest konsekwencją lękowych elementów mojego stylu przywiązania.

Skąd się to bierze?

Źródeł tego nastawienia doszukuję się w lękowym stylu przywiązania. W nim zorientowani jesteśmy na minimalizowanie zagrożeń dla relacji — obawiamy się ich nietrwałości. Doszukiwanie się wszędzie zagrożenia jest sposobem, by ich uniknąć, a zagrożenie, które dzielimy z innym, łączy.

Wspólne źródło strachu spaja relacje. Dzięki niemu jesteśmy bliżsi sobie — choć grozi nam coś z zewnątrz, nasza relacja jest bezpieczna. A o to chodzi w lękowym stylu przywiązania.

Nawet jeśli nie ma realnego zagrożenia, z tej perspektywy warto je wymyślić. Nie ma znaczenia, czy strach oparty jest na prawdziwych przesłankach — tak długo, jak w niego wierzymy, będzie nas łączył.

Element cierpienia także może służyć utrwaleniu relacji. Afiszowanie się cierpieniem jest sposobem, by wywołać u drugiej osoby potrzebę zaopiekowania się nami. Malując siebie jako słabych, skrzywdzonych, bezradnych, wywołujemy współczucie, które ma pogłębić i utrwalić relację.

Dlatego jedną ze strategii w relacjach jest ustawianie się w pozycji cierpiętniczej. Gramy kartą nieustannego narzekania, by skłonić bliskie nam osoby do pocieszania nas i oferowania pomocy. Możemy następnie tę pomoc przyjąć lub odrzucić — to mniej istotne — samo jej zaoferowanie umacnia relację.

Ograniczenia i wyjątki

Ograniczeniem dla mojego stawiania się w pozycji cierpiącej ofiary jest niechęć do okazywania słabości. Pisałem o niej poprzednio i jest efektem unikającego stylu przywiązania. To element mojej potrzeby pozostania niewidzialnym.

Widać, jak niekompatybilne są te dwa dążenia. Z moich obserwacji wynika, że zwykle górę bierze potrzeba udawania osoby pozbawionej słabości, więc ograniczam projekcję cierpienia.

To jednak nie eliminuje prób zbliżenia się poprzez korzystanie ze słabości czy cierpienia innych! Tę ścieżkę częściej niż drogę przez własną słabość zwykłem wybierać, gdy próbuję budować relację w lękowym stylu.

Jak to się objawia w relacjach?

Spójrzmy na kilka przykładów, które dostrzegam w swoich relacjach.

W rozmowach koncentruje się na niepowodzeniach i chorobach. Najbardziej wciągają mnie dyskusje o wszelkiego rodzaju trudnościom. Jeżeli cierpisz na jakąś chorobę, znajdziesz we mnie uważnego i empatycznego słuchacza. Chętnie pomówię o sposobach leczenia, zagrożeniach. Opowiem Ci o chorobach, które mnie trapią. To są moje tematy! Jak zazwyczaj jestem człowiekiem niewielu słów, tak o dobrej katastrofie mogę mówić godzinami.

To wiąże się z zamiłowaniem do narzekania. Kocham to! Jeśli mogę z kimś pomarudzić na to samo, jestem w siódmym niebie. Pogoda pod psem? Cudownie, porozmawiajmy o tym! Wysokie podatki? Mów mi jeszcze! Wokół wspólnego utyskiwania buduję bliskość i więź.

Może się zdarzyć, że będę próbował wciągnąć Cię do rozmowy o chorobach, niepowodzeniach i klęskach. Mogę przy tym być natarczywy, zbywać Twoje próby rozmowy o czymś pozytywnym, co Ci się udało. Wszystko dlatego, że oczekuję, iż ponura rozmowa bardziej nas zbliży. Można powiedzieć, że to pokręcony znak, że Cię lubię i szukam bliższej relacji.

Zakończenie

Wspólne cierpienie łączy ludzi — to stwierdzenie jest prawdziwe nie tylko w moim przypadku. Ja łączę się z ludźmi poprzez afiszowanie cierpienia i wyszukiwanie wspólnych bolączek.

Jednak tworzenie iluzji cierpienia, by generować bliskość, czy zapominanie o radości świata w powodzi narzekania, to zbyt daleko posunięte ekstremum.

W kolejnym artykule sprawdzimy, jak możemy znaleźć równowagę między zaangażowaniem a rolą ofiary.

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w krytyce logiki i struktury oraz w korekcie tekstu.

Jeden komentarz na temat “Ofiara”

Dodaj komentarz