O podejmowaniu decyzji

Codziennie podejmujemy wiele decyzji, często automatycznie, na podstawie nawyków, emocji lub preferencji. Proces decyzyjny jest złożony, obejmujący identyfikację opcji, zbieranie informacji i porównanie ich. Kluczowe są hierarchia wartości oraz świadomość, które wpływają na jakość podejmowanych decyzji. Ważne jest ich świadome ujednolicenie dla lepszych wyników.

Każdego dnia podejmujemy setki decyzji, są to głównie drobnostki: czy najpierw założyć lewy, czy prawy but? Czy zjeść na śniadanie płatki, czy kanapkę? Czy posłodzić herbatę, czy nie? Niewielki ułamek wymaga zaangażowani świadomości. Większość jest rozstrzygana przez nawyk, podświadome pragnienia, chwilowe emocje. Dysproporcja jest na tyle duża, że można zapytać przewrotnie: czy to ja podejmuje decyzję, czy decyzję podejmują mnie?
Tu może zaprotestujecie i powiecie, że ilość to jedno, ale ważniejsza jest jakość. Czyli decyzje, które są naprawdę istotne, podejmujemy świadomie. W teorii się zgadzam. W praktyce postrzegam to jako bardziej skomplikowane. Wiele decyzji ważnych podejmujemy poza zasięgiem świadomości. Nawet jeśli o niektórych z nich myślimy, to nie oznacza, że podejmujemy je świadomie.

Czym w ogóle jest decyzja? Jest wyborem jednej z wielu dostępnych opcji działania (brak działania jest działaniem). Opierając się na tej definicji, rozpiszę etapy procesu podejmowania decyzji:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.
To długa lista, skomplikowany proces. Jeśli mielibyśmy realizować go w pełni, za każdym razem, gdy decydujemy czy założyć najpierw lewy, czy prawy but, dotknąłby nas paraliż decyzyjny, nie moglibyśmy funkcjonować. Jednak decyzja o założeniu tego czy owego buta musi jakoś zapaść! To sugeruje, że istnieją mechanizmy kompresujące proces podejmowania decyzji. Spróbuje zaproponować kilka.

Rutynowe podejmowanie decyzji
Rano wychodzę z domu na tramwaj. Mam dwie drogi na przystanek, o bardzo zbliżonej długości. (1) Muszę podjąć decyzję, którą drogą iść. (4) Przez ostatni rok chodziłem jedną z tych dróg. (7) Wybieram tę samą drogę. (8) Idę wybraną drogą na tramwaj.
Rutynowe podejmowanie decyzji jest powszechne w naszym funkcjonowaniu i przypuszczam, że każdy, po chwili zastanowienia, wskazałby przykłady rutyn w swoim życiu. Którą ręką szczotkuje zęby? Chodzę lewą czy prawą stroną chodnika? W jaki dzień podlewam kwiatki? Który but zakładam najpierw?
Niektórych rutyn w naszym życiu jesteśmy świadomi, innych nie. Niektóre są dla nas korzystne, inne obojętne, a jeszcze inne szkodliwe.
Co do zasady, jeżeli jesteśmy świadomi rutyny, możemy ją zmienić, inwestując czas i wysiłek na wypraktykowanie nowej.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktur (2), (3), (5) i (6). Opieramy się tylko na przeszłym doświadczeniu, schemat rozumowania:
W podobnych sytuacjach podejmowałem dotąd decyzję X, więc i tym razem decyduję X.
Kiedy rutynowe decyzje zawodzą? Kiedy coś znacząco zmieniło się w stanie rzeczywistości. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że zawsze wyjmujemy kubek z szafki prawą ręką. Co się stanie, jeśli doznamy kontuzji prawej ręki, tak, że każde jej uniesienie, wywoła przykre odczucie bólu? Gdy rutynowo spróbujemy sięgnąć po kubek, sykniemy z bólu i zmienimy decyzję, sięgając po kubek lewą ręką.
Kto przechodził przez podobną sytuację, wie, jak długo rutyna potrafi się utrzymywać, nawet gdy mamy tak silne warunkowanie negatywne.

Emocjonalne podejmowanie decyzji
Szef miał do mnie pretensje o niedostarczenie raportu na czas. (1) Jestem zestresowany z tego powodu. (2) Mogę zjeść coś słodkiego albo wypić piwo. (7) Mam piwo w lodówce. (8) Wypijam piwo.
(1) Kolega nazwał mnie głupkiem. Czuję złość. (2) Mogę to zignorować lub nazwać go ch**em. (7) Czuję złość. (8) Nazywam kolegę ch**em.
Emocjonalne podejmowanie decyzji jest, przypuszczam, najczęstszym ze skrótów. Przykłady powyżej mają negatywne konotacje, ale sam mechanizm negatywny nie jest. W wielu przypadkach jest wyśmienitym sposobem na zaoszczędzenie mocy przerobowych mózgu.
Często źródło decyzji jest nieuświadomione w momencie jej podejmowania. Po czasie możemy być w stanie dostrzec emocjonalny charakter naszej decyzji.
Ten proces można zmienić na dwa sposoby: po pierwsze, zmieniając swoje reakcje emocjonalne, po drugie, przez trenowanie tworzenia przestrzeni na refleksję między emocją a decyzją, odraczanie działania.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (3), (4), (5) i (6). Przy czym punkt (2) jest zwykle zawężony – emocja powoduje tunelowe widzenie. Opieramy się na odczuwanej emocji i znanych sposobach jej rozwiązania:
Odczuwam emocję X, emocję X mogę rozładować w sposób Y albo Z, Y jest łatwo dostępny, robię Y.
Kiedy emocjonalne decyzje zawodzą? Kiedy natężenie emocji jest nieadekwatne do sytuacji, jest zbyt silna, lub zbyt słaba ze względu na okoliczności. Przykładowo, kiedy jestem zmęczony po długim dniu pracy, reaguje większym gniewem na drobną zaczepkę. Podobny rozdźwięk zachodzi też, gdy emocja pochodzi z innego etapu rozwoju, zwykle dzieciństwa. Zasadniczo wszelkie konflikty i zaburzenia w sferze emocji powodują zgrzyty w tym sposobie podejmowania decyzji.

Mechaniczne podejmowanie decyzji
(1) Jestem zestresowany po tygodniu pracy. (8) Wypijam czteropak piwa.
(1) Ktoś zwrócił na mnie uwagę podczas obiadu, złamał niewidzialność. (8) Chowam się za ekranem telefonu.
(1) Słyszę głośny huk podobny do huku wystrzału. (8) Rzucam się na ziemię.
Przez mechaniczne podejmowanie decyzji, rozumiem decyzje płynące z psychicznych mechanizmów. Mogą to być mechanizmy obronne, mechanizmy uzależnienia i inne. O ile mechanizm chroni przed prawdziwym niebezpieczeństwem, może być wartościowy. Zazwyczaj tak podejmowane decyzją są jednak niekorzystne.
Mechanizmy działają z podświadomości, można jednak uświadomić sobie ich istnienie, co stanowi podstawę do ich zmiany, jeśli jest konieczna.
Są dwa sposoby, by radzić sobie z mechanizmami: pierwszy, to unikanie wyzwalaczy mechanizmu. Drugi, praca nad dezaktywacją, albo likwidacją, mechanizmu.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (2), (3), (4), (5), (6) i (7). Opieramy się na odebraniu informacji o wyzwalaczu i natychmiastowym przejściu do reakcji Y:
Obserwuje wyzwalacz X, robię Y.
Kiedy mechaniczne podejmowanie decyzji zawodzi? Kiedy prawdziwe źródło zagrożenia już nie istnieje, na przykład, gdy żołnierz wrócił z wojny, jednak nadal reaguje gwałtownie na głośny huk. Także, jeśli zagrożenie nigdy nie istniało lub kiedy reakcja była od początku błędna, tutaj przykładem są mechanizmy uzależnienia prowadzące do zażywania substancji.

Preferencyjne podejmowanie decyzji
(1) Zatrudniam pracownika. (2) Mam do wyboru dwóch kandydatów. (3) Poznaje ich CV. Przeprowadzam rozmowy. (4) Porównuje wyniki z kandydatami i pracownikami z przeszłości. (5) Kandydaci mają bardzo zbliżone kwalifikacje. Rozmowy przebiegły podobnie. Jeden z kandydatów to mężczyzna, druga to kobieta. (6) Większość wyników jest zbliżona. Mężczyzn cenie wyżej niż kobiety. (7) Wybieram mężczyznę. (8) Zatrudniam mężczyznę.
Preferencyjne podejmowanie decyzji, może rywalizować z emocjonalnym pod względem częstości występowania. Polega ono na podejmowaniu decyzji na podstawie czy pod wpływem nieuświadomionych preferencji, korzystając z wcześniej zakorzenionych przekonań. Jest to skuteczny sposób na zaoszczędzenie mocy przerobowych mózgu, jest konieczny do naszego funkcjonowania, ale ma ogromny potencjał, by skłaniać nas do podejmowania błędnych i krzywdzących decyzji.
Preferencje są zazwyczaj nieuświadomione, choć bywa inaczej. Nawet w przypadku nieuświadomionych preferencji, można wykonać pracę, by je odkryć i zmienić.
Dwa sposoby, by radzić sobie z tym trybem podejmowania decyzji: jeden, to gdy podejrzewamy, że możemy mieć ukryte preferencje, zasięgnięcie drugiej opinii może być pomocne. Drugi to, odkrywanie swoich ukrytych uprzedzeń i preferencji i zmienianie ich, lub branie na nie poprawki przy podejmowaniu decyzji.
W ogólnym schemacie preferencyjne podejmowanie decyzji nie pomija żadnych punktów, ale trywializuje i zaburza punkty (5) i (6), ograniczając opcje do tych preferowanych. Zbieramy informacje o decyzji i dostępnych opcjach, przy ich analizie odwołujemy się do naszych preferencji, zamiast do obiektywnych kryteriów i podejmujemy decyzję na ich podstawie:
Mam do wyboru ścieżkę X lub Y, poznaje argumenty za X, poznaje argumenty za Y, przywołuje moją preferencję dla X, nie ważę argumentów, wybieram X.
Kiedy preferencyjne podejmowanie decyzji zawodzi? Kiedy nasze preferencje są oparte na błędnych przesłankach, wierzymy w coś, co nie jest prawdą, przykładowo, gdy ktoś wierzy, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn. Kiedy opieramy się na preferencjach w sytuacjach, gdy mamy do dyspozycji obiektywne argumenty i czas by je przeanalizować. Przykładowo, kiedy mamy do czynienia z byłym przestępcą, o którym wiemy, że zmienił swoje życie, jednak unikamy go, bo mamy przekonanie, że przestępcy są niebezpieczni.

Decyzje inspirowane hierarchią wartości
We wszystkich czterech opisanych wyżej sposobach podejmowania decyzji, jakiemuś zaburzeniu lub eliminacji ulegają punkty (5) i (6). Co więc z decyzjami, w których punkty (5) i (6) działają poprawnie? Takie decyzje określam mianem „decyzji inspirowanych hierarchią wartości”.
Proces podejmowania decyzji nie musi być świadomy. Sama hierarchia wartości nie musi być uświadomiona. Jeśli jednak dokonujemy rzetelnego zebrania za i przeciw wszystkich opcji i porównujemy je, zgodnie z tym, co uważamy za dobre lub złe, to nasz wybór wypływa z naszego rozumienia wartości i ich hierarchii.
Dla jakości podejmowanych w tym trybie decyzji kluczowe jest, by nasza hierarchia wartości była zdrowa. Mówiliśmy o niej nieco w poprzednim artykule. Błędy w hierarchii wartości przekładają się na błędy w decyzjach.
Jak hierarchia wartości wpływa na (5) punkt mojego schematu? Instruuje nas, co to znaczy „za”, a co to znaczy „przeciw”. Czyli jaki rezultat naszych działań jest pożądany, a jaki nie.
Przykład
Hierarchia wartości: przyjaźń, ekologia, pieniądze
Decyzja: wybór środka transportu na spotkanie
Opcje: tramwaj, samochód
Fakty: określony czas spotkania, rozkład jazdy tramwajów, pogoda, miejsce spotkania
Sytuacje z przeszłości: korki, spóźnione tramwaje, etc.
Argumenty: Tramwaj emituje mało CO2 (za: ekologia). Tramwaj jest tani (za: pieniądze). Samochód emituje spaliny (przecie: ekologia). Benzyna jest droga (przeciw: ekologia). Samochód jest najszybszy (za: przyjaźń – chcę być na czas).

Jak wpływa na punkt (6)? Pozwala nam przypisać wagę do poszczególnych za i przeciw co w efekcie umożliwia nam porównanie dwóch opcji. Im coś jest wyżej w hierarchii wartości, tym wyższą ma wagę.
Przykład
Porównanie:
Za samochodem przemawia najwyżej lokująca się w hierarchii wartości przyjaźń, to daje tej opcji wysoką wagę. Jednak dwa pozostałe aspekty przemawiają, za tramwajem. Powiedzmy, że przyjaźń ma wagę 4, ekologia 3, a pieniądze 2. Za tramwajem przemawia sumaryczna waga 5, za samochodem 4.
Wybór: tramwaj.

Mam nadzieje, że to uzmysławia, jak ważna jest hierarchia wartości dla procesu podejmowania decyzji.
Jedna dodatkowa sprawa, którą chciałbym tu poruszyć, to pytanie:
czy świadom i podświadoma hierarchia wartości muszą być takie same?
Intuicyjnie wydaje mi się, że odpowiedź, brzmi: nie. To jest niepokojąca myśl, bo sugeruje, że nawet jeśli rozumiemy nasze wartości, wiemy, co się dla nas liczy, nasza podświadomość może mieć inną opinię, a większość decyzji podejmowana jest w różnych podświadomych trybach! Nie ma jednak powodu, by załamywać ręce. To tylko powinno zachęcić nas do pracy nad ujednoliceniem świadomych i podświadomych wartości. Czy to poprzez umacnianie świadomej hierarchii wartości, czy poprzez zgłębianie i podważanie założeń podświadomej. Spójność tych dwóch bytów jest gwarancją dobrych decyzji.

Trzy filary podejmowania decyzji
Na koniec chciałem zasygnalizować trzy koncepcje, które stanowią o naszej zdolności do podejmowania decyzji. W kolejnych artykułach poświęcę każdej z nich z osobna więcej miejsca:
Logikę, czyli sztukę odróżniania prawdy od fałszu. Pracuje we wszystkich punktach.
Etykę, czyli sztukę odróżniania dobra od zła. Pracującą głównie w punkcie (5).
Fizykę, czyli sztukę odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego i zależnego od niezależnego. Pracującą głównie w punktach (1) do (4).
W praktyce wszystkie trzy dziedziny przeplatają się w nietrywialny sposób. Tym tematem zajmiemy się jednak później.


Przykład: wyjazd na firmową wigilię
Zakończymy dzisiejsze rozważania przykładem praktycznym z mojej niedalekiej przeszłości:
(1) Zakład pracy organizuje spotkanie wigilijne.

(2) Dwie opcje: idę lub nie idę na spotkanie.

(3) Fakty o sytuacji:
Spotkanie jest wyjazdowe (poza miastem) z opcjonalnym noclegiem.
Na spotkaniu będzie dostępny darmowy alkohol.
W spotkaniu weźmie udział większość moich przyjaciół z pracy.
Na spotkaniu będzie muzyka i tańce.
Na spotkaniu będzie darmowe, zapewne smaczne, jedzenie.
Jestem uzależniony od alkoholu.
Przebywanie w towarzystwie pijących jest wyzwalaczem głodu.

(4) W ciągu ostatnich dwóch lat, nie brałem udziału w żadnym tego typu spotkaniu. Zwykle odczuwałem niepokój i żal, że coś tracę na kilka dni przed wydarzeniem i w dniu wydarzenia. Uczucia te znikały zazwyczaj już dzień po. W ostatnich miesiącach poczucie straty zmniejszyło się, lżej znoszę świadomość, że coś mnie omija.
Sięgając wstecz dalej, na tego typu imprezach z darmowym alkoholem, piłbym do całkowitego upojenia w niekontrolowany sposób. Następnego dnia leczyłbym kaca klinem. Miałbym poczucie, że bawiłem się dobrze, ale nie pamiętałbym 80% imprezy. Wchodziłbym w relacje z ludźmi przez godzinę lub dwie, później wszystko się rozmywało, nie było już przestrzeni na kontakt.

(5) Przed tym punktem warto byście rzucili okiem na moją hierarchię wartości. (LINK)
Dla uproszczenia spojrzę tylko na opcję 2 „nie jechać”, to są wzajemnie wykluczające się alternatywy, także jest w zagadnieniu symetria pozwalająca mi na takie uproszczenie.
Opcja 2: Nie jechać
Za:
Unikam wyzwalacza (trzeźwość),
Utrzymuje swój stały cykl snu, jestem wypoczęty (trzeźwość),
Nie muszę oglądać pijanych przyjaciół (relacje partnerskie),
Mam czas na lekturę lub pracę nad sobą (rozwój osobisty),
Unikam podejrzeń, że akceptuje fundowanie alkoholu przez firmę (rozwój osobisty).
Przeciw:
Tracę okazję do pogłębienia przyjaźni (relacje partnerskie),
Tracę okazję do zabawy i tańca (rozwój osobisty),
Mogę zostać odebrany jako nietowarzyski przez współpracowników (praca),
Tracę okazję na zobaczenie nowego miejsca,
Omija mnie darmowe jedzenie.

(6) Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to kilka punktów związanych z trzeźwością przemawiających za tym, by nie jechać. Trzeźwość to numer jeden w mojej hierarchii wartości.
Druga rzecz to uniknięcie kontaktu z pijanymi przyjaciółmi. Zazwyczaj jest nieprzyjemny oglądać osobę, którą się zna i lubi, gdy jest oszołomiona alkoholem. To pozwala mi zachować o niej lepsze zdanie i wiążę się z dobrymi relacjami.
Dalej mamy argumenty z rozwoju osobistego: nie jadąc, zostawiam sobie czas na rozwój i unikam angażowania się w sytuację, której moralnie nie akceptuje, czyli fundowania alkoholu pracownikom przez pracodawcę.
Za tym, by jechać, także znalazło się kilka argumentów. Pierwszy dotyczy relacji: miałbym sposobność, by pogłębić relacje z moimi przyjaciółmi, czy to z tymi, którzy nie piją, czy też z pijącymi, nim oszołomiliby się alkoholem.
Taki wyjazd jest okazją do zabawy. Uwielbiam taniec (dla jasności: tańczyć nie potrafię, ale bardzo lubię), zabawę i żarty – one mnie rozwijają, są sposobem wychodzenia ze strefy komfortu.
Tego typu wyjazdy służą budowaniu zażyłości biznesowej. Może być, że część osób zinterpretuje moją nieobecność jako afront i trudniej będzie mi z nimi współpracować. Części osób nie poznam, w związku z czym nie będę miał okazji podjąć z nimi współpracy. Kategoria pracy jest ostatnią w mojej hierarchii.
Na koniec mamy nieprzyporządkowane do żadnej kategorii: zobaczenie nowego miejsca i darmowe jedzenie. To są sprawy nieistotne, mogłyby rozstrzygnąć remis, ale w pierwszej ocenie nie ważą.
W obu opcjach są korzyści dla relacji i rozwoju osobistego. Dla uproszczenia przyjmę, że te się wzajemnie znoszą. Pozostaniemy z argumentami dotyczącymi trzeźwości w opcji, by nie jechać i argumentem dotyczącym pracy w opcji, by jechać. Trzeźwość stoi wyżej niż praca w mojej hierarchii wartości.

(7) Wybieraj opcję, by nie jechać. (8) Odrzucam zaproszenie i organizuje sobie ten czas w normalny sposób.

13 myśli na temat “O podejmowaniu decyzji”

  1. Interesujący tekst. Z większością trudno się nie zgodzić, ale jedna kwestia trochę mnie „gryzie” – czy emocjonalne reagowanie na sytuację zawsze można nazwać decyzją i czy powinniśmy w ogóle starać się tak je nazywać? Czy można w ogóle powiedzieć, że opisany w drugim przykładzie mężczyzna podjął decyzję w momencie, w którym okazał emocje? Mógł swoją złość, oczywiście, wyrazić inaczej (dlaczego ma mieć tylko dwie opcje, skrajnie bierną i skrajnie agresywną?), ale sposób okazywania emocji jest jak sposób mówienia – można go zmienić (i jeśli ktoś ma odruchy jak ten przykładowy pan, to zapewne warto to zrobić), ale dopóki jest jaki jest okazywanie emocji w sposób charakterystyczny dla danej jednostki ciężko nazwać, w moim odczuciu, „decyzją”. „Decyzja” sprowadziła się tutaj do okazania lub nieokazania emocji, a nieokazywanie emocji nie jest zdrowym odruchem, do uzyskania którego warto dążyć.

    Dodatkowo opisane przez Ciebie w tym kontekście przykłady są skrajnie różne – drugi przykład jest bliźniaczo podobny do tego o mechanicznym podjęciu decyzji, który jest moim zdaniem znacznie bardziej trafny w kontekście spożywania alkoholu. Emocjonalną reakcją na pretensje szefa byłoby podjęcie działania „tu i teraz” – czyli słowna reakcja analogiczna do poprzedniego przykładu, opuszczenie pomieszczenia czy nawet decyzja o odejściu z pracy. Sięgnięcie po alkohol to mechaniczna reakcja mająca na celu poradzenie sobie z emocjami, a nie sposób na ich okazanie. Możemy oczywiście mówić jeszcze o czymś takim jak działanie pod wpływem emocji – ale w takim przypadku nie obejmie ono przykładu nr 1, który sprowadza się do wulgarnej manifestacji uczuć, a nie decyzji podjętej z ich udziałem.

    Polubienie

    1. Witam!
      Dzięki za komentarz!
      Jeszcze myślę, jak to dokładnie ogarnąć i jutro postaram się wrzucić pełną odpowiedź. Wydaje mi się, że nie pomogłem swojej myśli dobierając przykłady do tego trybu decyzyjnego. Przyszedł mi do główy lepszy przykład, na ilustrację tego o co mi chodzi:
      Podchodzę do krawędzi klifu. Czuję strach przed wysokością. Jedyne opcje jakie dostrzegam, to odsunąć się od klifu lub zamknąć oczy i pozostać w bezruchu. Odsuwam się od klifu.
      To może być bardzo sensowana reakcja, jeśli nie ma żadnego zabezpiecznia, mam zawroty głowy, wieje silny wiatr. Może też nie mieć sensu, przykładowo, jeśli między klifem a mną jest barierka.
      Ten przykład lepiej oddaje o co mi chodziło. Jutro postaram się rozwinąć nieco temat i może w niedziele opublikować mały wpis z rozwinięciem tematu.
      Pozdrawiam
      Rafał

      Polubienie

    2. Dziś przeznaczyłem wreszcie czas na pełne przemyślenie i uwzględnienie bardzo trafnych uwag w moim myśleniu o tym co nazywam „emocjonalnym podejmowaniem decyzji”.
      Przede wszystkim zgadzam się w pełni, że wyrażanie emocji jest ważne i zdrowe, nie chcę sugerować, że nie powinno się tego robić. Ten mój drugi przykład, z kolegą, mógł coś takiego sugerować. Zresztą oba przykłady, miałem w tym punkcie nietrafione, jak słusznie zauważyłeś. Wydaje mi się, że znalazłem lepsze 😊.
      Pierwsza rzecz, którą zauważam, to że było przesadą pomijanie punktów (5) i (6) z ogólnego schematu podejmowania decyzji. Te punkty w nim występują. To co jest kluczowe dla mnie przy emocjonalnym podejmowaniu decyzji, to zawężenie opcji jakie mamy do wyboru (czy raczej, jakie wydaje się nam, że mamy do wyboru). To oczywiście wpływa na punkty (5) i (6), ale ich całkowicie nie unieważnia. Proponuje taki oto przykład:
      Idę wieczorem przez ciemną uliczkę w centrum miasta. (1) Z cienia wyłania się sylwetka postawnego mężczyzny. Czuję strach. (2) Mam do wyboru: walczyć, uciekać lub zamrzeć bezruchu. (5) Walka: osoba przede mną jest większa niż ja. Nie potrafię się bić. Ucieczka: Osoba jest oddalona o 2 metry. Nie potrafię szybko biegać. Zamrzeć: Jest szansa, że jeśli nie będę rzucał się w oczy to zagrożenie mnie po prostu ominie. (6) Opcje walki i ucieczki są skazane na porażkę. Zamrzeć daje szansę na uniknięcie starcia. (7) Wybieram zamarcie. (8) Zwalniam kroku i zamieram, czekając, aż tajemnicza postać mnie minie.
      Analizując tą sytuację „na zimno”, można bez trudu wskazać o wiele więcej dostępnych opcji. Mogę iść przed siebie i jedynie kątem oka zerkać na tajemniczą postać. Mogę zacząć wołać o pomoc. Mogę powiedzieć: „Dobry wieczór, szanownemu panu”. Mogę zmrużyć oczy i spróbować lepiej przyjrzeć się mrocznej postaci (zdobyć więcej informacji). Jednak w trybie emocjonalnego podejmowania decyzji, na te dodatkowe niuanse nie ma miejsca. Nie sugeruje przy tym, że reakcja i decyzja emocjonalna jest zła, wręcz przeciwnie, w mroczny zaułku, w opisanej sytuacji, takie zawężenie spektrum decyzji i związane z nim przyspieszenie reakcji, może stanowić różnicę między życiem a śmiercią!
      Drugi przykład, który chciałem tu podrzucić, to historia gwałtownego wybuchu miłości:
      Podoba mi się pewna kobieta. (1) Spędziliśmy wiele godzin na interesującej rozmowie. Czuję podekscytowanie i pożądanie. (2) Mam do wyboru: kupić jej kwiaty, zaprosić ją na wspólne wakacje. (5) Kwiaty mogę kupić za rogiem. Zorganizowanie wakacji długo trwa. Wakacje zrobią większe wrażenie niż kwiaty. Kwiaty są tradycyjnym symbolem uczucia. (6) Wakacje są zbyt skomplikowane. (7) Wybieram kwiaty. (8) Lecę do kwiaciarni i kupuje największy bukiet róż.
      Może to jest najlepsza możliwa decyzja w tej sytuacji. Problem polega na tym, że mam o wiele więcej opcji niż te dwie. Mogę do niej jutro zadzwonić i spytać jak się ma. Mogę jej powiedzieć, że mam wolny bilety do kina (cóż za przypadek 😉 ), czy nie chciałby się wybrać ze mną. I tak dalej i tak dalej. Ta decyzja może przynieść pożądane skutki (czyli, padniemy sobie w ramiona) i pomimo tego być złą decyzją! Może też przynieść opłakane skutku (czyli, dziewczyna powie bym spadał z tymi kwiatami na drzewo) i pomimo tego być dobrą decyzją! Odpuściliśmy zbyt wiele opcji, by móc realnie rozstrzygać o poprawności naszej decyzji.
      W moim schemacie emocjonalne podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (3) i (4), zawężenia punktu (2) i związanego z tym zawężenia punktów (5) i (6). Opieram się na ograniczonym zasobie opcji:
      Zdarzenie X wywołuje emocję Y, emocja Y podpowiada rozwiązania Z i W (pomija wiele innych), rozstrzygam wybór na korzyść Z, robię Z.
      Kiedy emocjonalne decyzje zawodzą? Kiedy emocja jest bardzo silna, nieadekwatnie do sytuacji. Silne emocje mocniej zawężają wybór opcji, w ekstremalnych przypadkach pozostawiając jedną. Przykładowo, kiedy jestem zmęczony po długim dniu pracy, reaguje większym gniewem na drobną zaczepkę. Podobny rozdźwięk zachodzi też, gdy emocja pochodzi z innego etapu rozwoju, zwykle dzieciństwa. Zasadniczo wszelkie konflikty i zaburzenia w sferze emocji powodują zgrzyty w tym sposobie podejmowania decyzji.

      Polubienie

      1. O, i z tymi przykładami jestem w stanie się zgodzić. Nie jest to już prosty schemat „emocjonalnej reakcji”, a rzeczywiste decyzje podjęte przy dużym udziale emocji. Dobra robota.

        Przychodzi mi też do głowy myśl, że ten „tryb” podejmowania decyzji ma bardzo zindywidualizowany charakter – jak wskazałeś, z uwagi na stan emocjonalny decydującego ma on de facto ograniczony wybór, ale w identycznej sytuacji katalog opcji do wyboru dla każdego będzie się przedstawiał nieco inaczej. W sytuacji opisanej w pierwszym przykładzie u niektórych osób na przykład opcja walki może się w ogóle nie pojawić jako możliwa ścieżka wyboru. Ja z kolei na takie sytuacje reaguję wyciągnięciem telefonu i dzwonieniem do pierwszej osoby, która przyjdzie mi do głowy, bo czuję się wtedy bezpieczniej, co z kolei nie było opcją dla bohatera z Twojego przykładu. U innych to okno decyzyjne w ogóle nie powstanie, bo takie sytuacje z tego czy innego powodu nie wywołają w nich uczucia niepokoju.

        Polubienie

      2. Pełna zgoda. Powiem nawet, że u konkretnej osoby, reakcja, czy zestaw opcji może się zmieniać w zależności od stanu wewnętrznego, przykładowo, inne opcję rozważę gdy jestem chory, a inne gdy zdrowy itd..

        Polubienie

  2. Bardzo ciekawy tekst! Widzę tutaj jeden wytrych i ryzyko. Szczególnie we fragmencie gdzie podejmujemy decyzję przypisując wagi, sumując punkty itp.

    osadzając się w tej hierarchii:

    trzeźwość
    rozwój osobisty
    relacje partnerskie
    twórczość
    praca

    Oznacza to, że teoretycznie może być sytuacja w której wszystkie inne punkty przewyższą trzeźwość i pójdę na taką imprezę lub po prostu stracę trzeźwość.

    Tutaj może przyjść z pomocą moja zasada / reguła / „principle”. Może to być oprócz hierarchii wartości, kolejny fundament moich decyzji. Te pojęcie bardzo dobrze funkcjonuje w świecie technologii. Jeżeli jako zespół programistów ustalimy sobie taki dekalog/manifest, to jest o wiele łatwiej podejmować wszelkie małe i duże decyzje. Najsławniejszy manifest technologiczny to Agile Manifesto – https://agilemanifesto.org/ . Zasada może też odzwierciedlać konkretne i powszechne wymaganie od klienta – „Wyliczony koszt (rezultat) ma zawsze się zgadzać”.

    Polubienie

    1. Witam!
      Dzięki za komentarz!
      Super myśl! Coś podobnego chodziło mi po głowie, także ze względu na to, że system wag wydaje mi się być trochę wymuszony. Jakoś nie widzę szybkiego podejmowania decyzji w oparciu o wagi, a i na spokojnie raczej nie zaobserwowałem, przynajmniej u siebie, tak konkretnego ważenia.
      Podoba mi się podejście, o którym wspominasz, czyli, jeśli dobrze rozumiem, zadada rozstrzygająca. Opierając się na tym, proponuje następujące myślenie o hierarchi wartości:
      hierarchia wartości to piramida zasad rozstrzygających.
      Na moim konkretnym przykładzie, najpierw sprawdzam czy decyzja koliduje z wartością „trzeźwość”. Jeśli tak, to ją odrzucam. Jeśli wspiera trzeźwość, to ją wybieram. Jeśli jest obojętna, to rozważam ją dalej.
      Jeśli mamy remis, czyli dwie opcje wspierające „trzeźwość”, lub mamy jedną lub więcej opcje obojętne, wtedy sprawdzam jak one się mają do wartości „rozwój osobisty” – tutaj podobnie kolidują, wspierają, są obojętne. Jeśli nadal zostaje mi wiele opcji, to schodzę dalej.
      Czyli każdy kolejny poziom służy rozstzyganiu ewentualnych remisów w wartości nadrzędnej.
      To wydaje się być prostszym systemem niż wagi, i takim, który nasz umysł (podświadomość także) mógłyby łatwo zautomatyzować.
      Pozdrawia
      Rafał

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Rafał Łastowiecki Anuluj pisanie odpowiedzi