O dobrych decyzjach

Artykuł porusza kwestię oceny decyzji, podkreślając, że istotne jest skoncentrowanie się na dostępnych informacjach w momencie ich podejmowania. Krytyczne pytania dotyczą definicji sukcesu, rozważania opcji oraz oceny prawdopodobieństwa. Refleksja nad decyzjami pomaga usprawnić procesy decyzyjne, ale nie powinna prowadzić do oceny osoby podejmującej decyzję.

Rozważaliśmy w poprzednich częściach, jak podejmujemy decyzję. Dzisiaj pochylimy się nad pytaniem: jak i po co należy oceniać czy decyzja była poprawna, czy niepoprawna?

W mediach i w potocznych konwersacjach słyszymy często: „to była zła decyzja”, „on podjął dobrą decyzję”. Takie stwierdzenia są zwykle nieuzasadnione i często błędne. Ocena decyzji to bardzo skomplikowana sprawa, wymagająca posiadania informacji rzadko dla nas dostępnych. Potrzeba na nią wiele czasu i poważnych rozważań, znajomości matematyki, a konkretnie rachunku prawdopodobieństwa, obeznania z logiką.
Tutaj może macie wątpliwość: przecież ocena po fakcie jest bardzo prosta, wystarczy sprawdzić, czy się udało, czy decyzja przyniosła zamierzony skutek, czy też nie i sprawa załatwiona. Nic bardziej mylnego! Może być wiele sposobów na ocenianie decyzji, ale jak decyzji na pewno oceniać nie można, to po jej skutkach. Z tej prostej przyczyny: w momencie podejmowania decyzji, jej skutki nie są znane, nie mogą więc wpłynąć na decyzję. W wyciąganiu wniosków na przyszłość skutki mają znaczenie, ale w ocenie decyzji przeszłych już nie.
To, co wpływa na ocenę decyzji, to informacje, które były dostępne w momencie jej podejmowania. Obiektywna ocena musimy „zapomnieć” o wszelkich danych, zdobytych później (w tym o skutkach), odtworzyć przeszły stan wiedzy. To bardzo trudna sztuka. Ciężko przeprowadzić proces myślowy, ignorujący część posiadanej wiedzy. Najlepiej byłoby prawdziwie zapomnieć co się wydarzyło albo znaleźć osobę, która tego nie wie i zdać się na jej ocenę. Przydatne mogą tu być także maszyny, które można zaprogramować z ograniczonym zasobem wiedzy.

                Oto kroki, o jakie musimy zadbać, przygotowując się do oceny decyzji. Po pierwsze, musimy wiedzieć, jak definiowaliśmy sukces w momencie, gdy podejmowaliśmy decyzję. To ważne, ponieważ definicja ta może się zmieniać z czasem. Przykładowo, bo apetyt rośnie w miarę jedzenie, nasze oczekiwania rosną z czasem.
Meta poziom: rozważania, dlaczego zdefiniowałem sukces tak, a nie inaczej i czy definicja była właściwa?
Drugim elementem, który musimy odtworzyć, to opcję dostępne w chwili podejmowania decyzji. Trzeba być uważnym, by obecny stan wiedzy, nie zaćmił naszej analizy. Dziś możemy zdawać sobie sprawę z istnienia setek możliwych wyborów. Czy znaliśmy te możliwości w momencie podejmowania decyzji?
Meta poziom: rozważania, czy dołożyłem odpowiednich starań, by poznać wszystkie kluczowe możliwości, czy czegoś nie pominąłem, a jeśli to dlaczego?
Trzeci element to ocena prawdopodobieństwa sukcesu dostępnych możliwości. Zarówno tej wybranej, jak i innych. Ponownie kluczowe jest, by nie wprowadzać wiedzy z przyszłości, w szczególności wiedzy o skutkach decyzji, do kalkulacji i szacować na podstawie ówczesnego stanu wiedzy. Ten punkt jest czasochłonny i skomplikowany, najłatwiej w nim o prześlizgnięcie się danych, które nie powinny brać udziału w ocenie. Warto więc poświęcić mu szczególną uwagę.
Meta poziom: czy zadbałem o zdobycie adekwatnych informacji w momencie podejmowania decyzji? Czy wyposażyłem się w odpowiednią wiedzę?
Po tych zabiegach stwierdzamy, czy wybrana opcja maksymalizowała prawdopodobieństwo sukcesu. Jeśli tak, decyzja była dobra. Jeśli nie, decyzja była błędna. W drugim przypadku warto poświęcić czas, by zrozumieć, dlaczego podjąłem błędną decyzję. Tu pomagają pytania, które opisałem jako „meta poziom”. Jest kilka dodatkowych, które powinniśmy zadać:
Czy użyłem skróconego mechanizmu podejmowania decyzji? Jeśli tak to którego?
Czy i jak użyłem hierarchii wartości przy podejmowaniu decyzji?
Czy moja logika była spójna? Czy popełniłem błędy logiczne?
Czy moje rozumienie rzeczywistości i tego, co ode mnie zależy a co nie, było poprawne?
Czy moja moralność była poprawna? Czy wiedziałem, co jest dobre a co złe?


Uwaga na marginesie: Interesującym zagadnieniem jest, czy wybieramy decyzję na podstawie tego, czy maksymalizuje szansę sukcesu, czy minimalizuje szansę porażki. Tu zakładam to pierwsze, ale decyzje w tej samej sytuacji, mogą się diametralnie różnić, jeśli przyjmiemy drugą strategię.

                Dlaczego chcielibyśmy poświęcać czas na ocenianie własnych decyzji? Najważniejszą korzyścią z tego płynącą, jest refleksja nad naszym trybem podejmowania decyzji. To okazja, by przyjrzeć się mechanizmom decydowania i je usprawnić:
Pozwala na określenie sytuacji, w których używamy skróconego trybu decyzyjnego, mimo że zasadne byłoby użycie trybu świadomego. Dzięki temu w przyszłości możemy zwrócić uwagę na takie okoliczności i wymusić zmianę.
Pozwala nam wykryć słabości w zdolnościach rozumowania. Może szwankuje nasza logika i wpadamy w błędy logiczne? Może błędnie odczytujemy, co od nas zależy, a co nie? Odkrywamy w ten sposób obszary, w które warto włożyć dodatkową pracę.
Analiza naszych decyzji pozwala nam poprawić hierarchię wartości, jeśli wkradły się do niej błędy. Rzuca światło na podświadomą hierarchię wartości. Co jest niezwykle cennym wglądem, na podstawie którego, możemy zbliżyć podświadome i świadome pragnienia.
Pozwala też wykryć błędy w danych, jakie mamy o świecie. Zauważyć, że w naszych wspomnieniach jest tendencyjność, którą możemy poprawić, lub którą możemy korygować w przyszłości.
To, czemu refleksja nad decyzją służyć nie powinna, to ocenianie osoby ją podejmującej. To jest nieproduktywne, a często najzwyczajniej szkodliwe. Jeśli chcemy naprawiać nasze mechanizmy decydowania, oczyszczać nasze pojmowanie świata z błędów poznawczych, ulepszać naszą zdolność rozumowania, to oskarżanie i ferowanie wyroków moralnych temu nie sprzyja. Prędzej uwięzi nas w spirali toksycznego wstydu i poczucia wina.
To jest ostrzeżenie dla tych, którzy chcą zerknąć na swoje decyzje: nie wychodźcie z perspektywy oskarżyciela, tylko z perspektywy ciekawego badacza i delikatnego mechanika, bo ta pierwsza może realnie zaszkodzić. Jeśli nie potraficie tego zrobić, wstrzymajcie się z takim eksperymentami, dopóki nie rozwiążecie spraw z waszym wewnętrznych krytykiem.

                To jeśli chodzi o badanie procesu podejmowania decyzji. A co z jej rezultatami? Czy ich obserwacja jest bezużyteczna? Nie, jest przydatna, choć jej wartość jest, moim zdaniem, drugorzędna. To do czego się przydaje, to dodanie kolejnego punktu danych, kolejnego doświadczenia, do bazy, z której w przyszłości będziemy czerpać przy podejmowaniu decyzji. Krótko mówiąc, jest to kolejny punkcik, który poprawi nasze oszacowania prawdopodobieństwa sukcesu i porażki podobnych działań. Jako że jest to jeden punkt spośród wielu i dlatego, że mamy naturalną tendencję, by takie dane zbierać, nie przypuszczam, by było istotnym koncentrowanie się na tym procesie.
Wyjątek stanowią sytuację, gdy mamy powody przypuszczać, że może dojść do zaburzenia poznawczego – czyli, że to, co zapamiętamy, będzie zniekształcone w tendencyjny sposób. Dwie częste sytuacje, w których może dochodzić do zaburzenia wspomnień, to kontakt z zachowaniami i substancjami oddziałującymi na mechanizm nagrody (tendencyjnie mózg zapamiętuje wyraźniej pozytywne aspekty, ignoruje negatywne), oraz pętla lęku i unikania jego źródła (ucieczka przed wyimaginowanym źródłem lęku, tendencyjnie jest zapamiętywana jako ratująca życie, mimo braku dowodów na istnienie realnego zagrożenia).                

Mam nadzieje, że dzisiejszy artykuł zainspiruje was do spojrzenia na swoje decyzje i poddanie ich refleksji. Nie jest też niedorzecznym, aby spojrzeć na decyzje innych i spróbować zanalizować je w podobny sposób. Tu oczywista trudność, tkwi w dobrym odtworzeniu stanu wiedzy osoby decydującej, wciąż jednak ćwiczenie może być przydatne i nauczyć nas czegoś i naszych własnych decyzjach.
Pamiętajcie, jeśli tego typu analizy wrzucają was w pętlę samokrytyki i ich skutkiem nie jest poprawienie waszego funkcjonowanie, ale obniżenie waszego nastroju, zaprzestańcie ich, a jeśli problem nie ustępuje, może warto porozmawiać o tym ze specjalistą!

6 myśli na temat “O dobrych decyzjach”

  1. Świetny tekst, daje do myślenia – tym razem mam dwie uwagi.

    Pierwsza jest taka, że moim zdaniem nie piszesz tu o ocenie decyzji, a procesu myślowego, który doprowadził do jej podjęcia. Analiza tematu zgodnie z tym, co napisałeś, prowadzi nas bowiem do wniosku, że „dobra” decyzja może mieć katastrofalne skutki. Pozostaje też fakt, że różne procesy myślowe mogą powodować podjęcie takiej samej decyzji – przykładowo ktoś może komuś pomagać z czysto empatycznych pobudek, a ktoś inny zdecydować się na pomoc licząc na rewanż; zgodnie z tym co piszesz, te identyczne de facto decyzje również powinny być oceniane odmiennie, co więc oceniamy w tym przypadku – decyzję czy motywację?

    Czytając Twój post dochodzę więc do wniosku, że wypadałoby nieco zmienić nomenklaturę – nie piszesz to ocenie decyzji jako takiej, bo to wymagałoby zebrania i uwzględnienia wszystkich danych jej dotyczących (procesu myślowego, jednostkowego zachowania (powiedzmy – wyniku tego procesu myślowego) i finalnego efektu), a o pierwszym wymienionym przeze mnie czynniku, czyli samym procesie decyzyjnym.

    Druga uwaga to chyba raczej „apel społeczny” – szczerze uważam, że nadmierne ocenianie własnych decyzji może utrudnić funkcjonowanie i prowadzić do paraliżu decyzyjnego. Czasami decyzje podejmowane w trybie przyzwyczajenia czy preferencji po prostu ułatwiają nam życie – ocenianie każdego swojego wyboru przez pryzmat hierarchii wartości to jak decydowanie się na wytoczenie „ciężkich dział” na niewiele znaczącą walkę. Czy przykładowo idąc rano do pracy i ceniąc swoje zdrowie powinniśmy ocenić wszystkie możliwe drogi pod kątem stopnia odśnieżenia chodnika, by wybrać optymalną? Czy powinniśmy się mentalnie karcić za to, że z przyzwyczajenia poszliśmy naszą „zwyczajową” trasą i skręciliśmy kostkę? Czy powinniśmy w sklepie czytać etykiety wszystkich dostępnych produktów, by wybrać ten najzdrowszy, czy możemy pozwolić sobie na przyzwyczajenie i wzięcie opcji, którą przemyśleliśmy już kiedyś, podejmując tę decyzję po raz pierwszy, ryzykując pominięcie nowego produktu o lepszych parametrach? Pod tym kątem ten tekst wzbudził we mnie pewien niepokój – sama myśl o próbie oceniania w ten sposób wszystkich decyzji, które podejmę jednego dnia sprawia, że kwestionuję absolutnie wszystko, zaczynając od godziny, na którą nastawiam budzik (może by tak wstać 10 minut wcześniej i poćwiczyć?).

    Może warto ustalić też, zanim zaczniemy rozbierać nasze decyzje na czynniki pierwsze, które z nich naprawdę warto na te czynniki rozbierać i w przypadku których przyniesie nam to wymierną korzyść zamiast niepokoju i wyrzutów sumienia.

    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Witam!
      Dzięki za komentarz jak zawsze bardzo wnikliwy!
      Jeśli chodzi o pierwszą część, czyli nomenklaturę, którą przyjmuje, czy też definicje „decyzji”, to widzę doskonale, o czym piszesz! Nie zauważyłem tego wcześniej, ale moja definicja „decyzji” rozciąga się poza jej słownikowe rozumienie i obejmuje zarówno samą decyzję, jak i proces dojścia do niej. Czyli lepiej byłoby zatytułować artykuł: „O dobrym procesie decyzyjnym”, czy jakoś podobnie. Dodam tylko, że uważam, że decyzja jest nieodłączną częścią procesu decyzyjnego, w sensie, nie ma decyzji bez tegoż procesu. Różne procesy mogą prowadzić do tej samej decyzji (wspominane przez Ciebie empatyczne pobudki/samolubne pobudki), ale ten sam proces decyzyjny prowadzi do tej samej decyzji.
      W „decyzji” zawiera się decyzja i proces jej podejmowania. Nie zawiera się działanie, które jest wynikiem decyzji, nie zawierają się skutki tego działania. Nie zawiera się mechanizm podejmowania decyzji – proces podejmowania decyzji jest tylko jednym „obrotem”, jednym zadziałaniem tego mechanizmu, a nie samym mechanizmem.
      W tym sensie twierdzę, że dobra decyzja może przynieść niepożądane/złe skutki, a zła decyzja może przynieść skutki pożądane, bo skutki nie są częścią tak rozumianej decyzji.
      Tak jak wspominasz, ocena decyzji jest niezwykle trudna, ocena cudzej decyzji graniczy z niemożliwością. Zazwyczaj możemy tylko zaproponować przybliżoną ocenę, godząc się z tym, że zostawiamy margines błędu. To wszystko z tego powodu, że nie sposób w pełni poznać wszystkich parametrów wchodzących do procesu decyzyjnego.
      Jeśli chodzi o drugi punkt z apelem społecznym, to trochę się zgadzam, trochę nie, ale bardziej zgadzam niż nie 😉.
      Definitywnie nie powinniśmy każdej naszej decyzji oceniać przez pryzmat hierarchii wartości, nie powinniśmy każdej naszej decyzji podejmować na podstawie hierarchii wartości. Tak jak wspominasz, skutkiem tego byłby kompletny paraliż decyzyjny. Powiedziałbym nawet, że takie podejście jest zwyczajnie niemożliwe w praktyce. Przyzwyczajenia, schematy, preferencje są świetnymi metodami szybkiego i sprawnego podejmowania decyzji, o ile są zdrowe i warto, i trzeba z nich korzystać.
      Ten proces nie służy także, w moim mniemaniu, ocenianiu. Czyli jeżeli w pewnym momencie zauważymy, że karcimy się za jakąś decyzję, albo nakręcamy w sobie wyrzuty sumienia, to przerwijmy te ćwiczenia! Jedynym celem tego procesu jest refleksja, wyciągnięcie wniosków. Mimo że w nazwie ma ocenę, nie jest to ocena osoby, która decyzję podjęła, tylko procesu. Każdy z nas podejmuje złe decyzje, ja podejmuje złe decyzje, takie, które krzywdzą innych. Są procesy w społeczeństwie i relacjach, które „karzą” za takie sytuacja i pozostawmy to tymże procesom. Naszym zadaniem jest wyciągnąć wnioski, by lepiej decydować w przyszłości i tyle. Jeśli dla kogoś oderwanie się od kary i winy w tej analizie jest niemożliwe, to nie jest to ćwiczenie dla tej osoby i sugeruje z niego najzwyczajniej zrezygnować!
      Jeśli natomiast chodzi o czekanie z zastosowaniem złożonych, świadomych procesów z udziałem hierarchii wartości na decyzje znaczące, trudne, zmieniające życie, to uważam, że jest błędem. Moje ulubione porównanie to żołnierz szykujący się na wojnę. Otóż żołnierz taki nie uczy się, gdzie jest lufa karabinu, a gdzie spust, gdy już się znajdzie na froncie, gdy wokół latają kulę, artyleria bombarduje, drony pikują, ludzie umierają. W tym momencie żołnierz powinien już znać swój karabin od podszewki, powinien mieć wyrobione automatyzmy i przyzwyczajenia – jeśli ich nie będzie miał, nie wykona swojego zadania. Żołnierz uczy się obsługi karabinu w bezpiecznym spokoju koszar: tu jest lufa, tu jest spust, tu się wkłada magazynek. Strzelać i celować uczy się na bezpiecznym poligonie itp. Podobnie jest z nami, jeśli chcemy być gotowi na naprawdę ważną, trudną decyzję, decyzję, z którą będą się wiązać silne emocje, stres, kiedy nasz umysł będzie obciążony i nie będzie funkcjonował optymalnie, musimy być dobrze wyszkoleni w podejmowaniu i ocenianiu decyzji. To osiągamy poprzez trenowanie na codziennych niezbyt ważnych decyzjach, nie na każdej w żadnym razie, ale możemy wybrać jedną dziennie, czy jedną na dwa dni i w spokojnym zaciszu dobrych czasów trenować nasze umiejętności.
      To przed czym przestrzegam, to zakładanie, że potrafimy podejmować decyzje i potrafimy je oceniać, bo jest w tym pułapka. Jak powiedział Epiktet (parafraza z głowy): „nie da się nauczyć człowieka, tego, o czym myśli, że już to wie”. Nie zakładajmy więc, że już to wiemy, czy potrafimy. Ja na przykład nie potrafię. Spisuje te teksty głównie po to, by dla siebie stworzyć materiał do nauki, bo na chwilę obecną, nie jestem w stanie przeprowadzić spójnie procesu podejmowania decyzji i oceny procesu podejmowania decyzji w myślach – muszę się posiłkować kartką papieru, a i wtedy wcale nie wychodzi to najlepiej. Może inni potrafią to lepiej, w porządku, ale ja muszę trenować.

      Polubienie

  2. Hej,

    żeby nie pisać tu pracy doktorskiej i nie powielać tego, co już napisałeś (Twoje wyjaśnienia co do punktu pierwszego mnie przekonują, chociaż uważam, że post zyskał by sporo na definicji „decyzji” na wstępie), napiszę tylko krótko o punkcie drugim – „ćwiczenie” oceny własnych decyzji uważam za jak najbardziej korzystne i fajne, ale świadomie i w warunkach kontrolowanych. Niebezpieczne może być natomiast wyrobienie „nawyku” stosowania takiej oceny do każdej najdrobniejszej decyzji. Jak wszędzie, znaleźć trzeba złoty środek i działać tak, żeby nie wyrobić w sobie kompulsywnego odruchu, nad którym trudno zapanować – choć zapewne to, czy taki nawyk ma szansę powstać zależy w znacznej mierze od konkretnej jednostki. Ja z pewnością byłabym w stanie się takowego dorobić, stąd sama idea prób ocen moich codziennych działań pod tym kątem wywołuje u mnie odruch obronny; co nie wyklucza oczywiście świadomego ćwiczenia i analizy procesu decyzyjnego na wybranych przykładach.

    Polubienie

    1. Hej,
      Na pewno przyjdzie czas na poprawione wersje tych artykułów i pełna definicja „decyzji” na pewno tam trafi! Za jakiś czas się za to wezmę, na razie opublikuje ją jako notkę uzupełniającą.
      Rozumiem, co masz na myśli, pisząc o nawyku oceniania i zagrożeń z tego płynących. To definitywnie nie jest narzędzie do stosowania przy każdej decyzji, więcej czasu poświęcilibyśmy na analizowanie, niż na decydowanie! Rozsądne jest coś w stylu: najpierw nauczyć się to robić na przykładach prostych decyzji, a następnie stosować z umiarem do tych decyzji najważniejszych i najtrudniejszych. I tak jak wspomniałaś, od indywidualnych preferencji zależy czy trenujemy na jednej dziennie, czy jednej tygodniowo.
      Pozdrawiam!

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Rafał Łastowiecki Anuluj pisanie odpowiedzi