O Królu Lodu

Najwygodniej jest nie odczuwać emocji. Wtedy nic nie zakłóca analitycznego rozkładania świata na czynniki pierwsze. Życie staje się poukładane i przewidywalne. Gdyby dało się tak cały czas, byłbym szczęśliwy. Ale czy szczęście to nie emocja?

Znam ten stan: kiedy coś mnie wzburzy, podnosi się wewnątrz lodowaty pancerz. Tylko przez chwilę pozostaję poruszony, by za moment nie czuć już nic. Wiem, że to nie pomaga w relacjach z ludźmi: ja gubię się w ich emocjach, tak słabo je znam, oni nie mogą odczytać moich, bo ich nie okazuję. Jawie się zimny i niedostępny niczym Król Lodu.

A kto by się chciał przytulić do zimnego posągu?

Przykład

Najbardziej dramatycznie widać to pod koniec mojego picia. Przez trzy miesiące byłem w depresji alkoholowej. Moje życie było wyssane z radości. Mimo to chodziłem codziennie do pracy. Wykonywałem bez entuzjazmu i zaangażowania swoje obowiązki. Jadłem posiłki i piłem kawę. Czasem nawet rozmawiałem z ludźmi.

Spotykałem się z rodziną. Rozmawiałem z przyjaciółmi.

Przez cały ten czas nie dałem po sobie poznać, że towarzyszy mi cierpienie. Zachowywałem tę samą fasadę, którą trzymałem wcześniej: całkowity spokój, neutralna mina, wycofanie.

O ile mi wiadomo, nikt nie miał cienia podejrzenia, że przechodzę przez trudny okres. A przecież dzień czy dwa po planowaniu skoku pod pociąg byłem w pracy, wśród ludzi. Moje maskowanie było perfekcyjne.

Było tak dobre, że nikt, nie miał szansy ani okazji, by wyciągnąć do mnie pomocną dłoń. Odciąłem się od szansy na poprawę swojej sytuacji, czyli od pomocy drugiego człowieka. Tylko łut szczęścia zdecydował, że przeżyłem pomimo swej lodowej zbroi.

Więcej przykładów

Kobieta, na którą lecę, nie ma pojęcia, że tak właśnie jest – nawet jeśli mi się wydaje, że wysyłam sygnały, to domyślam się, że są trudne lub niemożliwe do rozpoznania.

Nigdy nikomu nie mówię: „kocham cię” – nie pamiętam sytuacji, w której powiedziałbym to komukolwiek. W dzieciństwie się zdarzało, ale nie mam konkretnych wspomnień.

Nigdy nie płaczę – nie płakałem na trzeźwo od około 25 lat. Nie liczę reakcji alergicznych, wiatru w oczy. Emocje nie są w stanie wywołać u mnie łez, czego niezmiernie żałuję.

W pracy nikt nie miał szans się zorientować, że jestem z niej głęboko niezadowolony – obecnie odchodzę, ale nikt nie miał nawet szansy, by w międzyczasie rozpoznać sytuację.

W pracy kierowano mnie do zadań, do których się nie nadawałem, bo sprawiałem wrażenie, że sobie dobrze w nich radzę. Momentami tak pewnie nawet było, ale moja frustracja rosła.

Skąd to się bierze?

Odpowiedź jest podobna jak w przypadku omawianej odporności – wynika z unikającego stylu przywiązania, wzorca emocjonalnego, w którym bliskość kojarzy się z zagrożeniem.

Schemat może wyglądać następująco: wydarza się coś, co sprawia, że odczuwam silną emocję. Powiedzmy, że zobaczyłem kobietę, która mi się podoba, w niezwykle twarzowej sukience. Poczułem zachwyt nad jej pięknem. Są dwie opcje: mogę do niej podejść, uśmiechnąć się i powiedzieć: „ależ pięknie wyglądasz!”, albo mogę zachować kamienną twarz, powiedzieć „cześć” i zacząć rozmowę o pogodzie.

Pierwsza opcja wymaga silniejszego poczucia mojej emocji, a następnie ujawnienia jej przed drugą osobą. Ryzykuję odrzucenie i związany z nim ból. Mogę zyskać wzajemność.

Druga opcja wymaga i pozwala mi stłumić emocję zachwytu, nie ujawniając jej nikomu. Nie ryzykuję emocjonalnego bólu, ale tracę szansę na wzajemność.

Wybieram uniknięcie cierpienia ponad nadzieję spełnienia i idę za opcją drugą.

Unikający styl przywiązania staje się rodzajem ochraniacza przed emocjonalnym cierpieniem, ale jest to ochraniacz, który krępuje moje ruchy. To metaforyczna lodowa zbroja, która chroni, ale kiedy staje się za gruba i pełna, sprawia, że nie jestem w stanie wykonać kroku i tracę kontakt ze światem.

Pragnienie uniknięcia cierpienia prowadzi mnie do odcięcia się od ważnego elementu mojego człowieczeństwa, a pośrednio także do odcięcia mnie od drugiego człowieka. Bez otworzenia się na ryzyko cierpienia oddaję szansę na bliskość.

Ograniczenia i wyjątki

Złość jest emocją, która ma największą szansę na przebicie się przez pancerz lodu. Wyobrażam sobie, że dla kogoś z zewnątrz może to być niepokojący i zaskakujący obraz, kiedy zazwyczaj lodowato spokojny człowiek wybucha ni stąd, ni zowąd złością. A są to gwałtowne wybuchy. Jak już przeniknie ona przez bariery, to jest w niej olbrzymia niszczycielska siła.

Sam siebie się boję, kiedy ogarnia mnie złość.

Bardziej pozytywnym, choć równie zaskakującym wyjątkiem od reguły jest radość. Tutaj także mamy do czynienia z wybuchami, ale zazwyczaj nie mają one charakteru niszczycielskiego.

Z wybuchami radości mogę pracować, by uczynić je częstszymi, osłabiając tym samym moją zbroję i pokazując więcej swojego charakteru.

Ogólna obserwacja jest taka, iż emocje kumulują się we mnie i objawiają wybuchowo. Muszą przekroczyć pewien próg intensywności – wtedy się wylewają, ale póki tego nie uczynią, są całkowicie niewidoczne.

Jak to się objawia w relacjach

Mam spore trudności ze zrozumieniem emocji innych. Sam odczuwam je płytko i nie rozumiem ich wpływu na drugiego człowieka, przez co je zbywam. Nie pochylam się nad nimi, nie współodczuwam, tylko przechodzę do logicznego atakowania problemu.

To tworzy ryzyko, że kogoś skrzywdzę, nie zdając sobie sprawy, że moje zachowanie raczej przyczyni się do zaognienia emocji drugiej strony niż do ich załagodzenia.

Mimika mojej twarzy sprowadza się do jednej miny – co by się nie działo, jej wyraz pozostaje niezmienny. Mnie się wydaje, że go zmieniam w zależności od nastroju, ale tak nie jest.

To sprawia, że jestem postrzegany jako człowiek spokojny, ale też chłodny. Zniechęca to innych, by się do mnie zbliżali. Obserwuję, iż ludzie mają tendencję do utrzymywania dystansu, unikania kontaktu fizycznego.

Niewerbalne sygnały, które wysyłam innym, są tak delikatne, że nie do odebrania. Szczególnie frustrujące jest, kiedy próbuję zasygnalizować kobiecie, że ją lubię. Albo się wycofuję, by nie pokazać nic, albo zostawiam w sygnale furtki, jak go nie zinterpretować jako sygnału.

Pomimo tego oczekuję, że inni sygnały odczytają – frustruję się, gdy pozostaję niezrozumiany czy gdy nie ma reakcji na sygnał. Oczywiście tej frustracji też nie daję po sobie znać!

Zakończenie

Nie da się nikogo przytulić do serca, jeśli jest się odzianym w zbroję. Prawdziwa bliskość nie jest możliwa, jeśli nie ma w nas gotowości, by wystawić się na ciosy.

Choć w trudnych momentach życia zbroja pozwala nam utrzymać się na nogach i przetrwać, będąc wsparciem dla naszych bliskich, na co dzień może być przeszkodą, która sprawi, że nikogo bliskiego mieć nie będziemy.

A jak jest u was? Potraficie wyważyć odporność z wrażliwością? Potraficie być ostoją, nie tracąc delikatności?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

3 myśli na temat “O Królu Lodu”

  1. Dopiero od niedawna mam okazję zgłębiać tego bloga, więc być może tematy, które poruszę, już gdzieś w nim zostały opisane. Temat emocji jest mi bardzo bliski, gdyż też ostatnio z nimi staram się pracować. Przyjmuję twoją wypowiedź jako bardzo subiektywną, bo kiedy mówimy o emocjach to po prostu inaczej się nie da. Tą samą emocję każdy z nas będzie odczuwał, przeżywał i sobie z nią radził zupełnie inaczej. Moim celem jest raczej zwrócenie uwagi na aspekty, które pominąłeś (może celowo?)

    1. Emocje są bardzo ściśle powiązane z naszą biologią, a dokładniej reakcjami chemicznymi wywołanymi przez hormony w naszym organizmie. Tak na prawdę odczuwamy je fizycznie, jako zacisk w klatce piersiowej, drżenie mięśni, motyle w brzuchu, itd. Czy zastanawiałeś się również nad tym aspektem w swojej pracy nad emocjami? Czy na którymś etapie analizujesz źródło emocji, to fizyczne i mechanizm jej powstawania?

    2. Część emocji, które odczuwamy w różnych sytuacjach zawdzięczamy tzw. automatyzmom zapisanym w naszych genach, które pochodzą jeszcze z czasów sprzed powstania cywilizacji, np. głośny dźwięk wywoływał strach, a ten uruchamiał całą procedurę chemiczną organizmu, żeby przygotować go do ucieczki lub obrony, albo widok osobnika płci przeciwnej uruchamiał inne sekwencje impulsów wywołujących pociąg i zapewniających przetrwanie gatunku. To bardzo pierwotne mechanizmy, ale to właśnie one są czasami źródłem emocji, których doświadczamy. Trochę zaczepnie tym punktem chcę podważyć twoje słowa, że emocje są działaniem umysłu.

    3. Zastanawia mnie wybór porównania tego, co odcina emocje, do zbroi z lodu. Porównanie do zbroi, jak najbardziej trafne, bo nie przepracowane emocje z przeszłości i te aktualne są ‚magazynowane’ w naszej klatce piersiowej. Głównie te negatywne i stresowe powodują spięcie mięśni, przez co nasza klatka piersiowa zaczyna zachowywać się, jak zbroja utrudniając oddychanie. Ciekawy jest dobór materiału, czyli lodu. Lód potrafi być bardzo twardy, ale jest też kruchy i pod dużym naporem po prostu pęka. To też jest dobre porównanie, bo faktycznie ilość emocji jaką możemy w sobie stłumić jest ograniczona, i przy nadmiarze zbroja z lodu nie wytrzyma takiego naporu i po prostu pęknie zalewając nas nadmiarem emocji (np. załamanie nerwowe). Czy dobór porównania był celowy, czy jednak podświadomy?

    4. Relacje damsko-meskie to trudny temat (zakładam, że przykład nie jest fikcyjny), ale po prostu muszę zadać ci te pytania (możesz odpowiedzieć tylko sobie). Piszesz, że wysyłasz sygnały kobiecie, która ci się podoba, ale ona ich nie zauważa. Skąd takie założenie z twojej strony? Zwłaszcza, że przyznajesz, że sam masz problemy z odczytaniem emocji innych. Co jeśli to ty błędnie interpretujesz jej sygnały lub ich nie zauważasz? Z tego, co wiem o kobietach, to zorientowała się szybciej niż skończyłeś nadawać. Jakiej reakcji zwrotnej oczekujesz? Stwierdzasz, że masz problem z wyrażeniem emocji drugiej osobie. Ja na tym blogu widzę, że doskonale wyrażasz je pisząc. Czy próbowałeś wykorzystać tą formę wyrażania emocji konkretniej osobie? Coś jak kolejny krok pomiędzy blogiem, gdzie odbiorcą jest anonimowa grupa ludzi, a bezpośrednim kontaktem z drugim człowiekiem.

    Polubienie

    1. Dziękuję za niezwykle wnikliwy komentarz! Zadajesz bardzo celne pytania – niektóre z nich przemknęły mi już przez głowę, ale niektóre otwierają kierunek myślenia niedostępny dla mnie poprzednio. Dzięki!

      Jeśli chodzi o kwestie fizyczne, o których wspominasz w pierwszym punkcie, to odpowiedź brzmi: częściowo to robię. W tym sensie, że staram się (często nieskutecznie) praktykować uważność na reakcje mojego ciała i korzystać z nich jako wskazówki co do tego, jaka emocja właśnie się we mnie budzi. Ale nie wykraczam szczególnie poza ten informacyjny aspekt fizycznej reakcji i nie analizuję jej szczegółowo.

      Jeśli chodzi o drugi punkt, to nie jestem pewien, czy to, co opisujesz, zaliczyłbym do emocji. Tutaj zabrakło mi precyzji w definiowaniu pojęć, a pojęcie emocji – przez swoją dwuznaczność – jest notorycznie trudne, także i dla mnie. Twój opis kojarzy mi się z czymś, co bym określił mianem protoemocji albo afektu pierwotnego. Na tym etapie nie ma jeszcze zaangażowania umysłu, choć mogą już się pojawić efekty fizyczne, kiedy organizm przygotowuje się do reakcji.
      Wydaje mi się, że nie każdy taki stan rozwija się w emocję. Decyzja o tym, czy ma się rozwinąć, czy nie, zapada w umyśle (niekoniecznie świadomym).
      Mogę sobie przy tym wyobrazić, a nawet zdarzyło mi się doświadczyć, że ta pierwotna, przedemocjonalna reakcja jest tak silna, że wywołuje bardzo konkretne działanie – na przykład zamarzamy w bezruchu albo podskakujemy (zrywamy się do biegu). Ale nie nazwałbym tego emocją. W tym kontekście fraza „podskoczył ze strachu” jest tylko czasem prawdziwa i zazwyczaj podskakujemy, nim jakikolwiek strach zaistnieje.
      To napisawszy, nie jestem przekonany, czy spójnie rozumiem to pojęcie.

      Dobór lodu jako materiału był celowy, choć o kruchości nie pomyślałem. Kiedy go wybierałem, myślałem raczej o twardości i zimnie, czyli ochronnej skorupie i odczuciu chłodu emocjonalnego. Kruchość jest bardzo ciekawym dodatkiem i pasuje jak ulał do tej analogii!

      Cały punkt czwarty to fantastycznie ciekawe pytania! Zabawnym jest, że na część z nich znam odpowiedź dziś, choć nie znałem jej w czasie, gdy pisałem ten post! Są to dla mnie odkrycia z ostatnich trzech–czterech tygodni.
      Skąd założenie, że kobieta nie zauważa moich sygnałów? Stąd, że nie reaguje tak, jak bym się spodziewał. A jakiej reakcji się spodziewam? Przejęcia przez nią kontroli. To jest to kluczowe odkrycie ostatnich tygodni dla mnie – ja po prostu stawiam kobiety w pozycji dominującej w relacjach! Znaczy, „po prostu” to może nienajlepsze określenie, biorąc pod uwagę, że byłem tego nieświadomy przez ostatnie 40 lat, a kapnąłem się niecały miesiąc temu.
      Czyli, upraszczając – oczekuję, że jak wyślę sygnał, to kobieta przejmie stery i zaprosi mnie na randkę czy coś! Jak można przypuszczać, tak się generalnie nie dzieje, bo nie jest to typowy wzorzec w naszym społeczeństwie. Oczekiwanie jest takie, że to mężczyzna wyjdzie z inicjatywą.
      Na pewno jestem w tym wszystkim ślepy na sygnały, bo wszystko, co jest bardziej subtelne niż to opisane powyżej, przejdzie pod moim radarem.
      Trochę strach pomyśleć, ile kobiet zostawiłem w stanie kompletnego skołowania. Ja wysyłałem sygnały, ona wysyłała sygnały, ona czekała, bym wykonał konkretny ruch, a ja czekałem, by ona to zrobiła. Może jakaś miła koleżanka myślała: „Czemu on nic nie robi? Przecież sygnały są jasne!”. A ja po czasie myślałem sobie: „No szkoda, że nie chciała czegoś zrobić. Fajna dziewczyna była…” 😉
      Jeśli chodzi o pisemną formę wyrażania emocji czy zainteresowania, to robiłem podchody parę razy i zazwyczaj „pękałem” tuż przed wysłaniem. Co oznacza, że zamiast jasnego przekazu pisałem jakiś zawoalowany ogólnik, który oddawał inicjatywę w ręce dziewczyny – czyli wracamy do poprzedniego punktu. Jest to jednak niewątpliwie interesująca ścieżka do sprawdzenia!

      Jeszcze raz dzięki za komentarz i pozdrawiam!
      Rafał

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi