Blog

O sercu i rozumie

Na spotkaniu klubu Biznes Toastmasters odbyła się debata o decyzjach podejmowanych sercem lub rozumem. Autor podkreśla, że serce to emocje, a rozum to świadome myślenie. Szybkość i dokładność to kryteria oceny decyzji; w zależności od sytuacji, można preferować jedną z tych metod lub łączyć je harmonijnie.

Na niedawnym spotkaniu klubu mówców Biznes Toastmasters odbyła się debata oksfordzka na temat „Lepiej decydować sercem niż rozumem”. Dyskusja była ciekawa i zażarta! Tak się złożyło, że pełniłem na spotkaniu inną funkcję, nie wziąłem więc bezpośredniego udziału. Pora bym to nadrobił i zmierzył się z tematem.

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. Serce to mięsień pompujący krew, zawiera nieco neuronów, ale nie na tyle dużo by można było przy jego pomocy decydować. Sprawa załatwiona, lepiej jest decydować rozumem, bo sercem się nie da.

Tu może się oburzycie: „przecież to serce to tylko taka metafora! Nie udawaj, że nie wiesz!” No dobrze. Wiem. Jaka to jest dokładnie metafora? Co znaczą pojęcia, które zostały użyte w tezie, skoro nie bierzemy ich dosłownie? Nim przejdę do analizowania pytania, muszę rozwiązać tę definicyjną zagadkę.

Zacznijmy od serca. Z potocznego rozumienia stwierdzenia „decydować sercem” adekwatną definicją jest decydowanie na podstawie uczuć czy też emocji. Na potrzeby tego rozumowania nie zagłębię się w potencjalne różnice pomiędzy „uczuciami” a „emocjami”, będę je traktował ogólnie jako informacje płynące z podświadomości i określał mianem „emocji”.

Jeśli chodzi o decydowanie rozum, to będą to decyzje podjęte na podstawie świadomego rozumowania.

Chciałbym uniknąć pojawienia się fałszywej alternatywy w stawianym pytaniu. Tak może się zdarzyć na kilka sposobów. Po pierwsze, jeśli dwa człony alternatywy mają część wspólną, czyli wybór jednej pociąga w pewnych przypadkach wybór drugiej, w szczególności, gdy się całkowicie pokrywają. Po drugie, jeśli istnieją inne opcje niż te rozważane, czyli człony naszej alternatywy nie pokrywają pełnego spektrum możliwości.

Mając to na uwadze, przedefiniuje używane pojęcia. Tak jak są zapisane obecnie, mają część wspólną oraz nie pokrywają pełnego spektrum możliwości. Mają część wspólną, ponieważ istnieją decyzje łączone, czyli takie gdzie najpierw pojawia się emocja i reakcja na nią, a na ich podstawie odbywa się proces świadomego rozumowania. Nie pokrywają całego spektrum możliwości, jako że mogą istnieć decyzje, które ani nie mają podłoża świadomego, ani emocjonalnego, a są, przykładowo, oparte na nawykach.

Proponuje w związku z tym następujące definicje:
Myślenie/decydowanie sercem to wszystkie procesy myślowe, które są w pełni podświadome i prowadzą do działania bez świadomego namysłu.
Myślenie/decydowanie rozumem to wszelkie procesy myślowe, które mają komponent świadomego rozumowania.

To niejedyny możliwy sposób zdefiniowania tych pojęć, alternatywnie można rozważać następujące definicje:
Myślenie/decydowanie serce to wszystkie procesy myślowe, których wynikiem jest decyzja zgodna z początkowym wnioskiem podświadomym.
Myślenie/decydowanie rozumem to wszystkie procesy myślowe, których wynikiem jest decyzja niezgodna z początkowym wnioskiem podświadomym, czyli gdy świadome rozumowanie zmieniło decyzję.

Pierwsza definicja wydaje mi się prostsza, druga bardziej zbliżona do potocznego rozumienia tych pojęć. Na potrzeby tego artykułu pozostanę przy pierwszej parze definicji.

Jest jeszcze jedno słowo w tezie, które powinienem dobrze zrozumieć. Co znaczy „lepiej”? Jakie kryteria przyjmę, by rozstrzygnąć spór? Proponuje następujące dwa parametry.
1. Szybkość podejmowania decyzji – decyzja jest tym lepsza, im szybciej zostaje podjęta, ponieważ zużywa wtedy mnie zasobów: czasu i energii. Szybkie decyzje są lepsze od wolnych.
2. Poprawność podejmowanie decyzji – jest tym lepsza, im jest precyzyjniejsza, czyli im wyższe niesie prawdopodobieństwo dobrych, czyli przynoszących nam większe korzyści, wyników. Poprawne decyzje są lepsze od niepoprawnych.

Oba kryteria obejmują spektrum możliwości. Z jednej strony mamy czas podejmowania decyzji (albo zużytą energią), z drugiej strony prawdopodobieństwo sukcesu.

Obserwacja 1: świadome procesy myślowe są wolniejsze od podświadomych.

Obserwacja 2: świadome procesy myślowe są poprawniejsze od podświadomych.

Nasze pytanie sprowadza się do określenia, gdzie przebiega punkt równowagi między szybkością a poprawnością. Nie przypuszczam, bym był w stanie odpowiedzieć na nie dokładnie. To, co mogę osiągnąć to uargumentować, że istnieją sytuacje, w których szybkość jest istotniejsza oraz istnieją sytuację, gdy istotniejsza jest poprawność. Jeśli zdołam to wykazać, to udowodnię, że odpowiedź na naszą tezę jest niejednoznaczna i czasem lepiej kierować się sercem, a czasem rozumem.

Rozważmy sytuację, która ilustruje prymat szybkości nad dokładnością. Stajemy oko w oko z rozwścieczonym tygrysem. Zwierz zrywa się do skoku. Musimy podjąć decyzję co robimy. Jeżeli proces decydowania zajmie więcej niż ułamek sekundy, rozszarpią nas kły i pazury. Powiedzmy, że decyzja podjęta w ułamku sekundy daje nam 20% szans na przetrwanie, to niewiele, ta decyzja ma niską poprawność. Decyzja, której podjęcie zajęłoby nam 5 sekund, daje nam szansę na przetrwanie 100%, wymyślimy idealną taktykę. Jednak faktyczna szansa przetrwania w drugim przypadku wynosi 0%. Tygrys nas pożre, nim podejmiemy decyzję. Żadna miara poprawności nie przeważy nad szybkością. Są więc decyzje, które lepiej podejmować sercem.

Rozważmy przykład, który ilustruje prymat dokładności nad szybkością. Saper staje przed zadaniem rozbrojenia bomby. Na zegarze jest jeszcze 60 sekund. Do zapalnika wiodą dwa przewody: czerwony i niebieski. Saper może zdać się na intuicję (czyli podświadomość) i przeciąć czerwony przewód. Może to zrobić natychmiast, na zegarze nie upłynie nawet sekunda. Prawdopodobieństwo sukcesu to 50%, jeśli się pomyli, umrze. Jest to jednak doświadczony fachowiec. Jeśli poświęci na badanie bomby i jej logiczną analizę 50 sekund, to uzyska prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, który przewód należy przeciąć. Inwestując 50 sekund, osiąga 100% poprawność decyzji (w przybliżeniu). Są więc decyzje, które lepiej podejmować rozumem.

Skory istnieją sytuacje, które preferują każdy z typów, odpowiedź na tezę musi brzmieć: to zależy. Gdy kluczowa jest szybkość działania, lepiej jest się kierować sercem. Gdy kluczowa jest precyzja lepiej kierować się rozumem. Czasami najlepszym trybem decydowania jest najpierw pomyśleć sercem, a potem potwierdzić lub zaprzeczyć rozumem. Może każda nasza decyzja ma taką strukturę? Wtedy odpowiedź na tezę brzmi: zawsze potrzebujemy obu!

Odpowiedź może być dość złożona, ja skłania się ku stwierdzeniu, że najlepiej wykorzystywać oba te tryby decydowania w harmonijny sposób i kłaść nacisk na jeden z nich, tam, gdzie sytuacja wymaga jego mocnych stron!

O rozwoju osobistym

Artykuł omawia rozwój osobisty jako kluczową wartość ze stoickiej perspektywy, definiując jego różne typy: fizyczny, indywidualny, społeczny i refleksyjny. Każdy typ wpływa na refleksyjność, która jest uznawana za dobro. Autor proponuje metody praktyczne, podkreślając znaczenie analizy przekonań oraz prób nowych doświadczeń dla osobistego rozwoju.

Dzisiejszy artykuł poświęcę drugiej z kluczowych wartości, czyli rozwojowi osobistemu. Spośród wszystkich na mojej liście budzi ona zapewne największe zdziwienie, a jednak uważam ją za absolutnie kluczową z perspektywy stoickiej.

Pierwszym pytaniem w przypadku rozwoju osobistego jest: czy jest wartością? Nie chodzi tu o rozstrzyganie czy jest cenny lub pożyteczny, ale rozstrzygnięcie, czy nie jest częścią Dobra rozumianego jako stan najwyższej możliwej refleksyjności. W mojej dyskusji nad wolnością uległa ona rozszczepieniu na Wolność odnoszącą się do tego, co zależne i będącą częścią Dobra oraz wolność jako wartość odnoszącą się do tego, co niezależne. Zbadam czy podobne zjawisko będzie miało miejsce w przypadku rozwoju osobistego.

Zacznę moje rozważania od formalnych definicji. W kolejnych rozdziałach przejdę do jego właściwości, wpływu i sposobu praktykowania.

DEFINICJA ROZWOJU OSOBISTEGO

Rozwój osobisty jest typem procesu odnoszącym się do ciała lub umysłu konkretnej osoby. Aby nazwać proces „rozwojem”, musi mieć parametr, który rośnie wraz z jego postępami – nie musi być ściśle rosnący, ale w dłuższej perspektywie powinien wykazywać tendencję wzrostową.
Nieco bardziej szczegółowo opisałem formalne definicje w słowniczku.

Na tym etapie wyróżnię cztery podtypy rozwoju osobistego [1]:
+ rozwój fizyczny,
+ rozwój indywidualny,
+ rozwój społeczny,
+ rozwój refleksyjny.

Rozwój fizyczny dotyczy mojego ciała: zdrowie, ruch, szybkość, zręczność etc.
Jest podstawą biologicznego funkcjonowania, sprzyja trwaniu naszej istoty. Jest źródłem energii witalnych, potrzebnych do realizowania wartości.

Rozwój indywidualny dotyczy umiejętności i przekonań: wiedza, zawód, wspomnienia, charakter etc.
Jest zestawem narzędzi i mechanizmów, które wypracowuje na własny użytek i które czynią mnie unikalnymi w społeczności. Jest źródłem mojego osobistego funkcjonowania i podstawą mechanizmów decyzyjnych.

Rozwój społeczny dotyczy wpływu, jaki ma na mnie społeczności i jaki ja mamy na nią: znajomości, informacja zwrotna, język, ideologie, normy społeczne etc.
Jest fundamentem komunikacji z innymi i polem, na którym realizuje moje wartości w sposób wykraczający poza moją istotę. Dzięki niemu mogę z dobrem sięgnąć szerzej i dalej.

Rozwój refleksyjny dotyczy mojej refleksyjności: logika, etyka, decyzje, wartości etc.
Jest dobrem w ścisłym rozumieniu. To kolejny po Wolności aspekt mojej refleksyjności. Jest podstawą mojego rozwoju jako człowieka refleksyjnego, czyli człowieka dobrego.

JAK ROZWÓJ OSOBISTY WPŁYWA NA REFLEKSYJNOŚĆ

Omówiłem definicję rozwoju osobistego i rozbiłem go na kilka kategorii. Teraz spojrzę dokładniej, jak poszczególne kategorie wpływają na refleksyjność i w związku z tym, dlaczego uznaje go za wartość.

Po pierwsze, podobnie jak wolność, rozwój osobisty rozdziela się na dwie kategorie: rozwój refleksyjności, czyli rozwój rozumiany jako dobro i pozostałe aspekty, czyli rozwój rozumiany jako wartość.

Zacznę omówienie od pierwszej kategorii, czyli od rozwoju naszej refleksyjności. W tym artykule argumentowałem, że refleksyjność jest jedynym dobrem. Rozwijanie refleksyjności jest zwiększaniem zasobu dobra. Z tego trywialnie wynika, że rozwój refleksyjny jest dobrem, a w związku z tym jest wart, by go aktywnie realizować w życiu.

Na czym ten rozwój polega? Refleksyjność mogę rozumieć jako kompetencję czy umiejętność. Najlepszym sposobem na jej rozwijanie jest trening, czyli stosowanie jej w praktyce. Im częściej jej używam, tym sprawniejszy się staje, tym mam jej więcej. Czyli kluczem do rozwoju refleksyjności jest jej wykorzystywanie w codziennym życiu i w specjalnie wykreowanych sytuacjach treningowych.

Aby lepiej zrozumieć, z czym mam do czynienia, podzielę kompetencje refleksyjności na trzy filary według stoickiej reguły: logikę, etykę i metafizykę. O każdej z nich mogę myśleć jak o osobnej (choć powiązanej z pozostałymi) kompetencji, której rozwój wpływa bezpośrednio na moją refleksyjność.

Rozwój mojej kompetencji w logice to polepszanie umiejętności formułowania poprawnych i rozpoznawania błędnych wnioskowań. Zdania logiczne są językiem refleksji, ich maestria jest równoważna maestrii wewnętrznego dialogu, kształtującego moje decyzje. Bez logiki nie byłbym w stanie analizować swoich procesów wewnętrznych. Dlatego kształcenie logiki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w etyce to tworzenie i modyfikowanie hierarchii wartości, która nadaje kierunek moim wyborom, pozwala zrozumieć, co jest prawdziwie ważne a co nie. Jest tematem mojego wewnętrznego dialogu, etyczna maestria jest maestrią mojej wewnętrznej problematyki. Bez etyki nie byłbym w stanie oceniać, jak i które procesy wewnętrzne powinienem zmienić. Dlatego kształceni etyki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w metafizyce to rozumienie mojego miejsca w świecie, tego, czym jestem i jak usadawiam się względem wszechświata. Zrozumienie mojego miejsca pozwala mi poprawnie określić obszar mej sprawczości i ograniczać decyzje, które podejmuj do tych, które są ode mnie zależne. Metafizyka jest granicą mojego wewnętrznego dialogu, jej maestria jest maestrią w angażowaniu wewnętrznych zasobów, tam tylko gdzie są skuteczne. Bez metafizyki mój wewnętrzny dialog rozlałby się po całym świecie i stracił swą moc. Dlatego kształcenie metafizyki jest dobrem.

Rozwój fizyczny

Moje ciało nie jest mną w tym sensie, że nie jest moją refleksyjnością, jednak ja nie mogę istnieć bez ciała, tak jak nie mogę istnieć bez tlenu, choć nie jestem tlenem. Moje ciało potrzebuje napoju, pokarmu i aktywności, by funkcjonować, potrzebuje też opieki lekarza i leku, gdy jest chore. Ciało wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone jest trwalsze. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny przedłużając trwanie mojego ciała, przedłuża także trwanie mojej refleksyjności, w związku z tym jest wartościowy.

Drugą wartością płynącą z rozwoju fizycznego, jest zwiększenie zasobów energii dostępnych mojej refleksyjności. Refleksyjność jest procesem i aby się toczyć, wymaga energii, a tej dostarcza moje ciało. Wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone ciało ma większe zasoby energii, których mogę użyć do podtrzymania refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny zwiększa mój potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Jedyne co jest konieczne do zaistnienia refleksji to żywy mózg i rezerwa energii. Refleksja istnieje i toczy się także w człowieku, który nie ma możności rozwoju fizycznego w klasycznym sensie. Silne ciało nie jest konieczne dla refleksyjności, w związku z czym rozwój fizyczny nie jest dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem fizycznym można przesadzić. Zbyt wielka jego ilość nie przyczynia się do zachowania zdrowego ciała i energii witalnych, staje się celem samym w sobie, co jest niekorzystne dla mojej refleksyjności, bo odbiera jej czas i zasoby. Ciało jest ważne, o tyle o ile przyczynia się do lepszego funkcjonowania rozumu, wszystko poza tym jest zbędne.

Rozwój indywidualny

Sfera osobista odnosi się do takich elementów jak przekonania, umiejętności praktyczne, charakter czy nawyki. Ta sfera nie jest mną, ale jest zestawem procedur mojego funkcjonowania, tak jak komputer pokładowy nie jest samolotem, ale jest konieczny, by samolot mógł lecieć. Potrzebuje moich indywidualnych właściwości, by wyodrębnić siebie ze świata i móc zrozumieć i oddziaływać na tenże świat. Mając klarowne, sprawdzone przekonania, dobre nawyki, cenne umiejętności i godny charakter, poznaje świat pełniej i komunikuje się z nim skuteczniej. Poznanie świata jest pożywką dla mojej refleksyjności, komunikowanie się jest sposobem na wzbudzanie refleksyjności w innych. Z tego wnoszę, że rozwój osobisty zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Refleksja musi być uczyniona nad czymś. Choć sama dla siebie może być pożywką, to łatwiej jest jej działać nad czymś zewnętrznym. Głównym zewnętrznym materiałem dla refleksyjności jest to, co nazywam moją osobowością, czy inaczej moimi mechanizmami funkcjonowania. W tej sferze mieści się też mechanizm podejmowania decyzji, o którym pisałem w tym artykule. Przestrzeń osobista jest związana z przestrzenią społeczną, która także jest obszarem funkcjonowania moich decyzji. Różni je to, iż w przestrzeni osobistej ulokowane jest to, co sam świadomie wykształcam, w przestrzeni społecznej to, co jest mi narzucane przez kulturę, w której funkcjonuje i co może plasować się w podświadomości.

Podobnie jak w przypadku fizyczności tak przy osobowości jej dobry stan nie jest konieczny do bycia refleksyjnym, ale jej minimalne funkcjonowanie konieczne jest. Utrata osobowości nie jest zjawiskiem częstym, ale realnym. Wiele chorób psychicznych i stanów chorobowych mózgu interpretuje jak taką stratę. Przypuszczam, że przy braku osobowości, refleksyjność jest niemożliwa. Mimo tego dobry stan indywidualności nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ona dobrem, choć jest wartością.

Przypuszczam, że i z rozwojem osobowości podobnie jak z rozwojem fizycznym można przesadzić, ale w tej sferze większym zagrożeniem dla refleksyjności wydaje mi się rozwój w złym kierunku, czyli budowanie destrukcyjnych nawyków czy fałszywych przekonań.

Rozwój społeczny

Strefa społeczna odnosi się do elementów mojego funkcjonowania, które zostały mi narzucone przez środowisko ludzkie, w którym funkcjonuje. Ten proces jest intensywny w dzieciństwie, z wiekiem słabnie, ale nigdy całkowicie się nie kończy. Te elementy są dla mnie konieczne, bym mógł funkcjonować w otoczeniu i współpracować z innymi ludźmi. Kooperacja z ludźmi w dziedzinie wymiany idei, dyskusji, dzielenia się informacją zwrotną jest płodnym obszarem do działania mojej refleksyjności. Analizowanie procesów zachodzących między mną a innymi to akt refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój społeczny zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z czym jest wartościowy.

Odnoszą się tu podobne uwagi jak do rozwoju indywidualnego, jako że te sfery są sobie bliskie. Główną zaletą jest odgrywanie roli zewnętrznej pożywki dla refleksyjnego ducha odnoszącej się do mechanizmów mojego funkcjonowania z innymi: ulepszania ich i poszukiwania tych, które są atawistyczne, czyli dawniej użyteczne, ale teraz już obojętne lub szkodliwe. W obrębie tej sfery mieści się także rzucanie wyzwań obowiązującym normą społecznym, co jest źródłem refleksji dla mnie i innych.

Ze wszystkich trzech wartościowych przejawów rozwoju, ten wydaje się najmniej koniecznym w tym sensie, że człowiek na bezludnej wyspie może się bez niego obyć. Jednak to mylne założenie, ów człowiek musiał przejść jakąś socjalizację i warunkowanie społeczne, inaczej by nie przetrwał, bo ludzkie dzieci nie są zdolne do samodzielnego przetrwania w naturze jeszcze długo po urodzeniu. Ten element opieki jest elementem socjalizującym. Także minimalny rozwój społeczny jest konieczny dla refleksji, po to, by umożliwić przetrwanie, bez którego jej nie ma. Całkowita izolacja od stada jest dla człowieka niezwykle trudnym stanem. Przypuszczam, że refleksyjność może w takiej izolacji istnieć, jednak wyobrażam sobie, że jest niezwykle utrudniona. Mimo tego dobry stan uspołecznienia nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ono dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem społecznym na pewno można przesadzić. Chodzi mi przede wszystkim o skoncentrowanie życia i funkcjonowania na odpowiadaniu na sygnały płynące ze społeczeństwa, od innych ludzi, całkowicie ignorując sygnały płynące z wnętrza. Jest to jakby przeniesienie wielu moich kompetencji na świat zewnętrzny. Moje emocje nie są moim dziełem – to inni je wywołują. Jestem szczęśliwy nie wtedy kiedy zrobię coś dobrego, tylko kiedy zostanę pochwalony. Przykłady mógłbym mnożyć. Objawy te są efektem błędów w moim rozwoju społecznym i warte są, bym się nad nimi pochylił i jej poprawiał jak dalece to możliwe. Uważam, że szczególną uwagę warto przy tym zwracać na przekonania związane z religią i innymi ideologiami, których wpływ pojawił się we wczesnym dzieciństwie. Warto je obejrzeć krytycznie i zakwestionować.

METODY ROZWOJU OSOBISTEGO

W tym rozdziale chciałem dodać nieco praktycznych wskazówek jako uzupełnienie teoretycznego wstępu. Przykłady, które zobaczycie poniżej, są moimi osobistymi doświadczeniami, choć metody są często znane. Wiem, że okazały się przydatne dla mnie, nie widzę znacznego ryzyka w ich praktykowaniu, ale też nie gwarantuje, że dla was okażą się pomocne. Dla żadnej z nich nie posiadam ani nie szukałem badań potwierdzających ich skuteczność. Stosujcie zgodnie z własnym uznaniem i na własne ryzyko!

Po pierwsze, jeśli chodzi o rozwój refleksyjności, to dla wszystkich jej aspektów już podałem kilka metod i praktyk, które stosuje. Zapraszam do odpowiednich artykułów:
Logika
Etyka
Metafizyka

Ćwiczenie sprawności ruchowej

Celem tej praktyki jest utrzymanie ciała w sprawności do wykonywania podstawowych czynności dnia codziennego.
Osobiście praktykuje na trzy sposoby. Pierwszy to ćwiczenia na siłowni pod obciążeniem oraz rozciąganie. Mają zbudować muskulaturę, która będzie skutecznie wspierać układ kostny w utrzymywaniu wyprostowanej postawy i przyjmowaniu obciążeń przy wysiłku. Rozciągania służą utrzymaniu dużego zakresu ruchomości stawów, niwelując szkodliwy wpływ siedzącego trybu życia.
Drugi sposób to regularna jazda na rowerze. Dla mnie to przede wszystkim sposób na przemieszczanie się po mieście: na dojazdy do pracy, na zakupy, do biblioteki, do kina i tak dalej. To robię przez cały rok. Dodatkowo w sezonie ciepłym znajduje czas na mniejsze i większe eskapady po mieście i poza nim. Odbywa się to z korzyścią dla układu krążenia.
Trzeci sposób to chodzenie po górach. To głównie sezonowa aktywność, która ma utrzymać moją mobilność oraz stanowić mocny wycisk dla układu krążenia. Wisienka na torcie: ta aktywność także wspaniale otwiera mi umysł i pozwala myśleć z szybkością i sprawnością nieosiągalną na równinach!

Kardio i utrzymanie masy ciała

Utrzymanie właściwej masy ciała i dobrej kondycji układu krążenia to aktywność obliczona na zwiększenie szans na dłuższe życie. Ma ona dwie strony. Po pierwsze, jest to ruch, o którym wspomniałem wcześniej (rower, góry, siłownia). Po drugie, jest to odpowiednia dieta, rozumiana jako ograniczenie spożywanych kalorii oraz spożywanie pokarmów bogatych w składniki odżywcze, a możliwie ubogich w substancje szkodliwe. Jedno z drugim idzie w parze, jest mi trudno utrzymać właściwą masę ciała samą dietą, czy też samą aktywnością fizyczną.
Wybór konkretnych aktywności ma niewielkie znaczenie, kluczowe jest, by się ruszać, mając na uwadze dwa aspekty: zachowanie sprawności motorycznej i zachowanie dobrej kondycji układu krążenia. Czy jeżdżę na rowerze, czy biegam to sprawa preferencji.

Analizuj swoje przekonania

Jestem przekonany o bardzo wielu rzeczach. Wiele moich przekonań nie jestem świadoma. Wiele moich przekonań, tych świadomych i podświadomych, jest fałszywa. Póki jakieś przekonanie we mnie tkwi, póty będzie dyktować moje decyzje i zachowania. Warto im się regularnie przyglądać i aktywnie odkrywać te, które chowają się w podświadomości.

W mojej praktyce najlepszą metodą na wychwytywanie podświadomych przekonań jest przyglądanie się emocją, które się w nas aktywują. Czynię to, zadając pytania, dlaczego czuję to co czuję akurat w tej sytuacji i drążąc temat, to znaczy nie poprzestając na powierzchownych odpowiedziach. Tak mogę dotrzeć do przekonania, które leży u źródła emocji. Piszę „mogę dotrzeć”, bo z praktyki wiem, że często pierwsze odkrycia są fałszywe, że nie dotarłem z pytaniami dość głęboko. Analiza błędnie uchwyconych przekonań, zwykle prowadzi mnie do uświadomienia sobie pomyłki, a analiza jej natury pomaga mi lepiej zrozumieć podobne sytuacje w przyszłości.

Kiedy mam już przekonanie w ręku, zaczynam zadawać pytania. Moją ulubioną metodą analizowania przekonań jest dialog sokratejski, czyli wymiana pytań i odpowiedzi. Staram się w ten sposób drążyć temat, nie zachowując obiektywności, raczej próbuje być adwokatem diabła, czyli okazywać sceptycyzm wobec przekonania i zadawać niewygodne pytania.

Po tym procesie mam pojęcie czy przekonanie jest słuszne. Jeśli tak, nic więcej robić na tę chwilę nie muszę. Jeśli nie, kolejnym etapem jest zmiana przekonania. Jeśli przekonanie jest świadome, sprawa jest prosta: przyjmuje nowy punkt widzenia. Gorzej, jeśli jest podświadome. Wtedy muszę „przekonać” podświadomość do nowych wniosków. W tym celu kilkakrotnie przechodzę przez rozumowanie, utrwalając je. Zawsze, gdy efekty starego przekonania ponownie się pojawią, powtarzam nową prawdę, analizując sytuację w jej kontekście. Z czasem nowy sposób myślenia zakorzenia się w podświadomości, przy czym przy mocnych przekonaniach może to trwać latami. Sam ma kilka takich, które wiem, że są fałszywe od kilku lat, a mimo niekiedy, choć rzadziej niż kiedyś, aktywują się w podświadomości.

Mów i słuchaj

Ten rozdział mógłby się równie dobrze nazywać: pisz i czytaj. Chodzi o to, by dzielić się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami z innymi. W moim przypadku dzieje się to poprzez pisanie w różnych zakamarkach Internetu także dlatego, że mówienie mi nie wychodzi tak sprawnie.

Celem tego ćwiczenia jest wystawienie moich przekonań, poglądów i rozmyślań na informację zwrotną. Mam tendencję do zadurzania się we własnych wywodach, ot taki egocentryczny rys. Nie ma nic lepszego dla mojego myślenia, niż porządna krytyka i kubeł wody wylany na głowę. Nie zawsze pod wpływem takiej terapii zmieniam zdanie, ale zawsze po niej lepiej rozumiem problem, z którym się mierzę.

Nie wiem, czy jest ogólnie ludzką przypadłością, by przeceniać wagę własnych myśli. Na pewno jest to moja przypadłość. Jeśli macie podobnie, to zachęcam was do znalezienia dobrego medium do wygłaszania swych tez i poddawania ich konstruktywnej krytyce, będąc przygotowanym, iż czasem będzie druzgocąca.

Kwestionuj to co oczywiste

Jeśli mam wybrać które prawdy i przekonania zakwestionować, zaczynam od tych, które wydają się najbardziej oczywiste. Robię tak dlatego, że są najniebezpieczniejsze. Im bardziej jestem przekonany do słuszności jakiegoś przekonania, tym mniej refleksji będę poświęcał mu i jego skutkom. To niebezpieczna sytuacja. Jeśli tak się zdarzy, że uzyskam pewność co do prawdziwości czegoś, co jest fałszywe, to sam siebie wywiodę na manowce. Gdy zauważę, że czegoś jestem pewny, zaczynam czujniej się temu przyglądać. W końcu pewność nie istnieje poza obszarem twierdzeń matematycznych!

Ta sama zasada odnosi się do tego, co mi mówi społeczeństwo i inni ludzie. Im bardziej są pewni co do słuszności swoich poglądów i twierdzeń, tym ja bardziej staje się sceptyczny. Nie ma prawie nic pewnego na tym świecie, więc sprzedawanie czegoś jako pewnik jest podejrzane. Z tego właśnie powodu zachowuje duży dystans co do twierdzeń religijnych, pewność w ich wyznawcach sugeruje mi, że mam do czynienia z pomyłką, której poddali się liczni, może poprzez manipulację, może dlatego, że przyjemnie im było uznać to za pewnik, może z obu tych powodów. Jakkolwiek by było, im bardziej wyznawcy pewni są swego bóstwa, tym bardziej ja jestem sceptyczny. Nic pewnego poza twierdzeniami matematyki, jeśli ktoś mówi inaczej, to podejrzewam, że nie wie do końca, o czym mówi i jest poważnie zagubiony.

Próbuj nowych rzeczy

Próbowanie nowych rzeczy, wyzwań i poznawanie ludzi poszerza horyzonty. Po prostu daje mi informacje o tym, co jest możliwe i dostępne, dzięki czemu pole mojego wyboru rośnie.

Dlatego staram się w miarę regularnie próbować czegoś nowego. Po pierwsze podróże, czyli zwiedzanie nowych miejsc, a nie trzeba jechać daleka, by było ciekawie. W zasięgu kilku godzin drogi są miejsca nieodkryte a godne uwagi. Podróże zagraniczne mają dodatkowy aspekty nowości w postaci lokalnej kultury, jednak z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest tę kulturę poznać i jako turysta poruszam się w pewnego rodzaju bańce. Da się z tej bańki wyrwać, ale jest to trudne. Mnie osobiście nigdy się nie udało.

Drugi aspekt nowego to poznawanie nowych ludzi. To najłatwiej zrobić, z mojego doświadczenia, poprzez angażowanie się w „kółka zainteresowań”. Przykładem jest klub mówców, do którego uczęszczam, kompletnie nowa ekipa ciekawych ludzi, z którymi już na wejściu mam wspólny temat. Możliwości jest bardzo wiele od szachów po budowanie robotów.

To sprowadza nas do trzeciego aspektu, czyli do próbowani nowych umiejętności i zajęć. Jednym plusem tego podejścia jest wspomniane poznawanie nowych ludzi, drugim rozwijanie moich własnych umiejętności. Czy jest to koordynacja ruchowa w tańcu, umiejętności wokalne na lekcji śpiewu, czy cokolwiek innego, stymulujemy w ten sposób mój umysł do rozwoju. Nie wszystko musi się mi spodobać i ze mną zostać, warto jednak sprawdzać, bo prędzej czy później coś się mi spodoba i do mnie przyklei.

Sto razy pytaj „dlaczego?”

Ten motyw przewijał się w innych podpunktach, ale chcę go podkreślić osobno. Co byśmy nie robili, co byśmy nie myśleli, jakbyśmy nie zadecydowali, warto co jakiś czas zapytać się „dlaczego?”.

Staram się być dla samego siebie najbardziej namolnym towarzyszem, który co rusz pyta: a dlaczego to robisz? Nie potrafię odpowiedzieć? Może warto przerwać tę czynność i się zastanowić? Nic i nigdy nie robię bez powodu. Jeśli coś czynię, ale nie potrafię wyjaśnić dlaczego, to znaczy, że moje motywacje są przede mną ukryte. Im większy wpływ ma dana czynność na moje życie, tym ważniejsze jest, bym znalazł prawdziwe powody, jakie za nią stoją.

To bywa męczące, nie przeczę. I wiem doskonale, że nie da się każdej czynności w życiu poddawać za każdym razem podobnemu przesłuchaniu, ale wiem, że każdą większą decyzję, można od czasu do czasu sprawdzić dociekliwym „dlaczego?”.

Pamiętajmy też, by nie zatrzymywać się na pierwszym pytaniu, by drążyć i pogłębiać aż nie uzyskamy satysfakcjonującej i logicznej odpowiedzi. Jeśli trzeba sto razy zapytać „dlaczego?” to pytam. Wiedza o motywach mojego postępowania jest warta czasu poświęconego na ich badanie!

[1] Rozdzielenie rozwoju na cztery typy jest inspirowane podziałem istoty ludzkiej zaproponowanym przez Tomasza Mazura w nieopublikowanym jeszcze tekście „Cztery ciała człowiek”.

O budowaniu relacji

Artykuł bada mechanizmy tworzenia relacji, ze szczególnym uwzględnieniem roli układu nagrody i wpływu substancji psychoaktywnych, jak alkohol. Podkreśla znaczenie właściwości relacji oraz cech definiujących ich charakter. Autor przestrzega przed zniekształceniem oceny drugiej osoby przez dopaminowe stymulacje, podkreślając wagę świadomego podejścia do interakcji.

Treść dzisiejszego artykułu będzie swobodną hipotezą dotyczącą relacji i mechanizmów ich formowania. Dlaczego swobodną? Bo popartą minimalną ilością dowodów naukowych. Będę sporo zakładał i zgadywał, postaram się jednak przy tym zachować spójność logiczną.

Zainteresowałem się tym tematem z kilku powodów. Po pierwsze, relacje to jedna z moich kluczowych wartości, są dla mnie istotne i cenne, a ich zrozumienie jest przydatne. Po drugie, kwestia alkoholu, który w naszym społeczeństwie stanowi jedną z osi budowania relacji, a którym gardzę. Po trzecie, religia, która także jest osią budowania relacji, a z którą nie mam do czynienia. Można powiedzieć, że moją motywacją był niepokój, iż jestem odcięty od kluczowych mechanizmów tworzenia relacji.

DEFINICJA RELACJI

Zacznę moje rozważania od zdefiniowania relacji. Ten fragment będzie nieco techniczny, ale żeby dobrze zrozumieć dalszą część wywodu, proponuje Ci drogi czytelniku, by przeczytać przynajmniej wytłuszczone elementy tego rozdziału.
Pod tym linkiem znajdziecie kilka wcześniej wprowadzonych definicji.

Rdzeń relacji to stan umysłu refleksyjnego będący parą uporządkowaną, w której pierwszym elementem jest tenże umysł, a drugim dowolny obiekt rzeczywistości.
Przykłady:
Ja i ja, czyli rdzeń relacji z samym sobą.
Ja i inny człowiek, czyli rdzeń relacja między ludzkiej.

Właściwości relacji to stany umysłu odnoszące się do rdzenia relacji. Mogą to być: wspomnienia, emocje, przekonania, klasyfikacje, opinie etc.
Przykłady:
Emocja miłości może być właściwością relacji między mężem i żoną.
Przekonanie, że jestem zainteresowany romantycznie, może być właściwością mojej relacji z koleżanką z pracy.

Właściwości są budulcem relacji, trudno sobie wyobrazić jakąś całkowicie ich pozbawioną. Jądro mówi nam, co jest ze sobą w relacji, właściwości określają jej charakter.

Relacja to jądro relacji wraz z właściwościami.

Relacje mogą mieć cechy, czyli sądy wartościujące relację pod kątem jakiegoś parametru (toksyczność, bliskość, użyteczność etc.). Cechy możemy rozumieć jako podzbiory właściwości relacji wybrane ze względu na łączący je parametr. Zbiory cech nie są rozłączne, jedna właściwość może trafiać do wielu cech.

Cechy są niezwykle istotne dla praktycznego rozumienia relacji. Wyróżniające się cechy definiują, jak klasyfikujemy relację. Oto kilka ważnych cech, jakie nadajemy relacją:

Romantyczna/platoniczna. Odpowiedź na pytanie, czy w relacji jest zawarty element miłości romantycznej. To może się wydawać stanem binarnym, ale uważam, że jest to spektrum, relacje mogą być mniej lub bardziej romantyczne.
Bliska/daleka. Możemy to rozumieć jako miarę ilości elementów w zbiorze właściwości relacji. Im ten zbiór jest bogatszy, tym relacja jest bliższa.
Jednostronna/wzajemna. Ja mogę być z czymś bądź kimś w relacji, ale nie odwrotnie. Bardzo typowa sytuacja dla relacji z przedmiotami nieożywionymi, gdzie wzajemność jest zwyczajnie niemożliwa. Ta cecha jest zero-jedynkowa.
Toksyczna/budująca. Czy relacja mnie wzmacnia i buduje moje możliwości jako człowieka, czy przeciwnie, osłabia i wysysa energię? Ta cecha rozciąga się na spektrum pomiędzy dwoma skrajnościami.
Realna/wirtualna. Czy znam obiekt relacji osobiście, czy nasze kontakty ograniczają się do świata wirtualnego? Nie jestem pewien czy rozumieć ten stan zero-jedynkowo, czy myśleć o nim jako o spektrum, czyli jak część relacji rozgrywa się w świecie wirtualnym, jak w rzeczywistym.
Przyjemna/nieprzyjemna. Czy formowanie nowych właściwości w tej relacji sprawia mi przyjemność, czy ból/dyskomfort? Wbrew wszelkim pozorom jest to cech odmienna od toksyczności. Są relacje nieprzyjemne, trudne, które mają właściwości niezwykle budujące i są relacje przyjemne, które toksycznie zatruwają życie.

Te przykłady nie wyczerpują wszystkich możliwych charakterystyk relacji, można by je mnożyć. Poprzestanę jednak na powyższych, które uważam za kluczowe. Jeśli uważacie, że coś istotnego pominąłem, dajcie znać!

HIPOTEZA: MÓZG FORMUJE RELACJE POPRZEZ DODAWANIE DO NICH WŁAŚCIWOŚCI

W tym rozdziale rozważę następującą hipotezę: formowanie relacji to dodawanie nowych elementów do jej zbioru właściwości. Relacja nie może istnieć, jeśli zbiór właściwości jest pusty. Sama wiedza o istnieniu drugiego elementu relacji jest już jej właściwością.

Na początku formowania się relacji jej zbiór właściwości procentowo rośnie bardzo szybko. To trywialna obserwacja, zasadzająca się na tym, że póki zbiór właściwości zawiera niewiele elementów, łatwo jest zwielokrotnić jego liczebność. Z tego może się wywodzić popularna opinia, iż pierwsze wrażenie jest niezwykle istotne dla relacji. Przypuszczam, że jest faktycznie kluczowe dla decyzji czy kontynuować relacje po pierwszym spotkaniu, ale jeśli będzie ona trwała, to jest jak najbardziej możliwe, by zatrzeć pierwsze wrażenie.

Zmiana w relacji polega na dodawaniu do niej nowych właściwości albo modyfikowaniu istniejących. Im dłużej relacja trwa, czy im więcej posiada właściwości, tym trudniej ją zmodyfikować. Dodanie jednej właściwości do setek istniejących w niewielkim stopniu zmienia ogólny obraz.
Właściwości z czasem zacierają się. Można je też aktywnie zmieniać, dotyczy to przede wszystkim tych, które mają formę przekonań, ale także tych, które interpretujemy jako wspomnienia – może to być forma urealniania wspomnień albo ich kreatywnego zmieniania by lepiej spełniały swoją funkcję. Ma to związek z tym, jak rozumiem naturę wspomnienia.

Nasz mózg nie jest kamerą wideo i nie nagrywa dokładnie wszystkiego, co widzi i słyszy. Zapamiętujemy wybiórczo, a często zabarwienie emocjonalne sytuacji decyduje o kształcie wspomnienia. Chciałbym zwrócić uwagę, że to, co pamiętamy, rzadko jest tym, co się faktycznie wydarzyło. To kluczowe dla formowania relacji, jako że wiele ich właściwości to wspomnienia, które nie są precyzyjnymi odwzorowanie rzeczywistości tylko interpretacjami, które w skompresowany sposób reprezentują realną sytuację.
Hipoteza: celem wspomnień (a więc i właściwości relacji) nie jest zgodność z prawdą i rzeczywistością, lecz informowanie przyszłych decyzji, tak by prowadziły do stanów uznawanych przez mózg za pożądane w momencie ich formowania.
Zgodność z rzeczywistością w tym niekoniecznie pomaga, a może nawet przeszkadzać.

Mózg koloruje i podkręca wspomnienia w zależności od kontekstu, wzmacniając te, które odnoszą się do czynności, które powinniśmy powtarzać, a zacierające te, które dotyczą czynności obojętnych lub niekorzystnych (chyba, że powinniśmy ich aktywnie unikać).
Hipoteza: mamy tendencję do tego by lepiej pamiętać to co dobre, zapominając to co złe.

Dygresja: dlaczego nie pamiętamy wszystkiego, co złe? Czy to nie pomogłoby tego unikać? Przypuszczam, że nasz mózg działa tutaj jak Wielki Brat z „Roku 1984” Orwella, czyli stosuje cenzurę myśli. Jeśli nie wiemy, że jakaś zła czynność jest możliwa, to nie możemy jej wykonać, chyba że przypadkiem. Spekuluje, że dlatego właśnie mamy tendencję do zapominania tego, co złe.

Jaki mechanizm stoi za kolorowaniem i wybieraniem wspomnień? Zapewne więcej niż jeden, ale dziś chciałem się skupić, na mechanizmie nagrody, który podejrzewam o najbardziej znaczący wpływ na koloryt naszych wspomnień.

HIPOTEZA: AKTYWACJA UKŁADU NAGRODY WPŁYWA NA FORMOWANIE SIĘ WSPOMNIENIA

Układ nagrody w naszym mózgu jest siecią odpowiedzialną za wzmacnianie zachowań, które są korzystne dla wypełnienia naszej biologicznej funkcji, czyli prokreacji. Ta sieć występuje także w mózgach innych zwierząt, dzięki czemu możemy prowadzić nad nią pośrednie badania.

W uproszczeniu działanie układu nagrody przedstawia się następująco: kiedy jesteśmy poddawani bodźcowi, który jest interpretowany jako korzystny dla przetrwania, w mózgu wydziela się neuroprzekaźnik zwany dopaminą. Dopamina spełnia kilka funkcji, ale interesujące dla nas jest odpowiadanie za odczucie spełnienia. Wzrost jej poziomu jest dla układu nagrody znakiem, że to, co się właśnie zdarzyło, jest korzystne i powinno być powtarzane.

W naturalny sposób aktywują układ nagrody: jedzenie i picie, seks (szczególnie orgazm), dotyk drugiego człowieka, rozmowa, wysiłek fizyczny i inne. Choć każda z tych czynności powoduje wydzielenie dopaminy, jej ilość nie jest jednakowa – niektóre czynności są ważniejsze.

HIPOTEZA POMOCNICZA: układ nagrody nie rozróżnia, która konkretnie czynność go aktywowała, jedynie, że został aktywowany. Przykład: kiedy jemy kolację, oglądając film, mózg zakoduje smak jedzenia i obrazy na ekranie, jako związane z otrzymaną nagrodą. Nie będzie wiedział, że wyrzut dopaminy aktywowało jedzenie.

Kiedy układ nagrody zostaje aktywowany, zwiększa się prawdopodobieństwo zapamiętania danego wydarzenia oraz poziom przyjemności, który zostanie z nim powiązany. Takie przyjemne wyraziste wspomnienie ma nas skłonić, by w przyszłości powtarzać daną czynność.

Jak wspomniałem, wszystko, co jest zawarte we wspomnieniu, zostanie zakodowane jako przyjemne i warte powtarzania: jedzenie posiłku na równi z oglądaniem serialu. Sieć układu nagrody nie rozróżnia, który element ją faktycznie aktywował.

WNIOSEK: jeśli regularnie robimy coś w czasie posiłku, tę czynność zapamiętamy jako przyjemniejszą, niż w rzeczywistości jest!

Uważam, że powyższy schemat jest kluczowy w przypisywaniu wagi poszczególnym właściwością relacji. Im silniejsza stymulacja układu nagrody, tym wyższa waga zostanie przypisana danemu wspomnieniu, tym większy będzie miało wpływ na daną relację.

Suma wszystkich wag właściwości relacja daje całkowitą wagę tejże, czyli określa, jak ważna jest dla nas. To oznacza, że jakość (siła stymulacji układu nagrody) interakcji z obiektem jest równie ważna, jak ich ilość. Całkowitą wagę relacji używamy, by porównywać dwie relacje między sobą, czyli rozstrzygać, która z nich jest dla nas ważniejsza.

Gdy natomiast chodzi o cechy relacji, to ich wartość jest sumą wag wszystkich właściwości znajdujących się w odpowiadających im zbiorach. Przypominam, że cechy relacji to, na przykład: toksyczność, bliskość.

UWAGA NA MARIGNESIE: możliwe, iż w przypadku cechy relacji, jest jeszcze dodatkowy parametr, który określa jej intensywność względem danej cechy. Nie każde wspomnienie jednakowo silnie wpływa na każdą z cech, do których należy.

Waga relacji i jej cechy (a w szczególności ich konkretne wartości) są co do zasady nieuświadomione. Nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć, że dana relacja ma dla nas wartość X, a druga Y. Zazwyczaj jednak jesteśmy w stanie stwierdzić świadomie, która relacja jest ważniejsza.

Ta niemożność określenia konkretnych wartości wiąże się z tym, że mózg nie przechowuje arkusza kalkulacyjnego z wartościami liczbowymi wagi relacji czy jej cech. Przypuszczam jednak, że mamy podświadome mechanizmy, które skutecznie syntezują wszystkie właściwości relacji w jakościowe porównania.

Tak układ nagrody, poprzez mechanizm formowania się wspomnień, wpływa silnie na treść naszych relacji.

WNIOSEK: DLA JAKOŚCI RELACJI ISTOTNE SĄ NIE TYLKO CECHY JEJ PRZEDMIOTU, ALE TAKŻE OKOLICZNOŚCI W KTÓRYCH WCHODZIMY Z NIM W INTERACKCJE

Relacje, które formujemy, nie są obiektywnym odwzorowaniem jakości ich przedmiotu. Ten sam przedmiot możemy obdarzyć pozytywnym uczuciem, jeśli poznaliśmy go w korzystnych warunkach, lub negatywnych, jeśli warunki naszego poznania były niekorzystne. Ten efekt jest szczególnie istotny w początkowych fazach relacji, gdy nie jest ona jeszcze bogata we właściwości i łatwo może się zmieniać.

Szczególną rolę w formowaniu naszego wrażenie pełni układ nagrody, który wpływa na to, jak postrzegamy osoby, przedmioty, sytuacje i miejsca, w których dochodzi do jego aktywacji. W przykładzie z poprzedniego rozdziału: jeśli oglądamy serial w czasie posiłku, wyda nam się lepszy, niż w rzeczywistości jest!

Wydaje się, że większość z nas zdaje sobie z tego intuicyjnie sprawę. Kreujemy spotkania z innymi ludźmi, w taki sposób by towarzyszyły im wyrzuty dopaminy. Klasycznym przykładem jest randka przy eleganckiej kolacji. Spędzając czas z drugą osobą podczas jedzenia posiłku, kodujemy zarówno w naszym mózgu, jak i w mózgu osoby towarzyszącej, skojarzenie z nagrodą, a w związku z tym myślimy o sobie nawzajem nieco cieplej.

Obserwacja: łamiąc symetrię tego mechanizmu, można go wykorzystać do manipulacji! Na przykład, zachęcając drugą osobę do jedzenia słodkości, podczas gdy my nie jemy, sprawiamy, że owa osoba myśli o nas nieco lepiej, podczas gdy my zachowujemy wobec niej więcej obiektywizmu.

Drugą intuicyjnie jasną manifestacją tego mechanizmu, jest udane życie seksualne w związku, gdzie przez „udane” rozumiem tu takie, które skutkuje orgazmem dla obu stron. To niezwykle istotny czynnik budujący relację, gdyż osoba, z którą uprawiamy seks, jest kodowana jako część przyjemnego spełnienia orgazmu, w efekcie myślimy o niej cieplej i postrzegamy ją w pozytywnym świetle.

Trzecią intuicyjną manifestacją są wspólne rodzinne posiłki, które są wykorzystywane jako sposób na formowanie dobrych familijnych relacji. Spędzając razem czas przy smacznym posiłku, będziemy myśleć o sobie nieco lepiej. Warto tu jednak zauważyć dwie rzeczy. Pierwsza, powinniśmy zwracać uwagę na innych domowników nie ekran smartfona, bo inaczej to urządzenie zakodujemy jako „sympatryczne”. Po drugie, układ nagrody to nie wszystko i jeśli zapędzono nas do stołu pod groźbą kary, to żadna ilość dopaminy nie sprawi, że zaczniemy cieszyć się towarzystwem.

Płyną z tego dwa praktyczne wnioski. Pierwszy, jeśli chcesz rozwijać, utrwalać i pogłębiać relację, dbaj, by spotkaniom z jej obiektem towarzyszyły zachowania stymulujące układ nagrody (jedzenie, wspólny wysiłek fizyczny, śmiech, seks etc.).
Drugi, jeśli chcesz zachować możliwie obiektywne spojrzenie na drugą stronę, usuwaj wszelkie stymulanty dopaminy z obrębu waszych spotkań. To sytuacja dość typowa w biznesie, jeśli negocjujesz z dostawcą cenę, nie stawiaj między wami ciasteczek, a już na pewno sam ich nie jedz! Lepsze dla twojego celu będzie zachowanie obiektywizmu i nieformowanie przyjaznych uczuć do dostawcy.

Obserwacja: w tym drugim przypadku widzimy pole do manipulacji. Jeśli postawimy na stole pyszne ciasteczka i skłonimy dostawcę, by je zjadł, podczas gdy my sami się powstrzymamy, tworzymy lekkie zachwianie równowagi w relacji na naszą korzyść.

Wniosek na koniec jest taki, że, po pierwsze, nie powinniśmy zbyt mocno ufać naszym odczuciom o innych osobach, zwłaszcza jeśli „strzelało” między nami dużo dopaminy. Po drugie, jest cenne, by zdawać sobie sprawę z tego efektu i go świadomie wykorzystywać, by wzmacniać relacje bliskie i chronić relacje formalne i biznesowe przed nadmierną bliskością. To drugie nie musi być wcale manipulacją, o ile zachowujemy symetrię i szczerze informujemy drugą stronę o naszych intencjach!

HIPOTEZA: NARKOTYKI ZMIENIAJĄ FORMOWANIE SIĘ RELACJI

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie poruszył w artykule tematu narkotyków, a w szczególności alkoholu 😉
Szczególnie w sytuacji, gdy mówimy o działaniu układu nagrody!

Duża grupa substancji psychoaktywnych oddziałuje na nasz mózg poprzez mechanizm dopaminowy i związaną z nim sieć nagrody. W wielkim uproszczeniu powodują one silne wyrzuty dopaminy, aktywując układ nagrody. Jedną z tak działających substancji jest etanol – najpopularniejszy, legalny i najłatwiej dostępny narkotyk.
Na marginesie: nie sugeruje, że stymulowanie wyrzutu dopaminy jest jedynym efektem działania etanolu na mózg! Zdaje sobie sprawę, że jest to bardziej złożone.

Podstawową kwestią jest określenie skali wpływu etanolu na sieć nagrody w porównaniu z naturalną stymulacją. Otóż wyrzut dopaminy związany ze spożyciem alkoholu jest kilkukrotnie intensywniejszy niż związany z jedzeniem (od 3 do 6 razy). Jest silniejszy niż wyrzut dopaminy wywołany orgazmem (który jest najsilniejszym z naturalnych) od jednego do trzech razy, zależnie od okoliczności.
Na marginesie: wyrzuty dopaminy związane z innymi narkotykami mogą być jeszcze silniejsze (co zwykle przekłada się na ich „siłę” uzależniania).

Mając do dyspozycji powyższy fakty i biorąc pod uwagę nasze poprzednie rozważania, zastanówmy się, co się stanie, jeśli do procesu formowania relacji dolejemy etanolu.

Podstawowym wnioskiem jest, iż alkohol, kiedy jest spożywany w towarzystwie obiektu relacji, koduje silnie pozytywny wrażenie. Czyli jeśli spożywamy etanol w towarzystwie drugiego człowieka, kodujemy pozytywne odczucia w stosunku do niego, co najmniej równie silne, a potencjalnie kilkukrotnie silniejsze, jak gdybyśmy uprawiali z nim seks!
Przykładowo, kiedy spędzasz wieczór ze znajomym i wypijasz w ciągu tego wieczora cztery dawki alkoholu, to poziom pozytywnego kodowania w takiej sytuacji, może odpowiadać 12 wspólnym orgazmom.

Drugi wniosek, alkohol rzeczywiście skutecznie i silnie buduje więzi społeczne. Szybko zaczynami lubić ludzi, z którymi pijemy alkohol, niezależnie od tego, co sobą obiektywnie reprezentują. Praktycznie każda przypadkowa i niespójna grupa może się związać, jeśli wystarczająco często zażywa wspólnie etanol.
Trwałość tych więzi jest osobną kwestią, niekiedy mogą wyparować, jeśli wyparuje alkohol, ale mogą też przetrwać usunięcie alkoholu z roli spoiwa.

Trzeci wniosek, alkohol nieprzypadkowo jest domyślnym elementem randek, spotkań zapoznawczych, imprez firmowych. Jego rolą w tych spotkaniach jest, między innymi, zakodowanie wzajemnych pozytywnych opinii uczestników.

Czwarty wniosek, nasz mózg nie jest przystosowany do radzenia sobie z tak intensywnymi wyrzutami dopaminy, zwłaszcza kiedy mogą się powtarzać tak często (powyżej przykład równowartości 12 orgazmów jednego wieczora). Warto stosować zasadę ograniczonego zaufania do siebie samych, gdy formujemy swoje opinie na czyjś temat pod wpływem alkoholu.

Piąty wniosek, etanol stymuluje układ nagrody na tyle intensywnie, że dość łatwo jest na wejść w relację z nim samym. Nie mówię tu o uzależnieniu, raczej o myśleniu o alkoholu jako o przyjacielu, pocieszycielu, wsparciu. Jako o kimś/czymś, czego chcemy bronić, czym chcemy się opiekować. Stąd, chociażby, te dziwaczne zdrobnienia: „piwko”, „winko”, „wódeczka”.

Podsumowując, nie da się ukryć, że alkohol skutecznie koduje pozytywne więzi i postrzeganie innych osób, to źródło jego kulturowej roli kleju społecznego. Intensywność, z jaką to robi, wykracza jednak poza naturalne granice, do których przystosowany jest mózg, może więc mieć wiele niespodziewanych skutków ubocznych. No i jest rakotwórczy, toksyczny dla mózgu, wątroby i serca, ale to już mam nadzieję wiecie 😉

WYBRANE WNIOSKI

W tym rozdziale chcę podać kilka przykładów na to w jakich życiowych sytuacjach, mechanizmy formowania relacji mają znaczenie i kiedy warto być szczególnie czujnym na ewentualne błędy poznawcze.

Kazus pierwszej randki
Na pierwszych randkach polecałbym rozważenie unikania etanolu, seksu, a nawet jedzenia — wszelkich czynników, które wywołują wyrzuty dopaminy. Nie róbmy nic, co szczególnie lubimy. W przeciwnym wypadku osobę, z którą się zapoznajemy, będziemy postrzegać przez pryzmat przyjemnej aktywności, a to oznacza, że będziemy ją postrzegać lepiej, niż na to zasługuje. Może nas to zaprowadzić do zaangażowania się w relację, która nam nie odpowiada i z której będziemy musieli się po pewnym czasie ewakuować!
Zamiast aktywności ekscytujących lub generujących dopaminę, spokojny spacer czy rozmowa przy herbacie, dadzą nam lepsze, mniej zniekształcone informacje o drugiej osobie, a to informacji szukamy na pierwszych randkach!
Podkreślam, że te stwierdzenia nie są absolutami! Dopamina na randce zwiększa prawdopodobieństwo popełnienia błędu poznawczego co do drugiej osoby, ale go nie gwarantuje!

Kazus ciężarnej żony
Wyobraźmy sobie następującą sytuacją: małżeństwo spodziewa się dziecka. Ciężarna żona nie pije alkoholu, jej mąż, w geście solidarności, nie spożywa przy niej. Na razie świetnie. Teraz wyobraźmy sobie, że w pracy męża, co piątek ekipa wyskakuje na kilka drinków wieczorem. Dobra małżonka zachęca męża, by do nich dołączył dla „relaksu”, ona sobie świetnie poradzi sama. W ekipie jest koleżanka. Co piątek piją razem kilka drinków. Mąż zaczyna myśleć o niej coraz cieplej. Z żoną nie pije i nie uprawia seksu, bo ciąża. Nie znajdują czasu na wspólne posiłki.
Po kilku miesiącach relacja z koleżanką z pracy zaczyna przysłaniać relację z żoną, tak silnie jest kodowana przez wspólne spożywanie alkoholu. Koleżanka wydaje się o tyle ciekawsza, sympatyczniejsza i fajniejsza od małżonki. Między mężem i żoną pojawia się pęknięcie…

Kazus dobranej pary
Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy spotykają się ze sobą, są sobie bliscy. Ich związek się rozwija, postanawiają razem zamieszkać. Są bardzo zajęci różnymi sprawami, mają tyle na głowie, ale dbają, by codziennie razem zasiąść do posiłku, a najlepiej kilku. Co weekend wybierają się do eleganckiej restauracji na coś niezwykle pysznego.
Oboje dbają, by w ich życie seksualne nie wkradła się nuda. Wiadomo, że nie codziennie każdy ma ochotę na seks, ale starają się znaleźć czas i korzystać szczególnie z tych dni, gdy czują werwę. Podczas seksu nie są samolubni, komunikują się i dbają wzajemnie o swoje potrzeby i zaspokojenie.
Każdego dnia stają się sobie odrobinę bliżsi, myślą o sobie nieco cieplej, ich uczucia kwitną i się rozwijają. Dbałość o budujące wykorzystanie układu nagrody sprawia, że będą żyli długo i szczęśliwie…

Kazus seksu, narkotyków i rock and rola
Ciężko jest zachować obiektywne spojrzenie na osobę, z którą uprawiasz regularnie seks. Jeszcze ciężej jest zachować obiektywne spojrzenie na osobę, z którą regularnie zażywacie wspólnie narkotyki. Zarówno jedno, jak i drugie jest w stanie sprawić, że polubimy kogoś, kto na to nie zasługuje. Im częściej powtarzają się warunkujące zachowania, czy im większy procent naszych kontaktów z daną osobą odbywa się w ich towarzystwie, tym trudniej będzie zachować trzeźwość oceny.
Jesteśmy w stanie o wiele więcej wybaczyć i o wiele więcej zaakceptować u osób, z którymi dzielimy kieliszek lub łoże. Warto zwrócić uwagę na to z kim wchodzimy w kontakty, gdy jesteśmy pod wpływem narkotyków i zachować odrobinę dodatkowego sceptycyzmu. Tak jak w przypadku randek, sugerowałbym nie mieszać spotkań zapoznawczych z alkoholem, seksem i jedzeniem. Dajmy sobie możliwie dużą szansę, na wyrobienie racjonalnej opinii o drugiej osobie nim wprowadzimy elementy, które mogą zaburzyć nasz osąd.
Choć ryzyko wejścia w toksyczną czy niepożądaną relację rośnie, gdy w grę wchodzą narkotyki, nie znaczy to, że każda relacja uformowana w ich towarzystwie jest zła! Większość ludzi, których polubimy pod ich wpływem, pozostanie godna lubienia i bez. Wszystko jest tu grą prawdopodobieństwa, używając etanolu lub innych narkotyków, zwiększamy prawdopodobieństwo pomyłki, ale jej nie gwarantujemy. Podobnie jak całkowite od nich stronienie, nie gwarantuje samych dobrych wyborów.

Kazus ferajny z podwórka
Wyobraźmy sobie podwórko między kamienicami i ekipę młodzieży, która się na nim bawi. To pokopią piłkę, to pobujają się na trzepaku. W miarę jak stają się starsi, zaczynają sięgać po alkohol i inne narkotyki. Piją i zażywają razem.
Niektórzy z nich wchodzą w konflikt z prawem: sprzedadzą komuś narkotyk, kogoś okradną, kogoś pobiją. Niektórzy idą w innym kierunku, kształcą się, zdobywają zawód i podejmują pracę.
Nadal spotykają się od czasu do czasu i są gotowi za siebie skoczyć w ogień. Kumpel okradł sklep i pobił przy tym sklepikarza? To trzeba mu pomóc zwiać, ukryć go. To dobra morda przecież jest, nasz człowiek.
To nie jest dobra morda. To złodziej i bandyta. A relacja z nim kumpli z podwórka jest wypaczona latami wspólnego bujania się na dzielni z narkotykami w tle.
Pożywką takiej sytuacja nie muszą być koniecznie narkotyki. Dzieciaki z trudnych rodzina też się do nich irracjonalnie przywiązują, po części przez momenty czułości, po części przez wspólne posiłki. Wierni w sektach i społecznościach religijnych przywiązują się do nich przez akty bliskości, czasem seksualnej, przez wspólne posiłki i przez wspólne rytualne zażywanie narkotyków.
Jest wiele sposobów, na które grupa może zakodować w nas przywiązanie do niej, droga przez mechanizm nagrody i jego wpływ na relacje jest jedną z nich.

UKŁAD NAGRODY TO NIE WSZYSTKO

Choć moim zdaniem układ nagrody ma ogromny i niedoceniany wpływ na to, jak formujemy relacje, kogo lubimy a kogo nie, to jest oczywiste, że nasz mózg wykracza poza ten jeden system. Mamy do dyspozycji nasz płat czołowy, czy raczej kojarzoną z nim sieć hamującą impulsywne zachowania i przeprowadzającą racjonalne rozumowania. Możemy kontrolować swoje reakcje, co więcej możemy, przy odrobinie wprawy sprawdzać i modyfikować wspomnienia i przekonania, które już się w nas uformowały. Nasz mózg zawsze będzie popełniał błędy poznawcze, ale my nigdy nie musi być ich niewolnikami.

Psy w eksperymencie Pawłowa nie miały wyboru. Stymulowanie ich układu nagrody łączące przyjemność jedzenia z dźwiękiem dzwonka zbudowało w nich relację z tym dźwiękiem, która objawiała się niekontrolowanym wydzielaniem śliny. My mamy wybór, w przeciwieństwie do nich posiadamy bowiem wyższe funkcje mózgu i związaną z nim refleksyjność. To są narzędzia, które pozwalają nam wykroczyć poza schemat odruchowej, zaprogramowanej reakcji.

Nie ignorujmy jednak siły dopaminy. Eksperymenty przeprowadzone na szczurach wykazały, że alkohol jest w stanie całkowicie oderwać te zwierzęta od życia społecznego, w znaczeniu, że mając do dyspozycji alkohol i obcowanie z innymi szczurami, będą wybierać substancję. W innych eksperymentach pokazano, że szczury uzależnione od metaamfetaminy będą ją wybierać ponad jedzeniem, do tego stopnia, że umrą z głodu kilka centymetrów od miski z pokarmem. Jak wspomniałem powyżej nasz mózg może więcej, ale nie zapominajmy, że ten sam mechanizm, który aktywuje się w mózgach szczurów, pracuje i w naszych.

Na zakończenie dodam, że pomimo mojego krytycznego stosunku do środków psychoaktywnych, nie twierdzę tutaj, że każda relacja oparta na alkoholu czy innych narkotykach jest zła. To byłby nonsens. Jest wiele cennych relacji, także w moim życiu, które rozpoczęły się od alkoholu, ale przetrwały jego wyrzucenie z mojego życia i kwitną dalej. Były też inne relacje, które tej zmiany nie przetrwały.
Miejmy oko na nasz układ nagrody, nawet jeśli formowanie relacji jest dużo bardziej skomplikowane, niż sugeruje to mój dzisiejszy wywód.

O najstarszym zawodzie świata

Dzisiaj dość niezwykły artykuł – to zapis mowy ze spotkania Biznes Toastmasters. Wpis składa się z trzech części: konspektu mowy, transkrypcji (bez poprawek) nagrania jednej z sekcji treningowych i wyedytowaną wersję z poprawkami.

KONSPEKT

  1. Najstarszy zawód świata?
  2. Po co filozofia?
    1. Żeby być
      1. filozofuje więc jestem
      1. życie to więcej niż przemiana materii
        „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.”
        Seneka
    1. Żeby dobrze być
      1. Etyka (dobro i zło)
      1. Logika (prawda i fałsz)
      1. Fizyka (zależne i niezależne)
    1. Żeby dobrze czynić
      1. Przykład: retoryk
        Nie wystarczy dobrze przemawiać, trzeba jeszcze o dobru przemawiać
        „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”
        Winston Churchill
        „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”
        Józef Goebbels
  3. Podsumowanie: żeby być, żeby dobrze być, żeby dobrze czynić
  4. Bonus: anegdotka o Aleksandrze i Diogenesie + oczy Demokryta

TREŚĆ MOWY (transkrypcja treningu)

Witam was serdecznie!

Na dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie. Rozumiem przez to zawód filozofa. To właśnie ten zawód uważam za najstarszy zawód na świecie, albo przypuszcza, że może być jednym z najstarszych. Odkąd z homo erectus zmieniliśmy się w homo sapiens, myśl i namysł stały się ważną częścią naszej egzystencji i przypuszczam, że już w tych pierwszych, pierwotnych plemionach ludzie zdolni do głębokiego i dobrego namysłu byli cenieni. Może pierwsi szamani ludzkich plemion, to były osoby trochę jak filozofowie, które zdolne były do myślenia głęboko, myślenia lepiej niż inni.

OK. No ale, nie jest moim celem, żeby was zachęcić do zmiany zawodu i przebranżowienia się teraz gremialnie na filozofów. Nie. Chodzi mi o to żeby was zachęcić do tego, żeby wprowadzić odrobinę filozofii do waszego życia, żeby zacząć ją uprawiać.

A po co? Zapytacie. Kilka powodów. Pierwszy, fundamentalny, to po to żeby po prosty być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję więc jestem. No właśnie, filozofuje więc jestem… człowiekiem. To co nas odróżnia od zwierząt, w mojej opinii, to właśnie zdolność do głębokiego myślenia, refleksji i namysłu, czyli do filozofowania. Jeżeli nie filozofujemy, to trawimy nasze życie, no pochłanianie pokarmów, wydalanie, oddychanie. Jak powiedział Seneka, mówiąc o osobach pozbawionych tego namysłu w swoim życiu: „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.” A jest różnica między życiem, a trwaniem. Tą różnicą jest filozofia.

Filozofujemy żeby żyć, ale filozofujemy też żeby żyć dobrze, a pomagają nam w tym trzy działy filozofii. Po pierwsze: etyka, czyli nauka, która mówi nam o tym co jest dobre, a co złe, pozwala nam odróżniać te dwa stan, zdefiniować je i wybierać między nimi. Tylko dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Każdy z nas jakąś ma, bo gdybyśmy jej nie mieli, nie bylibyśmy w stanie dokonać żadnego wyboru. Czasami po prostu swojej etyki sobie nie uświadamiamy i tkwi ona w naszej podświadomości.

Drugi dział filozofii, niezbędny nam do dobrego funkcjonowania to logika, czyli nauka o tym co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, konstruowaniu sylogizmów i rozpoznawaniu błędów logicznych. Fundamentalna dlatego byśmy mogli myśleć w sposób spójny i właściwy.

Trzeci wreszcie dział, bliski mojemu sercu, to fizyka. Dzisiaj fizyka jest w większości nauką szczegółową, nie zachęcam was koniecznie do studiowania głębokiej fizyki. Natomiast jest część fizyki, która pozostała w filozofii, ta część starożytnej fizyki, która pozostała z filozofią, to jest nauka odpowiadania na pytanie: co jest od nas zależne a co jest od nas niezależne. Nauka zrozumienia tego nad czym mamy kontrolę, a nad czym kontroli nie mamy. Niesamowicie istotna kwestia, dla każdego kto chce decydować o tym co robić, ale jeszcze ważniejsza dla tego kto chce być w życiu szczęśliwym.

To są świetne powody do filozofowania. Weźmy nasz przykład. Nasz czyli osób uczących się retoryki, sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryka odpowie nam na pytanie o czy i co powinniśmy mówić? Nie. Retoryka nam odpowie jak powinniśmy coś powiedzieć. Ale żeby wypełnić swoją mowę treścią potrzebujemy filozofii. A żeby wiedzieć czy ta treść jest dobra tym bardziej potrzebujemy filozofii.

Weźmy taki przykład retoryczny. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy, cytuję: „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.” Koniec cytatu.
Drugi cytat. Cytuję: „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!” Koniec cytaty.
Bardzo podobne zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, motywacja dla całego narodu do walki. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat, to cytat z Winstona Churchila, drugi, to cytat z Józefa Goebbelsa.
Retoryka jest pustym narzędziem, które musi być wypełnione treścią przez filozofię.

Podsumowując, uczymy się filozofii żeby żyć jak ludzie, żeby żyć dobrze i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, które mamy dostępne. Dlatego warto się nią zainteresować i warto wprowadzić jej elementy do naszego życia.

Na koniec, jako że mam jeszcze chwilę czasu, podzielę się małą zabawną anegdotką. Był sobie filozof Diogenes żyjący w Atenach w czasach Aleksandra Wielkiego. Pewnego dnia Aleksander po przybyciu, po powrocie z Persji, po podboju Persji, wybrał się do Diogenesa, który odpoczywał na skałach na morzem ze swoimi uczniami. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział: Diogenesie, jestem dzisiaj w świątecznym nastroju, proś mnie o cokolwiek tylko chcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie. Diogenes, który leżał sobie, otworzył jedno oko, popatrzył na Aleksandra, zamknął oko i powiedział: Mam jedno życzenie, żebyś się trochę przesunął, bo zasłaniasz mi Słońce. Tyle życzył sobie filozof Diogenes od mocarnego Aleksandra, nic więcej władca świata nie był w stanie mu dać.

Dziękuje.

TREŚĆ MOWY Z POPRAWKAMI

Witam was serdecznie!

W dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie… Chodzi o mi o zawód filozofa. Nie wiem oczywiście, czy to faktycznie najstarszy zawód, ale przypuszczam, że odkąd awansowaliśmy z erectus na sapiens, sztuka myślenia znalazła się w cenie, a ludzie zdolni do głębszego namysłu byli wartościowy. Być może pierwsi szamani neolitycznych plemion, byli filozofami, czyli ludźmi zdolnymi myśleć głębiej, dokładniej, lepiej.

Nie jest jednak moim celem skłonić tu obecnych do przebranżowienia i gremialnej zmiany zawodu na filozofów. Chodzi mi raczej o to, by zachęcić was do wprowadzenia odrobiny filozofii do waszego codziennego życia, by zacząć jej używać w praktyce.

Zapytacie: po co? Jest kilka powodów. Pierwszy, najważniejszy, filozofujemy, żeby być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję, więc jestem, a konkretnie, filozofuje, więc jestem człowiekiem. Cechą szczególnie ludzką, wyróżniającą nas pośród innych zwierząt, jest umiejętność głębokiego namysłu – czyli do filozofowania. Życie nie sprowadza się do jedzenia, picia, wydalania i spania – potrzeba czegoś więcej, by powiedzieć o kimś, że jest człowiekiem. Słowami rzymskiego stoika Seneki:
„(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo”. A o różnicy między życiem a trwaniem stanowi filozofia.

Filozofujemy, żeby żyć. Filozofujemy, żeby dobrze żyć. To drugi powód do zainteresowania się filozofowaniem. W dobrym życiu pomagają nam trzy filary filozofii.

Po pierwsze, etyka, czyli nauka o tym, co jest dobre a co złe, pozwalająca na odróżnić od siebie te dwa stany i wybierać między nimi. Dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Już dzisiaj każdy z nas jakąś etykę ma, ale niekoniecznie jest jej świadom. By wynieść ją do świadomości, sprawdzić i utrwalić potrzebne jest nam praktykowanie filozoficznych ćwiczeń.

Po drugie, logika, czyli nauka o tym, co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, tworzeniu sylogizmów i unikaniu błędów logicznych. Bez niej nie jesteśmy w stanie poprawnie wnioskować, co czyni ją fundamentalną.

Po trzecie, fizyka, bliska mojemu sercu, nauka o tym, co rzeczywiste, a co nie. Dzisiaj jest samodzielną, szczegółową nauką, ale pewien element tego, jak rozumieli ją starożytni, pozostał w obrębie filozofii. Chodzi o odpowiedź na pytanie: co jest od nas zależne, a co nie, rozumienie, nad czym mamy kontrolę, gdzie znajduje się nasza sprawczość. To zagadnienie fundamentalne dla stoicyzmu, ale ogólnie kluczowe dla stabilności emocjonalnej i psychicznej i w konsekwencji dla szczęśliwego życia.

Jako przykład praktycznej istotności filozofowania weźmy nas na tej sali. Jesteśmy adeptami retoryki, czyli sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryk da nam odpowiedź na pytanie: co powinniśmy powiedzieć? Nie, retoryka powie nam, jak to powinniśmy powiedzieć, ale żeby wypełnić naszą mowę treścią, potrzebujemy, choćby minimalnego, filozoficznego namysłu. A żeby zapewnić, że treść będzie dobra, potrzebujemy solidnej filozofii.

Z życia wzięty przykład jak ważna jest idea, która stoi za zabiegami retorycznymi. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy:
„Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”

Drugi:
„(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”

Bardzo zbliżone zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, sugestia krańcowości sytuacji, uogólnienie na cały naród. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat to Winston Churchill, drugi Józef Goebbels. Retoryka bez filozofii jest tylko pustym narzędziem.

Podsumowując: uczymy się filozofii, żeby być ludźmi, żeby dobrze być ludźmi i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, do których mamy dostęp. Dlatego zachęcam wszystkich do jej praktykowania od czasu do czasu, a najlepiej co dzień.

Na zakończenie mała anegdotka. W czasach Aleksandra Wielkiego żył sobie w Atenach filozof zwany Diogenesem. Pewnego dnia, krótko po podboju Persji, Aleksander przybył do Aten i zapragnął spotkać się z Diogenesem. Filozof spędzał dzień ze swoimi uczniami, wygrzewając się w słońcu na skałach pod miastem i tam też odnalazł go władca. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział:
„Diogenesie, jestem dzisiaj w szczodrym nastroju, proś mnie, o cokolwiek tylko zechcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie.”
Diogenes otworzył jedno oko, spojrzał na Aleksandra, zamknął oko i powiedział:
„Życzę sobie, abyś się nieco odsunął, bo zasłaniasz mi Słońce”.
Tylko tyle dla filozofa Diogenesa mógł uczynić władca całego znanego świata, a osiągnięcia takiej pełnej wolności nam wszystkim życzę!

Recenzja książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” Annie Grace

Dzisiejszy wpis poświęcę na recenzję książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” autorstwa Annie Grace. Tytuł mówi wiele, domyślacie się zapewne, że książka traktuje o alkoholu i sposobach jego eliminacji z naszego życia. Pozycja ta jest pomocna dla ludzi używających alkoholu okazjonalnie i w umiarkowanych ilościach, w rozpoczęciu przemyśleń nad związkiem z tytułową substancją. Zadaje pytania o przyczyny i argumenty, jakimi się posługujemy, by zracjonalizować spożywanie tego narkotyku.

UWAGA: Książka ta nie jest przeznaczona dla osób uzależnionych! Dla uzależnionych jest terapia leczenia uzależnień! Po paru latach trzeźwości można sięgnąć po tę książkę, jako materiał dodatkowy, ale na razie to d…a w troki i na terapię!

Autorka oparła swoje podejście do przewartościowania roli alkoholu na koncepcji punktów liminalnych, czyli stanów zawieszonych pomiędzy dwoma możliwościami. Każdy z nich odnosi się do jednego z często przytaczanych powodów, dla których pijemy alkohol. Celem spoglądania na punkty liminalne jest przetestowanie, czy nasze przekonania są słuszne. Autorka zadaje pytania o doświadczenia i obserwacje leżące u ich podstaw, założenia, jakie na nich budujemy, wnioski, jakie z tych wyciągamy i wreszcie o samo przekonanie.

Spójrzmy teraz pokrótce na wszystkie przekonania, którymi autorka się zajmuje.

Pierwsze na liście: picie to nawyk. Pije, bo się przyzwyczaiłem, to część mojej rutyny. Tak jak kawa po śniadaniu, jak coś słodkiego na deser w niedzielę, tak wino do kolacji w piątek, to coś, co robię rutynowo. Czy aby na pewno? Skoro to tylko nawyk to bez trudu możesz z tego zrezygnować, prawda?

Drugie na liście: pije dla smaku. Jestem smakoszem, koneserem piwa i wina. Znam najlepsze szczepy winogron i każdą odmianę chmielu. Skala IBU, nasłonecznienie stoku, rocznik, słód – to dla mnie chleb powszedni. Wiem jaki alkohol dobrać do jakiej potrawy, by podkreślić smak jedzenia! Czy aby na pewno? Czy jesteś w stanie w ślepej próbie odróżnić najdroższe wino od taniego sikacza? Czy alkohol nie otępia kubków smakowych? Czy po piątym drinku czujesz jeszcze smak czegokolwiek?

Trzecie na liście: piję, bo alkohol dodaje odwagi. Kiedy wypiję, od razu łatwiej mi się rozmawia z ludźmi, nie krępuje się już tak bardzo dużą grupą wokół mnie. Jestem odważny. Wiadomo, że żołnierz przed bitwą musi wypić, żeby się dzielniej się sprawować! Czy aby na pewno? Alkohol tłumi strach, a odwaga to czynienie czegoś wbrew strachowi, jak możesz być odważny, jeśli nie odczuwasz strachu? Czy strach nie jest po to, by chronić nas przed niebezpiecznymi wyborami? Czy pozbywając się strachu, nie pozbywasz się tej ochrony?

Czwarty na liście: picie mnie rozluźnia i pomaga w seksie. Kiedy piję, jestem swobodniejszy w obejściu, bez problemu mogę zagadać do obcej osoby czy rzucić żarcik nawet w grupie, którą słabo znam. Mam umiar i wiem, kiedy przestać, żeby tylko trochę się rozluźnić. Czy aby na pewno? Nigdy nie zdarzyło ci się wypić więcej, niż planowałeś? Nigdy nie zrobiłeś pod wpływem czegoś, czego później żałowałeś?

Piąty na liście: picie łagodzi stres i koi nerwy. Po ciężkim tygodniu po prostu muszę rozładować stres. Kieliszek wina, piwo czy kolorowy drink rozpuszczają nerwowość nagromadzoną przez tydzień, czy dzień i pozwalają mi spokojnie zasnąć. Czy aby na pewno? Czy zauważyłeś, że kiedy minie godziny od spożycia alkoholu, twój stres wraca wzmocniony? Czy wiesz, że spożywanie alkoholu przed snem może ułatwić zaśnięcie, ale drastycznie pogarsza jego jakość?

Szósty na liście: picie czyni mnie szczęśliwym. Jak wypiję, jestem radosny, cieszę się życiem. Nawet jeśli chwilę wcześniej byłem smutny, kilka łyków sprawia, że się uśmiecham. Dzięki temu jestem szczęśliwy. Czy aby na pewno? Czy nie potrafisz odczuć radości bez alkoholu? Czy wiesz, że alkohol jest przyczyną depresji, obniżonego nastroju oraz wielu cierpień i krzywd? Czy uważasz, że poprzednie pytanie ciebie akurat nie dotyczy, bo ty czerpiesz z alkoholu szczęście?

Siódmy na liście: alkohol jest niezbędny do życia towarzyskiego. Ludzie piją, gdy spotykają się w grupie. Przy kolacji, na domówce – oczywiście, że wypiją kieliszek czy dwa, czasem nieco więcej. To naturalny element życia towarzyskiego, który ułatwia rozmowę i socjalizację. Wszyscy tak robią. Czy aby na pewno? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije alkoholu? Czy oni nie mają życia towarzyskiego? Czy widziałeś kiedyś bawiące się dzieci? Jak im się to udaje, skoro nie piją alkoholu?

Ósmy na liście: piję, by dopasować się do ludzi. W mojej kulturze picie jest przyjętym sposobem spędzania wolnego czasu. Osoby niepijące muszą się tłumaczyć z niepicia. Ja nie chcę się tłumaczyć. Ja chcę należeć, być częścią mojej społeczności! Bez alkoholu to prawie niemożliwe! Czy aby na pewno? Czy chcesz być zakładnikiem cudzych nawyków i nałogów? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije? Czy możesz ich odnaleźć?

Więcej szczegółów i konkretów znajdziecie w książce. Każde z tych pytań jest niezwykle ważne, bo często stoi za uzasadnieniem picia okazyjnego i umiarkowanego. Uzasadnieniem, które warto zbadać, bo może się okazać nonsensowne.

Zachęcam do lektury tej i odważnego poddania swoich założeń próbie. Cóż macie do stracenia? Przecież jeśli nie mylicie się co do waszego stosunku do alkoholu, to bez problemu odpowiecie na postawione w książce pytania i umocnieni będziecie pić dalej, a jeśli się mylicie, to będziecie mieć świetną okazję, by przewartościować swoje przekonania! Jak by sytuacja się nie potoczyła, tylko na tym skorzystacie.

O wolności prościej

Autor rozważa kwestie wolności, koncentrując się na indywidualnych decyzjach oraz ich wpływie na refleksyjność. Odrzuca społeczne konteksty i prawne aspekty, skupiając się na osobistej definicji wolności jako stanu decyzyjności. Wskazuje na znaczenie wolności ekonomicznej, słowa i cielesnej dla poprawy refleksyjności, podkreślając ich rolę w samorozwoju.

Pora wykonać krok wstecz. Po interesujących dyskusjach, rozważaniach i lekturze, doszedłem do wniosku, że muszę się przegrupować w moich rozważaniach o wolności.

Zasadnicza refleksja: nie jestem przygotowany na rozważanie tematu w odniesieniu do społeczeństwa czy prawa.
Wniosek: porzucam rozważania z tej perspektywy.

Druga refleksja: mam nową zgrabną definicję wolności, warto rozważyć wolność osobistą w jej kontekście.

Trzecia refleksja: muszę zadać sobie pytanie: czemu służą te rozważania? Odpowiedź na nie będzie zadaniem na dziś.

Dlaczego poświęcam czas na rozważanie etyki, wartości, wolności i innych abstrakcyjnych pojęć?
Nie jestem zawodowym filozofem, więc nie chodzi o głębokie rozważania teoretyczne. Jestem człowiekiem, który codziennie podejmuje decyzje i chce to robić dobrze. To jest powód do poświęcania czasu na pracę nad etyką i jej konsekwencjami. Żeby poprawnie decydować, muszę wiedzieć, co jest dobre a co złe. Mogę w tym polegać na intuicji, ale intuicja może się mylić i choć warto z niej korzystać, to należy ją sprawdzać.

A co nie jest powodem tych rozważań? Nie jest nim chęć zmieniania świata. Nie jest nim konieczność decydowania, jakie stanowić prawo. Nie jest nim chęć zmieniania innych na moje podobieństwo.

Z powyższego wnioskuje, że moje skupienie powinno spoczywać na indywidualnych wyborach, a nie na analizie szerokiego kontekstu.
To się zgrywa z pierwszą z moich refleksji.

Dzisiejszym tematem jest wolność. Zacznę od przytoczenia definicji, której używam:
Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Wolność całkowite jednostki to zbiór wszystkich jej wolności cząstkowych.
Szczegółowe definicje znajdziecie tu.

Pierwsze pytanie, na które odpowiem to: dlaczego w ogóle zajmuje się tym pojęciem?

Wolność jest numerem jeden w mojej hierarchii wartości. Jest kluczowa, by podejmować słuszne decyzje!

Jak mogła trafić na szczyt mojej hierarchii, jeśli nie wiem, czym jest i jak ją rozumiem?

Polegałem na intuicji i na potocznym rozumieniu tego pojęcia. Nie potrafiłem sformułować definicji, ale potrafiłem wyczuć, jak się przejawia.

Czy nie mogę dalej polegać na intuicji?

Mogę i do pewnego stopnia będę, ale intuicja jest narzędziem niedoskonałym, powinna być konfrontowana z logicznymi argumentami. Inaczej istnieje ryzyko, że sprowadzi nas na manowce. Intuicyjne decyzje warto weryfikować, sprawdzać jak zostały podjęte i czy były poprawne.

Pora na kluczowe pytanie: dlaczego wolność jest na pierwszym miejscu mojej hierarchii wartości? Odpowiedź oprę na racjonalnym rozważaniu.

Zacznę od prostszego pytania: po co jest mi wolność?

Patrząc na definicję, zauważam, że wolność jednostki jest złożonym stanem. Mogę być wolny w jednej kwestii, jednocześnie nie mając wolności w innej. Biorąc nieco absurdalny przykład: wolno mi chodzić po chodniku, ale nie wolno mi latać nad blokami. Żeby zostać wolnym w tym drugim przypadku, musiałbym zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt (helikopter). Ze względu na tę właściwość, proste pytanie „po co mi wolność?” komplikuje się.

Na szczęście, mam do dyspozycji etykę, czyli rozumiem, co jest dobre a co złe. Przypomnę, że moja etyka, za jedyne dobro uznaje refleksyjność, czy też wzrost refleksyjności w świecie. Po definicję refleksyjności odsyłam do artykułu „O etyce stoickiej”.
Na tej podstawie domyślam się, że odpowiedź na pytanie „po co mi wolność?” powinna brzmieć: „po to, by zwiększać refleksyjność moją i innych”. Jak jednak mogę uzasadnić tę intuicyjną odpowiedź?

Pomocna okazuje się definicja wolności jako stanu jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości. Sprawczość zwykle zależy od czynników zewnętrznych (praw przyrody, praw ludzkich, zasobów finansowych, cech fizycznych), rzadziej od mojej woli. Z tego powodu pominę ją w rozważaniach i przyjmę, że dysponuję zbiorem sprawczości, że są rzeczy, które mogę uczynić, ale zawartość tego zbioru nie zależy (znacząco) ode mnie.

To pozwala mi skupić się na decyzyjności i powiedzieć, że dbanie o moją wolność, jest dbałością o najszerszy zakres decyzyjności. Czyli chcę bym miał możliwie dużo decyzji, które mogę podjąć. To nie znaczy, że wszystkie podejmę, jedynie, że mam najszerszy zakres możliwości decydowania.

A czym jest decyzyjność, jeśli nie jedną z podstaw refleksyjności? Można rozumieć refleksję jako formę decydowania: decydowanie o zmianach, które chcę uczynić w sobie. Poszerzanie zbioru decyzji dostępnych w procesie refleksji, bezpośrednio rozwija moje moralne dobro. Im więcej mam wolności do zmieniania siebie, tym bardziej jestem refleksyjny.

To rozumowanie prowadzi mnie do zawężonego pojęcia wolności, wolności szczegółowej odnoszącej się do procesów wewnętrznych przemian. Nie ma tu mowy o prawie do posiadania broni, wolności od tyranii, swobodzie ekonomicznej – są drugorzędne w rozumowaniu: dlaczego wolność jest ważna dla mnie. Nie chcę powiedzieć, że są pozbawione znaczenia, nic podobnego! Mają wpływ na moją refleksyjność, ale jest on niewielki w porównaniu z tą wolnością, którą w innym miejscu nazwałem wolnością sumienia.

W tym tkwi bardzo dobra wiadomość. Najważniejsza ze wszystkich wolności jest całkowicie zależna ode mnie! Żadna zewnętrzna siła nie może mi jej odebrać ani ograniczyć!

Co nie oznacza, że mam wolne sumienie! Co je pęta?
Mylne wyobrażenia, ideologię, błędne schematy poznawcze, lęki, tabu, wady charakteru, złe nawyki, nałogi, egocentryzm, egoizm…
Co na nowo otwiera temat sprawczości!

Co z resztą zbioru wolności?

Poza obszarem wolności sumienia pozostaje szerokie pole działań i decyzji. To tam najczęściej operuje prawo, polityka i nacisk społeczny. W tym tekście nie odniosę się do tych szerokich dziedzin. Jedyne co mnie interesuje, to które z wolności są wartościowe dla mnie. Czyli o które powinienem dbać, by kultywować swoją refleksyjność, abstrahując od stanu prawnego, polityki, dyktatów religijnych czy społecznych tabu.

Nim przejdziemy dalej, muszę poruszyć pytanie: czy to na pewno dalej jest wolność? Jeśli weźmiemy sprawczość w ściśle stoickim sensie, to opuszczając domenę wolności sumienia, zostawiłem ją za sobą! Przecież ode mnie zależą tylko moje sądy, myśli i decyzje. Wszystko, o czym będę mówić dalej, nie jest już wolnością w ścisły sensie, bo nie ma w tym prawdziwej sprawczości! Jedynie przypomina nieco wolność.

Wprowadzę dwa pojęcia: wolność faktyczna, czyli wolność sumienia i wolność pozorna, czyli tycząca się preferowanych stanów świata zewnętrznego i decyzyjności w ich względzie. Dla odróżnienia tą pierwszą będę pisał wielką literą.

Jakie elementy zbioru wpływają na moją refleksyjność?

Trzy sfery wydają się najważniejsze: ekonomia, słowo i ciało.

Wolność ekonomiczna to posiadanie wystarczającej ilości środków, by zakupić jedzenie, schronienie, książki, środki czystości, leki, komputer, dostęp do Internetu, elektryczność, wodę, ogrzewanie. Dodatkowo jest przydatnym dla mojego spokoju ducha, bym miał możliwość odłożenia co roku pewnej kwoty.

Nie interesuje mnie system, w jakim funkcjonuje, tylko jakie zasoby materialne potrzebuje i czy mogę o nie skutecznie zabiegać.
Pojawia się element sprawczości: czy mam możność zdobycia niezbędnych zasobów?

Wolność słowa to dostęp do nieocenzurowanej myśli. Realizuje ją poprzez dostęp do Internetu, księgarni i bibliotek oraz w swobodnych dyskusjach z ludźmi.

Wolność cielesna to możność chronienia swego ciała, wystawiania go na szkodę i modyfikowania.

Czy te wolności podlegają ograniczeniom?

Żadna z nich nie może realizować się kosztem drugiego człowieka i jego refleksyjności. Moja refleksyjność nie jest lepsza ani gorsza od refleksyjności bliźniego i nie mam prawa jej faworyzować. W praktycznych sytuacjach nie da się stwierdzić, komu zasób przyda się bardziej, niedopuszczalne jest więc zawłaszczanie zasobów innych ludzi.

Jest złe, by moje używanie którejś z nich stwarzało zagrożenie, wyrządzało krzywdę lub zubożało drugiego – w kontekście wolności, ale przede wszystkim Wolności.

Jak wolność ekonomiczna wpływa na moją refleksyjność?

Tworzy bazę do rozmyślań poprzez zaspokojenie podstawowych potrzeb cielesnych i zapewnienie energii, a następnie wyposażenie mnie w narzędzia, które refleksję ułatwiają i usprawniają. Drugorzędny wpływ bierze się z zapewnienia bezpieczeństwa wykraczającego poza dziś, czyli zgromadzenia oszczędności.

Jak zdobywam wolność ekonomiczną?

Osobiście czynię to poprzez pracę zarobkową. To nie jedyny sposób, ale dość typowy. Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest to, że żyję w systemie społeczno-prawnym, który umożliwia takie zarobkowanie i względnie swobodne wydawanie zarobionych środków.  

Jak wolność słowa wpływa na moją refleksyjność?

Jej najważniejszym aspektem jest swoboda dyskusji i wymiany idei. Poddawanie własnych idei krytyce zewnętrznej jest cennym źródłem refleksji. Przyswajanie i krytykowanie idei innych jest źródłem nowych sposobów myślenia.

Ja zdobywam wolność słowa?

Moja sprawczość w tej dziedzinie to po pierwsze szczere wypowiadanie swoich poglądów na różnych forach i przyswajanie informacji zwrotnej.
Po drugie to aktywne szukanie myśli innych, by się z nimi skonfrontować.

Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest funkcjonowanie w systemie społeczno-prawnym, który nie cenzuruje idei.

Jak wolność cielesna wpływa na moją refleksyjność?

Po pierwsze bezpieczeństwo przed atakiem z zewnątrz na moje ciało pozwala mi skierować zasoby od obrony ku wewnętrznej refleksji.

Po drugie dbanie o zdrowie mojego ciała i umysłu pozwala mi zmaksymalizować zasoby, które mogę przeznaczyć na refleksję.

Po trzecie moje ciało jest narzędziem kontaktu ze światem zewnętrznym, ekspresji, dawania i przyjmowania informacji zwrotnej.

Jak zdobywam wolność cielesną?

Ta pierwsza zależy od systemu społeczno-prawnego, w którym funkcjonuje. Moja kontrola jest tu iluzoryczna.

Ta druga zależy po pierwsze od moich genów, na które nie mam wpływu. Po drugie od mojego stylu życia, nad którym mogę pracować, wybierając to, co jest zdrowe i korzystne dla mego ciała. Po trzecie od przypadku, decyzji innych ludzi, zjawisk przyrody etc.

Ta trzecia podobnie jak druga zależy od genów (uzdolnień) i przypadku (kontuzji, wypadków) oraz moich decyzji jak ze swego ciała korzystać.

Zdefiniowałem Wolność i wolność oraz odpowiedziałem pokrótce na pytanie, jak korzystamy z wolności?

Dlaczego przemknąłem jedynie nad Wolnością i jej wykorzystaniem?

Bo temat zasługuje na osobny artykuł, a sporo już o nim mówiłem w cyklu o decyzjach! Tylko podkreślę, iż Wolność jest zależna od nas samych i praca nad nią jest pracą nad sobą – czyli rozwojem osobistym, drugą z moich kluczowych wartości.

Dotychczasowe rozważania były wsobne, koncentrowały się na tym, co wolność robi dla mnie i jak mogę ją poszerzać. Jednak stoicka etyka mówi o refleksyjności w ogóle. W związku z tym pytam: jak moja wolność może przysłużyć się refleksyjności innych?

Na wstępie podkreślę, że pytanie nie jest „jak powinna wyglądać wolność innych”, tylko co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmienić świat na lepsze i jakie aspekty mojej wolności pozwalają mi pomagać i służyć innym ludziom?

Zacznijmy od pierwszego pytania: co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmieniać świat na lepsze?

To pytanie sprowadza się do rozdysponowywania zasobów. Są dwa zasoby, które mam do dyspozycji: czas i dobra materialne.

Zacznijmy od pieniędzy. Gdzie powinny iść, by najbardziej przysłużyć się wolności innych?

Optymalnie, zasoby, których nie zużywam na swoje potrzeby, powinny iść w kierunku dobroczynności.
Jeden obszary to pomaganie osobom w skrajne nędzy, w kryzysie bezdomności, w kryzysie uzależnienia, w innych kryzysach psychicznych i życiowy.
Drugi to edukacja dzieci i dorosłych.
Trzeci, który ze mną rezonuje, to medycyna szczególnie ta ratująca życie.

Wszystkie z tych działań służą tworzenie przestrzeni na refleksję korzystającym z nich ludziom. Choć nie ma gwarancji, że z niej skorzystają, to wiadomo, że pieniądze pozostające u mnie niczyjej refleksyjności się nie przysłużą. Szansa na sukces jest lepsza od pewności porażki.

Czy tak czynię?

Nie, daleko mi do tego ideału, ale staram się ku niemu zmierzać.

Gdzie powinien iść mój czas?

Część mojego czasu idzie na zarabianie pieniędzy o dysponowaniu którymi już wspomniałem. To, co pozostaje, powinno się koncentrować na kilku aspektach, czyli wartościach: rozwój osobisty, kultywowanie relacji z ludźmi, twórczość (szerzenie myśli). Na dalszych miejscach są: relaks i rozrywka obniżające poziom stresu, obowiązki domowe, dbanie o zdrowie, pomaganie innym.

Wszystkie powyższe odpowiedzi są ogólnikowe i brakuje im pełnego uzasadnienia. Przyjdzie na nie czas, gdy będę rozważał szczegółowo pozostałe wartości.

Nie jestem też tych odpowiedzi pewien, przeciwnie, mam przekonanie, że są inne równie korzystne opcje, o których nie pomyślałem. Możliwe nawet, że są lepsze, bardziej efektywne sposoby na wykorzystanie moich zasobów! Jestem otwarty na wszelkie sugestie, śmiało dawajcie mi znać jakie macie pomysły!

Jedno jest dla mnie jasne, szczególnie gdy chodzi o zasoby finansowe. Jeśli będą tkwić przy moim tyłku, to niczego dobrego nie zdziałają!

Chciałbym podsumować te rozważania. Podzieliłem wolność na dwa pojęcia: Wolność i wolność.

To pierwsze odnosi się do realnej sfery mojej sprawczości, czyli moich stanów wewnętrznych: wyobrażeń, decyzji, refleksji. Ten świat jest niezależny od ignorancji z zewnątrz, tylko ode mnie zależy ile dam sobie Wolności, bo tylko ja mogę ją odbierać i dawać. To, co zewnętrzne nie ma przystępu do tej wewnętrznej twierdzy. Wolność pozorna to obszary decyzji i zjawisk ode mnie niezależnych, czyli w których moja sprawczość jest minimalna i warunkowa. Nie oznacza to, że odrobiny sprawczości, którą w tych obszarach posiadam, nie warto wykorzystać, by poszerzać granice refleksyjności. Niektóre ze wspomnianych elementów znajdą manifestację w innych wartościach, które przedyskutuję w przyszłości.

Tekst mowy prezentującej moją osobę

Dzisiejszy tekst jest zapisem mowy, który wygłosiłem na spotkaniu Biznes Toastmasters we Wrocławiu. Uzupełniłem go, w kilku miejscach rozwinąłem i doszlifowałem, zachowując jednak ducha oryginału.
Mowa miała charakter przedstawienia siebie. Zdecydowałem powiedzieć o końcówce mojego uzależnienia i drodze, jaką kroczę od tamtej pory.
Tekst zawiera elementy drastyczne. Rodzicom zalecam skontrolowanie go przed udostępnieniem swoim pociechom, a osobą o dużej wrażliwości polecam ostrożność przy lekturze!

Wszystko zaczęło się w sobotę 30 lipca 2022 roku. Siedziałem w fotelu w swoim mieszkaniu i płakałem. Piłem, nie trzeźwiejąc, trzeci dzień: zacząłem pić w czwartek, piłem, aż straciłem przytomność.

Ocknąłem się w piątek rano i bez zastanowienia wypiłem otwarte, wygazowane piwo które stało przy łóżku po czym otworzyłem kolejne. Pracowałem zdalnie, ale to nie przeszkadzało mi pić od samego rana. Gdy piwo się skończyło, zacząłem opróżniać butelki z winem – nigdy za nim nie przepadałem, ale smak nie miał znaczenia, liczył się tylko alkohol. Wieczorem miałem już moje ulubione IPA — mogłem degustować. Podczas degustacji uderzałem kośćmi dłoni o kant biurka, raz za razem. Następnie otworzyłem aromatycznego belgijskiego tripla, degustując jego bukiet smakowy uderzałem pięścią w ścianę z całej siły, raz za razem — żeby tylko coś poczuć.

Ocknąłem się w sobotę rano, ręce miałem spuchnięte i pokrwawione. Siedziałem w fotelu i płakałem. Płakałem, że to już koniec, że już nie mogę tak dalej pić, ale pomiędzy szlochami pociągałem kolejne łyki z puszki. Po głowie tłukła się  myśl: „To koniec, idź tam, na tory, skończ z tym. Śmieciem jesteś, a śmieci się wyrzuca”. Nim się zebrałem do wyjścia, wypiłem tyle, że najpierw zapomniałem gdzie mam iść, a później straciłem przytomność.

Ocknąłem się po wielu godzinach nieco przetrzeźwiały, była niedziela. Jedząc śniadanie i popijając je tanim piwem, myślałem: „Kurczę,  było dość grubo. Chciałem się niby zabić. Ja to chyba muszę mniej pić”. Postanowiłem, że w nadchodzącym tygodniu nie piję. Znaczy do piątku, bo w weekend to już OK, nie przesadzajmy. Wytrzymałem w tym postanowieniu do wtorku.

Wtedy jednak stało się coś, co uważam za najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu. Za każdym razem, gdy pociągałem łyk z butelki drogiego, kraftowego piwa, słyszałem z tyłu głowy głos: „Co ty, k…a, robisz!? Przecież ty się zabić chciałeś przez to g…o! Miałeś nie pić do piątku, a jest, k…a, wtorek!” Tego dnia po raz pierwszy poczułem, co to znaczy utracić komfort picia!

Piłem jeszcze przez kolejne dwa tygodnie, ale w żadnym momencie nie mogłem się już uwolnić od tego głosu, nie mogłem odzyskać komfortu. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale nie mogło mnie spotkać w życiu nic lepszego. Na razie byłem przestraszony i zrozpaczony.

15 sierpnia obudziłem się z lekkim kacem po wypitych poprzedniego dnia czterech piwach. Nie wypiłem nic do śniadania, nic do obiadu, ani kropli do kolacji. 16 sierpnia — dalej nic. Kolejne 24 godziny – nic, potem kolejne i kolejne.

Miałem szczęście, że przetrwałem bez zapicia pierwsze miesiące, chroniły mnie dyskomfort i strach przed śmiercią. Do terapii zabierałem się jak pies do jeża, na miting AA nie raczyłem się wybrać. Myślałem wtedy, że poradzę sobie sam – silna wola i te sprawy. Bzdura, uzależniony nie ma żadnej silnej woli, jest bezsilny wobec alkoholu.

No ale o tym dowiedziałem się, dopiero gdy trafiłem na terapię leczenia uzależnień, prawie pół roku po zaprzestaniu picia. Początek wcale nie był łatwy. Bałem się odzywać, czułem się nie na miejscu, inni pacjenci mnie przerażali, terapeuta stresował. Wiedziałem jednak, że jestem chory, a tu się moją chorobę leczy. Chodziłem więc tydzień w tydzień przez rok, bez skuchy, co poniedziałek – tam mogli mi pomóc, tam dawali mi szansę.

W tym samym czasie wgryzałem się jak szalony w filozofię stoicką, która jest mi podporą do dziś. Zacząłem rozumieć, jak i dlaczego się tu znalazłem, a emocje przestały być przypadłością, której trzeba się jak najszybciej pozbyć, stały się naturalną częścią mnie, która domaga się zrozumienia i należnego sobie miejsca. A jedną z najważniejszych rzeczy dla każdego stoika, to być w kontakcie ze swoimi emocjami.

Zacząłem wiele czytać o filozofii i psychologii, a potem o nich pisać.

Wypełniałem kompulsywnie pustkę, jaką w moim życiu zostawił alkohol, najpierw prostymi rozrywkami – graniem, spaniem, jedzeniem. Później zacząłem stawiać sobie cel. Największy: zdobyć koronę gór polskich w 12 miesięcy. I wiecie co? Udało się! Miesiąc po miesiącu zaliczałem kolejne szczyty. Wdrapałem się nawet, pomimo lęku wysokości, na te nieszczęsne Rysy! Wreszcie mogłem realizować swoje cele, a nie tylko on nich marzyć.

Dzisiaj mija 985 dni, podczas których nie wypiłem nic. Stoję przed wami, tak jak ponad rok temu stałem przytulony do kawałka kamienia na szczycie góry, starając się nie patrzeć w przepaść. Stoję przed wami, by zmierzyć się z lękiem większym nawet niż lęk wysokości – z lękiem przed byciem zauważonym i byciem słyszanym. Cztery lata temu nie miałbym mocy, by spojrzeć mu w twarz, dziś jestem w stanie to zrobić, a to wszystko dzięki utracie poczucia komfortu, która dosięgnęła mnie pewnego sierpniowego dnia.

Dobra historia powinna mieć morał, a ta jest przecież całkiem niezła. Najczarniejszy moment mojego życia doprowadził mnie do najpiękniejszego czasu. Tak jednak nie musiało być, wypadki mogły potoczyć się dużo tragiczniej. Tych z was, którzy nadal gracie w tę ruletkę, zostawię z pytaniem: dlaczego to robicie? Nie chcę, byście dziś pogrążyli się w strachu przed podzieleniem mojego losu, bo choć strach jest cudownym motywatorem w sytuacjach krańcowych, to życie w nieustającym strachu jest piekłem. Popatrzcie na to z drugiej strony. Zamiast zastanawiać się, dlaczego mielibyście niepić, zastanówcie się, dlaczego pijecie i czy naprawdę macie po temu dobre powody?

O granicach wolności – część trzecia

Artykuł omawia różne rodzaje wolności, szczególnie wolność ekonomiczną i cielesną, podkreślając ich etyczną wartość dla społeczeństwa. Skupia się na równowadze między zasobnością a niezależnością, podkreślając, jak ograniczenia wolności ekonomicznej mogą wspierać inne formy wolności. Argumentuje, że refleksyjność społeczeństwa wymaga bezpieczeństwa materialnego.

W dzisiejszym artykule kontynuujemy pracę z poprzedniego, analizujemy kolejne rodzaje wolności pod kątem ich wartości etycznej dla społeczeństwa.

Wolność ekonomiczna

Wzrost zasobności społeczeństwa wpływa pozytywnie na jego refleksyjność, poprzez zmniejszanie ilość osób, które muszą walczyć o zapewnienie bytu i zwiększa ilość tych, którzy cieszą się stabilnością finansową. Jest tu również ryzyko: wzrost zasobności, skutkuje zwiększeniem się ilości ludzi goniących ślepo za zyskiem – czyli będących w ekonomicznej niewoli.
Tak jak dla jednostki, tak dla społeczeństwa, wolność ekonomiczna nie tkwi w maksymalnym zysku, raczej w równowadze: w wolności od ubóstwa i wolności od nadmiaru, bo oba te stany szkodzą refleksyjności. Rzecz w tym, że społeczeństwu trudniej ją osiągnąć niż jednostce, a jej utrata prowadzi do gwałtownych zjawisk społecznych, dodatkowo szkodzących wolności.

O wolność ekonomiczną społeczeństwa dbają dwukierunkowo. Z jednej strony zapewniają swobody ekonomiczne. Podstawową jest swoboda działalności gospodarczej, czyli zdolność do wytwarzania dóbr, ich przechowywania i transportowania. To wolność podejmowania pracy i zatrudniania za uzgodnionym wynagrodzeniem. Wreszcie wolność handlu, czyli sprzedaży i zakupu wytworzonych dóbr, ich wymiany na inne lub ekwiwalent pieniężny. Te fundamenty wolności ekonomicznej nie są niewzruszone, każdy jest ograniczany. Nie wszystkie dobra mogą być wytwarzane, nakładane są wymogi na ich przechowywanie i transport. Za pracę trzeba zapłacić minimalną stawkę. Wielu produktów nie można sprzedawać wcale, a innych nie można sprzedawać pewnym grupą ludzi. Współczesne społeczeństwa nie mają wątpliwości, że fundamenty wolności ekonomicznej nie są monolitami i można je regulować, jest kwestią umowy jak bardzo.
To nieintuicyjne, ale środkami dbałości o wolność ekonomiczną są także podatki i redystrybucja dóbr. To pozorna sprzeczność wynikająca z niezrozumienia różnicy między kontekstem indywidualnym a społecznym. W przypadku indywidualny, nic nie stoi na przeszkodzie, by jednostka gromadziła coraz więcej zasobów. Tak jak omawialiśmy w pierwszej części cyklu, nie ma z tego korzyści, ale nie ma i szkody. W społeczeństwie sytuacja jest diametralnie różna. Zgromadzenie wszystkich zasobów w rękach jednej osoby to katastrofa. Społeczeństwo jest ekonomicznie wolne, czyli maksymalizuje refleksyjność, gdy największa ilość ludzi ma zapewnione środki na przetrwanie i jak najwięcej ma zgromadzone oszczędności, dające bezpieczeństwo. Ten stan można osiągnąć, między innymi poprzez podatki i redystrybucję.

Wolność ekonomiczna sytuuje się najniżej pośród omawianych rodzajów. Właściwie nie zdarza się by inne były jej podporządkowane, a co najmniej żaden przykład nie przychodzi mi do głowy.
Często natomiast ograniczamy wolności gospodarczą jednych, na rzecz drugich. Wspomniana redystrybucja dóbr jest takim zabiegiem. Idea produktów regionalnych (oscypek itp.) i chronionych znaków towarowych są również przykład restrykcji. Temat jest rozległy, ale ekonomiści i prawnicy poświęcili mu dość uwagi, ja więc się tu zatrzymam.

Wolność ekonomiczna jest ograniczana, by inne mogły prosperować. Większość ograniczeń omawialiśmy uprzednio, przypomnę hasłowo kilka z nich: zakaz handlu narkotykami, zakaz niewolnictwa, ochrona przed pozbawianiem minimum egzystencjalnego, zakaz sprzedaż narządów, zakaz stręczycielstwa, zakaz sprzedaży tytoniu i etanolu nieletnim itd.
Czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, żyjemy w świecie mocno ograniczonej ekonomii. Wiele z tych ograniczeń wrosło mocno w społeczność i nie jest kwestionowane, choć każde napotykało na opór, kiedy było wprowadzane.

O wolności ekonomicznej spotykamy wiele fałszywych wyobrażeń, jest on najbardziej niezrozumianą z całej grupy!
Wolność ekonomiczna nie oznacza prawa do szkodzenia innym, nawet jeśli przynosi zyski, nie jest przejawem wolności. W drastycznych sytuacjach nie ma co do tego wątpliwości: przyjmowanie zleceń na zamordowanie czy pobicie człowieka, jest niedopuszczalne i argumenty o swobodzie działalności gospodarczej tego nie zmienią. Wolność ekonomiczna wchodzi w konflikt z wolnością cielesną i musi ustąpić pola. W subtelniejszych sytuacjach, społeczeństwo nie jest tak zdeterminowane. Weźmy produkcję i sprzedaż papierosów, ta aktywność narusza wolność cielesną ludzi używających uzależniającego produktu. Czyni on spustoszenie w społeczeństwie, zabijając jego członków. Ich produkowanie i sprzedaż powinno być zakazane bez oglądania się na swobodę gospodarczą! Także tutaj powinna ustąpić wolności cielesnej. Podobnie dla alkoholu, gdzie konflikt rozciąga się także na wolność sumienia ze względu na zaburzanie pracy mózgu.

Wolności ekonomiczna, nie ogranicza się do swobody wymiany dóbr i obrotu towarem, jest także zdolnością do zapewnienia sobie bytu. System, który spycha masy ludzi w ubóstwo, nie jest wolny, niezależnie ile razy użyjemy tego słowa w nazwie! Gdzie przewaga materialna jest wykorzystana do zmuszania innych, pod groźbą ruiny czy śmierci głodowej, do robienia czego zażyczy sobie posiadacz, tam mamy system półniewolniczy będący zaprzeczeniem wolności! Łatwo poddać się iluzji, że gdzie wszystko można tam jest wolność, warto jednak sprawdzić, czy nie ma jednostek i grup społecznych, które nie mogą absolutnie nic.

Gdzie ludzie umierają z głodu przez brak pieniędzy, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie mieszkają pod mostem, bo nie stać ich na schronienie, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie są wyrzuceni poza nawias bytowania bez swojej winy, tam nie ma wolności! To jest prawdą w obrębie społeczeństwa, a także w skali globalnej. Jeśli w Etiopii ludzie umierają z głodu, bo nie stać ich na jedzenie, to nie ma na świecie wolności ekonomicznej! Ważne, by zdać sobie sprawę, że jesteśmy jednym i że nasze życie nie jest cenniejsze od życia Etiopów, amerykanów czy chińczyków. Wszyscy zasługujemy, by zaspokoiwszy głód rozważać pytania o naturę człowieka.
Uprzedzając argumenty o uzależnionych, którzy trafiają na ulicę ze względu na swój nałóg: społeczeństwo nie ma interesu refleksyjnego, by się nimi zajmować, póki nie zdecydują się leczyć z nałogu, kiedy to ma wielki interes. U czynnego nałogowca nie ma przestrzeni na refleksję, u trzeźwiejącego jest jej ogrom!

Nawet regulowana ekonomia pozostaje sferą, w której możemy sporo zdziałać na rzecz wolności. Zauważyliśmy, że duże rozwarstwienie majątku jest niekorzystne, a to dlatego, że duża grupa ludzi zostaje zepchnięta poniżej granicy ubóstwa. Są oni skoncentrowani na zapewnieniu sobie bytu na najbliższy czas. To nie sprzyja refleksyjności.
Wśród najbogatszych nie ma nic, co by kompensowało tę stratę, a dodatkowe miliony na ich kontach nic nie znaczą dla refleksyjności. Refleksyjność biedaka i bogacza jest równo cenna, więc rozwarstwienie zubaża społeczeństwo.
Jednocześnie całkowita równość nie jest pożądanym stanem. Doza nierówności – najlepiej powyżej minimum, a nawet bezpieczeństwa bytowego – motywuje niektórych do poszukiwania nowych rozwiązań, które pozwolą awansować w społeczeństwie. To pozytywne zjawisko dla refleksyjności, o ile nie przeradza się w kompulsywne dążenie, by mieć więcej. Idealnie wolne społeczeństwo, charakteryzowałoby się zapewnionym bezpieczeństwem finansowym i konkurencją o zasoby nadmiarowe.
Najważniejszym co możemy zrobić dla wzmocnienia wolności ekonomicznej, jest ograniczanie nędzy. Bezpieczeństwo materiale jest przydatne, ale nie równa się, z jakiego przeskokiem dokonuje człowiek, przechodząc od ubóstwa do stabilności. Zwracajmy uwagę na to, co możemy zrobić, by wspomóc taką przemianę, zarówno jako jednostki, jak i społeczeństwo. Nie ograniczajmy się w tym do najbliższego otoczenia, sięgajmy wyobraźnią do innych krajów, na inne kontynenty docierając i tam z naszą pomocą!

Wolność cielesna

Posiadanie kontroli nad własnym ciałem jest istotnym aspektem naszej refleksyjności. Jest ono podstawowym narzędziem i polem doświadczalnym dla woli i myśli, ale choć ważne, nie jest tak kluczowe, jak uważa wielu. Posłużę się przykładem: jeśli w wypadku stracę ramię, moje ciało zmniejszy się, ale moje człowieczeństwo pozostanie nietknięte. Dlatego wnoszę, iż nasza natura nie tkwi w naszych członkach, lecz się nimi posługuje.
Multum aspektów naszej wolności cielesne jest ograniczane lub powinno być. Z perspektywy jednostki wspomnieliśmy o tym. Patrząc z perspektywy społeczeństwa, jest nawet wyraźniejszym, jak ważne jest wytyczanie jej granic.

Podstawowym sposobem systemowego dbania o nią, jest ochrona nietykalności cielesnej. Dotyczy to ochrony przed nadmierną ingerencją władzy, jak i przed atakiem ze strony członków społeczności. Uszkodzenie ciała drugiej osoby, z drobnymi wyjątkami, jest przestępstwem lub wykroczeniem zależnie od okoliczności. Rozciąga się to także na pozbawianie innego możliwości przemieszczania się – czyli więzienie. To aspekt na pograniczu wolności poruszania się.
Jednostka ma władzę decydowania o swoim ciele. W myśl tego zabiegi medyczne mogą być wykonywane za zgodą pacjenta (o ile jest w stanie jej udzielić). Zauważmy, że ta zasada ewoluowała, w przeszłości dokonywano przymusowych lobotomii czy kastracji. Zasada kontroli daje jednostce prawo uszkodzeń swojego ciała, samookaleczenia. Może je modyfikować poprzez tatuowanie, piercing, operacje plastyczne itp. Kobieta powinna móc zdecydować czy zachować ciąże. Niezależnie od tego, czy się z decyzjami jednostki zgadzamy, czy nie, może ona być moralna, bo stanowią wyraz refleksyjności przejawianej w kontakcie z naszą fizycznością. Refleksyjność nie żyje w próżni, a jej wehikułem jest nasze ciało.
To nie zwalnia nas z empatii i odpowiedzialności. Jeśli ktoś okalecza swoje ciało żyletką, nie ma powodu, by taką osobę potępiać lub osądzać. Można jej współczuć tak drastycznych zachowań i starać się jej pomóc, jeśli to możliwe. Nieosądzanie nie oznacza jednak, że moralnym jest dać owej osobie paczkę żyletek w prezencie. To działa na szkodę refleksyjności, promuje kompulsje i jest aktem szkodzenia człowiekowi. Dodam jednak, że są tu niuanse i jeśli wiemy, że konsekwencje niedostarczenia żyletek będą katastrofalne, moralnym może być je dostarczyć. Nie zwalniam też okaleczającego się z moralnej odpowiedzialności przed samym sobą za wyrządzanie sobie krzywdy!

W hierarchii cielesność plasuje się przed przemieszczeniem się i ekonomią. Sama jest ograniczana często na rzecz wolności sumienia i wolności słowa.
Typowym przykładem jest zakaz (lub ograniczenie) sprzedaży, narkotyków. Weźmy heroinę: nielegalnym jest produkowanie, sprzedaż i posiadanie (poza zastosowaniami medycznymi). Stoi to w sprzeczności ze swobodą do zażywania takich substancji, na jakie mamy ochotę. Dyskutowaliśmy poprzednio [LINK] jak niszczycielskie są takie środki dla zdolności do jasnego myślenia. W społeczności szkody rozszerzają się jeszcze na osoby w kontakt z zażywającą oraz na opiekę zdrowotną, która poddana jest obciążeniu z powodu narkotyku. Tracimy ludzkie życie i zdrowie w wyniku przestępstw popełnianych pod wpływem. Tracimy w przeładowany systemie zdrowia, który leczy osoby zażywające. Tracimy wolność przyszłych pokoleń, w dzieciach, które wychowują się z zażywającymi rodzicami. Wolność jednostki do brania blednie przy tak negatywnych konsekwencjach.
Nie każda niszczycielska substancja jest zakazana, dostęp do niektórych jest tylko utrudniany. Wprowadza się ograniczenia wiekowe, opodatkowanie, które ma pokryć koszty dla systemu zdrowia i temu podobne. W innym miejscu podawałem w wątpliwość takie półśrodki, czasem jednak nie da się w praktyce zrobić więcej.

Najczęściej, by chronić wolność cielesną, ograniczamy ekonomiczną. Podam dwa drastyczne przykłady, ale jest ich więcej.
Pierwszy to zakaz niewolnictwa, czyli posiadanie człowieka jako własności. Swoboda cielesna jednej osoby jest ważniejsza od wolności ekonomicznej drugiej. Takie przypadki wciąż się zdarzają, choć są bacznie tropione i eliminowane. Pokusa jest tak wielka, że pojawiły się subtelniejsze sposoby niewolenia, oparte o przymus ekonomiczny, stawiające przed wyborem: albo wykonasz polecenie, albo umrzesz z głodu. Można być refleksyjnym niewolnikiem, ale jest to znacznie trudniejsze, dlatego też niewolnictwo jest nieetyczne.
Drugi przykład to kupowanie organów. Medycyna jest w stanie przeszczepiać narządy, co bywa jedynym sposobem ratowania życia. System dawców powinien być chroniony przed nadużyciami, czyli organy powinny trafiać do najbardziej potrzebujących niezależnie od ich statusu majątkowego czy społecznego. Korumpowanie systemu powinno być surowo karane. Życie bogacza jest warte tyle, co życie nędzarza. To ich refleksyjność ma wartość, a ona niezależna od zasobów materialnych!

Powszechnym błędem przy rozmowach o tej wolności jest przecenianie jej znaczenia. Nie sugeruje tutaj, że jest nieistotna, nic z tych rzeczy, raczej, że jest mniej istotna, niż większość zakłada. Wynika to z jej obosiecznej natury, to znaczy, że może mieć korzystny wpływ na refleksyjność, ale może i negatywny.
Kiedy jednostka niszczy ciało, skraca życie, niszczy umysł narkotykami – wtedy społeczeństwo traci refleksyjność, mimo że są to przejawy popularnie rozumianej wolności cielesnej. Kiedy im się przyjrzymy, zauważymy, że są jednak aktami niewoli. To musi być brane pod uwagę, gdy dyskutujemy jak przeprowadzić jej granice.
Z drugiej strony, jest istotne, by człowiek mógł decydować o swym ciele. Niezgodność między umysłem a ciałem jest niszcząca dla wolności myśli jednostki, a w związku z tym dla jej refleksyjności. Każdy z nas jest artystą, a materia, w której tworzymy to nasze ciało – mimika, mięśnie, tatuaże, blizny i zmarszczki.
Na szczęście konflikt między drugim a pierwszy błędem jest iluzoryczny, bo narkotyki nie są siłą twórczą, lecz niszczącą. Trzymanie ich z dala od naszego organizmu jest godnym pochwały przejawem wolności! W dużej mierze, eksperymenty z substancjami już obnażyły swoją bezużyteczność, można ich zaniechać.

Dbając o ciało, dbamy o wolność. Warto korzystać z wiedzy medycznej i fizjologicznej. Konsultować się z lekarzem i zajmować się chorobami, które nas trapią. Warto dbać o dobry sen i nie ignorować zaburzeń w jego rytmie – jest istotny dla zdrowia naszego mózgu. Regularne uprawianie sportu i utrzymywanie dobrej kondycji przyniesie korzyści w samopoczuciu i jakości myślenia. Eksperymentujmy z nowymi doznaniami i wyzwaniami, ale zawsze z rozsądkiem.
Nie dajmy się zwieść substancjom, które oddziałują bezpośrednio na układy naszego mózgu (układ nagrody). Może się wydawać, że dają przyjemność, radość, zaspokojenie i korzystnie wpływają na życie, ale w ich przypadku nie możemy ufać osobistemu doświadczeniu! Jest ono zaburzone przez hiper stymulacje układu nagrody, pozytywne aspekty zażywania są wzmacniane, negatywne ignorowane. Nasz mózg gromadzi zafałszowane oceny sytuacji! Zamiast polegać na własnych wspomnieniach, złóżmy wiarę w nauce, która bezstronnie bada skutki uboczne, korzyści i szkodliwość tych substancji.
Uważajmy też na substancje, które szkodzą naszemu ciału. Zwracajmy uwagę, co jemy, pijemy, czym się smarujemy. Wiele produktów ma skutki uboczne, które nie są zauważalne natychmiast, lecz po latach. Tam, gdzie dostępne są badania, polegajmy na nich, na opinii ekspertów popartej materiałem doświadczalnym.

Wolność przemieszczania się

Wolność przemieszczania się jest ważniejsza dla społeczeństwa niż jednostki. Idee najlepiej przenoszą się wraz z wyznającymi je ludźmi i choć na jednostkę, poznanie nowej kultury czy spojrzenia na świat, ma niewielki wpływ, to na społeczność już ogromny. Dochodzi do modyfikowania miejscowych paradygmatów, bardzo subtelnego, nieomal niezauważalnego, jednak dotykającego tak wielu, że odciskającego piętno na refleksyjności społeczeństwa. Mieszanie kultur, religii i idei stymuluje ich rozwój. Nawet jeśli się ze sobą konfrontują, to w konfrontacji zmieniają się, a zmiana jest warunkiem koniecznym postępu.
Warto też zauważyć, że swoboda poruszania się dział korzystnie na ekonomię, poprzez zwiększenie wymiany biznesowej i handlowej.

Ważny aspekt dbałości o swobodę przemieszczania się rozgrywa się na poziomie międzynarodowym. Im mniej granic, czy im mniej kontroli na granicach, tym lepiej. Przykładem jest tutaj strefa Schengen. Druga opcja to ruch bezwizowy, im więcej krajów im szerzej na niego zezwala, tym lepiej. Trzecia kwestia to łatwość uzyskania paszportu. Wszystkie razem tworzy środowisko przyjazne swobodzie poruszania się.
Mniej oczywistym aspektem tej wolności jest dostęp do środków transportu. Ujawnia się on w każdej skali od międzynarodowej do gminnej. Tanie połączenia lotnicze, rozwinięta sieć kolejowa międzymiastowa i lokalna. Sieć dróg i autostrad dla dalekich podróży autem. Transport zbiorowy dla miast czy gminy wiejskich. Infrastruktura rowerowa. Wszystko to sprzyja swobodzie przemieszczania się, w skali istotnej dla przeciętnego człowieka.

Wolność ta stoi w wyżej tylko od ekonomicznej, jednak w praktyce rzadko zdarzają się sytuacje, w których byłaby potrzeba ją ograniczać. Zwykle nie oddziałuje negatywnie na rzeczywistość, zachowując niewielki pozytywny wpływ.
Jedynym przypadkiem, który kojarzę z ostatnich lat, bardzo wyrazistym, była pandemia COVID. Tutaj wolność poruszania się została ograniczona drastycznie i sensownie ze względu na wolność cielesną. Uczyniono to, by ograniczyć liczbę ofiar. Innym przykładem, może być wojna. Miejmy nadzieje, że podobne sytuacje zostaną nam oszczędzone, ale nie ma na to gwarancji.

Przykłady ograniczania innych wolności, by chronić tą, tyczą się dziedziny ekonomicznej i są marginalne. Jedną z nich jest służebność gruntów, która wymusza użyczanie terenu na przykład pod swobodny przejazd. Jest wymagana, by okolice ze szczególnie skomplikowaną strukturą własności mogły funkcjonować, acz jej główne zastosowanie to zapewnienie dostępu mediów (linie wysokiego napięcia itp.).
Pewnym ograniczeniem wolności ekonomicznej jest powszechny dostęp do dróg miejskich czy gminnych. W teorii samorządy mogłyby mieć możliwość pobierania myta, tak jak to się czyni na autostradach czy mostach. Praktycznie nie spotyka się podobnych rozwiązań. Swoboda przemieszczania się bierze górę nad chęcią zarobku społeczności.

Typowym błędem przy tej wolności, są próby jej ograniczania. Przez wieki dyktatorzy i inne rządy próbowały uniemożliwiać obywatelom zmianę miejsca pobytu. Często motywował to strach przed fermentem intelektualnym, jaki mobilność przynosi. Wynalazki typu paszport wewnętrzny w ZSRR, czy obowiązek meldunkowy w PRL, to jedne z wielu administracyjnych zamachów na wolność podróżowania.
Jeśli cofniemy się dawniej w historii, trafimy na systemy ekonomiczno-społeczne (feudalny, niewolniczy), które w założeniach miały ograniczanie swobody przemieszczania i osiedlania się.
Wreszcie mamy kwestię prób zatrzymywania uchodźców na granicach. Podobnie jak powyżej motywacją za takim działaniami jest strach. Czasem jest to strach ekonomiczny, że zabraknie zasobów dla nas, jeśli ich przyjmiemy. Czasem kulturowy, że zniszczą naszą kulturę. Czasem religijny, że sprowadzą nam obce wierzenia. Czasem rasowy, że przyniosą gorsze geny do narodu wybranego. Każdy z tych strachów, jest rozdmuchaną przesadą. Większość społeczeństwa zachodu ma zasobów w bród. Jeśli kultura czy religia jest tak słaba, że rozpadnie się pod naporem kilku tysięcy obcych, to może lepiej by upadła? Argumenty rasowe nauka dawno obaliła. Strachy o przestępczość zwykle są wyolbrzymione, a policja potrafi sobie z nią radzić. To, co natomiast stanie się pozytywnego, to wzrost idei, z którymi można dyskutować i o których można dyskutować – a to zysk dla społecznej refleksyjności!

W miarę prostym jest, co możemy uczynić, by tę wolność wspierać: robić więcej tego, co już robimy. Otwierajmy kolejne granice. Im mniej potrzebny jest paszport, tym lepiej! Szukajmy opcji na rozszerzenie strefy Shengen, nowych partnerów, których można by w nią włączyć. Zabiegajmy o zniesienie wiz, by do minimum obniżyć koszty i formalności podróżowania. Niech to będzie ruch w obie strony, dla nas, ale i do nas! Otwórzmy się na imigrację, bo wzbogaci nasz społeczeństwo.
No i jeszcze, rozszerzajmy strefy wolnego handlu, jako element wolnego przemieszczania się. To fantastyczny sposób na stymulowanie rozwoju gospodarczego! Na zakończenie dobra albo zła wiadomość. Ten cykl rozrośnie się na jeszcze jeden artykuł, poświęcony krytyce popularnych mitów o wolności. Właściwie to jeszcze o dwa, ostatni będzie syntezą wszystkiego tego co poruszyłem do tej pory w kilku żołnierskich słowach. Mam nadziej, że to pomoże przyswoić pierwotny materiał. W przyszłości od takiej właśnie będę się starał zaczynać, a nie na niej kończyć.

O granicach wolności – część druga

Artykuł analizuje wolność z perspektywy stoickiej, skupiając się na jej wpływie na refleksyjność jednostki i społeczeństwa. Podkreśla znaczenie wolności sumienia, edukacji oraz wolności słowa i religii, które powinny być chronione i promowane, aby wspierać rozwój myśli i wiedzy w społeczeństwie.

W poprzednim artykule omówiliśmy w kontekście etyki stoickiej kluczowe aspekty terminu „wolność” odnoszące się do doświadczenia jednostki. Zastanawialiśmy się, jak można zmaksymalizować refleksyjność pojedynczego człowieka. Dziś spojrzymy na to zagadnienie z punktu widzenia społeczeństwa – jako ono wyznacza granicę wolności, by maksymalizować globalną refleksyjność.
Gorąco zachęcam, by wpierw przeczytać część pierwszą , inaczej wiele stwierdzeń w tym tekście będzie dla was niejasna!
Polecam także artykuł z przydatnymi definicjami!

Wolność z perspektywy społeczeństwa

Temat od strony jednostki omówiliśmy, zastanówmy się, co się zmieni, gdy zaczniemy mówić o społeczeństwie, czyli jeśli refleksyjność, którą maksymalizujemy, nie jest naszą własną, ale ogólnoludzką? Postaram się nie powtarzać już przytoczonych rozumowań i skupić się na tym, co się zmienia albo co jest zupełnie nowe.

Wolność sumienia

Refleksyjność społeczności korzysta z wolności sumienia jednostek ją tworzących. Jest w jej interesie ustalać prawa i granice innych wolności tak, by korzystała na tym ta konkretna. Zazwyczaj będzie poprawnym ograniczyć wolność ekonomiczną, czy cielesną po to, by poszerzyć swobodę myśli.

Poza dbaniem o utrzymanie możliwie szerokiego jej zakresu rola w rozwijaniu wolności sumienia spoczywa na społeczeństwie poprzez system edukacji i wychowywanie kolejnego pokolenia. Role do odegrania mają tu przede wszystkim rodzice oraz szkoła.
Psychologii znany jest wachlarz zaburzeń, które mają korzenie w dzieciństwie i w procesie wychowania. Każde z tych zaburzeń jest umniejszeniem refleksyjności osoby nim dotkniętej, a przez to także refleksyjności całości.
Idealną sytuacją jest wychowywanie się z niezaburzonymi rodzicami w bezpiecznym domu rodzinnym. Nie jest istotne czy są to rodzice biologiczni, czy są tej samej, czy różnych płci, ważne by byli zdrowymi, dojrzałymi osobami, które dziecko kochają i dają mu opiekę. Takie sytuacje powinno społeczeństwo promować. W miarę możliwości dzieci powinny wyrastać w stabilnych rodzinach.
Przeciwieństwem są rodzice głęboko zaburzeni: znęcający się nad dzieckiem, wykorzystujący je czy krzywdzący na różne sposoby. Wychowanie w takim domu doprowadzi do rozwoju zaburzeń u dziecka. W interesie dobra powszechnego jest, by społeczeństwo wkroczyło i wyrwało młodego człowieka z patologicznej sytuacji.
Między ekstremami rozciąga się spektrum problemów. Gdzie przeprowadzić granicę, kiedy odbieramy dziecko rodzicom? Nie wiem. Określenie tego leży w kompetencji nauk szczegółowych, psychologii i psychiatrii, które mogą szukać optimum.

Społeczeństwo może i powinno ograniczać inne rodzaje wolności, by chronić wolność sumienia. W praktyce już to robi, choć niekoniecznie używa właściwych argumentów. Mam wrażenie, może mylne, że zazwyczaj w dyskusji społecznej, politycznej i prawnej, za nadrzędną uznawana jest wolność cielesna i jej warianty (wolność do życia, zdrowia etc.). Tuż za nią plasuje się wolność ekonomiczna, rozumiana jako prawo do gromadzenia.
Z mojej perspektywy to błędnie ustawiona hierarchia. Źródła błędu dopatruje się w łatwości zmierzenia tych dwóch wolności. Granice ciała są ściśle określone, majątek można policzyć i zweryfikować — obie łatwo przekładają się na język praw i przepisy. Pozostałe wolności są efemeryczne, trudniejsze do zrozumienia i zmierzenia. Niestety, taki argument, choć zrozumiały, jest błędny i sprawia, że akcenty w prawie i kulturze są położone w złych miejscach.

Spójrzmy, jak społeczeństwo ogranicza naszą swobodę, by chronić wolność sumienia i gdzie jest potencjał, by zrobić więcej. Nie będę przechodził przez całą rzeczywistość prawną i społeczną, wezmę tylko jeden przykład, który można próbować uogólniać.
Sięgnę do ulubionego tematu, czyli do substancji psychoaktywnych. Duża grupa tych substancji jest zakazana w obrocie poza medycznym. Dotyczy to narkotyków wszystkich typów: depresantów (heroina, inne opiaty), stymulantów (kokaina, amfetamina) i psychodelików (LSD, pewne grzyby). Ich sprzedaż, produkcja i posiadanie jest zakazane, przy czym zakaz nie dotyczy stosowania ich jako leków. To klarowne rozgraniczenie. Wolność jednostki do zażywania substancji jest ograniczana przez społeczeństwo, ponieważ szkodzą zdrowiu jednostki, generują koszty dla opieki zdrowotnej i tak dalej. Szczególną ochroną otaczamy dzieci, rozumiejąc, że narkotyki są dla młodego organizmu szczególnie szkodliwe.
Argument jest błędny, wniosek słuszny. Te substancje powinny być zakazane dlatego, że działają niszczycielsko na refleksyjność osób je zażywających. Ten wpływ ja dzielę na: wpływ krótkoterminowy (oszołomienie narkotykiem), średnioterminowy (objawy odstawienne), długoterminowy (wieloletnie uszkodzenia zdrowi, szczególnie mózgu) i nagły (psychozy). Nie każdy narkotyk powoduje wszystkie konsekwencje. Przy niektórych są argumenty, że sprzyjają refleksyjności: psychodeliki poprzez trans, stymulanty poprzez zwiększenie aktywności mózgu. Każdorazowo przedstawiciele nauk szczegółowych mogą dyskutować za i przeciw poszczególnych substancji.

Znam trzy wyjątki pośród narkotyków, które nie są zakazane (plus przypadek graniczny). Są to: etanol, który jest narkotykiem o działaniu depresyjnym oraz kofeina i nikotyna, czyli dwa stymulanty. Przypadek graniczny to THCX, czyli kolejny depresant – w Polsce zakazany, ale jego posiadanie nie jest ścigane. W wielu krajach choćby sąsiednich Czechach jest legalny.
Pomimo swej legalności są one poddana ograniczeniom. Przykładowo, alkohol i nikotyna nie mogą być sprzedawana osobą poniżej 18 lat, zakładam, że podobnie marihuana tam, gdzie jest legalna. Kofeina nie ma tego typu ograniczeń, jedynie nie zaleca się podawania jej dzieciom. Dalej: zabronione jest prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, ale nikotyna i kofeina nie są poddane podobnym ograniczeniom – to jest sensowne, ponieważ etanol dział tłumiąco na nasz układ nerwowy i spowalnia reakcji, a dwa pozostałe działają pobudzająco i reakcje przyspieszają. Alkohol i nikotyna są opatrzone ostrzeżeniami o skutkach zdrowotnych, a instytucje odpowiedzialne za zdrowie zalecają powstrzymanie się od ich używania.
Dlaczego akurat te narkotyki są legalne?

W przypadku alkoholu to historyczna zaszłość. Substancja była tak długo obecna w kulturze europejskiej, że przyzwyczailiśmy się do niej. Gdyby alkohol był współczesnym wynalazkiem, byłby nielegalny. Warto dążyć do jego rugowania z kultury, aż do momentu, kiedy będzie można go zakazać przy niewielki oporze.
Jeśli chodzi o nikotynę, to kłopotem jest bardzo silne uzależnienie, które wywołuje – silniejsze od alkoholu, a nawet wielu opiatów. Zakaz sprzedaży nikotyny byłby szokiem dla uzależnionych – mógłby prowadzić do niepokojów społecznych i cierpienia. Systematyczne ograniczanie jej spożycia, aż do momentu, gdy zakaz będzie możliwy do przeprowadzenia, wydaje się dobrą drogą.
Kofeina, choć silnie uzależnia, to nie ma wielu negatywnych skutków ubocznych. Tutaj możemy obserwować i kontynuować badania naukowe, jeśli nie pojawią się nowe ryzyka, nie ma sensu jej zakazywać.
Marihuana to przykład kroku z w złą stronę, wywołanego nielogicznymi pobudkami. Jedna z nich to, że jest mniej szkodliwa od alkoholu, alkohol jest legalny, ergo ona powinna być legalna. Błędem w tym rozumowaniu, jest założenie, że alkohol jest legalny ze względu na swój poziom szkodliwości. Tak nie jest. Legalność alkoholu wynika z innych przyczyn, które nie aplikują się do marihuany. Biorąc pod uwagę jej negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu i refleksyjność, lepiej dla społeczeństwa by pozostała zakazana.

Wiele możemy uczynić dla wolności myśli, jeśli twórczo podejdziemy do systemu edukacji. Jego obecna forma jest niesatysfakcjonująca z perspektywy wspierania dobra w społeczeństwie. Widzę dwa dodatki do tego system: edukację psychologiczną i filozoficzną. Jednak nie jako coś na marginesie, ale jako najważniejsze zajęcia na równej stopie z matematyką i językiem polskim. Wszystko inne (fizykę, chemię, historię etc.) widziałbym jako opcjonalne, poza podstawami, które mogłyby być realizowane jako „Przyroda” i „Nauka o człowieku”. Psychologię możemy rozumieć jako „naukę o emocjach”, a filozofię jako „naukę myślenia”. Oba te zagadnienia mają większy potencjał, by wzmocnić refleksyjność młodych ludzi niż klasyczne program nauczania!

Wolność słowa

Swobodny przepływ idei jest jednym z ważniejszych źródeł rozwoju myśli. Słowa jednego człowieka mogą sprowokować miliony do przemyśleń i refleksji. Dwoje ludzi w otwartej dyskusji wzajemnie podnosi się do wyżyn zrozumienia. Wolność słowa jest konieczna, by mogło to nastąpić, dlatego społeczeństwo i państwo powinny jej skutecznie bronić.

Jest oczywiste, że podstawowa swobody wypowiedzi to brak cenzury, rozumiany jako wolność publikacji i wypowiadania się w przestrzeni publicznej. Bez niej nie ma mowy o pluralizmie. Ważne jest zrozumienie, że ten wymóg rozciąga się poza literę prawa i odnosi się także do presji społecznej. To znaczy, że groźba ostracyzmu czy przemocy ze strony współobywateli, nie zamyka nikomu ust, że wypowiadanie poglądów nie niesie ze sobą tej groźby.
Wolność słowa wymaga, pod względem systemowym i międzyludzkim, by z ideami zmagać się kontrargumentami, a nie cenzurą, ostracyzmem czy napiętnowaniem. Nie bójmy się spierać z najbardziej nawet odrażającymi poglądami, uczmy się raczej uzasadniać racjonalność naszych. Jest intelektualnym lenistwem zamykać usta tym, z którymi się nie zgadzamy, tylko dlatego, że nie chce się nam zrozumieć własnych poglądów.
Idee rodzą się i upadają, zostają zapomniane – potem wracają, jako świeże odkrycie. Jest istotne, by chronić myśl poprzednich pokoleń – zarówno tą, która nam odpowiada, jak i tą, z którą się nie zgadzamy. Funkcję wolnego od cenzury magazynu ludzkiej myśli pełnią biblioteki. Te cudowne instytucje kultury, być może największe osiągnięcie cywilizacji, zbierają zapiski z intencją ich swobodnej dystrybucji. Niezależnie od postępującej cyfryzacji, ich rola pozostaje kluczowa dla wolności słowa!

Wolność słowa plasuje się na drugim miejscu pod względem ważności dla społeczeństwa po wolności sumienia. Oznacza to, że, co do zasady, pozostałe wolności powinny jej ustąpić w wypadku konfliktów. Chcę jednak zaznaczyć, że jest kilka niuansów. Dobrym przykładem są treści kierowane do dzieci i z udziałem dzieci. Te pierwsze, bo mogą zaszkodzić kształtującej się refleksyjności, poprzez manipulację niewykształconym jeszcze umysłem, niemającym odporności porównywalnej z dorosłym. Mam na myśli reklamę kierowaną do nieletnich, indoktrynację ideologiczną i religijną. Te dwie ostatnie są trudne do powstrzymania, bo zazwyczaj indoktrynującymi są rodzice. Nie chodzi o odcięcie młodych ludzi od trudnych zagadnień do osiemnastego roku życia. Specjaliści powinni się wypowiedzieć, gdzie przeprowadzić granicę.
Druga kwestia to treści z udziałem dzieci, od drastycznych (pornografia), do umiarkowanych (np. konkursy piękności dla dzieci). Tworzenie i udostępnianie takich treści działa niszcząco na refleksyjność dwojako: po pierwsze, to ryzyko krytycznego zaburzenia psychiki dziecka (im drastyczniejsza forma, tym większe). Po drugie, to umacnianie i propagowanie zaburzeń u dorosłych zaangażowanych w generowanie i konsumpcję tych treści.
Ograniczenia wolności słowa w tych przypadkach mają sens, bo są korzystne dla refleksyjności.

Przykładem ograniczenia wolności ekonomicznej, by zachować wolność słowa, jest zakaz przekupywania naukowców czy urzędników w celu ukrycia niewygodnej dla nas prawdy. Korupcja tego typu jest karygodna, ponieważ naraża zdolność wielu ludzi do podejmowania poinformowanych decyzji, godzi w ich refleksyjność, pozbawiając ich danych. Nawet gdy prawo bezpośrednio nie wkracza, na przykład w przypadku producentów alkoholu płacących za badania sugerujące jego nieszkodliwość (gdzie konflikt interesów jest ujawniony), opinia publiczna negatywnie patrzy na ten proceder.
Wolność cielesna jest nieustannie łamana dla zachowania wolności słowa. Moja wolność, by widzieć, słyszeć, wąchać etc., tylko to, co mi sprawia przyjemność, jest mi odbierana na każdym kroku. Komunikat medialny, obraz na bilbordzie czy wypowiedź człowieka na ulicy może wywoływać w nas dyskomfort psychiczny i fizyczny. Nie jest on jednak powodem, by w przestrzeni publicznej powstrzymać kogoś od wypowiedzi. Mogę się wycofać do swego domu czy bezpiecznego miejsca i tam izolować się od niepożądanych treści, ale ta izolacja nie rozciąga się szerzej.

Jest kilka praktyk we współczesnym społeczeństwie, które niekorzystnie oddziałują na wolność słowa, niektóre są systemowe, inne społeczne.
Systemowym błędem jest prewencyjna cenzura faszyzmu i komunizmu. W Polsce zakazane jest ich propagowanie. To błąd. Te skompromitowane ideologie na zakazie jedynie zyskują. Nie jest problemem, by w dyskusji pokonać przedstawicieli tych ideologii, nie jest też problemem, pokonać ich w polityce. Jeśli obawiamy się porażki z nimi na tych polach, to pora ostro przysiąść do szlifowania naszej ideologii oraz rozumienia dobra i zła. W starciach z radykalnymi poglądami otwiera się możliwość lepszego zrozumienia naszych własnych i wzmocnienia argumentów przemawiających za nimi. Nie bójmy się tego starcia!
Jeśli chodzi o błędy społeczne, to jednym z nich jest istnienie tematów tabu. Wprawdzie nie każdy temat jest odpowiedni w każdej sytuacji, szczególnie gdy słuchają dzieci, to między dorosłymi istnienie zakazanych tematów jest szkodliwe. Zamyka możliwość zrozumienia ważnych aspektów człowieczeństwa. Refleksyjność cierpi nie tylko u jednostki, ale u całego społeczeństwa. Wymień dowolny temat tabu w komentarzu, a ja dowiodę, że lepiej o nim mówić otwarcie.
Drugi błąd, o którym chciałem wspomnieć to cenzura estetyczna, czyli wykluczanie czegoś z przestrzeni publicznej dlatego, że mi się nie podoba, lub, że mnie gorszy. Moje poczucie zgorszenia nie jest miernikiem wartości idei, dzieła sztuki czy człowieka. Mam prawo do odczuć estetycznych, ale nie by używać ich jako kagańca na wypowiedź drugiego. Zawsze mogę opuścić przestrzeń, w której nadawany jest nieznośny komunikat. We współczesnym świecie próbujemy wszystko przerobić na naszą modłę, a refleksyjność lepiej rozwija się tam, gdzie można wypowiedzieć obrzydliwą prawdę.

Wolność słowa nie ma się źle w naszym społeczeństwie, warto jednak szukać ulepszeń. Czego mi brakuje, to rodzaj Hyde Parku, miejsca, gdzie można publicznie wypowiedzieć dowolne poglądy, myśli, nonsensy. Takiego, w którym są obecni ludzie zainteresowani słuchaniem. Gdzie mogę pójść i wysłuchać mówców wystawiając siebie na myśli, czasem niedorzeczne, ale mimo to stymulujące, a na pewno inne niż w uładzonym przekazie medialnym. Nie jest to więc kwestia wentyla do wykrzyczenia się dla radykałów, to stworzenie okazji by elementem radykalnej myśli zainteresował się stateczny konserwatysta. Jakże płodnie byłoby mieć takie miejsce w każdym większym mieście!

Wolność wyznania

Jak już wspominałem, jest to podgrupa wolności słowa i wiele argumentów odnosi się i tu. Warto wspomnieć o niej osobno, ze względu na wpływ, jaki wywiera na dyskurs polityczny i filozoficzny (w tym etyczny). Swoboda posiadania poglądów na kwestie duchowe jest istotna dla społeczeństwa, bo zamykanie się na jedno spojrzenie, pęta refleksję. Konfrontacja tych idei, mimo ich abstrakcyjnego charakteru, a może dzięki niemu, jest płodna intelektualnie. Podważanie cudzych wierzeń religijnych może być stymulujące dla obu stron. Ważne jest, by chronić je, przed przemocą, która może z takiej konfrontacji wybuchnąć.

Jest kilka kwestii, które w społeczeństwie powinny funkcjonować, by zapewniać wolność wyznania. Podstawową jest rozdział kościoła od państwa. Teoretycznie w ustroju nieprzestrzegającym tej zasady, możliwe jest tolerowanie innych wyznań, ale nie widzę, jak byłoby możliwe, aby były równouprawnione, jeśli jedno ma bezpośredni wpływ na władzę i kształt prawa. Państwo i stanowione prawo powinno pozostać wolne od nakazów religijnych ksiąg i religijnych przywódców. Wtedy jest największa szansa, na utrzymanie swobody dyskusji duchowej.
Te same wolności, które gwarantujemy ideą, a które omawialiśmy w poprzednim punkcie, rozciągnięte być powinny na przekonania religijne.
Wolność religijna wymaga jednak więcej. Nie wystarczy, że wszystkie wierzenia lub ich brak są legalne, konieczna jest systemowa obrona mniejszości religijnych. Jest to cecha ideologii duchowych, że z samego założenia nie dopuszczają do końca istnienia innych. Na zasadzie: ja mam rację, wszyscy inni się mylą, jest moim obowiązkiem, by ich przekonać lub, co gorsza, zmusić do ujrzenia prawdy. Dlatego system powinien mieć mechanizmy zabezpieczające mniejszości religijne przed ekspansją religii dominującej. Wiąże się to z przeciwdziałaniem dyskryminacji na tle religijnym. Czyli państwo powinno dbać, by społeczeństwo nie wyrzucało mniejszości poza nawias, odmawiając im dostępu do ekonomii, do polityki czy do wypowiedzi w mediach i na ulicach. Historycznie można zaobserwować, że religie mają tendencje do czynienia podobnych ruchów, nie wystarczy więc, by prawo nie dyskryminowało, powinno chronić przed dyskryminacją z rąk społeczeństwa.

Pod względem istotności, jest na równi z wolnością słowa, co oznacza, że co do zasady, wolność ekonomiczna, cielesna i przemieszczania się powinny jej ustępować.
Podobnie jak poprzedni są tu niuanse. Wiele z nich dotyczy dzieci i ich indoktrynacji religijnej. To trudny punktu, który nie jest realizowany we współczesnych społeczeństwa, raczej funkcjonuje domniemanie, że rodzice mogą narzucać religię dziecku, w tym okresie życia, kiedy dziecko nie ma możliwość intelektualnych, by podać w wątpliwość wskazówki rodziców. Dla rozwoju refleksyjności, to powinno się zmienić i jak najwięcej dzieci powinno wychowywać się wolne od ideologicznej manipulacji, aż do momentu, kiedy będą w stanie poddać ją krytycznej analizie.
Jest też kilka drastycznych przykładów związanych z okaleczaniem ciała dzieci w wyniku praktyk religijnych. Niektóre z nich są zakazane, inne nie. Czyli jest granica, na jaką rozległość urazów się godzimy.

Konkretnych przykładów ograniczani innych wolności, by zachować wolność wyznania, jest w społeczeństwie sporo. Koncentrują się wokół wspomnianej ochrony mniejszości wyznaniowych. Przykładowo, jest niedopuszczalne, by odmówić obsłużenia kogoś w sklepie ze względu na wyznawaną przez ową osobę religię. Rozciąga się to na inne usługi, właściwie na całą przestrzeń ekonomiczną, która jest jasno podporządkowana wolności religijnej.

Nie widzę rażących systemowych problemów z podejściem do wolności wyznania, prawo rozsądnie ujmuje to zagadnienie. Inaczej sprawa się przedstawia, gdy zaczynamy mówić o społeczeństwie. Tutaj problemów jest sporo, część z nich dotknęliśmy już wcześniej.
Po pierwsze, jest tendencja do narzucania religii innym, zwana nawracaniem. To błąd etyczny. Jeżeli rozważymy sytuację, w której jedna z religii osiąga pełen sukces, czyli wszyscy zostają nawróceni, mamy społeczeństwo, które traci źródło fermentu myśli, czyli konfrontacje idei na tematy metafizyczne. Jedność religijna obniża refleksyjność społeczeństwa, w którym panuje. To przekonanie stoi w konflikcie z etyką większości religii świata, w których za słuszne i moralne uważane jest nawracanie innowierców. Nawrócenie jest uważane za dar, osoba religijna myśli o nim w kontekście ocalenia – podczas gdy jest odwrotnie, dochodzi do zagłady i zniszczenia fragmentu refleksyjności w świecie. Dla jasności nie mam tu na myśli nawracania przemocą, za niemoralne uważam nawracanie słowem.
Po drugie, wysiłki w nawracaniu mogą prowadzić do prób kontrolowania słów i myśli, tu przechodzimy do nawracania przemocą (niekoniecznie fizyczną!). To olbrzymie zagrożenie, szczególnie w społeczeństwach, które są bliskie religijnej jedności i usuwają ostatnie ośrodki odmiennej myśli. To nieetyczne działanie, niebezpieczne dla jakości refleksji społeczności. Kontrola myśli może się też rozciągnąć na wiernych, jako gwarancja, że pozostają oddani religii.
Po trzecie, mamy „delikatniejszą” formę powyższych, czyli niechęć społeczeństwa do innowierców, przejawiająca się brakiem dialogu. To błąd etyczny, który utrudnia wymianę idei między wyznaniami, czyli pozbawia społeczeństwo cennego elementu koegzystencji wielu wierzeń. Społeczeństwo zamknięte nie korzysta z możliwości, jakie niesie różnorodność, co nie ogranicza się zresztą tylko do kwestii religijnych.
Po czwarte błędem systemowym jest dopuszczenie, by religia wpływała na prawo. Każdy przepis prawa powinien mieć świeckie uzasadnienie, które nie zależy od wierzeń konkretnej religii. Może być inspirowany przez jakąś zasadę wiary, ale musi zyskać niezależne od niej uzasadnienie. Czynię to rozróżnienie z praktycznego powodu: wiele rozsądnych praw w naszych kodeksach, wywodzi się z religijnej dysputy, jednak w międzyczasie znalazły dobre świeckie podwaliny. Nie warto wylewać dziecka razem z kąpielą i agitować za zmianą każdego z tych praw, ze względu na ich pochodzenie. Lepiej skoncentrować się na identyfikacji takich praw, które nie mają dobrego świeckiego uzasadnienia i na tym, by współcześnie nie wprowadzać do kodeksów inspiracji religijnych. W przeciwieństwie do wolności słowa, wolność religii w społeczeństwie nie ma się dobrze. Systemowo jest w porządku, mamy świeckie państwo i świeckie prawa, zagwarantowaną swobodę religijną i równość wierzeń. To, co zgrzyta i czego brakuje, to otwartość społeczeństwa na inne wierzenia i na ich brak. Nasz kraj jest jednolity kulturowo, rasowo i religijnie. Nie jesteśmy w młodym wieku wystawiani na wpływy innych wyznań. Nawet jeśli w okolicy są innowiercy, to wiele rodzin przekaże dzieciom nieufność do nich. W większości wypadków chodzi po prostu o to, że innowierców nie ma. To nie do końca prawda, bo w prawie każdej społeczności mamy choćby kilka niewierzących osób, jednak nie są one traktowane jako innowiercy, przez co, nie są naturalnymi partnerami do debat religijnych.
Nasze społeczeństwo zyskałoby na dwóch rzeczach: po pierwsze, traktowaniu ateistów i bez religijnych jako partnerów do rozważań o naturze istnienia – podejmowaniu prób zrozumienia ich punktu widzenia, tak jak mógłby kogoś ciekawić innowierca. Po drugie, zyskalibyśmy na różnorodności wyznań, na zachęcaniu ludzi wszelkiej religii by się do nas sprowadzali, wznosili swoje świątynie etc. Byśmy zaczęli przełamywać jednolitość społeczeństwa pod tym względem – przy okazji pomogłoby też z różnorodnością rasową i kulturową.
W tym miejscu postawię kropkę na ten tydzień. Tekst rozrasta się ponad oczekiwania, w związku z czym wydzielę część trzecią. Omówimy w niej wolność ekonomiczną, cielesną i przemieszczania się oraz zajmiemy się kilkoma popularnymi błędami poznawczymi co do wolności!

Słowniczek definicji kluczowych pojęć

Definicje i pojęcia kluczowe dla zrozumienia wielu treści na blogu.

Pojęcia pierwotne

Rzeczywistość.

Działanie.

Czas.

Chwila czasu.

Przestrzeń.

Punkt przestrzeni.

Zbiór – rozumiany w sensie klasycznym.

Byt.

Definicje

Przedział czasu to zbiór chwil czasu.

Przedział przestrzeni to zbiór punktów przestrzeni.

Stan rzeczywistości to rzeczywistość w danej chwili czasu lub w przedziale czasu.

Wycinek rzeczywistości to rzeczywistość w danych przedziałach przestrzennych i czasowych.

Ciąg to uporządkowany zbiór.

Proces to ciąg stanów rzeczywistości i łączących je działań.

Umysł to wycinek rzeczywistości obejmujący stany wewnętrzne bytu refleksyjnego i zdolnego do przetwarzania danych, umożliwiający analizę, decydowanie i działanie.

Ciało to wycinek rzeczywistości powiązany i stanowiący podstawę istnienia umysłu.

Proces myślowy to ciąg stanów umysłu.

Reakcja to proces złożony ze stanu początkowego, bodźca i stanu końcowego.

Proces logiczny to proces, którego elementami są wynikające z siebie zdania logiczne.

Zdanie logiczne to element rzeczywistości językowej, któremu można przypisać wartość logiczną: prawda lub fałsz.

Proces decydowania to proces logiczny przyjmujący dane, stan początkowy wycinka rzeczywistości i bodziec, a zwracający stan końcowy wycinka rzeczywistości.

Mechanizm decydowania to podciąg elementów procesu decydowania pomiędzy stanem początkowym a stanem końcowym.

Dane to wycinki rzeczywistości dostępne dla schematu decydowania.

Decyzja jest wystąpieniem procesu decydowania dla konkretnego stanu początkowego, bodźca i danych, z konkretnym mechanizmem decydowania, zwracającym konkretny stan końcowy.

Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji.

Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.

Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.

Wolność jednostkowa to wolność odnosząca się do konkretnego wycinka rzeczywistości.

Wolność jednostki to zbiór wszystkich wolności jednostkowych konkretnego bytu.

Jednostka to byt posiadający umysł. Synonim: osoba.

Wolność społeczeństwa to suma (w sensie unii) zbiorów wolności jednostki jego członków.

Wolności szczegółowe to podzbiory zbioru wszystkich możliwych wolności, wyróżnione na podstawie wspólnego kryterium.
Przykład: wolność przemieszczania się, dotyczy wszystkich wolności związanych ze zmianą miejsca pobytu.

Proces jest refleksyjny, jeśli w jego ciągu zawiera się analiza decyzji, działań i ich skutków, po której następuje decyzja o korektach procesu i działanie korygujące.

Proces jest celowy, jeśli istnieje określony stan fragmentu rzeczywistości do którego prowadzi.

Proces jest pozytywny, jeśli ma cel i jeśli istnieje parametr, który w stanie docelowym jest wyższy niż w stanie początkowym.

Rozwój to pozytywny proces refleksyjny.

Proces jest osobisty, jeśli dotyczy stanu ciała lub umysłu jednej osoby.

Rozwój osobistej refleksyjności to rozwój osobisty, w którym parametrem rosnącym jest zdolność do refleksji.

Rdzeń relacji to stan umysłu refleksyjnego będący parą uporządkowaną, w której pierwszym elementem jest tenże umysł, a drugim dowolny obiekt rzeczywistości.

Właściwość relacji to stan umysłu odnoszący się do rdzenia relacji.

Właściwości relacji to zbiór wszystkich właściwości danej relacji.

Relacja to rdzeń relacji wraz ze zbiorem właściwości.

Parametr to wartość przypisana stanom rzeczywistości, umożliwiająca ich porównanie.

Cecha relacji to podzbiór wszystkich właściwości relacji wybranych na podstawie wspólnego parametru.

Zmiana relacji to proces dodania nowego elementu do zbioru właściwości, usunięcia elementu ze zbioru właściwości, lub zmiany elementu w zbiorze właściwości.

Waga właściwości to parametr nadawany przez umysł każdej właściwości.

Ideologia to zbiór przekonań, które wyjaśniają obecny stan szerokiego wycinka ludzkiej rzeczywistości, proponują idealny/docelowy sposób jego urządzenia i definiują drogę od jednego do drugiego. Ideologia nie musi dotyczyć całego świata, może koncentrować się na kształcie systemu politycznego, społeczeństwa i innych struktur; może też łączyć wiele z tych aspektów.

Wycinek rzeczywistości jest szeroki jeśli dotyczy więcej niż dwóch obiektów. W tym kontekście relacja nie jest szerokim wycinkiem rzeczywistości. Społeczeństwo danego kraju natomiast jest szerokim wycinkiem. Zazwyczaj używamy tego stwierdzenia właśnie w odniesieniu do dużych grup ludzi.

Wycinek rzeczywistości jest ludzki, jeśli jego składowymi są ludzie i sprawy z ludźmi bezpośrednio związane. Rodzina jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Układ słoneczny nie jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Polskie społeczeństwo jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości.

Religia to szczególny rodzaj ideologii, która źródło swej prawdziwości wywodzi od nadprzyrodzonego (boga, bogów lub innych tworów mistycznych). Nadprzyrodzone oznacza takie, którego istnienia nie można zweryfikować empirycznie.