Blog

O uzależnieniu od alkoholu – historia prawdziwa

Tekst opisuje doświadczenia osoby uzależnionej od alkoholu, przedstawiając mechanizmy uzależnienia, jak personifikacja alkoholu, iluzje i zaprzeczenia oraz rozdzielenie osobowości. Autor dzieli się refleksjami na temat emocjonalnych i fizycznych konsekwencji picia, a także strategii utrzymania trzeźwości w codziennym życiu.

„Kolejna noc się kończy nam
Rozkoszy i koszmarów
I każdy z nas zostanie sam
Gdy zatrzasną już ołtarz baru.”

Jacek Kaczmarski, „Przy ołtarzu baru”

Mechanizm nałogowego regulowania emocji – czyli jak zakochałem się w alkoholu
Posłuchajcie historii mojej największej miłości. Poznałem ją w liceum. Byłem zagubionym młodzieńcem, z trudem radzącym sobie z dojrzewaniem, odpowiedzialnością i relacjami. Te ostatnie były najtrudniejsze. Nikt mnie nie rozumiał! Byłem zbyt odmienny i nazbyt lepszy od reszty ludzi, by mogli mi dać ten rodzaj bliskości, którego potrzebowałem.
Romans zaczął się na dobre na półmetku liceum. Tak mi zawróciła w głowie, że rzygałem pod płotem zgięty w pół, ale wcześniej przytuliła mnie i ukoiła jak nikt wcześniej. Sprawiła, że byłem szczęśliwy, że przestałem się bać, że mogłem należeć. Moja luba – substancja o niepozornym wzorze chemicznym C2H5OH – tani rozpuszczalnik, paliwo do niektórych rodzajów silników, płyn do dezynfekcji powierzchni płaskich i rakotwórcza, uzależniająca neurotoksyna. Czy można sobie wymarzyć wspanialszą ukochaną?
Nie minęło wiele czasu, a we wszystkich emocjonalnych potrzebach polegałem tylko na niej. Po liceum, już na studiach, coraz częściej uśmierzałem nią swój strach i swoją samotność. Systematycznie stawała się niezastąpiona w moim życiu. Innych odsuwała na bok, już nie chciała się mną dzielić. Najbardziej lubiła i najwięcej mi dawała, gdy byliśmy tylko we dwoje.
Straszne były poranki gdy budziłem się roztrzęsiony, bez ukochanej przy boku. Czasem tak za nią tęskniłem, że musiałem ją ponownie spotkać i to jeszcze przed śniadaniem. Klinowałem straszne, lękowe kace. Byle przetrwać do wieczora.
Ciężko mi powiedzieć kiedy się zorientowałem, że to toksyczna miłość. Czy było to wtedy, gdy próbowała mnie zabić? Czy może wcześniej, gdy mnie jedynie okaleczała? Nie mogłem uwierzyć, że robi mi krzywdę. To ze mną musiało być coś nie tak. To ja ją źle traktowałem, używałem w niewłaściwy sposób. Moja ukochana musiała być bez winy, nieważne jakie iluzję i zaprzeczenia trzeba było stworzyć by taka pozostała.

Pierwszy z mechanizmów uzależnienia, mechanizm nałogowego regulowania emocji, określany jest niekiedy jako zakochanie się w alkoholu. Następuje personifikacja substancji i pojawiają się ukierunkowane na nią emocje. Zaczynamy traktować używkę jak bliską osobę, która nas wspiera, pociesza i kocha. Zaczynamy zdrabniać: piwko, winko, wódeczka.  Umiejscawiamy alkohol jako główne (jedyne) źródło regulacji emocji. Trudne emocje są uśmierzanie przy pomocy dawki, częściej wielu dawek, etanolu. To źródło szybkiej, łatwo dostępnej ulgi, nie wymagającej żadnego wysiłku z naszej strony. Zdrowe sposoby regulowania emocji: rozmowa z drugim człowiekiem, wysiłek fizyczny, medytacja i kontemplacja, zostają zmarginalizowane jako zbyt trudne i powolne. Ich podstawowa zaleta, czyli długofalowa skuteczność, jest umniejszana, a podstawowa wada etanolu, czyli długofalowa emocjonalna toksyczność, jest całkowicie ignorowana. Przede wszystkim jednak zapominamy, że mamy do czynienia z prostą molekułą, całkowicie nieczułą na nasze emocjonalne zaloty.
Inne relacje systematycznie schodzą na dalszy plan. Pojawia się poczucie, że nikt, poza używką, nas nie rozumie. To toksyczny związek, który generuje wewnętrzne i zewnętrzne komunikaty, że coś jest nie tak z naszym nastawienie do alkoholu. Nie możemy tego zaakceptować, musimy bronić czci naszej ukochanej, wytwarza się mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń – czyli jak stałem się mistrzem kłamstwa
Jakie to szczęście, że oni piją więcej! Byli pijani w sztok, a ja nawet nie byłem zrobiony. Jeśli ktoś tu ma problem to oni, a nie ja!
Przyszedł taki moment w moim piciu, gdy ludzie potrzebni byli do dwóch rzeczy: żebym mógł sobie mówić, że nie pije sam tylko w towarzystwie i jako punkt odniesienia, bym dowodził sobie, że nie piję tak dużo. Co z tego, że już od studiów, około 80% alkoholu wypijałem w samotności. Przecież od czasu do czasu wychodziłem z ludźmi „na miasto”, czyli piłem towarzysko. Co z tego, że wypijałem mniej od znajomych raz na 10 spotkań, na pozostałych się upadlając – to jedno było istotne, dowodziło, że oni piją więcej.
Zarzygałem pościeli w wynajętym domku, to bardzo kiepski numer! Oj tam. Zapłaciłem za szkodę, więc nie ma problemu.
Zlałem się w spodnie przez sen, to gruba akcja! Może nikt pewnie nie zauważył, w końcu wyschłych, wyprałem, nie ma tematu.
Wyszedłem z firmowej imprezy w hotelu i padłem nieprzytomny w krzaki metr od brzegu Odry, to już przesada! Nonsens, przeleżałem spokojnie do rana. Tylko się trochę podrapałem. Dwa dni później, to nawet już nawet kaca nie miałem.
Wyjebałem się po pępkowym bez przytomności na krawężnik przy przystanku, to mogło się skończyć tragicznie! Nic się nie stało, zima była lekka, nawet przymrozku nie było. Kurtkę wyprałem i po krzyku.
Rzygałem przez sen leżąc na wznak, ocknąłem się w ostatniej chwili i obróciłem na bok, mogłem się udusić własnymi wymiocinami! Ale się nie udusiłem. Nie było tak groźnie. Parę dni później to nawet łóżko ogarnąłem i już nie śmierdziało.
Zgubiłem okulary (po 20 latach noszenia) podczas szaleństw w nocnym klubie, to strata kilkuset złotych! Na biednego nie trafiło, także luz. Zresztą, mam zapasowe.
Zapomniałem 6 godzin firmowej imprezy, mimo że chodziłem, tańczyłem, rozmawiałem z ludźmi, to mega niebezpieczne, mogłem w tym czasie zrobić cokolwiek! A tam, zawsze miałem słabą pamięć. Komu się nie zdarzy to czy owo zapomnieć?
Przecież mam pracę i to dobrze płatną, więc o co chodzi? Za swoje pije, od nikogo nie pożyczam. Należy mi się po ciężkim dniu w robocie! Ja jestem koneserem kraftów, piję dla smaku. Alkohol dodaje mi pewności siebie. Po paru głębszych lepiej tańczę. W życiu nie zagadam do laski na trzeźwo. I tak dalej.
Wszystkie t sytuacje są wzięte z życia. W każde z tych kłamstw i iluzji święcie wierzyłem. Najstarsza z nich miała miejsce jak miałem około 25 lat, najmłodsze dwa i pół roku temu. Przez kolejne 13 lat, skutecznie się okłamywałem. Rozjazd między kłamstwem a rzeczywistością stał się tak wielki, że aż musiałem się rozdwoić.

Drugi z mechanizmów, mechanizm iluzji i zaprzeczeń, odpowiada za ochroną nałogu. Jego zadaniem jest stworzenie iluzji, że substancja nie wyrządza nam szkód, a jest nam niezbędna do funkcjonowania. Chroni on obiekt naszej miłości przed atakami z zewnątrz. Jest podobny do zaślepienia ukochaną osobą, gdy nie dostrzegamy jej wad, przerysowujemy zalety, nie przyjmujemy żadnych negatywnych informacji na jej temat. W uzależnieniu ta iluzja jest niezwykle trudna do rozproszenia. Warto zwrócić uwagę, że ten mechanizm działa przede wszystkim na wewnętrzny użytek, to siebie musi w pierwszej kolejności okłamać. Prowadzi to w konsekwencji do okłamywania innych, ale to jest efekt uboczny. Kluczowym jest bym ja, alkoholik, mógł uzasadnić dlaczego nie przestaje pić.
Mechanizm może przybrać wiele form, tutaj wypiszę je tylko hasłowo, więcej szczegółów znajdziecie w [1]: zaprzeczenie, minimalizowanie, obwinianie (innych), racjonalizowanie, intelektualizowanie, odwracanie uwagi, fantazjowanie, koloryzowanie wspomnień, marzeniowe planowanie, zaśmiewanie.
Dysonans poznawczy między iluzją a rzeczywistością z czasem staje się tak trudny do opanowania, że następuje rozdwojenie czy rozproszenie osobowości osoby uzależnionej.

Mechanizm rozdwojonego ja – czyli jak zrobiło się nas dwóch
Jednym z najstraszniejszych doświadczeń alkoholowych jest palimpsest [2], oto jeden z moich.
Byłem na imprezie firmowej w klubie niedaleko wrocławskiego Rynku. Mieliśmy wynajęty cały lokal z open barem. Zacząłem szybko jako jeden z pierwszych. Około 10tej wieczorem byłem już po paru piwach. Moja odporność na alkohol była wtedy tak wysoka, że ta ilość nie powodowała nawet zająknięcia. Siedziałem  na zewnątrz rozmawiając z dwiema koleżankami, można było tutaj swobodnie palić, a w środku było duszno. Wszyscy sączyliśmy alkohol. Następny moment, który pamiętam, to gdy płaczę na przystanku bo uciekł mi nocny autobus. Jest godzina piąta rano, kolejną godzinę spędzę próbując dotrzeć do domu. Do dziś nie pamiętam nic co się zdarzyło się pomiędzy. Jeśli ktoś by mi powiedział, że zamordowałem wtedy człowieka, to nie mógłbym zaprzeczyć – może zabiłem, nie pamiętam.
Takie doświadczenia przewijały się przez moje życie i są dobrze znane z doświadczeń innych uzależnionych. Fizjologicznie jest to upośledzenie mechanizmów odpowiedzialnych za przenoszenie wspomnień z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Dla mnie, były to momenty w których ja trzeźwy przestawałem istnieć, a stery całkowicie przejmowała moja druga osobowość, ja pijący alkohol.
Ja trzeźwy jestem pełny lęku, mam niskie poczucie wartości, jestem niepewny, uważam, że niewiele potrafię, wstydzę się tego co robiłem po pijaku, pragnę spokoju i dobrego życia. Ja pijący nie znam lęku, jestem pępkiem świata, mam pewność swoich opinii i sądów, uważam, że potrafię wszystko, nie wstydzę się niczego, pragnę ostrej jazdy i intensywnego życia. Od wielu lat jest nas dwóch.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego rozdwojenia, nim nie zacząłem terapii. Nie dostrzegałem jak drastycznie moja osobowość się zmieniała, kiedy byłem pod wpływem. Szalałem na parkietach nocnych klubów, nagabywałem dziewczęta, wdawałem się w sprzeczki z ludźmi, zasypiałem w krzakach i szczałem pod siebie. Żadnej z tych rzeczy nie robiłem kiedy byłem trzeźwy. Wtedy czytałem książki, chodziłem na spacery, gotowałem obiady, bałem się o swoje zdrowie i pracowałem. Kontrola była płynnie przekazywana między jedną osobowością a drugą. Z czasem było więcej mnie pijanego. Ta osobowość jest zaborcza, chciała dla siebie więcej czasu. Prawdziwy ja, czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei i kontroli. Zostałem zepchnięty pod ścianę, spadłem na dno i dopiero kiedy stanęła przed wyborem: albo stawię opór i przestanę pić, albo umrę z własnej ręki, dopiero wtedy podjąłem walkę i raz jeszcze przejąłem stery.

Trzeci z mechanizmów, mechanizm rozdwojonego ja jest kontynuacją iluzji i zaprzeczeń, ich zwieńczeniem. Tworzą one swoją własną niezależną osobowość, której pragnienia i cele są diametralnie odmienna od pragnień i dążeń pierwotnego ja. Jedna osobowość budzi się pod wpływem substancji, druga gdy ciało jest trzeźwe. Jedna chce dalej zażywać, druga chce przestać. Jedna jest silna i asertywna, druga słaba i przestraszona. Te zmiany są często łatwiej zauważalne dla otoczenia, niż dla samej zainteresowanej osoby. Płynie informacja zwrotna: kiedy wypijesz, jesteś całkiem inną osobą, nie mogę cię wtedy znieść. To pogłębia dysonans poznawczy uzależnionej osoby, która sama siebie widzi jako lepszą, kiedy jest pod wpływem i nie może zrozumieć dlaczego otoczenia ma dokładnie odwrotne spostrzeżenia.

Głód alkoholowy – czyli co mnie czasem szarpie
Głód jest wrogiem każdej trzeźwiejącej osoby. Miałem sporo szczęścia w początkach swej drogi, obżerałem się. Unikałem dzięki temu ssania w żołądku, które mogło by mnie skłonić do zapełnienia go alkoholem. W pierwszych miesiącach wypełniłem pustkę po alkoholu jedzeniem.
Moje głody nie były szczególnie intensywne. Nie wariowałem, nie chodziłem po ścianach. Moje głody były subtelne, ujawniały się na poziomie emocji, były irracjonalnym rozdrażnieniem i złością, które domagały się ukojenia. Były pustką samotności, którą chciałem wypełnić. Były zmęczeniem, które łaknęło pobudzenia. Dla każdego z tych stanów kiedyś moją odpowiedzią był by alkohol. Teraz mój mózg, próbował mnie oszukać i przekonać, że powinienem znowu sięgnąć po sprawdzony środek. Często były to jedynie miraże, wytwory mojej wyobraźni, obliczone na ponowne uruchomienie mechanizmu nałogowego regulowania emocji, a z nim całej maszynerii uzależnienia.
Dzisiaj głody zdarzają mi się rzadko, są przelotną myślą gdy mijam w sklepie półkę z alkoholami; są złością, która wybuch na widok reklamy alkoholu na Facebooku. Nadal trzymam się HALTU (Hungry, Angry, Lonely, Tired; Głodny, Wkurzony, Samotny, Zmęczony), czyli programu, który wskazuje jakich stanów unikać by zminimalizować ryzyko wystąpienia głodu. Pewnie będę się go trzymał do końca życia bo, pomijając kwestie uzależnienia, jest dobrą regułą na poprawę codziennego funkcjonowania.
Jednorazowy głód ma małe prawdopodobieństwo by przerwać moją abstynencję, dopiero, kiedy rozrośnie się do długotrwałego nawrotu, staje się niebezpiecznym.

Głód alkoholowy nie musi się objawiać nieodpartą chęcią zażycia substancji. Jego objawy są często bardziej subtelne i związane są z chęcią „załatwienia” emocji przy pomocy narkotyku. Działanie narkotyku daje natychmiastową, choć krótkotrwałą, ulgę. Zdrowe sposoby wymagają czasu i prawdziwego poczucia emocji. Warto, by osoby uzależnione nie ignorowały sygnałów płynących z ciała (podenerwowanie, niemożność usiedzenia na miejscy, bezwład i obojętność), sygnałów płynących z emocji (nieumiejscowiona złość, przygniatający smutek, histeryczna radość) i innych. Koncentrowanie się jedynie na potrzebie zażycia substancji, może być poważnym błędem prowadzącym do złamania abstynencji.
Jest kilka użytecznych programów pomagających zapobiegać napadom głodu i osłabiać go gdy się pojawi, tutaj tylko hasłowo: wspomniany HALT, 24 godziny i inne. Więcej szczegółów w [1].

Nawrót – czyli dlaczego boję się nudy
Poza jedzeniem, drugą szczęśliwą okolicznością mojego trzeźwienia było wydanie gry Diablo 2 Resuercted (czyli Diablo 2 z nowoczesną grafiką). Wsiąkłem w nią niczym woda w piach. Każdy wieczór po powrocie z pracy poświęcałem na grindowanie potworów, zbieranie przedmiotów, ulepszanie postaci i generalną, bezmyślną łupankę. Nieświadomie uczyniłem sobie wielką przysługę. Wypełniłem pustkę jaką pozostawił alkohol i skutecznie zabiłem nudę. Bez kompulsywnego grania, które trwało nieco ponad pół roku, pewnie nie byłbym w stanie utrzymać trzeźwości.
Nie gram już w Diablo od półtora roku. Raz jeden wróciłem, na tydzień czy dwa, nie zdając sobie do końca sprawy dlaczego. Po czasie zrozumiałem, że ten powrót, był związany z nawrotem choroby. Balansowałem na granicy powrotu do nałogu, mój nastrój spadł, czułem się przytłoczony, nie radziłem sobie z emocjami i, co najgorsze, dopadła mnie pustka i nuda. Powrót do gry był instynktownym mechanizmem ratunkowym, po raz kolejny zasypałem po-alkoholową pustkę kompulsywnym graniem. I po raz kolejny zadziałało, dało mi czas by uporać się z emocjami i przetrwać nawrót.
Do dziś mam, na wszelki wypadek, zainstalowane na komputerze Diablo. Wprawdzie zarówno trudne emocję i nudę, która je budzi, mam lepiej opanowane, ale nie zaszkodzi mieć plan awaryjny gdyby coś zaczęło się sypać. Na mojej lodówce nadal wisi też lista zaleceń, których powinna się trzymać osoba trzeźwiejąca, też na wszelki wypadek.

Większość ludzi słysząc frazę „nawrót uzależnienia”, wyobraża sobie osobę, która po dłuższej trzeźwości łamie abstynencję i zaczyna ponownie zażywać. Tak czasem kończy się nawrót, jest on jednak bardziej złożonym wydarzeniem, które jest rozciągnięte w czasie. Wszystko zaczyna się od emocji, tych trudnych, wywoływanych przez nudę, tragedie życiowe, choroby. Gdy osoba uzależniona nie zarejestruje, że owe emocje się pojawiły, nie przeżyje ich, będą one rosnąć, nakręcać się, aż staną się niemożliwe do opanowania i doprowadzą do złamania abstynencji.
To groźne zjawisko. Dobra wiadomość jest tak, że można je powstrzymać, w każdym momencie poprzedzającym zapicie, poprzez zaopiekowanie się nieogarniętymi emocjami i rozładowanie napięcia w zdrowy sposób. Można mu też skutecznie zapobiegać zważając na to by unikać stanów, które mogą je zapoczątkować.

Zalecenia – czyli dlaczego wolę z tobą nie gadać gdy pijesz
Kiedy zaczynałem trzeźwieć, byłem przekonany, że jak już ustabilizuje się moja abstynencja, za jakiś miesiąc czy dwa, to wrócę do nocnego życia, tylko na trzeźwo. Wyobrażałem sobie, że będę szalał na parkietach w nocnych klubach, pijąc wodę i zachwycając wszystkich swoją trzeźwością. Na szczęście nie zdarzyła się okazja, żeby ten pomysł zrealizować.
Z czasem, w miarę jak rosło moje zrozumienie choroby, zaczął zachodzić proces odwrotny. To znaczy, zamiast rozluźniać ograniczenia w kontakcie z alkoholem, zacząłem je zacieśniać. W pierwszym roku jeszcze zdarzało mi się pojechać na zakrapianego grilla czy pójść na kolację z pijącymi ludźmi. Za każdym razem czułem się nieswojo podczas takich sytuacji. Nie mogę powiedzieć, że je strasznie odchorowywałem, ale budowały napięcie, wyzwalały tęsknotę i stanowiły zagrożenie dla mojej trzeźwości.
Ostatni rok to najbardziej restrykcyjne podejście, czyli, jeśli mogę tego uniknąć, to nie spędzam czasu, ani nawet nie rozmawiam, z ludźmi, którzy są pod wpływem alkoholu, niezależnie od tego czy wypili kieliszek wina, czy butelkę wódki. Prosta zasada: piłeś(a)? Nie rozmawiam z tobą! Z jednej strony to podejście jest dobre, bo bardzo jednoznaczne. Nie zostawia przestrzeni na negocjacje z samym sobą i na wahania. Z drugiej, jego restrykcyjność wyklucza bardzo szeroki wachlarz spotkań towarzyskich w naszej kulturze. Także takich, które nie niosą ze sobą znacznego zagrożenia.
Rozważam ostatnio czy nie rozluźnić nieco tych reguł i pozwalać sobie na rozmowę i pozostawanie w towarzystwie ludzi, którzy zażyli jedną lub dwie dawki alkoholu. Przy tej ilość, zazwyczaj osoba odurzona jest jeszcze komunikatywna i można prowadzić z nią wartościową rozmowę. Od trzech, czterech dawek konwersacja nie ma sensu i lepiej jest poczekać, aż dana osoba przetrzeźwieje. Jest to dla mnie do sprawdzenia, w jakim stopniu takie okazje będą na mnie wpływać i na ile będę w stanie egzekwować nowe zasady.
Wisi nad tym próbowaniem cień. Pamiętacie iluzje i zaprzeczenia? Był tam taki kawałek o racjonalizowaniu.

Zalecenia co robić a czego unikać, są niezwykle istotnym elementem życia osób trzeźwiejących. Ze swoich obserwacji mogę powiedzieć, że ich przestrzeganie stanowi o tym, czy dana osoba przetrwa pierwszy rok trzeźwienia, a każde właściwie zapicie, można wywieść od złamania jednej z reguł. List zaleceń jest długa i nie będę jej w całości przytaczał, można ją znaleźć w [1]. Wspomnę tu tylko o kilku:
+ nie trzymam w domu alkoholu, nie pozwalam by w moim domu spożywano alkohol
+ unikam miejsc i sytuacji w których kiedyś piłem
+ nie spędzam czasu z osobami pijącymi (nie rozmawiam, nie polewam etc.)
+ dbam o sen i generalnie dobre samopoczucie
+ jasno i bez wykrętów odmawiam alkoholu
+ nie daje i nie przyjmuje alkoholu jako prezentu.

Konkluzja – czyli co dalej
Program 24 godziny mówi, by skoncentrować się na nadchodzącym dniu, nie wybiegać myślą daleko w przyszłość, by nie przytłoczył nas jej ogrom. Mój stoicki ulubieniec Seneka mówi:
„Prawdziwe szczęście polega na cieszeniu się teraźniejszością, bez niepokoju o przyszłość; na nie oddawaniu się nadziejom ani lękom, lecz na zadowoleniu z tego, co posiadamy, co jest wystarczające – bo ten, kto jest zadowolony, niczego nie pragnie. Największe błogosławieństwa ludzkości są w nas i w naszym zasięgu. Mądry człowiek jest zadowolony ze swojego losu, cokolwiek by to nie było, bez pragnienia tego, czego nie posiada”.
Nie wiem co przyniesie mi przyszłość. Wiem jakich wyborów chce dokonywać dzisiaj. Chcę wybierać swoje zdrowie, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać szczere relacje z ludźmi, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać wolność a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać założenie rodziny, a więc i swoją trzeźwość. Dzień po dniu z cegiełek dobrych wyborów mogę zbudować długie i udane życie, o ile, jak mawiają stoicy, nic mi w tym nie przeszkodzi. Co najważniejsze, mogę wybierać trzeźwość ponad otumanieniem. Czego i wam wszystkim życzę!

BIBLIOGRAFIA
[1] Robert Modrzyński, „O uzależnieniu prosto i zrozumiale. Niezbędnik pacjenta i jego rodziny”
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Palimpsest_alkoholowy
[3] Ewa Wojdyło, „Początek drogi. Wykłady psychologa na oddziale odwykowym”

O wpływie alkoholu na zdrowie

Tekst omawia zdrowotne skutki spożywania alkoholu w kontekście różnych chorób, w tym nowotworów, chorób serca oraz uszkodzeń mózgu. Zawiera statystyki dotyczące zgonów wywołanych alkoholem w Europie oraz wpływ alkoholu na zdrowie psychiczne i układ odpornościowy. Podkreśla, że nawet niewielkie spożycie jest szkodliwe.

Dzisiejszy tekst to pierwsza część tryptyku o działaniu alkoholu w różnych aspektach ludzkiego funkcjonowania. Pierwsza cześć dotyczy zdrowotnych skutków spożywani alkoholu. Skoncentruje się na potwierdzonych wynikach badań naukowych, do każdego z twierdzeń będę podawał źródła, w których będziecie mogli zapoznać się ze szczegółami i pogłębić swą wiedzę. Nie zniechęcajcie się nieco suchą i naukową formą tego wpisu, informacje w nim zawarte pozwolą wam podejmować poinformowane decyzje o przyszłym spożywaniu alkoholu.

Na początek kilka ogólnych statystyk [1]:
1 na 11 zgonów w Europie jest spowodowane zażywaniem alkoholu. Oznacza to, że każdego roku w Europie z powodu spożywania alkoholu umieram 800 000 ludzi.
Europejczycy umierają trzykrotnie częściej z powodu alkoholu niż wynosi średnia światowa. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Europa przewodzi w spożyciu alkoholu: 7 z 10 krajów o najwyższym spożyciu alkoholu na głowę, to kraję członkowskie EU.
Jedna trzecia zgonów wywołanych alkoholem w Unii Europejskiej to zgony na różne rodzaje rak i od niego zaczniemy szczegółowe omówienia.

Rak [2]
Alkohol jest przyczyną występowania rak siedmiu narządów:
jamy ustnej, gardła, przełyku, wątroby, krtani, jelita grubego i odbytu oraz piersi (u kobiet).
Najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak jelita grubego i odbytu. W Europie w roku 2018 odnotowano 59 200 przypadków raka odbytu wywołanych alkoholem, a 28 200 osób zmarło na rak odbytu wywołanego alkoholem (to mniej więcej populacja Bielawy).
Drugim najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak piersi u kobiet. W 2018 roku w Europie na tego raka z powodu spożywania alkoholu zapadło 45 500 kobiet, a 12 100 kobiet zmarło (to mniej więcej populacja Brzegu Dolnego).
Każdy rodzaj napoju alkoholowego wywołuje raka, wynika to z rakotwórczości samego etanolu i aldehydu octowego (półprodukt rozkładu etanolu w wątrobie) – obie substancje uszkadzają DNA w komórkach. Rodzaj, cena, jakość, kraftowość alkoholu nie ma wpływu na rakotwórczość – liczy się tylko dawka etanolu.
Nie ma bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Każda, nawet najmniejsza dawka alkoholu jest rakotwórcza i może wywołać chorobę. Ryzyko rośnie wraz ze wzrostem spożycia.
Ryzyko wzrasta, jeżeli alkohol łączy się z paleniem tytoniu.
Te przypadki rak można ograniczyć przez ograniczenie lub zaprzestanie spożywania alkoholu.

Choroby serca [3]
Choroby serca są odpowiedzialne za 40% zgonów wywołanych używanie alkoholu w Europie (nie mylić z Unią Europejską!). Oznacza to, że co roku w Europie z powodu chorób serca wywołanych spożywaniem alkoholu umiera 320 000 ludzi (populacja Bydgoszczy).
Wciąż żywe jest wśród ludzi przekonanie, że niewielkie ilości alkoholu (czerwone wino w szczególności) są korzystne dla serca. Współczesne badania naukowe obalają jednak to przekonanie [4,5], wskazując, że, podobnie jak w przypadku raka, każda ilość alkoholu jest szkodliwa dla układu krążenia.
Alkohol, od pierwszej kropli, zwiększa ryzyko następujących chorób układu krążenia [6]: choroba wieńcowa, udar, zawał serca, nadciśnienie, kardiomiopatia, migotanie przedsionków, tętniaki.

Uszkodzenia mózgu i choroby neurodegeneracyjne
Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na próbie około 37 tysięcy przepadków [7], wykazały, że nawet niewielkie spożycie alkoholu prowadzi do uszkodzeń w strukturze mózgu, konkretnie do zmniejszenia objętości mózgu, uszkodzeń w strukturze materii szarej i w strukturze materii białej. Nie zidentyfikowano bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu ze względu na zmiany strukturalne w mózgu.
Według Alzheimer’s Society [8] spożywanie dużych ilości alkoholu jest przyczyną demencji i choroby Alzheimera, zwiększa ryzyko zachorowania na te dwie choroby neurodegeneracyjne. Nie ma żadnych dowodów, że niewielkie ilości alkoholu chronią przed tymi chorobami.
Alkohol jest także źródłem odalkoholowych uszkodzeń mózgu i zaburzeń z nimi związanych, to szerokie spektrum chorób upośledzających podstawowe funkcje mózgu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mózgu na wielu płaszczyznach [9]. Powoduje zaburzenia w ośrodkach podejmowania decyzji (podejmuje gorsze decyzje pod wpływem alkoholu), zaburza funkcjonowanie pamięci (w skrajnych przypadkach całkowite upośledzenie pamięci długotrwałej). Początkowy efekt działania alkoholu to obniżenie lęku i poprawa nastroju, jednak efekt ten jest krótkotrwały i szybko ustępuje miejsca zwiększonemu poziomowi lęku, myślom depresyjnym i agresji.
Alkohol w dużych dawkach upośledza wszystkie funkcje układu nerwowego, w skrajnych przypadkach prowadząc do zgonu z powodu ustania akcji serca lub akcji oddechowej.
Mam nadzieje, że wszyscy zdają sobie sprawę, że spożywanie alkoholu przez ciężarną kobietę jest niezwykle ryzykowne i może skutkować uszkodzeniami płodu prowadzącymi do alkoholowego zespołu płodowego [10]. Nie będę wymieniał wszystkich symptomów, można je znaleźć w źródle. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że uszkodzenie płodu może nastąpić także jeśli kobieta nie wie, że jest w ciąży. Oznacza to, że spożywanie alkoholu w czasie starania się o dziecko, generuje ryzyko uszkodzenia płodu przez alkohol.

Choroby psychiczne, zaburzenia osobowości i nastroju [10,11,12]
Alkohol jest przyczyną depresji. Regularne spożywanie alkoholu prowadzi do ogólnego obniżenia nastroju, które może się przerodzić w depresję. Ten rodzaj depresji (zwany depresją odalkoholową) ustępuje kilka miesięcy po zaprzestaniu picia. Alkohol bywa też używany jako „lek” na już istniejącą depresje, powodując pogłębienie choroby. Alkohol może wchodzić w niebezpieczne oddziaływania z lekami przeciwdepresyjnymi i jest generalni niewskazany dla osób cierpiących na zaburzenia nastroju.
Krótkotrwałym efektem działania alkoholu jest zredukowanie poziomu lęku, efekt ten jednak ustępuje bardzo szybko i zostaje zastąpiony przez zwiększony lęk. To może skłaniać osobę pijącą alkohol, do zażycia kolejnej dawki w celu jego uśmierzenia, co prowadzi do dalszego pogłębienia lęku i tworzy niebezpieczny samo-napędzający się cykl. Podobnie jak w przypadku depresji alkohol jest zarówno przyczyną zaburzeń lękowych, jak i czynnikiem ryzyka i czynnikiem pogłębiający w już istniejących zaburzeniach.
Alkohol ma potwierdzony związek przyczynowy z samobójstwem. Statystyki pokazują, że 15% samobójstw na świecie jest wywołanych przez zażywanie alkoholu.
Alkohol jest jednym z głównych czynników ryzyka dla naszego mózgu. Jest przyczyną wielu zaburzeń osobowości mogących prowadzić do śmierci.
Ostatnia myśl w temacie zaburzeń nastroju: ze względu na swoje działanie na układ dopaminowy, alkohol obniża nastrój i powoduje obniżenie odporności na stres, nawet jeśli nie jest zażywany w dużych ilość. Tak długo jak jest spożywany regularnie, raz na dwa tygodnie lub częściej, powoduje obniżenie nastroju i podwyższenie poziomu lęku (stresu). Potrzeba około 6 miesięcy całkowitej abstynencji by zresetować układ dopaminowy w mózgu, co każdemu polecam.

Układ odpornościowy [13]
Alkohol ma negatywny wpływ na działanie naszego układu odpornościowego. Obniża zdolność organizmu do zwalczania infekcji, co prowadzi do częstszego ich występowania i przedłużonego trwania, z bardziej intensywnymi objawami. W szczególności narażone są płuca, gdzie alkohol wpływa niekorzystnie na chroniące je komórki układu odpornościowego, w tym komórki w gardle, które zatrzymują zarazki przed przedostaniem się do dróg oddechowych. Znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na zapalenie płuc i inne infekcję tego organu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mikrobiomu jelit, który jest związany z działaniem układu odpornościowego (i innymi funkcjami naszego organizmu). Z jednej strony alkohol zabija bakterie, zubożając mikroflorę, z drugiej strony powoduje osłabienie i uszkodzenia komórek wyścielających jelita, zwiększając ryzyko przedostania się niebezpiecznych bakterii do krwioobiegu.

Uszkodzenia wątroby i trzustki [14,15]
Nie będę się tu rozpisywał, uszkodzenia tych dwóch organów są najczęściej kojarzone z alkoholem i, w przeciwieństwie do pozostałych opisanych tu chorób, dość dobrze znane szerokiej publiczności. Tylko przypomnę, że spożywanie alkoholu może prowadzić do otłuszczenia wątroby, a w dalszej perspektywie do marskości wątroby. Spożywanie alkoholu, szczególnie dużych ilości na raz, może prowadzić do zapalenia trzustki (często śmiertelnego).

Uzależnienie
Tym tematem zajmiemy się szczegółowo w drugim odcinku serii.

BIBLIOGRAFIA:
[1] https://www.who.int/europe/news-room/fact-sheets/item/alcohol-use
[2] https://www.who.int/docs/librariesprovider2/default-document-library/alcohol-and-cancer-factsheet-eng.pdf
[3] https://www.who.int/europe/news/item/08-11-2024-cheers-or-tears–who-playbook-exposes-alcohol-s-true-cost-to-health
[4] https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2790520
[5] https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2024/03/28/11/58/alcohol-raises-heart-disease-risk-particularly-among-women
[6] https://world-heart-federation.org/news/no-amount-of-alcohol-is-good-for-the-heart-says-world-heart-federation/
[7] https://www.nature.com/articles/s41467-022-28735-5
[8] https://www.alzheimers.org.uk/about-dementia/managing-the-risk-of-dementia/reduce-your-risk-of-dementia/alcohol
[9] https://www.mentalhealth.org.uk/explore-mental-health/a-z-topics/alcohol-and-mental-health
[10] https://www.cdc.gov/fasd/about/index.html
[11] https://www.braincouncil.eu/new-report-highlights-link-between-alcohol-and-brain-disorders/
[12] https://alcoholandsociety.report/wp-content/uploads/2024/02/Alcohol-and-the-brain_Alcohol-and-society-2024_summary_en.pdf
[13] https://adf.org.au/insights/alcohol-immune-system/
[14] https://www.nhs.uk/conditions/alcohol-related-liver-disease-arld/
[15] https://americanaddictioncenters.org/alcohol/risks-effects-dangers/gastrointestinal/pancreatitis

Wspólna decyzja – opowiadanie

Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień.
Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?

O egocentryzmie

Autor refleksyjnie analizuje swoje egocentryczne zachowania, przyznając, że obecnie nie potrafi przyjmować odmowy, komunikować potrzeb i uwzględniać emocji innych. Prawe postawy obejmują akceptację odpowiedzi odmownych oraz aktywne słuchanie bliskich. Podkreśla, że dostrzeganie i zrozumienie swoich oraz cudzych emocji jest kluczowe dla zdrowych relacji.

Nie myślę o sobie jako o człowieku egocentrycznym, oczekującym, że świat będzie się wokół niego kręcił. To nieprzyjemna wizja, trudny do zaakceptowania wizerunek siebie. Przecież jest empatyczny, miły, szczodry i dobry, czyż nie?

Jak wspominałem we wcześniejszych wpisach, jestem emocjonalnym dzieckiem, a dzieci nie są wprawne w empatii, miłości i szczodrości – tych cech nabieramy dopiero w trakcie dojrzewania. Nauka wszystkich trzech jest jeszcze przede mną. Obecnie funkcjonuję myśląc o sobie jako o centrum świata, którego potrzeby powinny być zaspokajane bez pytania i bez oczekiwania czegokolwiek w zamian – naturalna postawa dziecka, którego potrzeby są zaspokajane przez rodziców nie oczekujących nic w zamian.
Rozważę cztery aspekty mojego funkcjonowania, które wiążę z egocentryzmem. W każdym z nich podam stan jaki obserwuje dziś u siebie, stan jaki chciałbym osiągnąć, oraz objawy, które mogą posłużyć do diagnozy problemu. Ostatni aspekt potraktujcie z przymrużeniem oka, na pewno nie wyczerpuje tematu.

Nie potrafię przyjmować „nie” jako odpowiedzi
Jak jest obecnie
Kiedy ktoś mi odmawia, odpowiadam uśmiechem i mówię „Jasne, nie ma problemu”. Wewnątrz kipię. Moje pytanie jest tylko kurtuazyjne, nie dopuszcza odpowiedzi odmownej.  Rzadko o coś proszę, jeśli już to zrobię, to oczekuję bezdyskusyjnej zgody. Odchodzę skołowany, w głowie rozgrywając fantazję, że mój rozmówca się jednak zgodził. Patrzę wilkiem na tą osobę, zaczynam stawiać ją w pozycji wroga, planować jak mogę się odpłacić. Odrzucenie prośby uważam za jednoznaczne z odrzuceniem mnie.
Jak być powinno

Prośbę warto wysnuwać tylko wtedy gdy jest się gotowym przyjąć odpowiedź odmowną. Osoba do której się zwracam ma swoje potrzeby, swoje granice i zdolność decydowania jak je zaspokajać i egzekwować, co czasem oznacza odrzucenie próśb z nimi kolidujących. Opinia osoby proszonej, jest tu ostateczną instancją.
Przyjmuję odmowę ze spokojem, znajduję inny sposób zaspokojenia swej potrzeby. Rozumiem, że odmowa nie jest jednoznaczna z końcem relacji, jest jej naturalną częścią.
Daję sobie swobodę by odmawiać próśb innych gdy naruszają moje granice, tę samą wolność rozciągam na innych ludzi.
Jak to zauważyć
Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami:
zaskoczenie przechodzące w gniew po usłyszeniu odmowy – jeśli pojawia się systematycznie, zauważyłeś problem.
Jeśli masz trudności w kontakcie ze swoimi emocjami:
Automatyczne ponawianie pytania, jakbyś nie usłyszał pierwszej odpowiedzi. Nieufność skierowana w odmawiającego. Fantazje, że jednak się zgodził.

Nie potrafię komunikować swoich potrzeb
Jak jest obecnie
Nie mówię innym ludziom czego potrzebuje. Jeśli czuję smutek – nie proszę o pocieszenie. Jeśli czuję strach – nie proszę o pomoc. Jeśli czuję wstyd – nie proszę o wysłuchanie. Jeśli czuję samotność – nie proszę o towarzystwo. Oczekuje od ludzi, że sami się domyślą czego mi potrzeba i mi to dadzą, że magicznie odczytają smutek w moich oczach i go ukoją. Jeśli tego nie robią, obrażam się i gniewam.
Jak być powinno
Mówię bliskim mi osobą co czuję, mówię im czego potrzebuje. Daję im szansę i możliwość by odmówić zaspokojenia moich potrze – bez gniewu i obrażania się, szukam wsparcia w innym człowieku lub w sobie. Żadne moja emocja nie jest tabu, o każdej jestem gotów powiedzieć. Rozumiem, że drobne niewerbalne sygnały są bardzo łatwe do przeoczenia i nie polegam na nich w codziennej komunikacji z drugim człowiekiem.
Jak to zauważyć
Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami:
Kiedy czujesz trudną emocję, uzewnętrzniasz ją tyko mową ciała. Nie mówisz, co czujesz. Czujesz złość, gdy nie dostajesz oczekiwanej reakcji.
Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami:
Zmienia się twoja mimika (spuszczone kąciku ust etc.). Fantazjujesz, że osoby w twoim życiu zaspokajają twoje potrzeby (przytulanie, rozmowa etc.).

Nie uwzględniam potrzeb innych w relacjach
Jak jest obecnie
Nie pytam innych ludzi jak się czują, nie pytam ich czy czegoś potrzebują. Słucham gdy zechcą wypowiedzieć swoje problemy, ale nie dopytuje, nie oferuje pocieszenia. Szybko zmieniam temat. Nie wracam do sytuacji po czasie. Oferuje rozwiązania, zamiast pocieszenia, albo fantazjuje o tym jak pomaga tej osobie i jak uzyskuje w ten sposób jej wdzięczność. Jestem nastawiony na jak najszybszy powrót do moich potrzeb.
Jak być powinno
Pytam ludzi na których mi zależy o to jak się czują, regularnie na co dzień, ale także wtedy gdy dostrzegę niewerbalne sygnały zmienionego nastroju. Słucham odpowiedzi z całą uwagą i w skupieniu. Dopytuje jeśli się zatrzymają, zostawiam chwilę ciszy jeśli tak jest lepiej. Nie oferuje rozwiązań, poprzestaje na wysłuchaniu.
Jeśli jest to właściwe, nie wstrzymuje się przed kontaktem fizycznym, przytulam drugą osobę by pokazać, że jestem przy niej.
Świadomie zostawiam swoje problemy i potrzeby na boku, nie próbuje przyspieszyć przejścia do zajmowania się nimi.
Jak to zauważyć
Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami:
Odczuwasz zniecierpliwienie, znudzenie i złość gdy wysłuchujesz zwierzeń drugiej osoby. Obrażasz się gdy nie chce przyjąć twojej rady, albo gdy mówi, że nie szuka twojej rady.
Czujesz ulgę gdy historia się kończy, momentalnie przechodzisz do swoich potrzeb.
Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami:
Podczas rozmowy o problemach drugiej osoby: odwracasz wzrok, przytupujesz nogą, myśli błądzą, uciekasz w fantazje.
W pierwszym momencie ciszy czujesz potrzebę odejścia lub dosłownie odchodzisz.
Od trudnej opowieści drugiej osoby przechodzisz płynnie do własnych historii, często humorystycznych, nie pasujących do nastroju chwili.

Złoszczę się gdy ktoś nie poświęca mi uwagi
Jak jest obecnie
Oczekuje, że wszystko co powiem i zrobię będzie centrum zainteresowania ludzi wokół mnie. Gdy moja wypowiedź zostaje pominięta i dyskusja w grupie przechodzi dalej, jestem zaskoczony i obrażony. Tracę wątek w dyskusji rozpamiętując pominiętą wypowiedź.
Kiedy ktoś kogo lubię rozmawia z inną osobą mimo, że ja jestem w pobliżu, uważam się za zdradzonego i obrażam się na ową osobę, oraz krzywo patrzę i źle życzę, osobie z którą rozmawia.
Jak być powinno
Kiedy moja wypowiedź zostaje pominięta w dyskusji, albo wnoszę ją ponownie, jeśli warto, albo odpuszczam i kontynuuję z nowym kierunkiem dyskusji. Nie biorę do siebie pominięcia mojej wypowiedzi, to normalne zjawisko, szczególnie w grupowych konwersacjach.
Cieszę się, gdy lubiana przeze mnie osoba prowadzi z kimś przyjemną rozmowę. Życzę jej jak najlepszych relacji z innymi. Nikt nie musi i nie powinien mi poświęcać 100 procent swego czasu.
Jak to zauważyć
Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami:
Gniew pojawiający się podczas rozmowy, gdy wypowiedź przeszła bez echa. Złość na osobę, która zmieniła temat.
Zazdrość gdy obserwuje miłą mi osobę w rozmowie z kimś innym.
Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami:
Powrót w fantazji do pominiętej wypowiedzi – ponowne jej wypowiadanie z większą emfazą.
Negatywne nastawienie do tego co mówi osoba, która mnie odcięła.
Fantazje w której to ja rozmawiam z miłą mi osobą.
Nagła zmiana nastawienia do rozmówcy z pozytywnego na negatywny.

O chwili szczęścia

W niedzielę wybrałem się do kina na „Diunę”, po obiedzie w restauracji Pasibus. Podczas posiłku poczułem spokój i szczęście, dostrzegając, że do radości wystarczą proste przyjemności. Po filmie zrozumiałem, że szczęście nie wymaga luksusów, a prawdziwym celem jest osiągnięcie spokoju ducha w codzienności.

Była to niedziela jakoś na przedwiośniu. Wybrałem się do kina na drugą część Diuny, odczekawszy kilka tygodni od premiery. Seans miał miejsce w Cinema City w Koronie koło godziny 14tej. Wyjechałem wcześniej, aby zjeść na miejscu obiad przed
filmem.

Mój wybór padł na Pasibusa – restauracyjny klejnot w Koronie. Zamówiłem burgera z frytkami i Colą – taką zwykła, z cukrem, był weekend. Po krótkim oczekiwaniu otrzymałem posiłek i udałem się na poszukiwania optymalnego miejsca. Niedziela
była niehandlowa, przeto panował luz i bez problemu znalazłem stolik – tak nieco z tyłu żeby mieć wszystkich na oku.

Usiadłem, otworzyłem napój, zjadłem frytkę i ująłem w dłonie kanapkę. Spojrzałem na nią, a następnie rozejrzałem się wokół. Wtedy to poczułem. Wyobrażam sobie, że tak przebiegają wszelkie boskie objawienia. Spłynął na mnie spokój, całkowita
błogość i coś czego nie poznałem, tak dawno nie miałem z tym do czynienia – szczęście. W tle rozbrzmiał harmonijny głos chóru… żartuje, w tle słychać było ludzi
ciamkających burgery.

Wgryzłem się w kanapkę, jadłem powoli, świadom że nie muszę się spieszyć. Miałem czas. Delektowałem się posiłkiem. Przyglądałem się krążącym wokół ludziom. Uśmiechałem się między kęsami, a sos kapał mi na brodę. Odczucie spokoju mnie
nie opuszczało. Brzuszek powoli się wypełniał. Wskazówki zegara przesuwały się leniwie.

Po posiłku statecznym krokiem przemieściłem się do kina. Leniwie skorzystałem z ruchomych schodów. Na górze w nozdrza połechtał mi zapach kina, czyli popcornu,
czyli tłuszczu na którym jest prażony. Miałem czas, przechadzałem się po holu przyglądając się plakatom. Zapach otulał mnie jak ciepły kocyk i dopieszczając jeszcze poczucie spokoju. Wreszcie przeszedłem przez bramki wszedłem na salę w
sam czasy na moją ulubioną część seansu – zapowiedzi.

Spektakl sprawił mi ogromną frajdę. Film był pięknie zrobiony i wciągający. Na trzy godziny wypadłem z realnego świata i zanurzyłem się w piaski Arrakis. Nie istniało nic, poza rozgrywającą się na moich oczach historią. Wyszedłem z kina zadowolony, spokojny, szczęśliwy.

Był to jeden z najpiękniejszych dni mojego życia.

Dwie lekcje wyciągnąłem z tego doświadczenia. Pierwsza to uświadomienie sobie, że do szczęścia naprawdę potrzebuję niewiele: nie muszę być w egzotycznych krajach, nie muszę leżeć na gorącej plaży, nie muszę pławić się w luksusie i bogactwie, nie muszę zbierać zaszczytów i pochwał. Wszystko to jest zbędne.
Wystarczy mi sto złotych i wolne popołudnie we wrocławskiej galerii handlowej. Druga lekcja to, ze potrzebuje mniej jeszcze, że wystarczy mi wolna i spokojna głowa, a szczęście płynie ze spokoju mego ducha.

Innymi słowy: Po pierwsze, szczęście nie wymaga niezwykłych okoliczności i niesamowitych zdarzeń, szczęście jest w codzienności. Nie płynie z zewnętrznych okoliczności, z
bogactw i zaszczytów, jest naszym dziełem – tak jak każda inna emocja. Po drugie, spokój ducha i szczęście to jedno. Nie jest tak, że spokój przynosi szczęście, albo szczęście spokój. Spokój jest szczęściem, a szczęście spokojem.

Na tych dwóch lekcjach wyrosły dwie praktyczne zmiany:
Pierwsza, nie gonię już za dalekimi wyprawami i egzotycznymi podróżami. Nie unikam ich gdy pojawiają się na mej drodze, przyjmuje je z zadowoleniem, ale nie gnam by je zdobyć – bo w gonitwie musiał bym zgubić spokój. Nie ścigam pieniędzy i
poklasku, a przynajmniej staram się, bo z poklaskiem mi nie wychodzi. One nie przyczyniają się do szczęścia, mogą natomiast być dla niego przeszkodą. Raz, że używamy cennego czasu by je zdobywać. Dwa, że gdy już je zdobędziemy, ogarnia
nas strach przed ich utratą. Trzy, gdy nie uda się ich zdobyć, dosięga nas gniew i frustracja.

Druga, zrozumiałem co jest moim celem w życiu. Zajęło to jeszcze nieco czasu i przemyśleń od owego dnia, ale zaskoczyło i od kilku miesięcy codziennie powtarzam podczas wieczornej medytacji (przeglądu siebie), że celem mojego życia jest spokój
ducha. Pracuję nad tym każdego dnia. Czasem mi się udaje i te sukcesy przynoszą radość. Częściej coś zgrzyta, coś się psuje, ale z tych niepowodzeń wyciągam naukę na przyszłość. Liczę, że pewnego dnia uczucie spokoju rozleje się na całe moje życie.

Krzystof Zalewski „Uciekaj” – analiza wiersza

Utwór Krzysztofa Zalewskiego „Uciekaj” przedstawia wewnętrzną walkę podmiotu lirycznego z uzależnieniem od alkoholu i amfetaminy. Powtarzająca się mantra „uciekaj” ukazuje niepewność i ryzyko powrotu do nałogu. Tekst podkreśla, że każdy dzień to nowa szansa na wytrwanie w trzeźwości, unikając śmiertelnych pokus.

Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym
Brudne okna, szklane oczy
Nad rozbitym kioskiem
Czarny napis
„Chwała wielkiej Polsce”
„Jebać psy”

Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Ty do tej samej rzeki nie wbiegaj
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Znowu idą święta
Miało prószyć
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Na pochylone karki
Pada posępny deszcz
W knajpach od przedświtu gra George Michael

Już nie kręci mi się w nosie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Za tym szczytem czeka cię przepaść
Drugi raz ci się może nie udać
Przysypie cię lawina

Bez ciebie, ale tylko dziś
Codziennie mówię tak
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać

By cię znów nie spotkać


„Uciekaj”
Krzysztof Zalewski

Dziś mały powrót do szkoły. Zajmę się analizą i interpretacją wiersza Krzysztofa Zalewskiego o tytule „Uciekaj”, napisanego jako tekst piosenki o tym samym tytule.

Zacznę od elementów analizy. W strukturze utworu wyodrębniam dwie zwrotki, dwukrotne powtórzenie refrenu (z drobną modyfikacją) i frazę kończącą.
Zwrotki są dwuczłonowe, mamy zwrotkę właściwą:
Przedwiosenne miasto (…)
„Jebać psy”
oraz fragment stanowiący przejście do refrenu:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Dwa refreny nie są identyczne, dzieli je drobna modyfikacja w czwartym i szóstym wersie. Pozwala ona rozróżnić między dwoma substancjami, o których mówi podmiot liryczny.
Fraza wyprowadzająca jest dwuczęściowa. Najpierw czterowiersz:
Bez ciebie, ale tylko dziś (…)
a następnie pojedynczy wers:
By cię znów nie spotkać

W śpiewie dwie części są wykonywane równocześnie i powtarzają się, niemal jak mantra.Z technicznych zabiegów wartych odnotowanie, chciałbym zwrócić uwagę na wielokrotne powtarzanie słowa „uciekaj” w refrenie. To wprowadza do utworu kolejny element mantry, myśli powtarzanej w chwilach kryzysu.

Czyli utwór to mantra. Mantra powtarza przez osobę uzależniona (podmiot liryczny), w trudnych chwilach nawrotu i głodu substancji. Podmiot liryczny używa jej do obrony, jako przypomnienia o konsekwencjach i ryzyku powrotu do nałogu.
Pierwszą substancją do której odwołuje się podmiot liryczny jest alkohol i o nim traktuje pierwsza zwrotka. Dostrzegamy to we frazie:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Rozpoznajemy tutaj typowe drżenie dłoni, objaw odstawienny alkoholu, skutecznie uśmierzany przez zażycie nowej dawki. Wspomniana „ona” może być interpretowana jako wódka.
Podmiot liryczny opisuje nieprzyjemny wczesno-wiosenny dzień:
Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym (…)

w bliżej nieokreślonym typowym polskim mieście o murach pomazanych obrazoburczymi napisami.W taki dzień, gdy morale jest niskie, a nastrój przygaszony, wracają wspomnienia o alkoholu, z którą podmiot liryczny zerwał, ale od którego pozostaje uzależniony.
(…) czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Przychodzą myśli o możliwości ucieczki jaką oferuje ten narkotyk, możliwości wyłączenia się z rzeczywistości.

Refren jest mantrą podmiotu lirycznego, przypominającą i zasadach radzenia sobie z uzależnieniem. Nie polegają one na wykazywaniu silnej woli i walce z substancją, polega na poddaniu się i ucieczce. Ty powtarzane do znudzenia:
Uciekaj, uciekaj, uciekaj (…)
Podmiot liryczny przypomina sobie jakie ryzyko niesie powrót do tej samej rzeki, rzeki alkoholu i choć za pierwszym razem udało mu się przestać pić, drugi raz może być mniej szczęśliwy i zakończyć się śmiercią przez utonięcie w rzece alkoholu:
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Bohaterką drugiej zwrotki jest amfetamina, drugi z narkotyków podmiotu lirycznego. Czas jest przedświąteczny, zimowy, co stwarza pole do przywołania obrazu śniegu, białego puchu który ma ukryć, usunąć wady świata, sprawić, że wszystko będzie lepsze:
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Nastrój zimowej melancholii pogłębia muzyka dochodząca z czynnych całą noc knajp. Narkotyk oferuje energię na rozbujanie tego monotonnego rytmu.

Drugi refren powtarza motyw ucieczki, ten jest wspólny dla wszystkich uzależnień. Tym razem jednak śmierć czyha jako lawina białego puchu:
Za tym szczytem czeka cię przepaść (…)
Przysypie cię lawina
W fragmencie końcowym, podmiot liryczny odwołuje się do ważnego narzędzia pomagającego w wychodzeniu z uzależnienia zwanego „24 godziny”. Polega ona na tym, że każdego dnia, mówimy „dziś nie piję”, „dziś nie biorę”. Tylko dziś, jutrem będę się martwił jutro ale przez następne 24 godziny jestem czysty, a każda godzina jest szansą by nie spotkać moich śmiertelnych wrogów
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać
a podmiot liryczny zamierza z tej szansy w pełni skorzystać dziś i każdego kolejnego dnia.

Opowiadanie – „Wachta”

Dzisiejszy wpis to opowiadanie w stylu komedii romantycznej, osadzone na statku kosmicznym. Można je zaklasyfikować jako fantastykę naukową. Autor zachęca do lektury, tworząc interesującą mieszankę gatunków, która przyciąga uwagę miłośników zarówno romansu, jak i science fiction.

Dzisiejszy wpis to kolejne opowiadanie. Tym razem w stylu komedii romantycznej! Akcja rozgrywa się na statku kosmicznym, można więc zaklasyfikować je jako fantastykę naukową.
Zachęcam do lektury

O starości

Tekst porusza refleksje nad życiem, czasem i stratami spowodowanymi przez alkohol. Autor analizuje swoje przeżycia z perspektywy Seneki, podkreślając, ile czasu stracił na zewnętrzne okoliczności. Po latach zmagań z nałogiem, odnajduje wolność i sens życia, z nadzieją na dalszy rozwój przed śmiercią.

„[ludzie] nikomu na świecie nie pozwolą zająć swych posiadłości, a jeśli wywiąże się bodaj najbłahsza kłótnia w sprawach granicznych, natychmiast chwytają za kamienie i zbroje! Ale swe życie pozwalają innym zajmować, więcej: sami wprowadzają przyszłych panów swojego życia do domu. Nie znajdziesz nikogo, kto by chciał między innych rozdzielić swoje pieniądze, a przecież jak wielu rozdaje innym swoje życie! Skąpcami są w zachowaniu odziedziczonego majątku, ale są największymi marnotrawcami, jeśli chodzi o stratę czasu, jedynego dobre, wobec którego skąpstwo i chciwość są cnotą. Wybierz któregoś z gromady starców: „Widzimy, że dożyłeś do najdalszej granicy ludzkiego wieku.(…) Dalej więc! Zdaj rachunek ze swego życia! Policz, jak wiele z ogólnej sumy czasu zabrał wierzyciel, jak wiele kochanka, (…) jak wiele klient, jak wiele kłótnia z żoną, (…) jak wiele bieganina po mieście dla załatwienia różnych potrzeb. Dodaj do tego choroby, których sam się nabawiłeś, dodaj i te również okresy, które upłynęły bezużytecznie, a zobaczysz, że masz daleko mniej lat, niż sobie liczysz. Przypomnij sobie, ile to razy byłeś zdecydowany, co masz czynić, ile to dni spędziłeś tak, jak je zaplanowałeś, ile razy rozporządzałeś własną osobą, ile razy zachowałeś tę samą pogodę na twarzy, ile razy duch twój nie przejął się trwogą, jakiego w tak długim wieku dokonałeś dzieła, jak wielu ludzi rabowało ci twe życie, kiedy ty nawet nie doceniałeś co tracisz; jak wiele ci zabrał jałowy smutek, głupia uciecha, chciwa żądza, pochlebcza rozmowa, jak mało pozostało ci z ciebie, a wtedy zrozumiesz, że umrzesz – dziecięciem!” (…) żyjecie, jak gdybyście mieli żyć wieki, że nawet nigdy nie pomyślicie o swej znikomości, że nie zwracacie uwagi, jak wiele już czasu ubyło, trwonicie go jednak w ten sposób, jakbyście zawsze mieli pełną, a nawet niewyczerpaną miarę, gdy tymczasem ten właśnie dzień, który poświęcacie bądź jakiejś osobie, bądź jakiejś sprawie, jest może – ostatnim. Wszystkiego się lękacie jak śmiertelni, wszystkiego łakniecie jak nieśmiertelni. Posłyszysz jak mówi większość: „Z ukończeniem pięćdziesiątego roku wycofam się na spoczynek, a rok sześćdziesiąty uwolni mnie z wszelkich w ogóle powinności publiczny.” Ale kto, koniec końców, da ci gwarancję tego dłuższego życia? (…) Nie wstydzisz się, by same już resztki życia zachowywać dla siebie i dla dobra duszy przeznaczać dla siebie i dla dobra duszy przeznaczać te tylko lata, kiedy już do niczego nie będziesz zdatny? O wiele za późno wtedy dopiero zaczynać życie, kiedy je trzeba już dokończyć! I cóż to za głupia niepamięć śmiertelnej doli, żeby aż na pięćdziesiąty lub sześćdziesiąty rok życia odkładać rozumne postanowienia i chcieć rozpoczynać życie w tym wieku, do którego dożyło niewielu!”
O krótkości życia, Seneka

Ile mam lat? Jeśli spojrzę w dowód, wyjdzie że czterdzieści. Czy aby na pewno? Mój zegarek twierdzi, że mój wiek „sprawnościowy” to trzydzieści sześć. Czuję się młodziej i obracam się wśród młodszych ludzi. Ale ile faktycznie przeżyłem?

Nadszedł czasy by zdać rachunek ze swego dotychczasowego życia. Jak wzywa Seneka, spójrzmy razem, ile żyłem dla siebie, a ile zmitrężyłem na okoliczności zewnętrzne.

Zacznijmy od dzieciństwa. Niewiele z niego pamiętam. Pierwsze wyraźne wspomnienia mam z czasów liceum. Czas do szesnastego roku życia to biała plama z niewielkimi przebłyskami. Jak podliczyć ten  czas? Trzy pierwsze lata życia – mało kto je pamięta, kształtują nas znacznie, zaliczmy je w pełni. Z pozostałych trzynastu zebrał by się może rok wspomnień i za tyle je policzę. Wiem, że funkcjonuje we mnie wiele mechanizmów z tego okresu, których kształtowania się w zapomnianym czasie. Nie zaliczam go jednak do pożytecznych lat, bo mechanizmy te są dzisiaj miną do rozbrajania, a nie wartościowymi częściami mojej osobowości.
Do wieku lat szesnastu przeżyłem cztery.

W okolicach półmetka liceum zacząłem pić. Zorientowałem się, że kiedy piję to się nie boję, że czuję się silny i sprawczy. Dzięki alkoholowi nie musiałem czuć wstydu, smutku, gniewu i żalu. To trudne emocje, kto by chciał je czuć? Od tego czasu piłem nieprzerwanie przez ponad dwadzieścia lat. Na początku metaforyczne, bo piłem od okazji do okazji, nie łatwo było zorganizować pieniądze i warunki by można było się spokojnie napić. Myślenie miałem już jednak pijane.
To ile z tych licealnych lat mogę policzyć dla siebie? Będąc szczodrym to powiedział bym, że dwa lata z czterech. Zdobyłem wiedzę, zbudowałem kilka przyjaźni, nauczyłem się kilku życiowych prawd nie związanych z piciem. Jednak gro tego czasu podporządkowałem alkoholowi, zużyłem na przypodobanie się grupie rówieśniczej, straciłem na fantazjowanie o wybujałych ambicjach.
W wieku lat dziewiętnastu ruszam na studia jak sześciolatek.

Pierwszy rok studiów straciłem na Politechnice, robiąc coś co miało mnie zaciekawić, a w rzeczywistości znudziło. Piłem nieco więcej i częściej niż w liceum i, co kluczowe, coraz częściej w samotności.
Kolejne lata już na fizyce, to rosnąca koncentracja życia wokół alkoholu: próżne biesiady, samotne chlanie, półprzytomne i skacowane weekendy. Nie wszystko szło na straty:  uczyłem się tego co sprawiało mi frajdę, poznałem kilka(naście) osób, z którymi przyjaźnie się do dziś i są to najcenniejszych znajomości mego życia.
Jednak większość tego czasu to ucieczka od siebie w błogi bezwład. Funkcjonowanie jak gdybym miał żyć wieki, jakby mój czas miał się nie wyczerpać odkładanie wszystkiego na później. To życie samotne, ale, paradoksalnie, głęboko zorientowane na zdobywanie akceptacji innych i ucieczkę przed poczuciem odrzuceniem. Będąc sam nie zostawiałem chwili dla siebie.
Te sześć lat to może rok życia płodnego życia. Pisząc ten tekst, nie mogę się nadziwić jak mało z nich pamiętam.

Na doktorat poszedłem z braku pomysłu na to co chcę robić. Okazał się on jednak pozytywnym przeżyciem i powodem do dumy. Mój nałóg się pogłębiał. Miałe więcej pieniędzy, mogłem więcej i częściej pić. Normą stały się weekendowe ciągi, klinowanie z rana, całe dnie rozpieprzone na kaca, który paradoksalnie był chwilą wytchnienia. Rdzeniem mojego funkcjonowania było pochłanianie seriali. Setki czy tysiące godzin idących jedna po drugiej na gapienie się w ekran. W środku nocy, z alkoholem w ręku, jeszcze jeden odcinek – a następny dzień kolejnych dziesięć na kaca. Zabijałem czas piciem i seansami, pożytkowałem odrobinę na pracę na uczelni, w efekcie nie miałem chwili by się zatrzymać, coś poczuć, czegoś się o sobie dowiedzieć.
Nie wszystko straciłem – nauczyłem się kwantowej teorii pola, ewolucji gwiazd, odrobinki prawdy o funkcjonowaniu wszechświata.
Za te pięć lat, dam sobie kolejny roczek, zostając dumnym ośmiolatkiem.

Pierwsze osiem lat pracy, od jej podjęcia do rzucenia picia, to jazda bez trzymanki i na farcie. Po raz pierwszy miałem pieniądze żeby pić i korzystałem z tego coraz intensywniej. Byłem typowym „wysoko funkcjonującym” alkoholikiem: jakoś trzymałem sprawy zawodowe (w końcu płaciły za picie), a wszystko inne rozpadało się w gruzy. Ślizgałem się tylko po powierzchni życia. Oddawałem swój czas na lewo i prawo bo sam nie umiałem z nim nic zrobić, najwięcej zaofiarowałem alkoholowi, wiele nieukojonym lękom.
Jak utrzymałem pracę: fart. Jak nie utonąłem w Odrze (a obudziłem się kiedyś metr od jej brzegu): fart. Jak to się stało, że mnie nie pobito, obrabowano, zabito: fart.
Byłem wiecznie zmęczony, rozczarowany swoim życiem, zły na cały świat. Chciałem pić bez przerwy, ale nie mogłem – bo praca. Marzyłem na jawie o emeryturze, że wtedy to dopiero pożyję, mając na myśli – popiję.  Trzydziestolatek śniący o tym by już być po sześćdziesiątce.
Degrengolada tego okresu była głęboka. Za osiem lat policzę sobie rok, co da mi lat dziewięć w wieku trzydziestu ośmiu.
Niszczycielska spirala tego okresu doprowadziła mnie jednak do najpiękniejszego kryzysu mojego życia i do odzyskania wolności.

Po raz pierwszy w życiu – wolny. Od momentu gdy przestałem pić do dziś, to najpełniej przeżyty okres mojego życia. Nigdy nie byłem w tak dobrej formie fizycznej, w tak dobrej formie intelektualnej i w tak dobrej formie emocjonalnej. Czyli zaliczamy dwa lata? Powoli, spójrzmy głębiej.
Pierwsze pół roku trzeźwienia to był czas chaosu, zaciskania pośladków i działania na ślepo. Na plus liczę początek pracy stoickiej, czyli kształtowania rozumnej ścieżki życia. Także na plus pracę nad i poprawę formy fizycznej.  Na minus, setki godzin wypełnione bezrozumnym klikaniem w Diablo 2, które wypełniło mi część pustki po alkoholu. Rozważałem, czy czasu tej obsesji nie odliczyć od całości, ale spełnił on ważną rolę – pomagały zachować abstynencję – zostanie więc.
Kolejne półtora roku, od rzucenia palenia, to czas prostszy i przeżyty w pełni, z małymi potknięciami, które jednak prowadziły do nowych wniosków i kolejnych kroków naprzód.
Z małymi zastrzeżeniami całe te dwa lata zaliczę jako przeżyte, co da mi na dzień dzisiejszy jedenaście lat. I tak jestem wyrośniętym jedenastolatkiem, fizycznie i intelektualnie dorosłym, ale pod względem mądrości i emocjonalności wciąż dzieckiem na początku okresu dojrzewania. Kto miał kontakt z dziećmi w tym wieku, wie jak potrafią być uparte, jak pewne swej nieomylności, jak bardzo egocentryczne, zapatrzone w siebie. Ale są też urocze, przytulaśne, ciekawe świata, gadają czasem bardzo śmieszne, a czasem bardzo mądre rzeczy. Widać w nich potencjał. Dają się lubić, a skoro wiemy, że to tylko faza i kiedyś z tego wyrosną, wiele im wybaczamy.
Ufam, że ostatnie dwa lata wyznaczyły trwały trend w moim życiu i jeśli los pozwoli i da mi trochę czasu, to zdążę przed śmiercią dorosnąć. Ale jeśli nie i dzisiaj jest ten ostatni dzień, to cóż, ważne, że tu i teraz żyję dla siebie i jestem panem swojego czasu!

Opowiadanie – „Wychowanie”

Opowiadanie, które autor napisał rok temu, ma psychologiczny charakter i koncentruje się na wewnętrznym dialogu głównego bohatera. Autor zachęca do lektury oraz komentowania treści, co sugeruje otwartość na opinie i wymianę myśli na temat jego twórczości.

Dzisiaj chciałbym się podzielić opowiadaniem, które napisałem mniej więcej rok temu. Opowiadanie ma charakter psychologiczny, jego główną osią jest wewnętrzny dialog głównego bohatera.

Zachęcam do lektury i komentowania!

O byciu zmianą której pragniemy

W dzisiejszym tekście omawiane są związki między wdzięcznością, osobistym rozwojem i chęcią do zmiany świata. Autor krytycznie ocenia współczesne podejście do rozwoju, podkreślając, że istotne jest najpierw zadbać o siebie. Wskazuje na stoicką moralność, która łączy logikę, fizykę i etykę w dążeniu do dobra wspólnego.

Dzisiejszy tekst jest kontynuacją tekstu „O wdzięczności”, będącego komentarzem do TEDx Arona Andersona. Inspiracją dla jego powstania była rozmowa z kolegą Pawłem, któremu za ową dyskusję dziękuję, zachęcając jednocześnie do wskazania wszelkich nieścisłości.

Założenie: współczesny człowiek jest wystarczająco rozwinięty, wyedukowany i samoświadomy. Skoro tak, to dalsze drążenie koncepcji akceptacji, wdzięczności, etc., jest tylko narzędziem, które powstrzymuje człowieka od wystąpienia przeciw niesprawiedliwości świata.
W SKRÓCIE: techniki rozwoju osobistego, są jedynie współczesną wersją idei „chleba i igrzysk”.

Nie zgadzam się już z założeniem, że kondycja współczesnego człowieka jest tak korzystna. Anegdotycznie powiem, że ja na pewno nie osiągnąłem zadowalających standardów. Nie mam natomiast pomysłu, jak moglibyśmy rozstrzygnąć o prawdziwości założenia. Pozostańmy więc przy nim, a skoncentrujmy się na samym rozumowaniu i wnioskach.

Twierdzę, iż nie ma konfliktu między praktykowaniem wdzięcznością i rozwojem, a pracą by zmieniać świat. Więcej jeszcze, te praktyki są konieczne, by zmiana, którą czynimy była trwałą i pozytywną. Celnie ujął to Georges Friedmann:

„Unieśmiertelnić się, przekraczając siebie. Ta praca nad sobą jest konieczna, ta ambicja – słuszna. Liczni są ci, których pochłaniają całkowicie wojująca polityka, przygotowania do rewolucji społecznej. Nieliczni, bardzo nieliczni ci, którzy przygotowując rewolucję, chcą stać się jej godni.”

Rewolucję zaczynajmy od nas samych. Tak jak w samolocie mówią by najpierw założyć maskę sobie, a dopiero później dziecku, tak tu, powinniśmy najpierw zadbać o siebie a potem o świat. Powinniśmy stać się zmianą, której pragniemy. Dzięki temu przewodzimy poprzez dawanie przykładu, zamiast poprzez przymus. Edukujemy siebie, by móc edukować innych. Prawdziwie postrzegamy świat, dzięki czemu podejmujemy lepsze decyzje.

Przeszłe rewolucje nie podążały tym tropem, w efekcie pożerały swoje dzieci. Znaczył je krwawy przebieg i niepewność skutków, które były dziełem przypadku bardziej niż zamysłu. Charakter przywódcy był dobrym prognostykiem przebiegu rewolucji (M.L. King a W. Lenin). By nie powielić ich błędów, musimy oprzeć naszą rewolucję na tym co kontrolujemy, czyli na naszym charakterze.

Pytanie czy przy takim podejściu rewolucja kiedykolwiek nadejdzie, do doskonałości charakteru dążymy całe życie, nigdy jej nie osiągając. Jednak nie wydaje mi się by osiągnięcie doskonałości było konieczne. Wystarczy, że zaczęliśmy drogę ku niej i pewnie po niej stąpamy, a czas jest odpowiedni do zmieniania świata. Nie o doskonałość tu chodzi, a o właściwe nastawienie do rzeczywistości, gotowość do uznania swej omylności i zorientowanie na dobro ogółu.

Jak te rozmyślania wpisują się w myśl stoicką? Przypomnijmy słowa Marka Aureliusza:

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Rdzeniem stoickiej moralności jest działanie dla dobra powszechnego. Nie ma przypadku, iż sąsiaduje tu z myślami, które odnoszą się do tego co kojarzymy z rozwojem osobistym. Dla stoika, wszystkie te cztery koncepcje stanowią spójną całość, powinny być praktykowane i rozwijane razem. Punkt drugi nie czeka na spełnienie pozostałych, przeciwnie, jest motorem i zachętą by zgłębiać pozostałe, jest powodem, dla którego warto robić raczej coś niż nic.

Cytat z Aurelego ujmuje trzy relacje, w których, według stoików, znajduję się człowiek:
+ relację z sobą samym („nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego”)
+ relację z wszechświatem („odczuwam pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy” i „przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”)
+ relację z innymi ludźmi („działa tylko dla dobra powszechnego”).

Są to kolejno: logika, fizyka i etyka stoicka. Trzy filary, powiązane między sobą, niezbędne by gmach naszego rozumu mógł się utrzymać. Bez logiki nie wiemy co jest prawdziwe, bez fizyki nie rozumiemy w jakim świecie działamy, bez etyki nie wiemy do czego mamy dążyć. Koncentracja jedynie na „działaniu dla dobra powszechnego” grozi zaniedbaniem dwóch pozostałych. Jeśli zaniedbamy logikę – skąd mamy wiedzieć, czy to do czego dążymy jest prawdziwie dobre? Jeśli zaniedbamy fizykę – skąd mamy wiedzieć, czy to jak do celu dążymy będzie skuteczne?
Ergo, nie może być prawdziwie społecznego działania, bez wewnętrznego rozwoju.