Historycznie rzecz ujmując, moje nastawienie do intuicji było w najlepszym przypadku obojętne, w najgorszym otwarcie wrogie. Mówiłem, pisałem i myślałem o intuicji jako o relikcie ewolucji, koniecznym złu, gorszym, acz szybszym myśleniu itd. Niewiele miałem dla niej ciepłych słów. Nie ufałem swojej intuicji. Dalej jej nie ufam. Dlatego kiedy po raz pierwszy spojrzałem na tytułowe pytanie, wydawało mi się, że moja odpowiedź będzie klarowna i druzgocąca dla tej funkcji naszego umysłu. Myliłem się. Moja intuicja po raz kolejny mnie zawiodła.
Intuicyjne rozumienie intuicji
Zamiast próbować zdefiniować intuicję – co może, ale nie musi przynieść jakiś rezultat – odwołam się do niej samej. To znaczy: spróbuję opisać moje intuicyjne rozumienie intuicji. Jak to z nią bywa, nie będzie tu ścisłości – i już mamy pierwszą cechę! Intuicja nie jest ścisła. Jest przybliżona. Jest metaforyczna. To jej wielki wyznacznik. Trudno, a może wręcz nie da się, wyrazić intuicji bez metafory czy analogii.
Mieć intuicję to znaczy rozumieć… z grubsza. To znaczy wiedzieć, ale niekoniecznie na tyle, by być w stanie wiedzę przekazać. Aby zrozumieć w pełni, trzeba czegoś więcej, można to „więcej” nazwać wiedzą albo poznaniem. Aby wiedzieć także trzeba mieć coś więcej – można to nazwać rozumieniem albo logiką.
Inne podejście to próba zrozumienia intuicji w opozycji do definicji. Definicja jest opisaniem jednego słowa za pomocą innych słów, co czasem pomaga nam je zrozumieć, czasem przeszkadza. Intuicja to rozumienie słowa, którego czasem nie da się w słowa ująć. Co ciekawe, jeżeli słowo jest nam znane, to musimy mieć jego intuicję, ale można znać słowo nie znając jego definicji. Więcej jeszcze: intuicję można mieć tam, gdzie nie ma słowa, może się ona odnosić do czegoś nienazwanego, podczas gdy definicja zawsze odnosi się do jakiejś nazwy.
Intuicja jako szybsze myślenie
Mój dawny pogląd na intuicję sprowadzał ją do szybszego myślenia. Uważałem, że są to z grubsza takie same procesy myślowe, jakie przeprowadzamy świadomie, tylko odbywające się w podświadomości. Dzięki temu miały być szybsze, ale brakowało nam wglądu w ich przebieg. Nie znaliśmy założeń, na jakich się opierały.
Intuicja budziła we mnie lęk. Bałem się jej i jej nie ufałem. Uważałem, że sferę oddziaływania intuicji należy zawężać, czyli jak najwięcej procesów myślowych wydobywać do świadomości. Postulowałem, że musi ona być kształtowana, poprawiana przez nieustanny wysiłek, którego najważniejszym elementem była praca z przekonaniami. Twierdziłem, że intuicja zwykle się myli i poleganie na niej jest prostą drogą do katastrofy.
Wszystko powyższe z grubsza uważam nadal. Intuicja to jest szybsze myślenie, choć nie jestem już pewny, czy jest ona kalką myślenia świadomego. Nie mamy wglądu w jej przebieg i nie znamy przekonań, na których się zasadza, i kształtowanie tych ostatnich jest ważnym elementem pracy nad intuicją. Bo warto nad nią pracować. Nadal uważam, że intuicję można i należy ulepszać, jednak nie uważam już, że obecnie jest fundamentalnie zepsuta. Wiem doskonale, że ona często się myli, nawet zwykle się myli, ale już nie uważam tego za jej wadę – przeciwnie, to jej największa zaleta.
Intuicja jako źródło błędów
Proces biologicznej ewolucji ma dwa kluczowe elementy. Pierwszy to dobrze wszystkim znany proces selekcji naturalnej. Pewne cechy danego organizmu sprzyjają przetrwaniu w danym środowisku, czy, precyzyjniej, sprzyjają rozmnażaniu się i przekazywaniu genów. Można powiedzieć, że środowisko „wybiera” pewne atrybuty i promuje jednostki je posiadające. Z czasem gatunki przystosowują się coraz lepiej do swojego otoczenia.
Drugi element, o którym często zapominamy, to błąd w procesie kopiowania DNA. Proces ten jest bardzo precyzyjny. Czy to przy podziale komórki, czy przy połączeniu się nasienia z komórką jajową, DNA komórki docelowej będzie kopią materiału źródłowego. Jednak aby ewolucja mogła mieć miejsce, to ten proces nie może być doskonały. Muszą w nim występować okazjonalne błędy, bo to one są źródłem nowych cech! Bez nich DNA nie może się zmienić, ewolucja nie może zajść.
A co jeśli wyobrazimy sobie, że bardzo podobny mechanizm zachodzi w naszym myśleniu? Co jeśli doskonałe myślenie oznacza kompletną stagnację i niemożność postępu?
Wyobraźcie sobie strukturę intelektualną, chociażby na przykładzie języka, która jest idealnie dopasowana. Wszystkie elementy współgrają ze sobą, każde słowo jest dobrze zdefiniowane. Zdania wynikają z siebie bez błędów i wątpliwości. Postuluję, że w takiej strukturze nie da się pomyśleć nic nowego. Każde wypowiedziane w niej zdanie będzie tylko powtórzeniem lub trywialną konsekwencją tych już znanych.
Jasne, że taką strukturę można rozszerzyć. Można coś do niej dodać i uzyskać w ten sposób nową jakość. Jednak ta operacja wymaga wyjścia poza samą strukturę – w matematyce byłoby to przykładowo dodanie nowych aksjomatów. Ale czy człowiek może kiedykolwiek wyjść poza strukturę swojego myślenia?
Wydaje się, że jest taka możliwość, bo przecież możemy się uczyć, czy – bardziej adekwatnie do naszego przypadku – możemy być uczeni. Ktoś może dodać nową zawartość do naszego systemu pojęciowego. Czyli myślenie jednostki może się zmieniać, nawet jeśli jest idealne. Ale co z myśleniem ludzkości? Innymi słowy, skąd się wzięły jakiekolwiek idee? Gdzie po raz pierwszy się narodziły?
Tutaj z pomocą przychodzi nam intuicja i ten fantastyczny fakt, że nasze myślenie nie jest, nie było, nie będzie i być nie powinno doskonałe. Nie twierdzę, że intuicja jest jedynym źródłem błędów w myśleniu. Każdy z nas nieraz popełniał błędy logiczne, ulegał zniekształceniom poznawczym – to też źródła pomyłek. Jednak nie ma drugiego źródła tak płodnego jak intuicja. Tak płodnego i jednocześnie tak nieoczywistego, bo błędy płynące z intuicji wydają się zwyczajnie ciekawsze niż te powstałe w wyniku chybionej logiki.
A jeżeli błędy te mają stać się zalążkiem nowych idei, tak jak błędy w DNA są zalążkiem nowych cech organizmu, to lepiej, żeby były ciekawe! Z tymi nieciekawymi wiążą się bowiem poważne zagrożenia, o których za chwilę.
Nie ma wiedzy bez intuicji
Konkluzja poprzedniego rozdziału jest taka, że nie ma wiedzy bez intuicji. Konkretniej: nie ma nowej wiedzy bez intuicji, ale że każda wiedza była kiedyś nowa, to nie ma wiedzy bez intuicji. Jest taka myśl, iż nie da się nauczyć człowieka tego, o czym myśli, że już to wie. Budując na niej: nie może wymyślić nic nowego ktoś, kto myśli, że już wszystko wie. Więcej nawet: nie może pomyśleć nic nowego ktoś, kto faktycznie wszystko wie – przynajmniej w obrębie jakiegoś systemu pojęć.
Ale to jeszcze nie wszystko. Postuluję, że generalnie nie może istnieć wiedza prawdziwa (albo zrozumienie prawdziwe) bez intuicji. Idea za tym stwierdzeniem przedstawia się następująco: prawdziwe rozumienie jest cyklem mającym trzy składniki. Pierwszy z nich to wiedza rozumiana jako informacja lub fakt o świecie. Drugim elementem cyklu jest logika oznaczająca rozumienie, intelekt czy sąd – zwróćcie uwagę, że jest to pojęcie szersze niż klasyczny rachunek zdań. Trzecim wreszcie elementem cyklu jest intuicja, rozumiana jak wyżej.
Ten cykl nie ma określonego kierunku przepływu, myśli i idee mogą w nim krążyć w obu kierunkach. Rozważmy kilka prostych przykładów przepływów. Pierwszy z nich rozpoczyna się od wiedzy, może to być obserwacja jakiegoś zdarzenia. Obserwacja ta zostaje poddana intelektualnej ocenie, stawiane są pytania: co się wydarzyło? Czy to dobrze czy źle? Jak to rozumiemy? Odpowiedzi na te pytania trafiają do intuicji i tworzą w niej nowe przekonanie albo modyfikują istniejące. Intuicja zostaje wyposażona w nowe właściwości, które mogą stać się działaniem tu i teraz albo automatyczną odpowiedzią w przyszłości.
Drugi przebieg cyklu to odwrócenie kierunku, czyli zaczynając od obserwacji zdarzenia przechodzimy do intuicji, reagujemy na nie intuicyjnie. Intelekt wchodzi na kolejnym etapie, oceniając i badając intuicyjną reakcję. Efekty tego badania stają się częścią naszego rozumienia sytuacji, częścią naszej wiedzy.
Jest tutaj wiele otwartych pytań. Pierwsze z nich: czy cykle dotyczące różnych obserwacji, różnych przekonań itp. są od siebie oddzielone czy jest to może jeden wielki poplątany cykl? Jak cykl łączy się z działaniem? Czy każdy z jego trzech elementów może być punktem wyjścia do działania? A może tylko intuicja i intelekt podczas gdy wiedza pozostaje bierna? Czy da się stwierdzić, co jest faktycznie pierwsze, co inicjuje cykl? Może na podstawie zachowania małych dzieci dałoby się to rozstrzygnąć? Kiedy ten cykl się zaczyna w naszym życiu?
Niezależnie jednak od odpowiedzi na te pytania, jest jasne, że w tym modelu intuicja jest niezbędnym elementem prawdziwej wiedzy. Jest zarówno źródłem, jak i tworem prostej wiedzy i logiki. Z niej wypływają interpretacje rzeczywistości. Z niej wypływają pomysły do logicznego zbadania.
Może ten cykl zawsze musi się zaczynać od intuicji? Od jakiegoś założenia, które zostało przyjęte bez sprawdzenia?
Nie da się funkcjonować bez intuicji
Przypuszczamy, że intuicja jest niezbędnym elementem prawdziwej wiedzy. Pójdźmy jeszcze krok dalej i zastanówmy się, czy intuicja nie jest też niezbędnym elementem naszego funkcjonowania, czyli że bez intuicji nie bylibyśmy w stanie myśleć i działać.
Każde nasze działanie jest intuicyjne. W poprzednim rozdziale pytaliśmy, z którego miejsca w cyklu może zacząć się działanie. Tutaj postuluję, że każde działanie rozpoczyna się od intuicji. Nie oznacza to, że logika i wiedza nie mają wpływu na nasze działania – mają, ale tylko o tyle, o ile są w stanie przekształcić intuicję.
Moje przypuszczenie zasadza się na biologicznej obserwacji tego, jak skomplikowane jest każde nasze działanie. Nawet patrząc na nie czysto fizjologicznie, podniesienie szklanki z herbatą to proces, który angażuje miliardy komórek. W jego trakcie wydzielane są hormony, napinają się mięśnie i tysiące impulsów z informacjami przebiega w tę i z powrotem po włóknach nerwowych. Ustalane są kąty, płaszczyzny i siły, tak że herbata, zazwyczaj, nie wylewa się z kubka. Wszystko to dzieje się w ułamku sekundy.
Ale to nie tylko mięśnie. To także sama decyzja, czy chcę wziąć łyka herbaty, jeśli to z tego powodu unoszę szklankę. Sygnały z ciała o stopniu jego nawodnienia mieszają się ze wspomnieniami smaku herbaty i jej uśmierzających pragnienie właściwości. Gdzieś tam w tle przebiegają alternatywy: szklanka wody, kostka lodu, soczek. Herbata jest jednak tu pod ręką, jest pyszna, jest gorąca – musimy pamiętać, by łykać ją ostrożnie – i lekko pobudza dzięki zawartości kofeiny. Ponownie, to wszystko musi się wydarzyć w ułamku sekundy.
Te procesy nie miałyby szans zajść, jeśli nie byłyby napędzane przez intuicję i automatyzmy – które można rozumieć jako pewne formy intuicji. Dlatego też twierdzę, że nie da się działać i funkcjonować bez intuicji i jedyne, co możemy robić, to dbać o jej jakość. Na początku pisałem o intuicji jako o szybkim myśleniu, ale może to jest jedyne praktyczne myślenie?
Jest taka stoicka koncepcja exetazein, którą ja rozumiem jako uwewnętrznienie ćwiczeń stoickich, uczynienie z nich nawyku, odruchu, automatycznego elementu funkcjonowania. Koncepcję tę możemy rozumieć jako intuicję rozwiniętą na stoicką modłę. W trakcie pracy nad sobą modyfikujemy ją tak głęboko i w sposób celowy, tak że staje się manifestacją filozoficznych cnót.
Iluzja cyklu
Kiedy pisaliśmy o cyklu intuicja-wiedza-logika traktowaliśmy go w taki sposób, jakby każdy z tych etapów mógł rozgrywać się samodzielnie. To założenie nie musi jednak być prawdziwe. Alternatywą jest rozgrywanie się trzech elementów „cyklu” jednocześnie, bez ścisłego rozdziału na fazy. W tym rozumieniu intuicja, logika i wiedza są tylko punktami skupienia czy etykietami, które przypisujemy pewnym formom funkcjonowania naszej myśli.
W rzeczywistości jednak wszystkie one mogą zachodzić jednocześnie, a jedyne co się zmienia to intensywność każdej z tych kompetencji. To sprowadza nas do rozumienia myślenia jako procesu amorficznego – może nawet nie procesu, bo to już sugeruje kierunkowość – działania amorficznego, bez wyraźnie określonych etapów, struktury i kierunku.
Współczesne myślenie jest silnie inspirowane pojęciami procesu, algorytmu, struktury danych, zaczerpniętymi z informatyki i programowania komputerów – choć niektóre z nich mają niewątpliwie wcześniejszy rodowód. To może sprawiać, że jesteśmy poddani zniekształceniu poznawczemu. Próbujemy dopasować nasze myślenie o myśleniu do schematów skonstruowanych dla maszyn liczących – maszyn, które miały myślenie symulować przynajmniej w pewnych aspektach.
Można zadać sobie pytanie, dlaczego metody stworzone, by automatycznie dodawać dwa do dwóch miałyby być skuteczne w opisywaniu ludzkich procesów myślowych? Mają wprawdzie tę zaletę, że są proste i dość łatwo jest nam o nich mówić. Prostota może być jednak zwodnicza, może zachęcać nas do korzystania z tego rozwiązania, nawet jeśli nie do końca pasuje do sytuacji. Warto się tu zatrzymać i zastanowić, czy nie robimy tego tylko dlatego, że myślenie o działaniu amorficznym jest tak boleśnie trudne.
Pułapka wiedzy
Można powiedzieć, że głęboka i precyzyjna wiedza jest wrogiem twórczego działania. Im lepiej znamy tematy, tym trudniej nam stworzyć coś co wyłamie się ze schematu, w którym operujemy. Będziemy raczej odtwarzać to co znamy, niż tworzyć coś nowego. Tak jest dla nas niewątpliwie bezpieczniej i nie jest to nic fundamentalnie złego. Jeśli chcemy wykonywać, możemy nauczyć się schematów i ignorować naszą intuicję.
To bywa skuteczną strategią, a czasem jest koniecznością. W końcu tworzenie precyzyjnej maszyny, budowanie mostu, pisanie ustawy, rozwiązywanie równania matematycznego to nie miejsce na intuicyjne spekulacje.
Warto jednak, byśmy zdawali sobie sprawę, że płacimy za to cenę. Nie będziemy twórczy, nie odkryjemy nic nowego, nie zrewolucjonizujemy swej dziedziny. Jeżeli chcemy osiągnąć którąś z tych rzeczy, to musimy odpuścić precyzję i zostawić nieco miejsca intuicji. Dodatkowo, co często jest najtrudniejsze, musimy pogodzić się z tym, że wielokrotnie więcej razy się pomylimy niż będziemy mieli rację.
Zmiana wymaga popełniania błędów i nie chodzi tu o to, że jak uczymy się czegoś nowego, to robimy coś źle, bo jeszcze tego nie umiemy. Chodzi o to, że proces zmiany to proces popełniania błędów, odrzucania tych nieprzydatnych, zachowywania obiecujących i popełniania ich ponownie. Błąd nie jest konsekwencją zmiany. On jest jej paliwem.
Jeżeli rezygnujemy z popełniania błędów, jeżeli zakładamy, że wiemy i znamy jakiś temat, jeżeli uznajemy, że potrafimy coś robić, to zamykamy sobie drogę do zmiany. To jest pułapka wiedzy i umiejętności. Jeżeli zdecydujemy się w niej zamknąć, to róbmy to świadomie.
Pułapka braku kompetencji
Przywołaliśmy wcześniej metaforę ewolucji do zobrazowania twórczej roli intuicji. Powróćmy do niej teraz, by zobrazować największe zagrożenie, jakie jest związane z naszą intuicją.
Ewolucja, żeby mogła zachodzić, potrzebuje nie tylko błędów kopiowania. Potrzebuje też mechanizmu ich selekcji. Muszą być elementy w środowisku, które premiują pewne cechy, a defaworyzują inne. Dzięki temu nieprzydatne zmiany i mutacje wymierają, a korzystne są propagowane naprzód do kolejnych pokoleń. Błąd kopiowania generuje błędy. Selekcja wybiera z nich te korzystne.
Rozwój myśli podobnie: nie wystarczą same intuicyjne pomyłki, niezbędny jest mechanizm ich oceniania i doboru. Jeżeli nie mamy takowego mechanizmu, to polegając na intuicji nie stworzymy nic nowego, tylko wygenerujemy ogromny, potencjalnie niebezpieczny chaos.
Praktyczny przykład: wiedza medyczna. Każdy z nas posiada jakąś intuicję co do swojego zdrowia. Wyobrażamy sobie, ba, jesteśmy święcie przekonani, że wiemy, co nam służy. To najprawdopodobniej iluzja.
Nasza intuicja może generować myśli i pomysły w każdej dziedzinie, od wiązania sznurowadeł po loty w kosmos. Generuje je także w obszarze wiedzy medycznej. Wydaje nam się, że wiemy, co jest dobre dla naszego zdrowia. Pamiętamy zresztą z przeszłości, że poradziliśmy sobie z jakimś bólem głowy czy przeziębieniem. To utwierdza nas w przekonaniu, że możemy polegać na swojej intuicji.
To błąd. O ile nie ma wśród nas lekarzy, to nie mamy kompetencji do tego, by określić, czy nasza intuicja medyczna jest poprawna. To tak samo, jakby ewolucja miała zachodzić na podstawie samych błędów kopiowania z wadliwym albo całkiem bez mechanizmu selekcji. Najpewniejszym efektem takiego działania będzie niebezpieczny chaos.
Nie ufajmy swojej intuicji w sprawach medycznych, polegajmy na opinii lekarzy. Ta sama logika ma zastosowanie do polityki, wojskowości, fizyki, chemii, psychologii, socjologii, historii, ekologii etc. Jeśli nie mamy kompetencji w jakiejś dziedzinie szczegółowej, to zawieśmy naszą intuicję na kołku i zaufajmy specjalistom lub zacznijmy pracować nad zdobyciem koniecznej wiedzy. Zawód lekarza to jedyne 10–12 lat nauki i możemy zacząć na swej intuicji polegać!
Podsumowanie
Intuicja to nie luksus ani przeszkoda. Intuicja to egzystencjalna konieczność. Jest częścią naszego myślenia i rozumienia świata, czy się nam to podoba, czy nie. Prawdziwą sztuką jest zrozumieć, kiedy możemy jej zaufać, kiedy chcemy jej zaufać, a kiedy ufać jej nie powinniśmy za nic.
Możemy nad nią pracować, wzbogacać ją o nowe kompetencje, ale nie łudźmy się, że kiedykolwiek uczynimy ją idealną. Zamiast tego bądźmy świadomi jej ograniczeń, unikajmy zagrożeń, które w sobie niesie, a stanie się dla nas potężnym narzędziem.
Newsletter
Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym, co nowego pojawiło się na blogu, a także dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.
Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać jeszcze więcej stoickich treści, to zapraszam do subskrypcji!
Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady, jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!
PS. Kilka słów zza kulis
Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w korekcie tekstu.
