Warsztaty stoickie – co to znaczy dobrze myśleć?

W dniach 3–7 czerwca odbyły się w ośrodku Pełnia pod Warszawą warsztaty stoickie, zwane także koloniami stoickimi. Ich tematem przewodnim było myślenie i pytanie: co to znaczy dobrze myśleć oraz jak owo myślenie ćwiczyć. Organizacją zajmowali się Tomasz Mazur i Jolanta Księżak – stoicki duet znany z organizacji popularnych Stoisk – czyli cyklicznych filozoficznych spotkań odbywających się zwykle w Warszawie.

Myślenie to trudna sztuka, tym trudniejsza, że zwykle jesteśmy przekonani, że potrafimy je uprawiać. Wychodzimy z założenia, że mamy rozsądek i potrafimy go używać. To nasz pierwszy fundamentalny błąd. Myślenie jest umiejętnością i sztuką, jako takie musi być ćwiczone, aby dobrze funkcjonowało. Jeśli nie jest, to mamy tylko złudzenie, że działa, podczas gdy w rzeczywistości plączemy się w błędach poznawczych, niepoprawnych wnioskowaniach i mylnych przekonaniach.

To temat niezwykle ważki, nie dziwi więc, że stoicy wzięli go poważnie na warsztat. Zaczęło się około 2300 lat temu, kiedy Zenonowi z Kition zatonął statek, co pociągnęło za sobą bardzo fortunne bankructwo. Bez grosza, samotny na ulicach Aten, Zenon zwrócił się o pociechę do filozofii. W niej to odkrył narzędzia do myślenia, które pozwoliły mu zapomnieć o zatopionym statku. Porzucił niepewne koleje handlu morskiego na rzecz stania w malowanym przejściu z kolumnami (Stoa Poikile) i nauczania o dobrym myśleniu każdego, kto też chciał sobie postać.

Kontynuując ten nośny trend, w zeszłym roku i na początku tego odbył się cykl Stoisk (LINK), którego tematem przewodnim było dobre myślenie i metody dążenia do tegoż. Choć nie było kolumn, a uczestnicy nie musieli stać, bo krzesła były zapewnione, zasadnicze pytania, które stawiano, nie zmieniły się znacznie od czasów Zenona. Nauki szczegółowe i filozofia odpowiedziały w międzyczasie na kilka, kilka nowych postawiły, ale temat pozostaje teoretycznie frapujący i praktycznie niezbędny. Kulminacją cyklu Stoisk były warsztaty, w których miałem przyjemność uczestniczyć.

Jak wyglądają warsztaty stoickie?

Na dobry początek chciałbym rozwiać kilka stereotypów, które mogą wam przyjść na myśl, gdy myślicie o spotkaniu stoików:

  • wolno siedzieć, wprawdzie zwykle nie ma krzeseł, ale są koce, poduszeczki i można sobie klapnąć na podłodze;
  • można, a nawet należy żartować, nikt nie zostanie zastrzelony za wybuchnięcie śmiechem;
  • nie trzeba nosić togi, mieć brody ani mówić po grecku.

Jak więc to wygląda w praktyce?

Standardowy dzień zawiera w sobie pięć sesji, każda z nich ma swój temat i tryb. Oczywiście, połączone są przez myśl przewodnią warsztatów, ale nie ma wymogu uczestniczenia w poprzednich sesjach, by zrozumieć obecną. Każda z nich stanowi w tym sensie zamkniętą całość.

Moduły są zwykle silnie interaktywne. Prowadzący zagaja temat, ale większość czasu poświęcona jest na dyskusję uczestników. Nie ma przymusu zabierania głosu w dyskusji, można poświęcić się słuchaniu. Jednak cenne jest wyrażenie własnego zdania i otrzymanie informacji zwrotnej od grupy. Przyjazny i nieoceniający charakter sprzyja przełamywaniu nieśmiałości uczestników.

Część zajęć zorganizowana jest jako praca w grupach. Uczestnicy dzielą się na mniejsze jednostki i opracowują pewne zagadnienie. Efekty pracy następnie przedstawiają na forum. Novum na ostatnich warsztatach było zaproponowanie uczestnikom z wyprzedzeniem listy tematów do wyboru. Każdy chętny mógł przygotować wypowiedź i zaprezentować ją przed grupą. Dyskusje po każdym z wystąpień były przebogatym źródłem nowych myśli i kierunków rozwijających początkowe założenia prelegenta.

Program warsztatów nie jest ciasno upakowany. Pięć standardowych sesji to około siedmiu godzin, przedzielonych przerwami kawowymi i dwugodzinną przerwą na obiad i złapanie oddechu. Może się wydawać, że to niewiele, jednak w praktyce i to jest wielce wyczerpujące. Rozmowy i tematy są tak intensywne, że prawie każdy prędzej czy później odpuszcza sobie jedną lub dwie sesje, by zebrać siły i myśli.

Poza zaplanowanymi sesjami odbywają się liczne rozmowy kuluarowe. W końcu mamy tu grupkę osób żywo zainteresowanych filozofią, zamkniętą na niewielkiej przestrzeni w oddaleniu od cywilizacji – debaty będą się samorzutnie formować. Dla dodania im dodatkowego materiału, każdy dzień kończy się wspólnym oglądaniem filmu i krótką dyskusją na jego temat, która może się rozciągnąć w kuluary.

Warsztaty są fantastycznym doświadczeniem, ale są przy tym niezwykle wyczerpujące. Ja doświadczyłem „odcięcia prądu” po pierwszych trzech dniach, kiedy to po pierwszej porannej sesji udałem się do pokoju by odsapnąć chwilkę, a obudziłem się dwie godziny później. Pięć dni warsztatów kosztowało mnie więcej energii niż trzy dni jazdy na rowerze po 100 kilometrów dziennie. Szczęśliwie kalorie, które nasze biedne mózgi spalały w poszukiwaniu sensu, były uzupełniane przez pyszne wegańskie jedzonko serwowane przez przemiłą gospodynię.

Jeśli filozofia was pasjonuje, zachęcam do spróbowania tej formy spędzania czasu. Możliwe, że spodoba się wam równie mocno jak mi!

Wystąpienie o intuicji

Tematem mojego wystąpienia było pytanie: czy w myśleniu należy kierować się intuicją? Jeśli tak, na czym by to miało polegać? Pierwszy zarys mojego podejścia do tematu możecie znaleźć w poprzednim wpisie na blogu (LINK). Na warsztatach zaproponowałem już zmodyfikowaną i uproszczoną wersję. Opierała się ona na trzech zastosowaniach dla intuicji:

  • źródło błędu, który może się okazać nową pożądaną opcją;
  • rozumienie słów bardziej fundamentalne i uniwersalne niż ich definicje;
  • intelektualne siły szybkiego reagowania.

W swoim wystąpieniu zawarłem dwa ostrzeżenia przed sytuacjami krańcowymi:

  • za mało intuicji, to luka w kreatywności;
  • intuicja bez kontroli i selekcji intelektu to chaos.

Dyskusja po moim wystąpieniu przyniosła wiele interesujących aspektów, które pozwoliły mi przebudować i rozwinąć tę wizję.

Pierwsza obserwacja to jak szeroko zakreślam ramy intuicji. Zastosowania intuicji, na które się powołuje, sugerują, że traktuję ją niemalże jako synonim procesów podświadomych. Mieszczę w niej drugi system Kahnemana (myślenie szybkie). Mieszczę przeddefinicyjne rozumienie słów. Mieszczę wreszcie automatyczną generację myśli.

Druga obserwacja to różnica między błędem a możliwością/opcją w kontekście metafory ewolucji, ale także dla intuicji. To rozróżnienie może wydawać się nieistotnym niuansem, ale ma praktyczne zalety. Słowo „możliwość” jest nieoceniające i niezwiązane z decyzją lub wyborem, zdaje się też lepiej pasować do doświadczenia automatycznych myśli (pomysłów, rozwiązań), które prezentują możliwe rozwiązania pod osąd intelektu.

Trzecia obserwacja to pytanie, co czyni kreatywność płynącą z intuicji lepszą/inną niż kreatywność rekombinacji tego co znane? Czy intuicja jest potrzebna dorosłemu, współczesnemu człowiekowi? Kładę tu nacisk na „dorosłego” człowieka, bo przypuszczam, że dziecku intuicja jest niezbędna w procesie uczenia się. Kładę nacisk na „współczesnego” człowieka, bo przypuszczam, że pierwsze słowa czy idee przedjęzykowe musiały mieć źródło w intuicji.

Nowa koncepcja intuicji

Dzięki dyskusjom z warsztatów mogłem dokonać kolejnego kroku na drodze do lepszego zrozumienia intuicji. Starałem się tu oprzeć na wyobrażeniu sobie miejsca intuicji w procesie myślenia, który, w pewnym uproszczeniu, można rozumieć jako proces podejmowania decyzji. Celem, który mi przyświecał, było zredukowanie trudności związanych z szerokim zakresem pojęcia i z podejrzanym użyciem słowa „błąd” w poprzednich rozważaniach.

Proponuje, by myśleć o intuicji jako o generatorze możliwości. Ma to dwa cele: niweluje kłopot z nacechowanym negatywnie pojęciem „błąd”. Zamiast sugerować, że intuicja popełnia błędy, mówimy, że intuicja podsuwa nam możliwości, które intelekt sprawdza pod kątem przydatności. W tym rozumieniu intuicja nie ocenia, a więc i nie popełnia błędów. Przez analogię do burzy mózgów: na etapie koncepcyjnym nie ma złych pomysłów, zbieramy wszystko jak leci i dopiero w kolejnym kroku weryfikujemy.

Drugim celem nowego rozumienia intuicji jest zawężenie jej zakresu, z zachowaniem elementów wszystkich trzech wspomnianych wyżej zastosowań. Nie jest ona już tożsama z intelektualnymi siłami szybkiego reagowania (systemem drugim), jest natomiast ich nieodłączną częścią. Pozostaje też punktem wyjścia dla rozumienia słowa, które to rozumienie może być dodatkowo przetworzone przez algorytm rozumienia, jeśli jest taka potrzeba – czyli podobnie jest niezbędnym elementem rozumienia słowa, ale nie jedynym. Pozostaje też źródłem możliwości (poprzednio nazywanych „błędami”), jako punkt wyjścia naszych algorytmów.

Wszystko jest algorytmem. Nasze myśli, decyzje, emocje itp. są algorytmami lub wynikami ich działania. To założenie numer jeden.

Każdy algorytm potrzebuje punktu startowego. Dla niektórych algorytmów punkt startowy może być losowy, ale jakiś być musi. Wiele algorytmów wygeneruje odmienny wynik w zależności od wybranego punktu początkowego. To założenie numer dwa.

Intuicja jest algorytmem (bo wszystko jest, patrz założenie pierwsze), który generuje punkty startu dla innych algorytmów. Skąd się bierze punkt startowy dla algorytmu intuicji? Nie wiem. Może jest to ogólny stan umysłu w danej chwili. Czy inne algorytmy nie mogłyby użyć tego stanu jako swojego punktu startowego? Mogłyby, ale działają lepiej, jeśli otrzymają konkretniejszy i wstępnie przygotowany stan wejściowy. W tym rozumieniu rolą intuicji jest wziąć obecną „falę predykcji” mózgu i przetworzyć ją na akceptowalny stan wejściowy do aktywującego się algorytmu.

W uproszczeniu: intuicja przetwarza strumień świadomości, który nasz mózg nieustannie generuje („fala predykcji”), przecina go, kompresuje, wstępnie przetwarza i generuje pakiet danych wejściowych dla wszelkich innych algorytmów, w szczególności dla algorytmów wyższego poziomu, czyli logicznych analiz rzeczywistości.

Dygresja: czy fala predykcji też jest algorytmem? Tak, przecież wszystko jest algorytmem. Co generuje stan początkowy dla niej? Fascynujące pytanie! Wyobrażam sobie, że fala predykcji jest algorytmem trwałym, to znaczy, trwa od momentu… no właśnie jakiego? Urodzenia? No nie wiem, przecież dziecko w łonie matki ma już działający mózg. Poczęcia? Za wcześnie, mózg jeszcze się nie uformował nawet zalążkowo. Gdzieś tam musi być moment inicjacji tego algorytmu, ale jak i co go inicjuje, to nie mam pojęcia. Wiem, że są badania prowadzone w tym kierunku – fascynująca sprawa!

Rozważmy teraz kilka kombinacji, które mogą występować w relacji między intuicją a przeróżnymi algorytmami naszego funkcjonowania. Nie sugerujemy tutaj, że to wyczerpująca lista, ani że jest w pełni poprawna. To intuicja, czyli punkt startowy dla algorytmów dalszego badania zagadnienia 😉

Pozwolę sobie tu wprowadzić pewną nomenklaturę, będę mianowicie mówił o „precyzji”, zarówno w odniesieniu do intuicji, jak i algorytmu. To podejrzany termin, bo sugeruje, że istnieje jakieś kryterium owej „precyzji”. W pewnym sensie, po platońsku insynuuje, że istnieją ideały decyzji, a owa „precyzja” mierzy odległość stanu początkowego (intuicji) lub wyniku algorytmu (decyzji) od owych ideałów. Na razie skapituluję w tym miejscu i powiem, że to jest trzecie założenie. W przyszłości jest potencjał do rozluźnienia tegoż.

Dygresja: czytelnik może zapytać: dlaczego nie przyjmiesz za miarę „precyzji” różnicy od fali predykcji? Bronię się przed tym rękami i nogami, bo: fala predykcji to nie rzeczywistość, chociaż lepszego odniesienia do rzeczywistości nie mamy. Gdyby ona była miarą, intuicja byłaby właściwie zawsze precyzyjna, albo tym byłąby precyzyjniejsza im mniej by robiła, skoro jej stanem początkowym jest fala predykcji. Co jeśli wynik działania algorytmu modyfikuje falę predykcji – co zapewne każdy algorytm w końcu robi? W takim rozumieniu każdy algorytm jest precyzyjny z automatu, bo zgadza się z falą predykcji, którą sam wytworzył/zmodyfikował. Nie wiem jednak czy ostatecznie jest możliwość ucieczki od tych kłopotów.

Czyli zakładamy, że istnieje jakaś idealna decyzja/stan do którego dążą nasze algorytmy. Odległość od tego stanu jest precyzją algorytmu. Stan idealny może być nieznany w pełni. Między innymi dlatego „precyzja” jest pojęciem probabilistycznym, czyli mówimy raczej o prawdopodobieństwie, że nasza predykcja jest blisko bądź daleko od ideału. Możliwe, że to rozróżnienie jest czysto techniczne.

Pokuśmy się o drobną metaforę muzyczną, by zwizualizować kilka podstawowych możliwości.

Jeśli ktoś bez doświadczenia muzycznego próbuje nauczyć się grać, zarówno jego intuicja, jak i jego algorytmy będą nieprecyzyjne. Można się spodziewać braku harmonii w pierwszych próbach i powolnych postępów – szczególnie bez nauczyciela. Tak by było w moim przypadku.

Ktoś, kto wiele czasu spędził grając po swojemu na jakimś instrumencie, będzie miał dobrą intuicję. Z łatwością przyjdzie mu zaimprowizować melodię, ale jeśli nie ma formalnego wykształcenia muzycznego, nie będzie w stanie jej ulepszyć czy rozwinąć do symfonii – jego algorytm jest słaby. To sytuacja amatora grającego co noc w knajpie na pianinie.

Jeżeli ktoś ma wykształcenie muzyczne, opanował harmonię, nuty i inne elementy fachu, ale nie ma biegłości w graniu na instrumencie, to ten ktoś ma nieprecyzyjną intuicję, ale precyzyjny algorytm. Jego pierwsze melodie będą zapewne słabe, ale będzie w stanie je ulepszyć i rozwinąć w kolejnych próbach. To przykład doświadczonego muzyka zasiadającego do nowego instrumentu.

Wreszcie, mamy wirtuoza który spędził tysiące godzin przy fortepianie i jednocześnie posiadł głęboką wiedzę o kształtowaniu muzyki. To Chopin łączący precyzyjną intuicję i świetny algorytm. Człowiek, który zaimprowizuje piękną melodię, a potem jeszcze ją ulepszy.

Taki podział jest oczywiście umowny i nigdy nie jest zero-jedynkowy. Precyzja intuicji i algorytmu jest wartością ciągłą.

Wiele intuicji?

W myśl powyższej koncepcji wydaje się jasne, iż mamy wiele intuicji, albo inaczej rzecz ujmując nasza intuicja różnie się spisuje w zależności od dziedziny, w której ją wykorzystujemy. Brzmią tu echa ostrzeżenia, które przytaczaliśmy w poprzednim artykule: nie ufajmy naszej intuicji w dziedzinach, w których nie mamy wiedzy zdolnej zweryfikować jej dokładność.

Jako przykład użyliśmy wtedy medycyny: większość z nas nie ma precyzyjnej intuicji medycznej. Nie wiemy, co jest dla naszego ciała dobre. Nasza intuicja nadal będzie generować możliwości – bo wydaje się, że jest w stanie to robić kompletnie niezależnie od naszych realnych kompetencji, w pewnym stopniu losowo. Nie mamy też algorytmu (medycznego wykształcenia i narzędzi) by zweryfikować i ulepszyć zaproponowany przez intuicję stan początkowy.

Jednocześnie w innych dziedzinach, które są nam znane, na które poświęciliśmy wiele czasu, możemy mieć precyzyjną intuicję i świetne algorytmy zdolne ją rozwijać i weryfikować.

Sztuką jest zrozumieć, że nasza intuicja nie jest równie skuteczna w każdym aspekcie naszego działania oraz że dziedzin, na których się nie znamy zawsze będzie więcej niż tych w których jesteśmy kompetentni.

Co ocenia jakość intuicji (i algorytmu)?

Skoro zaczynamy mówić o intuicji precyzyjnej bądź nieprecyzyjnej oraz o algorytmach precyzyjnych bądź nieprecyzyjnych, oczywistym jest, że musi być coś, co te kompetencje ocenia. Tym czymś jest algorytm – bo wszystko jest algorytmem – służący do oceny innych algorytmów.

To oznacza, że mamy dodatkowy meta-poziom w naszym umyśle: warstwę kontrolującą inne algorytmy. Wydaje się, że warstwa ma kompetencje, by ocenić zarówno precyzję intuicji, jak i precyzję algorytmu i odrzucić efekty ich działania. W szczególności może też nakazać im zadziałać jeszcze raz albo uczynić ich działanie bardziej świadomym.

Uważajmy jednak, bo ten algorytm, tak jak każdy inny, może być nieprecyzyjny i może dawać nam mylące informacje o jakości naszego myślenia!

Co modyfikuje intuicję (i algorytm)?

Na samej obserwacji i ocenie nie koniec. Nasze zdolności do uczenia się wykraczającego poza poznawanie nowych faktów sugerują, że mamy kompetencje do modyfikowania działania intuicji i algorytmu. Ta kompetencja sama jest algorytmem – bo wszystko jest algorytmem – służącym do zmieniania innych algorytmów.

Należy do tego samego meta-poziomu co poprzedni algorytm. Wzięte razem mogą one stanowić rdzeń naszych zdolności do automodyfikacji. Tomasz Mazur zwykł nazywać tę kompetencję refleksyjnością i stawiać ją w centrum naszego doświadczenia człowieczeństwa.

Pytania super-meta: czy tak rozumiana refleksyjność może modyfikować samą siebie? Czy refleksyjność korzysta z intuicji do generowania swojego stanu początkowego?

Dobór stanu początkowego a wynik algorytmu

Jest wiele algorytmów, których wynik zależy od doboru stanu początkowego. Klasycznym przykładem są tu algorytmy poszukiwania maksimum funkcji. Większość z nich jest bardzo sprawna w wyszukiwaniu lokalnych ekstremów, konkretnie tych niedaleko których znajdował się punkt początkowy.

To precyzyjne i szybkie algorytmy. Problem polega na tym, że tak długo, jak będą otrzymywać stany początkowe bliskie lokalnemu rozwiązaniu, to będą to rozwiązanie znajdować i nie pójdą ani kroku dalej. Gdzieś tam dalej może istnieć ekstremum w którym wartość funkcji jest o wiele większa, ale nasz precyzyjny algorytm pozostanie na nie ślepy dopóki nie dostanie całkiem nowych danych startowych.

To pułapka zbyt precyzyjnej intuicji i zbyt precyzyjnego algorytmu. Intuicja powinna od czasu do czasu serwować nam możliwości, które są odległe od znanych nam rozwiązań. Dzięki temu da szansę naszym algorytmom na wykrycie nowych możliwości. Jasne, że wiele z tych „nieprecyzyjnych” stanów początkowych doprowadzi donikąd, ale niektóre pozwolą nam odkryć złoto.

Dlatego czasem to laicy i outsiderzy (acz wykształceni w algorytmach dziedzinowych) dokonują przełomu w pewnych dziedzinach. Dlatego młodzi naukowcy są często tymi, którzy wpadają na nowe teorie. Dlatego „głupie” pytanie amatora otwiera niekiedy oczy fachowcom na możliwości, do których sami nie mieli szans dotrzeć.

To ogromny potencjał kreatywny, który tkwi w „nieprecyzyjnej” intuicji.

Podsumowanie

Po tych wszystkich rozważaniach pozostaje pytanie: czy to ma znaczenie? Czy zrozumienie, jak działa nasza intuicja wpływa jakkolwiek na nasze decyzje i działania?

Jeżeli prawdziwa jest hipoteza Tomasza Mazura, że póki umysł ma jeden czy dwa algorytmy, to mogą one sobie spokojnie funkcjonować bez nadzoru. Kiedy jednak system to setki algorytmów zazębiających się ze sobą, konieczne jest wydzielenie algorytmu zarządzającego innymi algorytmami – nazywamy ten algorytm refleksyjnością. Co więcej, jeśli refleksyjność owa, jak twierdzili i antyczni stoicy (nazywając ją inaczej), jest w naszej świadomej mocy, to możemy użyć jej w sposób celowy do zmieniania naszych intuicji i algorytmów.

W takim przypadku, zrozumienie, że proces dochodzenia do odpowiedzi wymaga dwóch elementów: stanu początkowego i algorytmu ten stan przetwarzającego, jest praktycznie istotne dla naszej pracy nad sobą. Możemy wybrać, nad czym chcemy pracować: kształtować intuicję czy ulepszać/zmieniać algorytmy.

Niezwykle istotna jest też płynąca z tej koncepcji świadomość, że w wielu miejscach możemy się mylić. Każdy z naszych algorytmów może dawać błędne rezultaty. Może się tak dziać dlatego, że sam jest wadliwy (nielogiczny), albo dlatego, że tendencyjnie dobieramy mu punkty startowe. A to pozwala nam stosować wobec swojego myślenia zasadę ograniczonego zaufania, bo w końcu „wiem, że nic nie wiem”.

Intuicja podpowiada mi, że warsztaty filozoficzne to cenny sposób spędzania czasu. Algorytm pracujący na tej intuicji potwierdza wstępny wniosek. Czy mam rację? Tego nie wiem na pewno, ale wiem, że wybiorę się na nie jeszcze nie raz.

Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym, co nowego pojawiło się na blogu, a także dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać jeszcze więcej stoickich treści, to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady, jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w korekcie tekstu.

Dodaj komentarz