Premeditatio bonum (przedmysł pomyślności) nie jest klasycznym ćwiczeniem stoickim. Próżno szukać wzmianki o nim w dziełach Epikteta, Seneki czy Marka Aureliusza. Pomimo tego, jak zapewne zauważyliście, to właśnie ono użyczyło nazwy blogowi, który właśnie czytacie.
Nietrudno zgadnąć, że premeditatio bonum jest blisko związane z premeditatio malorum, które zapewne jest Wam już dobrze znane. Jeżeli dodamy tutaj, że bonum tłumaczy się z łaciny jako „dobro”, podczas gdy malorum jako „zło”, to można domniemywać, że będziemy mieli do czynienia z przeciwieństwem klasycznego ćwiczenia.
W jednym zdaniu: premeditatio bonum jest ćwiczeniem analogicznym do premeditatio malorum, w którym jednak wyobrażamy sobie pozytywny przebieg czekających nas wyzwań. W jakimś sensie na tym moglibyśmy poprzestać. Uważni czytelnicy bloga zauważą, że całe akapity w tekście poniżej są łudząco podobne do tych z opisu ćwiczenia wzorcowego. Jednak diabeł tkwi w szczegółach i właśnie na te ważne detale chcę zwrócić Waszą uwagę.
Przebieg ćwiczenia
Zamknij oczy i weź kilka głębokich kontrolowanych oddechów. Uspokój myśli, rozluźnij się. Przygotuj umysł na intensywną pracę w wyobraźni w optymalny dla Ciebie sposób.
Pomyśl o czekającym Cię wyzwaniu, o sytuacji, której się obawiasz. Takiej, w której napotkasz elementy wychodzące poza Twoją kontrolę, mogące jednocześnie wpłynąć znacząco na rozwój tej sytuacji. Wyobraź sobie jej scenerię. Może to być biuro w pracy, w której skonfrontujesz się z szefem, sala szpitalna, w której przejdziesz zabieg, pokój w twoim domu, w którym będziesz rozmawiał z partnerem lub partnerką. Jeśli sytuacja może się okazać dynamiczna i sceneria będzie się zmieniać, wyobraź sobie miejsce rozpoczęcia „akcji” – niech to będzie lokalizacja pierwszej sceny.
Wyobraź też sobie ludzi, którzy będą w niej uczestniczyć. Bądź dokładny. Nadaj im ich zwykły wygląd: ubrania odpowiednie do okoliczności, typowy wyraz twarzy etc. Pomyśl zwłaszcza o postaciach, które będą istotne dla Twego zdarzenia. Nie kłopocz się statystami, osobami, które będą w pobliżu, ale nie odegrają żadnej roli. Skup się na głównych aktorach.
Rozpocznij odgrywanie sceny. Wyobraź sobie, że przebiega w możliwie korzystny dla Ciebie sposób. Jeśli coś niezależnego od Ciebie może się udać – niech tak się stanie. Bądź uważny na własne emocje. Myśl o tym, co byś czuł, gdybyś tam rzeczywiście był. Możesz „zwolnić” przebieg akcji, by zastanowić się i w pełni poczuć swój stan, bo na tym etapie chcesz go faktycznie poczuć, na tyle na ile to możliwe.
Doprowadź sytuację do jej naturalnej konkluzji. Oto ziścił się najlepszy scenariusz. Zwróć uwagę na to, jak się teraz czujesz. Badaj, jakie emocje towarzyszą Ci w tych okolicznościach. Jeśli pozostajesz w otoczeniu ludzi, wyobraź sobie, jak oni będą się zachowywać.
Ale nie zatrzymuj ćwiczenia w tym momencie. Wyobraź sobie kilka innych możliwych scenariuszy, takich, które nie są idealne, ale nadal pomyślne. Nie wchodź w szczegóły tych wersji wydarzeń, przejrzyj je tylko powierzchownie.
UWAGA: Ten moment jest kluczowy dla całego ćwiczenia i stanowi o różnicy między premeditatio bonum a „pozytywną wizualizacją”. Nie interesuje nas zaklinanie rzeczywistości, tylko zmuszenie naszego umysłu do oszacowania prawdopodobieństwa pomyślnego przebiegu spraw. Nasza medytacja nie ma magicznie zmienić czegoś w sferze rzeczy niezależnych, lecz ma nam uświadomić, że powodzenie jest równie (albo i niekiedy bardziej) prawdopodobne co porażka.
Zastanów się, co zrobisz po tym zdarzeniu, gdy już zakończy się dla Ciebie powodzeniem. Jak to wpłynie na Twoje życie? Gdzie się udasz? Co poczujesz? Nie musisz być tu tak dokładny jak w przypadku premeditatio malorum, ale warto ten krok wykonać w celu uświadomienia sobie, że życie będzie toczyć się dalej swoim trybem, nawet po najświetniejszym sukcesie; tak samo zresztą, jak toczyłoby się po porażce.
UWAGA: Pozwól, by emocje opadły. Choć tym razem poczujesz raczej radość niż smutek, wciąż jednak nie chcesz wychodzić z medytacji nabuzowany emocjonalnie.
Kiedy uznasz, że wystarczająco zgłębiłeś następstwa powodzenia i emocje się uspokoiły, możesz zakończyć seans. Nim jednak to zrobisz, poświęć chwilę, by się zastanowić, jak się w tym momencie czujesz. Zbadaj, czy Twoje spojrzenie na czekającą Cię trudność uległo zmianie. Jeśli nie, sprawdź, jakie emocje lub wyobrażenia są za to odpowiedzialne. Odnotuj je, by poddać je w przyszłości refleksji.
Weź kilka głębokich oddechów. Skoncentruj się na pracy ciała podczas wdechu i wydechu. Uspokój myśli i otwórz oczy.
Cel praktyki
Nadrzędny cel praktyki premeditatio bonum zawiera się w kroku, w którym wyobrażamy sobie mnogość różnych scenariuszy przyszłego zdarzenia. Chodzi o to, by spojrzeć na czekające nas wyzwanie realnie, podobnie zresztą jak przy premeditatio malorum, starając się sprawić, by nadmiar lęku lub optymizmu nie przesłonił nam wizji najbardziej prawdopodobnego obrotu sprawy. A jest nim to, że czynniki zewnętrze zapewne ułożą się przeciętnie, ani szczególnie źle, ani szczególnie dobrze. Jest też prawdopodobne, że z sytuacji wyjdziemy obronną ręką, tak jak wychodziliśmy już z wielu podobnych w przeszłości.
Aby ująć to nieco zwięźlej: naszym celem jest osiągnięcie stanu racjonalnego optymizmu w konfrontacji z czekającymi nas wyzwaniami. Cel ten jest wspólny dla obu wersji ćwiczenia, różni się natomiast sposób, za pomocą którego do tego celu zmierzamy. Dodatkowa istotna różnica między nimi tkwi w tym, że premeditatio bonum nie konfrontuje nas z trudnymi emocjami, co z jednej strony nie daje nam szansy, by się na nie uodpornić, z drugiej jednak – czyni ćwiczenie łatwiejszym do wykonania.
Kiedy i jak praktykować premedtiatio bonum
Jest rzeczą niewątpliwą, że ćwiczenie premeditatio bonum (przedmysł pomyślności) wymaga bujnej wyobraźni. Tak jak w przypadku perspektywy kosmicznej, może się okazać, że nasza wyobraźnia nie jest wystarczająco rozwinięta, by udźwignąć ciężar tak skomplikowanego zadania.
Rada jest podobna: należy ćwiczyć korzystając z mniej wymagających technik. Pomocne będą wizualizacja mistrza, przegląd siebie etc. Dobre wyniki można uzyskać fantazjując od czasu do czasu „dla rozrywki”, pamiętając jednak, by nie przesadzić i nie zatracić się w fantazjach.
Zaleca się stosować to ćwiczenie w przededniu konkretnych trudnych sytuacji. Nie jest praktykowane na co dzień, lecz raczej doraźnie. Dobrym momentem na premeditatio bonum jest poranny przegląd siebie w dniu, w którym spodziewamy się zmierzyć z naszą nemezis. W ten sposób będziemy mieli benefity z tej praktyki na świeżo głowie.
Planując ćwiczenie trzeba wziąć pod uwagę, że jest ono dość czasochłonne. Jeżeli na ślepo uczynimy je częścią porannego przeglądu siebie, to może się okazać, że poświęciliśmy za dużo czasu na poranne medytacje. Weźmy to pod uwagę i jeśli trzeba, odłóżmy premeditatio na jazdę w tramwaju, gdy nie będzie nam np. grozić spóźnienie do pracy.
Kiedy pod koniec ćwiczenia myślimy o tym, co uczynimy po przewidywanym „sukcesie”, warto sięgnąć do swojej hierarchii wartości i sprawdzić, cóż ona by nam podyktowała. Przydatne może być zbadanie, która z naszych wartości może na danej sytuacji szczególnie skorzystać.
Powyższe uwagi są explicite wzięte z praktyki premeditatio malorum. Teraz zaproponuję kilka innych, związanych już bezpośrednio z dzisiejszym ćwiczeniem.
Premedtiatio bonum jest szczególnie polecane osobom, które mają kłopoty z nadmiernym lękiem. Jeżeli perspektywa konfrontacji z trudnymi sytuacjami budzi w Was szczególnie silny niepokój, może się okazać, że premeditatio malorum zaszkodzi Wam zamiast pomóc. Dlatego podaję dziś bezpieczną alternatywę, w której nie musicie się aż tak radykalnie konfrontować ze swoimi starchami.
Jeżeli macie tendencje do czarnowidztwa, z natury swej i tak już rozważacie głównie negatywne scenariusze i te rozważania kładą się cieniem na Waszym nastroju, a w efekcie i na waszych działaniach – premeditatio bonum jest ćwiczeniem właśnie dla Was. Jego esencją jest urealnienie wyzwań poprzez przeniesienie ich ze sfery lęku przed niepowodzeniem do sfery oczekiwania umiarkowanego powodzenia. Dobrze wykonane stanowi kontrę dla katastrofizacji.
Podsumowanie
Premeditatio bonum jest odpowiedzią na wyzwanie dzisiejszych czasów, jakim jest wysoki poziom lęku u ludzi w społeczeństwach rozwiniętych. Nie siląc się tu na diagnozę tego stanu, odnotowujemy go jedynie jako fakt – zaburzenia lękowe czy trudności z opanowaniem emocji są zjawiskami powszechnymi w naszym kręgu kulturowym. Sprawia to, że niektóre ze starożytnych ćwiczeń stoickich trafiają współcześnie na niezbyt podatny grunt.
Pomimo tego można, wyłapując ich fundamentalne założenia i posiłkując się dozą kreatywności, zbudować nowe wersje, które lepiej sprawdzą się u współczesnych, zachowując przy tym siłę oddziaływania pierwowzoru. Niech przykład premeditatio bonum będzie dla nas zachętą do własnych eksperymentów ze stoickimi technikami. Stoicyzm jest filozofią żywą, uprawianą czynnie przez tysiące, a może miliony, ludzi na całym świecie. Warto byśmy korzystali z naszego intelektualnego i kreatywnego potencjału do rozwijania i wzbogacania naszej praktyki.
Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy w dwudziestym pierwszym wieku doczekali się nowych stoickich myślicieli na miarę Seneki czy Epikteta; dlaczego by nie tworzyć dzisiaj nowych treści w obrębie w tej filozoficznej szkoły? Więcej nawet, jeśli ma ona pozostać żywą, skuteczną i adekwatną, musi się zmieniać. Musi przejść ewolucję pod wpływem nowych odkryć naukowych i lepszego zrozumienia kondycji człowieka, jakiego nabraliśmy przez wieki. Na nas spoczywa wykonanie tej pracy.
Na koniec chciałbym skierować Was do źródła, z którego zaczerpnąłem idee premeditatio bonum, czyli do podcastu „Ze stoickim spokojem”. Poniżej link do odcinka, w którym autor podcastu, Tomasz Mazur, opowiada o tym właśnie nowym ćwiczeniu zaproponowanym przez jednego ze słuchaczy:
Newsletter
Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym, co nowego pojawiło się na blogu, a także dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.
Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać jeszcze więcej stoickich treści, to zapraszam do subskrypcji!
Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady, jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!
PS. Kilka słów zza kulis
Przy redakcji tego tekstu, a także tekstów w newsletterze, pomagała korektorka Katarzyna Hohm (Instagram: @otulamka.tekstow).
