Premeditatio malorum można tłumaczyć z łaciny w dosłowny, acz nieszczególnie zręczny sposób, jako uprzednie rozmyślania nad złem lub nieszczęściem. Zręczniejsze sformułowanie podchwyciłem od osoby lubującej się w zabawach językowych: „przedmysł niepowodzeń”. Słówko „przedmysł” jest tworem nowym, ale oddającym moim zdaniem lepiej ducha łacińskiego praemeditatio. Słówko „niepowodzenie”, choć nie tak nowatorskie, oddaje jednak dobrze istotę tego, iż malorum odnosi się do zrządzeń losu, czegoś, co nam się przytrafia, a nie do naszych własnych czynów.
To byłby pierwszy poziom rozumienia omawianego ćwiczenia: gdy mianowicie jego treścią jest rozpatrywanie możliwych niepomyślnych obrotów zdarzeń niezależnych od nas, zanim nam się one przytrafią. Zwykle są one choć odrobinę spodziewane, dotyczą bowiem znanych w ogólnym zarysie wyzwań stojących przed nami. Rzadziej, acz też skutecznie, odnosimy przedmysł do ogólnych zagrożeń: śmierci, choroby, utraty bliskiego etc.
Znając ramy, przejdźmy przez etapy praktyki, zwracając uwagę na pewne niuanse, które są na tyle istotne, że stanowią o różnicy między premeditatio malorum a czarnowidztwem.
Praktyka
Zamknij oczy i weź kilka głębokich kontrolowanych oddechów. Uspokój myśli, rozluźnij się. Przygotuj umysł na intensywną pracę w wyobraźni w optymalny dla Ciebie sposób.
Pomyśl o czekającym Cię wyzwaniu, o sytuacji, której się obawiasz. Takiej, w której napotkasz elementy wychodzące poza twoją kontrolę, a które mogą zadecydować o jej rozwoju. Wyobraź sobie scenerię tej sytuacji. Może to być biuro w pracy, w której skonfrontujesz się z szefem, sala szpitalna, w której przejdziesz zabieg, pokój w twoim domu, w którym będziesz rozmawiał z partnerem lub partnerką. Jeśli sytuacja może się okazać dynamiczna i sceneria będzie się zmieniać, wyobraź sobie miejsce, gdzie się zacznie – niech to będzie lokalizacja pierwszej sceny.
Wyobraź też sobie ludzi, którzy będą niej uczestniczyć. Bądź dokładny. Nadaj im ich zwykły wygląd: ubrania odpowiednie do okoliczności, typowy wyraz twarzy etc. Pomyśl zwłaszcza o postaciach, które będą istotne dla twego zdarzenia. Nie kłopocz się statystami, osobami, które będą w pobliżu, ale nie odegrają żadnej roli. Skup się na głównych aktorach.
WAŻNE: nie czyń z ludzi ich karykatur. Nawet jeśli spodziewasz się konfrontacji, staraj się nie wyolbrzymiać żadnych ich cech. Przesadnie wykrzywione złością twarze nie pomogą Ci zanurzyć się w sytuację, a mogą wzmocnić w Tobie negatywne nastawienie. Nie ma potrzeby, by kogokolwiek w wyniku tej praktyki bardziej „znielubić”.Rozpocznij odgrywanie sytuacji. Wyobraź sobie, że przebiega w możliwie niekorzystny sposób. Jeśli coś niezależnego od Ciebie może się nie powieść – niech tak się stanie. Bądź uważny na własne emocje. Myśl o tym, co byś czuł, gdybyś tam rzeczywiście był. Możesz „zwolnić” przebieg akcji, by zastanowić się i w pełni poczuć swój stan, bo na tym etapie chcesz go faktycznie poczuć, na tyle na ile to możliwe.
UWAGA: element emocjonalny jest najtrudniejszy do odtworzenia w całym ćwiczeniu, ale też niezwykle istotny. Instynktownie staramy się unikać nieprzyjemnych emocji, tutaj zaś celowo chcemy się z nimi spotkać i je poczuć. To wymaga przełamania naturalnego oporu. Choć może to generować dyskomfort, pamiętaj, iż długofalowo przyniesie Ci korzyść.
Doprowadź sytuację do jej naturalnej konkluzji. Oto ziścił się najczarniejszy scenariusz. Zwróć uwagę na to, jak się teraz czujesz. Badaj, jakie emocje towarzyszą Ci w tych okolicznościach. Jeśli pozostajesz w otoczeniu ludzi, wyobraź sobie, jak oni będą się zachowywać.
Nie zatrzymuj ćwiczenia w tym momencie. Zastanów się, co mógłbyś zrobić dalej. Chodzi o to, byś zaplanował swoje kolejne kroki po przewidywanej katastrofie. Rozważ, czy jest coś, co możesz zrobić, by ograniczyć jej skutki. Myśl o tym, jakie działanie podejmiesz zaraz po. Czy pójdziesz do domu, by ochłonąć? Czy zadzwonisz do przyjaciela? Planuj swoją krótkoterminową taktykę i długoterminową strategię, koncentrując się na tym, co kontrolujesz.
UWAGA: ten moment jest kluczowy dla całego ćwiczenia i stanowi o różnicy między premeditatio malorum a czarnowidztwem. Mamy wyjść o krok dalej niż wyobrażenie sobie, że coś pójdzie nie po naszej myśli. Mamy zacząć tworzyć plan awaryjny. To ma podwójny skutek: jesteśmy zawczasu przygotowani na sytuację, w której trzeba będzie działać i przekonujemy się naocznie, że jakkolwiek wielkie byłoby wyobrażone nieszczęście, świat się w jego wyniku nie skończy.
Kiedy stworzysz zarys planu działania, zacznij go sobie wyobrażać. Nie musisz przechodzić przez całość – niejednokrotnie takie plany jawią się jako czasochłonne i złożone. Wystarczy, że wyraźnie zwizualizujesz sobie kilka pierwszych kroków. Kluczowym jest poczuć, że, po pierwsze emocje opadają, gdy zdarzenie się kończy. Po drugie, że masz dozę sprawczości – nie odebrano Ci wszak kontroli nad tym, co jest od ciebie zależne. Po trzecie wreszcie, że nawet po największym nieszczęściu zwykle życie toczy się dalej.
UWAGA: pamiętaj, by wyobrazić sobie owo wygaszanie emocji, które następuje, gdy sytuacja dobiega końca. Nie wychodź z tej medytacji nabuzowany strachem czy gniewem. Tak jak w życiu, tak i w wizualizacji emocje powinny opaść.
Kiedy uznasz, że wystarczająco zgłębiłeś następstwa niepowodzenia i emocje już opadły, możesz skończyć seans. Nim jednak to zrobisz, poświęć chwilę, by się zastanowić, jak się w tym momencie czujesz. Zbadaj, czy twoje spojrzenie na czekającą cię trudność uległo zmianie. Jeśli nie, sprawdź jakie emocje lub wyobrażenia to spowodowały. Odnotuj je, by poddać je w przyszłości refleksji.
Weź kilka głębokich oddechów. Skoncentruj się na pracy ciała podczas wdechu i wydechu. Uspokój myśli i otwórz oczy.
Uwagi techniczne
Jest rzeczą niewątpliwą, że ćwiczenie premeditatio malorum (przedmysł niepowodzeń) wymaga bujnej wyobraźni. Tak jak w przypadku perspektywy kosmicznej, może się okazać, że nasza wyobraźnia nie jest wystarczająco rozwinięta, by udźwignąć ciężar tak skomplikowanego zadania.
Rada jest podobna: należy ćwiczyć korzystając z mniej wymagających technik. Pomocne będą wizualizacja mistrza, przegląd siebie etc. Dobre wyniki można uzyskać fantazjując od czasu do czasu „dla rozrywki”, pamiętając jednak, by nie przesadzić i nie zatracić się w fantazjach.
Zaleca się stosować to ćwiczenie w przededniu konkretnych trudnych sytuacji. Nie jest praktykowane na co dzień, lecz raczej doraźnie. Dobrym momentem na premeditatio malorum jest poranny przegląd siebie w dniu, w którym spodziewamy się zmierzyć z naszą nemezis. W ten sposób będziemy mieli benefity z tej praktyki na świeżo głowie.
Planując ćwiczenie trzeba wziąć pod uwagę, że jest ono dość czasochłonne. Jeżeli na ślepo uczynimy je częścią porannego przeglądu siebie, to może się okazać, że trudna rozmowa z szefem, do której się szykowaliśmy, będzie rezultatem naszego spóźnienia, bo poświęciliśmy za dużo czasu na poranne medytacje. Weźmy to pod uwagę i jeśli trzeba, odłóżmy premeditatio na jazdę w tramwaju, gdy nie będzie nam grozić spóźnienie.
Kiedy pod koniec ćwiczenia myślimy o tym, co uczynimy po przewidywanej „katastrofie”, warto sięgnąć do swojej hierarchii wartości i sprawdzić, cóż ona by nam podyktowała. Przydatne może też być zbadanie, czy któraś z wartości cierpi w rozważanej sytuacji. Jeśli nie, ułatwi nam to ustawienie całego zdarzenia w spokojniejszej perspektywie.
Konkluzja
Celem, jaki osiągamy praktykując premeditatio malorum, jest zwiększona odporność na wyzwania. Dzięki tej praktyce jesteśmy lepiej przygotowani na to, co może nastąpić. Oswajamy trudne emocje, które powstają w sytuacji kryzysowej, jeszcze zanim się pojawią, dzięki czemu stępiamy ich ostrze i odbieramy im siłę.
Dzięki takiej postawie możemy reagować i działać w sposób możliwie optymalny, gdyż nasze decyzje nie są zakłócane przez uderzenia emocjonalne. Rozumiemy wtedy lepiej, jakie stoją przed nami wyzwania i jakie mamy opcje, by im stawić czoła. Poprawiamy zatem jakość naszego działania.
Przygotowani na ewentualną porażkę, możemy ją znieść z minimalną szkodą i stworzyć okazję do tego, by sukces lub wynik neutralny były pozytywną niespodzianką. Świadomość, że po domniemanej porażce jest mimo wszystko jakaś przyszłość, a nasze pole do działania się nie zamyka, motywuje nas, by nie wpadać w rozpacz, tylko skoncentrować się na tym, co od nas zależne.
Choć momentami trudne i niekomfortowe, premeditatio malorum niesie ze sobą szeroki wachlarz zalet. Warto spróbować skorzystać z tego ćwiczenia, gdy przyjdzie nam zmierzyć się z kolejną trudną chwilą w życiu.
Czy jest jakieś wyzwanie, które na Was czeka, gdzie premeditatio malorum mogłoby okazać się pomocne? Czy macie odwagę, by go spróbować?
Newsletter
Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym co nowego pojawiło się na blogu oraz dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.
Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać nawet więcej stoickich treści to zapraszam do subskrypcji!
Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!
