Przegląd i podsumowanie ćwiczeń stoickich

Dzisiejszy artykuł poświęcony będzie wszystkiemu temu, o czym nie wspomnieliśmy przez ostatnie kilka tygodni, a co składa się na pełny arsenał stoickich ćwiczeń. Nie będziemy zagłębiać się w szczegóły, ale postaramy się naświetlić idee każdego z nich. To pomoże nam zdecydować, na które chcielibyśmy spojrzeć szczegółowo oraz które z nich dobrze pasują do naszej praktyki.

Dużą część dzisiejszego wpisu zajmą źródła dalszej lektury. Będą one odnosić się oczywiście do ćwiczeń, które omówiliśmy dzisiaj, ale znajdą się także materiały o tych ćwiczeniach, które omawialiśmy w poprzednich artykułach. Dzięki temu zestawieniu będziecie mogli poszukać nowych perspektyw i pogłębienia wiedzy o tych ćwiczeniach, które przypadły wam do gustu.

Jak się domyślacie z tego wstępu, ten artykuł jest też zamknięciem cyklu o ćwiczeniach stoickich. To nie oznacza, że temat ten nie zagości na blogu ponownie, wręcz przeciwnie: można się spodziewać, że cała seria będzie w przyszłości bazą do dalszych rozważań i dyskusji. Na razie jednak temat zamykamy i podsumowujemy.

Definicja fizyczna

„(…) należy powziąć wyobrażenie, mając przed sobą mięso czy inne potrawy, że to jest zaledwie trup ryby, tamto zaś trup ptaka czy świni; i znów, że falern jest zwykłym sokiem z kistki winogron, a ta szata barwiona purpurą to owcze włosy zanurzone we krwi małży; a co do spraw związanych z obcowaniem płciowym – pocieranie narządu i wydalenie śluzu w jakimś skurczu; jakie są wyobrażenia dosięgające samych rzeczy i przenikające w nie, dzięki czemu widzimy, jaka to rzecz jest – tak też należy czynić przez całe życie”
Marek Aureliusz, „Rozmyślania”

Definicja fizyczna to bardzo proste ćwiczenie w wykonaniu: kiedy napotykasz coś, co budzi Twoje emocje, szczególnie jeśli budzi Twoje pożądanie, przeanalizuj ten obiekt pod kątem jego fizycznej budowy. Człowiek, nawet najpiękniejszy, to przecież zlepek tłuszczu i mięsa, nawinięty na kości i chrząstki i obciągnięty skórą. Kojarzysz szkice anatomiczne z lekcji biologii albo z gabinetu lekarskiego? Takie, które pokazują układ mięśniowy człowieka, jakby obdarty ze skóry? Twój obiekt pożądania z grubsza tak właśnie wygląda. A pod tym jest jeszcze trochę kości i ścięgien.

Po co praktykujemy to ćwiczenie? Aby zdystansować się do nęcących nas rzeczy niezależnych. Celem jest osłabienie porywów pożądliwości, byśmy mogli podejmować bardziej racjonalne wybory w sytuacjach, gdy coś nas kusi. Można też tę technikę stosować do rzeczy niezależnych, które budzą w nas strach. Jeśli obawiamy się jakiegoś człowieka, to uświadomienie sobie, że on też jest zbudowany z tłuszczu, mięsa i kości, i że on też spożywa pokarmy, wydala je i puszcza wiatry, może pomóc nam obniżyć lęk.

Dwa uchwyty

„Każda rzecz ma dwa uchwytu: jeden, za który można ją unieść i drugi, za który unieść jej nie sposób. Jeśli twój brat zachowuje się wobec ciebie krzywdząco, nie sięgaj po uchwyt związany z tym niesprawiedliwym postępowaniem, ponieważ tego uchwytu nie da się unieść; złap zamiast tego drugi uchwyt – to, że jest twoim bratem, że wychował się razem z tobą – a zapanujesz nas sytuacją, robiąc użytek z tego uchwytu, który można unieść”
Epiktet, „Enecheiridion”

Do każdej sprawy, która budzi w nas trudne emocje, możemy podejść co najmniej z dwóch perspektyw: możemy koncentrować się na tym, co jest w tej sytuacji złe i trudne lub na tym, co w niej jest dobrego. Jeżeli wybierzemy pierwszą z dróg, doświadczymy nakręcania się naszych emocji. Jeśli był w nas gniew, to będzie się on wzmagał. Jeśli strach, to będzie gęstniał. Z czasem uczynią one całą sytuację niemożliwą do zniesienia, będzie musiało dojść do wybuchu. Jeżeli skoncentrujemy się na tym, co w tej sytuacji dobre, trudne emocje będą gasły, a my znajdziemy siłę, by ten stan rzeczy udźwignąć.

Ćwiczenie to ma szczególnie istotną rolę w pielęgnowaniu naszych relacji z innymi ludźmi. Dzięki niemu zmniejszamy szansę, by sytuacje potencjalnie konfliktowe rozbijały nasze związki. Zachęca nas do skupienia się na tym, co dobre i budujące. Nawet jeśli istnieje realny konflikt wymagający rozwiązania, dzięki właściwemu wyborowi uchwytu możemy go rozwiązać w produktywny i cywilizowany sposób.

Więcej: Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „O dwóch uchwytach”

Dobrowolny dyskomfort

„(…) postanowiłem doradzić i tobie, byś oznaczył dla siebie kilka dni, w których – zadowalając się bardzo niewielką ilością jak najprostszego pożywienia tudzież grubą i szorstką odzieżą – zadawałbyś sobie pytanie: Czyżby to było to, czegośmy się tak obawiali?”
Seneka, „Listy moralne do Lucyliusza”, List XVIII

Jeśli słyszeliście kiedyś o osobach praktykujących zimne prysznice czy zanurzanie się w lodowatej wodzie, to słyszeliście o ćwiczeniu się w dobrowolnym dyskomforcie. Nazwa mówi tu wszystko. Ćwiczenie polega na zdecydowaniu, by postawić samych siebie w sytuacji, gdy odczuwamy jakąś nieprzyjemność. Czy jest to zimna woda pod prysznicem, czy dzień głodówki, czy noc przespana na twardej podłodze, nie ma znaczenia – ważne jest, by było niewygodnie i by był to nasz wybór.

Cele tego ćwiczenia są wielorakie. Z jednej strony to sposób na zahartowanie się na przeciwności losu, czyli przygotowanie swego ducha na moment, gdy zaznamy dyskomfortu niedobrowolnego. Abyśmy mogli go lepiej znieść, ćwiczymy się zawczasu. Z drugiej strony to sposób na nabranie perspektywy i zrozumienie, że to, czego zwykliśmy unikać, nie jest wcale takie straszne, czyli redukujemy nasz lęk. Wreszcie jest to sposób na upraszczanie naszego życia. Daje nam zrozumienie, że możemy swobodnie i dobrze funkcjonować, bez pewnych elementów, które uznawaliśmy dotychczas za niezbędne. W efekcie pozbywamy się ich z naszego życia.

Więcej: Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Prosty stoik wakacyjny: idea wyrzeczeń”

Słuchanie, mówienie i czytanie

To nie pomyłka – wszystkie te trzy aktywności to realne ćwiczenia stoickie. Każde z nich jest osobną praktyką, ale zgrupowałem je razem, bo idea, która im przyświeca, jest podobna. Polegają one na uważnym i skupionym słuchaniu, mówieniu czy pisaniu. Jeśli słuchasz, skoncentruj się na tym, co słyszysz, a nie na ripoście, która przyszła ci na myśl. Staraj się zrozumieć drugiego człowieka. Jeśli mówisz, bądź oszczędny w słowach, staraj się być precyzyjny, dostosowuj komunikat do odbiorcy – pamiętaj, że to nie ty jesteś celem swojej przemowy, tylko drugi człowiek. Kiedy czytasz, wybieraj mądrą lekturę, koncentruj się na treści, notuj najważniejsze myśli, wracaj i czytaj ponownie. Nie idzie o ilość przeczytanych książek, tylko o jakość lektury.

Celem dyscypliny w słuchaniu i mówieniu jest polepszenie naszych relacji z innymi ludźmi. Te dwie czynności są podstawą budowania więzi przez człowieka. Korzystajmy z nich mądrze i sumiennie, a skorzysta na tym nasz kontakt z innymi ludźmi. Pamiętajmy przy tym o złotej zasadzie: słuchajmy co najmniej dwa razy więcej niż mówimy. Cel uważnego czytania jest bardziej indywidualny – chodzi tu o doznanie możliwie pełnego doświadczenia kontaktu z lekturą. Celem czytania nie jest odhaczenie jak największej liczby tytułów, tylko uzyskanie jak najgłębszej refleksji. To inny rodzaj czytania niż czytanie rozrywkowe. Możemy znaleźć czas na oba, pamiętając, że to dość odmienne aktywności.

Więcej: Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Po prostu pisz”

Dyscyplina przyzwolenia

„Źródłem ludzkich zmartwień nie są zdarzenia, lecz opinie na ich temat; śmierć nie jest na przykład niczym strasznym; gdyby bowiem zasługiwała na takie miano, byłaby tak postrzegana przez Sokratesa. Przerażenie wynika z opinii na temat śmierci – poglądu, zgodnie z którym jest ona czymś strasznym.”
Epiktet, „Encheiridion”

Dyscyplina przyzwolenia jest blisko związana z ćwiczeniem dwóch poziomów sądu. Można nawet powiedzieć, że jest jego wersją wykonywaną „na bieżąco”. Zdarzenia, których doświadczamy, wywołują w nas wrażenia automatyczne. Pojawienie się tych wrażeń jest od nas niezależne. To, czy zadziałamy w zgodzie z nimi, jest od nas zależne. To jest moment przyzwolenia. Kiedy przychodzi do nas wrażenie, decydujmy, czy chcemy na nie przyzwolić, czy też nie.

Celem tej dyscypliny jest poprawienie jakości naszych bieżących działań i decyzji. Poprzez niedopuszczanie błędnych lub nadmiernych wrażeń uzyskujemy przestrzeń na świadomą ocenę sytuacji, która prowadzi do lepszej jakości decyzji. Wbijamy klin między impuls a działanie i robimy to na bieżąco, w miarę jak sytuacja się rozwija.

Dyscyplina miłości

Czy miłość jest ćwiczeniem stoickim? A do tego dyscypliną? Przecież miłość to poryw serca, romantyczna, ulotna idea, najsłodsza emocja. Cóż to za herezje? To nie herezje, to rzeczywistość. Miłość nie jest emocją, czyli chwilowym porywem mobilizującym nas do jednorazowego działania – choć często bywa mylona z pożądaniem, które już można określić mianem emocji. Miłość jest uczuciem, czyli trwałym stanem naszego umysłu, który w szczególny sposób wyróżnia jedną lub wiele relacji, w których jesteśmy. Miłość to efekt wieloletniej pracy i choć nie jest tożsama z przywiązaniem, to jest ono dla niej istotne. Miłość trzeba i warto trenować. Jak? O tym wkrótce w artykule na blogu.

Celem praktykowania miłości jest… sama miłość. To tak jak w przypadku uważności – celem jej praktykowania jest sama uważność, bycie uważnym. Celem praktykowania miłości jest miłowanie, bycie miłośnikiem. Oczywiście to też będzie miało dalsze konsekwencje – chociażby to, że będziemy częściej i więcej miłowani przez innych – ale są one tylko miłym dodatkiem, skutkiem ubocznym, a nie właściwym celem.

Jawność

„I choć daleko wznioślej jest żyć w ten sposób, jak gdyby się znajdowało pod okiem jakiegoś szlachetnego i zawsze obecnego męża, ja jednak poprzestałbym nawet na tym, byś – cokolwiek czynisz – czynił tak, jakby przyglądał się temu ktoś pierwszy lepszy: to samotność skłania nas do wszystkiego złego.”
Seneka, „Listy moralne do Lucyliusza”, List XXV

Co by było, gdyby wszyscy mogli widzieć to, co właśnie robisz? Czy poczułbyś wstyd? Jeśli tak, to dlaczego? Dlaczego miałbyś się wstydzić bardziej wzroku innych niż swojego? Te pytania leżą u podstaw dyscypliny jawności, którą czasem określa się też mianem „życia na widoku”. Nie chodzi w niej jednak o to, by faktycznie na ten widok się wystawiać, ale o to, by nie czynić niczego, co sprawiłoby, że poczulibyśmy wstyd, gdyby na widoku się znalazło. Zwróćcie uwagę, że nie jest to kwestia aprobaty otoczenia! Nie pytamy, czy to się innym ludziom spodoba. Pytamy, czy my poczulibyśmy wstyd, gdyby inni to zobaczyli.

Celem ćwiczenia jawności jest rozpoznanie tych naszych czynów, których sami nie akceptujemy, czyli de facto rozpoznanie naszych słabości i wad charakteru. W tym sensie jest to ćwiczenie, w którym zdobywamy informacje do późniejszego wykorzystania w pracy z przekonaniami. Drugorzędnym celem jest po prostu powstrzymanie się przed uczynieniem czegoś, czego później mielibyśmy się wstydzić.

Redukcja krzywd

„Pamiętaj, że znieważ cię nie ten, kto cię lży lub wymierza ci cios, lecz twoja opinia, zgodnie z którą te działania stanowią zniewagę. Gdy więc ktoś cię rozsierdzi, wiedz, że w istocie rozzłościła cię twój własna opinia”
Epiktet, „Encheiridion”

Redukcja krzywd to właściwie wariacja na temat dwóch poziomów sądu wykonanych po fakcie. W artykule poświęconym temu ćwiczeniu zahaczyliśmy o ten koncept. Nie będę go więc tutaj zgłębiał nadmiernie. Praktyka redukcji krzywd polega na analizie wydarzenia, które wzbudziło w nas silną emocję. Chcemy dotrzeć do podstawowych faktów, naszych przekonań, które zostały aktywowane i przewartościować wstępną reakcję w sposób silniej zgodny z rzeczywistością.

Celem ćwiczenia redukcji krzywd jest uspokojenie silnych emocji, które uzyskały szczególną trwałość i które trzymają się nas czy nas prześladują. Dzięki zrozumieniu ich źródła i przeanalizowaniu sytuacji, która to analiza zwykle prowadzi nas do wniosku, iż nie jest tak źle, jak emocja sugeruje, obniżamy poziom umysłowego wzburzenia, którego doświadczyliśmy. Dzięki temu przerywamy proces zadawania samemu sobie cierpienia i krzywdzenia samych siebie.

Exetazein

„Nie niepokój się o przyszłość. Przyjdziesz do niej, jeśli trzeba będzie, z takim samym umysłem, który teraz prowadzi cię przez sprawy teraźniejsze, po odpowiednim zbadaniu ich (exetazein).”
Marek Aureliusz, „Rozmyślania”

„Czemu miałbym obawiać się jakiegoś błędu, skoro mogę powiedzieć: ‚Pamiętaj, abyś tego więcej nie robił, teraz ci wybaczam’?”
Seneka, „O gniewie”

„Poddaj próbie każde wyobrażenie!”
Epiktet, „Diatryby”

Ćwiczenie nad ćwiczeniami, które w pewnym sensie ćwiczeniem wcale nie jest. Exetazein to w moim rozumieniu stan charakteru, którego nieodłączną częścią stały się wszystkie lub niektóre z pozostałych ćwiczeń. Oznacza to, że osiągnięcie exetazein to uczynienie stoickiej dyscypliny automatyzmem naszego postępowania. W tym sensie ukuję wyrażenie „osiągnąć exetazein w ćwiczeniu X”. Przykładowo, jeśli powiem, że osiągnąłem exetazein w ćwiczeniu wizualizacji mistrza, to znaczy, że nie muszę specjalnie tworzyć okoliczności i aktywować wyobraźni, by odwołać się do ideału mędrca, zawsze i w każdym momencie mam go dostępnego. Kiedy tylko jest mi potrzebny, nie muszę nawet o tym myśleć, pojawia mi się w umyśle i dokonywane jest porównanie z nim.

Celem exetazein jest dobre życie. Dość trywialne stwierdzenie, ale w pewnym sensie to jest cel całej praktyki stoickiej. Można powiedzieć, że człowiek, który osiągnął exetazein w każdym z ćwiczeń to nasz nieosiągalny mistrz! Każdy krok w tym kierunku to natomiast wielka zdobycz dla jakości naszego życia i potężna siła, która staje się naszą wbudowaną właściwością, zamiast zewnętrznym narzędziem, po które sięgamy w potrzebie.

Dalsza lektura lub słuchowisko

Do wszystkich: https://zestoickimspokojem.pl/

Hierarchia wartości

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Czym różnią się cele od wartości”

Przegląd siebie

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Czym jest i jak skutecznie praktykować przegląd siebie?”

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Przegląd siebie – analiza pogłębiona”

Dwa poziomy sądu

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Chryzyp i dwa poziomy sądu”

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Jeszcze o dwóch poziomach sądu”

Perspektywa kosmiczna

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Pamiętaj o perspektywie kosmicznej”

Premeditatio Malorum

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Premeditatio malorum: analiza pogłębiona. Cz. 1”

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Premeditatio malorum: analiza pogłębiona. Cz. 2”

Melete Thanatou

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Jak praktykować stoicką technikę melete thanatou?”

Premeditatio Bonum

Tomasz Mazur, Ze stoickim spokojem, „Nowe ćwiczenie: premeditatio bonum”

Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym co nowego pojawiło się na blogu oraz dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać nawet więcej stoickich treści to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!


PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w korekcie tekstu.

Dodaj komentarz