Hierarchia wartości jako ćwiczenie stoickie

Wszyscy dokonujemy codziennie dziesiątków wyborów – od tych najdrobniejszych po wielkie życiowe decyzje. Zbieramy informacje o faktach towarzyszących naszym decyzjom. Zasięgamy rad i opinii bliskich. Przypominamy sobie podobne sytuacje z przeszłości i ekstrapolujemy z nich wskazówki na dziś. Staramy się przewidzieć konsekwencje naszej decyzji i to, jak ukształtuje ona przyszłość. Wreszcie przywołujemy to, co dla nas ważne, i sprawdzamy, czy decyzja temu właśnie służy.

W pośpiechu codzienności rzadko przeprowadzamy swoje decyzje świadomie, z takim rygorem i zaangażowaniem jak opisany wyżej. Polegamy na schematach, przyzwyczajeniach, szybkich i skróconych rozważaniach, pozwalamy, by większość pracy wykonała za nas podświadomość i wydajne procesy półświadome. Nie zasięgamy rad, nie przewidujemy świadomie konsekwencji ani nie badamy tego, co dla nas ważne. Póki decyzje, o których mowa, dotyczą drobnych codziennych spraw, ta metoda jest słuszna i skuteczna. Kłopot pojawia się wtedy, gdy do spraw kluczowych, wielkich decyzji stosujemy tę samą procedurę co do rozstrzygnięcia, co zjeść na śniadanie.

Nie będę zajmował się dziś całym procesem decyzyjnym. Chcę skupić się na jednym z jego aspektów, który jest kluczowy z punktu widzenia filozofii praktycznej (sztuki życia), w szczególności w jej stoickim wydaniu. Chodzi tu o określenie, co jest dla nas ważne, czyli o hierarchię przyświecających nam wartości.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co jest dla was najważniejsze w życiu? Co jest numerem jeden, za co gotowi bylibyście poświęcić wszystko inne? Może pomyśleliście teraz o rodzinie. Rodzina jest najważniejsza. Ale co rozumieć przez rodzinę? Czy wujek z Ameryki, którego widzieliście raz w życiu, też się do niej zalicza? Czy może chodzi o bliską rodzinę: partnera, dzieci, rodziców? Mogło przyjść wam też do głowy zdrowie – często mówi się, że zdrowie jest najważniejsze. No właśnie: jeśli najważniejsze, to czy ważniejsze od rodziny? Czy wasze zdrowie jest dla was ważniejsze niż wasze dzieci? Wasz partner / wasza partnerka? Wasi rodzice? Wujek z Ameryki? A gdzie w tym wszystkim miejsce na pieniądze? Jasne, może to nie jest najważniejsza rzecz w życiu, ale pewna ich ilość jest potrzebna, byśmy my i nasze dzieci mieli co jeść. Gdzie je umieścimy? Czy wujek z Ameryki jest ważniejszy choćby od nich?

Na podstawie powyższego możemy stwierdzić, że wartości – a w szczególności relacje między nimi, ich hierarchia – to skomplikowany temat. Pewnie każdy z nas ma jakąś intuicję w tej kwestii. Potrafimy „wyczuć”, jaka jest właściwa odpowiedź na postawione powyżej pytania, i wiemy doskonale, że biedny wujek z Ameryki szczytu naszej listy nie osiągnie. Intuicje te nie są łatwo przekładalne na słowa. Nie jest tak prosto wypowiedzieć je w formie klarownych, logicznych argumentów, nie odwołując się do instancji: „tak jest, bo tak czuję”. W praktyce do podejmowania decyzji „tak czuję” nam wystarcza. Pojawia się jednak ważne i niepokojące pytanie: czy nasze intuicje w sferze wartości są poprawne? Co jeśli nasze „czucie” zwodzi nas na manowce? Co jeśli konsekwentnie wybieramy źle?

Aby spróbować odpowiedzieć na te pytania i efektywnie umocnić nasze intuicje, możemy sięgnąć do stoickiej techniki namysłu nad wartościami i pracy z ich hierarchią. Celem ćwiczenia jest jawne zbudowanie tejże, regularne weryfikowanie jej poprawności, dostosowywanie jej w toku przemian naszego życia i jego priorytetów, planowanie dni pod kątem wartości, praktykowanie ich oraz regularne sprawdzanie, jak się z tej praktyki wywiązujemy. Poniżej skoncentruję się na pierwszym kroku, zaproponuję wam krótką procedurę oraz kilka kluczowych pytań, nad którymi warto się w jej trakcie pochylić.

Budowanie świadomej hierarchii wartości zacznij od swoich intuicji. Usiądź wygodnie z długopisem i kartką papieru i zanotuj hasłowo to, co dla ciebie jest ważne w życiu. Staraj się wypisać wszystko, co przyjdzie ci do głowy. Śledź kolejność, w jakiej poszczególne myśli się pojawiają – możesz je po prostu ponumerować lub pisać w formie listy. Odłóż kartkę na bok, zajmij się swoimi codziennymi sprawami.

Jeśli masz trudności ze zwerbalizowaniem konkretnych wartości, istnieją pomoce do tego typu ćwiczeń: fiszki z nadrukowanymi nazwami wartości (rodzina, zdrowie, pieniądze itd.). Zamiast wypisywać listę z głowy, możesz zaopatrzyć się w nie i wybrać kilkanaście takich, które z tobą rezonują.

Wróć do swojej listy następnego dnia. Przeczytaj ją uważnie. Weź długopis i zacznij skreślać. Twoim celem jest skrócenie listy do pięciu najważniejszych wartości. Niech zostanie na niej to, co jest dla ciebie najcenniejsze. Jeśli coś skreślisz, to nie znaczy, że uznajesz to za nieważne, niewarte zachodu czy niedobre – odnotowujesz tylko, że dla ciebie są rzeczy ważniejsze. Skreślenie nie oznacza też, że od dziś całkowicie zaniedbasz ten aspekt życia. Gdy pozostaniesz z pięcioma, przepisz je „na czysto”, kartkę z długą listą wyrzuć albo schowaj głęboko do szuflady, odłóż długopis, zajmij się swoim dniem.

Kolejnego dnia wróć do swojej listy. Przed tobą ostatni krok, czyli uporządkowanie tych pięciu wartości od najważniejszej do najmniej ważnej. Przy czym „najmniej ważna” nie oznacza „nieważna”! Zastanów się, która z nich jest dla ciebie absolutnie kluczowa. Dla której poświęcisz pozostałe? To twoja wartość numer jeden. Porządkuj je dalej. Myśl przy tym o swoich celach i aspiracjach. Nie koncentruj się na tym, ile dziś każdej z nich poświęcasz czasu. Pytaj raczej: której z nich chciałbym / chciałabym poświęcać go więcej?

Tutaj może pojawić się wątpliwość: czasem najważniejsza jest dla mnie rodzina, ale czasem najważniejsza jest praca, która daje nam środki do życia. Tak, wszystkie te wartości mają swój czas i miejsce – nie kwestionujemy tego. Pytamy: która ma mieć najwięcej miejsca? Oraz: jeśli musiałbyś / musiałabyś wybrać pomiędzy dwiema z nich, którą wybierzesz? W praktyce wszystkie z nich będziesz realizować; co więcej, będziesz też realizować wartości, które wczoraj skreśliłeś / skreśliłaś. Hierarchia ma nam służyć do określenia skali i rozstrzygania konfliktów, nie do zamykania się na wąski przedział doświadczeń.

Pracuj, aż uporządkujesz swoją listę. Może się zdarzyć, że była ona już od pierwszego dnia uporządkowana i twoje intuicyjne („co pierwsze przyszło mi do głowy”) ułożenie było ostateczne. Nie zakładaj jednak, że tak się stało. Sprawdź to w spokojnym namyśle. Przepisz swoją listę na czysto i zachowaj ją do przyszłej praktyki.

Nim podsumujemy nasze rozważania, chciałbym zwrócić waszą uwagę na trzy kluczowe pytania / koncepcje, które warto mieć na uwadze, pracując z hierarchią wartości.

Pierwsze z nich to pytanie: co jest dla mnie konieczne? Bez czego nie mogę żyć? Przykładowo: bez jedzenia nie będę mógł egzystować. W dzisiejszych czasach do zdobywania jedzenia służą pieniądze. Potrzebuję więc pewnej ilości pieniędzy, by egzystować – te zasoby są dla mnie konieczne. O konieczności sugerowałbym myśleć wąsko, to znaczy ograniczyć się faktycznie do tego, co jest niezbędne do biologicznego przetrwania naszego i tych, którzy od nas zależą. Nie mówmy więc: „koniecznie muszę pojechać na wakacje na Bahamy”, bo jakkolwiek byłyby one przyjemne i relaksujące, nie stanowią biologicznej konieczności.

Czy umieszczać to, co konieczne, na liście wartości? Tak, sugerowałbym to zawrzeć. Jeśli nie chcesz tego robić, staraj się przynajmniej mieć na uwadze, pracując z wartościami, że życie ma swoje konieczności, którym naturalnie będziesz poświęcać czas. Ja osobiście wprowadziłem do swojej hierarchii wartości pojęcie „zabezpieczenia zasobów”, w którym mieszczę kwestię koniecznych zarobków i utrzymania dobrego zdrowia.

Druga koncepcja dotyczy nadawania odpowiedniego priorytetu dbałości o siebie. Kto z was leciał samolotem, kojarzy zapewne wskazówkę, by w razie awarii najpierw założyć maskę sobie, a dopiero potem dziecku, które jest pod naszą opieką. Odruchowo możecie wypełnić swoją hierarchię wartości pięknymi, altruistycznymi ideami – uczono nas, że pomaganie innym i bezinteresowność są dobre, a dbanie o swoje interesy, jeśli nie złe, to przynajmniej podejrzane. Przełamcie ten schemat, przypominając sobie, że jeśli my sami nie będziemy w dobrym stanie, nie będziemy mogli służyć pomocą naszym bliskim.

To może powodować poważny dyskomfort, ale, myśląc o swoich wartościach, starajcie się ustawić priorytet na swoim dobrostanie. Jeżeli wasza psychika, wasze zdrowie, wasze życie nie będą w należytym porządku, to dla bliskich będziecie bardziej zawadą niż pomocą.

Trzeci aspekt to kwestia zobowiązań. W toku swojego życia podejmujemy przeróżne zobowiązania. Czasem robimy to jawnie, na przykład zatrudniając się do pracy i akceptując listę obowiązków. Czasem poprzez domniemanie – na przykład sprowadzając na świat dziecko. Warto pamiętać, myśląc o hierarchii wartości, o zobowiązaniach, które już podjęliśmy i które chcemy podjąć w przyszłości. Warto, by znalazły one swoje odzwierciedlenie na naszej liście.

Pamiętajmy przy tym, że zobowiązanie zobowiązaniu nierówne. Niektóre z naszych zobowiązań są nimi w słabym sensie. To znaczy, że jeśli uchylimy się od ich wykonania, istnieje wiele osób, które mogą je za nas podjąć. Świat się od tego nie zawali, nikt nie ucierpi. Przykładowo: jeśli jestem pracownikiem biurowym w wielkiej korporacji i wyjdę pewnego dnia z biura, trzaskając drzwiami, by już nigdy nie wrócić – świat się nie zawali. Inni podejmą moje zadania, z czasem zatrudnią kogoś na moje miejsce. To zobowiązanie w słabym sensie.

Niektóre zobowiązania możemy wykonać tylko my albo jest bardzo niewiele osób, które mogłyby się ich podjąć, a ich niewykonanie sprowadzi na kogoś innego cierpienie. Przykładem jest bycie rodzicem. Jeśli pewnego dnia wyjdę z domu, trzaskając drzwiami, zostawiając za sobą partnera czy partnerkę i dzieci, może nie znaleźć się nikt, kto podejmie moje obowiązki, a moje odejście najpewniej wyrządzi realną szkodę opuszczonym dzieciom. Jako rodzic jestem – do pewnego stopnia – niezastąpiony w życiu mojego dziecka. To zobowiązanie w silnym sensie.

Naturalnie tej drugiej kategorii zobowiązań przypiszcie wyższą wagę niż pierwszej. Upewnijcie się, że wasza hierarchia wartości pozwala wam je spełnić, bo nikt inny tego za was nie zrobi.

Przeniesienie naszej hierarchii wartości ze sfery intuicji do sfery rozumnego namysłu to proces, który wymaga czasu i wysiłku. Samo jej wstępne zbudowanie zajmuje kilka dni – a to dopiero początek przygody. Kiedy mamy ją dostępną, możemy zacząć w praktyce testować, czy nasze życie i nasze intuicje zgadzają się z wnioskami, do których doszliśmy. Nasze rozważania miały w sobie aspekt tworzenia pewnej teorii; następnie przychodzi moment sprawdzenia jej w codziennym doświadczeniu.

Przy pierwszym spojrzeniu może to wydawać się skomplikowane i przytłaczające. Nie wątpię jednak, że gdy zabierzecie się do tego procesu, szybko zorientujecie się, że jest on nie tylko łatwiejszy, niż się wydaje, lecz także że niesie w sobie wiele satysfakcji. Ostatecznie wszystkie te kroki prowadzą nas do próby odpowiedzi na jedno proste pytanie, z którym was dzisiaj zostawię:
Jaka jest twoja hierarchia wartości?

Co jest ważniejsze: pytanie czy odpowiedź?

To się wydaje proste – bez pytania nie będzie odpowiedzi, w związku z tym to pytanie jest ważniejsze! Czy aby na pewno?

Bywa tak, że coś, co jest warunkiem koniecznym zaistnienia jakiegoś stanu, wcale nie jest dla tego stanu szczególnie istotne. Jeszcze jeden przykład: żeby myśleć, muszę wdychać tlen; tlen jest konieczny dla mojego myślenia. Ale czy uważam, że tlen jest dla mojego myślenia realnie ważny?

Konieczne są lepsze argumenty, by rozstrzygnąć tę kwestię.

Na dobry początek zastanówmy się, czy jest coś jeszcze w tym cyklu. Nasuwa się kwestia tego, co pomiędzy pytaniem a odpowiedzią, mianowicie dążenia do odpowiedzi czy poszukiwania odpowiedzi na pytanie. Tego nam brakowało! Interesująca jest już dwoistość tego, co pomiędzy: czy to dążenie do odpowiedzi, czy odpowiadanie na pytanie. Dostrzegacie, jak dobór jednego lub drugiego wyrażenia kieruje naszą uwagę albo na pytanie, albo na odpowiedź?

Spróbujmy wypracować nieco ostrzejszą intuicję, bez aspirowania do definicyjnej, formalnej precyzji. Rozważmy schemat: pytanie → proces → odpowiedź. Spróbujmy usuwać elementy z tego procesu i zobaczyć, czy to, co zostanie, jest dalej sensowne. Jeżeli usuniemy pytanie, to – jak już zauważyliśmy – reszta nie ma sensu, bo nie zaistnieje żaden proces.

Co, jeśli usuniemy namysł? Wszystko zdaje się dalej działać – można przecież udzielić odpowiedzi bez namysłu. To, co można zakwestionować, to jakość odpowiedzi, której udzielamy w tym trybie. Zazwyczaj wolelibyśmy, by namysł był obecny – choć za jakość płacimy szybkością.

Co, jeśli usuniemy odpowiedź? Dalej proces zdaje się mieć sens. Mamy pytanie i namysł nad nim; nie na każde pytanie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Może być i tak, że nie na każde pytanie istnieje odpowiedź. Jest jednak wartość w samym dążeniu, jeśli pomyślimy o nim jako o treningu naszego intelektu albo jeśli z namysłu zaczynają wynikać kolejne pytania, na które możemy szukać odpowiedzi – możliwe, że bardziej skutecznie.

Ta ostatnia obserwacja – że namysł, nawet jeśli ponosi porażkę w odpowiedzi na konkretne pytanie, które przed nim stoi, ma potencjał do stworzenia nowych ścieżek dla naszego umysłu – naprowadza nas na myśl, że to w namyśle właśnie jest kluczowa wartość stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Jest w tym podejściu coś nęcącego, jakaś obietnica nieskończonej, nieustannie rozwidlającej się ścieżki. Jest w nim też coś niepokojącego – perspektywa zagubienia w bezcelowości. Czy możemy uczynić z dążenia cel? Czy to wyeliminuje wspomniany lęk?

Choć nadal nie mam odpowiedzi, mam nieco klarowniejszą intuicję, która zdaje się wytrzymywać pobieżne sprawdzenie: sednem pytania nie jest ono samo ani odpowiedź na nie, ale proces podążania od jednego do drugiego. Zdaję sobie jednak sprawę, że to dalece niesatysfakcjonujące dla inżynier, która pyta: czy most, który zbudowałam, runie czy będzie stał? Jej potrzeby i oczekiwania zdają się być zasadniczo odmienne od tych związanych z moim filozofowaniem.

To prowadzi mnie do dwóch pytań na koniec. Pierwsze to powtórzenie pytania tytułowego w pełniejszej (lepszej?) wersji:
Jaka jest hierarchia ważności między pytaniem, poszukiwaniem odpowiedzi i odpowiedzią?

Drugie to pytanie pani inżynier i pana filozofa:
Czy ta hierarchia musi być zawsze taka sama?

No i wreszcie:
Czy pytanie o wartość pytania wymaga odpowiedzi?


Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym co nowego pojawiło się na blogu oraz dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać nawet więcej stoickich treści to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!


PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w krytyce logiki i struktury oraz w korekcie tekstu.

Stoicka dychotomia: zależne i niezależne

Aby być szczęśliwym, swoje cele i pragnienia powinienem lokować tylko pośród rzeczy ode mnie zależnych. Gdy tak uczynię, będę miał pełną kontrolę nad tym, by spotykało mnie to, czego pragnę, i bym uniknął tego, czego spotkać nie chcę. Oto esencja stoickiej dychotomii kontroli i – w pewnym uproszczeniu – stoickiej recepty na spokój ducha, a wraz z nim szczęśliwe życie.

Recepta niezwykle prosta: zrozum, co od ciebie zależy, a co nie. Zdecyduj, że pragniesz tylko tego, co od ciebie zależne. Skoro jest od ciebie zależne, masz to zawsze pod ręką, na życzenie. Nasuwa się jednak kilka pytań.

Sytuacje życiowe bywają skomplikowane i niejednoznaczne – jak mam rozpoznać, co i kiedy ode mnie zależy?
Jak to „zdecydować, że tego pragnę”? To pragnienie jest decyzją?
Czy to, że coś jest ode mnie zależne, oznacza, że zawsze mogę sobie to dać lub tego uniknąć? To nie zgadza się z moją intuicją! Co z czynnikami zewnętrznymi? Czy nie we wszystkim, co robimy, działają inne siły?

Zacznijmy od pierwszego z pytań – jest najbardziej fundamentalne i jego klarowne zrozumienie pomoże nam w odpowiedzi na pozostałe dwa. W kwestii rozpoznania, co jest od nas zależne, a co nie, stoicyzm daje jasną i koncepcyjnie prostą odpowiedź. Sięgając do Epikteta:

Niektóre rzeczy leżą w naszej mocy, inne zaś nie. W naszej mocy leżą: osądy, dążenia, pragnienie, awersja, odwracanie się od rzeczy; innymi słowy, wszelkie nasze czyny. W naszej mocy nie leżą: ciało, majątek, reputacja, piastowane stanowiska, a więc to, co nie jest naszymi czynami.[1]

Naszym dziełem są stany naszego umysłu i ducha. To, co poza nie wykracza, nie jest od nas zależne. Zauważmy tu, że „zależy od nas” jest rozumiane bardzo wąsko – jako coś, co całkowicie od nas zależy i od niczego innego. Weźmy przykład ciała: większość z nas, według potocznego rozumienia, powiedziałaby, że nasze ciało jest od nas zależne. Czy jednak możemy aktem woli uleczyć chorobę? Czy możemy sprawić, by odrosła nam ręka? Nie. Ciało może zostać uwięzione przez innych ludzi, ciało może zostać przez nich zniszczone. Nie jest więc od nas w pełni zależne, czyli w stoickim rozumieniu jest od nas niezależne.

Tak drastyczne rozróżnienie może budzić sprzeciw współczesnego człowieka, który chce dopatrywać się kontroli tam, gdzie ma jej choć trochę. Nie będę tu polemizował z tym podejściem; dodam tylko na marginesie, że niektórzy współcześni stoicy mówią o trychotomii kontroli, dodając „rzeczy od nas częściowo zależne”.[2]

Zerknijmy od razu na trzecie z pytań, jako że powyższe uściślenie rozumienia tego, co zależne i co niezależne, odpowiada na nie. W rozumieniu stoickim to, co ode mnie zależne, jest zawsze pod moją kontrolą i tylko moją. Mogę to dowolnie zmienić; nikt inny nie może tego zmienić ani zaburzyć bez mojego przyzwolenia. Tam, gdzie czynniki zewnętrzne mają choć odrobinę sprawczości, sprawa nie jest od nas zależna. W szczególności wynik naszych działań nigdy nie jest od nas zależny!

Jako ostatnie rozważmy pytanie drugie. Czy pragnienia są kwestią wyboru? Prawdopodobnie intuicja podpowie większości z nas, że nie – pragnienia nie są kwestią wyboru. Pragniemy pewnych rzeczy i możemy te pragnienia zaspokoić (ulec im) albo ich nie zaspokoić (powstrzymać się lub pokonać pragnienie). Większość z nas pewnie stwierdzi też, że pragnienia należy zaspokajać, o ile nie szkodzą innym.

Stoicki punkt widzenia na tę kwestię jest diametralnie odmienny. Choć stoicy zgodzą się, że w momencie, w którym poczułem pragnienie, mam dwie wymienione powyżej opcje, to nie zgadzają się, że długofalowo pragnienia są poza naszą kontrolą. W skrócie: nie musisz pragnąć tego, czego pragniesz. To kwestia wyboru. Pragnienie jest jednym z przekonań, które żywimy – a może ma źródło w przekonaniu. Jest to przekonanie typu: „X jest dla mnie dobre”, gdzie X to coś, czego pragnę. Tu intuicyjnie nie ma kłopotu: jeśli jestem przekonany, że coś jest dla mnie dobre, to tego pragnę.

Haczyk tkwi w tym, że możemy modyfikować nasze przekonania. Możemy zmienić przekonanie „X jest dla mnie dobre” na przekonanie „X jest dla mnie obojętne”, „X jest dla mnie złe” lub „X jest dla mnie dobre, ale stoi w sprzeczności z Y, które jest dla mnie lepsze”. Wraz z taką zmianą następuje zmiana pragnień. Jeśli coś uznajemy za złe lub obojętne – nie pragniemy tego. Z dwóch wykluczających się opcji pragniemy tej, która jest bardziej wartościowa.

Czy proces takiej zmiany jest prosty? Nie – to czasochłonna i trudna praca, która przynosi czasem mieszane rezultaty. Nasze przekonania to skomplikowana plątanina, której niemała część pozostaje na co dzień skryta przed nami w podświadomości. Świadomie możemy mieć przekonanie, że zdrowa dieta jest ważniejsza niż smak pączków, ale podświadomie możemy nadal głęboko wierzyć, że pączki są dla nas najlepsze. Póki nie dotrzemy do tego nieświadomego przekonania i go nie podważymy, wciąż będziemy – od czasu do czasu – odczuwać pragnienie zjedzenia pączka. Zmiana jest więc trudna, ale możliwa.

Zależne są od nas nasze decyzje, pragnienia i sądy. To na nich powinniśmy się skoncentrować, jeśli chcemy osiągnąć zadowolenie i szczęście. Jeżeli naszym pragnieniem będzie podejmowanie dobrych decyzji i wydawanie trafnych sądów, to jego spełnienie znajdzie się całkowicie w naszych rękach. Nikt nas nie powstrzyma przed osiągnięciem spełnienia, nikt nam go nie odbierze. Jeśli pragnąć będziemy zdrowia, pieniędzy, sławy, pozycji społecznej czy miłości – spełnienie znajdzie się w rękach losu i przypadku. Czasem go dostąpimy, czasem nie będzie nam dane – będziemy mieć poczucie braku kontroli nad własnym szczęściem, a to może przywieść nas do frustracji, lęku, wstydu i całego anturażu trudnych emocji, które staną się naszą codziennością.


Bibligrafia:

[1] Epiktet. Wybrane diatryby i Encheiridion. Gliwice: Helion, 2021.

[2] William B. Irvine. Przewodnik dobrego życia. Starożytna sztuka stoickiej radości. Wydawnictwo Aktywa, 2023.


Newsletter

Newsletter to wysyłany cyklicznie email zawierający informację o tym co nowego pojawiło się na blogu oraz dodatkowe treści rozwijające, komentujące i pogłębiające tematykę bloga.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z najnowszymi materiałami i chcielibyście otrzymywać nawet więcej stoickich treści to zapraszam do subskrypcji!

Jako prezent na start otrzymacie krótki dokument przedstawiający praktyczne porady jak wykonywać poranny i wieczorny przegląd siebie!


PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w krytyce logiki i struktury oraz w korekcie tekstu.

O granicach wolności – część pierwsza

W artykule omówiono różne aspekty wolności z perspektywy etyki stoickiej. Istotne są: wolność sumienia, wyrażania myśli i słowa, które wspierają refleksyjność jednostki. Zidentyfikowano zagrożenia dla wolności, takie jak nieumiarkowanie czy wewnętrzne ograniczenia. Poruszano również role innych rodzajów wolności w kontekście osobistej i społecznej refleksji.

W poprzednim artykule zdefiniowaliśmy etykę stoicką i pokazaliśmy jak można wywieść z niej hierarchię wartości. Dzisiaj zagłębimy się w temat wolności. Rozważymy go z dwóch perspektyw: indywidualnej i społecznej. Zastanowimy się, jakie są jej przejawy, czy i dlaczego jest ona dobra i co jest dla niej zagrożeniem.

Dla przypomnienia fundamentalną tezą etyki stoickiej jest: dobrym jest to, co zwiększa refleksyjność w świecie.
Dodane 8 kwietnia 2025:
Wolność jednostki to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji. Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.
Wolność społeczeństwa to suma wolności jego członków.

Rodzaje wolności

Wolność przejawia się w wielu postaciach i może być różnie rozumiana. Na potrzeby tej dyskusji nazwę i zdefiniuję kilka rodzajów wolności, które są powszechnie znane i nie budzą kontrowersji. Poddam je analizie w kontekście etyki stoickiej, by stwierdzić czy kwalifikują się jako dobro.

Wolność słowa
Oznacza swobodę wypowiadania myśli, poglądów, pragnień i opinii, odbywającą się na piśmie, w mowie czy z użyciem innych form ekspresji. Swoboda oznacza brak kary, zagrożenia karą i lęku przed karą przy podejmowanie wymienionych aktywności. Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: cenzura artykułu w gazecie,
społeczne: powszechnie uznawany za temat tabu,
wewnętrzne: autocenzura wywołana toksycznym wstydem.

Wolność sumienia
Oznacza swobodę do posiadania myśli, fantazji, emocji, ocen, moralności, wartości, refleksji, seksualności i decyzji. Nie dotyczy wyrażanie tych stanów wewnętrznych, tylko ich odczuwania.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: indoktrynacja ideologiczna, grożąca karą za odstępstwa w myśleniu,
społeczne: określanie pewnych preferencji seksualnych jako złych,
wewnętrzna: tłumienie emocji, uważanych za niewłaściwe.

Wolność wyznania
Oznacza swobodę do braku wiary, wiary w dowolne bóstwa lub ich nieistnienie, uznawania dowolnej etyki lub filozofii, a także do ich wyrażania i praktykowania. Jest połączeniem wolności słowa i myśli, w kontekście rozumienia szeroko pojętej duchowości.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz wyznawania konkretnej religii,
społeczne: wypędzanie wyznawców innej religii ze społeczności,
ekonomiczne: zakazywanie handlu przedstawicielom danego wyznania,
wewnętrzne: przyjmowanie bez kwestionowania religii rodziców.

Wolność poruszania się
Oznacza swobodę do przemieszczania się, wyboru miejsca pobytu, podróżowania i wędrowania, z użyciem dowolnego środka transportu.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przekraczania granicy państwa,
społeczne: przemoc wobec obcych na ulicy,
ekonomiczne: brak środków na opłacenie podróży,
wewnętrzne: lęk przed wyjściem z domu.

Wolność cielesna
Oznacz swobodę do decydowania o swoim ciele, jego życiu, modyfikacjach, uszkodzeniach, poruszeniach, wyglądzie, także wolność od uszkodzenia i krępowania ciała przez osoby trzecie. Jest to udzielna władza nad ciałem i jego członkami.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przerywania ciąży,
społeczne: pobicie do nieprzytomności przez opryszków na ulicy,
wewnętrzne: obsesyjne objadanie się pomimo chęci utraty wagi.

Wolność ekonomiczna
Oznacza swobodę posiadania, gromadzenia i zachowania dóbr materialnych, oraz ich wymiany z innymi, także swobodę zatrudniania i bycia zatrudnionym za wynagrodzeniem. W dobra materialne włączam także własność intelektualną.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz sprzedaży papierosów nieletnim,
społeczne: obrabowanie mieszkania przez złodzieja,
ekonomiczne: inflacja zmniejszająca wartość oszczędności,
wewnętrzne: zakupoholizm.

Wolność z perspektywy jednostki

Stoickimi imperatywem etycznym jest zwiększanie refleksyjności w świecie, rozważając wolność z perspektywy jednostki, dla uproszczenia zawęzimy to kryterium do osobistej refleksyjności. Jej globalne aspekty rozważmy w ramach omówienia perspektywy społecznej.
Różne wolności nie są jednakowo istotne dla refleksyjności jednostki, przykładowo wolność sumienia jest istotniejsza niż wolność przemieszczania się. Uszeregowałem je wstępnie według istotności i w tej kolejności omówię ich wpływ na refleksyjność

Fundamentem naszej refleksyjności jest wolność sumienia. Oznacza ona swobodę umysłu do przetwarzania informacji, decydowania, wyciągania wniosków – czyli bycia refleksyjnym. Ograniczenie tej wolności będzie godzić w naszą refleksyjność. Dobra wiadomość jest taka, że świat zewnętrzny nie zagrozi naszej swobodzie w tym zakresie, o ile mu na to nie pozwolimy. Zła wiadomość jest taka, że jej największy wróg czai się tuż, tuż – to my sami, a konkretnie nasz mózg.

Kojarzycie stan w chorobie, gdy myśli się plączą, trudno przypomnieć sobie fakty, wyciąganie wniosków i rozumienie są powolniejsze i ospałe? W tym stanie wolność myślenia jest ograniczona. Nie tracimy całkowicie zdolności refleksji, ale ich wydajność i poprawność spadają. Więc jest dobrym utrzymywanie ciała w zdrowiu, a gdy zachorujemy leczenia go. Naturalnie od czasu do czasu złapie nas przeziębienie czy inna infekcja, tego nie kontrolujemy.
Inaczej sprawa się ma, gdy sami doprowadzamy się do takiego stanu: kiedy zaniedbujemy higienę snu, nie wysypiamy się i chodzimy zmęczeni, funkcjonowanie refleksyjności jest upośledzone. Kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, tracimy wiele z wolności myśli, funkcjonowanie umysłu jest głęboko zaburzone – jakość i ilość naszej refleksyjności maleje. Gdy odczuwamy objawy kaca, zaburzenie trwa nadal – tracimy jeszcze więcej wydajności myślenia. Przykłady można mnożyć: od bezmyślnego gapienia się w telefon, do wstrzykiwania w żyłę heroiny – takie zachowania obniżają zdolność do refleksji, a decyzje o podejmowaniu ich są błędne.

Kojarzycie stan jasności myśli przychodzący po intensywnym wysiłku albo po dobrze przespanej nocy? Odpowiedzi na trudne pytania zjawiają się same, skomplikowane problemy upraszczają się i znajdujemy na nie rozwiązania, myśli, które nas nawiedzają, możemy przepracować i rozwikłać. To optimum funkcjonowania umysłu, czas, gdy wolność myśli osiąga maksimum. Jest korzystne dla refleksyjności, by jak najczęściej i jak najdłużej przebywać w tym stanie.
Czy można w nim być nieustannie? Nie, z upływem czasu nasza energia się wyczerpuje, tracimy klarowność myśli. Póki nauka nie osiągnie przełomu w medycynie wydajności, lepiej pogodzić się z cyklicznością, której poddane są nasze ciała. Nie oznacza to, że powinniśmy spocząć na laurach, jest wiele działań, które możemy podjąć, by maksymalizować optimum funkcjonowania, przedłużać je i czynić częstszym.
Po pierwsze, unikajmy tego, co szkodzi wolności myśli. Po drugie, dbajmy o zdrowie, ruch i wysiłek, dobre odżywianie, aktywne znajomości oraz uśmiech i radość życia. Po trzecie, twórzmy rutyny sprzyjające pracy mózgu: stałe pory snu, jedzenia, refleksji, lektury i tak dalej.
Filozofia stoicka oferuje praktyki i ćwiczenia, których celem jest maksymalizowanie naszej refleksyjności. Warto z nich skorzystać! Wiele narzędzi terapii poznawczo-behawioralnej wywodzi się ze stoickich praktyk.

Czy mieliście kiedyś sytuację, gdy stłumiliście gniew, bo uznaliście, że nie powinniście go czuć? Czy zdarzyło się, że poczuliście wstyd z powodu fantazji seksualnej? Czy pojęliście decyzję, nie rozumiejąc, dlaczego taką właśnie? To kilka z setek sytuacji, w których sami ograniczamy naszą wolność sumienia. Może to być związane z oddziaływaniem naszej podświadomości, gdy pojawiają się emocje i decyzje, niewynikające ze świadomych procesów myślowych. Inna możliwa przyczyna, to wychowanie: „nie wolno ci się złościć!”. Jeszcze inna to tematy tabu, zabronione nawet w myśli. Wszystko to szkodzi refleksyjności. Ograniczając te zjawiska w naszym funkcjonowaniu, odzyskujemy swobodę myśli.
Sposobów jak to zrobić jest wiele. Stoicyzm oferuje kilka skutecznych praktyk, wiele oferuje terapia i różne formy autoterapii. Niejedno można uzyskać z prostej, szczerej rozmowa z drugim człowiekiem. Kilka sposobów, szczególnie wokół decyzji, można także znaleźć na tym blogu.

Nie można przecenić znaczenia wolności sumienia dla jakości naszej refleksji. Jeśli zostanie nam odebrana, to refleksyjność zginę wraz z nią. Jej umniejszenie umniejsza w nas dobro. Nie przychodzi mi do głowy przypadek, w którym warto byłoby ją ograniczać – jeśli ktoś taki zna, chętnie się dowiem!
Jest najważniejszą ze wszystkich wymienionych, więcej, jest najważniejszą wartością w ogóle. Jest jak maska tlenową w samolocie, najpierw zakładamy ją sobie, byśmy byli w stanie pomóc innym. Wolność sumienia jest jak ta maska, tyle że powinniśmy ją nosić na co dzień, a nie tylko w razie awarii.

Blisko związana z wolnością sumienia jest swoboda ich wyrażania, czyli wolność słowa. Rozumiem ją szeroko, jako dowolną formę ekspresji idei, emocji, przemyśleń. Jej dobroczynny wpływ na refleksyjność jest podwójny: wyrażanie myśli pozwala je uporządkować oraz uzyskać informację zwrotną, która jest paliwem dla dalszej refleksji. Kiedy inni wyrażają swoje przemyślenia, my je odbierać i używamy jako punktów wyjścia do dalszych rozważań. W obu sytuacjach refleksyjność rośnie!

Czy zdarzyło wam się, że opowiadaliście o swoim pomyśle i w miarę postępu wypowiedzi, sami zaczynaliście lepiej go rozumieć? Mnie zdarza się to często przy pisaniu. Sam akt przelewania myśli na papier pozwala przeanalizować je z innej perspektywy. Spojrzeć na nie z zewnątrz i poddać krytyce. Mogą ją przetrwać lub się rozpaść, w obu przypadkach refleksja zyskała na jakości.
Korzystanie w pełni z tej możliwości jest możliwe, wtedy gdy nie odczuwam strachu przed uzewnętrznianiem swoich myśli. Dla efektu nie ma znaczenia, jakie jest źródło strachu, czy jest to siła zewnętrzna (cenzura prawna lub społeczna) czy wewnętrzna (autocenzura). Jest ważne, wtedy gdy staramy się je usunąć.

Czy zdarzyło się wam, że czyjaś rada po wysłuchaniu waszego problemu, pozwoliła go skutecznie rozwiązać? Nie wszystko możemy dostrzec. Szczególnie gdy jesteśmy blisko problemu, tracimy perspektywę, gubimy się w utartych schematach. Wtedy w odblokowaniu naszej myśli pomaga informacja zwrotna. Niekoniecznie musi nam podawać rozwiązanie na tacy, wystarczy, że zainspiruje do świeżego spojrzenia na zagadnienie. Resztę zrobi nasz refleksja kwitnąca pod wpływem zwrotki.
Aby taki scenariusz mógł się urzeczywistnić, druga osoba musi być wolna od strachu przed wyrażaniem opinii, tak jak to opisaliśmy w poprzednim paragrafie.

Czy zdarzyło się wam, że po przeczytaniu książki wiele godzin myśleliście o perypetiach bohaterów, analizowaliście ich decyzje i alternatywne warianty historii? Dzieła sztuki inspirują naszą wyobraźnię, otwierają nowe horyzonty i rodzą myśli, których wcześniej w głowie nie było. Jest w nich siła komunikowania idei (szczególnie w literaturze) oraz inspirująca refleksję złożoność i głębia. Są w niej pytania i emocje, których sobie nie uświadamialiśmy. Nie każda książka, obraz czy opera obudzą tak potężne siły w naszym duchu, ale wiele z nich to uczyni, zasilając pokłady refleksyjności.
By tego dokonać, sztuka musi być wolna od cenzury, kulturowego tabu czy norm estetycznych. Wtedy ma największy potencjał. Każde ograniczenie, niezależnie od intencji, jest ciosem, osłabiającym jej magię.

Czy zdarzyło się wam zapłakać na pięknej arii w operze? Sztuka to nie tylko inspiracja dla myśli, to także źródło pobudzenie naszych emocji. Ci z nas, jak ja, którzy mają kłopoty z odczuwaniem emocji z powodu chorobliwej autocenzury, korzystają szczególnie z doznań estetycznych. Są to nowe wrażenia do zbadania, nowe odczucia, które wprowadzamy w nasz świat. Takie przeżycie zachęca do pogłębionej pracy nad sobą, do usuwania podświadomych barier i rozwijania emocjonalności. Zakładam, że dla ludzi z emocjami zaprzyjaźnionymi, sztuka pogłębia ich zrozumienie i również stymuluje refleksyjność.
Czyhają  na nią te same zagrożenia jak w poprzednim paragrafie.

Szczególnym przypadkiem wolności słowa, połączonym z wolnością sumienia jest wolność wyznania. Nie będę się nad nią osobno rozwodził, dla indywidualnej refleksji wszystko, co jej dotyczy, zostało pokryte w poprzednich punktach – to się zmieni, gdy przejdziemy do refleksji społeczeństwa.

Za zdolność do zabezpieczania swego bytu odpowiada wolność ekonomiczna. To swoboda do posiadania, kupowania, sprzedawania i produkowania dóbr (w tym własnego czasu oraz własności intelektualnej). Współcześnie jest mylnie rozumiana jako mandat, by posiadać więcej: mamy wolność ekonomiczną, a to znaczy, że możemy mieć więcej. To jest półprawda, bowiem prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: mamy wolność ekonomiczną to znaczy, że możemy mieć mniej, tyle ile nam potrzeba i nie więcej. Nie jest wolnym ekonomicznie ten, kto nie może przestać gromadzić coraz więcej!

Korzyści z wolności ekonomicznej to, przede wszystkim, zapewnienie sobie przetrwania – kto umrze z głodu, niczego refleksji nie podda. Więcej, kto musi walczyć o zapewnienie pożywienia i schronienia, nie ma zasobów na refleksyjne myślenie. Wolność do zapewnienia podstawy egzystencji jest niemal równie ważna, jak wolność sumienia.
Dla człowieka jest niezwykle istotne, by miał swobodę zadbania o swoje podstawowe potrzeby. Jak może to osiągnąć, nie jest szczególnie istotne dla końcowego efektu.

Drugim progiem wolności ekonomicznej, która uwalnia refleksyjność, jest bezpieczeństwo materialne. Czyli taki stan posiadania, który pozwala bez obaw patrzeć na naszą przyszłość ekonomiczną. Gdy nie musimy się lękać utraty pracy, bo mamy środki, by przetrwać czas poszukiwania nowej. Nie musimy się lękać kryzysów ekonomicznych, bo mamy zasoby, które możemy awaryjnie zmobilizować. Efekt takiego bezpieczeństwa nie jest tak uderzający, jak minimum egzystencjalnego, ale uwalnia nasze umysł i możemy poświęcić się refleksji, zamiast martwieniu się co przyniesie następny miesiąc. Także w czasie kryzysu mamy dzięki niemu więcej swobody myślenia.

Tak jak w przypadku większości wolności największym zagrożeniem dla wolności ekonomicznej jesteśmy my sami, a konkretnie nasze nieumiarkowanie i chciwość. Co początkowo jest wolnością, może przekształcić się w pułapkę nieustannej pogoni za więcej. Kluczem jest zrozumienie, że majątek wykraczający ponad progi opisane wcześniej, jest z punktu widzenia refleksyjności nieomal całkowicie bezużyteczny. Pieniądze wychodzące ponad próg bezpieczeństwa ekonomicznego, nie wnoszą nic do naszego życia, a czas poświęcony na ich zdobywanie, często jest stracony. Łatwo jednak popełnić błąd uogólnienia i na podstawie tego, jak ważne jest minimum egzystencjalne przypisani równie wielką wartość pieniądzom w ogóle. To krok w pułapkę nieumiarkowania, oddania się magii „więcej”, zamiast błogości „wystarczy”. Tak swoboda ekonomiczna się kończy, bo obsesja zarabiania nie jest żadną swobodą – jest więzieniem. Wolność zmienia się w swoje zaprzeczenie, które zamiast zwiększać naszą refleksyjność, ogranicza ją.

Umieszczenie wolności cielesnej tak nisko na liście może zaskakiwać. Jednak ze stoickiego punktu widzenia, jest to niespecjalny istotny aspekt naszej wolności, co pokrótce uzasadnię. Nie należy tego rozumieć, jako określenie tej wolności bezwartościową! Ma aspekty, które są istotne, choć w większości objawią się one w rozważaniach z perspektywy społeczeństwa.

Jej korzystny wpływ objawia się tam, gdzie idzie z pomocą innym wartościom, stanowiąc wsparcie i umożliwiając ich realizowanie. Kiedy nasze ruchu są ograniczone przez słabość ciała, nie jesteśmy zdolni realizować wolności poruszania się, aspektów wolności słowa oraz wielu przejawów wolności ekonomicznej. Nasz byt ekonomiczny może być zależny od wolności cielesnej, jeśli wykonujemy pracę fizyczną. Wolność cielesna jest fundamentem, na którym budujemy bardziej, a zdrowy fundament jest konieczny dla wzniesienia stabilnej budowli.

Kolejna korzyść z posiadania wolności cielesnej to poczucie kontroli, które nam daje. Sprawczość nad własnym ciałem pozwala nam z większą pewnością i spokojem myśleć o przyszłości. Strach nie jest dobrym kompanem dla refleksyjności i jeśli żyjemy w lęku o siebie – przed napaścią na ulicy, niechcianą ciążą etc. – trudno jest zmobilizować zasoby umysłu do zajmowania się abstrakcjami.
Jest to podobna sytuacja jak z wolnością ekonomiczną, gdzie, póki martwimy się o jedzenie i czynsz, nie zgłębiamy zawiłości filozofii.

Wolność cielesna ma potencjał, by przerodzić się w swoje zaprzeczenie. Zagrożenie to nie płynie z zewnątrz, tylko czyha w nas. Czasem jest to choroby, którą można i warto leczyć – otyłość olbrzymia, depresja etc. Czasem to choroby uzależnienia – od alkoholu lub innych narkotyków. Wtedy sprawa jest prosta – jestem chory, więc się leczę, leczenie bywa trudne, czasochłonne i nie zawsze skuteczne, ale nie ma wątpliwości, że jest konieczne. Częściej mamy podobne działania, które nie mają postaci chorobowej, są wadami charakteru: niesystematyczności diecie i ćwiczeniach fizycznych prowadząca do nadwagi, używanie substancji psychoaktywnych by emocje i się zrelaksować. W obu przypadkach twierdzimy, że realizujemy swoją wolność (do jedzenia, picia, palenia, zażywania tego, na co mamy ochotę), podczas gdy swoją wolność drastycznie ograniczamy. Nadwaga to ryzyko chorób naczyniowych, co prowadzić do przedwczesnej śmierci, a wcześniej do gorszego ukrwienia i funkcjonowania mózgu. Alkohol to czynnik ryzyka wielu chorób, ale przede wszystkim narkotyk upośledzający funkcje mózgu zaraz po spożyciu i w kolejnych dniach na kacu. Dodatkową kategorią, która może, acz nie musi być chorobą, to obsesja na punkcie wyglądu: nieustające kształtowanie sylwetki, bo nigdy nie jest dość dobra, liczne operacje plastyczne, bo nie akceptujemy w pełni swego ciała, anoreksja itd. – większość z nich może być nieszkodliwa, ale każde ma potencjał, by skraść nasze myśli w stopniu upośledzającym refleksyjność.

Ostatnie miejsce w hierarchii zajmuje wolność poruszania się, zazwyczaj obojętna dla refleksyjności. Tylko ekstremalne przypadki jej ograniczenia – np. lęk przed wyjściem z domu – poważnie szkodzą naszemu funkcjonowaniu intelektualnemu. Z drugiej strony, rzadko bywa korzystna, zazwyczaj jest dla nas po prostu obojętna.

Poznawanie innych kultur, kontakt z ludźmi z odmiennym spojrzeniem na świat, nauka nowych języków – to elementy, które niosą pewien pożytek dla naszego myślenia, poszerzają horyzonty. Podróżowanie zorientowane na chłonięcie takich aspektów jest korzystne i im więcej wolności, by ich doświadczać tym lepiej dla refleksyjności. Aby z tego dobrze korzystać, warto zadać sobie pytanie po podróży: czego mnie nauczyła? Jeśli nie potrafimy odpowiedzieć albo odpowiedź brzmi: niczego, spójrzmy krytycznie na nasze podróże, bo mogą być zwykłą stratą czasu.

Każdy z nas potrzebuje wypoczynku. Jest on niezwykle istotny dla refleksyjności, szczególnie gdy jest aktywny, pozwala oczyścić umysł, poukładać w głowie przemyślenia, nad którymi pracujemy. Regeneruje nasze zasoby energii. Pomaga w tym oderwanie się od codziennego otoczenia, które dystansuje nas od codziennych bolączek i natłoku spraw. W tym kontekście wolność przemieszczania się jest korzystna dla refleksyjności. Kwestią otwartą jest, jak daleko musimy się udać? Czy ma znaczeni, czy pojedziemy na Bahamy, czy do Białegostoku?

Brak wolności poruszania się stanowi problem w ekstremalnych formach, a także, gdy łączy się z trudnościami ekonomicznymi czy brakiem innych swobód, czyli jeśli odbiera nam możliwość wykorzystania innych wolności z listy. Na takie niebezpieczeństwa warto zwracać uwagę.
Przemieszczanie się rzadko stanowi problem samo w sobie, o ile nie przerodzi się w obsesję, potrzebę nieustannego bycia w ruchu i niemożność pozostania w miejscu. Zdarza się to rzadko. Wolność poruszania się pozostaje wartością dającą niewielkie zyski i niosącą niewielkie ryzyko.

W tym miejscu zatrzymajmy nasze rozważania. Podejmiemy je w kolejnym artykule, omawiając temat wolność a dobro społeczeństwa oraz badając na kilka popularnych poglądów na temat wolności.

O wdzięczności

Aron Anderson w swojej prezentacji omawia trzy kluczowe zasady: wzięcie odpowiedzialności za rzeczywistość, zdobycie właściwej perspektywy oraz przyjęcie wdzięczności w życiu. Inspirując się myślami Marka Aureliusza i Epikteta, akcentuje znaczenie akceptacji losu i skupienia na tym, co zależy od nas, by osiągnąć spokój ducha.

Dziś chciałem poświęcić nieco uwagi ciekawej prezentacji Arona Andersona (anglojęzyczna): https://www.youtube.com/watch?v=kLnd1UGMLrw&t=609s&ab_channel=TEDxTalks
Moim zamiarem jest ująć myśli w niej zawarte w kontekście doktryny stoickiej, ubarwiwszy je odrobinką własnych doświadczeń.
Niech naszym przewodnikiem będzie myśl Marka Aureliusza (punkt 2 pomijam jako nieistotny dla tych rozważań):
„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego; (…)
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Teraz zerknijmy na 3 elementy z prelekcji pana Andersona:

Take ownership (weź odpowiedzialność/zaakceptuj prawdę)
Pierwszy z trzech punktów to wzięcie odpowiedzialności, lub inaczej akceptacja rzeczywistości. Koncepcja, którą poruszałem w niedawnym wpisie, do której będę niejednokrotnie wracał, bo uważam ją za fundamentalną. W cytacie z Marka Aureliusza mamy: „nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego”, to znaczy widzę rzeczywistość taką jaka jest, nie zniekształconą przez moje przekonania, nie oszukuję sam siebie, wiem jaka jest moim dziełem i moją odpowiedzialnością. Wiem co jest moją rolą w życiu, słowami Epikteta:
„Pamiętaj, że jesteś aktorem w sztuce. Grasz postać zgodnie z wolą dramaturga. Jeśli sztuka jest krótka, to jest krótka; jeśli długa, to długa. Gdy dramaturg pragnie, byś odgrywał żebraka, nawet tę rolę graj dobrze, podobnie jak gdy jesteś kaleką, bogaczem lub przeciętnym człowiekiem. Na tym bowiem polega twoje zadanie, by dobrze odgrywać przypisaną ci rolę. Jej wybór należy do kogoś innego.”
Epiktet, Enchiridion, 17

W moim osobistym doświadczeniu kluczowym elementem powrotu do rzeczywistości, było zaakceptowanie tego, że jestem uzależniony. Na bazie tej prawdy mogłem podejmować dobre decyzje i budować swoje życie na nowo. Prawda jest solidnym fundamentem. Kłamstwo jest piaskiem, na którym nie wzniesie się nic trwałego.

Get perspective (Zdobądź właściwą perspektywę)
Drugi punkt Arona zgrywa się z 3 punktem Marka Aureliusz: „odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy”. Kiedy już zdobędziemy prawdziwy ogląd sytuacji, możemy rozgraniczyć to co od nasz zależy od tego co od nas nie zależy (fundamentalny stoicki podział świata na zależne i niezależne). Mając ten podział w ręku, możemy skoncentrować uwagę na tym co od nas zależne i kształtować to w najlepszy możliwy sposób.
Może nie zależeć ode mnie, czy pozostał mi rok życia, jak w przypadku koleżanki, o której mówi Aron, ale zależy ode mnie w jakim duchu ten rok przeżyję. Nie mam gwarancji, że spełni się wszystko co sobie postanowię, ale mogę zagwarantować, że zrobię wszystko co w mojej mocy by tak się stało i że sukces i niepowodzenie przyjmę z jednakim spokojem ducha.
To bardzo uwalniając perspektywa, słowami Marka Aureliusza:
„Jeśli za dobre i złe uznamy tylko rzeczy zależne od naszego wyboru, nie będzie powodu do obwiniania bogów lub okazywania wrogości innym ludziom.”
Marek Aureliusz, Rozmyślania, 6.41

Właściwa perspektywa wyswobadza nas od zawiści, złorzeczenia na los, użalania się. Uwalnia nas do czynienia tego co dobre i ważne.
W moim doświadczeniu, zrozumienie: że jest ode mnie niezależne to, że mój mózg jest uzależniony od alkoholu (w AA powiedziano by: jestem bezsilny wobec alkoholu); że alkohol funkcjonuje i będzie funkcjonował w społeczeństwie; pozwoliło mi się skoncentrować na tym co jest ode mnie zależne: na nie przebywaniu w towarzystwie pijących, nie tolerowaniu alkoholu w moim domu, pilnowanie by być wypoczętym, najedzonym, spokojnym, nie samotnym (tzw. HALT) i szeroko mówiąc przestrzeganie zasad i zaleceń, uczestniczeniu w terapiach i praca nad sobą. Karty zostały rozdane, rola przydzielona, a do mnie należy zagrać najlepszą możliwą partię.

Embrace gratitude (amor fati, umiłowanie losu, wdzięczność)
Ostatni punkt Arona zbiega się z ostatnim punktem Marka Aureliusza: „przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”. Stoicy wzywają do pełnej akceptacji naszego losu. Więcej jeszcze, do pragnienia tego co los nam zsyła i niczego innego:
„Nie pragnij, by wszystko toczyło się zgodnie z twymi oczekiwaniami. Zamiast tego chciej, by wydarzyło się to, co rzeczywiście się wydarza. Wtedy twe życie będzie upływać pomyślnie.”
Epiktet, Enchiridion, 8

Tak jak Aron mówi w swoim materiale, nie trudno być wdzięcznym gdy świat nas pieści, trudności pojawiają się wtedy gdy los się od nas odwraca. Sztuka (sztuczka) polega na tym, żeby przestać rozróżniać te dwa stany. To znaczy akceptować i przyjmować z wdzięcznością nasz los tak jak leci. Epiktet mówi: wszystkie twoje pragnienia mogą się spełnić, jeśli tylko zawsze będziesz pragnął dokładnie tego co ci się przydarza.
Bardzo trudna sztuka, mi samemu daleko jest do jej realnego praktykowania. Zbliżam się do akceptacji losu, a i to jeszcze nie w pełni, umiłowanie wciąż przede mną. Jest to jednak ważne i w połączeniu z poprzednimi punktami stanowi jedną z możliwych dróg do spokoju ducha. Słowami Epikteta:
„Dwie cechy sprawiają, że łatwo jest chwalić opatrzność za wszystko, co może się przydarzyć. Te cechy to: kompletny ogląd tego, co rzeczywiście wydarzyło się w danej sytuacji, i poczucie wdzięczności. Jaki jest sens oglądu bez wdzięczności? Co jest obiektem wdzięczności bez oglądu?”
Epiktet, Diatryby, 1.6.1-2

Wdzięczność i prawdziwy ogląd czynią nasze spojrzenie na świat kompletnymi.
Z mojego doświadczenia, a jak wspomniałem ta droga trwa, jest we mnie wiele wdzięczności za wspaniałych ludzi w moim życiu, za trzeźwy umysł, za wspaniałe czasy w których żyje, które oferują tak wiele możliwości rozwoju. Ale jest wciąż wiele gniewu i niezgody: na stracone lata, na rolę, którą alkohol pełni w naszym społeczeństwie etc.. Wciąż jeszcze przede mną, zrozumienie co w tym jest faktycznie w moje mocy a co nie, co mogę zmienić, a co warto zaakceptować by pewnego dnia pokochać.

PS.: Pozdrowienia dla Karola Klęczka za polecenie TEDx’a!