Dlaczego pijemy?

Ludzkie działania są nakierowane na zaspokajanie potrzeb. Kiedy podejmujemy akcję, uważamy, że jej efekt przyniesie nam coś, czego potrzebujemy. Nie zawsze wiemy, jaką potrzebę zaspokajamy, i nie zawsze nasze działania ją zaspokajają. Część decyzji jest podświadoma, część błędna.

Pytanie postawione w tytule ma jakąś odpowiedź dla każdego, kto sięga, sięgnął lub sięgnie po alkohol. Nie zawsze będzie wiedział, dlaczego to robi, ale zawsze stać za tym będzie nadzieja zaspokojenia potrzeby.

Aby zmniejszać obecność alkoholu w społeczeństwie, musimy zrozumieć motywacje, jakie skłaniają ludzi do sięgania po niego, oraz rozpoznać potrzeby, które zaspokaja – tak, byśmy mogli zaproponować alternatywy.

W tych rozważaniach rozpoznaję dwa oddziałujące na siebie elementy. Pierwszy to wspomniana już potrzeba. Jednak potrzeba może być zaspokojona na wiele sposobów. To, który sposób wybierzemy, zależy od drugiego elementu, który nazywam „zachętą” (dostępność, skuteczność, inne potrzeby zaspokajane przy okazji etc.). Do zachęt wrócę w kolejnych odcinkach podcastu.

W tekście będę łączył rozważania z poziomu społeczeństwa i kultury z rozważaniami na poziomie indywidualnym oraz systemowym. Celem jest zaprezentowanie kluczowych powodów do spożywania oraz zaproponowanie szerokiego spektrum alternatyw. Choć operuję skoncentrowany na przykładzie alkoholu, większość propozycji odnosi się z równym powodzeniem do innych narkotyków.


Metodologia SUMM

Na potrzeby tego artykułu wybrałem metodologię SUMM, tak jak ją zdefiniowano w następującej publikacji:
Roberta Biolcati, Stefano Passini,
Development of the Substance Use Motives Measure (SUMM): A comprehensive eight-factor model for alcohol/drugs consumption.
Wszelkie tłumaczenia z angielskiego oryginału są moje.

Wybrałem ją ze względu na szeroką grupę definiowanych powodów i dostępność szczegółowych pytań, które korelują z konkretnymi powodami. Metodologia odnosi się zarówno do alkoholu, jak i innych substancji psychoaktywnych.

SUMM definiuje osiem kategorii powodów do zażywania substancji:

  • wzmocnienie,
  • społeczne,
  • dostosowanie się,
  • przeciwlękowe,
  • przeciwdepresyjne,
  • sposób na nudę,
  • samorozwój,
  • wydajność.

Nie wszystkie mają zastosowanie do alkoholu. Dwie ostatnie wydają się mało istotne, gdy chodzi o tę substancję. Motyw samorozwoju kojarzę z psychodelikami (np. LSD), a motyw wydajności – ze stymulantami (np. amfetamina). Pominę je w dyskusji poniżej. Ich opis można znaleźć w cytowanym materiale źródłowym.


Społeczne (Social)

Cztery powody kryjące się za tą kategorią to:

  • Żeby być towarzyskim.
  • Jako celebrację/świętowanie.
  • Bo taki jest zwyczaj.
  • Bo pomaga mi cieszyć się przyjęciem.

Rozważania o tej ścieżce połączę z kolejną.


Dostosowanie (To fit in)

Charakteryzuje się następującymi motywami:

  • By nie czuć się wykluczonym.
  • By być lubianym.
  • Bo moi przyjaciele mnie do tego nakłaniają.
  • By dopasować się do grupy, którą lubię.

Chcę je zaadresować łącznie, bo wiele alternatyw jest adekwatnych dla obu. Są one zbliżone do siebie. Niektóre elementy zazębiają się: efekty społeczne dominują w starszym wieku, dostosowanie – w młodszym. Choć odpowiedniość nie jest idealna, omówmy je łącznie.

Zmiana w tej kategorii spoczywa głównie na naszych barkach, bo to nasze wybory determinują, jaki jest klimat kulturowy i społeczny, jeśli chodzi o używanie alkoholu. Opcji, co wybierać, jest wiele.

Najprostsza to bezalkoholowe zamienniki. Możemy nie zmieniać nic w sytuacjach społecznych i grupowych, poza tym, że wino będzie bezalkoholowe. Bezalkoholowe wesela, urodziny i inne okazje są możliwe i praktykowane. Im więcej ludzi będzie dokonywało takich wyborów, tym mniejsza presja społeczna na używanie alkoholu.

Dla małych spotkań nastawionych na socjalizację możemy znaleźć inspirację w innych kulturach. W basenie Morza Śródziemnego popularna jest kawa jako centrum małych rytuałów społecznych – wieczornych spotkań, szybkich wypadów po pracy, spędzania czasu w leniwy dzień ze znajomymi. W krajach azjatyckich taką alternatywą jest herbata. Opcji jest sporo. Możemy je wybierać, zachowując społeczny charakter spotkań, rugując z nich niezdrowy i otumaniający alkohol. Jakość rozmów przy herbacie będzie wyższa niż przy alkoholu.

Kultura to coś, co my tworzymy, a nie coś, co jest nam narzucone. Nasze wybory ją kształtują i spoczywa na nas odpowiedzialność za jej kształt. W naszych decyzjach zawiera się siła, by społeczne powody do picia zmienić, ograniczyć lub zlikwidować.

Wspomnę na marginesie, bo w tym artykule interesują mnie raczej pozytywne rozwiązania, że wpływ na ten aspekt będą miały także polityka cenowa (akcyza), dostępność alkoholu oraz upowszechnianie wiedzy o jego rakotwórczości – nawet w niewielkich dawkach – i o tym, że nie istnieje coś takiego jak „bezpieczna dawka”.

Przeciwlękowe (Anxiety-Coping)
Za działaniem przeciwlękowym kryją się cztery powody do zażywania:

  • By się zrelaksować/rozluźnić.
  • By czuć się bardziej pewnym siebie.
  • Bo pomaga mi, gdy czuję się zdenerwowany.
  • By zmniejszyć lęk.

Tu rozważania połączę z kolejną kategorią:

Przeciwdepresyjne (Depression-Coping)
Działanie przeciwdepresyjne to następujące powody:

  • By się rozweselić, gdy mam kiepski nastrój.
  • Bo pomaga mi, gdy mam depresyjny nastrój.
  • By wyłączyć negatywne myśli o sobie samym.
  • By przestać ruminować.

W tych kategoriach najsilniejszą konkurencją, choć równie albo bardziej toksyczną, dla alkoholu są… inne narkotyki. Nie są dobrą alternatywą, ale są alternatywą. Większość opioidów ma działanie przeciwlękowe i przeciwdepresyjne. Kwestia wyboru substancji zależy w dużej mierze od „zachęt”.

Alkohol jest łatwiej dostępny i tańszy (szczególnie w Polsce), ale działa tylko przez 45 minut do godziny, podczas gdy opioidy działają nawet kilkanaście godzin. Po uwzględnieniu, że dla uzyskania tego samego efektu trzeba zażyć wiele dawek alkoholu, kwestia kosztu może nie być tak oczywista.

Opioidy będą miały generalnie silniejsze działanie w tych obszarach.
Opioidy nie będą powodować tak silnych objawów zatrucia, ale są dużo łatwiejsze do przedawkowania i spowodowania bezpośredniego zgonu.
Są też silniej uzależniające niż alkohol, a objawy ich odstawienia są częstokroć znacznie silniejsze.

W jakimś sensie jest to wybór jak między dżumą a cholerą — obie alternatywy są niszczycielskie. Narkotyki nie stanowią zdrowej alternatywy dla alkoholu, co więc może nią być?

Zdrowe alternatywy w radzeniu sobie z lękiem i depresją są liczne i zależą od stopnia nasilenia objawów.

Dla silnych objawów mających znamiona choroby zdrową alternatywą jest leczenie psychiatryczne.

Niestety choroby psychiczne są nadal tematem tabu w naszym społeczeństwie, które krzywdzi wiele osób poprzez zniechęcanie ich do poszukiwania pomocy, wywoływanie wstydu i strachu przed osądem społecznym. Jest istotne, byśmy my, jako członkowie społeczeństwa, pracowali nad roztrzaskaniem tego tabu w drobny mak!

Od nas zależy, czy będziemy mówić o chorobach psychicznych z należytą otwartością, czy nie będziemy oceniać (także podświadomie) osób leczących się psychiatrycznie, czy będziemy rozmawiać z dziećmi i bliskimi o tych chorobach. Normalizacja tych zjawisk leży w naszych rękach!

Za wysiłkiem społecznym powinien iść wysiłek systemowy i finansowy. Potrzebne jest zwiększenie dostępności psychiatrów i psychoterapeutów refundowanych przez NFZ. Wykluczenie z systemu ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na prywatną psychoterapię czy leki zapisywane przez psychiatrów, jest niebezpieczną niedorzecznością.

W przypadku lżejszych objawów, gdy nie ma znamion choroby, kluczowa jest rola edukacji. Zarówno edukacja dzieci, jak i dorosłych ma znaczenie. Potrzebujemy zajęć z psychologami w szkołach, by uczyć młodych ludzi, jak radzić sobie z lękiem i smutkiem. Należy ich uczyć technik relaksacyjnych, medytacyjnych i innych, które w zdrowy sposób przynoszą ulgę od tych trudnych emocji. Przestrzegałbym tutaj przed stwierdzeniami typu: „Rodzice powinni uczyć dzieci takich rzeczy”. Mało który rodzic ma kompetencje, by to zrobić. To jak z pływaniem — niektórzy rodzice potrafią nauczyć swoje dzieci pływać, niektórzy nie, ale właściwie żaden rodzic nie jest w stanie nauczyć dziecka pływać tak dobrze, jak zrobi to profesjonalny instruktor. Nie ma powodu, by do kompetencji psychologicznych i emocjonalnych stosować niższy standard!

Choć nas, dorosłych, nikt tego nie uczył, nic straconego! Mamy zdolność i szansę, by zdobyć te kompetencje. Stworzenie przestrzeni dla psychoedukacji dorosłych jest szansą na poprawę jakości życia wielu osób. Optymalnie byłoby, gdyby była ona niewykluczająca i dostępna dla różnych warstw społeczeństwa.

Tutaj przestrzegałbym przed zakładaniem: „Ja nie potrzebuję, ja już to potrafię”. Może tak faktycznie jest, ale warto to sprawdzić, bo a nuż się mylimy.

Osobny element edukacyjny, który jest w mojej opinii ważny, to edukacja filozoficzna dzieci i dorosłych. Fundamentalnie chodzi o to, by uczyć się budowania poczucia sensu, stawiania pytań o sens życia, pracy z przekonaniami i wartościami. Nie chodzi o wykład z historii filozofii, tylko o podejście praktyczne, jak je stosowano w antycznej Grecji i Rzymie — filozofia jako konkretna i praktyczna sztuka życia.

Aktywności tego typu mogą stanowić uzupełnienie pracy psychologicznej i prowadzić do podniesienia jakości życia, obniżenia poziomu lęku i poprawy samopoczucia.


Sposób na nudę (Boredom-Coping)
Za tym punktem kryją się następujące cztery powody:

  • By mieć coś do roboty.
  • By rozproszyć nudę.
  • Bo nie mam nic lepszego do robienia.
  • By spędzić czas.

Ten powód wydaje się być trywialny, ale jest całkiem częsty. Tutaj plasują się osoby, które piją dwa piwa po pracy, przed zaśnięciem — po to, by przeczekać. Czasem oglądają przy tym mecz, film czy serial. Chodzi o to, by zagospodarować kawałek czasu, na który nie ma pomysłu.

Naturalnymi alternatywami są w tym przypadku inne pomysły na spędzanie czasu. Oczywiście nie może się to ograniczać do produkowania list alternatyw — chodzi o to, by te alternatywy były dostępne tak fizycznie, jak i mentalnie dla zainteresowanych. Przykładowo: świetnie jest mieć salę koncertową pięć minut od domu, ale jeśli nie mam żadnego doświadczenia z muzyką klasyczną, to będzie to dla mnie marna opcja.

Dostępność miejsc dla dzieci i dorosłych, gdzie można pograć w gry (minigolf etc.) czy potańczyć do skocznej muzyki — a wszystko to bez komponentu alkoholowego — to świetny sposób na spędzanie czasu. Szczególnie potańcówki — mężczyznom w naszej kulturze przydałby się trening odwagi, by byli zdolni tańczyć bez oszałamiania się alkoholem.

Zwiększony dostęp do miejsc kultury, czyli teatrów, kin i sal koncertowych, jeśli zostanie połączony z odpowiednią edukacją przygotowującą widza do konsumowania serwowanej tam sztuki, będzie świetną alternatywą.

Większe atrakcje, takie jak ogrody zoologiczne, muzea i parki rozrywki, mogą być świetnymi na spędzanie czasu w dni wolne, kiedy jest go więcej do zagospodarowania. Warto rozważyć, by nie było w tych miejscach alkoholu, szczególnie jeśli są finansowane ze środków publicznych (na was patrzę, moje kochane ogrody zoologiczne!).

No i wreszcie — edukacja młodzieży i aktywizacja dorosłych to elementy, które powinny uzupełnić system. Promowanie czytelnictwa może samo w sobie znacząco pomóc w przeciwdziałaniu nudzie. Wszelkiego rodzaju warsztaty kreatywne, takie jak malowanie czy granie na instrumentach, mogą być cenne, o ile nie stają się kolejnym pretekstem do picia.

Wzmocnienie (Enhancement)
Za pojęciem wzmocnienia kryją się cztery powody:

  • Bo to dobra zabawa.
  • Bo to ekscytujące.
  • Aby osiągnąć haj.
  • Bo sprawia, że czuję się dobrze.

To popularny powód stojący za zażywaniem alkoholu i innych narkotyków. Celem są różne formy odczucia przyjemności. Całej złożoności tego motywu nie omówię dziś, ale wrócę do niego w przyszłości.

Jest to najtrudniejszy do zastąpienia efekt działania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że alkohol powoduje trzykrotnie wyższy wyrzut dopaminy niż seks, a metamfetamina wywołuje dziesięciokrotnie większy — czyli zażycie tych substancji jest odpowiednio trzy- i dziesięciokrotnie bardziej przyjemne niż orgazm — to dojdziemy do wniosku, że nie mamy do zaoferowania żadnej równie intensywnej, zdrowej alternatywy.

W starciu na chwilowe odczucie przyjemności nigdy nie wygramy z narkotykami. Aby osiągnąć postęp na tym polu, musimy przedefiniować zasady gry.

Sposobem na to jest edukacja, tym razem w sztuce odraczania gratyfikacji. Choć w odczuciu przyjemności „tu i teraz” alkohol i inne narkotyki są bezkonkurencyjne, to jednak wypadają bardzo blado, gdy zastanowimy się nad odczuciem długoterminowym. W skrócie — za przyjemność zażycia substancji płaci się cierpieniem dnia następnego i w kolejnych (czasem po latach).

Trwałym sposobem na osłabienie wzmacniającego charakteru narkotyków jest nauczenie dzieci i dorosłych, by przykładali większą (odpowiednią) wagę do odroczonej gratyfikacji. Wiele technik medytacyjnych i mindfulnessowych może przyjść z pomocą.

Jest jeszcze jedna ścieżka — dość niszowa, ale dla niektórych osób obiecująca — ścieżka sportów ekstremalnych. Chodzi o zastąpienie dopaminy adrenaliną, której narkotyki zwykle nie wyzwalają. Tutaj stawiamy przeżycie czegoś ekstremalnego ponad zażycie substancji. Jednak dla osób z awersją wobec ryzyka nie będzie to dobre rozwiązanie.


Ścieżki, równoległość, zmienność
Jest kilka obserwacji, które nasuwają się przy rozważaniu powyższych powodów.

Pierwsza: kilka powodów może występować równocześnie. Mogę sobie wyobrazić, że „wzmocnienie” i „przeciwlękowe” jednocześnie są potrzebami, które zaspokaja alkohol. Jedna z nich może być dominująca albo mogą być równorzędne. Współistnieć może też więcej niż dwie.

Druga: powody mogą być zmienne w czasie — zarówno w skali całego życia (za młodu mam inne powody niż na starość), jak i w skali dni czy tygodni (w środę mogę mieć inny powód niż w sobotę; w Sylwestra piję z innego powodu niż na urlopie w sierpniu).

Trzecia: powody mogą podążać pewnymi ścieżkami w trakcie życia. Niektóre z nich są „powodami wejścia”, czyli dla nich zaczynamy pić, ale kontynuujemy ten proceder już z innych. Mogą się one także zapętlać, gdy wracamy do powodów, które motywowały nas w przeszłości.

Przykładowo, moja ścieżka przedstawiała się następująco:
Zacząłem od powodów społecznych i dostosowania się. Szybko dołączyło do nich działanie przeciwlękowe. Z czasem społeczne i dostosowanie się zanikały, ale weszło do gry także wzmocnienie. Nieco później, kiedy zacząłem pić w samotności, radzenie sobie z nudą stało się istotne. Pod koniec wzmocnienie i radzenie sobie z nudą zanikły, ale weszło działanie antydepresyjne, które paradoksalnie „leczyło” depresję przez alkohol wywołaną.

Wielu ludzi przechodzi prostszą ścieżkę. Na przykład zaczynają od działania społecznego i na nim poprzestają do końca życia. Możliwych układów jest wiele.


Podsumowanie
Powody do sięgania po alkohol i potrzeby, które próbujemy nim zaspokajać, są bardzo różnorodne. Kilka z nich może ze sobą koegzystować, nawzajem się umacniając.

Jeśli chcemy skutecznie ograniczyć spożycie alkoholu, musimy zaadresować kluczowe z nich i zaproponować realne alternatywy. To, w połączeniu z dobrą komunikacją o konsekwencjach picia, może być strategią prowadzącą do trwałej zmiany.

Pozostaje jeszcze kwestia „zachęt”, które umacniają alkohol jako sposób na realizację potrzeb. Im także musimy się przyjrzeć, by tworzyć dobre strategie.

Zostawię was dziś z kilkoma pytaniami, na które odpowiedzi mogą być dla was ciekawe:

  • Dla którego z tych powodów Ty pijesz?
  • Czy tylko dla jednego, czy dla wielu?
  • Czym możesz zastąpić alkohol w zaspokajaniu tej potrzeby? Może warto spróbować jakiejś alternatywy?

Dlaczego pijemy? (Podcast)

Dziś zapraszam do obejrzenia trzeciego już odcinka podcastu Premeditatio Bonum.

Rozprawiam w nim o powodach dla których spożywamy alkohol i potrzebach do których zaspokajania jest on używany.

Celem jest rozpoznanie co musimy zaoferować, by skutecznie konkurować z ofertą jaką alkohol niesie swoim użytkownikom.

W ramach eksperymentowania, za tydzień ukarze się na blogu pisemna wersja tego odcinka – uładzona i zredagowana – dla tych z was, którzy preferują lekturę!

Zachęcam do słuchania, komentowania, subskrypcji kanałów i dawania łapek w górę!

YouTube: https://youtu.be/tV42w19F0AQ

Spotify: https://open.spotify.com/episode/651n2MkrynubcdVfzjKzmF?si=AelzfsrXRge_JPnaNB9M-g

Strona bloga i podcastu na Facebooku: facebook.com/PremeditatioBonum

Recenzja książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” Annie Grace

Dzisiejszy wpis poświęcę na recenzję książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” autorstwa Annie Grace. Tytuł mówi wiele, domyślacie się zapewne, że książka traktuje o alkoholu i sposobach jego eliminacji z naszego życia. Pozycja ta jest pomocna dla ludzi używających alkoholu okazjonalnie i w umiarkowanych ilościach, w rozpoczęciu przemyśleń nad związkiem z tytułową substancją. Zadaje pytania o przyczyny i argumenty, jakimi się posługujemy, by zracjonalizować spożywanie tego narkotyku.

UWAGA: Książka ta nie jest przeznaczona dla osób uzależnionych! Dla uzależnionych jest terapia leczenia uzależnień! Po paru latach trzeźwości można sięgnąć po tę książkę, jako materiał dodatkowy, ale na razie to d…a w troki i na terapię!

Autorka oparła swoje podejście do przewartościowania roli alkoholu na koncepcji punktów liminalnych, czyli stanów zawieszonych pomiędzy dwoma możliwościami. Każdy z nich odnosi się do jednego z często przytaczanych powodów, dla których pijemy alkohol. Celem spoglądania na punkty liminalne jest przetestowanie, czy nasze przekonania są słuszne. Autorka zadaje pytania o doświadczenia i obserwacje leżące u ich podstaw, założenia, jakie na nich budujemy, wnioski, jakie z tych wyciągamy i wreszcie o samo przekonanie.

Spójrzmy teraz pokrótce na wszystkie przekonania, którymi autorka się zajmuje.

Pierwsze na liście: picie to nawyk. Pije, bo się przyzwyczaiłem, to część mojej rutyny. Tak jak kawa po śniadaniu, jak coś słodkiego na deser w niedzielę, tak wino do kolacji w piątek, to coś, co robię rutynowo. Czy aby na pewno? Skoro to tylko nawyk to bez trudu możesz z tego zrezygnować, prawda?

Drugie na liście: pije dla smaku. Jestem smakoszem, koneserem piwa i wina. Znam najlepsze szczepy winogron i każdą odmianę chmielu. Skala IBU, nasłonecznienie stoku, rocznik, słód – to dla mnie chleb powszedni. Wiem jaki alkohol dobrać do jakiej potrawy, by podkreślić smak jedzenia! Czy aby na pewno? Czy jesteś w stanie w ślepej próbie odróżnić najdroższe wino od taniego sikacza? Czy alkohol nie otępia kubków smakowych? Czy po piątym drinku czujesz jeszcze smak czegokolwiek?

Trzecie na liście: piję, bo alkohol dodaje odwagi. Kiedy wypiję, od razu łatwiej mi się rozmawia z ludźmi, nie krępuje się już tak bardzo dużą grupą wokół mnie. Jestem odważny. Wiadomo, że żołnierz przed bitwą musi wypić, żeby się dzielniej się sprawować! Czy aby na pewno? Alkohol tłumi strach, a odwaga to czynienie czegoś wbrew strachowi, jak możesz być odważny, jeśli nie odczuwasz strachu? Czy strach nie jest po to, by chronić nas przed niebezpiecznymi wyborami? Czy pozbywając się strachu, nie pozbywasz się tej ochrony?

Czwarty na liście: picie mnie rozluźnia i pomaga w seksie. Kiedy piję, jestem swobodniejszy w obejściu, bez problemu mogę zagadać do obcej osoby czy rzucić żarcik nawet w grupie, którą słabo znam. Mam umiar i wiem, kiedy przestać, żeby tylko trochę się rozluźnić. Czy aby na pewno? Nigdy nie zdarzyło ci się wypić więcej, niż planowałeś? Nigdy nie zrobiłeś pod wpływem czegoś, czego później żałowałeś?

Piąty na liście: picie łagodzi stres i koi nerwy. Po ciężkim tygodniu po prostu muszę rozładować stres. Kieliszek wina, piwo czy kolorowy drink rozpuszczają nerwowość nagromadzoną przez tydzień, czy dzień i pozwalają mi spokojnie zasnąć. Czy aby na pewno? Czy zauważyłeś, że kiedy minie godziny od spożycia alkoholu, twój stres wraca wzmocniony? Czy wiesz, że spożywanie alkoholu przed snem może ułatwić zaśnięcie, ale drastycznie pogarsza jego jakość?

Szósty na liście: picie czyni mnie szczęśliwym. Jak wypiję, jestem radosny, cieszę się życiem. Nawet jeśli chwilę wcześniej byłem smutny, kilka łyków sprawia, że się uśmiecham. Dzięki temu jestem szczęśliwy. Czy aby na pewno? Czy nie potrafisz odczuć radości bez alkoholu? Czy wiesz, że alkohol jest przyczyną depresji, obniżonego nastroju oraz wielu cierpień i krzywd? Czy uważasz, że poprzednie pytanie ciebie akurat nie dotyczy, bo ty czerpiesz z alkoholu szczęście?

Siódmy na liście: alkohol jest niezbędny do życia towarzyskiego. Ludzie piją, gdy spotykają się w grupie. Przy kolacji, na domówce – oczywiście, że wypiją kieliszek czy dwa, czasem nieco więcej. To naturalny element życia towarzyskiego, który ułatwia rozmowę i socjalizację. Wszyscy tak robią. Czy aby na pewno? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije alkoholu? Czy oni nie mają życia towarzyskiego? Czy widziałeś kiedyś bawiące się dzieci? Jak im się to udaje, skoro nie piją alkoholu?

Ósmy na liście: piję, by dopasować się do ludzi. W mojej kulturze picie jest przyjętym sposobem spędzania wolnego czasu. Osoby niepijące muszą się tłumaczyć z niepicia. Ja nie chcę się tłumaczyć. Ja chcę należeć, być częścią mojej społeczności! Bez alkoholu to prawie niemożliwe! Czy aby na pewno? Czy chcesz być zakładnikiem cudzych nawyków i nałogów? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije? Czy możesz ich odnaleźć?

Więcej szczegółów i konkretów znajdziecie w książce. Każde z tych pytań jest niezwykle ważne, bo często stoi za uzasadnieniem picia okazyjnego i umiarkowanego. Uzasadnieniem, które warto zbadać, bo może się okazać nonsensowne.

Zachęcam do lektury tej i odważnego poddania swoich założeń próbie. Cóż macie do stracenia? Przecież jeśli nie mylicie się co do waszego stosunku do alkoholu, to bez problemu odpowiecie na postawione w książce pytania i umocnieni będziecie pić dalej, a jeśli się mylicie, to będziecie mieć świetną okazję, by przewartościować swoje przekonania! Jak by sytuacja się nie potoczyła, tylko na tym skorzystacie.

O tym dlaczego pijemy

Autor postu dzieli swoje przemyślenia na temat alkoholu w sześciu hipotezach, które odzwierciedlają różne motywy jego spożywania. Przedstawia wpływ alkoholu na psychikę, przyzwyczajenia kulturowe oraz mechanizmy uzależnienia. Zachęca do refleksji nad własnymi powódami picia oraz ich konsekwencjami, podkreślając, że żaden powód nie jest naprawdę dobry.

Cykl ten miał być trylogią, ale po spisaniu ostatniej części, zdecydowałem, że podzielę ją na dwie. Pierwsza, podejmie próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego pijemy alkohol? Druga, opiszę wpływ alkoholu na psychikę i skutki, jakie niesie spożywanie alkoholu, dla społeczeństwa.
Przypominam tutaj, że do tej pory omówiliśmy:
1. Wpływ alkoholu na zdrowie
2. Uzależnienie od alkoholu

Ten wpis ma być zachętą do dyskusji nad powodami dla których pijemy alkohol. W poniższym tekście przytoczę tę, które przyszły mi do głowy. Wiem jednak, że jestem stronniczy, dlatego chciałbym usłyszeć od was: dlaczego pijecie?

Przedstawię sześć nie wykluczających się wzajemnie hipotez, każda z nich może być prawdziwa dla innej grupy ludzi. Co więcej, kilka może być jednocześnie prawdziwych dla jednego człowieka. Przy tych, z którymi sam miałem z nią doświadczenia, postaram się przedstawić przykład wzięty z mojego życia.

Kursywą wyróżniam autobiograficzne fragmenty.

Hipoteza 1: Co ukoi mój strach czyli psychotropy bez recepty
Kiedy wychodzę na spotkanie ze znajomymi czuję strach. Jeszcze nim wyruszę z domu, kręcę się, spoglądam nerwowo na zegarek. Wychodzę za wcześnie, znowu będę przed czasem. Mam nadzieje, że to nie problem, ale może jednak tak. Jaki dzisiaj będę? Radosny czy zgaszony? Jeśli zgaszony to czy będą mnie dalej lubić? Co będzie jak przestaną mnie lubić? Zostanę całkiem sam! Tak się nie da, tak się nie da… dzwonię do drzwi i zakładam, na twarz najbardziej wyjściowy uśmiech. Strach mnie jednak nie opuszcza, nie będę się dobrze bawił jeśli czegoś z nim nie zrobię.
To typowa sytuacja z jaką mierzyłem się przez większość mojego życia. Strach nawiedzał mnie zawsze kiedy musiałem znaleźć się w grupie osób. Nie miało znaczenia czy te osoby były mi obce, czy znałem je dobrze.
Budzę się rano i boję się wyjść spod kołdry. Nie chcę. Mam wrażenie, że jeśli odrzucę pościel to stanie się coś strasznego, coś czemu nie podołam. Kręcę się z boku na bok, zaciskam oczy udając, że nie widzę światła świtu. Mijają minut, a ja nadal się boję. Jak mam funkcjonować w takim stanie?
Lęk towarzyszył mi przez całe dnie. Najmocniej uderzał rano, zaraz po przebudzeniu, ale i w ciągu dnia przychodził falami.

Czy wiecie, że alkohol ma silne działanie przeciwlękowe? Działa bardzo szybko, już kilka minut po zażyciu, pojawia się uczucie ulgi, towarzyszy mu lekkie pobudzenie i wzrost chęci do działania. Pobudzeni mija szybko, ale działanie przeciwlękowe utrzymuje się od 45 minut do godziny. Kiedy ustaje, lęk wraca wzmocniony, o ile źródło lęku nie zniknęło w międzyczasie. To prowokuje do zażycia kolejnej dawki, a po niej kolejnej i kolejnej, i tak aż do utraty przytomności („zaśnięcia”). Przerabiałem ten schemat setki razy.
Strach jest naturalną i zdrową emocją. Nie jest zły, choć bywa trudny. Niesie dla nas informację, znika kiedy zostanie zrozumiany, kiedy informacja dotrze do celu czyli naszego świadomego umysłu. Jeśli zostanie chemicznie stłumiony nie może wykonać swojego zadania. Nawet jeśli jego przyczyna zniknie, pozostanie w naszym bagażu nieprzeżytych emocji.
Alkohol pozwalał mi mówić do ludzi. Strach i niepewność znikały w oka mgnieniu. Mogłem zacząć żartować, opowiadać historię, śpiewać piosenki. Przestawałem się bać. Bez alkoholu, nie chciałem być między ludźmi, bo czułem dyskomfort. Nawet z bliskimi znajomymi, nawet z rodziną, nie chciałem się zadawać na trzeźwo, bo się bałem.
Kiedy wchodzimy w grupę ludzi odczuwamy niepokój. Niektórzy z nas odczują strach czy lęk. To naturalne odczucia, których źródło dało by się wywieść od naszego ewolucyjnego dziedzictwa i tego jak ważne było w nim stado. Kiedy spojrzycie na grupę dzieci, które właśnie spotkały się po raz pierwszy, dostrzeżecie tą samą ostrożność, niepewność, strach. Kiedy spojrzycie na nie kilka minut później, będą już razem biegać i skakać. Dokonały czegoś, czego wielu dorosłych nie potrafi: poznały się nawzajem, rozproszyły swoje obawy i, swoją odwagą, przezwyciężyły lęk. Wielu dorosłych, w tym i ja, delegowało ten proces w całości na alkohol, tak, że zatracili umiejętność przełamywania barier z innymi bez pośrednictwa substancji.
Nie każdy lęk można przezwyciężyć, nie na każdy lęk jest odwaga. Jeśli jego źródłem są głębsze zaburzenia, może być potrzebna interwencja psychologa (psychoterapia) i/lub psychiatry (leki). Skorzystanie z takiej pomocy nie jest oznaką słabości, przeciwnie jest oznaką siły, dojrzałości i rozsądku.
Mam zaburzenia lękowe. Kiedyś leczyłem je alkoholem. Obecnie zażywam antydepresanty z grupy leków zwrotnego wychwytu serotoniny (z przepisu lekarza psychiatry) i bardzo sobie je chwale. Mają one następujące przewagi nad alkoholem:
+ nie uzależniają
+ nie powodują raka
+ nie powodują uszkodzeń mózgu
+ nie powodują kaca
+ działają 24 godziny na dobę, a nie tylko do godziny po zażyciu
+ pełna lista czego SRI nie robią w artykule o wpływie alkoholu na zdrowie
Jeśli potrzebujecie leku, udajcie się do lekarza. Nie polegajcie na byle czym, tylko dlatego, że możecie to kupić bez recepty w najbliższej żabce!

Hipoteza 2: Kalka społeczna czyli „zawsze tak było”
Kiedy dorastałem, alkohol był częścią większości spotkań: wesela, komunie, imieniny, urodziny, święta. Kiedy trafiłem do liceum i sam zacząłem pić, alkohol był częścią każdego spotkania z kolegami: domówki, ucieczki ze szkoły, urodziny, granie w gry. Kiedy poszedłem na studia, ze znajomymi wychodziło się na piwo, na drinka, na wódkę. Nikt nie zadawał pytania: hej, a właściwie to po co nam tu ten alkohol? Jego obecność była jako powietrze, po prostu jest. I jak powietrze, był przezroczysty, niewidzialny, niezauważalny, niekwestionowany. Przyzwyczajenie jest potężną siłą w naszym życiu. Ja przyzwyczaiłem się, że zawsze kiedy spotykam się ze znajomymi, musi temu spotkaniu towarzyszyć alkohol. Tak było zawsze, tak jest, i tak będzie. Dlaczego?
Przyzwyczajenie jest potężnym czynnikiem w naszym życiu. Setki drobnych i wielkich decyzji, które podejmujemy, pozbawione są refleksji, bo wypływają wprost z przyzwyczajenia. Z okresu swojego wychowania i dojrzewania wynosimy bagaż wzorców, czasem świetnych i użytecznych, czasem toksycznych, czasem obojętnych. Bagaż powiększa się w miarę jak idziemy przez życie. Dochodzą nowe wzorce, istniejące wzorce są utrwalane albo eliminowane. Proces ten zazwyczaj zachodzi poza naszą świadomością. Rzadko jest logiczną analizą istniejących schematów, refleksyjnym przewartościowaniem naszego zachowania i naszych automatycznych założeń.
Alkohol pełni obecnie w kulturze europejskiej rolę społecznego kleju. Jest nieodłącznym towarzyszem spotkań towarzyskich, czy to na wysokich szczeblach ludzi znanych i wpływowych, czy na nizinach społecznych pośród prostych robotników. Wszyscy w toku naszego życia zetknęliśmy się ze schematem spotkania towarzyskiego pod zbiorczym tytułem „chodźmy na piwo, pogadamy”. Dla wielu z nas, ten wzorzec jest typowy dla interakcji społecznych. Dla niektórych, jest jedyny.
Kiedy ostatnio zadaliście sobie pytanie, dlaczego spotykam się z kolegą/koleżanką przy alkoholu? Kiedy ostatnio poddaliście refleksji, jaką rolę spełnia alkohol w waszych życiu towarzyskim? Kiedy ostatni sprawdziliście, czy jest wam potrzebny do czegokolwiek?
Nieczęsto wychodzę na spotkania towarzyskie na których może się pojawić alkohol, ale zdarza mi się to od czasu do czasu. Ostatnio miałem przyjemność w takiej okazji uczestniczyć. Wydarzenie nie było mocno alkoholowe, większość uczestników nie piła, jednak substancja przewijała się, w bardzo klasyczny sposób, znany z miliona domówek w tym kraju. Przez cały wieczór, od czasu do czasu, pojawiało się we mnie pytanie: po co? Co by się zmieniło, gdyby alkoholu na tej imprezie nie było wcale? Byliśmy zgraną grupą, znającą i lubiącą się nawzajem. Rozmowa kleiła się bez problemu, także dla tych, którzy nie pili. Jestem stronniczy, więc możliwe, że czegoś nie dostrzegam, ale mój wniosek był taki, że alkohol na tym spotkaniu to był tylko kwiatek do kożucha, byłoby równie udane i bez niego.
Świętujemy przy użyciu alkoholu, wznosimy toasty: na Nowy Rok, na urodziny, na zdrowie (ta ponura groteska) i tak dalej. Stworzyliśmy społeczną kalkę wpisującą alkohol w rytuał świętowania – ciekawym byłoby prześledzić jak to się stał [1]. Odgrywamy scenki przy jedzeniu, zwykle z winem, odnoszące się do ponoć niezwykłego związku tego trunku ze smakiem potraw. Nie pytamy: jak substancja, która paraliżuje nasze kubki smakowe, ma pomóc w smakowaniu czegokolwiek? Nie poddajemy naszych przekonań logicznej refleksji.
Zachęcam was byście zerknęli na własną relację z alkoholem, na sytuacje w których oczekujecie, że będzie alkohol, w których wydaje się wam obecność alkoholu naturalna. Na przyzwyczajenia, które wiążecie z tym narkotykiem. Jestem ciekaw co odkryjecie, dajcie mi znać!

Hipoteza 3: Pobudź mnie czule czyli zaskakujący stymulant
Padam na twarz, za chwilę zasnę na stole. Szybko, no gdzie to piwo. O, jest. Duży łyk, jeszcze jeden i jeszcze jeden. Już czuję, że mogę podnieść głowę, nie zasnę. Kolejny. Kufel jest pusty. Mniej niż 10 minut. Dobra. Następne. Już trochę wolniej, ale i tak poniżej 20 minut. Kolejne. Pół godziny i z głowy. No teraz to mogę  zaczynać wieczór. Po senności nie ma śladu, strach zniknął, mam moc i energię. Jest dziewiąta wieczorem. Skończę zasypiając (tracąc przytomność?) o piątej nad ranem.
U około 10-15% populacji alkohol wywołuje niezwykły efekt – zamiast swojego zwyczajowego spowolnienia i otępienia powoduje pobudzenie i uczucie wzrostu energii, działa jak klasyczny stymulant! Jednocześnie uśmierza strach i powoduje rozluźnienie, działa jak klasyczny depresant! Jest to niezwykłe połączenie. Nie znam drugiej substancji psychoaktywnej, która miała by podobny efekt. To zjawisko jest czynnikiem ryzyka w zachorowaniach na uzależnienie od alkoholu. Osoby w ten sposób reagujące na alkohol, nie mają naturalnego hamulca, jakim jest dla większości: wypiłem za dużo, zasypiam. Dzieje się odwrotnie, im więcej wypiją tym są bardziej pobudzone. Piją w efekcie więcej, a także częściej, bo postrzegają dodatkowe korzyści z kontaktu z alkoholem. Jest więcej sytuacji, w których są gotowe sięgnąć po substancje. Większość ludzi gdy jest zmęczona, nie pija wcale albo pije mniej. Ja robiłem wręcz przeciwnie, im bardziej czułem się zmęczony, tym chętniej sięgałem po alkohol, by się pobudzić.
Kiedy wychodziłem z domu oczy mi się same zamykały. Byłem  niewyspany, skacowany. Umówiłem się jednak ze znajomym na mieście. Zbierając resztki energii dostałem się do tramwaju. Ledwo mogłem usiedzieć nie zasypiając. Przed oczami miałem mroczki. Dotarłem na miejsce, do jednego z lokali w centrum. Kolega stwierdził, że też jest zmęczony, trzeba się więc obudzić. Zamówiliśmy butelkę wódki i piwo na głowę. Podziałało. Nie pamiętam, co się działo w kolejnych godzinach (palimpsest alkoholowy), następna klatka to inny lokal w centrum. Kolegi już nie ma, a ja tańczę szaleńczo na parkiecie. Lokal pustoszeje. Jest piąta nad ranem. W końcu i ja wychodzę, chociaż mógłbym cisnąć jeszcze dłużej. Budzę się pod wieczór. Okazuje się, że zgubiłem okulary. Chyba przeszkadzały mi w tańczeniu. Idę do monopolowego po piwo, żeby się nieco obudzić.
Jeśli obserwujecie u siebie silnie pobudzające działanie alkoholu, nie chodzi tu o chwilowe pobudzenie zaraz po zażyciu, tylko efekt trwający około 45-60 minut, powinniście szczególnie uważać na swoją relację z alkoholem. Jeśli nie wiecie do końca jak to sprawdzić, to następujący test może pomóc, choć go nie polecam bo wymaga picia alkoholu (lepiej nie testować i po prostu przestać pić): wypijcie szybko szklankę wódki (200 ml). Odczekajcie kilka(naście) minut. Czujecie senność czy pobudzenie? Jeśli czujecie pobudzenie, jesteście we wspomnianych wyżej 15 procentach. Najlepsza rada jaką dla was mam: rozstańcie się z alkoholem. Nie eksperymentujcie, nie testujcie granic, nie zakładajcie, że znacie jakiś umiar. Każda z tych rzeczy was zwiedzie, a alkohol ma dla was tyle teoretycznej użyteczności, że ryzykujecie, że staniecie się od niego zależni.

Hipoteza 4: No przecież jak wypiję to jestem fajniejszy! Prawda? Prawda?!
Wychodzę na parkiet. Za chwilę moje kocie ruchy oszołomią wszystkich zgromadzonych. Zaczynam taniec, jestem jak natchniony, wyginam się wbrew prawom fizyki, moje ruchy są idealnie zgrane z rytmem piosenki. Ale to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo. Wracam po kolejnymi piwie. Nie wiem jak to możliwe, ale tańczę jeszcze lepiej. Za chwilę wszystkie kobiety w lokalu padną mi do stóp. Jestem królem tańca! Tylko dzięki alkoholowi, na trzeźwo jestem w tym beznadziejny, tylko komuś nogi podepczę. O kurwa, na coś nadepnąłem… a jakaś zołza podlazła mi pod buty, uważaj gdzie łazisz, ja tu tańczę!
Wielu pijących tego doświadcza: poczucie, że mogą więcej, że są stają się lepsi i fajniejsi, lepiej tańczą, gadka im się klei, żarty są śmieszne jak nigdy, a jak wsiądą za kółko, to mogą startować w rajdach! Mamy poczucie, że startujemy z niskiego pułapu, że jesteśmy kiepscy, mało interesujący, a ten magiczny napój dodaje nam sił, czaru i umiejętności. Wiemy jednak, że nie można przesadzić. Jak wypijemy za dużo, to staniemy się bełkotliwie, zaczniemy się zataczać etc.. Musimy znaleźć magiczną granicę, po której alkohol zaczyna nam szkodzić: „umiar”.
Nagraliśmy się kiedyś z kolegami po pijaku. Pamiętam tą imprezę, w trakcie czułem, że mamy fazę, że walimy dobre teksty, śpiewamy szlagieru Kultu lepiej niż Kazik, recytujemy „Pana Tadeusz” tak że Mickiewicz łezkę z zachwytu w niebie roni. Obejrzałem później nagranie, zobaczyłem obraz nędzy i rozpaczy: bełkot, pseudo mądrości, wulgaryzmy bez ładu i składu i wycie, którego nie sposób nazwać śpiewem. Szkoda, że nie dało mi to do myślenia.
Alkohol nas zmienia. Zmienia nas i to zawsze na gorsze. Nie może być inaczej jeśli się nad tym chwilę zastanowić. Narkotyk, który spowalnia nasze ruchy, opóźnia reakcję, odbiera kontrolę nad siłą i modulacją głosu, zaburza logiczne myślenie, wzmaga agresję, upośledza postrzeganie rzeczywistości, nie może korzystnie wpływać na nasze zachowanie! Gdy jesteśmy pod jego wpływem jak odmienne jest jednak nasze rozumienie. Poniżej wykres, ilustrujący te zależności.

Rzeczywistość alkoholowa jest niezmiernie prosta: od pierwszego kieliszka, piwa, drinka, stajemy się gorszymi ludźmi. Nie ma żadnego mitycznego „umiaru”, po którym sprawy przybierają zły obrót, jest monotoniczny zjazd w dół. Większość z nas jest fajna na trzeźwo, także nim zrobimy się kijowi musimy sporo wypić, ale każdy łyk sprawia, że postępujemy krok na drodze w dół.
Osoby pijące starają się chronić tą iluzję. Nie chcą konfrontować się ze swoim zachowanie po pijaku, nie chcą informacji zwrotnej z tego stanu. Często unikają towarzystwa osób trzeźwych, trzymają się innych pijących. Kiedy sami nie piją, dostrzegają te prawidłowości u innych osób, ale nie aplikują ich do siebie, czyli myślą: innych alkohol zmienia na gorszę, ale nie mnie, ja jestem wyjątkiem!
Dla osób, które uważają, że stają się po alkoholu lepsze, ciekawsze, zabawniejsze etc., proponuje eksperyment: nagrajcie się podczas jednej z imprez na kamerce i gdy już wytrzeźwiejecie i przejdzie wam kac, obejrzyjcie spokojnie i dokładnie ten zapis wideo. Bądźcie odważni i oglądajcie dalej, niezależnie jak niezręcznie zaczniecie się czuć.

Hipoteza 5: Przecież nie będzie pił sam! Czyli empatia
Z tą hipotezą nie miałem osobistego doświadczenia, znam ją z obserwacji. Chodzi o to, że gdy jesteśmy w towarzystwie i widzimy, że jedna osoba pije, dołączamy się do niej i też zaczynamy pić, by nie czuła się samotna i napiętnowana. Rozpoznajemy, że ktoś pić musi i dołączamy się do nich, by stworzyć komfortową sytuację.
Typowe dla gospodarzy na imprezie, którzy nie chcą zostawiać gości samych z alkoholem, nalewają go więc i gościowi i sobie – dla towarzystwa. Chcą by gość poczuł się swobodnie w ich domu.
To wydaje się być dobrym, sympatycznym, ludzkim powodem do picia. Nie zostawiamy potrzebującego człowieka samego sobie, pomagamy mu czuć się komfortowo w naszym towarzystwie. Jednak jest w tym złuda, bo to nie z nami osoba pijąca czuję się komfortowo, tylko z alkoholem. Podtrzymujemy komfort picia osoby, która, z dużą dozą pewności, pić nie powinna. Nieświadomie wyświadczamy im niedźwiedzią przysługę, bo nie ma nic lepszego dla osoby pijącej niż utrata komfortu picia!
Rada dla osób z tej grupy: przestańcie to robić! Poszanujcie swoje zdrowie i pozwólcie innym poczuć dyskomfort i wstyd płynący z ich decyzji. Pozwólcie im stracić komfort picia, on przynosi więcej szkód niż pożytku.

Hipoteza 6: No przecież piję! Patrz trzymam butelkę! Czyli „dajcie mi spokój”
Jest jeszcze jedna grupa, ludzie którzy piją „na odczepnego”, to znaczy po to by inni pijący dali im spokój. To osoby, które na kilkugodzinnej imprezie otworzą jedno piwo i nawet go nie skończą. Ciężko powiedzieć by w ogóle pili, dlatego nie poświęcę im wiele miejsca.
Mam dla nich tylko jedną radę: rozważcie czy nie przestać bawić się w te podchody. Chcąc nie chcąc, utrwalacie kulturę alkoholową, która przynosi bezpośrednie szkody społeczeństwu, w którym żyjecie. Ale jak ktoś nie ma ochoty kopać się z koniem, to rozumiem.

Podsumowując, przedstawiłem wam sześć hipotez co do tego dlaczego pijemy/pijecie alkohol. Więcej niż jedna z nich może stosować się do was. Możecie mieć swoje własne, których nie ująłem na swojej liście.
Chciałbym was zachęcić do dwóch rzeczy:
Po pierwsze, poddajcie refleksji swoje powody by pić. Macie teraz do dyspozycji część pierwszą tego cyklu, gdzie omawiamy negatywne skutki picia, macie dzisiejszy artykuł, macie czas na przemyślenia. Spróbujcie zważyć na jednej szali, korzyści jakie czerpiecie z picia alkoholu, na drugiej, negatywne konsekwencje picia. Czy rachunek się zgadza?
Po drugie, jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi przemyśleniami i powodami ze mną – w prywatnej rozmowie, w komentarzach, cokolwiek jest dla was komfortowe. Chętnie poznałbym więcej hipotez dlaczego pijemy i poddał je krytyce. Żadna z tych, które przedstawiłem dziś, nie jest dobrym powodem do picia. Może Ty masz powód, który jest dobry?

BIBILOGRAFIA

[1] „Ile możesz wypić? O nałogach i ich leczeniu”, Johannes Lindenmeyer
[2] „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu”, Annie Grace

O uzależnieniu od alkoholu – historia prawdziwa

Tekst opisuje doświadczenia osoby uzależnionej od alkoholu, przedstawiając mechanizmy uzależnienia, jak personifikacja alkoholu, iluzje i zaprzeczenia oraz rozdzielenie osobowości. Autor dzieli się refleksjami na temat emocjonalnych i fizycznych konsekwencji picia, a także strategii utrzymania trzeźwości w codziennym życiu.

„Kolejna noc się kończy nam
Rozkoszy i koszmarów
I każdy z nas zostanie sam
Gdy zatrzasną już ołtarz baru.”

Jacek Kaczmarski, „Przy ołtarzu baru”

Mechanizm nałogowego regulowania emocji – czyli jak zakochałem się w alkoholu
Posłuchajcie historii mojej największej miłości. Poznałem ją w liceum. Byłem zagubionym młodzieńcem, z trudem radzącym sobie z dojrzewaniem, odpowiedzialnością i relacjami. Te ostatnie były najtrudniejsze. Nikt mnie nie rozumiał! Byłem zbyt odmienny i nazbyt lepszy od reszty ludzi, by mogli mi dać ten rodzaj bliskości, którego potrzebowałem.
Romans zaczął się na dobre na półmetku liceum. Tak mi zawróciła w głowie, że rzygałem pod płotem zgięty w pół, ale wcześniej przytuliła mnie i ukoiła jak nikt wcześniej. Sprawiła, że byłem szczęśliwy, że przestałem się bać, że mogłem należeć. Moja luba – substancja o niepozornym wzorze chemicznym C2H5OH – tani rozpuszczalnik, paliwo do niektórych rodzajów silników, płyn do dezynfekcji powierzchni płaskich i rakotwórcza, uzależniająca neurotoksyna. Czy można sobie wymarzyć wspanialszą ukochaną?
Nie minęło wiele czasu, a we wszystkich emocjonalnych potrzebach polegałem tylko na niej. Po liceum, już na studiach, coraz częściej uśmierzałem nią swój strach i swoją samotność. Systematycznie stawała się niezastąpiona w moim życiu. Innych odsuwała na bok, już nie chciała się mną dzielić. Najbardziej lubiła i najwięcej mi dawała, gdy byliśmy tylko we dwoje.
Straszne były poranki gdy budziłem się roztrzęsiony, bez ukochanej przy boku. Czasem tak za nią tęskniłem, że musiałem ją ponownie spotkać i to jeszcze przed śniadaniem. Klinowałem straszne, lękowe kace. Byle przetrwać do wieczora.
Ciężko mi powiedzieć kiedy się zorientowałem, że to toksyczna miłość. Czy było to wtedy, gdy próbowała mnie zabić? Czy może wcześniej, gdy mnie jedynie okaleczała? Nie mogłem uwierzyć, że robi mi krzywdę. To ze mną musiało być coś nie tak. To ja ją źle traktowałem, używałem w niewłaściwy sposób. Moja ukochana musiała być bez winy, nieważne jakie iluzję i zaprzeczenia trzeba było stworzyć by taka pozostała.

Pierwszy z mechanizmów uzależnienia, mechanizm nałogowego regulowania emocji, określany jest niekiedy jako zakochanie się w alkoholu. Następuje personifikacja substancji i pojawiają się ukierunkowane na nią emocje. Zaczynamy traktować używkę jak bliską osobę, która nas wspiera, pociesza i kocha. Zaczynamy zdrabniać: piwko, winko, wódeczka.  Umiejscawiamy alkohol jako główne (jedyne) źródło regulacji emocji. Trudne emocje są uśmierzanie przy pomocy dawki, częściej wielu dawek, etanolu. To źródło szybkiej, łatwo dostępnej ulgi, nie wymagającej żadnego wysiłku z naszej strony. Zdrowe sposoby regulowania emocji: rozmowa z drugim człowiekiem, wysiłek fizyczny, medytacja i kontemplacja, zostają zmarginalizowane jako zbyt trudne i powolne. Ich podstawowa zaleta, czyli długofalowa skuteczność, jest umniejszana, a podstawowa wada etanolu, czyli długofalowa emocjonalna toksyczność, jest całkowicie ignorowana. Przede wszystkim jednak zapominamy, że mamy do czynienia z prostą molekułą, całkowicie nieczułą na nasze emocjonalne zaloty.
Inne relacje systematycznie schodzą na dalszy plan. Pojawia się poczucie, że nikt, poza używką, nas nie rozumie. To toksyczny związek, który generuje wewnętrzne i zewnętrzne komunikaty, że coś jest nie tak z naszym nastawienie do alkoholu. Nie możemy tego zaakceptować, musimy bronić czci naszej ukochanej, wytwarza się mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń – czyli jak stałem się mistrzem kłamstwa
Jakie to szczęście, że oni piją więcej! Byli pijani w sztok, a ja nawet nie byłem zrobiony. Jeśli ktoś tu ma problem to oni, a nie ja!
Przyszedł taki moment w moim piciu, gdy ludzie potrzebni byli do dwóch rzeczy: żebym mógł sobie mówić, że nie pije sam tylko w towarzystwie i jako punkt odniesienia, bym dowodził sobie, że nie piję tak dużo. Co z tego, że już od studiów, około 80% alkoholu wypijałem w samotności. Przecież od czasu do czasu wychodziłem z ludźmi „na miasto”, czyli piłem towarzysko. Co z tego, że wypijałem mniej od znajomych raz na 10 spotkań, na pozostałych się upadlając – to jedno było istotne, dowodziło, że oni piją więcej.
Zarzygałem pościeli w wynajętym domku, to bardzo kiepski numer! Oj tam. Zapłaciłem za szkodę, więc nie ma problemu.
Zlałem się w spodnie przez sen, to gruba akcja! Może nikt pewnie nie zauważył, w końcu wyschłych, wyprałem, nie ma tematu.
Wyszedłem z firmowej imprezy w hotelu i padłem nieprzytomny w krzaki metr od brzegu Odry, to już przesada! Nonsens, przeleżałem spokojnie do rana. Tylko się trochę podrapałem. Dwa dni później, to nawet już nawet kaca nie miałem.
Wyjebałem się po pępkowym bez przytomności na krawężnik przy przystanku, to mogło się skończyć tragicznie! Nic się nie stało, zima była lekka, nawet przymrozku nie było. Kurtkę wyprałem i po krzyku.
Rzygałem przez sen leżąc na wznak, ocknąłem się w ostatniej chwili i obróciłem na bok, mogłem się udusić własnymi wymiocinami! Ale się nie udusiłem. Nie było tak groźnie. Parę dni później to nawet łóżko ogarnąłem i już nie śmierdziało.
Zgubiłem okulary (po 20 latach noszenia) podczas szaleństw w nocnym klubie, to strata kilkuset złotych! Na biednego nie trafiło, także luz. Zresztą, mam zapasowe.
Zapomniałem 6 godzin firmowej imprezy, mimo że chodziłem, tańczyłem, rozmawiałem z ludźmi, to mega niebezpieczne, mogłem w tym czasie zrobić cokolwiek! A tam, zawsze miałem słabą pamięć. Komu się nie zdarzy to czy owo zapomnieć?
Przecież mam pracę i to dobrze płatną, więc o co chodzi? Za swoje pije, od nikogo nie pożyczam. Należy mi się po ciężkim dniu w robocie! Ja jestem koneserem kraftów, piję dla smaku. Alkohol dodaje mi pewności siebie. Po paru głębszych lepiej tańczę. W życiu nie zagadam do laski na trzeźwo. I tak dalej.
Wszystkie t sytuacje są wzięte z życia. W każde z tych kłamstw i iluzji święcie wierzyłem. Najstarsza z nich miała miejsce jak miałem około 25 lat, najmłodsze dwa i pół roku temu. Przez kolejne 13 lat, skutecznie się okłamywałem. Rozjazd między kłamstwem a rzeczywistością stał się tak wielki, że aż musiałem się rozdwoić.

Drugi z mechanizmów, mechanizm iluzji i zaprzeczeń, odpowiada za ochroną nałogu. Jego zadaniem jest stworzenie iluzji, że substancja nie wyrządza nam szkód, a jest nam niezbędna do funkcjonowania. Chroni on obiekt naszej miłości przed atakami z zewnątrz. Jest podobny do zaślepienia ukochaną osobą, gdy nie dostrzegamy jej wad, przerysowujemy zalety, nie przyjmujemy żadnych negatywnych informacji na jej temat. W uzależnieniu ta iluzja jest niezwykle trudna do rozproszenia. Warto zwrócić uwagę, że ten mechanizm działa przede wszystkim na wewnętrzny użytek, to siebie musi w pierwszej kolejności okłamać. Prowadzi to w konsekwencji do okłamywania innych, ale to jest efekt uboczny. Kluczowym jest bym ja, alkoholik, mógł uzasadnić dlaczego nie przestaje pić.
Mechanizm może przybrać wiele form, tutaj wypiszę je tylko hasłowo, więcej szczegółów znajdziecie w [1]: zaprzeczenie, minimalizowanie, obwinianie (innych), racjonalizowanie, intelektualizowanie, odwracanie uwagi, fantazjowanie, koloryzowanie wspomnień, marzeniowe planowanie, zaśmiewanie.
Dysonans poznawczy między iluzją a rzeczywistością z czasem staje się tak trudny do opanowania, że następuje rozdwojenie czy rozproszenie osobowości osoby uzależnionej.

Mechanizm rozdwojonego ja – czyli jak zrobiło się nas dwóch
Jednym z najstraszniejszych doświadczeń alkoholowych jest palimpsest [2], oto jeden z moich.
Byłem na imprezie firmowej w klubie niedaleko wrocławskiego Rynku. Mieliśmy wynajęty cały lokal z open barem. Zacząłem szybko jako jeden z pierwszych. Około 10tej wieczorem byłem już po paru piwach. Moja odporność na alkohol była wtedy tak wysoka, że ta ilość nie powodowała nawet zająknięcia. Siedziałem  na zewnątrz rozmawiając z dwiema koleżankami, można było tutaj swobodnie palić, a w środku było duszno. Wszyscy sączyliśmy alkohol. Następny moment, który pamiętam, to gdy płaczę na przystanku bo uciekł mi nocny autobus. Jest godzina piąta rano, kolejną godzinę spędzę próbując dotrzeć do domu. Do dziś nie pamiętam nic co się zdarzyło się pomiędzy. Jeśli ktoś by mi powiedział, że zamordowałem wtedy człowieka, to nie mógłbym zaprzeczyć – może zabiłem, nie pamiętam.
Takie doświadczenia przewijały się przez moje życie i są dobrze znane z doświadczeń innych uzależnionych. Fizjologicznie jest to upośledzenie mechanizmów odpowiedzialnych za przenoszenie wspomnień z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Dla mnie, były to momenty w których ja trzeźwy przestawałem istnieć, a stery całkowicie przejmowała moja druga osobowość, ja pijący alkohol.
Ja trzeźwy jestem pełny lęku, mam niskie poczucie wartości, jestem niepewny, uważam, że niewiele potrafię, wstydzę się tego co robiłem po pijaku, pragnę spokoju i dobrego życia. Ja pijący nie znam lęku, jestem pępkiem świata, mam pewność swoich opinii i sądów, uważam, że potrafię wszystko, nie wstydzę się niczego, pragnę ostrej jazdy i intensywnego życia. Od wielu lat jest nas dwóch.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego rozdwojenia, nim nie zacząłem terapii. Nie dostrzegałem jak drastycznie moja osobowość się zmieniała, kiedy byłem pod wpływem. Szalałem na parkietach nocnych klubów, nagabywałem dziewczęta, wdawałem się w sprzeczki z ludźmi, zasypiałem w krzakach i szczałem pod siebie. Żadnej z tych rzeczy nie robiłem kiedy byłem trzeźwy. Wtedy czytałem książki, chodziłem na spacery, gotowałem obiady, bałem się o swoje zdrowie i pracowałem. Kontrola była płynnie przekazywana między jedną osobowością a drugą. Z czasem było więcej mnie pijanego. Ta osobowość jest zaborcza, chciała dla siebie więcej czasu. Prawdziwy ja, czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei i kontroli. Zostałem zepchnięty pod ścianę, spadłem na dno i dopiero kiedy stanęła przed wyborem: albo stawię opór i przestanę pić, albo umrę z własnej ręki, dopiero wtedy podjąłem walkę i raz jeszcze przejąłem stery.

Trzeci z mechanizmów, mechanizm rozdwojonego ja jest kontynuacją iluzji i zaprzeczeń, ich zwieńczeniem. Tworzą one swoją własną niezależną osobowość, której pragnienia i cele są diametralnie odmienna od pragnień i dążeń pierwotnego ja. Jedna osobowość budzi się pod wpływem substancji, druga gdy ciało jest trzeźwe. Jedna chce dalej zażywać, druga chce przestać. Jedna jest silna i asertywna, druga słaba i przestraszona. Te zmiany są często łatwiej zauważalne dla otoczenia, niż dla samej zainteresowanej osoby. Płynie informacja zwrotna: kiedy wypijesz, jesteś całkiem inną osobą, nie mogę cię wtedy znieść. To pogłębia dysonans poznawczy uzależnionej osoby, która sama siebie widzi jako lepszą, kiedy jest pod wpływem i nie może zrozumieć dlaczego otoczenia ma dokładnie odwrotne spostrzeżenia.

Głód alkoholowy – czyli co mnie czasem szarpie
Głód jest wrogiem każdej trzeźwiejącej osoby. Miałem sporo szczęścia w początkach swej drogi, obżerałem się. Unikałem dzięki temu ssania w żołądku, które mogło by mnie skłonić do zapełnienia go alkoholem. W pierwszych miesiącach wypełniłem pustkę po alkoholu jedzeniem.
Moje głody nie były szczególnie intensywne. Nie wariowałem, nie chodziłem po ścianach. Moje głody były subtelne, ujawniały się na poziomie emocji, były irracjonalnym rozdrażnieniem i złością, które domagały się ukojenia. Były pustką samotności, którą chciałem wypełnić. Były zmęczeniem, które łaknęło pobudzenia. Dla każdego z tych stanów kiedyś moją odpowiedzią był by alkohol. Teraz mój mózg, próbował mnie oszukać i przekonać, że powinienem znowu sięgnąć po sprawdzony środek. Często były to jedynie miraże, wytwory mojej wyobraźni, obliczone na ponowne uruchomienie mechanizmu nałogowego regulowania emocji, a z nim całej maszynerii uzależnienia.
Dzisiaj głody zdarzają mi się rzadko, są przelotną myślą gdy mijam w sklepie półkę z alkoholami; są złością, która wybuch na widok reklamy alkoholu na Facebooku. Nadal trzymam się HALTU (Hungry, Angry, Lonely, Tired; Głodny, Wkurzony, Samotny, Zmęczony), czyli programu, który wskazuje jakich stanów unikać by zminimalizować ryzyko wystąpienia głodu. Pewnie będę się go trzymał do końca życia bo, pomijając kwestie uzależnienia, jest dobrą regułą na poprawę codziennego funkcjonowania.
Jednorazowy głód ma małe prawdopodobieństwo by przerwać moją abstynencję, dopiero, kiedy rozrośnie się do długotrwałego nawrotu, staje się niebezpiecznym.

Głód alkoholowy nie musi się objawiać nieodpartą chęcią zażycia substancji. Jego objawy są często bardziej subtelne i związane są z chęcią „załatwienia” emocji przy pomocy narkotyku. Działanie narkotyku daje natychmiastową, choć krótkotrwałą, ulgę. Zdrowe sposoby wymagają czasu i prawdziwego poczucia emocji. Warto, by osoby uzależnione nie ignorowały sygnałów płynących z ciała (podenerwowanie, niemożność usiedzenia na miejscy, bezwład i obojętność), sygnałów płynących z emocji (nieumiejscowiona złość, przygniatający smutek, histeryczna radość) i innych. Koncentrowanie się jedynie na potrzebie zażycia substancji, może być poważnym błędem prowadzącym do złamania abstynencji.
Jest kilka użytecznych programów pomagających zapobiegać napadom głodu i osłabiać go gdy się pojawi, tutaj tylko hasłowo: wspomniany HALT, 24 godziny i inne. Więcej szczegółów w [1].

Nawrót – czyli dlaczego boję się nudy
Poza jedzeniem, drugą szczęśliwą okolicznością mojego trzeźwienia było wydanie gry Diablo 2 Resuercted (czyli Diablo 2 z nowoczesną grafiką). Wsiąkłem w nią niczym woda w piach. Każdy wieczór po powrocie z pracy poświęcałem na grindowanie potworów, zbieranie przedmiotów, ulepszanie postaci i generalną, bezmyślną łupankę. Nieświadomie uczyniłem sobie wielką przysługę. Wypełniłem pustkę jaką pozostawił alkohol i skutecznie zabiłem nudę. Bez kompulsywnego grania, które trwało nieco ponad pół roku, pewnie nie byłbym w stanie utrzymać trzeźwości.
Nie gram już w Diablo od półtora roku. Raz jeden wróciłem, na tydzień czy dwa, nie zdając sobie do końca sprawy dlaczego. Po czasie zrozumiałem, że ten powrót, był związany z nawrotem choroby. Balansowałem na granicy powrotu do nałogu, mój nastrój spadł, czułem się przytłoczony, nie radziłem sobie z emocjami i, co najgorsze, dopadła mnie pustka i nuda. Powrót do gry był instynktownym mechanizmem ratunkowym, po raz kolejny zasypałem po-alkoholową pustkę kompulsywnym graniem. I po raz kolejny zadziałało, dało mi czas by uporać się z emocjami i przetrwać nawrót.
Do dziś mam, na wszelki wypadek, zainstalowane na komputerze Diablo. Wprawdzie zarówno trudne emocję i nudę, która je budzi, mam lepiej opanowane, ale nie zaszkodzi mieć plan awaryjny gdyby coś zaczęło się sypać. Na mojej lodówce nadal wisi też lista zaleceń, których powinna się trzymać osoba trzeźwiejąca, też na wszelki wypadek.

Większość ludzi słysząc frazę „nawrót uzależnienia”, wyobraża sobie osobę, która po dłuższej trzeźwości łamie abstynencję i zaczyna ponownie zażywać. Tak czasem kończy się nawrót, jest on jednak bardziej złożonym wydarzeniem, które jest rozciągnięte w czasie. Wszystko zaczyna się od emocji, tych trudnych, wywoływanych przez nudę, tragedie życiowe, choroby. Gdy osoba uzależniona nie zarejestruje, że owe emocje się pojawiły, nie przeżyje ich, będą one rosnąć, nakręcać się, aż staną się niemożliwe do opanowania i doprowadzą do złamania abstynencji.
To groźne zjawisko. Dobra wiadomość jest tak, że można je powstrzymać, w każdym momencie poprzedzającym zapicie, poprzez zaopiekowanie się nieogarniętymi emocjami i rozładowanie napięcia w zdrowy sposób. Można mu też skutecznie zapobiegać zważając na to by unikać stanów, które mogą je zapoczątkować.

Zalecenia – czyli dlaczego wolę z tobą nie gadać gdy pijesz
Kiedy zaczynałem trzeźwieć, byłem przekonany, że jak już ustabilizuje się moja abstynencja, za jakiś miesiąc czy dwa, to wrócę do nocnego życia, tylko na trzeźwo. Wyobrażałem sobie, że będę szalał na parkietach w nocnych klubach, pijąc wodę i zachwycając wszystkich swoją trzeźwością. Na szczęście nie zdarzyła się okazja, żeby ten pomysł zrealizować.
Z czasem, w miarę jak rosło moje zrozumienie choroby, zaczął zachodzić proces odwrotny. To znaczy, zamiast rozluźniać ograniczenia w kontakcie z alkoholem, zacząłem je zacieśniać. W pierwszym roku jeszcze zdarzało mi się pojechać na zakrapianego grilla czy pójść na kolację z pijącymi ludźmi. Za każdym razem czułem się nieswojo podczas takich sytuacji. Nie mogę powiedzieć, że je strasznie odchorowywałem, ale budowały napięcie, wyzwalały tęsknotę i stanowiły zagrożenie dla mojej trzeźwości.
Ostatni rok to najbardziej restrykcyjne podejście, czyli, jeśli mogę tego uniknąć, to nie spędzam czasu, ani nawet nie rozmawiam, z ludźmi, którzy są pod wpływem alkoholu, niezależnie od tego czy wypili kieliszek wina, czy butelkę wódki. Prosta zasada: piłeś(a)? Nie rozmawiam z tobą! Z jednej strony to podejście jest dobre, bo bardzo jednoznaczne. Nie zostawia przestrzeni na negocjacje z samym sobą i na wahania. Z drugiej, jego restrykcyjność wyklucza bardzo szeroki wachlarz spotkań towarzyskich w naszej kulturze. Także takich, które nie niosą ze sobą znacznego zagrożenia.
Rozważam ostatnio czy nie rozluźnić nieco tych reguł i pozwalać sobie na rozmowę i pozostawanie w towarzystwie ludzi, którzy zażyli jedną lub dwie dawki alkoholu. Przy tej ilość, zazwyczaj osoba odurzona jest jeszcze komunikatywna i można prowadzić z nią wartościową rozmowę. Od trzech, czterech dawek konwersacja nie ma sensu i lepiej jest poczekać, aż dana osoba przetrzeźwieje. Jest to dla mnie do sprawdzenia, w jakim stopniu takie okazje będą na mnie wpływać i na ile będę w stanie egzekwować nowe zasady.
Wisi nad tym próbowaniem cień. Pamiętacie iluzje i zaprzeczenia? Był tam taki kawałek o racjonalizowaniu.

Zalecenia co robić a czego unikać, są niezwykle istotnym elementem życia osób trzeźwiejących. Ze swoich obserwacji mogę powiedzieć, że ich przestrzeganie stanowi o tym, czy dana osoba przetrwa pierwszy rok trzeźwienia, a każde właściwie zapicie, można wywieść od złamania jednej z reguł. List zaleceń jest długa i nie będę jej w całości przytaczał, można ją znaleźć w [1]. Wspomnę tu tylko o kilku:
+ nie trzymam w domu alkoholu, nie pozwalam by w moim domu spożywano alkohol
+ unikam miejsc i sytuacji w których kiedyś piłem
+ nie spędzam czasu z osobami pijącymi (nie rozmawiam, nie polewam etc.)
+ dbam o sen i generalnie dobre samopoczucie
+ jasno i bez wykrętów odmawiam alkoholu
+ nie daje i nie przyjmuje alkoholu jako prezentu.

Konkluzja – czyli co dalej
Program 24 godziny mówi, by skoncentrować się na nadchodzącym dniu, nie wybiegać myślą daleko w przyszłość, by nie przytłoczył nas jej ogrom. Mój stoicki ulubieniec Seneka mówi:
„Prawdziwe szczęście polega na cieszeniu się teraźniejszością, bez niepokoju o przyszłość; na nie oddawaniu się nadziejom ani lękom, lecz na zadowoleniu z tego, co posiadamy, co jest wystarczające – bo ten, kto jest zadowolony, niczego nie pragnie. Największe błogosławieństwa ludzkości są w nas i w naszym zasięgu. Mądry człowiek jest zadowolony ze swojego losu, cokolwiek by to nie było, bez pragnienia tego, czego nie posiada”.
Nie wiem co przyniesie mi przyszłość. Wiem jakich wyborów chce dokonywać dzisiaj. Chcę wybierać swoje zdrowie, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać szczere relacje z ludźmi, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać wolność a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać założenie rodziny, a więc i swoją trzeźwość. Dzień po dniu z cegiełek dobrych wyborów mogę zbudować długie i udane życie, o ile, jak mawiają stoicy, nic mi w tym nie przeszkodzi. Co najważniejsze, mogę wybierać trzeźwość ponad otumanieniem. Czego i wam wszystkim życzę!

BIBLIOGRAFIA
[1] Robert Modrzyński, „O uzależnieniu prosto i zrozumiale. Niezbędnik pacjenta i jego rodziny”
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Palimpsest_alkoholowy
[3] Ewa Wojdyło, „Początek drogi. Wykłady psychologa na oddziale odwykowym”

O wpływie alkoholu na zdrowie

Tekst omawia zdrowotne skutki spożywania alkoholu w kontekście różnych chorób, w tym nowotworów, chorób serca oraz uszkodzeń mózgu. Zawiera statystyki dotyczące zgonów wywołanych alkoholem w Europie oraz wpływ alkoholu na zdrowie psychiczne i układ odpornościowy. Podkreśla, że nawet niewielkie spożycie jest szkodliwe.

Dzisiejszy tekst to pierwsza część tryptyku o działaniu alkoholu w różnych aspektach ludzkiego funkcjonowania. Pierwsza cześć dotyczy zdrowotnych skutków spożywani alkoholu. Skoncentruje się na potwierdzonych wynikach badań naukowych, do każdego z twierdzeń będę podawał źródła, w których będziecie mogli zapoznać się ze szczegółami i pogłębić swą wiedzę. Nie zniechęcajcie się nieco suchą i naukową formą tego wpisu, informacje w nim zawarte pozwolą wam podejmować poinformowane decyzje o przyszłym spożywaniu alkoholu.

Na początek kilka ogólnych statystyk [1]:
1 na 11 zgonów w Europie jest spowodowane zażywaniem alkoholu. Oznacza to, że każdego roku w Europie z powodu spożywania alkoholu umieram 800 000 ludzi.
Europejczycy umierają trzykrotnie częściej z powodu alkoholu niż wynosi średnia światowa. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Europa przewodzi w spożyciu alkoholu: 7 z 10 krajów o najwyższym spożyciu alkoholu na głowę, to kraję członkowskie EU.
Jedna trzecia zgonów wywołanych alkoholem w Unii Europejskiej to zgony na różne rodzaje rak i od niego zaczniemy szczegółowe omówienia.

Rak [2]
Alkohol jest przyczyną występowania rak siedmiu narządów:
jamy ustnej, gardła, przełyku, wątroby, krtani, jelita grubego i odbytu oraz piersi (u kobiet).
Najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak jelita grubego i odbytu. W Europie w roku 2018 odnotowano 59 200 przypadków raka odbytu wywołanych alkoholem, a 28 200 osób zmarło na rak odbytu wywołanego alkoholem (to mniej więcej populacja Bielawy).
Drugim najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak piersi u kobiet. W 2018 roku w Europie na tego raka z powodu spożywania alkoholu zapadło 45 500 kobiet, a 12 100 kobiet zmarło (to mniej więcej populacja Brzegu Dolnego).
Każdy rodzaj napoju alkoholowego wywołuje raka, wynika to z rakotwórczości samego etanolu i aldehydu octowego (półprodukt rozkładu etanolu w wątrobie) – obie substancje uszkadzają DNA w komórkach. Rodzaj, cena, jakość, kraftowość alkoholu nie ma wpływu na rakotwórczość – liczy się tylko dawka etanolu.
Nie ma bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Każda, nawet najmniejsza dawka alkoholu jest rakotwórcza i może wywołać chorobę. Ryzyko rośnie wraz ze wzrostem spożycia.
Ryzyko wzrasta, jeżeli alkohol łączy się z paleniem tytoniu.
Te przypadki rak można ograniczyć przez ograniczenie lub zaprzestanie spożywania alkoholu.

Choroby serca [3]
Choroby serca są odpowiedzialne za 40% zgonów wywołanych używanie alkoholu w Europie (nie mylić z Unią Europejską!). Oznacza to, że co roku w Europie z powodu chorób serca wywołanych spożywaniem alkoholu umiera 320 000 ludzi (populacja Bydgoszczy).
Wciąż żywe jest wśród ludzi przekonanie, że niewielkie ilości alkoholu (czerwone wino w szczególności) są korzystne dla serca. Współczesne badania naukowe obalają jednak to przekonanie [4,5], wskazując, że, podobnie jak w przypadku raka, każda ilość alkoholu jest szkodliwa dla układu krążenia.
Alkohol, od pierwszej kropli, zwiększa ryzyko następujących chorób układu krążenia [6]: choroba wieńcowa, udar, zawał serca, nadciśnienie, kardiomiopatia, migotanie przedsionków, tętniaki.

Uszkodzenia mózgu i choroby neurodegeneracyjne
Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na próbie około 37 tysięcy przepadków [7], wykazały, że nawet niewielkie spożycie alkoholu prowadzi do uszkodzeń w strukturze mózgu, konkretnie do zmniejszenia objętości mózgu, uszkodzeń w strukturze materii szarej i w strukturze materii białej. Nie zidentyfikowano bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu ze względu na zmiany strukturalne w mózgu.
Według Alzheimer’s Society [8] spożywanie dużych ilości alkoholu jest przyczyną demencji i choroby Alzheimera, zwiększa ryzyko zachorowania na te dwie choroby neurodegeneracyjne. Nie ma żadnych dowodów, że niewielkie ilości alkoholu chronią przed tymi chorobami.
Alkohol jest także źródłem odalkoholowych uszkodzeń mózgu i zaburzeń z nimi związanych, to szerokie spektrum chorób upośledzających podstawowe funkcje mózgu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mózgu na wielu płaszczyznach [9]. Powoduje zaburzenia w ośrodkach podejmowania decyzji (podejmuje gorsze decyzje pod wpływem alkoholu), zaburza funkcjonowanie pamięci (w skrajnych przypadkach całkowite upośledzenie pamięci długotrwałej). Początkowy efekt działania alkoholu to obniżenie lęku i poprawa nastroju, jednak efekt ten jest krótkotrwały i szybko ustępuje miejsca zwiększonemu poziomowi lęku, myślom depresyjnym i agresji.
Alkohol w dużych dawkach upośledza wszystkie funkcje układu nerwowego, w skrajnych przypadkach prowadząc do zgonu z powodu ustania akcji serca lub akcji oddechowej.
Mam nadzieje, że wszyscy zdają sobie sprawę, że spożywanie alkoholu przez ciężarną kobietę jest niezwykle ryzykowne i może skutkować uszkodzeniami płodu prowadzącymi do alkoholowego zespołu płodowego [10]. Nie będę wymieniał wszystkich symptomów, można je znaleźć w źródle. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że uszkodzenie płodu może nastąpić także jeśli kobieta nie wie, że jest w ciąży. Oznacza to, że spożywanie alkoholu w czasie starania się o dziecko, generuje ryzyko uszkodzenia płodu przez alkohol.

Choroby psychiczne, zaburzenia osobowości i nastroju [10,11,12]
Alkohol jest przyczyną depresji. Regularne spożywanie alkoholu prowadzi do ogólnego obniżenia nastroju, które może się przerodzić w depresję. Ten rodzaj depresji (zwany depresją odalkoholową) ustępuje kilka miesięcy po zaprzestaniu picia. Alkohol bywa też używany jako „lek” na już istniejącą depresje, powodując pogłębienie choroby. Alkohol może wchodzić w niebezpieczne oddziaływania z lekami przeciwdepresyjnymi i jest generalni niewskazany dla osób cierpiących na zaburzenia nastroju.
Krótkotrwałym efektem działania alkoholu jest zredukowanie poziomu lęku, efekt ten jednak ustępuje bardzo szybko i zostaje zastąpiony przez zwiększony lęk. To może skłaniać osobę pijącą alkohol, do zażycia kolejnej dawki w celu jego uśmierzenia, co prowadzi do dalszego pogłębienia lęku i tworzy niebezpieczny samo-napędzający się cykl. Podobnie jak w przypadku depresji alkohol jest zarówno przyczyną zaburzeń lękowych, jak i czynnikiem ryzyka i czynnikiem pogłębiający w już istniejących zaburzeniach.
Alkohol ma potwierdzony związek przyczynowy z samobójstwem. Statystyki pokazują, że 15% samobójstw na świecie jest wywołanych przez zażywanie alkoholu.
Alkohol jest jednym z głównych czynników ryzyka dla naszego mózgu. Jest przyczyną wielu zaburzeń osobowości mogących prowadzić do śmierci.
Ostatnia myśl w temacie zaburzeń nastroju: ze względu na swoje działanie na układ dopaminowy, alkohol obniża nastrój i powoduje obniżenie odporności na stres, nawet jeśli nie jest zażywany w dużych ilość. Tak długo jak jest spożywany regularnie, raz na dwa tygodnie lub częściej, powoduje obniżenie nastroju i podwyższenie poziomu lęku (stresu). Potrzeba około 6 miesięcy całkowitej abstynencji by zresetować układ dopaminowy w mózgu, co każdemu polecam.

Układ odpornościowy [13]
Alkohol ma negatywny wpływ na działanie naszego układu odpornościowego. Obniża zdolność organizmu do zwalczania infekcji, co prowadzi do częstszego ich występowania i przedłużonego trwania, z bardziej intensywnymi objawami. W szczególności narażone są płuca, gdzie alkohol wpływa niekorzystnie na chroniące je komórki układu odpornościowego, w tym komórki w gardle, które zatrzymują zarazki przed przedostaniem się do dróg oddechowych. Znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na zapalenie płuc i inne infekcję tego organu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mikrobiomu jelit, który jest związany z działaniem układu odpornościowego (i innymi funkcjami naszego organizmu). Z jednej strony alkohol zabija bakterie, zubożając mikroflorę, z drugiej strony powoduje osłabienie i uszkodzenia komórek wyścielających jelita, zwiększając ryzyko przedostania się niebezpiecznych bakterii do krwioobiegu.

Uszkodzenia wątroby i trzustki [14,15]
Nie będę się tu rozpisywał, uszkodzenia tych dwóch organów są najczęściej kojarzone z alkoholem i, w przeciwieństwie do pozostałych opisanych tu chorób, dość dobrze znane szerokiej publiczności. Tylko przypomnę, że spożywanie alkoholu może prowadzić do otłuszczenia wątroby, a w dalszej perspektywie do marskości wątroby. Spożywanie alkoholu, szczególnie dużych ilości na raz, może prowadzić do zapalenia trzustki (często śmiertelnego).

Uzależnienie
Tym tematem zajmiemy się szczegółowo w drugim odcinku serii.

BIBLIOGRAFIA:
[1] https://www.who.int/europe/news-room/fact-sheets/item/alcohol-use
[2] https://www.who.int/docs/librariesprovider2/default-document-library/alcohol-and-cancer-factsheet-eng.pdf
[3] https://www.who.int/europe/news/item/08-11-2024-cheers-or-tears–who-playbook-exposes-alcohol-s-true-cost-to-health
[4] https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2790520
[5] https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2024/03/28/11/58/alcohol-raises-heart-disease-risk-particularly-among-women
[6] https://world-heart-federation.org/news/no-amount-of-alcohol-is-good-for-the-heart-says-world-heart-federation/
[7] https://www.nature.com/articles/s41467-022-28735-5
[8] https://www.alzheimers.org.uk/about-dementia/managing-the-risk-of-dementia/reduce-your-risk-of-dementia/alcohol
[9] https://www.mentalhealth.org.uk/explore-mental-health/a-z-topics/alcohol-and-mental-health
[10] https://www.cdc.gov/fasd/about/index.html
[11] https://www.braincouncil.eu/new-report-highlights-link-between-alcohol-and-brain-disorders/
[12] https://alcoholandsociety.report/wp-content/uploads/2024/02/Alcohol-and-the-brain_Alcohol-and-society-2024_summary_en.pdf
[13] https://adf.org.au/insights/alcohol-immune-system/
[14] https://www.nhs.uk/conditions/alcohol-related-liver-disease-arld/
[15] https://americanaddictioncenters.org/alcohol/risks-effects-dangers/gastrointestinal/pancreatitis

Wspólna decyzja – opowiadanie

Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień.
Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?

O pięknych wspomnieniach

W artykule omawiana jest romantyzacja picia alkoholu w kontekście pamięci i mechanizmów psychologicznych. Wspomnienia są często zniekształcone, sprzyjając faworyzowaniu ekstremalnych doświadczeń, co może prowadzić do uzależnienia. Pozytywne aspekty picia dominują w pamięci, a negatywne są ignorowane, wpływając na decyzje dotyczące alkoholu.

Dzisiejsze rozważania kontynuują temat podjęty w niedawnym wpisie odnoszącym się do podcastu: https://www.youtube.com/watch?v=OCEcvvYewtA&t=902s… . Konkretnie koncepcję romantyzowania picia alkoholu. Podzielę go na trzy części według schematu:
Hipoteza 1: nasze wspomnienia mają tendencję do faworyzowania zdarzeń ekstremalnych
Hipoteza 2: alkohol wzmacnia faworyzowanie pozytywnych wspomnień poprzez mechanizm dopaminowy
Wniosek: nasze wspomnienia z imprez alkoholowych, są przekolorowane i wypaczone.

Po co nam wspomnienia? W moim rozumieniu ewolucyjna przydatność wspomnień tkwi w przenoszeniu informacji, iż pozwala nam dokonywać lepszych wyborów w przyszłości.

DYGRESJA: wspomnienia wcale nie muszą być prawdziwe, żeby skutecznie wypełniać swą rolę! Można wręcz przypuszczać, że zafałszowane, podkręcone, wzmocnione wspomnienie lepiej spełni swą funkcję, niż wspomnienie w pełni prawdziwe. Badania pokazują, że wiele wspomnień to fabrykacje i modyfikacje naszego umysłu [D. Kahneman „Pułapki myślenia”].

Wychodząc z tej perspektywy, jakiego rodzaju wydarzenie są najbardziej warte zapamiętania? Zapamiętywanie wszystkiego nie ma sensu, to było by marnotrawstwo zasobów mózgu (energii). Mózg selekcjonuje wydarzenia do zapamiętania. Moja hipoteza jest następująca: zapamiętujemy najlepiej zdarzenia ekstremalne, silne wychylenia w pozytywnym lub negatywnym kierunku, podczas gdy stany przeciętne ulegają zatarciu. Podobny mechanizm stwierdzono przy badaniu wspomnień odczucia bólu [D. Kahneman „Pułapki myślenia”].

Wydarzenia przeciętne, nie wymagają szczególnych działań. Co byśmy w tych sytuacjach nie zrobili, nasze przetrwanie nie jest zagrożone, energii wydajemy niewiele – a to są kryteria, które są dostępne dla automatycznych mechanizmów naszego mózgu.

OSOBISTA OBSERWACJA: zapamiętujemy to co zwyczajne, nie mamy wielkich luk w pamięci, ale zapamiętujemy to w sposób skompresowany (wiele wydarzeń zlewa się w jedno) i uproszczony (szczegóły się zacierają).

Drastyczne negatywne wydarzenie jest warte zapamiętania, bo w przyszłości może nam pozwolić uniknąć zagrożenia. Uczymy się czego się wystrzegać, jak reagować i jak lepiej przez podobne sytuacje przechodzić. To fantastyczny mechanizm, kluczowy dla naszego rozwoju i uczenia się. Jednak zdarza się, że ten mechanizm nas zdradza. Przykład: zespół stresu pourazowego (PTSD), gdy traumatyczne wspomnienie jest tak intensywne, że związane z nim mechanizmy przetrwania aktywują się bez kontroli pod wpływem minimalnych wyzwalaczy.

Silnie pozytywne wydarzenie jest warte zapamiętania, by móc dążyć do jego powtarzania. Uczymy się co nam przynosi korzyść, co robić by uzyskać przyjemny stan. Przykładowo, przyjemność z jedzenia pragnienie jedzenia, przyjemność orgazmu koduje potrzebę seksu etc.. Przydatność tego mechanizmu jest jasna.

DYGRESJA: tutaj można dostrzec elementy kompresji informacji, przykładowo nie pamiętamy konkretnych posiłków, pamiętamy natomiast smak potraw (smak jabłka, smak burgera) i przyjemność z jedzenia.

Pozytywne kodowanie, także może nas zdradzić. Przykład: uzależnienia, te od substancji psychoaktywnych i te od zachowań. Gdy układ nagrody jest sztucznie stymulowany, tworzy fałszywy obraz zaspokojenia ważnej potrzeby.

Odczucie zaspokojenia, towarzyszące spożyciu dawki alkoholu, jest dziewięciokrotnie silniejsze, niż odczucie zaspokojenia towarzyszące orgazmowi – w sensie, iż wyrzut dopaminy (neuroprzekaźnika związanego między innymi z mechanizmem nagrody w mózgu) jest 9-krotnie większe w przypadku alkoholu niż w przypadku orgazmu. Ze względu na tą silną stymulację układu nagrody, asocjacje związane z zażywaniem alkoholu, będą silnie przesunięte ku pozytywnym, negatywne konsekwencje będą natomiast ignorowane.

Układ nagrody odgrywa kluczową rolę w formowaniu się uzależnienia. O jego roli w tym kontekście można posłuchać tu (podcast niemyte Dusze serdecznie polecam!): https://www.youtube.com/watch?v=xaFmz6iJX28… . Poczytać tu: [R. Modrzyński „O uzależnieniu prosto i zrozumiale”], [J. Lindenmeyer, „Ile możesz wypić?”] i w wielu innych publikacjach.

Warto jednak pamiętać, że przestymulowanie układu nagrody występuje u każdej osoby zażywającej etanol czy inny środek psychoaktywny nie tylko u uzależnionych.

Spójrzmy na przykładową imprezę alkoholową i podzielmy jej poszczególne etapy ze względu na spodziewaną intensywność wspomnienia.
Pierwsze: nudne części imprezy, momenty ciszy, lekkiej nudy, gdy odlatujemy myślami bo ktoś pitoli od rzeczy, gdy nerwowo czekamy, aż coś się zacznie dziać, czekamy aż ktoś wróci z toalety czy z baru. Brak ekstremalnych doznań sprawia, że mają niską wagę w naszej pamięci. Jeśli nie towarzyszy im zażycie i wyrzut dopaminy, znikają zupełnie. Mamy świadomość, że takie momenty są na imprezie, ale ile to trudno było by określić.

Drugie: negatywne konsekwencje o umiarkowanej intensywności. Po imprezie, przychodzi kac, którego zapamiętujemy słabo albo wcale, chyba, że był ekstremalny. Wiemy, że będziemy mieć kaca, ale ta perspektywa jest mało namacalna. Kac jest rozciągnięty w czasie a jego intensywność maleje, to nie stymuluje mózgu do zapamiętywania, bo słabo sobie radzi z wydarzeniami rozciągniętymi w czasie [D. Kahneman „Pułapki myślenia”]. Negatywne konsekwencje pojawiają się i w trakcie imprezy. Przykład: spadek poziomu alkoholu we krwi. Sytuacja, koncert na którym ustawiono za mało dystrybutorów substancji. W kolejkach do tych punktów, można zaobserwować rosnące podenerwowanie, wywołane objawami odstawionymi i oczekiwaniem kolejne dawki etanolu.

DYGRESJA: W opisanej sytuacji najpewniej zapamiętamy nie nerwowe oczekiwanie, a ulgę, którą przyniosło nam zażycie.

Trzecie: pozytywy o umiarkowanej intensywności. To powolne rozmowy o: pogodzie, gdzie na wakacje, czy dzieci zdrowe – normalne sprawy, zwykle omawiane przy kawie w pracy. Są przyjemne i najbardziej wartościowe na całej imprezie. Zbyt zwyczajne by zakodować się w pamięci.

Czwarte: ekstremalnie ekscytujące momenty. Związane z wyrzutami dopaminy, kodującymi poczucie zaspokojenia potrzeby. Przykłady: śmiechawka, uczucie niezniszczalności, „głębokie” rozmowy, „kocie” ruchy na parkiecie itd.. Także pierwszy łyk substancji, idące za nim uczucie ulgi – kodujące smak i zapach trunku. Te aspekty zapamiętamy najsilniej, będą rdzeniem wspomnienia, a z czasem jedynym co z niego pozostanie. Będą stanowić główny przyczynek do podjęci decyzji o kolejnym piciu.

Piąte: ekstremalnie negatywne momenty. To sytuacje gdy ktoś został fizycznie zaatakowany, wybuchnął konflikt (także między przyjaciółmi), obrzydliwe żarty i bolesne słowa. Mają duże prawdopodobieństwo by być silnie zakodowanymi. Są wartościową lekcją i warto ich unikać w przyszłości. Ich intensywność nie dobije jednak do silnie pozytywnych wspomnień, bo nie towarzyszy im wyrzut dopaminy. Powinny jednak pozostać i stanowić ważny przyczynek do decyzji o piciu.

Co pozostanie z przebiegu imprezy? Skrótu z najważniejszych momentów, jak skrót meczu. Wiemy, że było coś więcej, ale wypełniacze o małej intensywności zniknęły. Da to wrażenie wydarzenia, o wiele ciekawszego, niż w rzeczywistości. Radosne uniesienie goni radosne unesienie, podekscytownie i zaspokojenie. Moje doświadczenie: z czasem dochodzi do większego zagęszczenia. Imprez zlewają się w jedeną, zdominowaną przez odczucie zaspokojenia (wyrzut dopaminy), połączonego z ulgą. We wspomnieniu brakuje miejsca na trudne i niebezpieczne chwile, pozytywne aspekty dominują.

Jak takie wspomnienie wpłynie na decyzję o piciu? Będzie skłaniać do ponownego sięgania po alkohol, bo jest niewyważone, pomija negatywne skutki intoksykacji. Można to wiązać z zabużeniami w układzie nagrody. Jednak większość ludzi, przez większość czasu nie pije alkoholu. Dlaczego? Wspomnienie nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na decyzję. Działa jeszcze logiczne myślenie i aktywność hamująca płata czołowego. Ważymy konsekwencje picia: kaca, zmęczenie, zły sen. To te oczywiste. Rzadziej rozważamy też długofalowe skutki: raka, uszkodzenia mózgu, uszkodzenia wątroby etc..

To przeciąganie linii między rozsądkiem a nakręcanym dopaminą kolorowym wspomnieniem. Większość jest gdzieś pośrodku, ci u których wygrał rozsądek nie piją wcale, a ci u których wygrał rozregulowany układ nagrody zapadają na uzależnienie.