O hierarchii wartości w grach

Autor rozważa swoją hierarchię wartości w grach, dzieląc ją na dwa poziomy: zasady gry oraz osobisty cel gracza. W kontekście gier bez i z ukrytą informacją oraz drużynowych i indywidualnych, podkreśla znaczenie relacji, rozwoju osobistego oraz konfliktu między podświadomymi a świadomymi wartościami, co wpływa na emocje podczas rozgrywki.

Jakiś czas temu, przy grze planszowej, zadano mi pytanie: „A jak wygląda twoja hierarchia wartości w grach?”, było to nawiązanie do artykułu: „O wartościach”. W tamtym momencie nie miałem odpowiedzi, ale pytanie ze mną zostało i po czasie do odpowiedzi dotarłem. Dziś podzielę się z wami moimi rozważaniami na ten temat.

W pytaniu dostrzegam dwa poziomy: pierwszy, to hierarchia wartości zamknięta w obrębie zasad gry, to co jest wartościowe dla wyniku w oderwaniu od szerszej rzeczywistości. Drugi poziom to ja grający w grę, dla którego jest on jedną z czynności, w której realizuje swoje wartości.

Rozpocznijmy od hierarchii wartości zamkniętego do zasad gry. Podejmowanie decyzji nie należy tu do człowieka z wartościami wykraczającymi poza plansze, decyzję podejmuje agent znający zasady gry i mający za jedyny cel zwycięstwo. Sytuacja jest prosta: cel jest określony w regułach, a kryterium wartościującym akcje w grze jest zwiększanie prawdopodobieństwa zwycięstwa. Hierarchia ma jeden punkt: osiągnięcie celu, a każdą decyzję można ocenić pod kątem szansy na osiągnięcie go. Wybór ogranicza się do wyboru zagrywki maksymalizującej naszą szansę na zrealizowanie celu. Po prostu: najwartościowsze są te decyzje, które dają największą szansę na zwycięstwo.

Nie zatrzymujmy się jednak na tym poziomie, bo artykuł byłby zdecydowanie za krótki. Skomplikujmy sprawy i rozważmy kilka rodzajów gier. Na początek dwie kategorie: gry bez ukrytej informacji i gry z ukrytą informacją. Przykładem tej pierwszej są szachy, przykładem drugiej gry karciane (na przykład Magic the Gathering, najlepsza gra na świecie).
W grach bez ukrytej informacji jest teoretycznie możliwa analiza każdego posunięcia i znalezienie tego, które prowadzi do zwycięstwa, albo stwierdzenie, że gra zakończy się porażką lub remisem. Zbalansowana gra bez ukrytej informacji formalnie jest remisowa. Rozgrywka szachowa przeprowadzona idealnie musi, zakończy się remisem. Wśród arcymistrzów szachowych, a tym bardziej wśród algorytmów szachowych, można zaobserwować ogromną przewagę remisu nad innymi rozstrzygnięciami. Warto jednak zauważyć, że ani ludzki umysł, ani żaden z komputerów, nie jest w stanie rozwiązać partii szachowej od początku do końca. Można powiedzieć, że idealna sekwencja ruchów, choć istnieje, pozostaje nieznana. Z tego powodu algorytmy szachowe stosują przybliżoną hierarchię wartości, system punktowej oceny pozycji (opartej na liczeniu materiału, siły pozycji etc.). To przybliżenie jest następnie wykorzystywana do podejmowania decyzji o kolejnym ruchu.
W grach z ukrytą informacją zazwyczaj nie ma możliwości znalezienia deterministycznej ścieżki do zwycięstwa. Hipotetycznie, jeśli ilość obiektów w grze jest skończona i nie ma żadnych nieskończonych pętli, możliwe jest zbadanie każdego scenariusza i określenie najlepszej decyzji. Przy czym, nie prowadzi ona z pewnością do zwycięstwa, ale raczej daje jego największe prawdopodobieństwo. To charakterystyczne dla gier z ukrytą informacją (Magic, poker, kości), że decyzje są probabilistyczne, dające szansę na wygraną, ale nie pewność. Ten ich aspekt, zbliża je do tego, jak funkcjonuje realny świat i pewnie dlatego cieszą się wielką popularnością, przewyższającą te w pełni deterministyczne. Hierarchia wartości w takim systemie to uszeregowanie możliwych decyzji ze względu na prawdopodobieństwo odniesienie zwycięstwa, jakie niosą. Sztuką jest właściwe oszacowanie poszczególnych decyzji i to jest najważniejszą umiejętnością w tego typu grach.

Drugi podział, który proponuje, to podział na gry drużynowe i indywidualne. Do tych pierwszych zaliczę także gry kooperacyjne – gracze przeciwko grze, do tych drugich gry samotne – gracz przeciwko grze.
Zacznijmy od gier drużynowych, przykład: piłka nożna — tak, tak, te rozważania nie ograniczają się wcale do gier planszowych i można je stosować do wszelkich sportów. Wśród gier planszowych także znajdziemy sporo przykładów, wiele w typie „gracze przeciwko grze”. Przykładem niech będzie tu „Horror w Arkham”, w który grywam ze znajomymi. W grach tego typu celem jest zwycięstwo drużyny i to determinuje hierarchię wartości. Wszystkie rozważania o grach bez ukrytej i z ukrytą informacją nadal mają zastosowanie: albo szukamy deterministycznej ścieżki do zwycięstwa, albo ruchu z największym prawdopodobieństwem sukcesu. Ważne rozróżnienie polega na tym, że dotyczy to sukcesu drużyny, a nie pojedynczego gracza. Przykładowo, piłkarz podaje lepiej ustawionemu koledze, zamiast próbować samemu zdobyć gola. To otwiera pole do zaburzeń w hierarchii wartości, a w efekcie do błędnych decyzji. Piłkarz, zamiast podać koledze, może próbować samemu zdobyć gola, bo walczy o króla strzelców – to błędna decyzja z perspektywy gry. W grze planszowej: jeden z graczy koncentruje się na wzmacnianiu swojej postaci, zamiast na działaniu na rzecz drużyny.
Przejdźmy do gier indywidualnych, tych, w których mierzą się ze sobą dwaj zawodnicy, jak i tych gdzie jeden gracz zmaga się z grą. Tu sytuacja jest prosta, każdy z graczy gra na swój sukces, czyli określa ruch, który prowadzi do zwycięstwa (jak w szachach) lub ruch dający jego największe prawdopodobieństwo (jak w Magic the Gathering). Trudność nie tkwi w określeniu hierarchii wartości, tylko w zidentyfikowaniu wszystkich dostępnych opcji i ich właściwej ocenie. Warto tu zauważyć, że większość gier wprowadza jakieś ograniczenie czasu na decyzje (zegar szachowy czy licznik czasu w Magic Arena). To dodaje dodatkowy zasób do każdej z tych gier: czas. Gracz musi brać pod uwagę, że nie może poświęcać na swoje decyzje dowolnie dużo czasu i nim skutecznie zarządzać.

Wariacji na temat formatów gier jest więcej niż te wymienione, dwa przykłady: gry kooperacyjne ze zdrajcą, gry w schemacie mistrz gry i drużyna. Nie będę każdej z nich z osobna omawiał, choć niosą ciekawe niuanse. Przykładowo, w grach ze zdrajcą, cel, a z nim hierarchia wartości gracza, może się zmieniać w trakcie gry. W grach z mistrzem gry i drużyną bywa iż cel jest otwarty, a gracze mają możliwość budowania hierarchii wartości dla swoich postaci wedle własnej fantazji.

Zajmijmy się teraz drugim ze wspomnianych na początku poziomów, czyli z hierarchią wartości mnie jako gracza. Co się zmienia, gdy nie jesteśmy tylko agentem rozgrywającym reguły gry?
Kiedy siadam do gry, robię to w konkretnym celu wynikającym z hierarchii wartości. W moim przypadku jest to przede wszystkim chęć podtrzymania i wzmacniania relacja z przyjaciółmi. Po drugie, chęć rozwoju – uczenie się nowych rzeczy czy wysilanie szarych komórek. Wreszcie po trzecie, chęć zwycięstwa, która sprowadza się do skutecznego stosowania reguł gry. Zwycięstwo jest jednak trzeciorzędne. Staram się grać jak najlepiej i podejmować optymalne decyzje, ale jeśli mimo to przegram, to nie jest problem, bo spędziłem czas w dobrym towarzystwie i czegoś się nauczyłem.
Warto zauważyć, że pierwszy punkt, nie ma zastosowania w grach komputerowych, o ile nie jesteśmy połączeni bezpośrednio ze znajomymi w czasie gry. Jeśli gramy przeciwko komputerowi lub przeciwko losowym nieznajomym nie ma elementu budowania relacji. To oznacza, że przy grach komputerowych mamy jedynie rozwój jakichś umiejętności i chęć zwycięstwa, co czynie je uboższymi od gier planszowych dzielonych z ludźmi.
W teorii zwycięstwo jest nieistotne. W praktyce doświadczam uczucia złości, niechęci i rozczarowania, gdy przegrywam. Dlaczego? Przecież zwycięstwo jest nisko na liście priorytetów. Tutaj objawia się konflikt, o którym wspominałem, omawiając hierarchię wartości: moje podświadoma wartości są inne niż świadome! W podświadomości ważniejsze jest zwycięstwo w grze niż przyjaźń czy rozwój. Efektem jest pozorna nieadekwatność emocji do sytuacji. Dlaczego miałbym czuć złość, kiedy świetnie się bawię w towarzystwie przyjaciół? Co z tego, że przegrywam? Przecież zwycięstwo nie ma znaczenia. Otóż ma! Dla mojego wewnętrznego dziecka jest ono absolutnie kluczowe. Dziecko jest egocentryczne, zaabsorbowane sobą, ma ogromną potrzebę imponowania i bycia akceptowanym i wydaje mu się, że tylko wygrywając to uzyska. Dlatego, gdy przegrywam, panikuje, a jego strach zamienia się w gniew.
To wyraźny przykład jak wewnętrznie skonfliktowana hierarchia wartości tworzy niepożądane sytuacje. W moim przypadku skłoniło mnie to do preferowania gier kooperacyjnych ponad antagonistyczne, gdyż te pierwsze nie wyzwalają uczucia złości. Niestety efekty jest silniejszy przy grach komputerowych, tam, gdzie brakuje interakcji z przyjaciółmi, która w naturalny sposób studzi, czy skłania do tłumienia gniewu. Przy grach komputerowych zdołałem już w złości zniszczyć kilka myszek, jedną lub dwie klawiatury, a nawet monitor, w który rzuciłem z całej siły myszką. Dla jasności nie było to lat temu dwadzieścia parę, gdy byłem jeszcze dzieckiem, było to rok temu, gdy byłem już czterdziestoletnim chłopem.
W moim przypadku podświadoma hierarchia wartości jest właściwą dla dziecka i wchodzi w konflikt z dorosłą, którą wykoncypowałem i zbudowałem świadomie. Wydaje mi się, że to nie tylko moja przypadłość, że to dość typowa sytuacja. Rzuca to też nieco światła, jak zgubnym może być pozostawanie dłużej pod kontrolą wewnętrznego dziecka. Póki trwa zabawa i wszystko układa się po jego myśli, dziecko jest najlepszym kompanem. Nikt nie potrafi się tak cieszyć, w pełni odczuwać, cudownie bawić i dlatego warto mieć w sobie wolne wewnętrzne dziecko. Tyle że dzieci takie bywają, częściej natomiast są marudne, zaborcze, obrażalskie, egocentryczne, złośliwe, okrutne, agresywne… Z czasem, w ramach socjalizacji uczą się te cechy poskramiać, a nawet, póki je wykazują, to gniew pięcioletniego malca jest raczej uroczy niż straszny. Ten sam gniew u czterdziestoletniego chłopa, który jest niedojrzały i kontrolowany przez wewnętrzne dziecko, nie ma już w sobie ani krztyny uroku, jest groźny. Dlatego warto kontrolować, kiedy i ile wewnętrzne dziecko otrzymuje władzy, warto badać samego siebie, kiedy i na co mu pozwalamy. Można tu przywołać cytat z „Rozmyślań” Marka Aureliusza:
„Do czego teraz używam swej duszy? W każdym wypadku takie sobie należy postawić pytanie i badać, co się teraz dzieje w tej cząstce, którą nazywają wolą? I czyją mam teraz duszę? Czy nie dziecka? Czy nie chłopięcia?”

Podsumowując, choć hierarchia wartości w świecie gry może być prosta, to jej spotkanie z hierarchią wartości gracza rodzi komplikacje. Tak jak ze wszystkim w życiu, warto wiedzieć, dlaczego siadamy do gry. Kim się stajemy, kiedy gramy? Jakie wartości przyświecają nam, kiedy to robimy? Jakie towarzyszą nam w zwycięstwie, a jakie w porażce?

O praktycznym wyborze – część trzecia

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu nad konkretnymi aktywnościami. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły procesu podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Dojazdy do pracy; Praca; Dbanie o auto; Zmywanie; Zakupy
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest oczywiste, że nie wymagają zmian.
Praca: pracuje na 4/5 etatu, mam plany na następny rok. Jeśli przyjdzie czas na zmiany to jeszcze nie dziś.
Dojazdy do pracy: Dojeżdżam rowerem, nie widzę dobrych alternatyw. Pracę z domu na chwilę obecną odrzucam.
Dbanie o auto: póki je mam, będę o nie dbał. Za rok wrócę do pytania, czy jest sens taki przedmiot posiadać.
Zmywanie: używam zmywarki. Nie widzę pola do zmian.
Zakupy: Kiedy zaprzestanę gotowania, ta kwestia sam się rozwiąże. Pozostaną zakupy okazjonalne (ciuchy etc.), które stanowią minimalny wydatek czasu.

Sprzątanie
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
Regularnie sprzątam mieszkanie.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
(A) Zachować stan obecny. (B) Całkowicie zarzucić. (C) Wynająć firmę sprzątającą.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Koszt jednego sprzątania to 250 PLN. Poświęcam około 5 godzin miesięcznie na sprzątanie, to koszt 1000 PLN. Mieszkanie jest umiarkowanie czyste. Chciałbym, by było nieco czystsze. Obawiam się zniszczeń. Czuję opór przed wpuszczaniem obcych do mojego domu.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
Gdy wynajmowałem pokój u znajomego, zatrudnialiśmy osobę do sprzątania. Jej usługi były satysfakcjonujące, mieszkanie było czyste.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji.
(A) ZA: Unikam stresy związanego z obcą osobą w domu. PRZECIW: Koszt. Efekt.
(B) ZA: Zerowy koszt. PRZECIW: Brud w mieszkaniu. Pogorszenie warunków życia. Ryzyko dla zdrowia.
(C) ZA: Koszt. Efekt. PRZECIW: Stres.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja (B) odpada, ponieważ niesie ryzyko dla zdrowia, pieniądze tego nie wyrównają.
Za opcja (A) przemawia tylko uniknięcie lęku, jaki odczuwam na myśl o wpuszczeniu obcej osoby do mieszkania. Psychologia uczy, że unikanie źródła lęku, prowadzi do jego wzmocnienia. Konfrontacja z zagrożeniem zmniejsza lęk.
Za opcją (C) przemawiają względy finansowe i spodziewane efekty.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Wybieram opcję (C): Wynająć firmę sprzątającą.
8. Działanie.
Wyszukać firmę i umówić pierwsze sprzątanie.

Terapia
1. Uczęszczam na terapię uzależnień.
2. (A) Kontynuować. (B) Zaprzestać. (C) Zwiększyć.
3. Terapia pomaga mi w utrzymaniu trzeźwości. Pomaga mi w poznawaniu przyczyn nałogu. Chodzę na terapię indywidualną. Właśnie skończyłem terapię grupową. Koszty terapii pokrywa ubezpieczenie.
4. Przez większość mego trzeźwienia, terapia była punktem oparcia. Przysłużyła się w trudnych momentach.
5. (A) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. PRZECIW: Wydatek dwóch godzin tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam dwie godziny tygodniowo. PRZECIW: Usunięcie filaru trzeźwienia. Zatrzymanie procesu leczenia zaburzeń lękowych.
(C) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. Otworzenie nowego procesu w grupie (trauma, DDA). PRZECIW: Obecne dwie godziny plus kolejne dwie lub trzy. Podtrzymanie obciążenia po dwóch latach terapii grupowej.
6. Opcja (B) jest do wyeliminowania. Jedyną jej zaletą jest odzyskanie dwóch godzin, ale utrata korzyści z terapii nie jest tego warta.
Opcja (C) pozwala zająć się kolejnymi aspektami mojego funkcjonowania i do ich poprawy. Wymaga zainwestowania czasu, ale z mojego doświadczenia, jest szansa, że będzie to czas dobrze wykorzystany. Drugi minus tej opcji jest ważniejszy. Kończę właśnie dwa lata terapii grupowej, równoległej z terapią indywidualnej. Czuje zmęczenie. Jestem w stabilnej formie, to zdaje się idealnym momentem, by zwolnić i zaczerpnąć oddechu.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować.
8. Nic nie zmieniam. Za rok rozważę czy nie wybrać się na terapię grupową.

Drzemki
1. Kilka razy w tygodniu drzemię po obiedzie.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Zaprzestać.
3. Średnio trzy razy w tygodniu korzystam z drzemki. Trwa ona około 45 minut. Po drzemce jestem skołowany. Zwykle morzy mnie po posiłku. W nocy śpię dobrze. Przesypiam około 8 godzin.
4. Przez wiele lat drzemałem jako kompensacja za nieprzespane noce.
5. (A) ZA: Daję sobie natychmiastową ulgę. PRZECIW: Dwie godziny 15 minut wydane w każdym tygodniu. Skołowanie po drzemce.
(B) ZA: Odzyskuje dwie godziny tygodniowo. Brak skołowania. PRZECIW: Brak szybkiej ulgi.
6. Kluczową przewagą opcji (B) jest zysk czasu. Skołowanie kompensuje szybką ulgę. Nie widzę powodów zdrowotnych, by dosypiać, gdy mój sen nocny jest zdrowy.
7. Opcja (B): Zaprzestać.
8. Rezygnuje z regularnych drzemek po południu. Wyjątki: stan chorobowy (przeziębienie etc.), źle przespana noc.

Siłownia
1. Uczęszczam na siłownię
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zmienić częstotliwość.
3. Chodzę na siłownię trzy razy w tygodniu. Każde wyjście to około godziny. Mam darmową siłownię na osiedlu. Celem jest utrzymanie sylwetki. Ćwiczenia dają długotrwałą satysfakcję.
4. Od dwóch lat chodzę regularnie i każde wyjście jest pozytywnym doświadczeniem.
5. (A) ZA: Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 3 godziny tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam 3 godziny tygodniowo. PRZECIW: Zaniedbanie sylwetki. Brak pozytywnej energii.
(C) ZA: Oszczędność czasu (1 godziny). Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 2 godziny tygodniowo.
6. Opcję (B) odrzucam. Zaniedbanie sylwetki i brak satysfakcji z ćwiczeń, nie są warte trzech godzin tygodniowo. To cofało by mnie w moich celach rozwojowych.
Opcja (C) to zmniejszenie liczby wyjść z trzech do dwóch, mogę jednak zachować ćwiczenia bez zmian, rozdzielając ćwiczenia nóg na pozostałe dni. Zaoszczędzę czas, jednocześnie zachowując profity z ćwiczeń. Nie celuję w kulturystykę, chcę utrzymać wysportowaną sylwetkę i sprawność motoryczną. Do tego wystarczą dwie sesje tygodniowo.
7. Wybieram opcję (C): Zmienić częstotliwość.
8. Zmieniam swój plan treningowy na dwa dni w tygodniu z tym samym zestawem ćwiczeń.

Granie
1. Regularnie gram w gry komputerowe.
2. (A) Bez zmian. (B) Ograniczyć/zmienić repertuar. (C) Zaprzestać.
3. Średnio spędzam na graniu godzinę dziennie. Gram w Magic the Gathering Arena oraz w Cywilizację 6. Zwykle mnie to relaksuje. Czasem frustruje. Pobudza umysł. Odcina mnie od rzeczywistości.
4. Kompulsywne granie pomagało mi wypełnić pustkę po alkoholu. Służyło do zabijania czasu.
5. (A) ZA: Rozładowanie napięcia. Wysilenie szarych komórek. Relaks. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(B) ZA: Rozładowanie napięcia i trening umysłu. Relaks. Uwolnienie czasu. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(C) ZA: Maksymalny zysk czasu. Redukcja złości. Pozbycie się kompulsji. PRZECIW: Utrata relaksu i rozładowania oraz treningu umysłu.
6. Ten punkt wiąże się z innymi rozrywkowymi zajęciami. Jest globalna decyzja, na co z kategorii rozrywki, chcę przeznaczać czas. Granie było ze mną od dziecka. Trudno mi sobie wyobrazić życie bez niego. Jednak przychodzi taki moment, gdy warto przetestować nowe. Nie jestem gotów do całkowitego zarzucenia gier, to jest ważny sposób na rozładowanie napięcia. Jednak jest opcja ich ograniczenia. Zredukowanie czasu przeznaczonego na gry pozwoli zmniejszyć zależność od nich. Jeśli redukcja okaże się nieskuteczna, czyli jeśli wrócę do dzisiejszych ilości, to będzie znak, że warto całkiem się odciąć.
7. Wybieram opcję (B): Ograniczyć/zmienić repertuar.
8. Ograniczam średni czas przeznaczony na granie do pół godziny. Będę mierzył ten czas. Gram tylko w Magica – najlepszą grę na świecie.

Czytanie rozrywkowe
1. Czytam literaturę rozrywkową.
2. (A) Bez zmian. (B) Zaprzestać. (C) Zmodyfikować czas.
3. Czytam literaturę rozrywkową (fantastyka, kryminał) przez około godzinę dziennie. Dostarcza mi to radości. Dostarcza mi to poczucia fascynacji. Pobudza moją wyobraźnię. Wzbogaca moje słownictwo. Rozładowuje stres.
4. Przez całe życia czytałem literaturę rozrywkową. Była dla mnie źródłem wytchnienia i radości.
5. (A) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zysk czasu. PRZECIW: Utrata radości, wzbogacania wyobraźni, rozładowani stresu, fascynacji, bogatego słownictwa.
(C) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Jeszcze więcej czasu.
6. Opcję (B) odrzucam. Czas spędzony nad rozrywkową lekturą jest czasem bogatym. Ze wszystkich rozrywek oferuje najwięcej korzyści.
Z tego samego powodu opcję (C) rozważam jako zwiększenie czasu na czytanie.
Wybór między (A) i (C) jest trudny, jeśli rozważalibyśmy go w próżni. Jak bowiem inaczej wykorzystam ten czas? Jest to jeden z ostatnich punktów, które rozważam, wiem już, że zwalniam czas od grani – mogę go przenieść na czytanie.
7. Wybieram opcję (C): Zmodyfikować czas.
8. Zwiększam czas przeznaczony na czytanie rozrywkowe kosztem grania o pół godziny dziennie.

Makrama
1. Wyplatam ozdoby ze sznurka
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Wyplatam makramowe ozdoby. Ta aktywność mnie uspokaja. Od dwóch miesięcy mam zaczętą makramę. Nie ruszyłem jej od tego czasu.
4. W przeszłości próbowałem różnych zajęć dodatkowych (np. szachy), które po jakimś czasie szły w odstawkę. Naturalnie traciłem do nich zapał. Pustka po nich łatwo się wypełniała.
5. (A) ZA: Relaks przy robótce. Ozdoby dla domu i na prezent. Dokończę zaczętą robótkę. PRZECIW: Poświęcony czas. Brak zapału.
(B) ZA: Odzyskanie czasu i uwagi. Przestrzeń na spróbowanie czegoś nowego. PRZECIW: Niedokończona robótka będzie mi wadzić. Brak ozdób na prezent.
6. Jeśli chodzi o ozdoby na prezent, to jest niewielki problem, który łatwo może zostać rozwiązany pieniędzmi. Nie wpłynie na decyzję.
Zarzucając makramę, tracę relaks, ale realia są takie, że z niego nie korzystam od miesięcy. Są inne możliwości zrelaksowania się, którym chętnie stworzę przestrzeń.
Jedyne co mnie powstrzymuje, to niedokończona robótka. Rozwiązanie: dodaje do opcji (B) wymóg dokończenia jej do końca marca.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić, z wymogiem dokończenia robótki.
8. Po dokończeniu zaczętej pracy odstawić makramę.

Nowe znajomości
1. Działam w celu poznania nowych ludzi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Korzystałem z Tindera oraz z randek na Facebooku. Od kilku miesięcy zarzuciłem jedno i drugie. Z obu korzystałem kompulsywnie, bezmyślnie przerzucając profile.
4. Wiele lat temu próbowałem aplikacji do poznawania ludzi, bez sukcesów.
5. (A) ZA: Szansa na poznanie ludzi. PRZECIW: Fikcja. Aktywność kompulsywna.
(B) ZA: Odrobina czasu. Koniec z fikcją. Jedna kompulsja mniej. PRZECIW: Utrata jednego kanału poznawania ludzi.
6. Ten punkt, mimo swojej ogólnej nazwy, odnoszę tylko do wirtualnych sposobów na poznawanie ludzi (aplikacji randkowych). Poza pozostaje poznawania ludzi poprzez wspólnych znajomych, w miejscach publicznych, w pracy, na różnych zajęciach i w kółkach zainteresowań – jest to uwzględnione w przynależnych im punktach.
Opcji (A) jest utrzymywaniem fikcji, od kilku miesięcy nie korzystam z portali randkowych i nie widzę powodu, by do nich wracać. Powodem jest kompulsywnym charakterek tych aktywności, korzystanie z tego typu rozwiązań sprowadzało się do bezmyślnego przewijani kolejnych profili, tak zwanego „doom scrolling’u”.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić.
8. Zaprzestaje używania aplikacji i nie wracać do nich.

Oglądanie YT kształcące; Podcasty
1. Oglądam na YT podcasty i materiały edukacyjne.
2. (A) Kontynuować. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć częstotliwość.
3. Poświęcam około godziny dziennie na oglądanie treści edukacyjnych głównie z dziedziny psychologii oraz treści historyczne i treści poświęcone trzeźwieniu. Stanowi to przyczynek do rozwoju. Jest pożywką dla mojej twórczości.
4. Na początku trzeźwieni, pochłaniałem dużo świadectw osób uzależnionych (Sekielski o nałogach [LINK]). To pomagało mi wytrwać i zrozumieć chorobę. Wzmacniało moją wolność.
5. (A) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Poświęcony czas.
(B) ZA: Zwolnienie godziny dziennie. PRZECIW: Odcięcie źródła rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i wiedzy.
(C) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Dodatkowy czas.
6. Opcja (B) odpada. Chociaż uwalnia czas, to uwalnia go od cennej aktywności, którą musiał bym kompensować innymi formami kształcenia. Treści w Internecie są współcześnie częścią mieszanki źródeł rozwoju.
Różnica między opcjami (A) i (C) jest subtelna. Jest to pożyteczny sposób spędzania czasu, jeden z najbardziej prorozwojowych, jakie mam. W związku z tym jest rozsądnym by zwiększyć przeznaczony na niego czas. Na YT jest wiele dobrej jakości treści, podcastów i pogadanek, które wypełnią dodatkowe pół godziny dziennie.
7. Wybieram opcję (C): Zwiększyć częstotliwość.
8. Zwiększam ilość treści edukacyjnych z YT o około 30 minut dziennie (średnio). Nacisk na trzeźwość i stoicyzm.

Kontakty z przyjaciółmi
W tym punkcie będę oględny ze względu na osoby trzecie.
1. Spotykam się regularnie z przyjaciółmi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Modyfikować kontakt.
3. Mam kilka grup znajomych, z którymi spotykam się regularnie (średnio raz w tygodniu). Czuję radość podczas tych spotkań. Czuję przynależność. Czuję bezpieczeństwo. Czuję wesołość. Czasem dochodzi do interesującej wymiany poglądów. Wspieramy się wzajemnie.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. PRZECIW: Czas. Niekiedy pojawia się alkohol.
(B) ZA: Czas. Mniej kontaktu z alkoholem. PRZECIW: Brak radości, przynależności, bezpieczeństwa, wesołości, dyskusji, wparcia.
(C) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. Uniknięcie alkoholu. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, to bobrze zainwestowany czas. Uniknięcie okazjonalnego wyzwalacza nie jest kluczowe.
Opcja (C) jest bardzo podobna do (A), różnicę rozumiem tak, iż mogę zabiegać o częstsze kontakty i być aktywny w ich kształtowaniu. Częstsze kontakty są warte poświęconego czasu, jasno wynika to z ilości punktów ZA. Aktywność w ich kształtowaniu ma służyć, ograniczaniu obecności na nich alkoholu. To niweluje zagrożenie związane z wyzwalaczami. Ergo, opcja (C) jest lepszą wersją (A).
7. Wybieram opcję (C): Modyfikować kontakt.
8. Po pierwsze, chcę częściej gościć przyjaciół w moim domu. To daje pewność, że nie będzie alkoholu i innych narkotyków. Rola gospodarza jest lekko stresująca, ale to budujące mierzyć się z lekkim stresem.
Po drugie, wymyślać, proponować i organizować aktywności niezwiązane z alkoholem. Świat oferuje możliwości, z których warto skorzystać, tworząc bezpieczną przestrzeń. Wiadomo, że niektórzy nawet na wycieczce w ZOO muszą się szprycować, ale takich osób warto unikać.
Po trzecie, rozsądnie podchodzić do spotkań, na których pojawi się alkohol. Dobry wyznacznik to przewaga osób niepijących nad pijącymi. Inny to ilość spożywanego alkoholu. Warto bym pamiętał, że rozmowa z osobą po czterech drinkach nie ma sensu. Niektórych śmieszą osoby pijane, mnie zasmucają, zwłaszcza gdy wiem, jak fantastyczne są, kiedy są trzeźwe.

Medytacja
1. Medytuje dwa razy dziennie po kwadransie.
2. (A) Kontynuować bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć.
3. Medytuje dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Medytacja ma charakter przeglądu siebie. Rano planuję dzień nadchodzący, wieczorem podaje refleksji miniony. Medytacji jest formą praktykowania stoicyzmu. To kluczowym momentem refleksji. To źródło głębokich przemyśleń.
4. Uprawiam medytację od dwóch lat i zaczynam dostrzegać jej pozytywny wpływ. Powiększa się mój spokój. Pogłębia zrozumienie siebie.
5. (A) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zyskuje pół godziny dziennie. PRZECIW: Utrata przestrzeni do refleksji, planowani, wglądu w siebie.
(C) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) jest nieciekawa. Dużo tracę, za niewielki zysk czasu. Nawet gdybym z medytacji zrezygnował, musiał bym znaleźć inną przestrzeń do refleksji i wglądu.
Rozróżnienie między (A) i (C) jest subtelne. Argumentując za opcją (C), można powiedzieć, że medytacja, to jeden z najkorzystniejszych sposobów spędzania czasu (patrząc na korzyści z niej płynąc). Czyli warto zwiększać czas na nią przeznaczony. Nie jest jednak jasne, jak by miała wyglądać ta dodatkowa medytacja. Przeglądy siebie mają swoje ramy, nie ograniczam ich czasowo, po prostu trwają około kwadransa. Dopóki wymyślę, jak zagospodarować dodatkowy czas, opcja (C) poczeka.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować bez zmian.
8. Kontynuuje swoją rutynę. Jednocześnie szukam dodatkowej opcji medytacji. Kiedy takową znajdę, ten punkt będzie podlegał rewizji.

Kontakty z rodziną
W tym punkcie będę oględny, ze względu na osoby trzecie.
1. Regularnie rozmawiam i spędzam czas z najbliższą rodziną
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
3. Kilka razy w tygodniu rozmawiam z mamą. Spotykam się z bratem raz w tygodniu. Okazjonalnie zajmuje się pieskiem bratowej. Raz w miesiącu odwiedzam mamę. Otrzymuje wsparcie w tych relacjach. Tworzą pole do dyskusji i wymiany poglądów. Mam okazję, by udzielać wsparcia.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Czas. PRZECIW: Utrata budujących relacji, wsparcia i wspierania, dyskusji i radości.
(C) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. Pole do nowych znajomości. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, czas przeznaczany na te relacje, jest dobrze spożytkowany i cenny.
Wybór między (A) a (C), sprowadza się do wyboru czy zainwestować więcej czasu i poszerzyć relacje z dalszą rodziną. Biorąc za wyznacznik istniejące relacje i to, co wiem o członkach rodziny, jest to inwestycja dobrze rokująca.
7. Opcja (C): Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
8. Skontaktować się z członkami dalszej rodziny i umówić na spotkanie.

O praktycznym wyborze – część druga

Podjęto decyzje dotyczące organizacji czasu i działań. Analizowane były opcje zachowania, modyfikacji lub rezygnacji z różnych aktywności, takich jak wyprawy rowerowe, klub Toastmasters, czy uważne czytanie. Wybór najkorzystniejszych opcji uwzględniał wartości osobiste, koszty oraz potencjalne korzyści zdrowotne i rozwojowe.

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu i przechodzimy do konkretnych aktywności. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły o procesie podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Mycie się; Pranie; Pielęgnacja rośli; Jedzenie
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest względnie oczywiste, że nie wymagają zmian i są do zachowania w obecnej formie.
Chciałbym zauważyć, to, że niekoniecznie tak musiałoby być, że te działania powinny pozostać nietknięte. Przykładowo, jeśli moim zwyczajem w codziennym myciu byłoby branie godzinnej kąpieli, to zmiana na 10 minutowy prysznic byłaby warta rozważenia. Już preferuję prysznic, nie widzę więc powodu, by się tym wyborem zajmować.

Wyprawy rowerowe
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie
W sezonie letnim, w weekendy wybieram się na wyprawy rowerowe. Wyprawy są dwóch typów: w okolicach Wrocławia po płaskim i downhill w górach. Częstotliwość to (w sezonie wiosenno-letnim) raz na miesiąc.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna
A. zrezygnować z obu,
B. zrezygnować z jednej, ewentualnie modyfikując częstotliwość,
C. zostawić jak jest,
D. zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Typowa wyprawa tego typu trwa 8 godzin (uwzględniając dojazd na downhill). Downhill to koszt około 500 złotych – wypożyczenie roweru i karnety na wyciąg. Dodatkowy koszt downhillu to dojazd, szacunkowo 50 złotych. Jeśli zainwestowałbym we własny rower, koszty zjazdów spadają o 400 złotych. Inwestycja w rower to nawet 20000 złotych (bardzo dobry sprzęt), plus zainstalowanie haka i bagażnik rowerowy (koszty jeszcze nieznane). Własny rower mogę wykorzystać na normalną jazdę górską. Jazda po płaskim to koszt serwisowania roweru. Jazda na rowerze jest korzystna dla układu krążenia. Aktywność na powietrzu jest korzystna dla mózgu i psychiki. Zjazdy stymulują wydzielanie adrenaliny. Sporty ekstremalne mogą uzależniać. Zjazdy grożą kontuzjami.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia)
Bez szczegółów: w przeszłości jeździłem na rowerze i doświadczałem wspomnianych w 3 korzyści (samopoczucie, adrenalina). Nie miałem poważnego wypadku. Raz przeleciałem przez kierownicę przy zjeździe – nic nie połamałem.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji
A. ZA: maksymalny zysk czasu (ok. 50 dni rocznie), oszczędność pieniędzy (zależy od wariantu)
PRZECIW: zmniejszenie aktywności fizycznej, utrata frajdy, mniej spalonych kalorii, mniej czasu na łonie natury
B. ZA: średni zysk czasu, oszczędność pieniędzy (zależy od opcji), zachowanie aktywność, frajda, spalone kalorie, czas na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy (zależnie od wariantu)
Potrzeba uściślenia jak ta opcja by wyglądała.
C. ZA: zachowanie aktywność, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: brak oszczędności czasu i pieniędzy
D. ZA: średni zysk czasu, zachowanie aktywności, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja C jest ściśle gorszą wersją opcji B, zostaje odrzucona.
Opcje D i B możemy zredukować do jednej, brzmiącej jak opcja D, ale dopuszczającej całkowitą eliminację jednej z opcji. Jej za i przeciw są takie ja B.
Rozstrzygamy między A, a hybrydą D i B. Można próbować atakować sprawę ilościowo, ale to proces żmudny. Zaobserwujmy, że opcja A redukuje ilość prozdrowotnej aktywności fizycznej. Zależy mi na moim zdrowiu (część wartości Rozwój). Jeżeli wyeliminuje A, to będę potrzebował kompensacji w innych aktywnościach. Zysk czasu będzie iluzoryczny. To pozostawia oszczędność pieniędzy jako zaletę A. Ale tutaj zauważam, że w opcji konkurującej, mogę obniżyć koszty do nieznacznych wartości.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Opcja hybrydowa: zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość (może do zera) jest najkorzystniejsza.
8. Działanie.
W planowaniu oprę się na następujących zasadach: biorąc razem rower i piesze wędrówki, w sezonie wiosenno-letnim chcę oddawać się im raz w tygodniu. Nie nastawiam się na ograniczanie czasu, jest to czas inwestowany w rozwój i zdrowie fizyczne i psychiczne. Kardio jest ważniejsze od adrenaliny. Cięcia w kosztach mają znaczenie. Kontuzje nie są pożądane.
Połączę ten punkt z wyprawami górskimi i nazwę to „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Proporcję ustalę na początek jako jeden do jednego. Wyprawy rowerowe to w większość enduro lub płaskie tereny, downhill, kiedy będzie można go połączyć z dobrym towarzystwem. To wynika z chęci unikania kontuzji, preferowania kardio i chęci oszczędzenia środków. Czeka mnie zamontowanie haka, kupno bagażnika, kupno roweru i osprzętu. Rower głównie pod enduro, ale powinien dawać sobie radę w okazjonalnych zjazdach – coś tańszego niż 20 tysięcy.

Wyprawy górskie
Przez ten punkt nie będę przechodził osobno. Argumentacja jest prostszą wersją punktu poprzedniego, bo nie ma czynnika kosztowego. Punkt ten i poprzedni łączę w „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Górskie wyprawy powinny zajmować dwa dni w miesiącu. Dodam jeszcze, że wyjazdy wakacyjne nie liczą się do średniej, są osobną pulą.

Toastmasters
1. Uczęszczam raz w tygodniu na spotkania klubu mówców Toastmasters.
2. (A) Uczęszczać nadal. (B) Zarzucić.
3. Klub jest nastawiony na ćwiczenie umiejętności publicznego przemawiania. W ramach spotkań klubowych poznaje się nowych ludzi. Klub odbywa się raz w tygodniu, trwa 2 godziny. Integracja obywa się po spotkaniu w barze. W spotkaniach są przerwy. W czasie przerw członkowie rozmawiają. Klub ma ścieżki dedykowane do humorystycznego i spontanicznego wypowiadania się. Klub daje okazję, by mówić przed publiką.
4. Brak.
5. (A) ZA: Praca nad lękiem przed byciem widzianym. Praca nad spontanicznością wypowiedzi. Poznawanie nowych ludzi. Uczenie się przemawiania. PRZECIW: Członkostwo kosztuje. Aktywne uczestnictwo wymaga czasu, nie tylko na spotkania, ale też na przygotowanie wystąpień.
(B) ZA: Zwolnienie czasu. PRZECIW: Brak okazji do poznania nowych ludzi. Brak pracy nad lękiem przed byciem w centrum uwagi. Brak pracy nad humorystyczną i spontaniczną wypowiedzią.
6. W tym przypadku mamy proste pytanie: czy czas wydatkowany na klub jest tego wart? W ramach klubu mogę pracować nad wartością „wolności”, a to przez pracę nad lękiem przed byciem w centrum uwagi i wypowiadaniem się przed grupą. Obecnie ograniczają one moją wolność.
Mogę się rozwijać, ucząc się umiejętności wypowiedzi spontanicznej i z humorem. To nie tak kluczowe, ale wciąż istotne, szczególnie w połączeniu ze spontanicznością, która sprzyja wolności.
Mam możliwość poznania nowych ludzi, ograniczoną przez fakt, że integracje odbywają się w miejscu alkoholowym, nadal jest to jedna z niewielu okazji, by pracować nad nowymi relacjami.
Podsumowując, korzyści uzasadniają pozostanie.
7. Wybór pada na opcję (A) Uczęszczać nadal.
8. Brak natychmiastowych, poza może zaktywizowanie się w klubie. W przyszłości przeanalizuje, czy faktycznie osiągam założone cele.

Uważne czytanie
1. Uważne czytanie to wnikliwe analizowanie trudnej lektury. Obecnie z rzadka je praktykuje.
2. (A) Bez zmian, dalszy brak praktyki, ale zachowanie opcji. (B) Rezygnacja. (C) Powrót do praktykowania.
3. Uważne czytanie jest treningiem logiki. Pozwala zdobyć nowe perspektywy. Ćwiczy uważności. Mam rozpoczęte „Dialogi” Seneki. Ten teks pobudził u mnie wiele wartościowych myśli. Od kilku tygodni nie przeznaczam czasu na lekturę. Uważna lektura wymaga więcej czasu niż lekka lektura.
4. Uważna lektura Epikteta, Marka Aureliusz i innych pomogła mi w trudnych momentach początków trzeźwienia.
5. (A) ZA: brak. PRZECIW: Trwanie w zawieszeniu. Frustracja brakiem postępów.
(B) ZA: Usuwa poczucie zawieszenia i frustrację. PRZECIW: Brak korzyści rozwojowych. Utrata szansy na poznanie nowych idei.
(C) ZA: Trening logiki. Poszerzenie perspektywy. Lepsze zrozumienie stoicyzmu i człowieczeństwa. PRZECIW: Wydatek czasu.
6. Opcja (A) jest pozbawiona plusów, więc odpada.
Opcja (B) to opcja zachowania wolnego czasu, podczas gdy opcja (C) to opcja wydatku czasu w zamian za wymienione aspekty rozwojowe. Rozwój jest jedną z moich głównych wartości, co skłania mnie ku opcji (C).
7. Opcja (C) „Wprowadzenie aktywności do rutyny”.
8. Czytanie „Dialogów” Seneki.

Pisanie
1. Piszę bloga, polemiki i opowiadania.
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Zaprzestać pisania. (C) Dostosować czas i treści.
3. Pisanie jest moim narzędziem autoekspresji. Służy mi do porządkowania myśli o filozofii. Pomaga mi w praktykowaniu stoicyzmu. Pomaga mi w pracy z przekonaniami. Daje mi satysfakcję i poczucie spełnienia. Piszę jeden post na bloga tygodniowo. Mam rozpoczęte i niedokończone opowiadanie. Opowiadanie czeka od dwóch miesięcy. Pisanie zajmuje mi średnio dwie-trzy godziny dziennie.
4. Najdłuższy okres, kiedy zarzuciłem pisanie, to był okres głębokiego nałogu. Nie miałem wtedy siły pisać.
5. (A) ZA: Mam pole do ekspresji. Blog utrzymuje się na powierzchni. PRZECIW: Brak czasu na pisanie opowiadań. Brak czasu na zwiększenie częstotliwości lub objętości postów. Brak czasu na pisemną analizę przekonań i polemiki.
(B) ZA: Uwolnienie znacznego czasu. PRZECIW: Utrata pola do ekspresji. Znaczne ograniczenie rozwoju i wolności.
(C) ZA: Mam pole do ekspresji. Mogę rozwinąć bloga. Mogę dokończyć i pisać nowe opowiadania. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) odpada, byłaby do rozważenia jedynie, gdybym miał realną alternatywę twórczej ekspresji, a takowej nie mam.
Pod kątem moich wartości opcja (C) jest ściśle lepsza niż opcja (A). Jedyne co przemawia za (A) to to, że nie wymaga dodatkowego czasu, ale ten dodatkowy czas zostanie przeznaczony na bardzo wartościowe elementy mojego życia, coś, co jest rdzeniem wartości „twórczość”, ale dotyka także „wolności” i „rozwoju”.
7. Opcja (C): Dostosować czas i treści.
8. Na chwilę obecną chodzi o dostosowanie czasu. W części czas zwolniony przez sprawy, które zarzucę lub ograniczę, trafi tutaj. Będę zmierzał do podbicia średniego czasu pisania do czterech godzin dziennie. Taktycznie: ruszę z pisaniem zaczętego opowiadania.

Oglądanie YouTube – rozrywka
1. Codziennie oglądam filmiki na YT, głównie dotyczące Magica (gra karciana).
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Ograniczyć czas. (C) Całkowicie zrezygnować.
3. Spędzam około 2 godzin dziennie na tej aktywności. W niewielkim stopniu poprawia ona moją umiejętność gry w Magica. Ma działanie „odmóżdżające”, wyłączam się, gdy się jej oddaje.
4. Kiedyś grałem pasjami w Diablo 2. To była aktywność pozbawiona myślenia, powodująca odprężenie i zajmująca czas. Kiedy przestałem, zyskałem czas na aktywności dające mi satysfakcję.
5. (A) ZA: Brak. PRZECIW: Słabo wykorzystany czas. Kompulsywne działanie. Strata energii.
(B) ZA: Niewielki zysk czasu. Niewielki zysk energii. PRZECIW: Większe ryzyko powrotu do tego zachowania.
(C) ZA: Duży zysk czasu. Duży zysk energii. PRZECIW: Ryzyko pojawienia się pustki.
6. Opcja (A) odpada, jako że nie znalazłem dla niej zalet. Opcja (C) daje większe oszczędności czasu i większą szansę na nie wracanie do tej kompulsji.
7. Opcja (C): całkowicie zrezygnować.
8. Zaprzestaje oglądania nieedukacyjnych treści na YT. Obserwować czy nie pojawią się głody.

Chodzenie do kina/teatru
1. Średnio raz w miesiącu chodzę do kina bądź teatru. Zajmuje to około 3-4 godziny.
2. (A) Zarzucić tę aktywność. (B) Pozostawić jak jest. (C) Zmodyfikować częstotliwość lub/i repertuar.
3. Do kina chodzę najczęściej na fantastykę lub sensację. Do teatru zazwyczaj na dramat lub na musical. Do NFM na muzykę instrumentalną. Chodzę średnio raz w miesiącu. Daję mi to rozrywkę. Daję mi to możność rozwoju, mniejszą bądź większą.
4. Na blogu wspominałem od sytuacji, gdy czekając na kino, dostąpiłem chwili błogości, która trwała w czasie seansu.
5. (A) ZA: Oszczędność czasu. PRZECIW: Strata rozrywki i rozwoju intelektualnego.
(B) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. PRZECIW: Brak oszczędności czasu.
(C) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. Mam szansę lepiej dostosować treść do obecnych potrzeb. PRZECIW: Średnia oszczędność czasu (potencjalnie).
6. Opcja (C) jest ściśle lepszą wersją opcji (B). Opcja (A) pozbawia mnie źródła rozwoju intelektualnego, który jest dla mnie istotną wartością. Zaoszczędzony czas poszedłby na inne rozwojowe aktywności.
7. Opcja (C) ponad opcją (A), ze względu na zachowanie źródła rozwoju.
8. Zwrócę uwagę na repertuar. Obecnie szukam w swoim życiu dodatkowych źródeł radości. Wszelkiego rodzaju komedie (w kinie i w teatrze) mogą być jej źródłem.

Picie i zaparzanie kawy
1. We weekendy poświęcam około 10-15 minut dziennie na parzenie kawy.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Przestać pić kawę. (C) Pić kawę w kawiarni.
3. Kawa ma umiarkowanie prozdrowotne działanie według znanych mi badań. Bez wypicia kawy rano boli mnie głowa. Kawa w lokalnej kawiarni kosztuje 15 złotych. W kawiarniach spotyka się ludzi. Kawiarnia jest tuż za rogiem. Koszt moich 10 minut to 33 PLN.
4. Nigdy nie miałem w zwyczaju pijać kawy w kawiarniach. Kiedyś piłem kawę rozpuszczalną – czasem spróbuje ponownie, jest niesmaczna.
5. (A) ZA: odprawiam rytuał parzenia kawy, który jest relaksujący. PRZECIW: Koszt to 33 PLN (czas) + 3 PLN (ziarna) = 36 PLN.
(B) ZA: Koszty = 0 PLN. Odrobina czasu odzyskana. PRZECIW: Ból głowy. Utrata drobnych korzyści zdrowotnych.
(C) ZA: Koszt = 15 PLN. Szansa na spotkanie nowych ludzi. PRZECIW: Trzeba wyjść z domu.
6. Opcję (B) odrzucam, utrat korzyści zdrowotnych i zmaganie z bólem głowy na czas odzwyczajenia się od kofeiny kosztowałyby mnie więcej niż drobna oszczędność.
Opcja (A) jest droższa, jeśli piję jedną kawę, nieco droższa, jeśli piję dwie. Opcja (A) ma aspekt uspokajający, opcja (C) równoważy to aspektem społecznym i okazją do spotkania nowych ludzi. Opcja (C) jest szczególnie korzystna przy jednej kawie dziennie, przy dwóch wypada podobnie.
7. Wybór pada na opcję (C) i będę eksperymentował z zejściem do jednej kawy dziennie.
8. Zacząć chodzić do kawiarni na kawę w weekendy.

Gotowanie
1. Przygotowuje posiłki z określoną kalorycznością. Dwa-trzy razy w tygodniu obiady (około godziny każdy). Siedem razy w tygodniu kolacje (około 10 minut). Trzy razy w tygodniu śniadania (około 10 minut).
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Catering dietetyczny. (C) Opcja hybrydowa – część posiłków na własną rękę, część kupowanych.
3. Catering to koszt 75 PLN/dzień za 2500 kalorii. Obecnie koszt mojego czasu to 112 PLN/dzień. Składniki to około 20 PLN/dzień. 2500 kalorii to w okolicach moich kalorii utrzymania. Gotowanie we własnym zakresie skutkuje powtarzalnością posiłków.
4. W przeszłości przez kilka miesięcy korzystałem z cateringu – jedzenie było smaczne, warunki wygodne, schudłem kilka kg (była to dieta redukcyjna).
5. (A) ZA: Pełna kontrola nad tym, co jem. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Koszty. Powtarzalność posiłków. Konieczność planowania.
(B) ZA: Niski koszt. Dokładnie wyliczone kalorie. Wygoda. PRZECIW: Ograniczony wybór. Nie korzystam z jedzenia w pracy.
(C) ZA: Średni koszt. Umiarkowana wygoda. Szerszy wybór. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Konieczność planowania. Średni koszt.
6. Opcja hybrydowa jest gorszą wersją opcji pełnej. Nie pozwala na maksymalizację oszczędności. Nie zdejmuje kłopotu planowania. Warto tu zauważyć, że darmowe jedzenie w pracy, jest już uwzględnione w koszcie dziennym powyżej. Odrzucam opcję hybrydową.
Między (A) i (B) rozstrzygnę, po prostu porównując koszty. Niższe koszty ma opcja (B).
7. Wybieram opcję: Catering dietetyczny.
8. Zamówić catering i korzystać.

LEGO
1. Okazjonalnie układam zestaw LEGO.
2. (A) Zachować bez zmian. (B) Robić częściej. (C) Zarzucić.
3. Układam LEGO około dwóch razy do roku. Zajmuje to 3-4 godziny. Nie kupuje zestawów, polegam na prezentach. Układając, czuję się zrelaksowany. Ładne zestawy zachowuje jako ozdobę.
4. Układanie zestawu mnie delikatnie relaksuje.
5. (A) ZA: Okazjonalny relaks. Zero wydatków. Ozdoby w domu. PRZECIW: Nie oszczędzam czasu.
(B) ZA: Częstszy drobny relaks. Więcej ozdób w domu. PRZECIW: Wydatki czasu i pieniędzy.
(C) ZA: Oszczędzam czas. Mam zestawy LEGO na prezent. PRZECIW: Brak okazjonalnego relaksu. Brak ozdób w domu.
6. Układanie LEGO jest dla mnie bez kosztowym, relaksującym sposobem na spędzenie kilku godzin w roku. Całkowita eliminacja nie ma sensu. Zysk to kilka godzin rocznie, które, tak czy owak, warto wypełnić czymś relaksującym i ewentualny prezent dla kogoś. Nie lubię oddawać prezentów dalej. Odrzucam opcję (C). Pozostaje pytanie, czy układać LEGO częściej. Ładny zestaw z kolekcji botanik to około 200 złotych. Czas składania 3 może 4 godziny. Stopień relaksu: umiarkowany. To kosztowny sposób na relaks, nawet biorąc pod uwagę, że zostaje po nim ozdoba.
7. Pozostawiamy obecny układ, opcja (A).
8. Brak.

O etyce

Artykuł omawia etykę jako kluczowe narzędzie w podejmowaniu decyzji oraz rozwijaniu moralności. Podkreśla znaczenie hierarchii wartości i praktyk etycznych. Przez ćwiczenia, takie jak przegląd siebie czy analizowanie przekonań, można stać się lepszym człowiekiem. Stoicyzm kładzie nacisk na dobro ogółu jako miarę etycznych działań.

Dzisiejszy artykuł jest poświęcony sztuce rozróżniania dobra od zła — etyce. Nie będę zajmował się nawracaniem was na konkretny system etyczny, choć przedstawię etykę stoicką, chcę zastanowić się, jak etyka wpisuje się w proces podejmowania decyzji, oraz jak można etykę ćwiczyć i rozwijać.

Nim zaczniemy, chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt: etyka nie jest dana raz na zawsze. Tylko dlatego, że mamy etykę nie znaczy, że mamy dobrą etykę i że nie moglibyśmy mieć lepszej. Tak jak logika wymaga szkolenia się w sposobach dowodzenia i w unikaniu błędów logicznych, tak jak fizyka wymaga zgłębiania wiedzy o świecie i ćwiczenia w unikaniu błędów poznawczych, tak etyka wymaga budowania wiedzy o skutkach naszych działań i praktykowania rozwiązywania etycznych dylematów. Zdolność rozróżniania dobra od zła nie jest nam przyrodzona, jeśli chcemy ją posiąść, powinniśmy się w niej ćwiczyć!

Część 1: Etyka w procesie podejmowania decyzji, czyli prymat wartości 

         Najważniejszym przejawem etyki jest nasza hierarchia wartości, która jest odzwierciedleniem tego, co uważamy za dobre i złe. Za każdym razem, gdy odwołujemy się do niej, odwołujemy się do zasad etycznych. Etyka jest podstawowym narzędziem do modyfikowania i oceniania wartości. W moim rozumieniu „ważność” jest bardzo zbliżona do etycznego „dobra”, to co jest „dobre”, jest też „ważne”. Spójrzmy na to z perspektywy mojej uaktualnionej (w stosunku do tego artykułu) hierarchii wartości:
wolność,
rozwój,
relacje,
twórczość,
praca. 
Wolność jest dla mnie ważna, ale jest też dobra, życzę innym ludziom, by byli wolni i czyniąc coś, co przydaje wolności mi albo bliźnim, czynię coś dobrego. Świat jest lepszym miejscem, jeśli zamieszkujący go ludzie mają więcej wolności.
Uwaga na marginesie: Kontrując z wyprzedzeniem argumenty typu: „mordercę też chcesz uwolnić z więzienia?”, odpowiem: nie, nie chcę. Wolność jest wartością i jest dobrem, ale nie jest absolutem. Wolność ma bilans: uwolnienie mordercy, daje mu więcej wolności, ale odbiera wolność społeczności, w której się znajdzie – bilans takie aktu jest ujemny.
Zatrzymam się tutaj i nie będę przechodził przez pozostałe punkty. Mam nadzieje, że przykład dwóch pierwszych pozwoli wam uogólnić rozumowanie na pozostałe. Jeśli któryś z nich będzie niejasny, zachęcam do zainicjowania dyskusji!
Uwaga na marginesie: Rozwój, tak jak i wolność nie jest absolutem, a nie każdy zysk i przyrost jest rozwojem.

                Poza hierarchią wartości, czy etyka ma inne role w procesie podejmowania decyzji? Nie wydaje mi się. W artykule o podejmowaniu decyzji zasugerowałem, że etyka wpływa na punkt (5), czyli: ”zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji”.
To punkt, w którym bryluje hierarchia wartości. Pomniejszy wpływ etyki przejawia się w innych aspektach, ale nie jest w nich decydujący. Ma rolę w procesie oceniania decyzji, wynikającą również z zastosowania hierarchii wartości.
Tutaj chciałbym przestrzec przed powszechnym błędem: nie stosujcie etyki do oceny faktów! Nie oceniajcie tego co się przydarza w kategoriach dobra i zła. Decyzje mogą być dobre i złe, przypadki losowe nie mogą. To czy pada deszcz, czy świeci słońce, nie jest ani dobre, ani złe. Decyzja czy wziąć parasol z domu, może być dobra lub zła. Nie oceniajcie rezultatów działań swoich i innych w kategoriach dobra i zła. To, że odpalony fajerwerk trafił kogoś w oko, nie jest dobre ani złe. Decyzja o odpaleniu fajerwerku była dobra lub zła.
Unikajcie oceniania decyzji innych ludzi w kategoriach dobra lub zła. Nigdy nie posiądziecie pełnego stanu wiedzy osoby decydującej, wasza ocena obarczona będzie ryzykiem błędu. Uczcie się na decyzjach innych, ale miejcie na uwadze ryzyko omyłki. Oceniajcie swoje decyzje, ale nie po to, by wystawić sobie ocenę, ale by wyciągać wnioski.
Podsumowując, etyka jest potężnym narzędziem niezbędnym dla naszego funkcjonowania. Jej użyteczne zastosowanie jest jednak bardzo wąskie, a nadużywana jest powszechnie. Warto byśmy zwracali uwagę jak sami używamy etyki.

Część 2: Ćwiczenia etyczne, czyli jak stawać się nieco lepszym człowiekiem

                W tej części przedstawię kilka ćwiczeń. Które przyszły mi do głowy w kwestii moralności. Przyznam, że nie trafiłem nigdy na podręcznik ćwiczeń moralnych, z którego mógłbym czerpać. Ten tekst nie ma ambicji, by się takim podręcznikiem stać, ma jedynie dać kilka punktów do przemyślenia i ewentualnego zastosowania.
Uwaga na marginesie: Tak, etyka to jest coś co definitywnie wymaga trenowania i doskonalenia!
Praca nad hierarchią wartości
Podstawowym elementem ćwiczenia się w etyce jest praca nad hierarchią wartości. Pierwszym elementem jest spisanie naszej hierarchii wartości, to będzie materiał, na którym będziemy ćwiczyć i z którego będziemy korzystać.
Kolejnym krokiem jest powtarzanie tego co zanotowaliśmy jak mantry – zapamiętujemy, utrwalamy nasze wartości. Musimy je mieć na podorędziu w każdej sytuacji, a to wymaga nauki.
Następnie poddajemy jej elementy analizie – staramy się wyrazić w jasny sposób, co czyni je dobrymi oraz jakie płyną z nich korzyści dla nas i dla innych.
Zmieniamy ją, kiedy to jest to konieczne: gdy natrafimy w życiu na większą wartość, kiedy w naszym życiu zajdzie zmiana, jeśli zrozumiemy, że myliliśmy się co do tego co jest dobre.
Po każdej zmianie zostawiamy przestrzeń na utrwalenie nowych wartości, a następnie wracamy do analizy. Ten proces będzie nam towarzyszył całe życie.
Z mojej praktyki, dobrym przedziałem czasu w pracach nad hierarchią wartości jest kwartał. Sam staram się dokonywać przeglądów moich wartości co trzy miesiące. Przy czym przegląd nie musi oznaczać modyfikacji, czasem jest po prostu pogłębieniem zrozumienia.

Przegląd siebie
Przegląd siebie (inaczej rachunek sumienia) to filozoficzne ćwiczenie, polegające na poddawaniu swojego funkcjonowania codziennej refleksji. Zwykle praktykowany jest dwa razy dziennie: rano jako ćwiczenie planowania i przemyślenie co nas dziś czeka, i wieczorem jako czas na podsumowanie naszych działań w mijającym dniu.
To narzędzie spełnia wiele funkcji w pogłębianiu naszego zrozumienia siebie, jedną z nich jest konfrontowanie naszych działań z wartościami, rozstrzyganie czy nasze decyzje było dobre, czy złe.
Nie chodzi tu o tworzenie okazji do karania lub nagradzania samego siebie, nie chodzi o rozpamiętywanie i użalanie się nad sobą. Chodzi o wyciągnięcie wniosków, o zrozumienie, dlaczego postąpiliśmy tak jak postąpiliśmy, zaobserwowaniu naszych decyzji, które chcemy w przyszłości zmienić i zaplanowanie tej zmiany. Przegląd siebie sięga w przyszłość, ten poranny w oczywisty sposób, ten wieczorny, mimo że jego pożywką są przeszłe wydarzenia, bo jego celem jest lepsze funkcjonowanie w przyszłości.
Konsekwentne stosowanie tego ćwiczenia daje dane do modyfikacji i ulepszania naszego rozumienia etyki. Możemy dostrzec pewne powtarzające się wzorce i zapytać: czy w nich jest dobro, czy zło? Jeśli dobro, to jakie jest ich miejsce w mojej hierarchii wartości? Jeśli zło, dlaczego je czynie? Szczególnie to drugie pytanie, może nam uzmysłowić luki w naszej moralności. Może naświetlić nam, iż świadomie lub podświadomie cenię sobie rzeczy, które są moralnie bez wartości (bogactwo, sława) i zaniedbuje dobro, by za nimi gonić.
Przegląd polecam uprawiać codziennie, a właściwie to dwa razy dziennie. Zachęcam do uczynienia go częścią waszej porannej i wieczornej rutyny!

Przegląd wspomnień i przekonań
Podążając przez życie gromadzimy wspomnienia i przekonania. Te pierwsze to zapisy momentów naszego życia, to co zapamiętaliśmy z przeszłości. Te drugie to wewnętrzne opinie, wyrabiane na różne tematy, które w pewnym momencie uznaliśmy za poprawne i które uczyniliśmy naszą regułą.
Mam dwie złe wiadomości: pierwsza, to, że nasze wspomnienia są marnym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie ma nic co pamiętamy dokładnie tak jak się wydarzyło. W najlepszym przypadku nasze wspomnienie jest prawdziwe, ale brakuje mu szczegółów, w najgorszym wypadku, wspomnienie, które dla nas jest nieodróżnialne od prawdy, jest fabrykacją i nigdy się nie wydarzyło. Tak, ty też masz takie wspomnienia!
Druga zła wiadomość, to wiele naszych głębokich przekonań nie ma uzasadnienia logiczne i osadzenia w prawdzie. Gromadziliśmy je od dzieciństwa, większości z nich nigdy nie poddawaliśmy krytyce, wiele siedzi cichutko w naszej podświadomości. Takie które miały sens dla bystrego siedmiolatka, ale dla rozsądnego czterdziestolatka są szkodliwe. Jednak wciąż owym czterdziestolatkiem kierują. Cześć z nich jest niemoralna i ich korekta poprawi naszą etykę.
To ćwiczenie jest nastawione na poddawanie naszych wspomnień i przekonań krytycznej analizie. Jeśli chodzi o wspomnienia to pomocne jest konfrontowanie ich z wersją innych świadków, z zapisami na zdjęciach, w pamiętnikach i na wideo – mała praca detektywistyczna. Można też próbować szukać luk logicznych w strukturze wspomnienia, ale nie wiem, czy to działa, sam tego nie praktykuje.
Ciekawiej jest w przypadku przekonań. Tutaj proces wygląda następująco:
1. Musimy zidentyfikować, że posiadamy przekonanie. Uważność na siebie i swoje stany emocjonalne jest w tym bardzo przydatna. Kluczowa jest rola przeglądu siebie, gdy możemy zanalizować sytuację i zadać sobie pytanie: skąd się wzięła dana emocja? Dlaczego poczułem to co poczułem? To zbliża nas do identyfikacji przekonań.
2. Kiedy już wiemy o czym jesteśmy przekonani, przychodzi czas na analizę naszego przekonania. Wychodzimy z pozycji sceptyka, czyli zakładamy, że przekonanie jest błędne i próbujemy udowodnić jego fałszywość – szukamy dziury w całym. Jeśli jest faktycznie całe, to jej nie znajdziemy i możemy przekonanie zachować. Jednak czasem dojdziemy do wniosku, że nie potrafimy uzasadnić tego o czym jesteśmy dogłębnie przekonani.
3. W takim przypadku odrzucamy je. To nie jest jednorazowy akty, to proces. Podobnie jak z utrwalaniem hierarchii wartości, polegamy na powtarzaniu argumentacji (inne metody zapamiętywania mile widziane). Kontrolujemy swoje zachowania, jesteśmy uczuleni na efekty działania przekonania, które chcemy wyeliminować, zatrzymujemy je, jeśli możemy, lub zapamiętujemy i analizujemy podczas przeglądu.
Warto pamiętać, że na zmianę przekonań potrzeba czasu. Nie zniechęcajcie się, jeśli nie uda się od razu. Tego typu ćwiczenie można praktykować z terapeutą, szczególnie z nurtu terapii poznawczo-behawioralnej. Nie bierzcie za dużo na raz, analizujcie jedno przekonanie miesięcznie, może mniej.

Wzorzec do naśladowania
Nad ostatnim punktem nie będę się rozwodził, jest dość jasny. Chodzi o znalezienie dla siebie kogoś, kto będzie wzorcem do naśladowania pod względem moralności. Zadajcie sobie pytania: czy jest ktoś, kogo kręgosłup moralny mi imponuje? Czy chcę wzorować się na czyjeś moralności? Może tylko na pewnych aspektach? Nikt nie jest w końcu doskonały.
Kiedy macie coś zrobić, podjąć decyzję, zastanówcie się co by zrobił wasz wzór i podążajcie za odpowiedzią!
Nie muszę wam mówić, że ćwiczenie to niesie za sobą ryzyko, jakim jest nieodpowiednie dobranie wzorca. Nie bądźcie ślepi w swoim naśladowaniu, kwestionujcie, żeby nie wpaść w jakąś moralną kabałę.
Według mnie najlepszymi wzorcami są ludzie dawno zmarli, bo nie ma większych szans, że czymś nas zaskoczą. Rozumiem natomiast, jeśli ktoś potrzebuje osoby żywej i obecnej, z którą mógłby się bardziej utożsamić.
Co jakiś czas, może raz do roku, zastanówcie się, czy wasz wzorzec nadal jest dla was aktualny, nie musi to być jedna osoba na całe życie.

Część 3: Etyka stoicka, czyli co na to Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”
Marek Aureliusz, „Rozmyślania”

                Przejdźmy na zakończenie do konkretnego systemu moralnego, mianowicie tego reprezentowanego przez stoicyzm klasyczny i współczesny. Moralność stoicka może być nieco zaskakująca dla kogoś, kto jest zaznajomiony jedynie z potocznym znaczeniem słowa „stoicyzm”, które kojarzy się z kimś obojętnym na innych, bezemocjonalnym, kto nie potrzebuje i nie chce innych ludzi. Jak głęboko fałszywe jest to wyobrażenie, niech świadczy właśnie stoickie rozumienie etyki.
Marek Aureliusz wyraża swoje rozumienie tego, co dobre i złe w drugim punkcie cytatu:

„[…]działa tylko dla dobra powszechnego”.

Nie jest w tym odosobniony, wszyscy starożytni stoicy kładą nacisk na działania dla powszechnego dobra. Coś jest dobre, bo jest dobre dla ogółu. Coś jest złe, bo jest złe dla ogółu. Choć jesteśmy jednostkami, każde z nas ma sferę decyzji, która zależy tylko od niego i którą tylko ono może zmieniać, to jednak ze swoimi decyzjami nie poruszamy się w próżni. Jesteśmy zanurzeni we wszechświecie, o którego kształcie informuje nas fizyka, i jesteśmy zanurzeni w społeczności ludzkiej. Potrzeby społeczności są naszymi potrzebami, to co jest dobre dla społeczności jest i dobre dla nas. Jeśli wydaje ci się, że uczynek, który przyniesie ci zysk, ale zaszkodzi twojemu otoczeniu, jest dobry – mylisz się. Krzywdę wyrządzaną innym wyrządzamy także sobie. Kiedy kogoś zamordujesz, ten ktoś straci życie, ty stracisz czyste sumienie i spokój ducha.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym i powodzenie stada jest kluczowe dla naszego jednostkowego przetrwania i rozwoju. Prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: kwitnące jednostki są dobre dla stada. Długofalowe, trwałe korzyści dla jednostek i społeczności płyną ze wzajemnego wznoszenia się na wyższy poziom. Czynimy to, co dobre dla innych, by samemu uzyskać dobro od innych.
Wiemy jednak, że wzajemność nie zawsze stanie się faktem, czasem zamiast dobra, od drugiego człowieka otrzymamy zło. Tak bywa, nadal warto czynić innym dobro, bo to, co zabiegamy, to nie pewność odwzajemnienia, ale większe prawdopodobieństwo odwzajemnienia. Kto szuka gwarancji w tym układzie, szybko się do niego zniechęci, może nawet zdecydować się na czynienie zła i uzyskiwanie swojej „pomyślności” kosztem innych. Pamiętajcie, karma nie wraca, karma ma pewne prawdopodobieństwo powrotu. W naszym interesie jest to prawdopodobieństwo zwiększać.
Jawnymi przejawami dobra są: nauczanie innych, pomoc potrzebujący, budowanie infrastruktury korzystnej dla ogółu, nakarmienie głodnych, pocieszenie strapionych i wiele innych.
Manifestacjami zła są: pozbawianie innych środków do życia, szkodzenie życiu i zdrowiu innych (i swojemu), pogarda dla innych, odbieranie innym głosu i miejsca, poniżanie, okłamywanie dla własnego zysku i wiele innych.

                Spróbuję teraz podsumować moje rozumienie etyki stoickiej:
1. Dobrem jest czynienie tego, co korzystne dla ogółu.
2. Złem jest czynienie tego, co dla ogółu szkodliwe.
3. Rozwój jednostki jest korzystny dla ogółu, o ile nie odbywa się kosztem innych.
4. Dobro, które czynimy, zwiększa naszą szansę na uzyskanie dobra w odpowiedzi.
5. Rzeczy materialne nie są ani dobre, ani złe, dobre i zło tkwi w decyzjach.                
Ostatni punkt listy jest najważniejszy i najtrudniejszy do zaakceptowania we współczesnych czasach.
Nie jest dobrym posiadać dużo pieniędzy. Można podjąć dobre decyzje jak posiadane pieniądze wykorzystać dla dobra ogółu, ale nie ma wartości w samym majątku.
Jest dobro w podejmowaniu decyzji zabezpieczających mój byt, niosą dach nad głową i niezbędne pożywienie. Nie ma nic dobrego ani złego, w posiadaniu wielu domów i ogromnych zapasów jedzenia.
Jest zło w decyzji, by odebrać od ust innemu, dla napełnienia swoich.
Jest dobro w dzieleniu się swoim powodzeniem: rozdawaniu swoich bogactw, oddawaniu swoich dodatkowych domów tym, którzy ich potrzebują.
Nie ma dobra w posiadaniu, ale jest wiele dobrych decyzji, jak wykorzystać to, co posiadamy!

Komentarz do „O dobrych decyzjach” i do „O fizyce”

Artykuł jest rozszerzeniem dotyczących procesu podejmowania decyzji, który jest definiowany jako szersze pojęcie niż tylko impuls do działania. Autor podkreśla, że proces ten nie jest identyczny z mechanizmem decyzyjnym. Wspomniano także o pominiętych błędach poznawczych w artykule „O fizyce”, które będą dalej omawiane.

Ten tekst jest uzupełnieniem i dodatkiem do dwóch artykułów: „O dobrych decyzjach” i „O fizyce”.

W artykule „O dobrych decyzjach” ważne jest doprecyzowanie używanej przeze mnie definicji „decyzji”, jak bardzo słusznie zauważono w komentarzach.
To, co rozumiem przez decyzję, na potrzeby tego artykułu, ale i szerzej, to nie tylko sama myśl, którą potocznie nazwalibyśmy decyzją, czyli impuls do działania. Na decyzję w moim rozumieniu składa się też proces jej podejmowania, czyli jest to pojęcie znacznie szersze. Większość artykułu traktuje o tymże procesie, bardziej niż o samym akcie końcowym. W pewnym sensie artykuł mógłby mieć tytuł „O dobrym procesie podejmowania decyzji”, który byłby bardziej ścisły, acz mniej chwytliwy.
Decyzja i proces jej podejmowania są dla mnie nierozdzielne. Decyzja jest koniecznym wynikiem konkretnego procesu, a proces ma sens jedynie, jeśli tworzy decyzje. Konkretny proces zawsze prowadzi do jednej decyzji. Różne procesy mogą prowadzić do tej samej decyzji.
Jeszcze jedno uściślenie, które przyda się w przyszłości: proces podejmowania decyzji nie jest tożsamy z mechanizmem podejmowania decyzji, jest raczej jednorazowym zadziałaniem tegoż mechanizmu. Proces podejmowania decyzji jest też nienaprawialny, z tej przyczyny, iż jest zdarzeniem przeszłym. Wnioski z oceny procesu mogą natomiast być użyte do modyfikacji mechanizmy, który go wygenerował i który jest nadal w nas obecny.

W artykule „O fizyce” pominąłem albo zaznaczyłem bardzo marginalnie, ważny temat błędów poznawczych. Uświadomiłem sobie, pisząc artykuł o logice, gdzie poświęciłem wiele uwagi błędom logicznym, że czegoś takiego w „O fizyce” zabrakło. Na szczęście oba zagadnienia, czyli błędy poznawcze i logiczne, są na tyle obszerne, że ich dyskusja, nawet wybiórcza nastarczy na oddzielne artykuły. Obiecuję także, iż takowe w pojawią się w dalszym ciągu cyklu o decyzjach.

O fizyce

Artykuł koncentruje się na starożytnej filozofii stoicyzmu, szczególnie na trzech podstawowych filarach: fizyce, logice i etyce. Autor podkreśla ich rolę w podejmowaniu decyzji i konieczność rozróżnienia między tym, co od nas zależy, a tym, co nie. Proponuje też wykorzystanie metody naukowej w analizie rzeczywistości.

                Ten artykuł nie dotyczy kwarków, kwantowej teorii pola, cząstek Higgsa czy czarnych dziur. Nie o takiej fizyce będę dzisiaj pisał, lecz o takiej jak ją definiowali rzymscy stoicy, czyli sztuce odróżniania tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste.
                Trzy filary, działy stoicyzmu to:
1. Fizyka, czyli odróżnianie tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste, oraz tego, co od nas zależne od tego, co niezależne,
2. Logika, czyli odróżnianie tego, co fałszywe od tego, co prawdziwe,
3. Etyka, czyli odróżnianie tego, co dobre od tego, co złe.
Każdej z nich poświęcę artykuł na blogu w cyklu rozważań o podejmowaniu decyzji. To te trzy elementy są narzędziami niezbędnymi do podejmowania racjonalnych i dobrych decyzji. W ramach dyskusji będę zwracał uwagę, na jakie elementy procesu podejmowania decyzji wpływają.

Część 1: Co jest rzeczywiste

                 Pierwszy aspekt fizyki to określenie co jest rzeczywiste, ta dziedzina wiedzy jest rozwijana po dziś dzień. Jej najlepszym obecnie narzędziem jest metoda naukowa. Pokrótce wymienię jedynie podstawowe właściwości teorii naukowej, bez zagłębiania się w szczegóły, które znaleźć można w licznych opracowaniach.
Kluczowym elementem metody naukowej jest tworzenie hipotez i teorii falsyfikowalnych, takich, dla których można określić wynik eksperymentu, które je obali: teoria przewidująca fałszywy wynik eksperymentu, jest fałszywa. Nacisk na falsyfikowalność wymusza tworzenie teorii, które precyzyjnie określają wyniki eksperymentów, dopuszczają swoją własną fałszywość i zachęcają do jej badania. Teoria naukowa jest bardzo dynamicznym tworem, ulegającym zmianą w procesie formułowania i badania. Jest to wielka siła tego modelu, opartego na próbach udowodnienia, że się mylimy, zamiast dowodzenia, że mamy rację. Ma to znamiona sokratejskiego „wiem, że nic nie wiem”: odrzucenia przekonania o własnej wiedzy, na rzecz ciągłego kwestionowania własnych teorii i przekonań.
Zmienność teorii naukowych jest ich siła i słabością. Na tak płynnym fundamencie, nie da się wznieść trwałego gmachu. To doprowadziło do wprowadzenia (odkrycia) pojęcia paradygmatu. Jest to teorią naukową, która uzyskała specjalne względy. Czy to przez liczne eksperymenty falsyfikujące, które jej nie obaliły, czy to przez szerokie i skuteczne zastosowanie praktyczne, paradygmat uzyskał status: „jesteśmy tego prawie pewni”. Paradygmaty są przydatne, by móc naukę stosować w praktyce. Pozwalają wokół teorii stworzyć katalog zastosowań. Pełnią funkcję rdzenia, wokół którego, nadbudowujemy wiedzę, na którym konstruujemy teorię szczegółowe.
Paradygmaty w nauce nie są wieczne, można je podważać i obalać. Obdarzamy je jednak większym zaufaniem niż teorie szczegółowe. Czyli, jeśli wyniki eksperymentu nie zgadzają się z paradygmatem, to najpierw szukamy błędu w eksperymencie, lub wyjaśnienia w obrębię paradygmatu. Dopiero gdy ich nie znajdziemy, podważamy sam paradygmat.
Przykładem obalonego paradygmatu jest mechanika newtonowska. Przez kilkaset lat funkcjonowała jako płodny i niepodważalny fakt, na którego bazie zbudowano setki szczegółowych teorii, na którego bazie wzniesiono wiele budowli i opracowano wiele maszyn. W początkach XX wieku została obalona i zastąpiona mechaniką kwantową, a później kwantową teorią pola. Do dziś pozostaje jednak częścią (przypadkiem granicznym) nowego paradygmatu, zachowując wiele ze swojej użyteczności.
Zmienność teorii naukowej i proces zdobywania wiedzy poprzez metodę naukową bywa frustrująca dla przeciętnego człowieka, który wolałby usłyszeć pewną odpowiedź na swoje pytania. Kiedy mówią mu, że maseczki mogą być nieskuteczne w walce z wirusem, aby miesiąc później powiedzieć, że są kluczowe w walce z pandemią, czuję się skołowany. Kiedy usłyszy, że czerwone wino działa pozytywnie na układ krążenia, by kilka lat później usłyszeć, że jednak nie, że alkohol jest kardiotoksyczny, traci zaufanie do przewidywań lekarzy. Kiedy najpierw mu mówią, że można się poruszać z dowolną prędkości, by później stwierdzić, że jednak nie da się szybciej niż światło w próżni, macha ręką na wiedzę naukową. Jedna zadaniem nauki nie jest dawanie pewności, a wyżej wymienionych zdarzenia, to przykłady siły działania metody naukowej i jej samo korygującej natury.
Problem niepewności jest fundamentalny dla naszego postrzegania świata, dla fizyki, wykraczając poza ramy metody naukowej. Pojawia się tu w naszych rozważaniach logika i jej nieubłagany werdykt, iż w naszym rozumieniu świata, nie możemy stwierdzić, co jest prawdziwe, tylko co prawdziwe nie jest. Poruszymy ten temat, związany ze strukturą implikacji logicznej, w przyszłości. Tu tylko podkreślę: jedyne czego możemy dowieść o rzeczywistości, to, że coś do niej nie należy, że nasza teoria jest fałszywa. Dowiedzeni prawdziwości wymaga dowiedzenia, że każdy wynik eksperymentu jest z nią zgodny, do dowiedzenia fałszywości, wystarczy wykazać, że istnieje eksperyment z nią sprzeczny. To zadania o dramatycznie odmiennej skali.

Część 2: Co jest od nas zależne

Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Marek Aureliusz, „Rozmyślania

                Cytat otwierający tę część artykułu będzie nam towarzyszył przez najbliższe kilka tygodni, jako plan punktów do dyskusji. Odnosi się bezpośrednio do zagadnienia wyborów czy, w mojej nomenklaturze, decyzji. „Swobodne zmierzanie naprzód”, o którym pisze rzymski cesarz, jest życiem złożonym z dobrych wyborów. Dostajemy stoicką receptę, co należy czynić, o co dbać, żeby dobrych wyborów dokonywać. Marek Aureliusz wymienia cztery punkty, my jednak zaklasyfikujemy je, do naszych trzech działów filozofii. Punkt (1) przypiszemy do logiki, punkt (2) do etyki, punkty (3) i (4) do fizyki. Rozdział nie jest ścisły, jako że nasze trzy dziedziny przenikają się i powyższe punkty przy głębszym rozważeniu rozciągają się na wiele dziedzin.

                Zacznijmy od punktu (3) fundamentalnego dla stoicyzmu jako szkoły filozoficznej. Każdy jej adept rozważa i nosi w sercu tę myśl w jakiejś formie. Ja korzystam z wersji Epikteta, którą powtarzam rano i wieczorem i którą wezmę za osnowę dalszych rozmyślań:

„Naszym najważniejszym życiowy zadaniem jest nauczyć się rozróżniać rzeczy należące do dwóch kategorii: wydarzenie zewnętrzne (tych nie możemy kontrolować) i związane z tymi wydarzeniami wewnętrzne wybory, nad którymi mamy kontrolę. Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje.”
Epiktet, „Enchereidion”

Ktoś obeznany z terapią poznawczo-behawioralną, może tu dostrzec podobieństwa w sposobie myślenia o naszej sprawczości. Epiktet twierdzi, iż najważniejsze czego możemy w życiu dokonać, to rozróżnić co należy do jednej z kategorii: rzeczy od nas zależnych i rzeczy od nas niezależnych. Te kategorie są wzajemnie rozłączne, a razem pokrywają wszystko, co istnieje. Intuicyjnie ta propozycja ma sens. Znając takie rozróżnienie, możemy skoncentrować się na tym, co możemy zmienić i zaakceptować to, czego zmienić nie możemy – oczywiste. Dlaczego stoicy uczynili tę myśl rdzeniem swojej filozofii? Dlaczego ja, praktykujący stoik, czuję potrzebę, by codziennie ją powtarzać?
Pierwsza część odpowiedzi wynika z tego, że ta prosta teoria przekłada się na trudną praktykę i komplikuje, gdy zaczynamy zgłębiać szczegóły. Druga część odpowiedzi kryję się w ostatnich zdaniach: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje”. Myśli, które jest niezwykle trudna do zaakceptowania przez większość.
Zacznijmy od pierwszej części odpowiedzi i przy okazji uściślijmy, co stoik rozumie jako zależne (nad czym mamy kontrolę), a co jako niezależne (czego nie możemy kontrolować). Odpowiedź jest zawarta w oryginalnym cytacie: „wewnętrzne wybory”. To możemy kontrolować, tylko to jest od nas zależne. Jako dopełnienie zbioru to, co nie jest wewnętrznym wyborem, jest ode mnie niezależne. Przykładowo: moje życie i zdrowie, moja lewa ręka, mój stan konta, moje relacje z przyjaciółmi, awans w pracy, etc. Wszystko to jest ode mnie niezależne. Może mi zostać odebrane przez los, nie znajduje się w domenie moich wyborów/decyzji – jedynego co kontroluję. Tutaj może pojawić się sprzeciw. Jak to? Nie kontroluje własnej ręki? Co za nonsens! A jednak, po stoicku kontrola oznacza pełną kontrolę. Jeśli ręka zostanie mi odcięta, nie mogą wysiłkiem woli sprawić by odrosła. Jeśli porażeniu ulegną mięśnie w mej ręce, nie mogę myślą sprawić, by się zregenerowały. Jeśli przypadek, zewnętrzne okoliczności lub inni ludzie mogą mi coś odebrać, to nie mam nad tym kontroli. Ta idea, choć trudna do zaakceptowania, pozwala skoncentrować wysiłki tam, gdzie mamy realny wpływ – w sferze wewnętrznych decyzji. Uwalniamy się w ten sposób spod władzy zewnętrznych okoliczności i przejmujemy samostanowienie. Nasza nowa dziedzina jest o wiele mniejsza, niż świat, który usiłowaliśmy kontrolować wcześniej, jednak ją możemy kontrolować realnie, podczas gdy nad światem mieliśmy jedynie iluzję kontroli.
Druga myśl: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje” także niesie za sobą trudność. Wymaga zaakceptowania, że to we mnie tkwi dobro i zło, ja jestem ich źródłem w swoim życiu. To nie świat zewnętrzny jest zły. To moje wybory i wyobrażenia o świecie są złe. Ta myśl oznacza przejęcie pełnej odpowiedzialności za nasze szczęście i nasze dobro. Koniec zrzucania odpowiedzialności na innych i na okoliczności! Dobro i zło są we mnie. Ten sposób myślenia wydaje się kolidować z podejściem większości ludzi. Jest to jednak element przejęcia sprawczości nad swoim życiem, nieoddawania niczego co istotne (dobre lub złe) zewnętrznym okolicznością. Wiąże się też z akceptacją rzeczywistości, jako tym, czym jest, czyli tłem dla naszej melodii i skoncentrowaniu się na tym, co realnie możemy zmienić.
Jakkolwiek radykalne jest stoickie spojrzenie na sprawy od nas zależne i niezależne, nie oznacza ono porzucenia zewnętrznego świata. Zwróćcie uwagę na sformułowanie „związane z tymi wydarzeniami [zewnętrznymi], wewnętrzne wybory”. Jest w nim zawarty wskazówka na związek naszego wewnętrznego funkcjonowania z bodźcami płynącymi z zewnątrz. Choć tych drugich nie możemy kontrolować, są one bazą dla naszych wyborów. Bez nich świat dostępnych dla decyzji byłby niezwykle ubogi. Może, teoretycznie, tak ubogi świat jest wystarczający dla szczęśliwego istnienia, ale w praktyce nie musimy tego sprawdzać, rzeczywistość dostarcza nam szerokiej gamy zdarzeń, na których możemy doskonali nasze decyzje. Świat zewnętrzny oddziałuje na nas, a my oddziałujemy na świat zewnętrzny w cyklu działania i informacji zwrotnej. To, co nam się przydarza, jest tworzywem, które możemy obrócić w dobro lub zło. Słowami Seneki „Listów moralnych do Lucyliusza”:

„Mylą się bowiem, mój Lucyliusz, ci, którzy sądzą, że los obdarza nas bądź czymś dobrym, bądź też czymś złym. Daje on nam tylko materiał, z którego może powstać dobro lub zło, tylko zarodki rzeczy, które to zarodki mogą rozwinąć się w nas w zło albo dobro.”

Rozważania o umiejscowieniu dobra i zła w sferze naszych wyborów i rozumienia świata zewnętrznego jako źródła bodźców dla naszych decyzji, prowadzą nas do punktu (4) z myśli Marka Aurelego: „[natura racjonalna] przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”. Myśl ta wyraża stoicką akceptację rzeczywistości taką, jaka jest. Nie jest zadaniem ciekawym dla stoika, by „kłócić się” z rzeczywistością. Zadaniem dla stoika jest zrozumieć, co jest rzeczywiste i działać możliwie najlepiej w ramach zidentyfikowanej rzeczywistości. To idea przekraczającą potocznie rozumianą akceptację, określana jako „amor fati” (ukutym przez Nitzschego), czyli „umiłowanie losu”. Stoik kocha to, co mu się przydarza, bo każda zewnętrzna przeciwność jest okazją do poprawienia siebie, okazją do podjęcia dobrej decyzji. Seneka w „Listach moralnych do Lucyliusza” piszę:

„Nic nie wydaje mi się większym nieszczęściem niż człowiek, którego żadna i nigdy nie spotyka przeciwność, taki człowiek nie miał nigdy możności doświadczyć samego siebie.”

Część 3: Fizyka a mechanizm podejmowania decyzji

                Przebrnęliśmy przez spory kawałek teorii. Nadszedł czas, by rozważyć, jak w praktyce ową teorię możemy zastosować do ulepszenia naszej zdolności podejmowania decyzji.
Na początek przypomnę algorytmy podejmowania decyzji, który zaproponowałem w jednym z artykułów tej serii:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.
Fizyka przychodzi nam z pomocą głównie w odniesieniu do punktów od (1) do (4). Omówmy je teraz jeden po drugim.

(1) Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
W tym punkcie naszym zadaniem jest ocenić, co jest rzeczywiste i jak rzeczywistość prezentuje się w szczegółach. Polegamy na swoich zmysłach i zdolności do syntezowania płynących z nich informacji, by stworzyć obraz sytuacji.
Pierwszym zadaniem fizyki na tym etapie jest, by zweryfikować świadectwo naszych zmysłów pod kątem realności, skonfrontować informacje zmysłowe ze sobą i upewnić się o ich spójności. Kolokwialnie, upewnić się, czy „oczy nas nie mylą”.
Drugim zadaniem, jest weryfikacja syntezy, czyli całościowego obrazu naszego doświadczenia. Umysł jest podatny na zniekształcenia i błędy poznawcze, nikt nie jest od nich wolny, choć nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Naszym zadaniem jest upewnić się, że wyobrażenie o rzeczywistości, które stworzyliśmy, nie zawiera błędów. Oznacza to zaprzęgnięcie wiedzy o rachunku prawdopodobieństwa, naszej o dziedzinach szczegółowych nauki (fizyki współczesnej, biologii, historii etc.), zdolności do kwestionowania własnych założeń — by spróbować podważyć pierwsze rozumienie sytuacji.
Można o tym myśleć następująco: zadanie jest, stworzyć teorię na temat tego, co się wydarzyło. Jako dobry naukowiec zaczynamy od zebrania dostępnego materiału doświadczalnego i sprawdzenia go pod kątem prawdziwości – to wrażenia zmysłowe. Następnie formułujemy wstępną hipotezę – to pierwsze wrażenie. Szukamy luk w naszej hipotezie, eksperymentów falsyfikujących – to poszukiwanie potencjalnych błędów poznawczych. Ponawiamy obserwację i sprawdzamy materiał dowodowy pod kątem eksperymentów falsyfikujących – to ponowne spojrzenie na sytuację, przypomnienie sobie jej przebiegu i weryfikacja czy doszło do błędu poznawczego. Poddajemy teorię ocenie przez innych badaczy – omawiamy sytuację z innymi ludźmi albo ze sobą samy po pewnym czasie.
To dość skomplikowane. Czy da się w ten sposób podejść do każdej decyzji w życiu? Nie. Czy da się w ten sposób podejść do większości decyzji w życiu? Nie. Czy możemy tak podchodzić do większej ilość decyzji niż obecnie? Tak. Czy możemy tak podejść do tych kilkunastu, czy kilkudziesięciu najważniejszych decyzji? Tak.
Aby być gotowym w kluczowych momentach do zastosowania tak głębokiego rozmyślania, musi to podejście trenować na przykładach prostych decyzji. Tak jak żołnierz przygotowujący się na wojnę, ćwiczy strzelanie na bezpiecznym poligonie, tak i my, trenujemy swój umysł w czasach spokoju, by nie zostać zaskoczonym w czasach zamętu.
Te rozważania zawarły też w sobie punkty (3) i (4), czyli zbieranie informacji i przywoływanie doświadczenia, jako elementy iteracyjnego procesu weryfikacji naszej teorii o przeżywanym doświadczeniu. Do punktu (4) wrócę jeszcze osobno, o punkcie (3) powiem tylko, że każdą informację, możemy traktować jak mini teorię, czyli weryfikować ją pod kątem zgodności z doświadczeniem.

(2) Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
W tym punkcie kluczowe znaczenie ma rozumienie tego, co jest od nas zależne, a co nie. Aby poprawnie określić dostępny dla nas zbiór opcji działania, musimy dobrze rozumieć, co jest w naszej mocy, a co pozostaje w rękach przypadku czy czynników zewnętrznych. Mam poczucie, że ten punkt jest najczęstszym źródłem błędnych decyzji. Nagminnie mylimy się w ocenie tego, co możemy faktycznie zrobić i co jest od nas zależne. Robimy to poprzez rozszerzanie granic swojej sprawczości, przypisując sobie większy wpływ na rzeczywistość, niż faktycznie posiadamy.
Przykład: Rząd mojego kraju wprowadził prawo, z którym się gorąco nie zgadzam.
Typowa opcja, którą rozważamy: wyjdę na ulicę razem z innymi i zmusimy rząd do zmiany prawa.
Realna opcje: Wyjdę na ulicę. Będę skandował hasła. Jeśli spotkam innych podobnie myślących, to będę starał się ich trzymać.

Nie jest w mojej mocy zmienić decyzję rządu. Nie jest w mojej mocy zmusić czy nakłonić innych by wyszli na ulicę. Może się okazać, że stanę na niej zupełnie sam. Może się okazać, że będą nas tysiące, a rząd decyzji nie zmieni. I tak dalej.
Niejeden człowiek zapędził się w kozi róg, poprzez nazbyt szerokie rozumienie swojej sprawczości. Niejeden uczynił swoje życie nieszczęśliwym, bo nie chciał zrozumieć, co od niego zależy, a co nie.
Kluczowym przy podejmowaniu decyzji, jest stosowanie się do reguły zależne/niezależne, gdy budujemy zestaw opcji, spośród których przyjdzie nam wybierać. Upewniajmy się, że w tym zestawie jest zawsze tylko to, co kontrolujemy, czyli:
„Zaproszę koleżankę na kawę” nie „Pójdę z koleżanką na kawę” (koleżanka ma tu coś do powiedzenia)
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie” nie „Schudnę 10 kilogramów do wiosny” (może być za mało czasu)
„Będę pisał post co tydzień” nie „Zostanę królem blogosfery” (nikt nie kontroluje, co się stanie wiralem w internecie)
Jeszcze lepiej, jest dodać do każdego z tych stwierdzeń stoickie zastrzeżenie: „jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”.
„Zaproszę koleżankę na kawę, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli mój telefon zje pies?
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie, jeśli nic mi tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli okaże się, że ma to negatywny wpływ na moje zdrowie i lekarz zaleci mi więcej kalorii?
„Będę pisał posta co tydzień, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli złamie obie ręce i nie będę w stanie używać klawiatury przez miesiąc?
Ta praktyka wydaje mi się zdecydowanie łatwiejsza do wprowadzenia, niż to, co rozważaliśmy w punkcie pierwszym. W sensie możemy ją zastosować do większej ilości naszych decyzji, tych małych i tych większych, jako że jest mniej czasochłonna, mimo że jej wpływ na nasze decyzje jest równie wielki, jak rozpoznanie rzeczywistości.
Co jest ważne, nie zakładajmy, że już potrafimy to robić! Trzeba ćwiczyć i przez ćwiczenia budować automatyzm takiego podejścia, by przy każdej nawet drobnej decyzji, nasz umysł filtrował opcję pod kątem tych od nas zależnych.

(4) Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
O tym punkcie krótko, bo większość tego, co odnosi się do punktu (1), ma zastosowanie i tutaj, a przeszłe doświadczenia stanowią też jeden z przyczynków do naszej weryfikacji rzeczywistości, są swoistą bazą wyników eksperymentów, którymi można testować nasze teorie.
Przeszłe doświadczenia można poddawać analizie, a nawet warto je poddawać analizie. Nie mamy żadnej gwarancji, że to, co tkwi w naszych wspomnieniach, jest wolne od błędów poznawczych. Nie wiemy, czy to, co pamiętamy, faktycznie się wydarzyło i czy wydarzyło się tak, jak to pamiętamy. To myśl dość nieprzyjemna, ale warto się z nią oswoić i regularnie poddawać sprawdzeniu nasze przekonania o przeszłości. Poddawajmy je skrupulatnej ocenie podobnej do tej opisanej w punkcie (1), jeśli to możliwe, konfrontując je z innymi świadkami tych wydarzeń. Wspomnienia stanowią ważny punkty odniesienia dla naszych decyzji teraz i w przyszłości: czyśćmy je z błędów poznawczych i dbajmy, by nie były zaburzane substancjami psychoaktywnymi. Jeśli nasze decyzje będą oparte na śmieciowych danych, to same też będą śmieciowe, niezależnie od tego, jak sprawnie działać będą mechanizmy ich podejmowania.

Reasumując, nie należy zaniedbywać fizyki jako nauki o rzeczywistości i naszym miejscu w niej. Jest kluczowa dla naszego procesu podejmowania decyzji, ponieważ:
1. Pozwala nam poprawnie zidentyfikować, co jest rzeczywiste, a co jest tworem lub zniekształceniem naszego umysłu.
2. Pozwala nam koncentrować nasze wybory nad tym, co naprawdę od nas zależy, bez gubienia się w labiryntach przypadku i sprawczości innych ludzi.

Ćwiczcie się więc w rozpoznawaniu rzeczywistości, bo każdemu z nas takie ćwiczenia wyjdą na dobre!

O dobrych decyzjach

Artykuł porusza kwestię oceny decyzji, podkreślając, że istotne jest skoncentrowanie się na dostępnych informacjach w momencie ich podejmowania. Krytyczne pytania dotyczą definicji sukcesu, rozważania opcji oraz oceny prawdopodobieństwa. Refleksja nad decyzjami pomaga usprawnić procesy decyzyjne, ale nie powinna prowadzić do oceny osoby podejmującej decyzję.

Rozważaliśmy w poprzednich częściach, jak podejmujemy decyzję. Dzisiaj pochylimy się nad pytaniem: jak i po co należy oceniać czy decyzja była poprawna, czy niepoprawna?

W mediach i w potocznych konwersacjach słyszymy często: „to była zła decyzja”, „on podjął dobrą decyzję”. Takie stwierdzenia są zwykle nieuzasadnione i często błędne. Ocena decyzji to bardzo skomplikowana sprawa, wymagająca posiadania informacji rzadko dla nas dostępnych. Potrzeba na nią wiele czasu i poważnych rozważań, znajomości matematyki, a konkretnie rachunku prawdopodobieństwa, obeznania z logiką.
Tutaj może macie wątpliwość: przecież ocena po fakcie jest bardzo prosta, wystarczy sprawdzić, czy się udało, czy decyzja przyniosła zamierzony skutek, czy też nie i sprawa załatwiona. Nic bardziej mylnego! Może być wiele sposobów na ocenianie decyzji, ale jak decyzji na pewno oceniać nie można, to po jej skutkach. Z tej prostej przyczyny: w momencie podejmowania decyzji, jej skutki nie są znane, nie mogą więc wpłynąć na decyzję. W wyciąganiu wniosków na przyszłość skutki mają znaczenie, ale w ocenie decyzji przeszłych już nie.
To, co wpływa na ocenę decyzji, to informacje, które były dostępne w momencie jej podejmowania. Obiektywna ocena musimy „zapomnieć” o wszelkich danych, zdobytych później (w tym o skutkach), odtworzyć przeszły stan wiedzy. To bardzo trudna sztuka. Ciężko przeprowadzić proces myślowy, ignorujący część posiadanej wiedzy. Najlepiej byłoby prawdziwie zapomnieć co się wydarzyło albo znaleźć osobę, która tego nie wie i zdać się na jej ocenę. Przydatne mogą tu być także maszyny, które można zaprogramować z ograniczonym zasobem wiedzy.

                Oto kroki, o jakie musimy zadbać, przygotowując się do oceny decyzji. Po pierwsze, musimy wiedzieć, jak definiowaliśmy sukces w momencie, gdy podejmowaliśmy decyzję. To ważne, ponieważ definicja ta może się zmieniać z czasem. Przykładowo, bo apetyt rośnie w miarę jedzenie, nasze oczekiwania rosną z czasem.
Meta poziom: rozważania, dlaczego zdefiniowałem sukces tak, a nie inaczej i czy definicja była właściwa?
Drugim elementem, który musimy odtworzyć, to opcję dostępne w chwili podejmowania decyzji. Trzeba być uważnym, by obecny stan wiedzy, nie zaćmił naszej analizy. Dziś możemy zdawać sobie sprawę z istnienia setek możliwych wyborów. Czy znaliśmy te możliwości w momencie podejmowania decyzji?
Meta poziom: rozważania, czy dołożyłem odpowiednich starań, by poznać wszystkie kluczowe możliwości, czy czegoś nie pominąłem, a jeśli to dlaczego?
Trzeci element to ocena prawdopodobieństwa sukcesu dostępnych możliwości. Zarówno tej wybranej, jak i innych. Ponownie kluczowe jest, by nie wprowadzać wiedzy z przyszłości, w szczególności wiedzy o skutkach decyzji, do kalkulacji i szacować na podstawie ówczesnego stanu wiedzy. Ten punkt jest czasochłonny i skomplikowany, najłatwiej w nim o prześlizgnięcie się danych, które nie powinny brać udziału w ocenie. Warto więc poświęcić mu szczególną uwagę.
Meta poziom: czy zadbałem o zdobycie adekwatnych informacji w momencie podejmowania decyzji? Czy wyposażyłem się w odpowiednią wiedzę?
Po tych zabiegach stwierdzamy, czy wybrana opcja maksymalizowała prawdopodobieństwo sukcesu. Jeśli tak, decyzja była dobra. Jeśli nie, decyzja była błędna. W drugim przypadku warto poświęcić czas, by zrozumieć, dlaczego podjąłem błędną decyzję. Tu pomagają pytania, które opisałem jako „meta poziom”. Jest kilka dodatkowych, które powinniśmy zadać:
Czy użyłem skróconego mechanizmu podejmowania decyzji? Jeśli tak to którego?
Czy i jak użyłem hierarchii wartości przy podejmowaniu decyzji?
Czy moja logika była spójna? Czy popełniłem błędy logiczne?
Czy moje rozumienie rzeczywistości i tego, co ode mnie zależy a co nie, było poprawne?
Czy moja moralność była poprawna? Czy wiedziałem, co jest dobre a co złe?


Uwaga na marginesie: Interesującym zagadnieniem jest, czy wybieramy decyzję na podstawie tego, czy maksymalizuje szansę sukcesu, czy minimalizuje szansę porażki. Tu zakładam to pierwsze, ale decyzje w tej samej sytuacji, mogą się diametralnie różnić, jeśli przyjmiemy drugą strategię.

                Dlaczego chcielibyśmy poświęcać czas na ocenianie własnych decyzji? Najważniejszą korzyścią z tego płynącą, jest refleksja nad naszym trybem podejmowania decyzji. To okazja, by przyjrzeć się mechanizmom decydowania i je usprawnić:
Pozwala na określenie sytuacji, w których używamy skróconego trybu decyzyjnego, mimo że zasadne byłoby użycie trybu świadomego. Dzięki temu w przyszłości możemy zwrócić uwagę na takie okoliczności i wymusić zmianę.
Pozwala nam wykryć słabości w zdolnościach rozumowania. Może szwankuje nasza logika i wpadamy w błędy logiczne? Może błędnie odczytujemy, co od nas zależy, a co nie? Odkrywamy w ten sposób obszary, w które warto włożyć dodatkową pracę.
Analiza naszych decyzji pozwala nam poprawić hierarchię wartości, jeśli wkradły się do niej błędy. Rzuca światło na podświadomą hierarchię wartości. Co jest niezwykle cennym wglądem, na podstawie którego, możemy zbliżyć podświadome i świadome pragnienia.
Pozwala też wykryć błędy w danych, jakie mamy o świecie. Zauważyć, że w naszych wspomnieniach jest tendencyjność, którą możemy poprawić, lub którą możemy korygować w przyszłości.
To, czemu refleksja nad decyzją służyć nie powinna, to ocenianie osoby ją podejmującej. To jest nieproduktywne, a często najzwyczajniej szkodliwe. Jeśli chcemy naprawiać nasze mechanizmy decydowania, oczyszczać nasze pojmowanie świata z błędów poznawczych, ulepszać naszą zdolność rozumowania, to oskarżanie i ferowanie wyroków moralnych temu nie sprzyja. Prędzej uwięzi nas w spirali toksycznego wstydu i poczucia wina.
To jest ostrzeżenie dla tych, którzy chcą zerknąć na swoje decyzje: nie wychodźcie z perspektywy oskarżyciela, tylko z perspektywy ciekawego badacza i delikatnego mechanika, bo ta pierwsza może realnie zaszkodzić. Jeśli nie potraficie tego zrobić, wstrzymajcie się z takim eksperymentami, dopóki nie rozwiążecie spraw z waszym wewnętrznych krytykiem.

                To jeśli chodzi o badanie procesu podejmowania decyzji. A co z jej rezultatami? Czy ich obserwacja jest bezużyteczna? Nie, jest przydatna, choć jej wartość jest, moim zdaniem, drugorzędna. To do czego się przydaje, to dodanie kolejnego punktu danych, kolejnego doświadczenia, do bazy, z której w przyszłości będziemy czerpać przy podejmowaniu decyzji. Krótko mówiąc, jest to kolejny punkcik, który poprawi nasze oszacowania prawdopodobieństwa sukcesu i porażki podobnych działań. Jako że jest to jeden punkt spośród wielu i dlatego, że mamy naturalną tendencję, by takie dane zbierać, nie przypuszczam, by było istotnym koncentrowanie się na tym procesie.
Wyjątek stanowią sytuację, gdy mamy powody przypuszczać, że może dojść do zaburzenia poznawczego – czyli, że to, co zapamiętamy, będzie zniekształcone w tendencyjny sposób. Dwie częste sytuacje, w których może dochodzić do zaburzenia wspomnień, to kontakt z zachowaniami i substancjami oddziałującymi na mechanizm nagrody (tendencyjnie mózg zapamiętuje wyraźniej pozytywne aspekty, ignoruje negatywne), oraz pętla lęku i unikania jego źródła (ucieczka przed wyimaginowanym źródłem lęku, tendencyjnie jest zapamiętywana jako ratująca życie, mimo braku dowodów na istnienie realnego zagrożenia).                

Mam nadzieje, że dzisiejszy artykuł zainspiruje was do spojrzenia na swoje decyzje i poddanie ich refleksji. Nie jest też niedorzecznym, aby spojrzeć na decyzje innych i spróbować zanalizować je w podobny sposób. Tu oczywista trudność, tkwi w dobrym odtworzeniu stanu wiedzy osoby decydującej, wciąż jednak ćwiczenie może być przydatne i nauczyć nas czegoś i naszych własnych decyzjach.
Pamiętajcie, jeśli tego typu analizy wrzucają was w pętlę samokrytyki i ich skutkiem nie jest poprawienie waszego funkcjonowanie, ale obniżenie waszego nastroju, zaprzestańcie ich, a jeśli problem nie ustępuje, może warto porozmawiać o tym ze specjalistą!

O byciu kowalem własnego losu

Tekst porusza temat wpływu przypadku na nasze życie. Autor argumentuje, że przypadkowe okoliczności, takie jak miejsce urodzenia czy epoka, mają na nas większy wpływ niż podejmowane decyzje. Z drugiej strony, mimo dominacji losu, to nasze wybory kształtują sposób, w jaki wykorzystujemy dany nam potencjał.

Część 1: Los rządzi naszym życiem

Znacie  porzekadło: „każdy jest kowalem własnego losu”? To bzdura, naszym życiem rządzi przypadek. Mamy minimalny wpływa na nasz los. Gdy patrzymy wstecz na nasze życie, to musimy dostrzec, że elementy losowe i od nas niezależne, ważą więcej, niż nasze decyzje. Jesteśmy liściem na wietrze, któremu wmawia się, że może decydować dokąd poleci.
Rozważmy kilka przykładów, dla zilustrowania dysproporcji między przypadkiem a wolą i decyzją.
1. Przypadek: urodziłem się w Polsce, a nie w Etiopii.
Nie mam żadnego wpływu na to, gdzie się urodziłem. Jednak ten fakt ma olbrzymie konsekwencje dla mojego życia: możliwości materialne, które idą za miejscem urodzenia, dostęp do edukacji, dostęp do opieki zdrowotnej, dostęp do książek, filmów etc. Rozważcie, jak bardzo te aspekty różnią się między Polską a Etiopią. Gdybym rodził się w Etiopii, moje szanse na przeżycie niemowlęctwa byłyby zdecydowanie niższe (śmiertelność niemowląt w Polsce: 4.4, w Etiopii: 48.3 [1]), moje życie mogło zakończyć się już na starcie. Czy miałbym dostęp do takie samej ilości książek, które pobudzałyby rozwój mojej wyobraźni? Czy mógłbym dostać okulary, które pozwoliłyby mi widzieć wyraźnie? Czy miałbym szansę na studia? Może wszystko to byłoby mi danej, jednak jest względnie oczywiste, poprzez porównanie zasobności obu krajów (PKB na osobę w Polsce: 31 939 USD, w Etiopii: 2332 USD [2]), że szansę na otrzymanie tych dobrodziejstw byłyby zdecydowanie mniejsze.
Nie przypuszczam, by jakakolwiek decyzja w moim życiu, miała podobnie głęboki wpływ na jego przebieg. Więcej, przypuszczam, że wszystkie moje decyzje razem wzięte, nie ukształtowały mnie w takim stopniu jak ten jeden traf.

2. Przypadek: urodziłem się w dwudziestym wieku, a nie w dwunastym
Podobna sytuacja jak w przykładzie pierwszym. Zdecydowanie niższą szansę na przeżycie niemowlęctwa, minimalny dostęp do edukacji, krótka oczekiwana długość życia etc. Nie będę tu szukał konkretnych danych liczbowych, ale łatwo sobie wyobrazić, jak drastyczną różnicę ten przypadek sprawia w moim życiu. Różnice kulturowe, językowe, religijne uczyniłyby mnie diametralnie inną osobę.

3. Przypadek: Urodziłem się chłopcem.
Naszemu społeczeństwu daleko jest do równości. Oczekiwania społeczne, sposób wychowania i spektrum możliwości w dorosłym życiu, są odmienne dla obu płci. Czy gdybym był dziewczynką, wyperswadowano by mi zainteresowanie fizyką? Czy presja zegara biologicznego sprawiłaby, że miałbym już rodzinę i dzieci? Nie wiem, ale jestem przekonany, że moje życie podążyłoby innymi kolejami, niż zmierza dzisiaj.

4. Przypadek: Studiowałem fizykę
Tak, to jest przypadek, już wyjaśniam dlaczego. Swój pierwszy rok studiów poświęciłem na studiowanie informatyki. Dość szybko zdecydowałem (czy to była świadoma decyzja to inna kwestia), że to nie to. Chciałem podążać za swoją pasją, którą była, oczywiście… historia. Czekał mnie egzamin wstępny (takie, to były czasy). Na wszelki wypadek, złożyłem też podanie na fizykę – tam nie wymagali egzaminu, miałem przyjęcie gwarantowane. Uczyłem się pilnie, czułem się względnie dobrze przygotowany. Kiedy przyszło do ogłoszenia wyników, okazało się, że zabrakło mi jednego punktu. Gdyby choć jedno pytanie w teście lepiej mi podpasowało (ah, ratyfikacja 3 rozbioru, której, okazuje się, nigdy nie było), trafiłbym na historię zamiast na fizykę.
Drobny przypadek, przemieszany z decyzjami, ustawił moją edukację. Zostałem na fizyce, nawet napisałem z niej doktorat. Jak jednak wyglądałoby moje życie, gdyby nie to jedno pytanie?

Wymieniłem cztery przykłady przypadków w moim życiu. Z pierwszych trzech każdy waży więcej niż wszystkie moje decyzje życiowe. Czwarty reprezentuje całą chmarę drobnych przypadków, lokujących się pomiędzy naszą decyzją a jej skutkami. Pokazuje on, że skutki naszych decyzji nie są nasze, zależą w większym stopniu od losu, niż od nas. Wiele decyzji nie może nawet zaistnieć, ze względu na okoliczności losu (jak zdecydować się, by zostać programistą komputerowym, żyjąc w dwunastym wieku?).
Jak najbardziej jesteśmy liściem na wietrze i tak jak jemu, nie nam decydować gdzie nas poniesie wiatr!

Część 2: Liczą się tylko nasze decyzje

„Pytasz, co to jest wolność? Nie być niewolnikiem żadnej rzeczy, żadnej potrzeby, żadnych wydarzeń, przymusić swój los do równego postępowania z sobą. W dniu w którym zrozumiem, że mogę więcej od niego, nic nie dokaże” [3]

Może przechodzi wam teraz przez myśl: „Tu zaszła jakaś pomyłka. Cytaty mu się pomieszały! Przecież to pasuje do pierwszej części jak pięść do oka”. Nie ma pomyłki. Jak już ustaliliśmy, że naszym życiem rządzi przypadek, pora udowodnić, że to, co przypadkowe nie ma znaczenia i jedyne co się liczy to nasze wybory.
W celu unaocznienia tej prawdy posłużę się metaforą. W metaforze tej każdy z nas będzie malarzem, nasze decyzje będą pociągnięciami pędzla, nasz los (nasz przypadek) będzie kanwą, na której malujemy, a obraz będzie naszym życiem.
Jako malarz nie mamy wpływu na kanwę, na której przyjdzie nam malować. Jeden otrzyma idealnie białe, gładkie tło. Dla drugiego płótno będzie gładkie, ale całe czarne. Pierwszy nawet nie pomyśli, by namalować to, co dla drugiego będzie oczywiste. Los tych malarzy jest wolny od przeciwności, ale ich warunki były skrajnie odmienne.
Jeden malarz otrzyma kanwę wielką na pół ściany, drugi taką, która zmieści się w dłoni. Jak odmienne dzieła muszą stworzyć, ale każde z nich może być piękne. To metafora długości życia. I tak jak na wielkim płótnie można namalować kicz, a na kawałku deszczułki arcydzieło, tak długie życie może być próżne, a krótkie bogate i piękne.
Większość malarzy otrzyma kanwę z różnymi, mniejszymi i większymi wadami. To przeciwności losu, które spotykają nas w życiu. Od malarza zależy, czy niedoskonałości swego podkładu wykorzysta jako element arcydzieła. Czy pęknięcie stanie się zalążkiem obrazu kwietnej doliny, czy mrocznej przepaści? Czy załamie ręce i w podszytym poczuciem krzywdy narzekaniu stwierdzi, że nic nie namaluje? Czy spojrzy na kanwę sąsiada i, z zazdrości, zamiast malować swoje dzieło, ukradkiem ochlapie jego twór? Czy, odstraszony wadami płótna, skupi się tylko na małym skrawku, gdzie materiał jest idealny, a resztę porzuci? Czy podzieli się swoją kanwą z drugim człowiekiem? Czy dostrzeże wady swojej kanwy, poczuje złość i ponarzeka, po to, by po chwili ruszyć z malowaniem, wykorzystując swoją przestrzeń do maksimum? Czy wykorzysta większość kanwy, ale z wadami części nie zdoła się pogodzić i pozostawi ją pustą?
Możliwości są ogromne i chociaż, kanwa nadaje kształt i wymusza wiele w formie dzieła, to jednak jest to nasz obraz. Płótno nie decyduje, co zostanie na nim namalowane, los nie decyduje, jakie ja stworze życie. Parafrazując tu Senekę, w dniu, w którym zrozumiemy, że los to tylko tło, straci on nad nami wszelką władzę.Ten kto akceptuje los odbiera mu moc sprawczą. Ten kto rozumie, że los jest obojętny i od nas niezależny, ten może skupić się nad tym co kontrolować może: na pociągnięciach pędzlem i kształtowaniem swego dzieła.
Na zakończenie jeszcze jeden cytat z Seneki, który przypomina, że mówienie o dobrym lub złym losie, dobrej lub złej kanwie, nie ma sensu. Dzieło, które tworzymy, życie, które żyjemy, może być dobre albo złe, jakie będzie, zależy od naszych wyborów:

„Mylą się bowiem, mój Lucyliuszu, ci, którzy sądzą, że los obdarza nas bądź czymś dobrym, bądź też czymś złym. Daje on nam tylko materiał, z którego może powstać dobro lub zło, tylko zarodki rzeczy, które to zarodki mogą rozwinąć się w nas w zło albo dobro.” [3]

BIBLIOGRAFIA
[1] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_infant_and_under-five_mortality_rates
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_PKB_(parytet_si%C5%82y_nabywczej)_per_capita
[3] Seneka, „Listy moralne do Lucyliusza”

O podejmowaniu decyzji – dyskusja

Post ten jest rozwinięciem postu „O podejmowaniu decyzji”, zainspirowanym dyskusją w komentarza, do zapoznania się z którą zachęcam!

„(…) czy emocjonalne reagowanie na sytuację zawsze można nazwać decyzją i czy powinniśmy w ogóle starać się tak je nazywać? Czy można w ogóle powiedzieć, że opisany w drugim przykładzie mężczyzna podjął decyzję w momencie, w którym okazał emocje? (…) „Decyzja” sprowadziła się tutaj do okazania lub nieokazania emocji, a nieokazywanie emocji nie jest zdrowym odruchem, do uzyskania którego warto dążyć.”

„(…) Możemy oczywiście mówić jeszcze o czymś takim jak działanie pod wpływem emocji – ale w takim przypadku nie obejmie ono przykładu nr 1, który sprowadza się do wulgarnej manifestacji uczuć, a nie decyzji podjętej z ich udziałem.”

Super komentarz, pokazujący ewidentną lukę w moich rozważaniach nad emocjonalnym okazywaniem emocji z poprzedniego artykułu. Poświęciłem nieco czasu na ponowne przemyślenia nad temat i doszedłem do poniższych poprawek.
Pierwsza rzecz, którą zauważam, to, że było przesadą pomijanie punktów (5) i (6) z ogólnego schematu podejmowania decyzji. Te punkty w nim występują. To, co jest kluczowe dla mnie przy emocjonalnym podejmowaniu decyzji, to zawężenie opcji, jakie mamy do wyboru (czy raczej, jakie wydaje się nam, że mamy do wyboru). To oczywiście wpływa na punkty (5) i (6), ale ich całkowicie nie unieważnia. Proponuje taki oto przykład:
Idę wieczorem przez ciemną uliczkę w centrum miasta. (1) Z cienia wyłania się sylwetka postawnego mężczyzny. Czuję strach. (2) Mam do wyboru: walczyć, uciekać lub zamrzeć bezruchu. (5) Walka: osoba przede mną jest większa niż ja. Nie potrafię się bić. Ucieczka: Osoba jest oddalona o 2 metry. Nie potrafię szybko biegać. Zamrzeć: Jest szansa, że jeśli nie będę rzucał się w oczy, to zagrożenie mnie po prostu ominie. (6) Opcje walki i ucieczki są skazane na porażkę. Zamrzeć daje szansę na uniknięcie starcia. (7) Wybieram zamarcie. (8) Zwalniam kroku i zamieram, czekając, aż tajemnicza postać mnie minie.
Analizując tę sytuację „na zimno”, można bez trudu wskazać o wiele więcej dostępnych opcji. Mogę iść przed siebie i jedynie kątem oka zerkać na tajemniczą postać. Mogę zacząć wołać o pomoc. Mogę powiedzieć: „Dobry wieczór, szanownemu panu”. Mogę zmrużyć oczy i spróbować lepiej przyjrzeć się mrocznej postaci (zdobyć więcej informacji). Jednak w trybie emocjonalnego podejmowania decyzji, na te dodatkowe niuanse nie ma miejsca. Nie sugeruje przy tym, że reakcja i decyzja emocjonalna jest zła, wręcz przeciwnie, w mroczny zaułku, w opisanej sytuacji, takie zawężenie spektrum decyzji i związane z nim przyspieszenie reakcji, może stanowić różnicę między życiem a śmiercią!
Drugi przykład, który chciałem tu podrzucić, to historia gwałtownego wybuchu miłości:
Podoba mi się pewna kobieta. (1) Spędziliśmy wiele godzin na interesującej rozmowie. Czuję podekscytowanie i pożądanie. (2) Mam do wyboru: kupić jej kwiaty, zaprosić ją na wspólne wakacje. (5) Kwiaty mogę kupić za rogiem. Zorganizowanie wakacji długo trwa. Wakacje zrobią większe wrażenie niż kwiaty. Kwiaty są tradycyjnym symbolem uczucia. (6) Wakacje są zbyt skomplikowane. (7) Wybieram kwiaty. (8) Lecę do kwiaciarni i kupuje największy bukiet róż.
Może to jest najlepsza możliwa decyzja w tej sytuacji. Problem polega na tym, że mam o wiele więcej opcji niż te dwie. Mogę do niej jutro zadzwonić i spytać jak się ma. Mogę jej powiedzieć, że mam wolny bilety do kina (cóż za przypadek 😉 ), czy nie chciałby się wybrać ze mną. I tak dalej i tak dalej. Ta decyzja może przynieść pożądane skutki (czyli, padniemy sobie w ramiona) i pomimo tego być złą decyzją! Może też przynieść opłakane skutku (czyli, dziewczyna powie, bym spadał z tymi kwiatami na drzewo) i pomimo tego być dobrą decyzją! Odpuściliśmy zbyt wiele opcji, by móc realnie rozstrzygać o poprawności naszej decyzji.
W moim schemacie emocjonalne podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (3) i (4), zawężenia punktu (2) i związanego z tym zawężenia punktów (5) i (6). Opieram się na ograniczonym zasobie opcji:
Zdarzenie X wywołuje emocję Y, emocja Y podpowiada rozwiązania Z i W (pomija wiele innych), rozstrzygam wybór na korzyść Z, robię Z.
Kiedy emocjonalne decyzje zawodzą? Kiedy emocja jest bardzo silna, nieadekwatnie do sytuacji. Silne emocje mocniej zawężają wybór opcji, w ekstremalnych przypadkach pozostawiając jedną. Przykładowo, kiedy jestem zmęczony po długim dniu pracy, reaguje większym gniewem na drobną zaczepkę. Podobny rozdźwięk zachodzi też, gdy emocja pochodzi z innego etapu rozwoju, zwykle dzieciństwa. Zasadniczo wszelkie konflikty i zaburzenia w sferze emocji powodują zgrzyty w tym sposobie podejmowania decyzji.

„Przychodzi mi też do głowy myśl, że ten „tryb” podejmowania decyzji ma bardzo zindywidualizowany charakter – jak wskazałeś, z uwagi na stan emocjonalny decydującego ma on de facto ograniczony wybór, ale w identycznej sytuacji katalog opcji do wyboru dla każdego będzie się przedstawiał nieco inaczej.(…)”

I tu także się zgadzam. Emocjonalne podejmowanie decyzji jest mocno zindywidualizowane i to nie tylko między różnymi osobami. Ta sama osoba może podjąć inne decyzje w bardzo podobnych sytuacjach, często zależnie od swojego stanu wewnętrznego. Przykładowo, inaczej będziemy reagować, inne decyzje podejmować, gdy jesteśmy najedzeni kontra, gdy jesteśmy głodni. To może być prawdą, właściwie dla każdego trybu podejmowania decyzji, ale w przypadku emocjonalnego wydaje się najbardziej uwypuklone.

O podejmowaniu decyzji

Codziennie podejmujemy wiele decyzji, często automatycznie, na podstawie nawyków, emocji lub preferencji. Proces decyzyjny jest złożony, obejmujący identyfikację opcji, zbieranie informacji i porównanie ich. Kluczowe są hierarchia wartości oraz świadomość, które wpływają na jakość podejmowanych decyzji. Ważne jest ich świadome ujednolicenie dla lepszych wyników.

Każdego dnia podejmujemy setki decyzji, są to głównie drobnostki: czy najpierw założyć lewy, czy prawy but? Czy zjeść na śniadanie płatki, czy kanapkę? Czy posłodzić herbatę, czy nie? Niewielki ułamek wymaga zaangażowani świadomości. Większość jest rozstrzygana przez nawyk, podświadome pragnienia, chwilowe emocje. Dysproporcja jest na tyle duża, że można zapytać przewrotnie: czy to ja podejmuje decyzję, czy decyzję podejmują mnie?
Tu może zaprotestujecie i powiecie, że ilość to jedno, ale ważniejsza jest jakość. Czyli decyzje, które są naprawdę istotne, podejmujemy świadomie. W teorii się zgadzam. W praktyce postrzegam to jako bardziej skomplikowane. Wiele decyzji ważnych podejmujemy poza zasięgiem świadomości. Nawet jeśli o niektórych z nich myślimy, to nie oznacza, że podejmujemy je świadomie.

Czym w ogóle jest decyzja? Jest wyborem jednej z wielu dostępnych opcji działania (brak działania jest działaniem). Opierając się na tej definicji, rozpiszę etapy procesu podejmowania decyzji:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.
To długa lista, skomplikowany proces. Jeśli mielibyśmy realizować go w pełni, za każdym razem, gdy decydujemy czy założyć najpierw lewy, czy prawy but, dotknąłby nas paraliż decyzyjny, nie moglibyśmy funkcjonować. Jednak decyzja o założeniu tego czy owego buta musi jakoś zapaść! To sugeruje, że istnieją mechanizmy kompresujące proces podejmowania decyzji. Spróbuje zaproponować kilka.

Rutynowe podejmowanie decyzji
Rano wychodzę z domu na tramwaj. Mam dwie drogi na przystanek, o bardzo zbliżonej długości. (1) Muszę podjąć decyzję, którą drogą iść. (4) Przez ostatni rok chodziłem jedną z tych dróg. (7) Wybieram tę samą drogę. (8) Idę wybraną drogą na tramwaj.
Rutynowe podejmowanie decyzji jest powszechne w naszym funkcjonowaniu i przypuszczam, że każdy, po chwili zastanowienia, wskazałby przykłady rutyn w swoim życiu. Którą ręką szczotkuje zęby? Chodzę lewą czy prawą stroną chodnika? W jaki dzień podlewam kwiatki? Który but zakładam najpierw?
Niektórych rutyn w naszym życiu jesteśmy świadomi, innych nie. Niektóre są dla nas korzystne, inne obojętne, a jeszcze inne szkodliwe.
Co do zasady, jeżeli jesteśmy świadomi rutyny, możemy ją zmienić, inwestując czas i wysiłek na wypraktykowanie nowej.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktur (2), (3), (5) i (6). Opieramy się tylko na przeszłym doświadczeniu, schemat rozumowania:
W podobnych sytuacjach podejmowałem dotąd decyzję X, więc i tym razem decyduję X.
Kiedy rutynowe decyzje zawodzą? Kiedy coś znacząco zmieniło się w stanie rzeczywistości. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że zawsze wyjmujemy kubek z szafki prawą ręką. Co się stanie, jeśli doznamy kontuzji prawej ręki, tak, że każde jej uniesienie, wywoła przykre odczucie bólu? Gdy rutynowo spróbujemy sięgnąć po kubek, sykniemy z bólu i zmienimy decyzję, sięgając po kubek lewą ręką.
Kto przechodził przez podobną sytuację, wie, jak długo rutyna potrafi się utrzymywać, nawet gdy mamy tak silne warunkowanie negatywne.

Emocjonalne podejmowanie decyzji
Szef miał do mnie pretensje o niedostarczenie raportu na czas. (1) Jestem zestresowany z tego powodu. (2) Mogę zjeść coś słodkiego albo wypić piwo. (7) Mam piwo w lodówce. (8) Wypijam piwo.
(1) Kolega nazwał mnie głupkiem. Czuję złość. (2) Mogę to zignorować lub nazwać go ch**em. (7) Czuję złość. (8) Nazywam kolegę ch**em.
Emocjonalne podejmowanie decyzji jest, przypuszczam, najczęstszym ze skrótów. Przykłady powyżej mają negatywne konotacje, ale sam mechanizm negatywny nie jest. W wielu przypadkach jest wyśmienitym sposobem na zaoszczędzenie mocy przerobowych mózgu.
Często źródło decyzji jest nieuświadomione w momencie jej podejmowania. Po czasie możemy być w stanie dostrzec emocjonalny charakter naszej decyzji.
Ten proces można zmienić na dwa sposoby: po pierwsze, zmieniając swoje reakcje emocjonalne, po drugie, przez trenowanie tworzenia przestrzeni na refleksję między emocją a decyzją, odraczanie działania.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (3), (4), (5) i (6). Przy czym punkt (2) jest zwykle zawężony – emocja powoduje tunelowe widzenie. Opieramy się na odczuwanej emocji i znanych sposobach jej rozwiązania:
Odczuwam emocję X, emocję X mogę rozładować w sposób Y albo Z, Y jest łatwo dostępny, robię Y.
Kiedy emocjonalne decyzje zawodzą? Kiedy natężenie emocji jest nieadekwatne do sytuacji, jest zbyt silna, lub zbyt słaba ze względu na okoliczności. Przykładowo, kiedy jestem zmęczony po długim dniu pracy, reaguje większym gniewem na drobną zaczepkę. Podobny rozdźwięk zachodzi też, gdy emocja pochodzi z innego etapu rozwoju, zwykle dzieciństwa. Zasadniczo wszelkie konflikty i zaburzenia w sferze emocji powodują zgrzyty w tym sposobie podejmowania decyzji.

Mechaniczne podejmowanie decyzji
(1) Jestem zestresowany po tygodniu pracy. (8) Wypijam czteropak piwa.
(1) Ktoś zwrócił na mnie uwagę podczas obiadu, złamał niewidzialność. (8) Chowam się za ekranem telefonu.
(1) Słyszę głośny huk podobny do huku wystrzału. (8) Rzucam się na ziemię.
Przez mechaniczne podejmowanie decyzji, rozumiem decyzje płynące z psychicznych mechanizmów. Mogą to być mechanizmy obronne, mechanizmy uzależnienia i inne. O ile mechanizm chroni przed prawdziwym niebezpieczeństwem, może być wartościowy. Zazwyczaj tak podejmowane decyzją są jednak niekorzystne.
Mechanizmy działają z podświadomości, można jednak uświadomić sobie ich istnienie, co stanowi podstawę do ich zmiany, jeśli jest konieczna.
Są dwa sposoby, by radzić sobie z mechanizmami: pierwszy, to unikanie wyzwalaczy mechanizmu. Drugi, praca nad dezaktywacją, albo likwidacją, mechanizmu.
W moim ogólnym schemacie rutynowe podejmowanie decyzji sprowadza się do pominięcia punktów (2), (3), (4), (5), (6) i (7). Opieramy się na odebraniu informacji o wyzwalaczu i natychmiastowym przejściu do reakcji Y:
Obserwuje wyzwalacz X, robię Y.
Kiedy mechaniczne podejmowanie decyzji zawodzi? Kiedy prawdziwe źródło zagrożenia już nie istnieje, na przykład, gdy żołnierz wrócił z wojny, jednak nadal reaguje gwałtownie na głośny huk. Także, jeśli zagrożenie nigdy nie istniało lub kiedy reakcja była od początku błędna, tutaj przykładem są mechanizmy uzależnienia prowadzące do zażywania substancji.

Preferencyjne podejmowanie decyzji
(1) Zatrudniam pracownika. (2) Mam do wyboru dwóch kandydatów. (3) Poznaje ich CV. Przeprowadzam rozmowy. (4) Porównuje wyniki z kandydatami i pracownikami z przeszłości. (5) Kandydaci mają bardzo zbliżone kwalifikacje. Rozmowy przebiegły podobnie. Jeden z kandydatów to mężczyzna, druga to kobieta. (6) Większość wyników jest zbliżona. Mężczyzn cenie wyżej niż kobiety. (7) Wybieram mężczyznę. (8) Zatrudniam mężczyznę.
Preferencyjne podejmowanie decyzji, może rywalizować z emocjonalnym pod względem częstości występowania. Polega ono na podejmowaniu decyzji na podstawie czy pod wpływem nieuświadomionych preferencji, korzystając z wcześniej zakorzenionych przekonań. Jest to skuteczny sposób na zaoszczędzenie mocy przerobowych mózgu, jest konieczny do naszego funkcjonowania, ale ma ogromny potencjał, by skłaniać nas do podejmowania błędnych i krzywdzących decyzji.
Preferencje są zazwyczaj nieuświadomione, choć bywa inaczej. Nawet w przypadku nieuświadomionych preferencji, można wykonać pracę, by je odkryć i zmienić.
Dwa sposoby, by radzić sobie z tym trybem podejmowania decyzji: jeden, to gdy podejrzewamy, że możemy mieć ukryte preferencje, zasięgnięcie drugiej opinii może być pomocne. Drugi to, odkrywanie swoich ukrytych uprzedzeń i preferencji i zmienianie ich, lub branie na nie poprawki przy podejmowaniu decyzji.
W ogólnym schemacie preferencyjne podejmowanie decyzji nie pomija żadnych punktów, ale trywializuje i zaburza punkty (5) i (6), ograniczając opcje do tych preferowanych. Zbieramy informacje o decyzji i dostępnych opcjach, przy ich analizie odwołujemy się do naszych preferencji, zamiast do obiektywnych kryteriów i podejmujemy decyzję na ich podstawie:
Mam do wyboru ścieżkę X lub Y, poznaje argumenty za X, poznaje argumenty za Y, przywołuje moją preferencję dla X, nie ważę argumentów, wybieram X.
Kiedy preferencyjne podejmowanie decyzji zawodzi? Kiedy nasze preferencje są oparte na błędnych przesłankach, wierzymy w coś, co nie jest prawdą, przykładowo, gdy ktoś wierzy, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn. Kiedy opieramy się na preferencjach w sytuacjach, gdy mamy do dyspozycji obiektywne argumenty i czas by je przeanalizować. Przykładowo, kiedy mamy do czynienia z byłym przestępcą, o którym wiemy, że zmienił swoje życie, jednak unikamy go, bo mamy przekonanie, że przestępcy są niebezpieczni.

Decyzje inspirowane hierarchią wartości
We wszystkich czterech opisanych wyżej sposobach podejmowania decyzji, jakiemuś zaburzeniu lub eliminacji ulegają punkty (5) i (6). Co więc z decyzjami, w których punkty (5) i (6) działają poprawnie? Takie decyzje określam mianem „decyzji inspirowanych hierarchią wartości”.
Proces podejmowania decyzji nie musi być świadomy. Sama hierarchia wartości nie musi być uświadomiona. Jeśli jednak dokonujemy rzetelnego zebrania za i przeciw wszystkich opcji i porównujemy je, zgodnie z tym, co uważamy za dobre lub złe, to nasz wybór wypływa z naszego rozumienia wartości i ich hierarchii.
Dla jakości podejmowanych w tym trybie decyzji kluczowe jest, by nasza hierarchia wartości była zdrowa. Mówiliśmy o niej nieco w poprzednim artykule. Błędy w hierarchii wartości przekładają się na błędy w decyzjach.
Jak hierarchia wartości wpływa na (5) punkt mojego schematu? Instruuje nas, co to znaczy „za”, a co to znaczy „przeciw”. Czyli jaki rezultat naszych działań jest pożądany, a jaki nie.
Przykład
Hierarchia wartości: przyjaźń, ekologia, pieniądze
Decyzja: wybór środka transportu na spotkanie
Opcje: tramwaj, samochód
Fakty: określony czas spotkania, rozkład jazdy tramwajów, pogoda, miejsce spotkania
Sytuacje z przeszłości: korki, spóźnione tramwaje, etc.
Argumenty: Tramwaj emituje mało CO2 (za: ekologia). Tramwaj jest tani (za: pieniądze). Samochód emituje spaliny (przecie: ekologia). Benzyna jest droga (przeciw: ekologia). Samochód jest najszybszy (za: przyjaźń – chcę być na czas).

Jak wpływa na punkt (6)? Pozwala nam przypisać wagę do poszczególnych za i przeciw co w efekcie umożliwia nam porównanie dwóch opcji. Im coś jest wyżej w hierarchii wartości, tym wyższą ma wagę.
Przykład
Porównanie:
Za samochodem przemawia najwyżej lokująca się w hierarchii wartości przyjaźń, to daje tej opcji wysoką wagę. Jednak dwa pozostałe aspekty przemawiają, za tramwajem. Powiedzmy, że przyjaźń ma wagę 4, ekologia 3, a pieniądze 2. Za tramwajem przemawia sumaryczna waga 5, za samochodem 4.
Wybór: tramwaj.

Mam nadzieje, że to uzmysławia, jak ważna jest hierarchia wartości dla procesu podejmowania decyzji.
Jedna dodatkowa sprawa, którą chciałbym tu poruszyć, to pytanie:
czy świadom i podświadoma hierarchia wartości muszą być takie same?
Intuicyjnie wydaje mi się, że odpowiedź, brzmi: nie. To jest niepokojąca myśl, bo sugeruje, że nawet jeśli rozumiemy nasze wartości, wiemy, co się dla nas liczy, nasza podświadomość może mieć inną opinię, a większość decyzji podejmowana jest w różnych podświadomych trybach! Nie ma jednak powodu, by załamywać ręce. To tylko powinno zachęcić nas do pracy nad ujednoliceniem świadomych i podświadomych wartości. Czy to poprzez umacnianie świadomej hierarchii wartości, czy poprzez zgłębianie i podważanie założeń podświadomej. Spójność tych dwóch bytów jest gwarancją dobrych decyzji.

Trzy filary podejmowania decyzji
Na koniec chciałem zasygnalizować trzy koncepcje, które stanowią o naszej zdolności do podejmowania decyzji. W kolejnych artykułach poświęcę każdej z nich z osobna więcej miejsca:
Logikę, czyli sztukę odróżniania prawdy od fałszu. Pracuje we wszystkich punktach.
Etykę, czyli sztukę odróżniania dobra od zła. Pracującą głównie w punkcie (5).
Fizykę, czyli sztukę odróżniania rzeczywistego od nierzeczywistego i zależnego od niezależnego. Pracującą głównie w punktach (1) do (4).
W praktyce wszystkie trzy dziedziny przeplatają się w nietrywialny sposób. Tym tematem zajmiemy się jednak później.


Przykład: wyjazd na firmową wigilię
Zakończymy dzisiejsze rozważania przykładem praktycznym z mojej niedalekiej przeszłości:
(1) Zakład pracy organizuje spotkanie wigilijne.

(2) Dwie opcje: idę lub nie idę na spotkanie.

(3) Fakty o sytuacji:
Spotkanie jest wyjazdowe (poza miastem) z opcjonalnym noclegiem.
Na spotkaniu będzie dostępny darmowy alkohol.
W spotkaniu weźmie udział większość moich przyjaciół z pracy.
Na spotkaniu będzie muzyka i tańce.
Na spotkaniu będzie darmowe, zapewne smaczne, jedzenie.
Jestem uzależniony od alkoholu.
Przebywanie w towarzystwie pijących jest wyzwalaczem głodu.

(4) W ciągu ostatnich dwóch lat, nie brałem udziału w żadnym tego typu spotkaniu. Zwykle odczuwałem niepokój i żal, że coś tracę na kilka dni przed wydarzeniem i w dniu wydarzenia. Uczucia te znikały zazwyczaj już dzień po. W ostatnich miesiącach poczucie straty zmniejszyło się, lżej znoszę świadomość, że coś mnie omija.
Sięgając wstecz dalej, na tego typu imprezach z darmowym alkoholem, piłbym do całkowitego upojenia w niekontrolowany sposób. Następnego dnia leczyłbym kaca klinem. Miałbym poczucie, że bawiłem się dobrze, ale nie pamiętałbym 80% imprezy. Wchodziłbym w relacje z ludźmi przez godzinę lub dwie, później wszystko się rozmywało, nie było już przestrzeni na kontakt.

(5) Przed tym punktem warto byście rzucili okiem na moją hierarchię wartości. (LINK)
Dla uproszczenia spojrzę tylko na opcję 2 „nie jechać”, to są wzajemnie wykluczające się alternatywy, także jest w zagadnieniu symetria pozwalająca mi na takie uproszczenie.
Opcja 2: Nie jechać
Za:
Unikam wyzwalacza (trzeźwość),
Utrzymuje swój stały cykl snu, jestem wypoczęty (trzeźwość),
Nie muszę oglądać pijanych przyjaciół (relacje partnerskie),
Mam czas na lekturę lub pracę nad sobą (rozwój osobisty),
Unikam podejrzeń, że akceptuje fundowanie alkoholu przez firmę (rozwój osobisty).
Przeciw:
Tracę okazję do pogłębienia przyjaźni (relacje partnerskie),
Tracę okazję do zabawy i tańca (rozwój osobisty),
Mogę zostać odebrany jako nietowarzyski przez współpracowników (praca),
Tracę okazję na zobaczenie nowego miejsca,
Omija mnie darmowe jedzenie.

(6) Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to kilka punktów związanych z trzeźwością przemawiających za tym, by nie jechać. Trzeźwość to numer jeden w mojej hierarchii wartości.
Druga rzecz to uniknięcie kontaktu z pijanymi przyjaciółmi. Zazwyczaj jest nieprzyjemny oglądać osobę, którą się zna i lubi, gdy jest oszołomiona alkoholem. To pozwala mi zachować o niej lepsze zdanie i wiążę się z dobrymi relacjami.
Dalej mamy argumenty z rozwoju osobistego: nie jadąc, zostawiam sobie czas na rozwój i unikam angażowania się w sytuację, której moralnie nie akceptuje, czyli fundowania alkoholu pracownikom przez pracodawcę.
Za tym, by jechać, także znalazło się kilka argumentów. Pierwszy dotyczy relacji: miałbym sposobność, by pogłębić relacje z moimi przyjaciółmi, czy to z tymi, którzy nie piją, czy też z pijącymi, nim oszołomiliby się alkoholem.
Taki wyjazd jest okazją do zabawy. Uwielbiam taniec (dla jasności: tańczyć nie potrafię, ale bardzo lubię), zabawę i żarty – one mnie rozwijają, są sposobem wychodzenia ze strefy komfortu.
Tego typu wyjazdy służą budowaniu zażyłości biznesowej. Może być, że część osób zinterpretuje moją nieobecność jako afront i trudniej będzie mi z nimi współpracować. Części osób nie poznam, w związku z czym nie będę miał okazji podjąć z nimi współpracy. Kategoria pracy jest ostatnią w mojej hierarchii.
Na koniec mamy nieprzyporządkowane do żadnej kategorii: zobaczenie nowego miejsca i darmowe jedzenie. To są sprawy nieistotne, mogłyby rozstrzygnąć remis, ale w pierwszej ocenie nie ważą.
W obu opcjach są korzyści dla relacji i rozwoju osobistego. Dla uproszczenia przyjmę, że te się wzajemnie znoszą. Pozostaniemy z argumentami dotyczącymi trzeźwości w opcji, by nie jechać i argumentem dotyczącym pracy w opcji, by jechać. Trzeźwość stoi wyżej niż praca w mojej hierarchii wartości.

(7) Wybieraj opcję, by nie jechać. (8) Odrzucam zaproszenie i organizuje sobie ten czas w normalny sposób.