O wartości relacji

Artykuł analizuje istotę relacji w kontekście hierarchii wartości, dzieląc je na relacje jako dobro i wartości. Zawiera refleksje na temat relacji ze światem, sobą oraz innymi ludźmi, podkreślając znaczenie akceptacji losu oraz możliwości wzajemnego rozwoju. Autor proponuje, by dążyć do miłości w relacjach międzyludzkich.

W ramach omawiania elementów mojej hierarchii wartości wprowadziłem pojęcie relacji i zarysowałem, jak wyobrażam sobie mechanizmy ich formowania. W tym artykule rozwinę temat, skupiając się na relacji jako wartości, o którą warto zabiegać.

Rozpocznę od kategoryzowania relacji, by łatwiej było omawiać ich szczegółowe aspekty. Na pierwszym poziomie kategoryzacji są dwie klasy: relacje jako dobro i relacje jako wartość. Podobnie jak w przypadku wolności, część zjawisk kryjących się pod pojęciem relacji jest elementem refleksyjności. Pozostałe aspekty są wartościami, czyli potencjalnymi celami dążeń niestanowiącymi dobra same w sobie.

Do grupy relacji jako dobro zaliczam dwie klasy: relacje ze światem i relacje z samym sobą. Pierwszą rozumiem nieco abstrakcyjnie jako relację z całością bytu bardziej niż z jego poszczególnymi częściami. Obie z nich uważam za fundamentalne dla naszej egzystencji, nie przypuszczam, by mógł istnieć człowiek niebędący w którejś z tych relacji. Bywają ludzie, u których są one zaniedbane i nikłe, ale u każdego jakieś być muszą.

Do grupy relacji jako wartość zaliczę trzy klasy: relacje z innymi ludźmi, z ideami i z naturą (żywą i martwą). W zamyśle ten podział ma pokryć całość spektrum możliwych relacji i na razie nie widzę w nim luk. Nie wątpię przy tym, że możliwe są inne podziały zbioru relacji, również pokrywające cały zbiór i mające swoją użyteczność. Nie twierdzę w związku z tym, że mój podział jest jedynym, będę go natomiast konsekwentnie używał w dalszych rozważaniach.

Relacja ze światem

Relacja ze światem jest jedną z dwóch fundamentalnych relacji dla naszej egzystencji – wynika z samego faktu naszego istnienia. Nie musimy sobie z tego zdawać sprawy ani nad tym rozmyślać, ale mamy jakieś spojrzenie na świat. Czy uważamy, że istnieje obiektywnie czy że jest symulacją w Matriksie, mamy pogląd na jego charakter. Możemy uważać, że jest przyjazny i budujący albo że jest mroczny i zagrażający — jakoś musimy się wobec niego pozycjonować.

Relacja ze światem jest powiązana z relacją z samym sobą, uważam je za wzajemnie dopełniające. Na ich pograniczu plasuje się ważne pytanie: gdzie kończę się ja, a zaczyna świat. Zagadka ta jest centralnym aspektem rozważań metafizyki stoickiej.

Jak wspomniałem we wstępie, na potrzeby definiowania tej relacji, świat rozumiem jako całość bytu, która nie jest nami. Mój stosunek do poszczególnych jego elementów, będę omawiał później, tutaj idzie o bardziej abstrakcyjne rozważania. Uważam tę relację za fragment refleksyjności, ponieważ manifestują się w niej dwa fundamentalne elementy: pierwszy to wspomniana już metafizyka i rozgraniczenie co jest mną a co światem. Drugi to etyka, w szczególności badanie co to znaczy, że świat jest dobry lub zły? Ten namysł jest kluczowym elementem refleksyjności.

Najpełniej stoickim podejściem do relacji ze światem jest tak zwane „amor fati”, czyli umiłowanie losu. Świat, czyli to, co nie jest nami, staje się synonimem losu, tego, co jest poza naszą kontrolą, co nam się przydarza.

Jest niejeden sposób na zarządzanie relacją z losem — od przeciwstawiania się, poprzez narzekanie, po akceptację. Stoickie podejście zaczyna się od tej ostatniej, ale na niej się nie kończy. Zaakceptowanie losu, rozumianego jako to, co nie jest pod naszą kontrolą, to świetny początek. Pozwala nam nie dokładać zmartwień bez konieczności i przenieść koncentrację na to, co od nas zależne i co możemy zmienić. Warto podkreślić, że akceptacja nie oznacza bierności. Przeciwnie, jest podstawą intensywnej aktywności tam, gdzie możemy realnie coś zmienić w obszarze tego, co od nas zależne, a nasze działania mogą i powinny być ukierunkowane na zmianę świata w zgodzie z naszymi wartościami.

Akceptacja nie jest jednak końcem stoickiej przygody z losem. Jako stoik powinienem pójść krok dalej, to znaczy pokochać swój los. Oznacza to, że optymalnym stanem jest, gdy każdy przypadek losu uważam za szczęśliwą okoliczność, która stanowi okazję do ćwiczenia się w cnocie (ćwiczenia swojej refleksyjności). Nawet zdarzenia, które potocznie określilibyśmy mianem złych czy tragicznych dla stoika stanowią część naturalnej kolei rzeczy i szansę na ćwiczenie swego spokoju duch.

Dla stoika relacja ze światem ma cztery stany: umiłowanie losu, akceptacja losu, dążenie do jednej z tych dwóch lub żadna z powyższych. Ta czwarta kategoria oznacza dowolną postawą różną od pozostałych trzech. Amor fati możemy określić mianem dobra, to jest po stoicku właściwa postawa. Wszystkie pozostałe dobrem nie są, ale dwie z nich zawierają w sobie dążenie do dobra, podczas gdy trzecia nie. Można by się pokusić o nazwanie jej w tym kontekście złem rozumianym nie jako brak dobra, ale odwrócenie się od niego. Nie widzę korzyści w takiej etykiecie. Pośród tych postaw mogą istnieć i takie, które prowadzą człowieka do szczęścia, bo ani stoicyzm, ani żaden inny system filozoficzny nie jest w stanie udowodnić swojej unikalności jako ścieżki do spełnionego życia.

Unikam określenia „zło” dlatego też, że w języku potocznym ma tak silny pejoratywny wydźwięk. W stoicyzmie zło jest raczej rodzajem pomyłki czy błędu poznawczego. Ci, których określiłbym mianem „złych”, mogliby być równie dobrze określeni jako „popełniający błąd w rozumowaniu”, bo przecież dobro sprowadza się do dobrego rozumowania o swoim funkcjonowaniu. To nie brzmi tak groźnie, ale też nie jest tak zwięzłe. Kogoś, kto popełnia błąd w rozumowaniu, nie skazuje się na potępienie, tylko poprawia. Jak powiada Marek Aureliusz:
„Na nikogo nie należy się gniewać. Jeżeli bowiem możesz, to go popraw. A jeżeli tego nie możesz, to popraw jego czyn. A jeżeli i tego nie możesz, cóż ci pomoże zagniewanie się? Nic nie należy czynić bezcelowo.”

Relacja z samym sobą

Relacja z samym sobą to druga fundamentalna relacja, bez której nie moglibyśmy istnieć jako istoty ludzkie. Jest dopełnieniem relacji ze światem. Bywa nieuświadomiona, kiedy nie mamy kontaktu z faktem, że coś o sobie sądzimy, jakoś siebie oceniamy. Częściej jednak jest częściowo podświadoma, z pewnych jej elementów zdajemy sobie sprawę z innych już nie. Często spychamy do podświadomości negatywne opinie, które mamy o sobie samym.

Ewolucja tej relacji jest fundamentalnym procesem refleksyjnego istnienia — jest refleksją, a przynajmniej jej częścią. Harmonijna relacja ze światem i sobą to esencja szczęśliwego i po stoicku spokojnego życia.

Pierwszą częścią tej relacji jest poznawanie samego siebie, czyli ustawianie siebie w pozycji czujnego obserwatora własnych procesów wewnętrznych. Proces ten zachodzi nieustannie na wielu poziomach umysłu. Wiele z nich jest automatycznych i ma więcej wspólnego z funkcjonowanie maszynerii naszego ciała niż ze świadomym namysłem. Kluczowa z punktu widzenia refleksyjności jest świadoma obserwacja procesów myślowych. Możemy jej dokonywać na bieżąco, w trakcie jak owe procesy zachodzą, ale możemy je także dokonywać z opóźnieniem, w ramach namysłu nad mijającym dniem. Niezależnie od metody jest niezwykle przydatnym, by tę kompetencję ćwiczyć, a ćwiczyć ją musimy, jeśli chcemy ją posiadać. Jest to umiejętność, której trzeba się uczyć i którą trzeba trenować, by stawać się w niej coraz sprawniejszym.

Drugim komponentem tej relacji jest zmienianie samego siebie. W trakcie obserwacji dostrzeżemy elementy naszej egzystencji, które chcielibyśmy zmodyfikować. Proces ten jest efektem świadomego wyboru, określenia pewnego stanu docelowego i zdefiniowania kroków, które mają nas do niego doprowadzić. Jest to czasochłonne przedsięwzięcie — zależnie od tego, co zmieniamy, może nam zając wiele lat, czasem nawet całe życie. Istotne jest, by koncertować się na procesie i na postępach, które czynimy po drodze, bardziej niż na ostatecznym celu. Sam staram się cel traktować jako coś nieosiągalnego i interesuje mnie jedynie zbliżanie się do niego. Takie podejście pomaga mi uniknąć zniechęcenia oraz chroni mnie przed stawianiem samemu sobie nierealnych wymagań.

Relacja z sobą, poza dużą ilością pracy, którą trzeba w nią włożyć, wymaga też wiele czułości względem siebie. W wyniku zaobserwowania u siebie czegoś, co chcemy zmienić, łatwo jest wpaść w pułapkę wewnętrznego krytyka, to znaczy traktowania samego siebie jako złego, godnego pogardy. Także w trakcie procesu zmian łatwo jest ulec poczuciu, że nie zmieniamy się dość szybko i pozwolić wewnętrznemu krytykowi uderzać w poczucie naszej wartości. Kontrą na te zjawiska jest zastąpienie krytyka czułym opiekunem. Zamiast atakować siebie, pocieszajmy się i podnośmy na duchu. Sprawmy, by nasza relacja była nakierowana na to, co pozytywne. Cieszmy się drobnymi zmianami, celebrujmy małe sukcesy. Na porażki patrzmy jako na okazję do nauki i wyciągnięcia wniosków, a nie okazję, by zdołować samego siebie.

Relacja z samym sobą jest refleksyjnością. Proces, o którym wspomniałem wyżej, jest głębokim namysłem nad schematami naszego działania i wysiłkiem w kierunku ich poprawy, a to jest definicja refleksyjności. W związku z tym relację z samym sobą zaliczam do kategorii dobra. To w tej relacji w najpełniejszy sposób urzeczywistniają się koncepcję dobra i zła. Jeśli jest w naszym życiu jakieś zło, to najpewniej tkwi w tej właśnie relacji. Tutaj, podobnie jak w relacji ze światem, możemy odciąć się od etykietki „zła” i rozumieć je raczej pomyłkę w rozumowaniu, tym razem naszym, a nie innych.

Zło nie jest diabłem z rogami ziejącym siarką, nie ma w nim nic mistycznego, zło jest pomyłką i błędem, które można poprawiać i naprawiać. Za popełnione pomyłki możemy zadośćuczynić lub ponieść karę, ale przede wszystkim możemy z nich wyciągnąć wnioski, by nie powielać ich w przyszłości.

Relacje z innymi ludźmi

Relacje z ludźmi mieszczą się w sferze wartości, nie stanowią dobra same w sobie, ale mogą być preferowane, jeśli przyczyniają się do powstania warunków sprzyjających refleksyjności, same nie będąc refleksyjnością. Jeżeli stanowią ograniczenie lub zagrożenie dla refleksyjności, wtedy są warte unikania.

Choć nie są dobrem same w sobie, stanowią jeden z najlepszych poligonów doświadczalnych i narzędzi w dążeniu do dobra. W teorii refleksyjność nie wymaga nic poza samą sobą i jest to prawdą dla stoickiego mędrca, który posiadł ją w pełni. W praktyce, dla tych z nas którzy do niej dążą, potrzebne są okoliczności zewnętrzne, czyli relacje w kontakcie, z którymi możemy poznawać i zmieniać siebie. Najlepszymi spośród nich są związki, w które wchodzimy z ludźmi wokół nas. Warto przy tym zwrócić uwagę, że relacje nie są jednostronne, tak jak my czerpiemy z nich korzyść dla naszej refleksyjności, tak druga strona czerpie korzyść dla swojej.

Trzy najważniejsze podkategorie relacji z ludźmi to: miłość, przyjaźń i koleżeństwo. Miłość rozumiem tu szeroko nieograniczoną do tej romantycznej. Większość z nas ma intuicje co do tego, co oznaczają te pojęcia, ale dla jasności sformułuje je tak, jak je rozumiem.

Miłość to relacja charakteryzująca się maksymalnym możliwym zaufaniem. Będąc w niej, czujemy, że bezpiecznie możemy powierzyć swoje ciało, myśli i emocje drugiemu człowiekowi. W moim rozumieniu ta relacja musi być koniecznie symetryczna, czyli odwzajemniona. Oznacza to, że nie przyjmuje za miłość żadnej relacji jednostronnej lub niesymetrycznej, także, wtedy gdy druga strona nie jest w stanie jej odwzajemnić.
Przykład: w tym rozumieniu relacja matki z niemowlęciem nie jest miłością. Określiłbym ją raczej relacją czułości, opiekuńczości, posiadania czy odpowiedzialności, ale nie miłości, bo niemowlę nie może symetrycznie uczestniczyć w takiej relacji. Ta relacja jest skrajnie asymetryczna. Wraz z upływem czasu i rozwojem dziecka, relacja z matką (rodzicem) może się przekształcić w miłość. Przypuszczam jednak, że w wielu przypadkach taki rozwój nie zachodzi i relacja między rodzicem a dzieckiem pozostaje niesymetryczna, a w rezultacie bardzo odległa od miłości.
Spośród relacji z innymi ludźmi miłość jest najwartościowszą, jako że daje nam dostęp do najpełniejszego otwarcia, co bezpośrednio przekłada się na największy potencjał ćwiczenia i rozwoju refleksyjności.
Jest też relacją, która naturalnie budzi największy lęk, jej częścią jest bowiem ukazanie drugiej osobie swoich słabości, czy tego, co za nie uważamy, wystawienie się na zagrożenie ciosem. Najpełniej możemy wejść w miłość, jeśli potrafimy pozbyć się tego lęku i wraz z nim wyzbyć się oporów i pokusy ukrywania części siebie.
Zauważę tutaj, że granice między różnymi typami relacji międzyludzkich są rozmyte i bez trudu mogę sobie wyobrazić głęboką przyjaźń, która będzie bardziej stymulująca dla refleksyjności niż słaba miłość. W obu przypadkach wartość relacji tworzy spektrum, a ich zakresy zachodzą na siebie.

Przyjaźń to relacja charakteryzująca się głębokim zaufaniem. Podobnie jak miłość oznacza poczucie bezpieczeństwa w powierzeniu swego ciała, myśli i emocji drugiemu człowiekowi i podobnie jak ona koniecznie musi być symetryczna. W dużej mierze różnica między miłością a przyjaźnią jest ilościowa raczej niż jakościowa. Jak wspomniałem powyżej, granicę są tu rozmyte. Jeślibym miał określić czynnik wyróżniający, to powiedziałbym, że w przypadku przyjaźni, nie jestem skłonny się dzielić najintymniejszymi sekretami czy myślami.
Jest naturalnie druga pod względem wartości dla naszej refleksyjności po miłości. Wciąż niesie za sobą ogromną wartość. Wszystkie rozważania przedstawione dla miłości mają zastosowanie i tutaj.

Koleżeństwo to relacja również oparta na zaufaniu, ale ograniczonym. Wyróżnikiem dla mnie tej relacji jest to, że ograniczone jest w niej zaufanie szczególnie w sferze emocji. To, co uważam dla niej za niezbędne, by odróżnić ją od „znajomości”, to zaufanie w sferze myśli.

Na tym ostatnim elemencie zasadza się według mnie natura koleżeństwa. Są to relacje, w których swobodnie wymieniamy się myślami i ideami, z obopólnym zrozumieniem, że nie dzielimy się intymnymi i emocjonalnymi szczegółami naszego funkcjonowania. Ta grupa relacji jest niezwykle istotna nie tyle ze względu na jakość, ile ze względu na swoją ilość. Większość nietrywialnych relacji w naszym życiu to relacje koleżeńskie.

To sprawia, że płynie z nich niezwykła korzyść, mianowicie wystawienie się na idee znacząco różniące się od naszych. One dają nam wgląd w świat, który jest poza naszym bezpośrednim kręgiem towarzyskim.

Wymiana idei jest niezwykle wartościową pożywkom dla refleksji, dlatego warto kultywować relacje koleżeńskie. Acz warto też dążyć do tego, by możliwie dużo relacji koleżeńskich przetworzyć w przyjaźnie i miłości.

Z powyższego można wnieść, że optymalnie jest być w stosunku miłosnym ze wszystkimi ludźmi, czy raczej, być otwartym na relacje miłości z każdym człowiekiem. Podkreślam to, bo miłość wymaga wzajemności, która nie od nas zależy. Jest to dla mnie naturalne uzupełnienie idei „amor fati”, umiłowania losu. Rozszerzam ją na wszystkich ludzi, a może to nawet nie jest rozszerzenie, może po prostu zauważam, że w niej już zawiera się myśl, by do drugiego człowieka zawsze wychodzić z pozycji gotowości do miłowania.

Trzy typy relacji z ludźmi, o których dzisiaj wspomniałem, nie wyczerpują całego spektrum możliwości. Przede wszystkim dla każdej z dziś wymienionych istnieje relacja odwrotna w rozumieniu dobra, czyli relacja, która szkodzi naszej refleksyjności, bardziej niż jej pomaga. Z grubsza te dychotomie to miłość/nienawiść, przyjaźń/wrogość, koleżeństwo/niechęć.
Osobną kategorią relacji z ludźmi, są wszelkiego rodzaju relacje jednostronne czy niesymetryczne. Tutaj można znaleźć wiele przykładów zarówno wartościowych, jak i niewartych zachodu relacji. Przykłady wartościowe to opiekuńczość, czułość. Przykłady niewarte zachodu: dominacja, znęcanie się.

Relacje z ideami

Relacje z ideami są interesującym obszarem naszego funkcjonowania. Odnoszą się one do stosunku, jaki mamy do abstrakcyjnych pojęć i twierdzeń. W ich obrębie mieszczą się nasze związki z filozofią, religią, polityką, ekonomią etc. Na potrzeby tych rozważań, wyodrębniam poza tę kategorię relację ze światem, którą omawiałem wyżej. W zasadzie świat jest pewną ideą, więc mógłbym rozważać je wspólnie, ale ze względu na bardziej fundamentalny charakter tej relacji, zdecydowałem traktować ją odrębnie.

Pochylę się teraz nieco bardziej szczegółowo nad relacjami z dwoma ideami: filozofią i religią. Polityka czy ekonomia nie interesują mnie specjalnie, nie będę więc poświęcał im miejsca. Dla kogoś innego mogą to być interesujące i ważne idee i jeżeli tak jest, polecam zastanowienie się nad nimi we własnym zakresie.

Filozofia nie jest jedną konkretną ideą, jest raczej zbiorem wielu idei, czy nawet jest procesem tworzenia idei. W swoich najszerszych definicjach obejmuje wszystkie idee od polityki po religie. Ja jednak będę o niej w tym kontekście myślał jako o pewnym podejściu do życia, w szczególności do osiągnięcia szczęścia.

Jeśli rozumiemy filozofię jako sztukę dążenia do szczęścia, to każdy człowiek na świecie jakąś się kieruje, czyli jest w relacji z pewną filozofią. Głębia tej relacji będzie się wahać znacząco od człowieka do człowieka, gdzie większość populacji nie jest świadoma jej istnienia.

Filozofia w pewnym sensie konkuruje z religią, którą także można rozumieć jako sposób dążenia do szczęścia, zbiór reguł i zwyczajów, które owo mają zapewniać za sprawą nadprzyrodzonych sił. W tym rozumieniu religię można by określić jako rodzaj filozofii.

Jeśli zwęzimy definicję, wykluczając systemy oparte na wierze w nadprzyrodzone, możemy mówić o filozofii świeckiej czy laickiej. Tego rodzaju filozofię będą odnosić się do tego, co możemy uznać za rzeczywiste.
W kategorii idei nie ma bardziej wartościowej relacji niż ta, którą możemy budować z naszą filozofią życia. Tak jak wspomniałem wyżej, każdy z nas jakąś już ma, warto jednak się z nią bardziej zaprzyjaźnić czy lepiej ją poznać, jeśli jest ukryta w podświadomości.

Możemy to zrobić zadając sobie pytania: co czyni mnie szczęśliwym? Dlaczego akurat to? Jaką potrzebę zaspokaja? Jakie są moje potrzeby? I tak dalej. W pewnym sensie odkrywanie swojej filozofii życia jest jak odkrywanie siebie. Tu nie warto się zatrzymywać na powierzchownych obserwacjach, każdy z nas ma sporo głębi, którą warto badać. Religia to system wierzeń i obrzędów, które pośredniczą między człowiekiem a tym, co nadprzyrodzone. W tym sensie religię możemy też rozumieć jako relację z nadprzyrodzonym, w wielu przypadkach z jakąś formą osobowego boga.

W przeciwieństwie do filozofii religii nie trzeba mieć, można swobodnie funkcjonować, nie mając poglądu na nadprzyrodzone.
U wielu ludzi religia pełni jednak funkcję zbliżoną do filozofii, to znaczy, podaje przepis na to, jak osiągnąć szczęście. Czasem chodzi o szczęście doczesne, ale często spotykane jest jego odroczenie do życia po śmierci. Dla wielu ludzi religia niewątpliwie pełni funkcję pocieszenia i uspokojenia. Daje strukturę i społeczność, do której przynależą.

Relacja z religią jest często zaszczepiana ludziom już w dzieciństwie, co raczej rzadko zdarza się z innymi ideami. Jest to jeden z powodów, dla którego religię raz przyjętą ciężko jest odrzucić. Drugim jest wspomniany wcześniej aspekt społeczny i związane z tym ryzyko ostracyzmu.

Osobiście nie posiadam poglądów religijnych i nie czuję potrzeby ich szukać. Moją zasadą jest, by polegać na akceptacji mojej śmiertelności, raczej niż poszukiwać nadziei na życie po śmierci. Takie podejście do świata i człowieczeństwa wydaje mi się ciekawsze.

Relacje z naturą (żywą i martwą)

Relacja z naturą odnosi się do naszego stosunku do wszystkiego, co nas otacza, a co jest fizyczne. Wyłączyłem z niej relacje z ludźmi, choć w ścisłym sensie są one jej podkategorią. Jednak ze względu na ich wyjątkowy charakter jako bytów refleksyjnych, potraktowałem je oddzielnie. Tutaj skupię się na interakcji ze zwierzętami i planetą jako całością. Choć byty te nie posiadają własnej refleksyjności, to ich bogactwo jest wspaniałym motorem do rozwoju naszej.

Moja osobista relacja ze zwierzętami ma w sobie osobliwą dwoistość. Z jednej strony jestem ich miłośnikiem. Psy i koty są prześwietne, zabawne i niosą ze sobą ciepło domowego ogniska. Dom, w którym szaleje piesek albo po którym dostojnie snują się koty, kojarzy mi się z przytulnością i swojskością. Mogę godzinami szarpać się z pieskiem o zabawkę, czy obserwować jak kot leży i śpi.
Jestem stałym bywalcem ogrodów zoologicznych, fascynują mnie mieszkające tam zwierzęta i choć uważam, że lepiej by zwierzęta żyły na wolności, doceniam rolę edukacyjną i zachowawczą, jaką pełnią te jednostki. Tak długo, jak warunki, w których żyją zwierzęta, są możliwie zbliżone do naturalnych i są traktowane z czułością i szacunkiem, wywodzę, iż warto wspierać ogrody zoologiczne.

Z drugiej strony jem mięso. Czy chcę to dostrzec, czy też nie, za wyprodukowaniem mięsa, które zjadam stoi ogrom śmierci i cierpienia. Mogą na to nie patrzeć, mogę udawać, że tego nie wiedzę, ale ostatecznie nie ucieknę przed tą prawdą. Na potrzeby naszego przemysłu spożywczego, także na moje potrzeby, zabijamy brutalnie miliardy zwierząt. Ich śmierć i ich życie nie mają nic wspólnego z humanitarnym traktowaniem – szczególnie tam, gdzie w grę wchodzi wielka skala, a więc i niska cena.

Jak mogę pogodzić te dwie sprzeczności? Czy się w ogóle da? Czy muszę dokonywać nieustannej dysocjacji od świadomości tego, jak pozyskiwane jest mięso, które zjadam? Czy muszę zapominać o tym, że zwierzętom, które trafiają na mój talerz, zadawane są ból i śmierć? Jakoś te dwie sprzeczności godzę i funkcjonuję, choć nie potrafię określić jak.

Może powiecie, że przecież człowiek jest mięsożerny, ty jesteś człowiekiem, jest naturalne, że jesz mięso. To prawda, choć jestem wielkim przeciwnikiem zrównywania tego, co naturalne z tym, co dobre. To osobne kategorie i wiele naturalnych rzeczy jest moralnie nieakceptowalnych. Jest też prawdą o mnie, że nie muszę jeść mięsa. Pewnie są na świecie ludzie, którzy ze względów zdrowotnych jeść je muszą, ale ja nie jestem jednych z nich. Moje zdrowie będzie równie dobre, a potencjalnie i lepsze, jeśli zrezygnuje z mięsa. Mogę bez problemu przetrwać i rozwijać się na diecie ściśle roślinnej. Skoro tak, to jedzenie mięsa jest wyborem, który muszę potrafić przed sobą uzasadnić. Jeśli coś nie jest dla mnie konieczne i przypuszczam lub wiem, że niesie ze sobą negatywne konsekwencje dla mnie lub innych, to na mnie spoczywa ciężar uzasadnienia, dlaczego się na to decyduje. Biorąc pod uwagę jak wiele śmierci i cierpienia kroczy za produkcją mięsa, nie mam pojęcia, jakich mógłbym użyć argumentów, poza: „bo lubię i już”, a to jest beznadziejnie słaby argument.

To trochę tak jak z krwawymi diamentami (czy dziś już bardziej krwawy kobalt) z Konga, póki nie widzę śmierci i cierpienia ludzi przy ich wydobywaniu, korzystam z nich i mam poczucie czystego sumienia. W momencie, gdy dowiem się jakie zło się z nimi wiąże, mam obowiązek, by zadać sobie pytanie, czy dalej z nich korzystać, czy mieści się to w granicach mojej moralności.

Relacja z planetą jako całością potraktuję nieco skrótowo, bo fundamentalnie jest w niej wiele podobieństw do relacji ze zwierzętami. Jest w niej przede wszystkim ta sam dwoistość: z jednej strony miłość i zachwyt, z drugiej strony brutalne wykorzystywanie jej zasobów. Co rozumiem przez to drugie? Moją nadmiarową konsumpcję. Patrząc wokół siebie, widzę wyraźniej, jak wiele otacza mnie przedmiotów, które są zasadniczo zbędne. Zbędne na pewno dla mojego przetrwania, ale zbędne też dla mojego szczęścia. Każdy z nich wymagał wykorzystania zasobów do wytworzenia. Każdy wziął coś z planety, na której mieszkam.

Także i tu muszę sobie zadać pytanie: jak uzasadniam tę dwoistość? Jakie są moje argumenty za tym, by konsumować więcej, niż potrzebuję?

Wspólnym pytaniem, jakie nasuwa mi się po rozważeniu tych dwóch relacji: jaki wpływ na moją refleksyjność ma funkcjonowanie w tych sprzecznościach?

Natura wokół nas jest wspaniałym i bogatym źródłem inspiracji, wyciszenia i ciepła. W przyszłości jej różnorodność biologiczna może być źródłem nowych refleksyjnych gatunków. Warto o nią dbać, bo pozostaje niezmiennie wielkim przyczynkiem do rozkwitu refleksyjności ludzkiej!

O wzięciu sterów w swoje ręce

W dzisiejszym wpisie poruszany jest temat odpowiedzialności i kontroli nad własnym życiem. Autor podkreśla, że emocje, aspiracje oraz wartości są kluczowe w kształtowaniu naszego szczęścia. Przejęcie odpowiedzialności za emocje oraz decyzje prowadzi do dojrzałości, samopoznania i pozytywnych zmian w życiu i społeczeństwie.

Dzisiejszy wpis będzie krótki, acz poruszę w nim ważny temat: branie odpowiedzialności i przejmowanie kontroli nad własnym życiem. Rozumiem przez to wszelkie stany wewnętrzne: emocje, poglądy, decyzje, wartości – wszystkie elementy naszego bytu, które właściwie zarządzane mogą nam dać szczęśliwe życie.

Co rozumiem przez przejmowanie kontroli? Konsekwentne sytuowanie przyczyny naszego stanu ducha w obrębie jego samego, czyli świadomość, że możemy decydować o tym, co i jak czujemy.
Co rozumiem przez branie odpowiedzialności? Zrozumienie, że za kontrolą idzie odpowiedzialność za skutki naszych stanów ducha. To, co robię pod wpływem moich stanów wewnętrznych, jest moją zasługą lub przewiną.

Przykładowo, kiedy poczuję gniew, powiem: „Ależ się zdenerwowałem, gdy usłyszałem, co on mówi”. Nie powiem natomiast: „Ależ się zdenerwowałem przez to, co on powiedział”, ani tym bardziej „Ależ jego słowa mnie zdenerwowały”.
Drugi przykład, jeśli w gniewie upuszczę naczynie, powiem: „Upuściłem szklankę, ponieważ się zdenerwowałem”. Nie powiem natomiast: „Tak mnie zdenerwował, że aż upuściłem szklankę”, ani tym bardziej: „Patrzcie, co on zrobił! Tak mnie zdenerwował, że aż przez niego upuściłem szklankę”.

Emocje

Być odpowiedzialnym i sprawczym w dziedzinie naszych emocji to fantastyczna sprawa! Pomyślcie, jak możemy kształtować nasze samopoczucie, gdy to naszą decyzją jest czy czujemy smutek, czy zadowolenie.

Droga do tak głębokiej kontroli jest długa, ale już podążanie nią jest satysfakcjonujące i uwalniające. Pierwszym krokiem, który trzeba zrobić, by w nią wyruszyć to powiedzieć sobie: „Tylko ja jestem odpowiedzialny za moje emocje nikt inny!” Czyli to ja decyduje czy czuję złość, a w związku z tym mówię „Ale się zezłościłem!” zamiast „Ale mnie zezłościli”. To ja decyduję czy czuję radość, w związku z czym mówię „Ale się uradowałem” zamiast „Ale mnie uradowali”. Nie bez powodu kładę nacisk na te słowa, język ma znaczenie i za każdym razem, gdy biorę werbalnie sprawstwo nad emocją, zbliżam się o krok do urzeczywistnienia celu, którym jest decydowanie o stanie ducha bez oglądania się na czynniki zewnętrze!

Wraz z kontrolą idzie odpowiedzialność. Skoro to ja decyduje, co czuję, to ja odpowiadam za to, co czynię pod wpływem tego uczucia. To piękny aspekt dojrzałości. Za każdym razem, gdy nie cofam się przed odpowiedzialnością za emocję, potwierdzam swoją dojrzałość emocjonalna. Wysyłam komunikat do siebie i innych, że można na mnie polegać i mi zaufać, bo nie tylko dbam o swoje emocje, ale i bez wymówek za nie odpowiadam. Odpowiedzialność jest motorem zmiany na lepsze, gdy chcemy by następstwa emocji były dla nas i dla świata wokół jak najkorzystniejsze!

Aspiracje i oczekiwania

Moje aspiracje i oczekiwanie jakie mam wobec siebie, nadają kierunek życiu. Dzięki wzięciu sterów nad nimi gwarantuje, że będę podążać w kierunku, który jest satysfakcjonujący i który uważam za ważny.

Do czego chcę dążyć w życiu? Czy interesuje mnie zgromadzenie wielkich pieniędzy? Czy osiągnięcie wysokiej pozycji w społeczeństwie i zdobycie władzy? Czy osiągnięcie mądrości? A może spokoju ducha? Tak wiele możliwości, spośród których mogę wybierać! To może się wydawać przytłaczające, ale jest ogromna satysfakcja ukryta w chwili, gdy zaczynam rozumieć, do czego aspiruje, co mnie naprawdę kręci! Jeszcze większa jest satysfakcja w momencie, gdy zrozumiem, że mogę aspiracje zmieniać z czasem, mogę je przekształcać, w miarę jak zmienia się moje życie czy pogłębia zrozumienie świata!

Dążenie do osiągnięcia aspiracji jest najskuteczniejsze, wtedy kiedy oczekiwania są skrojone na miarę możliwości. Uzyskuje to, ustalając tempo postępów i zdając sobie sprawę, że nie jestem, podporządkowani temu tempu, tylko ono jest podporządkowane mi, czyli mogę je modyfikować w zależności od przemyśleń i sprzyjających lub nie okoliczności. Ogrom satysfakcji znajduję w zrozumieniu, że wszelkie wymagania, oczekiwania i terminy są pod moją kontrolą i w mojej mocy jest je utrzymywać lub zmieniać.

Dlatego zadawajmy pytanie „czego ja oczekuję od życia?” a zapomnijmy o pytaniu „czego ode mnie oczekują inni?”. Zastanawiajmy się, w jakim tempie chcemy realizować cele, a nie kiedy społeczeństwo życzy sobie, byśmy je zrealizowali.

Poczucie własnej wartości

Mam ogromną wartość, jestem świetnym człowiekiem! I ty drogi czytelniku, także masz wielką wartość i jesteś świetnym człowiekiem, ale nie potrzebujesz mnie, bym cię o tym zapewniał, wystarczy, że sam jesteś o tym przekonany i tego świadom!

Ze świadomości własnej wartości płynie wielki spokój. Jest to jeden z najskuteczniejszych leków na lęk, z jakimi się spotkałem. Gdy wiem, że jestem wartościowy, że moje słowa i myśli mają znaczenie, nie ma potrzeby, by obawiać się reakcji innych na to, co uczynię. Mogę wypowiadać swoją prawdę i bez strachu czy złości przyjmować informację zwrotną.

Co więcej, jako że wiem, że jestem wartościowy i poczucie wartości jest we mnie dobrze osadzone, nie boję się zmiany. Mogę zmieniać siebie, kiedy zauważę taką potrzebę i nie oznacza to, że przed zmianą byłem wadliwy czy bezwartościowy. Nie muszę drżeć z obawy, kiedy spotykam się z krytyką, mogę jej wysłuchać i zastanowić się, czy jest zasadna, czy nie, a następnie działać zgodnie z własną decyzją. Zewnętrzna krytyka nie jest zagrożeniem dla mojej wartości, jest świetną informacją, która odpowiednio wykorzystana pozwoli mi wzrastać.

Dlatego mówię sobie „jesteś wartościowym człowiekiem, jeśli ktoś się z tym nie zgadza to jego problem nie twój!” Nie interesują mnie oceny wystawiane przez innych o ile nie towarzyszy im konstruktywna informacja zwrotna, bo żadna ocena zewnętrzna nie ma mocy, by naruszyć moją wartość!

Wartości, czyli to co dla nas ważne

Gdy świadomie ustalam, jakie są moje wartości i jak mają się względem siebie, czuję, że wprowadzam ład do świata wewnętrznego. Decyzje stają się łatwiejsze, bo jest dla nich konkretna podkładka, a ja mam mniej wątpliwości i zgryzot.

Świat może być inspirujący w dziedzinie wartości. Studia filozoficzne, czytanie głębokiej literatury popularnej, konwersacje z ludźmi, którzy poświęcili czas na rozmyślania o wartościach, to wszystko są cenne dane. Jednak ostatecznie to ja ustalam, które z tych inspiracji przyjąć, a które odrzucić. Tworzę własne definicje wartości według indywidualnych rozmyślań. Do mnie też należy ustalanie ich w jasną hierarchię.

Wykonanie tej pracy sprawia, że czuję zgodność z moimi wartościami, a jeśli któraś z nich mnie uwiera, to wiemy, że mogę ją przeanalizować i zmienić. Nie jestem skazany na konkretny zbiór wartości. Tak jak cele moje wartości mogą się zmieniać i ewoluować wraz ze mną. Co dziś jest główną wartością, jutro może całkowicie wypaść z hierarchii.

Najważniejsze to pamiętać, że nie jestem skrępowany żadnym zewnętrznym systemem moralnym i żadną zewnętrzną strukturą wartości. O ile sam sobie takich kajdanów nie narzucę, mogę swobodnie eksplorować szerokie przestrzenie tego, co ważne i cenne! Nie pozwólmy, by ograniczały nas zmurszałe religie i ideologie, drążmy tunel wartości podług własnego planu!

Decyzje

Wszystko, o czym pisałem powyżej, sprowadza się do wolności decydowania, najlepszego z możliwych celów. Autonomia nad moimi decyzjami i zrozumienie, że sam jestem najważniejszą instancją ich oceny i zmiany, to ideał, który równoważny jest życiu szczęśliwemu.

Przejęcie władzy nad decyzjami jest lekiem na frustrację. Każda decyzja jest moja. Jej skutki, mogą być różne w zależności od okoliczności, ale jednego jestem pewien, decyzje podjąłem w zgodzie z sobą. Nikt nie postawi mnie w sytuacji, w której będę w konflikcie z moimi wartościami, celami i zrozumienie świata. Jeśli wydaje mi się, że w taką sytuację trafiłem, to analizuję ją ponownie, bo zapewne przeoczyłem jakąś opcję. Jeśli nie pozostały żadne decyzje, to mogę oddać się sztuce akceptacji i obserwować rozwijającą się sytuację jako widz, który nie ma w niej żadnej stawki.

Życie jest ciągiem wyborów. Byłoby optymalnie, gdyby każdy z nich był mój. W rzeczywistości wiele które już podjąłem, narzucili mi inni. Na szczęście, nie zmienia to faktu, że mogę przejąć nad nimi ponownie kontrolę i stać się kowalem swego losu.

Za władzą decydowania idzie odpowiedzialność, czyli dojrzałość. To świadomość, że decyzje mają konsekwencje wykraczające poza moją osobę oraz umiejętność oceny tych konsekwencji, ujmowani ich w procesie decyzyjny, oraz ponoszenia odpowiedzialności za nie, kiedy do tego przyjdzie. Ta odpowiedzialność jest motorem dla pięknego kształtowania moich decyzji. Nie jest ciężarem, a wręcz przeciwnie jest siłą, która pcha mnie ku byciu coraz lepszymi! Jest wiele radości w świadomości, że jestem w pełni odpowiedzialny za swe decyzje i ich skutki.

Przykład

Dzisiejszy artykuł zakończę przykładem, ilustrującym jak proste, naturalne sprawy mogą się potoczyć, jeśli nie bierzemy odpowiedzialności za siebie i o ile lepiej mogłoby być, gdy było inaczej.

Nasze biologiczne uwarunkowanie sprawia, że duża część mężczyzn odczuwa pociąg seksualny do kobiet. Kiedy widzimy atrakcyjną kobietę, czujemy pożądanie. Jednak niektórzy, zamiast powiedzieć „kiedy widzę atrakcyjną kobietę, czuję pożądanie”, mówią „ta kobieta budzi we mnie pożądanie”. Przekierowuje sprawczość z siebie na kobietę. To ona sprawiła, że czuję pożądanie, a jeśli traktuje pożądanie jako występek czy grzech, to ona jest winna mego grzechu.

Niekiedy pożądanie rozwijamy w żądzę, jego gorętszą wersję, która jest nastawiona na działanie. Tworzymy w sobie chęć zdobycia kobiety będącej jego obiektem. Powinniśmy spokojnie powiedzieć sobie: „rozbudziłem w sobie żądzę, muszę być czujny, co z nią uczynię”, zamiast tego niejeden z nas mówi „ona obudziła we mnie żądzę, nie wiem, co za chwilę uczynię”.

Żądza może prowadzić do czynu. Tym czynem jest podejmowanie zalotów. W większości przypadków, jeśli owe zaloty nie spotkają się ze wzajemnością, wycofujemy się i pracujemy nad tym, by nasza żądza opadła. Niekiedy mężczyzna podejmuje inną decyzję w swej żądzą i podejmuje próbę zdobycia drugiego człowieka przemocą. Jeśli tak się stanie, ten człowiek powinien pomyśleć „uczyniłem coś strasznego, podjąłem koszmarną decyzję, muszę ponieść jej konsekwencje”. Jednak zazwyczaj to, co zostanie powiedziane to „rozpaliła mnie i sprowokowała do tego, sama tego chciała, przez nią będę miał teraz problemy”.

Na każdym z tych etapów jest szansa, by wziąć kontrolę w swoje ręce, przestać przerzucać odpowiedzialność za swe żądze i czyny na postronne osoby i zatrzymać niebezpieczne szaleństwo. Bywa jednak, że zamiast tego dzieje się coś niedorzecznego: utrwalenie patologii w kulturze lub religii.

Weźmy za przykład prawo szariatu, które nakazuje kobiecie zakrywanie większości ciała, by nie budziła pożądania w mężczyznach. To religijne usankcjonowanie delegowania na kobiety męskiego pożądania! Zamiast złożyć odpowiedzialność na mężczyznach, którzy czują pożądanie, tak by się nauczyli je kontrolować albo spotka ich kara, cały ciężar zostaje przerzucony na kobiety. To one mają się ukrywać za szatami i zamykać w domach, tylko dlatego by jakiś żałośnie słaby mężczyzna nie rozpalił w sobie nędznych żądz i nie dokonał na nich brutalnego gwałtu. Jeśli faktycznie są niezdolni do okiełznania swoich żądz, to zamiast więzienia kobiet, proponuje przymusową kastrację, ta skutecznie ostudzi ich zapędy.
To prawo jest jasnym dowodem tego, jak słabi są mężczyźni je wprowadzający, jak żałośnie nie ogarniają własnych umysłów. W swojej mizerności zrzucają swoje popędy na barki kobiet, samemu uciekając od odpowiedzialności. Ciekawe czy chociaż się tego wstydzą?

Kiedy przejmujemy kontrolę nad swoimi decyzjami mamy wiele do zyskania! Nasz sukces w tych zadaniach może się rozciągnąć poza nasze życie, może dotknąć całego społeczeństwa. Zachęcam więc nas wszystkich do wzięcia sterów w swoje ręce!

O sercu i rozumie

Na spotkaniu klubu Biznes Toastmasters odbyła się debata o decyzjach podejmowanych sercem lub rozumem. Autor podkreśla, że serce to emocje, a rozum to świadome myślenie. Szybkość i dokładność to kryteria oceny decyzji; w zależności od sytuacji, można preferować jedną z tych metod lub łączyć je harmonijnie.

Na niedawnym spotkaniu klubu mówców Biznes Toastmasters odbyła się debata oksfordzka na temat „Lepiej decydować sercem niż rozumem”. Dyskusja była ciekawa i zażarta! Tak się złożyło, że pełniłem na spotkaniu inną funkcję, nie wziąłem więc bezpośredniego udziału. Pora bym to nadrobił i zmierzył się z tematem.

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. Serce to mięsień pompujący krew, zawiera nieco neuronów, ale nie na tyle dużo by można było przy jego pomocy decydować. Sprawa załatwiona, lepiej jest decydować rozumem, bo sercem się nie da.

Tu może się oburzycie: „przecież to serce to tylko taka metafora! Nie udawaj, że nie wiesz!” No dobrze. Wiem. Jaka to jest dokładnie metafora? Co znaczą pojęcia, które zostały użyte w tezie, skoro nie bierzemy ich dosłownie? Nim przejdę do analizowania pytania, muszę rozwiązać tę definicyjną zagadkę.

Zacznijmy od serca. Z potocznego rozumienia stwierdzenia „decydować sercem” adekwatną definicją jest decydowanie na podstawie uczuć czy też emocji. Na potrzeby tego rozumowania nie zagłębię się w potencjalne różnice pomiędzy „uczuciami” a „emocjami”, będę je traktował ogólnie jako informacje płynące z podświadomości i określał mianem „emocji”.

Jeśli chodzi o decydowanie rozum, to będą to decyzje podjęte na podstawie świadomego rozumowania.

Chciałbym uniknąć pojawienia się fałszywej alternatywy w stawianym pytaniu. Tak może się zdarzyć na kilka sposobów. Po pierwsze, jeśli dwa człony alternatywy mają część wspólną, czyli wybór jednej pociąga w pewnych przypadkach wybór drugiej, w szczególności, gdy się całkowicie pokrywają. Po drugie, jeśli istnieją inne opcje niż te rozważane, czyli człony naszej alternatywy nie pokrywają pełnego spektrum możliwości.

Mając to na uwadze, przedefiniuje używane pojęcia. Tak jak są zapisane obecnie, mają część wspólną oraz nie pokrywają pełnego spektrum możliwości. Mają część wspólną, ponieważ istnieją decyzje łączone, czyli takie gdzie najpierw pojawia się emocja i reakcja na nią, a na ich podstawie odbywa się proces świadomego rozumowania. Nie pokrywają całego spektrum możliwości, jako że mogą istnieć decyzje, które ani nie mają podłoża świadomego, ani emocjonalnego, a są, przykładowo, oparte na nawykach.

Proponuje w związku z tym następujące definicje:
Myślenie/decydowanie sercem to wszystkie procesy myślowe, które są w pełni podświadome i prowadzą do działania bez świadomego namysłu.
Myślenie/decydowanie rozumem to wszelkie procesy myślowe, które mają komponent świadomego rozumowania.

To niejedyny możliwy sposób zdefiniowania tych pojęć, alternatywnie można rozważać następujące definicje:
Myślenie/decydowanie serce to wszystkie procesy myślowe, których wynikiem jest decyzja zgodna z początkowym wnioskiem podświadomym.
Myślenie/decydowanie rozumem to wszystkie procesy myślowe, których wynikiem jest decyzja niezgodna z początkowym wnioskiem podświadomym, czyli gdy świadome rozumowanie zmieniło decyzję.

Pierwsza definicja wydaje mi się prostsza, druga bardziej zbliżona do potocznego rozumienia tych pojęć. Na potrzeby tego artykułu pozostanę przy pierwszej parze definicji.

Jest jeszcze jedno słowo w tezie, które powinienem dobrze zrozumieć. Co znaczy „lepiej”? Jakie kryteria przyjmę, by rozstrzygnąć spór? Proponuje następujące dwa parametry.
1. Szybkość podejmowania decyzji – decyzja jest tym lepsza, im szybciej zostaje podjęta, ponieważ zużywa wtedy mnie zasobów: czasu i energii. Szybkie decyzje są lepsze od wolnych.
2. Poprawność podejmowanie decyzji – jest tym lepsza, im jest precyzyjniejsza, czyli im wyższe niesie prawdopodobieństwo dobrych, czyli przynoszących nam większe korzyści, wyników. Poprawne decyzje są lepsze od niepoprawnych.

Oba kryteria obejmują spektrum możliwości. Z jednej strony mamy czas podejmowania decyzji (albo zużytą energią), z drugiej strony prawdopodobieństwo sukcesu.

Obserwacja 1: świadome procesy myślowe są wolniejsze od podświadomych.

Obserwacja 2: świadome procesy myślowe są poprawniejsze od podświadomych.

Nasze pytanie sprowadza się do określenia, gdzie przebiega punkt równowagi między szybkością a poprawnością. Nie przypuszczam, bym był w stanie odpowiedzieć na nie dokładnie. To, co mogę osiągnąć to uargumentować, że istnieją sytuacje, w których szybkość jest istotniejsza oraz istnieją sytuację, gdy istotniejsza jest poprawność. Jeśli zdołam to wykazać, to udowodnię, że odpowiedź na naszą tezę jest niejednoznaczna i czasem lepiej kierować się sercem, a czasem rozumem.

Rozważmy sytuację, która ilustruje prymat szybkości nad dokładnością. Stajemy oko w oko z rozwścieczonym tygrysem. Zwierz zrywa się do skoku. Musimy podjąć decyzję co robimy. Jeżeli proces decydowania zajmie więcej niż ułamek sekundy, rozszarpią nas kły i pazury. Powiedzmy, że decyzja podjęta w ułamku sekundy daje nam 20% szans na przetrwanie, to niewiele, ta decyzja ma niską poprawność. Decyzja, której podjęcie zajęłoby nam 5 sekund, daje nam szansę na przetrwanie 100%, wymyślimy idealną taktykę. Jednak faktyczna szansa przetrwania w drugim przypadku wynosi 0%. Tygrys nas pożre, nim podejmiemy decyzję. Żadna miara poprawności nie przeważy nad szybkością. Są więc decyzje, które lepiej podejmować sercem.

Rozważmy przykład, który ilustruje prymat dokładności nad szybkością. Saper staje przed zadaniem rozbrojenia bomby. Na zegarze jest jeszcze 60 sekund. Do zapalnika wiodą dwa przewody: czerwony i niebieski. Saper może zdać się na intuicję (czyli podświadomość) i przeciąć czerwony przewód. Może to zrobić natychmiast, na zegarze nie upłynie nawet sekunda. Prawdopodobieństwo sukcesu to 50%, jeśli się pomyli, umrze. Jest to jednak doświadczony fachowiec. Jeśli poświęci na badanie bomby i jej logiczną analizę 50 sekund, to uzyska prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, który przewód należy przeciąć. Inwestując 50 sekund, osiąga 100% poprawność decyzji (w przybliżeniu). Są więc decyzje, które lepiej podejmować rozumem.

Skory istnieją sytuacje, które preferują każdy z typów, odpowiedź na tezę musi brzmieć: to zależy. Gdy kluczowa jest szybkość działania, lepiej jest się kierować sercem. Gdy kluczowa jest precyzja lepiej kierować się rozumem. Czasami najlepszym trybem decydowania jest najpierw pomyśleć sercem, a potem potwierdzić lub zaprzeczyć rozumem. Może każda nasza decyzja ma taką strukturę? Wtedy odpowiedź na tezę brzmi: zawsze potrzebujemy obu!

Odpowiedź może być dość złożona, ja skłania się ku stwierdzeniu, że najlepiej wykorzystywać oba te tryby decydowania w harmonijny sposób i kłaść nacisk na jeden z nich, tam, gdzie sytuacja wymaga jego mocnych stron!

O rozwoju osobistym

Artykuł omawia rozwój osobisty jako kluczową wartość ze stoickiej perspektywy, definiując jego różne typy: fizyczny, indywidualny, społeczny i refleksyjny. Każdy typ wpływa na refleksyjność, która jest uznawana za dobro. Autor proponuje metody praktyczne, podkreślając znaczenie analizy przekonań oraz prób nowych doświadczeń dla osobistego rozwoju.

Dzisiejszy artykuł poświęcę drugiej z kluczowych wartości, czyli rozwojowi osobistemu. Spośród wszystkich na mojej liście budzi ona zapewne największe zdziwienie, a jednak uważam ją za absolutnie kluczową z perspektywy stoickiej.

Pierwszym pytaniem w przypadku rozwoju osobistego jest: czy jest wartością? Nie chodzi tu o rozstrzyganie czy jest cenny lub pożyteczny, ale rozstrzygnięcie, czy nie jest częścią Dobra rozumianego jako stan najwyższej możliwej refleksyjności. W mojej dyskusji nad wolnością uległa ona rozszczepieniu na Wolność odnoszącą się do tego, co zależne i będącą częścią Dobra oraz wolność jako wartość odnoszącą się do tego, co niezależne. Zbadam czy podobne zjawisko będzie miało miejsce w przypadku rozwoju osobistego.

Zacznę moje rozważania od formalnych definicji. W kolejnych rozdziałach przejdę do jego właściwości, wpływu i sposobu praktykowania.

DEFINICJA ROZWOJU OSOBISTEGO

Rozwój osobisty jest typem procesu odnoszącym się do ciała lub umysłu konkretnej osoby. Aby nazwać proces „rozwojem”, musi mieć parametr, który rośnie wraz z jego postępami – nie musi być ściśle rosnący, ale w dłuższej perspektywie powinien wykazywać tendencję wzrostową.
Nieco bardziej szczegółowo opisałem formalne definicje w słowniczku.

Na tym etapie wyróżnię cztery podtypy rozwoju osobistego [1]:
+ rozwój fizyczny,
+ rozwój indywidualny,
+ rozwój społeczny,
+ rozwój refleksyjny.

Rozwój fizyczny dotyczy mojego ciała: zdrowie, ruch, szybkość, zręczność etc.
Jest podstawą biologicznego funkcjonowania, sprzyja trwaniu naszej istoty. Jest źródłem energii witalnych, potrzebnych do realizowania wartości.

Rozwój indywidualny dotyczy umiejętności i przekonań: wiedza, zawód, wspomnienia, charakter etc.
Jest zestawem narzędzi i mechanizmów, które wypracowuje na własny użytek i które czynią mnie unikalnymi w społeczności. Jest źródłem mojego osobistego funkcjonowania i podstawą mechanizmów decyzyjnych.

Rozwój społeczny dotyczy wpływu, jaki ma na mnie społeczności i jaki ja mamy na nią: znajomości, informacja zwrotna, język, ideologie, normy społeczne etc.
Jest fundamentem komunikacji z innymi i polem, na którym realizuje moje wartości w sposób wykraczający poza moją istotę. Dzięki niemu mogę z dobrem sięgnąć szerzej i dalej.

Rozwój refleksyjny dotyczy mojej refleksyjności: logika, etyka, decyzje, wartości etc.
Jest dobrem w ścisłym rozumieniu. To kolejny po Wolności aspekt mojej refleksyjności. Jest podstawą mojego rozwoju jako człowieka refleksyjnego, czyli człowieka dobrego.

JAK ROZWÓJ OSOBISTY WPŁYWA NA REFLEKSYJNOŚĆ

Omówiłem definicję rozwoju osobistego i rozbiłem go na kilka kategorii. Teraz spojrzę dokładniej, jak poszczególne kategorie wpływają na refleksyjność i w związku z tym, dlaczego uznaje go za wartość.

Po pierwsze, podobnie jak wolność, rozwój osobisty rozdziela się na dwie kategorie: rozwój refleksyjności, czyli rozwój rozumiany jako dobro i pozostałe aspekty, czyli rozwój rozumiany jako wartość.

Zacznę omówienie od pierwszej kategorii, czyli od rozwoju naszej refleksyjności. W tym artykule argumentowałem, że refleksyjność jest jedynym dobrem. Rozwijanie refleksyjności jest zwiększaniem zasobu dobra. Z tego trywialnie wynika, że rozwój refleksyjny jest dobrem, a w związku z tym jest wart, by go aktywnie realizować w życiu.

Na czym ten rozwój polega? Refleksyjność mogę rozumieć jako kompetencję czy umiejętność. Najlepszym sposobem na jej rozwijanie jest trening, czyli stosowanie jej w praktyce. Im częściej jej używam, tym sprawniejszy się staje, tym mam jej więcej. Czyli kluczem do rozwoju refleksyjności jest jej wykorzystywanie w codziennym życiu i w specjalnie wykreowanych sytuacjach treningowych.

Aby lepiej zrozumieć, z czym mam do czynienia, podzielę kompetencje refleksyjności na trzy filary według stoickiej reguły: logikę, etykę i metafizykę. O każdej z nich mogę myśleć jak o osobnej (choć powiązanej z pozostałymi) kompetencji, której rozwój wpływa bezpośrednio na moją refleksyjność.

Rozwój mojej kompetencji w logice to polepszanie umiejętności formułowania poprawnych i rozpoznawania błędnych wnioskowań. Zdania logiczne są językiem refleksji, ich maestria jest równoważna maestrii wewnętrznego dialogu, kształtującego moje decyzje. Bez logiki nie byłbym w stanie analizować swoich procesów wewnętrznych. Dlatego kształcenie logiki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w etyce to tworzenie i modyfikowanie hierarchii wartości, która nadaje kierunek moim wyborom, pozwala zrozumieć, co jest prawdziwie ważne a co nie. Jest tematem mojego wewnętrznego dialogu, etyczna maestria jest maestrią mojej wewnętrznej problematyki. Bez etyki nie byłbym w stanie oceniać, jak i które procesy wewnętrzne powinienem zmienić. Dlatego kształceni etyki jest dobrem.

Rozwój mojej kompetencji w metafizyce to rozumienie mojego miejsca w świecie, tego, czym jestem i jak usadawiam się względem wszechświata. Zrozumienie mojego miejsca pozwala mi poprawnie określić obszar mej sprawczości i ograniczać decyzje, które podejmuj do tych, które są ode mnie zależne. Metafizyka jest granicą mojego wewnętrznego dialogu, jej maestria jest maestrią w angażowaniu wewnętrznych zasobów, tam tylko gdzie są skuteczne. Bez metafizyki mój wewnętrzny dialog rozlałby się po całym świecie i stracił swą moc. Dlatego kształcenie metafizyki jest dobrem.

Rozwój fizyczny

Moje ciało nie jest mną w tym sensie, że nie jest moją refleksyjnością, jednak ja nie mogę istnieć bez ciała, tak jak nie mogę istnieć bez tlenu, choć nie jestem tlenem. Moje ciało potrzebuje napoju, pokarmu i aktywności, by funkcjonować, potrzebuje też opieki lekarza i leku, gdy jest chore. Ciało wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone jest trwalsze. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny przedłużając trwanie mojego ciała, przedłuża także trwanie mojej refleksyjności, w związku z tym jest wartościowy.

Drugą wartością płynącą z rozwoju fizycznego, jest zwiększenie zasobów energii dostępnych mojej refleksyjności. Refleksyjność jest procesem i aby się toczyć, wymaga energii, a tej dostarcza moje ciało. Wysportowane, dobrze odżywione i systematycznie leczone ciało ma większe zasoby energii, których mogę użyć do podtrzymania refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój fizyczny zwiększa mój potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Jedyne co jest konieczne do zaistnienia refleksji to żywy mózg i rezerwa energii. Refleksja istnieje i toczy się także w człowieku, który nie ma możności rozwoju fizycznego w klasycznym sensie. Silne ciało nie jest konieczne dla refleksyjności, w związku z czym rozwój fizyczny nie jest dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem fizycznym można przesadzić. Zbyt wielka jego ilość nie przyczynia się do zachowania zdrowego ciała i energii witalnych, staje się celem samym w sobie, co jest niekorzystne dla mojej refleksyjności, bo odbiera jej czas i zasoby. Ciało jest ważne, o tyle o ile przyczynia się do lepszego funkcjonowania rozumu, wszystko poza tym jest zbędne.

Rozwój indywidualny

Sfera osobista odnosi się do takich elementów jak przekonania, umiejętności praktyczne, charakter czy nawyki. Ta sfera nie jest mną, ale jest zestawem procedur mojego funkcjonowania, tak jak komputer pokładowy nie jest samolotem, ale jest konieczny, by samolot mógł lecieć. Potrzebuje moich indywidualnych właściwości, by wyodrębnić siebie ze świata i móc zrozumieć i oddziaływać na tenże świat. Mając klarowne, sprawdzone przekonania, dobre nawyki, cenne umiejętności i godny charakter, poznaje świat pełniej i komunikuje się z nim skuteczniej. Poznanie świata jest pożywką dla mojej refleksyjności, komunikowanie się jest sposobem na wzbudzanie refleksyjności w innych. Z tego wnoszę, że rozwój osobisty zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z tym jest wartościowy.

Refleksja musi być uczyniona nad czymś. Choć sama dla siebie może być pożywką, to łatwiej jest jej działać nad czymś zewnętrznym. Głównym zewnętrznym materiałem dla refleksyjności jest to, co nazywam moją osobowością, czy inaczej moimi mechanizmami funkcjonowania. W tej sferze mieści się też mechanizm podejmowania decyzji, o którym pisałem w tym artykule. Przestrzeń osobista jest związana z przestrzenią społeczną, która także jest obszarem funkcjonowania moich decyzji. Różni je to, iż w przestrzeni osobistej ulokowane jest to, co sam świadomie wykształcam, w przestrzeni społecznej to, co jest mi narzucane przez kulturę, w której funkcjonuje i co może plasować się w podświadomości.

Podobnie jak w przypadku fizyczności tak przy osobowości jej dobry stan nie jest konieczny do bycia refleksyjnym, ale jej minimalne funkcjonowanie konieczne jest. Utrata osobowości nie jest zjawiskiem częstym, ale realnym. Wiele chorób psychicznych i stanów chorobowych mózgu interpretuje jak taką stratę. Przypuszczam, że przy braku osobowości, refleksyjność jest niemożliwa. Mimo tego dobry stan indywidualności nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ona dobrem, choć jest wartością.

Przypuszczam, że i z rozwojem osobowości podobnie jak z rozwojem fizycznym można przesadzić, ale w tej sferze większym zagrożeniem dla refleksyjności wydaje mi się rozwój w złym kierunku, czyli budowanie destrukcyjnych nawyków czy fałszywych przekonań.

Rozwój społeczny

Strefa społeczna odnosi się do elementów mojego funkcjonowania, które zostały mi narzucone przez środowisko ludzkie, w którym funkcjonuje. Ten proces jest intensywny w dzieciństwie, z wiekiem słabnie, ale nigdy całkowicie się nie kończy. Te elementy są dla mnie konieczne, bym mógł funkcjonować w otoczeniu i współpracować z innymi ludźmi. Kooperacja z ludźmi w dziedzinie wymiany idei, dyskusji, dzielenia się informacją zwrotną jest płodnym obszarem do działania mojej refleksyjności. Analizowanie procesów zachodzących między mną a innymi to akt refleksyjności. Z tego wnoszę, że rozwój społeczny zwiększa potencjał refleksyjny, w związku z czym jest wartościowy.

Odnoszą się tu podobne uwagi jak do rozwoju indywidualnego, jako że te sfery są sobie bliskie. Główną zaletą jest odgrywanie roli zewnętrznej pożywki dla refleksyjnego ducha odnoszącej się do mechanizmów mojego funkcjonowania z innymi: ulepszania ich i poszukiwania tych, które są atawistyczne, czyli dawniej użyteczne, ale teraz już obojętne lub szkodliwe. W obrębie tej sfery mieści się także rzucanie wyzwań obowiązującym normą społecznym, co jest źródłem refleksji dla mnie i innych.

Ze wszystkich trzech wartościowych przejawów rozwoju, ten wydaje się najmniej koniecznym w tym sensie, że człowiek na bezludnej wyspie może się bez niego obyć. Jednak to mylne założenie, ów człowiek musiał przejść jakąś socjalizację i warunkowanie społeczne, inaczej by nie przetrwał, bo ludzkie dzieci nie są zdolne do samodzielnego przetrwania w naturze jeszcze długo po urodzeniu. Ten element opieki jest elementem socjalizującym. Także minimalny rozwój społeczny jest konieczny dla refleksji, po to, by umożliwić przetrwanie, bez którego jej nie ma. Całkowita izolacja od stada jest dla człowieka niezwykle trudnym stanem. Przypuszczam, że refleksyjność może w takiej izolacji istnieć, jednak wyobrażam sobie, że jest niezwykle utrudniona. Mimo tego dobry stan uspołecznienia nie jest konieczny dla refleksyjności, nie jest więc ono dobrem, choć jest wartością.

Z rozwojem społecznym na pewno można przesadzić. Chodzi mi przede wszystkim o skoncentrowanie życia i funkcjonowania na odpowiadaniu na sygnały płynące ze społeczeństwa, od innych ludzi, całkowicie ignorując sygnały płynące z wnętrza. Jest to jakby przeniesienie wielu moich kompetencji na świat zewnętrzny. Moje emocje nie są moim dziełem – to inni je wywołują. Jestem szczęśliwy nie wtedy kiedy zrobię coś dobrego, tylko kiedy zostanę pochwalony. Przykłady mógłbym mnożyć. Objawy te są efektem błędów w moim rozwoju społecznym i warte są, bym się nad nimi pochylił i jej poprawiał jak dalece to możliwe. Uważam, że szczególną uwagę warto przy tym zwracać na przekonania związane z religią i innymi ideologiami, których wpływ pojawił się we wczesnym dzieciństwie. Warto je obejrzeć krytycznie i zakwestionować.

METODY ROZWOJU OSOBISTEGO

W tym rozdziale chciałem dodać nieco praktycznych wskazówek jako uzupełnienie teoretycznego wstępu. Przykłady, które zobaczycie poniżej, są moimi osobistymi doświadczeniami, choć metody są często znane. Wiem, że okazały się przydatne dla mnie, nie widzę znacznego ryzyka w ich praktykowaniu, ale też nie gwarantuje, że dla was okażą się pomocne. Dla żadnej z nich nie posiadam ani nie szukałem badań potwierdzających ich skuteczność. Stosujcie zgodnie z własnym uznaniem i na własne ryzyko!

Po pierwsze, jeśli chodzi o rozwój refleksyjności, to dla wszystkich jej aspektów już podałem kilka metod i praktyk, które stosuje. Zapraszam do odpowiednich artykułów:
Logika
Etyka
Metafizyka

Ćwiczenie sprawności ruchowej

Celem tej praktyki jest utrzymanie ciała w sprawności do wykonywania podstawowych czynności dnia codziennego.
Osobiście praktykuje na trzy sposoby. Pierwszy to ćwiczenia na siłowni pod obciążeniem oraz rozciąganie. Mają zbudować muskulaturę, która będzie skutecznie wspierać układ kostny w utrzymywaniu wyprostowanej postawy i przyjmowaniu obciążeń przy wysiłku. Rozciągania służą utrzymaniu dużego zakresu ruchomości stawów, niwelując szkodliwy wpływ siedzącego trybu życia.
Drugi sposób to regularna jazda na rowerze. Dla mnie to przede wszystkim sposób na przemieszczanie się po mieście: na dojazdy do pracy, na zakupy, do biblioteki, do kina i tak dalej. To robię przez cały rok. Dodatkowo w sezonie ciepłym znajduje czas na mniejsze i większe eskapady po mieście i poza nim. Odbywa się to z korzyścią dla układu krążenia.
Trzeci sposób to chodzenie po górach. To głównie sezonowa aktywność, która ma utrzymać moją mobilność oraz stanowić mocny wycisk dla układu krążenia. Wisienka na torcie: ta aktywność także wspaniale otwiera mi umysł i pozwala myśleć z szybkością i sprawnością nieosiągalną na równinach!

Kardio i utrzymanie masy ciała

Utrzymanie właściwej masy ciała i dobrej kondycji układu krążenia to aktywność obliczona na zwiększenie szans na dłuższe życie. Ma ona dwie strony. Po pierwsze, jest to ruch, o którym wspomniałem wcześniej (rower, góry, siłownia). Po drugie, jest to odpowiednia dieta, rozumiana jako ograniczenie spożywanych kalorii oraz spożywanie pokarmów bogatych w składniki odżywcze, a możliwie ubogich w substancje szkodliwe. Jedno z drugim idzie w parze, jest mi trudno utrzymać właściwą masę ciała samą dietą, czy też samą aktywnością fizyczną.
Wybór konkretnych aktywności ma niewielkie znaczenie, kluczowe jest, by się ruszać, mając na uwadze dwa aspekty: zachowanie sprawności motorycznej i zachowanie dobrej kondycji układu krążenia. Czy jeżdżę na rowerze, czy biegam to sprawa preferencji.

Analizuj swoje przekonania

Jestem przekonany o bardzo wielu rzeczach. Wiele moich przekonań nie jestem świadoma. Wiele moich przekonań, tych świadomych i podświadomych, jest fałszywa. Póki jakieś przekonanie we mnie tkwi, póty będzie dyktować moje decyzje i zachowania. Warto im się regularnie przyglądać i aktywnie odkrywać te, które chowają się w podświadomości.

W mojej praktyce najlepszą metodą na wychwytywanie podświadomych przekonań jest przyglądanie się emocją, które się w nas aktywują. Czynię to, zadając pytania, dlaczego czuję to co czuję akurat w tej sytuacji i drążąc temat, to znaczy nie poprzestając na powierzchownych odpowiedziach. Tak mogę dotrzeć do przekonania, które leży u źródła emocji. Piszę „mogę dotrzeć”, bo z praktyki wiem, że często pierwsze odkrycia są fałszywe, że nie dotarłem z pytaniami dość głęboko. Analiza błędnie uchwyconych przekonań, zwykle prowadzi mnie do uświadomienia sobie pomyłki, a analiza jej natury pomaga mi lepiej zrozumieć podobne sytuacje w przyszłości.

Kiedy mam już przekonanie w ręku, zaczynam zadawać pytania. Moją ulubioną metodą analizowania przekonań jest dialog sokratejski, czyli wymiana pytań i odpowiedzi. Staram się w ten sposób drążyć temat, nie zachowując obiektywności, raczej próbuje być adwokatem diabła, czyli okazywać sceptycyzm wobec przekonania i zadawać niewygodne pytania.

Po tym procesie mam pojęcie czy przekonanie jest słuszne. Jeśli tak, nic więcej robić na tę chwilę nie muszę. Jeśli nie, kolejnym etapem jest zmiana przekonania. Jeśli przekonanie jest świadome, sprawa jest prosta: przyjmuje nowy punkt widzenia. Gorzej, jeśli jest podświadome. Wtedy muszę „przekonać” podświadomość do nowych wniosków. W tym celu kilkakrotnie przechodzę przez rozumowanie, utrwalając je. Zawsze, gdy efekty starego przekonania ponownie się pojawią, powtarzam nową prawdę, analizując sytuację w jej kontekście. Z czasem nowy sposób myślenia zakorzenia się w podświadomości, przy czym przy mocnych przekonaniach może to trwać latami. Sam ma kilka takich, które wiem, że są fałszywe od kilku lat, a mimo niekiedy, choć rzadziej niż kiedyś, aktywują się w podświadomości.

Mów i słuchaj

Ten rozdział mógłby się równie dobrze nazywać: pisz i czytaj. Chodzi o to, by dzielić się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami z innymi. W moim przypadku dzieje się to poprzez pisanie w różnych zakamarkach Internetu także dlatego, że mówienie mi nie wychodzi tak sprawnie.

Celem tego ćwiczenia jest wystawienie moich przekonań, poglądów i rozmyślań na informację zwrotną. Mam tendencję do zadurzania się we własnych wywodach, ot taki egocentryczny rys. Nie ma nic lepszego dla mojego myślenia, niż porządna krytyka i kubeł wody wylany na głowę. Nie zawsze pod wpływem takiej terapii zmieniam zdanie, ale zawsze po niej lepiej rozumiem problem, z którym się mierzę.

Nie wiem, czy jest ogólnie ludzką przypadłością, by przeceniać wagę własnych myśli. Na pewno jest to moja przypadłość. Jeśli macie podobnie, to zachęcam was do znalezienia dobrego medium do wygłaszania swych tez i poddawania ich konstruktywnej krytyce, będąc przygotowanym, iż czasem będzie druzgocąca.

Kwestionuj to co oczywiste

Jeśli mam wybrać które prawdy i przekonania zakwestionować, zaczynam od tych, które wydają się najbardziej oczywiste. Robię tak dlatego, że są najniebezpieczniejsze. Im bardziej jestem przekonany do słuszności jakiegoś przekonania, tym mniej refleksji będę poświęcał mu i jego skutkom. To niebezpieczna sytuacja. Jeśli tak się zdarzy, że uzyskam pewność co do prawdziwości czegoś, co jest fałszywe, to sam siebie wywiodę na manowce. Gdy zauważę, że czegoś jestem pewny, zaczynam czujniej się temu przyglądać. W końcu pewność nie istnieje poza obszarem twierdzeń matematycznych!

Ta sama zasada odnosi się do tego, co mi mówi społeczeństwo i inni ludzie. Im bardziej są pewni co do słuszności swoich poglądów i twierdzeń, tym ja bardziej staje się sceptyczny. Nie ma prawie nic pewnego na tym świecie, więc sprzedawanie czegoś jako pewnik jest podejrzane. Z tego właśnie powodu zachowuje duży dystans co do twierdzeń religijnych, pewność w ich wyznawcach sugeruje mi, że mam do czynienia z pomyłką, której poddali się liczni, może poprzez manipulację, może dlatego, że przyjemnie im było uznać to za pewnik, może z obu tych powodów. Jakkolwiek by było, im bardziej wyznawcy pewni są swego bóstwa, tym bardziej ja jestem sceptyczny. Nic pewnego poza twierdzeniami matematyki, jeśli ktoś mówi inaczej, to podejrzewam, że nie wie do końca, o czym mówi i jest poważnie zagubiony.

Próbuj nowych rzeczy

Próbowanie nowych rzeczy, wyzwań i poznawanie ludzi poszerza horyzonty. Po prostu daje mi informacje o tym, co jest możliwe i dostępne, dzięki czemu pole mojego wyboru rośnie.

Dlatego staram się w miarę regularnie próbować czegoś nowego. Po pierwsze podróże, czyli zwiedzanie nowych miejsc, a nie trzeba jechać daleka, by było ciekawie. W zasięgu kilku godzin drogi są miejsca nieodkryte a godne uwagi. Podróże zagraniczne mają dodatkowy aspekty nowości w postaci lokalnej kultury, jednak z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest tę kulturę poznać i jako turysta poruszam się w pewnego rodzaju bańce. Da się z tej bańki wyrwać, ale jest to trudne. Mnie osobiście nigdy się nie udało.

Drugi aspekt nowego to poznawanie nowych ludzi. To najłatwiej zrobić, z mojego doświadczenia, poprzez angażowanie się w „kółka zainteresowań”. Przykładem jest klub mówców, do którego uczęszczam, kompletnie nowa ekipa ciekawych ludzi, z którymi już na wejściu mam wspólny temat. Możliwości jest bardzo wiele od szachów po budowanie robotów.

To sprowadza nas do trzeciego aspektu, czyli do próbowani nowych umiejętności i zajęć. Jednym plusem tego podejścia jest wspomniane poznawanie nowych ludzi, drugim rozwijanie moich własnych umiejętności. Czy jest to koordynacja ruchowa w tańcu, umiejętności wokalne na lekcji śpiewu, czy cokolwiek innego, stymulujemy w ten sposób mój umysł do rozwoju. Nie wszystko musi się mi spodobać i ze mną zostać, warto jednak sprawdzać, bo prędzej czy później coś się mi spodoba i do mnie przyklei.

Sto razy pytaj „dlaczego?”

Ten motyw przewijał się w innych podpunktach, ale chcę go podkreślić osobno. Co byśmy nie robili, co byśmy nie myśleli, jakbyśmy nie zadecydowali, warto co jakiś czas zapytać się „dlaczego?”.

Staram się być dla samego siebie najbardziej namolnym towarzyszem, który co rusz pyta: a dlaczego to robisz? Nie potrafię odpowiedzieć? Może warto przerwać tę czynność i się zastanowić? Nic i nigdy nie robię bez powodu. Jeśli coś czynię, ale nie potrafię wyjaśnić dlaczego, to znaczy, że moje motywacje są przede mną ukryte. Im większy wpływ ma dana czynność na moje życie, tym ważniejsze jest, bym znalazł prawdziwe powody, jakie za nią stoją.

To bywa męczące, nie przeczę. I wiem doskonale, że nie da się każdej czynności w życiu poddawać za każdym razem podobnemu przesłuchaniu, ale wiem, że każdą większą decyzję, można od czasu do czasu sprawdzić dociekliwym „dlaczego?”.

Pamiętajmy też, by nie zatrzymywać się na pierwszym pytaniu, by drążyć i pogłębiać aż nie uzyskamy satysfakcjonującej i logicznej odpowiedzi. Jeśli trzeba sto razy zapytać „dlaczego?” to pytam. Wiedza o motywach mojego postępowania jest warta czasu poświęconego na ich badanie!

[1] Rozdzielenie rozwoju na cztery typy jest inspirowane podziałem istoty ludzkiej zaproponowanym przez Tomasza Mazura w nieopublikowanym jeszcze tekście „Cztery ciała człowiek”.

O najstarszym zawodzie świata

Dzisiaj dość niezwykły artykuł – to zapis mowy ze spotkania Biznes Toastmasters. Wpis składa się z trzech części: konspektu mowy, transkrypcji (bez poprawek) nagrania jednej z sekcji treningowych i wyedytowaną wersję z poprawkami.

KONSPEKT

  1. Najstarszy zawód świata?
  2. Po co filozofia?
    1. Żeby być
      1. filozofuje więc jestem
      1. życie to więcej niż przemiana materii
        „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.”
        Seneka
    1. Żeby dobrze być
      1. Etyka (dobro i zło)
      1. Logika (prawda i fałsz)
      1. Fizyka (zależne i niezależne)
    1. Żeby dobrze czynić
      1. Przykład: retoryk
        Nie wystarczy dobrze przemawiać, trzeba jeszcze o dobru przemawiać
        „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”
        Winston Churchill
        „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”
        Józef Goebbels
  3. Podsumowanie: żeby być, żeby dobrze być, żeby dobrze czynić
  4. Bonus: anegdotka o Aleksandrze i Diogenesie + oczy Demokryta

TREŚĆ MOWY (transkrypcja treningu)

Witam was serdecznie!

Na dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie. Rozumiem przez to zawód filozofa. To właśnie ten zawód uważam za najstarszy zawód na świecie, albo przypuszcza, że może być jednym z najstarszych. Odkąd z homo erectus zmieniliśmy się w homo sapiens, myśl i namysł stały się ważną częścią naszej egzystencji i przypuszczam, że już w tych pierwszych, pierwotnych plemionach ludzie zdolni do głębokiego i dobrego namysłu byli cenieni. Może pierwsi szamani ludzkich plemion, to były osoby trochę jak filozofowie, które zdolne były do myślenia głęboko, myślenia lepiej niż inni.

OK. No ale, nie jest moim celem, żeby was zachęcić do zmiany zawodu i przebranżowienia się teraz gremialnie na filozofów. Nie. Chodzi mi o to żeby was zachęcić do tego, żeby wprowadzić odrobinę filozofii do waszego życia, żeby zacząć ją uprawiać.

A po co? Zapytacie. Kilka powodów. Pierwszy, fundamentalny, to po to żeby po prosty być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję więc jestem. No właśnie, filozofuje więc jestem… człowiekiem. To co nas odróżnia od zwierząt, w mojej opinii, to właśnie zdolność do głębokiego myślenia, refleksji i namysłu, czyli do filozofowania. Jeżeli nie filozofujemy, to trawimy nasze życie, no pochłanianie pokarmów, wydalanie, oddychanie. Jak powiedział Seneka, mówiąc o osobach pozbawionych tego namysłu w swoim życiu: „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.” A jest różnica między życiem, a trwaniem. Tą różnicą jest filozofia.

Filozofujemy żeby żyć, ale filozofujemy też żeby żyć dobrze, a pomagają nam w tym trzy działy filozofii. Po pierwsze: etyka, czyli nauka, która mówi nam o tym co jest dobre, a co złe, pozwala nam odróżniać te dwa stan, zdefiniować je i wybierać między nimi. Tylko dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Każdy z nas jakąś ma, bo gdybyśmy jej nie mieli, nie bylibyśmy w stanie dokonać żadnego wyboru. Czasami po prostu swojej etyki sobie nie uświadamiamy i tkwi ona w naszej podświadomości.

Drugi dział filozofii, niezbędny nam do dobrego funkcjonowania to logika, czyli nauka o tym co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, konstruowaniu sylogizmów i rozpoznawaniu błędów logicznych. Fundamentalna dlatego byśmy mogli myśleć w sposób spójny i właściwy.

Trzeci wreszcie dział, bliski mojemu sercu, to fizyka. Dzisiaj fizyka jest w większości nauką szczegółową, nie zachęcam was koniecznie do studiowania głębokiej fizyki. Natomiast jest część fizyki, która pozostała w filozofii, ta część starożytnej fizyki, która pozostała z filozofią, to jest nauka odpowiadania na pytanie: co jest od nas zależne a co jest od nas niezależne. Nauka zrozumienia tego nad czym mamy kontrolę, a nad czym kontroli nie mamy. Niesamowicie istotna kwestia, dla każdego kto chce decydować o tym co robić, ale jeszcze ważniejsza dla tego kto chce być w życiu szczęśliwym.

To są świetne powody do filozofowania. Weźmy nasz przykład. Nasz czyli osób uczących się retoryki, sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryka odpowie nam na pytanie o czy i co powinniśmy mówić? Nie. Retoryka nam odpowie jak powinniśmy coś powiedzieć. Ale żeby wypełnić swoją mowę treścią potrzebujemy filozofii. A żeby wiedzieć czy ta treść jest dobra tym bardziej potrzebujemy filozofii.

Weźmy taki przykład retoryczny. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy, cytuję: „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.” Koniec cytatu.
Drugi cytat. Cytuję: „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!” Koniec cytaty.
Bardzo podobne zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, motywacja dla całego narodu do walki. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat, to cytat z Winstona Churchila, drugi, to cytat z Józefa Goebbelsa.
Retoryka jest pustym narzędziem, które musi być wypełnione treścią przez filozofię.

Podsumowując, uczymy się filozofii żeby żyć jak ludzie, żeby żyć dobrze i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, które mamy dostępne. Dlatego warto się nią zainteresować i warto wprowadzić jej elementy do naszego życia.

Na koniec, jako że mam jeszcze chwilę czasu, podzielę się małą zabawną anegdotką. Był sobie filozof Diogenes żyjący w Atenach w czasach Aleksandra Wielkiego. Pewnego dnia Aleksander po przybyciu, po powrocie z Persji, po podboju Persji, wybrał się do Diogenesa, który odpoczywał na skałach na morzem ze swoimi uczniami. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział: Diogenesie, jestem dzisiaj w świątecznym nastroju, proś mnie o cokolwiek tylko chcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie. Diogenes, który leżał sobie, otworzył jedno oko, popatrzył na Aleksandra, zamknął oko i powiedział: Mam jedno życzenie, żebyś się trochę przesunął, bo zasłaniasz mi Słońce. Tyle życzył sobie filozof Diogenes od mocarnego Aleksandra, nic więcej władca świata nie był w stanie mu dać.

Dziękuje.

TREŚĆ MOWY Z POPRAWKAMI

Witam was serdecznie!

W dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie… Chodzi o mi o zawód filozofa. Nie wiem oczywiście, czy to faktycznie najstarszy zawód, ale przypuszczam, że odkąd awansowaliśmy z erectus na sapiens, sztuka myślenia znalazła się w cenie, a ludzie zdolni do głębszego namysłu byli wartościowy. Być może pierwsi szamani neolitycznych plemion, byli filozofami, czyli ludźmi zdolnymi myśleć głębiej, dokładniej, lepiej.

Nie jest jednak moim celem skłonić tu obecnych do przebranżowienia i gremialnej zmiany zawodu na filozofów. Chodzi mi raczej o to, by zachęcić was do wprowadzenia odrobiny filozofii do waszego codziennego życia, by zacząć jej używać w praktyce.

Zapytacie: po co? Jest kilka powodów. Pierwszy, najważniejszy, filozofujemy, żeby być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję, więc jestem, a konkretnie, filozofuje, więc jestem człowiekiem. Cechą szczególnie ludzką, wyróżniającą nas pośród innych zwierząt, jest umiejętność głębokiego namysłu – czyli do filozofowania. Życie nie sprowadza się do jedzenia, picia, wydalania i spania – potrzeba czegoś więcej, by powiedzieć o kimś, że jest człowiekiem. Słowami rzymskiego stoika Seneki:
„(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo”. A o różnicy między życiem a trwaniem stanowi filozofia.

Filozofujemy, żeby żyć. Filozofujemy, żeby dobrze żyć. To drugi powód do zainteresowania się filozofowaniem. W dobrym życiu pomagają nam trzy filary filozofii.

Po pierwsze, etyka, czyli nauka o tym, co jest dobre a co złe, pozwalająca na odróżnić od siebie te dwa stany i wybierać między nimi. Dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Już dzisiaj każdy z nas jakąś etykę ma, ale niekoniecznie jest jej świadom. By wynieść ją do świadomości, sprawdzić i utrwalić potrzebne jest nam praktykowanie filozoficznych ćwiczeń.

Po drugie, logika, czyli nauka o tym, co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, tworzeniu sylogizmów i unikaniu błędów logicznych. Bez niej nie jesteśmy w stanie poprawnie wnioskować, co czyni ją fundamentalną.

Po trzecie, fizyka, bliska mojemu sercu, nauka o tym, co rzeczywiste, a co nie. Dzisiaj jest samodzielną, szczegółową nauką, ale pewien element tego, jak rozumieli ją starożytni, pozostał w obrębie filozofii. Chodzi o odpowiedź na pytanie: co jest od nas zależne, a co nie, rozumienie, nad czym mamy kontrolę, gdzie znajduje się nasza sprawczość. To zagadnienie fundamentalne dla stoicyzmu, ale ogólnie kluczowe dla stabilności emocjonalnej i psychicznej i w konsekwencji dla szczęśliwego życia.

Jako przykład praktycznej istotności filozofowania weźmy nas na tej sali. Jesteśmy adeptami retoryki, czyli sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryk da nam odpowiedź na pytanie: co powinniśmy powiedzieć? Nie, retoryka powie nam, jak to powinniśmy powiedzieć, ale żeby wypełnić naszą mowę treścią, potrzebujemy, choćby minimalnego, filozoficznego namysłu. A żeby zapewnić, że treść będzie dobra, potrzebujemy solidnej filozofii.

Z życia wzięty przykład jak ważna jest idea, która stoi za zabiegami retorycznymi. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy:
„Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”

Drugi:
„(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”

Bardzo zbliżone zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, sugestia krańcowości sytuacji, uogólnienie na cały naród. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat to Winston Churchill, drugi Józef Goebbels. Retoryka bez filozofii jest tylko pustym narzędziem.

Podsumowując: uczymy się filozofii, żeby być ludźmi, żeby dobrze być ludźmi i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, do których mamy dostęp. Dlatego zachęcam wszystkich do jej praktykowania od czasu do czasu, a najlepiej co dzień.

Na zakończenie mała anegdotka. W czasach Aleksandra Wielkiego żył sobie w Atenach filozof zwany Diogenesem. Pewnego dnia, krótko po podboju Persji, Aleksander przybył do Aten i zapragnął spotkać się z Diogenesem. Filozof spędzał dzień ze swoimi uczniami, wygrzewając się w słońcu na skałach pod miastem i tam też odnalazł go władca. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział:
„Diogenesie, jestem dzisiaj w szczodrym nastroju, proś mnie, o cokolwiek tylko zechcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie.”
Diogenes otworzył jedno oko, spojrzał na Aleksandra, zamknął oko i powiedział:
„Życzę sobie, abyś się nieco odsunął, bo zasłaniasz mi Słońce”.
Tylko tyle dla filozofa Diogenesa mógł uczynić władca całego znanego świata, a osiągnięcia takiej pełnej wolności nam wszystkim życzę!

O wolności prościej

Autor rozważa kwestie wolności, koncentrując się na indywidualnych decyzjach oraz ich wpływie na refleksyjność. Odrzuca społeczne konteksty i prawne aspekty, skupiając się na osobistej definicji wolności jako stanu decyzyjności. Wskazuje na znaczenie wolności ekonomicznej, słowa i cielesnej dla poprawy refleksyjności, podkreślając ich rolę w samorozwoju.

Pora wykonać krok wstecz. Po interesujących dyskusjach, rozważaniach i lekturze, doszedłem do wniosku, że muszę się przegrupować w moich rozważaniach o wolności.

Zasadnicza refleksja: nie jestem przygotowany na rozważanie tematu w odniesieniu do społeczeństwa czy prawa.
Wniosek: porzucam rozważania z tej perspektywy.

Druga refleksja: mam nową zgrabną definicję wolności, warto rozważyć wolność osobistą w jej kontekście.

Trzecia refleksja: muszę zadać sobie pytanie: czemu służą te rozważania? Odpowiedź na nie będzie zadaniem na dziś.

Dlaczego poświęcam czas na rozważanie etyki, wartości, wolności i innych abstrakcyjnych pojęć?
Nie jestem zawodowym filozofem, więc nie chodzi o głębokie rozważania teoretyczne. Jestem człowiekiem, który codziennie podejmuje decyzje i chce to robić dobrze. To jest powód do poświęcania czasu na pracę nad etyką i jej konsekwencjami. Żeby poprawnie decydować, muszę wiedzieć, co jest dobre a co złe. Mogę w tym polegać na intuicji, ale intuicja może się mylić i choć warto z niej korzystać, to należy ją sprawdzać.

A co nie jest powodem tych rozważań? Nie jest nim chęć zmieniania świata. Nie jest nim konieczność decydowania, jakie stanowić prawo. Nie jest nim chęć zmieniania innych na moje podobieństwo.

Z powyższego wnioskuje, że moje skupienie powinno spoczywać na indywidualnych wyborach, a nie na analizie szerokiego kontekstu.
To się zgrywa z pierwszą z moich refleksji.

Dzisiejszym tematem jest wolność. Zacznę od przytoczenia definicji, której używam:
Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Wolność całkowite jednostki to zbiór wszystkich jej wolności cząstkowych.
Szczegółowe definicje znajdziecie tu.

Pierwsze pytanie, na które odpowiem to: dlaczego w ogóle zajmuje się tym pojęciem?

Wolność jest numerem jeden w mojej hierarchii wartości. Jest kluczowa, by podejmować słuszne decyzje!

Jak mogła trafić na szczyt mojej hierarchii, jeśli nie wiem, czym jest i jak ją rozumiem?

Polegałem na intuicji i na potocznym rozumieniu tego pojęcia. Nie potrafiłem sformułować definicji, ale potrafiłem wyczuć, jak się przejawia.

Czy nie mogę dalej polegać na intuicji?

Mogę i do pewnego stopnia będę, ale intuicja jest narzędziem niedoskonałym, powinna być konfrontowana z logicznymi argumentami. Inaczej istnieje ryzyko, że sprowadzi nas na manowce. Intuicyjne decyzje warto weryfikować, sprawdzać jak zostały podjęte i czy były poprawne.

Pora na kluczowe pytanie: dlaczego wolność jest na pierwszym miejscu mojej hierarchii wartości? Odpowiedź oprę na racjonalnym rozważaniu.

Zacznę od prostszego pytania: po co jest mi wolność?

Patrząc na definicję, zauważam, że wolność jednostki jest złożonym stanem. Mogę być wolny w jednej kwestii, jednocześnie nie mając wolności w innej. Biorąc nieco absurdalny przykład: wolno mi chodzić po chodniku, ale nie wolno mi latać nad blokami. Żeby zostać wolnym w tym drugim przypadku, musiałbym zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt (helikopter). Ze względu na tę właściwość, proste pytanie „po co mi wolność?” komplikuje się.

Na szczęście, mam do dyspozycji etykę, czyli rozumiem, co jest dobre a co złe. Przypomnę, że moja etyka, za jedyne dobro uznaje refleksyjność, czy też wzrost refleksyjności w świecie. Po definicję refleksyjności odsyłam do artykułu „O etyce stoickiej”.
Na tej podstawie domyślam się, że odpowiedź na pytanie „po co mi wolność?” powinna brzmieć: „po to, by zwiększać refleksyjność moją i innych”. Jak jednak mogę uzasadnić tę intuicyjną odpowiedź?

Pomocna okazuje się definicja wolności jako stanu jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości. Sprawczość zwykle zależy od czynników zewnętrznych (praw przyrody, praw ludzkich, zasobów finansowych, cech fizycznych), rzadziej od mojej woli. Z tego powodu pominę ją w rozważaniach i przyjmę, że dysponuję zbiorem sprawczości, że są rzeczy, które mogę uczynić, ale zawartość tego zbioru nie zależy (znacząco) ode mnie.

To pozwala mi skupić się na decyzyjności i powiedzieć, że dbanie o moją wolność, jest dbałością o najszerszy zakres decyzyjności. Czyli chcę bym miał możliwie dużo decyzji, które mogę podjąć. To nie znaczy, że wszystkie podejmę, jedynie, że mam najszerszy zakres możliwości decydowania.

A czym jest decyzyjność, jeśli nie jedną z podstaw refleksyjności? Można rozumieć refleksję jako formę decydowania: decydowanie o zmianach, które chcę uczynić w sobie. Poszerzanie zbioru decyzji dostępnych w procesie refleksji, bezpośrednio rozwija moje moralne dobro. Im więcej mam wolności do zmieniania siebie, tym bardziej jestem refleksyjny.

To rozumowanie prowadzi mnie do zawężonego pojęcia wolności, wolności szczegółowej odnoszącej się do procesów wewnętrznych przemian. Nie ma tu mowy o prawie do posiadania broni, wolności od tyranii, swobodzie ekonomicznej – są drugorzędne w rozumowaniu: dlaczego wolność jest ważna dla mnie. Nie chcę powiedzieć, że są pozbawione znaczenia, nic podobnego! Mają wpływ na moją refleksyjność, ale jest on niewielki w porównaniu z tą wolnością, którą w innym miejscu nazwałem wolnością sumienia.

W tym tkwi bardzo dobra wiadomość. Najważniejsza ze wszystkich wolności jest całkowicie zależna ode mnie! Żadna zewnętrzna siła nie może mi jej odebrać ani ograniczyć!

Co nie oznacza, że mam wolne sumienie! Co je pęta?
Mylne wyobrażenia, ideologię, błędne schematy poznawcze, lęki, tabu, wady charakteru, złe nawyki, nałogi, egocentryzm, egoizm…
Co na nowo otwiera temat sprawczości!

Co z resztą zbioru wolności?

Poza obszarem wolności sumienia pozostaje szerokie pole działań i decyzji. To tam najczęściej operuje prawo, polityka i nacisk społeczny. W tym tekście nie odniosę się do tych szerokich dziedzin. Jedyne co mnie interesuje, to które z wolności są wartościowe dla mnie. Czyli o które powinienem dbać, by kultywować swoją refleksyjność, abstrahując od stanu prawnego, polityki, dyktatów religijnych czy społecznych tabu.

Nim przejdziemy dalej, muszę poruszyć pytanie: czy to na pewno dalej jest wolność? Jeśli weźmiemy sprawczość w ściśle stoickim sensie, to opuszczając domenę wolności sumienia, zostawiłem ją za sobą! Przecież ode mnie zależą tylko moje sądy, myśli i decyzje. Wszystko, o czym będę mówić dalej, nie jest już wolnością w ścisły sensie, bo nie ma w tym prawdziwej sprawczości! Jedynie przypomina nieco wolność.

Wprowadzę dwa pojęcia: wolność faktyczna, czyli wolność sumienia i wolność pozorna, czyli tycząca się preferowanych stanów świata zewnętrznego i decyzyjności w ich względzie. Dla odróżnienia tą pierwszą będę pisał wielką literą.

Jakie elementy zbioru wpływają na moją refleksyjność?

Trzy sfery wydają się najważniejsze: ekonomia, słowo i ciało.

Wolność ekonomiczna to posiadanie wystarczającej ilości środków, by zakupić jedzenie, schronienie, książki, środki czystości, leki, komputer, dostęp do Internetu, elektryczność, wodę, ogrzewanie. Dodatkowo jest przydatnym dla mojego spokoju ducha, bym miał możliwość odłożenia co roku pewnej kwoty.

Nie interesuje mnie system, w jakim funkcjonuje, tylko jakie zasoby materialne potrzebuje i czy mogę o nie skutecznie zabiegać.
Pojawia się element sprawczości: czy mam możność zdobycia niezbędnych zasobów?

Wolność słowa to dostęp do nieocenzurowanej myśli. Realizuje ją poprzez dostęp do Internetu, księgarni i bibliotek oraz w swobodnych dyskusjach z ludźmi.

Wolność cielesna to możność chronienia swego ciała, wystawiania go na szkodę i modyfikowania.

Czy te wolności podlegają ograniczeniom?

Żadna z nich nie może realizować się kosztem drugiego człowieka i jego refleksyjności. Moja refleksyjność nie jest lepsza ani gorsza od refleksyjności bliźniego i nie mam prawa jej faworyzować. W praktycznych sytuacjach nie da się stwierdzić, komu zasób przyda się bardziej, niedopuszczalne jest więc zawłaszczanie zasobów innych ludzi.

Jest złe, by moje używanie którejś z nich stwarzało zagrożenie, wyrządzało krzywdę lub zubożało drugiego – w kontekście wolności, ale przede wszystkim Wolności.

Jak wolność ekonomiczna wpływa na moją refleksyjność?

Tworzy bazę do rozmyślań poprzez zaspokojenie podstawowych potrzeb cielesnych i zapewnienie energii, a następnie wyposażenie mnie w narzędzia, które refleksję ułatwiają i usprawniają. Drugorzędny wpływ bierze się z zapewnienia bezpieczeństwa wykraczającego poza dziś, czyli zgromadzenia oszczędności.

Jak zdobywam wolność ekonomiczną?

Osobiście czynię to poprzez pracę zarobkową. To nie jedyny sposób, ale dość typowy. Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest to, że żyję w systemie społeczno-prawnym, który umożliwia takie zarobkowanie i względnie swobodne wydawanie zarobionych środków.  

Jak wolność słowa wpływa na moją refleksyjność?

Jej najważniejszym aspektem jest swoboda dyskusji i wymiany idei. Poddawanie własnych idei krytyce zewnętrznej jest cennym źródłem refleksji. Przyswajanie i krytykowanie idei innych jest źródłem nowych sposobów myślenia.

Ja zdobywam wolność słowa?

Moja sprawczość w tej dziedzinie to po pierwsze szczere wypowiadanie swoich poglądów na różnych forach i przyswajanie informacji zwrotnej.
Po drugie to aktywne szukanie myśli innych, by się z nimi skonfrontować.

Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest funkcjonowanie w systemie społeczno-prawnym, który nie cenzuruje idei.

Jak wolność cielesna wpływa na moją refleksyjność?

Po pierwsze bezpieczeństwo przed atakiem z zewnątrz na moje ciało pozwala mi skierować zasoby od obrony ku wewnętrznej refleksji.

Po drugie dbanie o zdrowie mojego ciała i umysłu pozwala mi zmaksymalizować zasoby, które mogę przeznaczyć na refleksję.

Po trzecie moje ciało jest narzędziem kontaktu ze światem zewnętrznym, ekspresji, dawania i przyjmowania informacji zwrotnej.

Jak zdobywam wolność cielesną?

Ta pierwsza zależy od systemu społeczno-prawnego, w którym funkcjonuje. Moja kontrola jest tu iluzoryczna.

Ta druga zależy po pierwsze od moich genów, na które nie mam wpływu. Po drugie od mojego stylu życia, nad którym mogę pracować, wybierając to, co jest zdrowe i korzystne dla mego ciała. Po trzecie od przypadku, decyzji innych ludzi, zjawisk przyrody etc.

Ta trzecia podobnie jak druga zależy od genów (uzdolnień) i przypadku (kontuzji, wypadków) oraz moich decyzji jak ze swego ciała korzystać.

Zdefiniowałem Wolność i wolność oraz odpowiedziałem pokrótce na pytanie, jak korzystamy z wolności?

Dlaczego przemknąłem jedynie nad Wolnością i jej wykorzystaniem?

Bo temat zasługuje na osobny artykuł, a sporo już o nim mówiłem w cyklu o decyzjach! Tylko podkreślę, iż Wolność jest zależna od nas samych i praca nad nią jest pracą nad sobą – czyli rozwojem osobistym, drugą z moich kluczowych wartości.

Dotychczasowe rozważania były wsobne, koncentrowały się na tym, co wolność robi dla mnie i jak mogę ją poszerzać. Jednak stoicka etyka mówi o refleksyjności w ogóle. W związku z tym pytam: jak moja wolność może przysłużyć się refleksyjności innych?

Na wstępie podkreślę, że pytanie nie jest „jak powinna wyglądać wolność innych”, tylko co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmienić świat na lepsze i jakie aspekty mojej wolności pozwalają mi pomagać i służyć innym ludziom?

Zacznijmy od pierwszego pytania: co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmieniać świat na lepsze?

To pytanie sprowadza się do rozdysponowywania zasobów. Są dwa zasoby, które mam do dyspozycji: czas i dobra materialne.

Zacznijmy od pieniędzy. Gdzie powinny iść, by najbardziej przysłużyć się wolności innych?

Optymalnie, zasoby, których nie zużywam na swoje potrzeby, powinny iść w kierunku dobroczynności.
Jeden obszary to pomaganie osobom w skrajne nędzy, w kryzysie bezdomności, w kryzysie uzależnienia, w innych kryzysach psychicznych i życiowy.
Drugi to edukacja dzieci i dorosłych.
Trzeci, który ze mną rezonuje, to medycyna szczególnie ta ratująca życie.

Wszystkie z tych działań służą tworzenie przestrzeni na refleksję korzystającym z nich ludziom. Choć nie ma gwarancji, że z niej skorzystają, to wiadomo, że pieniądze pozostające u mnie niczyjej refleksyjności się nie przysłużą. Szansa na sukces jest lepsza od pewności porażki.

Czy tak czynię?

Nie, daleko mi do tego ideału, ale staram się ku niemu zmierzać.

Gdzie powinien iść mój czas?

Część mojego czasu idzie na zarabianie pieniędzy o dysponowaniu którymi już wspomniałem. To, co pozostaje, powinno się koncentrować na kilku aspektach, czyli wartościach: rozwój osobisty, kultywowanie relacji z ludźmi, twórczość (szerzenie myśli). Na dalszych miejscach są: relaks i rozrywka obniżające poziom stresu, obowiązki domowe, dbanie o zdrowie, pomaganie innym.

Wszystkie powyższe odpowiedzi są ogólnikowe i brakuje im pełnego uzasadnienia. Przyjdzie na nie czas, gdy będę rozważał szczegółowo pozostałe wartości.

Nie jestem też tych odpowiedzi pewien, przeciwnie, mam przekonanie, że są inne równie korzystne opcje, o których nie pomyślałem. Możliwe nawet, że są lepsze, bardziej efektywne sposoby na wykorzystanie moich zasobów! Jestem otwarty na wszelkie sugestie, śmiało dawajcie mi znać jakie macie pomysły!

Jedno jest dla mnie jasne, szczególnie gdy chodzi o zasoby finansowe. Jeśli będą tkwić przy moim tyłku, to niczego dobrego nie zdziałają!

Chciałbym podsumować te rozważania. Podzieliłem wolność na dwa pojęcia: Wolność i wolność.

To pierwsze odnosi się do realnej sfery mojej sprawczości, czyli moich stanów wewnętrznych: wyobrażeń, decyzji, refleksji. Ten świat jest niezależny od ignorancji z zewnątrz, tylko ode mnie zależy ile dam sobie Wolności, bo tylko ja mogę ją odbierać i dawać. To, co zewnętrzne nie ma przystępu do tej wewnętrznej twierdzy. Wolność pozorna to obszary decyzji i zjawisk ode mnie niezależnych, czyli w których moja sprawczość jest minimalna i warunkowa. Nie oznacza to, że odrobiny sprawczości, którą w tych obszarach posiadam, nie warto wykorzystać, by poszerzać granice refleksyjności. Niektóre ze wspomnianych elementów znajdą manifestację w innych wartościach, które przedyskutuję w przyszłości.

O granicach wolności – część druga

Artykuł analizuje wolność z perspektywy stoickiej, skupiając się na jej wpływie na refleksyjność jednostki i społeczeństwa. Podkreśla znaczenie wolności sumienia, edukacji oraz wolności słowa i religii, które powinny być chronione i promowane, aby wspierać rozwój myśli i wiedzy w społeczeństwie.

W poprzednim artykule omówiliśmy w kontekście etyki stoickiej kluczowe aspekty terminu „wolność” odnoszące się do doświadczenia jednostki. Zastanawialiśmy się, jak można zmaksymalizować refleksyjność pojedynczego człowieka. Dziś spojrzymy na to zagadnienie z punktu widzenia społeczeństwa – jako ono wyznacza granicę wolności, by maksymalizować globalną refleksyjność.
Gorąco zachęcam, by wpierw przeczytać część pierwszą , inaczej wiele stwierdzeń w tym tekście będzie dla was niejasna!
Polecam także artykuł z przydatnymi definicjami!

Wolność z perspektywy społeczeństwa

Temat od strony jednostki omówiliśmy, zastanówmy się, co się zmieni, gdy zaczniemy mówić o społeczeństwie, czyli jeśli refleksyjność, którą maksymalizujemy, nie jest naszą własną, ale ogólnoludzką? Postaram się nie powtarzać już przytoczonych rozumowań i skupić się na tym, co się zmienia albo co jest zupełnie nowe.

Wolność sumienia

Refleksyjność społeczności korzysta z wolności sumienia jednostek ją tworzących. Jest w jej interesie ustalać prawa i granice innych wolności tak, by korzystała na tym ta konkretna. Zazwyczaj będzie poprawnym ograniczyć wolność ekonomiczną, czy cielesną po to, by poszerzyć swobodę myśli.

Poza dbaniem o utrzymanie możliwie szerokiego jej zakresu rola w rozwijaniu wolności sumienia spoczywa na społeczeństwie poprzez system edukacji i wychowywanie kolejnego pokolenia. Role do odegrania mają tu przede wszystkim rodzice oraz szkoła.
Psychologii znany jest wachlarz zaburzeń, które mają korzenie w dzieciństwie i w procesie wychowania. Każde z tych zaburzeń jest umniejszeniem refleksyjności osoby nim dotkniętej, a przez to także refleksyjności całości.
Idealną sytuacją jest wychowywanie się z niezaburzonymi rodzicami w bezpiecznym domu rodzinnym. Nie jest istotne czy są to rodzice biologiczni, czy są tej samej, czy różnych płci, ważne by byli zdrowymi, dojrzałymi osobami, które dziecko kochają i dają mu opiekę. Takie sytuacje powinno społeczeństwo promować. W miarę możliwości dzieci powinny wyrastać w stabilnych rodzinach.
Przeciwieństwem są rodzice głęboko zaburzeni: znęcający się nad dzieckiem, wykorzystujący je czy krzywdzący na różne sposoby. Wychowanie w takim domu doprowadzi do rozwoju zaburzeń u dziecka. W interesie dobra powszechnego jest, by społeczeństwo wkroczyło i wyrwało młodego człowieka z patologicznej sytuacji.
Między ekstremami rozciąga się spektrum problemów. Gdzie przeprowadzić granicę, kiedy odbieramy dziecko rodzicom? Nie wiem. Określenie tego leży w kompetencji nauk szczegółowych, psychologii i psychiatrii, które mogą szukać optimum.

Społeczeństwo może i powinno ograniczać inne rodzaje wolności, by chronić wolność sumienia. W praktyce już to robi, choć niekoniecznie używa właściwych argumentów. Mam wrażenie, może mylne, że zazwyczaj w dyskusji społecznej, politycznej i prawnej, za nadrzędną uznawana jest wolność cielesna i jej warianty (wolność do życia, zdrowia etc.). Tuż za nią plasuje się wolność ekonomiczna, rozumiana jako prawo do gromadzenia.
Z mojej perspektywy to błędnie ustawiona hierarchia. Źródła błędu dopatruje się w łatwości zmierzenia tych dwóch wolności. Granice ciała są ściśle określone, majątek można policzyć i zweryfikować — obie łatwo przekładają się na język praw i przepisy. Pozostałe wolności są efemeryczne, trudniejsze do zrozumienia i zmierzenia. Niestety, taki argument, choć zrozumiały, jest błędny i sprawia, że akcenty w prawie i kulturze są położone w złych miejscach.

Spójrzmy, jak społeczeństwo ogranicza naszą swobodę, by chronić wolność sumienia i gdzie jest potencjał, by zrobić więcej. Nie będę przechodził przez całą rzeczywistość prawną i społeczną, wezmę tylko jeden przykład, który można próbować uogólniać.
Sięgnę do ulubionego tematu, czyli do substancji psychoaktywnych. Duża grupa tych substancji jest zakazana w obrocie poza medycznym. Dotyczy to narkotyków wszystkich typów: depresantów (heroina, inne opiaty), stymulantów (kokaina, amfetamina) i psychodelików (LSD, pewne grzyby). Ich sprzedaż, produkcja i posiadanie jest zakazane, przy czym zakaz nie dotyczy stosowania ich jako leków. To klarowne rozgraniczenie. Wolność jednostki do zażywania substancji jest ograniczana przez społeczeństwo, ponieważ szkodzą zdrowiu jednostki, generują koszty dla opieki zdrowotnej i tak dalej. Szczególną ochroną otaczamy dzieci, rozumiejąc, że narkotyki są dla młodego organizmu szczególnie szkodliwe.
Argument jest błędny, wniosek słuszny. Te substancje powinny być zakazane dlatego, że działają niszczycielsko na refleksyjność osób je zażywających. Ten wpływ ja dzielę na: wpływ krótkoterminowy (oszołomienie narkotykiem), średnioterminowy (objawy odstawienne), długoterminowy (wieloletnie uszkodzenia zdrowi, szczególnie mózgu) i nagły (psychozy). Nie każdy narkotyk powoduje wszystkie konsekwencje. Przy niektórych są argumenty, że sprzyjają refleksyjności: psychodeliki poprzez trans, stymulanty poprzez zwiększenie aktywności mózgu. Każdorazowo przedstawiciele nauk szczegółowych mogą dyskutować za i przeciw poszczególnych substancji.

Znam trzy wyjątki pośród narkotyków, które nie są zakazane (plus przypadek graniczny). Są to: etanol, który jest narkotykiem o działaniu depresyjnym oraz kofeina i nikotyna, czyli dwa stymulanty. Przypadek graniczny to THCX, czyli kolejny depresant – w Polsce zakazany, ale jego posiadanie nie jest ścigane. W wielu krajach choćby sąsiednich Czechach jest legalny.
Pomimo swej legalności są one poddana ograniczeniom. Przykładowo, alkohol i nikotyna nie mogą być sprzedawana osobą poniżej 18 lat, zakładam, że podobnie marihuana tam, gdzie jest legalna. Kofeina nie ma tego typu ograniczeń, jedynie nie zaleca się podawania jej dzieciom. Dalej: zabronione jest prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, ale nikotyna i kofeina nie są poddane podobnym ograniczeniom – to jest sensowne, ponieważ etanol dział tłumiąco na nasz układ nerwowy i spowalnia reakcji, a dwa pozostałe działają pobudzająco i reakcje przyspieszają. Alkohol i nikotyna są opatrzone ostrzeżeniami o skutkach zdrowotnych, a instytucje odpowiedzialne za zdrowie zalecają powstrzymanie się od ich używania.
Dlaczego akurat te narkotyki są legalne?

W przypadku alkoholu to historyczna zaszłość. Substancja była tak długo obecna w kulturze europejskiej, że przyzwyczailiśmy się do niej. Gdyby alkohol był współczesnym wynalazkiem, byłby nielegalny. Warto dążyć do jego rugowania z kultury, aż do momentu, kiedy będzie można go zakazać przy niewielki oporze.
Jeśli chodzi o nikotynę, to kłopotem jest bardzo silne uzależnienie, które wywołuje – silniejsze od alkoholu, a nawet wielu opiatów. Zakaz sprzedaży nikotyny byłby szokiem dla uzależnionych – mógłby prowadzić do niepokojów społecznych i cierpienia. Systematyczne ograniczanie jej spożycia, aż do momentu, gdy zakaz będzie możliwy do przeprowadzenia, wydaje się dobrą drogą.
Kofeina, choć silnie uzależnia, to nie ma wielu negatywnych skutków ubocznych. Tutaj możemy obserwować i kontynuować badania naukowe, jeśli nie pojawią się nowe ryzyka, nie ma sensu jej zakazywać.
Marihuana to przykład kroku z w złą stronę, wywołanego nielogicznymi pobudkami. Jedna z nich to, że jest mniej szkodliwa od alkoholu, alkohol jest legalny, ergo ona powinna być legalna. Błędem w tym rozumowaniu, jest założenie, że alkohol jest legalny ze względu na swój poziom szkodliwości. Tak nie jest. Legalność alkoholu wynika z innych przyczyn, które nie aplikują się do marihuany. Biorąc pod uwagę jej negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu i refleksyjność, lepiej dla społeczeństwa by pozostała zakazana.

Wiele możemy uczynić dla wolności myśli, jeśli twórczo podejdziemy do systemu edukacji. Jego obecna forma jest niesatysfakcjonująca z perspektywy wspierania dobra w społeczeństwie. Widzę dwa dodatki do tego system: edukację psychologiczną i filozoficzną. Jednak nie jako coś na marginesie, ale jako najważniejsze zajęcia na równej stopie z matematyką i językiem polskim. Wszystko inne (fizykę, chemię, historię etc.) widziałbym jako opcjonalne, poza podstawami, które mogłyby być realizowane jako „Przyroda” i „Nauka o człowieku”. Psychologię możemy rozumieć jako „naukę o emocjach”, a filozofię jako „naukę myślenia”. Oba te zagadnienia mają większy potencjał, by wzmocnić refleksyjność młodych ludzi niż klasyczne program nauczania!

Wolność słowa

Swobodny przepływ idei jest jednym z ważniejszych źródeł rozwoju myśli. Słowa jednego człowieka mogą sprowokować miliony do przemyśleń i refleksji. Dwoje ludzi w otwartej dyskusji wzajemnie podnosi się do wyżyn zrozumienia. Wolność słowa jest konieczna, by mogło to nastąpić, dlatego społeczeństwo i państwo powinny jej skutecznie bronić.

Jest oczywiste, że podstawowa swobody wypowiedzi to brak cenzury, rozumiany jako wolność publikacji i wypowiadania się w przestrzeni publicznej. Bez niej nie ma mowy o pluralizmie. Ważne jest zrozumienie, że ten wymóg rozciąga się poza literę prawa i odnosi się także do presji społecznej. To znaczy, że groźba ostracyzmu czy przemocy ze strony współobywateli, nie zamyka nikomu ust, że wypowiadanie poglądów nie niesie ze sobą tej groźby.
Wolność słowa wymaga, pod względem systemowym i międzyludzkim, by z ideami zmagać się kontrargumentami, a nie cenzurą, ostracyzmem czy napiętnowaniem. Nie bójmy się spierać z najbardziej nawet odrażającymi poglądami, uczmy się raczej uzasadniać racjonalność naszych. Jest intelektualnym lenistwem zamykać usta tym, z którymi się nie zgadzamy, tylko dlatego, że nie chce się nam zrozumieć własnych poglądów.
Idee rodzą się i upadają, zostają zapomniane – potem wracają, jako świeże odkrycie. Jest istotne, by chronić myśl poprzednich pokoleń – zarówno tą, która nam odpowiada, jak i tą, z którą się nie zgadzamy. Funkcję wolnego od cenzury magazynu ludzkiej myśli pełnią biblioteki. Te cudowne instytucje kultury, być może największe osiągnięcie cywilizacji, zbierają zapiski z intencją ich swobodnej dystrybucji. Niezależnie od postępującej cyfryzacji, ich rola pozostaje kluczowa dla wolności słowa!

Wolność słowa plasuje się na drugim miejscu pod względem ważności dla społeczeństwa po wolności sumienia. Oznacza to, że, co do zasady, pozostałe wolności powinny jej ustąpić w wypadku konfliktów. Chcę jednak zaznaczyć, że jest kilka niuansów. Dobrym przykładem są treści kierowane do dzieci i z udziałem dzieci. Te pierwsze, bo mogą zaszkodzić kształtującej się refleksyjności, poprzez manipulację niewykształconym jeszcze umysłem, niemającym odporności porównywalnej z dorosłym. Mam na myśli reklamę kierowaną do nieletnich, indoktrynację ideologiczną i religijną. Te dwie ostatnie są trudne do powstrzymania, bo zazwyczaj indoktrynującymi są rodzice. Nie chodzi o odcięcie młodych ludzi od trudnych zagadnień do osiemnastego roku życia. Specjaliści powinni się wypowiedzieć, gdzie przeprowadzić granicę.
Druga kwestia to treści z udziałem dzieci, od drastycznych (pornografia), do umiarkowanych (np. konkursy piękności dla dzieci). Tworzenie i udostępnianie takich treści działa niszcząco na refleksyjność dwojako: po pierwsze, to ryzyko krytycznego zaburzenia psychiki dziecka (im drastyczniejsza forma, tym większe). Po drugie, to umacnianie i propagowanie zaburzeń u dorosłych zaangażowanych w generowanie i konsumpcję tych treści.
Ograniczenia wolności słowa w tych przypadkach mają sens, bo są korzystne dla refleksyjności.

Przykładem ograniczenia wolności ekonomicznej, by zachować wolność słowa, jest zakaz przekupywania naukowców czy urzędników w celu ukrycia niewygodnej dla nas prawdy. Korupcja tego typu jest karygodna, ponieważ naraża zdolność wielu ludzi do podejmowania poinformowanych decyzji, godzi w ich refleksyjność, pozbawiając ich danych. Nawet gdy prawo bezpośrednio nie wkracza, na przykład w przypadku producentów alkoholu płacących za badania sugerujące jego nieszkodliwość (gdzie konflikt interesów jest ujawniony), opinia publiczna negatywnie patrzy na ten proceder.
Wolność cielesna jest nieustannie łamana dla zachowania wolności słowa. Moja wolność, by widzieć, słyszeć, wąchać etc., tylko to, co mi sprawia przyjemność, jest mi odbierana na każdym kroku. Komunikat medialny, obraz na bilbordzie czy wypowiedź człowieka na ulicy może wywoływać w nas dyskomfort psychiczny i fizyczny. Nie jest on jednak powodem, by w przestrzeni publicznej powstrzymać kogoś od wypowiedzi. Mogę się wycofać do swego domu czy bezpiecznego miejsca i tam izolować się od niepożądanych treści, ale ta izolacja nie rozciąga się szerzej.

Jest kilka praktyk we współczesnym społeczeństwie, które niekorzystnie oddziałują na wolność słowa, niektóre są systemowe, inne społeczne.
Systemowym błędem jest prewencyjna cenzura faszyzmu i komunizmu. W Polsce zakazane jest ich propagowanie. To błąd. Te skompromitowane ideologie na zakazie jedynie zyskują. Nie jest problemem, by w dyskusji pokonać przedstawicieli tych ideologii, nie jest też problemem, pokonać ich w polityce. Jeśli obawiamy się porażki z nimi na tych polach, to pora ostro przysiąść do szlifowania naszej ideologii oraz rozumienia dobra i zła. W starciach z radykalnymi poglądami otwiera się możliwość lepszego zrozumienia naszych własnych i wzmocnienia argumentów przemawiających za nimi. Nie bójmy się tego starcia!
Jeśli chodzi o błędy społeczne, to jednym z nich jest istnienie tematów tabu. Wprawdzie nie każdy temat jest odpowiedni w każdej sytuacji, szczególnie gdy słuchają dzieci, to między dorosłymi istnienie zakazanych tematów jest szkodliwe. Zamyka możliwość zrozumienia ważnych aspektów człowieczeństwa. Refleksyjność cierpi nie tylko u jednostki, ale u całego społeczeństwa. Wymień dowolny temat tabu w komentarzu, a ja dowiodę, że lepiej o nim mówić otwarcie.
Drugi błąd, o którym chciałem wspomnieć to cenzura estetyczna, czyli wykluczanie czegoś z przestrzeni publicznej dlatego, że mi się nie podoba, lub, że mnie gorszy. Moje poczucie zgorszenia nie jest miernikiem wartości idei, dzieła sztuki czy człowieka. Mam prawo do odczuć estetycznych, ale nie by używać ich jako kagańca na wypowiedź drugiego. Zawsze mogę opuścić przestrzeń, w której nadawany jest nieznośny komunikat. We współczesnym świecie próbujemy wszystko przerobić na naszą modłę, a refleksyjność lepiej rozwija się tam, gdzie można wypowiedzieć obrzydliwą prawdę.

Wolność słowa nie ma się źle w naszym społeczeństwie, warto jednak szukać ulepszeń. Czego mi brakuje, to rodzaj Hyde Parku, miejsca, gdzie można publicznie wypowiedzieć dowolne poglądy, myśli, nonsensy. Takiego, w którym są obecni ludzie zainteresowani słuchaniem. Gdzie mogę pójść i wysłuchać mówców wystawiając siebie na myśli, czasem niedorzeczne, ale mimo to stymulujące, a na pewno inne niż w uładzonym przekazie medialnym. Nie jest to więc kwestia wentyla do wykrzyczenia się dla radykałów, to stworzenie okazji by elementem radykalnej myśli zainteresował się stateczny konserwatysta. Jakże płodnie byłoby mieć takie miejsce w każdym większym mieście!

Wolność wyznania

Jak już wspominałem, jest to podgrupa wolności słowa i wiele argumentów odnosi się i tu. Warto wspomnieć o niej osobno, ze względu na wpływ, jaki wywiera na dyskurs polityczny i filozoficzny (w tym etyczny). Swoboda posiadania poglądów na kwestie duchowe jest istotna dla społeczeństwa, bo zamykanie się na jedno spojrzenie, pęta refleksję. Konfrontacja tych idei, mimo ich abstrakcyjnego charakteru, a może dzięki niemu, jest płodna intelektualnie. Podważanie cudzych wierzeń religijnych może być stymulujące dla obu stron. Ważne jest, by chronić je, przed przemocą, która może z takiej konfrontacji wybuchnąć.

Jest kilka kwestii, które w społeczeństwie powinny funkcjonować, by zapewniać wolność wyznania. Podstawową jest rozdział kościoła od państwa. Teoretycznie w ustroju nieprzestrzegającym tej zasady, możliwe jest tolerowanie innych wyznań, ale nie widzę, jak byłoby możliwe, aby były równouprawnione, jeśli jedno ma bezpośredni wpływ na władzę i kształt prawa. Państwo i stanowione prawo powinno pozostać wolne od nakazów religijnych ksiąg i religijnych przywódców. Wtedy jest największa szansa, na utrzymanie swobody dyskusji duchowej.
Te same wolności, które gwarantujemy ideą, a które omawialiśmy w poprzednim punkcie, rozciągnięte być powinny na przekonania religijne.
Wolność religijna wymaga jednak więcej. Nie wystarczy, że wszystkie wierzenia lub ich brak są legalne, konieczna jest systemowa obrona mniejszości religijnych. Jest to cecha ideologii duchowych, że z samego założenia nie dopuszczają do końca istnienia innych. Na zasadzie: ja mam rację, wszyscy inni się mylą, jest moim obowiązkiem, by ich przekonać lub, co gorsza, zmusić do ujrzenia prawdy. Dlatego system powinien mieć mechanizmy zabezpieczające mniejszości religijne przed ekspansją religii dominującej. Wiąże się to z przeciwdziałaniem dyskryminacji na tle religijnym. Czyli państwo powinno dbać, by społeczeństwo nie wyrzucało mniejszości poza nawias, odmawiając im dostępu do ekonomii, do polityki czy do wypowiedzi w mediach i na ulicach. Historycznie można zaobserwować, że religie mają tendencje do czynienia podobnych ruchów, nie wystarczy więc, by prawo nie dyskryminowało, powinno chronić przed dyskryminacją z rąk społeczeństwa.

Pod względem istotności, jest na równi z wolnością słowa, co oznacza, że co do zasady, wolność ekonomiczna, cielesna i przemieszczania się powinny jej ustępować.
Podobnie jak poprzedni są tu niuanse. Wiele z nich dotyczy dzieci i ich indoktrynacji religijnej. To trudny punktu, który nie jest realizowany we współczesnych społeczeństwa, raczej funkcjonuje domniemanie, że rodzice mogą narzucać religię dziecku, w tym okresie życia, kiedy dziecko nie ma możliwość intelektualnych, by podać w wątpliwość wskazówki rodziców. Dla rozwoju refleksyjności, to powinno się zmienić i jak najwięcej dzieci powinno wychowywać się wolne od ideologicznej manipulacji, aż do momentu, kiedy będą w stanie poddać ją krytycznej analizie.
Jest też kilka drastycznych przykładów związanych z okaleczaniem ciała dzieci w wyniku praktyk religijnych. Niektóre z nich są zakazane, inne nie. Czyli jest granica, na jaką rozległość urazów się godzimy.

Konkretnych przykładów ograniczani innych wolności, by zachować wolność wyznania, jest w społeczeństwie sporo. Koncentrują się wokół wspomnianej ochrony mniejszości wyznaniowych. Przykładowo, jest niedopuszczalne, by odmówić obsłużenia kogoś w sklepie ze względu na wyznawaną przez ową osobę religię. Rozciąga się to na inne usługi, właściwie na całą przestrzeń ekonomiczną, która jest jasno podporządkowana wolności religijnej.

Nie widzę rażących systemowych problemów z podejściem do wolności wyznania, prawo rozsądnie ujmuje to zagadnienie. Inaczej sprawa się przedstawia, gdy zaczynamy mówić o społeczeństwie. Tutaj problemów jest sporo, część z nich dotknęliśmy już wcześniej.
Po pierwsze, jest tendencja do narzucania religii innym, zwana nawracaniem. To błąd etyczny. Jeżeli rozważymy sytuację, w której jedna z religii osiąga pełen sukces, czyli wszyscy zostają nawróceni, mamy społeczeństwo, które traci źródło fermentu myśli, czyli konfrontacje idei na tematy metafizyczne. Jedność religijna obniża refleksyjność społeczeństwa, w którym panuje. To przekonanie stoi w konflikcie z etyką większości religii świata, w których za słuszne i moralne uważane jest nawracanie innowierców. Nawrócenie jest uważane za dar, osoba religijna myśli o nim w kontekście ocalenia – podczas gdy jest odwrotnie, dochodzi do zagłady i zniszczenia fragmentu refleksyjności w świecie. Dla jasności nie mam tu na myśli nawracania przemocą, za niemoralne uważam nawracanie słowem.
Po drugie, wysiłki w nawracaniu mogą prowadzić do prób kontrolowania słów i myśli, tu przechodzimy do nawracania przemocą (niekoniecznie fizyczną!). To olbrzymie zagrożenie, szczególnie w społeczeństwach, które są bliskie religijnej jedności i usuwają ostatnie ośrodki odmiennej myśli. To nieetyczne działanie, niebezpieczne dla jakości refleksji społeczności. Kontrola myśli może się też rozciągnąć na wiernych, jako gwarancja, że pozostają oddani religii.
Po trzecie, mamy „delikatniejszą” formę powyższych, czyli niechęć społeczeństwa do innowierców, przejawiająca się brakiem dialogu. To błąd etyczny, który utrudnia wymianę idei między wyznaniami, czyli pozbawia społeczeństwo cennego elementu koegzystencji wielu wierzeń. Społeczeństwo zamknięte nie korzysta z możliwości, jakie niesie różnorodność, co nie ogranicza się zresztą tylko do kwestii religijnych.
Po czwarte błędem systemowym jest dopuszczenie, by religia wpływała na prawo. Każdy przepis prawa powinien mieć świeckie uzasadnienie, które nie zależy od wierzeń konkretnej religii. Może być inspirowany przez jakąś zasadę wiary, ale musi zyskać niezależne od niej uzasadnienie. Czynię to rozróżnienie z praktycznego powodu: wiele rozsądnych praw w naszych kodeksach, wywodzi się z religijnej dysputy, jednak w międzyczasie znalazły dobre świeckie podwaliny. Nie warto wylewać dziecka razem z kąpielą i agitować za zmianą każdego z tych praw, ze względu na ich pochodzenie. Lepiej skoncentrować się na identyfikacji takich praw, które nie mają dobrego świeckiego uzasadnienia i na tym, by współcześnie nie wprowadzać do kodeksów inspiracji religijnych. W przeciwieństwie do wolności słowa, wolność religii w społeczeństwie nie ma się dobrze. Systemowo jest w porządku, mamy świeckie państwo i świeckie prawa, zagwarantowaną swobodę religijną i równość wierzeń. To, co zgrzyta i czego brakuje, to otwartość społeczeństwa na inne wierzenia i na ich brak. Nasz kraj jest jednolity kulturowo, rasowo i religijnie. Nie jesteśmy w młodym wieku wystawiani na wpływy innych wyznań. Nawet jeśli w okolicy są innowiercy, to wiele rodzin przekaże dzieciom nieufność do nich. W większości wypadków chodzi po prostu o to, że innowierców nie ma. To nie do końca prawda, bo w prawie każdej społeczności mamy choćby kilka niewierzących osób, jednak nie są one traktowane jako innowiercy, przez co, nie są naturalnymi partnerami do debat religijnych.
Nasze społeczeństwo zyskałoby na dwóch rzeczach: po pierwsze, traktowaniu ateistów i bez religijnych jako partnerów do rozważań o naturze istnienia – podejmowaniu prób zrozumienia ich punktu widzenia, tak jak mógłby kogoś ciekawić innowierca. Po drugie, zyskalibyśmy na różnorodności wyznań, na zachęcaniu ludzi wszelkiej religii by się do nas sprowadzali, wznosili swoje świątynie etc. Byśmy zaczęli przełamywać jednolitość społeczeństwa pod tym względem – przy okazji pomogłoby też z różnorodnością rasową i kulturową.
W tym miejscu postawię kropkę na ten tydzień. Tekst rozrasta się ponad oczekiwania, w związku z czym wydzielę część trzecią. Omówimy w niej wolność ekonomiczną, cielesną i przemieszczania się oraz zajmiemy się kilkoma popularnymi błędami poznawczymi co do wolności!

Słowniczek definicji kluczowych pojęć

Definicje i pojęcia kluczowe dla zrozumienia wielu treści na blogu.

Pojęcia pierwotne

Rzeczywistość.

Działanie.

Czas.

Chwila czasu.

Przestrzeń.

Punkt przestrzeni.

Zbiór – rozumiany w sensie klasycznym.

Byt.

Definicje

Przedział czasu to zbiór chwil czasu.

Przedział przestrzeni to zbiór punktów przestrzeni.

Stan rzeczywistości to rzeczywistość w danej chwili czasu lub w przedziale czasu.

Wycinek rzeczywistości to rzeczywistość w danych przedziałach przestrzennych i czasowych.

Ciąg to uporządkowany zbiór.

Proces to ciąg stanów rzeczywistości i łączących je działań.

Umysł to wycinek rzeczywistości obejmujący stany wewnętrzne bytu refleksyjnego i zdolnego do przetwarzania danych, umożliwiający analizę, decydowanie i działanie.

Ciało to wycinek rzeczywistości powiązany i stanowiący podstawę istnienia umysłu.

Proces myślowy to ciąg stanów umysłu.

Reakcja to proces złożony ze stanu początkowego, bodźca i stanu końcowego.

Proces logiczny to proces, którego elementami są wynikające z siebie zdania logiczne.

Zdanie logiczne to element rzeczywistości językowej, któremu można przypisać wartość logiczną: prawda lub fałsz.

Proces decydowania to proces logiczny przyjmujący dane, stan początkowy wycinka rzeczywistości i bodziec, a zwracający stan końcowy wycinka rzeczywistości.

Mechanizm decydowania to podciąg elementów procesu decydowania pomiędzy stanem początkowym a stanem końcowym.

Dane to wycinki rzeczywistości dostępne dla schematu decydowania.

Decyzja jest wystąpieniem procesu decydowania dla konkretnego stanu początkowego, bodźca i danych, z konkretnym mechanizmem decydowania, zwracającym konkretny stan końcowy.

Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji.

Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.

Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.

Wolność jednostkowa to wolność odnosząca się do konkretnego wycinka rzeczywistości.

Wolność jednostki to zbiór wszystkich wolności jednostkowych konkretnego bytu.

Jednostka to byt posiadający umysł. Synonim: osoba.

Wolność społeczeństwa to suma (w sensie unii) zbiorów wolności jednostki jego członków.

Wolności szczegółowe to podzbiory zbioru wszystkich możliwych wolności, wyróżnione na podstawie wspólnego kryterium.
Przykład: wolność przemieszczania się, dotyczy wszystkich wolności związanych ze zmianą miejsca pobytu.

Proces jest refleksyjny, jeśli w jego ciągu zawiera się analiza decyzji, działań i ich skutków, po której następuje decyzja o korektach procesu i działanie korygujące.

Proces jest celowy, jeśli istnieje określony stan fragmentu rzeczywistości do którego prowadzi.

Proces jest pozytywny, jeśli ma cel i jeśli istnieje parametr, który w stanie docelowym jest wyższy niż w stanie początkowym.

Rozwój to pozytywny proces refleksyjny.

Proces jest osobisty, jeśli dotyczy stanu ciała lub umysłu jednej osoby.

Rozwój osobistej refleksyjności to rozwój osobisty, w którym parametrem rosnącym jest zdolność do refleksji.

Rdzeń relacji to stan umysłu refleksyjnego będący parą uporządkowaną, w której pierwszym elementem jest tenże umysł, a drugim dowolny obiekt rzeczywistości.

Właściwość relacji to stan umysłu odnoszący się do rdzenia relacji.

Właściwości relacji to zbiór wszystkich właściwości danej relacji.

Relacja to rdzeń relacji wraz ze zbiorem właściwości.

Parametr to wartość przypisana stanom rzeczywistości, umożliwiająca ich porównanie.

Cecha relacji to podzbiór wszystkich właściwości relacji wybranych na podstawie wspólnego parametru.

Zmiana relacji to proces dodania nowego elementu do zbioru właściwości, usunięcia elementu ze zbioru właściwości, lub zmiany elementu w zbiorze właściwości.

Waga właściwości to parametr nadawany przez umysł każdej właściwości.

Ideologia to zbiór przekonań, które wyjaśniają obecny stan szerokiego wycinka ludzkiej rzeczywistości, proponują idealny/docelowy sposób jego urządzenia i definiują drogę od jednego do drugiego. Ideologia nie musi dotyczyć całego świata, może koncentrować się na kształcie systemu politycznego, społeczeństwa i innych struktur; może też łączyć wiele z tych aspektów.

Wycinek rzeczywistości jest szeroki jeśli dotyczy więcej niż dwóch obiektów. W tym kontekście relacja nie jest szerokim wycinkiem rzeczywistości. Społeczeństwo danego kraju natomiast jest szerokim wycinkiem. Zazwyczaj używamy tego stwierdzenia właśnie w odniesieniu do dużych grup ludzi.

Wycinek rzeczywistości jest ludzki, jeśli jego składowymi są ludzie i sprawy z ludźmi bezpośrednio związane. Rodzina jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Układ słoneczny nie jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Polskie społeczeństwo jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości.

Religia to szczególny rodzaj ideologii, która źródło swej prawdziwości wywodzi od nadprzyrodzonego (boga, bogów lub innych tworów mistycznych). Nadprzyrodzone oznacza takie, którego istnienia nie można zweryfikować empirycznie.

O granicach wolności – część pierwsza

W artykule omówiono różne aspekty wolności z perspektywy etyki stoickiej. Istotne są: wolność sumienia, wyrażania myśli i słowa, które wspierają refleksyjność jednostki. Zidentyfikowano zagrożenia dla wolności, takie jak nieumiarkowanie czy wewnętrzne ograniczenia. Poruszano również role innych rodzajów wolności w kontekście osobistej i społecznej refleksji.

W poprzednim artykule zdefiniowaliśmy etykę stoicką i pokazaliśmy jak można wywieść z niej hierarchię wartości. Dzisiaj zagłębimy się w temat wolności. Rozważymy go z dwóch perspektyw: indywidualnej i społecznej. Zastanowimy się, jakie są jej przejawy, czy i dlaczego jest ona dobra i co jest dla niej zagrożeniem.

Dla przypomnienia fundamentalną tezą etyki stoickiej jest: dobrym jest to, co zwiększa refleksyjność w świecie.
Dodane 8 kwietnia 2025:
Wolność jednostki to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji. Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.
Wolność społeczeństwa to suma wolności jego członków.

Rodzaje wolności

Wolność przejawia się w wielu postaciach i może być różnie rozumiana. Na potrzeby tej dyskusji nazwę i zdefiniuję kilka rodzajów wolności, które są powszechnie znane i nie budzą kontrowersji. Poddam je analizie w kontekście etyki stoickiej, by stwierdzić czy kwalifikują się jako dobro.

Wolność słowa
Oznacza swobodę wypowiadania myśli, poglądów, pragnień i opinii, odbywającą się na piśmie, w mowie czy z użyciem innych form ekspresji. Swoboda oznacza brak kary, zagrożenia karą i lęku przed karą przy podejmowanie wymienionych aktywności. Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: cenzura artykułu w gazecie,
społeczne: powszechnie uznawany za temat tabu,
wewnętrzne: autocenzura wywołana toksycznym wstydem.

Wolność sumienia
Oznacza swobodę do posiadania myśli, fantazji, emocji, ocen, moralności, wartości, refleksji, seksualności i decyzji. Nie dotyczy wyrażanie tych stanów wewnętrznych, tylko ich odczuwania.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: indoktrynacja ideologiczna, grożąca karą za odstępstwa w myśleniu,
społeczne: określanie pewnych preferencji seksualnych jako złych,
wewnętrzna: tłumienie emocji, uważanych za niewłaściwe.

Wolność wyznania
Oznacza swobodę do braku wiary, wiary w dowolne bóstwa lub ich nieistnienie, uznawania dowolnej etyki lub filozofii, a także do ich wyrażania i praktykowania. Jest połączeniem wolności słowa i myśli, w kontekście rozumienia szeroko pojętej duchowości.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz wyznawania konkretnej religii,
społeczne: wypędzanie wyznawców innej religii ze społeczności,
ekonomiczne: zakazywanie handlu przedstawicielom danego wyznania,
wewnętrzne: przyjmowanie bez kwestionowania religii rodziców.

Wolność poruszania się
Oznacza swobodę do przemieszczania się, wyboru miejsca pobytu, podróżowania i wędrowania, z użyciem dowolnego środka transportu.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przekraczania granicy państwa,
społeczne: przemoc wobec obcych na ulicy,
ekonomiczne: brak środków na opłacenie podróży,
wewnętrzne: lęk przed wyjściem z domu.

Wolność cielesna
Oznacz swobodę do decydowania o swoim ciele, jego życiu, modyfikacjach, uszkodzeniach, poruszeniach, wyglądzie, także wolność od uszkodzenia i krępowania ciała przez osoby trzecie. Jest to udzielna władza nad ciałem i jego członkami.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przerywania ciąży,
społeczne: pobicie do nieprzytomności przez opryszków na ulicy,
wewnętrzne: obsesyjne objadanie się pomimo chęci utraty wagi.

Wolność ekonomiczna
Oznacza swobodę posiadania, gromadzenia i zachowania dóbr materialnych, oraz ich wymiany z innymi, także swobodę zatrudniania i bycia zatrudnionym za wynagrodzeniem. W dobra materialne włączam także własność intelektualną.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz sprzedaży papierosów nieletnim,
społeczne: obrabowanie mieszkania przez złodzieja,
ekonomiczne: inflacja zmniejszająca wartość oszczędności,
wewnętrzne: zakupoholizm.

Wolność z perspektywy jednostki

Stoickimi imperatywem etycznym jest zwiększanie refleksyjności w świecie, rozważając wolność z perspektywy jednostki, dla uproszczenia zawęzimy to kryterium do osobistej refleksyjności. Jej globalne aspekty rozważmy w ramach omówienia perspektywy społecznej.
Różne wolności nie są jednakowo istotne dla refleksyjności jednostki, przykładowo wolność sumienia jest istotniejsza niż wolność przemieszczania się. Uszeregowałem je wstępnie według istotności i w tej kolejności omówię ich wpływ na refleksyjność

Fundamentem naszej refleksyjności jest wolność sumienia. Oznacza ona swobodę umysłu do przetwarzania informacji, decydowania, wyciągania wniosków – czyli bycia refleksyjnym. Ograniczenie tej wolności będzie godzić w naszą refleksyjność. Dobra wiadomość jest taka, że świat zewnętrzny nie zagrozi naszej swobodzie w tym zakresie, o ile mu na to nie pozwolimy. Zła wiadomość jest taka, że jej największy wróg czai się tuż, tuż – to my sami, a konkretnie nasz mózg.

Kojarzycie stan w chorobie, gdy myśli się plączą, trudno przypomnieć sobie fakty, wyciąganie wniosków i rozumienie są powolniejsze i ospałe? W tym stanie wolność myślenia jest ograniczona. Nie tracimy całkowicie zdolności refleksji, ale ich wydajność i poprawność spadają. Więc jest dobrym utrzymywanie ciała w zdrowiu, a gdy zachorujemy leczenia go. Naturalnie od czasu do czasu złapie nas przeziębienie czy inna infekcja, tego nie kontrolujemy.
Inaczej sprawa się ma, gdy sami doprowadzamy się do takiego stanu: kiedy zaniedbujemy higienę snu, nie wysypiamy się i chodzimy zmęczeni, funkcjonowanie refleksyjności jest upośledzone. Kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, tracimy wiele z wolności myśli, funkcjonowanie umysłu jest głęboko zaburzone – jakość i ilość naszej refleksyjności maleje. Gdy odczuwamy objawy kaca, zaburzenie trwa nadal – tracimy jeszcze więcej wydajności myślenia. Przykłady można mnożyć: od bezmyślnego gapienia się w telefon, do wstrzykiwania w żyłę heroiny – takie zachowania obniżają zdolność do refleksji, a decyzje o podejmowaniu ich są błędne.

Kojarzycie stan jasności myśli przychodzący po intensywnym wysiłku albo po dobrze przespanej nocy? Odpowiedzi na trudne pytania zjawiają się same, skomplikowane problemy upraszczają się i znajdujemy na nie rozwiązania, myśli, które nas nawiedzają, możemy przepracować i rozwikłać. To optimum funkcjonowania umysłu, czas, gdy wolność myśli osiąga maksimum. Jest korzystne dla refleksyjności, by jak najczęściej i jak najdłużej przebywać w tym stanie.
Czy można w nim być nieustannie? Nie, z upływem czasu nasza energia się wyczerpuje, tracimy klarowność myśli. Póki nauka nie osiągnie przełomu w medycynie wydajności, lepiej pogodzić się z cyklicznością, której poddane są nasze ciała. Nie oznacza to, że powinniśmy spocząć na laurach, jest wiele działań, które możemy podjąć, by maksymalizować optimum funkcjonowania, przedłużać je i czynić częstszym.
Po pierwsze, unikajmy tego, co szkodzi wolności myśli. Po drugie, dbajmy o zdrowie, ruch i wysiłek, dobre odżywianie, aktywne znajomości oraz uśmiech i radość życia. Po trzecie, twórzmy rutyny sprzyjające pracy mózgu: stałe pory snu, jedzenia, refleksji, lektury i tak dalej.
Filozofia stoicka oferuje praktyki i ćwiczenia, których celem jest maksymalizowanie naszej refleksyjności. Warto z nich skorzystać! Wiele narzędzi terapii poznawczo-behawioralnej wywodzi się ze stoickich praktyk.

Czy mieliście kiedyś sytuację, gdy stłumiliście gniew, bo uznaliście, że nie powinniście go czuć? Czy zdarzyło się, że poczuliście wstyd z powodu fantazji seksualnej? Czy pojęliście decyzję, nie rozumiejąc, dlaczego taką właśnie? To kilka z setek sytuacji, w których sami ograniczamy naszą wolność sumienia. Może to być związane z oddziaływaniem naszej podświadomości, gdy pojawiają się emocje i decyzje, niewynikające ze świadomych procesów myślowych. Inna możliwa przyczyna, to wychowanie: „nie wolno ci się złościć!”. Jeszcze inna to tematy tabu, zabronione nawet w myśli. Wszystko to szkodzi refleksyjności. Ograniczając te zjawiska w naszym funkcjonowaniu, odzyskujemy swobodę myśli.
Sposobów jak to zrobić jest wiele. Stoicyzm oferuje kilka skutecznych praktyk, wiele oferuje terapia i różne formy autoterapii. Niejedno można uzyskać z prostej, szczerej rozmowa z drugim człowiekiem. Kilka sposobów, szczególnie wokół decyzji, można także znaleźć na tym blogu.

Nie można przecenić znaczenia wolności sumienia dla jakości naszej refleksji. Jeśli zostanie nam odebrana, to refleksyjność zginę wraz z nią. Jej umniejszenie umniejsza w nas dobro. Nie przychodzi mi do głowy przypadek, w którym warto byłoby ją ograniczać – jeśli ktoś taki zna, chętnie się dowiem!
Jest najważniejszą ze wszystkich wymienionych, więcej, jest najważniejszą wartością w ogóle. Jest jak maska tlenową w samolocie, najpierw zakładamy ją sobie, byśmy byli w stanie pomóc innym. Wolność sumienia jest jak ta maska, tyle że powinniśmy ją nosić na co dzień, a nie tylko w razie awarii.

Blisko związana z wolnością sumienia jest swoboda ich wyrażania, czyli wolność słowa. Rozumiem ją szeroko, jako dowolną formę ekspresji idei, emocji, przemyśleń. Jej dobroczynny wpływ na refleksyjność jest podwójny: wyrażanie myśli pozwala je uporządkować oraz uzyskać informację zwrotną, która jest paliwem dla dalszej refleksji. Kiedy inni wyrażają swoje przemyślenia, my je odbierać i używamy jako punktów wyjścia do dalszych rozważań. W obu sytuacjach refleksyjność rośnie!

Czy zdarzyło wam się, że opowiadaliście o swoim pomyśle i w miarę postępu wypowiedzi, sami zaczynaliście lepiej go rozumieć? Mnie zdarza się to często przy pisaniu. Sam akt przelewania myśli na papier pozwala przeanalizować je z innej perspektywy. Spojrzeć na nie z zewnątrz i poddać krytyce. Mogą ją przetrwać lub się rozpaść, w obu przypadkach refleksja zyskała na jakości.
Korzystanie w pełni z tej możliwości jest możliwe, wtedy gdy nie odczuwam strachu przed uzewnętrznianiem swoich myśli. Dla efektu nie ma znaczenia, jakie jest źródło strachu, czy jest to siła zewnętrzna (cenzura prawna lub społeczna) czy wewnętrzna (autocenzura). Jest ważne, wtedy gdy staramy się je usunąć.

Czy zdarzyło się wam, że czyjaś rada po wysłuchaniu waszego problemu, pozwoliła go skutecznie rozwiązać? Nie wszystko możemy dostrzec. Szczególnie gdy jesteśmy blisko problemu, tracimy perspektywę, gubimy się w utartych schematach. Wtedy w odblokowaniu naszej myśli pomaga informacja zwrotna. Niekoniecznie musi nam podawać rozwiązanie na tacy, wystarczy, że zainspiruje do świeżego spojrzenia na zagadnienie. Resztę zrobi nasz refleksja kwitnąca pod wpływem zwrotki.
Aby taki scenariusz mógł się urzeczywistnić, druga osoba musi być wolna od strachu przed wyrażaniem opinii, tak jak to opisaliśmy w poprzednim paragrafie.

Czy zdarzyło się wam, że po przeczytaniu książki wiele godzin myśleliście o perypetiach bohaterów, analizowaliście ich decyzje i alternatywne warianty historii? Dzieła sztuki inspirują naszą wyobraźnię, otwierają nowe horyzonty i rodzą myśli, których wcześniej w głowie nie było. Jest w nich siła komunikowania idei (szczególnie w literaturze) oraz inspirująca refleksję złożoność i głębia. Są w niej pytania i emocje, których sobie nie uświadamialiśmy. Nie każda książka, obraz czy opera obudzą tak potężne siły w naszym duchu, ale wiele z nich to uczyni, zasilając pokłady refleksyjności.
By tego dokonać, sztuka musi być wolna od cenzury, kulturowego tabu czy norm estetycznych. Wtedy ma największy potencjał. Każde ograniczenie, niezależnie od intencji, jest ciosem, osłabiającym jej magię.

Czy zdarzyło się wam zapłakać na pięknej arii w operze? Sztuka to nie tylko inspiracja dla myśli, to także źródło pobudzenie naszych emocji. Ci z nas, jak ja, którzy mają kłopoty z odczuwaniem emocji z powodu chorobliwej autocenzury, korzystają szczególnie z doznań estetycznych. Są to nowe wrażenia do zbadania, nowe odczucia, które wprowadzamy w nasz świat. Takie przeżycie zachęca do pogłębionej pracy nad sobą, do usuwania podświadomych barier i rozwijania emocjonalności. Zakładam, że dla ludzi z emocjami zaprzyjaźnionymi, sztuka pogłębia ich zrozumienie i również stymuluje refleksyjność.
Czyhają  na nią te same zagrożenia jak w poprzednim paragrafie.

Szczególnym przypadkiem wolności słowa, połączonym z wolnością sumienia jest wolność wyznania. Nie będę się nad nią osobno rozwodził, dla indywidualnej refleksji wszystko, co jej dotyczy, zostało pokryte w poprzednich punktach – to się zmieni, gdy przejdziemy do refleksji społeczeństwa.

Za zdolność do zabezpieczania swego bytu odpowiada wolność ekonomiczna. To swoboda do posiadania, kupowania, sprzedawania i produkowania dóbr (w tym własnego czasu oraz własności intelektualnej). Współcześnie jest mylnie rozumiana jako mandat, by posiadać więcej: mamy wolność ekonomiczną, a to znaczy, że możemy mieć więcej. To jest półprawda, bowiem prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: mamy wolność ekonomiczną to znaczy, że możemy mieć mniej, tyle ile nam potrzeba i nie więcej. Nie jest wolnym ekonomicznie ten, kto nie może przestać gromadzić coraz więcej!

Korzyści z wolności ekonomicznej to, przede wszystkim, zapewnienie sobie przetrwania – kto umrze z głodu, niczego refleksji nie podda. Więcej, kto musi walczyć o zapewnienie pożywienia i schronienia, nie ma zasobów na refleksyjne myślenie. Wolność do zapewnienia podstawy egzystencji jest niemal równie ważna, jak wolność sumienia.
Dla człowieka jest niezwykle istotne, by miał swobodę zadbania o swoje podstawowe potrzeby. Jak może to osiągnąć, nie jest szczególnie istotne dla końcowego efektu.

Drugim progiem wolności ekonomicznej, która uwalnia refleksyjność, jest bezpieczeństwo materialne. Czyli taki stan posiadania, który pozwala bez obaw patrzeć na naszą przyszłość ekonomiczną. Gdy nie musimy się lękać utraty pracy, bo mamy środki, by przetrwać czas poszukiwania nowej. Nie musimy się lękać kryzysów ekonomicznych, bo mamy zasoby, które możemy awaryjnie zmobilizować. Efekt takiego bezpieczeństwa nie jest tak uderzający, jak minimum egzystencjalnego, ale uwalnia nasze umysł i możemy poświęcić się refleksji, zamiast martwieniu się co przyniesie następny miesiąc. Także w czasie kryzysu mamy dzięki niemu więcej swobody myślenia.

Tak jak w przypadku większości wolności największym zagrożeniem dla wolności ekonomicznej jesteśmy my sami, a konkretnie nasze nieumiarkowanie i chciwość. Co początkowo jest wolnością, może przekształcić się w pułapkę nieustannej pogoni za więcej. Kluczem jest zrozumienie, że majątek wykraczający ponad progi opisane wcześniej, jest z punktu widzenia refleksyjności nieomal całkowicie bezużyteczny. Pieniądze wychodzące ponad próg bezpieczeństwa ekonomicznego, nie wnoszą nic do naszego życia, a czas poświęcony na ich zdobywanie, często jest stracony. Łatwo jednak popełnić błąd uogólnienia i na podstawie tego, jak ważne jest minimum egzystencjalne przypisani równie wielką wartość pieniądzom w ogóle. To krok w pułapkę nieumiarkowania, oddania się magii „więcej”, zamiast błogości „wystarczy”. Tak swoboda ekonomiczna się kończy, bo obsesja zarabiania nie jest żadną swobodą – jest więzieniem. Wolność zmienia się w swoje zaprzeczenie, które zamiast zwiększać naszą refleksyjność, ogranicza ją.

Umieszczenie wolności cielesnej tak nisko na liście może zaskakiwać. Jednak ze stoickiego punktu widzenia, jest to niespecjalny istotny aspekt naszej wolności, co pokrótce uzasadnię. Nie należy tego rozumieć, jako określenie tej wolności bezwartościową! Ma aspekty, które są istotne, choć w większości objawią się one w rozważaniach z perspektywy społeczeństwa.

Jej korzystny wpływ objawia się tam, gdzie idzie z pomocą innym wartościom, stanowiąc wsparcie i umożliwiając ich realizowanie. Kiedy nasze ruchu są ograniczone przez słabość ciała, nie jesteśmy zdolni realizować wolności poruszania się, aspektów wolności słowa oraz wielu przejawów wolności ekonomicznej. Nasz byt ekonomiczny może być zależny od wolności cielesnej, jeśli wykonujemy pracę fizyczną. Wolność cielesna jest fundamentem, na którym budujemy bardziej, a zdrowy fundament jest konieczny dla wzniesienia stabilnej budowli.

Kolejna korzyść z posiadania wolności cielesnej to poczucie kontroli, które nam daje. Sprawczość nad własnym ciałem pozwala nam z większą pewnością i spokojem myśleć o przyszłości. Strach nie jest dobrym kompanem dla refleksyjności i jeśli żyjemy w lęku o siebie – przed napaścią na ulicy, niechcianą ciążą etc. – trudno jest zmobilizować zasoby umysłu do zajmowania się abstrakcjami.
Jest to podobna sytuacja jak z wolnością ekonomiczną, gdzie, póki martwimy się o jedzenie i czynsz, nie zgłębiamy zawiłości filozofii.

Wolność cielesna ma potencjał, by przerodzić się w swoje zaprzeczenie. Zagrożenie to nie płynie z zewnątrz, tylko czyha w nas. Czasem jest to choroby, którą można i warto leczyć – otyłość olbrzymia, depresja etc. Czasem to choroby uzależnienia – od alkoholu lub innych narkotyków. Wtedy sprawa jest prosta – jestem chory, więc się leczę, leczenie bywa trudne, czasochłonne i nie zawsze skuteczne, ale nie ma wątpliwości, że jest konieczne. Częściej mamy podobne działania, które nie mają postaci chorobowej, są wadami charakteru: niesystematyczności diecie i ćwiczeniach fizycznych prowadząca do nadwagi, używanie substancji psychoaktywnych by emocje i się zrelaksować. W obu przypadkach twierdzimy, że realizujemy swoją wolność (do jedzenia, picia, palenia, zażywania tego, na co mamy ochotę), podczas gdy swoją wolność drastycznie ograniczamy. Nadwaga to ryzyko chorób naczyniowych, co prowadzić do przedwczesnej śmierci, a wcześniej do gorszego ukrwienia i funkcjonowania mózgu. Alkohol to czynnik ryzyka wielu chorób, ale przede wszystkim narkotyk upośledzający funkcje mózgu zaraz po spożyciu i w kolejnych dniach na kacu. Dodatkową kategorią, która może, acz nie musi być chorobą, to obsesja na punkcie wyglądu: nieustające kształtowanie sylwetki, bo nigdy nie jest dość dobra, liczne operacje plastyczne, bo nie akceptujemy w pełni swego ciała, anoreksja itd. – większość z nich może być nieszkodliwa, ale każde ma potencjał, by skraść nasze myśli w stopniu upośledzającym refleksyjność.

Ostatnie miejsce w hierarchii zajmuje wolność poruszania się, zazwyczaj obojętna dla refleksyjności. Tylko ekstremalne przypadki jej ograniczenia – np. lęk przed wyjściem z domu – poważnie szkodzą naszemu funkcjonowaniu intelektualnemu. Z drugiej strony, rzadko bywa korzystna, zazwyczaj jest dla nas po prostu obojętna.

Poznawanie innych kultur, kontakt z ludźmi z odmiennym spojrzeniem na świat, nauka nowych języków – to elementy, które niosą pewien pożytek dla naszego myślenia, poszerzają horyzonty. Podróżowanie zorientowane na chłonięcie takich aspektów jest korzystne i im więcej wolności, by ich doświadczać tym lepiej dla refleksyjności. Aby z tego dobrze korzystać, warto zadać sobie pytanie po podróży: czego mnie nauczyła? Jeśli nie potrafimy odpowiedzieć albo odpowiedź brzmi: niczego, spójrzmy krytycznie na nasze podróże, bo mogą być zwykłą stratą czasu.

Każdy z nas potrzebuje wypoczynku. Jest on niezwykle istotny dla refleksyjności, szczególnie gdy jest aktywny, pozwala oczyścić umysł, poukładać w głowie przemyślenia, nad którymi pracujemy. Regeneruje nasze zasoby energii. Pomaga w tym oderwanie się od codziennego otoczenia, które dystansuje nas od codziennych bolączek i natłoku spraw. W tym kontekście wolność przemieszczania się jest korzystna dla refleksyjności. Kwestią otwartą jest, jak daleko musimy się udać? Czy ma znaczeni, czy pojedziemy na Bahamy, czy do Białegostoku?

Brak wolności poruszania się stanowi problem w ekstremalnych formach, a także, gdy łączy się z trudnościami ekonomicznymi czy brakiem innych swobód, czyli jeśli odbiera nam możliwość wykorzystania innych wolności z listy. Na takie niebezpieczeństwa warto zwracać uwagę.
Przemieszczanie się rzadko stanowi problem samo w sobie, o ile nie przerodzi się w obsesję, potrzebę nieustannego bycia w ruchu i niemożność pozostania w miejscu. Zdarza się to rzadko. Wolność poruszania się pozostaje wartością dającą niewielkie zyski i niosącą niewielkie ryzyko.

W tym miejscu zatrzymajmy nasze rozważania. Podejmiemy je w kolejnym artykule, omawiając temat wolność a dobro społeczeństwa oraz badając na kilka popularnych poglądów na temat wolności.

O etyce stoickiej

W dzisiejszym tekście pochylę się nad zagadnieniem etyki stoickiej, o której wspominałem w artykule „O etyce”. Dziś rozwinę temat i streszczę moje rozumienie obecnego stanu etyki stoickiej.

Nie bez powodu piszę o stanie obecnym. Stoicyzm jest żywą filozofią, która nie zakończyła swego rozwoju w starożytności, raczej weszła w stan hibernacji na stulecia, a obecnie wraca do aktywności. Kluczowych zagadnień dla współczesnych stoików, jest przebudowa podwalin etycznych naszej filozofii. Wiele się zmieniło w świecie od epoki, w której niewolnictwo było powszechne, innowierców rzucano na pożarcie lwom, a kobiety nie miały prawa głosu. Budowa nowej etyki dla stoicyzmu to poważna praca, wykraczająca poza moje kompetencje filozoficzne.
Na szczęście nie jestem jedynym stoikiem na świecie! Dziś będę posiłkował się pracą pan Tomasza Mazura „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji” [1]. Od siebie dodam rozdział, w którym rozważę kwestię dla mnie istotne: wolność, rozwój, relacje, twórczość i pracę – czyli moją hierarchię wartości.

Współczesna propozycja ujęcia logiki stoickiej

Dążenie do dobra jest dobrem samym w sobie.

Antyczni stoicy za przykładem Sokratesa, rozumieli dobro jako dążenie, jako kondycję ducha, a nie jako konkretny byt. Droga do celu, jakim jest dobro, sama była dobrem, czyli celem. Jest to jeden z możliwych powodów, dla których trudno jest odnaleźć konkretne zalecenia moralne w pismach stoicki. Zaleceniem jest przyjęcie pewnej postawy wewnętrznej i to proces jej przyjmowania jest dobrem. [1]

Normy etyczne wynikają z formalnego kształtu etyki w stoicyzmie.

Współcześnie rozróżniamy dwa rodzaje aksjologii (nauki o wartościach): aksjologię formalną definiującą czym jest wartość (jak w stoickim rozumowaniu powyżej) i aksjologię merytoryczną, czyli zdefiniowanie konkretnych wartości. We wspomnianej we wstępie pracy autor proponuje, by porzucić ten podział w analizie etyki stoickiej i argumentuje, że aksjologia merytoryczna jest w tej filozofii konsekwencją aksjologii formalnej. [1]
Co to oznacza? Że ze stwierdzenia, że dążenie do dobra jest dobrem, można wywieść konkretnie i praktycznie stoickie normy moralne.

Dobro to refleksja.

Wnioskiem z tych rozważań jest, iż dobrem jest zdolność wchodzenia w stan refleksyjności, że jest to jedyne dobro. Szczegóły argumentacji prześledzić można w materiale źródłowym. Tutaj skupię się na krótkiej dyskusji, czym jest refleksyjność.
Refleksja jest to głębsze zastanowienie się nad czymś, zwykle nad jakimś przeżyciem. Refleksji możemy poddawać własne decyzje, czyli to, co od nas zależne, jak i wydarzenia zewnętrzne, czyli to, co od nas niezależne. Refleksji możemy poddawać także własne refleksje, czyli może stanowić o samej sobie!
Refleksja jest źródłem decyzji, a poprzez owe decyzje zaczątkiem zmiany. Refleksja pozwala ulepszać mechanizmy decydowania i interpretacji danych ze świata.
Refleksja jest zjawiskiem wewnętrznym i zawiera się w kategorii tego, co od nas zależne.

Wartość to stan rzeczy niezależnych.

To, co jest zewnętrze, a więc niezależne, określamy mianem wartości. Co nie oznacza, że wszystko, co zewnętrzne jest wartościowe, a tym bardziej że wszystko jest równie wartościowe. To elementy będące przedmiotem naszego wyboru i naszej refleksji, którym możemy przypisywać wartość i szeregować je w hierarchię.

Wartość jest tym lepsza im bardziej sprzyja refleksyjności.

Przy szeregowaniu wartości w hierarchię, mamy jasną informację etyczną jak to robić. To, co najbardziej sprzyja refleksyjności, jest najwartościowsze i warte wyboru. To, co zmniejsza refleksyjność, jest warte unikania i przeciwdziałania. Każdy z nas, w zależności od osobistej sytuacji, może porządkować wartości w hierarchie, mając na względzie ich wpływ na refleksyjność.

Stoickim dobrem jest maksymalizacja refleksyjności na świecie.

Refleksyjność nie dotyczy tylko jednostki. Chodzi o całościową refleksyjność w świecie. [1] Moja refleksyjność nie jest lepsza od przynależnej drugiemu. To poszerza pole wyboru tego, co wartościowe. Przykładowo, jeśli poświęcając swoje życie, mogę ocalić dziesięć osób, to jest to wartościowy wybór, bo w ten sposób przyczynię się maksymalnie do zachowania refleksyjności. Moje refleksyjność przestanie istnieć, ale refleksyjność dziesięciu osób zostanie zachowana.

Antropocentryzm – jak mu zaradzić.

Rozważania oparte na refleksyjności wprowadzają nas na antropocentryczną ścieżkę, jak że jest to kompetencja właściwa ludziom. Inne organizmy takiej kompetencji nie posiadają – ich zachowanie zmienia na podstawie doświadczenia, czyli zdobywania nowych informacji, a nie poprzez refleksję nad swoim postępowaniem i ulepszanie mechanizmów nim zawiadujących. Etyka stoicka wymaga rozszerzenia, aby objąć cały świat ożywiony. [1]
Rodzi to pytanie, jakich jeszcze rozszerzeń wymaga stoicka etyka, by zgrać się ze współczesną moralnością? I jak dalece pozostanie wtedy etyką stoicką?
Mimo że zgadzam się z zasadnością takiego rozszerzenia, uważam, że burzy ono elegancję pierwotnej konstrukcji.

Jesteśmy swoją refleksyjnością!

Głębokim wnioskiem płynącym z tych rozważań, jest, iż jesteśmy swoją refleksyjnością. [1] Nasze ciało nie jest nami, jest narzędziem i nośnikiem refleksyjności. Ona jest tą cechą, która odróżnia nas od zwierząt i czyni nas ludźmi. Jeżeli mówimy o dbaniu o siebie, to, w po stoicku, mówimy o dbaniu o swoją refleksyjność.
Jeśli tak jest, to nic nie jest w stanie nam zagrozić, poza nami samymi. Siły zewnętrzne mogą zniszczyć nasze ciało, ale nigdy nie dosięgną nas, chyba że im na to pozwolimy. Cytując wypowiedź przypisywaną Sokratesowi:
„Możecie mnie zabić, ale nie możecie mnie skrzywdzić”.

Więcej szczegółów znajdziecie w cytowanej pracy Tomasza Mazura, oraz w dwóch odcinkach podcastu „Ze stoickim spokojem” tegoż autora [2]:
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/1-czym-roznia-sie-cele-od-wartosci/
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/104-o-stawianiu-granic-po-stoicku/

Moja teoria wartości w kontekście etyki stoickiej

Wolność

Po pierwsze, możemy rozumieć wolność jako wolność do refleksji. Jeżeli jej nie mamy, nasza refleksyjność jest ograniczona. Zwiększenie zakresu tak rozumianej wolności sprzyja wzrostowi refleksyjności w nas i w świecie.
Kiedy taka może być zagrożona? Jednym przykładem jest zażywanie narkotyków (alkohol, heroina etc.). Substancje te ograniczają naszą refleksyjność, poprzez zaburzanie funkcjonowania mózgu. Ich negatywny wpływ przejawia się i po wytrzeźwieniu w postaci objawów odstawiennych. Także wtedy umysł funkcjonuje w nieoptymalny sposób, a objawy owe mogą trwać i kilkanaście dni po zażyciu.
Czyli zażywanie substancji psychoaktywnych jest złe, bo ogranicza naszą wolność. Tutaj można się dopatrzyć paradoksu: decyzja o tym, by zażyć, jest przejawem wolności, zażywam to, na co mam ochotę. Jednocześnie jest to ograniczenie wolności do pełnej i nieskrępowanej refleksji. Paradoks jest pozorny, bo wolność do zażywania substancji nie poszerza naszej refleksyjności, jest więc nieistotna w zestawieniu z etyczną wolnością do jasnego rozumowani. Utrata swobody w jedzeniu, piciu i zażywaniu tego, na co mamy ochotę, nie ogranicza naszego człowieczeństwa, o czym zaświadczą osoby, które ze względów zdrowotnych poddają się restrykcyjnym dietom. Ich życie traci komfort, ale oni nie tracą ani krztyny swej istoty. Osoba będąca pod wpływem etanolu czy innego narkotyku traci tymczasowo i permanentnie fragment swej tożsamości.

Po drugie, możemy wolność rozumieć jako wolność wymiany idei — produktu i pożywki dla refleksji. Swoboda w przekazywaniu myśli innym sprzyja rozwojowi świadomości u obu stron. Wymiana poglądów, szczególnie gdy różnią się od naszych, wymusza refleksję nad nowymi informacjami. Z obserwacji historycznej, dostrzegamy jak korzystna i płodna jest sytuacja społeczna, w której wolność słowa, sumienia i wyznania jest zabezpieczona.
Kiedy może być zagrożona? Gdy pojawia się cenzura, ta, która ma postać praw wydanych przez władcę, ta, która ma postać tematów tabu i przemilczeń tworzonych przez społeczności, jak i ta, która ma źródło w sile ekonomicznej i pieniądzu uciszając nimi krytyków.
Jest więc wartościowym by, po pierwsze, dzielić się swoimi ideami z innymi. Po drugie, by bronić siebie i innych przed cenzurą ekonomiczną, polityczną i społeczną.

Po trzecie, możemy wolność rozumieć jako wolność od fałszywej refleksji, czyli swobodę od błędnych mechanizmów poznawczych, które nosimy w sobie. Aby mieć przestrzeń na refleksję, powinniśmy kwestionować i podważać nasze założeni co do rzeczywistości. Inaczej mówiąc, nie poddamy refleksji tego, o czym wierzymy, że już to rozumiemy. Z tą iluzją wiedzy, musimy się zmierzyć, by stworzyć przestrzeń dla prawdziwej refleksji.
Kiedy pojawia się zagrożenie? Gdy do podejmowania decyzji i rozumowania, używamy podświadomych, wadliwych mechanizmów poznawczych, zamiast świadomej refleksji.
Jest naszym zadanie, by te mechanizmy w sobie sprawdzać, czy to na własną rękę, czy w terapii. Co więcej, winniśmy zauważać i eksponować przejawy tych mechanizmów, dając sobie szansę na lepszy wgląd w siebie. Obie te czynności sprzyjają refleksyjności, więc są wartościowe.

Tak rozumiem wolność i uzasadniam, że wolność jest dobrem, nie wyczerpałem jeszcze tematu, ta wartość przejawi się w kolejnych punktach mojej hierarchii wartości (przykład: wolność ekonomiczna w kontekście pracy). Dla uniknięcia powtórzeń nie będę ich tu osobno zgłębiał.

Rozwój

Rozwój to budowanie kompetencji. Podstawowe z nich i kluczowe dla podejmowania decyzji i refleksyjnego myślenia, to, według Stoików, logika, fizyka i etyka.
Kształcenie się w logice sprawia, że refleksje nabierają spójności i rygoru. Każda przyswojona tautologia, każdy błąd logiczny, na który się uczulimy, wzmacniają nasze rozumowanie, a więc i naszą refleksję. Kształcąc logiczne kompetencje, stajemy się poprawniejsi, zwięźlejsi i skuteczniejsi w myśleniu — refleksyjność wzrasta, więc jest wartościowym praktykowanie logiki.
Kształcenie się w fizyce, czyli w rozumieniu rzeczywistości, sprawia, że nasze refleksje skupiają się na tym, co kontrolujemy, czyli na reakcjach na wydarzenia zewnętrze. Nie marnujemy czasu na roztrząsanie spraw niezależnych — nasza refleksja nabiera efektywności, jej realny wpływ się zwiększa. W rozróżnieniu między tym, co zależne a niezależne leży klucz do właściwego dysponowania czasem, o który konkuruję wiele podniet we współczesnym świecie. Praktykując fizykę stoicką, skupiamy refleksję na tym, co istotne, więc jest to wartościowa praktyka.
Kształcenie się w etyce, jest kluczem do wybierania pośród tego, co zależne i niezależne, tego, co warte naszego czasu. Fizyka daje nam wybór tego, co rzeczywiste i nierzeczywiste, dzieli to, co rzeczywiste na zależne i niezależne. Etyka wybiera to, co wartościowe w tych dwóch zbiorach. To dzięki etyce wiemy, że warto zajmować się logiką i fizyką. Więcej, to dzięki etyce wiemy, że zajmowanie się nią samą jest wartościowe.

Rozwój jest blisko związany z relacjami i twórczością. Każdej z trzech kompetencji, można nauczać innych ludzi. W relacjach mamy szansę, by dzielić się swoimi refleksjami z innymi, jednocześnie na zasadzie wzajemności korzystamy z ich przemyśleń. W twórczości, którą publikujemy, sięgamy do nieznanych sobie ludzi, do szerszego grona, z ideą wartą przemyślenia, zaszczepiając w nich ziarno wiedzy, mogące przynieść plon. Nasz rozwój osobisty, może się stań dobrem także dla społeczności, w której funkcjonujemy.

Relacje

Relacji z innymi ludźmi, to okazja do przekazywania sobie nawzajem idei, faktów, myśli. Mam możliwość dzielenia się swoimi przemyśleniami i przeżyciami, co daje innym szansę na poszerzenie refleksyjności, a mi daje możliwość ponownego odsłuchania własnych myśli oraz uzyskania informacji zwrotnej. To okazja bym poddał dodatkowej analizie swoje przekonania. Działa to ze wzajemności w drugą stronę. Ludzie dzielą się swoimi ideami ze mną i uzyskują informację zwrotną. Relacje są okazją do wyprowadzania naszej refleksyjności poza nas, by w kontakcie z innymi mogła się wzmocnić i rozwinąć. To zwiększa jakość i ilość refleksyjności i dlatego relacje uważam za wartościowe.

Relacje tworzą istotne pole do dyskusji, nierozumianej jako debaty, tylko takiej, której celem jest zrozumienie. W zdrowej relacji nie walczymy o intelektualną dominację, lecz pracujemy nad poznaniem drugiego — nie chodzi o to, by się zgodzić, ale by się zrozumieć.
Dyskusja jest skutecznym sposobem na pogłębianie zrozumienia własnych idei, by dobrze wysłowić swój punkt widzenia, musimy go dobrze przemyśleć, podobnie jak przy tworzeniu, sięgamy głębiej we własne myśli. W toku rozmowy poddajemy refleksji słowa interlokutora, jest to seria par wypowiedź-refleksja. Po zakończeniu dyskusji, myśli i wątki, które się w niej przewinęły, pracują w nas, skłaniają do dalszej pracy i pogłębiania myśli (przykład: wpis na blogu o hierarchii wartości w grach).
Prowadzenie dyskusji jest wartościowe, a jednym z najlepszych pól do dyskusji jest relacja z drugim człowiekiem.

Relacje niosą ze sobą bezpieczeństwo, które jest ważne, by wyzwalać nasz potencjał do refleksji. W skrócie: kiedy nasz byt jest zagrożony, musimy wydawać energię na jego ochronę, nie wydajemy jej więc na rozmyślania.
Relacje dają nam oparcie, poczucie wspólnoty, przekonanie, że jeśli coś pójdzie nie tak, możemy uzyskać pomocy od innych, nie zostaniemy sami ze swoimi problemami. Relacje są bezpieczną przystanią — wizyta u przyjaciół czy rodziny, może dawać uczucie podobne do otulenia w ciepły kocyk. Będzie wygodnie, ciepło i bezpiecznie – idealne warunki, by oddawać się głębokim przemyśleniom.
Zastrzeżenie: wszystko to pod warunkiem, że relacje nie są toksyczne, że nie dotyczą wampirów energetycznych. Jeśli tak jest, refleksyjność raczej ucierpi, niż skorzysta!
Zdrowe relacje są wartościowe, bo tworzą bezpieczną przestrzeń do refleksji.

Na koniec obserwacja: w relacjach istotny jest aspekt wolności do nieskrępowanego wyrażania poglądów, do dzielenia się obserwacjami — czyli wolność słowa. Zagrożenia dla niej przychodzą z wnętrza relacji – tematy tabu, przemilczenia, kłamstwa. Zwracajmy uwagę w relacjach, nie tylko na to, co się mówi, ale też na to, o czym się milczy.

Twórczość

Twórczość, podobnie jak relacje, to okazja, by dzielić się refleksją z innymi ludźmi, która dociera do szerszego grona niż tylko nasi najbliżsi. Nasze idee nie muszą być przyjęte, nie jest istotne czy ktoś się z nimi zgadza, ważne jest czy skłaniają odbiorcę do refleksji i przemyśleń. Taka twórczość niesie najwięcej wartości, bo największy jest jej potencjał wytwarzania refleksji. Ta reguła odnosi się do każdej ze sztuk. Mnie najbliższe jest pisanie, ale malarstwo, rzeźba, muzyka etc., równie skutecznie prowadzą do pogłębionego przeżywania w odbiorcach.
Pamiętajmy, że twórczość twórczości nierówna — ta, która najsilniej skłania do myślenia, niesie ze sobą wielką wartość.

Przetwarzanie swojego wewnętrznego świata w sztukę jest procesem, w którego trakcie porządkujemy myśli i tenże świat. Sam dostrzegam, jak konkretyzują się pojęcia, o których piszę, nie tylko w zdaniach przelanych na papier, ale także w moim rozumieniu. Koncepcje układają się w logiczne ciągi i struktury, których wcześniej nie było. To tak jakby mieć zbiór przypadkowo rozrzuconych cytatów, które w miarę pracy twórczej zaczynają się układać w akapity, następnie w rozdział, a wreszcie w całą książkę. Tworzenie jest wartościowe, bo porządkuje myśli, zamienia chaotyczną refleksję w uporządkowaną, wzmacnia je przesłanie i czyni lepszym fundamentem dalszych rozważań.

Wraz z porządkowaniem następuje proces pogłębiania refleksji. Myśli nabierają klarowności i łatwo widoczne stają się elementy, w których warto drążyć. Otwarte pytanie same się ujawniają, możemy się nimi zająć, zacząć szukać odpowiedzi. Niejednokrotnie stawałem w sytuacji, gdy praca artykułem wytwarzał zalążek kolejnego, aby daleko nie szukać, ten tekst jest konsekwencją mojej nieudanej pracy nad tekstem o granicach wolności. Niemożność ujęcia wolności w logiczną formę uświadomiła mi konieczność cofnięcia się do idei wartości (w tym mojej hierarchii) i zrozumienia etyki stoickiej. Twórczość jest wartościowa, bo dodaje refleksji głębi.

Na koniec obserwacja: by twórczość spełniała swoją funkcję szerzenia idei, musi być wolna od cenzury. Tutaj zagrożeniami są cenzura systemowa, społeczna i religijna. Jest istotnym, by bronić wolności do nieskrępowanej ekspresji twórczej, co łączy nas z wartością wolności.

Praca

Kiedy zajęci jesteśmy walką o przetrwanie, kiedy głodujemy i zabiegamy o jedzenie, by nie umrzeć, kiedy brakuje nam schronienia i ochron przed żywiołami – poświęcenie czasu na refleksję jest niezwykle trudne. Wzbraniam się przed określeniem „niemożliwe”, ale blisko mu do niemożliwości. Uzyskawszy do dyspozycji podstawowe środki finansowe jako zapłatę za naszą pracę, takie, które pozwalają się najeść, odziać i zapewnić dach nad głową, niezmiernie zwiększamy przestrzeń do refleksji. Nie ma drugiego tak znaczącego skoku w naszej refleksyjności, jak ten zapewniany przez minimum bytowe.
Praca zapewnia przetrwanie, a tylko istniejąc, możemy być refleksyjnymi, jest więc wartością.

Po wykonaniu skoku od ubóstwa do minimum bytowego jest jeszcze jedno istotne przejście związane z pracy i jest to zapewnienie bezpieczeństwa materialnego. Przechodzimy do sytuacji, w której nie tylko nie musimy walczyć o jedzenie i schronienie, ale mamy poczucie, że nasze podstawowe potrzeby są zabezpieczone, nawet jeśli wydarzy się coś niekorzystnego (np. utrata pracy). Nasz świat nie legnie w gruzy i nie wrócimy do walki o przetrwanie. Mamy zasoby finansowe (oszczędności), które pozwalają zapewnić sobie byt przez pewien czas, w którym oczekujemy, że znajdziemy rozwiązanie kłopotów finansowych.
Poczucie bezpieczeństwa płynące z posiadania pracy, która pozwala oszczędzać środki, daje spokój duch, który możemy przetworzyć w przestrzeń do refleksji, czyli praca, która je oferuje, jest wartościowa.

Koncentruje się tu na finansowych aspektach zatrudnienia, co jest związane z tym jaka jest moja relacja z pracą. Wiem, że są ludzie, którzy z pracy czerpią satysfakcję, poczucie spełnienia i temu podobne. Ja nie mam tej przyjemności, moja obecna praca ostatnimi czasy jest dla mnie transakcją czysto finansową.

Mała dygresja, jeśli chodzi o pieniądze jako wartość, bo ten punkt, mógłby w moim przypadku równie dobrze nazywać się „Pieniądze”. Pamiętajmy, że pieniądze mają malejącą wartość. Co przez to rozumiem? Przejście od zera złotych do tysiąca złotych na miesiąc to różnica między być albo nie być. Przejście od stu tysięcy do stu jeden tysięcy nie ma żadnego znaczenia. Im więcej mamy pieniędzy, tym mniej warte są kolejne, które zdobywamy.
Jeśli ktoś ma dość pieniędzy, a wciąż zarabia więcej, może znajdzie natchnienie w następującej refleksji:
Kiedy mój byt jest zabezpieczony, kolejny tysiąc na kącie nie zwiększy mojej refleksyjności. Ten sam tysiąc przekazany na organizację charytatywną i trafiający do osoby, która cierpi niedostatek, lub przynoszący ulgę choremu, ma szansę zwiększyć ich zdolność do refleksji. Jest bardziej wartościowym przekazanie pieniędzy tam, gdzie przynosząc ulgę od cierpienia, niż gromadzeni ich w kieszeni gdzie nie przynoszą nic.

W podsumowaniu dzisiejszego artykułu hasłowo rzucę kilka wartości, których nie ma w mojej hierarchii, ale mogą znajdować się w waszej:
Czy zdrowie jest wartościowe? Tak, zwykle trudniej jest zachować refleksyjność w chorobie. Z wiekiem jego znaczenie rośnie.
Czy rodzina jest wartościowa? Tak, w szczególności posiadanie dzieci, bo tworzymy całkiem nowe byty refleksyjne!
Czy dobroczynność jest wartościowa? Tak, przemieszcza zasoby od osoby, u której nie poprawiają one refleksyjności, do osób, u których mogą być kluczem do jej odblokowania.
Zachęcam, byście podzielili się tym, co wy uważacie za wartościowe i czy wpasowuje się to w postrzeganie wartości przez pryzmat stoicki!

Podsumowując, nowoczesne podejście do etyki stoickiej stawia w centrum pojęcie refleksji i ją czyni kwintesencją dobra. Z takiej etyki można wywodzić wartości i ich hierarchię, jak przedstawiłem na moim przykładzie. Z takiej etyki można też wydedukować moralność i społeczne rozumienie takich pojęć jak „wolność”, ale o tym już w kolejnym artykule.

BIBLIOGRAFIA
[1] Tomasz Mazur, „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji”, https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/publication/90553/edition/81042/content
[2] Tomasz Mazur, „Ze stoickim spokojem”, https://zestoickimspokojem.pl/