Czy ważniejsza jest przyjaźń, czy praca? Czy większe znaczenie mają pieniądze, czy tężyzna fizyczna? Czy cenię wyżej duchowość, czy podróże do egzotycznych krajów? Powyższe pytania, są przykładami pytań, o wzajemną relację między wartościami. Odpowiedzi na nie ustawiają wartości w hierarchiczną strukturę, uporządkowaną od tego, co najcenniejsze, do tego, co najmniej istotne. Ta struktura to hierarchia wartości. Każdy z nas jakąś hierarchię wartości ma, nawet jeśli nie spisał jej nigdy na kartce, nie wypowiedział jej nigdy słowami, czy nawet, nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia. Jeśli jesteś w stanie odpowiedzieć na pytania powyżej, to znaczy, że masz swoją hierarchię wartości.
Zachęcam was, by zatrzymać się na chwilę i rozważyć następujące kwestie: Czy mam fizyczny zapis swojej hierarchii wartości? Czy potrafię wyrecytować, jaka jest moja hierarchia wartości? Czy kiedykolwiek świadomie analizowałem i zmieniałem swoją hierarchię wartości? Cześć z was na wszystkie powyższe pytania odpowie negatywnie. To znaczy, że wasza hierarchia wartości jest nieuświadomiona, że jest intuicyjna. W takim układzie można swobodnie funkcjonować i podejmować decyzje. Uważam jednak, że to za mało. Hierarchia wartości jest tak istotna, że kluczowe jest, by była dostępna dla świadomego, logicznego umysłu. To warunek konieczny, by została poddana krytyce. Każdy skorzysta na logicznym przeanalizowaniu fundamentalnych wartości i zmian ich układu w zależności od wyników takiej operacji — czasem będzie to oznaczać proste przeszeregowanie, czasem porzucenie pewnych wartości lub adaptację nowych. Jak już wspomniałem, hierarchia porządkuje to, co ważne od najbardziej do najmniej istotnego. Uporządkowanie ma sens jedynie, jeśli nie dopuszcza remisów, czyli realnie oddziela od siebie wszystkie wartości. Bo jeśli wszystko ma wysoki priorytet, to nic nie ma wysokiego priorytetu. Może się tak zdarzyć, że dwie wartości będą blisko siebie, tak że trudno będzie między nimi wybrać, wtedy naszym zadaniem jest znalezienie różnicujących je argumentów i wzajemne uporządkowanie. Co dokładnie znajdzie się na liście wartości, jest kwestią indywidualną. Przestawię swoją wersję, ale wasze mogą być odmienne. Możecie myśleć o wartościach kategoriami szerszymi, niż ja to czynię, lub węższymi. Wasze wartości mogą się w pokrywać z moimi lub od nich odbiegać. Nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Zależnie od sytuacji i indywidualnych okoliczności, można przytaczać argumenty na diametralnie różne uporządkowania. Co więcej, lista może się zmieniać z czasem. Nie dlatego, że kiedyś była błędna, tylko dlatego, że zmieniają się zewnętrzne i wewnętrzne okoliczności. Hierarchia wartości nie jest wyrytą w kamieniu ostateczne prawda, jest żywym tworem, podatny na logiczną krytykę i zmienne koleje losu. Postaram się teraz przedstawić moją hierarchię wartości, sposób, w jaki o niej myślę, jak ją uzasadniam i nad jakim jej aspektami pracuję.
Jak wygląda moja hierarchia wartości?
Kiedy myślę o hierarchii wartości, to koncentruję się na pięciu czołowych elementach. To pozwala ograniczyć zakres dociekań do tego, co ważne. Mam ograniczoną ilość czasu do dyspozycji, nie ma potrzeby, by spędzać go na rozstrzyganiu różnicy między miejsce 50 a 51. Kiedy myślę o elementach tej listy, myślę o tym, co jest ważne i co jest niezbędne, zostawiam na boku to, co przyjemne – przyjemności znajdują drogę do mego grafiku samoistnie. Nie wszystko, co robię w życiu, odnosi się do pierwszej piątki wartości, ale upewniam się, że większość tego, co robię, wynika bezpośrednio z tych punktów. Jeśli tak nie jest, jest to dla mnie znak kłopotu, że muszę przewartościować hierarchię lub popracować nad jej realizacją w praktyce. Moja piątka przedstawia się następująco (w kolejności od najważniejszego): trzeźwość rozwój osobisty relacje partnerskie twórczość praca.
Pokrótce wyjaśnię dlaczego, jakie są argumenty za takim wyborem i kolejnością. Na szczycie znajduje się trzeźwość, tu argument jest prosty: bez trzeźwości moje życie runie w gruzy, jest ona fundamentem niezbędnym dla budowania reszty. Musi być priorytetem, bo bez niej kolejne punkty nie zostaną zrealizowane. Na drugim miejscu mamy rozwój osobisty. Wynika to przede wszystkim z tego, że jest on niezbędnym wsparciem dla trzeźwości, drugą stroną tej samej monety. W pewnym sensie proces trzeźwienia polega na nieustannej ucieczce naprzód, która jest właśnie rozwojem osobistym. Bez rozwoju trzeźwość jest zagrożona, musi więc być on na drugim miejscu. Na trzecim plasuje relacje partnerskie, termin szeroki i dość mglisty. Rozumiem przez to tworzenie i utrzymywanie zdrowych relacji z innymi ludźmi. Obejmują one relacje przyjacielskie, rodzinne, romantyczne. Obejmują moje pragnienie założenia rodziny i posiadania dzieci. Są dwa powody dla tak wysokiego miejsca relacji: pierwszy, to moje stoickie przekonanie, że relacje są niezbędne do właściwego rozwoju osobistego, są niezastąpionym materiałem i pożywką dla tegoż. Drugie, to stoickie zorientowanie na działanie dla dobra powszechnego, które w mojej opinii najpełniej przejawia się w relacjach z innymi. Na czwartym miejscu mamy twórczość. Plasuje się ona w pierwszej piątce, gdyż jest ogromnym wsparcie dla zarówno trzeźwości, samorozwoju, jak i relacji. Stanowi formę autoterapii, pozwalającej mi przepracować wiele złożonych aspektów mojego funkcjonowania. Jest też źródłem wielkiej radości i poczucia spełnienia – stymulacja układu nagrody w mózgu. Sposobem na zdrowe wykorzystanie czasu. I wreszcie pretekstem do wchodzenia w relację z ludźmi. Cztery pierwsze punkty były ze sobą powiązane, przenikały się i wspierały wzajemnie, piąty – praca – wyłamuje się z tego schematu. Znajduje się tutaj z konieczności. Zarobkowanie jest potrzebne do tego, bym mógł podtrzymać swoją egzystencję. Płacić rachunki, kupować jedzenie, realizować niektóre aspekty pozostałych życiowych priorytetów. W idealnej sytuacji chciałbym ją relegować poza pierwszą piątkę, by zrobić miejsce innym celom. Wypracowanie obecnego kształtu mojej hierarchii wartości zajęło mi około roku, co około trzy miesiące tworząc kolejną wersję. Teraz nadchodzi kolejna runda prac skoncentrowana nie na samej drabince, z której jestem zadowolony, ale na doprecyzowaniu jej elementów. Przykładowo, trzeci punkt, relacje partnerskie, jest szeroki i niejasny, wyraźnie rozleglejszy od pozostałych. Chcę z niego wyłuskać najbardziej kluczowe rodzaje relacji i na nich się skupić, ustalić hierarchię wewnątrz hierarchii. Czy najważniejsze będzie założenie rodziny i posiadanie dzieci, czy pogłębienie istniejących przyjaźni, czy zbudowanie nowych? Na tego typu pytania będę szukał odpowiedzi. Hierarchia wartości jest projektem na całe życie. Powinna ulegać zmianie, w miarę jak my się zmieniamy, jednocześnie wskazując kierunek tych zmian. Warto by była poddawana okresowym przeglądom, logicznej ocenie poszczególnych elementów, tak by nie prowadziła nas na manowce. Z każdym z jej punktów związać trzeba konkretne działania, które go realizują. Stworzyć przykłady, które ułatwią nam stosowanie ich w przyszłości. Ta część pracy także jest przede mną. Chcę nadawać głębię każdemu z moich priorytetów, aż staną się dla mnie krystalicznie jasne.
Dlaczego hierarchia wartości jest ważna?
Hierarchia wartości nie jest abstrakcyjną, teoretyczną koncepcją, przeciwnie, jest dalece praktycznym narzędziem. Za każdym razem, gdy podejmujemy decyzję, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, przywołujemy swoją hierarchię wartości. Pytanie, czy chcemy aktywnie kształtować nasz aparat decyzyjny. Jeśli nie, dzisiejszy wpis był małą intelektualną przygodą bez konsekwencji. Jeśli jednak chcemy, by nasze rozumienie tego, co jest ważne, miało solidne podstawy i logiczne uzasadnienie, musimy poświęcać czas i wysiłek na pracę z wartościami, w czym mam nadzieje ten tekst nieco pomoże.
Przejrzysta hierarchia wartości to jeden ze sposobów zaprowadzania porządku w naszym wewnętrznym świecie, budowania zaufania do samego siebie i decyzji, które musimy podejmować, a które bywają bardzo trudne.
W kolejnym wpisie spojrzę szczegółowo na proces podejmowania decyzji i jak wiąże się on z hierarchią wartości, skorzystam przy tym z osobistego przykładu. Jeśli dzisiejszy artykuł was zaciekawił, zapraszam na kontynuację w przyszłą środę.
Ostatni wpis serii o alkoholu omawia jego psychoaktywne działanie oraz negatywny wpływ na społeczeństwo. Alkohol wywołuje efekty takie jak pobudzenie, stłumienie lęku i ułatwienie komunikacji, ale również prowadzi do uzależnienia i przestępczości. Dodatkowo analizowane są koszty społeczne związane z jego spożyciem.
Dzisiejszy wpis jest ostatnim z serii poświęconej alkoholowi. Do tej pory omówiliśmy: 1. Wpływ alkoholu na zdrowie 2. Uzależnienie od alkoholu 3. Dlaczego pijemy Ostatni część poświęcona będzie dwóm zagadnieniom. Po pierwsze spojrzymy na to, jakie jest psychoaktywne działanie alkoholu. Co alkohol robi w naszym mózgu, jakie stany wywołuje. Po drugie, zgłębimy szkody, jakie alkohol przynosi społeczeństwu i dlaczego jego funkcjonowanie w kulturze, jest problemem nas wszystkich, nawet tych, którzy nie piją.
Jak alkohol działa na psychikę? ([1], [2], [3])
Z grubsza rzecz ujmując, alkohol wywołuje trzy pożądane efekty psychiczne: pobudzenie psychomotoryczne (haj) – efekt zbliżony do działania stymulantów (np. amfetaminy), przypływ energii i chęci do działania, większa chęć do rozmowy, tańca, śpiewu, zanik senności. Stłumieni lęku – efekt wspólny z innymi depresantami (np. heroiną), obniżenie odczuwane lęku, uczucie ulgi i spokoju, odprężenie. Może, być połączone ze wzrostem senności. Ułatwienie komunikacji interpersonalnej – nie jest to osobny efekt, raczej pochodna dwóch pierwszych. Pobudzenie ułatwia inicjowanie konwersacji, wchodzenie w kontakt fizyczny (czasem niepożądany). Ograniczenie lęku ułatwia wyrażanie swojego zdania, wdawanie się w rozmowy, mówienie i robienie rzeczy „odważnych” (w tym niebezpiecznych). Nie wszyscy doświadczają wszystkich tych efektów jednakowo. Część osób doświadcza tylko tłumienia lęku, co ich odpręża, ale nie doznają pobudzenia lub tylko niewielkie. Część osób doświadczy pobudzenia, ale nie tłumienia lęków. Jest grupa osób, która nie doświadczy żadnego z tych efektów – to szczęśliwcy, którzy nie rozumieją, dlaczego ktoś pije alkohol, zazwyczaj niepijący albo pijący symbolicznie. Niektóre osoby, doświadczają wszystkich trzech stanów. Do nich zaliczam się i ja. To grupa ryzyka, jeśli idzie o uzależnienie. Temat uzależnienia już przerobiliśmy [LINK]. Tutaj chce tylko uczulić te osoby, które odczuwają pobudzenie po zażyciu alkoholu, by bardzo ostrożnie podchodziły do swojej relacji z alkoholem. Z trzech efektów silne pobudzenie jest najrzadziej spotykane, jest raczej wyjątkiem, niż regułą. Alkohol jest depresantem, środkiem uspokajającym, działanie stymulujące jest tu nietypowe. Jak wspomniałem wyżej, warto zwracać na nie uwagę, bo może być znakiem ostrzegawczym przed uzależnieniem, a nawet jeśli nie, to może prowadzić do przeciągającego się imprezowania i większego spożycia, które jest szkodliwe dla zdrowia. Występowanie wszystkich powyższych efektów zależy od osoby, od dawki alkoholu, od chwilowego samopoczucia, od stanu zdrowie i wielu innych czynników. Z tego względu mówi się, że alkohol ma działanie nieswoiste, czyli zmienne i trudne do przewidzenia. Wszystkie trzy efekty są efektami krótkotrwałymi, tłumienie lęku może trwać najdłużej, ale towarzysząca mu ulga zanika szybko. Wszystkie trzy zaczynają zanikać kilkanaście minut po spożyciu, ustępując miejsca objawom odstawiennym: spadkowi poziomu energii, napięciu i niepewności, dezorientacji, senności. Te objawy są długotrwałe i wiążą się z zasadniczym działaniem alkoholu: centralny układ nerwowy zaczyna spowalniać. Są one na tyle nieprzyjemne, że stanowią zachętę do zażycia kolejnej dawki, która je natychmiastowo uśmierzy, odtwarzając efekt krótkotrwały. Celem większości pijących, jest tak pokierować spożyciem, by objawy odstawienne przespać – zostawiając radzenie sobie z nimi podświadomości. Jest wiele innych niepożądanych objawów zatrucia alkoholem, które albo pojawiają się po odstawieniu, albo idą w parze z objawami pożądanymi, aby wymienić kilka: zaburzenia równowagi i koordynacji, zaburzenia pamięci, zaburzenia zdolności podejmowania decyzji, zaburzenia mowy, zaburzenia logicznego i abstrakcyjnego myślenia, zaburzenia kontroli impulsów, lęki, obniżone samopoczucie, odczucie bezsilności, zaburzenia popędu seksualnego itd.. Ważnym i niebezpiecznym objawem zażycia alkoholu jest zwiększenie agresji. Nie występuje u wszystkich i zawsze, ale może się pojawić i wywołać bardzo niebezpieczne sytuacje. Wyższy poziom agresji w połączeniu z zaburzeniami kontroli i logicznego myślenia tworzy wybuchową mieszankę, która sprowadza nas do trzeciego dzisiejszego pytania.
Jak alkohol wpływa na dobrostan społeczeństwa? ([4], [5], [6])
Kryminogenność Pośród powszechnie używanych narkotyków, alkohol jest najczęściej wiązany z przestępczością, jest kryminogenny. Kilka statystyk dla USA: w 37% przypadków gwałtu, sprawca jest pod wpływem alkoholu w 27% napaści z użyciem przemocy, sprawca jest pod wpływem alkoholu w 66% przemocy domowej, sprawca jest pod wpływem alkoholu w 40% przypadków przemocy przeciw dzieciom, sprawca jest pod wpływem alkoholu. Statystki w Polsce (dane z 2019 roku) kształtują się, jak następuje: gwałt – 60% sprawców pod wpływem alkoholu pobicia – 73% sprawców pod wpływem alkoholu zabójstwo – 80% sprawców pod wpływem alkoholu. Nie będę się rozpisywał i zostawię te statystyki bez dalszego komentarza.
Koszty finansowe ([7]) Wielu ludzi uważa, że państwo zarabia na sprzedaży alkoholu. Przecież pobiera akcyzę, podatek VAT, opłaty za koncesję itp.. Rzeczywistość jednak nie jest tak różowa dla krajowego budżetu. Podatek akcyzowy pokrywa, w przybliżeniu, koszty, jakie ponosi system opieki zdrowotnej, wynikające z leczenia chorób i urazów związanych ze spożywaniem alkoholu. To jednak niejedyny koszt, jaki ponosimy. Alkohol powoduje też spadek produktywności. Powoduje utratę czasu pracy na leczenie skutków picia. Skraca produktywne lata życia, niszcząc zdrowie i powodując przedwczesną śmierć. To koszty, których nie pokrywa żaden podatek lub danina. Akcyza na alkohol musiałaby wzrosnąć trzykrotnie, by zbliżyć się do poziomu pozwalającego je skompensować.
Autor postu dzieli swoje przemyślenia na temat alkoholu w sześciu hipotezach, które odzwierciedlają różne motywy jego spożywania. Przedstawia wpływ alkoholu na psychikę, przyzwyczajenia kulturowe oraz mechanizmy uzależnienia. Zachęca do refleksji nad własnymi powódami picia oraz ich konsekwencjami, podkreślając, że żaden powód nie jest naprawdę dobry.
Cykl ten miał być trylogią, ale po spisaniu ostatniej części, zdecydowałem, że podzielę ją na dwie. Pierwsza, podejmie próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego pijemy alkohol? Druga, opiszę wpływ alkoholu na psychikę i skutki, jakie niesie spożywanie alkoholu, dla społeczeństwa. Przypominam tutaj, że do tej pory omówiliśmy: 1. Wpływ alkoholu na zdrowie 2. Uzależnienie od alkoholu
Ten wpis ma być zachętą do dyskusji nad powodami dla których pijemy alkohol. W poniższym tekście przytoczę tę, które przyszły mi do głowy. Wiem jednak, że jestem stronniczy, dlatego chciałbym usłyszeć od was: dlaczego pijecie?
Przedstawię sześć nie wykluczających się wzajemnie hipotez, każda z nich może być prawdziwa dla innej grupy ludzi. Co więcej, kilka może być jednocześnie prawdziwych dla jednego człowieka. Przy tych, z którymi sam miałem z nią doświadczenia, postaram się przedstawić przykład wzięty z mojego życia.
Kursywą wyróżniam autobiograficzne fragmenty.
Hipoteza 1: Co ukoi mój strach czyli psychotropy bez recepty Kiedy wychodzę na spotkanie ze znajomymi czuję strach. Jeszcze nim wyruszę z domu, kręcę się, spoglądam nerwowo na zegarek. Wychodzę za wcześnie, znowu będę przed czasem. Mam nadzieje, że to nie problem, ale może jednak tak. Jaki dzisiaj będę? Radosny czy zgaszony? Jeśli zgaszony to czy będą mnie dalej lubić? Co będzie jak przestaną mnie lubić? Zostanę całkiem sam! Tak się nie da, tak się nie da… dzwonię do drzwi i zakładam, na twarz najbardziej wyjściowy uśmiech. Strach mnie jednak nie opuszcza, nie będę się dobrze bawił jeśli czegoś z nim nie zrobię. To typowa sytuacja z jaką mierzyłem się przez większość mojego życia. Strach nawiedzał mnie zawsze kiedy musiałem znaleźć się w grupie osób. Nie miało znaczenia czy te osoby były mi obce, czy znałem je dobrze. Budzę się rano i boję się wyjść spod kołdry. Nie chcę. Mam wrażenie, że jeśli odrzucę pościel to stanie się coś strasznego, coś czemu nie podołam. Kręcę się z boku na bok, zaciskam oczy udając, że nie widzę światła świtu. Mijają minut, a ja nadal się boję. Jak mam funkcjonować w takim stanie? Lęk towarzyszył mi przez całe dnie. Najmocniej uderzał rano, zaraz po przebudzeniu, ale i w ciągu dnia przychodził falami. Czy wiecie, że alkohol ma silne działanie przeciwlękowe? Działa bardzo szybko, już kilka minut po zażyciu, pojawia się uczucie ulgi, towarzyszy mu lekkie pobudzenie i wzrost chęci do działania. Pobudzeni mija szybko, ale działanie przeciwlękowe utrzymuje się od 45 minut do godziny. Kiedy ustaje, lęk wraca wzmocniony, o ile źródło lęku nie zniknęło w międzyczasie. To prowokuje do zażycia kolejnej dawki, a po niej kolejnej i kolejnej, i tak aż do utraty przytomności („zaśnięcia”). Przerabiałem ten schemat setki razy. Strach jest naturalną i zdrową emocją. Nie jest zły, choć bywa trudny. Niesie dla nas informację, znika kiedy zostanie zrozumiany, kiedy informacja dotrze do celu czyli naszego świadomego umysłu. Jeśli zostanie chemicznie stłumiony nie może wykonać swojego zadania. Nawet jeśli jego przyczyna zniknie, pozostanie w naszym bagażu nieprzeżytych emocji. Alkohol pozwalał mi mówić do ludzi. Strach i niepewność znikały w oka mgnieniu. Mogłem zacząć żartować, opowiadać historię, śpiewać piosenki. Przestawałem się bać. Bez alkoholu, nie chciałem być między ludźmi, bo czułem dyskomfort. Nawet z bliskimi znajomymi, nawet z rodziną, nie chciałem się zadawać na trzeźwo, bo się bałem. Kiedy wchodzimy w grupę ludzi odczuwamy niepokój. Niektórzy z nas odczują strach czy lęk. To naturalne odczucia, których źródło dało by się wywieść od naszego ewolucyjnego dziedzictwa i tego jak ważne było w nim stado. Kiedy spojrzycie na grupę dzieci, które właśnie spotkały się po raz pierwszy, dostrzeżecie tą samą ostrożność, niepewność, strach. Kiedy spojrzycie na nie kilka minut później, będą już razem biegać i skakać. Dokonały czegoś, czego wielu dorosłych nie potrafi: poznały się nawzajem, rozproszyły swoje obawy i, swoją odwagą, przezwyciężyły lęk. Wielu dorosłych, w tym i ja, delegowało ten proces w całości na alkohol, tak, że zatracili umiejętność przełamywania barier z innymi bez pośrednictwa substancji. Nie każdy lęk można przezwyciężyć, nie na każdy lęk jest odwaga. Jeśli jego źródłem są głębsze zaburzenia, może być potrzebna interwencja psychologa (psychoterapia) i/lub psychiatry (leki). Skorzystanie z takiej pomocy nie jest oznaką słabości, przeciwnie jest oznaką siły, dojrzałości i rozsądku. Mam zaburzenia lękowe. Kiedyś leczyłem je alkoholem. Obecnie zażywam antydepresanty z grupy leków zwrotnego wychwytu serotoniny (z przepisu lekarza psychiatry) i bardzo sobie je chwale. Mają one następujące przewagi nad alkoholem: + nie uzależniają + nie powodują raka + nie powodują uszkodzeń mózgu + nie powodują kaca + działają 24 godziny na dobę, a nie tylko do godziny po zażyciu + pełna lista czego SRI nie robią w artykule o wpływie alkoholu na zdrowie Jeśli potrzebujecie leku, udajcie się do lekarza. Nie polegajcie na byle czym, tylko dlatego, że możecie to kupić bez recepty w najbliższej żabce!
Hipoteza 2: Kalka społeczna czyli „zawsze tak było” Kiedy dorastałem, alkohol był częścią większości spotkań: wesela, komunie, imieniny, urodziny, święta. Kiedy trafiłem do liceum i sam zacząłem pić, alkohol był częścią każdego spotkania z kolegami: domówki, ucieczki ze szkoły, urodziny, granie w gry. Kiedy poszedłem na studia, ze znajomymi wychodziło się na piwo, na drinka, na wódkę. Nikt nie zadawał pytania: hej, a właściwie to po co nam tu ten alkohol? Jego obecność była jako powietrze, po prostu jest. I jak powietrze, był przezroczysty, niewidzialny, niezauważalny, niekwestionowany. Przyzwyczajenie jest potężną siłą w naszym życiu. Ja przyzwyczaiłem się, że zawsze kiedy spotykam się ze znajomymi, musi temu spotkaniu towarzyszyć alkohol. Tak było zawsze, tak jest, i tak będzie. Dlaczego? Przyzwyczajenie jest potężnym czynnikiem w naszym życiu. Setki drobnych i wielkich decyzji, które podejmujemy, pozbawione są refleksji, bo wypływają wprost z przyzwyczajenia. Z okresu swojego wychowania i dojrzewania wynosimy bagaż wzorców, czasem świetnych i użytecznych, czasem toksycznych, czasem obojętnych. Bagaż powiększa się w miarę jak idziemy przez życie. Dochodzą nowe wzorce, istniejące wzorce są utrwalane albo eliminowane. Proces ten zazwyczaj zachodzi poza naszą świadomością. Rzadko jest logiczną analizą istniejących schematów, refleksyjnym przewartościowaniem naszego zachowania i naszych automatycznych założeń. Alkohol pełni obecnie w kulturze europejskiej rolę społecznego kleju. Jest nieodłącznym towarzyszem spotkań towarzyskich, czy to na wysokich szczeblach ludzi znanych i wpływowych, czy na nizinach społecznych pośród prostych robotników. Wszyscy w toku naszego życia zetknęliśmy się ze schematem spotkania towarzyskiego pod zbiorczym tytułem „chodźmy na piwo, pogadamy”. Dla wielu z nas, ten wzorzec jest typowy dla interakcji społecznych. Dla niektórych, jest jedyny. Kiedy ostatnio zadaliście sobie pytanie, dlaczego spotykam się z kolegą/koleżanką przy alkoholu? Kiedy ostatnio poddaliście refleksji, jaką rolę spełnia alkohol w waszych życiu towarzyskim? Kiedy ostatni sprawdziliście, czy jest wam potrzebny do czegokolwiek? Nieczęsto wychodzę na spotkania towarzyskie na których może się pojawić alkohol, ale zdarza mi się to od czasu do czasu. Ostatnio miałem przyjemność w takiej okazji uczestniczyć. Wydarzenie nie było mocno alkoholowe, większość uczestników nie piła, jednak substancja przewijała się, w bardzo klasyczny sposób, znany z miliona domówek w tym kraju. Przez cały wieczór, od czasu do czasu, pojawiało się we mnie pytanie: po co? Co by się zmieniło, gdyby alkoholu na tej imprezie nie było wcale? Byliśmy zgraną grupą, znającą i lubiącą się nawzajem. Rozmowa kleiła się bez problemu, także dla tych, którzy nie pili. Jestem stronniczy, więc możliwe, że czegoś nie dostrzegam, ale mój wniosek był taki, że alkohol na tym spotkaniu to był tylko kwiatek do kożucha, byłoby równie udane i bez niego. Świętujemy przy użyciu alkoholu, wznosimy toasty: na Nowy Rok, na urodziny, na zdrowie (ta ponura groteska) i tak dalej. Stworzyliśmy społeczną kalkę wpisującą alkohol w rytuał świętowania – ciekawym byłoby prześledzić jak to się stał [1]. Odgrywamy scenki przy jedzeniu, zwykle z winem, odnoszące się do ponoć niezwykłego związku tego trunku ze smakiem potraw. Nie pytamy: jak substancja, która paraliżuje nasze kubki smakowe, ma pomóc w smakowaniu czegokolwiek? Nie poddajemy naszych przekonań logicznej refleksji. Zachęcam was byście zerknęli na własną relację z alkoholem, na sytuacje w których oczekujecie, że będzie alkohol, w których wydaje się wam obecność alkoholu naturalna. Na przyzwyczajenia, które wiążecie z tym narkotykiem. Jestem ciekaw co odkryjecie, dajcie mi znać!
Hipoteza 3: Pobudź mnie czule czyli zaskakujący stymulant Padam na twarz, za chwilę zasnę na stole. Szybko, no gdzie to piwo. O, jest. Duży łyk, jeszcze jeden i jeszcze jeden. Już czuję, że mogę podnieść głowę, nie zasnę. Kolejny. Kufel jest pusty. Mniej niż 10 minut. Dobra. Następne. Już trochę wolniej, ale i tak poniżej 20 minut. Kolejne. Pół godziny i z głowy. No teraz to mogę zaczynać wieczór. Po senności nie ma śladu, strach zniknął, mam moc i energię. Jest dziewiąta wieczorem. Skończę zasypiając (tracąc przytomność?) o piątej nad ranem. U około 10-15% populacji alkohol wywołuje niezwykły efekt – zamiast swojego zwyczajowego spowolnienia i otępienia powoduje pobudzenie i uczucie wzrostu energii, działa jak klasyczny stymulant! Jednocześnie uśmierza strach i powoduje rozluźnienie, działa jak klasyczny depresant! Jest to niezwykłe połączenie. Nie znam drugiej substancji psychoaktywnej, która miała by podobny efekt. To zjawisko jest czynnikiem ryzyka w zachorowaniach na uzależnienie od alkoholu. Osoby w ten sposób reagujące na alkohol, nie mają naturalnego hamulca, jakim jest dla większości: wypiłem za dużo, zasypiam. Dzieje się odwrotnie, im więcej wypiją tym są bardziej pobudzone. Piją w efekcie więcej, a także częściej, bo postrzegają dodatkowe korzyści z kontaktu z alkoholem. Jest więcej sytuacji, w których są gotowe sięgnąć po substancje. Większość ludzi gdy jest zmęczona, nie pija wcale albo pije mniej. Ja robiłem wręcz przeciwnie, im bardziej czułem się zmęczony, tym chętniej sięgałem po alkohol, by się pobudzić. Kiedy wychodziłem z domu oczy mi się same zamykały. Byłem niewyspany, skacowany. Umówiłem się jednak ze znajomym na mieście. Zbierając resztki energii dostałem się do tramwaju. Ledwo mogłem usiedzieć nie zasypiając. Przed oczami miałem mroczki. Dotarłem na miejsce, do jednego z lokali w centrum. Kolega stwierdził, że też jest zmęczony, trzeba się więc obudzić. Zamówiliśmy butelkę wódki i piwo na głowę. Podziałało. Nie pamiętam, co się działo w kolejnych godzinach (palimpsest alkoholowy), następna klatka to inny lokal w centrum. Kolegi już nie ma, a ja tańczę szaleńczo na parkiecie. Lokal pustoszeje. Jest piąta nad ranem. W końcu i ja wychodzę, chociaż mógłbym cisnąć jeszcze dłużej. Budzę się pod wieczór. Okazuje się, że zgubiłem okulary. Chyba przeszkadzały mi w tańczeniu. Idę do monopolowego po piwo, żeby się nieco obudzić. Jeśli obserwujecie u siebie silnie pobudzające działanie alkoholu, nie chodzi tu o chwilowe pobudzenie zaraz po zażyciu, tylko efekt trwający około 45-60 minut, powinniście szczególnie uważać na swoją relację z alkoholem. Jeśli nie wiecie do końca jak to sprawdzić, to następujący test może pomóc, choć go nie polecam bo wymaga picia alkoholu (lepiej nie testować i po prostu przestać pić): wypijcie szybko szklankę wódki (200 ml). Odczekajcie kilka(naście) minut. Czujecie senność czy pobudzenie? Jeśli czujecie pobudzenie, jesteście we wspomnianych wyżej 15 procentach. Najlepsza rada jaką dla was mam: rozstańcie się z alkoholem. Nie eksperymentujcie, nie testujcie granic, nie zakładajcie, że znacie jakiś umiar. Każda z tych rzeczy was zwiedzie, a alkohol ma dla was tyle teoretycznej użyteczności, że ryzykujecie, że staniecie się od niego zależni.
Hipoteza 4: No przecież jak wypiję to jestem fajniejszy! Prawda? Prawda?! Wychodzę na parkiet. Za chwilę moje kocie ruchy oszołomią wszystkich zgromadzonych. Zaczynam taniec, jestem jak natchniony, wyginam się wbrew prawom fizyki, moje ruchy są idealnie zgrane z rytmem piosenki. Ale to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo. Wracam po kolejnymi piwie. Nie wiem jak to możliwe, ale tańczę jeszcze lepiej. Za chwilę wszystkie kobiety w lokalu padną mi do stóp. Jestem królem tańca! Tylko dzięki alkoholowi, na trzeźwo jestem w tym beznadziejny, tylko komuś nogi podepczę. O kurwa, na coś nadepnąłem… a jakaś zołza podlazła mi pod buty, uważaj gdzie łazisz, ja tu tańczę! Wielu pijących tego doświadcza: poczucie, że mogą więcej, że są stają się lepsi i fajniejsi, lepiej tańczą, gadka im się klei, żarty są śmieszne jak nigdy, a jak wsiądą za kółko, to mogą startować w rajdach! Mamy poczucie, że startujemy z niskiego pułapu, że jesteśmy kiepscy, mało interesujący, a ten magiczny napój dodaje nam sił, czaru i umiejętności. Wiemy jednak, że nie można przesadzić. Jak wypijemy za dużo, to staniemy się bełkotliwie, zaczniemy się zataczać etc.. Musimy znaleźć magiczną granicę, po której alkohol zaczyna nam szkodzić: „umiar”. Nagraliśmy się kiedyś z kolegami po pijaku. Pamiętam tą imprezę, w trakcie czułem, że mamy fazę, że walimy dobre teksty, śpiewamy szlagieru Kultu lepiej niż Kazik, recytujemy „Pana Tadeusz” tak że Mickiewicz łezkę z zachwytu w niebie roni. Obejrzałem później nagranie, zobaczyłem obraz nędzy i rozpaczy: bełkot, pseudo mądrości, wulgaryzmy bez ładu i składu i wycie, którego nie sposób nazwać śpiewem. Szkoda, że nie dało mi to do myślenia. Alkohol nas zmienia. Zmienia nas i to zawsze na gorsze. Nie może być inaczej jeśli się nad tym chwilę zastanowić. Narkotyk, który spowalnia nasze ruchy, opóźnia reakcję, odbiera kontrolę nad siłą i modulacją głosu, zaburza logiczne myślenie, wzmaga agresję, upośledza postrzeganie rzeczywistości, nie może korzystnie wpływać na nasze zachowanie! Gdy jesteśmy pod jego wpływem jak odmienne jest jednak nasze rozumienie. Poniżej wykres, ilustrujący te zależności.
Rzeczywistość alkoholowa jest niezmiernie prosta: od pierwszego kieliszka, piwa, drinka, stajemy się gorszymi ludźmi. Nie ma żadnego mitycznego „umiaru”, po którym sprawy przybierają zły obrót, jest monotoniczny zjazd w dół. Większość z nas jest fajna na trzeźwo, także nim zrobimy się kijowi musimy sporo wypić, ale każdy łyk sprawia, że postępujemy krok na drodze w dół. Osoby pijące starają się chronić tą iluzję. Nie chcą konfrontować się ze swoim zachowanie po pijaku, nie chcą informacji zwrotnej z tego stanu. Często unikają towarzystwa osób trzeźwych, trzymają się innych pijących. Kiedy sami nie piją, dostrzegają te prawidłowości u innych osób, ale nie aplikują ich do siebie, czyli myślą: innych alkohol zmienia na gorszę, ale nie mnie, ja jestem wyjątkiem! Dla osób, które uważają, że stają się po alkoholu lepsze, ciekawsze, zabawniejsze etc., proponuje eksperyment: nagrajcie się podczas jednej z imprez na kamerce i gdy już wytrzeźwiejecie i przejdzie wam kac, obejrzyjcie spokojnie i dokładnie ten zapis wideo. Bądźcie odważni i oglądajcie dalej, niezależnie jak niezręcznie zaczniecie się czuć.
Hipoteza 5: Przecież nie będzie pił sam! Czyli empatia Z tą hipotezą nie miałem osobistego doświadczenia, znam ją z obserwacji. Chodzi o to, że gdy jesteśmy w towarzystwie i widzimy, że jedna osoba pije, dołączamy się do niej i też zaczynamy pić, by nie czuła się samotna i napiętnowana. Rozpoznajemy, że ktoś pić musi i dołączamy się do nich, by stworzyć komfortową sytuację. Typowe dla gospodarzy na imprezie, którzy nie chcą zostawiać gości samych z alkoholem, nalewają go więc i gościowi i sobie – dla towarzystwa. Chcą by gość poczuł się swobodnie w ich domu. To wydaje się być dobrym, sympatycznym, ludzkim powodem do picia. Nie zostawiamy potrzebującego człowieka samego sobie, pomagamy mu czuć się komfortowo w naszym towarzystwie. Jednak jest w tym złuda, bo to nie z nami osoba pijąca czuję się komfortowo, tylko z alkoholem. Podtrzymujemy komfort picia osoby, która, z dużą dozą pewności, pić nie powinna. Nieświadomie wyświadczamy im niedźwiedzią przysługę, bo nie ma nic lepszego dla osoby pijącej niż utrata komfortu picia! Rada dla osób z tej grupy: przestańcie to robić! Poszanujcie swoje zdrowie i pozwólcie innym poczuć dyskomfort i wstyd płynący z ich decyzji. Pozwólcie im stracić komfort picia, on przynosi więcej szkód niż pożytku.
Hipoteza 6: No przecież piję! Patrz trzymam butelkę! Czyli „dajcie mi spokój” Jest jeszcze jedna grupa, ludzie którzy piją „na odczepnego”, to znaczy po to by inni pijący dali im spokój. To osoby, które na kilkugodzinnej imprezie otworzą jedno piwo i nawet go nie skończą. Ciężko powiedzieć by w ogóle pili, dlatego nie poświęcę im wiele miejsca. Mam dla nich tylko jedną radę: rozważcie czy nie przestać bawić się w te podchody. Chcąc nie chcąc, utrwalacie kulturę alkoholową, która przynosi bezpośrednie szkody społeczeństwu, w którym żyjecie. Ale jak ktoś nie ma ochoty kopać się z koniem, to rozumiem.
Podsumowując, przedstawiłem wam sześć hipotez co do tego dlaczego pijemy/pijecie alkohol. Więcej niż jedna z nich może stosować się do was. Możecie mieć swoje własne, których nie ująłem na swojej liście. Chciałbym was zachęcić do dwóch rzeczy: Po pierwsze, poddajcie refleksji swoje powody by pić. Macie teraz do dyspozycji część pierwszą tego cyklu, gdzie omawiamy negatywne skutki picia, macie dzisiejszy artykuł, macie czas na przemyślenia. Spróbujcie zważyć na jednej szali, korzyści jakie czerpiecie z picia alkoholu, na drugiej, negatywne konsekwencje picia. Czy rachunek się zgadza? Po drugie, jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi przemyśleniami i powodami ze mną – w prywatnej rozmowie, w komentarzach, cokolwiek jest dla was komfortowe. Chętnie poznałbym więcej hipotez dlaczego pijemy i poddał je krytyce. Żadna z tych, które przedstawiłem dziś, nie jest dobrym powodem do picia. Może Ty masz powód, który jest dobry?
BIBILOGRAFIA
[1] „Ile możesz wypić? O nałogach i ich leczeniu”, Johannes Lindenmeyer [2] „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu”, Annie Grace
Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień. Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?
Autor refleksyjnie analizuje swoje egocentryczne zachowania, przyznając, że obecnie nie potrafi przyjmować odmowy, komunikować potrzeb i uwzględniać emocji innych. Prawe postawy obejmują akceptację odpowiedzi odmownych oraz aktywne słuchanie bliskich. Podkreśla, że dostrzeganie i zrozumienie swoich oraz cudzych emocji jest kluczowe dla zdrowych relacji.
Nie myślę o sobie jako o człowieku egocentrycznym, oczekującym, że świat będzie się wokół niego kręcił. To nieprzyjemna wizja, trudny do zaakceptowania wizerunek siebie. Przecież jest empatyczny, miły, szczodry i dobry, czyż nie?
Jak wspominałem we wcześniejszych wpisach, jestem emocjonalnym dzieckiem, a dzieci nie są wprawne w empatii, miłości i szczodrości – tych cech nabieramy dopiero w trakcie dojrzewania. Nauka wszystkich trzech jest jeszcze przede mną. Obecnie funkcjonuję myśląc o sobie jako o centrum świata, którego potrzeby powinny być zaspokajane bez pytania i bez oczekiwania czegokolwiek w zamian – naturalna postawa dziecka, którego potrzeby są zaspokajane przez rodziców nie oczekujących nic w zamian. Rozważę cztery aspekty mojego funkcjonowania, które wiążę z egocentryzmem. W każdym z nich podam stan jaki obserwuje dziś u siebie, stan jaki chciałbym osiągnąć, oraz objawy, które mogą posłużyć do diagnozy problemu. Ostatni aspekt potraktujcie z przymrużeniem oka, na pewno nie wyczerpuje tematu.
Nie potrafię przyjmować „nie” jako odpowiedzi Jak jest obecnie Kiedy ktoś mi odmawia, odpowiadam uśmiechem i mówię „Jasne, nie ma problemu”. Wewnątrz kipię. Moje pytanie jest tylko kurtuazyjne, nie dopuszcza odpowiedzi odmownej. Rzadko o coś proszę, jeśli już to zrobię, to oczekuję bezdyskusyjnej zgody. Odchodzę skołowany, w głowie rozgrywając fantazję, że mój rozmówca się jednak zgodził. Patrzę wilkiem na tą osobę, zaczynam stawiać ją w pozycji wroga, planować jak mogę się odpłacić. Odrzucenie prośby uważam za jednoznaczne z odrzuceniem mnie. Jak być powinno Prośbę warto wysnuwać tylko wtedy gdy jest się gotowym przyjąć odpowiedź odmowną. Osoba do której się zwracam ma swoje potrzeby, swoje granice i zdolność decydowania jak je zaspokajać i egzekwować, co czasem oznacza odrzucenie próśb z nimi kolidujących. Opinia osoby proszonej, jest tu ostateczną instancją. Przyjmuję odmowę ze spokojem, znajduję inny sposób zaspokojenia swej potrzeby. Rozumiem, że odmowa nie jest jednoznaczna z końcem relacji, jest jej naturalną częścią. Daję sobie swobodę by odmawiać próśb innych gdy naruszają moje granice, tę samą wolność rozciągam na innych ludzi. Jak to zauważyć Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami: zaskoczenie przechodzące w gniew po usłyszeniu odmowy – jeśli pojawia się systematycznie, zauważyłeś problem. Jeśli masz trudności w kontakcie ze swoimi emocjami: Automatyczne ponawianie pytania, jakbyś nie usłyszał pierwszej odpowiedzi. Nieufność skierowana w odmawiającego. Fantazje, że jednak się zgodził.
Nie potrafię komunikować swoich potrzeb Jak jest obecnie Nie mówię innym ludziom czego potrzebuje. Jeśli czuję smutek – nie proszę o pocieszenie. Jeśli czuję strach – nie proszę o pomoc. Jeśli czuję wstyd – nie proszę o wysłuchanie. Jeśli czuję samotność – nie proszę o towarzystwo. Oczekuje od ludzi, że sami się domyślą czego mi potrzeba i mi to dadzą, że magicznie odczytają smutek w moich oczach i go ukoją. Jeśli tego nie robią, obrażam się i gniewam. Jak być powinno Mówię bliskim mi osobą co czuję, mówię im czego potrzebuje. Daję im szansę i możliwość by odmówić zaspokojenia moich potrze – bez gniewu i obrażania się, szukam wsparcia w innym człowieku lub w sobie. Żadne moja emocja nie jest tabu, o każdej jestem gotów powiedzieć. Rozumiem, że drobne niewerbalne sygnały są bardzo łatwe do przeoczenia i nie polegam na nich w codziennej komunikacji z drugim człowiekiem. Jak to zauważyć Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami: Kiedy czujesz trudną emocję, uzewnętrzniasz ją tyko mową ciała. Nie mówisz, co czujesz. Czujesz złość, gdy nie dostajesz oczekiwanej reakcji. Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami: Zmienia się twoja mimika (spuszczone kąciku ust etc.). Fantazjujesz, że osoby w twoim życiu zaspokajają twoje potrzeby (przytulanie, rozmowa etc.).
Nie uwzględniam potrzeb innych w relacjach Jak jest obecnie Nie pytam innych ludzi jak się czują, nie pytam ich czy czegoś potrzebują. Słucham gdy zechcą wypowiedzieć swoje problemy, ale nie dopytuje, nie oferuje pocieszenia. Szybko zmieniam temat. Nie wracam do sytuacji po czasie. Oferuje rozwiązania, zamiast pocieszenia, albo fantazjuje o tym jak pomaga tej osobie i jak uzyskuje w ten sposób jej wdzięczność. Jestem nastawiony na jak najszybszy powrót do moich potrzeb. Jak być powinno Pytam ludzi na których mi zależy o to jak się czują, regularnie na co dzień, ale także wtedy gdy dostrzegę niewerbalne sygnały zmienionego nastroju. Słucham odpowiedzi z całą uwagą i w skupieniu. Dopytuje jeśli się zatrzymają, zostawiam chwilę ciszy jeśli tak jest lepiej. Nie oferuje rozwiązań, poprzestaje na wysłuchaniu. Jeśli jest to właściwe, nie wstrzymuje się przed kontaktem fizycznym, przytulam drugą osobę by pokazać, że jestem przy niej. Świadomie zostawiam swoje problemy i potrzeby na boku, nie próbuje przyspieszyć przejścia do zajmowania się nimi. Jak to zauważyć Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami: Odczuwasz zniecierpliwienie, znudzenie i złość gdy wysłuchujesz zwierzeń drugiej osoby. Obrażasz się gdy nie chce przyjąć twojej rady, albo gdy mówi, że nie szuka twojej rady. Czujesz ulgę gdy historia się kończy, momentalnie przechodzisz do swoich potrzeb. Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami: Podczas rozmowy o problemach drugiej osoby: odwracasz wzrok, przytupujesz nogą, myśli błądzą, uciekasz w fantazje. W pierwszym momencie ciszy czujesz potrzebę odejścia lub dosłownie odchodzisz. Od trudnej opowieści drugiej osoby przechodzisz płynnie do własnych historii, często humorystycznych, nie pasujących do nastroju chwili.
Złoszczę się gdy ktoś nie poświęca mi uwagi Jak jest obecnie Oczekuje, że wszystko co powiem i zrobię będzie centrum zainteresowania ludzi wokół mnie. Gdy moja wypowiedź zostaje pominięta i dyskusja w grupie przechodzi dalej, jestem zaskoczony i obrażony. Tracę wątek w dyskusji rozpamiętując pominiętą wypowiedź. Kiedy ktoś kogo lubię rozmawia z inną osobą mimo, że ja jestem w pobliżu, uważam się za zdradzonego i obrażam się na ową osobę, oraz krzywo patrzę i źle życzę, osobie z którą rozmawia. Jak być powinno Kiedy moja wypowiedź zostaje pominięta w dyskusji, albo wnoszę ją ponownie, jeśli warto, albo odpuszczam i kontynuuję z nowym kierunkiem dyskusji. Nie biorę do siebie pominięcia mojej wypowiedzi, to normalne zjawisko, szczególnie w grupowych konwersacjach. Cieszę się, gdy lubiana przeze mnie osoba prowadzi z kimś przyjemną rozmowę. Życzę jej jak najlepszych relacji z innymi. Nikt nie musi i nie powinien mi poświęcać 100 procent swego czasu. Jak to zauważyć Jeśli masz kontakt ze swoimi emocjami: Gniew pojawiający się podczas rozmowy, gdy wypowiedź przeszła bez echa. Złość na osobę, która zmieniła temat. Zazdrość gdy obserwuje miłą mi osobę w rozmowie z kimś innym. Jeśli masz trudności w kontakcie z emocjami: Powrót w fantazji do pominiętej wypowiedzi – ponowne jej wypowiadanie z większą emfazą. Negatywne nastawienie do tego co mówi osoba, która mnie odcięła. Fantazje w której to ja rozmawiam z miłą mi osobą. Nagła zmiana nastawienia do rozmówcy z pozytywnego na negatywny.
Opowiadanie, które autor napisał rok temu, ma psychologiczny charakter i koncentruje się na wewnętrznym dialogu głównego bohatera. Autor zachęca do lektury oraz komentowania treści, co sugeruje otwartość na opinie i wymianę myśli na temat jego twórczości.
Dzisiaj chciałbym się podzielić opowiadaniem, które napisałem mniej więcej rok temu. Opowiadanie ma charakter psychologiczny, jego główną osią jest wewnętrzny dialog głównego bohatera.