Dlaczego pijemy?

Ludzkie działania są nakierowane na zaspokajanie potrzeb. Kiedy podejmujemy akcję, uważamy, że jej efekt przyniesie nam coś, czego potrzebujemy. Nie zawsze wiemy, jaką potrzebę zaspokajamy, i nie zawsze nasze działania ją zaspokajają. Część decyzji jest podświadoma, część błędna.

Pytanie postawione w tytule ma jakąś odpowiedź dla każdego, kto sięga, sięgnął lub sięgnie po alkohol. Nie zawsze będzie wiedział, dlaczego to robi, ale zawsze stać za tym będzie nadzieja zaspokojenia potrzeby.

Aby zmniejszać obecność alkoholu w społeczeństwie, musimy zrozumieć motywacje, jakie skłaniają ludzi do sięgania po niego, oraz rozpoznać potrzeby, które zaspokaja – tak, byśmy mogli zaproponować alternatywy.

W tych rozważaniach rozpoznaję dwa oddziałujące na siebie elementy. Pierwszy to wspomniana już potrzeba. Jednak potrzeba może być zaspokojona na wiele sposobów. To, który sposób wybierzemy, zależy od drugiego elementu, który nazywam „zachętą” (dostępność, skuteczność, inne potrzeby zaspokajane przy okazji etc.). Do zachęt wrócę w kolejnych odcinkach podcastu.

W tekście będę łączył rozważania z poziomu społeczeństwa i kultury z rozważaniami na poziomie indywidualnym oraz systemowym. Celem jest zaprezentowanie kluczowych powodów do spożywania oraz zaproponowanie szerokiego spektrum alternatyw. Choć operuję skoncentrowany na przykładzie alkoholu, większość propozycji odnosi się z równym powodzeniem do innych narkotyków.


Metodologia SUMM

Na potrzeby tego artykułu wybrałem metodologię SUMM, tak jak ją zdefiniowano w następującej publikacji:
Roberta Biolcati, Stefano Passini,
Development of the Substance Use Motives Measure (SUMM): A comprehensive eight-factor model for alcohol/drugs consumption.
Wszelkie tłumaczenia z angielskiego oryginału są moje.

Wybrałem ją ze względu na szeroką grupę definiowanych powodów i dostępność szczegółowych pytań, które korelują z konkretnymi powodami. Metodologia odnosi się zarówno do alkoholu, jak i innych substancji psychoaktywnych.

SUMM definiuje osiem kategorii powodów do zażywania substancji:

  • wzmocnienie,
  • społeczne,
  • dostosowanie się,
  • przeciwlękowe,
  • przeciwdepresyjne,
  • sposób na nudę,
  • samorozwój,
  • wydajność.

Nie wszystkie mają zastosowanie do alkoholu. Dwie ostatnie wydają się mało istotne, gdy chodzi o tę substancję. Motyw samorozwoju kojarzę z psychodelikami (np. LSD), a motyw wydajności – ze stymulantami (np. amfetamina). Pominę je w dyskusji poniżej. Ich opis można znaleźć w cytowanym materiale źródłowym.


Społeczne (Social)

Cztery powody kryjące się za tą kategorią to:

  • Żeby być towarzyskim.
  • Jako celebrację/świętowanie.
  • Bo taki jest zwyczaj.
  • Bo pomaga mi cieszyć się przyjęciem.

Rozważania o tej ścieżce połączę z kolejną.


Dostosowanie (To fit in)

Charakteryzuje się następującymi motywami:

  • By nie czuć się wykluczonym.
  • By być lubianym.
  • Bo moi przyjaciele mnie do tego nakłaniają.
  • By dopasować się do grupy, którą lubię.

Chcę je zaadresować łącznie, bo wiele alternatyw jest adekwatnych dla obu. Są one zbliżone do siebie. Niektóre elementy zazębiają się: efekty społeczne dominują w starszym wieku, dostosowanie – w młodszym. Choć odpowiedniość nie jest idealna, omówmy je łącznie.

Zmiana w tej kategorii spoczywa głównie na naszych barkach, bo to nasze wybory determinują, jaki jest klimat kulturowy i społeczny, jeśli chodzi o używanie alkoholu. Opcji, co wybierać, jest wiele.

Najprostsza to bezalkoholowe zamienniki. Możemy nie zmieniać nic w sytuacjach społecznych i grupowych, poza tym, że wino będzie bezalkoholowe. Bezalkoholowe wesela, urodziny i inne okazje są możliwe i praktykowane. Im więcej ludzi będzie dokonywało takich wyborów, tym mniejsza presja społeczna na używanie alkoholu.

Dla małych spotkań nastawionych na socjalizację możemy znaleźć inspirację w innych kulturach. W basenie Morza Śródziemnego popularna jest kawa jako centrum małych rytuałów społecznych – wieczornych spotkań, szybkich wypadów po pracy, spędzania czasu w leniwy dzień ze znajomymi. W krajach azjatyckich taką alternatywą jest herbata. Opcji jest sporo. Możemy je wybierać, zachowując społeczny charakter spotkań, rugując z nich niezdrowy i otumaniający alkohol. Jakość rozmów przy herbacie będzie wyższa niż przy alkoholu.

Kultura to coś, co my tworzymy, a nie coś, co jest nam narzucone. Nasze wybory ją kształtują i spoczywa na nas odpowiedzialność za jej kształt. W naszych decyzjach zawiera się siła, by społeczne powody do picia zmienić, ograniczyć lub zlikwidować.

Wspomnę na marginesie, bo w tym artykule interesują mnie raczej pozytywne rozwiązania, że wpływ na ten aspekt będą miały także polityka cenowa (akcyza), dostępność alkoholu oraz upowszechnianie wiedzy o jego rakotwórczości – nawet w niewielkich dawkach – i o tym, że nie istnieje coś takiego jak „bezpieczna dawka”.

Przeciwlękowe (Anxiety-Coping)
Za działaniem przeciwlękowym kryją się cztery powody do zażywania:

  • By się zrelaksować/rozluźnić.
  • By czuć się bardziej pewnym siebie.
  • Bo pomaga mi, gdy czuję się zdenerwowany.
  • By zmniejszyć lęk.

Tu rozważania połączę z kolejną kategorią:

Przeciwdepresyjne (Depression-Coping)
Działanie przeciwdepresyjne to następujące powody:

  • By się rozweselić, gdy mam kiepski nastrój.
  • Bo pomaga mi, gdy mam depresyjny nastrój.
  • By wyłączyć negatywne myśli o sobie samym.
  • By przestać ruminować.

W tych kategoriach najsilniejszą konkurencją, choć równie albo bardziej toksyczną, dla alkoholu są… inne narkotyki. Nie są dobrą alternatywą, ale są alternatywą. Większość opioidów ma działanie przeciwlękowe i przeciwdepresyjne. Kwestia wyboru substancji zależy w dużej mierze od „zachęt”.

Alkohol jest łatwiej dostępny i tańszy (szczególnie w Polsce), ale działa tylko przez 45 minut do godziny, podczas gdy opioidy działają nawet kilkanaście godzin. Po uwzględnieniu, że dla uzyskania tego samego efektu trzeba zażyć wiele dawek alkoholu, kwestia kosztu może nie być tak oczywista.

Opioidy będą miały generalnie silniejsze działanie w tych obszarach.
Opioidy nie będą powodować tak silnych objawów zatrucia, ale są dużo łatwiejsze do przedawkowania i spowodowania bezpośredniego zgonu.
Są też silniej uzależniające niż alkohol, a objawy ich odstawienia są częstokroć znacznie silniejsze.

W jakimś sensie jest to wybór jak między dżumą a cholerą — obie alternatywy są niszczycielskie. Narkotyki nie stanowią zdrowej alternatywy dla alkoholu, co więc może nią być?

Zdrowe alternatywy w radzeniu sobie z lękiem i depresją są liczne i zależą od stopnia nasilenia objawów.

Dla silnych objawów mających znamiona choroby zdrową alternatywą jest leczenie psychiatryczne.

Niestety choroby psychiczne są nadal tematem tabu w naszym społeczeństwie, które krzywdzi wiele osób poprzez zniechęcanie ich do poszukiwania pomocy, wywoływanie wstydu i strachu przed osądem społecznym. Jest istotne, byśmy my, jako członkowie społeczeństwa, pracowali nad roztrzaskaniem tego tabu w drobny mak!

Od nas zależy, czy będziemy mówić o chorobach psychicznych z należytą otwartością, czy nie będziemy oceniać (także podświadomie) osób leczących się psychiatrycznie, czy będziemy rozmawiać z dziećmi i bliskimi o tych chorobach. Normalizacja tych zjawisk leży w naszych rękach!

Za wysiłkiem społecznym powinien iść wysiłek systemowy i finansowy. Potrzebne jest zwiększenie dostępności psychiatrów i psychoterapeutów refundowanych przez NFZ. Wykluczenie z systemu ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na prywatną psychoterapię czy leki zapisywane przez psychiatrów, jest niebezpieczną niedorzecznością.

W przypadku lżejszych objawów, gdy nie ma znamion choroby, kluczowa jest rola edukacji. Zarówno edukacja dzieci, jak i dorosłych ma znaczenie. Potrzebujemy zajęć z psychologami w szkołach, by uczyć młodych ludzi, jak radzić sobie z lękiem i smutkiem. Należy ich uczyć technik relaksacyjnych, medytacyjnych i innych, które w zdrowy sposób przynoszą ulgę od tych trudnych emocji. Przestrzegałbym tutaj przed stwierdzeniami typu: „Rodzice powinni uczyć dzieci takich rzeczy”. Mało który rodzic ma kompetencje, by to zrobić. To jak z pływaniem — niektórzy rodzice potrafią nauczyć swoje dzieci pływać, niektórzy nie, ale właściwie żaden rodzic nie jest w stanie nauczyć dziecka pływać tak dobrze, jak zrobi to profesjonalny instruktor. Nie ma powodu, by do kompetencji psychologicznych i emocjonalnych stosować niższy standard!

Choć nas, dorosłych, nikt tego nie uczył, nic straconego! Mamy zdolność i szansę, by zdobyć te kompetencje. Stworzenie przestrzeni dla psychoedukacji dorosłych jest szansą na poprawę jakości życia wielu osób. Optymalnie byłoby, gdyby była ona niewykluczająca i dostępna dla różnych warstw społeczeństwa.

Tutaj przestrzegałbym przed zakładaniem: „Ja nie potrzebuję, ja już to potrafię”. Może tak faktycznie jest, ale warto to sprawdzić, bo a nuż się mylimy.

Osobny element edukacyjny, który jest w mojej opinii ważny, to edukacja filozoficzna dzieci i dorosłych. Fundamentalnie chodzi o to, by uczyć się budowania poczucia sensu, stawiania pytań o sens życia, pracy z przekonaniami i wartościami. Nie chodzi o wykład z historii filozofii, tylko o podejście praktyczne, jak je stosowano w antycznej Grecji i Rzymie — filozofia jako konkretna i praktyczna sztuka życia.

Aktywności tego typu mogą stanowić uzupełnienie pracy psychologicznej i prowadzić do podniesienia jakości życia, obniżenia poziomu lęku i poprawy samopoczucia.


Sposób na nudę (Boredom-Coping)
Za tym punktem kryją się następujące cztery powody:

  • By mieć coś do roboty.
  • By rozproszyć nudę.
  • Bo nie mam nic lepszego do robienia.
  • By spędzić czas.

Ten powód wydaje się być trywialny, ale jest całkiem częsty. Tutaj plasują się osoby, które piją dwa piwa po pracy, przed zaśnięciem — po to, by przeczekać. Czasem oglądają przy tym mecz, film czy serial. Chodzi o to, by zagospodarować kawałek czasu, na który nie ma pomysłu.

Naturalnymi alternatywami są w tym przypadku inne pomysły na spędzanie czasu. Oczywiście nie może się to ograniczać do produkowania list alternatyw — chodzi o to, by te alternatywy były dostępne tak fizycznie, jak i mentalnie dla zainteresowanych. Przykładowo: świetnie jest mieć salę koncertową pięć minut od domu, ale jeśli nie mam żadnego doświadczenia z muzyką klasyczną, to będzie to dla mnie marna opcja.

Dostępność miejsc dla dzieci i dorosłych, gdzie można pograć w gry (minigolf etc.) czy potańczyć do skocznej muzyki — a wszystko to bez komponentu alkoholowego — to świetny sposób na spędzanie czasu. Szczególnie potańcówki — mężczyznom w naszej kulturze przydałby się trening odwagi, by byli zdolni tańczyć bez oszałamiania się alkoholem.

Zwiększony dostęp do miejsc kultury, czyli teatrów, kin i sal koncertowych, jeśli zostanie połączony z odpowiednią edukacją przygotowującą widza do konsumowania serwowanej tam sztuki, będzie świetną alternatywą.

Większe atrakcje, takie jak ogrody zoologiczne, muzea i parki rozrywki, mogą być świetnymi na spędzanie czasu w dni wolne, kiedy jest go więcej do zagospodarowania. Warto rozważyć, by nie było w tych miejscach alkoholu, szczególnie jeśli są finansowane ze środków publicznych (na was patrzę, moje kochane ogrody zoologiczne!).

No i wreszcie — edukacja młodzieży i aktywizacja dorosłych to elementy, które powinny uzupełnić system. Promowanie czytelnictwa może samo w sobie znacząco pomóc w przeciwdziałaniu nudzie. Wszelkiego rodzaju warsztaty kreatywne, takie jak malowanie czy granie na instrumentach, mogą być cenne, o ile nie stają się kolejnym pretekstem do picia.

Wzmocnienie (Enhancement)
Za pojęciem wzmocnienia kryją się cztery powody:

  • Bo to dobra zabawa.
  • Bo to ekscytujące.
  • Aby osiągnąć haj.
  • Bo sprawia, że czuję się dobrze.

To popularny powód stojący za zażywaniem alkoholu i innych narkotyków. Celem są różne formy odczucia przyjemności. Całej złożoności tego motywu nie omówię dziś, ale wrócę do niego w przyszłości.

Jest to najtrudniejszy do zastąpienia efekt działania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że alkohol powoduje trzykrotnie wyższy wyrzut dopaminy niż seks, a metamfetamina wywołuje dziesięciokrotnie większy — czyli zażycie tych substancji jest odpowiednio trzy- i dziesięciokrotnie bardziej przyjemne niż orgazm — to dojdziemy do wniosku, że nie mamy do zaoferowania żadnej równie intensywnej, zdrowej alternatywy.

W starciu na chwilowe odczucie przyjemności nigdy nie wygramy z narkotykami. Aby osiągnąć postęp na tym polu, musimy przedefiniować zasady gry.

Sposobem na to jest edukacja, tym razem w sztuce odraczania gratyfikacji. Choć w odczuciu przyjemności „tu i teraz” alkohol i inne narkotyki są bezkonkurencyjne, to jednak wypadają bardzo blado, gdy zastanowimy się nad odczuciem długoterminowym. W skrócie — za przyjemność zażycia substancji płaci się cierpieniem dnia następnego i w kolejnych (czasem po latach).

Trwałym sposobem na osłabienie wzmacniającego charakteru narkotyków jest nauczenie dzieci i dorosłych, by przykładali większą (odpowiednią) wagę do odroczonej gratyfikacji. Wiele technik medytacyjnych i mindfulnessowych może przyjść z pomocą.

Jest jeszcze jedna ścieżka — dość niszowa, ale dla niektórych osób obiecująca — ścieżka sportów ekstremalnych. Chodzi o zastąpienie dopaminy adrenaliną, której narkotyki zwykle nie wyzwalają. Tutaj stawiamy przeżycie czegoś ekstremalnego ponad zażycie substancji. Jednak dla osób z awersją wobec ryzyka nie będzie to dobre rozwiązanie.


Ścieżki, równoległość, zmienność
Jest kilka obserwacji, które nasuwają się przy rozważaniu powyższych powodów.

Pierwsza: kilka powodów może występować równocześnie. Mogę sobie wyobrazić, że „wzmocnienie” i „przeciwlękowe” jednocześnie są potrzebami, które zaspokaja alkohol. Jedna z nich może być dominująca albo mogą być równorzędne. Współistnieć może też więcej niż dwie.

Druga: powody mogą być zmienne w czasie — zarówno w skali całego życia (za młodu mam inne powody niż na starość), jak i w skali dni czy tygodni (w środę mogę mieć inny powód niż w sobotę; w Sylwestra piję z innego powodu niż na urlopie w sierpniu).

Trzecia: powody mogą podążać pewnymi ścieżkami w trakcie życia. Niektóre z nich są „powodami wejścia”, czyli dla nich zaczynamy pić, ale kontynuujemy ten proceder już z innych. Mogą się one także zapętlać, gdy wracamy do powodów, które motywowały nas w przeszłości.

Przykładowo, moja ścieżka przedstawiała się następująco:
Zacząłem od powodów społecznych i dostosowania się. Szybko dołączyło do nich działanie przeciwlękowe. Z czasem społeczne i dostosowanie się zanikały, ale weszło do gry także wzmocnienie. Nieco później, kiedy zacząłem pić w samotności, radzenie sobie z nudą stało się istotne. Pod koniec wzmocnienie i radzenie sobie z nudą zanikły, ale weszło działanie antydepresyjne, które paradoksalnie „leczyło” depresję przez alkohol wywołaną.

Wielu ludzi przechodzi prostszą ścieżkę. Na przykład zaczynają od działania społecznego i na nim poprzestają do końca życia. Możliwych układów jest wiele.


Podsumowanie
Powody do sięgania po alkohol i potrzeby, które próbujemy nim zaspokajać, są bardzo różnorodne. Kilka z nich może ze sobą koegzystować, nawzajem się umacniając.

Jeśli chcemy skutecznie ograniczyć spożycie alkoholu, musimy zaadresować kluczowe z nich i zaproponować realne alternatywy. To, w połączeniu z dobrą komunikacją o konsekwencjach picia, może być strategią prowadzącą do trwałej zmiany.

Pozostaje jeszcze kwestia „zachęt”, które umacniają alkohol jako sposób na realizację potrzeb. Im także musimy się przyjrzeć, by tworzyć dobre strategie.

Zostawię was dziś z kilkoma pytaniami, na które odpowiedzi mogą być dla was ciekawe:

  • Dla którego z tych powodów Ty pijesz?
  • Czy tylko dla jednego, czy dla wielu?
  • Czym możesz zastąpić alkohol w zaspokajaniu tej potrzeby? Może warto spróbować jakiejś alternatywy?

Dlaczego pijemy? (Podcast)

Dziś zapraszam do obejrzenia trzeciego już odcinka podcastu Premeditatio Bonum.

Rozprawiam w nim o powodach dla których spożywamy alkohol i potrzebach do których zaspokajania jest on używany.

Celem jest rozpoznanie co musimy zaoferować, by skutecznie konkurować z ofertą jaką alkohol niesie swoim użytkownikom.

W ramach eksperymentowania, za tydzień ukarze się na blogu pisemna wersja tego odcinka – uładzona i zredagowana – dla tych z was, którzy preferują lekturę!

Zachęcam do słuchania, komentowania, subskrypcji kanałów i dawania łapek w górę!

YouTube: https://youtu.be/tV42w19F0AQ

Spotify: https://open.spotify.com/episode/651n2MkrynubcdVfzjKzmF?si=AelzfsrXRge_JPnaNB9M-g

Strona bloga i podcastu na Facebooku: facebook.com/PremeditatioBonum

O Królu Lodu

Najwygodniej jest nie odczuwać emocji. Wtedy nic nie zakłóca analitycznego rozkładania świata na czynniki pierwsze. Życie staje się poukładane i przewidywalne. Gdyby dało się tak cały czas, byłbym szczęśliwy. Ale czy szczęście to nie emocja?

Znam ten stan: kiedy coś mnie wzburzy, podnosi się wewnątrz lodowaty pancerz. Tylko przez chwilę pozostaję poruszony, by za moment nie czuć już nic. Wiem, że to nie pomaga w relacjach z ludźmi: ja gubię się w ich emocjach, tak słabo je znam, oni nie mogą odczytać moich, bo ich nie okazuję. Jawie się zimny i niedostępny niczym Król Lodu.

A kto by się chciał przytulić do zimnego posągu?

Przykład

Najbardziej dramatycznie widać to pod koniec mojego picia. Przez trzy miesiące byłem w depresji alkoholowej. Moje życie było wyssane z radości. Mimo to chodziłem codziennie do pracy. Wykonywałem bez entuzjazmu i zaangażowania swoje obowiązki. Jadłem posiłki i piłem kawę. Czasem nawet rozmawiałem z ludźmi.

Spotykałem się z rodziną. Rozmawiałem z przyjaciółmi.

Przez cały ten czas nie dałem po sobie poznać, że towarzyszy mi cierpienie. Zachowywałem tę samą fasadę, którą trzymałem wcześniej: całkowity spokój, neutralna mina, wycofanie.

O ile mi wiadomo, nikt nie miał cienia podejrzenia, że przechodzę przez trudny okres. A przecież dzień czy dwa po planowaniu skoku pod pociąg byłem w pracy, wśród ludzi. Moje maskowanie było perfekcyjne.

Było tak dobre, że nikt, nie miał szansy ani okazji, by wyciągnąć do mnie pomocną dłoń. Odciąłem się od szansy na poprawę swojej sytuacji, czyli od pomocy drugiego człowieka. Tylko łut szczęścia zdecydował, że przeżyłem pomimo swej lodowej zbroi.

Więcej przykładów

Kobieta, na którą lecę, nie ma pojęcia, że tak właśnie jest – nawet jeśli mi się wydaje, że wysyłam sygnały, to domyślam się, że są trudne lub niemożliwe do rozpoznania.

Nigdy nikomu nie mówię: „kocham cię” – nie pamiętam sytuacji, w której powiedziałbym to komukolwiek. W dzieciństwie się zdarzało, ale nie mam konkretnych wspomnień.

Nigdy nie płaczę – nie płakałem na trzeźwo od około 25 lat. Nie liczę reakcji alergicznych, wiatru w oczy. Emocje nie są w stanie wywołać u mnie łez, czego niezmiernie żałuję.

W pracy nikt nie miał szans się zorientować, że jestem z niej głęboko niezadowolony – obecnie odchodzę, ale nikt nie miał nawet szansy, by w międzyczasie rozpoznać sytuację.

W pracy kierowano mnie do zadań, do których się nie nadawałem, bo sprawiałem wrażenie, że sobie dobrze w nich radzę. Momentami tak pewnie nawet było, ale moja frustracja rosła.

Skąd to się bierze?

Odpowiedź jest podobna jak w przypadku omawianej odporności – wynika z unikającego stylu przywiązania, wzorca emocjonalnego, w którym bliskość kojarzy się z zagrożeniem.

Schemat może wyglądać następująco: wydarza się coś, co sprawia, że odczuwam silną emocję. Powiedzmy, że zobaczyłem kobietę, która mi się podoba, w niezwykle twarzowej sukience. Poczułem zachwyt nad jej pięknem. Są dwie opcje: mogę do niej podejść, uśmiechnąć się i powiedzieć: „ależ pięknie wyglądasz!”, albo mogę zachować kamienną twarz, powiedzieć „cześć” i zacząć rozmowę o pogodzie.

Pierwsza opcja wymaga silniejszego poczucia mojej emocji, a następnie ujawnienia jej przed drugą osobą. Ryzykuję odrzucenie i związany z nim ból. Mogę zyskać wzajemność.

Druga opcja wymaga i pozwala mi stłumić emocję zachwytu, nie ujawniając jej nikomu. Nie ryzykuję emocjonalnego bólu, ale tracę szansę na wzajemność.

Wybieram uniknięcie cierpienia ponad nadzieję spełnienia i idę za opcją drugą.

Unikający styl przywiązania staje się rodzajem ochraniacza przed emocjonalnym cierpieniem, ale jest to ochraniacz, który krępuje moje ruchy. To metaforyczna lodowa zbroja, która chroni, ale kiedy staje się za gruba i pełna, sprawia, że nie jestem w stanie wykonać kroku i tracę kontakt ze światem.

Pragnienie uniknięcia cierpienia prowadzi mnie do odcięcia się od ważnego elementu mojego człowieczeństwa, a pośrednio także do odcięcia mnie od drugiego człowieka. Bez otworzenia się na ryzyko cierpienia oddaję szansę na bliskość.

Ograniczenia i wyjątki

Złość jest emocją, która ma największą szansę na przebicie się przez pancerz lodu. Wyobrażam sobie, że dla kogoś z zewnątrz może to być niepokojący i zaskakujący obraz, kiedy zazwyczaj lodowato spokojny człowiek wybucha ni stąd, ni zowąd złością. A są to gwałtowne wybuchy. Jak już przeniknie ona przez bariery, to jest w niej olbrzymia niszczycielska siła.

Sam siebie się boję, kiedy ogarnia mnie złość.

Bardziej pozytywnym, choć równie zaskakującym wyjątkiem od reguły jest radość. Tutaj także mamy do czynienia z wybuchami, ale zazwyczaj nie mają one charakteru niszczycielskiego.

Z wybuchami radości mogę pracować, by uczynić je częstszymi, osłabiając tym samym moją zbroję i pokazując więcej swojego charakteru.

Ogólna obserwacja jest taka, iż emocje kumulują się we mnie i objawiają wybuchowo. Muszą przekroczyć pewien próg intensywności – wtedy się wylewają, ale póki tego nie uczynią, są całkowicie niewidoczne.

Jak to się objawia w relacjach

Mam spore trudności ze zrozumieniem emocji innych. Sam odczuwam je płytko i nie rozumiem ich wpływu na drugiego człowieka, przez co je zbywam. Nie pochylam się nad nimi, nie współodczuwam, tylko przechodzę do logicznego atakowania problemu.

To tworzy ryzyko, że kogoś skrzywdzę, nie zdając sobie sprawy, że moje zachowanie raczej przyczyni się do zaognienia emocji drugiej strony niż do ich załagodzenia.

Mimika mojej twarzy sprowadza się do jednej miny – co by się nie działo, jej wyraz pozostaje niezmienny. Mnie się wydaje, że go zmieniam w zależności od nastroju, ale tak nie jest.

To sprawia, że jestem postrzegany jako człowiek spokojny, ale też chłodny. Zniechęca to innych, by się do mnie zbliżali. Obserwuję, iż ludzie mają tendencję do utrzymywania dystansu, unikania kontaktu fizycznego.

Niewerbalne sygnały, które wysyłam innym, są tak delikatne, że nie do odebrania. Szczególnie frustrujące jest, kiedy próbuję zasygnalizować kobiecie, że ją lubię. Albo się wycofuję, by nie pokazać nic, albo zostawiam w sygnale furtki, jak go nie zinterpretować jako sygnału.

Pomimo tego oczekuję, że inni sygnały odczytają – frustruję się, gdy pozostaję niezrozumiany czy gdy nie ma reakcji na sygnał. Oczywiście tej frustracji też nie daję po sobie znać!

Zakończenie

Nie da się nikogo przytulić do serca, jeśli jest się odzianym w zbroję. Prawdziwa bliskość nie jest możliwa, jeśli nie ma w nas gotowości, by wystawić się na ciosy.

Choć w trudnych momentach życia zbroja pozwala nam utrzymać się na nogach i przetrwać, będąc wsparciem dla naszych bliskich, na co dzień może być przeszkodą, która sprawi, że nikogo bliskiego mieć nie będziemy.

A jak jest u was? Potraficie wyważyć odporność z wrażliwością? Potraficie być ostoją, nie tracąc delikatności?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

Recenzja książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” Annie Grace

Dzisiejszy wpis poświęcę na recenzję książki „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu” autorstwa Annie Grace. Tytuł mówi wiele, domyślacie się zapewne, że książka traktuje o alkoholu i sposobach jego eliminacji z naszego życia. Pozycja ta jest pomocna dla ludzi używających alkoholu okazjonalnie i w umiarkowanych ilościach, w rozpoczęciu przemyśleń nad związkiem z tytułową substancją. Zadaje pytania o przyczyny i argumenty, jakimi się posługujemy, by zracjonalizować spożywanie tego narkotyku.

UWAGA: Książka ta nie jest przeznaczona dla osób uzależnionych! Dla uzależnionych jest terapia leczenia uzależnień! Po paru latach trzeźwości można sięgnąć po tę książkę, jako materiał dodatkowy, ale na razie to d…a w troki i na terapię!

Autorka oparła swoje podejście do przewartościowania roli alkoholu na koncepcji punktów liminalnych, czyli stanów zawieszonych pomiędzy dwoma możliwościami. Każdy z nich odnosi się do jednego z często przytaczanych powodów, dla których pijemy alkohol. Celem spoglądania na punkty liminalne jest przetestowanie, czy nasze przekonania są słuszne. Autorka zadaje pytania o doświadczenia i obserwacje leżące u ich podstaw, założenia, jakie na nich budujemy, wnioski, jakie z tych wyciągamy i wreszcie o samo przekonanie.

Spójrzmy teraz pokrótce na wszystkie przekonania, którymi autorka się zajmuje.

Pierwsze na liście: picie to nawyk. Pije, bo się przyzwyczaiłem, to część mojej rutyny. Tak jak kawa po śniadaniu, jak coś słodkiego na deser w niedzielę, tak wino do kolacji w piątek, to coś, co robię rutynowo. Czy aby na pewno? Skoro to tylko nawyk to bez trudu możesz z tego zrezygnować, prawda?

Drugie na liście: pije dla smaku. Jestem smakoszem, koneserem piwa i wina. Znam najlepsze szczepy winogron i każdą odmianę chmielu. Skala IBU, nasłonecznienie stoku, rocznik, słód – to dla mnie chleb powszedni. Wiem jaki alkohol dobrać do jakiej potrawy, by podkreślić smak jedzenia! Czy aby na pewno? Czy jesteś w stanie w ślepej próbie odróżnić najdroższe wino od taniego sikacza? Czy alkohol nie otępia kubków smakowych? Czy po piątym drinku czujesz jeszcze smak czegokolwiek?

Trzecie na liście: piję, bo alkohol dodaje odwagi. Kiedy wypiję, od razu łatwiej mi się rozmawia z ludźmi, nie krępuje się już tak bardzo dużą grupą wokół mnie. Jestem odważny. Wiadomo, że żołnierz przed bitwą musi wypić, żeby się dzielniej się sprawować! Czy aby na pewno? Alkohol tłumi strach, a odwaga to czynienie czegoś wbrew strachowi, jak możesz być odważny, jeśli nie odczuwasz strachu? Czy strach nie jest po to, by chronić nas przed niebezpiecznymi wyborami? Czy pozbywając się strachu, nie pozbywasz się tej ochrony?

Czwarty na liście: picie mnie rozluźnia i pomaga w seksie. Kiedy piję, jestem swobodniejszy w obejściu, bez problemu mogę zagadać do obcej osoby czy rzucić żarcik nawet w grupie, którą słabo znam. Mam umiar i wiem, kiedy przestać, żeby tylko trochę się rozluźnić. Czy aby na pewno? Nigdy nie zdarzyło ci się wypić więcej, niż planowałeś? Nigdy nie zrobiłeś pod wpływem czegoś, czego później żałowałeś?

Piąty na liście: picie łagodzi stres i koi nerwy. Po ciężkim tygodniu po prostu muszę rozładować stres. Kieliszek wina, piwo czy kolorowy drink rozpuszczają nerwowość nagromadzoną przez tydzień, czy dzień i pozwalają mi spokojnie zasnąć. Czy aby na pewno? Czy zauważyłeś, że kiedy minie godziny od spożycia alkoholu, twój stres wraca wzmocniony? Czy wiesz, że spożywanie alkoholu przed snem może ułatwić zaśnięcie, ale drastycznie pogarsza jego jakość?

Szósty na liście: picie czyni mnie szczęśliwym. Jak wypiję, jestem radosny, cieszę się życiem. Nawet jeśli chwilę wcześniej byłem smutny, kilka łyków sprawia, że się uśmiecham. Dzięki temu jestem szczęśliwy. Czy aby na pewno? Czy nie potrafisz odczuć radości bez alkoholu? Czy wiesz, że alkohol jest przyczyną depresji, obniżonego nastroju oraz wielu cierpień i krzywd? Czy uważasz, że poprzednie pytanie ciebie akurat nie dotyczy, bo ty czerpiesz z alkoholu szczęście?

Siódmy na liście: alkohol jest niezbędny do życia towarzyskiego. Ludzie piją, gdy spotykają się w grupie. Przy kolacji, na domówce – oczywiście, że wypiją kieliszek czy dwa, czasem nieco więcej. To naturalny element życia towarzyskiego, który ułatwia rozmowę i socjalizację. Wszyscy tak robią. Czy aby na pewno? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije alkoholu? Czy oni nie mają życia towarzyskiego? Czy widziałeś kiedyś bawiące się dzieci? Jak im się to udaje, skoro nie piją alkoholu?

Ósmy na liście: piję, by dopasować się do ludzi. W mojej kulturze picie jest przyjętym sposobem spędzania wolnego czasu. Osoby niepijące muszą się tłumaczyć z niepicia. Ja nie chcę się tłumaczyć. Ja chcę należeć, być częścią mojej społeczności! Bez alkoholu to prawie niemożliwe! Czy aby na pewno? Czy chcesz być zakładnikiem cudzych nawyków i nałogów? Czy wiesz, że około połowy dorosłej populacji nie pije? Czy możesz ich odnaleźć?

Więcej szczegółów i konkretów znajdziecie w książce. Każde z tych pytań jest niezwykle ważne, bo często stoi za uzasadnieniem picia okazyjnego i umiarkowanego. Uzasadnieniem, które warto zbadać, bo może się okazać nonsensowne.

Zachęcam do lektury tej i odważnego poddania swoich założeń próbie. Cóż macie do stracenia? Przecież jeśli nie mylicie się co do waszego stosunku do alkoholu, to bez problemu odpowiecie na postawione w książce pytania i umocnieni będziecie pić dalej, a jeśli się mylicie, to będziecie mieć świetną okazję, by przewartościować swoje przekonania! Jak by sytuacja się nie potoczyła, tylko na tym skorzystacie.

O praktycznym wyborze – część druga

Podjęto decyzje dotyczące organizacji czasu i działań. Analizowane były opcje zachowania, modyfikacji lub rezygnacji z różnych aktywności, takich jak wyprawy rowerowe, klub Toastmasters, czy uważne czytanie. Wybór najkorzystniejszych opcji uwzględniał wartości osobiste, koszty oraz potencjalne korzyści zdrowotne i rozwojowe.

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu i przechodzimy do konkretnych aktywności. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły o procesie podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Mycie się; Pranie; Pielęgnacja rośli; Jedzenie
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest względnie oczywiste, że nie wymagają zmian i są do zachowania w obecnej formie.
Chciałbym zauważyć, to, że niekoniecznie tak musiałoby być, że te działania powinny pozostać nietknięte. Przykładowo, jeśli moim zwyczajem w codziennym myciu byłoby branie godzinnej kąpieli, to zmiana na 10 minutowy prysznic byłaby warta rozważenia. Już preferuję prysznic, nie widzę więc powodu, by się tym wyborem zajmować.

Wyprawy rowerowe
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie
W sezonie letnim, w weekendy wybieram się na wyprawy rowerowe. Wyprawy są dwóch typów: w okolicach Wrocławia po płaskim i downhill w górach. Częstotliwość to (w sezonie wiosenno-letnim) raz na miesiąc.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna
A. zrezygnować z obu,
B. zrezygnować z jednej, ewentualnie modyfikując częstotliwość,
C. zostawić jak jest,
D. zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Typowa wyprawa tego typu trwa 8 godzin (uwzględniając dojazd na downhill). Downhill to koszt około 500 złotych – wypożyczenie roweru i karnety na wyciąg. Dodatkowy koszt downhillu to dojazd, szacunkowo 50 złotych. Jeśli zainwestowałbym we własny rower, koszty zjazdów spadają o 400 złotych. Inwestycja w rower to nawet 20000 złotych (bardzo dobry sprzęt), plus zainstalowanie haka i bagażnik rowerowy (koszty jeszcze nieznane). Własny rower mogę wykorzystać na normalną jazdę górską. Jazda po płaskim to koszt serwisowania roweru. Jazda na rowerze jest korzystna dla układu krążenia. Aktywność na powietrzu jest korzystna dla mózgu i psychiki. Zjazdy stymulują wydzielanie adrenaliny. Sporty ekstremalne mogą uzależniać. Zjazdy grożą kontuzjami.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia)
Bez szczegółów: w przeszłości jeździłem na rowerze i doświadczałem wspomnianych w 3 korzyści (samopoczucie, adrenalina). Nie miałem poważnego wypadku. Raz przeleciałem przez kierownicę przy zjeździe – nic nie połamałem.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji
A. ZA: maksymalny zysk czasu (ok. 50 dni rocznie), oszczędność pieniędzy (zależy od wariantu)
PRZECIW: zmniejszenie aktywności fizycznej, utrata frajdy, mniej spalonych kalorii, mniej czasu na łonie natury
B. ZA: średni zysk czasu, oszczędność pieniędzy (zależy od opcji), zachowanie aktywność, frajda, spalone kalorie, czas na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy (zależnie od wariantu)
Potrzeba uściślenia jak ta opcja by wyglądała.
C. ZA: zachowanie aktywność, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: brak oszczędności czasu i pieniędzy
D. ZA: średni zysk czasu, zachowanie aktywności, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja C jest ściśle gorszą wersją opcji B, zostaje odrzucona.
Opcje D i B możemy zredukować do jednej, brzmiącej jak opcja D, ale dopuszczającej całkowitą eliminację jednej z opcji. Jej za i przeciw są takie ja B.
Rozstrzygamy między A, a hybrydą D i B. Można próbować atakować sprawę ilościowo, ale to proces żmudny. Zaobserwujmy, że opcja A redukuje ilość prozdrowotnej aktywności fizycznej. Zależy mi na moim zdrowiu (część wartości Rozwój). Jeżeli wyeliminuje A, to będę potrzebował kompensacji w innych aktywnościach. Zysk czasu będzie iluzoryczny. To pozostawia oszczędność pieniędzy jako zaletę A. Ale tutaj zauważam, że w opcji konkurującej, mogę obniżyć koszty do nieznacznych wartości.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Opcja hybrydowa: zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość (może do zera) jest najkorzystniejsza.
8. Działanie.
W planowaniu oprę się na następujących zasadach: biorąc razem rower i piesze wędrówki, w sezonie wiosenno-letnim chcę oddawać się im raz w tygodniu. Nie nastawiam się na ograniczanie czasu, jest to czas inwestowany w rozwój i zdrowie fizyczne i psychiczne. Kardio jest ważniejsze od adrenaliny. Cięcia w kosztach mają znaczenie. Kontuzje nie są pożądane.
Połączę ten punkt z wyprawami górskimi i nazwę to „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Proporcję ustalę na początek jako jeden do jednego. Wyprawy rowerowe to w większość enduro lub płaskie tereny, downhill, kiedy będzie można go połączyć z dobrym towarzystwem. To wynika z chęci unikania kontuzji, preferowania kardio i chęci oszczędzenia środków. Czeka mnie zamontowanie haka, kupno bagażnika, kupno roweru i osprzętu. Rower głównie pod enduro, ale powinien dawać sobie radę w okazjonalnych zjazdach – coś tańszego niż 20 tysięcy.

Wyprawy górskie
Przez ten punkt nie będę przechodził osobno. Argumentacja jest prostszą wersją punktu poprzedniego, bo nie ma czynnika kosztowego. Punkt ten i poprzedni łączę w „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Górskie wyprawy powinny zajmować dwa dni w miesiącu. Dodam jeszcze, że wyjazdy wakacyjne nie liczą się do średniej, są osobną pulą.

Toastmasters
1. Uczęszczam raz w tygodniu na spotkania klubu mówców Toastmasters.
2. (A) Uczęszczać nadal. (B) Zarzucić.
3. Klub jest nastawiony na ćwiczenie umiejętności publicznego przemawiania. W ramach spotkań klubowych poznaje się nowych ludzi. Klub odbywa się raz w tygodniu, trwa 2 godziny. Integracja obywa się po spotkaniu w barze. W spotkaniach są przerwy. W czasie przerw członkowie rozmawiają. Klub ma ścieżki dedykowane do humorystycznego i spontanicznego wypowiadania się. Klub daje okazję, by mówić przed publiką.
4. Brak.
5. (A) ZA: Praca nad lękiem przed byciem widzianym. Praca nad spontanicznością wypowiedzi. Poznawanie nowych ludzi. Uczenie się przemawiania. PRZECIW: Członkostwo kosztuje. Aktywne uczestnictwo wymaga czasu, nie tylko na spotkania, ale też na przygotowanie wystąpień.
(B) ZA: Zwolnienie czasu. PRZECIW: Brak okazji do poznania nowych ludzi. Brak pracy nad lękiem przed byciem w centrum uwagi. Brak pracy nad humorystyczną i spontaniczną wypowiedzią.
6. W tym przypadku mamy proste pytanie: czy czas wydatkowany na klub jest tego wart? W ramach klubu mogę pracować nad wartością „wolności”, a to przez pracę nad lękiem przed byciem w centrum uwagi i wypowiadaniem się przed grupą. Obecnie ograniczają one moją wolność.
Mogę się rozwijać, ucząc się umiejętności wypowiedzi spontanicznej i z humorem. To nie tak kluczowe, ale wciąż istotne, szczególnie w połączeniu ze spontanicznością, która sprzyja wolności.
Mam możliwość poznania nowych ludzi, ograniczoną przez fakt, że integracje odbywają się w miejscu alkoholowym, nadal jest to jedna z niewielu okazji, by pracować nad nowymi relacjami.
Podsumowując, korzyści uzasadniają pozostanie.
7. Wybór pada na opcję (A) Uczęszczać nadal.
8. Brak natychmiastowych, poza może zaktywizowanie się w klubie. W przyszłości przeanalizuje, czy faktycznie osiągam założone cele.

Uważne czytanie
1. Uważne czytanie to wnikliwe analizowanie trudnej lektury. Obecnie z rzadka je praktykuje.
2. (A) Bez zmian, dalszy brak praktyki, ale zachowanie opcji. (B) Rezygnacja. (C) Powrót do praktykowania.
3. Uważne czytanie jest treningiem logiki. Pozwala zdobyć nowe perspektywy. Ćwiczy uważności. Mam rozpoczęte „Dialogi” Seneki. Ten teks pobudził u mnie wiele wartościowych myśli. Od kilku tygodni nie przeznaczam czasu na lekturę. Uważna lektura wymaga więcej czasu niż lekka lektura.
4. Uważna lektura Epikteta, Marka Aureliusz i innych pomogła mi w trudnych momentach początków trzeźwienia.
5. (A) ZA: brak. PRZECIW: Trwanie w zawieszeniu. Frustracja brakiem postępów.
(B) ZA: Usuwa poczucie zawieszenia i frustrację. PRZECIW: Brak korzyści rozwojowych. Utrata szansy na poznanie nowych idei.
(C) ZA: Trening logiki. Poszerzenie perspektywy. Lepsze zrozumienie stoicyzmu i człowieczeństwa. PRZECIW: Wydatek czasu.
6. Opcja (A) jest pozbawiona plusów, więc odpada.
Opcja (B) to opcja zachowania wolnego czasu, podczas gdy opcja (C) to opcja wydatku czasu w zamian za wymienione aspekty rozwojowe. Rozwój jest jedną z moich głównych wartości, co skłania mnie ku opcji (C).
7. Opcja (C) „Wprowadzenie aktywności do rutyny”.
8. Czytanie „Dialogów” Seneki.

Pisanie
1. Piszę bloga, polemiki i opowiadania.
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Zaprzestać pisania. (C) Dostosować czas i treści.
3. Pisanie jest moim narzędziem autoekspresji. Służy mi do porządkowania myśli o filozofii. Pomaga mi w praktykowaniu stoicyzmu. Pomaga mi w pracy z przekonaniami. Daje mi satysfakcję i poczucie spełnienia. Piszę jeden post na bloga tygodniowo. Mam rozpoczęte i niedokończone opowiadanie. Opowiadanie czeka od dwóch miesięcy. Pisanie zajmuje mi średnio dwie-trzy godziny dziennie.
4. Najdłuższy okres, kiedy zarzuciłem pisanie, to był okres głębokiego nałogu. Nie miałem wtedy siły pisać.
5. (A) ZA: Mam pole do ekspresji. Blog utrzymuje się na powierzchni. PRZECIW: Brak czasu na pisanie opowiadań. Brak czasu na zwiększenie częstotliwości lub objętości postów. Brak czasu na pisemną analizę przekonań i polemiki.
(B) ZA: Uwolnienie znacznego czasu. PRZECIW: Utrata pola do ekspresji. Znaczne ograniczenie rozwoju i wolności.
(C) ZA: Mam pole do ekspresji. Mogę rozwinąć bloga. Mogę dokończyć i pisać nowe opowiadania. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) odpada, byłaby do rozważenia jedynie, gdybym miał realną alternatywę twórczej ekspresji, a takowej nie mam.
Pod kątem moich wartości opcja (C) jest ściśle lepsza niż opcja (A). Jedyne co przemawia za (A) to to, że nie wymaga dodatkowego czasu, ale ten dodatkowy czas zostanie przeznaczony na bardzo wartościowe elementy mojego życia, coś, co jest rdzeniem wartości „twórczość”, ale dotyka także „wolności” i „rozwoju”.
7. Opcja (C): Dostosować czas i treści.
8. Na chwilę obecną chodzi o dostosowanie czasu. W części czas zwolniony przez sprawy, które zarzucę lub ograniczę, trafi tutaj. Będę zmierzał do podbicia średniego czasu pisania do czterech godzin dziennie. Taktycznie: ruszę z pisaniem zaczętego opowiadania.

Oglądanie YouTube – rozrywka
1. Codziennie oglądam filmiki na YT, głównie dotyczące Magica (gra karciana).
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Ograniczyć czas. (C) Całkowicie zrezygnować.
3. Spędzam około 2 godzin dziennie na tej aktywności. W niewielkim stopniu poprawia ona moją umiejętność gry w Magica. Ma działanie „odmóżdżające”, wyłączam się, gdy się jej oddaje.
4. Kiedyś grałem pasjami w Diablo 2. To była aktywność pozbawiona myślenia, powodująca odprężenie i zajmująca czas. Kiedy przestałem, zyskałem czas na aktywności dające mi satysfakcję.
5. (A) ZA: Brak. PRZECIW: Słabo wykorzystany czas. Kompulsywne działanie. Strata energii.
(B) ZA: Niewielki zysk czasu. Niewielki zysk energii. PRZECIW: Większe ryzyko powrotu do tego zachowania.
(C) ZA: Duży zysk czasu. Duży zysk energii. PRZECIW: Ryzyko pojawienia się pustki.
6. Opcja (A) odpada, jako że nie znalazłem dla niej zalet. Opcja (C) daje większe oszczędności czasu i większą szansę na nie wracanie do tej kompulsji.
7. Opcja (C): całkowicie zrezygnować.
8. Zaprzestaje oglądania nieedukacyjnych treści na YT. Obserwować czy nie pojawią się głody.

Chodzenie do kina/teatru
1. Średnio raz w miesiącu chodzę do kina bądź teatru. Zajmuje to około 3-4 godziny.
2. (A) Zarzucić tę aktywność. (B) Pozostawić jak jest. (C) Zmodyfikować częstotliwość lub/i repertuar.
3. Do kina chodzę najczęściej na fantastykę lub sensację. Do teatru zazwyczaj na dramat lub na musical. Do NFM na muzykę instrumentalną. Chodzę średnio raz w miesiącu. Daję mi to rozrywkę. Daję mi to możność rozwoju, mniejszą bądź większą.
4. Na blogu wspominałem od sytuacji, gdy czekając na kino, dostąpiłem chwili błogości, która trwała w czasie seansu.
5. (A) ZA: Oszczędność czasu. PRZECIW: Strata rozrywki i rozwoju intelektualnego.
(B) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. PRZECIW: Brak oszczędności czasu.
(C) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. Mam szansę lepiej dostosować treść do obecnych potrzeb. PRZECIW: Średnia oszczędność czasu (potencjalnie).
6. Opcja (C) jest ściśle lepszą wersją opcji (B). Opcja (A) pozbawia mnie źródła rozwoju intelektualnego, który jest dla mnie istotną wartością. Zaoszczędzony czas poszedłby na inne rozwojowe aktywności.
7. Opcja (C) ponad opcją (A), ze względu na zachowanie źródła rozwoju.
8. Zwrócę uwagę na repertuar. Obecnie szukam w swoim życiu dodatkowych źródeł radości. Wszelkiego rodzaju komedie (w kinie i w teatrze) mogą być jej źródłem.

Picie i zaparzanie kawy
1. We weekendy poświęcam około 10-15 minut dziennie na parzenie kawy.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Przestać pić kawę. (C) Pić kawę w kawiarni.
3. Kawa ma umiarkowanie prozdrowotne działanie według znanych mi badań. Bez wypicia kawy rano boli mnie głowa. Kawa w lokalnej kawiarni kosztuje 15 złotych. W kawiarniach spotyka się ludzi. Kawiarnia jest tuż za rogiem. Koszt moich 10 minut to 33 PLN.
4. Nigdy nie miałem w zwyczaju pijać kawy w kawiarniach. Kiedyś piłem kawę rozpuszczalną – czasem spróbuje ponownie, jest niesmaczna.
5. (A) ZA: odprawiam rytuał parzenia kawy, który jest relaksujący. PRZECIW: Koszt to 33 PLN (czas) + 3 PLN (ziarna) = 36 PLN.
(B) ZA: Koszty = 0 PLN. Odrobina czasu odzyskana. PRZECIW: Ból głowy. Utrata drobnych korzyści zdrowotnych.
(C) ZA: Koszt = 15 PLN. Szansa na spotkanie nowych ludzi. PRZECIW: Trzeba wyjść z domu.
6. Opcję (B) odrzucam, utrat korzyści zdrowotnych i zmaganie z bólem głowy na czas odzwyczajenia się od kofeiny kosztowałyby mnie więcej niż drobna oszczędność.
Opcja (A) jest droższa, jeśli piję jedną kawę, nieco droższa, jeśli piję dwie. Opcja (A) ma aspekt uspokajający, opcja (C) równoważy to aspektem społecznym i okazją do spotkania nowych ludzi. Opcja (C) jest szczególnie korzystna przy jednej kawie dziennie, przy dwóch wypada podobnie.
7. Wybór pada na opcję (C) i będę eksperymentował z zejściem do jednej kawy dziennie.
8. Zacząć chodzić do kawiarni na kawę w weekendy.

Gotowanie
1. Przygotowuje posiłki z określoną kalorycznością. Dwa-trzy razy w tygodniu obiady (około godziny każdy). Siedem razy w tygodniu kolacje (około 10 minut). Trzy razy w tygodniu śniadania (około 10 minut).
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Catering dietetyczny. (C) Opcja hybrydowa – część posiłków na własną rękę, część kupowanych.
3. Catering to koszt 75 PLN/dzień za 2500 kalorii. Obecnie koszt mojego czasu to 112 PLN/dzień. Składniki to około 20 PLN/dzień. 2500 kalorii to w okolicach moich kalorii utrzymania. Gotowanie we własnym zakresie skutkuje powtarzalnością posiłków.
4. W przeszłości przez kilka miesięcy korzystałem z cateringu – jedzenie było smaczne, warunki wygodne, schudłem kilka kg (była to dieta redukcyjna).
5. (A) ZA: Pełna kontrola nad tym, co jem. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Koszty. Powtarzalność posiłków. Konieczność planowania.
(B) ZA: Niski koszt. Dokładnie wyliczone kalorie. Wygoda. PRZECIW: Ograniczony wybór. Nie korzystam z jedzenia w pracy.
(C) ZA: Średni koszt. Umiarkowana wygoda. Szerszy wybór. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Konieczność planowania. Średni koszt.
6. Opcja hybrydowa jest gorszą wersją opcji pełnej. Nie pozwala na maksymalizację oszczędności. Nie zdejmuje kłopotu planowania. Warto tu zauważyć, że darmowe jedzenie w pracy, jest już uwzględnione w koszcie dziennym powyżej. Odrzucam opcję hybrydową.
Między (A) i (B) rozstrzygnę, po prostu porównując koszty. Niższe koszty ma opcja (B).
7. Wybieram opcję: Catering dietetyczny.
8. Zamówić catering i korzystać.

LEGO
1. Okazjonalnie układam zestaw LEGO.
2. (A) Zachować bez zmian. (B) Robić częściej. (C) Zarzucić.
3. Układam LEGO około dwóch razy do roku. Zajmuje to 3-4 godziny. Nie kupuje zestawów, polegam na prezentach. Układając, czuję się zrelaksowany. Ładne zestawy zachowuje jako ozdobę.
4. Układanie zestawu mnie delikatnie relaksuje.
5. (A) ZA: Okazjonalny relaks. Zero wydatków. Ozdoby w domu. PRZECIW: Nie oszczędzam czasu.
(B) ZA: Częstszy drobny relaks. Więcej ozdób w domu. PRZECIW: Wydatki czasu i pieniędzy.
(C) ZA: Oszczędzam czas. Mam zestawy LEGO na prezent. PRZECIW: Brak okazjonalnego relaksu. Brak ozdób w domu.
6. Układanie LEGO jest dla mnie bez kosztowym, relaksującym sposobem na spędzenie kilku godzin w roku. Całkowita eliminacja nie ma sensu. Zysk to kilka godzin rocznie, które, tak czy owak, warto wypełnić czymś relaksującym i ewentualny prezent dla kogoś. Nie lubię oddawać prezentów dalej. Odrzucam opcję (C). Pozostaje pytanie, czy układać LEGO częściej. Ładny zestaw z kolekcji botanik to około 200 złotych. Czas składania 3 może 4 godziny. Stopień relaksu: umiarkowany. To kosztowny sposób na relaks, nawet biorąc pod uwagę, że zostaje po nim ozdoba.
7. Pozostawiamy obecny układ, opcja (A).
8. Brak.

O alkoholu – psychoaktywność i społeczeństwo

Ostatni wpis serii o alkoholu omawia jego psychoaktywne działanie oraz negatywny wpływ na społeczeństwo. Alkohol wywołuje efekty takie jak pobudzenie, stłumienie lęku i ułatwienie komunikacji, ale również prowadzi do uzależnienia i przestępczości. Dodatkowo analizowane są koszty społeczne związane z jego spożyciem.


Dzisiejszy wpis jest ostatnim z serii poświęconej alkoholowi. Do tej pory omówiliśmy:
1. Wpływ alkoholu na zdrowie
2. Uzależnienie od alkoholu
3. Dlaczego pijemy
Ostatni część poświęcona będzie dwóm zagadnieniom. Po pierwsze spojrzymy na to, jakie jest psychoaktywne działanie alkoholu. Co alkohol robi w naszym mózgu, jakie stany wywołuje. Po drugie, zgłębimy szkody, jakie alkohol przynosi społeczeństwu i dlaczego jego funkcjonowanie w kulturze, jest problemem nas wszystkich, nawet tych, którzy nie piją.

Jak alkohol działa na psychikę? ([1], [2], [3])

Z grubsza rzecz ujmując, alkohol wywołuje trzy pożądane efekty psychiczne:
pobudzenie psychomotoryczne (haj) – efekt zbliżony do działania stymulantów (np. amfetaminy), przypływ energii i chęci do działania, większa chęć do rozmowy, tańca, śpiewu, zanik senności.
Stłumieni lęku – efekt wspólny z innymi depresantami (np. heroiną), obniżenie odczuwane lęku, uczucie ulgi i spokoju, odprężenie. Może, być połączone ze wzrostem senności.
Ułatwienie komunikacji interpersonalnej – nie jest to osobny efekt, raczej pochodna dwóch pierwszych. Pobudzenie ułatwia inicjowanie konwersacji, wchodzenie w kontakt fizyczny (czasem niepożądany). Ograniczenie lęku ułatwia wyrażanie swojego zdania, wdawanie się w rozmowy, mówienie i robienie rzeczy „odważnych” (w tym niebezpiecznych).
Nie wszyscy doświadczają wszystkich tych efektów jednakowo. Część osób doświadcza tylko tłumienia lęku, co ich odpręża, ale nie doznają pobudzenia lub tylko niewielkie. Część osób doświadczy pobudzenia, ale nie tłumienia lęków.
Jest grupa osób, która nie doświadczy żadnego z tych efektów – to szczęśliwcy, którzy nie rozumieją, dlaczego ktoś pije alkohol, zazwyczaj niepijący albo pijący symbolicznie.
Niektóre osoby, doświadczają wszystkich trzech stanów. Do nich zaliczam się i ja. To grupa ryzyka, jeśli idzie o uzależnienie. Temat uzależnienia już przerobiliśmy [LINK]. Tutaj chce tylko uczulić te osoby, które odczuwają pobudzenie po zażyciu alkoholu, by bardzo ostrożnie podchodziły do swojej relacji z alkoholem.
Z trzech efektów silne pobudzenie jest najrzadziej spotykane, jest raczej wyjątkiem, niż regułą. Alkohol jest depresantem, środkiem uspokajającym, działanie stymulujące jest tu nietypowe. Jak wspomniałem wyżej, warto zwracać na nie uwagę, bo może być znakiem ostrzegawczym przed uzależnieniem, a nawet jeśli nie, to może prowadzić do przeciągającego się imprezowania i większego spożycia, które jest szkodliwe dla zdrowia.
Występowanie wszystkich powyższych efektów zależy od osoby, od dawki alkoholu, od chwilowego samopoczucia, od stanu zdrowie i wielu innych czynników. Z tego względu mówi się, że alkohol ma działanie nieswoiste, czyli zmienne i trudne do przewidzenia.
Wszystkie trzy efekty są efektami krótkotrwałymi, tłumienie lęku może trwać najdłużej, ale towarzysząca mu ulga zanika szybko. Wszystkie trzy zaczynają zanikać kilkanaście minut po spożyciu, ustępując miejsca objawom odstawiennym: spadkowi poziomu energii, napięciu i niepewności, dezorientacji, senności. Te objawy są długotrwałe i wiążą się z zasadniczym działaniem alkoholu: centralny układ nerwowy zaczyna spowalniać. Są one na tyle nieprzyjemne, że stanowią zachętę do zażycia kolejnej dawki, która je natychmiastowo uśmierzy, odtwarzając efekt krótkotrwały. Celem większości pijących, jest tak pokierować spożyciem, by objawy odstawienne przespać – zostawiając radzenie sobie z nimi podświadomości.
Jest wiele innych niepożądanych objawów zatrucia alkoholem, które albo pojawiają się po odstawieniu, albo idą w parze z objawami pożądanymi, aby wymienić kilka: zaburzenia równowagi i koordynacji, zaburzenia pamięci, zaburzenia zdolności podejmowania decyzji, zaburzenia mowy, zaburzenia logicznego i abstrakcyjnego myślenia, zaburzenia kontroli impulsów, lęki, obniżone samopoczucie, odczucie bezsilności, zaburzenia popędu seksualnego itd..
Ważnym i niebezpiecznym objawem zażycia alkoholu jest zwiększenie agresji. Nie występuje u wszystkich i zawsze, ale może się pojawić i wywołać bardzo niebezpieczne sytuacje. Wyższy poziom agresji w połączeniu z zaburzeniami kontroli i logicznego myślenia tworzy wybuchową mieszankę, która sprowadza nas do trzeciego dzisiejszego pytania.

Jak alkohol wpływa na dobrostan społeczeństwa? ([4], [5], [6])

Kryminogenność
Pośród powszechnie używanych narkotyków, alkohol jest najczęściej wiązany z przestępczością, jest kryminogenny.
Kilka statystyk dla USA:
w 37% przypadków gwałtu, sprawca jest pod wpływem alkoholu
w 27% napaści z użyciem przemocy, sprawca jest pod wpływem alkoholu
w 66% przemocy domowej, sprawca jest pod wpływem alkoholu
w 40% przypadków przemocy przeciw dzieciom, sprawca jest pod wpływem alkoholu.
Statystki w Polsce (dane z 2019 roku) kształtują się, jak następuje:
gwałt – 60% sprawców pod wpływem alkoholu
pobicia – 73% sprawców pod wpływem alkoholu
zabójstwo – 80% sprawców pod wpływem alkoholu.
Nie będę się rozpisywał i zostawię te statystyki bez dalszego komentarza.

Koszty finansowe ([7])
Wielu ludzi uważa, że państwo zarabia na sprzedaży alkoholu. Przecież pobiera akcyzę, podatek VAT, opłaty za koncesję itp.. Rzeczywistość jednak nie jest tak różowa dla krajowego budżetu. Podatek akcyzowy pokrywa, w przybliżeniu, koszty, jakie ponosi system opieki zdrowotnej, wynikające z leczenia chorób i urazów związanych ze spożywaniem alkoholu. To jednak niejedyny koszt, jaki ponosimy. Alkohol powoduje też spadek produktywności. Powoduje utratę czasu pracy na leczenie skutków picia. Skraca produktywne lata życia, niszcząc zdrowie i powodując przedwczesną śmierć. To koszty, których nie pokrywa żaden podatek lub danina. Akcyza na alkohol musiałaby wzrosnąć trzykrotnie, by zbliżyć się do poziomu pozwalającego je skompensować.

BIBLIOGRAFIA

Działanie psychoaktywne:
[1] https://books.google.pl/books?id=J3-78PdF83kC&pg=PA699&redir_esc=y#v=onepage&q&f=false
[2] https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9399303/
[3] https://www.who.int/europe/event/redefining-alcohol-for-a-healthier–safer–and-happier-europe

Przestępczość:
[4] https://bjs.ojp.gov/content/pub/pdf/ac.pdf
[5] https://www.alcoholhelp.com/alcohol/crimes/
[6] https://czasopisma.uwm.edu.pl/index.php/sp/article/download/7717/6051/20775 Finanse:
[7] https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/polacy-daja-w-szyje-panstwo-traci-miliardy-akcyza-na-alkohol-to-kropla-w-morzu/2rv1ndy

O tym dlaczego pijemy

Autor postu dzieli swoje przemyślenia na temat alkoholu w sześciu hipotezach, które odzwierciedlają różne motywy jego spożywania. Przedstawia wpływ alkoholu na psychikę, przyzwyczajenia kulturowe oraz mechanizmy uzależnienia. Zachęca do refleksji nad własnymi powódami picia oraz ich konsekwencjami, podkreślając, że żaden powód nie jest naprawdę dobry.

Cykl ten miał być trylogią, ale po spisaniu ostatniej części, zdecydowałem, że podzielę ją na dwie. Pierwsza, podejmie próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego pijemy alkohol? Druga, opiszę wpływ alkoholu na psychikę i skutki, jakie niesie spożywanie alkoholu, dla społeczeństwa.
Przypominam tutaj, że do tej pory omówiliśmy:
1. Wpływ alkoholu na zdrowie
2. Uzależnienie od alkoholu

Ten wpis ma być zachętą do dyskusji nad powodami dla których pijemy alkohol. W poniższym tekście przytoczę tę, które przyszły mi do głowy. Wiem jednak, że jestem stronniczy, dlatego chciałbym usłyszeć od was: dlaczego pijecie?

Przedstawię sześć nie wykluczających się wzajemnie hipotez, każda z nich może być prawdziwa dla innej grupy ludzi. Co więcej, kilka może być jednocześnie prawdziwych dla jednego człowieka. Przy tych, z którymi sam miałem z nią doświadczenia, postaram się przedstawić przykład wzięty z mojego życia.

Kursywą wyróżniam autobiograficzne fragmenty.

Hipoteza 1: Co ukoi mój strach czyli psychotropy bez recepty
Kiedy wychodzę na spotkanie ze znajomymi czuję strach. Jeszcze nim wyruszę z domu, kręcę się, spoglądam nerwowo na zegarek. Wychodzę za wcześnie, znowu będę przed czasem. Mam nadzieje, że to nie problem, ale może jednak tak. Jaki dzisiaj będę? Radosny czy zgaszony? Jeśli zgaszony to czy będą mnie dalej lubić? Co będzie jak przestaną mnie lubić? Zostanę całkiem sam! Tak się nie da, tak się nie da… dzwonię do drzwi i zakładam, na twarz najbardziej wyjściowy uśmiech. Strach mnie jednak nie opuszcza, nie będę się dobrze bawił jeśli czegoś z nim nie zrobię.
To typowa sytuacja z jaką mierzyłem się przez większość mojego życia. Strach nawiedzał mnie zawsze kiedy musiałem znaleźć się w grupie osób. Nie miało znaczenia czy te osoby były mi obce, czy znałem je dobrze.
Budzę się rano i boję się wyjść spod kołdry. Nie chcę. Mam wrażenie, że jeśli odrzucę pościel to stanie się coś strasznego, coś czemu nie podołam. Kręcę się z boku na bok, zaciskam oczy udając, że nie widzę światła świtu. Mijają minut, a ja nadal się boję. Jak mam funkcjonować w takim stanie?
Lęk towarzyszył mi przez całe dnie. Najmocniej uderzał rano, zaraz po przebudzeniu, ale i w ciągu dnia przychodził falami.

Czy wiecie, że alkohol ma silne działanie przeciwlękowe? Działa bardzo szybko, już kilka minut po zażyciu, pojawia się uczucie ulgi, towarzyszy mu lekkie pobudzenie i wzrost chęci do działania. Pobudzeni mija szybko, ale działanie przeciwlękowe utrzymuje się od 45 minut do godziny. Kiedy ustaje, lęk wraca wzmocniony, o ile źródło lęku nie zniknęło w międzyczasie. To prowokuje do zażycia kolejnej dawki, a po niej kolejnej i kolejnej, i tak aż do utraty przytomności („zaśnięcia”). Przerabiałem ten schemat setki razy.
Strach jest naturalną i zdrową emocją. Nie jest zły, choć bywa trudny. Niesie dla nas informację, znika kiedy zostanie zrozumiany, kiedy informacja dotrze do celu czyli naszego świadomego umysłu. Jeśli zostanie chemicznie stłumiony nie może wykonać swojego zadania. Nawet jeśli jego przyczyna zniknie, pozostanie w naszym bagażu nieprzeżytych emocji.
Alkohol pozwalał mi mówić do ludzi. Strach i niepewność znikały w oka mgnieniu. Mogłem zacząć żartować, opowiadać historię, śpiewać piosenki. Przestawałem się bać. Bez alkoholu, nie chciałem być między ludźmi, bo czułem dyskomfort. Nawet z bliskimi znajomymi, nawet z rodziną, nie chciałem się zadawać na trzeźwo, bo się bałem.
Kiedy wchodzimy w grupę ludzi odczuwamy niepokój. Niektórzy z nas odczują strach czy lęk. To naturalne odczucia, których źródło dało by się wywieść od naszego ewolucyjnego dziedzictwa i tego jak ważne było w nim stado. Kiedy spojrzycie na grupę dzieci, które właśnie spotkały się po raz pierwszy, dostrzeżecie tą samą ostrożność, niepewność, strach. Kiedy spojrzycie na nie kilka minut później, będą już razem biegać i skakać. Dokonały czegoś, czego wielu dorosłych nie potrafi: poznały się nawzajem, rozproszyły swoje obawy i, swoją odwagą, przezwyciężyły lęk. Wielu dorosłych, w tym i ja, delegowało ten proces w całości na alkohol, tak, że zatracili umiejętność przełamywania barier z innymi bez pośrednictwa substancji.
Nie każdy lęk można przezwyciężyć, nie na każdy lęk jest odwaga. Jeśli jego źródłem są głębsze zaburzenia, może być potrzebna interwencja psychologa (psychoterapia) i/lub psychiatry (leki). Skorzystanie z takiej pomocy nie jest oznaką słabości, przeciwnie jest oznaką siły, dojrzałości i rozsądku.
Mam zaburzenia lękowe. Kiedyś leczyłem je alkoholem. Obecnie zażywam antydepresanty z grupy leków zwrotnego wychwytu serotoniny (z przepisu lekarza psychiatry) i bardzo sobie je chwale. Mają one następujące przewagi nad alkoholem:
+ nie uzależniają
+ nie powodują raka
+ nie powodują uszkodzeń mózgu
+ nie powodują kaca
+ działają 24 godziny na dobę, a nie tylko do godziny po zażyciu
+ pełna lista czego SRI nie robią w artykule o wpływie alkoholu na zdrowie
Jeśli potrzebujecie leku, udajcie się do lekarza. Nie polegajcie na byle czym, tylko dlatego, że możecie to kupić bez recepty w najbliższej żabce!

Hipoteza 2: Kalka społeczna czyli „zawsze tak było”
Kiedy dorastałem, alkohol był częścią większości spotkań: wesela, komunie, imieniny, urodziny, święta. Kiedy trafiłem do liceum i sam zacząłem pić, alkohol był częścią każdego spotkania z kolegami: domówki, ucieczki ze szkoły, urodziny, granie w gry. Kiedy poszedłem na studia, ze znajomymi wychodziło się na piwo, na drinka, na wódkę. Nikt nie zadawał pytania: hej, a właściwie to po co nam tu ten alkohol? Jego obecność była jako powietrze, po prostu jest. I jak powietrze, był przezroczysty, niewidzialny, niezauważalny, niekwestionowany. Przyzwyczajenie jest potężną siłą w naszym życiu. Ja przyzwyczaiłem się, że zawsze kiedy spotykam się ze znajomymi, musi temu spotkaniu towarzyszyć alkohol. Tak było zawsze, tak jest, i tak będzie. Dlaczego?
Przyzwyczajenie jest potężnym czynnikiem w naszym życiu. Setki drobnych i wielkich decyzji, które podejmujemy, pozbawione są refleksji, bo wypływają wprost z przyzwyczajenia. Z okresu swojego wychowania i dojrzewania wynosimy bagaż wzorców, czasem świetnych i użytecznych, czasem toksycznych, czasem obojętnych. Bagaż powiększa się w miarę jak idziemy przez życie. Dochodzą nowe wzorce, istniejące wzorce są utrwalane albo eliminowane. Proces ten zazwyczaj zachodzi poza naszą świadomością. Rzadko jest logiczną analizą istniejących schematów, refleksyjnym przewartościowaniem naszego zachowania i naszych automatycznych założeń.
Alkohol pełni obecnie w kulturze europejskiej rolę społecznego kleju. Jest nieodłącznym towarzyszem spotkań towarzyskich, czy to na wysokich szczeblach ludzi znanych i wpływowych, czy na nizinach społecznych pośród prostych robotników. Wszyscy w toku naszego życia zetknęliśmy się ze schematem spotkania towarzyskiego pod zbiorczym tytułem „chodźmy na piwo, pogadamy”. Dla wielu z nas, ten wzorzec jest typowy dla interakcji społecznych. Dla niektórych, jest jedyny.
Kiedy ostatnio zadaliście sobie pytanie, dlaczego spotykam się z kolegą/koleżanką przy alkoholu? Kiedy ostatnio poddaliście refleksji, jaką rolę spełnia alkohol w waszych życiu towarzyskim? Kiedy ostatni sprawdziliście, czy jest wam potrzebny do czegokolwiek?
Nieczęsto wychodzę na spotkania towarzyskie na których może się pojawić alkohol, ale zdarza mi się to od czasu do czasu. Ostatnio miałem przyjemność w takiej okazji uczestniczyć. Wydarzenie nie było mocno alkoholowe, większość uczestników nie piła, jednak substancja przewijała się, w bardzo klasyczny sposób, znany z miliona domówek w tym kraju. Przez cały wieczór, od czasu do czasu, pojawiało się we mnie pytanie: po co? Co by się zmieniło, gdyby alkoholu na tej imprezie nie było wcale? Byliśmy zgraną grupą, znającą i lubiącą się nawzajem. Rozmowa kleiła się bez problemu, także dla tych, którzy nie pili. Jestem stronniczy, więc możliwe, że czegoś nie dostrzegam, ale mój wniosek był taki, że alkohol na tym spotkaniu to był tylko kwiatek do kożucha, byłoby równie udane i bez niego.
Świętujemy przy użyciu alkoholu, wznosimy toasty: na Nowy Rok, na urodziny, na zdrowie (ta ponura groteska) i tak dalej. Stworzyliśmy społeczną kalkę wpisującą alkohol w rytuał świętowania – ciekawym byłoby prześledzić jak to się stał [1]. Odgrywamy scenki przy jedzeniu, zwykle z winem, odnoszące się do ponoć niezwykłego związku tego trunku ze smakiem potraw. Nie pytamy: jak substancja, która paraliżuje nasze kubki smakowe, ma pomóc w smakowaniu czegokolwiek? Nie poddajemy naszych przekonań logicznej refleksji.
Zachęcam was byście zerknęli na własną relację z alkoholem, na sytuacje w których oczekujecie, że będzie alkohol, w których wydaje się wam obecność alkoholu naturalna. Na przyzwyczajenia, które wiążecie z tym narkotykiem. Jestem ciekaw co odkryjecie, dajcie mi znać!

Hipoteza 3: Pobudź mnie czule czyli zaskakujący stymulant
Padam na twarz, za chwilę zasnę na stole. Szybko, no gdzie to piwo. O, jest. Duży łyk, jeszcze jeden i jeszcze jeden. Już czuję, że mogę podnieść głowę, nie zasnę. Kolejny. Kufel jest pusty. Mniej niż 10 minut. Dobra. Następne. Już trochę wolniej, ale i tak poniżej 20 minut. Kolejne. Pół godziny i z głowy. No teraz to mogę  zaczynać wieczór. Po senności nie ma śladu, strach zniknął, mam moc i energię. Jest dziewiąta wieczorem. Skończę zasypiając (tracąc przytomność?) o piątej nad ranem.
U około 10-15% populacji alkohol wywołuje niezwykły efekt – zamiast swojego zwyczajowego spowolnienia i otępienia powoduje pobudzenie i uczucie wzrostu energii, działa jak klasyczny stymulant! Jednocześnie uśmierza strach i powoduje rozluźnienie, działa jak klasyczny depresant! Jest to niezwykłe połączenie. Nie znam drugiej substancji psychoaktywnej, która miała by podobny efekt. To zjawisko jest czynnikiem ryzyka w zachorowaniach na uzależnienie od alkoholu. Osoby w ten sposób reagujące na alkohol, nie mają naturalnego hamulca, jakim jest dla większości: wypiłem za dużo, zasypiam. Dzieje się odwrotnie, im więcej wypiją tym są bardziej pobudzone. Piją w efekcie więcej, a także częściej, bo postrzegają dodatkowe korzyści z kontaktu z alkoholem. Jest więcej sytuacji, w których są gotowe sięgnąć po substancje. Większość ludzi gdy jest zmęczona, nie pija wcale albo pije mniej. Ja robiłem wręcz przeciwnie, im bardziej czułem się zmęczony, tym chętniej sięgałem po alkohol, by się pobudzić.
Kiedy wychodziłem z domu oczy mi się same zamykały. Byłem  niewyspany, skacowany. Umówiłem się jednak ze znajomym na mieście. Zbierając resztki energii dostałem się do tramwaju. Ledwo mogłem usiedzieć nie zasypiając. Przed oczami miałem mroczki. Dotarłem na miejsce, do jednego z lokali w centrum. Kolega stwierdził, że też jest zmęczony, trzeba się więc obudzić. Zamówiliśmy butelkę wódki i piwo na głowę. Podziałało. Nie pamiętam, co się działo w kolejnych godzinach (palimpsest alkoholowy), następna klatka to inny lokal w centrum. Kolegi już nie ma, a ja tańczę szaleńczo na parkiecie. Lokal pustoszeje. Jest piąta nad ranem. W końcu i ja wychodzę, chociaż mógłbym cisnąć jeszcze dłużej. Budzę się pod wieczór. Okazuje się, że zgubiłem okulary. Chyba przeszkadzały mi w tańczeniu. Idę do monopolowego po piwo, żeby się nieco obudzić.
Jeśli obserwujecie u siebie silnie pobudzające działanie alkoholu, nie chodzi tu o chwilowe pobudzenie zaraz po zażyciu, tylko efekt trwający około 45-60 minut, powinniście szczególnie uważać na swoją relację z alkoholem. Jeśli nie wiecie do końca jak to sprawdzić, to następujący test może pomóc, choć go nie polecam bo wymaga picia alkoholu (lepiej nie testować i po prostu przestać pić): wypijcie szybko szklankę wódki (200 ml). Odczekajcie kilka(naście) minut. Czujecie senność czy pobudzenie? Jeśli czujecie pobudzenie, jesteście we wspomnianych wyżej 15 procentach. Najlepsza rada jaką dla was mam: rozstańcie się z alkoholem. Nie eksperymentujcie, nie testujcie granic, nie zakładajcie, że znacie jakiś umiar. Każda z tych rzeczy was zwiedzie, a alkohol ma dla was tyle teoretycznej użyteczności, że ryzykujecie, że staniecie się od niego zależni.

Hipoteza 4: No przecież jak wypiję to jestem fajniejszy! Prawda? Prawda?!
Wychodzę na parkiet. Za chwilę moje kocie ruchy oszołomią wszystkich zgromadzonych. Zaczynam taniec, jestem jak natchniony, wyginam się wbrew prawom fizyki, moje ruchy są idealnie zgrane z rytmem piosenki. Ale to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo. Wracam po kolejnymi piwie. Nie wiem jak to możliwe, ale tańczę jeszcze lepiej. Za chwilę wszystkie kobiety w lokalu padną mi do stóp. Jestem królem tańca! Tylko dzięki alkoholowi, na trzeźwo jestem w tym beznadziejny, tylko komuś nogi podepczę. O kurwa, na coś nadepnąłem… a jakaś zołza podlazła mi pod buty, uważaj gdzie łazisz, ja tu tańczę!
Wielu pijących tego doświadcza: poczucie, że mogą więcej, że są stają się lepsi i fajniejsi, lepiej tańczą, gadka im się klei, żarty są śmieszne jak nigdy, a jak wsiądą za kółko, to mogą startować w rajdach! Mamy poczucie, że startujemy z niskiego pułapu, że jesteśmy kiepscy, mało interesujący, a ten magiczny napój dodaje nam sił, czaru i umiejętności. Wiemy jednak, że nie można przesadzić. Jak wypijemy za dużo, to staniemy się bełkotliwie, zaczniemy się zataczać etc.. Musimy znaleźć magiczną granicę, po której alkohol zaczyna nam szkodzić: „umiar”.
Nagraliśmy się kiedyś z kolegami po pijaku. Pamiętam tą imprezę, w trakcie czułem, że mamy fazę, że walimy dobre teksty, śpiewamy szlagieru Kultu lepiej niż Kazik, recytujemy „Pana Tadeusz” tak że Mickiewicz łezkę z zachwytu w niebie roni. Obejrzałem później nagranie, zobaczyłem obraz nędzy i rozpaczy: bełkot, pseudo mądrości, wulgaryzmy bez ładu i składu i wycie, którego nie sposób nazwać śpiewem. Szkoda, że nie dało mi to do myślenia.
Alkohol nas zmienia. Zmienia nas i to zawsze na gorsze. Nie może być inaczej jeśli się nad tym chwilę zastanowić. Narkotyk, który spowalnia nasze ruchy, opóźnia reakcję, odbiera kontrolę nad siłą i modulacją głosu, zaburza logiczne myślenie, wzmaga agresję, upośledza postrzeganie rzeczywistości, nie może korzystnie wpływać na nasze zachowanie! Gdy jesteśmy pod jego wpływem jak odmienne jest jednak nasze rozumienie. Poniżej wykres, ilustrujący te zależności.

Rzeczywistość alkoholowa jest niezmiernie prosta: od pierwszego kieliszka, piwa, drinka, stajemy się gorszymi ludźmi. Nie ma żadnego mitycznego „umiaru”, po którym sprawy przybierają zły obrót, jest monotoniczny zjazd w dół. Większość z nas jest fajna na trzeźwo, także nim zrobimy się kijowi musimy sporo wypić, ale każdy łyk sprawia, że postępujemy krok na drodze w dół.
Osoby pijące starają się chronić tą iluzję. Nie chcą konfrontować się ze swoim zachowanie po pijaku, nie chcą informacji zwrotnej z tego stanu. Często unikają towarzystwa osób trzeźwych, trzymają się innych pijących. Kiedy sami nie piją, dostrzegają te prawidłowości u innych osób, ale nie aplikują ich do siebie, czyli myślą: innych alkohol zmienia na gorszę, ale nie mnie, ja jestem wyjątkiem!
Dla osób, które uważają, że stają się po alkoholu lepsze, ciekawsze, zabawniejsze etc., proponuje eksperyment: nagrajcie się podczas jednej z imprez na kamerce i gdy już wytrzeźwiejecie i przejdzie wam kac, obejrzyjcie spokojnie i dokładnie ten zapis wideo. Bądźcie odważni i oglądajcie dalej, niezależnie jak niezręcznie zaczniecie się czuć.

Hipoteza 5: Przecież nie będzie pił sam! Czyli empatia
Z tą hipotezą nie miałem osobistego doświadczenia, znam ją z obserwacji. Chodzi o to, że gdy jesteśmy w towarzystwie i widzimy, że jedna osoba pije, dołączamy się do niej i też zaczynamy pić, by nie czuła się samotna i napiętnowana. Rozpoznajemy, że ktoś pić musi i dołączamy się do nich, by stworzyć komfortową sytuację.
Typowe dla gospodarzy na imprezie, którzy nie chcą zostawiać gości samych z alkoholem, nalewają go więc i gościowi i sobie – dla towarzystwa. Chcą by gość poczuł się swobodnie w ich domu.
To wydaje się być dobrym, sympatycznym, ludzkim powodem do picia. Nie zostawiamy potrzebującego człowieka samego sobie, pomagamy mu czuć się komfortowo w naszym towarzystwie. Jednak jest w tym złuda, bo to nie z nami osoba pijąca czuję się komfortowo, tylko z alkoholem. Podtrzymujemy komfort picia osoby, która, z dużą dozą pewności, pić nie powinna. Nieświadomie wyświadczamy im niedźwiedzią przysługę, bo nie ma nic lepszego dla osoby pijącej niż utrata komfortu picia!
Rada dla osób z tej grupy: przestańcie to robić! Poszanujcie swoje zdrowie i pozwólcie innym poczuć dyskomfort i wstyd płynący z ich decyzji. Pozwólcie im stracić komfort picia, on przynosi więcej szkód niż pożytku.

Hipoteza 6: No przecież piję! Patrz trzymam butelkę! Czyli „dajcie mi spokój”
Jest jeszcze jedna grupa, ludzie którzy piją „na odczepnego”, to znaczy po to by inni pijący dali im spokój. To osoby, które na kilkugodzinnej imprezie otworzą jedno piwo i nawet go nie skończą. Ciężko powiedzieć by w ogóle pili, dlatego nie poświęcę im wiele miejsca.
Mam dla nich tylko jedną radę: rozważcie czy nie przestać bawić się w te podchody. Chcąc nie chcąc, utrwalacie kulturę alkoholową, która przynosi bezpośrednie szkody społeczeństwu, w którym żyjecie. Ale jak ktoś nie ma ochoty kopać się z koniem, to rozumiem.

Podsumowując, przedstawiłem wam sześć hipotez co do tego dlaczego pijemy/pijecie alkohol. Więcej niż jedna z nich może stosować się do was. Możecie mieć swoje własne, których nie ująłem na swojej liście.
Chciałbym was zachęcić do dwóch rzeczy:
Po pierwsze, poddajcie refleksji swoje powody by pić. Macie teraz do dyspozycji część pierwszą tego cyklu, gdzie omawiamy negatywne skutki picia, macie dzisiejszy artykuł, macie czas na przemyślenia. Spróbujcie zważyć na jednej szali, korzyści jakie czerpiecie z picia alkoholu, na drugiej, negatywne konsekwencje picia. Czy rachunek się zgadza?
Po drugie, jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi przemyśleniami i powodami ze mną – w prywatnej rozmowie, w komentarzach, cokolwiek jest dla was komfortowe. Chętnie poznałbym więcej hipotez dlaczego pijemy i poddał je krytyce. Żadna z tych, które przedstawiłem dziś, nie jest dobrym powodem do picia. Może Ty masz powód, który jest dobry?

BIBILOGRAFIA

[1] „Ile możesz wypić? O nałogach i ich leczeniu”, Johannes Lindenmeyer
[2] „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu”, Annie Grace

O uzależnieniu od alkoholu – historia prawdziwa

Tekst opisuje doświadczenia osoby uzależnionej od alkoholu, przedstawiając mechanizmy uzależnienia, jak personifikacja alkoholu, iluzje i zaprzeczenia oraz rozdzielenie osobowości. Autor dzieli się refleksjami na temat emocjonalnych i fizycznych konsekwencji picia, a także strategii utrzymania trzeźwości w codziennym życiu.

„Kolejna noc się kończy nam
Rozkoszy i koszmarów
I każdy z nas zostanie sam
Gdy zatrzasną już ołtarz baru.”

Jacek Kaczmarski, „Przy ołtarzu baru”

Mechanizm nałogowego regulowania emocji – czyli jak zakochałem się w alkoholu
Posłuchajcie historii mojej największej miłości. Poznałem ją w liceum. Byłem zagubionym młodzieńcem, z trudem radzącym sobie z dojrzewaniem, odpowiedzialnością i relacjami. Te ostatnie były najtrudniejsze. Nikt mnie nie rozumiał! Byłem zbyt odmienny i nazbyt lepszy od reszty ludzi, by mogli mi dać ten rodzaj bliskości, którego potrzebowałem.
Romans zaczął się na dobre na półmetku liceum. Tak mi zawróciła w głowie, że rzygałem pod płotem zgięty w pół, ale wcześniej przytuliła mnie i ukoiła jak nikt wcześniej. Sprawiła, że byłem szczęśliwy, że przestałem się bać, że mogłem należeć. Moja luba – substancja o niepozornym wzorze chemicznym C2H5OH – tani rozpuszczalnik, paliwo do niektórych rodzajów silników, płyn do dezynfekcji powierzchni płaskich i rakotwórcza, uzależniająca neurotoksyna. Czy można sobie wymarzyć wspanialszą ukochaną?
Nie minęło wiele czasu, a we wszystkich emocjonalnych potrzebach polegałem tylko na niej. Po liceum, już na studiach, coraz częściej uśmierzałem nią swój strach i swoją samotność. Systematycznie stawała się niezastąpiona w moim życiu. Innych odsuwała na bok, już nie chciała się mną dzielić. Najbardziej lubiła i najwięcej mi dawała, gdy byliśmy tylko we dwoje.
Straszne były poranki gdy budziłem się roztrzęsiony, bez ukochanej przy boku. Czasem tak za nią tęskniłem, że musiałem ją ponownie spotkać i to jeszcze przed śniadaniem. Klinowałem straszne, lękowe kace. Byle przetrwać do wieczora.
Ciężko mi powiedzieć kiedy się zorientowałem, że to toksyczna miłość. Czy było to wtedy, gdy próbowała mnie zabić? Czy może wcześniej, gdy mnie jedynie okaleczała? Nie mogłem uwierzyć, że robi mi krzywdę. To ze mną musiało być coś nie tak. To ja ją źle traktowałem, używałem w niewłaściwy sposób. Moja ukochana musiała być bez winy, nieważne jakie iluzję i zaprzeczenia trzeba było stworzyć by taka pozostała.

Pierwszy z mechanizmów uzależnienia, mechanizm nałogowego regulowania emocji, określany jest niekiedy jako zakochanie się w alkoholu. Następuje personifikacja substancji i pojawiają się ukierunkowane na nią emocje. Zaczynamy traktować używkę jak bliską osobę, która nas wspiera, pociesza i kocha. Zaczynamy zdrabniać: piwko, winko, wódeczka.  Umiejscawiamy alkohol jako główne (jedyne) źródło regulacji emocji. Trudne emocje są uśmierzanie przy pomocy dawki, częściej wielu dawek, etanolu. To źródło szybkiej, łatwo dostępnej ulgi, nie wymagającej żadnego wysiłku z naszej strony. Zdrowe sposoby regulowania emocji: rozmowa z drugim człowiekiem, wysiłek fizyczny, medytacja i kontemplacja, zostają zmarginalizowane jako zbyt trudne i powolne. Ich podstawowa zaleta, czyli długofalowa skuteczność, jest umniejszana, a podstawowa wada etanolu, czyli długofalowa emocjonalna toksyczność, jest całkowicie ignorowana. Przede wszystkim jednak zapominamy, że mamy do czynienia z prostą molekułą, całkowicie nieczułą na nasze emocjonalne zaloty.
Inne relacje systematycznie schodzą na dalszy plan. Pojawia się poczucie, że nikt, poza używką, nas nie rozumie. To toksyczny związek, który generuje wewnętrzne i zewnętrzne komunikaty, że coś jest nie tak z naszym nastawienie do alkoholu. Nie możemy tego zaakceptować, musimy bronić czci naszej ukochanej, wytwarza się mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń – czyli jak stałem się mistrzem kłamstwa
Jakie to szczęście, że oni piją więcej! Byli pijani w sztok, a ja nawet nie byłem zrobiony. Jeśli ktoś tu ma problem to oni, a nie ja!
Przyszedł taki moment w moim piciu, gdy ludzie potrzebni byli do dwóch rzeczy: żebym mógł sobie mówić, że nie pije sam tylko w towarzystwie i jako punkt odniesienia, bym dowodził sobie, że nie piję tak dużo. Co z tego, że już od studiów, około 80% alkoholu wypijałem w samotności. Przecież od czasu do czasu wychodziłem z ludźmi „na miasto”, czyli piłem towarzysko. Co z tego, że wypijałem mniej od znajomych raz na 10 spotkań, na pozostałych się upadlając – to jedno było istotne, dowodziło, że oni piją więcej.
Zarzygałem pościeli w wynajętym domku, to bardzo kiepski numer! Oj tam. Zapłaciłem za szkodę, więc nie ma problemu.
Zlałem się w spodnie przez sen, to gruba akcja! Może nikt pewnie nie zauważył, w końcu wyschłych, wyprałem, nie ma tematu.
Wyszedłem z firmowej imprezy w hotelu i padłem nieprzytomny w krzaki metr od brzegu Odry, to już przesada! Nonsens, przeleżałem spokojnie do rana. Tylko się trochę podrapałem. Dwa dni później, to nawet już nawet kaca nie miałem.
Wyjebałem się po pępkowym bez przytomności na krawężnik przy przystanku, to mogło się skończyć tragicznie! Nic się nie stało, zima była lekka, nawet przymrozku nie było. Kurtkę wyprałem i po krzyku.
Rzygałem przez sen leżąc na wznak, ocknąłem się w ostatniej chwili i obróciłem na bok, mogłem się udusić własnymi wymiocinami! Ale się nie udusiłem. Nie było tak groźnie. Parę dni później to nawet łóżko ogarnąłem i już nie śmierdziało.
Zgubiłem okulary (po 20 latach noszenia) podczas szaleństw w nocnym klubie, to strata kilkuset złotych! Na biednego nie trafiło, także luz. Zresztą, mam zapasowe.
Zapomniałem 6 godzin firmowej imprezy, mimo że chodziłem, tańczyłem, rozmawiałem z ludźmi, to mega niebezpieczne, mogłem w tym czasie zrobić cokolwiek! A tam, zawsze miałem słabą pamięć. Komu się nie zdarzy to czy owo zapomnieć?
Przecież mam pracę i to dobrze płatną, więc o co chodzi? Za swoje pije, od nikogo nie pożyczam. Należy mi się po ciężkim dniu w robocie! Ja jestem koneserem kraftów, piję dla smaku. Alkohol dodaje mi pewności siebie. Po paru głębszych lepiej tańczę. W życiu nie zagadam do laski na trzeźwo. I tak dalej.
Wszystkie t sytuacje są wzięte z życia. W każde z tych kłamstw i iluzji święcie wierzyłem. Najstarsza z nich miała miejsce jak miałem około 25 lat, najmłodsze dwa i pół roku temu. Przez kolejne 13 lat, skutecznie się okłamywałem. Rozjazd między kłamstwem a rzeczywistością stał się tak wielki, że aż musiałem się rozdwoić.

Drugi z mechanizmów, mechanizm iluzji i zaprzeczeń, odpowiada za ochroną nałogu. Jego zadaniem jest stworzenie iluzji, że substancja nie wyrządza nam szkód, a jest nam niezbędna do funkcjonowania. Chroni on obiekt naszej miłości przed atakami z zewnątrz. Jest podobny do zaślepienia ukochaną osobą, gdy nie dostrzegamy jej wad, przerysowujemy zalety, nie przyjmujemy żadnych negatywnych informacji na jej temat. W uzależnieniu ta iluzja jest niezwykle trudna do rozproszenia. Warto zwrócić uwagę, że ten mechanizm działa przede wszystkim na wewnętrzny użytek, to siebie musi w pierwszej kolejności okłamać. Prowadzi to w konsekwencji do okłamywania innych, ale to jest efekt uboczny. Kluczowym jest bym ja, alkoholik, mógł uzasadnić dlaczego nie przestaje pić.
Mechanizm może przybrać wiele form, tutaj wypiszę je tylko hasłowo, więcej szczegółów znajdziecie w [1]: zaprzeczenie, minimalizowanie, obwinianie (innych), racjonalizowanie, intelektualizowanie, odwracanie uwagi, fantazjowanie, koloryzowanie wspomnień, marzeniowe planowanie, zaśmiewanie.
Dysonans poznawczy między iluzją a rzeczywistością z czasem staje się tak trudny do opanowania, że następuje rozdwojenie czy rozproszenie osobowości osoby uzależnionej.

Mechanizm rozdwojonego ja – czyli jak zrobiło się nas dwóch
Jednym z najstraszniejszych doświadczeń alkoholowych jest palimpsest [2], oto jeden z moich.
Byłem na imprezie firmowej w klubie niedaleko wrocławskiego Rynku. Mieliśmy wynajęty cały lokal z open barem. Zacząłem szybko jako jeden z pierwszych. Około 10tej wieczorem byłem już po paru piwach. Moja odporność na alkohol była wtedy tak wysoka, że ta ilość nie powodowała nawet zająknięcia. Siedziałem  na zewnątrz rozmawiając z dwiema koleżankami, można było tutaj swobodnie palić, a w środku było duszno. Wszyscy sączyliśmy alkohol. Następny moment, który pamiętam, to gdy płaczę na przystanku bo uciekł mi nocny autobus. Jest godzina piąta rano, kolejną godzinę spędzę próbując dotrzeć do domu. Do dziś nie pamiętam nic co się zdarzyło się pomiędzy. Jeśli ktoś by mi powiedział, że zamordowałem wtedy człowieka, to nie mógłbym zaprzeczyć – może zabiłem, nie pamiętam.
Takie doświadczenia przewijały się przez moje życie i są dobrze znane z doświadczeń innych uzależnionych. Fizjologicznie jest to upośledzenie mechanizmów odpowiedzialnych za przenoszenie wspomnień z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Dla mnie, były to momenty w których ja trzeźwy przestawałem istnieć, a stery całkowicie przejmowała moja druga osobowość, ja pijący alkohol.
Ja trzeźwy jestem pełny lęku, mam niskie poczucie wartości, jestem niepewny, uważam, że niewiele potrafię, wstydzę się tego co robiłem po pijaku, pragnę spokoju i dobrego życia. Ja pijący nie znam lęku, jestem pępkiem świata, mam pewność swoich opinii i sądów, uważam, że potrafię wszystko, nie wstydzę się niczego, pragnę ostrej jazdy i intensywnego życia. Od wielu lat jest nas dwóch.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego rozdwojenia, nim nie zacząłem terapii. Nie dostrzegałem jak drastycznie moja osobowość się zmieniała, kiedy byłem pod wpływem. Szalałem na parkietach nocnych klubów, nagabywałem dziewczęta, wdawałem się w sprzeczki z ludźmi, zasypiałem w krzakach i szczałem pod siebie. Żadnej z tych rzeczy nie robiłem kiedy byłem trzeźwy. Wtedy czytałem książki, chodziłem na spacery, gotowałem obiady, bałem się o swoje zdrowie i pracowałem. Kontrola była płynnie przekazywana między jedną osobowością a drugą. Z czasem było więcej mnie pijanego. Ta osobowość jest zaborcza, chciała dla siebie więcej czasu. Prawdziwy ja, czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei i kontroli. Zostałem zepchnięty pod ścianę, spadłem na dno i dopiero kiedy stanęła przed wyborem: albo stawię opór i przestanę pić, albo umrę z własnej ręki, dopiero wtedy podjąłem walkę i raz jeszcze przejąłem stery.

Trzeci z mechanizmów, mechanizm rozdwojonego ja jest kontynuacją iluzji i zaprzeczeń, ich zwieńczeniem. Tworzą one swoją własną niezależną osobowość, której pragnienia i cele są diametralnie odmienna od pragnień i dążeń pierwotnego ja. Jedna osobowość budzi się pod wpływem substancji, druga gdy ciało jest trzeźwe. Jedna chce dalej zażywać, druga chce przestać. Jedna jest silna i asertywna, druga słaba i przestraszona. Te zmiany są często łatwiej zauważalne dla otoczenia, niż dla samej zainteresowanej osoby. Płynie informacja zwrotna: kiedy wypijesz, jesteś całkiem inną osobą, nie mogę cię wtedy znieść. To pogłębia dysonans poznawczy uzależnionej osoby, która sama siebie widzi jako lepszą, kiedy jest pod wpływem i nie może zrozumieć dlaczego otoczenia ma dokładnie odwrotne spostrzeżenia.

Głód alkoholowy – czyli co mnie czasem szarpie
Głód jest wrogiem każdej trzeźwiejącej osoby. Miałem sporo szczęścia w początkach swej drogi, obżerałem się. Unikałem dzięki temu ssania w żołądku, które mogło by mnie skłonić do zapełnienia go alkoholem. W pierwszych miesiącach wypełniłem pustkę po alkoholu jedzeniem.
Moje głody nie były szczególnie intensywne. Nie wariowałem, nie chodziłem po ścianach. Moje głody były subtelne, ujawniały się na poziomie emocji, były irracjonalnym rozdrażnieniem i złością, które domagały się ukojenia. Były pustką samotności, którą chciałem wypełnić. Były zmęczeniem, które łaknęło pobudzenia. Dla każdego z tych stanów kiedyś moją odpowiedzią był by alkohol. Teraz mój mózg, próbował mnie oszukać i przekonać, że powinienem znowu sięgnąć po sprawdzony środek. Często były to jedynie miraże, wytwory mojej wyobraźni, obliczone na ponowne uruchomienie mechanizmu nałogowego regulowania emocji, a z nim całej maszynerii uzależnienia.
Dzisiaj głody zdarzają mi się rzadko, są przelotną myślą gdy mijam w sklepie półkę z alkoholami; są złością, która wybuch na widok reklamy alkoholu na Facebooku. Nadal trzymam się HALTU (Hungry, Angry, Lonely, Tired; Głodny, Wkurzony, Samotny, Zmęczony), czyli programu, który wskazuje jakich stanów unikać by zminimalizować ryzyko wystąpienia głodu. Pewnie będę się go trzymał do końca życia bo, pomijając kwestie uzależnienia, jest dobrą regułą na poprawę codziennego funkcjonowania.
Jednorazowy głód ma małe prawdopodobieństwo by przerwać moją abstynencję, dopiero, kiedy rozrośnie się do długotrwałego nawrotu, staje się niebezpiecznym.

Głód alkoholowy nie musi się objawiać nieodpartą chęcią zażycia substancji. Jego objawy są często bardziej subtelne i związane są z chęcią „załatwienia” emocji przy pomocy narkotyku. Działanie narkotyku daje natychmiastową, choć krótkotrwałą, ulgę. Zdrowe sposoby wymagają czasu i prawdziwego poczucia emocji. Warto, by osoby uzależnione nie ignorowały sygnałów płynących z ciała (podenerwowanie, niemożność usiedzenia na miejscy, bezwład i obojętność), sygnałów płynących z emocji (nieumiejscowiona złość, przygniatający smutek, histeryczna radość) i innych. Koncentrowanie się jedynie na potrzebie zażycia substancji, może być poważnym błędem prowadzącym do złamania abstynencji.
Jest kilka użytecznych programów pomagających zapobiegać napadom głodu i osłabiać go gdy się pojawi, tutaj tylko hasłowo: wspomniany HALT, 24 godziny i inne. Więcej szczegółów w [1].

Nawrót – czyli dlaczego boję się nudy
Poza jedzeniem, drugą szczęśliwą okolicznością mojego trzeźwienia było wydanie gry Diablo 2 Resuercted (czyli Diablo 2 z nowoczesną grafiką). Wsiąkłem w nią niczym woda w piach. Każdy wieczór po powrocie z pracy poświęcałem na grindowanie potworów, zbieranie przedmiotów, ulepszanie postaci i generalną, bezmyślną łupankę. Nieświadomie uczyniłem sobie wielką przysługę. Wypełniłem pustkę jaką pozostawił alkohol i skutecznie zabiłem nudę. Bez kompulsywnego grania, które trwało nieco ponad pół roku, pewnie nie byłbym w stanie utrzymać trzeźwości.
Nie gram już w Diablo od półtora roku. Raz jeden wróciłem, na tydzień czy dwa, nie zdając sobie do końca sprawy dlaczego. Po czasie zrozumiałem, że ten powrót, był związany z nawrotem choroby. Balansowałem na granicy powrotu do nałogu, mój nastrój spadł, czułem się przytłoczony, nie radziłem sobie z emocjami i, co najgorsze, dopadła mnie pustka i nuda. Powrót do gry był instynktownym mechanizmem ratunkowym, po raz kolejny zasypałem po-alkoholową pustkę kompulsywnym graniem. I po raz kolejny zadziałało, dało mi czas by uporać się z emocjami i przetrwać nawrót.
Do dziś mam, na wszelki wypadek, zainstalowane na komputerze Diablo. Wprawdzie zarówno trudne emocję i nudę, która je budzi, mam lepiej opanowane, ale nie zaszkodzi mieć plan awaryjny gdyby coś zaczęło się sypać. Na mojej lodówce nadal wisi też lista zaleceń, których powinna się trzymać osoba trzeźwiejąca, też na wszelki wypadek.

Większość ludzi słysząc frazę „nawrót uzależnienia”, wyobraża sobie osobę, która po dłuższej trzeźwości łamie abstynencję i zaczyna ponownie zażywać. Tak czasem kończy się nawrót, jest on jednak bardziej złożonym wydarzeniem, które jest rozciągnięte w czasie. Wszystko zaczyna się od emocji, tych trudnych, wywoływanych przez nudę, tragedie życiowe, choroby. Gdy osoba uzależniona nie zarejestruje, że owe emocje się pojawiły, nie przeżyje ich, będą one rosnąć, nakręcać się, aż staną się niemożliwe do opanowania i doprowadzą do złamania abstynencji.
To groźne zjawisko. Dobra wiadomość jest tak, że można je powstrzymać, w każdym momencie poprzedzającym zapicie, poprzez zaopiekowanie się nieogarniętymi emocjami i rozładowanie napięcia w zdrowy sposób. Można mu też skutecznie zapobiegać zważając na to by unikać stanów, które mogą je zapoczątkować.

Zalecenia – czyli dlaczego wolę z tobą nie gadać gdy pijesz
Kiedy zaczynałem trzeźwieć, byłem przekonany, że jak już ustabilizuje się moja abstynencja, za jakiś miesiąc czy dwa, to wrócę do nocnego życia, tylko na trzeźwo. Wyobrażałem sobie, że będę szalał na parkietach w nocnych klubach, pijąc wodę i zachwycając wszystkich swoją trzeźwością. Na szczęście nie zdarzyła się okazja, żeby ten pomysł zrealizować.
Z czasem, w miarę jak rosło moje zrozumienie choroby, zaczął zachodzić proces odwrotny. To znaczy, zamiast rozluźniać ograniczenia w kontakcie z alkoholem, zacząłem je zacieśniać. W pierwszym roku jeszcze zdarzało mi się pojechać na zakrapianego grilla czy pójść na kolację z pijącymi ludźmi. Za każdym razem czułem się nieswojo podczas takich sytuacji. Nie mogę powiedzieć, że je strasznie odchorowywałem, ale budowały napięcie, wyzwalały tęsknotę i stanowiły zagrożenie dla mojej trzeźwości.
Ostatni rok to najbardziej restrykcyjne podejście, czyli, jeśli mogę tego uniknąć, to nie spędzam czasu, ani nawet nie rozmawiam, z ludźmi, którzy są pod wpływem alkoholu, niezależnie od tego czy wypili kieliszek wina, czy butelkę wódki. Prosta zasada: piłeś(a)? Nie rozmawiam z tobą! Z jednej strony to podejście jest dobre, bo bardzo jednoznaczne. Nie zostawia przestrzeni na negocjacje z samym sobą i na wahania. Z drugiej, jego restrykcyjność wyklucza bardzo szeroki wachlarz spotkań towarzyskich w naszej kulturze. Także takich, które nie niosą ze sobą znacznego zagrożenia.
Rozważam ostatnio czy nie rozluźnić nieco tych reguł i pozwalać sobie na rozmowę i pozostawanie w towarzystwie ludzi, którzy zażyli jedną lub dwie dawki alkoholu. Przy tej ilość, zazwyczaj osoba odurzona jest jeszcze komunikatywna i można prowadzić z nią wartościową rozmowę. Od trzech, czterech dawek konwersacja nie ma sensu i lepiej jest poczekać, aż dana osoba przetrzeźwieje. Jest to dla mnie do sprawdzenia, w jakim stopniu takie okazje będą na mnie wpływać i na ile będę w stanie egzekwować nowe zasady.
Wisi nad tym próbowaniem cień. Pamiętacie iluzje i zaprzeczenia? Był tam taki kawałek o racjonalizowaniu.

Zalecenia co robić a czego unikać, są niezwykle istotnym elementem życia osób trzeźwiejących. Ze swoich obserwacji mogę powiedzieć, że ich przestrzeganie stanowi o tym, czy dana osoba przetrwa pierwszy rok trzeźwienia, a każde właściwie zapicie, można wywieść od złamania jednej z reguł. List zaleceń jest długa i nie będę jej w całości przytaczał, można ją znaleźć w [1]. Wspomnę tu tylko o kilku:
+ nie trzymam w domu alkoholu, nie pozwalam by w moim domu spożywano alkohol
+ unikam miejsc i sytuacji w których kiedyś piłem
+ nie spędzam czasu z osobami pijącymi (nie rozmawiam, nie polewam etc.)
+ dbam o sen i generalnie dobre samopoczucie
+ jasno i bez wykrętów odmawiam alkoholu
+ nie daje i nie przyjmuje alkoholu jako prezentu.

Konkluzja – czyli co dalej
Program 24 godziny mówi, by skoncentrować się na nadchodzącym dniu, nie wybiegać myślą daleko w przyszłość, by nie przytłoczył nas jej ogrom. Mój stoicki ulubieniec Seneka mówi:
„Prawdziwe szczęście polega na cieszeniu się teraźniejszością, bez niepokoju o przyszłość; na nie oddawaniu się nadziejom ani lękom, lecz na zadowoleniu z tego, co posiadamy, co jest wystarczające – bo ten, kto jest zadowolony, niczego nie pragnie. Największe błogosławieństwa ludzkości są w nas i w naszym zasięgu. Mądry człowiek jest zadowolony ze swojego losu, cokolwiek by to nie było, bez pragnienia tego, czego nie posiada”.
Nie wiem co przyniesie mi przyszłość. Wiem jakich wyborów chce dokonywać dzisiaj. Chcę wybierać swoje zdrowie, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać szczere relacje z ludźmi, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać wolność a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać założenie rodziny, a więc i swoją trzeźwość. Dzień po dniu z cegiełek dobrych wyborów mogę zbudować długie i udane życie, o ile, jak mawiają stoicy, nic mi w tym nie przeszkodzi. Co najważniejsze, mogę wybierać trzeźwość ponad otumanieniem. Czego i wam wszystkim życzę!

BIBLIOGRAFIA
[1] Robert Modrzyński, „O uzależnieniu prosto i zrozumiale. Niezbędnik pacjenta i jego rodziny”
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Palimpsest_alkoholowy
[3] Ewa Wojdyło, „Początek drogi. Wykłady psychologa na oddziale odwykowym”

O wpływie alkoholu na zdrowie

Tekst omawia zdrowotne skutki spożywania alkoholu w kontekście różnych chorób, w tym nowotworów, chorób serca oraz uszkodzeń mózgu. Zawiera statystyki dotyczące zgonów wywołanych alkoholem w Europie oraz wpływ alkoholu na zdrowie psychiczne i układ odpornościowy. Podkreśla, że nawet niewielkie spożycie jest szkodliwe.

Dzisiejszy tekst to pierwsza część tryptyku o działaniu alkoholu w różnych aspektach ludzkiego funkcjonowania. Pierwsza cześć dotyczy zdrowotnych skutków spożywani alkoholu. Skoncentruje się na potwierdzonych wynikach badań naukowych, do każdego z twierdzeń będę podawał źródła, w których będziecie mogli zapoznać się ze szczegółami i pogłębić swą wiedzę. Nie zniechęcajcie się nieco suchą i naukową formą tego wpisu, informacje w nim zawarte pozwolą wam podejmować poinformowane decyzje o przyszłym spożywaniu alkoholu.

Na początek kilka ogólnych statystyk [1]:
1 na 11 zgonów w Europie jest spowodowane zażywaniem alkoholu. Oznacza to, że każdego roku w Europie z powodu spożywania alkoholu umieram 800 000 ludzi.
Europejczycy umierają trzykrotnie częściej z powodu alkoholu niż wynosi średnia światowa. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Europa przewodzi w spożyciu alkoholu: 7 z 10 krajów o najwyższym spożyciu alkoholu na głowę, to kraję członkowskie EU.
Jedna trzecia zgonów wywołanych alkoholem w Unii Europejskiej to zgony na różne rodzaje rak i od niego zaczniemy szczegółowe omówienia.

Rak [2]
Alkohol jest przyczyną występowania rak siedmiu narządów:
jamy ustnej, gardła, przełyku, wątroby, krtani, jelita grubego i odbytu oraz piersi (u kobiet).
Najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak jelita grubego i odbytu. W Europie w roku 2018 odnotowano 59 200 przypadków raka odbytu wywołanych alkoholem, a 28 200 osób zmarło na rak odbytu wywołanego alkoholem (to mniej więcej populacja Bielawy).
Drugim najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak piersi u kobiet. W 2018 roku w Europie na tego raka z powodu spożywania alkoholu zapadło 45 500 kobiet, a 12 100 kobiet zmarło (to mniej więcej populacja Brzegu Dolnego).
Każdy rodzaj napoju alkoholowego wywołuje raka, wynika to z rakotwórczości samego etanolu i aldehydu octowego (półprodukt rozkładu etanolu w wątrobie) – obie substancje uszkadzają DNA w komórkach. Rodzaj, cena, jakość, kraftowość alkoholu nie ma wpływu na rakotwórczość – liczy się tylko dawka etanolu.
Nie ma bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Każda, nawet najmniejsza dawka alkoholu jest rakotwórcza i może wywołać chorobę. Ryzyko rośnie wraz ze wzrostem spożycia.
Ryzyko wzrasta, jeżeli alkohol łączy się z paleniem tytoniu.
Te przypadki rak można ograniczyć przez ograniczenie lub zaprzestanie spożywania alkoholu.

Choroby serca [3]
Choroby serca są odpowiedzialne za 40% zgonów wywołanych używanie alkoholu w Europie (nie mylić z Unią Europejską!). Oznacza to, że co roku w Europie z powodu chorób serca wywołanych spożywaniem alkoholu umiera 320 000 ludzi (populacja Bydgoszczy).
Wciąż żywe jest wśród ludzi przekonanie, że niewielkie ilości alkoholu (czerwone wino w szczególności) są korzystne dla serca. Współczesne badania naukowe obalają jednak to przekonanie [4,5], wskazując, że, podobnie jak w przypadku raka, każda ilość alkoholu jest szkodliwa dla układu krążenia.
Alkohol, od pierwszej kropli, zwiększa ryzyko następujących chorób układu krążenia [6]: choroba wieńcowa, udar, zawał serca, nadciśnienie, kardiomiopatia, migotanie przedsionków, tętniaki.

Uszkodzenia mózgu i choroby neurodegeneracyjne
Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na próbie około 37 tysięcy przepadków [7], wykazały, że nawet niewielkie spożycie alkoholu prowadzi do uszkodzeń w strukturze mózgu, konkretnie do zmniejszenia objętości mózgu, uszkodzeń w strukturze materii szarej i w strukturze materii białej. Nie zidentyfikowano bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu ze względu na zmiany strukturalne w mózgu.
Według Alzheimer’s Society [8] spożywanie dużych ilości alkoholu jest przyczyną demencji i choroby Alzheimera, zwiększa ryzyko zachorowania na te dwie choroby neurodegeneracyjne. Nie ma żadnych dowodów, że niewielkie ilości alkoholu chronią przed tymi chorobami.
Alkohol jest także źródłem odalkoholowych uszkodzeń mózgu i zaburzeń z nimi związanych, to szerokie spektrum chorób upośledzających podstawowe funkcje mózgu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mózgu na wielu płaszczyznach [9]. Powoduje zaburzenia w ośrodkach podejmowania decyzji (podejmuje gorsze decyzje pod wpływem alkoholu), zaburza funkcjonowanie pamięci (w skrajnych przypadkach całkowite upośledzenie pamięci długotrwałej). Początkowy efekt działania alkoholu to obniżenie lęku i poprawa nastroju, jednak efekt ten jest krótkotrwały i szybko ustępuje miejsca zwiększonemu poziomowi lęku, myślom depresyjnym i agresji.
Alkohol w dużych dawkach upośledza wszystkie funkcje układu nerwowego, w skrajnych przypadkach prowadząc do zgonu z powodu ustania akcji serca lub akcji oddechowej.
Mam nadzieje, że wszyscy zdają sobie sprawę, że spożywanie alkoholu przez ciężarną kobietę jest niezwykle ryzykowne i może skutkować uszkodzeniami płodu prowadzącymi do alkoholowego zespołu płodowego [10]. Nie będę wymieniał wszystkich symptomów, można je znaleźć w źródle. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że uszkodzenie płodu może nastąpić także jeśli kobieta nie wie, że jest w ciąży. Oznacza to, że spożywanie alkoholu w czasie starania się o dziecko, generuje ryzyko uszkodzenia płodu przez alkohol.

Choroby psychiczne, zaburzenia osobowości i nastroju [10,11,12]
Alkohol jest przyczyną depresji. Regularne spożywanie alkoholu prowadzi do ogólnego obniżenia nastroju, które może się przerodzić w depresję. Ten rodzaj depresji (zwany depresją odalkoholową) ustępuje kilka miesięcy po zaprzestaniu picia. Alkohol bywa też używany jako „lek” na już istniejącą depresje, powodując pogłębienie choroby. Alkohol może wchodzić w niebezpieczne oddziaływania z lekami przeciwdepresyjnymi i jest generalni niewskazany dla osób cierpiących na zaburzenia nastroju.
Krótkotrwałym efektem działania alkoholu jest zredukowanie poziomu lęku, efekt ten jednak ustępuje bardzo szybko i zostaje zastąpiony przez zwiększony lęk. To może skłaniać osobę pijącą alkohol, do zażycia kolejnej dawki w celu jego uśmierzenia, co prowadzi do dalszego pogłębienia lęku i tworzy niebezpieczny samo-napędzający się cykl. Podobnie jak w przypadku depresji alkohol jest zarówno przyczyną zaburzeń lękowych, jak i czynnikiem ryzyka i czynnikiem pogłębiający w już istniejących zaburzeniach.
Alkohol ma potwierdzony związek przyczynowy z samobójstwem. Statystyki pokazują, że 15% samobójstw na świecie jest wywołanych przez zażywanie alkoholu.
Alkohol jest jednym z głównych czynników ryzyka dla naszego mózgu. Jest przyczyną wielu zaburzeń osobowości mogących prowadzić do śmierci.
Ostatnia myśl w temacie zaburzeń nastroju: ze względu na swoje działanie na układ dopaminowy, alkohol obniża nastrój i powoduje obniżenie odporności na stres, nawet jeśli nie jest zażywany w dużych ilość. Tak długo jak jest spożywany regularnie, raz na dwa tygodnie lub częściej, powoduje obniżenie nastroju i podwyższenie poziomu lęku (stresu). Potrzeba około 6 miesięcy całkowitej abstynencji by zresetować układ dopaminowy w mózgu, co każdemu polecam.

Układ odpornościowy [13]
Alkohol ma negatywny wpływ na działanie naszego układu odpornościowego. Obniża zdolność organizmu do zwalczania infekcji, co prowadzi do częstszego ich występowania i przedłużonego trwania, z bardziej intensywnymi objawami. W szczególności narażone są płuca, gdzie alkohol wpływa niekorzystnie na chroniące je komórki układu odpornościowego, w tym komórki w gardle, które zatrzymują zarazki przed przedostaniem się do dróg oddechowych. Znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na zapalenie płuc i inne infekcję tego organu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mikrobiomu jelit, który jest związany z działaniem układu odpornościowego (i innymi funkcjami naszego organizmu). Z jednej strony alkohol zabija bakterie, zubożając mikroflorę, z drugiej strony powoduje osłabienie i uszkodzenia komórek wyścielających jelita, zwiększając ryzyko przedostania się niebezpiecznych bakterii do krwioobiegu.

Uszkodzenia wątroby i trzustki [14,15]
Nie będę się tu rozpisywał, uszkodzenia tych dwóch organów są najczęściej kojarzone z alkoholem i, w przeciwieństwie do pozostałych opisanych tu chorób, dość dobrze znane szerokiej publiczności. Tylko przypomnę, że spożywanie alkoholu może prowadzić do otłuszczenia wątroby, a w dalszej perspektywie do marskości wątroby. Spożywanie alkoholu, szczególnie dużych ilości na raz, może prowadzić do zapalenia trzustki (często śmiertelnego).

Uzależnienie
Tym tematem zajmiemy się szczegółowo w drugim odcinku serii.

BIBLIOGRAFIA:
[1] https://www.who.int/europe/news-room/fact-sheets/item/alcohol-use
[2] https://www.who.int/docs/librariesprovider2/default-document-library/alcohol-and-cancer-factsheet-eng.pdf
[3] https://www.who.int/europe/news/item/08-11-2024-cheers-or-tears–who-playbook-exposes-alcohol-s-true-cost-to-health
[4] https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2790520
[5] https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2024/03/28/11/58/alcohol-raises-heart-disease-risk-particularly-among-women
[6] https://world-heart-federation.org/news/no-amount-of-alcohol-is-good-for-the-heart-says-world-heart-federation/
[7] https://www.nature.com/articles/s41467-022-28735-5
[8] https://www.alzheimers.org.uk/about-dementia/managing-the-risk-of-dementia/reduce-your-risk-of-dementia/alcohol
[9] https://www.mentalhealth.org.uk/explore-mental-health/a-z-topics/alcohol-and-mental-health
[10] https://www.cdc.gov/fasd/about/index.html
[11] https://www.braincouncil.eu/new-report-highlights-link-between-alcohol-and-brain-disorders/
[12] https://alcoholandsociety.report/wp-content/uploads/2024/02/Alcohol-and-the-brain_Alcohol-and-society-2024_summary_en.pdf
[13] https://adf.org.au/insights/alcohol-immune-system/
[14] https://www.nhs.uk/conditions/alcohol-related-liver-disease-arld/
[15] https://americanaddictioncenters.org/alcohol/risks-effects-dangers/gastrointestinal/pancreatitis

Wspólna decyzja – opowiadanie

Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień.
Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?