O tym dlaczego pijemy

Autor postu dzieli swoje przemyślenia na temat alkoholu w sześciu hipotezach, które odzwierciedlają różne motywy jego spożywania. Przedstawia wpływ alkoholu na psychikę, przyzwyczajenia kulturowe oraz mechanizmy uzależnienia. Zachęca do refleksji nad własnymi powódami picia oraz ich konsekwencjami, podkreślając, że żaden powód nie jest naprawdę dobry.

Cykl ten miał być trylogią, ale po spisaniu ostatniej części, zdecydowałem, że podzielę ją na dwie. Pierwsza, podejmie próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego pijemy alkohol? Druga, opiszę wpływ alkoholu na psychikę i skutki, jakie niesie spożywanie alkoholu, dla społeczeństwa.
Przypominam tutaj, że do tej pory omówiliśmy:
1. Wpływ alkoholu na zdrowie
2. Uzależnienie od alkoholu

Ten wpis ma być zachętą do dyskusji nad powodami dla których pijemy alkohol. W poniższym tekście przytoczę tę, które przyszły mi do głowy. Wiem jednak, że jestem stronniczy, dlatego chciałbym usłyszeć od was: dlaczego pijecie?

Przedstawię sześć nie wykluczających się wzajemnie hipotez, każda z nich może być prawdziwa dla innej grupy ludzi. Co więcej, kilka może być jednocześnie prawdziwych dla jednego człowieka. Przy tych, z którymi sam miałem z nią doświadczenia, postaram się przedstawić przykład wzięty z mojego życia.

Kursywą wyróżniam autobiograficzne fragmenty.

Hipoteza 1: Co ukoi mój strach czyli psychotropy bez recepty
Kiedy wychodzę na spotkanie ze znajomymi czuję strach. Jeszcze nim wyruszę z domu, kręcę się, spoglądam nerwowo na zegarek. Wychodzę za wcześnie, znowu będę przed czasem. Mam nadzieje, że to nie problem, ale może jednak tak. Jaki dzisiaj będę? Radosny czy zgaszony? Jeśli zgaszony to czy będą mnie dalej lubić? Co będzie jak przestaną mnie lubić? Zostanę całkiem sam! Tak się nie da, tak się nie da… dzwonię do drzwi i zakładam, na twarz najbardziej wyjściowy uśmiech. Strach mnie jednak nie opuszcza, nie będę się dobrze bawił jeśli czegoś z nim nie zrobię.
To typowa sytuacja z jaką mierzyłem się przez większość mojego życia. Strach nawiedzał mnie zawsze kiedy musiałem znaleźć się w grupie osób. Nie miało znaczenia czy te osoby były mi obce, czy znałem je dobrze.
Budzę się rano i boję się wyjść spod kołdry. Nie chcę. Mam wrażenie, że jeśli odrzucę pościel to stanie się coś strasznego, coś czemu nie podołam. Kręcę się z boku na bok, zaciskam oczy udając, że nie widzę światła świtu. Mijają minut, a ja nadal się boję. Jak mam funkcjonować w takim stanie?
Lęk towarzyszył mi przez całe dnie. Najmocniej uderzał rano, zaraz po przebudzeniu, ale i w ciągu dnia przychodził falami.

Czy wiecie, że alkohol ma silne działanie przeciwlękowe? Działa bardzo szybko, już kilka minut po zażyciu, pojawia się uczucie ulgi, towarzyszy mu lekkie pobudzenie i wzrost chęci do działania. Pobudzeni mija szybko, ale działanie przeciwlękowe utrzymuje się od 45 minut do godziny. Kiedy ustaje, lęk wraca wzmocniony, o ile źródło lęku nie zniknęło w międzyczasie. To prowokuje do zażycia kolejnej dawki, a po niej kolejnej i kolejnej, i tak aż do utraty przytomności („zaśnięcia”). Przerabiałem ten schemat setki razy.
Strach jest naturalną i zdrową emocją. Nie jest zły, choć bywa trudny. Niesie dla nas informację, znika kiedy zostanie zrozumiany, kiedy informacja dotrze do celu czyli naszego świadomego umysłu. Jeśli zostanie chemicznie stłumiony nie może wykonać swojego zadania. Nawet jeśli jego przyczyna zniknie, pozostanie w naszym bagażu nieprzeżytych emocji.
Alkohol pozwalał mi mówić do ludzi. Strach i niepewność znikały w oka mgnieniu. Mogłem zacząć żartować, opowiadać historię, śpiewać piosenki. Przestawałem się bać. Bez alkoholu, nie chciałem być między ludźmi, bo czułem dyskomfort. Nawet z bliskimi znajomymi, nawet z rodziną, nie chciałem się zadawać na trzeźwo, bo się bałem.
Kiedy wchodzimy w grupę ludzi odczuwamy niepokój. Niektórzy z nas odczują strach czy lęk. To naturalne odczucia, których źródło dało by się wywieść od naszego ewolucyjnego dziedzictwa i tego jak ważne było w nim stado. Kiedy spojrzycie na grupę dzieci, które właśnie spotkały się po raz pierwszy, dostrzeżecie tą samą ostrożność, niepewność, strach. Kiedy spojrzycie na nie kilka minut później, będą już razem biegać i skakać. Dokonały czegoś, czego wielu dorosłych nie potrafi: poznały się nawzajem, rozproszyły swoje obawy i, swoją odwagą, przezwyciężyły lęk. Wielu dorosłych, w tym i ja, delegowało ten proces w całości na alkohol, tak, że zatracili umiejętność przełamywania barier z innymi bez pośrednictwa substancji.
Nie każdy lęk można przezwyciężyć, nie na każdy lęk jest odwaga. Jeśli jego źródłem są głębsze zaburzenia, może być potrzebna interwencja psychologa (psychoterapia) i/lub psychiatry (leki). Skorzystanie z takiej pomocy nie jest oznaką słabości, przeciwnie jest oznaką siły, dojrzałości i rozsądku.
Mam zaburzenia lękowe. Kiedyś leczyłem je alkoholem. Obecnie zażywam antydepresanty z grupy leków zwrotnego wychwytu serotoniny (z przepisu lekarza psychiatry) i bardzo sobie je chwale. Mają one następujące przewagi nad alkoholem:
+ nie uzależniają
+ nie powodują raka
+ nie powodują uszkodzeń mózgu
+ nie powodują kaca
+ działają 24 godziny na dobę, a nie tylko do godziny po zażyciu
+ pełna lista czego SRI nie robią w artykule o wpływie alkoholu na zdrowie
Jeśli potrzebujecie leku, udajcie się do lekarza. Nie polegajcie na byle czym, tylko dlatego, że możecie to kupić bez recepty w najbliższej żabce!

Hipoteza 2: Kalka społeczna czyli „zawsze tak było”
Kiedy dorastałem, alkohol był częścią większości spotkań: wesela, komunie, imieniny, urodziny, święta. Kiedy trafiłem do liceum i sam zacząłem pić, alkohol był częścią każdego spotkania z kolegami: domówki, ucieczki ze szkoły, urodziny, granie w gry. Kiedy poszedłem na studia, ze znajomymi wychodziło się na piwo, na drinka, na wódkę. Nikt nie zadawał pytania: hej, a właściwie to po co nam tu ten alkohol? Jego obecność była jako powietrze, po prostu jest. I jak powietrze, był przezroczysty, niewidzialny, niezauważalny, niekwestionowany. Przyzwyczajenie jest potężną siłą w naszym życiu. Ja przyzwyczaiłem się, że zawsze kiedy spotykam się ze znajomymi, musi temu spotkaniu towarzyszyć alkohol. Tak było zawsze, tak jest, i tak będzie. Dlaczego?
Przyzwyczajenie jest potężnym czynnikiem w naszym życiu. Setki drobnych i wielkich decyzji, które podejmujemy, pozbawione są refleksji, bo wypływają wprost z przyzwyczajenia. Z okresu swojego wychowania i dojrzewania wynosimy bagaż wzorców, czasem świetnych i użytecznych, czasem toksycznych, czasem obojętnych. Bagaż powiększa się w miarę jak idziemy przez życie. Dochodzą nowe wzorce, istniejące wzorce są utrwalane albo eliminowane. Proces ten zazwyczaj zachodzi poza naszą świadomością. Rzadko jest logiczną analizą istniejących schematów, refleksyjnym przewartościowaniem naszego zachowania i naszych automatycznych założeń.
Alkohol pełni obecnie w kulturze europejskiej rolę społecznego kleju. Jest nieodłącznym towarzyszem spotkań towarzyskich, czy to na wysokich szczeblach ludzi znanych i wpływowych, czy na nizinach społecznych pośród prostych robotników. Wszyscy w toku naszego życia zetknęliśmy się ze schematem spotkania towarzyskiego pod zbiorczym tytułem „chodźmy na piwo, pogadamy”. Dla wielu z nas, ten wzorzec jest typowy dla interakcji społecznych. Dla niektórych, jest jedyny.
Kiedy ostatnio zadaliście sobie pytanie, dlaczego spotykam się z kolegą/koleżanką przy alkoholu? Kiedy ostatnio poddaliście refleksji, jaką rolę spełnia alkohol w waszych życiu towarzyskim? Kiedy ostatni sprawdziliście, czy jest wam potrzebny do czegokolwiek?
Nieczęsto wychodzę na spotkania towarzyskie na których może się pojawić alkohol, ale zdarza mi się to od czasu do czasu. Ostatnio miałem przyjemność w takiej okazji uczestniczyć. Wydarzenie nie było mocno alkoholowe, większość uczestników nie piła, jednak substancja przewijała się, w bardzo klasyczny sposób, znany z miliona domówek w tym kraju. Przez cały wieczór, od czasu do czasu, pojawiało się we mnie pytanie: po co? Co by się zmieniło, gdyby alkoholu na tej imprezie nie było wcale? Byliśmy zgraną grupą, znającą i lubiącą się nawzajem. Rozmowa kleiła się bez problemu, także dla tych, którzy nie pili. Jestem stronniczy, więc możliwe, że czegoś nie dostrzegam, ale mój wniosek był taki, że alkohol na tym spotkaniu to był tylko kwiatek do kożucha, byłoby równie udane i bez niego.
Świętujemy przy użyciu alkoholu, wznosimy toasty: na Nowy Rok, na urodziny, na zdrowie (ta ponura groteska) i tak dalej. Stworzyliśmy społeczną kalkę wpisującą alkohol w rytuał świętowania – ciekawym byłoby prześledzić jak to się stał [1]. Odgrywamy scenki przy jedzeniu, zwykle z winem, odnoszące się do ponoć niezwykłego związku tego trunku ze smakiem potraw. Nie pytamy: jak substancja, która paraliżuje nasze kubki smakowe, ma pomóc w smakowaniu czegokolwiek? Nie poddajemy naszych przekonań logicznej refleksji.
Zachęcam was byście zerknęli na własną relację z alkoholem, na sytuacje w których oczekujecie, że będzie alkohol, w których wydaje się wam obecność alkoholu naturalna. Na przyzwyczajenia, które wiążecie z tym narkotykiem. Jestem ciekaw co odkryjecie, dajcie mi znać!

Hipoteza 3: Pobudź mnie czule czyli zaskakujący stymulant
Padam na twarz, za chwilę zasnę na stole. Szybko, no gdzie to piwo. O, jest. Duży łyk, jeszcze jeden i jeszcze jeden. Już czuję, że mogę podnieść głowę, nie zasnę. Kolejny. Kufel jest pusty. Mniej niż 10 minut. Dobra. Następne. Już trochę wolniej, ale i tak poniżej 20 minut. Kolejne. Pół godziny i z głowy. No teraz to mogę  zaczynać wieczór. Po senności nie ma śladu, strach zniknął, mam moc i energię. Jest dziewiąta wieczorem. Skończę zasypiając (tracąc przytomność?) o piątej nad ranem.
U około 10-15% populacji alkohol wywołuje niezwykły efekt – zamiast swojego zwyczajowego spowolnienia i otępienia powoduje pobudzenie i uczucie wzrostu energii, działa jak klasyczny stymulant! Jednocześnie uśmierza strach i powoduje rozluźnienie, działa jak klasyczny depresant! Jest to niezwykłe połączenie. Nie znam drugiej substancji psychoaktywnej, która miała by podobny efekt. To zjawisko jest czynnikiem ryzyka w zachorowaniach na uzależnienie od alkoholu. Osoby w ten sposób reagujące na alkohol, nie mają naturalnego hamulca, jakim jest dla większości: wypiłem za dużo, zasypiam. Dzieje się odwrotnie, im więcej wypiją tym są bardziej pobudzone. Piją w efekcie więcej, a także częściej, bo postrzegają dodatkowe korzyści z kontaktu z alkoholem. Jest więcej sytuacji, w których są gotowe sięgnąć po substancje. Większość ludzi gdy jest zmęczona, nie pija wcale albo pije mniej. Ja robiłem wręcz przeciwnie, im bardziej czułem się zmęczony, tym chętniej sięgałem po alkohol, by się pobudzić.
Kiedy wychodziłem z domu oczy mi się same zamykały. Byłem  niewyspany, skacowany. Umówiłem się jednak ze znajomym na mieście. Zbierając resztki energii dostałem się do tramwaju. Ledwo mogłem usiedzieć nie zasypiając. Przed oczami miałem mroczki. Dotarłem na miejsce, do jednego z lokali w centrum. Kolega stwierdził, że też jest zmęczony, trzeba się więc obudzić. Zamówiliśmy butelkę wódki i piwo na głowę. Podziałało. Nie pamiętam, co się działo w kolejnych godzinach (palimpsest alkoholowy), następna klatka to inny lokal w centrum. Kolegi już nie ma, a ja tańczę szaleńczo na parkiecie. Lokal pustoszeje. Jest piąta nad ranem. W końcu i ja wychodzę, chociaż mógłbym cisnąć jeszcze dłużej. Budzę się pod wieczór. Okazuje się, że zgubiłem okulary. Chyba przeszkadzały mi w tańczeniu. Idę do monopolowego po piwo, żeby się nieco obudzić.
Jeśli obserwujecie u siebie silnie pobudzające działanie alkoholu, nie chodzi tu o chwilowe pobudzenie zaraz po zażyciu, tylko efekt trwający około 45-60 minut, powinniście szczególnie uważać na swoją relację z alkoholem. Jeśli nie wiecie do końca jak to sprawdzić, to następujący test może pomóc, choć go nie polecam bo wymaga picia alkoholu (lepiej nie testować i po prostu przestać pić): wypijcie szybko szklankę wódki (200 ml). Odczekajcie kilka(naście) minut. Czujecie senność czy pobudzenie? Jeśli czujecie pobudzenie, jesteście we wspomnianych wyżej 15 procentach. Najlepsza rada jaką dla was mam: rozstańcie się z alkoholem. Nie eksperymentujcie, nie testujcie granic, nie zakładajcie, że znacie jakiś umiar. Każda z tych rzeczy was zwiedzie, a alkohol ma dla was tyle teoretycznej użyteczności, że ryzykujecie, że staniecie się od niego zależni.

Hipoteza 4: No przecież jak wypiję to jestem fajniejszy! Prawda? Prawda?!
Wychodzę na parkiet. Za chwilę moje kocie ruchy oszołomią wszystkich zgromadzonych. Zaczynam taniec, jestem jak natchniony, wyginam się wbrew prawom fizyki, moje ruchy są idealnie zgrane z rytmem piosenki. Ale to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo. Wracam po kolejnymi piwie. Nie wiem jak to możliwe, ale tańczę jeszcze lepiej. Za chwilę wszystkie kobiety w lokalu padną mi do stóp. Jestem królem tańca! Tylko dzięki alkoholowi, na trzeźwo jestem w tym beznadziejny, tylko komuś nogi podepczę. O kurwa, na coś nadepnąłem… a jakaś zołza podlazła mi pod buty, uważaj gdzie łazisz, ja tu tańczę!
Wielu pijących tego doświadcza: poczucie, że mogą więcej, że są stają się lepsi i fajniejsi, lepiej tańczą, gadka im się klei, żarty są śmieszne jak nigdy, a jak wsiądą za kółko, to mogą startować w rajdach! Mamy poczucie, że startujemy z niskiego pułapu, że jesteśmy kiepscy, mało interesujący, a ten magiczny napój dodaje nam sił, czaru i umiejętności. Wiemy jednak, że nie można przesadzić. Jak wypijemy za dużo, to staniemy się bełkotliwie, zaczniemy się zataczać etc.. Musimy znaleźć magiczną granicę, po której alkohol zaczyna nam szkodzić: „umiar”.
Nagraliśmy się kiedyś z kolegami po pijaku. Pamiętam tą imprezę, w trakcie czułem, że mamy fazę, że walimy dobre teksty, śpiewamy szlagieru Kultu lepiej niż Kazik, recytujemy „Pana Tadeusz” tak że Mickiewicz łezkę z zachwytu w niebie roni. Obejrzałem później nagranie, zobaczyłem obraz nędzy i rozpaczy: bełkot, pseudo mądrości, wulgaryzmy bez ładu i składu i wycie, którego nie sposób nazwać śpiewem. Szkoda, że nie dało mi to do myślenia.
Alkohol nas zmienia. Zmienia nas i to zawsze na gorsze. Nie może być inaczej jeśli się nad tym chwilę zastanowić. Narkotyk, który spowalnia nasze ruchy, opóźnia reakcję, odbiera kontrolę nad siłą i modulacją głosu, zaburza logiczne myślenie, wzmaga agresję, upośledza postrzeganie rzeczywistości, nie może korzystnie wpływać na nasze zachowanie! Gdy jesteśmy pod jego wpływem jak odmienne jest jednak nasze rozumienie. Poniżej wykres, ilustrujący te zależności.

Rzeczywistość alkoholowa jest niezmiernie prosta: od pierwszego kieliszka, piwa, drinka, stajemy się gorszymi ludźmi. Nie ma żadnego mitycznego „umiaru”, po którym sprawy przybierają zły obrót, jest monotoniczny zjazd w dół. Większość z nas jest fajna na trzeźwo, także nim zrobimy się kijowi musimy sporo wypić, ale każdy łyk sprawia, że postępujemy krok na drodze w dół.
Osoby pijące starają się chronić tą iluzję. Nie chcą konfrontować się ze swoim zachowanie po pijaku, nie chcą informacji zwrotnej z tego stanu. Często unikają towarzystwa osób trzeźwych, trzymają się innych pijących. Kiedy sami nie piją, dostrzegają te prawidłowości u innych osób, ale nie aplikują ich do siebie, czyli myślą: innych alkohol zmienia na gorszę, ale nie mnie, ja jestem wyjątkiem!
Dla osób, które uważają, że stają się po alkoholu lepsze, ciekawsze, zabawniejsze etc., proponuje eksperyment: nagrajcie się podczas jednej z imprez na kamerce i gdy już wytrzeźwiejecie i przejdzie wam kac, obejrzyjcie spokojnie i dokładnie ten zapis wideo. Bądźcie odważni i oglądajcie dalej, niezależnie jak niezręcznie zaczniecie się czuć.

Hipoteza 5: Przecież nie będzie pił sam! Czyli empatia
Z tą hipotezą nie miałem osobistego doświadczenia, znam ją z obserwacji. Chodzi o to, że gdy jesteśmy w towarzystwie i widzimy, że jedna osoba pije, dołączamy się do niej i też zaczynamy pić, by nie czuła się samotna i napiętnowana. Rozpoznajemy, że ktoś pić musi i dołączamy się do nich, by stworzyć komfortową sytuację.
Typowe dla gospodarzy na imprezie, którzy nie chcą zostawiać gości samych z alkoholem, nalewają go więc i gościowi i sobie – dla towarzystwa. Chcą by gość poczuł się swobodnie w ich domu.
To wydaje się być dobrym, sympatycznym, ludzkim powodem do picia. Nie zostawiamy potrzebującego człowieka samego sobie, pomagamy mu czuć się komfortowo w naszym towarzystwie. Jednak jest w tym złuda, bo to nie z nami osoba pijąca czuję się komfortowo, tylko z alkoholem. Podtrzymujemy komfort picia osoby, która, z dużą dozą pewności, pić nie powinna. Nieświadomie wyświadczamy im niedźwiedzią przysługę, bo nie ma nic lepszego dla osoby pijącej niż utrata komfortu picia!
Rada dla osób z tej grupy: przestańcie to robić! Poszanujcie swoje zdrowie i pozwólcie innym poczuć dyskomfort i wstyd płynący z ich decyzji. Pozwólcie im stracić komfort picia, on przynosi więcej szkód niż pożytku.

Hipoteza 6: No przecież piję! Patrz trzymam butelkę! Czyli „dajcie mi spokój”
Jest jeszcze jedna grupa, ludzie którzy piją „na odczepnego”, to znaczy po to by inni pijący dali im spokój. To osoby, które na kilkugodzinnej imprezie otworzą jedno piwo i nawet go nie skończą. Ciężko powiedzieć by w ogóle pili, dlatego nie poświęcę im wiele miejsca.
Mam dla nich tylko jedną radę: rozważcie czy nie przestać bawić się w te podchody. Chcąc nie chcąc, utrwalacie kulturę alkoholową, która przynosi bezpośrednie szkody społeczeństwu, w którym żyjecie. Ale jak ktoś nie ma ochoty kopać się z koniem, to rozumiem.

Podsumowując, przedstawiłem wam sześć hipotez co do tego dlaczego pijemy/pijecie alkohol. Więcej niż jedna z nich może stosować się do was. Możecie mieć swoje własne, których nie ująłem na swojej liście.
Chciałbym was zachęcić do dwóch rzeczy:
Po pierwsze, poddajcie refleksji swoje powody by pić. Macie teraz do dyspozycji część pierwszą tego cyklu, gdzie omawiamy negatywne skutki picia, macie dzisiejszy artykuł, macie czas na przemyślenia. Spróbujcie zważyć na jednej szali, korzyści jakie czerpiecie z picia alkoholu, na drugiej, negatywne konsekwencje picia. Czy rachunek się zgadza?
Po drugie, jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi przemyśleniami i powodami ze mną – w prywatnej rozmowie, w komentarzach, cokolwiek jest dla was komfortowe. Chętnie poznałbym więcej hipotez dlaczego pijemy i poddał je krytyce. Żadna z tych, które przedstawiłem dziś, nie jest dobrym powodem do picia. Może Ty masz powód, który jest dobry?

BIBILOGRAFIA

[1] „Ile możesz wypić? O nałogach i ich leczeniu”, Johannes Lindenmeyer
[2] „Obnażony umysł. Twoja droga do wolności i szczęścia bez alkoholu”, Annie Grace

O uzależnieniu od alkoholu – historia prawdziwa

Tekst opisuje doświadczenia osoby uzależnionej od alkoholu, przedstawiając mechanizmy uzależnienia, jak personifikacja alkoholu, iluzje i zaprzeczenia oraz rozdzielenie osobowości. Autor dzieli się refleksjami na temat emocjonalnych i fizycznych konsekwencji picia, a także strategii utrzymania trzeźwości w codziennym życiu.

„Kolejna noc się kończy nam
Rozkoszy i koszmarów
I każdy z nas zostanie sam
Gdy zatrzasną już ołtarz baru.”

Jacek Kaczmarski, „Przy ołtarzu baru”

Mechanizm nałogowego regulowania emocji – czyli jak zakochałem się w alkoholu
Posłuchajcie historii mojej największej miłości. Poznałem ją w liceum. Byłem zagubionym młodzieńcem, z trudem radzącym sobie z dojrzewaniem, odpowiedzialnością i relacjami. Te ostatnie były najtrudniejsze. Nikt mnie nie rozumiał! Byłem zbyt odmienny i nazbyt lepszy od reszty ludzi, by mogli mi dać ten rodzaj bliskości, którego potrzebowałem.
Romans zaczął się na dobre na półmetku liceum. Tak mi zawróciła w głowie, że rzygałem pod płotem zgięty w pół, ale wcześniej przytuliła mnie i ukoiła jak nikt wcześniej. Sprawiła, że byłem szczęśliwy, że przestałem się bać, że mogłem należeć. Moja luba – substancja o niepozornym wzorze chemicznym C2H5OH – tani rozpuszczalnik, paliwo do niektórych rodzajów silników, płyn do dezynfekcji powierzchni płaskich i rakotwórcza, uzależniająca neurotoksyna. Czy można sobie wymarzyć wspanialszą ukochaną?
Nie minęło wiele czasu, a we wszystkich emocjonalnych potrzebach polegałem tylko na niej. Po liceum, już na studiach, coraz częściej uśmierzałem nią swój strach i swoją samotność. Systematycznie stawała się niezastąpiona w moim życiu. Innych odsuwała na bok, już nie chciała się mną dzielić. Najbardziej lubiła i najwięcej mi dawała, gdy byliśmy tylko we dwoje.
Straszne były poranki gdy budziłem się roztrzęsiony, bez ukochanej przy boku. Czasem tak za nią tęskniłem, że musiałem ją ponownie spotkać i to jeszcze przed śniadaniem. Klinowałem straszne, lękowe kace. Byle przetrwać do wieczora.
Ciężko mi powiedzieć kiedy się zorientowałem, że to toksyczna miłość. Czy było to wtedy, gdy próbowała mnie zabić? Czy może wcześniej, gdy mnie jedynie okaleczała? Nie mogłem uwierzyć, że robi mi krzywdę. To ze mną musiało być coś nie tak. To ja ją źle traktowałem, używałem w niewłaściwy sposób. Moja ukochana musiała być bez winy, nieważne jakie iluzję i zaprzeczenia trzeba było stworzyć by taka pozostała.

Pierwszy z mechanizmów uzależnienia, mechanizm nałogowego regulowania emocji, określany jest niekiedy jako zakochanie się w alkoholu. Następuje personifikacja substancji i pojawiają się ukierunkowane na nią emocje. Zaczynamy traktować używkę jak bliską osobę, która nas wspiera, pociesza i kocha. Zaczynamy zdrabniać: piwko, winko, wódeczka.  Umiejscawiamy alkohol jako główne (jedyne) źródło regulacji emocji. Trudne emocje są uśmierzanie przy pomocy dawki, częściej wielu dawek, etanolu. To źródło szybkiej, łatwo dostępnej ulgi, nie wymagającej żadnego wysiłku z naszej strony. Zdrowe sposoby regulowania emocji: rozmowa z drugim człowiekiem, wysiłek fizyczny, medytacja i kontemplacja, zostają zmarginalizowane jako zbyt trudne i powolne. Ich podstawowa zaleta, czyli długofalowa skuteczność, jest umniejszana, a podstawowa wada etanolu, czyli długofalowa emocjonalna toksyczność, jest całkowicie ignorowana. Przede wszystkim jednak zapominamy, że mamy do czynienia z prostą molekułą, całkowicie nieczułą na nasze emocjonalne zaloty.
Inne relacje systematycznie schodzą na dalszy plan. Pojawia się poczucie, że nikt, poza używką, nas nie rozumie. To toksyczny związek, który generuje wewnętrzne i zewnętrzne komunikaty, że coś jest nie tak z naszym nastawienie do alkoholu. Nie możemy tego zaakceptować, musimy bronić czci naszej ukochanej, wytwarza się mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń – czyli jak stałem się mistrzem kłamstwa
Jakie to szczęście, że oni piją więcej! Byli pijani w sztok, a ja nawet nie byłem zrobiony. Jeśli ktoś tu ma problem to oni, a nie ja!
Przyszedł taki moment w moim piciu, gdy ludzie potrzebni byli do dwóch rzeczy: żebym mógł sobie mówić, że nie pije sam tylko w towarzystwie i jako punkt odniesienia, bym dowodził sobie, że nie piję tak dużo. Co z tego, że już od studiów, około 80% alkoholu wypijałem w samotności. Przecież od czasu do czasu wychodziłem z ludźmi „na miasto”, czyli piłem towarzysko. Co z tego, że wypijałem mniej od znajomych raz na 10 spotkań, na pozostałych się upadlając – to jedno było istotne, dowodziło, że oni piją więcej.
Zarzygałem pościeli w wynajętym domku, to bardzo kiepski numer! Oj tam. Zapłaciłem za szkodę, więc nie ma problemu.
Zlałem się w spodnie przez sen, to gruba akcja! Może nikt pewnie nie zauważył, w końcu wyschłych, wyprałem, nie ma tematu.
Wyszedłem z firmowej imprezy w hotelu i padłem nieprzytomny w krzaki metr od brzegu Odry, to już przesada! Nonsens, przeleżałem spokojnie do rana. Tylko się trochę podrapałem. Dwa dni później, to nawet już nawet kaca nie miałem.
Wyjebałem się po pępkowym bez przytomności na krawężnik przy przystanku, to mogło się skończyć tragicznie! Nic się nie stało, zima była lekka, nawet przymrozku nie było. Kurtkę wyprałem i po krzyku.
Rzygałem przez sen leżąc na wznak, ocknąłem się w ostatniej chwili i obróciłem na bok, mogłem się udusić własnymi wymiocinami! Ale się nie udusiłem. Nie było tak groźnie. Parę dni później to nawet łóżko ogarnąłem i już nie śmierdziało.
Zgubiłem okulary (po 20 latach noszenia) podczas szaleństw w nocnym klubie, to strata kilkuset złotych! Na biednego nie trafiło, także luz. Zresztą, mam zapasowe.
Zapomniałem 6 godzin firmowej imprezy, mimo że chodziłem, tańczyłem, rozmawiałem z ludźmi, to mega niebezpieczne, mogłem w tym czasie zrobić cokolwiek! A tam, zawsze miałem słabą pamięć. Komu się nie zdarzy to czy owo zapomnieć?
Przecież mam pracę i to dobrze płatną, więc o co chodzi? Za swoje pije, od nikogo nie pożyczam. Należy mi się po ciężkim dniu w robocie! Ja jestem koneserem kraftów, piję dla smaku. Alkohol dodaje mi pewności siebie. Po paru głębszych lepiej tańczę. W życiu nie zagadam do laski na trzeźwo. I tak dalej.
Wszystkie t sytuacje są wzięte z życia. W każde z tych kłamstw i iluzji święcie wierzyłem. Najstarsza z nich miała miejsce jak miałem około 25 lat, najmłodsze dwa i pół roku temu. Przez kolejne 13 lat, skutecznie się okłamywałem. Rozjazd między kłamstwem a rzeczywistością stał się tak wielki, że aż musiałem się rozdwoić.

Drugi z mechanizmów, mechanizm iluzji i zaprzeczeń, odpowiada za ochroną nałogu. Jego zadaniem jest stworzenie iluzji, że substancja nie wyrządza nam szkód, a jest nam niezbędna do funkcjonowania. Chroni on obiekt naszej miłości przed atakami z zewnątrz. Jest podobny do zaślepienia ukochaną osobą, gdy nie dostrzegamy jej wad, przerysowujemy zalety, nie przyjmujemy żadnych negatywnych informacji na jej temat. W uzależnieniu ta iluzja jest niezwykle trudna do rozproszenia. Warto zwrócić uwagę, że ten mechanizm działa przede wszystkim na wewnętrzny użytek, to siebie musi w pierwszej kolejności okłamać. Prowadzi to w konsekwencji do okłamywania innych, ale to jest efekt uboczny. Kluczowym jest bym ja, alkoholik, mógł uzasadnić dlaczego nie przestaje pić.
Mechanizm może przybrać wiele form, tutaj wypiszę je tylko hasłowo, więcej szczegółów znajdziecie w [1]: zaprzeczenie, minimalizowanie, obwinianie (innych), racjonalizowanie, intelektualizowanie, odwracanie uwagi, fantazjowanie, koloryzowanie wspomnień, marzeniowe planowanie, zaśmiewanie.
Dysonans poznawczy między iluzją a rzeczywistością z czasem staje się tak trudny do opanowania, że następuje rozdwojenie czy rozproszenie osobowości osoby uzależnionej.

Mechanizm rozdwojonego ja – czyli jak zrobiło się nas dwóch
Jednym z najstraszniejszych doświadczeń alkoholowych jest palimpsest [2], oto jeden z moich.
Byłem na imprezie firmowej w klubie niedaleko wrocławskiego Rynku. Mieliśmy wynajęty cały lokal z open barem. Zacząłem szybko jako jeden z pierwszych. Około 10tej wieczorem byłem już po paru piwach. Moja odporność na alkohol była wtedy tak wysoka, że ta ilość nie powodowała nawet zająknięcia. Siedziałem  na zewnątrz rozmawiając z dwiema koleżankami, można było tutaj swobodnie palić, a w środku było duszno. Wszyscy sączyliśmy alkohol. Następny moment, który pamiętam, to gdy płaczę na przystanku bo uciekł mi nocny autobus. Jest godzina piąta rano, kolejną godzinę spędzę próbując dotrzeć do domu. Do dziś nie pamiętam nic co się zdarzyło się pomiędzy. Jeśli ktoś by mi powiedział, że zamordowałem wtedy człowieka, to nie mógłbym zaprzeczyć – może zabiłem, nie pamiętam.
Takie doświadczenia przewijały się przez moje życie i są dobrze znane z doświadczeń innych uzależnionych. Fizjologicznie jest to upośledzenie mechanizmów odpowiedzialnych za przenoszenie wspomnień z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Dla mnie, były to momenty w których ja trzeźwy przestawałem istnieć, a stery całkowicie przejmowała moja druga osobowość, ja pijący alkohol.
Ja trzeźwy jestem pełny lęku, mam niskie poczucie wartości, jestem niepewny, uważam, że niewiele potrafię, wstydzę się tego co robiłem po pijaku, pragnę spokoju i dobrego życia. Ja pijący nie znam lęku, jestem pępkiem świata, mam pewność swoich opinii i sądów, uważam, że potrafię wszystko, nie wstydzę się niczego, pragnę ostrej jazdy i intensywnego życia. Od wielu lat jest nas dwóch.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego rozdwojenia, nim nie zacząłem terapii. Nie dostrzegałem jak drastycznie moja osobowość się zmieniała, kiedy byłem pod wpływem. Szalałem na parkietach nocnych klubów, nagabywałem dziewczęta, wdawałem się w sprzeczki z ludźmi, zasypiałem w krzakach i szczałem pod siebie. Żadnej z tych rzeczy nie robiłem kiedy byłem trzeźwy. Wtedy czytałem książki, chodziłem na spacery, gotowałem obiady, bałem się o swoje zdrowie i pracowałem. Kontrola była płynnie przekazywana między jedną osobowością a drugą. Z czasem było więcej mnie pijanego. Ta osobowość jest zaborcza, chciała dla siebie więcej czasu. Prawdziwy ja, czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei i kontroli. Zostałem zepchnięty pod ścianę, spadłem na dno i dopiero kiedy stanęła przed wyborem: albo stawię opór i przestanę pić, albo umrę z własnej ręki, dopiero wtedy podjąłem walkę i raz jeszcze przejąłem stery.

Trzeci z mechanizmów, mechanizm rozdwojonego ja jest kontynuacją iluzji i zaprzeczeń, ich zwieńczeniem. Tworzą one swoją własną niezależną osobowość, której pragnienia i cele są diametralnie odmienna od pragnień i dążeń pierwotnego ja. Jedna osobowość budzi się pod wpływem substancji, druga gdy ciało jest trzeźwe. Jedna chce dalej zażywać, druga chce przestać. Jedna jest silna i asertywna, druga słaba i przestraszona. Te zmiany są często łatwiej zauważalne dla otoczenia, niż dla samej zainteresowanej osoby. Płynie informacja zwrotna: kiedy wypijesz, jesteś całkiem inną osobą, nie mogę cię wtedy znieść. To pogłębia dysonans poznawczy uzależnionej osoby, która sama siebie widzi jako lepszą, kiedy jest pod wpływem i nie może zrozumieć dlaczego otoczenia ma dokładnie odwrotne spostrzeżenia.

Głód alkoholowy – czyli co mnie czasem szarpie
Głód jest wrogiem każdej trzeźwiejącej osoby. Miałem sporo szczęścia w początkach swej drogi, obżerałem się. Unikałem dzięki temu ssania w żołądku, które mogło by mnie skłonić do zapełnienia go alkoholem. W pierwszych miesiącach wypełniłem pustkę po alkoholu jedzeniem.
Moje głody nie były szczególnie intensywne. Nie wariowałem, nie chodziłem po ścianach. Moje głody były subtelne, ujawniały się na poziomie emocji, były irracjonalnym rozdrażnieniem i złością, które domagały się ukojenia. Były pustką samotności, którą chciałem wypełnić. Były zmęczeniem, które łaknęło pobudzenia. Dla każdego z tych stanów kiedyś moją odpowiedzią był by alkohol. Teraz mój mózg, próbował mnie oszukać i przekonać, że powinienem znowu sięgnąć po sprawdzony środek. Często były to jedynie miraże, wytwory mojej wyobraźni, obliczone na ponowne uruchomienie mechanizmu nałogowego regulowania emocji, a z nim całej maszynerii uzależnienia.
Dzisiaj głody zdarzają mi się rzadko, są przelotną myślą gdy mijam w sklepie półkę z alkoholami; są złością, która wybuch na widok reklamy alkoholu na Facebooku. Nadal trzymam się HALTU (Hungry, Angry, Lonely, Tired; Głodny, Wkurzony, Samotny, Zmęczony), czyli programu, który wskazuje jakich stanów unikać by zminimalizować ryzyko wystąpienia głodu. Pewnie będę się go trzymał do końca życia bo, pomijając kwestie uzależnienia, jest dobrą regułą na poprawę codziennego funkcjonowania.
Jednorazowy głód ma małe prawdopodobieństwo by przerwać moją abstynencję, dopiero, kiedy rozrośnie się do długotrwałego nawrotu, staje się niebezpiecznym.

Głód alkoholowy nie musi się objawiać nieodpartą chęcią zażycia substancji. Jego objawy są często bardziej subtelne i związane są z chęcią „załatwienia” emocji przy pomocy narkotyku. Działanie narkotyku daje natychmiastową, choć krótkotrwałą, ulgę. Zdrowe sposoby wymagają czasu i prawdziwego poczucia emocji. Warto, by osoby uzależnione nie ignorowały sygnałów płynących z ciała (podenerwowanie, niemożność usiedzenia na miejscy, bezwład i obojętność), sygnałów płynących z emocji (nieumiejscowiona złość, przygniatający smutek, histeryczna radość) i innych. Koncentrowanie się jedynie na potrzebie zażycia substancji, może być poważnym błędem prowadzącym do złamania abstynencji.
Jest kilka użytecznych programów pomagających zapobiegać napadom głodu i osłabiać go gdy się pojawi, tutaj tylko hasłowo: wspomniany HALT, 24 godziny i inne. Więcej szczegółów w [1].

Nawrót – czyli dlaczego boję się nudy
Poza jedzeniem, drugą szczęśliwą okolicznością mojego trzeźwienia było wydanie gry Diablo 2 Resuercted (czyli Diablo 2 z nowoczesną grafiką). Wsiąkłem w nią niczym woda w piach. Każdy wieczór po powrocie z pracy poświęcałem na grindowanie potworów, zbieranie przedmiotów, ulepszanie postaci i generalną, bezmyślną łupankę. Nieświadomie uczyniłem sobie wielką przysługę. Wypełniłem pustkę jaką pozostawił alkohol i skutecznie zabiłem nudę. Bez kompulsywnego grania, które trwało nieco ponad pół roku, pewnie nie byłbym w stanie utrzymać trzeźwości.
Nie gram już w Diablo od półtora roku. Raz jeden wróciłem, na tydzień czy dwa, nie zdając sobie do końca sprawy dlaczego. Po czasie zrozumiałem, że ten powrót, był związany z nawrotem choroby. Balansowałem na granicy powrotu do nałogu, mój nastrój spadł, czułem się przytłoczony, nie radziłem sobie z emocjami i, co najgorsze, dopadła mnie pustka i nuda. Powrót do gry był instynktownym mechanizmem ratunkowym, po raz kolejny zasypałem po-alkoholową pustkę kompulsywnym graniem. I po raz kolejny zadziałało, dało mi czas by uporać się z emocjami i przetrwać nawrót.
Do dziś mam, na wszelki wypadek, zainstalowane na komputerze Diablo. Wprawdzie zarówno trudne emocję i nudę, która je budzi, mam lepiej opanowane, ale nie zaszkodzi mieć plan awaryjny gdyby coś zaczęło się sypać. Na mojej lodówce nadal wisi też lista zaleceń, których powinna się trzymać osoba trzeźwiejąca, też na wszelki wypadek.

Większość ludzi słysząc frazę „nawrót uzależnienia”, wyobraża sobie osobę, która po dłuższej trzeźwości łamie abstynencję i zaczyna ponownie zażywać. Tak czasem kończy się nawrót, jest on jednak bardziej złożonym wydarzeniem, które jest rozciągnięte w czasie. Wszystko zaczyna się od emocji, tych trudnych, wywoływanych przez nudę, tragedie życiowe, choroby. Gdy osoba uzależniona nie zarejestruje, że owe emocje się pojawiły, nie przeżyje ich, będą one rosnąć, nakręcać się, aż staną się niemożliwe do opanowania i doprowadzą do złamania abstynencji.
To groźne zjawisko. Dobra wiadomość jest tak, że można je powstrzymać, w każdym momencie poprzedzającym zapicie, poprzez zaopiekowanie się nieogarniętymi emocjami i rozładowanie napięcia w zdrowy sposób. Można mu też skutecznie zapobiegać zważając na to by unikać stanów, które mogą je zapoczątkować.

Zalecenia – czyli dlaczego wolę z tobą nie gadać gdy pijesz
Kiedy zaczynałem trzeźwieć, byłem przekonany, że jak już ustabilizuje się moja abstynencja, za jakiś miesiąc czy dwa, to wrócę do nocnego życia, tylko na trzeźwo. Wyobrażałem sobie, że będę szalał na parkietach w nocnych klubach, pijąc wodę i zachwycając wszystkich swoją trzeźwością. Na szczęście nie zdarzyła się okazja, żeby ten pomysł zrealizować.
Z czasem, w miarę jak rosło moje zrozumienie choroby, zaczął zachodzić proces odwrotny. To znaczy, zamiast rozluźniać ograniczenia w kontakcie z alkoholem, zacząłem je zacieśniać. W pierwszym roku jeszcze zdarzało mi się pojechać na zakrapianego grilla czy pójść na kolację z pijącymi ludźmi. Za każdym razem czułem się nieswojo podczas takich sytuacji. Nie mogę powiedzieć, że je strasznie odchorowywałem, ale budowały napięcie, wyzwalały tęsknotę i stanowiły zagrożenie dla mojej trzeźwości.
Ostatni rok to najbardziej restrykcyjne podejście, czyli, jeśli mogę tego uniknąć, to nie spędzam czasu, ani nawet nie rozmawiam, z ludźmi, którzy są pod wpływem alkoholu, niezależnie od tego czy wypili kieliszek wina, czy butelkę wódki. Prosta zasada: piłeś(a)? Nie rozmawiam z tobą! Z jednej strony to podejście jest dobre, bo bardzo jednoznaczne. Nie zostawia przestrzeni na negocjacje z samym sobą i na wahania. Z drugiej, jego restrykcyjność wyklucza bardzo szeroki wachlarz spotkań towarzyskich w naszej kulturze. Także takich, które nie niosą ze sobą znacznego zagrożenia.
Rozważam ostatnio czy nie rozluźnić nieco tych reguł i pozwalać sobie na rozmowę i pozostawanie w towarzystwie ludzi, którzy zażyli jedną lub dwie dawki alkoholu. Przy tej ilość, zazwyczaj osoba odurzona jest jeszcze komunikatywna i można prowadzić z nią wartościową rozmowę. Od trzech, czterech dawek konwersacja nie ma sensu i lepiej jest poczekać, aż dana osoba przetrzeźwieje. Jest to dla mnie do sprawdzenia, w jakim stopniu takie okazje będą na mnie wpływać i na ile będę w stanie egzekwować nowe zasady.
Wisi nad tym próbowaniem cień. Pamiętacie iluzje i zaprzeczenia? Był tam taki kawałek o racjonalizowaniu.

Zalecenia co robić a czego unikać, są niezwykle istotnym elementem życia osób trzeźwiejących. Ze swoich obserwacji mogę powiedzieć, że ich przestrzeganie stanowi o tym, czy dana osoba przetrwa pierwszy rok trzeźwienia, a każde właściwie zapicie, można wywieść od złamania jednej z reguł. List zaleceń jest długa i nie będę jej w całości przytaczał, można ją znaleźć w [1]. Wspomnę tu tylko o kilku:
+ nie trzymam w domu alkoholu, nie pozwalam by w moim domu spożywano alkohol
+ unikam miejsc i sytuacji w których kiedyś piłem
+ nie spędzam czasu z osobami pijącymi (nie rozmawiam, nie polewam etc.)
+ dbam o sen i generalnie dobre samopoczucie
+ jasno i bez wykrętów odmawiam alkoholu
+ nie daje i nie przyjmuje alkoholu jako prezentu.

Konkluzja – czyli co dalej
Program 24 godziny mówi, by skoncentrować się na nadchodzącym dniu, nie wybiegać myślą daleko w przyszłość, by nie przytłoczył nas jej ogrom. Mój stoicki ulubieniec Seneka mówi:
„Prawdziwe szczęście polega na cieszeniu się teraźniejszością, bez niepokoju o przyszłość; na nie oddawaniu się nadziejom ani lękom, lecz na zadowoleniu z tego, co posiadamy, co jest wystarczające – bo ten, kto jest zadowolony, niczego nie pragnie. Największe błogosławieństwa ludzkości są w nas i w naszym zasięgu. Mądry człowiek jest zadowolony ze swojego losu, cokolwiek by to nie było, bez pragnienia tego, czego nie posiada”.
Nie wiem co przyniesie mi przyszłość. Wiem jakich wyborów chce dokonywać dzisiaj. Chcę wybierać swoje zdrowie, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać szczere relacje z ludźmi, a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać wolność a więc i swoją trzeźwość. Chcę wybierać założenie rodziny, a więc i swoją trzeźwość. Dzień po dniu z cegiełek dobrych wyborów mogę zbudować długie i udane życie, o ile, jak mawiają stoicy, nic mi w tym nie przeszkodzi. Co najważniejsze, mogę wybierać trzeźwość ponad otumanieniem. Czego i wam wszystkim życzę!

BIBLIOGRAFIA
[1] Robert Modrzyński, „O uzależnieniu prosto i zrozumiale. Niezbędnik pacjenta i jego rodziny”
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Palimpsest_alkoholowy
[3] Ewa Wojdyło, „Początek drogi. Wykłady psychologa na oddziale odwykowym”

O wpływie alkoholu na zdrowie

Tekst omawia zdrowotne skutki spożywania alkoholu w kontekście różnych chorób, w tym nowotworów, chorób serca oraz uszkodzeń mózgu. Zawiera statystyki dotyczące zgonów wywołanych alkoholem w Europie oraz wpływ alkoholu na zdrowie psychiczne i układ odpornościowy. Podkreśla, że nawet niewielkie spożycie jest szkodliwe.

Dzisiejszy tekst to pierwsza część tryptyku o działaniu alkoholu w różnych aspektach ludzkiego funkcjonowania. Pierwsza cześć dotyczy zdrowotnych skutków spożywani alkoholu. Skoncentruje się na potwierdzonych wynikach badań naukowych, do każdego z twierdzeń będę podawał źródła, w których będziecie mogli zapoznać się ze szczegółami i pogłębić swą wiedzę. Nie zniechęcajcie się nieco suchą i naukową formą tego wpisu, informacje w nim zawarte pozwolą wam podejmować poinformowane decyzje o przyszłym spożywaniu alkoholu.

Na początek kilka ogólnych statystyk [1]:
1 na 11 zgonów w Europie jest spowodowane zażywaniem alkoholu. Oznacza to, że każdego roku w Europie z powodu spożywania alkoholu umieram 800 000 ludzi.
Europejczycy umierają trzykrotnie częściej z powodu alkoholu niż wynosi średnia światowa. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Europa przewodzi w spożyciu alkoholu: 7 z 10 krajów o najwyższym spożyciu alkoholu na głowę, to kraję członkowskie EU.
Jedna trzecia zgonów wywołanych alkoholem w Unii Europejskiej to zgony na różne rodzaje rak i od niego zaczniemy szczegółowe omówienia.

Rak [2]
Alkohol jest przyczyną występowania rak siedmiu narządów:
jamy ustnej, gardła, przełyku, wątroby, krtani, jelita grubego i odbytu oraz piersi (u kobiet).
Najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak jelita grubego i odbytu. W Europie w roku 2018 odnotowano 59 200 przypadków raka odbytu wywołanych alkoholem, a 28 200 osób zmarło na rak odbytu wywołanego alkoholem (to mniej więcej populacja Bielawy).
Drugim najczęstszym rakiem powodowanym przez alkohol jest rak piersi u kobiet. W 2018 roku w Europie na tego raka z powodu spożywania alkoholu zapadło 45 500 kobiet, a 12 100 kobiet zmarło (to mniej więcej populacja Brzegu Dolnego).
Każdy rodzaj napoju alkoholowego wywołuje raka, wynika to z rakotwórczości samego etanolu i aldehydu octowego (półprodukt rozkładu etanolu w wątrobie) – obie substancje uszkadzają DNA w komórkach. Rodzaj, cena, jakość, kraftowość alkoholu nie ma wpływu na rakotwórczość – liczy się tylko dawka etanolu.
Nie ma bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Każda, nawet najmniejsza dawka alkoholu jest rakotwórcza i może wywołać chorobę. Ryzyko rośnie wraz ze wzrostem spożycia.
Ryzyko wzrasta, jeżeli alkohol łączy się z paleniem tytoniu.
Te przypadki rak można ograniczyć przez ograniczenie lub zaprzestanie spożywania alkoholu.

Choroby serca [3]
Choroby serca są odpowiedzialne za 40% zgonów wywołanych używanie alkoholu w Europie (nie mylić z Unią Europejską!). Oznacza to, że co roku w Europie z powodu chorób serca wywołanych spożywaniem alkoholu umiera 320 000 ludzi (populacja Bydgoszczy).
Wciąż żywe jest wśród ludzi przekonanie, że niewielkie ilości alkoholu (czerwone wino w szczególności) są korzystne dla serca. Współczesne badania naukowe obalają jednak to przekonanie [4,5], wskazując, że, podobnie jak w przypadku raka, każda ilość alkoholu jest szkodliwa dla układu krążenia.
Alkohol, od pierwszej kropli, zwiększa ryzyko następujących chorób układu krążenia [6]: choroba wieńcowa, udar, zawał serca, nadciśnienie, kardiomiopatia, migotanie przedsionków, tętniaki.

Uszkodzenia mózgu i choroby neurodegeneracyjne
Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na próbie około 37 tysięcy przepadków [7], wykazały, że nawet niewielkie spożycie alkoholu prowadzi do uszkodzeń w strukturze mózgu, konkretnie do zmniejszenia objętości mózgu, uszkodzeń w strukturze materii szarej i w strukturze materii białej. Nie zidentyfikowano bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu ze względu na zmiany strukturalne w mózgu.
Według Alzheimer’s Society [8] spożywanie dużych ilości alkoholu jest przyczyną demencji i choroby Alzheimera, zwiększa ryzyko zachorowania na te dwie choroby neurodegeneracyjne. Nie ma żadnych dowodów, że niewielkie ilości alkoholu chronią przed tymi chorobami.
Alkohol jest także źródłem odalkoholowych uszkodzeń mózgu i zaburzeń z nimi związanych, to szerokie spektrum chorób upośledzających podstawowe funkcje mózgu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mózgu na wielu płaszczyznach [9]. Powoduje zaburzenia w ośrodkach podejmowania decyzji (podejmuje gorsze decyzje pod wpływem alkoholu), zaburza funkcjonowanie pamięci (w skrajnych przypadkach całkowite upośledzenie pamięci długotrwałej). Początkowy efekt działania alkoholu to obniżenie lęku i poprawa nastroju, jednak efekt ten jest krótkotrwały i szybko ustępuje miejsca zwiększonemu poziomowi lęku, myślom depresyjnym i agresji.
Alkohol w dużych dawkach upośledza wszystkie funkcje układu nerwowego, w skrajnych przypadkach prowadząc do zgonu z powodu ustania akcji serca lub akcji oddechowej.
Mam nadzieje, że wszyscy zdają sobie sprawę, że spożywanie alkoholu przez ciężarną kobietę jest niezwykle ryzykowne i może skutkować uszkodzeniami płodu prowadzącymi do alkoholowego zespołu płodowego [10]. Nie będę wymieniał wszystkich symptomów, można je znaleźć w źródle. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że uszkodzenie płodu może nastąpić także jeśli kobieta nie wie, że jest w ciąży. Oznacza to, że spożywanie alkoholu w czasie starania się o dziecko, generuje ryzyko uszkodzenia płodu przez alkohol.

Choroby psychiczne, zaburzenia osobowości i nastroju [10,11,12]
Alkohol jest przyczyną depresji. Regularne spożywanie alkoholu prowadzi do ogólnego obniżenia nastroju, które może się przerodzić w depresję. Ten rodzaj depresji (zwany depresją odalkoholową) ustępuje kilka miesięcy po zaprzestaniu picia. Alkohol bywa też używany jako „lek” na już istniejącą depresje, powodując pogłębienie choroby. Alkohol może wchodzić w niebezpieczne oddziaływania z lekami przeciwdepresyjnymi i jest generalni niewskazany dla osób cierpiących na zaburzenia nastroju.
Krótkotrwałym efektem działania alkoholu jest zredukowanie poziomu lęku, efekt ten jednak ustępuje bardzo szybko i zostaje zastąpiony przez zwiększony lęk. To może skłaniać osobę pijącą alkohol, do zażycia kolejnej dawki w celu jego uśmierzenia, co prowadzi do dalszego pogłębienia lęku i tworzy niebezpieczny samo-napędzający się cykl. Podobnie jak w przypadku depresji alkohol jest zarówno przyczyną zaburzeń lękowych, jak i czynnikiem ryzyka i czynnikiem pogłębiający w już istniejących zaburzeniach.
Alkohol ma potwierdzony związek przyczynowy z samobójstwem. Statystyki pokazują, że 15% samobójstw na świecie jest wywołanych przez zażywanie alkoholu.
Alkohol jest jednym z głównych czynników ryzyka dla naszego mózgu. Jest przyczyną wielu zaburzeń osobowości mogących prowadzić do śmierci.
Ostatnia myśl w temacie zaburzeń nastroju: ze względu na swoje działanie na układ dopaminowy, alkohol obniża nastrój i powoduje obniżenie odporności na stres, nawet jeśli nie jest zażywany w dużych ilość. Tak długo jak jest spożywany regularnie, raz na dwa tygodnie lub częściej, powoduje obniżenie nastroju i podwyższenie poziomu lęku (stresu). Potrzeba około 6 miesięcy całkowitej abstynencji by zresetować układ dopaminowy w mózgu, co każdemu polecam.

Układ odpornościowy [13]
Alkohol ma negatywny wpływ na działanie naszego układu odpornościowego. Obniża zdolność organizmu do zwalczania infekcji, co prowadzi do częstszego ich występowania i przedłużonego trwania, z bardziej intensywnymi objawami. W szczególności narażone są płuca, gdzie alkohol wpływa niekorzystnie na chroniące je komórki układu odpornościowego, w tym komórki w gardle, które zatrzymują zarazki przed przedostaniem się do dróg oddechowych. Znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na zapalenie płuc i inne infekcję tego organu.
Alkohol zaburza funkcjonowanie mikrobiomu jelit, który jest związany z działaniem układu odpornościowego (i innymi funkcjami naszego organizmu). Z jednej strony alkohol zabija bakterie, zubożając mikroflorę, z drugiej strony powoduje osłabienie i uszkodzenia komórek wyścielających jelita, zwiększając ryzyko przedostania się niebezpiecznych bakterii do krwioobiegu.

Uszkodzenia wątroby i trzustki [14,15]
Nie będę się tu rozpisywał, uszkodzenia tych dwóch organów są najczęściej kojarzone z alkoholem i, w przeciwieństwie do pozostałych opisanych tu chorób, dość dobrze znane szerokiej publiczności. Tylko przypomnę, że spożywanie alkoholu może prowadzić do otłuszczenia wątroby, a w dalszej perspektywie do marskości wątroby. Spożywanie alkoholu, szczególnie dużych ilości na raz, może prowadzić do zapalenia trzustki (często śmiertelnego).

Uzależnienie
Tym tematem zajmiemy się szczegółowo w drugim odcinku serii.

BIBLIOGRAFIA:
[1] https://www.who.int/europe/news-room/fact-sheets/item/alcohol-use
[2] https://www.who.int/docs/librariesprovider2/default-document-library/alcohol-and-cancer-factsheet-eng.pdf
[3] https://www.who.int/europe/news/item/08-11-2024-cheers-or-tears–who-playbook-exposes-alcohol-s-true-cost-to-health
[4] https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2790520
[5] https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2024/03/28/11/58/alcohol-raises-heart-disease-risk-particularly-among-women
[6] https://world-heart-federation.org/news/no-amount-of-alcohol-is-good-for-the-heart-says-world-heart-federation/
[7] https://www.nature.com/articles/s41467-022-28735-5
[8] https://www.alzheimers.org.uk/about-dementia/managing-the-risk-of-dementia/reduce-your-risk-of-dementia/alcohol
[9] https://www.mentalhealth.org.uk/explore-mental-health/a-z-topics/alcohol-and-mental-health
[10] https://www.cdc.gov/fasd/about/index.html
[11] https://www.braincouncil.eu/new-report-highlights-link-between-alcohol-and-brain-disorders/
[12] https://alcoholandsociety.report/wp-content/uploads/2024/02/Alcohol-and-the-brain_Alcohol-and-society-2024_summary_en.pdf
[13] https://adf.org.au/insights/alcohol-immune-system/
[14] https://www.nhs.uk/conditions/alcohol-related-liver-disease-arld/
[15] https://americanaddictioncenters.org/alcohol/risks-effects-dangers/gastrointestinal/pancreatitis

Wspólna decyzja – opowiadanie

Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień.
Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?

Krzystof Zalewski „Uciekaj” – analiza wiersza

Utwór Krzysztofa Zalewskiego „Uciekaj” przedstawia wewnętrzną walkę podmiotu lirycznego z uzależnieniem od alkoholu i amfetaminy. Powtarzająca się mantra „uciekaj” ukazuje niepewność i ryzyko powrotu do nałogu. Tekst podkreśla, że każdy dzień to nowa szansa na wytrwanie w trzeźwości, unikając śmiertelnych pokus.

Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym
Brudne okna, szklane oczy
Nad rozbitym kioskiem
Czarny napis
„Chwała wielkiej Polsce”
„Jebać psy”

Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Ty do tej samej rzeki nie wbiegaj
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Znowu idą święta
Miało prószyć
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Na pochylone karki
Pada posępny deszcz
W knajpach od przedświtu gra George Michael

Już nie kręci mi się w nosie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Za tym szczytem czeka cię przepaść
Drugi raz ci się może nie udać
Przysypie cię lawina

Bez ciebie, ale tylko dziś
Codziennie mówię tak
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać

By cię znów nie spotkać


„Uciekaj”
Krzysztof Zalewski

Dziś mały powrót do szkoły. Zajmę się analizą i interpretacją wiersza Krzysztofa Zalewskiego o tytule „Uciekaj”, napisanego jako tekst piosenki o tym samym tytule.

Zacznę od elementów analizy. W strukturze utworu wyodrębniam dwie zwrotki, dwukrotne powtórzenie refrenu (z drobną modyfikacją) i frazę kończącą.
Zwrotki są dwuczłonowe, mamy zwrotkę właściwą:
Przedwiosenne miasto (…)
„Jebać psy”
oraz fragment stanowiący przejście do refrenu:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Dwa refreny nie są identyczne, dzieli je drobna modyfikacja w czwartym i szóstym wersie. Pozwala ona rozróżnić między dwoma substancjami, o których mówi podmiot liryczny.
Fraza wyprowadzająca jest dwuczęściowa. Najpierw czterowiersz:
Bez ciebie, ale tylko dziś (…)
a następnie pojedynczy wers:
By cię znów nie spotkać

W śpiewie dwie części są wykonywane równocześnie i powtarzają się, niemal jak mantra.Z technicznych zabiegów wartych odnotowanie, chciałbym zwrócić uwagę na wielokrotne powtarzanie słowa „uciekaj” w refrenie. To wprowadza do utworu kolejny element mantry, myśli powtarzanej w chwilach kryzysu.

Czyli utwór to mantra. Mantra powtarza przez osobę uzależniona (podmiot liryczny), w trudnych chwilach nawrotu i głodu substancji. Podmiot liryczny używa jej do obrony, jako przypomnienia o konsekwencjach i ryzyku powrotu do nałogu.
Pierwszą substancją do której odwołuje się podmiot liryczny jest alkohol i o nim traktuje pierwsza zwrotka. Dostrzegamy to we frazie:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Rozpoznajemy tutaj typowe drżenie dłoni, objaw odstawienny alkoholu, skutecznie uśmierzany przez zażycie nowej dawki. Wspomniana „ona” może być interpretowana jako wódka.
Podmiot liryczny opisuje nieprzyjemny wczesno-wiosenny dzień:
Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym (…)

w bliżej nieokreślonym typowym polskim mieście o murach pomazanych obrazoburczymi napisami.W taki dzień, gdy morale jest niskie, a nastrój przygaszony, wracają wspomnienia o alkoholu, z którą podmiot liryczny zerwał, ale od którego pozostaje uzależniony.
(…) czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Przychodzą myśli o możliwości ucieczki jaką oferuje ten narkotyk, możliwości wyłączenia się z rzeczywistości.

Refren jest mantrą podmiotu lirycznego, przypominającą i zasadach radzenia sobie z uzależnieniem. Nie polegają one na wykazywaniu silnej woli i walce z substancją, polega na poddaniu się i ucieczce. Ty powtarzane do znudzenia:
Uciekaj, uciekaj, uciekaj (…)
Podmiot liryczny przypomina sobie jakie ryzyko niesie powrót do tej samej rzeki, rzeki alkoholu i choć za pierwszym razem udało mu się przestać pić, drugi raz może być mniej szczęśliwy i zakończyć się śmiercią przez utonięcie w rzece alkoholu:
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Bohaterką drugiej zwrotki jest amfetamina, drugi z narkotyków podmiotu lirycznego. Czas jest przedświąteczny, zimowy, co stwarza pole do przywołania obrazu śniegu, białego puchu który ma ukryć, usunąć wady świata, sprawić, że wszystko będzie lepsze:
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Nastrój zimowej melancholii pogłębia muzyka dochodząca z czynnych całą noc knajp. Narkotyk oferuje energię na rozbujanie tego monotonnego rytmu.

Drugi refren powtarza motyw ucieczki, ten jest wspólny dla wszystkich uzależnień. Tym razem jednak śmierć czyha jako lawina białego puchu:
Za tym szczytem czeka cię przepaść (…)
Przysypie cię lawina
W fragmencie końcowym, podmiot liryczny odwołuje się do ważnego narzędzia pomagającego w wychodzeniu z uzależnienia zwanego „24 godziny”. Polega ona na tym, że każdego dnia, mówimy „dziś nie piję”, „dziś nie biorę”. Tylko dziś, jutrem będę się martwił jutro ale przez następne 24 godziny jestem czysty, a każda godzina jest szansą by nie spotkać moich śmiertelnych wrogów
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać
a podmiot liryczny zamierza z tej szansy w pełni skorzystać dziś i każdego kolejnego dnia.

O pięknych wspomnieniach

W artykule omawiana jest romantyzacja picia alkoholu w kontekście pamięci i mechanizmów psychologicznych. Wspomnienia są często zniekształcone, sprzyjając faworyzowaniu ekstremalnych doświadczeń, co może prowadzić do uzależnienia. Pozytywne aspekty picia dominują w pamięci, a negatywne są ignorowane, wpływając na decyzje dotyczące alkoholu.

Dzisiejsze rozważania kontynuują temat podjęty w niedawnym wpisie odnoszącym się do podcastu: https://www.youtube.com/watch?v=OCEcvvYewtA&t=902s… . Konkretnie koncepcję romantyzowania picia alkoholu. Podzielę go na trzy części według schematu:
Hipoteza 1: nasze wspomnienia mają tendencję do faworyzowania zdarzeń ekstremalnych
Hipoteza 2: alkohol wzmacnia faworyzowanie pozytywnych wspomnień poprzez mechanizm dopaminowy
Wniosek: nasze wspomnienia z imprez alkoholowych, są przekolorowane i wypaczone.

Po co nam wspomnienia? W moim rozumieniu ewolucyjna przydatność wspomnień tkwi w przenoszeniu informacji, iż pozwala nam dokonywać lepszych wyborów w przyszłości.

DYGRESJA: wspomnienia wcale nie muszą być prawdziwe, żeby skutecznie wypełniać swą rolę! Można wręcz przypuszczać, że zafałszowane, podkręcone, wzmocnione wspomnienie lepiej spełni swą funkcję, niż wspomnienie w pełni prawdziwe. Badania pokazują, że wiele wspomnień to fabrykacje i modyfikacje naszego umysłu [D. Kahneman „Pułapki myślenia”].

Wychodząc z tej perspektywy, jakiego rodzaju wydarzenie są najbardziej warte zapamiętania? Zapamiętywanie wszystkiego nie ma sensu, to było by marnotrawstwo zasobów mózgu (energii). Mózg selekcjonuje wydarzenia do zapamiętania. Moja hipoteza jest następująca: zapamiętujemy najlepiej zdarzenia ekstremalne, silne wychylenia w pozytywnym lub negatywnym kierunku, podczas gdy stany przeciętne ulegają zatarciu. Podobny mechanizm stwierdzono przy badaniu wspomnień odczucia bólu [D. Kahneman „Pułapki myślenia”].

Wydarzenia przeciętne, nie wymagają szczególnych działań. Co byśmy w tych sytuacjach nie zrobili, nasze przetrwanie nie jest zagrożone, energii wydajemy niewiele – a to są kryteria, które są dostępne dla automatycznych mechanizmów naszego mózgu.

OSOBISTA OBSERWACJA: zapamiętujemy to co zwyczajne, nie mamy wielkich luk w pamięci, ale zapamiętujemy to w sposób skompresowany (wiele wydarzeń zlewa się w jedno) i uproszczony (szczegóły się zacierają).

Drastyczne negatywne wydarzenie jest warte zapamiętania, bo w przyszłości może nam pozwolić uniknąć zagrożenia. Uczymy się czego się wystrzegać, jak reagować i jak lepiej przez podobne sytuacje przechodzić. To fantastyczny mechanizm, kluczowy dla naszego rozwoju i uczenia się. Jednak zdarza się, że ten mechanizm nas zdradza. Przykład: zespół stresu pourazowego (PTSD), gdy traumatyczne wspomnienie jest tak intensywne, że związane z nim mechanizmy przetrwania aktywują się bez kontroli pod wpływem minimalnych wyzwalaczy.

Silnie pozytywne wydarzenie jest warte zapamiętania, by móc dążyć do jego powtarzania. Uczymy się co nam przynosi korzyść, co robić by uzyskać przyjemny stan. Przykładowo, przyjemność z jedzenia pragnienie jedzenia, przyjemność orgazmu koduje potrzebę seksu etc.. Przydatność tego mechanizmu jest jasna.

DYGRESJA: tutaj można dostrzec elementy kompresji informacji, przykładowo nie pamiętamy konkretnych posiłków, pamiętamy natomiast smak potraw (smak jabłka, smak burgera) i przyjemność z jedzenia.

Pozytywne kodowanie, także może nas zdradzić. Przykład: uzależnienia, te od substancji psychoaktywnych i te od zachowań. Gdy układ nagrody jest sztucznie stymulowany, tworzy fałszywy obraz zaspokojenia ważnej potrzeby.

Odczucie zaspokojenia, towarzyszące spożyciu dawki alkoholu, jest dziewięciokrotnie silniejsze, niż odczucie zaspokojenia towarzyszące orgazmowi – w sensie, iż wyrzut dopaminy (neuroprzekaźnika związanego między innymi z mechanizmem nagrody w mózgu) jest 9-krotnie większe w przypadku alkoholu niż w przypadku orgazmu. Ze względu na tą silną stymulację układu nagrody, asocjacje związane z zażywaniem alkoholu, będą silnie przesunięte ku pozytywnym, negatywne konsekwencje będą natomiast ignorowane.

Układ nagrody odgrywa kluczową rolę w formowaniu się uzależnienia. O jego roli w tym kontekście można posłuchać tu (podcast niemyte Dusze serdecznie polecam!): https://www.youtube.com/watch?v=xaFmz6iJX28… . Poczytać tu: [R. Modrzyński „O uzależnieniu prosto i zrozumiale”], [J. Lindenmeyer, „Ile możesz wypić?”] i w wielu innych publikacjach.

Warto jednak pamiętać, że przestymulowanie układu nagrody występuje u każdej osoby zażywającej etanol czy inny środek psychoaktywny nie tylko u uzależnionych.

Spójrzmy na przykładową imprezę alkoholową i podzielmy jej poszczególne etapy ze względu na spodziewaną intensywność wspomnienia.
Pierwsze: nudne części imprezy, momenty ciszy, lekkiej nudy, gdy odlatujemy myślami bo ktoś pitoli od rzeczy, gdy nerwowo czekamy, aż coś się zacznie dziać, czekamy aż ktoś wróci z toalety czy z baru. Brak ekstremalnych doznań sprawia, że mają niską wagę w naszej pamięci. Jeśli nie towarzyszy im zażycie i wyrzut dopaminy, znikają zupełnie. Mamy świadomość, że takie momenty są na imprezie, ale ile to trudno było by określić.

Drugie: negatywne konsekwencje o umiarkowanej intensywności. Po imprezie, przychodzi kac, którego zapamiętujemy słabo albo wcale, chyba, że był ekstremalny. Wiemy, że będziemy mieć kaca, ale ta perspektywa jest mało namacalna. Kac jest rozciągnięty w czasie a jego intensywność maleje, to nie stymuluje mózgu do zapamiętywania, bo słabo sobie radzi z wydarzeniami rozciągniętymi w czasie [D. Kahneman „Pułapki myślenia”]. Negatywne konsekwencje pojawiają się i w trakcie imprezy. Przykład: spadek poziomu alkoholu we krwi. Sytuacja, koncert na którym ustawiono za mało dystrybutorów substancji. W kolejkach do tych punktów, można zaobserwować rosnące podenerwowanie, wywołane objawami odstawionymi i oczekiwaniem kolejne dawki etanolu.

DYGRESJA: W opisanej sytuacji najpewniej zapamiętamy nie nerwowe oczekiwanie, a ulgę, którą przyniosło nam zażycie.

Trzecie: pozytywy o umiarkowanej intensywności. To powolne rozmowy o: pogodzie, gdzie na wakacje, czy dzieci zdrowe – normalne sprawy, zwykle omawiane przy kawie w pracy. Są przyjemne i najbardziej wartościowe na całej imprezie. Zbyt zwyczajne by zakodować się w pamięci.

Czwarte: ekstremalnie ekscytujące momenty. Związane z wyrzutami dopaminy, kodującymi poczucie zaspokojenia potrzeby. Przykłady: śmiechawka, uczucie niezniszczalności, „głębokie” rozmowy, „kocie” ruchy na parkiecie itd.. Także pierwszy łyk substancji, idące za nim uczucie ulgi – kodujące smak i zapach trunku. Te aspekty zapamiętamy najsilniej, będą rdzeniem wspomnienia, a z czasem jedynym co z niego pozostanie. Będą stanowić główny przyczynek do podjęci decyzji o kolejnym piciu.

Piąte: ekstremalnie negatywne momenty. To sytuacje gdy ktoś został fizycznie zaatakowany, wybuchnął konflikt (także między przyjaciółmi), obrzydliwe żarty i bolesne słowa. Mają duże prawdopodobieństwo by być silnie zakodowanymi. Są wartościową lekcją i warto ich unikać w przyszłości. Ich intensywność nie dobije jednak do silnie pozytywnych wspomnień, bo nie towarzyszy im wyrzut dopaminy. Powinny jednak pozostać i stanowić ważny przyczynek do decyzji o piciu.

Co pozostanie z przebiegu imprezy? Skrótu z najważniejszych momentów, jak skrót meczu. Wiemy, że było coś więcej, ale wypełniacze o małej intensywności zniknęły. Da to wrażenie wydarzenia, o wiele ciekawszego, niż w rzeczywistości. Radosne uniesienie goni radosne unesienie, podekscytownie i zaspokojenie. Moje doświadczenie: z czasem dochodzi do większego zagęszczenia. Imprez zlewają się w jedeną, zdominowaną przez odczucie zaspokojenia (wyrzut dopaminy), połączonego z ulgą. We wspomnieniu brakuje miejsca na trudne i niebezpieczne chwile, pozytywne aspekty dominują.

Jak takie wspomnienie wpłynie na decyzję o piciu? Będzie skłaniać do ponownego sięgania po alkohol, bo jest niewyważone, pomija negatywne skutki intoksykacji. Można to wiązać z zabużeniami w układzie nagrody. Jednak większość ludzi, przez większość czasu nie pije alkoholu. Dlaczego? Wspomnienie nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na decyzję. Działa jeszcze logiczne myślenie i aktywność hamująca płata czołowego. Ważymy konsekwencje picia: kaca, zmęczenie, zły sen. To te oczywiste. Rzadziej rozważamy też długofalowe skutki: raka, uszkodzenia mózgu, uszkodzenia wątroby etc..

To przeciąganie linii między rozsądkiem a nakręcanym dopaminą kolorowym wspomnieniem. Większość jest gdzieś pośrodku, ci u których wygrał rozsądek nie piją wcale, a ci u których wygrał rozregulowany układ nagrody zapadają na uzależnienie.