O Rafałku-samosi

Nie cierpię tego uczucia, gdy muszę kogoś poprosić o pomoc. Jestem przekonany, że powinienem był poradzić sobie sam, ale coś poszło nie tak – zawiodłem. Konieczność proszenia o wsparcie budzi we mnie lęk przed odrzuceniem. Co jeśli odmówią? Co jeśli pomyślą, że jestem słaby?

Nie jest ważne, czy to mała sprawa, czy wielkie zadanie. Nie chcę prosić o pomoc, nie potrafię prosić o pomoc. Wszystko chcę zrobić sam. To schemat, który kładzie się cieniem na moim życiu i ogranicza moje możliwości.

Opowiem wam dzisiaj, jak to jest, że tak trudno jest mi prosić o pomoc.

Przykład

Jako przykład wezmę coś świeżego – poszukiwania pracy.

Zmieniam ścieżkę kariery. Z konsultingu chcę przenieść się do sektora non-profit. Rozważam pracę w organizacjach charytatywnych, na uczelniach czy w bibliotekach. Szukam czegoś, co da mi poczucie, że realnie i pozytywnie wpływam na czyjeś życie.

Ze względu na specyfikę tych branż kluczowym sposobem na znalezienie zatrudnienia jest wykorzystanie sieci kontaktów. Najpierw szuka się pośród znajomych, a dopiero potem daje ogólne ogłoszenie.

Wsparcie znajomych jest niezwykle istotne dla sukcesu tego przedsięwzięcia. Rozmawiałem o tym z moim przyjacielem Krzysiem. Mówił mi to, co powyżej: popytaj, wykorzystaj sieć, większość ofert nie trafia na portale. Ja przytakiwałem: racja, to ma sens. W 100% zgadzałem się i nadal zgadzam z tą diagnozą.

Co w związku z tym robię? Wchodzę na portale z ogłoszeniami i sprawdzam, czy czegoś nie ma. Szukam studiów podyplomowych, by zdobyć nowe kwalifikacje. Zaprzęgam AI, żeby napisać dobre CV – choć nie mam go gdzie wysłać. Martwię się, że coś mi nie idzie.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale coś tu nie gra. To, co robię, ma się nijak do tego, co uważam za skuteczne. Dlaczego? Dlatego, że Rafałek wszystko chce zrobić sam. Nie chce niczyjej pomocy, nawet jeśli proszenie o nią jest sensowne. Nieważne, pod jak wielką górę mam się wspiąć – ważne, żeby nikt mi w tym nie pomagał.

Szukanie pomocy w znalezieniu pracy byłoby oznaką słabości, wystawieniem się na odrzucenie, odkrywaniem się przed drugim człowiekiem. A że by zadziałało? To ma drugorzędne znaczenie.

Więcej przykładów

Życie prywatne:

  • Uszkodzona ściana w sypialni – jak składałem szafę, walnęła o ścianę. Oczywiście robiłem to sam, bez pomocy.
  • Sporty zespołowe – czuję wściekłość, gdy podczas gry popełnię błąd, szczególnie gdy ktoś z zespołu go naprawi. Nie gram już w gry zespołowe.

Praca:

  • Projekty w pracy upadłe na ostatniej prostej – blokuję się i prokrastynuję, kiedy przychodzi moment, by omówić lub przedstawić wyniki. Moje projekty potrafią upaść na niechęci do ustalenia ostatniego spotkania, które je „przyklepie”.
  • Stracone okazje na wspólne zbudowanie czegoś – kiedy pojawia się perspektywa pracy w zespole, ogarnia mnie zniechęcenie. Jeśli nie ma jasnego podziału zadań, mam tendencję do spychologii, czekania, aż inni coś zrobią.

Skąd to się bierze?

Odpowiedź jest bardzo podobna jak w przypadku zaradności.

Proces uniku przebiega następująco: zaczyna się od zidentyfikowania zadania lub potrzeby. Powiedzmy, że potrzebuję wnieść materac do mieszkania. Rozważam opcję wykonania zadania. Są dwie: dzwonię do znajomego i proszę o pomoc albo próbuję wtaszczyć materac w pojedynkę.

Ważę opcje: pierwsza wymaga kontaktu ze znajomym, przyznania się, że nie jestem w stanie czegoś zrobić sam, poproszenia o pomoc i czekania, czy się zgodzi. Druga opcja wymaga pół godziny szarpania się z wielkim klamotem po schodach – ryzykując uszkodzenie towaru i ciała.

Przedkładam uniknięcie psychicznego bólu ponad nieomal pewny ból fizyczny. Taszczę materac w pojedynkę.

Reszta to masowanie naciągniętych pleców i pławienie się w dumie, że sobie poradziłem – co umacnia schemat.

Z mojej niechęci do wchodzenia w interakcje z ludźmi rodzi się podejmowanie zadań ponad siły, które przynosi mi szkodę fizyczną. To jeden przykład działania mojego stylu przywiązania.

Jako osoba z unikającym stylem przywiązania jestem nastawiony na minimalizowanie kontaktu z ludźmi. To wiąże się z minimalizowaniem polegania na innych. Jeśli widzę możliwość uwolnienia się od zależności, szukam sposobu, by ją wykorzystać.

To przekłada się na niechęć do proszenia o jakąkolwiek pomoc, do współpracy i wspólnego rozwiązywania problemów. Wszystko próbuję robić sam – nawet jeśli wiem, że nie jest to optymalne albo problem mnie przerasta.

Czuję się pewniej, kiedy nie muszę prosić o pomoc, bo wtedy nie ryzykuję, że mi odmówią –unikam odrzucenia.

Ograniczenia i wyjątki

Korzystanie z pomocy specjalistów, osób nieznajomych, nie jest końcem świata i przychodzi mi względnie łatwo. Przykład: pomoc lekarza. Staram się jej unikać, ale szybko rezygnuję z leczenia na własną rękę i udaję się do specjalisty.

Jak już się do nich zwrócę, nie kwestionuję zaleceń i się ich trzymam.

Można ująć to szerzej i powiedzieć, że jest mi łatwiej korzystać z pomocy w sytuacjach, gdy za nią płacę i gdy udzielająca jej osoba jest mi obca. Biznesowy charakter transakcji ułatwia mi pogodzenie się z tym, że nie robię czegoś sam. To stoi w kontraście do proszenia o pomoc przyjaciela, gdzie stawiam się w pozycji petenta, a nie partnera biznesowego.

Najważniejszym wyjątkiem jest sytuacja, w której zostaję przyparty do muru – kiedy już nie mogę sam przed sobą udawać. Wtedy mogę siebie przekonać do tego, by poprosić o pomoc.

Nie jestem zadowolony z takiego obrotu rzeczy. Jest we mnie masa wstydu i niechęci, często nakierowanych na osobę, która niesie mi pomoc. Dla ulgi tworzę fantazje o interesowności osoby, która mi pomaga.

To czyni całą sytuację bardziej transakcyjną, co jest dla mnie łatwiejsze niż jednostronne otrzymywanie pomocy.

Czekam do ostatniej możliwej chwili z proszeniem o pomoc. Czasem przeciągam sytuację poza punkt, w którym pomoc jest możliwa. Bywa, że sprowadzam na siebie w ten sposób kłopoty.

Jak to się objawia w relacjach

Najłatwiej zauważyć to moje podejście poprzez to, czego nie ma – nie proszę prawie nigdy o pomoc. Czasem może być nawet widoczne, że z czymś trudnym się borykam albo sobie nie radzę, ale nawet wtedy nie proszę o wsparcie.

Z drugiej strony jestem generalnie chętny do pomocy, kiedy ktoś poprosi, gdy widzę, że mógłbym się na coś przydać. W ten sposób tworzę asymetrię w relacjach, która jest dla mnie wygodna emocjonalnie. Czuję się bezpiecznie, gdy mam poczucie, że druga osoba ma wobec mnie zobowiązanie.

Unikam angażowania się we wspólne rozwiązywanie problemów. Jeśli trzeba znaleźć dobry prezent dla kogoś i grupa przyjaciół debatuje, co to mogłoby być, ja będę miał tendencję do niemieszania się i wybierania po swojemu. To sprawia, że moje prezent bywają nietrafione.

Efektem tego zjawiska jest moje mniejsze zgranie z grupą. Wspólne rozwiązywanie trudności łączy ludzi. Ja, wymiksowując się z niego, tracę część spoiwa społecznego.

Ma to widoczne konsekwencje w relacjach zawodowych. Niechętnie angażuję się w zespołowe działania (burze mózgów itp.). Jestem na nich, ale moja uwaga błądzi. To jest zauważane przez innych i odbierane jako brak zainteresowania wspólnym zadaniem, co osłabia moje relacje ze współpracownikami.

Często ignoruję wnioski i ustalenia z pracy grupowej i wdrażam własne pomysły. To sprawia, że mogę być postrzegany jako niepokorny lub nieuważny pracownik – zwłaszcza gdy mój pomysł jest gorszy od grupowego.
Unikam jak mogę wszelkich grupowych aktywności, uważając je za nudne.

Zakończenie

Nie da się każdego problemu rozwiązać w pojedynkę, nie korzystając z pomocy bliskich osób. Kto próbuje, ten musi się sparzyć – w najlepszym przypadku tracąc część możliwości, które niesie ze sobą świat.

To ciemna strona zaradności – przesunięta ku ekstremum zdrowa potrzeba bycia możliwie samowystarczalnym. Czy da się mieć jedno bez drugiego?

A wy potraficie prosić o pomoc, czy, jak ja, wolicie pocierpieć – ale na własny rachunek?

W przyszłym tygodniu spojrzymy na obie strony problemu i zastanowimy się, jak możemy z nim pracować.

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

To było tylko złudzenie – opowiadanie

Dziś, po dłuższej przerwie, prezentuję swe najnowsze opowiadanie. Jak to często u mnie bywa, opowiadanie ma rys psychologiczny, tym razem zajmujący się rozdarciem pomiędzy rzeczywistością a światem fantazji.

W procesie tworzenia tego tekstu wykorzystywałem ChatGPT do korekty redakcyjnej – czyli poprawy interpunkcji, ortografii, gramatyki i literówek.

Zachęcam do lektury i komentowania!

Wspólna decyzja – opowiadanie

Dziś na blogu opowiadanie o tytule „Wspólna decyzja”. Opowieść o pracowniku biurowym z historią uzależnień, mierzącym się z trudnym czasem w swojej firmie, przez którą przetacza się fala zwolnień.
Jak poradzi sobie z zachowaniem trzeźwości w tych stresujących czasach?

Krzystof Zalewski „Uciekaj” – analiza wiersza

Utwór Krzysztofa Zalewskiego „Uciekaj” przedstawia wewnętrzną walkę podmiotu lirycznego z uzależnieniem od alkoholu i amfetaminy. Powtarzająca się mantra „uciekaj” ukazuje niepewność i ryzyko powrotu do nałogu. Tekst podkreśla, że każdy dzień to nowa szansa na wytrwanie w trzeźwości, unikając śmiertelnych pokus.

Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym
Brudne okna, szklane oczy
Nad rozbitym kioskiem
Czarny napis
„Chwała wielkiej Polsce”
„Jebać psy”

Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Ty do tej samej rzeki nie wbiegaj
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Znowu idą święta
Miało prószyć
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Na pochylone karki
Pada posępny deszcz
W knajpach od przedświtu gra George Michael

Już nie kręci mi się w nosie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Uciekaj, uciekaj, uciekaj
Bo wiesz dobrze co może się stać
Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj
Za tym szczytem czeka cię przepaść
Drugi raz ci się może nie udać
Przysypie cię lawina

Bez ciebie, ale tylko dziś
Codziennie mówię tak
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać

By cię znów nie spotkać


„Uciekaj”
Krzysztof Zalewski

Dziś mały powrót do szkoły. Zajmę się analizą i interpretacją wiersza Krzysztofa Zalewskiego o tytule „Uciekaj”, napisanego jako tekst piosenki o tym samym tytule.

Zacznę od elementów analizy. W strukturze utworu wyodrębniam dwie zwrotki, dwukrotne powtórzenie refrenu (z drobną modyfikacją) i frazę kończącą.
Zwrotki są dwuczłonowe, mamy zwrotkę właściwą:
Przedwiosenne miasto (…)
„Jebać psy”
oraz fragment stanowiący przejście do refrenu:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej

Dwa refreny nie są identyczne, dzieli je drobna modyfikacja w czwartym i szóstym wersie. Pozwala ona rozróżnić między dwoma substancjami, o których mówi podmiot liryczny.
Fraza wyprowadzająca jest dwuczęściowa. Najpierw czterowiersz:
Bez ciebie, ale tylko dziś (…)
a następnie pojedynczy wers:
By cię znów nie spotkać

W śpiewie dwie części są wykonywane równocześnie i powtarzają się, niemal jak mantra.Z technicznych zabiegów wartych odnotowanie, chciałbym zwrócić uwagę na wielokrotne powtarzanie słowa „uciekaj” w refrenie. To wprowadza do utworu kolejny element mantry, myśli powtarzanej w chwilach kryzysu.

Czyli utwór to mantra. Mantra powtarza przez osobę uzależniona (podmiot liryczny), w trudnych chwilach nawrotu i głodu substancji. Podmiot liryczny używa jej do obrony, jako przypomnienia o konsekwencjach i ryzyku powrotu do nałogu.
Pierwszą substancją do której odwołuje się podmiot liryczny jest alkohol i o nim traktuje pierwsza zwrotka. Dostrzegamy to we frazie:
Już nie trzęsą mi się dłonie
Ale czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Rozpoznajemy tutaj typowe drżenie dłoni, objaw odstawienny alkoholu, skutecznie uśmierzany przez zażycie nowej dawki. Wspomniana „ona” może być interpretowana jako wódka.
Podmiot liryczny opisuje nieprzyjemny wczesno-wiosenny dzień:
Przedwiosenne miasto
Twarze pokrył dym (…)

w bliżej nieokreślonym typowym polskim mieście o murach pomazanych obrazoburczymi napisami.W taki dzień, gdy morale jest niskie, a nastrój przygaszony, wracają wspomnienia o alkoholu, z którą podmiot liryczny zerwał, ale od którego pozostaje uzależniony.
(…) czasem w takie dni
Znowu myślę o niej
Przychodzą myśli o możliwości ucieczki jaką oferuje ten narkotyk, możliwości wyłączenia się z rzeczywistości.

Refren jest mantrą podmiotu lirycznego, przypominającą i zasadach radzenia sobie z uzależnieniem. Nie polegają one na wykazywaniu silnej woli i walce z substancją, polega na poddaniu się i ucieczce. Ty powtarzane do znudzenia:
Uciekaj, uciekaj, uciekaj (…)
Podmiot liryczny przypomina sobie jakie ryzyko niesie powrót do tej samej rzeki, rzeki alkoholu i choć za pierwszym razem udało mu się przestać pić, drugi raz może być mniej szczęśliwy i zakończyć się śmiercią przez utonięcie w rzece alkoholu:
Drugi raz ci się może nie udać
I utopisz się w jej oczach

Bohaterką drugiej zwrotki jest amfetamina, drugi z narkotyków podmiotu lirycznego. Czas jest przedświąteczny, zimowy, co stwarza pole do przywołania obrazu śniegu, białego puchu który ma ukryć, usunąć wady świata, sprawić, że wszystko będzie lepsze:
Biały puder ukryć miał uliczne zmarszczki
Nastrój zimowej melancholii pogłębia muzyka dochodząca z czynnych całą noc knajp. Narkotyk oferuje energię na rozbujanie tego monotonnego rytmu.

Drugi refren powtarza motyw ucieczki, ten jest wspólny dla wszystkich uzależnień. Tym razem jednak śmierć czyha jako lawina białego puchu:
Za tym szczytem czeka cię przepaść (…)
Przysypie cię lawina
W fragmencie końcowym, podmiot liryczny odwołuje się do ważnego narzędzia pomagającego w wychodzeniu z uzależnienia zwanego „24 godziny”. Polega ona na tym, że każdego dnia, mówimy „dziś nie piję”, „dziś nie biorę”. Tylko dziś, jutrem będę się martwił jutro ale przez następne 24 godziny jestem czysty, a każda godzina jest szansą by nie spotkać moich śmiertelnych wrogów
Dwadzieścia cztery szanse by
Cię znów nie spotkać
a podmiot liryczny zamierza z tej szansy w pełni skorzystać dziś i każdego kolejnego dnia.

Opowiadanie – „Wachta”

Dzisiejszy wpis to opowiadanie w stylu komedii romantycznej, osadzone na statku kosmicznym. Można je zaklasyfikować jako fantastykę naukową. Autor zachęca do lektury, tworząc interesującą mieszankę gatunków, która przyciąga uwagę miłośników zarówno romansu, jak i science fiction.

Dzisiejszy wpis to kolejne opowiadanie. Tym razem w stylu komedii romantycznej! Akcja rozgrywa się na statku kosmicznym, można więc zaklasyfikować je jako fantastykę naukową.
Zachęcam do lektury

Opowiadanie – „Wychowanie”

Opowiadanie, które autor napisał rok temu, ma psychologiczny charakter i koncentruje się na wewnętrznym dialogu głównego bohatera. Autor zachęca do lektury oraz komentowania treści, co sugeruje otwartość na opinie i wymianę myśli na temat jego twórczości.

Dzisiaj chciałbym się podzielić opowiadaniem, które napisałem mniej więcej rok temu. Opowiadanie ma charakter psychologiczny, jego główną osią jest wewnętrzny dialog głównego bohatera.

Zachęcam do lektury i komentowania!