O najstarszym zawodzie świata

Dzisiaj dość niezwykły artykuł – to zapis mowy ze spotkania Biznes Toastmasters. Wpis składa się z trzech części: konspektu mowy, transkrypcji (bez poprawek) nagrania jednej z sekcji treningowych i wyedytowaną wersję z poprawkami.

KONSPEKT

  1. Najstarszy zawód świata?
  2. Po co filozofia?
    1. Żeby być
      1. filozofuje więc jestem
      1. życie to więcej niż przemiana materii
        „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.”
        Seneka
    1. Żeby dobrze być
      1. Etyka (dobro i zło)
      1. Logika (prawda i fałsz)
      1. Fizyka (zależne i niezależne)
    1. Żeby dobrze czynić
      1. Przykład: retoryk
        Nie wystarczy dobrze przemawiać, trzeba jeszcze o dobru przemawiać
        „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”
        Winston Churchill
        „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”
        Józef Goebbels
  3. Podsumowanie: żeby być, żeby dobrze być, żeby dobrze czynić
  4. Bonus: anegdotka o Aleksandrze i Diogenesie + oczy Demokryta

TREŚĆ MOWY (transkrypcja treningu)

Witam was serdecznie!

Na dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie. Rozumiem przez to zawód filozofa. To właśnie ten zawód uważam za najstarszy zawód na świecie, albo przypuszcza, że może być jednym z najstarszych. Odkąd z homo erectus zmieniliśmy się w homo sapiens, myśl i namysł stały się ważną częścią naszej egzystencji i przypuszczam, że już w tych pierwszych, pierwotnych plemionach ludzie zdolni do głębokiego i dobrego namysłu byli cenieni. Może pierwsi szamani ludzkich plemion, to były osoby trochę jak filozofowie, które zdolne były do myślenia głęboko, myślenia lepiej niż inni.

OK. No ale, nie jest moim celem, żeby was zachęcić do zmiany zawodu i przebranżowienia się teraz gremialnie na filozofów. Nie. Chodzi mi o to żeby was zachęcić do tego, żeby wprowadzić odrobinę filozofii do waszego życia, żeby zacząć ją uprawiać.

A po co? Zapytacie. Kilka powodów. Pierwszy, fundamentalny, to po to żeby po prosty być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję więc jestem. No właśnie, filozofuje więc jestem… człowiekiem. To co nas odróżnia od zwierząt, w mojej opinii, to właśnie zdolność do głębokiego myślenia, refleksji i namysłu, czyli do filozofowania. Jeżeli nie filozofujemy, to trawimy nasze życie, no pochłanianie pokarmów, wydalanie, oddychanie. Jak powiedział Seneka, mówiąc o osobach pozbawionych tego namysłu w swoim życiu: „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.” A jest różnica między życiem, a trwaniem. Tą różnicą jest filozofia.

Filozofujemy żeby żyć, ale filozofujemy też żeby żyć dobrze, a pomagają nam w tym trzy działy filozofii. Po pierwsze: etyka, czyli nauka, która mówi nam o tym co jest dobre, a co złe, pozwala nam odróżniać te dwa stan, zdefiniować je i wybierać między nimi. Tylko dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Każdy z nas jakąś ma, bo gdybyśmy jej nie mieli, nie bylibyśmy w stanie dokonać żadnego wyboru. Czasami po prostu swojej etyki sobie nie uświadamiamy i tkwi ona w naszej podświadomości.

Drugi dział filozofii, niezbędny nam do dobrego funkcjonowania to logika, czyli nauka o tym co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, konstruowaniu sylogizmów i rozpoznawaniu błędów logicznych. Fundamentalna dlatego byśmy mogli myśleć w sposób spójny i właściwy.

Trzeci wreszcie dział, bliski mojemu sercu, to fizyka. Dzisiaj fizyka jest w większości nauką szczegółową, nie zachęcam was koniecznie do studiowania głębokiej fizyki. Natomiast jest część fizyki, która pozostała w filozofii, ta część starożytnej fizyki, która pozostała z filozofią, to jest nauka odpowiadania na pytanie: co jest od nas zależne a co jest od nas niezależne. Nauka zrozumienia tego nad czym mamy kontrolę, a nad czym kontroli nie mamy. Niesamowicie istotna kwestia, dla każdego kto chce decydować o tym co robić, ale jeszcze ważniejsza dla tego kto chce być w życiu szczęśliwym.

To są świetne powody do filozofowania. Weźmy nasz przykład. Nasz czyli osób uczących się retoryki, sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryka odpowie nam na pytanie o czy i co powinniśmy mówić? Nie. Retoryka nam odpowie jak powinniśmy coś powiedzieć. Ale żeby wypełnić swoją mowę treścią potrzebujemy filozofii. A żeby wiedzieć czy ta treść jest dobra tym bardziej potrzebujemy filozofii.

Weźmy taki przykład retoryczny. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy, cytuję: „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.” Koniec cytatu.
Drugi cytat. Cytuję: „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!” Koniec cytaty.
Bardzo podobne zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, motywacja dla całego narodu do walki. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat, to cytat z Winstona Churchila, drugi, to cytat z Józefa Goebbelsa.
Retoryka jest pustym narzędziem, które musi być wypełnione treścią przez filozofię.

Podsumowując, uczymy się filozofii żeby żyć jak ludzie, żeby żyć dobrze i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, które mamy dostępne. Dlatego warto się nią zainteresować i warto wprowadzić jej elementy do naszego życia.

Na koniec, jako że mam jeszcze chwilę czasu, podzielę się małą zabawną anegdotką. Był sobie filozof Diogenes żyjący w Atenach w czasach Aleksandra Wielkiego. Pewnego dnia Aleksander po przybyciu, po powrocie z Persji, po podboju Persji, wybrał się do Diogenesa, który odpoczywał na skałach na morzem ze swoimi uczniami. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział: Diogenesie, jestem dzisiaj w świątecznym nastroju, proś mnie o cokolwiek tylko chcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie. Diogenes, który leżał sobie, otworzył jedno oko, popatrzył na Aleksandra, zamknął oko i powiedział: Mam jedno życzenie, żebyś się trochę przesunął, bo zasłaniasz mi Słońce. Tyle życzył sobie filozof Diogenes od mocarnego Aleksandra, nic więcej władca świata nie był w stanie mu dać.

Dziękuje.

TREŚĆ MOWY Z POPRAWKAMI

Witam was serdecznie!

W dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie… Chodzi o mi o zawód filozofa. Nie wiem oczywiście, czy to faktycznie najstarszy zawód, ale przypuszczam, że odkąd awansowaliśmy z erectus na sapiens, sztuka myślenia znalazła się w cenie, a ludzie zdolni do głębszego namysłu byli wartościowy. Być może pierwsi szamani neolitycznych plemion, byli filozofami, czyli ludźmi zdolnymi myśleć głębiej, dokładniej, lepiej.

Nie jest jednak moim celem skłonić tu obecnych do przebranżowienia i gremialnej zmiany zawodu na filozofów. Chodzi mi raczej o to, by zachęcić was do wprowadzenia odrobiny filozofii do waszego codziennego życia, by zacząć jej używać w praktyce.

Zapytacie: po co? Jest kilka powodów. Pierwszy, najważniejszy, filozofujemy, żeby być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję, więc jestem, a konkretnie, filozofuje, więc jestem człowiekiem. Cechą szczególnie ludzką, wyróżniającą nas pośród innych zwierząt, jest umiejętność głębokiego namysłu – czyli do filozofowania. Życie nie sprowadza się do jedzenia, picia, wydalania i spania – potrzeba czegoś więcej, by powiedzieć o kimś, że jest człowiekiem. Słowami rzymskiego stoika Seneki:
„(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo”. A o różnicy między życiem a trwaniem stanowi filozofia.

Filozofujemy, żeby żyć. Filozofujemy, żeby dobrze żyć. To drugi powód do zainteresowania się filozofowaniem. W dobrym życiu pomagają nam trzy filary filozofii.

Po pierwsze, etyka, czyli nauka o tym, co jest dobre a co złe, pozwalająca na odróżnić od siebie te dwa stany i wybierać między nimi. Dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Już dzisiaj każdy z nas jakąś etykę ma, ale niekoniecznie jest jej świadom. By wynieść ją do świadomości, sprawdzić i utrwalić potrzebne jest nam praktykowanie filozoficznych ćwiczeń.

Po drugie, logika, czyli nauka o tym, co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, tworzeniu sylogizmów i unikaniu błędów logicznych. Bez niej nie jesteśmy w stanie poprawnie wnioskować, co czyni ją fundamentalną.

Po trzecie, fizyka, bliska mojemu sercu, nauka o tym, co rzeczywiste, a co nie. Dzisiaj jest samodzielną, szczegółową nauką, ale pewien element tego, jak rozumieli ją starożytni, pozostał w obrębie filozofii. Chodzi o odpowiedź na pytanie: co jest od nas zależne, a co nie, rozumienie, nad czym mamy kontrolę, gdzie znajduje się nasza sprawczość. To zagadnienie fundamentalne dla stoicyzmu, ale ogólnie kluczowe dla stabilności emocjonalnej i psychicznej i w konsekwencji dla szczęśliwego życia.

Jako przykład praktycznej istotności filozofowania weźmy nas na tej sali. Jesteśmy adeptami retoryki, czyli sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryk da nam odpowiedź na pytanie: co powinniśmy powiedzieć? Nie, retoryka powie nam, jak to powinniśmy powiedzieć, ale żeby wypełnić naszą mowę treścią, potrzebujemy, choćby minimalnego, filozoficznego namysłu. A żeby zapewnić, że treść będzie dobra, potrzebujemy solidnej filozofii.

Z życia wzięty przykład jak ważna jest idea, która stoi za zabiegami retorycznymi. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy:
„Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”

Drugi:
„(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”

Bardzo zbliżone zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, sugestia krańcowości sytuacji, uogólnienie na cały naród. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat to Winston Churchill, drugi Józef Goebbels. Retoryka bez filozofii jest tylko pustym narzędziem.

Podsumowując: uczymy się filozofii, żeby być ludźmi, żeby dobrze być ludźmi i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, do których mamy dostęp. Dlatego zachęcam wszystkich do jej praktykowania od czasu do czasu, a najlepiej co dzień.

Na zakończenie mała anegdotka. W czasach Aleksandra Wielkiego żył sobie w Atenach filozof zwany Diogenesem. Pewnego dnia, krótko po podboju Persji, Aleksander przybył do Aten i zapragnął spotkać się z Diogenesem. Filozof spędzał dzień ze swoimi uczniami, wygrzewając się w słońcu na skałach pod miastem i tam też odnalazł go władca. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział:
„Diogenesie, jestem dzisiaj w szczodrym nastroju, proś mnie, o cokolwiek tylko zechcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie.”
Diogenes otworzył jedno oko, spojrzał na Aleksandra, zamknął oko i powiedział:
„Życzę sobie, abyś się nieco odsunął, bo zasłaniasz mi Słońce”.
Tylko tyle dla filozofa Diogenesa mógł uczynić władca całego znanego świata, a osiągnięcia takiej pełnej wolności nam wszystkim życzę!

O wolności prościej

Autor rozważa kwestie wolności, koncentrując się na indywidualnych decyzjach oraz ich wpływie na refleksyjność. Odrzuca społeczne konteksty i prawne aspekty, skupiając się na osobistej definicji wolności jako stanu decyzyjności. Wskazuje na znaczenie wolności ekonomicznej, słowa i cielesnej dla poprawy refleksyjności, podkreślając ich rolę w samorozwoju.

Pora wykonać krok wstecz. Po interesujących dyskusjach, rozważaniach i lekturze, doszedłem do wniosku, że muszę się przegrupować w moich rozważaniach o wolności.

Zasadnicza refleksja: nie jestem przygotowany na rozważanie tematu w odniesieniu do społeczeństwa czy prawa.
Wniosek: porzucam rozważania z tej perspektywy.

Druga refleksja: mam nową zgrabną definicję wolności, warto rozważyć wolność osobistą w jej kontekście.

Trzecia refleksja: muszę zadać sobie pytanie: czemu służą te rozważania? Odpowiedź na nie będzie zadaniem na dziś.

Dlaczego poświęcam czas na rozważanie etyki, wartości, wolności i innych abstrakcyjnych pojęć?
Nie jestem zawodowym filozofem, więc nie chodzi o głębokie rozważania teoretyczne. Jestem człowiekiem, który codziennie podejmuje decyzje i chce to robić dobrze. To jest powód do poświęcania czasu na pracę nad etyką i jej konsekwencjami. Żeby poprawnie decydować, muszę wiedzieć, co jest dobre a co złe. Mogę w tym polegać na intuicji, ale intuicja może się mylić i choć warto z niej korzystać, to należy ją sprawdzać.

A co nie jest powodem tych rozważań? Nie jest nim chęć zmieniania świata. Nie jest nim konieczność decydowania, jakie stanowić prawo. Nie jest nim chęć zmieniania innych na moje podobieństwo.

Z powyższego wnioskuje, że moje skupienie powinno spoczywać na indywidualnych wyborach, a nie na analizie szerokiego kontekstu.
To się zgrywa z pierwszą z moich refleksji.

Dzisiejszym tematem jest wolność. Zacznę od przytoczenia definicji, której używam:
Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Wolność całkowite jednostki to zbiór wszystkich jej wolności cząstkowych.
Szczegółowe definicje znajdziecie tu.

Pierwsze pytanie, na które odpowiem to: dlaczego w ogóle zajmuje się tym pojęciem?

Wolność jest numerem jeden w mojej hierarchii wartości. Jest kluczowa, by podejmować słuszne decyzje!

Jak mogła trafić na szczyt mojej hierarchii, jeśli nie wiem, czym jest i jak ją rozumiem?

Polegałem na intuicji i na potocznym rozumieniu tego pojęcia. Nie potrafiłem sformułować definicji, ale potrafiłem wyczuć, jak się przejawia.

Czy nie mogę dalej polegać na intuicji?

Mogę i do pewnego stopnia będę, ale intuicja jest narzędziem niedoskonałym, powinna być konfrontowana z logicznymi argumentami. Inaczej istnieje ryzyko, że sprowadzi nas na manowce. Intuicyjne decyzje warto weryfikować, sprawdzać jak zostały podjęte i czy były poprawne.

Pora na kluczowe pytanie: dlaczego wolność jest na pierwszym miejscu mojej hierarchii wartości? Odpowiedź oprę na racjonalnym rozważaniu.

Zacznę od prostszego pytania: po co jest mi wolność?

Patrząc na definicję, zauważam, że wolność jednostki jest złożonym stanem. Mogę być wolny w jednej kwestii, jednocześnie nie mając wolności w innej. Biorąc nieco absurdalny przykład: wolno mi chodzić po chodniku, ale nie wolno mi latać nad blokami. Żeby zostać wolnym w tym drugim przypadku, musiałbym zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt (helikopter). Ze względu na tę właściwość, proste pytanie „po co mi wolność?” komplikuje się.

Na szczęście, mam do dyspozycji etykę, czyli rozumiem, co jest dobre a co złe. Przypomnę, że moja etyka, za jedyne dobro uznaje refleksyjność, czy też wzrost refleksyjności w świecie. Po definicję refleksyjności odsyłam do artykułu „O etyce stoickiej”.
Na tej podstawie domyślam się, że odpowiedź na pytanie „po co mi wolność?” powinna brzmieć: „po to, by zwiększać refleksyjność moją i innych”. Jak jednak mogę uzasadnić tę intuicyjną odpowiedź?

Pomocna okazuje się definicja wolności jako stanu jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości. Sprawczość zwykle zależy od czynników zewnętrznych (praw przyrody, praw ludzkich, zasobów finansowych, cech fizycznych), rzadziej od mojej woli. Z tego powodu pominę ją w rozważaniach i przyjmę, że dysponuję zbiorem sprawczości, że są rzeczy, które mogę uczynić, ale zawartość tego zbioru nie zależy (znacząco) ode mnie.

To pozwala mi skupić się na decyzyjności i powiedzieć, że dbanie o moją wolność, jest dbałością o najszerszy zakres decyzyjności. Czyli chcę bym miał możliwie dużo decyzji, które mogę podjąć. To nie znaczy, że wszystkie podejmę, jedynie, że mam najszerszy zakres możliwości decydowania.

A czym jest decyzyjność, jeśli nie jedną z podstaw refleksyjności? Można rozumieć refleksję jako formę decydowania: decydowanie o zmianach, które chcę uczynić w sobie. Poszerzanie zbioru decyzji dostępnych w procesie refleksji, bezpośrednio rozwija moje moralne dobro. Im więcej mam wolności do zmieniania siebie, tym bardziej jestem refleksyjny.

To rozumowanie prowadzi mnie do zawężonego pojęcia wolności, wolności szczegółowej odnoszącej się do procesów wewnętrznych przemian. Nie ma tu mowy o prawie do posiadania broni, wolności od tyranii, swobodzie ekonomicznej – są drugorzędne w rozumowaniu: dlaczego wolność jest ważna dla mnie. Nie chcę powiedzieć, że są pozbawione znaczenia, nic podobnego! Mają wpływ na moją refleksyjność, ale jest on niewielki w porównaniu z tą wolnością, którą w innym miejscu nazwałem wolnością sumienia.

W tym tkwi bardzo dobra wiadomość. Najważniejsza ze wszystkich wolności jest całkowicie zależna ode mnie! Żadna zewnętrzna siła nie może mi jej odebrać ani ograniczyć!

Co nie oznacza, że mam wolne sumienie! Co je pęta?
Mylne wyobrażenia, ideologię, błędne schematy poznawcze, lęki, tabu, wady charakteru, złe nawyki, nałogi, egocentryzm, egoizm…
Co na nowo otwiera temat sprawczości!

Co z resztą zbioru wolności?

Poza obszarem wolności sumienia pozostaje szerokie pole działań i decyzji. To tam najczęściej operuje prawo, polityka i nacisk społeczny. W tym tekście nie odniosę się do tych szerokich dziedzin. Jedyne co mnie interesuje, to które z wolności są wartościowe dla mnie. Czyli o które powinienem dbać, by kultywować swoją refleksyjność, abstrahując od stanu prawnego, polityki, dyktatów religijnych czy społecznych tabu.

Nim przejdziemy dalej, muszę poruszyć pytanie: czy to na pewno dalej jest wolność? Jeśli weźmiemy sprawczość w ściśle stoickim sensie, to opuszczając domenę wolności sumienia, zostawiłem ją za sobą! Przecież ode mnie zależą tylko moje sądy, myśli i decyzje. Wszystko, o czym będę mówić dalej, nie jest już wolnością w ścisły sensie, bo nie ma w tym prawdziwej sprawczości! Jedynie przypomina nieco wolność.

Wprowadzę dwa pojęcia: wolność faktyczna, czyli wolność sumienia i wolność pozorna, czyli tycząca się preferowanych stanów świata zewnętrznego i decyzyjności w ich względzie. Dla odróżnienia tą pierwszą będę pisał wielką literą.

Jakie elementy zbioru wpływają na moją refleksyjność?

Trzy sfery wydają się najważniejsze: ekonomia, słowo i ciało.

Wolność ekonomiczna to posiadanie wystarczającej ilości środków, by zakupić jedzenie, schronienie, książki, środki czystości, leki, komputer, dostęp do Internetu, elektryczność, wodę, ogrzewanie. Dodatkowo jest przydatnym dla mojego spokoju ducha, bym miał możliwość odłożenia co roku pewnej kwoty.

Nie interesuje mnie system, w jakim funkcjonuje, tylko jakie zasoby materialne potrzebuje i czy mogę o nie skutecznie zabiegać.
Pojawia się element sprawczości: czy mam możność zdobycia niezbędnych zasobów?

Wolność słowa to dostęp do nieocenzurowanej myśli. Realizuje ją poprzez dostęp do Internetu, księgarni i bibliotek oraz w swobodnych dyskusjach z ludźmi.

Wolność cielesna to możność chronienia swego ciała, wystawiania go na szkodę i modyfikowania.

Czy te wolności podlegają ograniczeniom?

Żadna z nich nie może realizować się kosztem drugiego człowieka i jego refleksyjności. Moja refleksyjność nie jest lepsza ani gorsza od refleksyjności bliźniego i nie mam prawa jej faworyzować. W praktycznych sytuacjach nie da się stwierdzić, komu zasób przyda się bardziej, niedopuszczalne jest więc zawłaszczanie zasobów innych ludzi.

Jest złe, by moje używanie którejś z nich stwarzało zagrożenie, wyrządzało krzywdę lub zubożało drugiego – w kontekście wolności, ale przede wszystkim Wolności.

Jak wolność ekonomiczna wpływa na moją refleksyjność?

Tworzy bazę do rozmyślań poprzez zaspokojenie podstawowych potrzeb cielesnych i zapewnienie energii, a następnie wyposażenie mnie w narzędzia, które refleksję ułatwiają i usprawniają. Drugorzędny wpływ bierze się z zapewnienia bezpieczeństwa wykraczającego poza dziś, czyli zgromadzenia oszczędności.

Jak zdobywam wolność ekonomiczną?

Osobiście czynię to poprzez pracę zarobkową. To nie jedyny sposób, ale dość typowy. Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest to, że żyję w systemie społeczno-prawnym, który umożliwia takie zarobkowanie i względnie swobodne wydawanie zarobionych środków.  

Jak wolność słowa wpływa na moją refleksyjność?

Jej najważniejszym aspektem jest swoboda dyskusji i wymiany idei. Poddawanie własnych idei krytyce zewnętrznej jest cennym źródłem refleksji. Przyswajanie i krytykowanie idei innych jest źródłem nowych sposobów myślenia.

Ja zdobywam wolność słowa?

Moja sprawczość w tej dziedzinie to po pierwsze szczere wypowiadanie swoich poglądów na różnych forach i przyswajanie informacji zwrotnej.
Po drugie to aktywne szukanie myśli innych, by się z nimi skonfrontować.

Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest funkcjonowanie w systemie społeczno-prawnym, który nie cenzuruje idei.

Jak wolność cielesna wpływa na moją refleksyjność?

Po pierwsze bezpieczeństwo przed atakiem z zewnątrz na moje ciało pozwala mi skierować zasoby od obrony ku wewnętrznej refleksji.

Po drugie dbanie o zdrowie mojego ciała i umysłu pozwala mi zmaksymalizować zasoby, które mogę przeznaczyć na refleksję.

Po trzecie moje ciało jest narzędziem kontaktu ze światem zewnętrznym, ekspresji, dawania i przyjmowania informacji zwrotnej.

Jak zdobywam wolność cielesną?

Ta pierwsza zależy od systemu społeczno-prawnego, w którym funkcjonuje. Moja kontrola jest tu iluzoryczna.

Ta druga zależy po pierwsze od moich genów, na które nie mam wpływu. Po drugie od mojego stylu życia, nad którym mogę pracować, wybierając to, co jest zdrowe i korzystne dla mego ciała. Po trzecie od przypadku, decyzji innych ludzi, zjawisk przyrody etc.

Ta trzecia podobnie jak druga zależy od genów (uzdolnień) i przypadku (kontuzji, wypadków) oraz moich decyzji jak ze swego ciała korzystać.

Zdefiniowałem Wolność i wolność oraz odpowiedziałem pokrótce na pytanie, jak korzystamy z wolności?

Dlaczego przemknąłem jedynie nad Wolnością i jej wykorzystaniem?

Bo temat zasługuje na osobny artykuł, a sporo już o nim mówiłem w cyklu o decyzjach! Tylko podkreślę, iż Wolność jest zależna od nas samych i praca nad nią jest pracą nad sobą – czyli rozwojem osobistym, drugą z moich kluczowych wartości.

Dotychczasowe rozważania były wsobne, koncentrowały się na tym, co wolność robi dla mnie i jak mogę ją poszerzać. Jednak stoicka etyka mówi o refleksyjności w ogóle. W związku z tym pytam: jak moja wolność może przysłużyć się refleksyjności innych?

Na wstępie podkreślę, że pytanie nie jest „jak powinna wyglądać wolność innych”, tylko co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmienić świat na lepsze i jakie aspekty mojej wolności pozwalają mi pomagać i służyć innym ludziom?

Zacznijmy od pierwszego pytania: co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmieniać świat na lepsze?

To pytanie sprowadza się do rozdysponowywania zasobów. Są dwa zasoby, które mam do dyspozycji: czas i dobra materialne.

Zacznijmy od pieniędzy. Gdzie powinny iść, by najbardziej przysłużyć się wolności innych?

Optymalnie, zasoby, których nie zużywam na swoje potrzeby, powinny iść w kierunku dobroczynności.
Jeden obszary to pomaganie osobom w skrajne nędzy, w kryzysie bezdomności, w kryzysie uzależnienia, w innych kryzysach psychicznych i życiowy.
Drugi to edukacja dzieci i dorosłych.
Trzeci, który ze mną rezonuje, to medycyna szczególnie ta ratująca życie.

Wszystkie z tych działań służą tworzenie przestrzeni na refleksję korzystającym z nich ludziom. Choć nie ma gwarancji, że z niej skorzystają, to wiadomo, że pieniądze pozostające u mnie niczyjej refleksyjności się nie przysłużą. Szansa na sukces jest lepsza od pewności porażki.

Czy tak czynię?

Nie, daleko mi do tego ideału, ale staram się ku niemu zmierzać.

Gdzie powinien iść mój czas?

Część mojego czasu idzie na zarabianie pieniędzy o dysponowaniu którymi już wspomniałem. To, co pozostaje, powinno się koncentrować na kilku aspektach, czyli wartościach: rozwój osobisty, kultywowanie relacji z ludźmi, twórczość (szerzenie myśli). Na dalszych miejscach są: relaks i rozrywka obniżające poziom stresu, obowiązki domowe, dbanie o zdrowie, pomaganie innym.

Wszystkie powyższe odpowiedzi są ogólnikowe i brakuje im pełnego uzasadnienia. Przyjdzie na nie czas, gdy będę rozważał szczegółowo pozostałe wartości.

Nie jestem też tych odpowiedzi pewien, przeciwnie, mam przekonanie, że są inne równie korzystne opcje, o których nie pomyślałem. Możliwe nawet, że są lepsze, bardziej efektywne sposoby na wykorzystanie moich zasobów! Jestem otwarty na wszelkie sugestie, śmiało dawajcie mi znać jakie macie pomysły!

Jedno jest dla mnie jasne, szczególnie gdy chodzi o zasoby finansowe. Jeśli będą tkwić przy moim tyłku, to niczego dobrego nie zdziałają!

Chciałbym podsumować te rozważania. Podzieliłem wolność na dwa pojęcia: Wolność i wolność.

To pierwsze odnosi się do realnej sfery mojej sprawczości, czyli moich stanów wewnętrznych: wyobrażeń, decyzji, refleksji. Ten świat jest niezależny od ignorancji z zewnątrz, tylko ode mnie zależy ile dam sobie Wolności, bo tylko ja mogę ją odbierać i dawać. To, co zewnętrzne nie ma przystępu do tej wewnętrznej twierdzy. Wolność pozorna to obszary decyzji i zjawisk ode mnie niezależnych, czyli w których moja sprawczość jest minimalna i warunkowa. Nie oznacza to, że odrobiny sprawczości, którą w tych obszarach posiadam, nie warto wykorzystać, by poszerzać granice refleksyjności. Niektóre ze wspomnianych elementów znajdą manifestację w innych wartościach, które przedyskutuję w przyszłości.

Tekst mowy prezentującej moją osobę

Dzisiejszy tekst jest zapisem mowy, który wygłosiłem na spotkaniu Biznes Toastmasters we Wrocławiu. Uzupełniłem go, w kilku miejscach rozwinąłem i doszlifowałem, zachowując jednak ducha oryginału.
Mowa miała charakter przedstawienia siebie. Zdecydowałem powiedzieć o końcówce mojego uzależnienia i drodze, jaką kroczę od tamtej pory.
Tekst zawiera elementy drastyczne. Rodzicom zalecam skontrolowanie go przed udostępnieniem swoim pociechom, a osobą o dużej wrażliwości polecam ostrożność przy lekturze!

Wszystko zaczęło się w sobotę 30 lipca 2022 roku. Siedziałem w fotelu w swoim mieszkaniu i płakałem. Piłem, nie trzeźwiejąc, trzeci dzień: zacząłem pić w czwartek, piłem, aż straciłem przytomność.

Ocknąłem się w piątek rano i bez zastanowienia wypiłem otwarte, wygazowane piwo które stało przy łóżku po czym otworzyłem kolejne. Pracowałem zdalnie, ale to nie przeszkadzało mi pić od samego rana. Gdy piwo się skończyło, zacząłem opróżniać butelki z winem – nigdy za nim nie przepadałem, ale smak nie miał znaczenia, liczył się tylko alkohol. Wieczorem miałem już moje ulubione IPA — mogłem degustować. Podczas degustacji uderzałem kośćmi dłoni o kant biurka, raz za razem. Następnie otworzyłem aromatycznego belgijskiego tripla, degustując jego bukiet smakowy uderzałem pięścią w ścianę z całej siły, raz za razem — żeby tylko coś poczuć.

Ocknąłem się w sobotę rano, ręce miałem spuchnięte i pokrwawione. Siedziałem w fotelu i płakałem. Płakałem, że to już koniec, że już nie mogę tak dalej pić, ale pomiędzy szlochami pociągałem kolejne łyki z puszki. Po głowie tłukła się  myśl: „To koniec, idź tam, na tory, skończ z tym. Śmieciem jesteś, a śmieci się wyrzuca”. Nim się zebrałem do wyjścia, wypiłem tyle, że najpierw zapomniałem gdzie mam iść, a później straciłem przytomność.

Ocknąłem się po wielu godzinach nieco przetrzeźwiały, była niedziela. Jedząc śniadanie i popijając je tanim piwem, myślałem: „Kurczę,  było dość grubo. Chciałem się niby zabić. Ja to chyba muszę mniej pić”. Postanowiłem, że w nadchodzącym tygodniu nie piję. Znaczy do piątku, bo w weekend to już OK, nie przesadzajmy. Wytrzymałem w tym postanowieniu do wtorku.

Wtedy jednak stało się coś, co uważam za najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu. Za każdym razem, gdy pociągałem łyk z butelki drogiego, kraftowego piwa, słyszałem z tyłu głowy głos: „Co ty, k…a, robisz!? Przecież ty się zabić chciałeś przez to g…o! Miałeś nie pić do piątku, a jest, k…a, wtorek!” Tego dnia po raz pierwszy poczułem, co to znaczy utracić komfort picia!

Piłem jeszcze przez kolejne dwa tygodnie, ale w żadnym momencie nie mogłem się już uwolnić od tego głosu, nie mogłem odzyskać komfortu. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale nie mogło mnie spotkać w życiu nic lepszego. Na razie byłem przestraszony i zrozpaczony.

15 sierpnia obudziłem się z lekkim kacem po wypitych poprzedniego dnia czterech piwach. Nie wypiłem nic do śniadania, nic do obiadu, ani kropli do kolacji. 16 sierpnia — dalej nic. Kolejne 24 godziny – nic, potem kolejne i kolejne.

Miałem szczęście, że przetrwałem bez zapicia pierwsze miesiące, chroniły mnie dyskomfort i strach przed śmiercią. Do terapii zabierałem się jak pies do jeża, na miting AA nie raczyłem się wybrać. Myślałem wtedy, że poradzę sobie sam – silna wola i te sprawy. Bzdura, uzależniony nie ma żadnej silnej woli, jest bezsilny wobec alkoholu.

No ale o tym dowiedziałem się, dopiero gdy trafiłem na terapię leczenia uzależnień, prawie pół roku po zaprzestaniu picia. Początek wcale nie był łatwy. Bałem się odzywać, czułem się nie na miejscu, inni pacjenci mnie przerażali, terapeuta stresował. Wiedziałem jednak, że jestem chory, a tu się moją chorobę leczy. Chodziłem więc tydzień w tydzień przez rok, bez skuchy, co poniedziałek – tam mogli mi pomóc, tam dawali mi szansę.

W tym samym czasie wgryzałem się jak szalony w filozofię stoicką, która jest mi podporą do dziś. Zacząłem rozumieć, jak i dlaczego się tu znalazłem, a emocje przestały być przypadłością, której trzeba się jak najszybciej pozbyć, stały się naturalną częścią mnie, która domaga się zrozumienia i należnego sobie miejsca. A jedną z najważniejszych rzeczy dla każdego stoika, to być w kontakcie ze swoimi emocjami.

Zacząłem wiele czytać o filozofii i psychologii, a potem o nich pisać.

Wypełniałem kompulsywnie pustkę, jaką w moim życiu zostawił alkohol, najpierw prostymi rozrywkami – graniem, spaniem, jedzeniem. Później zacząłem stawiać sobie cel. Największy: zdobyć koronę gór polskich w 12 miesięcy. I wiecie co? Udało się! Miesiąc po miesiącu zaliczałem kolejne szczyty. Wdrapałem się nawet, pomimo lęku wysokości, na te nieszczęsne Rysy! Wreszcie mogłem realizować swoje cele, a nie tylko on nich marzyć.

Dzisiaj mija 985 dni, podczas których nie wypiłem nic. Stoję przed wami, tak jak ponad rok temu stałem przytulony do kawałka kamienia na szczycie góry, starając się nie patrzeć w przepaść. Stoję przed wami, by zmierzyć się z lękiem większym nawet niż lęk wysokości – z lękiem przed byciem zauważonym i byciem słyszanym. Cztery lata temu nie miałbym mocy, by spojrzeć mu w twarz, dziś jestem w stanie to zrobić, a to wszystko dzięki utracie poczucia komfortu, która dosięgnęła mnie pewnego sierpniowego dnia.

Dobra historia powinna mieć morał, a ta jest przecież całkiem niezła. Najczarniejszy moment mojego życia doprowadził mnie do najpiękniejszego czasu. Tak jednak nie musiało być, wypadki mogły potoczyć się dużo tragiczniej. Tych z was, którzy nadal gracie w tę ruletkę, zostawię z pytaniem: dlaczego to robicie? Nie chcę, byście dziś pogrążyli się w strachu przed podzieleniem mojego losu, bo choć strach jest cudownym motywatorem w sytuacjach krańcowych, to życie w nieustającym strachu jest piekłem. Popatrzcie na to z drugiej strony. Zamiast zastanawiać się, dlaczego mielibyście niepić, zastanówcie się, dlaczego pijecie i czy naprawdę macie po temu dobre powody?

O granicach wolności – część druga

Artykuł analizuje wolność z perspektywy stoickiej, skupiając się na jej wpływie na refleksyjność jednostki i społeczeństwa. Podkreśla znaczenie wolności sumienia, edukacji oraz wolności słowa i religii, które powinny być chronione i promowane, aby wspierać rozwój myśli i wiedzy w społeczeństwie.

W poprzednim artykule omówiliśmy w kontekście etyki stoickiej kluczowe aspekty terminu „wolność” odnoszące się do doświadczenia jednostki. Zastanawialiśmy się, jak można zmaksymalizować refleksyjność pojedynczego człowieka. Dziś spojrzymy na to zagadnienie z punktu widzenia społeczeństwa – jako ono wyznacza granicę wolności, by maksymalizować globalną refleksyjność.
Gorąco zachęcam, by wpierw przeczytać część pierwszą , inaczej wiele stwierdzeń w tym tekście będzie dla was niejasna!
Polecam także artykuł z przydatnymi definicjami!

Wolność z perspektywy społeczeństwa

Temat od strony jednostki omówiliśmy, zastanówmy się, co się zmieni, gdy zaczniemy mówić o społeczeństwie, czyli jeśli refleksyjność, którą maksymalizujemy, nie jest naszą własną, ale ogólnoludzką? Postaram się nie powtarzać już przytoczonych rozumowań i skupić się na tym, co się zmienia albo co jest zupełnie nowe.

Wolność sumienia

Refleksyjność społeczności korzysta z wolności sumienia jednostek ją tworzących. Jest w jej interesie ustalać prawa i granice innych wolności tak, by korzystała na tym ta konkretna. Zazwyczaj będzie poprawnym ograniczyć wolność ekonomiczną, czy cielesną po to, by poszerzyć swobodę myśli.

Poza dbaniem o utrzymanie możliwie szerokiego jej zakresu rola w rozwijaniu wolności sumienia spoczywa na społeczeństwie poprzez system edukacji i wychowywanie kolejnego pokolenia. Role do odegrania mają tu przede wszystkim rodzice oraz szkoła.
Psychologii znany jest wachlarz zaburzeń, które mają korzenie w dzieciństwie i w procesie wychowania. Każde z tych zaburzeń jest umniejszeniem refleksyjności osoby nim dotkniętej, a przez to także refleksyjności całości.
Idealną sytuacją jest wychowywanie się z niezaburzonymi rodzicami w bezpiecznym domu rodzinnym. Nie jest istotne czy są to rodzice biologiczni, czy są tej samej, czy różnych płci, ważne by byli zdrowymi, dojrzałymi osobami, które dziecko kochają i dają mu opiekę. Takie sytuacje powinno społeczeństwo promować. W miarę możliwości dzieci powinny wyrastać w stabilnych rodzinach.
Przeciwieństwem są rodzice głęboko zaburzeni: znęcający się nad dzieckiem, wykorzystujący je czy krzywdzący na różne sposoby. Wychowanie w takim domu doprowadzi do rozwoju zaburzeń u dziecka. W interesie dobra powszechnego jest, by społeczeństwo wkroczyło i wyrwało młodego człowieka z patologicznej sytuacji.
Między ekstremami rozciąga się spektrum problemów. Gdzie przeprowadzić granicę, kiedy odbieramy dziecko rodzicom? Nie wiem. Określenie tego leży w kompetencji nauk szczegółowych, psychologii i psychiatrii, które mogą szukać optimum.

Społeczeństwo może i powinno ograniczać inne rodzaje wolności, by chronić wolność sumienia. W praktyce już to robi, choć niekoniecznie używa właściwych argumentów. Mam wrażenie, może mylne, że zazwyczaj w dyskusji społecznej, politycznej i prawnej, za nadrzędną uznawana jest wolność cielesna i jej warianty (wolność do życia, zdrowia etc.). Tuż za nią plasuje się wolność ekonomiczna, rozumiana jako prawo do gromadzenia.
Z mojej perspektywy to błędnie ustawiona hierarchia. Źródła błędu dopatruje się w łatwości zmierzenia tych dwóch wolności. Granice ciała są ściśle określone, majątek można policzyć i zweryfikować — obie łatwo przekładają się na język praw i przepisy. Pozostałe wolności są efemeryczne, trudniejsze do zrozumienia i zmierzenia. Niestety, taki argument, choć zrozumiały, jest błędny i sprawia, że akcenty w prawie i kulturze są położone w złych miejscach.

Spójrzmy, jak społeczeństwo ogranicza naszą swobodę, by chronić wolność sumienia i gdzie jest potencjał, by zrobić więcej. Nie będę przechodził przez całą rzeczywistość prawną i społeczną, wezmę tylko jeden przykład, który można próbować uogólniać.
Sięgnę do ulubionego tematu, czyli do substancji psychoaktywnych. Duża grupa tych substancji jest zakazana w obrocie poza medycznym. Dotyczy to narkotyków wszystkich typów: depresantów (heroina, inne opiaty), stymulantów (kokaina, amfetamina) i psychodelików (LSD, pewne grzyby). Ich sprzedaż, produkcja i posiadanie jest zakazane, przy czym zakaz nie dotyczy stosowania ich jako leków. To klarowne rozgraniczenie. Wolność jednostki do zażywania substancji jest ograniczana przez społeczeństwo, ponieważ szkodzą zdrowiu jednostki, generują koszty dla opieki zdrowotnej i tak dalej. Szczególną ochroną otaczamy dzieci, rozumiejąc, że narkotyki są dla młodego organizmu szczególnie szkodliwe.
Argument jest błędny, wniosek słuszny. Te substancje powinny być zakazane dlatego, że działają niszczycielsko na refleksyjność osób je zażywających. Ten wpływ ja dzielę na: wpływ krótkoterminowy (oszołomienie narkotykiem), średnioterminowy (objawy odstawienne), długoterminowy (wieloletnie uszkodzenia zdrowi, szczególnie mózgu) i nagły (psychozy). Nie każdy narkotyk powoduje wszystkie konsekwencje. Przy niektórych są argumenty, że sprzyjają refleksyjności: psychodeliki poprzez trans, stymulanty poprzez zwiększenie aktywności mózgu. Każdorazowo przedstawiciele nauk szczegółowych mogą dyskutować za i przeciw poszczególnych substancji.

Znam trzy wyjątki pośród narkotyków, które nie są zakazane (plus przypadek graniczny). Są to: etanol, który jest narkotykiem o działaniu depresyjnym oraz kofeina i nikotyna, czyli dwa stymulanty. Przypadek graniczny to THCX, czyli kolejny depresant – w Polsce zakazany, ale jego posiadanie nie jest ścigane. W wielu krajach choćby sąsiednich Czechach jest legalny.
Pomimo swej legalności są one poddana ograniczeniom. Przykładowo, alkohol i nikotyna nie mogą być sprzedawana osobą poniżej 18 lat, zakładam, że podobnie marihuana tam, gdzie jest legalna. Kofeina nie ma tego typu ograniczeń, jedynie nie zaleca się podawania jej dzieciom. Dalej: zabronione jest prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, ale nikotyna i kofeina nie są poddane podobnym ograniczeniom – to jest sensowne, ponieważ etanol dział tłumiąco na nasz układ nerwowy i spowalnia reakcji, a dwa pozostałe działają pobudzająco i reakcje przyspieszają. Alkohol i nikotyna są opatrzone ostrzeżeniami o skutkach zdrowotnych, a instytucje odpowiedzialne za zdrowie zalecają powstrzymanie się od ich używania.
Dlaczego akurat te narkotyki są legalne?

W przypadku alkoholu to historyczna zaszłość. Substancja była tak długo obecna w kulturze europejskiej, że przyzwyczailiśmy się do niej. Gdyby alkohol był współczesnym wynalazkiem, byłby nielegalny. Warto dążyć do jego rugowania z kultury, aż do momentu, kiedy będzie można go zakazać przy niewielki oporze.
Jeśli chodzi o nikotynę, to kłopotem jest bardzo silne uzależnienie, które wywołuje – silniejsze od alkoholu, a nawet wielu opiatów. Zakaz sprzedaży nikotyny byłby szokiem dla uzależnionych – mógłby prowadzić do niepokojów społecznych i cierpienia. Systematyczne ograniczanie jej spożycia, aż do momentu, gdy zakaz będzie możliwy do przeprowadzenia, wydaje się dobrą drogą.
Kofeina, choć silnie uzależnia, to nie ma wielu negatywnych skutków ubocznych. Tutaj możemy obserwować i kontynuować badania naukowe, jeśli nie pojawią się nowe ryzyka, nie ma sensu jej zakazywać.
Marihuana to przykład kroku z w złą stronę, wywołanego nielogicznymi pobudkami. Jedna z nich to, że jest mniej szkodliwa od alkoholu, alkohol jest legalny, ergo ona powinna być legalna. Błędem w tym rozumowaniu, jest założenie, że alkohol jest legalny ze względu na swój poziom szkodliwości. Tak nie jest. Legalność alkoholu wynika z innych przyczyn, które nie aplikują się do marihuany. Biorąc pod uwagę jej negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu i refleksyjność, lepiej dla społeczeństwa by pozostała zakazana.

Wiele możemy uczynić dla wolności myśli, jeśli twórczo podejdziemy do systemu edukacji. Jego obecna forma jest niesatysfakcjonująca z perspektywy wspierania dobra w społeczeństwie. Widzę dwa dodatki do tego system: edukację psychologiczną i filozoficzną. Jednak nie jako coś na marginesie, ale jako najważniejsze zajęcia na równej stopie z matematyką i językiem polskim. Wszystko inne (fizykę, chemię, historię etc.) widziałbym jako opcjonalne, poza podstawami, które mogłyby być realizowane jako „Przyroda” i „Nauka o człowieku”. Psychologię możemy rozumieć jako „naukę o emocjach”, a filozofię jako „naukę myślenia”. Oba te zagadnienia mają większy potencjał, by wzmocnić refleksyjność młodych ludzi niż klasyczne program nauczania!

Wolność słowa

Swobodny przepływ idei jest jednym z ważniejszych źródeł rozwoju myśli. Słowa jednego człowieka mogą sprowokować miliony do przemyśleń i refleksji. Dwoje ludzi w otwartej dyskusji wzajemnie podnosi się do wyżyn zrozumienia. Wolność słowa jest konieczna, by mogło to nastąpić, dlatego społeczeństwo i państwo powinny jej skutecznie bronić.

Jest oczywiste, że podstawowa swobody wypowiedzi to brak cenzury, rozumiany jako wolność publikacji i wypowiadania się w przestrzeni publicznej. Bez niej nie ma mowy o pluralizmie. Ważne jest zrozumienie, że ten wymóg rozciąga się poza literę prawa i odnosi się także do presji społecznej. To znaczy, że groźba ostracyzmu czy przemocy ze strony współobywateli, nie zamyka nikomu ust, że wypowiadanie poglądów nie niesie ze sobą tej groźby.
Wolność słowa wymaga, pod względem systemowym i międzyludzkim, by z ideami zmagać się kontrargumentami, a nie cenzurą, ostracyzmem czy napiętnowaniem. Nie bójmy się spierać z najbardziej nawet odrażającymi poglądami, uczmy się raczej uzasadniać racjonalność naszych. Jest intelektualnym lenistwem zamykać usta tym, z którymi się nie zgadzamy, tylko dlatego, że nie chce się nam zrozumieć własnych poglądów.
Idee rodzą się i upadają, zostają zapomniane – potem wracają, jako świeże odkrycie. Jest istotne, by chronić myśl poprzednich pokoleń – zarówno tą, która nam odpowiada, jak i tą, z którą się nie zgadzamy. Funkcję wolnego od cenzury magazynu ludzkiej myśli pełnią biblioteki. Te cudowne instytucje kultury, być może największe osiągnięcie cywilizacji, zbierają zapiski z intencją ich swobodnej dystrybucji. Niezależnie od postępującej cyfryzacji, ich rola pozostaje kluczowa dla wolności słowa!

Wolność słowa plasuje się na drugim miejscu pod względem ważności dla społeczeństwa po wolności sumienia. Oznacza to, że, co do zasady, pozostałe wolności powinny jej ustąpić w wypadku konfliktów. Chcę jednak zaznaczyć, że jest kilka niuansów. Dobrym przykładem są treści kierowane do dzieci i z udziałem dzieci. Te pierwsze, bo mogą zaszkodzić kształtującej się refleksyjności, poprzez manipulację niewykształconym jeszcze umysłem, niemającym odporności porównywalnej z dorosłym. Mam na myśli reklamę kierowaną do nieletnich, indoktrynację ideologiczną i religijną. Te dwie ostatnie są trudne do powstrzymania, bo zazwyczaj indoktrynującymi są rodzice. Nie chodzi o odcięcie młodych ludzi od trudnych zagadnień do osiemnastego roku życia. Specjaliści powinni się wypowiedzieć, gdzie przeprowadzić granicę.
Druga kwestia to treści z udziałem dzieci, od drastycznych (pornografia), do umiarkowanych (np. konkursy piękności dla dzieci). Tworzenie i udostępnianie takich treści działa niszcząco na refleksyjność dwojako: po pierwsze, to ryzyko krytycznego zaburzenia psychiki dziecka (im drastyczniejsza forma, tym większe). Po drugie, to umacnianie i propagowanie zaburzeń u dorosłych zaangażowanych w generowanie i konsumpcję tych treści.
Ograniczenia wolności słowa w tych przypadkach mają sens, bo są korzystne dla refleksyjności.

Przykładem ograniczenia wolności ekonomicznej, by zachować wolność słowa, jest zakaz przekupywania naukowców czy urzędników w celu ukrycia niewygodnej dla nas prawdy. Korupcja tego typu jest karygodna, ponieważ naraża zdolność wielu ludzi do podejmowania poinformowanych decyzji, godzi w ich refleksyjność, pozbawiając ich danych. Nawet gdy prawo bezpośrednio nie wkracza, na przykład w przypadku producentów alkoholu płacących za badania sugerujące jego nieszkodliwość (gdzie konflikt interesów jest ujawniony), opinia publiczna negatywnie patrzy na ten proceder.
Wolność cielesna jest nieustannie łamana dla zachowania wolności słowa. Moja wolność, by widzieć, słyszeć, wąchać etc., tylko to, co mi sprawia przyjemność, jest mi odbierana na każdym kroku. Komunikat medialny, obraz na bilbordzie czy wypowiedź człowieka na ulicy może wywoływać w nas dyskomfort psychiczny i fizyczny. Nie jest on jednak powodem, by w przestrzeni publicznej powstrzymać kogoś od wypowiedzi. Mogę się wycofać do swego domu czy bezpiecznego miejsca i tam izolować się od niepożądanych treści, ale ta izolacja nie rozciąga się szerzej.

Jest kilka praktyk we współczesnym społeczeństwie, które niekorzystnie oddziałują na wolność słowa, niektóre są systemowe, inne społeczne.
Systemowym błędem jest prewencyjna cenzura faszyzmu i komunizmu. W Polsce zakazane jest ich propagowanie. To błąd. Te skompromitowane ideologie na zakazie jedynie zyskują. Nie jest problemem, by w dyskusji pokonać przedstawicieli tych ideologii, nie jest też problemem, pokonać ich w polityce. Jeśli obawiamy się porażki z nimi na tych polach, to pora ostro przysiąść do szlifowania naszej ideologii oraz rozumienia dobra i zła. W starciach z radykalnymi poglądami otwiera się możliwość lepszego zrozumienia naszych własnych i wzmocnienia argumentów przemawiających za nimi. Nie bójmy się tego starcia!
Jeśli chodzi o błędy społeczne, to jednym z nich jest istnienie tematów tabu. Wprawdzie nie każdy temat jest odpowiedni w każdej sytuacji, szczególnie gdy słuchają dzieci, to między dorosłymi istnienie zakazanych tematów jest szkodliwe. Zamyka możliwość zrozumienia ważnych aspektów człowieczeństwa. Refleksyjność cierpi nie tylko u jednostki, ale u całego społeczeństwa. Wymień dowolny temat tabu w komentarzu, a ja dowiodę, że lepiej o nim mówić otwarcie.
Drugi błąd, o którym chciałem wspomnieć to cenzura estetyczna, czyli wykluczanie czegoś z przestrzeni publicznej dlatego, że mi się nie podoba, lub, że mnie gorszy. Moje poczucie zgorszenia nie jest miernikiem wartości idei, dzieła sztuki czy człowieka. Mam prawo do odczuć estetycznych, ale nie by używać ich jako kagańca na wypowiedź drugiego. Zawsze mogę opuścić przestrzeń, w której nadawany jest nieznośny komunikat. We współczesnym świecie próbujemy wszystko przerobić na naszą modłę, a refleksyjność lepiej rozwija się tam, gdzie można wypowiedzieć obrzydliwą prawdę.

Wolność słowa nie ma się źle w naszym społeczeństwie, warto jednak szukać ulepszeń. Czego mi brakuje, to rodzaj Hyde Parku, miejsca, gdzie można publicznie wypowiedzieć dowolne poglądy, myśli, nonsensy. Takiego, w którym są obecni ludzie zainteresowani słuchaniem. Gdzie mogę pójść i wysłuchać mówców wystawiając siebie na myśli, czasem niedorzeczne, ale mimo to stymulujące, a na pewno inne niż w uładzonym przekazie medialnym. Nie jest to więc kwestia wentyla do wykrzyczenia się dla radykałów, to stworzenie okazji by elementem radykalnej myśli zainteresował się stateczny konserwatysta. Jakże płodnie byłoby mieć takie miejsce w każdym większym mieście!

Wolność wyznania

Jak już wspominałem, jest to podgrupa wolności słowa i wiele argumentów odnosi się i tu. Warto wspomnieć o niej osobno, ze względu na wpływ, jaki wywiera na dyskurs polityczny i filozoficzny (w tym etyczny). Swoboda posiadania poglądów na kwestie duchowe jest istotna dla społeczeństwa, bo zamykanie się na jedno spojrzenie, pęta refleksję. Konfrontacja tych idei, mimo ich abstrakcyjnego charakteru, a może dzięki niemu, jest płodna intelektualnie. Podważanie cudzych wierzeń religijnych może być stymulujące dla obu stron. Ważne jest, by chronić je, przed przemocą, która może z takiej konfrontacji wybuchnąć.

Jest kilka kwestii, które w społeczeństwie powinny funkcjonować, by zapewniać wolność wyznania. Podstawową jest rozdział kościoła od państwa. Teoretycznie w ustroju nieprzestrzegającym tej zasady, możliwe jest tolerowanie innych wyznań, ale nie widzę, jak byłoby możliwe, aby były równouprawnione, jeśli jedno ma bezpośredni wpływ na władzę i kształt prawa. Państwo i stanowione prawo powinno pozostać wolne od nakazów religijnych ksiąg i religijnych przywódców. Wtedy jest największa szansa, na utrzymanie swobody dyskusji duchowej.
Te same wolności, które gwarantujemy ideą, a które omawialiśmy w poprzednim punkcie, rozciągnięte być powinny na przekonania religijne.
Wolność religijna wymaga jednak więcej. Nie wystarczy, że wszystkie wierzenia lub ich brak są legalne, konieczna jest systemowa obrona mniejszości religijnych. Jest to cecha ideologii duchowych, że z samego założenia nie dopuszczają do końca istnienia innych. Na zasadzie: ja mam rację, wszyscy inni się mylą, jest moim obowiązkiem, by ich przekonać lub, co gorsza, zmusić do ujrzenia prawdy. Dlatego system powinien mieć mechanizmy zabezpieczające mniejszości religijne przed ekspansją religii dominującej. Wiąże się to z przeciwdziałaniem dyskryminacji na tle religijnym. Czyli państwo powinno dbać, by społeczeństwo nie wyrzucało mniejszości poza nawias, odmawiając im dostępu do ekonomii, do polityki czy do wypowiedzi w mediach i na ulicach. Historycznie można zaobserwować, że religie mają tendencje do czynienia podobnych ruchów, nie wystarczy więc, by prawo nie dyskryminowało, powinno chronić przed dyskryminacją z rąk społeczeństwa.

Pod względem istotności, jest na równi z wolnością słowa, co oznacza, że co do zasady, wolność ekonomiczna, cielesna i przemieszczania się powinny jej ustępować.
Podobnie jak poprzedni są tu niuanse. Wiele z nich dotyczy dzieci i ich indoktrynacji religijnej. To trudny punktu, który nie jest realizowany we współczesnych społeczeństwa, raczej funkcjonuje domniemanie, że rodzice mogą narzucać religię dziecku, w tym okresie życia, kiedy dziecko nie ma możliwość intelektualnych, by podać w wątpliwość wskazówki rodziców. Dla rozwoju refleksyjności, to powinno się zmienić i jak najwięcej dzieci powinno wychowywać się wolne od ideologicznej manipulacji, aż do momentu, kiedy będą w stanie poddać ją krytycznej analizie.
Jest też kilka drastycznych przykładów związanych z okaleczaniem ciała dzieci w wyniku praktyk religijnych. Niektóre z nich są zakazane, inne nie. Czyli jest granica, na jaką rozległość urazów się godzimy.

Konkretnych przykładów ograniczani innych wolności, by zachować wolność wyznania, jest w społeczeństwie sporo. Koncentrują się wokół wspomnianej ochrony mniejszości wyznaniowych. Przykładowo, jest niedopuszczalne, by odmówić obsłużenia kogoś w sklepie ze względu na wyznawaną przez ową osobę religię. Rozciąga się to na inne usługi, właściwie na całą przestrzeń ekonomiczną, która jest jasno podporządkowana wolności religijnej.

Nie widzę rażących systemowych problemów z podejściem do wolności wyznania, prawo rozsądnie ujmuje to zagadnienie. Inaczej sprawa się przedstawia, gdy zaczynamy mówić o społeczeństwie. Tutaj problemów jest sporo, część z nich dotknęliśmy już wcześniej.
Po pierwsze, jest tendencja do narzucania religii innym, zwana nawracaniem. To błąd etyczny. Jeżeli rozważymy sytuację, w której jedna z religii osiąga pełen sukces, czyli wszyscy zostają nawróceni, mamy społeczeństwo, które traci źródło fermentu myśli, czyli konfrontacje idei na tematy metafizyczne. Jedność religijna obniża refleksyjność społeczeństwa, w którym panuje. To przekonanie stoi w konflikcie z etyką większości religii świata, w których za słuszne i moralne uważane jest nawracanie innowierców. Nawrócenie jest uważane za dar, osoba religijna myśli o nim w kontekście ocalenia – podczas gdy jest odwrotnie, dochodzi do zagłady i zniszczenia fragmentu refleksyjności w świecie. Dla jasności nie mam tu na myśli nawracania przemocą, za niemoralne uważam nawracanie słowem.
Po drugie, wysiłki w nawracaniu mogą prowadzić do prób kontrolowania słów i myśli, tu przechodzimy do nawracania przemocą (niekoniecznie fizyczną!). To olbrzymie zagrożenie, szczególnie w społeczeństwach, które są bliskie religijnej jedności i usuwają ostatnie ośrodki odmiennej myśli. To nieetyczne działanie, niebezpieczne dla jakości refleksji społeczności. Kontrola myśli może się też rozciągnąć na wiernych, jako gwarancja, że pozostają oddani religii.
Po trzecie, mamy „delikatniejszą” formę powyższych, czyli niechęć społeczeństwa do innowierców, przejawiająca się brakiem dialogu. To błąd etyczny, który utrudnia wymianę idei między wyznaniami, czyli pozbawia społeczeństwo cennego elementu koegzystencji wielu wierzeń. Społeczeństwo zamknięte nie korzysta z możliwości, jakie niesie różnorodność, co nie ogranicza się zresztą tylko do kwestii religijnych.
Po czwarte błędem systemowym jest dopuszczenie, by religia wpływała na prawo. Każdy przepis prawa powinien mieć świeckie uzasadnienie, które nie zależy od wierzeń konkretnej religii. Może być inspirowany przez jakąś zasadę wiary, ale musi zyskać niezależne od niej uzasadnienie. Czynię to rozróżnienie z praktycznego powodu: wiele rozsądnych praw w naszych kodeksach, wywodzi się z religijnej dysputy, jednak w międzyczasie znalazły dobre świeckie podwaliny. Nie warto wylewać dziecka razem z kąpielą i agitować za zmianą każdego z tych praw, ze względu na ich pochodzenie. Lepiej skoncentrować się na identyfikacji takich praw, które nie mają dobrego świeckiego uzasadnienia i na tym, by współcześnie nie wprowadzać do kodeksów inspiracji religijnych. W przeciwieństwie do wolności słowa, wolność religii w społeczeństwie nie ma się dobrze. Systemowo jest w porządku, mamy świeckie państwo i świeckie prawa, zagwarantowaną swobodę religijną i równość wierzeń. To, co zgrzyta i czego brakuje, to otwartość społeczeństwa na inne wierzenia i na ich brak. Nasz kraj jest jednolity kulturowo, rasowo i religijnie. Nie jesteśmy w młodym wieku wystawiani na wpływy innych wyznań. Nawet jeśli w okolicy są innowiercy, to wiele rodzin przekaże dzieciom nieufność do nich. W większości wypadków chodzi po prostu o to, że innowierców nie ma. To nie do końca prawda, bo w prawie każdej społeczności mamy choćby kilka niewierzących osób, jednak nie są one traktowane jako innowiercy, przez co, nie są naturalnymi partnerami do debat religijnych.
Nasze społeczeństwo zyskałoby na dwóch rzeczach: po pierwsze, traktowaniu ateistów i bez religijnych jako partnerów do rozważań o naturze istnienia – podejmowaniu prób zrozumienia ich punktu widzenia, tak jak mógłby kogoś ciekawić innowierca. Po drugie, zyskalibyśmy na różnorodności wyznań, na zachęcaniu ludzi wszelkiej religii by się do nas sprowadzali, wznosili swoje świątynie etc. Byśmy zaczęli przełamywać jednolitość społeczeństwa pod tym względem – przy okazji pomogłoby też z różnorodnością rasową i kulturową.
W tym miejscu postawię kropkę na ten tydzień. Tekst rozrasta się ponad oczekiwania, w związku z czym wydzielę część trzecią. Omówimy w niej wolność ekonomiczną, cielesną i przemieszczania się oraz zajmiemy się kilkoma popularnymi błędami poznawczymi co do wolności!

Słowniczek definicji kluczowych pojęć

Definicje i pojęcia kluczowe dla zrozumienia wielu treści na blogu.

Pojęcia pierwotne

Rzeczywistość.

Działanie.

Czas.

Chwila czasu.

Przestrzeń.

Punkt przestrzeni.

Zbiór – rozumiany w sensie klasycznym.

Byt.

Definicje

Przedział czasu to zbiór chwil czasu.

Przedział przestrzeni to zbiór punktów przestrzeni.

Stan rzeczywistości to rzeczywistość w danej chwili czasu lub w przedziale czasu.

Wycinek rzeczywistości to rzeczywistość w danych przedziałach przestrzennych i czasowych.

Ciąg to uporządkowany zbiór.

Proces to ciąg stanów rzeczywistości i łączących je działań.

Umysł to wycinek rzeczywistości obejmujący stany wewnętrzne bytu refleksyjnego i zdolnego do przetwarzania danych, umożliwiający analizę, decydowanie i działanie.

Ciało to wycinek rzeczywistości powiązany i stanowiący podstawę istnienia umysłu.

Proces myślowy to ciąg stanów umysłu.

Reakcja to proces złożony ze stanu początkowego, bodźca i stanu końcowego.

Proces logiczny to proces, którego elementami są wynikające z siebie zdania logiczne.

Zdanie logiczne to element rzeczywistości językowej, któremu można przypisać wartość logiczną: prawda lub fałsz.

Proces decydowania to proces logiczny przyjmujący dane, stan początkowy wycinka rzeczywistości i bodziec, a zwracający stan końcowy wycinka rzeczywistości.

Mechanizm decydowania to podciąg elementów procesu decydowania pomiędzy stanem początkowym a stanem końcowym.

Dane to wycinki rzeczywistości dostępne dla schematu decydowania.

Decyzja jest wystąpieniem procesu decydowania dla konkretnego stanu początkowego, bodźca i danych, z konkretnym mechanizmem decydowania, zwracającym konkretny stan końcowy.

Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji.

Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.

Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.

Wolność jednostkowa to wolność odnosząca się do konkretnego wycinka rzeczywistości.

Wolność jednostki to zbiór wszystkich wolności jednostkowych konkretnego bytu.

Jednostka to byt posiadający umysł. Synonim: osoba.

Wolność społeczeństwa to suma (w sensie unii) zbiorów wolności jednostki jego członków.

Wolności szczegółowe to podzbiory zbioru wszystkich możliwych wolności, wyróżnione na podstawie wspólnego kryterium.
Przykład: wolność przemieszczania się, dotyczy wszystkich wolności związanych ze zmianą miejsca pobytu.

Proces jest refleksyjny, jeśli w jego ciągu zawiera się analiza decyzji, działań i ich skutków, po której następuje decyzja o korektach procesu i działanie korygujące.

Proces jest celowy, jeśli istnieje określony stan fragmentu rzeczywistości do którego prowadzi.

Proces jest pozytywny, jeśli ma cel i jeśli istnieje parametr, który w stanie docelowym jest wyższy niż w stanie początkowym.

Rozwój to pozytywny proces refleksyjny.

Proces jest osobisty, jeśli dotyczy stanu ciała lub umysłu jednej osoby.

Rozwój osobistej refleksyjności to rozwój osobisty, w którym parametrem rosnącym jest zdolność do refleksji.

Rdzeń relacji to stan umysłu refleksyjnego będący parą uporządkowaną, w której pierwszym elementem jest tenże umysł, a drugim dowolny obiekt rzeczywistości.

Właściwość relacji to stan umysłu odnoszący się do rdzenia relacji.

Właściwości relacji to zbiór wszystkich właściwości danej relacji.

Relacja to rdzeń relacji wraz ze zbiorem właściwości.

Parametr to wartość przypisana stanom rzeczywistości, umożliwiająca ich porównanie.

Cecha relacji to podzbiór wszystkich właściwości relacji wybranych na podstawie wspólnego parametru.

Zmiana relacji to proces dodania nowego elementu do zbioru właściwości, usunięcia elementu ze zbioru właściwości, lub zmiany elementu w zbiorze właściwości.

Waga właściwości to parametr nadawany przez umysł każdej właściwości.

Ideologia to zbiór przekonań, które wyjaśniają obecny stan szerokiego wycinka ludzkiej rzeczywistości, proponują idealny/docelowy sposób jego urządzenia i definiują drogę od jednego do drugiego. Ideologia nie musi dotyczyć całego świata, może koncentrować się na kształcie systemu politycznego, społeczeństwa i innych struktur; może też łączyć wiele z tych aspektów.

Wycinek rzeczywistości jest szeroki jeśli dotyczy więcej niż dwóch obiektów. W tym kontekście relacja nie jest szerokim wycinkiem rzeczywistości. Społeczeństwo danego kraju natomiast jest szerokim wycinkiem. Zazwyczaj używamy tego stwierdzenia właśnie w odniesieniu do dużych grup ludzi.

Wycinek rzeczywistości jest ludzki, jeśli jego składowymi są ludzie i sprawy z ludźmi bezpośrednio związane. Rodzina jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Układ słoneczny nie jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Polskie społeczeństwo jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości.

Religia to szczególny rodzaj ideologii, która źródło swej prawdziwości wywodzi od nadprzyrodzonego (boga, bogów lub innych tworów mistycznych). Nadprzyrodzone oznacza takie, którego istnienia nie można zweryfikować empirycznie.

O granicach wolności – część pierwsza

W artykule omówiono różne aspekty wolności z perspektywy etyki stoickiej. Istotne są: wolność sumienia, wyrażania myśli i słowa, które wspierają refleksyjność jednostki. Zidentyfikowano zagrożenia dla wolności, takie jak nieumiarkowanie czy wewnętrzne ograniczenia. Poruszano również role innych rodzajów wolności w kontekście osobistej i społecznej refleksji.

W poprzednim artykule zdefiniowaliśmy etykę stoicką i pokazaliśmy jak można wywieść z niej hierarchię wartości. Dzisiaj zagłębimy się w temat wolności. Rozważymy go z dwóch perspektyw: indywidualnej i społecznej. Zastanowimy się, jakie są jej przejawy, czy i dlaczego jest ona dobra i co jest dla niej zagrożeniem.

Dla przypomnienia fundamentalną tezą etyki stoickiej jest: dobrym jest to, co zwiększa refleksyjność w świecie.
Dodane 8 kwietnia 2025:
Wolność jednostki to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji. Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.
Wolność społeczeństwa to suma wolności jego członków.

Rodzaje wolności

Wolność przejawia się w wielu postaciach i może być różnie rozumiana. Na potrzeby tej dyskusji nazwę i zdefiniuję kilka rodzajów wolności, które są powszechnie znane i nie budzą kontrowersji. Poddam je analizie w kontekście etyki stoickiej, by stwierdzić czy kwalifikują się jako dobro.

Wolność słowa
Oznacza swobodę wypowiadania myśli, poglądów, pragnień i opinii, odbywającą się na piśmie, w mowie czy z użyciem innych form ekspresji. Swoboda oznacza brak kary, zagrożenia karą i lęku przed karą przy podejmowanie wymienionych aktywności. Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: cenzura artykułu w gazecie,
społeczne: powszechnie uznawany za temat tabu,
wewnętrzne: autocenzura wywołana toksycznym wstydem.

Wolność sumienia
Oznacza swobodę do posiadania myśli, fantazji, emocji, ocen, moralności, wartości, refleksji, seksualności i decyzji. Nie dotyczy wyrażanie tych stanów wewnętrznych, tylko ich odczuwania.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: indoktrynacja ideologiczna, grożąca karą za odstępstwa w myśleniu,
społeczne: określanie pewnych preferencji seksualnych jako złych,
wewnętrzna: tłumienie emocji, uważanych za niewłaściwe.

Wolność wyznania
Oznacza swobodę do braku wiary, wiary w dowolne bóstwa lub ich nieistnienie, uznawania dowolnej etyki lub filozofii, a także do ich wyrażania i praktykowania. Jest połączeniem wolności słowa i myśli, w kontekście rozumienia szeroko pojętej duchowości.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz wyznawania konkretnej religii,
społeczne: wypędzanie wyznawców innej religii ze społeczności,
ekonomiczne: zakazywanie handlu przedstawicielom danego wyznania,
wewnętrzne: przyjmowanie bez kwestionowania religii rodziców.

Wolność poruszania się
Oznacza swobodę do przemieszczania się, wyboru miejsca pobytu, podróżowania i wędrowania, z użyciem dowolnego środka transportu.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przekraczania granicy państwa,
społeczne: przemoc wobec obcych na ulicy,
ekonomiczne: brak środków na opłacenie podróży,
wewnętrzne: lęk przed wyjściem z domu.

Wolność cielesna
Oznacz swobodę do decydowania o swoim ciele, jego życiu, modyfikacjach, uszkodzeniach, poruszeniach, wyglądzie, także wolność od uszkodzenia i krępowania ciała przez osoby trzecie. Jest to udzielna władza nad ciałem i jego członkami.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przerywania ciąży,
społeczne: pobicie do nieprzytomności przez opryszków na ulicy,
wewnętrzne: obsesyjne objadanie się pomimo chęci utraty wagi.

Wolność ekonomiczna
Oznacza swobodę posiadania, gromadzenia i zachowania dóbr materialnych, oraz ich wymiany z innymi, także swobodę zatrudniania i bycia zatrudnionym za wynagrodzeniem. W dobra materialne włączam także własność intelektualną.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz sprzedaży papierosów nieletnim,
społeczne: obrabowanie mieszkania przez złodzieja,
ekonomiczne: inflacja zmniejszająca wartość oszczędności,
wewnętrzne: zakupoholizm.

Wolność z perspektywy jednostki

Stoickimi imperatywem etycznym jest zwiększanie refleksyjności w świecie, rozważając wolność z perspektywy jednostki, dla uproszczenia zawęzimy to kryterium do osobistej refleksyjności. Jej globalne aspekty rozważmy w ramach omówienia perspektywy społecznej.
Różne wolności nie są jednakowo istotne dla refleksyjności jednostki, przykładowo wolność sumienia jest istotniejsza niż wolność przemieszczania się. Uszeregowałem je wstępnie według istotności i w tej kolejności omówię ich wpływ na refleksyjność

Fundamentem naszej refleksyjności jest wolność sumienia. Oznacza ona swobodę umysłu do przetwarzania informacji, decydowania, wyciągania wniosków – czyli bycia refleksyjnym. Ograniczenie tej wolności będzie godzić w naszą refleksyjność. Dobra wiadomość jest taka, że świat zewnętrzny nie zagrozi naszej swobodzie w tym zakresie, o ile mu na to nie pozwolimy. Zła wiadomość jest taka, że jej największy wróg czai się tuż, tuż – to my sami, a konkretnie nasz mózg.

Kojarzycie stan w chorobie, gdy myśli się plączą, trudno przypomnieć sobie fakty, wyciąganie wniosków i rozumienie są powolniejsze i ospałe? W tym stanie wolność myślenia jest ograniczona. Nie tracimy całkowicie zdolności refleksji, ale ich wydajność i poprawność spadają. Więc jest dobrym utrzymywanie ciała w zdrowiu, a gdy zachorujemy leczenia go. Naturalnie od czasu do czasu złapie nas przeziębienie czy inna infekcja, tego nie kontrolujemy.
Inaczej sprawa się ma, gdy sami doprowadzamy się do takiego stanu: kiedy zaniedbujemy higienę snu, nie wysypiamy się i chodzimy zmęczeni, funkcjonowanie refleksyjności jest upośledzone. Kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, tracimy wiele z wolności myśli, funkcjonowanie umysłu jest głęboko zaburzone – jakość i ilość naszej refleksyjności maleje. Gdy odczuwamy objawy kaca, zaburzenie trwa nadal – tracimy jeszcze więcej wydajności myślenia. Przykłady można mnożyć: od bezmyślnego gapienia się w telefon, do wstrzykiwania w żyłę heroiny – takie zachowania obniżają zdolność do refleksji, a decyzje o podejmowaniu ich są błędne.

Kojarzycie stan jasności myśli przychodzący po intensywnym wysiłku albo po dobrze przespanej nocy? Odpowiedzi na trudne pytania zjawiają się same, skomplikowane problemy upraszczają się i znajdujemy na nie rozwiązania, myśli, które nas nawiedzają, możemy przepracować i rozwikłać. To optimum funkcjonowania umysłu, czas, gdy wolność myśli osiąga maksimum. Jest korzystne dla refleksyjności, by jak najczęściej i jak najdłużej przebywać w tym stanie.
Czy można w nim być nieustannie? Nie, z upływem czasu nasza energia się wyczerpuje, tracimy klarowność myśli. Póki nauka nie osiągnie przełomu w medycynie wydajności, lepiej pogodzić się z cyklicznością, której poddane są nasze ciała. Nie oznacza to, że powinniśmy spocząć na laurach, jest wiele działań, które możemy podjąć, by maksymalizować optimum funkcjonowania, przedłużać je i czynić częstszym.
Po pierwsze, unikajmy tego, co szkodzi wolności myśli. Po drugie, dbajmy o zdrowie, ruch i wysiłek, dobre odżywianie, aktywne znajomości oraz uśmiech i radość życia. Po trzecie, twórzmy rutyny sprzyjające pracy mózgu: stałe pory snu, jedzenia, refleksji, lektury i tak dalej.
Filozofia stoicka oferuje praktyki i ćwiczenia, których celem jest maksymalizowanie naszej refleksyjności. Warto z nich skorzystać! Wiele narzędzi terapii poznawczo-behawioralnej wywodzi się ze stoickich praktyk.

Czy mieliście kiedyś sytuację, gdy stłumiliście gniew, bo uznaliście, że nie powinniście go czuć? Czy zdarzyło się, że poczuliście wstyd z powodu fantazji seksualnej? Czy pojęliście decyzję, nie rozumiejąc, dlaczego taką właśnie? To kilka z setek sytuacji, w których sami ograniczamy naszą wolność sumienia. Może to być związane z oddziaływaniem naszej podświadomości, gdy pojawiają się emocje i decyzje, niewynikające ze świadomych procesów myślowych. Inna możliwa przyczyna, to wychowanie: „nie wolno ci się złościć!”. Jeszcze inna to tematy tabu, zabronione nawet w myśli. Wszystko to szkodzi refleksyjności. Ograniczając te zjawiska w naszym funkcjonowaniu, odzyskujemy swobodę myśli.
Sposobów jak to zrobić jest wiele. Stoicyzm oferuje kilka skutecznych praktyk, wiele oferuje terapia i różne formy autoterapii. Niejedno można uzyskać z prostej, szczerej rozmowa z drugim człowiekiem. Kilka sposobów, szczególnie wokół decyzji, można także znaleźć na tym blogu.

Nie można przecenić znaczenia wolności sumienia dla jakości naszej refleksji. Jeśli zostanie nam odebrana, to refleksyjność zginę wraz z nią. Jej umniejszenie umniejsza w nas dobro. Nie przychodzi mi do głowy przypadek, w którym warto byłoby ją ograniczać – jeśli ktoś taki zna, chętnie się dowiem!
Jest najważniejszą ze wszystkich wymienionych, więcej, jest najważniejszą wartością w ogóle. Jest jak maska tlenową w samolocie, najpierw zakładamy ją sobie, byśmy byli w stanie pomóc innym. Wolność sumienia jest jak ta maska, tyle że powinniśmy ją nosić na co dzień, a nie tylko w razie awarii.

Blisko związana z wolnością sumienia jest swoboda ich wyrażania, czyli wolność słowa. Rozumiem ją szeroko, jako dowolną formę ekspresji idei, emocji, przemyśleń. Jej dobroczynny wpływ na refleksyjność jest podwójny: wyrażanie myśli pozwala je uporządkować oraz uzyskać informację zwrotną, która jest paliwem dla dalszej refleksji. Kiedy inni wyrażają swoje przemyślenia, my je odbierać i używamy jako punktów wyjścia do dalszych rozważań. W obu sytuacjach refleksyjność rośnie!

Czy zdarzyło wam się, że opowiadaliście o swoim pomyśle i w miarę postępu wypowiedzi, sami zaczynaliście lepiej go rozumieć? Mnie zdarza się to często przy pisaniu. Sam akt przelewania myśli na papier pozwala przeanalizować je z innej perspektywy. Spojrzeć na nie z zewnątrz i poddać krytyce. Mogą ją przetrwać lub się rozpaść, w obu przypadkach refleksja zyskała na jakości.
Korzystanie w pełni z tej możliwości jest możliwe, wtedy gdy nie odczuwam strachu przed uzewnętrznianiem swoich myśli. Dla efektu nie ma znaczenia, jakie jest źródło strachu, czy jest to siła zewnętrzna (cenzura prawna lub społeczna) czy wewnętrzna (autocenzura). Jest ważne, wtedy gdy staramy się je usunąć.

Czy zdarzyło się wam, że czyjaś rada po wysłuchaniu waszego problemu, pozwoliła go skutecznie rozwiązać? Nie wszystko możemy dostrzec. Szczególnie gdy jesteśmy blisko problemu, tracimy perspektywę, gubimy się w utartych schematach. Wtedy w odblokowaniu naszej myśli pomaga informacja zwrotna. Niekoniecznie musi nam podawać rozwiązanie na tacy, wystarczy, że zainspiruje do świeżego spojrzenia na zagadnienie. Resztę zrobi nasz refleksja kwitnąca pod wpływem zwrotki.
Aby taki scenariusz mógł się urzeczywistnić, druga osoba musi być wolna od strachu przed wyrażaniem opinii, tak jak to opisaliśmy w poprzednim paragrafie.

Czy zdarzyło się wam, że po przeczytaniu książki wiele godzin myśleliście o perypetiach bohaterów, analizowaliście ich decyzje i alternatywne warianty historii? Dzieła sztuki inspirują naszą wyobraźnię, otwierają nowe horyzonty i rodzą myśli, których wcześniej w głowie nie było. Jest w nich siła komunikowania idei (szczególnie w literaturze) oraz inspirująca refleksję złożoność i głębia. Są w niej pytania i emocje, których sobie nie uświadamialiśmy. Nie każda książka, obraz czy opera obudzą tak potężne siły w naszym duchu, ale wiele z nich to uczyni, zasilając pokłady refleksyjności.
By tego dokonać, sztuka musi być wolna od cenzury, kulturowego tabu czy norm estetycznych. Wtedy ma największy potencjał. Każde ograniczenie, niezależnie od intencji, jest ciosem, osłabiającym jej magię.

Czy zdarzyło się wam zapłakać na pięknej arii w operze? Sztuka to nie tylko inspiracja dla myśli, to także źródło pobudzenie naszych emocji. Ci z nas, jak ja, którzy mają kłopoty z odczuwaniem emocji z powodu chorobliwej autocenzury, korzystają szczególnie z doznań estetycznych. Są to nowe wrażenia do zbadania, nowe odczucia, które wprowadzamy w nasz świat. Takie przeżycie zachęca do pogłębionej pracy nad sobą, do usuwania podświadomych barier i rozwijania emocjonalności. Zakładam, że dla ludzi z emocjami zaprzyjaźnionymi, sztuka pogłębia ich zrozumienie i również stymuluje refleksyjność.
Czyhają  na nią te same zagrożenia jak w poprzednim paragrafie.

Szczególnym przypadkiem wolności słowa, połączonym z wolnością sumienia jest wolność wyznania. Nie będę się nad nią osobno rozwodził, dla indywidualnej refleksji wszystko, co jej dotyczy, zostało pokryte w poprzednich punktach – to się zmieni, gdy przejdziemy do refleksji społeczeństwa.

Za zdolność do zabezpieczania swego bytu odpowiada wolność ekonomiczna. To swoboda do posiadania, kupowania, sprzedawania i produkowania dóbr (w tym własnego czasu oraz własności intelektualnej). Współcześnie jest mylnie rozumiana jako mandat, by posiadać więcej: mamy wolność ekonomiczną, a to znaczy, że możemy mieć więcej. To jest półprawda, bowiem prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: mamy wolność ekonomiczną to znaczy, że możemy mieć mniej, tyle ile nam potrzeba i nie więcej. Nie jest wolnym ekonomicznie ten, kto nie może przestać gromadzić coraz więcej!

Korzyści z wolności ekonomicznej to, przede wszystkim, zapewnienie sobie przetrwania – kto umrze z głodu, niczego refleksji nie podda. Więcej, kto musi walczyć o zapewnienie pożywienia i schronienia, nie ma zasobów na refleksyjne myślenie. Wolność do zapewnienia podstawy egzystencji jest niemal równie ważna, jak wolność sumienia.
Dla człowieka jest niezwykle istotne, by miał swobodę zadbania o swoje podstawowe potrzeby. Jak może to osiągnąć, nie jest szczególnie istotne dla końcowego efektu.

Drugim progiem wolności ekonomicznej, która uwalnia refleksyjność, jest bezpieczeństwo materialne. Czyli taki stan posiadania, który pozwala bez obaw patrzeć na naszą przyszłość ekonomiczną. Gdy nie musimy się lękać utraty pracy, bo mamy środki, by przetrwać czas poszukiwania nowej. Nie musimy się lękać kryzysów ekonomicznych, bo mamy zasoby, które możemy awaryjnie zmobilizować. Efekt takiego bezpieczeństwa nie jest tak uderzający, jak minimum egzystencjalnego, ale uwalnia nasze umysł i możemy poświęcić się refleksji, zamiast martwieniu się co przyniesie następny miesiąc. Także w czasie kryzysu mamy dzięki niemu więcej swobody myślenia.

Tak jak w przypadku większości wolności największym zagrożeniem dla wolności ekonomicznej jesteśmy my sami, a konkretnie nasze nieumiarkowanie i chciwość. Co początkowo jest wolnością, może przekształcić się w pułapkę nieustannej pogoni za więcej. Kluczem jest zrozumienie, że majątek wykraczający ponad progi opisane wcześniej, jest z punktu widzenia refleksyjności nieomal całkowicie bezużyteczny. Pieniądze wychodzące ponad próg bezpieczeństwa ekonomicznego, nie wnoszą nic do naszego życia, a czas poświęcony na ich zdobywanie, często jest stracony. Łatwo jednak popełnić błąd uogólnienia i na podstawie tego, jak ważne jest minimum egzystencjalne przypisani równie wielką wartość pieniądzom w ogóle. To krok w pułapkę nieumiarkowania, oddania się magii „więcej”, zamiast błogości „wystarczy”. Tak swoboda ekonomiczna się kończy, bo obsesja zarabiania nie jest żadną swobodą – jest więzieniem. Wolność zmienia się w swoje zaprzeczenie, które zamiast zwiększać naszą refleksyjność, ogranicza ją.

Umieszczenie wolności cielesnej tak nisko na liście może zaskakiwać. Jednak ze stoickiego punktu widzenia, jest to niespecjalny istotny aspekt naszej wolności, co pokrótce uzasadnię. Nie należy tego rozumieć, jako określenie tej wolności bezwartościową! Ma aspekty, które są istotne, choć w większości objawią się one w rozważaniach z perspektywy społeczeństwa.

Jej korzystny wpływ objawia się tam, gdzie idzie z pomocą innym wartościom, stanowiąc wsparcie i umożliwiając ich realizowanie. Kiedy nasze ruchu są ograniczone przez słabość ciała, nie jesteśmy zdolni realizować wolności poruszania się, aspektów wolności słowa oraz wielu przejawów wolności ekonomicznej. Nasz byt ekonomiczny może być zależny od wolności cielesnej, jeśli wykonujemy pracę fizyczną. Wolność cielesna jest fundamentem, na którym budujemy bardziej, a zdrowy fundament jest konieczny dla wzniesienia stabilnej budowli.

Kolejna korzyść z posiadania wolności cielesnej to poczucie kontroli, które nam daje. Sprawczość nad własnym ciałem pozwala nam z większą pewnością i spokojem myśleć o przyszłości. Strach nie jest dobrym kompanem dla refleksyjności i jeśli żyjemy w lęku o siebie – przed napaścią na ulicy, niechcianą ciążą etc. – trudno jest zmobilizować zasoby umysłu do zajmowania się abstrakcjami.
Jest to podobna sytuacja jak z wolnością ekonomiczną, gdzie, póki martwimy się o jedzenie i czynsz, nie zgłębiamy zawiłości filozofii.

Wolność cielesna ma potencjał, by przerodzić się w swoje zaprzeczenie. Zagrożenie to nie płynie z zewnątrz, tylko czyha w nas. Czasem jest to choroby, którą można i warto leczyć – otyłość olbrzymia, depresja etc. Czasem to choroby uzależnienia – od alkoholu lub innych narkotyków. Wtedy sprawa jest prosta – jestem chory, więc się leczę, leczenie bywa trudne, czasochłonne i nie zawsze skuteczne, ale nie ma wątpliwości, że jest konieczne. Częściej mamy podobne działania, które nie mają postaci chorobowej, są wadami charakteru: niesystematyczności diecie i ćwiczeniach fizycznych prowadząca do nadwagi, używanie substancji psychoaktywnych by emocje i się zrelaksować. W obu przypadkach twierdzimy, że realizujemy swoją wolność (do jedzenia, picia, palenia, zażywania tego, na co mamy ochotę), podczas gdy swoją wolność drastycznie ograniczamy. Nadwaga to ryzyko chorób naczyniowych, co prowadzić do przedwczesnej śmierci, a wcześniej do gorszego ukrwienia i funkcjonowania mózgu. Alkohol to czynnik ryzyka wielu chorób, ale przede wszystkim narkotyk upośledzający funkcje mózgu zaraz po spożyciu i w kolejnych dniach na kacu. Dodatkową kategorią, która może, acz nie musi być chorobą, to obsesja na punkcie wyglądu: nieustające kształtowanie sylwetki, bo nigdy nie jest dość dobra, liczne operacje plastyczne, bo nie akceptujemy w pełni swego ciała, anoreksja itd. – większość z nich może być nieszkodliwa, ale każde ma potencjał, by skraść nasze myśli w stopniu upośledzającym refleksyjność.

Ostatnie miejsce w hierarchii zajmuje wolność poruszania się, zazwyczaj obojętna dla refleksyjności. Tylko ekstremalne przypadki jej ograniczenia – np. lęk przed wyjściem z domu – poważnie szkodzą naszemu funkcjonowaniu intelektualnemu. Z drugiej strony, rzadko bywa korzystna, zazwyczaj jest dla nas po prostu obojętna.

Poznawanie innych kultur, kontakt z ludźmi z odmiennym spojrzeniem na świat, nauka nowych języków – to elementy, które niosą pewien pożytek dla naszego myślenia, poszerzają horyzonty. Podróżowanie zorientowane na chłonięcie takich aspektów jest korzystne i im więcej wolności, by ich doświadczać tym lepiej dla refleksyjności. Aby z tego dobrze korzystać, warto zadać sobie pytanie po podróży: czego mnie nauczyła? Jeśli nie potrafimy odpowiedzieć albo odpowiedź brzmi: niczego, spójrzmy krytycznie na nasze podróże, bo mogą być zwykłą stratą czasu.

Każdy z nas potrzebuje wypoczynku. Jest on niezwykle istotny dla refleksyjności, szczególnie gdy jest aktywny, pozwala oczyścić umysł, poukładać w głowie przemyślenia, nad którymi pracujemy. Regeneruje nasze zasoby energii. Pomaga w tym oderwanie się od codziennego otoczenia, które dystansuje nas od codziennych bolączek i natłoku spraw. W tym kontekście wolność przemieszczania się jest korzystna dla refleksyjności. Kwestią otwartą jest, jak daleko musimy się udać? Czy ma znaczeni, czy pojedziemy na Bahamy, czy do Białegostoku?

Brak wolności poruszania się stanowi problem w ekstremalnych formach, a także, gdy łączy się z trudnościami ekonomicznymi czy brakiem innych swobód, czyli jeśli odbiera nam możliwość wykorzystania innych wolności z listy. Na takie niebezpieczeństwa warto zwracać uwagę.
Przemieszczanie się rzadko stanowi problem samo w sobie, o ile nie przerodzi się w obsesję, potrzebę nieustannego bycia w ruchu i niemożność pozostania w miejscu. Zdarza się to rzadko. Wolność poruszania się pozostaje wartością dającą niewielkie zyski i niosącą niewielkie ryzyko.

W tym miejscu zatrzymajmy nasze rozważania. Podejmiemy je w kolejnym artykule, omawiając temat wolność a dobro społeczeństwa oraz badając na kilka popularnych poglądów na temat wolności.

O etyce stoickiej

W dzisiejszym tekście pochylę się nad zagadnieniem etyki stoickiej, o której wspominałem w artykule „O etyce”. Dziś rozwinę temat i streszczę moje rozumienie obecnego stanu etyki stoickiej.

Nie bez powodu piszę o stanie obecnym. Stoicyzm jest żywą filozofią, która nie zakończyła swego rozwoju w starożytności, raczej weszła w stan hibernacji na stulecia, a obecnie wraca do aktywności. Kluczowych zagadnień dla współczesnych stoików, jest przebudowa podwalin etycznych naszej filozofii. Wiele się zmieniło w świecie od epoki, w której niewolnictwo było powszechne, innowierców rzucano na pożarcie lwom, a kobiety nie miały prawa głosu. Budowa nowej etyki dla stoicyzmu to poważna praca, wykraczająca poza moje kompetencje filozoficzne.
Na szczęście nie jestem jedynym stoikiem na świecie! Dziś będę posiłkował się pracą pan Tomasza Mazura „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji” [1]. Od siebie dodam rozdział, w którym rozważę kwestię dla mnie istotne: wolność, rozwój, relacje, twórczość i pracę – czyli moją hierarchię wartości.

Współczesna propozycja ujęcia logiki stoickiej

Dążenie do dobra jest dobrem samym w sobie.

Antyczni stoicy za przykładem Sokratesa, rozumieli dobro jako dążenie, jako kondycję ducha, a nie jako konkretny byt. Droga do celu, jakim jest dobro, sama była dobrem, czyli celem. Jest to jeden z możliwych powodów, dla których trudno jest odnaleźć konkretne zalecenia moralne w pismach stoicki. Zaleceniem jest przyjęcie pewnej postawy wewnętrznej i to proces jej przyjmowania jest dobrem. [1]

Normy etyczne wynikają z formalnego kształtu etyki w stoicyzmie.

Współcześnie rozróżniamy dwa rodzaje aksjologii (nauki o wartościach): aksjologię formalną definiującą czym jest wartość (jak w stoickim rozumowaniu powyżej) i aksjologię merytoryczną, czyli zdefiniowanie konkretnych wartości. We wspomnianej we wstępie pracy autor proponuje, by porzucić ten podział w analizie etyki stoickiej i argumentuje, że aksjologia merytoryczna jest w tej filozofii konsekwencją aksjologii formalnej. [1]
Co to oznacza? Że ze stwierdzenia, że dążenie do dobra jest dobrem, można wywieść konkretnie i praktycznie stoickie normy moralne.

Dobro to refleksja.

Wnioskiem z tych rozważań jest, iż dobrem jest zdolność wchodzenia w stan refleksyjności, że jest to jedyne dobro. Szczegóły argumentacji prześledzić można w materiale źródłowym. Tutaj skupię się na krótkiej dyskusji, czym jest refleksyjność.
Refleksja jest to głębsze zastanowienie się nad czymś, zwykle nad jakimś przeżyciem. Refleksji możemy poddawać własne decyzje, czyli to, co od nas zależne, jak i wydarzenia zewnętrzne, czyli to, co od nas niezależne. Refleksji możemy poddawać także własne refleksje, czyli może stanowić o samej sobie!
Refleksja jest źródłem decyzji, a poprzez owe decyzje zaczątkiem zmiany. Refleksja pozwala ulepszać mechanizmy decydowania i interpretacji danych ze świata.
Refleksja jest zjawiskiem wewnętrznym i zawiera się w kategorii tego, co od nas zależne.

Wartość to stan rzeczy niezależnych.

To, co jest zewnętrze, a więc niezależne, określamy mianem wartości. Co nie oznacza, że wszystko, co zewnętrzne jest wartościowe, a tym bardziej że wszystko jest równie wartościowe. To elementy będące przedmiotem naszego wyboru i naszej refleksji, którym możemy przypisywać wartość i szeregować je w hierarchię.

Wartość jest tym lepsza im bardziej sprzyja refleksyjności.

Przy szeregowaniu wartości w hierarchię, mamy jasną informację etyczną jak to robić. To, co najbardziej sprzyja refleksyjności, jest najwartościowsze i warte wyboru. To, co zmniejsza refleksyjność, jest warte unikania i przeciwdziałania. Każdy z nas, w zależności od osobistej sytuacji, może porządkować wartości w hierarchie, mając na względzie ich wpływ na refleksyjność.

Stoickim dobrem jest maksymalizacja refleksyjności na świecie.

Refleksyjność nie dotyczy tylko jednostki. Chodzi o całościową refleksyjność w świecie. [1] Moja refleksyjność nie jest lepsza od przynależnej drugiemu. To poszerza pole wyboru tego, co wartościowe. Przykładowo, jeśli poświęcając swoje życie, mogę ocalić dziesięć osób, to jest to wartościowy wybór, bo w ten sposób przyczynię się maksymalnie do zachowania refleksyjności. Moje refleksyjność przestanie istnieć, ale refleksyjność dziesięciu osób zostanie zachowana.

Antropocentryzm – jak mu zaradzić.

Rozważania oparte na refleksyjności wprowadzają nas na antropocentryczną ścieżkę, jak że jest to kompetencja właściwa ludziom. Inne organizmy takiej kompetencji nie posiadają – ich zachowanie zmienia na podstawie doświadczenia, czyli zdobywania nowych informacji, a nie poprzez refleksję nad swoim postępowaniem i ulepszanie mechanizmów nim zawiadujących. Etyka stoicka wymaga rozszerzenia, aby objąć cały świat ożywiony. [1]
Rodzi to pytanie, jakich jeszcze rozszerzeń wymaga stoicka etyka, by zgrać się ze współczesną moralnością? I jak dalece pozostanie wtedy etyką stoicką?
Mimo że zgadzam się z zasadnością takiego rozszerzenia, uważam, że burzy ono elegancję pierwotnej konstrukcji.

Jesteśmy swoją refleksyjnością!

Głębokim wnioskiem płynącym z tych rozważań, jest, iż jesteśmy swoją refleksyjnością. [1] Nasze ciało nie jest nami, jest narzędziem i nośnikiem refleksyjności. Ona jest tą cechą, która odróżnia nas od zwierząt i czyni nas ludźmi. Jeżeli mówimy o dbaniu o siebie, to, w po stoicku, mówimy o dbaniu o swoją refleksyjność.
Jeśli tak jest, to nic nie jest w stanie nam zagrozić, poza nami samymi. Siły zewnętrzne mogą zniszczyć nasze ciało, ale nigdy nie dosięgną nas, chyba że im na to pozwolimy. Cytując wypowiedź przypisywaną Sokratesowi:
„Możecie mnie zabić, ale nie możecie mnie skrzywdzić”.

Więcej szczegółów znajdziecie w cytowanej pracy Tomasza Mazura, oraz w dwóch odcinkach podcastu „Ze stoickim spokojem” tegoż autora [2]:
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/1-czym-roznia-sie-cele-od-wartosci/
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/104-o-stawianiu-granic-po-stoicku/

Moja teoria wartości w kontekście etyki stoickiej

Wolność

Po pierwsze, możemy rozumieć wolność jako wolność do refleksji. Jeżeli jej nie mamy, nasza refleksyjność jest ograniczona. Zwiększenie zakresu tak rozumianej wolności sprzyja wzrostowi refleksyjności w nas i w świecie.
Kiedy taka może być zagrożona? Jednym przykładem jest zażywanie narkotyków (alkohol, heroina etc.). Substancje te ograniczają naszą refleksyjność, poprzez zaburzanie funkcjonowania mózgu. Ich negatywny wpływ przejawia się i po wytrzeźwieniu w postaci objawów odstawiennych. Także wtedy umysł funkcjonuje w nieoptymalny sposób, a objawy owe mogą trwać i kilkanaście dni po zażyciu.
Czyli zażywanie substancji psychoaktywnych jest złe, bo ogranicza naszą wolność. Tutaj można się dopatrzyć paradoksu: decyzja o tym, by zażyć, jest przejawem wolności, zażywam to, na co mam ochotę. Jednocześnie jest to ograniczenie wolności do pełnej i nieskrępowanej refleksji. Paradoks jest pozorny, bo wolność do zażywania substancji nie poszerza naszej refleksyjności, jest więc nieistotna w zestawieniu z etyczną wolnością do jasnego rozumowani. Utrata swobody w jedzeniu, piciu i zażywaniu tego, na co mamy ochotę, nie ogranicza naszego człowieczeństwa, o czym zaświadczą osoby, które ze względów zdrowotnych poddają się restrykcyjnym dietom. Ich życie traci komfort, ale oni nie tracą ani krztyny swej istoty. Osoba będąca pod wpływem etanolu czy innego narkotyku traci tymczasowo i permanentnie fragment swej tożsamości.

Po drugie, możemy wolność rozumieć jako wolność wymiany idei — produktu i pożywki dla refleksji. Swoboda w przekazywaniu myśli innym sprzyja rozwojowi świadomości u obu stron. Wymiana poglądów, szczególnie gdy różnią się od naszych, wymusza refleksję nad nowymi informacjami. Z obserwacji historycznej, dostrzegamy jak korzystna i płodna jest sytuacja społeczna, w której wolność słowa, sumienia i wyznania jest zabezpieczona.
Kiedy może być zagrożona? Gdy pojawia się cenzura, ta, która ma postać praw wydanych przez władcę, ta, która ma postać tematów tabu i przemilczeń tworzonych przez społeczności, jak i ta, która ma źródło w sile ekonomicznej i pieniądzu uciszając nimi krytyków.
Jest więc wartościowym by, po pierwsze, dzielić się swoimi ideami z innymi. Po drugie, by bronić siebie i innych przed cenzurą ekonomiczną, polityczną i społeczną.

Po trzecie, możemy wolność rozumieć jako wolność od fałszywej refleksji, czyli swobodę od błędnych mechanizmów poznawczych, które nosimy w sobie. Aby mieć przestrzeń na refleksję, powinniśmy kwestionować i podważać nasze założeni co do rzeczywistości. Inaczej mówiąc, nie poddamy refleksji tego, o czym wierzymy, że już to rozumiemy. Z tą iluzją wiedzy, musimy się zmierzyć, by stworzyć przestrzeń dla prawdziwej refleksji.
Kiedy pojawia się zagrożenie? Gdy do podejmowania decyzji i rozumowania, używamy podświadomych, wadliwych mechanizmów poznawczych, zamiast świadomej refleksji.
Jest naszym zadanie, by te mechanizmy w sobie sprawdzać, czy to na własną rękę, czy w terapii. Co więcej, winniśmy zauważać i eksponować przejawy tych mechanizmów, dając sobie szansę na lepszy wgląd w siebie. Obie te czynności sprzyjają refleksyjności, więc są wartościowe.

Tak rozumiem wolność i uzasadniam, że wolność jest dobrem, nie wyczerpałem jeszcze tematu, ta wartość przejawi się w kolejnych punktach mojej hierarchii wartości (przykład: wolność ekonomiczna w kontekście pracy). Dla uniknięcia powtórzeń nie będę ich tu osobno zgłębiał.

Rozwój

Rozwój to budowanie kompetencji. Podstawowe z nich i kluczowe dla podejmowania decyzji i refleksyjnego myślenia, to, według Stoików, logika, fizyka i etyka.
Kształcenie się w logice sprawia, że refleksje nabierają spójności i rygoru. Każda przyswojona tautologia, każdy błąd logiczny, na który się uczulimy, wzmacniają nasze rozumowanie, a więc i naszą refleksję. Kształcąc logiczne kompetencje, stajemy się poprawniejsi, zwięźlejsi i skuteczniejsi w myśleniu — refleksyjność wzrasta, więc jest wartościowym praktykowanie logiki.
Kształcenie się w fizyce, czyli w rozumieniu rzeczywistości, sprawia, że nasze refleksje skupiają się na tym, co kontrolujemy, czyli na reakcjach na wydarzenia zewnętrze. Nie marnujemy czasu na roztrząsanie spraw niezależnych — nasza refleksja nabiera efektywności, jej realny wpływ się zwiększa. W rozróżnieniu między tym, co zależne a niezależne leży klucz do właściwego dysponowania czasem, o który konkuruję wiele podniet we współczesnym świecie. Praktykując fizykę stoicką, skupiamy refleksję na tym, co istotne, więc jest to wartościowa praktyka.
Kształcenie się w etyce, jest kluczem do wybierania pośród tego, co zależne i niezależne, tego, co warte naszego czasu. Fizyka daje nam wybór tego, co rzeczywiste i nierzeczywiste, dzieli to, co rzeczywiste na zależne i niezależne. Etyka wybiera to, co wartościowe w tych dwóch zbiorach. To dzięki etyce wiemy, że warto zajmować się logiką i fizyką. Więcej, to dzięki etyce wiemy, że zajmowanie się nią samą jest wartościowe.

Rozwój jest blisko związany z relacjami i twórczością. Każdej z trzech kompetencji, można nauczać innych ludzi. W relacjach mamy szansę, by dzielić się swoimi refleksjami z innymi, jednocześnie na zasadzie wzajemności korzystamy z ich przemyśleń. W twórczości, którą publikujemy, sięgamy do nieznanych sobie ludzi, do szerszego grona, z ideą wartą przemyślenia, zaszczepiając w nich ziarno wiedzy, mogące przynieść plon. Nasz rozwój osobisty, może się stań dobrem także dla społeczności, w której funkcjonujemy.

Relacje

Relacji z innymi ludźmi, to okazja do przekazywania sobie nawzajem idei, faktów, myśli. Mam możliwość dzielenia się swoimi przemyśleniami i przeżyciami, co daje innym szansę na poszerzenie refleksyjności, a mi daje możliwość ponownego odsłuchania własnych myśli oraz uzyskania informacji zwrotnej. To okazja bym poddał dodatkowej analizie swoje przekonania. Działa to ze wzajemności w drugą stronę. Ludzie dzielą się swoimi ideami ze mną i uzyskują informację zwrotną. Relacje są okazją do wyprowadzania naszej refleksyjności poza nas, by w kontakcie z innymi mogła się wzmocnić i rozwinąć. To zwiększa jakość i ilość refleksyjności i dlatego relacje uważam za wartościowe.

Relacje tworzą istotne pole do dyskusji, nierozumianej jako debaty, tylko takiej, której celem jest zrozumienie. W zdrowej relacji nie walczymy o intelektualną dominację, lecz pracujemy nad poznaniem drugiego — nie chodzi o to, by się zgodzić, ale by się zrozumieć.
Dyskusja jest skutecznym sposobem na pogłębianie zrozumienia własnych idei, by dobrze wysłowić swój punkt widzenia, musimy go dobrze przemyśleć, podobnie jak przy tworzeniu, sięgamy głębiej we własne myśli. W toku rozmowy poddajemy refleksji słowa interlokutora, jest to seria par wypowiedź-refleksja. Po zakończeniu dyskusji, myśli i wątki, które się w niej przewinęły, pracują w nas, skłaniają do dalszej pracy i pogłębiania myśli (przykład: wpis na blogu o hierarchii wartości w grach).
Prowadzenie dyskusji jest wartościowe, a jednym z najlepszych pól do dyskusji jest relacja z drugim człowiekiem.

Relacje niosą ze sobą bezpieczeństwo, które jest ważne, by wyzwalać nasz potencjał do refleksji. W skrócie: kiedy nasz byt jest zagrożony, musimy wydawać energię na jego ochronę, nie wydajemy jej więc na rozmyślania.
Relacje dają nam oparcie, poczucie wspólnoty, przekonanie, że jeśli coś pójdzie nie tak, możemy uzyskać pomocy od innych, nie zostaniemy sami ze swoimi problemami. Relacje są bezpieczną przystanią — wizyta u przyjaciół czy rodziny, może dawać uczucie podobne do otulenia w ciepły kocyk. Będzie wygodnie, ciepło i bezpiecznie – idealne warunki, by oddawać się głębokim przemyśleniom.
Zastrzeżenie: wszystko to pod warunkiem, że relacje nie są toksyczne, że nie dotyczą wampirów energetycznych. Jeśli tak jest, refleksyjność raczej ucierpi, niż skorzysta!
Zdrowe relacje są wartościowe, bo tworzą bezpieczną przestrzeń do refleksji.

Na koniec obserwacja: w relacjach istotny jest aspekt wolności do nieskrępowanego wyrażania poglądów, do dzielenia się obserwacjami — czyli wolność słowa. Zagrożenia dla niej przychodzą z wnętrza relacji – tematy tabu, przemilczenia, kłamstwa. Zwracajmy uwagę w relacjach, nie tylko na to, co się mówi, ale też na to, o czym się milczy.

Twórczość

Twórczość, podobnie jak relacje, to okazja, by dzielić się refleksją z innymi ludźmi, która dociera do szerszego grona niż tylko nasi najbliżsi. Nasze idee nie muszą być przyjęte, nie jest istotne czy ktoś się z nimi zgadza, ważne jest czy skłaniają odbiorcę do refleksji i przemyśleń. Taka twórczość niesie najwięcej wartości, bo największy jest jej potencjał wytwarzania refleksji. Ta reguła odnosi się do każdej ze sztuk. Mnie najbliższe jest pisanie, ale malarstwo, rzeźba, muzyka etc., równie skutecznie prowadzą do pogłębionego przeżywania w odbiorcach.
Pamiętajmy, że twórczość twórczości nierówna — ta, która najsilniej skłania do myślenia, niesie ze sobą wielką wartość.

Przetwarzanie swojego wewnętrznego świata w sztukę jest procesem, w którego trakcie porządkujemy myśli i tenże świat. Sam dostrzegam, jak konkretyzują się pojęcia, o których piszę, nie tylko w zdaniach przelanych na papier, ale także w moim rozumieniu. Koncepcje układają się w logiczne ciągi i struktury, których wcześniej nie było. To tak jakby mieć zbiór przypadkowo rozrzuconych cytatów, które w miarę pracy twórczej zaczynają się układać w akapity, następnie w rozdział, a wreszcie w całą książkę. Tworzenie jest wartościowe, bo porządkuje myśli, zamienia chaotyczną refleksję w uporządkowaną, wzmacnia je przesłanie i czyni lepszym fundamentem dalszych rozważań.

Wraz z porządkowaniem następuje proces pogłębiania refleksji. Myśli nabierają klarowności i łatwo widoczne stają się elementy, w których warto drążyć. Otwarte pytanie same się ujawniają, możemy się nimi zająć, zacząć szukać odpowiedzi. Niejednokrotnie stawałem w sytuacji, gdy praca artykułem wytwarzał zalążek kolejnego, aby daleko nie szukać, ten tekst jest konsekwencją mojej nieudanej pracy nad tekstem o granicach wolności. Niemożność ujęcia wolności w logiczną formę uświadomiła mi konieczność cofnięcia się do idei wartości (w tym mojej hierarchii) i zrozumienia etyki stoickiej. Twórczość jest wartościowa, bo dodaje refleksji głębi.

Na koniec obserwacja: by twórczość spełniała swoją funkcję szerzenia idei, musi być wolna od cenzury. Tutaj zagrożeniami są cenzura systemowa, społeczna i religijna. Jest istotnym, by bronić wolności do nieskrępowanej ekspresji twórczej, co łączy nas z wartością wolności.

Praca

Kiedy zajęci jesteśmy walką o przetrwanie, kiedy głodujemy i zabiegamy o jedzenie, by nie umrzeć, kiedy brakuje nam schronienia i ochron przed żywiołami – poświęcenie czasu na refleksję jest niezwykle trudne. Wzbraniam się przed określeniem „niemożliwe”, ale blisko mu do niemożliwości. Uzyskawszy do dyspozycji podstawowe środki finansowe jako zapłatę za naszą pracę, takie, które pozwalają się najeść, odziać i zapewnić dach nad głową, niezmiernie zwiększamy przestrzeń do refleksji. Nie ma drugiego tak znaczącego skoku w naszej refleksyjności, jak ten zapewniany przez minimum bytowe.
Praca zapewnia przetrwanie, a tylko istniejąc, możemy być refleksyjnymi, jest więc wartością.

Po wykonaniu skoku od ubóstwa do minimum bytowego jest jeszcze jedno istotne przejście związane z pracy i jest to zapewnienie bezpieczeństwa materialnego. Przechodzimy do sytuacji, w której nie tylko nie musimy walczyć o jedzenie i schronienie, ale mamy poczucie, że nasze podstawowe potrzeby są zabezpieczone, nawet jeśli wydarzy się coś niekorzystnego (np. utrata pracy). Nasz świat nie legnie w gruzy i nie wrócimy do walki o przetrwanie. Mamy zasoby finansowe (oszczędności), które pozwalają zapewnić sobie byt przez pewien czas, w którym oczekujemy, że znajdziemy rozwiązanie kłopotów finansowych.
Poczucie bezpieczeństwa płynące z posiadania pracy, która pozwala oszczędzać środki, daje spokój duch, który możemy przetworzyć w przestrzeń do refleksji, czyli praca, która je oferuje, jest wartościowa.

Koncentruje się tu na finansowych aspektach zatrudnienia, co jest związane z tym jaka jest moja relacja z pracą. Wiem, że są ludzie, którzy z pracy czerpią satysfakcję, poczucie spełnienia i temu podobne. Ja nie mam tej przyjemności, moja obecna praca ostatnimi czasy jest dla mnie transakcją czysto finansową.

Mała dygresja, jeśli chodzi o pieniądze jako wartość, bo ten punkt, mógłby w moim przypadku równie dobrze nazywać się „Pieniądze”. Pamiętajmy, że pieniądze mają malejącą wartość. Co przez to rozumiem? Przejście od zera złotych do tysiąca złotych na miesiąc to różnica między być albo nie być. Przejście od stu tysięcy do stu jeden tysięcy nie ma żadnego znaczenia. Im więcej mamy pieniędzy, tym mniej warte są kolejne, które zdobywamy.
Jeśli ktoś ma dość pieniędzy, a wciąż zarabia więcej, może znajdzie natchnienie w następującej refleksji:
Kiedy mój byt jest zabezpieczony, kolejny tysiąc na kącie nie zwiększy mojej refleksyjności. Ten sam tysiąc przekazany na organizację charytatywną i trafiający do osoby, która cierpi niedostatek, lub przynoszący ulgę choremu, ma szansę zwiększyć ich zdolność do refleksji. Jest bardziej wartościowym przekazanie pieniędzy tam, gdzie przynosząc ulgę od cierpienia, niż gromadzeni ich w kieszeni gdzie nie przynoszą nic.

W podsumowaniu dzisiejszego artykułu hasłowo rzucę kilka wartości, których nie ma w mojej hierarchii, ale mogą znajdować się w waszej:
Czy zdrowie jest wartościowe? Tak, zwykle trudniej jest zachować refleksyjność w chorobie. Z wiekiem jego znaczenie rośnie.
Czy rodzina jest wartościowa? Tak, w szczególności posiadanie dzieci, bo tworzymy całkiem nowe byty refleksyjne!
Czy dobroczynność jest wartościowa? Tak, przemieszcza zasoby od osoby, u której nie poprawiają one refleksyjności, do osób, u których mogą być kluczem do jej odblokowania.
Zachęcam, byście podzielili się tym, co wy uważacie za wartościowe i czy wpasowuje się to w postrzeganie wartości przez pryzmat stoicki!

Podsumowując, nowoczesne podejście do etyki stoickiej stawia w centrum pojęcie refleksji i ją czyni kwintesencją dobra. Z takiej etyki można wywodzić wartości i ich hierarchię, jak przedstawiłem na moim przykładzie. Z takiej etyki można też wydedukować moralność i społeczne rozumienie takich pojęć jak „wolność”, ale o tym już w kolejnym artykule.

BIBLIOGRAFIA
[1] Tomasz Mazur, „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji”, https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/publication/90553/edition/81042/content
[2] Tomasz Mazur, „Ze stoickim spokojem”, https://zestoickimspokojem.pl/

O hierarchii wartości w grach

Autor rozważa swoją hierarchię wartości w grach, dzieląc ją na dwa poziomy: zasady gry oraz osobisty cel gracza. W kontekście gier bez i z ukrytą informacją oraz drużynowych i indywidualnych, podkreśla znaczenie relacji, rozwoju osobistego oraz konfliktu między podświadomymi a świadomymi wartościami, co wpływa na emocje podczas rozgrywki.

Jakiś czas temu, przy grze planszowej, zadano mi pytanie: „A jak wygląda twoja hierarchia wartości w grach?”, było to nawiązanie do artykułu: „O wartościach”. W tamtym momencie nie miałem odpowiedzi, ale pytanie ze mną zostało i po czasie do odpowiedzi dotarłem. Dziś podzielę się z wami moimi rozważaniami na ten temat.

W pytaniu dostrzegam dwa poziomy: pierwszy, to hierarchia wartości zamknięta w obrębie zasad gry, to co jest wartościowe dla wyniku w oderwaniu od szerszej rzeczywistości. Drugi poziom to ja grający w grę, dla którego jest on jedną z czynności, w której realizuje swoje wartości.

Rozpocznijmy od hierarchii wartości zamkniętego do zasad gry. Podejmowanie decyzji nie należy tu do człowieka z wartościami wykraczającymi poza plansze, decyzję podejmuje agent znający zasady gry i mający za jedyny cel zwycięstwo. Sytuacja jest prosta: cel jest określony w regułach, a kryterium wartościującym akcje w grze jest zwiększanie prawdopodobieństwa zwycięstwa. Hierarchia ma jeden punkt: osiągnięcie celu, a każdą decyzję można ocenić pod kątem szansy na osiągnięcie go. Wybór ogranicza się do wyboru zagrywki maksymalizującej naszą szansę na zrealizowanie celu. Po prostu: najwartościowsze są te decyzje, które dają największą szansę na zwycięstwo.

Nie zatrzymujmy się jednak na tym poziomie, bo artykuł byłby zdecydowanie za krótki. Skomplikujmy sprawy i rozważmy kilka rodzajów gier. Na początek dwie kategorie: gry bez ukrytej informacji i gry z ukrytą informacją. Przykładem tej pierwszej są szachy, przykładem drugiej gry karciane (na przykład Magic the Gathering, najlepsza gra na świecie).
W grach bez ukrytej informacji jest teoretycznie możliwa analiza każdego posunięcia i znalezienie tego, które prowadzi do zwycięstwa, albo stwierdzenie, że gra zakończy się porażką lub remisem. Zbalansowana gra bez ukrytej informacji formalnie jest remisowa. Rozgrywka szachowa przeprowadzona idealnie musi, zakończy się remisem. Wśród arcymistrzów szachowych, a tym bardziej wśród algorytmów szachowych, można zaobserwować ogromną przewagę remisu nad innymi rozstrzygnięciami. Warto jednak zauważyć, że ani ludzki umysł, ani żaden z komputerów, nie jest w stanie rozwiązać partii szachowej od początku do końca. Można powiedzieć, że idealna sekwencja ruchów, choć istnieje, pozostaje nieznana. Z tego powodu algorytmy szachowe stosują przybliżoną hierarchię wartości, system punktowej oceny pozycji (opartej na liczeniu materiału, siły pozycji etc.). To przybliżenie jest następnie wykorzystywana do podejmowania decyzji o kolejnym ruchu.
W grach z ukrytą informacją zazwyczaj nie ma możliwości znalezienia deterministycznej ścieżki do zwycięstwa. Hipotetycznie, jeśli ilość obiektów w grze jest skończona i nie ma żadnych nieskończonych pętli, możliwe jest zbadanie każdego scenariusza i określenie najlepszej decyzji. Przy czym, nie prowadzi ona z pewnością do zwycięstwa, ale raczej daje jego największe prawdopodobieństwo. To charakterystyczne dla gier z ukrytą informacją (Magic, poker, kości), że decyzje są probabilistyczne, dające szansę na wygraną, ale nie pewność. Ten ich aspekt, zbliża je do tego, jak funkcjonuje realny świat i pewnie dlatego cieszą się wielką popularnością, przewyższającą te w pełni deterministyczne. Hierarchia wartości w takim systemie to uszeregowanie możliwych decyzji ze względu na prawdopodobieństwo odniesienie zwycięstwa, jakie niosą. Sztuką jest właściwe oszacowanie poszczególnych decyzji i to jest najważniejszą umiejętnością w tego typu grach.

Drugi podział, który proponuje, to podział na gry drużynowe i indywidualne. Do tych pierwszych zaliczę także gry kooperacyjne – gracze przeciwko grze, do tych drugich gry samotne – gracz przeciwko grze.
Zacznijmy od gier drużynowych, przykład: piłka nożna — tak, tak, te rozważania nie ograniczają się wcale do gier planszowych i można je stosować do wszelkich sportów. Wśród gier planszowych także znajdziemy sporo przykładów, wiele w typie „gracze przeciwko grze”. Przykładem niech będzie tu „Horror w Arkham”, w który grywam ze znajomymi. W grach tego typu celem jest zwycięstwo drużyny i to determinuje hierarchię wartości. Wszystkie rozważania o grach bez ukrytej i z ukrytą informacją nadal mają zastosowanie: albo szukamy deterministycznej ścieżki do zwycięstwa, albo ruchu z największym prawdopodobieństwem sukcesu. Ważne rozróżnienie polega na tym, że dotyczy to sukcesu drużyny, a nie pojedynczego gracza. Przykładowo, piłkarz podaje lepiej ustawionemu koledze, zamiast próbować samemu zdobyć gola. To otwiera pole do zaburzeń w hierarchii wartości, a w efekcie do błędnych decyzji. Piłkarz, zamiast podać koledze, może próbować samemu zdobyć gola, bo walczy o króla strzelców – to błędna decyzja z perspektywy gry. W grze planszowej: jeden z graczy koncentruje się na wzmacnianiu swojej postaci, zamiast na działaniu na rzecz drużyny.
Przejdźmy do gier indywidualnych, tych, w których mierzą się ze sobą dwaj zawodnicy, jak i tych gdzie jeden gracz zmaga się z grą. Tu sytuacja jest prosta, każdy z graczy gra na swój sukces, czyli określa ruch, który prowadzi do zwycięstwa (jak w szachach) lub ruch dający jego największe prawdopodobieństwo (jak w Magic the Gathering). Trudność nie tkwi w określeniu hierarchii wartości, tylko w zidentyfikowaniu wszystkich dostępnych opcji i ich właściwej ocenie. Warto tu zauważyć, że większość gier wprowadza jakieś ograniczenie czasu na decyzje (zegar szachowy czy licznik czasu w Magic Arena). To dodaje dodatkowy zasób do każdej z tych gier: czas. Gracz musi brać pod uwagę, że nie może poświęcać na swoje decyzje dowolnie dużo czasu i nim skutecznie zarządzać.

Wariacji na temat formatów gier jest więcej niż te wymienione, dwa przykłady: gry kooperacyjne ze zdrajcą, gry w schemacie mistrz gry i drużyna. Nie będę każdej z nich z osobna omawiał, choć niosą ciekawe niuanse. Przykładowo, w grach ze zdrajcą, cel, a z nim hierarchia wartości gracza, może się zmieniać w trakcie gry. W grach z mistrzem gry i drużyną bywa iż cel jest otwarty, a gracze mają możliwość budowania hierarchii wartości dla swoich postaci wedle własnej fantazji.

Zajmijmy się teraz drugim ze wspomnianych na początku poziomów, czyli z hierarchią wartości mnie jako gracza. Co się zmienia, gdy nie jesteśmy tylko agentem rozgrywającym reguły gry?
Kiedy siadam do gry, robię to w konkretnym celu wynikającym z hierarchii wartości. W moim przypadku jest to przede wszystkim chęć podtrzymania i wzmacniania relacja z przyjaciółmi. Po drugie, chęć rozwoju – uczenie się nowych rzeczy czy wysilanie szarych komórek. Wreszcie po trzecie, chęć zwycięstwa, która sprowadza się do skutecznego stosowania reguł gry. Zwycięstwo jest jednak trzeciorzędne. Staram się grać jak najlepiej i podejmować optymalne decyzje, ale jeśli mimo to przegram, to nie jest problem, bo spędziłem czas w dobrym towarzystwie i czegoś się nauczyłem.
Warto zauważyć, że pierwszy punkt, nie ma zastosowania w grach komputerowych, o ile nie jesteśmy połączeni bezpośrednio ze znajomymi w czasie gry. Jeśli gramy przeciwko komputerowi lub przeciwko losowym nieznajomym nie ma elementu budowania relacji. To oznacza, że przy grach komputerowych mamy jedynie rozwój jakichś umiejętności i chęć zwycięstwa, co czynie je uboższymi od gier planszowych dzielonych z ludźmi.
W teorii zwycięstwo jest nieistotne. W praktyce doświadczam uczucia złości, niechęci i rozczarowania, gdy przegrywam. Dlaczego? Przecież zwycięstwo jest nisko na liście priorytetów. Tutaj objawia się konflikt, o którym wspominałem, omawiając hierarchię wartości: moje podświadoma wartości są inne niż świadome! W podświadomości ważniejsze jest zwycięstwo w grze niż przyjaźń czy rozwój. Efektem jest pozorna nieadekwatność emocji do sytuacji. Dlaczego miałbym czuć złość, kiedy świetnie się bawię w towarzystwie przyjaciół? Co z tego, że przegrywam? Przecież zwycięstwo nie ma znaczenia. Otóż ma! Dla mojego wewnętrznego dziecka jest ono absolutnie kluczowe. Dziecko jest egocentryczne, zaabsorbowane sobą, ma ogromną potrzebę imponowania i bycia akceptowanym i wydaje mu się, że tylko wygrywając to uzyska. Dlatego, gdy przegrywam, panikuje, a jego strach zamienia się w gniew.
To wyraźny przykład jak wewnętrznie skonfliktowana hierarchia wartości tworzy niepożądane sytuacje. W moim przypadku skłoniło mnie to do preferowania gier kooperacyjnych ponad antagonistyczne, gdyż te pierwsze nie wyzwalają uczucia złości. Niestety efekty jest silniejszy przy grach komputerowych, tam, gdzie brakuje interakcji z przyjaciółmi, która w naturalny sposób studzi, czy skłania do tłumienia gniewu. Przy grach komputerowych zdołałem już w złości zniszczyć kilka myszek, jedną lub dwie klawiatury, a nawet monitor, w który rzuciłem z całej siły myszką. Dla jasności nie było to lat temu dwadzieścia parę, gdy byłem jeszcze dzieckiem, było to rok temu, gdy byłem już czterdziestoletnim chłopem.
W moim przypadku podświadoma hierarchia wartości jest właściwą dla dziecka i wchodzi w konflikt z dorosłą, którą wykoncypowałem i zbudowałem świadomie. Wydaje mi się, że to nie tylko moja przypadłość, że to dość typowa sytuacja. Rzuca to też nieco światła, jak zgubnym może być pozostawanie dłużej pod kontrolą wewnętrznego dziecka. Póki trwa zabawa i wszystko układa się po jego myśli, dziecko jest najlepszym kompanem. Nikt nie potrafi się tak cieszyć, w pełni odczuwać, cudownie bawić i dlatego warto mieć w sobie wolne wewnętrzne dziecko. Tyle że dzieci takie bywają, częściej natomiast są marudne, zaborcze, obrażalskie, egocentryczne, złośliwe, okrutne, agresywne… Z czasem, w ramach socjalizacji uczą się te cechy poskramiać, a nawet, póki je wykazują, to gniew pięcioletniego malca jest raczej uroczy niż straszny. Ten sam gniew u czterdziestoletniego chłopa, który jest niedojrzały i kontrolowany przez wewnętrzne dziecko, nie ma już w sobie ani krztyny uroku, jest groźny. Dlatego warto kontrolować, kiedy i ile wewnętrzne dziecko otrzymuje władzy, warto badać samego siebie, kiedy i na co mu pozwalamy. Można tu przywołać cytat z „Rozmyślań” Marka Aureliusza:
„Do czego teraz używam swej duszy? W każdym wypadku takie sobie należy postawić pytanie i badać, co się teraz dzieje w tej cząstce, którą nazywają wolą? I czyją mam teraz duszę? Czy nie dziecka? Czy nie chłopięcia?”

Podsumowując, choć hierarchia wartości w świecie gry może być prosta, to jej spotkanie z hierarchią wartości gracza rodzi komplikacje. Tak jak ze wszystkim w życiu, warto wiedzieć, dlaczego siadamy do gry. Kim się stajemy, kiedy gramy? Jakie wartości przyświecają nam, kiedy to robimy? Jakie towarzyszą nam w zwycięstwie, a jakie w porażce?

O praktycznym wyborze – część trzecia

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu nad konkretnymi aktywnościami. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły procesu podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Dojazdy do pracy; Praca; Dbanie o auto; Zmywanie; Zakupy
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest oczywiste, że nie wymagają zmian.
Praca: pracuje na 4/5 etatu, mam plany na następny rok. Jeśli przyjdzie czas na zmiany to jeszcze nie dziś.
Dojazdy do pracy: Dojeżdżam rowerem, nie widzę dobrych alternatyw. Pracę z domu na chwilę obecną odrzucam.
Dbanie o auto: póki je mam, będę o nie dbał. Za rok wrócę do pytania, czy jest sens taki przedmiot posiadać.
Zmywanie: używam zmywarki. Nie widzę pola do zmian.
Zakupy: Kiedy zaprzestanę gotowania, ta kwestia sam się rozwiąże. Pozostaną zakupy okazjonalne (ciuchy etc.), które stanowią minimalny wydatek czasu.

Sprzątanie
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
Regularnie sprzątam mieszkanie.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
(A) Zachować stan obecny. (B) Całkowicie zarzucić. (C) Wynająć firmę sprzątającą.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Koszt jednego sprzątania to 250 PLN. Poświęcam około 5 godzin miesięcznie na sprzątanie, to koszt 1000 PLN. Mieszkanie jest umiarkowanie czyste. Chciałbym, by było nieco czystsze. Obawiam się zniszczeń. Czuję opór przed wpuszczaniem obcych do mojego domu.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
Gdy wynajmowałem pokój u znajomego, zatrudnialiśmy osobę do sprzątania. Jej usługi były satysfakcjonujące, mieszkanie było czyste.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji.
(A) ZA: Unikam stresy związanego z obcą osobą w domu. PRZECIW: Koszt. Efekt.
(B) ZA: Zerowy koszt. PRZECIW: Brud w mieszkaniu. Pogorszenie warunków życia. Ryzyko dla zdrowia.
(C) ZA: Koszt. Efekt. PRZECIW: Stres.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja (B) odpada, ponieważ niesie ryzyko dla zdrowia, pieniądze tego nie wyrównają.
Za opcja (A) przemawia tylko uniknięcie lęku, jaki odczuwam na myśl o wpuszczeniu obcej osoby do mieszkania. Psychologia uczy, że unikanie źródła lęku, prowadzi do jego wzmocnienia. Konfrontacja z zagrożeniem zmniejsza lęk.
Za opcją (C) przemawiają względy finansowe i spodziewane efekty.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Wybieram opcję (C): Wynająć firmę sprzątającą.
8. Działanie.
Wyszukać firmę i umówić pierwsze sprzątanie.

Terapia
1. Uczęszczam na terapię uzależnień.
2. (A) Kontynuować. (B) Zaprzestać. (C) Zwiększyć.
3. Terapia pomaga mi w utrzymaniu trzeźwości. Pomaga mi w poznawaniu przyczyn nałogu. Chodzę na terapię indywidualną. Właśnie skończyłem terapię grupową. Koszty terapii pokrywa ubezpieczenie.
4. Przez większość mego trzeźwienia, terapia była punktem oparcia. Przysłużyła się w trudnych momentach.
5. (A) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. PRZECIW: Wydatek dwóch godzin tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam dwie godziny tygodniowo. PRZECIW: Usunięcie filaru trzeźwienia. Zatrzymanie procesu leczenia zaburzeń lękowych.
(C) ZA: Utrzymanie procesu trzeźwienia. Utrzymanie procesu pracy nad lękami. Otworzenie nowego procesu w grupie (trauma, DDA). PRZECIW: Obecne dwie godziny plus kolejne dwie lub trzy. Podtrzymanie obciążenia po dwóch latach terapii grupowej.
6. Opcja (B) jest do wyeliminowania. Jedyną jej zaletą jest odzyskanie dwóch godzin, ale utrata korzyści z terapii nie jest tego warta.
Opcja (C) pozwala zająć się kolejnymi aspektami mojego funkcjonowania i do ich poprawy. Wymaga zainwestowania czasu, ale z mojego doświadczenia, jest szansa, że będzie to czas dobrze wykorzystany. Drugi minus tej opcji jest ważniejszy. Kończę właśnie dwa lata terapii grupowej, równoległej z terapią indywidualnej. Czuje zmęczenie. Jestem w stabilnej formie, to zdaje się idealnym momentem, by zwolnić i zaczerpnąć oddechu.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować.
8. Nic nie zmieniam. Za rok rozważę czy nie wybrać się na terapię grupową.

Drzemki
1. Kilka razy w tygodniu drzemię po obiedzie.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Zaprzestać.
3. Średnio trzy razy w tygodniu korzystam z drzemki. Trwa ona około 45 minut. Po drzemce jestem skołowany. Zwykle morzy mnie po posiłku. W nocy śpię dobrze. Przesypiam około 8 godzin.
4. Przez wiele lat drzemałem jako kompensacja za nieprzespane noce.
5. (A) ZA: Daję sobie natychmiastową ulgę. PRZECIW: Dwie godziny 15 minut wydane w każdym tygodniu. Skołowanie po drzemce.
(B) ZA: Odzyskuje dwie godziny tygodniowo. Brak skołowania. PRZECIW: Brak szybkiej ulgi.
6. Kluczową przewagą opcji (B) jest zysk czasu. Skołowanie kompensuje szybką ulgę. Nie widzę powodów zdrowotnych, by dosypiać, gdy mój sen nocny jest zdrowy.
7. Opcja (B): Zaprzestać.
8. Rezygnuje z regularnych drzemek po południu. Wyjątki: stan chorobowy (przeziębienie etc.), źle przespana noc.

Siłownia
1. Uczęszczam na siłownię
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zmienić częstotliwość.
3. Chodzę na siłownię trzy razy w tygodniu. Każde wyjście to około godziny. Mam darmową siłownię na osiedlu. Celem jest utrzymanie sylwetki. Ćwiczenia dają długotrwałą satysfakcję.
4. Od dwóch lat chodzę regularnie i każde wyjście jest pozytywnym doświadczeniem.
5. (A) ZA: Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 3 godziny tygodniowo.
(B) ZA: Oszczędzam 3 godziny tygodniowo. PRZECIW: Zaniedbanie sylwetki. Brak pozytywnej energii.
(C) ZA: Oszczędność czasu (1 godziny). Utrzymuje sylwetkę. Ładuję baterię. PRZECIW: Wydaje 2 godziny tygodniowo.
6. Opcję (B) odrzucam. Zaniedbanie sylwetki i brak satysfakcji z ćwiczeń, nie są warte trzech godzin tygodniowo. To cofało by mnie w moich celach rozwojowych.
Opcja (C) to zmniejszenie liczby wyjść z trzech do dwóch, mogę jednak zachować ćwiczenia bez zmian, rozdzielając ćwiczenia nóg na pozostałe dni. Zaoszczędzę czas, jednocześnie zachowując profity z ćwiczeń. Nie celuję w kulturystykę, chcę utrzymać wysportowaną sylwetkę i sprawność motoryczną. Do tego wystarczą dwie sesje tygodniowo.
7. Wybieram opcję (C): Zmienić częstotliwość.
8. Zmieniam swój plan treningowy na dwa dni w tygodniu z tym samym zestawem ćwiczeń.

Granie
1. Regularnie gram w gry komputerowe.
2. (A) Bez zmian. (B) Ograniczyć/zmienić repertuar. (C) Zaprzestać.
3. Średnio spędzam na graniu godzinę dziennie. Gram w Magic the Gathering Arena oraz w Cywilizację 6. Zwykle mnie to relaksuje. Czasem frustruje. Pobudza umysł. Odcina mnie od rzeczywistości.
4. Kompulsywne granie pomagało mi wypełnić pustkę po alkoholu. Służyło do zabijania czasu.
5. (A) ZA: Rozładowanie napięcia. Wysilenie szarych komórek. Relaks. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(B) ZA: Rozładowanie napięcia i trening umysłu. Relaks. Uwolnienie czasu. PRZECIW: Wydatek czasu. Kompulsywne klikanie. Złość.
(C) ZA: Maksymalny zysk czasu. Redukcja złości. Pozbycie się kompulsji. PRZECIW: Utrata relaksu i rozładowania oraz treningu umysłu.
6. Ten punkt wiąże się z innymi rozrywkowymi zajęciami. Jest globalna decyzja, na co z kategorii rozrywki, chcę przeznaczać czas. Granie było ze mną od dziecka. Trudno mi sobie wyobrazić życie bez niego. Jednak przychodzi taki moment, gdy warto przetestować nowe. Nie jestem gotów do całkowitego zarzucenia gier, to jest ważny sposób na rozładowanie napięcia. Jednak jest opcja ich ograniczenia. Zredukowanie czasu przeznaczonego na gry pozwoli zmniejszyć zależność od nich. Jeśli redukcja okaże się nieskuteczna, czyli jeśli wrócę do dzisiejszych ilości, to będzie znak, że warto całkiem się odciąć.
7. Wybieram opcję (B): Ograniczyć/zmienić repertuar.
8. Ograniczam średni czas przeznaczony na granie do pół godziny. Będę mierzył ten czas. Gram tylko w Magica – najlepszą grę na świecie.

Czytanie rozrywkowe
1. Czytam literaturę rozrywkową.
2. (A) Bez zmian. (B) Zaprzestać. (C) Zmodyfikować czas.
3. Czytam literaturę rozrywkową (fantastyka, kryminał) przez około godzinę dziennie. Dostarcza mi to radości. Dostarcza mi to poczucia fascynacji. Pobudza moją wyobraźnię. Wzbogaca moje słownictwo. Rozładowuje stres.
4. Przez całe życia czytałem literaturę rozrywkową. Była dla mnie źródłem wytchnienia i radości.
5. (A) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zysk czasu. PRZECIW: Utrata radości, wzbogacania wyobraźni, rozładowani stresu, fascynacji, bogatego słownictwa.
(C) ZA: Radość. Wzbogacenie wyobraźni. Rozładowanie stresu. Fascynacja. Słownictwo. PRZECIW: Jeszcze więcej czasu.
6. Opcję (B) odrzucam. Czas spędzony nad rozrywkową lekturą jest czasem bogatym. Ze wszystkich rozrywek oferuje najwięcej korzyści.
Z tego samego powodu opcję (C) rozważam jako zwiększenie czasu na czytanie.
Wybór między (A) i (C) jest trudny, jeśli rozważalibyśmy go w próżni. Jak bowiem inaczej wykorzystam ten czas? Jest to jeden z ostatnich punktów, które rozważam, wiem już, że zwalniam czas od grani – mogę go przenieść na czytanie.
7. Wybieram opcję (C): Zmodyfikować czas.
8. Zwiększam czas przeznaczony na czytanie rozrywkowe kosztem grania o pół godziny dziennie.

Makrama
1. Wyplatam ozdoby ze sznurka
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Wyplatam makramowe ozdoby. Ta aktywność mnie uspokaja. Od dwóch miesięcy mam zaczętą makramę. Nie ruszyłem jej od tego czasu.
4. W przeszłości próbowałem różnych zajęć dodatkowych (np. szachy), które po jakimś czasie szły w odstawkę. Naturalnie traciłem do nich zapał. Pustka po nich łatwo się wypełniała.
5. (A) ZA: Relaks przy robótce. Ozdoby dla domu i na prezent. Dokończę zaczętą robótkę. PRZECIW: Poświęcony czas. Brak zapału.
(B) ZA: Odzyskanie czasu i uwagi. Przestrzeń na spróbowanie czegoś nowego. PRZECIW: Niedokończona robótka będzie mi wadzić. Brak ozdób na prezent.
6. Jeśli chodzi o ozdoby na prezent, to jest niewielki problem, który łatwo może zostać rozwiązany pieniędzmi. Nie wpłynie na decyzję.
Zarzucając makramę, tracę relaks, ale realia są takie, że z niego nie korzystam od miesięcy. Są inne możliwości zrelaksowania się, którym chętnie stworzę przestrzeń.
Jedyne co mnie powstrzymuje, to niedokończona robótka. Rozwiązanie: dodaje do opcji (B) wymóg dokończenia jej do końca marca.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić, z wymogiem dokończenia robótki.
8. Po dokończeniu zaczętej pracy odstawić makramę.

Nowe znajomości
1. Działam w celu poznania nowych ludzi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić.
3. Korzystałem z Tindera oraz z randek na Facebooku. Od kilku miesięcy zarzuciłem jedno i drugie. Z obu korzystałem kompulsywnie, bezmyślnie przerzucając profile.
4. Wiele lat temu próbowałem aplikacji do poznawania ludzi, bez sukcesów.
5. (A) ZA: Szansa na poznanie ludzi. PRZECIW: Fikcja. Aktywność kompulsywna.
(B) ZA: Odrobina czasu. Koniec z fikcją. Jedna kompulsja mniej. PRZECIW: Utrata jednego kanału poznawania ludzi.
6. Ten punkt, mimo swojej ogólnej nazwy, odnoszę tylko do wirtualnych sposobów na poznawanie ludzi (aplikacji randkowych). Poza pozostaje poznawania ludzi poprzez wspólnych znajomych, w miejscach publicznych, w pracy, na różnych zajęciach i w kółkach zainteresowań – jest to uwzględnione w przynależnych im punktach.
Opcji (A) jest utrzymywaniem fikcji, od kilku miesięcy nie korzystam z portali randkowych i nie widzę powodu, by do nich wracać. Powodem jest kompulsywnym charakterek tych aktywności, korzystanie z tego typu rozwiązań sprowadzało się do bezmyślnego przewijani kolejnych profili, tak zwanego „doom scrolling’u”.
7. Wybieram opcję (B): Zarzucić.
8. Zaprzestaje używania aplikacji i nie wracać do nich.

Oglądanie YT kształcące; Podcasty
1. Oglądam na YT podcasty i materiały edukacyjne.
2. (A) Kontynuować. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć częstotliwość.
3. Poświęcam około godziny dziennie na oglądanie treści edukacyjnych głównie z dziedziny psychologii oraz treści historyczne i treści poświęcone trzeźwieniu. Stanowi to przyczynek do rozwoju. Jest pożywką dla mojej twórczości.
4. Na początku trzeźwieni, pochłaniałem dużo świadectw osób uzależnionych (Sekielski o nałogach [LINK]). To pomagało mi wytrwać i zrozumieć chorobę. Wzmacniało moją wolność.
5. (A) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Poświęcony czas.
(B) ZA: Zwolnienie godziny dziennie. PRZECIW: Odcięcie źródła rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i wiedzy.
(C) ZA: Rozwój intelektualny, emocjonalny i wzrost wiedzy. PRZECIW: Dodatkowy czas.
6. Opcja (B) odpada. Chociaż uwalnia czas, to uwalnia go od cennej aktywności, którą musiał bym kompensować innymi formami kształcenia. Treści w Internecie są współcześnie częścią mieszanki źródeł rozwoju.
Różnica między opcjami (A) i (C) jest subtelna. Jest to pożyteczny sposób spędzania czasu, jeden z najbardziej prorozwojowych, jakie mam. W związku z tym jest rozsądnym by zwiększyć przeznaczony na niego czas. Na YT jest wiele dobrej jakości treści, podcastów i pogadanek, które wypełnią dodatkowe pół godziny dziennie.
7. Wybieram opcję (C): Zwiększyć częstotliwość.
8. Zwiększam ilość treści edukacyjnych z YT o około 30 minut dziennie (średnio). Nacisk na trzeźwość i stoicyzm.

Kontakty z przyjaciółmi
W tym punkcie będę oględny ze względu na osoby trzecie.
1. Spotykam się regularnie z przyjaciółmi.
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Modyfikować kontakt.
3. Mam kilka grup znajomych, z którymi spotykam się regularnie (średnio raz w tygodniu). Czuję radość podczas tych spotkań. Czuję przynależność. Czuję bezpieczeństwo. Czuję wesołość. Czasem dochodzi do interesującej wymiany poglądów. Wspieramy się wzajemnie.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. PRZECIW: Czas. Niekiedy pojawia się alkohol.
(B) ZA: Czas. Mniej kontaktu z alkoholem. PRZECIW: Brak radości, przynależności, bezpieczeństwa, wesołości, dyskusji, wparcia.
(C) ZA: Radość. Przynależność. Bezpieczeństwo. Wesołość. Dyskusja. Wsparcie. Uniknięcie alkoholu. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, to bobrze zainwestowany czas. Uniknięcie okazjonalnego wyzwalacza nie jest kluczowe.
Opcja (C) jest bardzo podobna do (A), różnicę rozumiem tak, iż mogę zabiegać o częstsze kontakty i być aktywny w ich kształtowaniu. Częstsze kontakty są warte poświęconego czasu, jasno wynika to z ilości punktów ZA. Aktywność w ich kształtowaniu ma służyć, ograniczaniu obecności na nich alkoholu. To niweluje zagrożenie związane z wyzwalaczami. Ergo, opcja (C) jest lepszą wersją (A).
7. Wybieram opcję (C): Modyfikować kontakt.
8. Po pierwsze, chcę częściej gościć przyjaciół w moim domu. To daje pewność, że nie będzie alkoholu i innych narkotyków. Rola gospodarza jest lekko stresująca, ale to budujące mierzyć się z lekkim stresem.
Po drugie, wymyślać, proponować i organizować aktywności niezwiązane z alkoholem. Świat oferuje możliwości, z których warto skorzystać, tworząc bezpieczną przestrzeń. Wiadomo, że niektórzy nawet na wycieczce w ZOO muszą się szprycować, ale takich osób warto unikać.
Po trzecie, rozsądnie podchodzić do spotkań, na których pojawi się alkohol. Dobry wyznacznik to przewaga osób niepijących nad pijącymi. Inny to ilość spożywanego alkoholu. Warto bym pamiętał, że rozmowa z osobą po czterech drinkach nie ma sensu. Niektórych śmieszą osoby pijane, mnie zasmucają, zwłaszcza gdy wiem, jak fantastyczne są, kiedy są trzeźwe.

Medytacja
1. Medytuje dwa razy dziennie po kwadransie.
2. (A) Kontynuować bez zmian. (B) Zarzucić. (C) Zwiększyć.
3. Medytuje dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Medytacja ma charakter przeglądu siebie. Rano planuję dzień nadchodzący, wieczorem podaje refleksji miniony. Medytacji jest formą praktykowania stoicyzmu. To kluczowym momentem refleksji. To źródło głębokich przemyśleń.
4. Uprawiam medytację od dwóch lat i zaczynam dostrzegać jej pozytywny wpływ. Powiększa się mój spokój. Pogłębia zrozumienie siebie.
5. (A) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Zyskuje pół godziny dziennie. PRZECIW: Utrata przestrzeni do refleksji, planowani, wglądu w siebie.
(C) ZA: Dostęp do refleksji. Dostęp do planowania. Wgląd w siebie. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) jest nieciekawa. Dużo tracę, za niewielki zysk czasu. Nawet gdybym z medytacji zrezygnował, musiał bym znaleźć inną przestrzeń do refleksji i wglądu.
Rozróżnienie między (A) i (C) jest subtelne. Argumentując za opcją (C), można powiedzieć, że medytacja, to jeden z najkorzystniejszych sposobów spędzania czasu (patrząc na korzyści z niej płynąc). Czyli warto zwiększać czas na nią przeznaczony. Nie jest jednak jasne, jak by miała wyglądać ta dodatkowa medytacja. Przeglądy siebie mają swoje ramy, nie ograniczam ich czasowo, po prostu trwają około kwadransa. Dopóki wymyślę, jak zagospodarować dodatkowy czas, opcja (C) poczeka.
7. Wybieram opcję (A): Kontynuować bez zmian.
8. Kontynuuje swoją rutynę. Jednocześnie szukam dodatkowej opcji medytacji. Kiedy takową znajdę, ten punkt będzie podlegał rewizji.

Kontakty z rodziną
W tym punkcie będę oględny, ze względu na osoby trzecie.
1. Regularnie rozmawiam i spędzam czas z najbliższą rodziną
2. (A) Bez zmian. (B) Zarzucić/zmniejszyć kontakt. (C) Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
3. Kilka razy w tygodniu rozmawiam z mamą. Spotykam się z bratem raz w tygodniu. Okazjonalnie zajmuje się pieskiem bratowej. Raz w miesiącu odwiedzam mamę. Otrzymuje wsparcie w tych relacjach. Tworzą pole do dyskusji i wymiany poglądów. Mam okazję, by udzielać wsparcia.
4. Wiele przez życie, ale nie będę przytaczał nic konkretnego.
5. (A) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. PRZECIW: Czas.
(B) ZA: Czas. PRZECIW: Utrata budujących relacji, wsparcia i wspierania, dyskusji i radości.
(C) ZA: Budujące relacje. Wspieranie i bycie wspieranym. Dyskusja z odmiennymi poglądami. Radość. Pole do nowych znajomości. PRZECIW: Czas.
6. Opcja (B) odpada, czas przeznaczany na te relacje, jest dobrze spożytkowany i cenny.
Wybór między (A) a (C), sprowadza się do wyboru czy zainwestować więcej czasu i poszerzyć relacje z dalszą rodziną. Biorąc za wyznacznik istniejące relacje i to, co wiem o członkach rodziny, jest to inwestycja dobrze rokująca.
7. Opcja (C): Rozszerzyć kontakt (dalsza rodzina).
8. Skontaktować się z członkami dalszej rodziny i umówić na spotkanie.

O praktycznym wyborze – część druga

Podjęto decyzje dotyczące organizacji czasu i działań. Analizowane były opcje zachowania, modyfikacji lub rezygnacji z różnych aktywności, takich jak wyprawy rowerowe, klub Toastmasters, czy uważne czytanie. Wybór najkorzystniejszych opcji uwzględniał wartości osobiste, koszty oraz potencjalne korzyści zdrowotne i rozwojowe.

Kontynuujemy pracę rozpoczętą tydzień temu i przechodzimy do konkretnych aktywności. Zwykle będziemy wybierać między 3 opcjami: zachować, zaniechać, zmienić. Wybór postaramy się uściślić w ramach definiowania działań.
Przypomnienie hierarchii wartości: wolność, rozwój, relacje, twórczość, praca.
Przelicznik wartości jednej godziny mojego czasu (stawka, za którą nająłbym się do dorywczej pracy): 200 PLN/h.
Szczegóły o procesie podejmowania decyzji znajdziecie we wpisie „O podejmowaniu decyzji”.

Mycie się; Pranie; Pielęgnacja rośli; Jedzenie
Zacznę od grupy działań, którym nie chcę poświęcać czasu, bo jest względnie oczywiste, że nie wymagają zmian i są do zachowania w obecnej formie.
Chciałbym zauważyć, to, że niekoniecznie tak musiałoby być, że te działania powinny pozostać nietknięte. Przykładowo, jeśli moim zwyczajem w codziennym myciu byłoby branie godzinnej kąpieli, to zmiana na 10 minutowy prysznic byłaby warta rozważenia. Już preferuję prysznic, nie widzę więc powodu, by się tym wyborem zajmować.

Wyprawy rowerowe
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie
W sezonie letnim, w weekendy wybieram się na wyprawy rowerowe. Wyprawy są dwóch typów: w okolicach Wrocławia po płaskim i downhill w górach. Częstotliwość to (w sezonie wiosenno-letnim) raz na miesiąc.
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna
A. zrezygnować z obu,
B. zrezygnować z jednej, ewentualnie modyfikując częstotliwość,
C. zostawić jak jest,
D. zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość.
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji.
Typowa wyprawa tego typu trwa 8 godzin (uwzględniając dojazd na downhill). Downhill to koszt około 500 złotych – wypożyczenie roweru i karnety na wyciąg. Dodatkowy koszt downhillu to dojazd, szacunkowo 50 złotych. Jeśli zainwestowałbym we własny rower, koszty zjazdów spadają o 400 złotych. Inwestycja w rower to nawet 20000 złotych (bardzo dobry sprzęt), plus zainstalowanie haka i bagażnik rowerowy (koszty jeszcze nieznane). Własny rower mogę wykorzystać na normalną jazdę górską. Jazda po płaskim to koszt serwisowania roweru. Jazda na rowerze jest korzystna dla układu krążenia. Aktywność na powietrzu jest korzystna dla mózgu i psychiki. Zjazdy stymulują wydzielanie adrenaliny. Sporty ekstremalne mogą uzależniać. Zjazdy grożą kontuzjami.
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia)
Bez szczegółów: w przeszłości jeździłem na rowerze i doświadczałem wspomnianych w 3 korzyści (samopoczucie, adrenalina). Nie miałem poważnego wypadku. Raz przeleciałem przez kierownicę przy zjeździe – nic nie połamałem.
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji
A. ZA: maksymalny zysk czasu (ok. 50 dni rocznie), oszczędność pieniędzy (zależy od wariantu)
PRZECIW: zmniejszenie aktywności fizycznej, utrata frajdy, mniej spalonych kalorii, mniej czasu na łonie natury
B. ZA: średni zysk czasu, oszczędność pieniędzy (zależy od opcji), zachowanie aktywność, frajda, spalone kalorie, czas na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy (zależnie od wariantu)
Potrzeba uściślenia jak ta opcja by wyglądała.
C. ZA: zachowanie aktywność, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: brak oszczędności czasu i pieniędzy
D. ZA: średni zysk czasu, zachowanie aktywności, frajdy, spalonych kalorii, czasu na łonie natury
PRZECIW: koszt finansowy.
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw.
Opcja C jest ściśle gorszą wersją opcji B, zostaje odrzucona.
Opcje D i B możemy zredukować do jednej, brzmiącej jak opcja D, ale dopuszczającej całkowitą eliminację jednej z opcji. Jej za i przeciw są takie ja B.
Rozstrzygamy między A, a hybrydą D i B. Można próbować atakować sprawę ilościowo, ale to proces żmudny. Zaobserwujmy, że opcja A redukuje ilość prozdrowotnej aktywności fizycznej. Zależy mi na moim zdrowiu (część wartości Rozwój). Jeżeli wyeliminuje A, to będę potrzebował kompensacji w innych aktywnościach. Zysk czasu będzie iluzoryczny. To pozostawia oszczędność pieniędzy jako zaletę A. Ale tutaj zauważam, że w opcji konkurującej, mogę obniżyć koszty do nieznacznych wartości.
7. Wybór najkorzystniejszej opcji.
Opcja hybrydowa: zostawić obie, zmodyfikować częstotliwość (może do zera) jest najkorzystniejsza.
8. Działanie.
W planowaniu oprę się na następujących zasadach: biorąc razem rower i piesze wędrówki, w sezonie wiosenno-letnim chcę oddawać się im raz w tygodniu. Nie nastawiam się na ograniczanie czasu, jest to czas inwestowany w rozwój i zdrowie fizyczne i psychiczne. Kardio jest ważniejsze od adrenaliny. Cięcia w kosztach mają znaczenie. Kontuzje nie są pożądane.
Połączę ten punkt z wyprawami górskimi i nazwę to „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Proporcję ustalę na początek jako jeden do jednego. Wyprawy rowerowe to w większość enduro lub płaskie tereny, downhill, kiedy będzie można go połączyć z dobrym towarzystwem. To wynika z chęci unikania kontuzji, preferowania kardio i chęci oszczędzenia środków. Czeka mnie zamontowanie haka, kupno bagażnika, kupno roweru i osprzętu. Rower głównie pod enduro, ale powinien dawać sobie radę w okazjonalnych zjazdach – coś tańszego niż 20 tysięcy.

Wyprawy górskie
Przez ten punkt nie będę przechodził osobno. Argumentacja jest prostszą wersją punktu poprzedniego, bo nie ma czynnika kosztowego. Punkt ten i poprzedni łączę w „Wyprawy piesze i rowerowe w górach i na równinach”. Górskie wyprawy powinny zajmować dwa dni w miesiącu. Dodam jeszcze, że wyjazdy wakacyjne nie liczą się do średniej, są osobną pulą.

Toastmasters
1. Uczęszczam raz w tygodniu na spotkania klubu mówców Toastmasters.
2. (A) Uczęszczać nadal. (B) Zarzucić.
3. Klub jest nastawiony na ćwiczenie umiejętności publicznego przemawiania. W ramach spotkań klubowych poznaje się nowych ludzi. Klub odbywa się raz w tygodniu, trwa 2 godziny. Integracja obywa się po spotkaniu w barze. W spotkaniach są przerwy. W czasie przerw członkowie rozmawiają. Klub ma ścieżki dedykowane do humorystycznego i spontanicznego wypowiadania się. Klub daje okazję, by mówić przed publiką.
4. Brak.
5. (A) ZA: Praca nad lękiem przed byciem widzianym. Praca nad spontanicznością wypowiedzi. Poznawanie nowych ludzi. Uczenie się przemawiania. PRZECIW: Członkostwo kosztuje. Aktywne uczestnictwo wymaga czasu, nie tylko na spotkania, ale też na przygotowanie wystąpień.
(B) ZA: Zwolnienie czasu. PRZECIW: Brak okazji do poznania nowych ludzi. Brak pracy nad lękiem przed byciem w centrum uwagi. Brak pracy nad humorystyczną i spontaniczną wypowiedzią.
6. W tym przypadku mamy proste pytanie: czy czas wydatkowany na klub jest tego wart? W ramach klubu mogę pracować nad wartością „wolności”, a to przez pracę nad lękiem przed byciem w centrum uwagi i wypowiadaniem się przed grupą. Obecnie ograniczają one moją wolność.
Mogę się rozwijać, ucząc się umiejętności wypowiedzi spontanicznej i z humorem. To nie tak kluczowe, ale wciąż istotne, szczególnie w połączeniu ze spontanicznością, która sprzyja wolności.
Mam możliwość poznania nowych ludzi, ograniczoną przez fakt, że integracje odbywają się w miejscu alkoholowym, nadal jest to jedna z niewielu okazji, by pracować nad nowymi relacjami.
Podsumowując, korzyści uzasadniają pozostanie.
7. Wybór pada na opcję (A) Uczęszczać nadal.
8. Brak natychmiastowych, poza może zaktywizowanie się w klubie. W przyszłości przeanalizuje, czy faktycznie osiągam założone cele.

Uważne czytanie
1. Uważne czytanie to wnikliwe analizowanie trudnej lektury. Obecnie z rzadka je praktykuje.
2. (A) Bez zmian, dalszy brak praktyki, ale zachowanie opcji. (B) Rezygnacja. (C) Powrót do praktykowania.
3. Uważne czytanie jest treningiem logiki. Pozwala zdobyć nowe perspektywy. Ćwiczy uważności. Mam rozpoczęte „Dialogi” Seneki. Ten teks pobudził u mnie wiele wartościowych myśli. Od kilku tygodni nie przeznaczam czasu na lekturę. Uważna lektura wymaga więcej czasu niż lekka lektura.
4. Uważna lektura Epikteta, Marka Aureliusz i innych pomogła mi w trudnych momentach początków trzeźwienia.
5. (A) ZA: brak. PRZECIW: Trwanie w zawieszeniu. Frustracja brakiem postępów.
(B) ZA: Usuwa poczucie zawieszenia i frustrację. PRZECIW: Brak korzyści rozwojowych. Utrata szansy na poznanie nowych idei.
(C) ZA: Trening logiki. Poszerzenie perspektywy. Lepsze zrozumienie stoicyzmu i człowieczeństwa. PRZECIW: Wydatek czasu.
6. Opcja (A) jest pozbawiona plusów, więc odpada.
Opcja (B) to opcja zachowania wolnego czasu, podczas gdy opcja (C) to opcja wydatku czasu w zamian za wymienione aspekty rozwojowe. Rozwój jest jedną z moich głównych wartości, co skłania mnie ku opcji (C).
7. Opcja (C) „Wprowadzenie aktywności do rutyny”.
8. Czytanie „Dialogów” Seneki.

Pisanie
1. Piszę bloga, polemiki i opowiadania.
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Zaprzestać pisania. (C) Dostosować czas i treści.
3. Pisanie jest moim narzędziem autoekspresji. Służy mi do porządkowania myśli o filozofii. Pomaga mi w praktykowaniu stoicyzmu. Pomaga mi w pracy z przekonaniami. Daje mi satysfakcję i poczucie spełnienia. Piszę jeden post na bloga tygodniowo. Mam rozpoczęte i niedokończone opowiadanie. Opowiadanie czeka od dwóch miesięcy. Pisanie zajmuje mi średnio dwie-trzy godziny dziennie.
4. Najdłuższy okres, kiedy zarzuciłem pisanie, to był okres głębokiego nałogu. Nie miałem wtedy siły pisać.
5. (A) ZA: Mam pole do ekspresji. Blog utrzymuje się na powierzchni. PRZECIW: Brak czasu na pisanie opowiadań. Brak czasu na zwiększenie częstotliwości lub objętości postów. Brak czasu na pisemną analizę przekonań i polemiki.
(B) ZA: Uwolnienie znacznego czasu. PRZECIW: Utrata pola do ekspresji. Znaczne ograniczenie rozwoju i wolności.
(C) ZA: Mam pole do ekspresji. Mogę rozwinąć bloga. Mogę dokończyć i pisać nowe opowiadania. PRZECIW: Dodatkowy wydatek czasu.
6. Opcja (B) odpada, byłaby do rozważenia jedynie, gdybym miał realną alternatywę twórczej ekspresji, a takowej nie mam.
Pod kątem moich wartości opcja (C) jest ściśle lepsza niż opcja (A). Jedyne co przemawia za (A) to to, że nie wymaga dodatkowego czasu, ale ten dodatkowy czas zostanie przeznaczony na bardzo wartościowe elementy mojego życia, coś, co jest rdzeniem wartości „twórczość”, ale dotyka także „wolności” i „rozwoju”.
7. Opcja (C): Dostosować czas i treści.
8. Na chwilę obecną chodzi o dostosowanie czasu. W części czas zwolniony przez sprawy, które zarzucę lub ograniczę, trafi tutaj. Będę zmierzał do podbicia średniego czasu pisania do czterech godzin dziennie. Taktycznie: ruszę z pisaniem zaczętego opowiadania.

Oglądanie YouTube – rozrywka
1. Codziennie oglądam filmiki na YT, głównie dotyczące Magica (gra karciana).
2. (A) Nic nie zmieniać. (B) Ograniczyć czas. (C) Całkowicie zrezygnować.
3. Spędzam około 2 godzin dziennie na tej aktywności. W niewielkim stopniu poprawia ona moją umiejętność gry w Magica. Ma działanie „odmóżdżające”, wyłączam się, gdy się jej oddaje.
4. Kiedyś grałem pasjami w Diablo 2. To była aktywność pozbawiona myślenia, powodująca odprężenie i zajmująca czas. Kiedy przestałem, zyskałem czas na aktywności dające mi satysfakcję.
5. (A) ZA: Brak. PRZECIW: Słabo wykorzystany czas. Kompulsywne działanie. Strata energii.
(B) ZA: Niewielki zysk czasu. Niewielki zysk energii. PRZECIW: Większe ryzyko powrotu do tego zachowania.
(C) ZA: Duży zysk czasu. Duży zysk energii. PRZECIW: Ryzyko pojawienia się pustki.
6. Opcja (A) odpada, jako że nie znalazłem dla niej zalet. Opcja (C) daje większe oszczędności czasu i większą szansę na nie wracanie do tej kompulsji.
7. Opcja (C): całkowicie zrezygnować.
8. Zaprzestaje oglądania nieedukacyjnych treści na YT. Obserwować czy nie pojawią się głody.

Chodzenie do kina/teatru
1. Średnio raz w miesiącu chodzę do kina bądź teatru. Zajmuje to około 3-4 godziny.
2. (A) Zarzucić tę aktywność. (B) Pozostawić jak jest. (C) Zmodyfikować częstotliwość lub/i repertuar.
3. Do kina chodzę najczęściej na fantastykę lub sensację. Do teatru zazwyczaj na dramat lub na musical. Do NFM na muzykę instrumentalną. Chodzę średnio raz w miesiącu. Daję mi to rozrywkę. Daję mi to możność rozwoju, mniejszą bądź większą.
4. Na blogu wspominałem od sytuacji, gdy czekając na kino, dostąpiłem chwili błogości, która trwała w czasie seansu.
5. (A) ZA: Oszczędność czasu. PRZECIW: Strata rozrywki i rozwoju intelektualnego.
(B) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. PRZECIW: Brak oszczędności czasu.
(C) ZA: Zachowuje rozrywkę i rozwój. Mam szansę lepiej dostosować treść do obecnych potrzeb. PRZECIW: Średnia oszczędność czasu (potencjalnie).
6. Opcja (C) jest ściśle lepszą wersją opcji (B). Opcja (A) pozbawia mnie źródła rozwoju intelektualnego, który jest dla mnie istotną wartością. Zaoszczędzony czas poszedłby na inne rozwojowe aktywności.
7. Opcja (C) ponad opcją (A), ze względu na zachowanie źródła rozwoju.
8. Zwrócę uwagę na repertuar. Obecnie szukam w swoim życiu dodatkowych źródeł radości. Wszelkiego rodzaju komedie (w kinie i w teatrze) mogą być jej źródłem.

Picie i zaparzanie kawy
1. We weekendy poświęcam około 10-15 minut dziennie na parzenie kawy.
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Przestać pić kawę. (C) Pić kawę w kawiarni.
3. Kawa ma umiarkowanie prozdrowotne działanie według znanych mi badań. Bez wypicia kawy rano boli mnie głowa. Kawa w lokalnej kawiarni kosztuje 15 złotych. W kawiarniach spotyka się ludzi. Kawiarnia jest tuż za rogiem. Koszt moich 10 minut to 33 PLN.
4. Nigdy nie miałem w zwyczaju pijać kawy w kawiarniach. Kiedyś piłem kawę rozpuszczalną – czasem spróbuje ponownie, jest niesmaczna.
5. (A) ZA: odprawiam rytuał parzenia kawy, który jest relaksujący. PRZECIW: Koszt to 33 PLN (czas) + 3 PLN (ziarna) = 36 PLN.
(B) ZA: Koszty = 0 PLN. Odrobina czasu odzyskana. PRZECIW: Ból głowy. Utrata drobnych korzyści zdrowotnych.
(C) ZA: Koszt = 15 PLN. Szansa na spotkanie nowych ludzi. PRZECIW: Trzeba wyjść z domu.
6. Opcję (B) odrzucam, utrat korzyści zdrowotnych i zmaganie z bólem głowy na czas odzwyczajenia się od kofeiny kosztowałyby mnie więcej niż drobna oszczędność.
Opcja (A) jest droższa, jeśli piję jedną kawę, nieco droższa, jeśli piję dwie. Opcja (A) ma aspekt uspokajający, opcja (C) równoważy to aspektem społecznym i okazją do spotkania nowych ludzi. Opcja (C) jest szczególnie korzystna przy jednej kawie dziennie, przy dwóch wypada podobnie.
7. Wybór pada na opcję (C) i będę eksperymentował z zejściem do jednej kawy dziennie.
8. Zacząć chodzić do kawiarni na kawę w weekendy.

Gotowanie
1. Przygotowuje posiłki z określoną kalorycznością. Dwa-trzy razy w tygodniu obiady (około godziny każdy). Siedem razy w tygodniu kolacje (około 10 minut). Trzy razy w tygodniu śniadania (około 10 minut).
2. (A) Zostawić jak jest. (B) Catering dietetyczny. (C) Opcja hybrydowa – część posiłków na własną rękę, część kupowanych.
3. Catering to koszt 75 PLN/dzień za 2500 kalorii. Obecnie koszt mojego czasu to 112 PLN/dzień. Składniki to około 20 PLN/dzień. 2500 kalorii to w okolicach moich kalorii utrzymania. Gotowanie we własnym zakresie skutkuje powtarzalnością posiłków.
4. W przeszłości przez kilka miesięcy korzystałem z cateringu – jedzenie było smaczne, warunki wygodne, schudłem kilka kg (była to dieta redukcyjna).
5. (A) ZA: Pełna kontrola nad tym, co jem. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Koszty. Powtarzalność posiłków. Konieczność planowania.
(B) ZA: Niski koszt. Dokładnie wyliczone kalorie. Wygoda. PRZECIW: Ograniczony wybór. Nie korzystam z jedzenia w pracy.
(C) ZA: Średni koszt. Umiarkowana wygoda. Szerszy wybór. Korzystam z jedzenia w pracy. PRZECIW: Konieczność planowania. Średni koszt.
6. Opcja hybrydowa jest gorszą wersją opcji pełnej. Nie pozwala na maksymalizację oszczędności. Nie zdejmuje kłopotu planowania. Warto tu zauważyć, że darmowe jedzenie w pracy, jest już uwzględnione w koszcie dziennym powyżej. Odrzucam opcję hybrydową.
Między (A) i (B) rozstrzygnę, po prostu porównując koszty. Niższe koszty ma opcja (B).
7. Wybieram opcję: Catering dietetyczny.
8. Zamówić catering i korzystać.

LEGO
1. Okazjonalnie układam zestaw LEGO.
2. (A) Zachować bez zmian. (B) Robić częściej. (C) Zarzucić.
3. Układam LEGO około dwóch razy do roku. Zajmuje to 3-4 godziny. Nie kupuje zestawów, polegam na prezentach. Układając, czuję się zrelaksowany. Ładne zestawy zachowuje jako ozdobę.
4. Układanie zestawu mnie delikatnie relaksuje.
5. (A) ZA: Okazjonalny relaks. Zero wydatków. Ozdoby w domu. PRZECIW: Nie oszczędzam czasu.
(B) ZA: Częstszy drobny relaks. Więcej ozdób w domu. PRZECIW: Wydatki czasu i pieniędzy.
(C) ZA: Oszczędzam czas. Mam zestawy LEGO na prezent. PRZECIW: Brak okazjonalnego relaksu. Brak ozdób w domu.
6. Układanie LEGO jest dla mnie bez kosztowym, relaksującym sposobem na spędzenie kilku godzin w roku. Całkowita eliminacja nie ma sensu. Zysk to kilka godzin rocznie, które, tak czy owak, warto wypełnić czymś relaksującym i ewentualny prezent dla kogoś. Nie lubię oddawać prezentów dalej. Odrzucam opcję (C). Pozostaje pytanie, czy układać LEGO częściej. Ładny zestaw z kolekcji botanik to około 200 złotych. Czas składania 3 może 4 godziny. Stopień relaksu: umiarkowany. To kosztowny sposób na relaks, nawet biorąc pod uwagę, że zostaje po nim ozdoba.
7. Pozostawiamy obecny układ, opcja (A).
8. Brak.