O tworzeniu

Tworzenie jest kluczowym narzędziem komunikacji, pozwalającym dzielić się myślami, emocjami i pomysłami zarówno z innymi, jak i samym sobą. Autor podkreśla jego rolę w refleksyjności, wsparciu relacji oraz autoterapii, a także zwraca uwagę na zagrożenia związane z oczekiwaniami i chęcią zysku.

Potrzebuję sposobu na komunikowanie się ze światem. Jest we mnie pragnienie podzielenia się myślami, ideami, pomysłami i fantazjami z innymi. Kluczowym narzędziem służącym mi w tym celu jest tworzenie.

Tworzenie jest na czwartym miejscu mojej hierarchii wartości. Plasuje się w niej wysoko — przed nim są wolność, rozwój i relacje, a za nim zabezpieczenie zasobów. Twórczość jest wartością samą w sobie oraz stanowi narzędzie dla innych wartości. Wykażę to w dalszej części artykułu, uzasadniając także jej miejsce w mojej hierarchii.

Nie będę wchodził głęboko w definicję tworzenia. Intuicyjne rozumienie tego pojęcia wydaje mi się wystarczające. Chciałbym jednak zauważyć pewną jego szczególną właściwość, która nie jest oczywista: kiedy mówimy o tworzeniu, mówimy o komunikacji. Mówiąc o komunikacji, niekoniecznie mamy na myśli tworzenie — czyli twórczość jest jednym z rodzajów komunikacji.

Na potrzeby tego artykułu przypomnę tylko, że dobro jest dla mnie tożsame z refleksyjnością. Podążam tu za sformułowaniem metawartości refleksyjności jako stoickiego dobra, zaproponowanym przez Tomasza Mazura: https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/publication/90553/edition/81042/content

Tworzenie jako wartość

Podzielę dyskusję o wartości twórczości na dwa obszary. Pierwszy to funkcja komunikacji ze światem zewnętrznym, a drugi — funkcja autoterapeutyczna, czyli komunikacja wewnętrzna.

Komunikacja ze światem

Komunikowanie myśli i idei
Tworzenie jest sposobem na przekazywanie naszych wewnętrznych rozmyślań innym ludziom. Czy w swych rozmyślaniach się mylimy, czy mamy rację, mają one potencjał, by wywołać refleksję w drugim człowieku.
W szczególnych przypadkach może to oznaczać przekazywanie informacji zwrotnej, która ma znaczny potencjał refleksyjny dla osoby ją otrzymującej. Pozwala jej spojrzeć z nowej perspektywy na swoje decyzje i czyny.
W tym punkcie koncentruję się na refleksyjności innych, ale — jak wspominałem wcześniej — moja refleksyjność nie jest w niczym lepsza od refleksyjności drugiego człowieka.
Tworzenie jawi się jako wartość sama w sobie.

Komunikowanie potrzeb
Tworzenie jest sposobem na zakomunikowanie moich potrzeb światu zewnętrznemu. Świat nie ma obowiązku ich zaspokajać, ale komunikat stwarza ku temu szansę.
Dlaczego miałoby to być istotne dla refleksyjności? Zaspokajanie potrzeb nawiązuje do wartości „zabezpieczenia zasobów” i nią jest. Potrzeba — o ile jest faktyczna, a nie jedynie zachcianką — oznacza brak lub niedobór jednego z zasobów. Poprzez odpowiednią komunikację swoich potrzeb zwiększamy prawdopodobieństwo ich zaspokojenia.
Wartość tworzenia jest tu pośrednia i wynika z faktu, że sprzyja ono zabezpieczaniu zasobów. Motyw wzmacniania innych wartości będzie powracał także w kolejnych punktach.

Tworzenie i pogłębianie relacji
Przy budowaniu więzi z ludźmi szczególnie istotne jest wyrażanie emocji. To buduje bliskość i sprawia, że osoba po drugiej stronie lepiej rozumie nasz stan oraz reakcje.
Dzielenie tej samej emocji w odpowiedzi na konkretną stymulację sprawia, że zaczynamy patrzeć na drugą osobę cieplej. Aby do takiej sytuacji doszło, musimy w klarowny sposób przekazać jej naszą odpowiedź emocjonalną.
W ten sposób tworzenie sprzyja relacjom.
Dla mnie jest to szczególnie trudny rodzaj interakcji ze względu na blokady i zaburzenia, których doświadczam w sferze emocji. Do tego tematu wrócę i przyjrzę się jego wpływowi na jakość moich relacji.

Organizowanie grupy i społeczeństwa
To dopełnienie poprzedniego punktu, rozciągające go na relacje w obrębie szerszych grup ludzi. Każdy z nas ma wpływ na organizowanie się naszych grup towarzyskich i naszego społeczeństwa. Odbywa się to poprzez twórczą komunikację.
Mogę działać na rzecz zmian w swoim środowisku społecznym, przekazując jego członkom moje pomysły, odczucia i plany dotyczące tej wspólnoty. Mogę pomagać im rozpoczynać i prowadzić rozważania nad optymalną organizacją wspólnej rzeczywistości, a oni mogą pomagać mi zrozumieć, jak się zachowywać i jak tworzyć wspólnotę.
To ponownie sprzyja relacjom oraz tworzy lepsze warunki zewnętrzne, tak aby refleksja jednostki była łatwiej osiągalna.

Autoterapia/autokomunikacja

Porządkowanie myśli/filozofii/emocji

Tworzenie może być aktem porządkującym. Ja wykorzystuję je w ten sposób. Zazwyczaj ma to formę pisania eseju czy opowiadania. Czasem jednak jest to proste mówienie o tym, co myślę. Dotyczy to zarówno rozmowy z drugim człowiekiem, jak i mówienia do siebie.
Tworzy to silniejsze oparcie dla refleksyjności, a sam ten akt jest rodzajem refleksji.
Dlaczego piszę o tym jako o formie autoterapii? Ponieważ niektóre z moich kłopotów poznawczych czy drobnych zaburzeń są efektem chaosu w sferze myśli i przekonań. Dobrym przykładem jest, poruszany niedawno, temat jedzenia mięsa. Tkwił za nim chaotyczny konflikt wewnętrzny, którego uporządkowanie w dialogu ze sobą przyniosło mi korzyść.

Szczególnym przypadkiem uporządkowanej myśli jest filozofia, którą się kierujemy. Każdy z nas jakąś ma, nie każdy jednak zdaje sobie z tego sprawę.
Tworzenie oparte na naszej podbudowie filozoficznej pozwala nam ją dogłębniej analizować i spojrzeć na nią z szerszej perspektywy. To prowadzi do jej wzbogacenia lub lepszego zorganizowania. Pokazuje nam potencjalne luki, co daje szansę, by je skutecznie wypełnić. Pomaga nam też pamiętać, czym jest nasza filozofia i skąd się wzięła.
Twórcze filozofowanie sprzyja rozwojowi.

Wyrażanie siebie w twórczości pozwala lepiej dostrzec i zrozumieć emocje. To sposób, by stanąć z boku, gdy sytuacja już się uspokoi, i spojrzeć jeszcze raz na to, co się wydarzyło oraz co poczułem.
Kiedy poznam swoje emocje, mogę zacząć je porządkować oraz tworzyć nowe metody wchodzenia z nimi w interakcję. Dzięki temu skuteczniej wykorzystuję je jako źródło informacji i intuicyjnej analizy sytuacji.
Aby jednak móc im zaufać, muszę lepiej poznać przekonania i mechanizmy, które za nimi stoją. Temu właśnie służy twórczość.
Tworzenie sprzyja wolności — jest efektem lepszego rozumienia komunikatu emocjonalnego, który uwalnia mnie od poddawania się niezrozumiałym popędom. Wspiera też rozwój poprzez modyfikowanie i eksplorowanie podświadomych przekonań.

Wentylowanie emocji

Emocje mogą się w nas gromadzić. Jeśli jesteśmy chronicznie poddawani wyzwalaczom lub nie możemy usunąć przyczyny jednej z nich, narasta w nas napięcie emocjonalne. Utrudnia ono jasne myślenie, analizę sytuacji oraz wejście w perspektywę uważnego obserwatora.
Twórcza ekspresja to skuteczny sposób na uwolnienie tego napięcia i odzyskanie swobody umysłu. Niejednokrotnie rozpisanie trudnej sytuacji na kartce papieru bywa wystarczającym wentylem, pozwala obniżyć napięcie do poziomu niezaburzającego funkcjonowanie.
Istnieją też inne metody redukcji napięcia, ale twórczość należy do najzdrowszych i najskuteczniejszych.

Podsumowując, tworzenie ma podwójną wartość: wspiera i wzmacnia inne wartości, a także stanowi samoistne źródło wartości. Generalnie wpływ tworzenia jest probabilistyczny — zwiększa szansę na pojawienie się refleksji, ale nie gwarantuje.

Formy tworzenia

Pisanie
Dla mnie to główna forma tworzenia. Swoje najważniejsze myśli komunikuję ze światem w formie tekstowej. Jest to nietypowe — większość ludzi używa mowy jako podstawowej formy komunikacji i twórczości.
Trzy media, które wykorzystuję, to blog, opowiadania i dzienniki.
Blog jest formą autoterapii, porządkującą i pogłębiającą moje myślenie oraz sposobnością do wpływania na innych.
Opowiadania przynoszą innym rozrywkę i radość. Jeśli czytelnik dobrze się bawił, a przy tym poczuł lekką inspirację do rozmyślań, osiągnąłem swój cel.
Dzienniki to autoterapia. Tam dotykam tego wszystkiego, czego wstyd nie pozwala mi ujawnić na blogu przed czytelnikami. To trudne pisanie i lektura — porządkuję i wentyluję emocje.

Inne formy tworzenia

Mówienie to najpowszechniejsza forma twórczej ekspresji. Ja także z niej korzystam, choć rzadziej niż z pisania – więcej czasu spędzam na pisaniu niż na mówieniu. Praktykuję, choć niewprawnie, pogawędki przy kawie w pracy, gdzie realizuję budowanie relacji z innymi. Chodzę do klubu mówców Toastmasters, gdzie ćwiczę retorykę, by pewnego dnia wpływać na grupy i społeczeństwo.
Długo by wymieniać potencjalne pola aktywności twórczej, których można się podjąć — od malarstwa po muzykę. Spektrum możliwości jest ogromne, ale jestem raczej ich odbiorcą niż nadawcą.

Potencjalne zagrożenia

Twórczość jest pozytywnym elementem naszego życia. Daje satysfakcję i przyczynia się do kultywowania dobra w nas i w świecie. Jednak mogą pojawić się ryzyka, których warto być świadomym — nie po to, by zarzucić tworzenie, lecz by ich unikać podczas tworzenia. Oto dwa przykłady.

Marzenia o sławie
Za twórczością, szczególnie pisaną, idzie marzenie o sławie — że pewnego dnia będę wielkim pisarzem podziwianym przez miliony. To naturalna, egocentryczna fantazja. Póki jest okazjonalna i niewielka, nie stanowi problemu — rozdmuchana może się nim stać.
Ważne, że ta fantazja nie jest mi potrzebna. Nie potrzebuję jej, by mnie motywowała — twórczość ma dla mnie wartość i bez niej. A skoro nie jest motywacją, to do czego służy?
W tym marzeniu jest przebłysk konfliktu między nieświadomym, a świadomym. Świadomie sława i podziw nie są dla mnie istotne, ale podświadomie chcę być zaakceptowany przez grupę, a nawet w niej dominować.
Ten konflikt jest rozpraszający i marnuje moją mentalną energię.

Zafiksowanie na zarobkowaniu
A co, gdyby twórczość zaczęła mi przynosić dochody? Czy nie byłoby cudownie? Nie byłoby źle — to jedna z opcji zarobku. Nie chcę jednak się na niej skupiać. Jeśli postawię sobie za cel utrzymywać się z pisania, mogę stracić niemało z jego dzisiejszych funkcji.
Czy dalej będę mógł się autoterapeutyzować, jeśli od jakości i treści tekstu będą zależeć moje zarobki? Czy zachowam konieczne swobodę i wolność? Może, ale istnieje ryzyko, że poświęcę je na rzecz lepszej poczytności.
Nie ma nic złego w tym, że tekst się dobrze czyta, ale dla mnie kluczowe są walory komunikacyjne i autoterapeutyczne tekstu. Poczytność i zarobek są drugorzędne.

Zakończenie

Twórczość jest cenną wartością, harmonijnie współgra z innymi wartościami, jakie mi przyświecają, i je wzmacnia. Pozwala im rozkwitnąć, wnosząc niezależny wkład w refleksyjne dobro. Nie rozstrzygam, czy jest bardziej narzędziem, czy samodzielnym bytem — poprzestanę na stwierdzeniu, że zasługuje na wysokie miejsce w mojej hierarchii wartości.

Zostawiam nas z kilkoma pytaniami. Najpierw dwa, które zostaną ze mną:
Czy pisanie, z którego się utrzymuję, wskoczy wyżej w mojej hierarchii wartości?
Czy różnorodność form tworzenia ma znaczenie, czy wystarczy mi jedna?

Dla was mam kilka pytań, które mogą pomóc w napisaniu własnej wersji eseju:
Czy tworzenie i komunikacja są dla was ważne?
Jakie jest wasze główne medium twórcze?
Czy wykorzystujecie tworzenie jako formę autoterapii?
A może macie inne zastosowania, o których nie wspomniałem?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

Sen o wolności na czterech kołach

Dawno temu podróżowanie opierało się głównie na pieszych wędrówkach i prostych środkach transportu, co zmieniało się z wynalezieniem samochodu. Choć obiecywano większą wolność, auta wprowadziły problemy takie jak korki i zanieczyszczenie. Prawdziwa wolność związana jest z zrozumieniem siebie, a nie z posiadaniem dóbr materialnych.

Dawno temu, sto lat albo i więcej, ludzie podróżowali po świecie głównie na własnych nogach. Gdy trzeba było pójść na targ, zakładali buty (jeśli je mieli) i ruszali w drogę. Niektórzy mieli wozy i wózki oraz konie, które mogły je ciągnąć – gdy na targ trzeba było zawieźć własne towary, taki środek transportu był jak znalazł.

Bryczki, karoce i wozy nadawały się również do podróży na większe odległości: a to do miasta powiatowego, do urzędu, a to do wojewódzkiego – do teatru. W owych miastach można było poruszać się pieszo albo wynająć dorożkę. W niektórych z nich kursowały tramwaje – również ciągnięte przez konie – którymi przejazd był o wiele tańszy, choć trzeba było trzymać się wytyczonych linii.

Gdy przychodził czas na wielką wyprawę, z pomocą przychodziły koleje żelazne. Sieć połączeń nie była szczególnie rozbudowana, ale większe miasta były połączone – jeśli nie pełnowymiarową koleją, to może wąskotorówką. Aby dojechać do stolicy, nie było lepszego rozwiązania niż kolej.

Nie da się ukryć – w tamtych czasach ludzie nie byli mobilni. Podróżowanie zabierało wiele czasu i pochłaniało sporo energii fizycznej. Wiele osób, zwłaszcza biedniejszych, nigdy nie miało szansy na podróż dalszą niż do najbliższego targu czy miasta powiatowego. Wynalezienie roweru nieco pomogło, ale i ten środek transportu miał swoje ograniczenia.

W czasach przed wielkimi wojnami pojawił się na świecie nowy wynalazek – automobil. Wykorzystujący spalanie ropy do napędzania kół, mógł rozpędzić się do prędkości dotąd zarezerwowanych dla pociągów. W przeciwieństwie do nich nie był jednak przywiązany do torów.

Początkowo automobil był zabawką bogatych elit. Niedługo później zaczęto wykorzystywać go w transporcie towarów – okazało się bowiem, że pakowny pojazd może przewieźć więcej w krótszym czasie niż wóz zaprzężony w konie. Zaletę tę szybko dostrzegły także armie świata i automobile – niektóre nawet opancerzone – stały się standardowym wyposażeniem wojskowym podczas globalnych konfliktów. Mimo to większość ludzi funkcjonowała bez automobilów. Pozostawały one towarem niszowym.

Po wielkiej wojnie na świecie – również w Stanach Zjednoczonych – pozostało wiele fabryk produkujących opancerzone automobile, tzw. czołgi. Gdy zamówienia wojskowe się skończyły, właściciele tych fabryk musieli znaleźć inne zastosowanie dla zainwestowanego kapitału. Zatrudnili więc najlepszych specjalistów od reklamy, powierzając im jedno zadanie: przekonać przeciętnego Amerykanina, że samochód (nowa nazwa automobilu) jest mu niezbędny.

Tęgie głowy reklamy pracowały od świtu do nocy. W czasie tej pracy miały przed oczami wielkie przestrzenie amerykańskiego interioru – areny wielotygodniowych wypraw konnych, spędów bydła, napadanych dyliżansów. Czego potrzebował mieszkaniec tych rozległych prerii, by być szczęśliwym? Szybkiego i sprawnego środka przemieszczania się. Samochód dałby mu wolność…

Tęgie głowy reklamy nie myślały jednak wąsko – tylko o mieszkańcach środkowych stanów. O, nie. Koncepcja wolności jest uniwersalna i może przemówić do każdego. Zaczęli więc kreślić wielką narrację, która trwa po dziś dzień. Jeśli utarte szlaki linii kolejowych zbyt cię krępują. Jeśli twoje własne nogi lub rower mają za mały zasięg, by ponieść cię do celu. Jeśli komunikacja miejska nigdy nie jedzie tam, gdzie chcesz trafić. To mamy dla ciebie rozwiązanie. Twój klucz do wolności: samochód.

Ludzie chcieli być wolni tak desperacko, że uwierzyli w slogan producentów samochodów. Tym łatwiej, że było w nim ziarno prawdy. Przecież samochód zaspokajał realne potrzeby transportowe, usprawniał przepływ towarów, niwelował wykluczenie komunikacyjne. W rozległych stepach i rosnących przedmieściach samochód faktycznie był przydatny i uwalniał człowieka od wielu ograniczeń. Niestety – na ulicach wielkich miast, wciąż przystosowanych do dorożek i tramwajów – sytuacja rozwijała się nieco inaczej.

Ludzie stanęli w pierwszych korkach. To napełniło ich świętym oburzeniem! Przecież obiecano im wolność, a nie uwięzienie w metalowej puszce, otoczonej przez inne metalowe puszki. Szybko zidentyfikowali przyczynę: stare, wąskie drogi. Rozwiązanie było proste – potrzeba więcej asfaltu i betonu, szerszych dróg.

Wolność wolnością, ale szybko okazało się, że potrzeba coraz więcej ograniczeń i obostrzeń, by ruch w wielkich miastach mógł w ogóle funkcjonować. Na skrzyżowaniach wyrastały sygnalizacje świetlne. Wprowadzano coraz ściślejsze ograniczenia prędkości, zakazy zatrzymywania się, zawracania, skrętu. Gęsta plątanina przepisów – by ludzie wreszcie mogli być wolni.

Zamknięci w swoich puszeczkach, narzekali, że zrobiło się strasznie głośno w tych miastach. Kiedyś było dużo spokojniej. To pewnie ta młodzież, z jej nowomodną muzyką.

Zaczęło też śmierdzieć. Już nie końskim łajnem, tylko spalinami. No to narzekali, kaszląc i popędzając swoje wehikuły wolności.

Znowu stanęli w korkach. Widać asfalt i beton, który wylano, nie były wystarczające. Potrzeba było więcej. Że nie ma już miejsca? Nonsens – można przecież wyburzyć setki domów i w ich miejsce wybudować autostradę. Wolność jest najważniejsza! Przecież mieszkańcy tych domów nie chcą stać na drodze społeczeństwa do wolności.

W miarę jak rosła potrzeba wolności, rosły też samochody. Kompaktowe automobile zastąpiły monstra udające pickupy, przypominające nieco czołgi – niedorzecznie niepasujące do skali miejskiego otoczenia, niepełniące żadnej funkcji poza głaskaniem zatrwożonego ego swych właścicieli. To oznaczało więcej hałasu, więcej spalin i więcej betonu, by je wszystkie pomieścić.

Minęło wiele lat od wynalezienia automobilu. Minęło wiele od omyłkowego utożsamienia posiadania auta z wolnością. Do dziś jednak ludzie stoją na ulicach w swoich metalowych puszeczkach – w korkach i na światłach – i śnią swój szalony sen o wolności. Próbują rozwiązywać miriady problemów, które generuje ten koszmar: a to wymyślą filtr spalin, żeby dymić mniej, a to zrobią samochód elektryczny – by dymić gdzie indziej. Mierzą się z kolejnymi wiatrakami, w trosce o swoją wolność, zapominając, ile swobody tkwiło w zwykłym spacerze piechotą przez miasto.

Czy samochód stworzył więcej problemów, niż rozwiązał?

Bo na pewno wiele rozwiązał, szczególnie w komunikacji na średnich dystansach. Skomunikował ze światem miejsca, które, ze względu na swą wielkość, nigdy nie doczekałyby się kolei, włączył je w obieg cywilizacji. Dziś nie ma już znaczenia, który z tych aspektów przeważał – samochód jest częścią naszej rzeczywistości, a to, co możemy zrobić, to nauczyć się korzystać z niego z większym rozsądkiem.

A jeśli to nie samochód daje wolność?

W tej historii nie chodzi tylko o samochody.
Nie chodzi też o korki, beton czy spaliny. To wszystko są objawy czegoś głębszego: naszego marzenia o wolności – i sposobu, w jaki próbowaliśmy to marzenie zrealizować.

Wolność, którą obiecały nam samochody, była kusząca, ale fałszywa. Jej fałsz tkwił w tym, że w nieuprawniony sposób rozszerzała „wolność do podróżowania” na wolność w ogóle. Opierała się na uproszczeniu: „kup coś, a będziesz wolny”. I wielu z nas w to uwierzyło – nie tylko w przypadku aut. Kupujemy specyficzne wolności cząstkowe, łudząc się, że da nam to wolność przez wielkie W.

W tej samej logice kupujemy smartfony, które mają nas zbliżać, a sprawiają, że jesteśmy rozproszeni. Kupujemy większe mieszkania, by „mieć przestrzeń”, a potem nie mamy czasu, by w nich naprawdę być. Kupujemy wycieczki, by „odpocząć”, ale wracamy zmęczeni jeszcze bardziej. Rozwiązując jeden problem generujemy dwa kolejne.

Trudno to dostrzec, zwłaszcza że czasem zakupy faktycznie rozwiązują realny problem i niosą wartość! Często jednak wpadamy w pułapkę iluzji, że posiadanie jest rozwiązaniem.
Zamiast zadawać pytania – próbujemy kupić na nie odpowiedzi.
Zamiast zrozumieć istotę trapiących nas problemów – próbujemy kupić gotowe rozwiązania.
Otaczamy się przedmiotami, by poczuć, że mamy nad czymś kontrolę, podczas gdy rośnie nasza bezradność.

I może właśnie dlatego ta historia o samochodzie tak do nas przemawia. Bo widzimy w niej siebie – zmęczonych, zaganianych, zagubionych na drodze do szczęścia i wolności. Wydaliśmy niemałe pieniądze – czy dostaliśmy to czego oczekiwaliśmy?

Czy na pewno wiesz, co kupujesz?

Może warto się na chwilę zatrzymać – i zadać sobie kilka niewygodnych, ale ważnych pytań:

  • Co próbuję sobie naprawdę dać, kiedy coś kupuję?
    Może nie chcę nowego auta, tylko swobody w decydowaniu, dokąd zmierzam.
    Może nie potrzebuję lepszych słuchawek, tylko ciszy.
    Może nie potrzebuję dalekich krain – tylko odpoczynku od codzienności.
  • Co próbuję uciszyć, gdy kupuję?
    Lęk? Poczucie braku wpływu? Samotność?
    Czasem nowy zakup daje namiastkę kontroli nad światem, w którym coraz mniej ode mnie zależy.
  • Czy to, co kupuję, naprawdę rozwiązuje mój problem – czy tylko go maskuje?
    Samochód miał skrócić czas podróży, a wprowadził koszty, stres, korki, zobowiązania. Czy koszty, które wygenerował nie przeważyły aby nad korzyściami?
    Może tak samo działa wiele innych decyzji, które podejmuję bez refleksji?

Kiedy konsumpcja staje się formą ucieczki

Nie chodzi o to, że nie wolno nam niczego chcieć. Ani o to, że każda decyzja zakupowa jest zła. Chodzi o to, że kupujemy rzeczy nie po to, by coś zdobyć – ale by czegoś nie czuć.
Konsumpcja może być formą znieczulenia. Próbą regulowania emocji.
A gdy robimy to regularnie, życie zaczyna przypominać jazdę po spirali:
czasem szybciej, częściej – ale wciąż w kółko, a to już symptom uzależnienia.

Wolność nie rodzi się z posiadania, tylko z rozumienia siebie

Prawdziwa wolność nie zaczyna się od kupienia samochodu. Zaczyna się tam, gdzie kończy się iluzja. Tam, gdzie potrafię odróżnić:
„chcę” od „potrzebuję”,
„to mnie wspiera” od „to mnie odciąga od siebie”,
„to rozwiązanie” od „to ucieczka”.
Wolność nie polega na tym, że mogę wszędzie dojechać. Polega na tym, że rozumiem, gdzie jestem – i dokąd, oraz dlaczego, chcę dotrzeć. Na tym, że rozumiem jakich zasobów potrzebuje w podróży.
Mało prawdopodobne, bym potrzebował samochodu, żeby tam trafić. W tej drodze bardziej przyda mi się lekkość ducha, bo zwykle nie musimy się fizycznie przemieszczać, by dotrzeć do celu.

Czasem lepiej się zatrzymać i zapytać:
czy „wolność”, którą kupuję, to rzeczywiste dobro – czy tylko iluzja?

PS. Kilka słów zza kulis

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z pomocy sztucznej inteligencji – konkretnie ChatGPT od OpenAI. To narzędzie pomagało mi w porządkowaniu myśli, dopracowywaniu brzmienia niektórych fragmentów i spojrzeniu z dystansu na logikę całego tekstu. Ostateczna treść i przekaz to jednak w pełni moja decyzja i odpowiedzialność.

O najstarszym zawodzie świata

Dzisiaj dość niezwykły artykuł – to zapis mowy ze spotkania Biznes Toastmasters. Wpis składa się z trzech części: konspektu mowy, transkrypcji (bez poprawek) nagrania jednej z sekcji treningowych i wyedytowaną wersję z poprawkami.

KONSPEKT

  1. Najstarszy zawód świata?
  2. Po co filozofia?
    1. Żeby być
      1. filozofuje więc jestem
      1. życie to więcej niż przemiana materii
        „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.”
        Seneka
    1. Żeby dobrze być
      1. Etyka (dobro i zło)
      1. Logika (prawda i fałsz)
      1. Fizyka (zależne i niezależne)
    1. Żeby dobrze czynić
      1. Przykład: retoryk
        Nie wystarczy dobrze przemawiać, trzeba jeszcze o dobru przemawiać
        „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”
        Winston Churchill
        „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”
        Józef Goebbels
  3. Podsumowanie: żeby być, żeby dobrze być, żeby dobrze czynić
  4. Bonus: anegdotka o Aleksandrze i Diogenesie + oczy Demokryta

TREŚĆ MOWY (transkrypcja treningu)

Witam was serdecznie!

Na dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie. Rozumiem przez to zawód filozofa. To właśnie ten zawód uważam za najstarszy zawód na świecie, albo przypuszcza, że może być jednym z najstarszych. Odkąd z homo erectus zmieniliśmy się w homo sapiens, myśl i namysł stały się ważną częścią naszej egzystencji i przypuszczam, że już w tych pierwszych, pierwotnych plemionach ludzie zdolni do głębokiego i dobrego namysłu byli cenieni. Może pierwsi szamani ludzkich plemion, to były osoby trochę jak filozofowie, które zdolne były do myślenia głęboko, myślenia lepiej niż inni.

OK. No ale, nie jest moim celem, żeby was zachęcić do zmiany zawodu i przebranżowienia się teraz gremialnie na filozofów. Nie. Chodzi mi o to żeby was zachęcić do tego, żeby wprowadzić odrobinę filozofii do waszego życia, żeby zacząć ją uprawiać.

A po co? Zapytacie. Kilka powodów. Pierwszy, fundamentalny, to po to żeby po prosty być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję więc jestem. No właśnie, filozofuje więc jestem… człowiekiem. To co nas odróżnia od zwierząt, w mojej opinii, to właśnie zdolność do głębokiego myślenia, refleksji i namysłu, czyli do filozofowania. Jeżeli nie filozofujemy, to trawimy nasze życie, no pochłanianie pokarmów, wydalanie, oddychanie. Jak powiedział Seneka, mówiąc o osobach pozbawionych tego namysłu w swoim życiu: „(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo.” A jest różnica między życiem, a trwaniem. Tą różnicą jest filozofia.

Filozofujemy żeby żyć, ale filozofujemy też żeby żyć dobrze, a pomagają nam w tym trzy działy filozofii. Po pierwsze: etyka, czyli nauka, która mówi nam o tym co jest dobre, a co złe, pozwala nam odróżniać te dwa stan, zdefiniować je i wybierać między nimi. Tylko dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Każdy z nas jakąś ma, bo gdybyśmy jej nie mieli, nie bylibyśmy w stanie dokonać żadnego wyboru. Czasami po prostu swojej etyki sobie nie uświadamiamy i tkwi ona w naszej podświadomości.

Drugi dział filozofii, niezbędny nam do dobrego funkcjonowania to logika, czyli nauka o tym co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, konstruowaniu sylogizmów i rozpoznawaniu błędów logicznych. Fundamentalna dlatego byśmy mogli myśleć w sposób spójny i właściwy.

Trzeci wreszcie dział, bliski mojemu sercu, to fizyka. Dzisiaj fizyka jest w większości nauką szczegółową, nie zachęcam was koniecznie do studiowania głębokiej fizyki. Natomiast jest część fizyki, która pozostała w filozofii, ta część starożytnej fizyki, która pozostała z filozofią, to jest nauka odpowiadania na pytanie: co jest od nas zależne a co jest od nas niezależne. Nauka zrozumienia tego nad czym mamy kontrolę, a nad czym kontroli nie mamy. Niesamowicie istotna kwestia, dla każdego kto chce decydować o tym co robić, ale jeszcze ważniejsza dla tego kto chce być w życiu szczęśliwym.

To są świetne powody do filozofowania. Weźmy nasz przykład. Nasz czyli osób uczących się retoryki, sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryka odpowie nam na pytanie o czy i co powinniśmy mówić? Nie. Retoryka nam odpowie jak powinniśmy coś powiedzieć. Ale żeby wypełnić swoją mowę treścią potrzebujemy filozofii. A żeby wiedzieć czy ta treść jest dobra tym bardziej potrzebujemy filozofii.

Weźmy taki przykład retoryczny. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy, cytuję: „Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.” Koniec cytatu.
Drugi cytat. Cytuję: „(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!” Koniec cytaty.
Bardzo podobne zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, motywacja dla całego narodu do walki. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat, to cytat z Winstona Churchila, drugi, to cytat z Józefa Goebbelsa.
Retoryka jest pustym narzędziem, które musi być wypełnione treścią przez filozofię.

Podsumowując, uczymy się filozofii żeby żyć jak ludzie, żeby żyć dobrze i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, które mamy dostępne. Dlatego warto się nią zainteresować i warto wprowadzić jej elementy do naszego życia.

Na koniec, jako że mam jeszcze chwilę czasu, podzielę się małą zabawną anegdotką. Był sobie filozof Diogenes żyjący w Atenach w czasach Aleksandra Wielkiego. Pewnego dnia Aleksander po przybyciu, po powrocie z Persji, po podboju Persji, wybrał się do Diogenesa, który odpoczywał na skałach na morzem ze swoimi uczniami. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział: Diogenesie, jestem dzisiaj w świątecznym nastroju, proś mnie o cokolwiek tylko chcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie. Diogenes, który leżał sobie, otworzył jedno oko, popatrzył na Aleksandra, zamknął oko i powiedział: Mam jedno życzenie, żebyś się trochę przesunął, bo zasłaniasz mi Słońce. Tyle życzył sobie filozof Diogenes od mocarnego Aleksandra, nic więcej władca świata nie był w stanie mu dać.

Dziękuje.

TREŚĆ MOWY Z POPRAWKAMI

Witam was serdecznie!

W dzisiejszej mowie chce was zachęcić do zainteresowania się najstarszym zawodem świata. Co przez to rozumiem? Patrzycie na mnie podejrzliwie… Chodzi o mi o zawód filozofa. Nie wiem oczywiście, czy to faktycznie najstarszy zawód, ale przypuszczam, że odkąd awansowaliśmy z erectus na sapiens, sztuka myślenia znalazła się w cenie, a ludzie zdolni do głębszego namysłu byli wartościowy. Być może pierwsi szamani neolitycznych plemion, byli filozofami, czyli ludźmi zdolnymi myśleć głębiej, dokładniej, lepiej.

Nie jest jednak moim celem skłonić tu obecnych do przebranżowienia i gremialnej zmiany zawodu na filozofów. Chodzi mi raczej o to, by zachęcić was do wprowadzenia odrobiny filozofii do waszego codziennego życia, by zacząć jej używać w praktyce.

Zapytacie: po co? Jest kilka powodów. Pierwszy, najważniejszy, filozofujemy, żeby być. Parafrazując słowa Kartezjusza: filozofuję, więc jestem, a konkretnie, filozofuje, więc jestem człowiekiem. Cechą szczególnie ludzką, wyróżniającą nas pośród innych zwierząt, jest umiejętność głębokiego namysłu – czyli do filozofowania. Życie nie sprowadza się do jedzenia, picia, wydalania i spania – potrzeba czegoś więcej, by powiedzieć o kimś, że jest człowiekiem. Słowami rzymskiego stoika Seneki:
„(…) nie ma żadnego powodu, żebyś patrząc na czyjeś siwe włosy i twarz zoraną bruzdami, wysunął stąd wniosek, że żył długo. Nie żył długo, tylko trwał długo”. A o różnicy między życiem a trwaniem stanowi filozofia.

Filozofujemy, żeby żyć. Filozofujemy, żeby dobrze żyć. To drugi powód do zainteresowania się filozofowaniem. W dobrym życiu pomagają nam trzy filary filozofii.

Po pierwsze, etyka, czyli nauka o tym, co jest dobre a co złe, pozwalająca na odróżnić od siebie te dwa stany i wybierać między nimi. Dzięki etyce jesteśmy w stanie dokonywać wyborów moralnych. Już dzisiaj każdy z nas jakąś etykę ma, ale niekoniecznie jest jej świadom. By wynieść ją do świadomości, sprawdzić i utrwalić potrzebne jest nam praktykowanie filozoficznych ćwiczeń.

Po drugie, logika, czyli nauka o tym, co jest prawdziwe a co fałszywe, nauka o wnioskowaniu, poprawnym rozumowaniu, tworzeniu sylogizmów i unikaniu błędów logicznych. Bez niej nie jesteśmy w stanie poprawnie wnioskować, co czyni ją fundamentalną.

Po trzecie, fizyka, bliska mojemu sercu, nauka o tym, co rzeczywiste, a co nie. Dzisiaj jest samodzielną, szczegółową nauką, ale pewien element tego, jak rozumieli ją starożytni, pozostał w obrębie filozofii. Chodzi o odpowiedź na pytanie: co jest od nas zależne, a co nie, rozumienie, nad czym mamy kontrolę, gdzie znajduje się nasza sprawczość. To zagadnienie fundamentalne dla stoicyzmu, ale ogólnie kluczowe dla stabilności emocjonalnej i psychicznej i w konsekwencji dla szczęśliwego życia.

Jako przykład praktycznej istotności filozofowania weźmy nas na tej sali. Jesteśmy adeptami retoryki, czyli sztuki przemawiania. Czy wystarczy poprawnie przemawiać, żeby dobrze przemawiać? Czy retoryk da nam odpowiedź na pytanie: co powinniśmy powiedzieć? Nie, retoryka powie nam, jak to powinniśmy powiedzieć, ale żeby wypełnić naszą mowę treścią, potrzebujemy, choćby minimalnego, filozoficznego namysłu. A żeby zapewnić, że treść będzie dobra, potrzebujemy solidnej filozofii.

Z życia wzięty przykład jak ważna jest idea, która stoi za zabiegami retorycznymi. Podam wam dwa cytaty. Pierwszy:
„Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo – zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka – bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania.”

Drugi:
„(…) musimy zwyciężyć, bo inaczej cały nasz naród, z nami na czele, ze wszystkim, co kochamy, czeka zagłada. A więc do dzieła!”

Bardzo zbliżone zabiegi retoryczne: wezwanie do boju, sugestia krańcowości sytuacji, uogólnienie na cały naród. Dwa narody, dwie bardzo odmienne ideologie. Pierwszy cytat to Winston Churchill, drugi Józef Goebbels. Retoryka bez filozofii jest tylko pustym narzędziem.

Podsumowując: uczymy się filozofii, żeby być ludźmi, żeby dobrze być ludźmi i żeby dobrze wykorzystywać narzędzia, do których mamy dostęp. Dlatego zachęcam wszystkich do jej praktykowania od czasu do czasu, a najlepiej co dzień.

Na zakończenie mała anegdotka. W czasach Aleksandra Wielkiego żył sobie w Atenach filozof zwany Diogenesem. Pewnego dnia, krótko po podboju Persji, Aleksander przybył do Aten i zapragnął spotkać się z Diogenesem. Filozof spędzał dzień ze swoimi uczniami, wygrzewając się w słońcu na skałach pod miastem i tam też odnalazł go władca. Aleksander stanął nad Diogenesem i powiedział:
„Diogenesie, jestem dzisiaj w szczodrym nastroju, proś mnie, o cokolwiek tylko zechcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie.”
Diogenes otworzył jedno oko, spojrzał na Aleksandra, zamknął oko i powiedział:
„Życzę sobie, abyś się nieco odsunął, bo zasłaniasz mi Słońce”.
Tylko tyle dla filozofa Diogenesa mógł uczynić władca całego znanego świata, a osiągnięcia takiej pełnej wolności nam wszystkim życzę!

O wolności prościej

Autor rozważa kwestie wolności, koncentrując się na indywidualnych decyzjach oraz ich wpływie na refleksyjność. Odrzuca społeczne konteksty i prawne aspekty, skupiając się na osobistej definicji wolności jako stanu decyzyjności. Wskazuje na znaczenie wolności ekonomicznej, słowa i cielesnej dla poprawy refleksyjności, podkreślając ich rolę w samorozwoju.

Pora wykonać krok wstecz. Po interesujących dyskusjach, rozważaniach i lekturze, doszedłem do wniosku, że muszę się przegrupować w moich rozważaniach o wolności.

Zasadnicza refleksja: nie jestem przygotowany na rozważanie tematu w odniesieniu do społeczeństwa czy prawa.
Wniosek: porzucam rozważania z tej perspektywy.

Druga refleksja: mam nową zgrabną definicję wolności, warto rozważyć wolność osobistą w jej kontekście.

Trzecia refleksja: muszę zadać sobie pytanie: czemu służą te rozważania? Odpowiedź na nie będzie zadaniem na dziś.

Dlaczego poświęcam czas na rozważanie etyki, wartości, wolności i innych abstrakcyjnych pojęć?
Nie jestem zawodowym filozofem, więc nie chodzi o głębokie rozważania teoretyczne. Jestem człowiekiem, który codziennie podejmuje decyzje i chce to robić dobrze. To jest powód do poświęcania czasu na pracę nad etyką i jej konsekwencjami. Żeby poprawnie decydować, muszę wiedzieć, co jest dobre a co złe. Mogę w tym polegać na intuicji, ale intuicja może się mylić i choć warto z niej korzystać, to należy ją sprawdzać.

A co nie jest powodem tych rozważań? Nie jest nim chęć zmieniania świata. Nie jest nim konieczność decydowania, jakie stanowić prawo. Nie jest nim chęć zmieniania innych na moje podobieństwo.

Z powyższego wnioskuje, że moje skupienie powinno spoczywać na indywidualnych wyborach, a nie na analizie szerokiego kontekstu.
To się zgrywa z pierwszą z moich refleksji.

Dzisiejszym tematem jest wolność. Zacznę od przytoczenia definicji, której używam:
Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Wolność całkowite jednostki to zbiór wszystkich jej wolności cząstkowych.
Szczegółowe definicje znajdziecie tu.

Pierwsze pytanie, na które odpowiem to: dlaczego w ogóle zajmuje się tym pojęciem?

Wolność jest numerem jeden w mojej hierarchii wartości. Jest kluczowa, by podejmować słuszne decyzje!

Jak mogła trafić na szczyt mojej hierarchii, jeśli nie wiem, czym jest i jak ją rozumiem?

Polegałem na intuicji i na potocznym rozumieniu tego pojęcia. Nie potrafiłem sformułować definicji, ale potrafiłem wyczuć, jak się przejawia.

Czy nie mogę dalej polegać na intuicji?

Mogę i do pewnego stopnia będę, ale intuicja jest narzędziem niedoskonałym, powinna być konfrontowana z logicznymi argumentami. Inaczej istnieje ryzyko, że sprowadzi nas na manowce. Intuicyjne decyzje warto weryfikować, sprawdzać jak zostały podjęte i czy były poprawne.

Pora na kluczowe pytanie: dlaczego wolność jest na pierwszym miejscu mojej hierarchii wartości? Odpowiedź oprę na racjonalnym rozważaniu.

Zacznę od prostszego pytania: po co jest mi wolność?

Patrząc na definicję, zauważam, że wolność jednostki jest złożonym stanem. Mogę być wolny w jednej kwestii, jednocześnie nie mając wolności w innej. Biorąc nieco absurdalny przykład: wolno mi chodzić po chodniku, ale nie wolno mi latać nad blokami. Żeby zostać wolnym w tym drugim przypadku, musiałbym zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt (helikopter). Ze względu na tę właściwość, proste pytanie „po co mi wolność?” komplikuje się.

Na szczęście, mam do dyspozycji etykę, czyli rozumiem, co jest dobre a co złe. Przypomnę, że moja etyka, za jedyne dobro uznaje refleksyjność, czy też wzrost refleksyjności w świecie. Po definicję refleksyjności odsyłam do artykułu „O etyce stoickiej”.
Na tej podstawie domyślam się, że odpowiedź na pytanie „po co mi wolność?” powinna brzmieć: „po to, by zwiększać refleksyjność moją i innych”. Jak jednak mogę uzasadnić tę intuicyjną odpowiedź?

Pomocna okazuje się definicja wolności jako stanu jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości. Sprawczość zwykle zależy od czynników zewnętrznych (praw przyrody, praw ludzkich, zasobów finansowych, cech fizycznych), rzadziej od mojej woli. Z tego powodu pominę ją w rozważaniach i przyjmę, że dysponuję zbiorem sprawczości, że są rzeczy, które mogę uczynić, ale zawartość tego zbioru nie zależy (znacząco) ode mnie.

To pozwala mi skupić się na decyzyjności i powiedzieć, że dbanie o moją wolność, jest dbałością o najszerszy zakres decyzyjności. Czyli chcę bym miał możliwie dużo decyzji, które mogę podjąć. To nie znaczy, że wszystkie podejmę, jedynie, że mam najszerszy zakres możliwości decydowania.

A czym jest decyzyjność, jeśli nie jedną z podstaw refleksyjności? Można rozumieć refleksję jako formę decydowania: decydowanie o zmianach, które chcę uczynić w sobie. Poszerzanie zbioru decyzji dostępnych w procesie refleksji, bezpośrednio rozwija moje moralne dobro. Im więcej mam wolności do zmieniania siebie, tym bardziej jestem refleksyjny.

To rozumowanie prowadzi mnie do zawężonego pojęcia wolności, wolności szczegółowej odnoszącej się do procesów wewnętrznych przemian. Nie ma tu mowy o prawie do posiadania broni, wolności od tyranii, swobodzie ekonomicznej – są drugorzędne w rozumowaniu: dlaczego wolność jest ważna dla mnie. Nie chcę powiedzieć, że są pozbawione znaczenia, nic podobnego! Mają wpływ na moją refleksyjność, ale jest on niewielki w porównaniu z tą wolnością, którą w innym miejscu nazwałem wolnością sumienia.

W tym tkwi bardzo dobra wiadomość. Najważniejsza ze wszystkich wolności jest całkowicie zależna ode mnie! Żadna zewnętrzna siła nie może mi jej odebrać ani ograniczyć!

Co nie oznacza, że mam wolne sumienie! Co je pęta?
Mylne wyobrażenia, ideologię, błędne schematy poznawcze, lęki, tabu, wady charakteru, złe nawyki, nałogi, egocentryzm, egoizm…
Co na nowo otwiera temat sprawczości!

Co z resztą zbioru wolności?

Poza obszarem wolności sumienia pozostaje szerokie pole działań i decyzji. To tam najczęściej operuje prawo, polityka i nacisk społeczny. W tym tekście nie odniosę się do tych szerokich dziedzin. Jedyne co mnie interesuje, to które z wolności są wartościowe dla mnie. Czyli o które powinienem dbać, by kultywować swoją refleksyjność, abstrahując od stanu prawnego, polityki, dyktatów religijnych czy społecznych tabu.

Nim przejdziemy dalej, muszę poruszyć pytanie: czy to na pewno dalej jest wolność? Jeśli weźmiemy sprawczość w ściśle stoickim sensie, to opuszczając domenę wolności sumienia, zostawiłem ją za sobą! Przecież ode mnie zależą tylko moje sądy, myśli i decyzje. Wszystko, o czym będę mówić dalej, nie jest już wolnością w ścisły sensie, bo nie ma w tym prawdziwej sprawczości! Jedynie przypomina nieco wolność.

Wprowadzę dwa pojęcia: wolność faktyczna, czyli wolność sumienia i wolność pozorna, czyli tycząca się preferowanych stanów świata zewnętrznego i decyzyjności w ich względzie. Dla odróżnienia tą pierwszą będę pisał wielką literą.

Jakie elementy zbioru wpływają na moją refleksyjność?

Trzy sfery wydają się najważniejsze: ekonomia, słowo i ciało.

Wolność ekonomiczna to posiadanie wystarczającej ilości środków, by zakupić jedzenie, schronienie, książki, środki czystości, leki, komputer, dostęp do Internetu, elektryczność, wodę, ogrzewanie. Dodatkowo jest przydatnym dla mojego spokoju ducha, bym miał możliwość odłożenia co roku pewnej kwoty.

Nie interesuje mnie system, w jakim funkcjonuje, tylko jakie zasoby materialne potrzebuje i czy mogę o nie skutecznie zabiegać.
Pojawia się element sprawczości: czy mam możność zdobycia niezbędnych zasobów?

Wolność słowa to dostęp do nieocenzurowanej myśli. Realizuje ją poprzez dostęp do Internetu, księgarni i bibliotek oraz w swobodnych dyskusjach z ludźmi.

Wolność cielesna to możność chronienia swego ciała, wystawiania go na szkodę i modyfikowania.

Czy te wolności podlegają ograniczeniom?

Żadna z nich nie może realizować się kosztem drugiego człowieka i jego refleksyjności. Moja refleksyjność nie jest lepsza ani gorsza od refleksyjności bliźniego i nie mam prawa jej faworyzować. W praktycznych sytuacjach nie da się stwierdzić, komu zasób przyda się bardziej, niedopuszczalne jest więc zawłaszczanie zasobów innych ludzi.

Jest złe, by moje używanie którejś z nich stwarzało zagrożenie, wyrządzało krzywdę lub zubożało drugiego – w kontekście wolności, ale przede wszystkim Wolności.

Jak wolność ekonomiczna wpływa na moją refleksyjność?

Tworzy bazę do rozmyślań poprzez zaspokojenie podstawowych potrzeb cielesnych i zapewnienie energii, a następnie wyposażenie mnie w narzędzia, które refleksję ułatwiają i usprawniają. Drugorzędny wpływ bierze się z zapewnienia bezpieczeństwa wykraczającego poza dziś, czyli zgromadzenia oszczędności.

Jak zdobywam wolność ekonomiczną?

Osobiście czynię to poprzez pracę zarobkową. To nie jedyny sposób, ale dość typowy. Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest to, że żyję w systemie społeczno-prawnym, który umożliwia takie zarobkowanie i względnie swobodne wydawanie zarobionych środków.  

Jak wolność słowa wpływa na moją refleksyjność?

Jej najważniejszym aspektem jest swoboda dyskusji i wymiany idei. Poddawanie własnych idei krytyce zewnętrznej jest cennym źródłem refleksji. Przyswajanie i krytykowanie idei innych jest źródłem nowych sposobów myślenia.

Ja zdobywam wolność słowa?

Moja sprawczość w tej dziedzinie to po pierwsze szczere wypowiadanie swoich poglądów na różnych forach i przyswajanie informacji zwrotnej.
Po drugie to aktywne szukanie myśli innych, by się z nimi skonfrontować.

Warunkiem zewnętrznym mojej sprawczości jest funkcjonowanie w systemie społeczno-prawnym, który nie cenzuruje idei.

Jak wolność cielesna wpływa na moją refleksyjność?

Po pierwsze bezpieczeństwo przed atakiem z zewnątrz na moje ciało pozwala mi skierować zasoby od obrony ku wewnętrznej refleksji.

Po drugie dbanie o zdrowie mojego ciała i umysłu pozwala mi zmaksymalizować zasoby, które mogę przeznaczyć na refleksję.

Po trzecie moje ciało jest narzędziem kontaktu ze światem zewnętrznym, ekspresji, dawania i przyjmowania informacji zwrotnej.

Jak zdobywam wolność cielesną?

Ta pierwsza zależy od systemu społeczno-prawnego, w którym funkcjonuje. Moja kontrola jest tu iluzoryczna.

Ta druga zależy po pierwsze od moich genów, na które nie mam wpływu. Po drugie od mojego stylu życia, nad którym mogę pracować, wybierając to, co jest zdrowe i korzystne dla mego ciała. Po trzecie od przypadku, decyzji innych ludzi, zjawisk przyrody etc.

Ta trzecia podobnie jak druga zależy od genów (uzdolnień) i przypadku (kontuzji, wypadków) oraz moich decyzji jak ze swego ciała korzystać.

Zdefiniowałem Wolność i wolność oraz odpowiedziałem pokrótce na pytanie, jak korzystamy z wolności?

Dlaczego przemknąłem jedynie nad Wolnością i jej wykorzystaniem?

Bo temat zasługuje na osobny artykuł, a sporo już o nim mówiłem w cyklu o decyzjach! Tylko podkreślę, iż Wolność jest zależna od nas samych i praca nad nią jest pracą nad sobą – czyli rozwojem osobistym, drugą z moich kluczowych wartości.

Dotychczasowe rozważania były wsobne, koncentrowały się na tym, co wolność robi dla mnie i jak mogę ją poszerzać. Jednak stoicka etyka mówi o refleksyjności w ogóle. W związku z tym pytam: jak moja wolność może przysłużyć się refleksyjności innych?

Na wstępie podkreślę, że pytanie nie jest „jak powinna wyglądać wolność innych”, tylko co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmienić świat na lepsze i jakie aspekty mojej wolności pozwalają mi pomagać i służyć innym ludziom?

Zacznijmy od pierwszego pytania: co mogę uczynić ze swoją wolnością, tak by zmieniać świat na lepsze?

To pytanie sprowadza się do rozdysponowywania zasobów. Są dwa zasoby, które mam do dyspozycji: czas i dobra materialne.

Zacznijmy od pieniędzy. Gdzie powinny iść, by najbardziej przysłużyć się wolności innych?

Optymalnie, zasoby, których nie zużywam na swoje potrzeby, powinny iść w kierunku dobroczynności.
Jeden obszary to pomaganie osobom w skrajne nędzy, w kryzysie bezdomności, w kryzysie uzależnienia, w innych kryzysach psychicznych i życiowy.
Drugi to edukacja dzieci i dorosłych.
Trzeci, który ze mną rezonuje, to medycyna szczególnie ta ratująca życie.

Wszystkie z tych działań służą tworzenie przestrzeni na refleksję korzystającym z nich ludziom. Choć nie ma gwarancji, że z niej skorzystają, to wiadomo, że pieniądze pozostające u mnie niczyjej refleksyjności się nie przysłużą. Szansa na sukces jest lepsza od pewności porażki.

Czy tak czynię?

Nie, daleko mi do tego ideału, ale staram się ku niemu zmierzać.

Gdzie powinien iść mój czas?

Część mojego czasu idzie na zarabianie pieniędzy o dysponowaniu którymi już wspomniałem. To, co pozostaje, powinno się koncentrować na kilku aspektach, czyli wartościach: rozwój osobisty, kultywowanie relacji z ludźmi, twórczość (szerzenie myśli). Na dalszych miejscach są: relaks i rozrywka obniżające poziom stresu, obowiązki domowe, dbanie o zdrowie, pomaganie innym.

Wszystkie powyższe odpowiedzi są ogólnikowe i brakuje im pełnego uzasadnienia. Przyjdzie na nie czas, gdy będę rozważał szczegółowo pozostałe wartości.

Nie jestem też tych odpowiedzi pewien, przeciwnie, mam przekonanie, że są inne równie korzystne opcje, o których nie pomyślałem. Możliwe nawet, że są lepsze, bardziej efektywne sposoby na wykorzystanie moich zasobów! Jestem otwarty na wszelkie sugestie, śmiało dawajcie mi znać jakie macie pomysły!

Jedno jest dla mnie jasne, szczególnie gdy chodzi o zasoby finansowe. Jeśli będą tkwić przy moim tyłku, to niczego dobrego nie zdziałają!

Chciałbym podsumować te rozważania. Podzieliłem wolność na dwa pojęcia: Wolność i wolność.

To pierwsze odnosi się do realnej sfery mojej sprawczości, czyli moich stanów wewnętrznych: wyobrażeń, decyzji, refleksji. Ten świat jest niezależny od ignorancji z zewnątrz, tylko ode mnie zależy ile dam sobie Wolności, bo tylko ja mogę ją odbierać i dawać. To, co zewnętrzne nie ma przystępu do tej wewnętrznej twierdzy. Wolność pozorna to obszary decyzji i zjawisk ode mnie niezależnych, czyli w których moja sprawczość jest minimalna i warunkowa. Nie oznacza to, że odrobiny sprawczości, którą w tych obszarach posiadam, nie warto wykorzystać, by poszerzać granice refleksyjności. Niektóre ze wspomnianych elementów znajdą manifestację w innych wartościach, które przedyskutuję w przyszłości.

O granicach wolności – część trzecia

Artykuł omawia różne rodzaje wolności, szczególnie wolność ekonomiczną i cielesną, podkreślając ich etyczną wartość dla społeczeństwa. Skupia się na równowadze między zasobnością a niezależnością, podkreślając, jak ograniczenia wolności ekonomicznej mogą wspierać inne formy wolności. Argumentuje, że refleksyjność społeczeństwa wymaga bezpieczeństwa materialnego.

W dzisiejszym artykule kontynuujemy pracę z poprzedniego, analizujemy kolejne rodzaje wolności pod kątem ich wartości etycznej dla społeczeństwa.

Wolność ekonomiczna

Wzrost zasobności społeczeństwa wpływa pozytywnie na jego refleksyjność, poprzez zmniejszanie ilość osób, które muszą walczyć o zapewnienie bytu i zwiększa ilość tych, którzy cieszą się stabilnością finansową. Jest tu również ryzyko: wzrost zasobności, skutkuje zwiększeniem się ilości ludzi goniących ślepo za zyskiem – czyli będących w ekonomicznej niewoli.
Tak jak dla jednostki, tak dla społeczeństwa, wolność ekonomiczna nie tkwi w maksymalnym zysku, raczej w równowadze: w wolności od ubóstwa i wolności od nadmiaru, bo oba te stany szkodzą refleksyjności. Rzecz w tym, że społeczeństwu trudniej ją osiągnąć niż jednostce, a jej utrata prowadzi do gwałtownych zjawisk społecznych, dodatkowo szkodzących wolności.

O wolność ekonomiczną społeczeństwa dbają dwukierunkowo. Z jednej strony zapewniają swobody ekonomiczne. Podstawową jest swoboda działalności gospodarczej, czyli zdolność do wytwarzania dóbr, ich przechowywania i transportowania. To wolność podejmowania pracy i zatrudniania za uzgodnionym wynagrodzeniem. Wreszcie wolność handlu, czyli sprzedaży i zakupu wytworzonych dóbr, ich wymiany na inne lub ekwiwalent pieniężny. Te fundamenty wolności ekonomicznej nie są niewzruszone, każdy jest ograniczany. Nie wszystkie dobra mogą być wytwarzane, nakładane są wymogi na ich przechowywanie i transport. Za pracę trzeba zapłacić minimalną stawkę. Wielu produktów nie można sprzedawać wcale, a innych nie można sprzedawać pewnym grupą ludzi. Współczesne społeczeństwa nie mają wątpliwości, że fundamenty wolności ekonomicznej nie są monolitami i można je regulować, jest kwestią umowy jak bardzo.
To nieintuicyjne, ale środkami dbałości o wolność ekonomiczną są także podatki i redystrybucja dóbr. To pozorna sprzeczność wynikająca z niezrozumienia różnicy między kontekstem indywidualnym a społecznym. W przypadku indywidualny, nic nie stoi na przeszkodzie, by jednostka gromadziła coraz więcej zasobów. Tak jak omawialiśmy w pierwszej części cyklu, nie ma z tego korzyści, ale nie ma i szkody. W społeczeństwie sytuacja jest diametralnie różna. Zgromadzenie wszystkich zasobów w rękach jednej osoby to katastrofa. Społeczeństwo jest ekonomicznie wolne, czyli maksymalizuje refleksyjność, gdy największa ilość ludzi ma zapewnione środki na przetrwanie i jak najwięcej ma zgromadzone oszczędności, dające bezpieczeństwo. Ten stan można osiągnąć, między innymi poprzez podatki i redystrybucję.

Wolność ekonomiczna sytuuje się najniżej pośród omawianych rodzajów. Właściwie nie zdarza się by inne były jej podporządkowane, a co najmniej żaden przykład nie przychodzi mi do głowy.
Często natomiast ograniczamy wolności gospodarczą jednych, na rzecz drugich. Wspomniana redystrybucja dóbr jest takim zabiegiem. Idea produktów regionalnych (oscypek itp.) i chronionych znaków towarowych są również przykład restrykcji. Temat jest rozległy, ale ekonomiści i prawnicy poświęcili mu dość uwagi, ja więc się tu zatrzymam.

Wolność ekonomiczna jest ograniczana, by inne mogły prosperować. Większość ograniczeń omawialiśmy uprzednio, przypomnę hasłowo kilka z nich: zakaz handlu narkotykami, zakaz niewolnictwa, ochrona przed pozbawianiem minimum egzystencjalnego, zakaz sprzedaż narządów, zakaz stręczycielstwa, zakaz sprzedaży tytoniu i etanolu nieletnim itd.
Czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, żyjemy w świecie mocno ograniczonej ekonomii. Wiele z tych ograniczeń wrosło mocno w społeczność i nie jest kwestionowane, choć każde napotykało na opór, kiedy było wprowadzane.

O wolności ekonomicznej spotykamy wiele fałszywych wyobrażeń, jest on najbardziej niezrozumianą z całej grupy!
Wolność ekonomiczna nie oznacza prawa do szkodzenia innym, nawet jeśli przynosi zyski, nie jest przejawem wolności. W drastycznych sytuacjach nie ma co do tego wątpliwości: przyjmowanie zleceń na zamordowanie czy pobicie człowieka, jest niedopuszczalne i argumenty o swobodzie działalności gospodarczej tego nie zmienią. Wolność ekonomiczna wchodzi w konflikt z wolnością cielesną i musi ustąpić pola. W subtelniejszych sytuacjach, społeczeństwo nie jest tak zdeterminowane. Weźmy produkcję i sprzedaż papierosów, ta aktywność narusza wolność cielesną ludzi używających uzależniającego produktu. Czyni on spustoszenie w społeczeństwie, zabijając jego członków. Ich produkowanie i sprzedaż powinno być zakazane bez oglądania się na swobodę gospodarczą! Także tutaj powinna ustąpić wolności cielesnej. Podobnie dla alkoholu, gdzie konflikt rozciąga się także na wolność sumienia ze względu na zaburzanie pracy mózgu.

Wolności ekonomiczna, nie ogranicza się do swobody wymiany dóbr i obrotu towarem, jest także zdolnością do zapewnienia sobie bytu. System, który spycha masy ludzi w ubóstwo, nie jest wolny, niezależnie ile razy użyjemy tego słowa w nazwie! Gdzie przewaga materialna jest wykorzystana do zmuszania innych, pod groźbą ruiny czy śmierci głodowej, do robienia czego zażyczy sobie posiadacz, tam mamy system półniewolniczy będący zaprzeczeniem wolności! Łatwo poddać się iluzji, że gdzie wszystko można tam jest wolność, warto jednak sprawdzić, czy nie ma jednostek i grup społecznych, które nie mogą absolutnie nic.

Gdzie ludzie umierają z głodu przez brak pieniędzy, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie mieszkają pod mostem, bo nie stać ich na schronienie, tam nie ma wolności ekonomicznej! Gdzie ludzie są wyrzuceni poza nawias bytowania bez swojej winy, tam nie ma wolności! To jest prawdą w obrębie społeczeństwa, a także w skali globalnej. Jeśli w Etiopii ludzie umierają z głodu, bo nie stać ich na jedzenie, to nie ma na świecie wolności ekonomicznej! Ważne, by zdać sobie sprawę, że jesteśmy jednym i że nasze życie nie jest cenniejsze od życia Etiopów, amerykanów czy chińczyków. Wszyscy zasługujemy, by zaspokoiwszy głód rozważać pytania o naturę człowieka.
Uprzedzając argumenty o uzależnionych, którzy trafiają na ulicę ze względu na swój nałóg: społeczeństwo nie ma interesu refleksyjnego, by się nimi zajmować, póki nie zdecydują się leczyć z nałogu, kiedy to ma wielki interes. U czynnego nałogowca nie ma przestrzeni na refleksję, u trzeźwiejącego jest jej ogrom!

Nawet regulowana ekonomia pozostaje sferą, w której możemy sporo zdziałać na rzecz wolności. Zauważyliśmy, że duże rozwarstwienie majątku jest niekorzystne, a to dlatego, że duża grupa ludzi zostaje zepchnięta poniżej granicy ubóstwa. Są oni skoncentrowani na zapewnieniu sobie bytu na najbliższy czas. To nie sprzyja refleksyjności.
Wśród najbogatszych nie ma nic, co by kompensowało tę stratę, a dodatkowe miliony na ich kontach nic nie znaczą dla refleksyjności. Refleksyjność biedaka i bogacza jest równo cenna, więc rozwarstwienie zubaża społeczeństwo.
Jednocześnie całkowita równość nie jest pożądanym stanem. Doza nierówności – najlepiej powyżej minimum, a nawet bezpieczeństwa bytowego – motywuje niektórych do poszukiwania nowych rozwiązań, które pozwolą awansować w społeczeństwie. To pozytywne zjawisko dla refleksyjności, o ile nie przeradza się w kompulsywne dążenie, by mieć więcej. Idealnie wolne społeczeństwo, charakteryzowałoby się zapewnionym bezpieczeństwem finansowym i konkurencją o zasoby nadmiarowe.
Najważniejszym co możemy zrobić dla wzmocnienia wolności ekonomicznej, jest ograniczanie nędzy. Bezpieczeństwo materiale jest przydatne, ale nie równa się, z jakiego przeskokiem dokonuje człowiek, przechodząc od ubóstwa do stabilności. Zwracajmy uwagę na to, co możemy zrobić, by wspomóc taką przemianę, zarówno jako jednostki, jak i społeczeństwo. Nie ograniczajmy się w tym do najbliższego otoczenia, sięgajmy wyobraźnią do innych krajów, na inne kontynenty docierając i tam z naszą pomocą!

Wolność cielesna

Posiadanie kontroli nad własnym ciałem jest istotnym aspektem naszej refleksyjności. Jest ono podstawowym narzędziem i polem doświadczalnym dla woli i myśli, ale choć ważne, nie jest tak kluczowe, jak uważa wielu. Posłużę się przykładem: jeśli w wypadku stracę ramię, moje ciało zmniejszy się, ale moje człowieczeństwo pozostanie nietknięte. Dlatego wnoszę, iż nasza natura nie tkwi w naszych członkach, lecz się nimi posługuje.
Multum aspektów naszej wolności cielesne jest ograniczane lub powinno być. Z perspektywy jednostki wspomnieliśmy o tym. Patrząc z perspektywy społeczeństwa, jest nawet wyraźniejszym, jak ważne jest wytyczanie jej granic.

Podstawowym sposobem systemowego dbania o nią, jest ochrona nietykalności cielesnej. Dotyczy to ochrony przed nadmierną ingerencją władzy, jak i przed atakiem ze strony członków społeczności. Uszkodzenie ciała drugiej osoby, z drobnymi wyjątkami, jest przestępstwem lub wykroczeniem zależnie od okoliczności. Rozciąga się to także na pozbawianie innego możliwości przemieszczania się – czyli więzienie. To aspekt na pograniczu wolności poruszania się.
Jednostka ma władzę decydowania o swoim ciele. W myśl tego zabiegi medyczne mogą być wykonywane za zgodą pacjenta (o ile jest w stanie jej udzielić). Zauważmy, że ta zasada ewoluowała, w przeszłości dokonywano przymusowych lobotomii czy kastracji. Zasada kontroli daje jednostce prawo uszkodzeń swojego ciała, samookaleczenia. Może je modyfikować poprzez tatuowanie, piercing, operacje plastyczne itp. Kobieta powinna móc zdecydować czy zachować ciąże. Niezależnie od tego, czy się z decyzjami jednostki zgadzamy, czy nie, może ona być moralna, bo stanowią wyraz refleksyjności przejawianej w kontakcie z naszą fizycznością. Refleksyjność nie żyje w próżni, a jej wehikułem jest nasze ciało.
To nie zwalnia nas z empatii i odpowiedzialności. Jeśli ktoś okalecza swoje ciało żyletką, nie ma powodu, by taką osobę potępiać lub osądzać. Można jej współczuć tak drastycznych zachowań i starać się jej pomóc, jeśli to możliwe. Nieosądzanie nie oznacza jednak, że moralnym jest dać owej osobie paczkę żyletek w prezencie. To działa na szkodę refleksyjności, promuje kompulsje i jest aktem szkodzenia człowiekowi. Dodam jednak, że są tu niuanse i jeśli wiemy, że konsekwencje niedostarczenia żyletek będą katastrofalne, moralnym może być je dostarczyć. Nie zwalniam też okaleczającego się z moralnej odpowiedzialności przed samym sobą za wyrządzanie sobie krzywdy!

W hierarchii cielesność plasuje się przed przemieszczeniem się i ekonomią. Sama jest ograniczana często na rzecz wolności sumienia i wolności słowa.
Typowym przykładem jest zakaz (lub ograniczenie) sprzedaży, narkotyków. Weźmy heroinę: nielegalnym jest produkowanie, sprzedaż i posiadanie (poza zastosowaniami medycznymi). Stoi to w sprzeczności ze swobodą do zażywania takich substancji, na jakie mamy ochotę. Dyskutowaliśmy poprzednio [LINK] jak niszczycielskie są takie środki dla zdolności do jasnego myślenia. W społeczności szkody rozszerzają się jeszcze na osoby w kontakt z zażywającą oraz na opiekę zdrowotną, która poddana jest obciążeniu z powodu narkotyku. Tracimy ludzkie życie i zdrowie w wyniku przestępstw popełnianych pod wpływem. Tracimy w przeładowany systemie zdrowia, który leczy osoby zażywające. Tracimy wolność przyszłych pokoleń, w dzieciach, które wychowują się z zażywającymi rodzicami. Wolność jednostki do brania blednie przy tak negatywnych konsekwencjach.
Nie każda niszczycielska substancja jest zakazana, dostęp do niektórych jest tylko utrudniany. Wprowadza się ograniczenia wiekowe, opodatkowanie, które ma pokryć koszty dla systemu zdrowia i temu podobne. W innym miejscu podawałem w wątpliwość takie półśrodki, czasem jednak nie da się w praktyce zrobić więcej.

Najczęściej, by chronić wolność cielesną, ograniczamy ekonomiczną. Podam dwa drastyczne przykłady, ale jest ich więcej.
Pierwszy to zakaz niewolnictwa, czyli posiadanie człowieka jako własności. Swoboda cielesna jednej osoby jest ważniejsza od wolności ekonomicznej drugiej. Takie przypadki wciąż się zdarzają, choć są bacznie tropione i eliminowane. Pokusa jest tak wielka, że pojawiły się subtelniejsze sposoby niewolenia, oparte o przymus ekonomiczny, stawiające przed wyborem: albo wykonasz polecenie, albo umrzesz z głodu. Można być refleksyjnym niewolnikiem, ale jest to znacznie trudniejsze, dlatego też niewolnictwo jest nieetyczne.
Drugi przykład to kupowanie organów. Medycyna jest w stanie przeszczepiać narządy, co bywa jedynym sposobem ratowania życia. System dawców powinien być chroniony przed nadużyciami, czyli organy powinny trafiać do najbardziej potrzebujących niezależnie od ich statusu majątkowego czy społecznego. Korumpowanie systemu powinno być surowo karane. Życie bogacza jest warte tyle, co życie nędzarza. To ich refleksyjność ma wartość, a ona niezależna od zasobów materialnych!

Powszechnym błędem przy rozmowach o tej wolności jest przecenianie jej znaczenia. Nie sugeruje tutaj, że jest nieistotna, nic z tych rzeczy, raczej, że jest mniej istotna, niż większość zakłada. Wynika to z jej obosiecznej natury, to znaczy, że może mieć korzystny wpływ na refleksyjność, ale może i negatywny.
Kiedy jednostka niszczy ciało, skraca życie, niszczy umysł narkotykami – wtedy społeczeństwo traci refleksyjność, mimo że są to przejawy popularnie rozumianej wolności cielesnej. Kiedy im się przyjrzymy, zauważymy, że są jednak aktami niewoli. To musi być brane pod uwagę, gdy dyskutujemy jak przeprowadzić jej granice.
Z drugiej strony, jest istotne, by człowiek mógł decydować o swym ciele. Niezgodność między umysłem a ciałem jest niszcząca dla wolności myśli jednostki, a w związku z tym dla jej refleksyjności. Każdy z nas jest artystą, a materia, w której tworzymy to nasze ciało – mimika, mięśnie, tatuaże, blizny i zmarszczki.
Na szczęście konflikt między drugim a pierwszy błędem jest iluzoryczny, bo narkotyki nie są siłą twórczą, lecz niszczącą. Trzymanie ich z dala od naszego organizmu jest godnym pochwały przejawem wolności! W dużej mierze, eksperymenty z substancjami już obnażyły swoją bezużyteczność, można ich zaniechać.

Dbając o ciało, dbamy o wolność. Warto korzystać z wiedzy medycznej i fizjologicznej. Konsultować się z lekarzem i zajmować się chorobami, które nas trapią. Warto dbać o dobry sen i nie ignorować zaburzeń w jego rytmie – jest istotny dla zdrowia naszego mózgu. Regularne uprawianie sportu i utrzymywanie dobrej kondycji przyniesie korzyści w samopoczuciu i jakości myślenia. Eksperymentujmy z nowymi doznaniami i wyzwaniami, ale zawsze z rozsądkiem.
Nie dajmy się zwieść substancjom, które oddziałują bezpośrednio na układy naszego mózgu (układ nagrody). Może się wydawać, że dają przyjemność, radość, zaspokojenie i korzystnie wpływają na życie, ale w ich przypadku nie możemy ufać osobistemu doświadczeniu! Jest ono zaburzone przez hiper stymulacje układu nagrody, pozytywne aspekty zażywania są wzmacniane, negatywne ignorowane. Nasz mózg gromadzi zafałszowane oceny sytuacji! Zamiast polegać na własnych wspomnieniach, złóżmy wiarę w nauce, która bezstronnie bada skutki uboczne, korzyści i szkodliwość tych substancji.
Uważajmy też na substancje, które szkodzą naszemu ciału. Zwracajmy uwagę, co jemy, pijemy, czym się smarujemy. Wiele produktów ma skutki uboczne, które nie są zauważalne natychmiast, lecz po latach. Tam, gdzie dostępne są badania, polegajmy na nich, na opinii ekspertów popartej materiałem doświadczalnym.

Wolność przemieszczania się

Wolność przemieszczania się jest ważniejsza dla społeczeństwa niż jednostki. Idee najlepiej przenoszą się wraz z wyznającymi je ludźmi i choć na jednostkę, poznanie nowej kultury czy spojrzenia na świat, ma niewielki wpływ, to na społeczność już ogromny. Dochodzi do modyfikowania miejscowych paradygmatów, bardzo subtelnego, nieomal niezauważalnego, jednak dotykającego tak wielu, że odciskającego piętno na refleksyjności społeczeństwa. Mieszanie kultur, religii i idei stymuluje ich rozwój. Nawet jeśli się ze sobą konfrontują, to w konfrontacji zmieniają się, a zmiana jest warunkiem koniecznym postępu.
Warto też zauważyć, że swoboda poruszania się dział korzystnie na ekonomię, poprzez zwiększenie wymiany biznesowej i handlowej.

Ważny aspekt dbałości o swobodę przemieszczania się rozgrywa się na poziomie międzynarodowym. Im mniej granic, czy im mniej kontroli na granicach, tym lepiej. Przykładem jest tutaj strefa Schengen. Druga opcja to ruch bezwizowy, im więcej krajów im szerzej na niego zezwala, tym lepiej. Trzecia kwestia to łatwość uzyskania paszportu. Wszystkie razem tworzy środowisko przyjazne swobodzie poruszania się.
Mniej oczywistym aspektem tej wolności jest dostęp do środków transportu. Ujawnia się on w każdej skali od międzynarodowej do gminnej. Tanie połączenia lotnicze, rozwinięta sieć kolejowa międzymiastowa i lokalna. Sieć dróg i autostrad dla dalekich podróży autem. Transport zbiorowy dla miast czy gminy wiejskich. Infrastruktura rowerowa. Wszystko to sprzyja swobodzie przemieszczania się, w skali istotnej dla przeciętnego człowieka.

Wolność ta stoi w wyżej tylko od ekonomicznej, jednak w praktyce rzadko zdarzają się sytuacje, w których byłaby potrzeba ją ograniczać. Zwykle nie oddziałuje negatywnie na rzeczywistość, zachowując niewielki pozytywny wpływ.
Jedynym przypadkiem, który kojarzę z ostatnich lat, bardzo wyrazistym, była pandemia COVID. Tutaj wolność poruszania się została ograniczona drastycznie i sensownie ze względu na wolność cielesną. Uczyniono to, by ograniczyć liczbę ofiar. Innym przykładem, może być wojna. Miejmy nadzieje, że podobne sytuacje zostaną nam oszczędzone, ale nie ma na to gwarancji.

Przykłady ograniczania innych wolności, by chronić tą, tyczą się dziedziny ekonomicznej i są marginalne. Jedną z nich jest służebność gruntów, która wymusza użyczanie terenu na przykład pod swobodny przejazd. Jest wymagana, by okolice ze szczególnie skomplikowaną strukturą własności mogły funkcjonować, acz jej główne zastosowanie to zapewnienie dostępu mediów (linie wysokiego napięcia itp.).
Pewnym ograniczeniem wolności ekonomicznej jest powszechny dostęp do dróg miejskich czy gminnych. W teorii samorządy mogłyby mieć możliwość pobierania myta, tak jak to się czyni na autostradach czy mostach. Praktycznie nie spotyka się podobnych rozwiązań. Swoboda przemieszczania się bierze górę nad chęcią zarobku społeczności.

Typowym błędem przy tej wolności, są próby jej ograniczania. Przez wieki dyktatorzy i inne rządy próbowały uniemożliwiać obywatelom zmianę miejsca pobytu. Często motywował to strach przed fermentem intelektualnym, jaki mobilność przynosi. Wynalazki typu paszport wewnętrzny w ZSRR, czy obowiązek meldunkowy w PRL, to jedne z wielu administracyjnych zamachów na wolność podróżowania.
Jeśli cofniemy się dawniej w historii, trafimy na systemy ekonomiczno-społeczne (feudalny, niewolniczy), które w założeniach miały ograniczanie swobody przemieszczania i osiedlania się.
Wreszcie mamy kwestię prób zatrzymywania uchodźców na granicach. Podobnie jak powyżej motywacją za takim działaniami jest strach. Czasem jest to strach ekonomiczny, że zabraknie zasobów dla nas, jeśli ich przyjmiemy. Czasem kulturowy, że zniszczą naszą kulturę. Czasem religijny, że sprowadzą nam obce wierzenia. Czasem rasowy, że przyniosą gorsze geny do narodu wybranego. Każdy z tych strachów, jest rozdmuchaną przesadą. Większość społeczeństwa zachodu ma zasobów w bród. Jeśli kultura czy religia jest tak słaba, że rozpadnie się pod naporem kilku tysięcy obcych, to może lepiej by upadła? Argumenty rasowe nauka dawno obaliła. Strachy o przestępczość zwykle są wyolbrzymione, a policja potrafi sobie z nią radzić. To, co natomiast stanie się pozytywnego, to wzrost idei, z którymi można dyskutować i o których można dyskutować – a to zysk dla społecznej refleksyjności!

W miarę prostym jest, co możemy uczynić, by tę wolność wspierać: robić więcej tego, co już robimy. Otwierajmy kolejne granice. Im mniej potrzebny jest paszport, tym lepiej! Szukajmy opcji na rozszerzenie strefy Shengen, nowych partnerów, których można by w nią włączyć. Zabiegajmy o zniesienie wiz, by do minimum obniżyć koszty i formalności podróżowania. Niech to będzie ruch w obie strony, dla nas, ale i do nas! Otwórzmy się na imigrację, bo wzbogaci nasz społeczeństwo.
No i jeszcze, rozszerzajmy strefy wolnego handlu, jako element wolnego przemieszczania się. To fantastyczny sposób na stymulowanie rozwoju gospodarczego! Na zakończenie dobra albo zła wiadomość. Ten cykl rozrośnie się na jeszcze jeden artykuł, poświęcony krytyce popularnych mitów o wolności. Właściwie to jeszcze o dwa, ostatni będzie syntezą wszystkiego tego co poruszyłem do tej pory w kilku żołnierskich słowach. Mam nadziej, że to pomoże przyswoić pierwotny materiał. W przyszłości od takiej właśnie będę się starał zaczynać, a nie na niej kończyć.

O granicach wolności – część druga

Artykuł analizuje wolność z perspektywy stoickiej, skupiając się na jej wpływie na refleksyjność jednostki i społeczeństwa. Podkreśla znaczenie wolności sumienia, edukacji oraz wolności słowa i religii, które powinny być chronione i promowane, aby wspierać rozwój myśli i wiedzy w społeczeństwie.

W poprzednim artykule omówiliśmy w kontekście etyki stoickiej kluczowe aspekty terminu „wolność” odnoszące się do doświadczenia jednostki. Zastanawialiśmy się, jak można zmaksymalizować refleksyjność pojedynczego człowieka. Dziś spojrzymy na to zagadnienie z punktu widzenia społeczeństwa – jako ono wyznacza granicę wolności, by maksymalizować globalną refleksyjność.
Gorąco zachęcam, by wpierw przeczytać część pierwszą , inaczej wiele stwierdzeń w tym tekście będzie dla was niejasna!
Polecam także artykuł z przydatnymi definicjami!

Wolność z perspektywy społeczeństwa

Temat od strony jednostki omówiliśmy, zastanówmy się, co się zmieni, gdy zaczniemy mówić o społeczeństwie, czyli jeśli refleksyjność, którą maksymalizujemy, nie jest naszą własną, ale ogólnoludzką? Postaram się nie powtarzać już przytoczonych rozumowań i skupić się na tym, co się zmienia albo co jest zupełnie nowe.

Wolność sumienia

Refleksyjność społeczności korzysta z wolności sumienia jednostek ją tworzących. Jest w jej interesie ustalać prawa i granice innych wolności tak, by korzystała na tym ta konkretna. Zazwyczaj będzie poprawnym ograniczyć wolność ekonomiczną, czy cielesną po to, by poszerzyć swobodę myśli.

Poza dbaniem o utrzymanie możliwie szerokiego jej zakresu rola w rozwijaniu wolności sumienia spoczywa na społeczeństwie poprzez system edukacji i wychowywanie kolejnego pokolenia. Role do odegrania mają tu przede wszystkim rodzice oraz szkoła.
Psychologii znany jest wachlarz zaburzeń, które mają korzenie w dzieciństwie i w procesie wychowania. Każde z tych zaburzeń jest umniejszeniem refleksyjności osoby nim dotkniętej, a przez to także refleksyjności całości.
Idealną sytuacją jest wychowywanie się z niezaburzonymi rodzicami w bezpiecznym domu rodzinnym. Nie jest istotne czy są to rodzice biologiczni, czy są tej samej, czy różnych płci, ważne by byli zdrowymi, dojrzałymi osobami, które dziecko kochają i dają mu opiekę. Takie sytuacje powinno społeczeństwo promować. W miarę możliwości dzieci powinny wyrastać w stabilnych rodzinach.
Przeciwieństwem są rodzice głęboko zaburzeni: znęcający się nad dzieckiem, wykorzystujący je czy krzywdzący na różne sposoby. Wychowanie w takim domu doprowadzi do rozwoju zaburzeń u dziecka. W interesie dobra powszechnego jest, by społeczeństwo wkroczyło i wyrwało młodego człowieka z patologicznej sytuacji.
Między ekstremami rozciąga się spektrum problemów. Gdzie przeprowadzić granicę, kiedy odbieramy dziecko rodzicom? Nie wiem. Określenie tego leży w kompetencji nauk szczegółowych, psychologii i psychiatrii, które mogą szukać optimum.

Społeczeństwo może i powinno ograniczać inne rodzaje wolności, by chronić wolność sumienia. W praktyce już to robi, choć niekoniecznie używa właściwych argumentów. Mam wrażenie, może mylne, że zazwyczaj w dyskusji społecznej, politycznej i prawnej, za nadrzędną uznawana jest wolność cielesna i jej warianty (wolność do życia, zdrowia etc.). Tuż za nią plasuje się wolność ekonomiczna, rozumiana jako prawo do gromadzenia.
Z mojej perspektywy to błędnie ustawiona hierarchia. Źródła błędu dopatruje się w łatwości zmierzenia tych dwóch wolności. Granice ciała są ściśle określone, majątek można policzyć i zweryfikować — obie łatwo przekładają się na język praw i przepisy. Pozostałe wolności są efemeryczne, trudniejsze do zrozumienia i zmierzenia. Niestety, taki argument, choć zrozumiały, jest błędny i sprawia, że akcenty w prawie i kulturze są położone w złych miejscach.

Spójrzmy, jak społeczeństwo ogranicza naszą swobodę, by chronić wolność sumienia i gdzie jest potencjał, by zrobić więcej. Nie będę przechodził przez całą rzeczywistość prawną i społeczną, wezmę tylko jeden przykład, który można próbować uogólniać.
Sięgnę do ulubionego tematu, czyli do substancji psychoaktywnych. Duża grupa tych substancji jest zakazana w obrocie poza medycznym. Dotyczy to narkotyków wszystkich typów: depresantów (heroina, inne opiaty), stymulantów (kokaina, amfetamina) i psychodelików (LSD, pewne grzyby). Ich sprzedaż, produkcja i posiadanie jest zakazane, przy czym zakaz nie dotyczy stosowania ich jako leków. To klarowne rozgraniczenie. Wolność jednostki do zażywania substancji jest ograniczana przez społeczeństwo, ponieważ szkodzą zdrowiu jednostki, generują koszty dla opieki zdrowotnej i tak dalej. Szczególną ochroną otaczamy dzieci, rozumiejąc, że narkotyki są dla młodego organizmu szczególnie szkodliwe.
Argument jest błędny, wniosek słuszny. Te substancje powinny być zakazane dlatego, że działają niszczycielsko na refleksyjność osób je zażywających. Ten wpływ ja dzielę na: wpływ krótkoterminowy (oszołomienie narkotykiem), średnioterminowy (objawy odstawienne), długoterminowy (wieloletnie uszkodzenia zdrowi, szczególnie mózgu) i nagły (psychozy). Nie każdy narkotyk powoduje wszystkie konsekwencje. Przy niektórych są argumenty, że sprzyjają refleksyjności: psychodeliki poprzez trans, stymulanty poprzez zwiększenie aktywności mózgu. Każdorazowo przedstawiciele nauk szczegółowych mogą dyskutować za i przeciw poszczególnych substancji.

Znam trzy wyjątki pośród narkotyków, które nie są zakazane (plus przypadek graniczny). Są to: etanol, który jest narkotykiem o działaniu depresyjnym oraz kofeina i nikotyna, czyli dwa stymulanty. Przypadek graniczny to THCX, czyli kolejny depresant – w Polsce zakazany, ale jego posiadanie nie jest ścigane. W wielu krajach choćby sąsiednich Czechach jest legalny.
Pomimo swej legalności są one poddana ograniczeniom. Przykładowo, alkohol i nikotyna nie mogą być sprzedawana osobą poniżej 18 lat, zakładam, że podobnie marihuana tam, gdzie jest legalna. Kofeina nie ma tego typu ograniczeń, jedynie nie zaleca się podawania jej dzieciom. Dalej: zabronione jest prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, ale nikotyna i kofeina nie są poddane podobnym ograniczeniom – to jest sensowne, ponieważ etanol dział tłumiąco na nasz układ nerwowy i spowalnia reakcji, a dwa pozostałe działają pobudzająco i reakcje przyspieszają. Alkohol i nikotyna są opatrzone ostrzeżeniami o skutkach zdrowotnych, a instytucje odpowiedzialne za zdrowie zalecają powstrzymanie się od ich używania.
Dlaczego akurat te narkotyki są legalne?

W przypadku alkoholu to historyczna zaszłość. Substancja była tak długo obecna w kulturze europejskiej, że przyzwyczailiśmy się do niej. Gdyby alkohol był współczesnym wynalazkiem, byłby nielegalny. Warto dążyć do jego rugowania z kultury, aż do momentu, kiedy będzie można go zakazać przy niewielki oporze.
Jeśli chodzi o nikotynę, to kłopotem jest bardzo silne uzależnienie, które wywołuje – silniejsze od alkoholu, a nawet wielu opiatów. Zakaz sprzedaży nikotyny byłby szokiem dla uzależnionych – mógłby prowadzić do niepokojów społecznych i cierpienia. Systematyczne ograniczanie jej spożycia, aż do momentu, gdy zakaz będzie możliwy do przeprowadzenia, wydaje się dobrą drogą.
Kofeina, choć silnie uzależnia, to nie ma wielu negatywnych skutków ubocznych. Tutaj możemy obserwować i kontynuować badania naukowe, jeśli nie pojawią się nowe ryzyka, nie ma sensu jej zakazywać.
Marihuana to przykład kroku z w złą stronę, wywołanego nielogicznymi pobudkami. Jedna z nich to, że jest mniej szkodliwa od alkoholu, alkohol jest legalny, ergo ona powinna być legalna. Błędem w tym rozumowaniu, jest założenie, że alkohol jest legalny ze względu na swój poziom szkodliwości. Tak nie jest. Legalność alkoholu wynika z innych przyczyn, które nie aplikują się do marihuany. Biorąc pod uwagę jej negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu i refleksyjność, lepiej dla społeczeństwa by pozostała zakazana.

Wiele możemy uczynić dla wolności myśli, jeśli twórczo podejdziemy do systemu edukacji. Jego obecna forma jest niesatysfakcjonująca z perspektywy wspierania dobra w społeczeństwie. Widzę dwa dodatki do tego system: edukację psychologiczną i filozoficzną. Jednak nie jako coś na marginesie, ale jako najważniejsze zajęcia na równej stopie z matematyką i językiem polskim. Wszystko inne (fizykę, chemię, historię etc.) widziałbym jako opcjonalne, poza podstawami, które mogłyby być realizowane jako „Przyroda” i „Nauka o człowieku”. Psychologię możemy rozumieć jako „naukę o emocjach”, a filozofię jako „naukę myślenia”. Oba te zagadnienia mają większy potencjał, by wzmocnić refleksyjność młodych ludzi niż klasyczne program nauczania!

Wolność słowa

Swobodny przepływ idei jest jednym z ważniejszych źródeł rozwoju myśli. Słowa jednego człowieka mogą sprowokować miliony do przemyśleń i refleksji. Dwoje ludzi w otwartej dyskusji wzajemnie podnosi się do wyżyn zrozumienia. Wolność słowa jest konieczna, by mogło to nastąpić, dlatego społeczeństwo i państwo powinny jej skutecznie bronić.

Jest oczywiste, że podstawowa swobody wypowiedzi to brak cenzury, rozumiany jako wolność publikacji i wypowiadania się w przestrzeni publicznej. Bez niej nie ma mowy o pluralizmie. Ważne jest zrozumienie, że ten wymóg rozciąga się poza literę prawa i odnosi się także do presji społecznej. To znaczy, że groźba ostracyzmu czy przemocy ze strony współobywateli, nie zamyka nikomu ust, że wypowiadanie poglądów nie niesie ze sobą tej groźby.
Wolność słowa wymaga, pod względem systemowym i międzyludzkim, by z ideami zmagać się kontrargumentami, a nie cenzurą, ostracyzmem czy napiętnowaniem. Nie bójmy się spierać z najbardziej nawet odrażającymi poglądami, uczmy się raczej uzasadniać racjonalność naszych. Jest intelektualnym lenistwem zamykać usta tym, z którymi się nie zgadzamy, tylko dlatego, że nie chce się nam zrozumieć własnych poglądów.
Idee rodzą się i upadają, zostają zapomniane – potem wracają, jako świeże odkrycie. Jest istotne, by chronić myśl poprzednich pokoleń – zarówno tą, która nam odpowiada, jak i tą, z którą się nie zgadzamy. Funkcję wolnego od cenzury magazynu ludzkiej myśli pełnią biblioteki. Te cudowne instytucje kultury, być może największe osiągnięcie cywilizacji, zbierają zapiski z intencją ich swobodnej dystrybucji. Niezależnie od postępującej cyfryzacji, ich rola pozostaje kluczowa dla wolności słowa!

Wolność słowa plasuje się na drugim miejscu pod względem ważności dla społeczeństwa po wolności sumienia. Oznacza to, że, co do zasady, pozostałe wolności powinny jej ustąpić w wypadku konfliktów. Chcę jednak zaznaczyć, że jest kilka niuansów. Dobrym przykładem są treści kierowane do dzieci i z udziałem dzieci. Te pierwsze, bo mogą zaszkodzić kształtującej się refleksyjności, poprzez manipulację niewykształconym jeszcze umysłem, niemającym odporności porównywalnej z dorosłym. Mam na myśli reklamę kierowaną do nieletnich, indoktrynację ideologiczną i religijną. Te dwie ostatnie są trudne do powstrzymania, bo zazwyczaj indoktrynującymi są rodzice. Nie chodzi o odcięcie młodych ludzi od trudnych zagadnień do osiemnastego roku życia. Specjaliści powinni się wypowiedzieć, gdzie przeprowadzić granicę.
Druga kwestia to treści z udziałem dzieci, od drastycznych (pornografia), do umiarkowanych (np. konkursy piękności dla dzieci). Tworzenie i udostępnianie takich treści działa niszcząco na refleksyjność dwojako: po pierwsze, to ryzyko krytycznego zaburzenia psychiki dziecka (im drastyczniejsza forma, tym większe). Po drugie, to umacnianie i propagowanie zaburzeń u dorosłych zaangażowanych w generowanie i konsumpcję tych treści.
Ograniczenia wolności słowa w tych przypadkach mają sens, bo są korzystne dla refleksyjności.

Przykładem ograniczenia wolności ekonomicznej, by zachować wolność słowa, jest zakaz przekupywania naukowców czy urzędników w celu ukrycia niewygodnej dla nas prawdy. Korupcja tego typu jest karygodna, ponieważ naraża zdolność wielu ludzi do podejmowania poinformowanych decyzji, godzi w ich refleksyjność, pozbawiając ich danych. Nawet gdy prawo bezpośrednio nie wkracza, na przykład w przypadku producentów alkoholu płacących za badania sugerujące jego nieszkodliwość (gdzie konflikt interesów jest ujawniony), opinia publiczna negatywnie patrzy na ten proceder.
Wolność cielesna jest nieustannie łamana dla zachowania wolności słowa. Moja wolność, by widzieć, słyszeć, wąchać etc., tylko to, co mi sprawia przyjemność, jest mi odbierana na każdym kroku. Komunikat medialny, obraz na bilbordzie czy wypowiedź człowieka na ulicy może wywoływać w nas dyskomfort psychiczny i fizyczny. Nie jest on jednak powodem, by w przestrzeni publicznej powstrzymać kogoś od wypowiedzi. Mogę się wycofać do swego domu czy bezpiecznego miejsca i tam izolować się od niepożądanych treści, ale ta izolacja nie rozciąga się szerzej.

Jest kilka praktyk we współczesnym społeczeństwie, które niekorzystnie oddziałują na wolność słowa, niektóre są systemowe, inne społeczne.
Systemowym błędem jest prewencyjna cenzura faszyzmu i komunizmu. W Polsce zakazane jest ich propagowanie. To błąd. Te skompromitowane ideologie na zakazie jedynie zyskują. Nie jest problemem, by w dyskusji pokonać przedstawicieli tych ideologii, nie jest też problemem, pokonać ich w polityce. Jeśli obawiamy się porażki z nimi na tych polach, to pora ostro przysiąść do szlifowania naszej ideologii oraz rozumienia dobra i zła. W starciach z radykalnymi poglądami otwiera się możliwość lepszego zrozumienia naszych własnych i wzmocnienia argumentów przemawiających za nimi. Nie bójmy się tego starcia!
Jeśli chodzi o błędy społeczne, to jednym z nich jest istnienie tematów tabu. Wprawdzie nie każdy temat jest odpowiedni w każdej sytuacji, szczególnie gdy słuchają dzieci, to między dorosłymi istnienie zakazanych tematów jest szkodliwe. Zamyka możliwość zrozumienia ważnych aspektów człowieczeństwa. Refleksyjność cierpi nie tylko u jednostki, ale u całego społeczeństwa. Wymień dowolny temat tabu w komentarzu, a ja dowiodę, że lepiej o nim mówić otwarcie.
Drugi błąd, o którym chciałem wspomnieć to cenzura estetyczna, czyli wykluczanie czegoś z przestrzeni publicznej dlatego, że mi się nie podoba, lub, że mnie gorszy. Moje poczucie zgorszenia nie jest miernikiem wartości idei, dzieła sztuki czy człowieka. Mam prawo do odczuć estetycznych, ale nie by używać ich jako kagańca na wypowiedź drugiego. Zawsze mogę opuścić przestrzeń, w której nadawany jest nieznośny komunikat. We współczesnym świecie próbujemy wszystko przerobić na naszą modłę, a refleksyjność lepiej rozwija się tam, gdzie można wypowiedzieć obrzydliwą prawdę.

Wolność słowa nie ma się źle w naszym społeczeństwie, warto jednak szukać ulepszeń. Czego mi brakuje, to rodzaj Hyde Parku, miejsca, gdzie można publicznie wypowiedzieć dowolne poglądy, myśli, nonsensy. Takiego, w którym są obecni ludzie zainteresowani słuchaniem. Gdzie mogę pójść i wysłuchać mówców wystawiając siebie na myśli, czasem niedorzeczne, ale mimo to stymulujące, a na pewno inne niż w uładzonym przekazie medialnym. Nie jest to więc kwestia wentyla do wykrzyczenia się dla radykałów, to stworzenie okazji by elementem radykalnej myśli zainteresował się stateczny konserwatysta. Jakże płodnie byłoby mieć takie miejsce w każdym większym mieście!

Wolność wyznania

Jak już wspominałem, jest to podgrupa wolności słowa i wiele argumentów odnosi się i tu. Warto wspomnieć o niej osobno, ze względu na wpływ, jaki wywiera na dyskurs polityczny i filozoficzny (w tym etyczny). Swoboda posiadania poglądów na kwestie duchowe jest istotna dla społeczeństwa, bo zamykanie się na jedno spojrzenie, pęta refleksję. Konfrontacja tych idei, mimo ich abstrakcyjnego charakteru, a może dzięki niemu, jest płodna intelektualnie. Podważanie cudzych wierzeń religijnych może być stymulujące dla obu stron. Ważne jest, by chronić je, przed przemocą, która może z takiej konfrontacji wybuchnąć.

Jest kilka kwestii, które w społeczeństwie powinny funkcjonować, by zapewniać wolność wyznania. Podstawową jest rozdział kościoła od państwa. Teoretycznie w ustroju nieprzestrzegającym tej zasady, możliwe jest tolerowanie innych wyznań, ale nie widzę, jak byłoby możliwe, aby były równouprawnione, jeśli jedno ma bezpośredni wpływ na władzę i kształt prawa. Państwo i stanowione prawo powinno pozostać wolne od nakazów religijnych ksiąg i religijnych przywódców. Wtedy jest największa szansa, na utrzymanie swobody dyskusji duchowej.
Te same wolności, które gwarantujemy ideą, a które omawialiśmy w poprzednim punkcie, rozciągnięte być powinny na przekonania religijne.
Wolność religijna wymaga jednak więcej. Nie wystarczy, że wszystkie wierzenia lub ich brak są legalne, konieczna jest systemowa obrona mniejszości religijnych. Jest to cecha ideologii duchowych, że z samego założenia nie dopuszczają do końca istnienia innych. Na zasadzie: ja mam rację, wszyscy inni się mylą, jest moim obowiązkiem, by ich przekonać lub, co gorsza, zmusić do ujrzenia prawdy. Dlatego system powinien mieć mechanizmy zabezpieczające mniejszości religijne przed ekspansją religii dominującej. Wiąże się to z przeciwdziałaniem dyskryminacji na tle religijnym. Czyli państwo powinno dbać, by społeczeństwo nie wyrzucało mniejszości poza nawias, odmawiając im dostępu do ekonomii, do polityki czy do wypowiedzi w mediach i na ulicach. Historycznie można zaobserwować, że religie mają tendencje do czynienia podobnych ruchów, nie wystarczy więc, by prawo nie dyskryminowało, powinno chronić przed dyskryminacją z rąk społeczeństwa.

Pod względem istotności, jest na równi z wolnością słowa, co oznacza, że co do zasady, wolność ekonomiczna, cielesna i przemieszczania się powinny jej ustępować.
Podobnie jak poprzedni są tu niuanse. Wiele z nich dotyczy dzieci i ich indoktrynacji religijnej. To trudny punktu, który nie jest realizowany we współczesnych społeczeństwa, raczej funkcjonuje domniemanie, że rodzice mogą narzucać religię dziecku, w tym okresie życia, kiedy dziecko nie ma możliwość intelektualnych, by podać w wątpliwość wskazówki rodziców. Dla rozwoju refleksyjności, to powinno się zmienić i jak najwięcej dzieci powinno wychowywać się wolne od ideologicznej manipulacji, aż do momentu, kiedy będą w stanie poddać ją krytycznej analizie.
Jest też kilka drastycznych przykładów związanych z okaleczaniem ciała dzieci w wyniku praktyk religijnych. Niektóre z nich są zakazane, inne nie. Czyli jest granica, na jaką rozległość urazów się godzimy.

Konkretnych przykładów ograniczani innych wolności, by zachować wolność wyznania, jest w społeczeństwie sporo. Koncentrują się wokół wspomnianej ochrony mniejszości wyznaniowych. Przykładowo, jest niedopuszczalne, by odmówić obsłużenia kogoś w sklepie ze względu na wyznawaną przez ową osobę religię. Rozciąga się to na inne usługi, właściwie na całą przestrzeń ekonomiczną, która jest jasno podporządkowana wolności religijnej.

Nie widzę rażących systemowych problemów z podejściem do wolności wyznania, prawo rozsądnie ujmuje to zagadnienie. Inaczej sprawa się przedstawia, gdy zaczynamy mówić o społeczeństwie. Tutaj problemów jest sporo, część z nich dotknęliśmy już wcześniej.
Po pierwsze, jest tendencja do narzucania religii innym, zwana nawracaniem. To błąd etyczny. Jeżeli rozważymy sytuację, w której jedna z religii osiąga pełen sukces, czyli wszyscy zostają nawróceni, mamy społeczeństwo, które traci źródło fermentu myśli, czyli konfrontacje idei na tematy metafizyczne. Jedność religijna obniża refleksyjność społeczeństwa, w którym panuje. To przekonanie stoi w konflikcie z etyką większości religii świata, w których za słuszne i moralne uważane jest nawracanie innowierców. Nawrócenie jest uważane za dar, osoba religijna myśli o nim w kontekście ocalenia – podczas gdy jest odwrotnie, dochodzi do zagłady i zniszczenia fragmentu refleksyjności w świecie. Dla jasności nie mam tu na myśli nawracania przemocą, za niemoralne uważam nawracanie słowem.
Po drugie, wysiłki w nawracaniu mogą prowadzić do prób kontrolowania słów i myśli, tu przechodzimy do nawracania przemocą (niekoniecznie fizyczną!). To olbrzymie zagrożenie, szczególnie w społeczeństwach, które są bliskie religijnej jedności i usuwają ostatnie ośrodki odmiennej myśli. To nieetyczne działanie, niebezpieczne dla jakości refleksji społeczności. Kontrola myśli może się też rozciągnąć na wiernych, jako gwarancja, że pozostają oddani religii.
Po trzecie, mamy „delikatniejszą” formę powyższych, czyli niechęć społeczeństwa do innowierców, przejawiająca się brakiem dialogu. To błąd etyczny, który utrudnia wymianę idei między wyznaniami, czyli pozbawia społeczeństwo cennego elementu koegzystencji wielu wierzeń. Społeczeństwo zamknięte nie korzysta z możliwości, jakie niesie różnorodność, co nie ogranicza się zresztą tylko do kwestii religijnych.
Po czwarte błędem systemowym jest dopuszczenie, by religia wpływała na prawo. Każdy przepis prawa powinien mieć świeckie uzasadnienie, które nie zależy od wierzeń konkretnej religii. Może być inspirowany przez jakąś zasadę wiary, ale musi zyskać niezależne od niej uzasadnienie. Czynię to rozróżnienie z praktycznego powodu: wiele rozsądnych praw w naszych kodeksach, wywodzi się z religijnej dysputy, jednak w międzyczasie znalazły dobre świeckie podwaliny. Nie warto wylewać dziecka razem z kąpielą i agitować za zmianą każdego z tych praw, ze względu na ich pochodzenie. Lepiej skoncentrować się na identyfikacji takich praw, które nie mają dobrego świeckiego uzasadnienia i na tym, by współcześnie nie wprowadzać do kodeksów inspiracji religijnych. W przeciwieństwie do wolności słowa, wolność religii w społeczeństwie nie ma się dobrze. Systemowo jest w porządku, mamy świeckie państwo i świeckie prawa, zagwarantowaną swobodę religijną i równość wierzeń. To, co zgrzyta i czego brakuje, to otwartość społeczeństwa na inne wierzenia i na ich brak. Nasz kraj jest jednolity kulturowo, rasowo i religijnie. Nie jesteśmy w młodym wieku wystawiani na wpływy innych wyznań. Nawet jeśli w okolicy są innowiercy, to wiele rodzin przekaże dzieciom nieufność do nich. W większości wypadków chodzi po prostu o to, że innowierców nie ma. To nie do końca prawda, bo w prawie każdej społeczności mamy choćby kilka niewierzących osób, jednak nie są one traktowane jako innowiercy, przez co, nie są naturalnymi partnerami do debat religijnych.
Nasze społeczeństwo zyskałoby na dwóch rzeczach: po pierwsze, traktowaniu ateistów i bez religijnych jako partnerów do rozważań o naturze istnienia – podejmowaniu prób zrozumienia ich punktu widzenia, tak jak mógłby kogoś ciekawić innowierca. Po drugie, zyskalibyśmy na różnorodności wyznań, na zachęcaniu ludzi wszelkiej religii by się do nas sprowadzali, wznosili swoje świątynie etc. Byśmy zaczęli przełamywać jednolitość społeczeństwa pod tym względem – przy okazji pomogłoby też z różnorodnością rasową i kulturową.
W tym miejscu postawię kropkę na ten tydzień. Tekst rozrasta się ponad oczekiwania, w związku z czym wydzielę część trzecią. Omówimy w niej wolność ekonomiczną, cielesną i przemieszczania się oraz zajmiemy się kilkoma popularnymi błędami poznawczymi co do wolności!

Słowniczek definicji kluczowych pojęć

Definicje i pojęcia kluczowe dla zrozumienia wielu treści na blogu.

Pojęcia pierwotne

Rzeczywistość.

Działanie.

Czas.

Chwila czasu.

Przestrzeń.

Punkt przestrzeni.

Zbiór – rozumiany w sensie klasycznym.

Byt.

Definicje

Przedział czasu to zbiór chwil czasu.

Przedział przestrzeni to zbiór punktów przestrzeni.

Stan rzeczywistości to rzeczywistość w danej chwili czasu lub w przedziale czasu.

Wycinek rzeczywistości to rzeczywistość w danych przedziałach przestrzennych i czasowych.

Ciąg to uporządkowany zbiór.

Proces to ciąg stanów rzeczywistości i łączących je działań.

Umysł to wycinek rzeczywistości obejmujący stany wewnętrzne bytu refleksyjnego i zdolnego do przetwarzania danych, umożliwiający analizę, decydowanie i działanie.

Ciało to wycinek rzeczywistości powiązany i stanowiący podstawę istnienia umysłu.

Proces myślowy to ciąg stanów umysłu.

Reakcja to proces złożony ze stanu początkowego, bodźca i stanu końcowego.

Proces logiczny to proces, którego elementami są wynikające z siebie zdania logiczne.

Zdanie logiczne to element rzeczywistości językowej, któremu można przypisać wartość logiczną: prawda lub fałsz.

Proces decydowania to proces logiczny przyjmujący dane, stan początkowy wycinka rzeczywistości i bodziec, a zwracający stan końcowy wycinka rzeczywistości.

Mechanizm decydowania to podciąg elementów procesu decydowania pomiędzy stanem początkowym a stanem końcowym.

Dane to wycinki rzeczywistości dostępne dla schematu decydowania.

Decyzja jest wystąpieniem procesu decydowania dla konkretnego stanu początkowego, bodźca i danych, z konkretnym mechanizmem decydowania, zwracającym konkretny stan końcowy.

Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji.

Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.

Wolność to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.

Wolność jednostkowa to wolność odnosząca się do konkretnego wycinka rzeczywistości.

Wolność jednostki to zbiór wszystkich wolności jednostkowych konkretnego bytu.

Jednostka to byt posiadający umysł. Synonim: osoba.

Wolność społeczeństwa to suma (w sensie unii) zbiorów wolności jednostki jego członków.

Wolności szczegółowe to podzbiory zbioru wszystkich możliwych wolności, wyróżnione na podstawie wspólnego kryterium.
Przykład: wolność przemieszczania się, dotyczy wszystkich wolności związanych ze zmianą miejsca pobytu.

Proces jest refleksyjny, jeśli w jego ciągu zawiera się analiza decyzji, działań i ich skutków, po której następuje decyzja o korektach procesu i działanie korygujące.

Proces jest celowy, jeśli istnieje określony stan fragmentu rzeczywistości do którego prowadzi.

Proces jest pozytywny, jeśli ma cel i jeśli istnieje parametr, który w stanie docelowym jest wyższy niż w stanie początkowym.

Rozwój to pozytywny proces refleksyjny.

Proces jest osobisty, jeśli dotyczy stanu ciała lub umysłu jednej osoby.

Rozwój osobistej refleksyjności to rozwój osobisty, w którym parametrem rosnącym jest zdolność do refleksji.

Rdzeń relacji to stan umysłu refleksyjnego będący parą uporządkowaną, w której pierwszym elementem jest tenże umysł, a drugim dowolny obiekt rzeczywistości.

Właściwość relacji to stan umysłu odnoszący się do rdzenia relacji.

Właściwości relacji to zbiór wszystkich właściwości danej relacji.

Relacja to rdzeń relacji wraz ze zbiorem właściwości.

Parametr to wartość przypisana stanom rzeczywistości, umożliwiająca ich porównanie.

Cecha relacji to podzbiór wszystkich właściwości relacji wybranych na podstawie wspólnego parametru.

Zmiana relacji to proces dodania nowego elementu do zbioru właściwości, usunięcia elementu ze zbioru właściwości, lub zmiany elementu w zbiorze właściwości.

Waga właściwości to parametr nadawany przez umysł każdej właściwości.

Ideologia to zbiór przekonań, które wyjaśniają obecny stan szerokiego wycinka ludzkiej rzeczywistości, proponują idealny/docelowy sposób jego urządzenia i definiują drogę od jednego do drugiego. Ideologia nie musi dotyczyć całego świata, może koncentrować się na kształcie systemu politycznego, społeczeństwa i innych struktur; może też łączyć wiele z tych aspektów.

Wycinek rzeczywistości jest szeroki jeśli dotyczy więcej niż dwóch obiektów. W tym kontekście relacja nie jest szerokim wycinkiem rzeczywistości. Społeczeństwo danego kraju natomiast jest szerokim wycinkiem. Zazwyczaj używamy tego stwierdzenia właśnie w odniesieniu do dużych grup ludzi.

Wycinek rzeczywistości jest ludzki, jeśli jego składowymi są ludzie i sprawy z ludźmi bezpośrednio związane. Rodzina jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Układ słoneczny nie jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości. Polskie społeczeństwo jest ludzkim wycinkiem rzeczywistości.

Religia to szczególny rodzaj ideologii, która źródło swej prawdziwości wywodzi od nadprzyrodzonego (boga, bogów lub innych tworów mistycznych). Nadprzyrodzone oznacza takie, którego istnienia nie można zweryfikować empirycznie.

O granicach wolności – część pierwsza

W artykule omówiono różne aspekty wolności z perspektywy etyki stoickiej. Istotne są: wolność sumienia, wyrażania myśli i słowa, które wspierają refleksyjność jednostki. Zidentyfikowano zagrożenia dla wolności, takie jak nieumiarkowanie czy wewnętrzne ograniczenia. Poruszano również role innych rodzajów wolności w kontekście osobistej i społecznej refleksji.

W poprzednim artykule zdefiniowaliśmy etykę stoicką i pokazaliśmy jak można wywieść z niej hierarchię wartości. Dzisiaj zagłębimy się w temat wolności. Rozważymy go z dwóch perspektyw: indywidualnej i społecznej. Zastanowimy się, jakie są jej przejawy, czy i dlaczego jest ona dobra i co jest dla niej zagrożeniem.

Dla przypomnienia fundamentalną tezą etyki stoickiej jest: dobrym jest to, co zwiększa refleksyjność w świecie.
Dodane 8 kwietnia 2025:
Wolność jednostki to stan jednoczesnego występowania decyzyjności i sprawczości.
Decyzyjność to stan zdolności do podejmowania decyzji. Sprawczość to stan zdolności do podejmowania działań zmierzających do urzeczywistnienia decyzji.
Wolność społeczeństwa to suma wolności jego członków.

Rodzaje wolności

Wolność przejawia się w wielu postaciach i może być różnie rozumiana. Na potrzeby tej dyskusji nazwę i zdefiniuję kilka rodzajów wolności, które są powszechnie znane i nie budzą kontrowersji. Poddam je analizie w kontekście etyki stoickiej, by stwierdzić czy kwalifikują się jako dobro.

Wolność słowa
Oznacza swobodę wypowiadania myśli, poglądów, pragnień i opinii, odbywającą się na piśmie, w mowie czy z użyciem innych form ekspresji. Swoboda oznacza brak kary, zagrożenia karą i lęku przed karą przy podejmowanie wymienionych aktywności. Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: cenzura artykułu w gazecie,
społeczne: powszechnie uznawany za temat tabu,
wewnętrzne: autocenzura wywołana toksycznym wstydem.

Wolność sumienia
Oznacza swobodę do posiadania myśli, fantazji, emocji, ocen, moralności, wartości, refleksji, seksualności i decyzji. Nie dotyczy wyrażanie tych stanów wewnętrznych, tylko ich odczuwania.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: indoktrynacja ideologiczna, grożąca karą za odstępstwa w myśleniu,
społeczne: określanie pewnych preferencji seksualnych jako złych,
wewnętrzna: tłumienie emocji, uważanych za niewłaściwe.

Wolność wyznania
Oznacza swobodę do braku wiary, wiary w dowolne bóstwa lub ich nieistnienie, uznawania dowolnej etyki lub filozofii, a także do ich wyrażania i praktykowania. Jest połączeniem wolności słowa i myśli, w kontekście rozumienia szeroko pojętej duchowości.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz wyznawania konkretnej religii,
społeczne: wypędzanie wyznawców innej religii ze społeczności,
ekonomiczne: zakazywanie handlu przedstawicielom danego wyznania,
wewnętrzne: przyjmowanie bez kwestionowania religii rodziców.

Wolność poruszania się
Oznacza swobodę do przemieszczania się, wyboru miejsca pobytu, podróżowania i wędrowania, z użyciem dowolnego środka transportu.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przekraczania granicy państwa,
społeczne: przemoc wobec obcych na ulicy,
ekonomiczne: brak środków na opłacenie podróży,
wewnętrzne: lęk przed wyjściem z domu.

Wolność cielesna
Oznacz swobodę do decydowania o swoim ciele, jego życiu, modyfikacjach, uszkodzeniach, poruszeniach, wyglądzie, także wolność od uszkodzenia i krępowania ciała przez osoby trzecie. Jest to udzielna władza nad ciałem i jego członkami.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz przerywania ciąży,
społeczne: pobicie do nieprzytomności przez opryszków na ulicy,
wewnętrzne: obsesyjne objadanie się pomimo chęci utraty wagi.

Wolność ekonomiczna
Oznacza swobodę posiadania, gromadzenia i zachowania dóbr materialnych, oraz ich wymiany z innymi, także swobodę zatrudniania i bycia zatrudnionym za wynagrodzeniem. W dobra materialne włączam także własność intelektualną.
Przykładowe ograniczenia tej wolności:
państwowe: zakaz sprzedaży papierosów nieletnim,
społeczne: obrabowanie mieszkania przez złodzieja,
ekonomiczne: inflacja zmniejszająca wartość oszczędności,
wewnętrzne: zakupoholizm.

Wolność z perspektywy jednostki

Stoickimi imperatywem etycznym jest zwiększanie refleksyjności w świecie, rozważając wolność z perspektywy jednostki, dla uproszczenia zawęzimy to kryterium do osobistej refleksyjności. Jej globalne aspekty rozważmy w ramach omówienia perspektywy społecznej.
Różne wolności nie są jednakowo istotne dla refleksyjności jednostki, przykładowo wolność sumienia jest istotniejsza niż wolność przemieszczania się. Uszeregowałem je wstępnie według istotności i w tej kolejności omówię ich wpływ na refleksyjność

Fundamentem naszej refleksyjności jest wolność sumienia. Oznacza ona swobodę umysłu do przetwarzania informacji, decydowania, wyciągania wniosków – czyli bycia refleksyjnym. Ograniczenie tej wolności będzie godzić w naszą refleksyjność. Dobra wiadomość jest taka, że świat zewnętrzny nie zagrozi naszej swobodzie w tym zakresie, o ile mu na to nie pozwolimy. Zła wiadomość jest taka, że jej największy wróg czai się tuż, tuż – to my sami, a konkretnie nasz mózg.

Kojarzycie stan w chorobie, gdy myśli się plączą, trudno przypomnieć sobie fakty, wyciąganie wniosków i rozumienie są powolniejsze i ospałe? W tym stanie wolność myślenia jest ograniczona. Nie tracimy całkowicie zdolności refleksji, ale ich wydajność i poprawność spadają. Więc jest dobrym utrzymywanie ciała w zdrowiu, a gdy zachorujemy leczenia go. Naturalnie od czasu do czasu złapie nas przeziębienie czy inna infekcja, tego nie kontrolujemy.
Inaczej sprawa się ma, gdy sami doprowadzamy się do takiego stanu: kiedy zaniedbujemy higienę snu, nie wysypiamy się i chodzimy zmęczeni, funkcjonowanie refleksyjności jest upośledzone. Kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, tracimy wiele z wolności myśli, funkcjonowanie umysłu jest głęboko zaburzone – jakość i ilość naszej refleksyjności maleje. Gdy odczuwamy objawy kaca, zaburzenie trwa nadal – tracimy jeszcze więcej wydajności myślenia. Przykłady można mnożyć: od bezmyślnego gapienia się w telefon, do wstrzykiwania w żyłę heroiny – takie zachowania obniżają zdolność do refleksji, a decyzje o podejmowaniu ich są błędne.

Kojarzycie stan jasności myśli przychodzący po intensywnym wysiłku albo po dobrze przespanej nocy? Odpowiedzi na trudne pytania zjawiają się same, skomplikowane problemy upraszczają się i znajdujemy na nie rozwiązania, myśli, które nas nawiedzają, możemy przepracować i rozwikłać. To optimum funkcjonowania umysłu, czas, gdy wolność myśli osiąga maksimum. Jest korzystne dla refleksyjności, by jak najczęściej i jak najdłużej przebywać w tym stanie.
Czy można w nim być nieustannie? Nie, z upływem czasu nasza energia się wyczerpuje, tracimy klarowność myśli. Póki nauka nie osiągnie przełomu w medycynie wydajności, lepiej pogodzić się z cyklicznością, której poddane są nasze ciała. Nie oznacza to, że powinniśmy spocząć na laurach, jest wiele działań, które możemy podjąć, by maksymalizować optimum funkcjonowania, przedłużać je i czynić częstszym.
Po pierwsze, unikajmy tego, co szkodzi wolności myśli. Po drugie, dbajmy o zdrowie, ruch i wysiłek, dobre odżywianie, aktywne znajomości oraz uśmiech i radość życia. Po trzecie, twórzmy rutyny sprzyjające pracy mózgu: stałe pory snu, jedzenia, refleksji, lektury i tak dalej.
Filozofia stoicka oferuje praktyki i ćwiczenia, których celem jest maksymalizowanie naszej refleksyjności. Warto z nich skorzystać! Wiele narzędzi terapii poznawczo-behawioralnej wywodzi się ze stoickich praktyk.

Czy mieliście kiedyś sytuację, gdy stłumiliście gniew, bo uznaliście, że nie powinniście go czuć? Czy zdarzyło się, że poczuliście wstyd z powodu fantazji seksualnej? Czy pojęliście decyzję, nie rozumiejąc, dlaczego taką właśnie? To kilka z setek sytuacji, w których sami ograniczamy naszą wolność sumienia. Może to być związane z oddziaływaniem naszej podświadomości, gdy pojawiają się emocje i decyzje, niewynikające ze świadomych procesów myślowych. Inna możliwa przyczyna, to wychowanie: „nie wolno ci się złościć!”. Jeszcze inna to tematy tabu, zabronione nawet w myśli. Wszystko to szkodzi refleksyjności. Ograniczając te zjawiska w naszym funkcjonowaniu, odzyskujemy swobodę myśli.
Sposobów jak to zrobić jest wiele. Stoicyzm oferuje kilka skutecznych praktyk, wiele oferuje terapia i różne formy autoterapii. Niejedno można uzyskać z prostej, szczerej rozmowa z drugim człowiekiem. Kilka sposobów, szczególnie wokół decyzji, można także znaleźć na tym blogu.

Nie można przecenić znaczenia wolności sumienia dla jakości naszej refleksji. Jeśli zostanie nam odebrana, to refleksyjność zginę wraz z nią. Jej umniejszenie umniejsza w nas dobro. Nie przychodzi mi do głowy przypadek, w którym warto byłoby ją ograniczać – jeśli ktoś taki zna, chętnie się dowiem!
Jest najważniejszą ze wszystkich wymienionych, więcej, jest najważniejszą wartością w ogóle. Jest jak maska tlenową w samolocie, najpierw zakładamy ją sobie, byśmy byli w stanie pomóc innym. Wolność sumienia jest jak ta maska, tyle że powinniśmy ją nosić na co dzień, a nie tylko w razie awarii.

Blisko związana z wolnością sumienia jest swoboda ich wyrażania, czyli wolność słowa. Rozumiem ją szeroko, jako dowolną formę ekspresji idei, emocji, przemyśleń. Jej dobroczynny wpływ na refleksyjność jest podwójny: wyrażanie myśli pozwala je uporządkować oraz uzyskać informację zwrotną, która jest paliwem dla dalszej refleksji. Kiedy inni wyrażają swoje przemyślenia, my je odbierać i używamy jako punktów wyjścia do dalszych rozważań. W obu sytuacjach refleksyjność rośnie!

Czy zdarzyło wam się, że opowiadaliście o swoim pomyśle i w miarę postępu wypowiedzi, sami zaczynaliście lepiej go rozumieć? Mnie zdarza się to często przy pisaniu. Sam akt przelewania myśli na papier pozwala przeanalizować je z innej perspektywy. Spojrzeć na nie z zewnątrz i poddać krytyce. Mogą ją przetrwać lub się rozpaść, w obu przypadkach refleksja zyskała na jakości.
Korzystanie w pełni z tej możliwości jest możliwe, wtedy gdy nie odczuwam strachu przed uzewnętrznianiem swoich myśli. Dla efektu nie ma znaczenia, jakie jest źródło strachu, czy jest to siła zewnętrzna (cenzura prawna lub społeczna) czy wewnętrzna (autocenzura). Jest ważne, wtedy gdy staramy się je usunąć.

Czy zdarzyło się wam, że czyjaś rada po wysłuchaniu waszego problemu, pozwoliła go skutecznie rozwiązać? Nie wszystko możemy dostrzec. Szczególnie gdy jesteśmy blisko problemu, tracimy perspektywę, gubimy się w utartych schematach. Wtedy w odblokowaniu naszej myśli pomaga informacja zwrotna. Niekoniecznie musi nam podawać rozwiązanie na tacy, wystarczy, że zainspiruje do świeżego spojrzenia na zagadnienie. Resztę zrobi nasz refleksja kwitnąca pod wpływem zwrotki.
Aby taki scenariusz mógł się urzeczywistnić, druga osoba musi być wolna od strachu przed wyrażaniem opinii, tak jak to opisaliśmy w poprzednim paragrafie.

Czy zdarzyło się wam, że po przeczytaniu książki wiele godzin myśleliście o perypetiach bohaterów, analizowaliście ich decyzje i alternatywne warianty historii? Dzieła sztuki inspirują naszą wyobraźnię, otwierają nowe horyzonty i rodzą myśli, których wcześniej w głowie nie było. Jest w nich siła komunikowania idei (szczególnie w literaturze) oraz inspirująca refleksję złożoność i głębia. Są w niej pytania i emocje, których sobie nie uświadamialiśmy. Nie każda książka, obraz czy opera obudzą tak potężne siły w naszym duchu, ale wiele z nich to uczyni, zasilając pokłady refleksyjności.
By tego dokonać, sztuka musi być wolna od cenzury, kulturowego tabu czy norm estetycznych. Wtedy ma największy potencjał. Każde ograniczenie, niezależnie od intencji, jest ciosem, osłabiającym jej magię.

Czy zdarzyło się wam zapłakać na pięknej arii w operze? Sztuka to nie tylko inspiracja dla myśli, to także źródło pobudzenie naszych emocji. Ci z nas, jak ja, którzy mają kłopoty z odczuwaniem emocji z powodu chorobliwej autocenzury, korzystają szczególnie z doznań estetycznych. Są to nowe wrażenia do zbadania, nowe odczucia, które wprowadzamy w nasz świat. Takie przeżycie zachęca do pogłębionej pracy nad sobą, do usuwania podświadomych barier i rozwijania emocjonalności. Zakładam, że dla ludzi z emocjami zaprzyjaźnionymi, sztuka pogłębia ich zrozumienie i również stymuluje refleksyjność.
Czyhają  na nią te same zagrożenia jak w poprzednim paragrafie.

Szczególnym przypadkiem wolności słowa, połączonym z wolnością sumienia jest wolność wyznania. Nie będę się nad nią osobno rozwodził, dla indywidualnej refleksji wszystko, co jej dotyczy, zostało pokryte w poprzednich punktach – to się zmieni, gdy przejdziemy do refleksji społeczeństwa.

Za zdolność do zabezpieczania swego bytu odpowiada wolność ekonomiczna. To swoboda do posiadania, kupowania, sprzedawania i produkowania dóbr (w tym własnego czasu oraz własności intelektualnej). Współcześnie jest mylnie rozumiana jako mandat, by posiadać więcej: mamy wolność ekonomiczną, a to znaczy, że możemy mieć więcej. To jest półprawda, bowiem prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: mamy wolność ekonomiczną to znaczy, że możemy mieć mniej, tyle ile nam potrzeba i nie więcej. Nie jest wolnym ekonomicznie ten, kto nie może przestać gromadzić coraz więcej!

Korzyści z wolności ekonomicznej to, przede wszystkim, zapewnienie sobie przetrwania – kto umrze z głodu, niczego refleksji nie podda. Więcej, kto musi walczyć o zapewnienie pożywienia i schronienia, nie ma zasobów na refleksyjne myślenie. Wolność do zapewnienia podstawy egzystencji jest niemal równie ważna, jak wolność sumienia.
Dla człowieka jest niezwykle istotne, by miał swobodę zadbania o swoje podstawowe potrzeby. Jak może to osiągnąć, nie jest szczególnie istotne dla końcowego efektu.

Drugim progiem wolności ekonomicznej, która uwalnia refleksyjność, jest bezpieczeństwo materialne. Czyli taki stan posiadania, który pozwala bez obaw patrzeć na naszą przyszłość ekonomiczną. Gdy nie musimy się lękać utraty pracy, bo mamy środki, by przetrwać czas poszukiwania nowej. Nie musimy się lękać kryzysów ekonomicznych, bo mamy zasoby, które możemy awaryjnie zmobilizować. Efekt takiego bezpieczeństwa nie jest tak uderzający, jak minimum egzystencjalnego, ale uwalnia nasze umysł i możemy poświęcić się refleksji, zamiast martwieniu się co przyniesie następny miesiąc. Także w czasie kryzysu mamy dzięki niemu więcej swobody myślenia.

Tak jak w przypadku większości wolności największym zagrożeniem dla wolności ekonomicznej jesteśmy my sami, a konkretnie nasze nieumiarkowanie i chciwość. Co początkowo jest wolnością, może przekształcić się w pułapkę nieustannej pogoni za więcej. Kluczem jest zrozumienie, że majątek wykraczający ponad progi opisane wcześniej, jest z punktu widzenia refleksyjności nieomal całkowicie bezużyteczny. Pieniądze wychodzące ponad próg bezpieczeństwa ekonomicznego, nie wnoszą nic do naszego życia, a czas poświęcony na ich zdobywanie, często jest stracony. Łatwo jednak popełnić błąd uogólnienia i na podstawie tego, jak ważne jest minimum egzystencjalne przypisani równie wielką wartość pieniądzom w ogóle. To krok w pułapkę nieumiarkowania, oddania się magii „więcej”, zamiast błogości „wystarczy”. Tak swoboda ekonomiczna się kończy, bo obsesja zarabiania nie jest żadną swobodą – jest więzieniem. Wolność zmienia się w swoje zaprzeczenie, które zamiast zwiększać naszą refleksyjność, ogranicza ją.

Umieszczenie wolności cielesnej tak nisko na liście może zaskakiwać. Jednak ze stoickiego punktu widzenia, jest to niespecjalny istotny aspekt naszej wolności, co pokrótce uzasadnię. Nie należy tego rozumieć, jako określenie tej wolności bezwartościową! Ma aspekty, które są istotne, choć w większości objawią się one w rozważaniach z perspektywy społeczeństwa.

Jej korzystny wpływ objawia się tam, gdzie idzie z pomocą innym wartościom, stanowiąc wsparcie i umożliwiając ich realizowanie. Kiedy nasze ruchu są ograniczone przez słabość ciała, nie jesteśmy zdolni realizować wolności poruszania się, aspektów wolności słowa oraz wielu przejawów wolności ekonomicznej. Nasz byt ekonomiczny może być zależny od wolności cielesnej, jeśli wykonujemy pracę fizyczną. Wolność cielesna jest fundamentem, na którym budujemy bardziej, a zdrowy fundament jest konieczny dla wzniesienia stabilnej budowli.

Kolejna korzyść z posiadania wolności cielesnej to poczucie kontroli, które nam daje. Sprawczość nad własnym ciałem pozwala nam z większą pewnością i spokojem myśleć o przyszłości. Strach nie jest dobrym kompanem dla refleksyjności i jeśli żyjemy w lęku o siebie – przed napaścią na ulicy, niechcianą ciążą etc. – trudno jest zmobilizować zasoby umysłu do zajmowania się abstrakcjami.
Jest to podobna sytuacja jak z wolnością ekonomiczną, gdzie, póki martwimy się o jedzenie i czynsz, nie zgłębiamy zawiłości filozofii.

Wolność cielesna ma potencjał, by przerodzić się w swoje zaprzeczenie. Zagrożenie to nie płynie z zewnątrz, tylko czyha w nas. Czasem jest to choroby, którą można i warto leczyć – otyłość olbrzymia, depresja etc. Czasem to choroby uzależnienia – od alkoholu lub innych narkotyków. Wtedy sprawa jest prosta – jestem chory, więc się leczę, leczenie bywa trudne, czasochłonne i nie zawsze skuteczne, ale nie ma wątpliwości, że jest konieczne. Częściej mamy podobne działania, które nie mają postaci chorobowej, są wadami charakteru: niesystematyczności diecie i ćwiczeniach fizycznych prowadząca do nadwagi, używanie substancji psychoaktywnych by emocje i się zrelaksować. W obu przypadkach twierdzimy, że realizujemy swoją wolność (do jedzenia, picia, palenia, zażywania tego, na co mamy ochotę), podczas gdy swoją wolność drastycznie ograniczamy. Nadwaga to ryzyko chorób naczyniowych, co prowadzić do przedwczesnej śmierci, a wcześniej do gorszego ukrwienia i funkcjonowania mózgu. Alkohol to czynnik ryzyka wielu chorób, ale przede wszystkim narkotyk upośledzający funkcje mózgu zaraz po spożyciu i w kolejnych dniach na kacu. Dodatkową kategorią, która może, acz nie musi być chorobą, to obsesja na punkcie wyglądu: nieustające kształtowanie sylwetki, bo nigdy nie jest dość dobra, liczne operacje plastyczne, bo nie akceptujemy w pełni swego ciała, anoreksja itd. – większość z nich może być nieszkodliwa, ale każde ma potencjał, by skraść nasze myśli w stopniu upośledzającym refleksyjność.

Ostatnie miejsce w hierarchii zajmuje wolność poruszania się, zazwyczaj obojętna dla refleksyjności. Tylko ekstremalne przypadki jej ograniczenia – np. lęk przed wyjściem z domu – poważnie szkodzą naszemu funkcjonowaniu intelektualnemu. Z drugiej strony, rzadko bywa korzystna, zazwyczaj jest dla nas po prostu obojętna.

Poznawanie innych kultur, kontakt z ludźmi z odmiennym spojrzeniem na świat, nauka nowych języków – to elementy, które niosą pewien pożytek dla naszego myślenia, poszerzają horyzonty. Podróżowanie zorientowane na chłonięcie takich aspektów jest korzystne i im więcej wolności, by ich doświadczać tym lepiej dla refleksyjności. Aby z tego dobrze korzystać, warto zadać sobie pytanie po podróży: czego mnie nauczyła? Jeśli nie potrafimy odpowiedzieć albo odpowiedź brzmi: niczego, spójrzmy krytycznie na nasze podróże, bo mogą być zwykłą stratą czasu.

Każdy z nas potrzebuje wypoczynku. Jest on niezwykle istotny dla refleksyjności, szczególnie gdy jest aktywny, pozwala oczyścić umysł, poukładać w głowie przemyślenia, nad którymi pracujemy. Regeneruje nasze zasoby energii. Pomaga w tym oderwanie się od codziennego otoczenia, które dystansuje nas od codziennych bolączek i natłoku spraw. W tym kontekście wolność przemieszczania się jest korzystna dla refleksyjności. Kwestią otwartą jest, jak daleko musimy się udać? Czy ma znaczeni, czy pojedziemy na Bahamy, czy do Białegostoku?

Brak wolności poruszania się stanowi problem w ekstremalnych formach, a także, gdy łączy się z trudnościami ekonomicznymi czy brakiem innych swobód, czyli jeśli odbiera nam możliwość wykorzystania innych wolności z listy. Na takie niebezpieczeństwa warto zwracać uwagę.
Przemieszczanie się rzadko stanowi problem samo w sobie, o ile nie przerodzi się w obsesję, potrzebę nieustannego bycia w ruchu i niemożność pozostania w miejscu. Zdarza się to rzadko. Wolność poruszania się pozostaje wartością dającą niewielkie zyski i niosącą niewielkie ryzyko.

W tym miejscu zatrzymajmy nasze rozważania. Podejmiemy je w kolejnym artykule, omawiając temat wolność a dobro społeczeństwa oraz badając na kilka popularnych poglądów na temat wolności.

O etyce stoickiej

W dzisiejszym tekście pochylę się nad zagadnieniem etyki stoickiej, o której wspominałem w artykule „O etyce”. Dziś rozwinę temat i streszczę moje rozumienie obecnego stanu etyki stoickiej.

Nie bez powodu piszę o stanie obecnym. Stoicyzm jest żywą filozofią, która nie zakończyła swego rozwoju w starożytności, raczej weszła w stan hibernacji na stulecia, a obecnie wraca do aktywności. Kluczowych zagadnień dla współczesnych stoików, jest przebudowa podwalin etycznych naszej filozofii. Wiele się zmieniło w świecie od epoki, w której niewolnictwo było powszechne, innowierców rzucano na pożarcie lwom, a kobiety nie miały prawa głosu. Budowa nowej etyki dla stoicyzmu to poważna praca, wykraczająca poza moje kompetencje filozoficzne.
Na szczęście nie jestem jedynym stoikiem na świecie! Dziś będę posiłkował się pracą pan Tomasza Mazura „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji” [1]. Od siebie dodam rozdział, w którym rozważę kwestię dla mnie istotne: wolność, rozwój, relacje, twórczość i pracę – czyli moją hierarchię wartości.

Współczesna propozycja ujęcia logiki stoickiej

Dążenie do dobra jest dobrem samym w sobie.

Antyczni stoicy za przykładem Sokratesa, rozumieli dobro jako dążenie, jako kondycję ducha, a nie jako konkretny byt. Droga do celu, jakim jest dobro, sama była dobrem, czyli celem. Jest to jeden z możliwych powodów, dla których trudno jest odnaleźć konkretne zalecenia moralne w pismach stoicki. Zaleceniem jest przyjęcie pewnej postawy wewnętrznej i to proces jej przyjmowania jest dobrem. [1]

Normy etyczne wynikają z formalnego kształtu etyki w stoicyzmie.

Współcześnie rozróżniamy dwa rodzaje aksjologii (nauki o wartościach): aksjologię formalną definiującą czym jest wartość (jak w stoickim rozumowaniu powyżej) i aksjologię merytoryczną, czyli zdefiniowanie konkretnych wartości. We wspomnianej we wstępie pracy autor proponuje, by porzucić ten podział w analizie etyki stoickiej i argumentuje, że aksjologia merytoryczna jest w tej filozofii konsekwencją aksjologii formalnej. [1]
Co to oznacza? Że ze stwierdzenia, że dążenie do dobra jest dobrem, można wywieść konkretnie i praktycznie stoickie normy moralne.

Dobro to refleksja.

Wnioskiem z tych rozważań jest, iż dobrem jest zdolność wchodzenia w stan refleksyjności, że jest to jedyne dobro. Szczegóły argumentacji prześledzić można w materiale źródłowym. Tutaj skupię się na krótkiej dyskusji, czym jest refleksyjność.
Refleksja jest to głębsze zastanowienie się nad czymś, zwykle nad jakimś przeżyciem. Refleksji możemy poddawać własne decyzje, czyli to, co od nas zależne, jak i wydarzenia zewnętrzne, czyli to, co od nas niezależne. Refleksji możemy poddawać także własne refleksje, czyli może stanowić o samej sobie!
Refleksja jest źródłem decyzji, a poprzez owe decyzje zaczątkiem zmiany. Refleksja pozwala ulepszać mechanizmy decydowania i interpretacji danych ze świata.
Refleksja jest zjawiskiem wewnętrznym i zawiera się w kategorii tego, co od nas zależne.

Wartość to stan rzeczy niezależnych.

To, co jest zewnętrze, a więc niezależne, określamy mianem wartości. Co nie oznacza, że wszystko, co zewnętrzne jest wartościowe, a tym bardziej że wszystko jest równie wartościowe. To elementy będące przedmiotem naszego wyboru i naszej refleksji, którym możemy przypisywać wartość i szeregować je w hierarchię.

Wartość jest tym lepsza im bardziej sprzyja refleksyjności.

Przy szeregowaniu wartości w hierarchię, mamy jasną informację etyczną jak to robić. To, co najbardziej sprzyja refleksyjności, jest najwartościowsze i warte wyboru. To, co zmniejsza refleksyjność, jest warte unikania i przeciwdziałania. Każdy z nas, w zależności od osobistej sytuacji, może porządkować wartości w hierarchie, mając na względzie ich wpływ na refleksyjność.

Stoickim dobrem jest maksymalizacja refleksyjności na świecie.

Refleksyjność nie dotyczy tylko jednostki. Chodzi o całościową refleksyjność w świecie. [1] Moja refleksyjność nie jest lepsza od przynależnej drugiemu. To poszerza pole wyboru tego, co wartościowe. Przykładowo, jeśli poświęcając swoje życie, mogę ocalić dziesięć osób, to jest to wartościowy wybór, bo w ten sposób przyczynię się maksymalnie do zachowania refleksyjności. Moje refleksyjność przestanie istnieć, ale refleksyjność dziesięciu osób zostanie zachowana.

Antropocentryzm – jak mu zaradzić.

Rozważania oparte na refleksyjności wprowadzają nas na antropocentryczną ścieżkę, jak że jest to kompetencja właściwa ludziom. Inne organizmy takiej kompetencji nie posiadają – ich zachowanie zmienia na podstawie doświadczenia, czyli zdobywania nowych informacji, a nie poprzez refleksję nad swoim postępowaniem i ulepszanie mechanizmów nim zawiadujących. Etyka stoicka wymaga rozszerzenia, aby objąć cały świat ożywiony. [1]
Rodzi to pytanie, jakich jeszcze rozszerzeń wymaga stoicka etyka, by zgrać się ze współczesną moralnością? I jak dalece pozostanie wtedy etyką stoicką?
Mimo że zgadzam się z zasadnością takiego rozszerzenia, uważam, że burzy ono elegancję pierwotnej konstrukcji.

Jesteśmy swoją refleksyjnością!

Głębokim wnioskiem płynącym z tych rozważań, jest, iż jesteśmy swoją refleksyjnością. [1] Nasze ciało nie jest nami, jest narzędziem i nośnikiem refleksyjności. Ona jest tą cechą, która odróżnia nas od zwierząt i czyni nas ludźmi. Jeżeli mówimy o dbaniu o siebie, to, w po stoicku, mówimy o dbaniu o swoją refleksyjność.
Jeśli tak jest, to nic nie jest w stanie nam zagrozić, poza nami samymi. Siły zewnętrzne mogą zniszczyć nasze ciało, ale nigdy nie dosięgną nas, chyba że im na to pozwolimy. Cytując wypowiedź przypisywaną Sokratesowi:
„Możecie mnie zabić, ale nie możecie mnie skrzywdzić”.

Więcej szczegółów znajdziecie w cytowanej pracy Tomasza Mazura, oraz w dwóch odcinkach podcastu „Ze stoickim spokojem” tegoż autora [2]:
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/1-czym-roznia-sie-cele-od-wartosci/
https://zestoickimspokojem.pl/podcast/104-o-stawianiu-granic-po-stoicku/

Moja teoria wartości w kontekście etyki stoickiej

Wolność

Po pierwsze, możemy rozumieć wolność jako wolność do refleksji. Jeżeli jej nie mamy, nasza refleksyjność jest ograniczona. Zwiększenie zakresu tak rozumianej wolności sprzyja wzrostowi refleksyjności w nas i w świecie.
Kiedy taka może być zagrożona? Jednym przykładem jest zażywanie narkotyków (alkohol, heroina etc.). Substancje te ograniczają naszą refleksyjność, poprzez zaburzanie funkcjonowania mózgu. Ich negatywny wpływ przejawia się i po wytrzeźwieniu w postaci objawów odstawiennych. Także wtedy umysł funkcjonuje w nieoptymalny sposób, a objawy owe mogą trwać i kilkanaście dni po zażyciu.
Czyli zażywanie substancji psychoaktywnych jest złe, bo ogranicza naszą wolność. Tutaj można się dopatrzyć paradoksu: decyzja o tym, by zażyć, jest przejawem wolności, zażywam to, na co mam ochotę. Jednocześnie jest to ograniczenie wolności do pełnej i nieskrępowanej refleksji. Paradoks jest pozorny, bo wolność do zażywania substancji nie poszerza naszej refleksyjności, jest więc nieistotna w zestawieniu z etyczną wolnością do jasnego rozumowani. Utrata swobody w jedzeniu, piciu i zażywaniu tego, na co mamy ochotę, nie ogranicza naszego człowieczeństwa, o czym zaświadczą osoby, które ze względów zdrowotnych poddają się restrykcyjnym dietom. Ich życie traci komfort, ale oni nie tracą ani krztyny swej istoty. Osoba będąca pod wpływem etanolu czy innego narkotyku traci tymczasowo i permanentnie fragment swej tożsamości.

Po drugie, możemy wolność rozumieć jako wolność wymiany idei — produktu i pożywki dla refleksji. Swoboda w przekazywaniu myśli innym sprzyja rozwojowi świadomości u obu stron. Wymiana poglądów, szczególnie gdy różnią się od naszych, wymusza refleksję nad nowymi informacjami. Z obserwacji historycznej, dostrzegamy jak korzystna i płodna jest sytuacja społeczna, w której wolność słowa, sumienia i wyznania jest zabezpieczona.
Kiedy może być zagrożona? Gdy pojawia się cenzura, ta, która ma postać praw wydanych przez władcę, ta, która ma postać tematów tabu i przemilczeń tworzonych przez społeczności, jak i ta, która ma źródło w sile ekonomicznej i pieniądzu uciszając nimi krytyków.
Jest więc wartościowym by, po pierwsze, dzielić się swoimi ideami z innymi. Po drugie, by bronić siebie i innych przed cenzurą ekonomiczną, polityczną i społeczną.

Po trzecie, możemy wolność rozumieć jako wolność od fałszywej refleksji, czyli swobodę od błędnych mechanizmów poznawczych, które nosimy w sobie. Aby mieć przestrzeń na refleksję, powinniśmy kwestionować i podważać nasze założeni co do rzeczywistości. Inaczej mówiąc, nie poddamy refleksji tego, o czym wierzymy, że już to rozumiemy. Z tą iluzją wiedzy, musimy się zmierzyć, by stworzyć przestrzeń dla prawdziwej refleksji.
Kiedy pojawia się zagrożenie? Gdy do podejmowania decyzji i rozumowania, używamy podświadomych, wadliwych mechanizmów poznawczych, zamiast świadomej refleksji.
Jest naszym zadanie, by te mechanizmy w sobie sprawdzać, czy to na własną rękę, czy w terapii. Co więcej, winniśmy zauważać i eksponować przejawy tych mechanizmów, dając sobie szansę na lepszy wgląd w siebie. Obie te czynności sprzyjają refleksyjności, więc są wartościowe.

Tak rozumiem wolność i uzasadniam, że wolność jest dobrem, nie wyczerpałem jeszcze tematu, ta wartość przejawi się w kolejnych punktach mojej hierarchii wartości (przykład: wolność ekonomiczna w kontekście pracy). Dla uniknięcia powtórzeń nie będę ich tu osobno zgłębiał.

Rozwój

Rozwój to budowanie kompetencji. Podstawowe z nich i kluczowe dla podejmowania decyzji i refleksyjnego myślenia, to, według Stoików, logika, fizyka i etyka.
Kształcenie się w logice sprawia, że refleksje nabierają spójności i rygoru. Każda przyswojona tautologia, każdy błąd logiczny, na który się uczulimy, wzmacniają nasze rozumowanie, a więc i naszą refleksję. Kształcąc logiczne kompetencje, stajemy się poprawniejsi, zwięźlejsi i skuteczniejsi w myśleniu — refleksyjność wzrasta, więc jest wartościowym praktykowanie logiki.
Kształcenie się w fizyce, czyli w rozumieniu rzeczywistości, sprawia, że nasze refleksje skupiają się na tym, co kontrolujemy, czyli na reakcjach na wydarzenia zewnętrze. Nie marnujemy czasu na roztrząsanie spraw niezależnych — nasza refleksja nabiera efektywności, jej realny wpływ się zwiększa. W rozróżnieniu między tym, co zależne a niezależne leży klucz do właściwego dysponowania czasem, o który konkuruję wiele podniet we współczesnym świecie. Praktykując fizykę stoicką, skupiamy refleksję na tym, co istotne, więc jest to wartościowa praktyka.
Kształcenie się w etyce, jest kluczem do wybierania pośród tego, co zależne i niezależne, tego, co warte naszego czasu. Fizyka daje nam wybór tego, co rzeczywiste i nierzeczywiste, dzieli to, co rzeczywiste na zależne i niezależne. Etyka wybiera to, co wartościowe w tych dwóch zbiorach. To dzięki etyce wiemy, że warto zajmować się logiką i fizyką. Więcej, to dzięki etyce wiemy, że zajmowanie się nią samą jest wartościowe.

Rozwój jest blisko związany z relacjami i twórczością. Każdej z trzech kompetencji, można nauczać innych ludzi. W relacjach mamy szansę, by dzielić się swoimi refleksjami z innymi, jednocześnie na zasadzie wzajemności korzystamy z ich przemyśleń. W twórczości, którą publikujemy, sięgamy do nieznanych sobie ludzi, do szerszego grona, z ideą wartą przemyślenia, zaszczepiając w nich ziarno wiedzy, mogące przynieść plon. Nasz rozwój osobisty, może się stań dobrem także dla społeczności, w której funkcjonujemy.

Relacje

Relacji z innymi ludźmi, to okazja do przekazywania sobie nawzajem idei, faktów, myśli. Mam możliwość dzielenia się swoimi przemyśleniami i przeżyciami, co daje innym szansę na poszerzenie refleksyjności, a mi daje możliwość ponownego odsłuchania własnych myśli oraz uzyskania informacji zwrotnej. To okazja bym poddał dodatkowej analizie swoje przekonania. Działa to ze wzajemności w drugą stronę. Ludzie dzielą się swoimi ideami ze mną i uzyskują informację zwrotną. Relacje są okazją do wyprowadzania naszej refleksyjności poza nas, by w kontakcie z innymi mogła się wzmocnić i rozwinąć. To zwiększa jakość i ilość refleksyjności i dlatego relacje uważam za wartościowe.

Relacje tworzą istotne pole do dyskusji, nierozumianej jako debaty, tylko takiej, której celem jest zrozumienie. W zdrowej relacji nie walczymy o intelektualną dominację, lecz pracujemy nad poznaniem drugiego — nie chodzi o to, by się zgodzić, ale by się zrozumieć.
Dyskusja jest skutecznym sposobem na pogłębianie zrozumienia własnych idei, by dobrze wysłowić swój punkt widzenia, musimy go dobrze przemyśleć, podobnie jak przy tworzeniu, sięgamy głębiej we własne myśli. W toku rozmowy poddajemy refleksji słowa interlokutora, jest to seria par wypowiedź-refleksja. Po zakończeniu dyskusji, myśli i wątki, które się w niej przewinęły, pracują w nas, skłaniają do dalszej pracy i pogłębiania myśli (przykład: wpis na blogu o hierarchii wartości w grach).
Prowadzenie dyskusji jest wartościowe, a jednym z najlepszych pól do dyskusji jest relacja z drugim człowiekiem.

Relacje niosą ze sobą bezpieczeństwo, które jest ważne, by wyzwalać nasz potencjał do refleksji. W skrócie: kiedy nasz byt jest zagrożony, musimy wydawać energię na jego ochronę, nie wydajemy jej więc na rozmyślania.
Relacje dają nam oparcie, poczucie wspólnoty, przekonanie, że jeśli coś pójdzie nie tak, możemy uzyskać pomocy od innych, nie zostaniemy sami ze swoimi problemami. Relacje są bezpieczną przystanią — wizyta u przyjaciół czy rodziny, może dawać uczucie podobne do otulenia w ciepły kocyk. Będzie wygodnie, ciepło i bezpiecznie – idealne warunki, by oddawać się głębokim przemyśleniom.
Zastrzeżenie: wszystko to pod warunkiem, że relacje nie są toksyczne, że nie dotyczą wampirów energetycznych. Jeśli tak jest, refleksyjność raczej ucierpi, niż skorzysta!
Zdrowe relacje są wartościowe, bo tworzą bezpieczną przestrzeń do refleksji.

Na koniec obserwacja: w relacjach istotny jest aspekt wolności do nieskrępowanego wyrażania poglądów, do dzielenia się obserwacjami — czyli wolność słowa. Zagrożenia dla niej przychodzą z wnętrza relacji – tematy tabu, przemilczenia, kłamstwa. Zwracajmy uwagę w relacjach, nie tylko na to, co się mówi, ale też na to, o czym się milczy.

Twórczość

Twórczość, podobnie jak relacje, to okazja, by dzielić się refleksją z innymi ludźmi, która dociera do szerszego grona niż tylko nasi najbliżsi. Nasze idee nie muszą być przyjęte, nie jest istotne czy ktoś się z nimi zgadza, ważne jest czy skłaniają odbiorcę do refleksji i przemyśleń. Taka twórczość niesie najwięcej wartości, bo największy jest jej potencjał wytwarzania refleksji. Ta reguła odnosi się do każdej ze sztuk. Mnie najbliższe jest pisanie, ale malarstwo, rzeźba, muzyka etc., równie skutecznie prowadzą do pogłębionego przeżywania w odbiorcach.
Pamiętajmy, że twórczość twórczości nierówna — ta, która najsilniej skłania do myślenia, niesie ze sobą wielką wartość.

Przetwarzanie swojego wewnętrznego świata w sztukę jest procesem, w którego trakcie porządkujemy myśli i tenże świat. Sam dostrzegam, jak konkretyzują się pojęcia, o których piszę, nie tylko w zdaniach przelanych na papier, ale także w moim rozumieniu. Koncepcje układają się w logiczne ciągi i struktury, których wcześniej nie było. To tak jakby mieć zbiór przypadkowo rozrzuconych cytatów, które w miarę pracy twórczej zaczynają się układać w akapity, następnie w rozdział, a wreszcie w całą książkę. Tworzenie jest wartościowe, bo porządkuje myśli, zamienia chaotyczną refleksję w uporządkowaną, wzmacnia je przesłanie i czyni lepszym fundamentem dalszych rozważań.

Wraz z porządkowaniem następuje proces pogłębiania refleksji. Myśli nabierają klarowności i łatwo widoczne stają się elementy, w których warto drążyć. Otwarte pytanie same się ujawniają, możemy się nimi zająć, zacząć szukać odpowiedzi. Niejednokrotnie stawałem w sytuacji, gdy praca artykułem wytwarzał zalążek kolejnego, aby daleko nie szukać, ten tekst jest konsekwencją mojej nieudanej pracy nad tekstem o granicach wolności. Niemożność ujęcia wolności w logiczną formę uświadomiła mi konieczność cofnięcia się do idei wartości (w tym mojej hierarchii) i zrozumienia etyki stoickiej. Twórczość jest wartościowa, bo dodaje refleksji głębi.

Na koniec obserwacja: by twórczość spełniała swoją funkcję szerzenia idei, musi być wolna od cenzury. Tutaj zagrożeniami są cenzura systemowa, społeczna i religijna. Jest istotnym, by bronić wolności do nieskrępowanej ekspresji twórczej, co łączy nas z wartością wolności.

Praca

Kiedy zajęci jesteśmy walką o przetrwanie, kiedy głodujemy i zabiegamy o jedzenie, by nie umrzeć, kiedy brakuje nam schronienia i ochron przed żywiołami – poświęcenie czasu na refleksję jest niezwykle trudne. Wzbraniam się przed określeniem „niemożliwe”, ale blisko mu do niemożliwości. Uzyskawszy do dyspozycji podstawowe środki finansowe jako zapłatę za naszą pracę, takie, które pozwalają się najeść, odziać i zapewnić dach nad głową, niezmiernie zwiększamy przestrzeń do refleksji. Nie ma drugiego tak znaczącego skoku w naszej refleksyjności, jak ten zapewniany przez minimum bytowe.
Praca zapewnia przetrwanie, a tylko istniejąc, możemy być refleksyjnymi, jest więc wartością.

Po wykonaniu skoku od ubóstwa do minimum bytowego jest jeszcze jedno istotne przejście związane z pracy i jest to zapewnienie bezpieczeństwa materialnego. Przechodzimy do sytuacji, w której nie tylko nie musimy walczyć o jedzenie i schronienie, ale mamy poczucie, że nasze podstawowe potrzeby są zabezpieczone, nawet jeśli wydarzy się coś niekorzystnego (np. utrata pracy). Nasz świat nie legnie w gruzy i nie wrócimy do walki o przetrwanie. Mamy zasoby finansowe (oszczędności), które pozwalają zapewnić sobie byt przez pewien czas, w którym oczekujemy, że znajdziemy rozwiązanie kłopotów finansowych.
Poczucie bezpieczeństwa płynące z posiadania pracy, która pozwala oszczędzać środki, daje spokój duch, który możemy przetworzyć w przestrzeń do refleksji, czyli praca, która je oferuje, jest wartościowa.

Koncentruje się tu na finansowych aspektach zatrudnienia, co jest związane z tym jaka jest moja relacja z pracą. Wiem, że są ludzie, którzy z pracy czerpią satysfakcję, poczucie spełnienia i temu podobne. Ja nie mam tej przyjemności, moja obecna praca ostatnimi czasy jest dla mnie transakcją czysto finansową.

Mała dygresja, jeśli chodzi o pieniądze jako wartość, bo ten punkt, mógłby w moim przypadku równie dobrze nazywać się „Pieniądze”. Pamiętajmy, że pieniądze mają malejącą wartość. Co przez to rozumiem? Przejście od zera złotych do tysiąca złotych na miesiąc to różnica między być albo nie być. Przejście od stu tysięcy do stu jeden tysięcy nie ma żadnego znaczenia. Im więcej mamy pieniędzy, tym mniej warte są kolejne, które zdobywamy.
Jeśli ktoś ma dość pieniędzy, a wciąż zarabia więcej, może znajdzie natchnienie w następującej refleksji:
Kiedy mój byt jest zabezpieczony, kolejny tysiąc na kącie nie zwiększy mojej refleksyjności. Ten sam tysiąc przekazany na organizację charytatywną i trafiający do osoby, która cierpi niedostatek, lub przynoszący ulgę choremu, ma szansę zwiększyć ich zdolność do refleksji. Jest bardziej wartościowym przekazanie pieniędzy tam, gdzie przynosząc ulgę od cierpienia, niż gromadzeni ich w kieszeni gdzie nie przynoszą nic.

W podsumowaniu dzisiejszego artykułu hasłowo rzucę kilka wartości, których nie ma w mojej hierarchii, ale mogą znajdować się w waszej:
Czy zdrowie jest wartościowe? Tak, zwykle trudniej jest zachować refleksyjność w chorobie. Z wiekiem jego znaczenie rośnie.
Czy rodzina jest wartościowa? Tak, w szczególności posiadanie dzieci, bo tworzymy całkiem nowe byty refleksyjne!
Czy dobroczynność jest wartościowa? Tak, przemieszcza zasoby od osoby, u której nie poprawiają one refleksyjności, do osób, u których mogą być kluczem do jej odblokowania.
Zachęcam, byście podzielili się tym, co wy uważacie za wartościowe i czy wpasowuje się to w postrzeganie wartości przez pryzmat stoicki!

Podsumowując, nowoczesne podejście do etyki stoickiej stawia w centrum pojęcie refleksji i ją czyni kwintesencją dobra. Z takiej etyki można wywodzić wartości i ich hierarchię, jak przedstawiłem na moim przykładzie. Z takiej etyki można też wydedukować moralność i społeczne rozumienie takich pojęć jak „wolność”, ale o tym już w kolejnym artykule.

BIBLIOGRAFIA
[1] Tomasz Mazur, „Definicja dobra i wartości w stoicyzmie: próba reinterpretacji”, https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/publication/90553/edition/81042/content
[2] Tomasz Mazur, „Ze stoickim spokojem”, https://zestoickimspokojem.pl/

O hierarchii wartości w grach

Autor rozważa swoją hierarchię wartości w grach, dzieląc ją na dwa poziomy: zasady gry oraz osobisty cel gracza. W kontekście gier bez i z ukrytą informacją oraz drużynowych i indywidualnych, podkreśla znaczenie relacji, rozwoju osobistego oraz konfliktu między podświadomymi a świadomymi wartościami, co wpływa na emocje podczas rozgrywki.

Jakiś czas temu, przy grze planszowej, zadano mi pytanie: „A jak wygląda twoja hierarchia wartości w grach?”, było to nawiązanie do artykułu: „O wartościach”. W tamtym momencie nie miałem odpowiedzi, ale pytanie ze mną zostało i po czasie do odpowiedzi dotarłem. Dziś podzielę się z wami moimi rozważaniami na ten temat.

W pytaniu dostrzegam dwa poziomy: pierwszy, to hierarchia wartości zamknięta w obrębie zasad gry, to co jest wartościowe dla wyniku w oderwaniu od szerszej rzeczywistości. Drugi poziom to ja grający w grę, dla którego jest on jedną z czynności, w której realizuje swoje wartości.

Rozpocznijmy od hierarchii wartości zamkniętego do zasad gry. Podejmowanie decyzji nie należy tu do człowieka z wartościami wykraczającymi poza plansze, decyzję podejmuje agent znający zasady gry i mający za jedyny cel zwycięstwo. Sytuacja jest prosta: cel jest określony w regułach, a kryterium wartościującym akcje w grze jest zwiększanie prawdopodobieństwa zwycięstwa. Hierarchia ma jeden punkt: osiągnięcie celu, a każdą decyzję można ocenić pod kątem szansy na osiągnięcie go. Wybór ogranicza się do wyboru zagrywki maksymalizującej naszą szansę na zrealizowanie celu. Po prostu: najwartościowsze są te decyzje, które dają największą szansę na zwycięstwo.

Nie zatrzymujmy się jednak na tym poziomie, bo artykuł byłby zdecydowanie za krótki. Skomplikujmy sprawy i rozważmy kilka rodzajów gier. Na początek dwie kategorie: gry bez ukrytej informacji i gry z ukrytą informacją. Przykładem tej pierwszej są szachy, przykładem drugiej gry karciane (na przykład Magic the Gathering, najlepsza gra na świecie).
W grach bez ukrytej informacji jest teoretycznie możliwa analiza każdego posunięcia i znalezienie tego, które prowadzi do zwycięstwa, albo stwierdzenie, że gra zakończy się porażką lub remisem. Zbalansowana gra bez ukrytej informacji formalnie jest remisowa. Rozgrywka szachowa przeprowadzona idealnie musi, zakończy się remisem. Wśród arcymistrzów szachowych, a tym bardziej wśród algorytmów szachowych, można zaobserwować ogromną przewagę remisu nad innymi rozstrzygnięciami. Warto jednak zauważyć, że ani ludzki umysł, ani żaden z komputerów, nie jest w stanie rozwiązać partii szachowej od początku do końca. Można powiedzieć, że idealna sekwencja ruchów, choć istnieje, pozostaje nieznana. Z tego powodu algorytmy szachowe stosują przybliżoną hierarchię wartości, system punktowej oceny pozycji (opartej na liczeniu materiału, siły pozycji etc.). To przybliżenie jest następnie wykorzystywana do podejmowania decyzji o kolejnym ruchu.
W grach z ukrytą informacją zazwyczaj nie ma możliwości znalezienia deterministycznej ścieżki do zwycięstwa. Hipotetycznie, jeśli ilość obiektów w grze jest skończona i nie ma żadnych nieskończonych pętli, możliwe jest zbadanie każdego scenariusza i określenie najlepszej decyzji. Przy czym, nie prowadzi ona z pewnością do zwycięstwa, ale raczej daje jego największe prawdopodobieństwo. To charakterystyczne dla gier z ukrytą informacją (Magic, poker, kości), że decyzje są probabilistyczne, dające szansę na wygraną, ale nie pewność. Ten ich aspekt, zbliża je do tego, jak funkcjonuje realny świat i pewnie dlatego cieszą się wielką popularnością, przewyższającą te w pełni deterministyczne. Hierarchia wartości w takim systemie to uszeregowanie możliwych decyzji ze względu na prawdopodobieństwo odniesienie zwycięstwa, jakie niosą. Sztuką jest właściwe oszacowanie poszczególnych decyzji i to jest najważniejszą umiejętnością w tego typu grach.

Drugi podział, który proponuje, to podział na gry drużynowe i indywidualne. Do tych pierwszych zaliczę także gry kooperacyjne – gracze przeciwko grze, do tych drugich gry samotne – gracz przeciwko grze.
Zacznijmy od gier drużynowych, przykład: piłka nożna — tak, tak, te rozważania nie ograniczają się wcale do gier planszowych i można je stosować do wszelkich sportów. Wśród gier planszowych także znajdziemy sporo przykładów, wiele w typie „gracze przeciwko grze”. Przykładem niech będzie tu „Horror w Arkham”, w który grywam ze znajomymi. W grach tego typu celem jest zwycięstwo drużyny i to determinuje hierarchię wartości. Wszystkie rozważania o grach bez ukrytej i z ukrytą informacją nadal mają zastosowanie: albo szukamy deterministycznej ścieżki do zwycięstwa, albo ruchu z największym prawdopodobieństwem sukcesu. Ważne rozróżnienie polega na tym, że dotyczy to sukcesu drużyny, a nie pojedynczego gracza. Przykładowo, piłkarz podaje lepiej ustawionemu koledze, zamiast próbować samemu zdobyć gola. To otwiera pole do zaburzeń w hierarchii wartości, a w efekcie do błędnych decyzji. Piłkarz, zamiast podać koledze, może próbować samemu zdobyć gola, bo walczy o króla strzelców – to błędna decyzja z perspektywy gry. W grze planszowej: jeden z graczy koncentruje się na wzmacnianiu swojej postaci, zamiast na działaniu na rzecz drużyny.
Przejdźmy do gier indywidualnych, tych, w których mierzą się ze sobą dwaj zawodnicy, jak i tych gdzie jeden gracz zmaga się z grą. Tu sytuacja jest prosta, każdy z graczy gra na swój sukces, czyli określa ruch, który prowadzi do zwycięstwa (jak w szachach) lub ruch dający jego największe prawdopodobieństwo (jak w Magic the Gathering). Trudność nie tkwi w określeniu hierarchii wartości, tylko w zidentyfikowaniu wszystkich dostępnych opcji i ich właściwej ocenie. Warto tu zauważyć, że większość gier wprowadza jakieś ograniczenie czasu na decyzje (zegar szachowy czy licznik czasu w Magic Arena). To dodaje dodatkowy zasób do każdej z tych gier: czas. Gracz musi brać pod uwagę, że nie może poświęcać na swoje decyzje dowolnie dużo czasu i nim skutecznie zarządzać.

Wariacji na temat formatów gier jest więcej niż te wymienione, dwa przykłady: gry kooperacyjne ze zdrajcą, gry w schemacie mistrz gry i drużyna. Nie będę każdej z nich z osobna omawiał, choć niosą ciekawe niuanse. Przykładowo, w grach ze zdrajcą, cel, a z nim hierarchia wartości gracza, może się zmieniać w trakcie gry. W grach z mistrzem gry i drużyną bywa iż cel jest otwarty, a gracze mają możliwość budowania hierarchii wartości dla swoich postaci wedle własnej fantazji.

Zajmijmy się teraz drugim ze wspomnianych na początku poziomów, czyli z hierarchią wartości mnie jako gracza. Co się zmienia, gdy nie jesteśmy tylko agentem rozgrywającym reguły gry?
Kiedy siadam do gry, robię to w konkretnym celu wynikającym z hierarchii wartości. W moim przypadku jest to przede wszystkim chęć podtrzymania i wzmacniania relacja z przyjaciółmi. Po drugie, chęć rozwoju – uczenie się nowych rzeczy czy wysilanie szarych komórek. Wreszcie po trzecie, chęć zwycięstwa, która sprowadza się do skutecznego stosowania reguł gry. Zwycięstwo jest jednak trzeciorzędne. Staram się grać jak najlepiej i podejmować optymalne decyzje, ale jeśli mimo to przegram, to nie jest problem, bo spędziłem czas w dobrym towarzystwie i czegoś się nauczyłem.
Warto zauważyć, że pierwszy punkt, nie ma zastosowania w grach komputerowych, o ile nie jesteśmy połączeni bezpośrednio ze znajomymi w czasie gry. Jeśli gramy przeciwko komputerowi lub przeciwko losowym nieznajomym nie ma elementu budowania relacji. To oznacza, że przy grach komputerowych mamy jedynie rozwój jakichś umiejętności i chęć zwycięstwa, co czynie je uboższymi od gier planszowych dzielonych z ludźmi.
W teorii zwycięstwo jest nieistotne. W praktyce doświadczam uczucia złości, niechęci i rozczarowania, gdy przegrywam. Dlaczego? Przecież zwycięstwo jest nisko na liście priorytetów. Tutaj objawia się konflikt, o którym wspominałem, omawiając hierarchię wartości: moje podświadoma wartości są inne niż świadome! W podświadomości ważniejsze jest zwycięstwo w grze niż przyjaźń czy rozwój. Efektem jest pozorna nieadekwatność emocji do sytuacji. Dlaczego miałbym czuć złość, kiedy świetnie się bawię w towarzystwie przyjaciół? Co z tego, że przegrywam? Przecież zwycięstwo nie ma znaczenia. Otóż ma! Dla mojego wewnętrznego dziecka jest ono absolutnie kluczowe. Dziecko jest egocentryczne, zaabsorbowane sobą, ma ogromną potrzebę imponowania i bycia akceptowanym i wydaje mu się, że tylko wygrywając to uzyska. Dlatego, gdy przegrywam, panikuje, a jego strach zamienia się w gniew.
To wyraźny przykład jak wewnętrznie skonfliktowana hierarchia wartości tworzy niepożądane sytuacje. W moim przypadku skłoniło mnie to do preferowania gier kooperacyjnych ponad antagonistyczne, gdyż te pierwsze nie wyzwalają uczucia złości. Niestety efekty jest silniejszy przy grach komputerowych, tam, gdzie brakuje interakcji z przyjaciółmi, która w naturalny sposób studzi, czy skłania do tłumienia gniewu. Przy grach komputerowych zdołałem już w złości zniszczyć kilka myszek, jedną lub dwie klawiatury, a nawet monitor, w który rzuciłem z całej siły myszką. Dla jasności nie było to lat temu dwadzieścia parę, gdy byłem jeszcze dzieckiem, było to rok temu, gdy byłem już czterdziestoletnim chłopem.
W moim przypadku podświadoma hierarchia wartości jest właściwą dla dziecka i wchodzi w konflikt z dorosłą, którą wykoncypowałem i zbudowałem świadomie. Wydaje mi się, że to nie tylko moja przypadłość, że to dość typowa sytuacja. Rzuca to też nieco światła, jak zgubnym może być pozostawanie dłużej pod kontrolą wewnętrznego dziecka. Póki trwa zabawa i wszystko układa się po jego myśli, dziecko jest najlepszym kompanem. Nikt nie potrafi się tak cieszyć, w pełni odczuwać, cudownie bawić i dlatego warto mieć w sobie wolne wewnętrzne dziecko. Tyle że dzieci takie bywają, częściej natomiast są marudne, zaborcze, obrażalskie, egocentryczne, złośliwe, okrutne, agresywne… Z czasem, w ramach socjalizacji uczą się te cechy poskramiać, a nawet, póki je wykazują, to gniew pięcioletniego malca jest raczej uroczy niż straszny. Ten sam gniew u czterdziestoletniego chłopa, który jest niedojrzały i kontrolowany przez wewnętrzne dziecko, nie ma już w sobie ani krztyny uroku, jest groźny. Dlatego warto kontrolować, kiedy i ile wewnętrzne dziecko otrzymuje władzy, warto badać samego siebie, kiedy i na co mu pozwalamy. Można tu przywołać cytat z „Rozmyślań” Marka Aureliusza:
„Do czego teraz używam swej duszy? W każdym wypadku takie sobie należy postawić pytanie i badać, co się teraz dzieje w tej cząstce, którą nazywają wolą? I czyją mam teraz duszę? Czy nie dziecka? Czy nie chłopięcia?”

Podsumowując, choć hierarchia wartości w świecie gry może być prosta, to jej spotkanie z hierarchią wartości gracza rodzi komplikacje. Tak jak ze wszystkim w życiu, warto wiedzieć, dlaczego siadamy do gry. Kim się stajemy, kiedy gramy? Jakie wartości przyświecają nam, kiedy to robimy? Jakie towarzyszą nam w zwycięstwie, a jakie w porażce?