O hierarchii wartości w grach

Autor rozważa swoją hierarchię wartości w grach, dzieląc ją na dwa poziomy: zasady gry oraz osobisty cel gracza. W kontekście gier bez i z ukrytą informacją oraz drużynowych i indywidualnych, podkreśla znaczenie relacji, rozwoju osobistego oraz konfliktu między podświadomymi a świadomymi wartościami, co wpływa na emocje podczas rozgrywki.

Jakiś czas temu, przy grze planszowej, zadano mi pytanie: „A jak wygląda twoja hierarchia wartości w grach?”, było to nawiązanie do artykułu: „O wartościach”. W tamtym momencie nie miałem odpowiedzi, ale pytanie ze mną zostało i po czasie do odpowiedzi dotarłem. Dziś podzielę się z wami moimi rozważaniami na ten temat.

W pytaniu dostrzegam dwa poziomy: pierwszy, to hierarchia wartości zamknięta w obrębie zasad gry, to co jest wartościowe dla wyniku w oderwaniu od szerszej rzeczywistości. Drugi poziom to ja grający w grę, dla którego jest on jedną z czynności, w której realizuje swoje wartości.

Rozpocznijmy od hierarchii wartości zamkniętego do zasad gry. Podejmowanie decyzji nie należy tu do człowieka z wartościami wykraczającymi poza plansze, decyzję podejmuje agent znający zasady gry i mający za jedyny cel zwycięstwo. Sytuacja jest prosta: cel jest określony w regułach, a kryterium wartościującym akcje w grze jest zwiększanie prawdopodobieństwa zwycięstwa. Hierarchia ma jeden punkt: osiągnięcie celu, a każdą decyzję można ocenić pod kątem szansy na osiągnięcie go. Wybór ogranicza się do wyboru zagrywki maksymalizującej naszą szansę na zrealizowanie celu. Po prostu: najwartościowsze są te decyzje, które dają największą szansę na zwycięstwo.

Nie zatrzymujmy się jednak na tym poziomie, bo artykuł byłby zdecydowanie za krótki. Skomplikujmy sprawy i rozważmy kilka rodzajów gier. Na początek dwie kategorie: gry bez ukrytej informacji i gry z ukrytą informacją. Przykładem tej pierwszej są szachy, przykładem drugiej gry karciane (na przykład Magic the Gathering, najlepsza gra na świecie).
W grach bez ukrytej informacji jest teoretycznie możliwa analiza każdego posunięcia i znalezienie tego, które prowadzi do zwycięstwa, albo stwierdzenie, że gra zakończy się porażką lub remisem. Zbalansowana gra bez ukrytej informacji formalnie jest remisowa. Rozgrywka szachowa przeprowadzona idealnie musi, zakończy się remisem. Wśród arcymistrzów szachowych, a tym bardziej wśród algorytmów szachowych, można zaobserwować ogromną przewagę remisu nad innymi rozstrzygnięciami. Warto jednak zauważyć, że ani ludzki umysł, ani żaden z komputerów, nie jest w stanie rozwiązać partii szachowej od początku do końca. Można powiedzieć, że idealna sekwencja ruchów, choć istnieje, pozostaje nieznana. Z tego powodu algorytmy szachowe stosują przybliżoną hierarchię wartości, system punktowej oceny pozycji (opartej na liczeniu materiału, siły pozycji etc.). To przybliżenie jest następnie wykorzystywana do podejmowania decyzji o kolejnym ruchu.
W grach z ukrytą informacją zazwyczaj nie ma możliwości znalezienia deterministycznej ścieżki do zwycięstwa. Hipotetycznie, jeśli ilość obiektów w grze jest skończona i nie ma żadnych nieskończonych pętli, możliwe jest zbadanie każdego scenariusza i określenie najlepszej decyzji. Przy czym, nie prowadzi ona z pewnością do zwycięstwa, ale raczej daje jego największe prawdopodobieństwo. To charakterystyczne dla gier z ukrytą informacją (Magic, poker, kości), że decyzje są probabilistyczne, dające szansę na wygraną, ale nie pewność. Ten ich aspekt, zbliża je do tego, jak funkcjonuje realny świat i pewnie dlatego cieszą się wielką popularnością, przewyższającą te w pełni deterministyczne. Hierarchia wartości w takim systemie to uszeregowanie możliwych decyzji ze względu na prawdopodobieństwo odniesienie zwycięstwa, jakie niosą. Sztuką jest właściwe oszacowanie poszczególnych decyzji i to jest najważniejszą umiejętnością w tego typu grach.

Drugi podział, który proponuje, to podział na gry drużynowe i indywidualne. Do tych pierwszych zaliczę także gry kooperacyjne – gracze przeciwko grze, do tych drugich gry samotne – gracz przeciwko grze.
Zacznijmy od gier drużynowych, przykład: piłka nożna — tak, tak, te rozważania nie ograniczają się wcale do gier planszowych i można je stosować do wszelkich sportów. Wśród gier planszowych także znajdziemy sporo przykładów, wiele w typie „gracze przeciwko grze”. Przykładem niech będzie tu „Horror w Arkham”, w który grywam ze znajomymi. W grach tego typu celem jest zwycięstwo drużyny i to determinuje hierarchię wartości. Wszystkie rozważania o grach bez ukrytej i z ukrytą informacją nadal mają zastosowanie: albo szukamy deterministycznej ścieżki do zwycięstwa, albo ruchu z największym prawdopodobieństwem sukcesu. Ważne rozróżnienie polega na tym, że dotyczy to sukcesu drużyny, a nie pojedynczego gracza. Przykładowo, piłkarz podaje lepiej ustawionemu koledze, zamiast próbować samemu zdobyć gola. To otwiera pole do zaburzeń w hierarchii wartości, a w efekcie do błędnych decyzji. Piłkarz, zamiast podać koledze, może próbować samemu zdobyć gola, bo walczy o króla strzelców – to błędna decyzja z perspektywy gry. W grze planszowej: jeden z graczy koncentruje się na wzmacnianiu swojej postaci, zamiast na działaniu na rzecz drużyny.
Przejdźmy do gier indywidualnych, tych, w których mierzą się ze sobą dwaj zawodnicy, jak i tych gdzie jeden gracz zmaga się z grą. Tu sytuacja jest prosta, każdy z graczy gra na swój sukces, czyli określa ruch, który prowadzi do zwycięstwa (jak w szachach) lub ruch dający jego największe prawdopodobieństwo (jak w Magic the Gathering). Trudność nie tkwi w określeniu hierarchii wartości, tylko w zidentyfikowaniu wszystkich dostępnych opcji i ich właściwej ocenie. Warto tu zauważyć, że większość gier wprowadza jakieś ograniczenie czasu na decyzje (zegar szachowy czy licznik czasu w Magic Arena). To dodaje dodatkowy zasób do każdej z tych gier: czas. Gracz musi brać pod uwagę, że nie może poświęcać na swoje decyzje dowolnie dużo czasu i nim skutecznie zarządzać.

Wariacji na temat formatów gier jest więcej niż te wymienione, dwa przykłady: gry kooperacyjne ze zdrajcą, gry w schemacie mistrz gry i drużyna. Nie będę każdej z nich z osobna omawiał, choć niosą ciekawe niuanse. Przykładowo, w grach ze zdrajcą, cel, a z nim hierarchia wartości gracza, może się zmieniać w trakcie gry. W grach z mistrzem gry i drużyną bywa iż cel jest otwarty, a gracze mają możliwość budowania hierarchii wartości dla swoich postaci wedle własnej fantazji.

Zajmijmy się teraz drugim ze wspomnianych na początku poziomów, czyli z hierarchią wartości mnie jako gracza. Co się zmienia, gdy nie jesteśmy tylko agentem rozgrywającym reguły gry?
Kiedy siadam do gry, robię to w konkretnym celu wynikającym z hierarchii wartości. W moim przypadku jest to przede wszystkim chęć podtrzymania i wzmacniania relacja z przyjaciółmi. Po drugie, chęć rozwoju – uczenie się nowych rzeczy czy wysilanie szarych komórek. Wreszcie po trzecie, chęć zwycięstwa, która sprowadza się do skutecznego stosowania reguł gry. Zwycięstwo jest jednak trzeciorzędne. Staram się grać jak najlepiej i podejmować optymalne decyzje, ale jeśli mimo to przegram, to nie jest problem, bo spędziłem czas w dobrym towarzystwie i czegoś się nauczyłem.
Warto zauważyć, że pierwszy punkt, nie ma zastosowania w grach komputerowych, o ile nie jesteśmy połączeni bezpośrednio ze znajomymi w czasie gry. Jeśli gramy przeciwko komputerowi lub przeciwko losowym nieznajomym nie ma elementu budowania relacji. To oznacza, że przy grach komputerowych mamy jedynie rozwój jakichś umiejętności i chęć zwycięstwa, co czynie je uboższymi od gier planszowych dzielonych z ludźmi.
W teorii zwycięstwo jest nieistotne. W praktyce doświadczam uczucia złości, niechęci i rozczarowania, gdy przegrywam. Dlaczego? Przecież zwycięstwo jest nisko na liście priorytetów. Tutaj objawia się konflikt, o którym wspominałem, omawiając hierarchię wartości: moje podświadoma wartości są inne niż świadome! W podświadomości ważniejsze jest zwycięstwo w grze niż przyjaźń czy rozwój. Efektem jest pozorna nieadekwatność emocji do sytuacji. Dlaczego miałbym czuć złość, kiedy świetnie się bawię w towarzystwie przyjaciół? Co z tego, że przegrywam? Przecież zwycięstwo nie ma znaczenia. Otóż ma! Dla mojego wewnętrznego dziecka jest ono absolutnie kluczowe. Dziecko jest egocentryczne, zaabsorbowane sobą, ma ogromną potrzebę imponowania i bycia akceptowanym i wydaje mu się, że tylko wygrywając to uzyska. Dlatego, gdy przegrywam, panikuje, a jego strach zamienia się w gniew.
To wyraźny przykład jak wewnętrznie skonfliktowana hierarchia wartości tworzy niepożądane sytuacje. W moim przypadku skłoniło mnie to do preferowania gier kooperacyjnych ponad antagonistyczne, gdyż te pierwsze nie wyzwalają uczucia złości. Niestety efekty jest silniejszy przy grach komputerowych, tam, gdzie brakuje interakcji z przyjaciółmi, która w naturalny sposób studzi, czy skłania do tłumienia gniewu. Przy grach komputerowych zdołałem już w złości zniszczyć kilka myszek, jedną lub dwie klawiatury, a nawet monitor, w który rzuciłem z całej siły myszką. Dla jasności nie było to lat temu dwadzieścia parę, gdy byłem jeszcze dzieckiem, było to rok temu, gdy byłem już czterdziestoletnim chłopem.
W moim przypadku podświadoma hierarchia wartości jest właściwą dla dziecka i wchodzi w konflikt z dorosłą, którą wykoncypowałem i zbudowałem świadomie. Wydaje mi się, że to nie tylko moja przypadłość, że to dość typowa sytuacja. Rzuca to też nieco światła, jak zgubnym może być pozostawanie dłużej pod kontrolą wewnętrznego dziecka. Póki trwa zabawa i wszystko układa się po jego myśli, dziecko jest najlepszym kompanem. Nikt nie potrafi się tak cieszyć, w pełni odczuwać, cudownie bawić i dlatego warto mieć w sobie wolne wewnętrzne dziecko. Tyle że dzieci takie bywają, częściej natomiast są marudne, zaborcze, obrażalskie, egocentryczne, złośliwe, okrutne, agresywne… Z czasem, w ramach socjalizacji uczą się te cechy poskramiać, a nawet, póki je wykazują, to gniew pięcioletniego malca jest raczej uroczy niż straszny. Ten sam gniew u czterdziestoletniego chłopa, który jest niedojrzały i kontrolowany przez wewnętrzne dziecko, nie ma już w sobie ani krztyny uroku, jest groźny. Dlatego warto kontrolować, kiedy i ile wewnętrzne dziecko otrzymuje władzy, warto badać samego siebie, kiedy i na co mu pozwalamy. Można tu przywołać cytat z „Rozmyślań” Marka Aureliusza:
„Do czego teraz używam swej duszy? W każdym wypadku takie sobie należy postawić pytanie i badać, co się teraz dzieje w tej cząstce, którą nazywają wolą? I czyją mam teraz duszę? Czy nie dziecka? Czy nie chłopięcia?”

Podsumowując, choć hierarchia wartości w świecie gry może być prosta, to jej spotkanie z hierarchią wartości gracza rodzi komplikacje. Tak jak ze wszystkim w życiu, warto wiedzieć, dlaczego siadamy do gry. Kim się stajemy, kiedy gramy? Jakie wartości przyświecają nam, kiedy to robimy? Jakie towarzyszą nam w zwycięstwie, a jakie w porażce?

O logice

Artykuł omawia różne rodzaje logiki, z naciskiem na logikę dwuwartościową i jej ograniczenia, wprowadzając trójwartościowe oraz rachunek prawdopodobieństwa. Wskazuje, jak logika wspiera proces podejmowania decyzji, identyfikuje błędy logiczne oraz proponuje metody ćwiczenia umiejętności logicznego myślenia.

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Marek Aureliusz, „Rozmyślania

Czym jest logika?

Ucząc się w szkole o logice, poznajemy logikę dwuwartościową, to znaczy taką, w której zdanie logiczne może być prawdziwe, bądź fałszywe. Takie podejście jest jednocześnie proste i wielce użyteczne. Okazała swoją siłę przez wieki w filozofii, nauce i technice (współczesny przykład: systemy komputerowe oparte na klasycznych bitach). Pomimo tych zalet, ten schemat jest zadziwiająco niepraktyczny w codziennych zastosowaniach. Brakuje mu trzeciej możliwości, najczęstszej, możliwości, że „nie wiem”. Klasyczny system da się rozbudować i włączyć trzeci stan logiczny, tworząc logikę trójwartościową. Kolejnym krokiem w rozbudowie tego systemu jest wprowadzenie ciągłej skali między fałszem (0) a prawdą (1), czyli uogólnienie logiki do rachunku prawdopodobieństwa.
Wszystkie trzy podejścia mają swoje zastosowania i poświęcimy im w dzisiejszym artykule nieco czasu, koncentrując się jednak na logice klasycznej. Prawdopodobieństwu, jako szerokiemu zagadnieniu, poświęcimy jeszcze czas w przyszłych tekstach.
Tekst ten nie ma ambicji być wykładem z logiki, wprowadzę jedynie podstawowe zagadnienia i przejdę do rozważań nad rolą logiki w naszych decyzjach. Czytelnik ciekawy szczegółów, można znaleźć ich wiele w następujących pozycjach: [L1, L2].

Zacznijmy od logiki dwuwartościowej, którą wielu z nas kojarzy ze szkoły. W tym systemie zdanie może przyjąć jedną z dwóch wartości: prawda lub fałsz. Zdania złożone budujemy, używając spójników logicznych: „lub” (alternatywa), „i” (koniunkcja), „jeżeli to” (implikacja), „nieprawda, że” (negacja), „wtedy i tylko wtedy gdy” (równoważność), „albo” (alternatywa wykluczająca). Do tego dochodzą jeszcze dwa kwantyfikatory: „dla każdego X” (kwantyfikator ogólny) oraz „istnieje taki X, że” (kwantyfikator szczegółowy).
Najważniejsza dla logiki, a jednocześnie najtrudniejsza do pojęcia, jest implikacja – podstawowe narzędzie wnioskowania. Poświęcę jej więcej uwagi niż pozostałym, jako że wiele błędów rozumowania, ma związek z właściwościami implikacji. Symbolicznie zapisujemy ją jako (p => q), co wyrazić można słowami jako „jeżeli p to q”. Tabelka logiczna dla implikacji wygląda następująco:

qqp => q
111
100
011
001

Implikacja jest fałszywa wtedy i tylko wtedy gdy poprzednik (p) jest prawdziwy a następnik (q) fałszywy, czyli kiedy z prawdy wynika fałsz. Wynikanie prawdy z prawdy i fałsz z fałszu są intuicyjne. Nieintuicyjne jest, że z fałszu, może wynikać prawda. Ta właściwość implikacja jest źródłem największych nieporozumień w jej stosowaniu, powiemy więcej w części poświęconej błędom logicznym.

Logiki trójwartościowe rozszerzają zbiór możliwych wartościowań zdań do trzech elementów. Uzasadnienia dla wprowadzenia trzeciego elementu, mogą być różne, ale dla nas interesujące są, gdy trzeci element ma wyrazić niepewność. Taki zabieg przybliża logikę do codzienności, w której pojęcia prawdy i fałszu, są przyćmione przez powszechne „nie wiem”.

Dla ciekawskich: tabela implikacji w logice trójwartościowej Łukaszewicza:

q\p0½1
0111
½½11
101/21

Zauważcie, że po wycięciu rzędów odpowiedzialnych za wartość ½ tabelka upraszcza się do klasycznej implikacji. Ta logika jest więc rozszerzeniem logiki klasycznej.

Zagłębianie się w szczegóły techniczne takich systemów, nie jest przedmiotem tego artykułu, zresztą brak mi wiedzy, by się nimi zajmować. Natomiast w potocznym sensie, będę się odwoływał do koncepcji „nie wiem”, jako dopuszczalnego wartościowania twierdzeń i przywołam tę kwestię przy omawianiu błędów logicznych, o ile będzie to konieczne.

                Ostatnia z teorii rozszerza możliwe wartościowania na wszystkie liczby rzeczywiste między 0 a 1. To rachunek prawdopodobieństwa — potężne narzędzie stosowane szeroko w nauce, rzadziej na co dzień, ze względu na stopień skomplikowania. Wrócimy jeszcze do niego, bo warto się z nim zaprzyjaźnić i stosować w naszym życiu częściej. [L3,L4]
Zagadka: tylko jedno z czterech źródeł powyżej czytałem. Zgadnijcie które!

Jaką rolę logika pełni w procesie decyzji?

Logika przenika wszystkie kroki procesu podejmowania decyzji. Od momentu, gdy identyfikujemy sytuację wymagającą decydowania, gdzie współdziała z fizyką, poprzez ocenę zasadności poszczególnych opcji, gdzie towarzyszy jej etyka, aż po wybór opcji od zrealizowania. Spójrzmy na cały proces i określmy, jak logika pracuj w poszczególnych punktach.

Przypominam schemat z artykułu „O podejmowaniu decyzji”:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.

(1) Fizyka zbiera wrażenia zmysłowe, sygnały emocjonalne i luźne przekonania, określa czy są rzeczywiste, czy też nie. Gdy ten informacje zostaną zebrane, możemy przeprowadzić ich logiczną syntezę, by wyciągnąć wniosek czy w zaistniałej sytuacja potrzebna jest decyzja.
(2) Fizyka określa, co jest od nas zależne a co nie. Elementy logiki pomagają w podjęciu tych ocen, każda z nich jest rozumowaniem logicznym, odpowiadającym na pytanie, czy to jest ode mnie zależne? Fizyka używa logiki jako narzędzia.
(3) Ten punkt jest pogłębieniem zbierania danych z punktu (1). Tutaj wpływ logiki jest minimalny, jedynie okazjonalnie potrzebne jest rozumowanie odpowiadające na pytanie: czy to istotne dla danej sytuacji?
(4) Podobnie jak w punkcie (3) wpływ logiki nie jest tu kluczowy. Jedyne miejsce, gdzie jej zastosowanie ma sens, to określenie czy dane wspomnienie lub doświadczenie odnosi się do bieżącej sytuacji.
(5) Etyka kierunkuje decyzje o wartości poszczególnych opcji. Logika gra pomocniczą rolę przy rozumowaniach: czy opcja X wspiera wartość Y? Logika jest narzędziem etyki. Logika gra większą rolę przy tworzeniu hierarchii wartości, to jednak oddzielny proces.
(6) Tu logika jest dominującą sztuką. Rozumowania: czy opcja X jest korzystniejsza niż opcja Y. Dokonujemy porównań dostępnych opcji i szeregujemy je według ich wartości. Im bardziej opcje są do siebie zbliżone, tym większy wysiłek logiczny potrzebny jest do rozstrzygnięcia między nimi.
(7) Ten punkt jest trywialny, opcje są uszeregowane w punkcie (6), w przypadku remisu możemy potrzebować dodatkowego rozumowania, by go rozstrzygnąć i do niego użyjemy logiki.
(8) Jeśli zakres decyzji był wystarczająco ograniczony, ten punkt jest trywialny, jako że decyzja będzie przepisem na działanie. Jeśli jednak był on mglisty, szerszy, wtedy na tym etapie logika, fizyka i etyka muszą współpracować, by wygenerować konkretne działania płynące z powziętej decyzji – co sprowadza się do odpalenia mini procesu decyzyjnego!

Jakie błędy logiczne często popełniamy?

Nie znam statystyk, które stwierdzałyby, które błędy logiczne są najczęstsze, poniższa lista będzie więc subiektywnym wyborem tych, które uważam za powszechne i tych, które mnie ciekawią lub bawią. Lista nie jest wyczerpująca, więcej znaleźć można na Wikipedii [6]. Na blogu wrócimy kiedyś do tematu i poświęcimy artykuł tylko błędom logicznym.

Argument z fałszywości poprzednika i argument z błędnego argumentu [7,8]
Wspominałem w pierwszej części artykułu, że wiele błędów logicznych jest związanych z zawiłościami implikacji. Koronnym przykładem jest tu argument z fałszywości poprzednika. Oto jego struktura:
wiemy, że prawdą jest, iż jeżeli P to Q, wiemy, że P jest fałszywe, z tych przesłanek wnioskujemy, że Q jest fałszywe.
Wnioskowanie jest niepoprawne, bo z fałszu może wynikać prawda! Weźmy rażący przykład:
Jeżeli Cordi jest kotem, to jest zwierzęciem.
Cordi nie jest kotem, więc Cordi nie jest zwierzęciem.
Cordi jest psem (przeuroczym do tego), także jak najbardziej zwierzęciem jest.
Rzecz jasna zazwyczaj niedorzeczność tego argumentu nie jest tak oczywista.
Szczególnym przypadkiem tego błędu jest argument „z błędnego argumentu”. W ten zawiły sposób określamy sytuację, gdy wnioskujemy o fałszywości tezy dlatego, że ktoś podał błędny argument na jej poparcie. Parafrazując przykład z Wikipedii:
Argument: Mówię po polsku, więc jestem Polakiem.
Kontra: Obcokrajowcy mogą się nauczyć polskiego, twój argument jest wadliwy. To dowodzi, że nie jesteś Polakiem!

Potwierdzenie rozłączności [9]
Ten błąd związany jest z niezrozumieniem alternatywy logiczne. Jego struktura wygląda następująco: wiemy, że P lub Q i że P jest prawdziwe, z tego wnioskujemy, że Q jest fałszywe.
Wnioskowanie jest niepoprawne, jako że alternatywa jest prawdziwa, kiedy prawdziwy jest jeden lub oba jej człony. Ten błąd może wynikać z mylenia zwykłej alternatywy, z alternatywą rozłączną (spójnik albo), w której przypadku podobne rozumowanie byłoby poprawne!
Przykład:
Cordi jest pieskiem lub jest czarny.
Cordi jest czarny.
Czyli Cordi nie jest pieskiem.
Wniosek fałszywy, Cordi jest czarnym pieskiem.

Argument z potwierdzenia poprzednika [10]
Kolejny częsty błąd logiczny związany z właściwościami implikacji. Argument przedstawia się następująco:
wiemy, że jeżeli P to Q oraz wiemy, że Q jest prawdziwe, z tych przesłanek wnioskujemy, że P jest prawdziwe.
Argument jest niepoprawny, bo z fałszu może wynikać prawda. Prawdziwość następnika nie implikuje prawdziwości poprzednika, nie można odwracać implikacji.
Przykład:
Jeżeli Cordi jest kotem, to ma cztery nogi.
Cordi ma cztery nogi.
Czyli Cordi jest kotem.
Jak już wiecie, Cordi jest pieskiem.
Większość praktycznych przykładów tego błędu będzie mniej oczywista.

Błąd egzystencjalny [11]
To ciekawy błąd logiczny związany z kwantyfikatorem „dla każdego” i jego relacją z kwantyfikatorem „istnieje”. Można też o nim myśleć jako o nieuprawnionym założeniu, że pewien zbiór jest niepusty. Ma następującą strukturę: wiemy, że, każdy x należący do zbioru A ma cechę B. W związku z tym istnieje x mający cechę B.
To rozumowanie jest niepoprawne. Nieudowodnionym założeniem jest przyjęcie, że zbiór A jest niepusty. Tutaj objawia się nie intuicyjność związku między kwantyfikatorami: kwantyfikator „dla każdego” nie implikuje (nie gwarantuje) istnienia choćby jednego spełniającego go elementu.
Przykład:
Wszystkie smoki potrafią latać. W związku z tym smoki istnieją.

Fałszywa alternatywa [12]
Przechodzimy teraz od błędów formalnych (związanych ze strukturą logiczną argumentów) do błędów nieformalnych, które związane są z treścią argumentacji. Pierwszy, bardzo powszechny, to fałszywa alternatywa. Sam nieraz go popełniałem i pewnie jeszcze popełnię.
Esencją tego błędu jest nieuzasadnione zawężenie dostępnych możliwości i ignorowanie alternatyw. Formułujemy argument w formie: „P albo Q”, sugerując (bez dowodu), że musimy dokonać wyboru między tylko tymi dwiema opcjami.
Przykład:
Albo wyjdę na spacer, albo posprzątam w pokoju.
To fałszywa alternatywa, mogę, chociażby poleżeć na kanapie, lub zjeść ciasteczko.
Albo wystąpimy z Unii Europejskiej, albo Niemcy będą nami rządzić.
Jest wiele możliwych scenariusz pozostania w UE, które nie obejmują bycia rządzonymi przez Niemców, czy trafienia pod ich rządy po wyjściu z UE.
Ten błąd logiczny jest niezwykle „popularny” w wypowiedziach polityków. Wsłuchajcie się w przemówienie waszego partyjnego ulubieńca i spróbujcie zidentyfikować wszystkie fałszywe alternatywy, które wam zaserwuje.
Błąd jest też częsty w mowie potocznej, dlatego, że tak dobrze współgra z tendencją do krańcowego postrzegania rzeczywistości (czarno-białe myślenie).

Dwuznaczność [13]
Błąd nieformalny związany z dwuznacznością pojęć. Jego esencja to wykorzystanie jednego słowa lub pojęcia w kilku różnych znaczenia w obrębie jednego argumentu.
Ten błąd jest zazwyczaj popełniany świadomie, w przeciwieństwie do omawianych do tej pory. Przypadkowe popełnienie go jest możliwe, ale mało prawdopodobne. Znajomość tego błędu pozwala nam bronić się przed manipulacjami nieuczciwych rozmówców.

Równia pochyła [14]
Powszechny błąd nieformalny, podobnie jak fałszywa równoważność, chętnie wykorzystywany/popełniany przez polityków. Polega na założeniu, że z faktu, że jakiś problem się stopniuje, wynika, że wejście na pierwszy stopień koniecznie pociąga za sobą dojście do ostatniego.
Konstrukcja: Z tego, że problem ma stopnie: A1, A2, A3, A4 wnioskuje, że jeśli A1, to koniecznie A2, wtedy koniecznie wydarzy się A3, co doprowadzi do A4. A4 jest katastrofalne, więc powinniśmy nie dopuścić do A1.
Błędne jest założenie, że A1 musi pociągnąć A2, tylko dlatego, że A2 jest wyższym stopniem A1. Musi to zostać udowodnione niezależnie od wykazania stopniowania.
Przykład:
Antykoncepcja jest podstawowym poziomem kontroli liczebności populacji, pigułki dzień po są wyższym stopniem, aborcja jest kolejnym stopniem, zabijanie narodzonych dzieci jest kolejnym stopnie. Jeśli pozwolimy na antykoncepcję, to pojawią się pigułki dzień po, a wtedy rozprzestrzeni się aborcja, co doprowadzi do zabijania narodzonych dzieci dla wygody rodziców, co jest niedopuszczalne.
Argument jest wadliwy, na każdym poziomie konieczne jest udowodnienie, że osiągnięcie poprzedniego poziomu koniecznie prowadzi do następnego, należy więc udowodnić, że wprowadzenie antykoncepcji, doprowadzi do wprowadzenia pigułek dzień po etc. Każde z następowań musi być udowodnione niezależnie!

To nie jest prawdziwy Szkot [15]
Tak, to prawdziwy błąd logiczny. Tak, wspominam o nim dlatego, że ma zabawną nazwę!
Kolejny błąd logiczny nieobcy politykom. Polega na sprytnej zmianie tezy w trakcie dowodzenia. Jeśli próbujemy twierdzić coś o klasie ludzi lub obiektów (na przykład o Szkotach), jakakolwiek nie byłaby to hipoteza (np. wszyscy Szkoci lubią haggis), i ktoś skonfrontuje nas z przykładem zaprzeczającym naszej hipotezie (np. wujek Angus, szkot z dziada pradziada, haggis nie cierpi), usuwamy niewygodny przykład z klasy i powtarzamy argument (np., Angus nie jest prawdziwym szkotem, prawdziwi Szkoci lubią haggis).
W polityce nieraz używany, w próbach dowodzenia kto jest prawdziwym Polakiem, Niemcem, patriotą, komunistą etc.
Ten błąd jest zawsze popełniany celowo, by ratować upadającą tezę.

Jak ćwiczyć logikę?

Poznawanie nowych błędów logicznych i nowych sylogizmów
Poszerzanie naszej wiedzy co może pójść źle w rozumowaniu, jest pierwszym krokiem do uniknięcia pułapek. Ilość typów błędów logicznych, które można popełnić, jest znaczna. Wystarczy spojrzeć tu [6], by poczuć respekt przed zadaniem, które nas czeka.
Nie poddawajmy się i nie starajmy się tej góry błędów połykać na raz. Lepiej rozbić naukę na etapy i dawkować wiedzę. Może jeden błąd logiczny na tydzień? Jeśli to za często, to może jeden w miesiącu? Na jakiekolwiek tempo możemy sobie pozwolić, starajmy się dbać o rozwój w tej dziedzinie.
Nie mam pewnej metody jak się uczyć rozpoznawania błędów logicznych. Dla mnie ważne jest, by zobaczyć dobry przykład błędnego rozumowania, szukam źródeł, gdzie mam nie tylko opis, ale i kilka przykładów. Staram się też konstruować jakieś rozumowania, które dany błąd zawierają – nie za często jednak, by ich przypadkiem nie utrwalić!
Wszystko powyżej odnosi się też do sylogizmów, czyli poprawnych rozumowań, z tym zastrzeżeniem, że te możemy powtarzać bez obaw!

Wyszukiwanie błędów logicznych w wypowiedziach [16]
Zabawne ćwiczenie, które można praktykować dwojako: na własnych wypowiedziach (pisemnych lub nagranych) lub na wypowiedziach innych. Niezastąpionym źródłem błędów logicznych i odrobiny humoru są wypowiedzi polityków wszelkiej maści, szczególnie te wyczarowane w ferworze kampanii wyborczych.
Sama natura ćwiczenia jest zawarta w tytule. Bierzemy na tapet jedną konkretną mowę, na piśmie lub nagraną i staramy się wyszukać w niej wszystkie błędy logiczne.
Nim zaczniemy ćwiczyć, warto nauczyć się kilku popularnych błędów, żeby mieć punkt startowy. W trakcie ćwiczenia można zwracać uwagę na elementy, które nie pasują do znanego nam błędu, ale brzmią podejrzanie i próbować wyszukać w źródłach czy faktycznie odpowiada im jakiś błąd.

Przeprowadzanie prostych rozumowań
Do tego ćwiczenia potrzeba kartki, długopisu i problemu do udowodnienia lub obalenia. Problem może być dowolny, ale moim zdaniem, najlepiej będzie, jeśli znajdziemy jakieś zagadnienie z naszego codziennego życia, które da się sformułować w postaci tezy.
Zamiast szybko i podświadomie rozstrzygać o prawdziwości lub fałszywości naszej tezy, przeprowadzamy pełne logiczne rozumowanie. Najważniejsze w tym ćwiczeniu to skupić się na unikaniu błędów logicznych i na poprawnej argumentacji, czyli stosowania reguł wynikania i wnioskowania. Tematyka czy końcowy wynik są drugorzędne.
Można to ćwiczenie przeprowadzać w ramach innych ćwiczeń — pracy nad hierarchią wartości, czy ćwiczeniu się w podejmowaniu decyzji.

Zagadki logiczne
Jeden z przyjemniejszych sposobów ćwiczenia logiki to rozwiązywanie zagadek logicznych. Można je znaleźć na stronach internetowych i w książkach im dedykowanych. Dobra łamigłówka na pewno nie zaszkodzi, ale najlepiej, w kontekście logiki, koncentrować się na tych, które odnoszą się bezpośrednio do niej.
Jest to ćwiczenia, do stosowanie, wtedy gdy mamy czas i ochotę, ale jeśli ktoś chce wprowadzić zwyczaj rozwiązywania jednej zagadki dziennie, to czemu nie!

Uważna lektura trudnych tekstów
Obecność tej aktywności na liście ćwiczeń z logiki może dziwić, ale ma sens. Chodzi o uważną lekturę wymagające tekstu (traktaty filozoficzne, teksty ze specjalistycznych dziedzin nauki etc.). W trakcie lektury koncertujemy się na śledzeniu argumentacji, świadomie odtwarzamy w głowie ciąg rozumowania autora. Jeśli zachodzi potrzeba, bierzemy kartkę i rozpisujemy rozumowanie. Pracujemy nad każdym argumentem, dopóki nie zrozumiemy wywodu w pełni (niekoniecznie się z nim zgadzając!).
Ćwiczenie zaczynamy od zlokalizowania argumentu w tekście. Następnie identyfikujemy tezę, przesłanki i ciąg argumentacji i rozpoczynamy pracę.
Stopień trudności można regulować doborem tekstu. Warto powtarzać to ćwiczenie regularnie. Wpierw wyrabiając zwyczaj poświęcania czasu kilka razy w tygodniu na uważnej lekturę tekstu, a następnie powiedzmy raz w tygodniu wniknąć głęboko w analizę jednego argumentu. Oczywiście odstępy czasowe i częstotliwość dostosowujemy do własnych możliwości i potrzeb.

Podsumowując: wyćwiczona logika jest fundamentem dla dobrych decyzji. Wspiera fizykę w jej rozpoznawaniu rzeczywistości, wspiera etykę w jej identyfikacji dobra i zła. Rozwijanie naszej logiki winno biec dwutorowo: po pierwsze uczmy się tworzenia poprawnych rozumowań (sylogizmów), po drugie uczmy się unikać i rozpoznawać typowe błędy logiczne. Oby tym zagadnieniom (sylogizmom i błędom) poświęcę w przyszłości więcej miejsca. Na razie zostawiam was z powyższymi przemyśleniami i zachęcam do ćwiczeń!

BIBLIOGRAFIA

[L1] „Podstawy logiki”, Bernard Bolzano
[L2] „Wprowadzenie do logiki”, Alfred Tarski
[L3] „Wstęp od rachunku prawdopodobieństwa”, William Feller
[L4] „Statystycznie rzecz biorąca”, Janina Bąk

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Logika_tr%C3%B3jwarto%C5%9Bciowa
[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Three-valued_logic
[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Chryzyp
[4] http://awisniew.home.amu.edu.pl/dydaktyka/Logiki%20nieklasyczne/6.%20Logika%20trojwartosciowa%20Lukasiewicza.pdf
[5] http://www.obi.opoka.org.pl/olszewski/pdf/ORozumieniuImplikacji.pdf
[6] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_fallacies
[7] https://en.wikipedia.org/wiki/Denying_the_antecedent
[8] https://en.wikipedia.org/wiki/Argument_from_fallacy
[9] https://en.wikipedia.org/wiki/Affirming_a_disjunct
[10] https://en.wikipedia.org/wiki/Affirming_the_consequent
[11] https://en.wikipedia.org/wiki/Existential_fallacy
[12] https://en.wikipedia.org/wiki/False_dilemma
[13] https://en.wikipedia.org/wiki/Equivocation
[14] https://en.wikipedia.org/wiki/Slippery_slope
[15] https://en.wikipedia.org/wiki/No_true_Scotsman
[16] „Krótki kurs samoobrony intelektualnej” Normand Baillargeon

O etyce

Artykuł omawia etykę jako kluczowe narzędzie w podejmowaniu decyzji oraz rozwijaniu moralności. Podkreśla znaczenie hierarchii wartości i praktyk etycznych. Przez ćwiczenia, takie jak przegląd siebie czy analizowanie przekonań, można stać się lepszym człowiekiem. Stoicyzm kładzie nacisk na dobro ogółu jako miarę etycznych działań.

Dzisiejszy artykuł jest poświęcony sztuce rozróżniania dobra od zła — etyce. Nie będę zajmował się nawracaniem was na konkretny system etyczny, choć przedstawię etykę stoicką, chcę zastanowić się, jak etyka wpisuje się w proces podejmowania decyzji, oraz jak można etykę ćwiczyć i rozwijać.

Nim zaczniemy, chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt: etyka nie jest dana raz na zawsze. Tylko dlatego, że mamy etykę nie znaczy, że mamy dobrą etykę i że nie moglibyśmy mieć lepszej. Tak jak logika wymaga szkolenia się w sposobach dowodzenia i w unikaniu błędów logicznych, tak jak fizyka wymaga zgłębiania wiedzy o świecie i ćwiczenia w unikaniu błędów poznawczych, tak etyka wymaga budowania wiedzy o skutkach naszych działań i praktykowania rozwiązywania etycznych dylematów. Zdolność rozróżniania dobra od zła nie jest nam przyrodzona, jeśli chcemy ją posiąść, powinniśmy się w niej ćwiczyć!

Część 1: Etyka w procesie podejmowania decyzji, czyli prymat wartości 

         Najważniejszym przejawem etyki jest nasza hierarchia wartości, która jest odzwierciedleniem tego, co uważamy za dobre i złe. Za każdym razem, gdy odwołujemy się do niej, odwołujemy się do zasad etycznych. Etyka jest podstawowym narzędziem do modyfikowania i oceniania wartości. W moim rozumieniu „ważność” jest bardzo zbliżona do etycznego „dobra”, to co jest „dobre”, jest też „ważne”. Spójrzmy na to z perspektywy mojej uaktualnionej (w stosunku do tego artykułu) hierarchii wartości:
wolność,
rozwój,
relacje,
twórczość,
praca. 
Wolność jest dla mnie ważna, ale jest też dobra, życzę innym ludziom, by byli wolni i czyniąc coś, co przydaje wolności mi albo bliźnim, czynię coś dobrego. Świat jest lepszym miejscem, jeśli zamieszkujący go ludzie mają więcej wolności.
Uwaga na marginesie: Kontrując z wyprzedzeniem argumenty typu: „mordercę też chcesz uwolnić z więzienia?”, odpowiem: nie, nie chcę. Wolność jest wartością i jest dobrem, ale nie jest absolutem. Wolność ma bilans: uwolnienie mordercy, daje mu więcej wolności, ale odbiera wolność społeczności, w której się znajdzie – bilans takie aktu jest ujemny.
Zatrzymam się tutaj i nie będę przechodził przez pozostałe punkty. Mam nadzieje, że przykład dwóch pierwszych pozwoli wam uogólnić rozumowanie na pozostałe. Jeśli któryś z nich będzie niejasny, zachęcam do zainicjowania dyskusji!
Uwaga na marginesie: Rozwój, tak jak i wolność nie jest absolutem, a nie każdy zysk i przyrost jest rozwojem.

                Poza hierarchią wartości, czy etyka ma inne role w procesie podejmowania decyzji? Nie wydaje mi się. W artykule o podejmowaniu decyzji zasugerowałem, że etyka wpływa na punkt (5), czyli: ”zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji”.
To punkt, w którym bryluje hierarchia wartości. Pomniejszy wpływ etyki przejawia się w innych aspektach, ale nie jest w nich decydujący. Ma rolę w procesie oceniania decyzji, wynikającą również z zastosowania hierarchii wartości.
Tutaj chciałbym przestrzec przed powszechnym błędem: nie stosujcie etyki do oceny faktów! Nie oceniajcie tego co się przydarza w kategoriach dobra i zła. Decyzje mogą być dobre i złe, przypadki losowe nie mogą. To czy pada deszcz, czy świeci słońce, nie jest ani dobre, ani złe. Decyzja czy wziąć parasol z domu, może być dobra lub zła. Nie oceniajcie rezultatów działań swoich i innych w kategoriach dobra i zła. To, że odpalony fajerwerk trafił kogoś w oko, nie jest dobre ani złe. Decyzja o odpaleniu fajerwerku była dobra lub zła.
Unikajcie oceniania decyzji innych ludzi w kategoriach dobra lub zła. Nigdy nie posiądziecie pełnego stanu wiedzy osoby decydującej, wasza ocena obarczona będzie ryzykiem błędu. Uczcie się na decyzjach innych, ale miejcie na uwadze ryzyko omyłki. Oceniajcie swoje decyzje, ale nie po to, by wystawić sobie ocenę, ale by wyciągać wnioski.
Podsumowując, etyka jest potężnym narzędziem niezbędnym dla naszego funkcjonowania. Jej użyteczne zastosowanie jest jednak bardzo wąskie, a nadużywana jest powszechnie. Warto byśmy zwracali uwagę jak sami używamy etyki.

Część 2: Ćwiczenia etyczne, czyli jak stawać się nieco lepszym człowiekiem

                W tej części przedstawię kilka ćwiczeń. Które przyszły mi do głowy w kwestii moralności. Przyznam, że nie trafiłem nigdy na podręcznik ćwiczeń moralnych, z którego mógłbym czerpać. Ten tekst nie ma ambicji, by się takim podręcznikiem stać, ma jedynie dać kilka punktów do przemyślenia i ewentualnego zastosowania.
Uwaga na marginesie: Tak, etyka to jest coś co definitywnie wymaga trenowania i doskonalenia!
Praca nad hierarchią wartości
Podstawowym elementem ćwiczenia się w etyce jest praca nad hierarchią wartości. Pierwszym elementem jest spisanie naszej hierarchii wartości, to będzie materiał, na którym będziemy ćwiczyć i z którego będziemy korzystać.
Kolejnym krokiem jest powtarzanie tego co zanotowaliśmy jak mantry – zapamiętujemy, utrwalamy nasze wartości. Musimy je mieć na podorędziu w każdej sytuacji, a to wymaga nauki.
Następnie poddajemy jej elementy analizie – staramy się wyrazić w jasny sposób, co czyni je dobrymi oraz jakie płyną z nich korzyści dla nas i dla innych.
Zmieniamy ją, kiedy to jest to konieczne: gdy natrafimy w życiu na większą wartość, kiedy w naszym życiu zajdzie zmiana, jeśli zrozumiemy, że myliliśmy się co do tego co jest dobre.
Po każdej zmianie zostawiamy przestrzeń na utrwalenie nowych wartości, a następnie wracamy do analizy. Ten proces będzie nam towarzyszył całe życie.
Z mojej praktyki, dobrym przedziałem czasu w pracach nad hierarchią wartości jest kwartał. Sam staram się dokonywać przeglądów moich wartości co trzy miesiące. Przy czym przegląd nie musi oznaczać modyfikacji, czasem jest po prostu pogłębieniem zrozumienia.

Przegląd siebie
Przegląd siebie (inaczej rachunek sumienia) to filozoficzne ćwiczenie, polegające na poddawaniu swojego funkcjonowania codziennej refleksji. Zwykle praktykowany jest dwa razy dziennie: rano jako ćwiczenie planowania i przemyślenie co nas dziś czeka, i wieczorem jako czas na podsumowanie naszych działań w mijającym dniu.
To narzędzie spełnia wiele funkcji w pogłębianiu naszego zrozumienia siebie, jedną z nich jest konfrontowanie naszych działań z wartościami, rozstrzyganie czy nasze decyzje było dobre, czy złe.
Nie chodzi tu o tworzenie okazji do karania lub nagradzania samego siebie, nie chodzi o rozpamiętywanie i użalanie się nad sobą. Chodzi o wyciągnięcie wniosków, o zrozumienie, dlaczego postąpiliśmy tak jak postąpiliśmy, zaobserwowaniu naszych decyzji, które chcemy w przyszłości zmienić i zaplanowanie tej zmiany. Przegląd siebie sięga w przyszłość, ten poranny w oczywisty sposób, ten wieczorny, mimo że jego pożywką są przeszłe wydarzenia, bo jego celem jest lepsze funkcjonowanie w przyszłości.
Konsekwentne stosowanie tego ćwiczenia daje dane do modyfikacji i ulepszania naszego rozumienia etyki. Możemy dostrzec pewne powtarzające się wzorce i zapytać: czy w nich jest dobro, czy zło? Jeśli dobro, to jakie jest ich miejsce w mojej hierarchii wartości? Jeśli zło, dlaczego je czynie? Szczególnie to drugie pytanie, może nam uzmysłowić luki w naszej moralności. Może naświetlić nam, iż świadomie lub podświadomie cenię sobie rzeczy, które są moralnie bez wartości (bogactwo, sława) i zaniedbuje dobro, by za nimi gonić.
Przegląd polecam uprawiać codziennie, a właściwie to dwa razy dziennie. Zachęcam do uczynienia go częścią waszej porannej i wieczornej rutyny!

Przegląd wspomnień i przekonań
Podążając przez życie gromadzimy wspomnienia i przekonania. Te pierwsze to zapisy momentów naszego życia, to co zapamiętaliśmy z przeszłości. Te drugie to wewnętrzne opinie, wyrabiane na różne tematy, które w pewnym momencie uznaliśmy za poprawne i które uczyniliśmy naszą regułą.
Mam dwie złe wiadomości: pierwsza, to, że nasze wspomnienia są marnym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie ma nic co pamiętamy dokładnie tak jak się wydarzyło. W najlepszym przypadku nasze wspomnienie jest prawdziwe, ale brakuje mu szczegółów, w najgorszym wypadku, wspomnienie, które dla nas jest nieodróżnialne od prawdy, jest fabrykacją i nigdy się nie wydarzyło. Tak, ty też masz takie wspomnienia!
Druga zła wiadomość, to wiele naszych głębokich przekonań nie ma uzasadnienia logiczne i osadzenia w prawdzie. Gromadziliśmy je od dzieciństwa, większości z nich nigdy nie poddawaliśmy krytyce, wiele siedzi cichutko w naszej podświadomości. Takie które miały sens dla bystrego siedmiolatka, ale dla rozsądnego czterdziestolatka są szkodliwe. Jednak wciąż owym czterdziestolatkiem kierują. Cześć z nich jest niemoralna i ich korekta poprawi naszą etykę.
To ćwiczenie jest nastawione na poddawanie naszych wspomnień i przekonań krytycznej analizie. Jeśli chodzi o wspomnienia to pomocne jest konfrontowanie ich z wersją innych świadków, z zapisami na zdjęciach, w pamiętnikach i na wideo – mała praca detektywistyczna. Można też próbować szukać luk logicznych w strukturze wspomnienia, ale nie wiem, czy to działa, sam tego nie praktykuje.
Ciekawiej jest w przypadku przekonań. Tutaj proces wygląda następująco:
1. Musimy zidentyfikować, że posiadamy przekonanie. Uważność na siebie i swoje stany emocjonalne jest w tym bardzo przydatna. Kluczowa jest rola przeglądu siebie, gdy możemy zanalizować sytuację i zadać sobie pytanie: skąd się wzięła dana emocja? Dlaczego poczułem to co poczułem? To zbliża nas do identyfikacji przekonań.
2. Kiedy już wiemy o czym jesteśmy przekonani, przychodzi czas na analizę naszego przekonania. Wychodzimy z pozycji sceptyka, czyli zakładamy, że przekonanie jest błędne i próbujemy udowodnić jego fałszywość – szukamy dziury w całym. Jeśli jest faktycznie całe, to jej nie znajdziemy i możemy przekonanie zachować. Jednak czasem dojdziemy do wniosku, że nie potrafimy uzasadnić tego o czym jesteśmy dogłębnie przekonani.
3. W takim przypadku odrzucamy je. To nie jest jednorazowy akty, to proces. Podobnie jak z utrwalaniem hierarchii wartości, polegamy na powtarzaniu argumentacji (inne metody zapamiętywania mile widziane). Kontrolujemy swoje zachowania, jesteśmy uczuleni na efekty działania przekonania, które chcemy wyeliminować, zatrzymujemy je, jeśli możemy, lub zapamiętujemy i analizujemy podczas przeglądu.
Warto pamiętać, że na zmianę przekonań potrzeba czasu. Nie zniechęcajcie się, jeśli nie uda się od razu. Tego typu ćwiczenie można praktykować z terapeutą, szczególnie z nurtu terapii poznawczo-behawioralnej. Nie bierzcie za dużo na raz, analizujcie jedno przekonanie miesięcznie, może mniej.

Wzorzec do naśladowania
Nad ostatnim punktem nie będę się rozwodził, jest dość jasny. Chodzi o znalezienie dla siebie kogoś, kto będzie wzorcem do naśladowania pod względem moralności. Zadajcie sobie pytania: czy jest ktoś, kogo kręgosłup moralny mi imponuje? Czy chcę wzorować się na czyjeś moralności? Może tylko na pewnych aspektach? Nikt nie jest w końcu doskonały.
Kiedy macie coś zrobić, podjąć decyzję, zastanówcie się co by zrobił wasz wzór i podążajcie za odpowiedzią!
Nie muszę wam mówić, że ćwiczenie to niesie za sobą ryzyko, jakim jest nieodpowiednie dobranie wzorca. Nie bądźcie ślepi w swoim naśladowaniu, kwestionujcie, żeby nie wpaść w jakąś moralną kabałę.
Według mnie najlepszymi wzorcami są ludzie dawno zmarli, bo nie ma większych szans, że czymś nas zaskoczą. Rozumiem natomiast, jeśli ktoś potrzebuje osoby żywej i obecnej, z którą mógłby się bardziej utożsamić.
Co jakiś czas, może raz do roku, zastanówcie się, czy wasz wzorzec nadal jest dla was aktualny, nie musi to być jedna osoba na całe życie.

Część 3: Etyka stoicka, czyli co na to Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”
Marek Aureliusz, „Rozmyślania”

                Przejdźmy na zakończenie do konkretnego systemu moralnego, mianowicie tego reprezentowanego przez stoicyzm klasyczny i współczesny. Moralność stoicka może być nieco zaskakująca dla kogoś, kto jest zaznajomiony jedynie z potocznym znaczeniem słowa „stoicyzm”, które kojarzy się z kimś obojętnym na innych, bezemocjonalnym, kto nie potrzebuje i nie chce innych ludzi. Jak głęboko fałszywe jest to wyobrażenie, niech świadczy właśnie stoickie rozumienie etyki.
Marek Aureliusz wyraża swoje rozumienie tego, co dobre i złe w drugim punkcie cytatu:

„[…]działa tylko dla dobra powszechnego”.

Nie jest w tym odosobniony, wszyscy starożytni stoicy kładą nacisk na działania dla powszechnego dobra. Coś jest dobre, bo jest dobre dla ogółu. Coś jest złe, bo jest złe dla ogółu. Choć jesteśmy jednostkami, każde z nas ma sferę decyzji, która zależy tylko od niego i którą tylko ono może zmieniać, to jednak ze swoimi decyzjami nie poruszamy się w próżni. Jesteśmy zanurzeni we wszechświecie, o którego kształcie informuje nas fizyka, i jesteśmy zanurzeni w społeczności ludzkiej. Potrzeby społeczności są naszymi potrzebami, to co jest dobre dla społeczności jest i dobre dla nas. Jeśli wydaje ci się, że uczynek, który przyniesie ci zysk, ale zaszkodzi twojemu otoczeniu, jest dobry – mylisz się. Krzywdę wyrządzaną innym wyrządzamy także sobie. Kiedy kogoś zamordujesz, ten ktoś straci życie, ty stracisz czyste sumienie i spokój ducha.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym i powodzenie stada jest kluczowe dla naszego jednostkowego przetrwania i rozwoju. Prawdą jest też stwierdzenie odwrotne: kwitnące jednostki są dobre dla stada. Długofalowe, trwałe korzyści dla jednostek i społeczności płyną ze wzajemnego wznoszenia się na wyższy poziom. Czynimy to, co dobre dla innych, by samemu uzyskać dobro od innych.
Wiemy jednak, że wzajemność nie zawsze stanie się faktem, czasem zamiast dobra, od drugiego człowieka otrzymamy zło. Tak bywa, nadal warto czynić innym dobro, bo to, co zabiegamy, to nie pewność odwzajemnienia, ale większe prawdopodobieństwo odwzajemnienia. Kto szuka gwarancji w tym układzie, szybko się do niego zniechęci, może nawet zdecydować się na czynienie zła i uzyskiwanie swojej „pomyślności” kosztem innych. Pamiętajcie, karma nie wraca, karma ma pewne prawdopodobieństwo powrotu. W naszym interesie jest to prawdopodobieństwo zwiększać.
Jawnymi przejawami dobra są: nauczanie innych, pomoc potrzebujący, budowanie infrastruktury korzystnej dla ogółu, nakarmienie głodnych, pocieszenie strapionych i wiele innych.
Manifestacjami zła są: pozbawianie innych środków do życia, szkodzenie życiu i zdrowiu innych (i swojemu), pogarda dla innych, odbieranie innym głosu i miejsca, poniżanie, okłamywanie dla własnego zysku i wiele innych.

                Spróbuję teraz podsumować moje rozumienie etyki stoickiej:
1. Dobrem jest czynienie tego, co korzystne dla ogółu.
2. Złem jest czynienie tego, co dla ogółu szkodliwe.
3. Rozwój jednostki jest korzystny dla ogółu, o ile nie odbywa się kosztem innych.
4. Dobro, które czynimy, zwiększa naszą szansę na uzyskanie dobra w odpowiedzi.
5. Rzeczy materialne nie są ani dobre, ani złe, dobre i zło tkwi w decyzjach.                
Ostatni punkt listy jest najważniejszy i najtrudniejszy do zaakceptowania we współczesnych czasach.
Nie jest dobrym posiadać dużo pieniędzy. Można podjąć dobre decyzje jak posiadane pieniądze wykorzystać dla dobra ogółu, ale nie ma wartości w samym majątku.
Jest dobro w podejmowaniu decyzji zabezpieczających mój byt, niosą dach nad głową i niezbędne pożywienie. Nie ma nic dobrego ani złego, w posiadaniu wielu domów i ogromnych zapasów jedzenia.
Jest zło w decyzji, by odebrać od ust innemu, dla napełnienia swoich.
Jest dobro w dzieleniu się swoim powodzeniem: rozdawaniu swoich bogactw, oddawaniu swoich dodatkowych domów tym, którzy ich potrzebują.
Nie ma dobra w posiadaniu, ale jest wiele dobrych decyzji, jak wykorzystać to, co posiadamy!

Komentarz do „O dobrych decyzjach” i do „O fizyce”

Artykuł jest rozszerzeniem dotyczących procesu podejmowania decyzji, który jest definiowany jako szersze pojęcie niż tylko impuls do działania. Autor podkreśla, że proces ten nie jest identyczny z mechanizmem decyzyjnym. Wspomniano także o pominiętych błędach poznawczych w artykule „O fizyce”, które będą dalej omawiane.

Ten tekst jest uzupełnieniem i dodatkiem do dwóch artykułów: „O dobrych decyzjach” i „O fizyce”.

W artykule „O dobrych decyzjach” ważne jest doprecyzowanie używanej przeze mnie definicji „decyzji”, jak bardzo słusznie zauważono w komentarzach.
To, co rozumiem przez decyzję, na potrzeby tego artykułu, ale i szerzej, to nie tylko sama myśl, którą potocznie nazwalibyśmy decyzją, czyli impuls do działania. Na decyzję w moim rozumieniu składa się też proces jej podejmowania, czyli jest to pojęcie znacznie szersze. Większość artykułu traktuje o tymże procesie, bardziej niż o samym akcie końcowym. W pewnym sensie artykuł mógłby mieć tytuł „O dobrym procesie podejmowania decyzji”, który byłby bardziej ścisły, acz mniej chwytliwy.
Decyzja i proces jej podejmowania są dla mnie nierozdzielne. Decyzja jest koniecznym wynikiem konkretnego procesu, a proces ma sens jedynie, jeśli tworzy decyzje. Konkretny proces zawsze prowadzi do jednej decyzji. Różne procesy mogą prowadzić do tej samej decyzji.
Jeszcze jedno uściślenie, które przyda się w przyszłości: proces podejmowania decyzji nie jest tożsamy z mechanizmem podejmowania decyzji, jest raczej jednorazowym zadziałaniem tegoż mechanizmu. Proces podejmowania decyzji jest też nienaprawialny, z tej przyczyny, iż jest zdarzeniem przeszłym. Wnioski z oceny procesu mogą natomiast być użyte do modyfikacji mechanizmy, który go wygenerował i który jest nadal w nas obecny.

W artykule „O fizyce” pominąłem albo zaznaczyłem bardzo marginalnie, ważny temat błędów poznawczych. Uświadomiłem sobie, pisząc artykuł o logice, gdzie poświęciłem wiele uwagi błędom logicznym, że czegoś takiego w „O fizyce” zabrakło. Na szczęście oba zagadnienia, czyli błędy poznawcze i logiczne, są na tyle obszerne, że ich dyskusja, nawet wybiórcza nastarczy na oddzielne artykuły. Obiecuję także, iż takowe w pojawią się w dalszym ciągu cyklu o decyzjach.

O fizyce

Artykuł koncentruje się na starożytnej filozofii stoicyzmu, szczególnie na trzech podstawowych filarach: fizyce, logice i etyce. Autor podkreśla ich rolę w podejmowaniu decyzji i konieczność rozróżnienia między tym, co od nas zależy, a tym, co nie. Proponuje też wykorzystanie metody naukowej w analizie rzeczywistości.

                Ten artykuł nie dotyczy kwarków, kwantowej teorii pola, cząstek Higgsa czy czarnych dziur. Nie o takiej fizyce będę dzisiaj pisał, lecz o takiej jak ją definiowali rzymscy stoicy, czyli sztuce odróżniania tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste.
                Trzy filary, działy stoicyzmu to:
1. Fizyka, czyli odróżnianie tego, co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste, oraz tego, co od nas zależne od tego, co niezależne,
2. Logika, czyli odróżnianie tego, co fałszywe od tego, co prawdziwe,
3. Etyka, czyli odróżnianie tego, co dobre od tego, co złe.
Każdej z nich poświęcę artykuł na blogu w cyklu rozważań o podejmowaniu decyzji. To te trzy elementy są narzędziami niezbędnymi do podejmowania racjonalnych i dobrych decyzji. W ramach dyskusji będę zwracał uwagę, na jakie elementy procesu podejmowania decyzji wpływają.

Część 1: Co jest rzeczywiste

                 Pierwszy aspekt fizyki to określenie co jest rzeczywiste, ta dziedzina wiedzy jest rozwijana po dziś dzień. Jej najlepszym obecnie narzędziem jest metoda naukowa. Pokrótce wymienię jedynie podstawowe właściwości teorii naukowej, bez zagłębiania się w szczegóły, które znaleźć można w licznych opracowaniach.
Kluczowym elementem metody naukowej jest tworzenie hipotez i teorii falsyfikowalnych, takich, dla których można określić wynik eksperymentu, które je obali: teoria przewidująca fałszywy wynik eksperymentu, jest fałszywa. Nacisk na falsyfikowalność wymusza tworzenie teorii, które precyzyjnie określają wyniki eksperymentów, dopuszczają swoją własną fałszywość i zachęcają do jej badania. Teoria naukowa jest bardzo dynamicznym tworem, ulegającym zmianą w procesie formułowania i badania. Jest to wielka siła tego modelu, opartego na próbach udowodnienia, że się mylimy, zamiast dowodzenia, że mamy rację. Ma to znamiona sokratejskiego „wiem, że nic nie wiem”: odrzucenia przekonania o własnej wiedzy, na rzecz ciągłego kwestionowania własnych teorii i przekonań.
Zmienność teorii naukowych jest ich siła i słabością. Na tak płynnym fundamencie, nie da się wznieść trwałego gmachu. To doprowadziło do wprowadzenia (odkrycia) pojęcia paradygmatu. Jest to teorią naukową, która uzyskała specjalne względy. Czy to przez liczne eksperymenty falsyfikujące, które jej nie obaliły, czy to przez szerokie i skuteczne zastosowanie praktyczne, paradygmat uzyskał status: „jesteśmy tego prawie pewni”. Paradygmaty są przydatne, by móc naukę stosować w praktyce. Pozwalają wokół teorii stworzyć katalog zastosowań. Pełnią funkcję rdzenia, wokół którego, nadbudowujemy wiedzę, na którym konstruujemy teorię szczegółowe.
Paradygmaty w nauce nie są wieczne, można je podważać i obalać. Obdarzamy je jednak większym zaufaniem niż teorie szczegółowe. Czyli, jeśli wyniki eksperymentu nie zgadzają się z paradygmatem, to najpierw szukamy błędu w eksperymencie, lub wyjaśnienia w obrębię paradygmatu. Dopiero gdy ich nie znajdziemy, podważamy sam paradygmat.
Przykładem obalonego paradygmatu jest mechanika newtonowska. Przez kilkaset lat funkcjonowała jako płodny i niepodważalny fakt, na którego bazie zbudowano setki szczegółowych teorii, na którego bazie wzniesiono wiele budowli i opracowano wiele maszyn. W początkach XX wieku została obalona i zastąpiona mechaniką kwantową, a później kwantową teorią pola. Do dziś pozostaje jednak częścią (przypadkiem granicznym) nowego paradygmatu, zachowując wiele ze swojej użyteczności.
Zmienność teorii naukowej i proces zdobywania wiedzy poprzez metodę naukową bywa frustrująca dla przeciętnego człowieka, który wolałby usłyszeć pewną odpowiedź na swoje pytania. Kiedy mówią mu, że maseczki mogą być nieskuteczne w walce z wirusem, aby miesiąc później powiedzieć, że są kluczowe w walce z pandemią, czuję się skołowany. Kiedy usłyszy, że czerwone wino działa pozytywnie na układ krążenia, by kilka lat później usłyszeć, że jednak nie, że alkohol jest kardiotoksyczny, traci zaufanie do przewidywań lekarzy. Kiedy najpierw mu mówią, że można się poruszać z dowolną prędkości, by później stwierdzić, że jednak nie da się szybciej niż światło w próżni, macha ręką na wiedzę naukową. Jedna zadaniem nauki nie jest dawanie pewności, a wyżej wymienionych zdarzenia, to przykłady siły działania metody naukowej i jej samo korygującej natury.
Problem niepewności jest fundamentalny dla naszego postrzegania świata, dla fizyki, wykraczając poza ramy metody naukowej. Pojawia się tu w naszych rozważaniach logika i jej nieubłagany werdykt, iż w naszym rozumieniu świata, nie możemy stwierdzić, co jest prawdziwe, tylko co prawdziwe nie jest. Poruszymy ten temat, związany ze strukturą implikacji logicznej, w przyszłości. Tu tylko podkreślę: jedyne czego możemy dowieść o rzeczywistości, to, że coś do niej nie należy, że nasza teoria jest fałszywa. Dowiedzeni prawdziwości wymaga dowiedzenia, że każdy wynik eksperymentu jest z nią zgodny, do dowiedzenia fałszywości, wystarczy wykazać, że istnieje eksperyment z nią sprzeczny. To zadania o dramatycznie odmiennej skali.

Część 2: Co jest od nas zależne

Marek Aureliusz

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Marek Aureliusz, „Rozmyślania

                Cytat otwierający tę część artykułu będzie nam towarzyszył przez najbliższe kilka tygodni, jako plan punktów do dyskusji. Odnosi się bezpośrednio do zagadnienia wyborów czy, w mojej nomenklaturze, decyzji. „Swobodne zmierzanie naprzód”, o którym pisze rzymski cesarz, jest życiem złożonym z dobrych wyborów. Dostajemy stoicką receptę, co należy czynić, o co dbać, żeby dobrych wyborów dokonywać. Marek Aureliusz wymienia cztery punkty, my jednak zaklasyfikujemy je, do naszych trzech działów filozofii. Punkt (1) przypiszemy do logiki, punkt (2) do etyki, punkty (3) i (4) do fizyki. Rozdział nie jest ścisły, jako że nasze trzy dziedziny przenikają się i powyższe punkty przy głębszym rozważeniu rozciągają się na wiele dziedzin.

                Zacznijmy od punktu (3) fundamentalnego dla stoicyzmu jako szkoły filozoficznej. Każdy jej adept rozważa i nosi w sercu tę myśl w jakiejś formie. Ja korzystam z wersji Epikteta, którą powtarzam rano i wieczorem i którą wezmę za osnowę dalszych rozmyślań:

„Naszym najważniejszym życiowy zadaniem jest nauczyć się rozróżniać rzeczy należące do dwóch kategorii: wydarzenie zewnętrzne (tych nie możemy kontrolować) i związane z tymi wydarzeniami wewnętrzne wybory, nad którymi mamy kontrolę. Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje.”
Epiktet, „Enchereidion”

Ktoś obeznany z terapią poznawczo-behawioralną, może tu dostrzec podobieństwa w sposobie myślenia o naszej sprawczości. Epiktet twierdzi, iż najważniejsze czego możemy w życiu dokonać, to rozróżnić co należy do jednej z kategorii: rzeczy od nas zależnych i rzeczy od nas niezależnych. Te kategorie są wzajemnie rozłączne, a razem pokrywają wszystko, co istnieje. Intuicyjnie ta propozycja ma sens. Znając takie rozróżnienie, możemy skoncentrować się na tym, co możemy zmienić i zaakceptować to, czego zmienić nie możemy – oczywiste. Dlaczego stoicy uczynili tę myśl rdzeniem swojej filozofii? Dlaczego ja, praktykujący stoik, czuję potrzebę, by codziennie ją powtarzać?
Pierwsza część odpowiedzi wynika z tego, że ta prosta teoria przekłada się na trudną praktykę i komplikuje, gdy zaczynamy zgłębiać szczegóły. Druga część odpowiedzi kryję się w ostatnich zdaniach: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje”. Myśli, które jest niezwykle trudna do zaakceptowania przez większość.
Zacznijmy od pierwszej części odpowiedzi i przy okazji uściślijmy, co stoik rozumie jako zależne (nad czym mamy kontrolę), a co jako niezależne (czego nie możemy kontrolować). Odpowiedź jest zawarta w oryginalnym cytacie: „wewnętrzne wybory”. To możemy kontrolować, tylko to jest od nas zależne. Jako dopełnienie zbioru to, co nie jest wewnętrznym wyborem, jest ode mnie niezależne. Przykładowo: moje życie i zdrowie, moja lewa ręka, mój stan konta, moje relacje z przyjaciółmi, awans w pracy, etc. Wszystko to jest ode mnie niezależne. Może mi zostać odebrane przez los, nie znajduje się w domenie moich wyborów/decyzji – jedynego co kontroluję. Tutaj może pojawić się sprzeciw. Jak to? Nie kontroluje własnej ręki? Co za nonsens! A jednak, po stoicku kontrola oznacza pełną kontrolę. Jeśli ręka zostanie mi odcięta, nie mogą wysiłkiem woli sprawić by odrosła. Jeśli porażeniu ulegną mięśnie w mej ręce, nie mogę myślą sprawić, by się zregenerowały. Jeśli przypadek, zewnętrzne okoliczności lub inni ludzie mogą mi coś odebrać, to nie mam nad tym kontroli. Ta idea, choć trudna do zaakceptowania, pozwala skoncentrować wysiłki tam, gdzie mamy realny wpływ – w sferze wewnętrznych decyzji. Uwalniamy się w ten sposób spod władzy zewnętrznych okoliczności i przejmujemy samostanowienie. Nasza nowa dziedzina jest o wiele mniejsza, niż świat, który usiłowaliśmy kontrolować wcześniej, jednak ją możemy kontrolować realnie, podczas gdy nad światem mieliśmy jedynie iluzję kontroli.
Druga myśl: „Gdzie znajdę dobro i zło? W sobie i w wyborach, których dokonuje” także niesie za sobą trudność. Wymaga zaakceptowania, że to we mnie tkwi dobro i zło, ja jestem ich źródłem w swoim życiu. To nie świat zewnętrzny jest zły. To moje wybory i wyobrażenia o świecie są złe. Ta myśl oznacza przejęcie pełnej odpowiedzialności za nasze szczęście i nasze dobro. Koniec zrzucania odpowiedzialności na innych i na okoliczności! Dobro i zło są we mnie. Ten sposób myślenia wydaje się kolidować z podejściem większości ludzi. Jest to jednak element przejęcia sprawczości nad swoim życiem, nieoddawania niczego co istotne (dobre lub złe) zewnętrznym okolicznością. Wiąże się też z akceptacją rzeczywistości, jako tym, czym jest, czyli tłem dla naszej melodii i skoncentrowaniu się na tym, co realnie możemy zmienić.
Jakkolwiek radykalne jest stoickie spojrzenie na sprawy od nas zależne i niezależne, nie oznacza ono porzucenia zewnętrznego świata. Zwróćcie uwagę na sformułowanie „związane z tymi wydarzeniami [zewnętrznymi], wewnętrzne wybory”. Jest w nim zawarty wskazówka na związek naszego wewnętrznego funkcjonowania z bodźcami płynącymi z zewnątrz. Choć tych drugich nie możemy kontrolować, są one bazą dla naszych wyborów. Bez nich świat dostępnych dla decyzji byłby niezwykle ubogi. Może, teoretycznie, tak ubogi świat jest wystarczający dla szczęśliwego istnienia, ale w praktyce nie musimy tego sprawdzać, rzeczywistość dostarcza nam szerokiej gamy zdarzeń, na których możemy doskonali nasze decyzje. Świat zewnętrzny oddziałuje na nas, a my oddziałujemy na świat zewnętrzny w cyklu działania i informacji zwrotnej. To, co nam się przydarza, jest tworzywem, które możemy obrócić w dobro lub zło. Słowami Seneki „Listów moralnych do Lucyliusza”:

„Mylą się bowiem, mój Lucyliusz, ci, którzy sądzą, że los obdarza nas bądź czymś dobrym, bądź też czymś złym. Daje on nam tylko materiał, z którego może powstać dobro lub zło, tylko zarodki rzeczy, które to zarodki mogą rozwinąć się w nas w zło albo dobro.”

Rozważania o umiejscowieniu dobra i zła w sferze naszych wyborów i rozumienia świata zewnętrznego jako źródła bodźców dla naszych decyzji, prowadzą nas do punktu (4) z myśli Marka Aurelego: „[natura racjonalna] przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”. Myśl ta wyraża stoicką akceptację rzeczywistości taką, jaka jest. Nie jest zadaniem ciekawym dla stoika, by „kłócić się” z rzeczywistością. Zadaniem dla stoika jest zrozumieć, co jest rzeczywiste i działać możliwie najlepiej w ramach zidentyfikowanej rzeczywistości. To idea przekraczającą potocznie rozumianą akceptację, określana jako „amor fati” (ukutym przez Nitzschego), czyli „umiłowanie losu”. Stoik kocha to, co mu się przydarza, bo każda zewnętrzna przeciwność jest okazją do poprawienia siebie, okazją do podjęcia dobrej decyzji. Seneka w „Listach moralnych do Lucyliusza” piszę:

„Nic nie wydaje mi się większym nieszczęściem niż człowiek, którego żadna i nigdy nie spotyka przeciwność, taki człowiek nie miał nigdy możności doświadczyć samego siebie.”

Część 3: Fizyka a mechanizm podejmowania decyzji

                Przebrnęliśmy przez spory kawałek teorii. Nadszedł czas, by rozważyć, jak w praktyce ową teorię możemy zastosować do ulepszenia naszej zdolności podejmowania decyzji.
Na początek przypomnę algorytmy podejmowania decyzji, który zaproponowałem w jednym z artykułów tej serii:
1. Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie,
2. Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna,
3. Zebranie dostępnych informacji (faktów) o sytuacji,
4. Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia),
5. Zebranie za i przeciw każdej z dostępnych opcji,
6. Porównanie opcji na podstawie ich za i przeciw,
7. Wybór najkorzystniejszej opcji,
8. Działanie.
Fizyka przychodzi nam z pomocą głównie w odniesieniu do punktów od (1) do (4). Omówmy je teraz jeden po drugim.

(1) Zidentyfikowanie sytuacji, w której potrzebne jest działanie.
W tym punkcie naszym zadaniem jest ocenić, co jest rzeczywiste i jak rzeczywistość prezentuje się w szczegółach. Polegamy na swoich zmysłach i zdolności do syntezowania płynących z nich informacji, by stworzyć obraz sytuacji.
Pierwszym zadaniem fizyki na tym etapie jest, by zweryfikować świadectwo naszych zmysłów pod kątem realności, skonfrontować informacje zmysłowe ze sobą i upewnić się o ich spójności. Kolokwialnie, upewnić się, czy „oczy nas nie mylą”.
Drugim zadaniem, jest weryfikacja syntezy, czyli całościowego obrazu naszego doświadczenia. Umysł jest podatny na zniekształcenia i błędy poznawcze, nikt nie jest od nich wolny, choć nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Naszym zadaniem jest upewnić się, że wyobrażenie o rzeczywistości, które stworzyliśmy, nie zawiera błędów. Oznacza to zaprzęgnięcie wiedzy o rachunku prawdopodobieństwa, naszej o dziedzinach szczegółowych nauki (fizyki współczesnej, biologii, historii etc.), zdolności do kwestionowania własnych założeń — by spróbować podważyć pierwsze rozumienie sytuacji.
Można o tym myśleć następująco: zadanie jest, stworzyć teorię na temat tego, co się wydarzyło. Jako dobry naukowiec zaczynamy od zebrania dostępnego materiału doświadczalnego i sprawdzenia go pod kątem prawdziwości – to wrażenia zmysłowe. Następnie formułujemy wstępną hipotezę – to pierwsze wrażenie. Szukamy luk w naszej hipotezie, eksperymentów falsyfikujących – to poszukiwanie potencjalnych błędów poznawczych. Ponawiamy obserwację i sprawdzamy materiał dowodowy pod kątem eksperymentów falsyfikujących – to ponowne spojrzenie na sytuację, przypomnienie sobie jej przebiegu i weryfikacja czy doszło do błędu poznawczego. Poddajemy teorię ocenie przez innych badaczy – omawiamy sytuację z innymi ludźmi albo ze sobą samy po pewnym czasie.
To dość skomplikowane. Czy da się w ten sposób podejść do każdej decyzji w życiu? Nie. Czy da się w ten sposób podejść do większości decyzji w życiu? Nie. Czy możemy tak podchodzić do większej ilość decyzji niż obecnie? Tak. Czy możemy tak podejść do tych kilkunastu, czy kilkudziesięciu najważniejszych decyzji? Tak.
Aby być gotowym w kluczowych momentach do zastosowania tak głębokiego rozmyślania, musi to podejście trenować na przykładach prostych decyzji. Tak jak żołnierz przygotowujący się na wojnę, ćwiczy strzelanie na bezpiecznym poligonie, tak i my, trenujemy swój umysł w czasach spokoju, by nie zostać zaskoczonym w czasach zamętu.
Te rozważania zawarły też w sobie punkty (3) i (4), czyli zbieranie informacji i przywoływanie doświadczenia, jako elementy iteracyjnego procesu weryfikacji naszej teorii o przeżywanym doświadczeniu. Do punktu (4) wrócę jeszcze osobno, o punkcie (3) powiem tylko, że każdą informację, możemy traktować jak mini teorię, czyli weryfikować ją pod kątem zgodności z doświadczeniem.

(2) Określenie dostępnych opcji działania, w szczególności czy jest więcej niż jedna.
W tym punkcie kluczowe znaczenie ma rozumienie tego, co jest od nas zależne, a co nie. Aby poprawnie określić dostępny dla nas zbiór opcji działania, musimy dobrze rozumieć, co jest w naszej mocy, a co pozostaje w rękach przypadku czy czynników zewnętrznych. Mam poczucie, że ten punkt jest najczęstszym źródłem błędnych decyzji. Nagminnie mylimy się w ocenie tego, co możemy faktycznie zrobić i co jest od nas zależne. Robimy to poprzez rozszerzanie granic swojej sprawczości, przypisując sobie większy wpływ na rzeczywistość, niż faktycznie posiadamy.
Przykład: Rząd mojego kraju wprowadził prawo, z którym się gorąco nie zgadzam.
Typowa opcja, którą rozważamy: wyjdę na ulicę razem z innymi i zmusimy rząd do zmiany prawa.
Realna opcje: Wyjdę na ulicę. Będę skandował hasła. Jeśli spotkam innych podobnie myślących, to będę starał się ich trzymać.

Nie jest w mojej mocy zmienić decyzję rządu. Nie jest w mojej mocy zmusić czy nakłonić innych by wyszli na ulicę. Może się okazać, że stanę na niej zupełnie sam. Może się okazać, że będą nas tysiące, a rząd decyzji nie zmieni. I tak dalej.
Niejeden człowiek zapędził się w kozi róg, poprzez nazbyt szerokie rozumienie swojej sprawczości. Niejeden uczynił swoje życie nieszczęśliwym, bo nie chciał zrozumieć, co od niego zależy, a co nie.
Kluczowym przy podejmowaniu decyzji, jest stosowanie się do reguły zależne/niezależne, gdy budujemy zestaw opcji, spośród których przyjdzie nam wybierać. Upewniajmy się, że w tym zestawie jest zawsze tylko to, co kontrolujemy, czyli:
„Zaproszę koleżankę na kawę” nie „Pójdę z koleżanką na kawę” (koleżanka ma tu coś do powiedzenia)
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie” nie „Schudnę 10 kilogramów do wiosny” (może być za mało czasu)
„Będę pisał post co tydzień” nie „Zostanę królem blogosfery” (nikt nie kontroluje, co się stanie wiralem w internecie)
Jeszcze lepiej, jest dodać do każdego z tych stwierdzeń stoickie zastrzeżenie: „jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”.
„Zaproszę koleżankę na kawę, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli mój telefon zje pies?
„Będę spożywał 2000 kalorii dziennie, jeśli nic mi tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli okaże się, że ma to negatywny wpływ na moje zdrowie i lekarz zaleci mi więcej kalorii?
„Będę pisał posta co tydzień, jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi”, bo co jeśli złamie obie ręce i nie będę w stanie używać klawiatury przez miesiąc?
Ta praktyka wydaje mi się zdecydowanie łatwiejsza do wprowadzenia, niż to, co rozważaliśmy w punkcie pierwszym. W sensie możemy ją zastosować do większej ilości naszych decyzji, tych małych i tych większych, jako że jest mniej czasochłonna, mimo że jej wpływ na nasze decyzje jest równie wielki, jak rozpoznanie rzeczywistości.
Co jest ważne, nie zakładajmy, że już potrafimy to robić! Trzeba ćwiczyć i przez ćwiczenia budować automatyzm takiego podejścia, by przy każdej nawet drobnej decyzji, nasz umysł filtrował opcję pod kątem tych od nas zależnych.

(4) Przywołanie podobnych sytuacji z przeszłości (odwołanie do doświadczenia).
O tym punkcie krótko, bo większość tego, co odnosi się do punktu (1), ma zastosowanie i tutaj, a przeszłe doświadczenia stanowią też jeden z przyczynków do naszej weryfikacji rzeczywistości, są swoistą bazą wyników eksperymentów, którymi można testować nasze teorie.
Przeszłe doświadczenia można poddawać analizie, a nawet warto je poddawać analizie. Nie mamy żadnej gwarancji, że to, co tkwi w naszych wspomnieniach, jest wolne od błędów poznawczych. Nie wiemy, czy to, co pamiętamy, faktycznie się wydarzyło i czy wydarzyło się tak, jak to pamiętamy. To myśl dość nieprzyjemna, ale warto się z nią oswoić i regularnie poddawać sprawdzeniu nasze przekonania o przeszłości. Poddawajmy je skrupulatnej ocenie podobnej do tej opisanej w punkcie (1), jeśli to możliwe, konfrontując je z innymi świadkami tych wydarzeń. Wspomnienia stanowią ważny punkty odniesienia dla naszych decyzji teraz i w przyszłości: czyśćmy je z błędów poznawczych i dbajmy, by nie były zaburzane substancjami psychoaktywnymi. Jeśli nasze decyzje będą oparte na śmieciowych danych, to same też będą śmieciowe, niezależnie od tego, jak sprawnie działać będą mechanizmy ich podejmowania.

Reasumując, nie należy zaniedbywać fizyki jako nauki o rzeczywistości i naszym miejscu w niej. Jest kluczowa dla naszego procesu podejmowania decyzji, ponieważ:
1. Pozwala nam poprawnie zidentyfikować, co jest rzeczywiste, a co jest tworem lub zniekształceniem naszego umysłu.
2. Pozwala nam koncentrować nasze wybory nad tym, co naprawdę od nas zależy, bez gubienia się w labiryntach przypadku i sprawczości innych ludzi.

Ćwiczcie się więc w rozpoznawaniu rzeczywistości, bo każdemu z nas takie ćwiczenia wyjdą na dobre!

O byciu zmianą której pragniemy

W dzisiejszym tekście omawiane są związki między wdzięcznością, osobistym rozwojem i chęcią do zmiany świata. Autor krytycznie ocenia współczesne podejście do rozwoju, podkreślając, że istotne jest najpierw zadbać o siebie. Wskazuje na stoicką moralność, która łączy logikę, fizykę i etykę w dążeniu do dobra wspólnego.

Dzisiejszy tekst jest kontynuacją tekstu „O wdzięczności”, będącego komentarzem do TEDx Arona Andersona. Inspiracją dla jego powstania była rozmowa z kolegą Pawłem, któremu za ową dyskusję dziękuję, zachęcając jednocześnie do wskazania wszelkich nieścisłości.

Założenie: współczesny człowiek jest wystarczająco rozwinięty, wyedukowany i samoświadomy. Skoro tak, to dalsze drążenie koncepcji akceptacji, wdzięczności, etc., jest tylko narzędziem, które powstrzymuje człowieka od wystąpienia przeciw niesprawiedliwości świata.
W SKRÓCIE: techniki rozwoju osobistego, są jedynie współczesną wersją idei „chleba i igrzysk”.

Nie zgadzam się już z założeniem, że kondycja współczesnego człowieka jest tak korzystna. Anegdotycznie powiem, że ja na pewno nie osiągnąłem zadowalających standardów. Nie mam natomiast pomysłu, jak moglibyśmy rozstrzygnąć o prawdziwości założenia. Pozostańmy więc przy nim, a skoncentrujmy się na samym rozumowaniu i wnioskach.

Twierdzę, iż nie ma konfliktu między praktykowaniem wdzięcznością i rozwojem, a pracą by zmieniać świat. Więcej jeszcze, te praktyki są konieczne, by zmiana, którą czynimy była trwałą i pozytywną. Celnie ujął to Georges Friedmann:

„Unieśmiertelnić się, przekraczając siebie. Ta praca nad sobą jest konieczna, ta ambicja – słuszna. Liczni są ci, których pochłaniają całkowicie wojująca polityka, przygotowania do rewolucji społecznej. Nieliczni, bardzo nieliczni ci, którzy przygotowując rewolucję, chcą stać się jej godni.”

Rewolucję zaczynajmy od nas samych. Tak jak w samolocie mówią by najpierw założyć maskę sobie, a dopiero później dziecku, tak tu, powinniśmy najpierw zadbać o siebie a potem o świat. Powinniśmy stać się zmianą, której pragniemy. Dzięki temu przewodzimy poprzez dawanie przykładu, zamiast poprzez przymus. Edukujemy siebie, by móc edukować innych. Prawdziwie postrzegamy świat, dzięki czemu podejmujemy lepsze decyzje.

Przeszłe rewolucje nie podążały tym tropem, w efekcie pożerały swoje dzieci. Znaczył je krwawy przebieg i niepewność skutków, które były dziełem przypadku bardziej niż zamysłu. Charakter przywódcy był dobrym prognostykiem przebiegu rewolucji (M.L. King a W. Lenin). By nie powielić ich błędów, musimy oprzeć naszą rewolucję na tym co kontrolujemy, czyli na naszym charakterze.

Pytanie czy przy takim podejściu rewolucja kiedykolwiek nadejdzie, do doskonałości charakteru dążymy całe życie, nigdy jej nie osiągając. Jednak nie wydaje mi się by osiągnięcie doskonałości było konieczne. Wystarczy, że zaczęliśmy drogę ku niej i pewnie po niej stąpamy, a czas jest odpowiedni do zmieniania świata. Nie o doskonałość tu chodzi, a o właściwe nastawienie do rzeczywistości, gotowość do uznania swej omylności i zorientowanie na dobro ogółu.

Jak te rozmyślania wpisują się w myśl stoicką? Przypomnijmy słowa Marka Aureliusza:

„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego;
2.) działa tylko dla dobra powszechnego;
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Rdzeniem stoickiej moralności jest działanie dla dobra powszechnego. Nie ma przypadku, iż sąsiaduje tu z myślami, które odnoszą się do tego co kojarzymy z rozwojem osobistym. Dla stoika, wszystkie te cztery koncepcje stanowią spójną całość, powinny być praktykowane i rozwijane razem. Punkt drugi nie czeka na spełnienie pozostałych, przeciwnie, jest motorem i zachętą by zgłębiać pozostałe, jest powodem, dla którego warto robić raczej coś niż nic.

Cytat z Aurelego ujmuje trzy relacje, w których, według stoików, znajduję się człowiek:
+ relację z sobą samym („nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego”)
+ relację z wszechświatem („odczuwam pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy” i „przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”)
+ relację z innymi ludźmi („działa tylko dla dobra powszechnego”).

Są to kolejno: logika, fizyka i etyka stoicka. Trzy filary, powiązane między sobą, niezbędne by gmach naszego rozumu mógł się utrzymać. Bez logiki nie wiemy co jest prawdziwe, bez fizyki nie rozumiemy w jakim świecie działamy, bez etyki nie wiemy do czego mamy dążyć. Koncentracja jedynie na „działaniu dla dobra powszechnego” grozi zaniedbaniem dwóch pozostałych. Jeśli zaniedbamy logikę – skąd mamy wiedzieć, czy to do czego dążymy jest prawdziwie dobre? Jeśli zaniedbamy fizykę – skąd mamy wiedzieć, czy to jak do celu dążymy będzie skuteczne?
Ergo, nie może być prawdziwie społecznego działania, bez wewnętrznego rozwoju.

O wdzięczności

Aron Anderson w swojej prezentacji omawia trzy kluczowe zasady: wzięcie odpowiedzialności za rzeczywistość, zdobycie właściwej perspektywy oraz przyjęcie wdzięczności w życiu. Inspirując się myślami Marka Aureliusza i Epikteta, akcentuje znaczenie akceptacji losu i skupienia na tym, co zależy od nas, by osiągnąć spokój ducha.

Dziś chciałem poświęcić nieco uwagi ciekawej prezentacji Arona Andersona (anglojęzyczna): https://www.youtube.com/watch?v=kLnd1UGMLrw&t=609s&ab_channel=TEDxTalks
Moim zamiarem jest ująć myśli w niej zawarte w kontekście doktryny stoickiej, ubarwiwszy je odrobinką własnych doświadczeń.
Niech naszym przewodnikiem będzie myśl Marka Aureliusza (punkt 2 pomijam jako nieistotny dla tych rozważań):
„Nasza racjonalna natura swobodnie zmierza naprzód na podstawie wyobrażeń, gdy:
1.) nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego; (…)
3.) odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy;
4.) przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura.”

Teraz zerknijmy na 3 elementy z prelekcji pana Andersona:

Take ownership (weź odpowiedzialność/zaakceptuj prawdę)
Pierwszy z trzech punktów to wzięcie odpowiedzialności, lub inaczej akceptacja rzeczywistości. Koncepcja, którą poruszałem w niedawnym wpisie, do której będę niejednokrotnie wracał, bo uważam ją za fundamentalną. W cytacie z Marka Aureliusza mamy: „nie akceptuje niczego fałszywego lub niepewnego”, to znaczy widzę rzeczywistość taką jaka jest, nie zniekształconą przez moje przekonania, nie oszukuję sam siebie, wiem jaka jest moim dziełem i moją odpowiedzialnością. Wiem co jest moją rolą w życiu, słowami Epikteta:
„Pamiętaj, że jesteś aktorem w sztuce. Grasz postać zgodnie z wolą dramaturga. Jeśli sztuka jest krótka, to jest krótka; jeśli długa, to długa. Gdy dramaturg pragnie, byś odgrywał żebraka, nawet tę rolę graj dobrze, podobnie jak gdy jesteś kaleką, bogaczem lub przeciętnym człowiekiem. Na tym bowiem polega twoje zadanie, by dobrze odgrywać przypisaną ci rolę. Jej wybór należy do kogoś innego.”
Epiktet, Enchiridion, 17

W moim osobistym doświadczeniu kluczowym elementem powrotu do rzeczywistości, było zaakceptowanie tego, że jestem uzależniony. Na bazie tej prawdy mogłem podejmować dobre decyzje i budować swoje życie na nowo. Prawda jest solidnym fundamentem. Kłamstwo jest piaskiem, na którym nie wzniesie się nic trwałego.

Get perspective (Zdobądź właściwą perspektywę)
Drugi punkt Arona zgrywa się z 3 punktem Marka Aureliusz: „odczuwa pragnienie i odrazę do tego tylko, co od niej zależy”. Kiedy już zdobędziemy prawdziwy ogląd sytuacji, możemy rozgraniczyć to co od nasz zależy od tego co od nas nie zależy (fundamentalny stoicki podział świata na zależne i niezależne). Mając ten podział w ręku, możemy skoncentrować uwagę na tym co od nas zależne i kształtować to w najlepszy możliwy sposób.
Może nie zależeć ode mnie, czy pozostał mi rok życia, jak w przypadku koleżanki, o której mówi Aron, ale zależy ode mnie w jakim duchu ten rok przeżyję. Nie mam gwarancji, że spełni się wszystko co sobie postanowię, ale mogę zagwarantować, że zrobię wszystko co w mojej mocy by tak się stało i że sukces i niepowodzenie przyjmę z jednakim spokojem ducha.
To bardzo uwalniając perspektywa, słowami Marka Aureliusza:
„Jeśli za dobre i złe uznamy tylko rzeczy zależne od naszego wyboru, nie będzie powodu do obwiniania bogów lub okazywania wrogości innym ludziom.”
Marek Aureliusz, Rozmyślania, 6.41

Właściwa perspektywa wyswobadza nas od zawiści, złorzeczenia na los, użalania się. Uwalnia nas do czynienia tego co dobre i ważne.
W moim doświadczeniu, zrozumienie: że jest ode mnie niezależne to, że mój mózg jest uzależniony od alkoholu (w AA powiedziano by: jestem bezsilny wobec alkoholu); że alkohol funkcjonuje i będzie funkcjonował w społeczeństwie; pozwoliło mi się skoncentrować na tym co jest ode mnie zależne: na nie przebywaniu w towarzystwie pijących, nie tolerowaniu alkoholu w moim domu, pilnowanie by być wypoczętym, najedzonym, spokojnym, nie samotnym (tzw. HALT) i szeroko mówiąc przestrzeganie zasad i zaleceń, uczestniczeniu w terapiach i praca nad sobą. Karty zostały rozdane, rola przydzielona, a do mnie należy zagrać najlepszą możliwą partię.

Embrace gratitude (amor fati, umiłowanie losu, wdzięczność)
Ostatni punkt Arona zbiega się z ostatnim punktem Marka Aureliusza: „przyjmuje wszystko, co wyznacza jej natura”. Stoicy wzywają do pełnej akceptacji naszego losu. Więcej jeszcze, do pragnienia tego co los nam zsyła i niczego innego:
„Nie pragnij, by wszystko toczyło się zgodnie z twymi oczekiwaniami. Zamiast tego chciej, by wydarzyło się to, co rzeczywiście się wydarza. Wtedy twe życie będzie upływać pomyślnie.”
Epiktet, Enchiridion, 8

Tak jak Aron mówi w swoim materiale, nie trudno być wdzięcznym gdy świat nas pieści, trudności pojawiają się wtedy gdy los się od nas odwraca. Sztuka (sztuczka) polega na tym, żeby przestać rozróżniać te dwa stany. To znaczy akceptować i przyjmować z wdzięcznością nasz los tak jak leci. Epiktet mówi: wszystkie twoje pragnienia mogą się spełnić, jeśli tylko zawsze będziesz pragnął dokładnie tego co ci się przydarza.
Bardzo trudna sztuka, mi samemu daleko jest do jej realnego praktykowania. Zbliżam się do akceptacji losu, a i to jeszcze nie w pełni, umiłowanie wciąż przede mną. Jest to jednak ważne i w połączeniu z poprzednimi punktami stanowi jedną z możliwych dróg do spokoju ducha. Słowami Epikteta:
„Dwie cechy sprawiają, że łatwo jest chwalić opatrzność za wszystko, co może się przydarzyć. Te cechy to: kompletny ogląd tego, co rzeczywiście wydarzyło się w danej sytuacji, i poczucie wdzięczności. Jaki jest sens oglądu bez wdzięczności? Co jest obiektem wdzięczności bez oglądu?”
Epiktet, Diatryby, 1.6.1-2

Wdzięczność i prawdziwy ogląd czynią nasze spojrzenie na świat kompletnymi.
Z mojego doświadczenia, a jak wspomniałem ta droga trwa, jest we mnie wiele wdzięczności za wspaniałych ludzi w moim życiu, za trzeźwy umysł, za wspaniałe czasy w których żyje, które oferują tak wiele możliwości rozwoju. Ale jest wciąż wiele gniewu i niezgody: na stracone lata, na rolę, którą alkohol pełni w naszym społeczeństwie etc.. Wciąż jeszcze przede mną, zrozumienie co w tym jest faktycznie w moje mocy a co nie, co mogę zmienić, a co warto zaakceptować by pewnego dnia pokochać.

PS.: Pozdrowienia dla Karola Klęczka za polecenie TEDx’a!