Emocje czyli interpretacja stanu ciała w kontekście – część 2

W dzisiejszym artykule kontynuujemy temat rozpoczęty dwa tygodnie temu, czyli spojrzenie na emocje jako na interpretacje stanu ciała w kontekście. Jeżeli nie czytaliście pierwszej części, gorąco do tego zachęcam, będę się bowiem odwoływał do przedstawionych tam koncepcji bez ich ponownego wprowadzania.

Skupimy się na potencjalnych praktycznych konsekwencjach, jakie niesie za sobą takie rozumienie emocji. Cele są dwa. Pierwszy to zrozumieć lepiej niektóre z naszych zachowań i reakcji, tak, byśmy mogli być na nie przygotowani i by nie wywodziły nas na manowce. Drugi to uzyskanie kilku narzędzi, które mogą nam pozwolić na twórczą manipulację procesem emocjonalnym i dzięki temu uzyskanie korzystniejszego samopoczucia i nastroju.

Manipulacja kontekstem

W myśl naszej przewodniej hipotezy emocja to interpretacja stanu ciała w kontekście. To stwierdzenie ma trzy zasadnicze składniki: interpretacje, stan ciała i kontekst. To one razem składają się na to, co odczuwamy, i to nimi indywidualnie możemy zarządzać, aby kierować w bardziej świadomy sposób naszym doświadczeniem.

Kontekst to złożony twór, na który składają się dane ze zmysłów zewnętrznych, przeszłe doświadczenia, uczucia i nastroje, przekonania i wierzenia oraz wartości i normy etyczne. Jeżeli kontekst ulegnie zmianie, to zmianie ulegnie nasza odpowiedź emocjonalna.

Modyfikowanie kontekstu jest ciekawą formą zarządzania naszą sferą emocjonalną. Nie jest to podejście doraźne, lecz długoterminowe, to znaczy, że nie uciekamy się do niego w chwili, gdy odczuwamy emocję, tylko praktykujemy je z wyprzedzeniem, by zmieniać nasze przyszłe reakcje. Spojrzawszy na wymienione wyżej elementy kontekstu, jasne powinno być, że modyfikacja większości z nich wymaga czasu i wysiłku. Wyjątkiem są dane ze zmysłów zewnętrznych, którymi niekiedy można manipulować na bieżąco. Ten przypadek zostawimy na razie na boku i wrócimy do niego w dalszej części tekstu.

Na blogu piszę często o stoicyzmie i stosowanych w nim technikach. Wiele z nich to sposoby na modyfikowanie naszego kontekstu poznawczego. Choć dane ze zmysłów to osobna historia, a wspomnienia mogą być trudne do zmiany (choć można zmieniać ich interpretację!), to pozostałe elementy kontekstu są dostępne dla naszej pracy.

W przypadku przekonań i wierzeń polecam tekst „Praca z przekonaniami”. Ich zmiana to proces trudny i żmudny, ale wielce satysfakcjonujący.

W przypadku wartości polecam tekst „Hierarchia wartości jako ćwiczenie stoickie”.

Jeśli chodzi o kwestie moralne i etyczne, ten temat także przewinął się już przez łamy bloga i część tych rozważań można znaleźć tutaj: „O etyce stoickiej”.

O pracy z uczuciami i nastrojami nie pisałem do tej pory wiele, wspomnę więc tylko pokrótce kilka podstawowych myśli dotyczących pracy z nimi.

O nastrojach można przypuszczać, że w pewnym stopniu są wypadkową pracy nad przekonaniami, wartościami i etyką. Oczywiście będą też modyfikowane przez bezpośrednie okoliczności, ale w jakimś stopniu z dobrego myślenia o świecie wypływa i dobry nastrój.

Uczucia to temat rozległy i skomplikowany. Literatury mu poświęconej znajdziecie wiele i to zarówno pod kątem naukowym, samopomocowym, jak i beletrystycznym, bo przecież każda niemal powieść w pewnym stopniu traktuje właśnie o uczuciach. Tutaj chciałbym podkreślić, że uczucia zasadniczo różnią się od emocji. Są stanami długotrwałymi, mają silny komponent poznawczy i refleksyjny – w skrócie są nie tyle natychmiastową motywacją do zrobienia czegoś, co bardziej długotrwałym, przemyślanym nastawieniem do osób lub rzeczy. Warto zwrócić uwagę, że w związku z tym mamy zdecydowanie większą sprawczość nad swoimi uczuciami niż nad emocjami – czego jednak nie należy koniecznie rozumieć jako pełnej kontroli nad tymi pierwszymi.

Manipulacja sygnałem z ciała

Zatrzymanie emocji, która już się uruchomiła, jest zadaniem trudnym, a uczynione niewprawnie może być działaniem szkodliwym. Jednak emocja to interpretacja stanu ciała w kontekście. Czy możemy, gdy pojawi się emocja, uczynić coś ze stanem naszego ciała, by nią zarządzić?

Stan ciała to złożony zbiór sygnałów, jakie w każdej sekundzie dopływają do naszego mózgu ze wszystkich organów. Choć nie każdy z tych sygnałów możemy świadomie zmodyfikować, to przynajmniej część z nich, które, jak najbardziej, mogą być poddane świadomej manipulacji, a jeżeli sygnał z ciała ulegnie zmianie, to zmieni się także emocja.

Zapewne kojarzycie wszelkiego rodzaju techniki oddechowe i relaksacyjne, często wywodzące się ze szkół filozoficznych Wschodu. Dzięki ich zastosowaniu można wyciszyć gwałtowne emocje, ograniczając ich siłę albo całkowicie je rozpraszając. Ich skuteczność jest znana i wielokrotnie potwierdzana. Nawet jeśli nie dają gwarancji skuteczności, to zdecydowanie zwiększają szansę na sukces, szczególnie jeśli ćwiczymy się w ich wykorzystaniu.

Skuteczność tych technik wydaje się bezpośrednio związana z opisaną wyżej naturą emocji. Bazują one na modyfikowaniu stanu ciała. Gdy uspokaja się oddech, obniża się tętno – mózg dostaje odmienny sygnał do zinterpretowania, co prowadzi do realnego odczuwania osłabionej wersji emocji, innego stanu emocjonalnego lub całkowitego jego zaniku.

Choć na łamach tego bloga nie poświęcaliśmy wiele miejsca technikom pracy z ciałem w zarządzaniu emocjami, zachęcam wszystkich do ich wypróbowania. Literatura dotycząca ich stosowania jest bogata, Internet kipi od treści powiązanych z tym tematem, a nawet można znaleźć wielu nauczycieli, którzy prowadzą na żywo zajęcia uczące metod relaksacyjnych.

Zmiana sygnału z ciała jest narzędziem, które w przeciwieństwie do pracy z kontekstem, działa tu i teraz, jest swego rodzaju ratunkowym i natychmiastowym działaniem. Dlatego też nie są to podejścia konkurencyjne, ale raczej uzupełniające się wzajemnie. Warto stosować i jedne, i drugie w zależności od okoliczności.

Manipulacja interpretacją

Mechanizm interpretacji jest trzecim składnikiem naszego modelu emocji. Jest fascynującym pytaniem, czy można świadomie zmieniać i kształtować ten element całego procesu?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Co wydaje mi się jasne, to, że można manipulować mechanizmem, chociażby przy pomocy środków psychoaktywnych, ale tego podejścia nie określiłbym mianem „świadomego”. W tym sensie, że choć leki czy narkotyki możemy zażywać świadomie, to nasza świadomość nie kontroluje ich wpływu na funkcjonowanie naszego mózgu. Do środków psychoaktywnych wrócę jeszcze nieco dalej, gdyż ich działanie wydaje mi się złożone i dotykające wszystkich trzech elementów procesu.      

Nie jest dla mnie jasne, czy mechanizm interpretacji jest kwestią czysto ewolucyjną, jakąś stałą właściwością mózgu, która jest niemodyfikowalna przez świadome procesy. Nie wiem nawet do końca, gdzie postawić granicę pomiędzy takimi zjawiskami, jak nastrój czy uczucie, a maszynerią interpretacji. Czyli bez odpowiedzi pozostaje dla mnie pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica między kontekstem a funkcją interpretacji?

W związku z tymi otwartymi pytaniami nie będę zagłębiał się w dalsze dywagacje, zasygnalizuję jedynie, że jeżeli proces interpretacji może zostać zmieniony, to przypuszczam, iż praca z nim przypomina pracę z kontekstem.

Błędy w interpretacji

Emocje to mechanizm przystosowania ewolucyjnego. Dzięki nim zwierzę może dokonywać szybkich decyzji w odpowiedzi na szansę lub zagrożenie, mobilizując do tego niezbędne zasoby. Wyzwalaczem dla emocji są (według przyjętego tu ujęcia) stany ciała, czyli koniec końców także mechanizmy przystosowawcze – prostsze i bardziej pierwotne, niewymagające ingerencji, a nawet istnienia emocji czy układu nerwowego w ogóle.

Żaden mechanizm przystosowawczy nie jest doskonały. Powstaje w określonych warunkach środowiskowych i, nawet operując w ich obrębie, może popełniać błędy. Przykładowo, gdyby czujność sarny była perfekcyjna, żaden wilk nie byłby w stanie jej złowić. Natomiast gdy zmienią się warunki zewnętrzne, przydatne mechanizmy mogą nie tylko prowadzić do okazjonalnych niepowodzeń, ale wręcz stać się zagrożeniem.

Emocje wydają się być mechanizmem przystosowawczym, który jest nadbudową prostszych form reakcji – czyli sygnałami z ciała, które emocję wyzwalają. Choć nie ma specjalnych wątpliwości, że ich istnienie niesie korzyść ewolucyjną, jest też spodziewane, że na linii styku nowego i starego mechanizmu będzie dochodziło do tarć. Ich efektem będą „błędne” – w rozumieniu zarówno maladaptacyjnych, jak i nieadekwatnych do sytuacji – aktywacje emocji.

Zabawny przykład podaje Lisa Feldman Barrett w swojej książce „Jak powstają emocje. Sekretne życie mózgu”. Wspomina, iż pewnego dnia udała się na randkę w ciemno. Towarzysz nie zrobił na niej szczególnie dobrego pierwszego wrażenia: nie zabłysnął ani fizycznie, ani intelektualnie. Jednak w trakcie kolacji badaczka zaczęła odczuwać podniecenie i pociąg do swego towarzysza. Nieco ją to zaskoczyło, biorąc pod uwagę trudny start, ale efekt był oczywisty. Po kolacji rozstali się, a badaczka udała się do domu. Następnego dnia obudziła się z gorączką, bólem gardła i pełnoobjawową grypą. Grypą, której pierwsze symptomy pojawiły się najpewniej już poprzedniego wieczora i zostały mylnie zinterpretowane jako pociąg seksualny do towarzysza kolacji.

Warstwowość przetwarzania i związane z nim błędy i trudności

Przetwarzanie emocji, kiedy w grę wchodzi świadomość, jest skomplikowanym procesem. Ja, kiedy o nim myślę, wyobrażam go sobie warstwowo. Nad warstwą prostej reakcji emocjonalnej – choć „prosta” to niekoniecznie trafione słowo, bo to niezwykle bogata i złożona konstrukcja – „nadbudowana” jest warstwa świadomości. Może ona zawieszać, a nawet anulować reakcję emocjonalną. Stawiam hipotezę, że jej funkcją jest ograniczanie liczby błędnych interpretacji. To dodatkowy poziom bezpieczeństwa, który bierze pod uwagę szerszy i bogatszy kontekst – w najprostszym przypadku ten kontekst to dane zmysłowe zbierane przez nieco dłuższy czas, o bardziej skomplikowane jego aspekty wspomnieliśmy wcześniej.

U człowieka identyfikuję jeszcze jeden poziom nadbudowy – świadomość refleksyjną. W ramach tego mechanizmu umieszczam kompetencję długofalowego planowania – snucia abstrakcyjnych, dalekosiężnych planów i zawieszania działań niższych poziomów, jeśli im nie sprzyjają. Dodatkowo do kompetencji świadomości refleksyjnej zaliczam zdolność do modyfikowania działania niższych poziomów – w szczególności zmieniania elementów kontekstu (uczuć, nastrojów, wartości) oraz, potencjalnie, mechanizmów selekcji i interpretacji. Możliwe jest jednak, że te dwie kompetencje to bardziej dwa oddzielne poziomy.


Na styku między warstwami może dochodzić do pęknięć i problemów. Hipotetycznie taka piramida może stawać się coraz bardziej niestabilna w miarę jak dokładamy do niej kolejne poziomy. Jeżeli tak jest, to interesujące jest pytanie, ile jeszcze poziomów abstrakcji ewolucja może do tej konstrukcji „dołożyć”, nim stanie się ona kontrproduktywna? Wspominam o tym głównie dlatego, by potrząsnąć nieco naszym antropocentryzmem. Byśmy pozostali otwarci na ideę, że obecna struktura naszego umysłu i świadomości nie jest jeszcze ostatnim słowem ewolucyjnego rozwoju mózgu i z czasem mogą się pojawić jeszcze bardziej wyrafinowane poziomy przetwarzania.

Na koniec tej sekcji dodam jednak, że zaproponowany przeze mnie obraz warstwowy jest najpewniej nietrafny. Jest możliwe i prawdopodobne, że te sfery przenikają się w dużo większym stopniu, niż tu sugeruję i tak klarowne rozdzielenie warstw przetwarzania jest tylko uproszczeniem przydatnym do myślenia o tym temacie.

Leki i substancje psychoaktywne

Ciekawym przypadkiem oddziaływania na mechanizm powstawania emocji są leki i substancje psychoaktywne. Człowiek od tysięcy lat zażywał różne, naturalnie występujące związki chemiczne w celu wywarcia pewnego wpływu na swój organizm. Współczesna chemia i medycyna wytworzyły tysiące nowych związków chemicznych, o zdecydowanie bardziej konkretnych profilach działania i lepiej kontrolowanej sile, niż związki występujące naturalnie.

Nie wątpię, iż istnieją systematyczne podziały takich środków naturalnych i sztucznych, klasyfikujące je szeroko i dokładnie. Na potrzeby naszych dzisiejszych rozważań zaproponuję jedynie prosty podział na substancje psychoaktywne i niepsychoaktywne. Kryterium będzie tutaj nie tyle ich formalna klasyfikacja, ile miejsce bezpośredniego działania. Do pierwszej grupy zaliczę substancje, które bezpośrednio oddziałują na mózg i funkcjonowanie neuronów – alkohol, nikotynę, opiaty, antydepresanty itp. Do drugiej te, które działają bezpośrednio na inne układy organizmu, nie oddziałując bezpośrednio na mózg – na przykład aspirynę, leki na ciśnienie czy leki na zgagę.

Hipoteza jest taka, iż środki z obu tych kategorii oddziałują na to, jakie emocje odczuwamy, ale oddziaływanie to jest głębsze i bardziej złożone w przypadku środków psychoaktywnych.

Środki psychoaktywne oddziałują kompleksowo na proces formowania emocji. Rozumiem przez to, że mogą zmieniać zarówno stan ciała, kontekst jak i proces interpretacji.

Sposób, w jaki modyfikują stan ciała zależy od konkretnego specyfiku. Niektóre z nich będą powodować podwyższenie ciśnienia krwi lub tętna, inne, wręcz przeciwnie, będą obniżać obie te charakterystyki. Część z nich będzie miała zmienny wpływ zależny od zażytej dawki. Z grubsza można podzielić ich działanie na stan ciała na stymulujące i uspokajające – przy czym wydaje się jasne, iż ten podział nie jest ścisły ani doskonały. Zdecydowanie też nie twierdzę tu, że jest to główny sposób oddziaływania środków psychoaktywnych na emocje, przeciwnie spodziewam się raczej, że jest marginalny w porównaniu z pozostałymi dwoma, szczególnie przy większych dawkach. Przy mniejszych dawkach, hipotetycznie, może natomiast stanowić wyzwalacz efektu placebo.

Środki psychoaktywne modyfikują kontekst na kilka sposobów. Po pierwsze, bezpośrednio, to znaczy oddziałując na funkcję neuronów poprzez odpowiedni dla siebie mechanizm. Może to oznaczać zmodyfikowanie nastroju osoby poddanej ich działaniu. Na szczególną uwagę zasługują tu układy neurochemiczne związane z regulacją nastroju i pobudzenia, ale nie są to jedyne układy i mechanizmy w mózgu, których modyfikacja przez środki psychoaktywne może prowadzić do zmiany kontekstu dla emocji.

W przypadku samego mechanizmu interpretacji sytuacja jest podobna jak w przypadku  kontekstu. Środki psychoaktywne bezpośrednio modyfikują działanie mózgu, na poziomie zmian w działaniu pojedynczych neuronów i ich grup, w związku z czym mogą prowadzić do zmian w algorytmach interpretacji bodźców z ciała. Moja hipoteza jest taka, iż zmiany w tym właśnie obszarze mogą być jedną z głównych przyczyn pewnej chwiejności emocjonalnej osób będących pod wpływem substancji. Można to zaobserwować u osób po zażyciu alkoholu, które potrafią w przeciągu kilku minut przejść od euforycznego śmiechu do zrozpaczonego płaczu lub od przyjaznej radości do agresywnego gniewu. Dostrzegam w tym efekt pewnej przypadkowości, jaka wkrada się w mechanizmy interpretacji z powodu ich chemicznego zaburzenia, przez co ten sam sygnał z ciała w tym samym kontekście zostaje radykalnie odmiennie zinterpretowany w krótkim odstępie czasu. Efektem tego jest znaczny stopień nieprzewidywalności osób odurzonych substancjami.

Jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju leki, które nie mają komponentu psychoaktywnego, wpływ na emocje zdaje się wypływać przede wszystkim ze zmiany stanu ciała, jakiej dokonują. W rezultacie intensywność modyfikacji jest znacząco niższa niż w przypadku narkotyków, jednocześnie względnie wysoka jest przewidywalność efektu. Jeśli weźmiemy za przykład leki obniżające lub podwyższające tętno – spowolnienie będzie skutkowało uspokojeniem emocji, przyspieszenie – ich podkręceniem. Efekt może być na tyle silny, że samo podwyższenie tętna bez zmian innych okoliczności może wywołać odczucie lęku.

Eksperymenty z chemicznym modyfikowaniem stanu ciała, bez modyfikowania stanu mózgu, to fascynujący temat badawczy, który w przyszłości może zaskutkować pojawieniem się narzędzi do doraźnego manipulowania emocjami. Warto przy tym zauważyć, że w pewnym sensie także tak proste aktywności, jak jedzenie czy picie mogą być podciągnięte pod kategorię chemicznego kształtowania emocji.

Fabryka sztucznych emocji

Ta myśl sprowadza nas do ostatniego już punktu w dzisiejszych rozważaniach, czyli do fabryk sztucznych emocji. Co to takiego? To każda aktywność i każdy produkt zmierzający do tego, by wymusić wejście umysłu w konkretny, pożądany stan emocjonalny.

To bardzo szeroka kategoria rozciągająca się od czekoladowych ciasteczek babuni po internetową pornografię czy od oglądania serialu wieczorem po samookaleczanie. Pewna niedorzeczność tych zestawień sugeruje, że zarzuciliśmy sieć pojęciową nieco zbyt szeroko. To prawda i choć łączy je wszystkie modyfikowanie stanu ciała lub kontekstu w celu uzyskania pożądanej emocji, to nie każde z nich niesie ze sobą porównywalne zagrożenia.

W związku z tym chciałbym zawęzić rozważania do tych spośród nich, które zdają się celowo wykorzystywać efekt emocjonalny, by się „sprzedać”. Nawet ta kategoria jest bardzo szeroka, bo zalicza się do niej zarówno nowy hollywoodzki „wyciskacz łez”, jak i działka heroiny zakupiona u lokalnego dealera. Jakie kryteria możemy zastosować, by dokonać użytecznych rozróżnień wewnątrz tej zróżnicowanej grupy? Jak możemy zacząć budować algorytm dobrego wyboru „produktów emocjonalnych”?

Zaproponuję dwa kryteria – nie sugerując, że to kryteria jedyne, ani nawet, że słuszne. Pierwsze z nich to skutki uboczne, czyli niepożądane działania dodatkowe, w szczególności długotrwały wpływ na nasze zdrowie i/lub nasz dobrostan. Wiedzę o nich powinniśmy opierać na konsensusie naukowym jako najlepszym przybliżeniu realnych skutków. Czasem sprawa jest oczywista i nie trzeba sięgać do fachowej literatury, by zorientować się, że najnowsza komedia romantyczna rodem z Kalifornii ma dużo mniejsze skutki uboczne niż działka heroiny. Sprawy nie zawsze jednak będą tak oczywiste i warto śledzić aktualny stan wiedzy naukowej w odniesieniu do „produktów emocjonalnych”, których używamy.

Drugie kryterium, to stopień, w jakim zachowujemy kontrolę nad sytuacją w przypadku używania danego produktu. Rozumiem przez to dwie kwestie: możliwość wycofania się z sytuacji oraz zdolność do przerwania efektu samym wysiłkiem woli. Przykładowo, oglądając rzewny film mogę się „wybić z nastroju” po prostu zaczynając myśleć o czymś innym, na przykład zakupach, jakie jutro mam zrobić. Taki akt woli właściwie od ręki przerywa efekt emocjonalny. Jeśli natomiast jestem pod wpływem heroiny, to choćby nie wiem jak bym wolę wysilał, nie przerwę i nie zatrzymam stanu, w który mnie wprowadziła. Póki chemiczny efekt trwa, póty jestem mu poddany, nie ma zasadniczo odwrotu.

W kwestii tego kryterium trudniej będzie o konkretny konsensus naukowy i w większym stopniu będziemy polegać na subiektywnym odczuciu. Należy jednak zauważyć, że choć o twarde dane jest trudniej, to nie znaczy, że ich zdobycie jest niemożliwe i tam, gdzie możemy je zdobyć, powinniśmy opierać się na nich, zamiast na naszych subiektywnych odczuciach. Tutaj warto zauważyć, że kryterium wolności może być powiązane z innym, którego dotąd nie wymieniłem, czyli z intensywnością efektu. Mam na myśli zależność: im większa intensywność efektu emocjonalnego, tym mniejsza świadoma kontrola nad jego przebiegiem. To powiązanie może nam utrudniać obiektywną ocenę stopnia naszej sprawczości przy co bardziej intensywnych „produktach emocjonalnych”, szczególnie tych psychoaktywnych.

Podsumowanie

Emocje to interpretacja stanu ciała w kontekście. Nie są magiczną siłą, która czyni nas bezwolnymi. Są silnymi propozycjami podświadomych analiz, opartych na interpretacji stanu ciała w kontekście, co do tego, jak powinniśmy postąpić. Nie musimy zgodnie z nimi postępować. Co więcej, możemy modyfikować stan naszego ciała, by zmieniać odczuwaną emocję – możemy czynić to doraźnie w momencie jej doświadczania. Możemy też zmieniać kontekst, pracując systematycznie nad naszymi uczuciami, nastrojami i, ogólnie rzecz ujmując, naszym nastawieniem poznawczym.

Emocje są potężnym motywatorem – musiały takie być, by spełnić swoją ewolucyjną rolę skłaniania człowieka do unikania niebezpieczeństwa i podążania za nadarzającymi się szansami. Ich użyteczność nie jest już jednak tym, czym była dawniej. Świat, w którym funkcjonujemy na co dzień różni się znacznie od dzikiej dżungli czy sawanny. Przekształciliśmy go głęboko i nie wszystkie mechanizmy przystosowawcze zachowują swoją pełną użyteczność. Nie zmienia to jednak faktu, że w nas działają i mają na nas realny wpływ. Na zmiany w procesie ewolucji trzeba czekać wiele pokoleń i może zmiany te doprowadzą z czasem do zmiany w naszym funkcjonowaniu emocjonalnym. W międzyczasie możemy skorzystać z innego mechanizmu przystosowawczego, w który wyposażyła nas natura: refleksyjnej świadomości i z jej pomocą korygować emocje i je przekształcać tak, by stały się bardziej użyteczne we współczesnych realiach.

Dodaj komentarz